Sponsorowanie lichwiarzy

Sponsorowanie  lichwiarzy

Szanowni Państwo!

Wydaje się jakby „dobra zmiana” utknęła w miejscu. Są dziedziny, w których trudno ją zauważyć. Seniorom proponuje się darmowe leki zamiast kompetentnych lekarzy, niemowlętom szczepionki o niezbadanym działaniu. Dla równowagi emocjonalnej wciska nam się mnóstwo seriali opowiadających, jakich to mamy genialnych lekarzy. Pacjent odnosi zatem wrażenie, że może tylko on jakoś źle trafił.

Z nauką historii jest akurat odwrotnie. Skoro już ją w szkołach przywrócono, to dla równowagi serial telewizyjny powinien utrzymywać widza w przekonaniu, że Polacy zawsze byli jacyś tacy nudni i przygłupi. A najlepiej, żeby zakłamanej historii Polak uczył się z Muzeum Polin, które jest utrzymywane za pieniądze, i to nie małe, polskiego podatnika. Może nie stać nas na edukację lekarzy z prawdziwego zdarzenia, ale na renowacje żydowskich cmentarzy, o które sami żydzi nie dbają, wydajemy lekką ręką 1 milion zł.

Ale co tam jakiś głupi milion! Niebawem oddamy miliardy i to nie złotówek, a dolarów – praktycznie wszystko co mamy i jeszcze zadłużymy się spłacając żydowskie roszczenia, zapewne „konieczne, uzasadnione i sprawiedliwe”. Zostały one bowiem na razie wyliczone akurat na tyle, ile wynoszą nasze rządowe rezerwy trzymane w amerykańskich bankach. Ot, taki nieoczekiwany zbieg okoliczności! Historia lubi się powtarzać, raz już zapłaciliśmy złotem z rezerw państwowych Anglikom za przywilej bronienia ich przed Hitlerem.

Wyszliśmy na tym tak, jak może wyjść człowiek honoru w starciu z lichwiarzem. Obecne głębokie ukłony naszych przywódców w jedną stronę, powodują wystawianie się na kopniaki z drugiej. Uniżoność zawsze odnosi ten sam skutek. Trudno nie skorzystać z okazji do wymierzenia salonowego, albo dyplomatycznego kopniaka, gdy podstawia się do tego sam wypięty tyłek.

A może jest to ostatni moment, żeby przypomnieć sobie o honorze i polskiej racji stanu, póki nie jest za późno?

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Nowy włoski rząd

Nowy włoski rząd

Nowy włoski rząd (jeśli powstanie) będzie koszmarem dla Unii Europejskiej

Eurosceptyczni populiści i skrajni prawicowcy są o krok od przejęcia władzy w kraju, który był jednym z członków założycieli Unii. Realizacja pomysłów ruchu 5 Gwiazd i partii Liga oznacza ostre zderzenie Włoch z Brukselą, zwłaszcza jeśli chodzi o gospodarkę, politykę migracyjną i zagraniczną oraz przyszłość strefy euro i handel, piszą Jacopo Barigazzi i Giulia Paravicini z POLITICO.

  • Po raz pierwszy od czasu powstania Unii, jednym z członków założycieli wspólnoty może wkrótce rządzić lider, który otwarcie wyraża sceptycyzm wobec projektu europejskiego
  • Koalicjanci mają pomysł na natychmiastowe wydatki rzędu 100 miliardów euro, przy czym Włochy już teraz są jednym z najbardziej zadłużonych krajów świata
  • Nie później niż za miesiąc nowy włoski rząd może doprowadzić do zniesienia sankcji wobec Rosji

Unijni politycy i urzędnicy powinni zainwestować w paracetamol. Jednak ból głowy to najmniejszy z problemów, jakie może przysporzyć urzędnikom Unii populistyczny sojusz przygotowujący się do przejęcia kontroli nad Włochami. I, że to, co słyszą, to dopiero początek.

 

Lider Ligi Matteo Salvini zapowiedział, że Włochy nie będą już przyjmować rozkazów z Unii i cieszył się, że światowe rynki finansowe okazały zaniepokojenie pomysłami gospodarczymi tworzącej się koalicji. – To jest dobry znak, ponieważ oznacza, że urzędnicy w Berlinie, Waszyngtonie, Paryżu i Brukseli zdają sobie sprawę, że zmiana właśnie staje się rzeczywistością – powiedział w opublikowanym na Facebooku nagraniu.

A więc kiedy antysystemowy ruch 5 Gwiazd i skrajnie prawicowa Liga przygotowują się do przejęcia władzy w trzeciej co do wielkości gospodarce strefy euro, przedstawiamy sześć obszarów – od handlu, przez migrację, po rosyjskie sankcje – które z dużym prawdopodobieństwem zostaną wkrótce poddane silnym wstrząsom.

1. Gospodarka

Podczas kampanii wyborczej Salvini, wielokrotnie powtarzał, że jest gotów zignorować 3-procentowy pułap deficytu budżetowego, jaki narzucony jest przez przepisy unijne. I jeśli program rządowy uzgodniony przez obie partie miałby być wskazówką, to właśnie to zrobi. Według gazety Corriere della Sera obietnice wyborcze zawarte w programie mogą kosztować nawet 100 miliardów euro. Odpowiada to około 6 procentom PKB w kraju o trzecim co do wielkości publicznym długu na świecie. Proponowane posunięcia budżetowe „mogłyby zaostrzyć napięcia z europejskimi partnerami Włoch i oczekiwalibyśmy, że Komisja Europejska podejdzie do tego w sposób konserwatywny”, napisał brytyjski bank Barclays w notatce dla inwestorów.

2. Migracja

Liga obiecała wyrzucić nielegalnych imigrantów i stawiać odtąd Włochów na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o zatrudnienie i mieszkania publiczne. „Potrzebujemy masowego sprzątania również we Włoszech”, pisał w lutym Salvini. 5 Gwiazd przyjęło bardziej umiarkowany ton, ale to nie powstrzymało ich lidera Luigi Di Maio od opisywania organizacji pozarządowych ratujących migrantów na Morzu Śródziemnym jako „morskie taksówki”.

Z takim nastawieniem nowy rząd włoski usiądzie do unijnej dyskusji na temat reformy systemu azylowego, która ma się odbyć na szczycie Rady Europejskiej w przyszłym miesiącu.

Salvini sprzeciwił się także nowemu siedmioletniemu budżetowi proponowanemu przez Komisję Europejską, oskarżając go o zabieranie pieniędzy rolnikom i lokalnym społecznościom w celu przekazania ich migrantom. – Chcę poprowadzić rząd, który zaczyna mówić „nie” europejskim szaleństwom – powiedział niedawno.

3. Rosja

Jedną z pierwszych ofiar rządu 5 Gwiazd i Ligi może być polityka unijnych sankcji wobec Rosji. W kwietniu Salvini zatweetował, że jeśli chodzi o Moskwę, zamierza zlikwidować „absurdalne sankcje, które powodują nieobliczalne szkody dla włoskiej gospodarki”. Związki Ligi z Rosją są szczególnie ścisłe – w zeszłym roku partia podpisała „umowę o współpracy” z rządzącą partią Władimira Putina.

Również posłowie 5 Gwiazd opowiadali się za odrzuceniem sankcji, powołując się na obawy włoskich przedsiębiorców. Miejscem pierwszego starcia będzie czerwcowa Rada Europejska, podczas której kraje członkowskie będą głosować nad odnowieniem sankcji wobec Rosji. Ponieważ wymagana jest jednomyślność, sprzeciw ze strony Rzymu wystarczy do ich zakończenia.

4. Nieliberalizm

Jest jeden taki przywódca Unii, który radośnie powita nowy włoski porządek polityczny: Viktor Orbán. Węgierski premier często spierał się z wcześniejszymi włoskimi rządami w sprawie ich polityki migracyjnej. Zaś Salvini niedawno pogratulował Orbánowi reelekcji tweetując: „Węgrzy głosowali zgodnie z ich sercem i rozumem, ignorując groźby Brukseli i miliardy Sorosa”. Jego Liga poparła również list jaki Grupa Wyszehradzka wysłała do byłego premiera Włoch Paolo Gentiloniego, pouczając Włochy w sprawie migracji.

Ciekawe czy do radości Orbána dołączy Mateusz Morawiecki.

5. Handel

Promotorzy unijnego programu wolnego handlu również mogą być rozczarowani populistyczną koalicją. Ruch 5 Gwiazd krytykował umowy o wolnym handlu, takie jak umowa CETA z Kanadą, którą mocno popierał obecny włoski rząd. Natomiast hasło Ligi brzmi „Najpierw Włosi”, echo trumpowskiego „Najpierw Ameryka”.

Salvini wziął udział w kampanii na rzecz obrony włoskich produktów rolnych na Sycylii, gdzie oskarżył Unię o zaniechanie ochrony europejskich rolników. – Europa preferuje marokańskie pomarańcze oraz tunezyjskie pomidory i oliwę z oliwek – mówił spacerując w pomarańczowym gaju.

6. Wybory europejskie

Gdy wyborcy udadzą się do urn, aby zagłosować na nowy Parlament Europejski w przyszłym roku, populistyczny rząd we Włoszech prawdopodobnie udostępni partiom eurosceptyków bezprecedensową platformę. Liga Salviniego wciąż rozważa przeprowadzenie kampanii wraz z Marine Le Pen z Francji i innymi skrajnie prawicowymi siłami.

Na potwierdzenie, sukces Ligi i 5 Gwiazd we włoskich wyborach, spotkał się z dużym poparciem czołowego architekta Brexitu Nigela Farage’a, który powiedział niedawno, że przyszłoroczne głosowanie to wspaniała okazja, by „położyć kres tej sztucznej kreaturze, jaką jest Bruksela”.

Demokracja po niemiecku

Demokracja po niemiecku

Szanowni Państwo!

Zarówno Merkel, jak i wcześniej Hitler doszli do władzy legalnie, zdobywając odpowiednią ilość głosów w Bundestagu. Później już parlament nie był im do niczego potrzebny. Hitler nikogo nie musiał prosić o zgodę na wywołanie wojny. Merkel też nie pytała o zgodę parlamentu, czy zapraszać hordę islamistów. Najwyraźniej Niemcy tak już mają, że nie kwestionują posunięć wodzów, nie zależnie od tego jaką głupotę by im oni wciskali.

Wystarczy poczytać, co niemieckie kobiety myślą o zaproszonych „gościach”, żeby poznać dokąd zmierzamy. Oto wypowiedzi paru światłych Niemek:

Claudia Roth: Wydarzenia na dworcu Kolonii można interpretować jako wołanie o pomoc emigrantów, którzy czują się odrzuceni przez niemieckie kobiety.

Aydan Özoğuz: To, że azylanci popełniają przestępstwa, w pewnych przypadkach rabują, jest winą tylko i wyłącznie Niemców, ponieważ ich chęć pomocy (datków) pozostawia wiele do życzenia!

Petra Klamm-Rothberger: W kraju sprawcy, zgwałcone kobiety są skazywane na śmierć. Dlatego sprawca musiał ją zabić po zgwałceniu. Musimy mieć wyrozumiałość dla tych różnic kulturowych.

Ot, takie drobiażdżki, a uczą wiele. Pani kanclerz nie musi się bać o godne następczynie. Nasze czołowe feministki, takie jak Róża Tuman von Hochsztapler czy Wielka Szajbus z okrzykiem: Precz z dyktaturą kobiet, muszą jeszcze dużo się nauczyć od prawdziwie Nowoczesnych Niemek!

Oto na czym polega normalność „europejskich standardów” i wzorcowa, niemiecka demokracja!

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Macron nowy przywódca Zachodu?

Macron nowy przywódca Zachodu?

POLITICO

Rok po wyborze Macron jest już nowym przywódcą zachodniego świata

Emmanuel Macron, rok po inauguracji jako prezydent Francji, skorzystał z okazji, że Donald Trump, Angela Merkel i Theresa May zajęli się swoimi wewnętrznymi problemami i w brawurowym stylu przechwycił przywództwo zachodniego świata. Przerażeni światową epidemią populizmu demokraci patrzą na niego z nadzieją, pisze dla POLITICO analityk Will Marshall.

  • Jako młody outsider, który wypłynął na fali sprzeciwu wobec rządzącego establishmentu, Macron potrafił zagarnąć głosy populistycznej rebelii, nie kłaniając się jednocześnie jej reakcyjnym żądaniom
  • Wydaje się, przynajmniej na razie, że Macron nie tylko wygrał wybory, ale i przemeblował całą francuską scenę polityczną
  • Agenda Macrona polega na tym, by ”chronić i liberalizować” – chronić ludzi przed ekscesami rynków, a jednocześnie podejmować długo odwlekaną liberalizację francuskiej gospodarki
  • Macron ma solidne wsparcie parlamentu i francuskiej opinii publicznej,  której 61 procent chce, by rząd kontynuował reformy

Najdynamiczniejszy spośród europejskich przywódców politycznych, Emmanuel Macron, złożył w ubiegłym miesiącu trzydniową wizytę w Waszyngtonie i nawiązał zaskakująco serdeczne stosunki z Donaldem Trumpem. Zwłaszcza, jeżeli weźmie się pod uwagę, że wyrósł na najbardziej znaczącego na Zachodzie przeciwnika narodowego populizmu, którego uosobieniem jest prezydent USA.

 

Przemawiając niedawno w Parlamencie Europejskim, Macron przestrzegał przed ”europejską wojną domową” i wzywał Unię Europejską, by broniła liberalnej demokracji przed wznoszącą się falą antyliberalnego nacjonalizmu. – W obliczu autorytaryzmu, który otacza nas ze wszystkich stron, odpowiedzią nie jest autorytarna demokracja, ale autorytet demokracji – zadeklarował.

Ta chwytliwa retoryka przypomina, w stylu prezydenta Kenndy’ego, pokazuje że amerykańscy prezydenci potrafili kiedyś wygłaszać równie porywające przemówienia. Ale to już przeszłość, ponieważ dziś Trump identyfikuje się bardziej z drugą stroną – prawicowymi natywistami i neonacjonalistami, którzy chcą trzymać imigrantów z dala od swoich granic, piętrzyć przeszkody przed globalnym handlem, osłabić lub opuścić Unię w imię ochrony ”narodowej suwerenności” oraz, szczególnie w krajach Europy Środkowej takich jak Węgry i Polska, osłabić wewnętrzną kontrolę nad rządami silnej ręki.

W rezultacie Macron śmiało wkroczył w próżnię, która powstała, gdy Trump zrezygnował z historycznej roli Ameryki, jako strażnika świętego ognia liberalnej demokracji. Choć niektórzy zdążyli już namaścić kanclerz Niemiec, Angelę Merkel na nową ”przywódczynię wolnego świata”, ona sama jest zbyt zajęta zszywaniem słabej koalicji rządowej i powstrzymywaniem odpływu swojej konserwatywnej bazy wyborczej do skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec.

Dodatkowo, oprócz bycia ideologicznym przeciwnikiem Trumpa, Macron może być postrzegany jako symbol nadziei progresistów na to, że w całym demokratycznym świecie są w stanie powrócić na salony władzy. Jako otwarty, młody outsider, który wypłynął na fali sprzeciwu wobec rządzącego establishmentu, Macron potrafił zagarnąć głosy populistycznej rebelii, nie kłaniając się jednocześnie jej reakcyjnym żądaniom. To, krótko mówiąc, jest zadanie stojące przed partiami, które na nowo próbują trafić w społeczne oczekiwania.

Macron i klęska tradycyjnych partii

W wielu zachodnich demokracjach populistyczno-nacjonalistyczna fala zmyła tradycyjną oś lewica-prawica i wykreowała nowy polityczny podział, oparty na poziomie wykształcenia, pochodzeniu etnicznym i geografii. Ten podział opiera się na starzejącej się białej klasie robotniczej – której wielu przedstawicieli w przeszłości popierało partie postępowe – oraz kulturowych tradycjonalistach z prowincji, którzy niechętni są nowym, kosmopolitycznym elitom i młodym, którzy w wielokulturowym świecie bez granic czują się jak w domu.

Centroprawicowe partie w całej Europie przetrwały tę rewoltę przyjmując część nacjonalistycznych postulatów. Brytyjscy konserwatyści zaryzykowali referendum w sprawie Brexitu, by powstrzymać rosnącą popularność anty-imigranckiej i anty-europejskiej Brytyjskiej Partii Niepodległości (UKIP); sama partia już niemal nie istnieje, ale Wielka Brytania wyszła z Unii. Na Węgrzech, w Polsce i w Czechach do władzy doszli nacjonaliści, obiecując bronić tego, co premier Węgier Viktor Orbán nazywa „kulturową homogenicznością” i przeciwstawia ją „masowej imigracji” i uchodźcom, mimo że stosunkowo niewielu z nich chciałoby trafić do Europy Środkowej.

Czeski premier, miliarder Andrej Babis, dumnie przestawia się jako „czeski Donald Trump”. Nawet umiarkowanie konserwatywna kanclerz Niemiec, Angela Merkel, chce ograniczać liczbę uchodźców, bo przestraszyła się szokująco wysokiego wyniku skrajnej prawicy w zeszłorocznych wyborach.

Zarówno w USA jak i w Europie dotkliwie brakuje prawdziwie postępowej alternatywy dla populizmu. Obciążone przestarzałymi ideami i niezdolne zaoferować wyborcom pozytywnej, przyszłościowej przeciwwagi dla pełnego żółci i mściwości populizmu, partie centrolewicowe tracą na znaczeniu.

Macron wydaje się być wielkim wyjątkiem od tego fatalnego trendu. Pojął, że żadna z dominujących francuskich partii – ani jego rodzimi socjaliści, ani centroprawicowi republikanie – nie są na tyle silni, by w pojedynkę powstrzymać populistyczną wichurę. W środku ogólnokrajowej kampanii wyborczej stworzył więc całkowicie nową partię, La République en Marche, która wchłonęła co bardziej pragmatyczne elementy zarówno socjalistów jak i centroprawicowych republikanów.

Rzucenie wyzwania status quo przez, jak to nazywa Macron ”radykalne centrum”, było imponującym politycznym gambitem. Miał szczęście, kiedy korupcyjny skandal pogrążył jego głównego centroprawicowego rywala. Tak czy inaczej jednak, Macron pokonał zarówno Marine le Pen, przywódczynię skrajnie prawicowego, populistycznego Frontu Narodowego, jak i ultralewicowego demagoga, Jeana-Luca Melenchona. A co jeszcze bardziej zaskakujące, En Marche zdobyła później 308 na 577 miejsc w niższej izbie parlamentu.

Francuscy socjaliści ponieśli klęskę, uzyskując w prezydenckim wyścigu zaledwie sześć procent i tracąc 90 procent miejsc w parlamencie. Republikanie poradzili sobie nieco lepiej, ale i tak stracili 40 procent stanu posiadania. Odrzucony ponownie przez francuskich wyborców Front Narodowy chce przemianować się na ”Narodowe Zgromadzenie”, by pozbyć się swojego antysemickiego bagażu. Wycofał się także z obietnicy wyprowadzenia Francji ze strefy euro.

Co się Macronowi udało?

Wydaje się, przynajmniej na razie, że Macron nie tylko wygrał wybory, ale i przemeblował całą francuską scenę polityczną.

Jak tego dokonał? Jego czołowi doradcy i członkowie En Marche podkreślają radykalną zmianę, jaką Macron wniósł do zaściankowego i spetryfikowanego francuskiego establishmentu politycznego. Macroniści uważają go nie za centrystę w sensie lokowania się pomiędzy mainstreamowymi partiami, ale outsidera, który przybył by ożywić charakterystyczną francuską tradycję polityczną i kulturową.

Jego filozofia rządzenia jest celowo trudna do zdefiniowana i zapożycza pomysły zarówno od lewicy jak i prawicy. Jak tłumaczył to jeden z najważniejszych doradców, agenda Macrona polega na tym, by ”chronić i liberalizować” – chronić ludzi przed ekscesami rynków, a jednocześnie podejmować długo odwlekane kroki mające na celu liberalizację francuskiej gospodarki.

Macron wie, że jego pierwszym i najważniejszym zadaniem jest rozbicie wyjałowionej klasy rządzącej i ekonomii politycznej, która przynosiła ten sam efekt – stagnację gospodarczą – bez względu na to, czy rządziła centroprawica czy centrolewica.

Powszechnie uważany jest za ostatni bastion Francji przeciw populistyczno-nacjonalistycznej rewolcie. Po Macronie (jeżeli polegnie) już tylko potop.

Przez ostatnie trzy dekady Francja wlokła się w ogonie unijnego wzrostu. Bezrobocie uparcie oscyluje wokół 10 procent – a wśród młodych i imigrantów, którym trudno jest wejść na sztywny francuski rynek pracy, sięga 25 procent. W imię ‘égalité’ Francuzi osiągnęli coś wręcz przeciwnego: rosnącą nędzę i dwupoziomowy rynek pracy, składający się z pracowników „chronionych” grubym pancerzem praw oraz łatwych do zwolnienia prekariuszy na kontraktach czasowych.

Macron natychmiast zaczął forsować reformy rynku pracy, które mają ułatwić zwalnianie pracowników, ograniczyć przewlekłe procedury i przywileje, oraz umożliwić prowadzenie negocjacji pracowniczych na poziomie pojedynczego zakładu, a nie całej branży.

Opowiada się za zmianami w systemie ubezpieczeń od bezrobocia i chce połączyć 37 osobnych systemów emerytalnych obowiązujących we Francji w jeden uniwersalny.

Doradcy Macrona wierzą, że jego energia i zdecydowanie wzmacniają wrażenie, że nie jest on typowym politykiem, ale młodym człowiekiem, któremu się spieszy (dopiero co przekroczył czterdziestkę) i który dotrzymuje danych obietnic.

Magia Macrona musi teraz zdać najtrudniejszy test. Związki francuskich kolejarzy ogłosiły rotacyjny strajk, by zaprotestować przeciwko popieranej przez prezydenta ustawie, która zrywa z państwowym monopolem na przewozy pasażerskie, a także z dożywotnią gwarancją zatrudnienia i prawem do wcześniejszej emerytury dla nowo zatrudnianych.

– To przełomowy moment dla Macrona – mówi weteran francuskiego dziennikarstwa, Pierre Haski, zauważając, że strajki na kolei storpedowały ostatnią poważną próbę reformy rynku pracy, podjętą przez ówczesny centroprawicowy rząd w 1995 roku. Tym razem jednak Macron ma solidne wsparcie parlamentu i francuskiej opinii publicznej,  której 61 procent chce, by rząd kontynuował reformy.

Jednocześnie ambitne plany Macrona, by wzmocnić strefę euro, spotykają się z oporem w Europie. Podczas kampanii wyborczej Macron ostentacyjnie odmawiał płynięcia na fali eurosceptycyzmu, która zalewała wtedy kontynent. Wręcz przeciwnie, naciskał na jeszcze głębszą integrację gospodarek strefy euro, łącznie ze stworzeniem dla niej nowego stanowiska ministra finansów, wspólnego budżetu na inwestycje, harmonizację krajowych stawek podatkowych dla biznesu, a nawet utworzenie osobnego parlamentu dla unii walutowej. Chodzi o to, by strefa euro mogła na równych prawach konkurować z takimi gigantami jak USA i Chiny. – Wśród młodych ludzi we Francji Macron sprawił, że Europa znowu jest cool – mówi Lena Morozo z paryskiego think-tanku EuropaNova.

Niemcy podchodzą jednak z dużym dystansem do pakietu reform Macrona, podobnie jak grupa mniejszych państw północnoeuropejskich. Macron odpowiada w sposób dla siebie charakterystyczny: omija oficjalne kanały i chce zaprezentować swoje argumenty bezpośrednio europejskim wyborcom podczas przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Będzie prawdopodobnie chciał skorzystać z tej samej magii mediów społecznościowych, która zdaniem jego doradców pomogła mu wypromować kandydatów En Marche w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych.

Docelowo Macron chce, by Francja zajęła miejsce obok Niemiec jako drugi rdzeń procesora napędzającego zjednoczoną Europę. – Francja ma coś do powiedzenia i rolę do odegrania – mówi Macron. – Ale ta rola nie może zostać odegrana, ani wasz głos nie zostanie wysłuchany, jeżeli sami nie odrobicie pracy domowej.

Macron i świat

W hierarchii tematów poruszanych przez Macrona w rozmowie z Trumpem wysoko stały zmiany klimatyczne. Kiedy amerykański prezydent wycofał Stany Zjednoczone z paryskiego porozumienia klimatycznego, Macron filuternie sparafrazował slogan Trumpa i wezwał do ”uczynienia naszej planety znowu wielką”. Doradcy twierdzą, że jest zdeterminowany, by ponownie wciągnąć Waszyngton do globalnych wysiłków na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

Ta sama determinacja była widoczna w podejściu Macrona do Syrii. Francja wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią zbombardowała zakłady produkujące broń chemiczną w Syrii.

– Dotarliśmy do punktu, w którym te uderzenia były niezbędne, by przywrócić wspólnocie międzynarodowej jakąś wiarygodność – mówił Macron, odpowiadając na krytykę Le Pen i Melenchona. – Jeżeli wyznaczasz czerwoną linię i nie wiesz jak zagwarantować jej przestrzeganie, to wybierasz słabość.

W ostatnich dniach Macron deklarował, że chce przekonać Trumpa by ten zmienił swoją decyzję o wycofaniu amerykańskich oddziałów z Syrii. Biały Dom systematycznie zaprzeczał, jakoby miało to być przedmiotem rozmów. Tym niemniej jest jasne, że pomimo ewidentnie dobrej chemii z Trumpem, Macron nie waha się występować przeciwko agresywnemu unilateralizmowi amerykańskiego prezydenta na wszystkich frontach.

Analitycy stosunków francusko-amerykańskich dostrzegą głęboką ironię sytuacji, w której francuski prezydent jest mocniej niż amerykański zaangażowany w zachowanie jedności Zachodu.

I wreszcie, Macron rozumie siłę wielkich narracji przy wykuwaniu konsensusu w zróżnicowanych, liberalnych społeczeństwach. „Postmodernizm był najgorszą rzeczą, która mogła się przydarzyć naszej demokracji”, powiedział w październikowym wywiadzie dla Der Spiegel, „ponieważ zniszczył ideę przekonywającego narodowego mitu, a wraz z tym możliwość odczuwania narodowej jedności i celu”.

Inspirująca narracja Macrona podkreśla znaczenie ożywienia republikańskich pryncypiów jego kraju, zakorzenionych w liberalnym etosie europejskiego Oświecenia, dla stworzenia silnej Francji, godnej przewodzenia silnej Europie.

Narodowi populiści oferują swój własny, alternatywny mit: zgodnie z nim zwykli ludzie pracy zostali zdradzeni przez elity, padli ofiarą globalizacji, są zagrożeni przez imigrantów oraz wielokulturowość i w efekcie tracą swoją narodową i kulturową tożsamość.

Tracący władzę niemal wszędzie progresiści pilnie potrzebują spójnej i optymistycznej wizji przyszłości którą chcą budować.

Zamiast flirtować z lewicowym populizmem lepiej by zrobili wspierając apel Macrona o nowy radykalizm liberalno-demokratycznego centrum. „Dlaczego nie może być czegoś takiego, jak demokratyczny heroizm?”, pytał Macron retorycznie we wspomnianym wywiadzie dla Der Spiegel. „Być może na tym właśnie polega nasze zadanie; odkryć coś takiego wspólnie w XXI wieku”.

Jeżeli progresiści chcą odzyskać inicjatywę utraconą w niedawnych, mrocznych latach, powinni zasłużyć sobie na to miano i znów stać się partiami nadziei i postępu. To najlepsza odpowiedź na populistyczne nagonki i magiczne recepty i najlepszy sposób na przyciągnięcie do siebie nowych wyborców.

Źródło:

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/rok-po-wyborze-macron-jest-juz-nowym-przywodca-zachodniego-swiata/z1q42gp

Autor jest prezesem Progressive Policy Institute w Waszyngtonie.

Głębokie przekonanie

Głębokie przekonanie

Szanowni Państwo!

Już przed wojną mawiano nieco złośliwie, że nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Po wojnie było już tylko gorzej, bo wystarczył dwutygodniowy kurs, żeby zostać prokuratorem, albo sędzią skazującym żołnierzy niezłomnych na śmierć.

Z czasem trzeba było jednak naukę przywrócić do łask. Nadzwyczajna kasta towarzyszy potrzebowała przecież lekarzy, inżynierów, a nawet artyści byli potrzebni, jeśli niezbyt mocno dokazywali. Dla potomków towarzyszy radzieckich uczelnie stały otworem, a różne dyplomy czekały tylko na wręczenie. Pozostali zwykli kandydaci na przyszłych magistrów, musieli się jednak wykazywać nabytą wiedzą, albo talentem.

Teraz artystą jest każdy, komu się tak zadaje, a gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to zawsze można przedstawić dyplom i nawet nie trzeba go kupować na przysłowiowym Bazarze Różyckiego. Uczelnie prześcigają się najpierw w pozyskiwaniu studentów, a potem w zaspakajaniu ich potrzeb.

Ale właściwie dlaczego tylko artyści mają być uprzywilejowani? A jak ktoś czuje się lekarzem, sędzią, politykiem? W niektórych wypadkach wymagane są jeszcze dyplomy, chodzi więc o to, żeby były one dostępne,dla „elyt” i są, oczywiście. Nikt przecież nie bada rankingowo poziomu uczelni dyplom wystawiającej.

Najlepiej jednak być politykiem. Od niego nie wymaga się niczego, nawet zdecydowanych poglądów, które „wytrawny” polityk zmienia zależnie od koniunktury. Według gender, płeć to też sprawa poglądów, nie biologii,a więc można ją zmieniać w zależności od kaprysu chwili i wewnętrznego głębokiego przekonania.

Czy zatem warto jeszcze cokolwiek studiować? Tak, ale jedynie na politechnice. Inżynierem się jest, albo nie jest i basta. Mostów, domów, maszyn nie zaprojektują ludzie, którym się jedynie zdaje, że są inżynierami. Może dlatego właśnie o nich mówi się najmniej, bo o co może go dziennikarz zapytać? Jak czuł się projektując maszynę? To już lepiej zapytać piłkarza, co czuł kopiąc piłkę…

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Bezpartyjni Samorządowcy a wybory

Bezpartyjni Samorządowcy a wybory

19 maja 2018 r., w Warszawie odbyła się Konwencja Ruchu Bezpartyjni w której brało udział kilkaset osób z całej Polski. Uczestnicy Konwencji zadeklarowali wspólny start w nadchodzących wyborach samorządowych pod jednym szyldem ogólnopolskich Bezpartyjnych. W Konwencji uczestniczyli prezydenci miast, burmistrzowie, radni różnych szczebli, wójtowie oraz przedstawiciele samorządu gospodarczego.

Z aktualnych sondaży (maj 2018 r.) wynika, że bezpartyjni na poziomie województw mogą liczyć na wynik około 10 procent, z tendencją rosnącą. Zatem istnieje realne zapotrzebowanie społeczne na Ruch Bezpartyjnych będący alternatywą dla partyjniactwa i degrengolady partii politycznych.

http://samorzad.pap.pl/depesze/temat_dnia/183234/Pierwszy-taki-ruch-po-1989-r-

Moda na bezpartyjność.

 
Wszyscy mamy dość opluwających się nawzajem partii politycznych. Chcemy żyć, i pracować w
 
normalnym kraju z dala od zgiełku i bełkotu polityków  oraz partyjniactwa.
 
Nie wierzymy w to, że ta czy inna partia polityczna nas uszczęśliwi, że nam coś da nie zabierając
 
więcej w zamian.
 
Żądamy zwiększonej kontroli społecznej nad politykami i to nie tylko w zakresie samego aktu
 
wyborczego, czy , przestrzegania przez polityków i partie prawa ( konstytucyjnego, wynikającego
 
z ratyfikowanych umów międzynarodowych, czy ustaw zwykłych).
 
Żądamy, aby partie polityczne przestały zawłaszczać Kraj, zwłaszcza na poziomie lokalnym ( w
 
gminie , powiecie, czy województwie) gdzie my – zwyczajni obywatele jesteśmy u siebie, jesteśmy
 
gospodarzami, we własnym domu.
 
Wara politykom od naszych szkół, przedszkoli, dróg, czy mostów!
 
Jako wyborcy dostrzegamy korzyści płynące dla naszych lokalnych społeczności ze strony
 
jednoczącego się Ruchu Bezpartyjnych samorządowców.
 
Najnowszy sondaż IBRIS dla Rzeczpospolitej  z 18 maja 2018 r. pokazuje , że zjednoczeni
 
Bezpartyjni są trzecią siłą w Polsce ( poparcie na poziomie od 7,6% – Wielkopolskie do 17,9 % –
 
Dolnośląskie)
 
Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej  daje równe prawa w zakresie kształtowania ustroju
 
państwa partiom politycznym i obywatelom.
 
Partie, a zwłaszcza partia rządząca usiłuje ograniczać prawa wyborcze obywateli.
 
Ludzie to czują i rozumieją. Dlatego wraca moda na bezpartyjność.
 
Wykresy ze słupkami poparcia poniżej.
 

Wojciech Papis

Nowa lista leków refundowanych

Nowa lista leków refundowanych

Pacjenci po przeszczepach załamani cenami leków: Ta podwyżka nas zabije.

Żyją tylko dlatego, że przeszczepiono im nowy organ, ale drżą o to, by organizm go nie odrzucił, bo nie stać ich na leki! Pacjenci po transplantacjach po kolejnej podwyżce muszą płacić już po kilkaset złotych za miesięczną kurację. I mówią: już dość.

 

Cierpliwość chorych po przeszczepach już się wyczerpała. Zapowiadają, że gdy tylko zakończy się protest opiekunów dorosłych niepełnosprawnych, oni pojawią się w Sejmie jako następni. Powód? Ich leki, które zapobiegają odrzuceniu przeszczepu, i które muszą przyjmować do końca życia, od maja znów podrożały.

Za lek Sperart po podwyżce płacą ponad 173 zł (zdrożał o 113 zł), a Ceglar teraz kosztuje 173 zł (cena wzrosła o 57 zł). Najbardziej jednak oburza szósta już podwyżka ceny syropu Valcyte, przyjmowanego najczęściej przez dzieci. Tym razem zdrożał o blisko 21 zł i kosztuje już prawie 860 zł!

Większość chorych po przeszczepie utrzymuje się z renty. Minister zdrowia obiecywał, że szpitale będą wydawały te leki chorym za darmo, ale tak się nie dzieje. Resort podkreśla, że większość preparatów, które zdrożały, można zastąpić innymi. – Zmiana leku u pacjentów po przeszczepie wiąże się z dużym ryzykiem. Nie chcę przyjmować zamienników, bo boję się, że dojdzie do odrzucenia narządu – mówi Krzysztof Samborski, pacjent z Lublina. Politycy opozycji są oburzeni. – PiS podczas konwencji obiecał prawie wszystko wszystkim – ale dzieci po przeszczepach dalej nie mogą się doczekać bezpłatnych leków, choć w porównaniu do skali budżetu i socjalistycznego rozdawnictwa kasy, to naprawdę niewiele kosztuje – oburza się Tomasz Grodzki (60 l.), senator PO i transplantolog.LB

Tomasz Samborski, pacjent po przeszczepie nerki:

Żyję z renty, a co miesiąc muszę wydać na leki 850 zł. Najdroższy jest lek immunosupresyjny, który zapobiega odrzutowi przeszczepu, i muszę go brać do końca życia. Kosztuje 440 zł za opakowanie. Ta kwota mnie przeraża. Powinniśmy mieć te leki za darmo, a one cały czas drożeją. Ta podwyżka nas chyba zabije!

 

Spotkanie nr 06/2018

Spotkanie nr 06/2018

Zapraszam każdego chcącego podyskutować na różne tematy w gronie osób o zróżnicowanych poglądach

na spotkanie  w dniu 23 maja 2018 roku o godzinie 17:30 w sali w Parafii M. B. z Lourdes, ul. Wileńska 69 Warszawa.

Podstawowym tematem będzie uczczenie rocznicy podpisania Traktatu Wersalskiego.

Tematyka:

  1. Nazwa Marszu 28.06.2018 r. Marsz Prawdy; Marsz Niepodległej inne propozycje.
  2. Hasła na banery na marsz.
  3. Uruchomienie strony marszu na Facebooku.
  4. Do kogo skierować zaproszenie do współpracy przy marszu.
  5. Podsumowanie dotychczasowych rządów PiS. 
  6. Wstępna ocena rosnących potencjalnych sił politycznych i biznesowych.
  7. CYKLICZNOŚĆ SPOTKAŃ ! 
  8. Nagłośnienie marszu i innych inicjatyw. Myśleć jak przyciągnąć nowych chętnych ludzi.
  9. Sprawy różne.

Sala na tyłach kościoła w przyziemiu na prawo od wejścia. Wejście na teren od strony ulicy Szwedzkiej lub Równej (główne wejście). Dojazd tramwajem nr 23 (ostatni przystanek). Autobusy 120, 135, 160, 162, 190 do przystanku „Szwedzka”.

Telefon: 600-820-483

Wybory przebieranie nóżkami

Wybory przebieranie nóżkami

Spotkanie w dniu 12 maja organizowane na UKSW przez posłów pp. Sanockiego, Jachnika i Jaskółę miało całkiem inny cel niż walczenie z bezprawiem sądowym.

Było to spotkanie, którego podstawowym celem było przekształcenie tej grupy w Komitet Wyborczy. Niewielka część obecnych była w to wtajemniczona. Większość przyszła na spotkanie ludzi pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości z nadzieją skutecznej walki z tą niesprawiedliwością.  Nic z tego. Drodzy Państwo jeżeli chcecie się włączyć we wszystkie najbliższe kampanie wyborcze to było jedno z miejsc, gdzie można poznać ludzi i zastanowić się z kim się połączyć lub jak opracować własną strategię na wybory. Na sali zauważyłem co najmniej reprezentantów 5-6 grup tworzących lub uruchamiających własne komitety wyborcze. Wliczam do tych grup pp. Sanockiego, Jachnika i Jaskółę.

Organizatorzy spotkania chcą powtórzyć dokładnie strategię p. Pawła Kukiza z 2014 roku. Zgromadzenie dużej grupy ludzi do pracy przy próbie złożenia wniosku o referendum. Następnie wykorzystanie tej grupy ludzi do tworzenia lokalnych komitetów wyborczych. W mojej ocenie poszkodowani nie są dobrymi adresatami takich działań. Musi to być inna grupa docelowa. Jest to jakiś pomysł. Panowie pracują nad nim już jakiś czas. Brawo za przewidywanie i dość wczesne rozpoczęcie działań. Natomiast charaktery (kłótliwość, awanturnictwo, zabieranie kamer, nie wpuszczanie na spotkania części ludzi), wybrana grupa docelowa tych działań w mojej ocenie nie wróżą Panom sukcesu tj. zostania pp. Prezydentami, Burmistrzami, Posłami, Senatorami. Może pozwolą na bycie Radnym szczebla gminnego lub powiatowego.

Oburzeni uczestniczą w wielu rozmowach grup, które mają ambicje powołania ogólnopolskich komitetów wyborczych. Odbyliśmy ich już kilka.  W następnych będziemy uczestniczyć w najbliższych dniach. Dalej podstawowym naszym celem jest wystawienie list kandydatów w każdym z 85 okręgów wyborczych do sejmików wojewódzkich pod własnym sztandarem. Natomiast bierzmy pod uwagę przyłączenie się do silniejszego (nie partyjnego) komitetu.

Z poważaniem

Jan Szymański