Mina nienawiści

Mina nienawiści

Szanowni Państwo!

Za czasów słusznie minionych, kiedy uczęszczałam do szkół, zdarzało mi się mieć obniżoną ocenę z zachowania. Nigdy nikomu nie przyłożyłam z mańki (ze względu pewnie na nikłą posturę, bo mogłoby się to dla mnie bardzo źle skończyć) nawet nie ubliżałam tym, którzy na to zasługiwali. Jedyną moją bronią była mina, i to wcale nie taka przeciwpiechotna. Raczej przeciwpancerny wyraz mojej twarzy wyrażał to, za co obniżano mi stopień z zachowania.

Poprawność polityczna miała nas tylko zawstydzać. Przyszedł czas na dotkliwsze reperkusje. Propozycja karania za mowę nienawiści jest już zdecydowanym krokiem powrotu do wypróbowanych metod, czyli po prostu terroru. Teraz każde zachowanie będzie można uznać za mowę nienawiści, a „niezawisły sąd” skazać na dowolną karę. Gdyby ktoś dociekliwy chciał poznać uzasadnienie, to sąd zawsze może je utajnić. Orwell to przewidział, ale kto by się tam przejmował fikcją literacką. Oglądamy przecież seriale telewizyjne prawie wyłącznie o miłości. W przerwach między pocałunkami postacie wymieniają się zapewnieniami, które w ramach walki z mową nienawiści należałoby przyjąć za obowiązujące. Zamiast „dzień dobry”, który nie wiadomo dla kogo jest dobry, mówić „kocham cię” i odpowiadać „ja cię też”. Kto się nie zastosuje, może zostać napiętnowany jako nienawistnik.

Pozdrowienia

Małgorzata Todd

USA zmiana sposobu rządów światem?

USA zmiana sposobu rządów światem?

Czy polityka w dotychczasowym wydaniu zakończyła swoje funkcjonowanie?

Czy tak jak w wielu obszarach funkcjonowania społeczeństw pojęcie post ma odniesienie do polityki?

 

Zapraszam

każdego chcącego podyskutować na różne tematy w gronie osób o zróżnicowanych poglądach na spotkanie  w dniu 13 lutego 2019 roku o godzinie 17:30 w sali w Parafii M. B. z Lourdes, ul. Wileńska 69 Warszawa.

Tematyka:

  1. Post polityka czy zmiana trendów. USA zmiana sposobu rządów światem?
  2. Spółdzielnie mieszkaniowe czy samo zło?
  3. Marsz Przeciwko Bezprawiu 2019.
  4. Sprawy różne.

Sala na tyłach kościoła w przyziemiu na prawo od wejścia. Wejście na teren od strony ulicy Szwedzkiej lub Równej (główne wejście). Dojazd tramwajem nr 23 (ostatni przystanek). Autobusy 120, 135, 160, 162, 190 do przystanku „Szwedzka”.

Telefon: 600-820-483

Z poważaniem

Jan Szymański

Spółdzielnia Mieszkaniowa czy można?

Spółdzielnia Mieszkaniowa czy można?

Poniżej opinia jednego z uczestników korespondencji w sprawie sytuacji w spółdzielniach mieszkaniowych.

Po wielu rozmowach widzę niemoc i bezsiłę w członkach spółdzielni. nie widzą możliwości zmiany ich sytuacji.

Spółdzielczość mieszkaniowa pogrążona jest w potężnej patologii. Zarządzający posadowili się na intratnych stołkach, okopali  raz zdobyte miejscówki, otoczyli parweniuszami, czują się panami państwa w państwie.
 
Miejsce Aniołów z Alternatywy 4 zajęli  oprychy, łotry, szmalcownicy.  Manipulacje, stosowanie tolerancji represywnej narzucającej swoje zasady życia zbiorowego, egzekwowanie posłuszeństwa wszelkimi metodami,  zastraszanie członków  spółdzielni, zastąpiły  zasady prawa.
   
W szeregu przypadkach stały się organizacjami przestępczymi, rekrutującymi się często ze środowisk postkomunistycznych (byłych członków aparatu państwa totalitarnego).  
Działalność organizacji  została oparta na wyzysku mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych w wyniku pobierania zawyżonych opłat czynszowych itp.itd.
Mieszkańcy na co dzień zderzają się z rażącą patologią i wynaturzeniami w obszarze prawa, stosunków społecznych i gospodarczych, utrwalającego się bezprawia, różnorakimi nadużyciami wobec podmiotowych i majątkowych  spraw.
 
Oczywiście, wszelkich nawet rażących wynaturzeń zarządzający spółdzielczym mieniem nie dostrzegają, toteż na zgłaszane  problemy obruszają się …  twierdząc, że „są one nieprawdziwe, sprzeczne z stanem faktycznym”… A  zgłaszających nieprawidłowości oskarżają za… zniesławianie, itp. 
 
Po czym poznać, że organizacja jest patologiczna,  może mieć  charakter organizacji mafijnej, a mieszkańcy są krzywdzeni?
Ponieważ  charakteryzują się:
  1. nieusuwalnością i nietykalnością władz, 
  2. nadmierną konsumpcją środków finansowych, 
  3. rodzinnym, kumoterskim aparatem administracyjnym, 
  4. kominowymi płacami członków zarządu, i kierownictwa w osiedlach,
  5. inwestowaniem spółdzielczych funduszy w przedsięwzięcia nie związane ze statutowymi celami spółdzielczości, 
  6. wyprowadzaniem środków finansowych ze spółdzielni poprzez stosowanie systemu zakupu towarów i usług w zawyżonych cenach oraz księgowania  fikcyjnych faktur usługowych,
  7. legalizowaniem procederu dzięki kreatywnej księgowości  i  pozbawianiu członków spółdzielni możliwości realnego nadzoru nad wydatkami i polityką finansową, 
  8. niszczeniem społeczności spółdzielczej  poprzez brak realizowania ustawowych celów  eksmisje, dewastacje mienia).  
  9. Lekceważenie obowiązku zapewnienia stanu bezpieczeństwa technicznego budynków, eksploatacyjnej obsługi nieruchomości. Bieżącej konserwacji nieruchomości  etc.  Brak odpowiedzialności za stan nieruchomości i urządzeń, które stanowią jej wyposażenie,  ze sprawnym usuwaniem wszelkich usterek. Nieprzestrzeganie, obowiązku zarządcy organizowania  remontów oraz modernizacji budynków, w tym – wybranie najkorzystniejszych dla wspólnoty ofert i czuwanie nad prawidłowym przebiegiem prac oraz dotrzymywania terminów.
  10. Zapewnienie mieszkańcom dostępu do wyczerpujących informacji oraz dokumentacji, -udostępniania rozliczeń finansowych, etc. 

Wielomilionowe budżety spółdzielni stały się źródłem łatwego pozyskiwania i transferowania pieniędzy do „zaprzyjaźnionych firm”. Za klasyczną metodę przyjęto zakupy towarów po zawyżonych cenach (zawyżenia średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu procent zależnie od czynników lokalnych). Zagospodarowanie rocznego budżetu realizuje się poprzez całkowicie pozbawione sensu ekonomicznego roboty  osiedlowe. Manipulacje kryteriami wyboru dostawców w praktyce eliminuje z zaopatrzenia spółdzielni oferentów z wolnego rynku. Dostęp do zleceń zachowują jedynie wyselekcjonowani, uprzywilejowani – często firmy członków rad nadzorczych, rad osiedli, pracowników spółdzielni, członków rodzin zarządu, osób powiązanych z wpływowymi środowiskami. (sic!)

Wskutek eliminacji konkurencji i pozyskiwania wykonawców, jedynie w zamian za łapówki i podział wynagrodzenia za zlecenie, roboty są niskiej jakości, niejednokrotnie wykonywane niezgodnie z zasadami sztuki budowlanej, powodujące straty finansowe na szkodę spółdzielców. 
Spółdzielniane organizacje przestępcze z całego kraju komunikują się ze sobą uzgadniając generalne kierunki polityki organizacji, angażują się  w działalność polityczną, tworząc silne lobby parlamentarne oparte na strukturach partii postkomunistycznych.  
Naczelnym zadaniem lobby jest przeciwdziałanie reformom w spółdzielczości i torpedowanie wszelkich zmian, które mogłyby doprowadzić do demokratyzacji w funkcjonowaniu spółdzielczości i dać członkom normalność!
Uniemożliwiają członkom spółdzielni  – prawo samostanowienia i godnego życia. (sic!)
 

Zarządzanie mieniem spółdzielców mieszkaniowych odbywa się  wbrew  fundamentalnej zasadzie  non profit i po rzeczywiście ponoszonych kosztach przez spółdzielnie.  

  1. Ustalania opłat na dany rok  wg  potrzeb i planów zarządu.  
  2. Rozliczanie kosztów dostawy ciepła i wody wbrew wskazaniom liczników wody i c.o.   Stosowanie nielegalnych podzielników ciepła.  
  3. Niezrozumiałe rozliczenia w procedurach przekształceń własnościowych, mieszkań lokatorskich,  mieszkań  funkcyjnych/wynajmowanych, organizowanie wzorem wczesnego prl-u  balów dla dzieci  biura zarządu, etc.  generujące szkody finansowe w mieniu spółdzielczym. 
  4. Hamowanie procesu przekształceń pod pozorem legalności. 
  5. Organizowanie w sposób sprzeczny z prawem przetargów. 
  6. Sporządzanie fikcyjnych bilansów i sprawozdań oraz dokumentacji z badania bilansów przez biegłych w tym zakresie.  ”Niczego nie wykrywające lustracje, służące do wystawiania spółdzielni dobrej oceny”. 
  7. Prowadzenie działalności inwestycyjnej / developerskiej, „budowanie  mieszkań  nie dla członków i ich rodzin, lecz jak deweloper ”dla każdego, kto się zgłosi”, generujące szkody finansowe w mieniu spółdzielczym. 
  8. Nietransparentne wykorzystywanie środków  funduszu remontowego,  bezprawnie klasyfikowanie  ich później jako rzekome modernizacje przymuszając  członków spółdzielni  do udziału w kosztach  ich spłat  jako  modernizacje,  pożyczek,  kredytów  zaciąganych  w interesie mieszkańców bez ich wiedzy. 
  9. Zatrudnianie członków rodzin, znajomków prezesów, dyrektorów, etc., działaczy, popleczników  tworząc  firmę dla osób specjalnej troski, pod ochroną. Faktycznie, osłaniającą spółdzielnię przed rzeczywistą kontrolą jej gospodarki i przed wszelką odpowiedzialnością cywilną i kamą.  
  10. Uczestnictwo zatrudnionych radców prawnych / opłacanych przez członków, w legalizowaniu wszelkich nadużyć i przekrętów i nadawanie im pozorów legalności. 
  11. Tworzenie statutu spółdzielni rażąco niezgodne z prawem spółdzielczym i innymi przepisami prawa np. ustawą o rachunkowości, wpisane do rejestru sądowego i ułatwiające władzom spółdzielni nadużycia. 
  12. Wyłanianie organów przedstawicielskich z rażącym naruszeniem zasady reprezentatywności, przy braku kworum,  wg działań manipulatorskich,  dajacych skutek tworzenia się klik trudnych do wyeliminowania. 
  13. Utajnianie przed członkami spółdzielni wysokich wynagrodzeń najróżniejszych nagród i premii wypłacanych członkom zarządów i rad nadzorczych, rad osiedli, pracownikom. 
  14. Upowszechnianie nieprawdy, manipulacji, sławienie rzekomych sukcesów gospodarczych, organizacyjnych, innych spółdzielni. 
  15. Rozgrywanie przez garstkę „wybrańców” walnych zgromadzeń,  i uchwalanie wszystko, co przedłoży zarząd.    

Te procedery,  grzechy główne  spółdzielni mieszkaniowych  prowadzą do wszystkich pozostałych faktów bezprawia. 

spółdzielca 

Kilka lat temu w rozmowie z dobrą znajomą (koleżanką może?) przeanalizowałem taka sytuację w jednej z warszawskich spółdzielni mieszkaniowych.

Zacząłem od najprostszej sprawy, kto rządzi w spółdzielni.   Zarząd.

A kto wybiera Zarząd? W tej spółdzielni Rada Nadzorcza. A kto Radę Nadzorczą i w jaki sposób.

Po otrzymaniu tej odpowiedzi przedstawiłem zarys planu zmiany stanu rzeczy (złego).

Nie znalazł się nikt, kto podjął by ryzyko wdrożyć ten plan w życie.

Ta sama Znajoma zapoznała mnie z osobami w innej warszawskiej spółdzielni mieszkaniowej. Ta osoba i kilka innych świeżo cieszyło się przejęciem władzy w spółdzielni w postaci wprowadzenia do Rady Nadzorczej „swoich” osób. Zachwalali, że teraz nareszcie będzie dobrze sprawiedliwie itd. itp.

Jak się sprawa zakończyła? Po dwóch unieważnionych konkursach na Prezesa i Zarząd w trzecim wybrano „właściwe osoby”. Finał taki, że pomimo zmian wszystko zostało po staremu. Ani na jotę żadnej poprawy. Tylko wymiana osób.

Inna spółdzielnia na Pradze Północ znajoma (inna) cieszy się po usunięciu starego Zarządu oskarżanego o wszystko co najgorsze. Radość, teraz wybierzemy właściwe osoby (w gronie członków sporo inteligentnych ludzi itd. itp.) Kilka dni temu dzwonię do niej i pytam jak sprawy spółdzielni. Wybrano takie osoby, które nie wiedziały jak przeprowadzić podstawowe procedury w spółdzielni mające doprowadzić do konstytutywnego procesu zmian. Doszło do mnóstwa awantur. Stan nic nie inny niż był.

W tych procesach popełniono mnóstwo błędów. Pierwszy podstawowy brak jakiegokolwiek planu i osób mogących spełnić oczekiwania zainteresowanych.

Czy można to zrobić skutecznie i z dobrym skutkiem dla członków?

TAK

Taki schematyczny sposób przedstawię przy okazji kolejnego tekstu na temat patologii w spółdzielniach mieszkaniowych.

Administruję wieloma wspólnotami mieszkaniowymi w trzech dzielnicach Warszawy.

Z poważaniem

Jan Szymański

 

Młot, sierp i cep

Młot, sierp i cep

Szanowni Państwo!

Po czym poznać konserwatystę? Najlepiej po tym, jak trzyma mikrofon. Wszyscy konserwatyści, z małymi chlubnymi wyjątkami, mają w pogardzie takie nowoczesne urządzenie, jakim jest mikrofon. Jeśli zmusi się takiego konserwatywnego mówcę do wzięcia niepotrzebnego, jego zdaniem, urządzenia do ręki, to najchętniej będzie nim wymachiwał, jak cepem.

Żarliwego mówcę można od biedy zrozumieć, że postęp ma za nic. Gorzej, jeśli podobnie zachowują się redaktorzy, prowadzący wywiady na łamach własnych prywatnych internetowych telewizji. CEP  jest taką właśnie telewizją. Redaktor prowadzący świetnie nagrywa swoje przydługie pytania, ale odpowiedzi zaproszonych gości już mniej go interesują. Tak ustawia mikrofon, że zaproszonego prelegenta prawie nie słychać. Trudno sobie wyobrazić, żeby przed opublikowaniem nie sprawdził jakości nagrania.

Dodatkowej atrakcji Cepowi nadaje wystrój studia. Rozmowy odbywają się między innymi na tle Pałacu Stalina. Upodobanie do tego akurat miejsca w Warszawie wydaje się wymowne. Wiele bowiem krytycznych słów pada wobec wszystkich, z małym wszakże wyjątkiem, którym jest kraj pochodzenia sierpa i młota. Wbrew pozorom „Cep o Wiśle” nie wspomina, ale swoją skomplikowaną konstrukcją jak ulał pasuje do tych radzieckich symboli.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Mobilizacja opinii publicznej

Mobilizacja opinii publicznej

O tym, jak ważną rolę w demokracji spełnia opinia publiczna przekonał się już niejeden polityk, który się jej naraził i doświadczył konsekwencji złych nastrojów społecznych. Czasami przejawiało się to chwilowym spadkiem w sondażach, a innym razem poważniejszymi reperkusjami. Za przykład może nam posłużyć Włodzimierz Cimoszewicz, który swoją niefortunną wypowiedzią w czasie powodzi z 1997 roku zatopił własny rząd i SLD, gdy na pytanie o odszkodowania rządowe odparł, że „trzeba było się ubezpieczyć”. Także jedną z przyczyn porażki Bronisława Komorowskiego w 2015 roku była jego głupia odpowiedź na pytanie młodzieńca, który chciał się dowiedzieć, w jaki sposób jego siostra zarabiająca 2 tys. zł ma sobie kupić mieszkanie. (P)rezydent „poradził” mu wtedy, że „powinna wziąć kredyt i zmienić pracę”, co w ówczesnych warunkach musiało zakrawać na jawną kpinę. Oczywiście nie twierdzę, że podobne wpadki są w stanie zmieść ze sceny politycznej każdego głupca, który je popełnia, ale są one przysłowiową „kroplą, która przepełnia czarę goryczy”. Tym bardziej, gdy zaistnieje odpowiedni kontekst społeczny i znajdzie się ktoś, kto zechce to wykorzystać. Jeśli w dodatku posiada odpowiednią tubę propagandową, to wtedy może zadać dotkliwy cios. Tak właśnie stało się w obu tych przypadkach, ponieważ opozycja wykorzystała dogodny pretekst do ataku. I pomimo tego, że powód był dość trywialny, to jednak rozpętana kampania medialna okazała się na tyle skuteczna, że przyczyniła się do klęski wyborczej SLD i Komorowskiego.  

          Jeszcze większą siłę rażenia miała ujawniona w 2014 roku „spektakularna” afera związana z podsłuchanymi rozmowami biznesmenów i polityków z PO, którzy podczas schadzek w restauracji Sowa & Przyjaciele z nieskrępowaną szczerością obnażali prawdziwe oblicze świata polityki i załatwiali brudne interesy kosztem dobra publicznego. Nie była to pierwsza, ani ostatnia afera taśmowa, co dowiódł niedawny skandal związany z szefem KNF, który próbował wyłudzić ogromną łapówkę od szemranego bankiera. Grę podsłuchami zapoczątkowała sprawa Rywina, nagranego przez Michnika, gdy składał mu propozycję korupcyjną w imieniu SLD. Co prawda, nie była to afera na miarę amerykańskiej Watergate, ale wywołała na tyle silne emocje w społeczeństwie, że przyczyniła się do klęski postkomunistów, którzy już nigdy nie odzyskali wcześniejszej kondycji politycznej. Była także impulsem do powołania pierwszej w historii III Rzeczypospolitej sejmowej komisji śledczej, która wbiła gwoździe do trumny SLD i wywindowała na szczyty popularności paru polityków prawicowych. Można nawet powiedzieć, że w ostatnich czasach zapanowała moda na podsłuchiwanie i zapewne ma to związek ze spadkiem zainteresowania zasobami archiwalnymi tajnych służb PRL-u, które nie budzą już takich emocji jak dawniej. Dlatego właśnie teczki agentów zastąpiono nagraniami pochodzącymi nierzadko z kuchni politycznej III RP, co przykuwa uwagę mediów i wywołuje oburzenie opinii publicznej. Jest to zrozumiałe, ponieważ podobno „ludzie nie powinni widzieć, jak robi się kiełbasę i politykę”, bo to mogłoby u nich wywołać ostrą niestrawność… Mniej istotne są zresztą rekwizyty i dekoracje w spektaklu odgrywanym przez trupy polityczne, a bardziej liczy się sama gra, obliczona na unicestwienie przeciwnika i ten dreszczyk emocji, gdy zbiera się na niego haki. A jeśli zabraknie argumentów, to można przecież sfabrykować dowody i zmanipulować przekaz skierowany do społeczeństwa, tak jak to uczyniła znana z „obiektywizmu” stacja telewizyjna z rzekomymi urodzinami Hitlera…

          Kolejnym powodem spadku popularności są rażące błędy popełniane przez rządzących, które nader często wynikają z arogancji i chciwości, a nierzadko z głupoty i niekompetencji. Dotyczy to wszystkich bez wyjątku ekip rządowych, bowiem złe nawyki kumulują się wraz z upływem okresu rządzenia, a swoje apogeum osiągają pod koniec kadencji parlamentu. Wielu ludzi w momencie obejmowania władzy przez nową ekipę ma jeszcze nadzieję, że może coś się zmieni w sposobie rządzenia krajem. Politycy zaś na początku swojego urzędowania pokazują „ludzką” twarz i zazwyczaj trzymają na wodzy swoje żądze. Ale jak już rozsiądą się w wygodnych fotelach i poczują „moc” sprawczą, to wtedy najczęściej zapominają o starej przestrodze, że „pycha kroczy przed upadkiem”. Korzystają do woli z przywilejów władzy i urządzają się wygodnie na koszt podatnika, nie przejmując się tym, jak ich rozpasany styl życia oceni społeczeństwo, któremu na osłodę rzucają jakiś ochłap z pańskiego stołu. Procesowi degeneracji elit sprzyja niewątpliwie wiele pokus czyhających za drzwiami salonów politycznych, ale także słabość natury ludzkiej, wzmacniana narastającym naciskiem ze strony familii i dołów partyjnych, które przecież też chcą się nachapać.

          Każda partia, która dorwała się do władzy zawdzięcza to przychylności opinii publicznej, a ta jak wiadomo bywa kapryśna i zmienna. Demoralizacja w szeregach obozu rządzącego z natury rzeczy bardziej obciąża wizerunek tego ugrupowania, które szło do wyborów pod hasłem sanacji życia publicznego, bo jakiekolwiek zbłądzenie na manowce wywołuje spadek jego wiarygodności i podważa moralne prawo do rządzenia. Gdy się słuchało wystąpień sejmowych Beaty Szydło, to można było odnieść wrażenie, że nadeszła wreszcie „dobra zmiana” w polityce. Deklarowała bowiem w imieniu swojego rządu: „Chcemy poprawiać życie Polaków. Rządzimy dla ludzi i dzięki ludziom, nie dla wąskich grup interesu. Wystarczy nie kraść, rządzić uczciwie, skutecznie, dbać o finanse publiczne, mądrze zarządzać majątkiem państwa i wspierać młodych”. Przekonywała też, że: „Polska polityka musi być inna. Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność, a przede wszystkim – słuchanie obywateli. To są zasady, którymi będziemy się kierować. Koniec z arogancją władzy i koniec z pychą”. Dzisiaj trzeba przypominać te słowa, bowiem okazało się, że były to puste deklaracje, a rzeczywistość pod rządami PiS-u niewiele odbiega od standardów ustanowionych niegdyś przy Okrągłym Stole. Oczywiście można się spierać o to, która z partii rządzących była gorsza, ale czy ma to większy sens, gdy ostatecznie „wyszło szydło z worka”…

          Wiadomo, że wilczym prawem opozycji jest wykorzystywanie wszelkich błędów popełnianych przez rządzących do podważenia ich wiarygodności i wzmocnienia swojej pozycji politycznej. Ale rządzący powinni się wykazywać większą roztropnością. Tymczasem z wielką pazernością rzucili się na grosz publiczny, czego najwymowniejszym przykładem były szczodrze rozdzielane nagrody dla członków ekipy rządowej. Co prawda, premier Szydło tłumacząc się w Sejmie, wykrzyczała, że „ministrowie i wiceministrowie w rządzie PiS otrzymywali nagrody za ciężką, uczciwą pracę i te pieniądze im się po prostu należały”, lecz społeczeństwo odebrało to inaczej. Wpływ na to miała z pewnością kampania medialna rozpętana przez opozycję, która wtedy poczuła krew… Jednak ten atak nie byłby tak skuteczny, gdyby nie było do tego podstaw, a te stworzyły kwitnące patologie: nepotyzm, klientelizm i kult niekompetencji, których synonimem stały się tabuny Misiewiczów i Martyn wdzierających się przebojem do instytucji publicznych i spółek skarbu państwa. Sprzyjała temu również atmosfera bezkarności panująca wśród członków nadzwyczajnej kasty polityków, upojonych wysokimi notowaniami sondażowymi i całkowicie oderwanych od życia społecznego, a także nierozumiejących potrzeb „szarego” obywatela. Taką właśnie bezrefleksyjność wykazał Mateusz Morawiecki opowiadając się za utrzymaniem bardzo wysokiej kwoty wolnej od podatku dla parlamentarzystów (30 tys. zł). Stwierdził on, że: „Posłowie wykonują bardzo ciężką pracę i od 20 lat nie mieli regulacji wolnej od podatku. Doceńmy więc ciężką pracę polityków”. I wtedy okazało się, że pazerność nie popłaca, nastąpił bowiem spadek w sondażach i rozległ się pomruk niezadowolenia wśród „ciemnego ludu”. W tym przypadku nie pomogły tłumaczenia, że poprzednicy też tak robili, ponieważ sukces wyborczy PiS-u był w znacznej mierze uwarunkowany przekonaniem elektoratu o jego wyższości moralnej nad upadłą koalicją PO-PSL. Co więc uratowało partię rządzącą od klęski wizerunkowej?

          Jednym z czynników osłabiających krytykę rządu była mała wiarygodność opozycji, bo społeczeństwo miało jeszcze w świeżej pamięci afery poprzedniej koalicji. Czujnością wykazał się także Jarosław Kaczyński, który odczytał oburzenie społeczne, jako poważne zagrożenie dla swojej formacji i uznał, że „głos ludu jest głosem Boga”. Dlatego zmusił dygnitarzy z PiS-u do przekazania nagród na Caritas, a przy okazji przeforsował w parlamencie obniżenie o 20% uposażeń poselskich, co argumentował tym, że „Polacy oczekują skromności”. W ten sposób ugaszono rozwijający się pożar, ale działanie to miało jedynie skutek doraźny, ponieważ życie dopisało kolejne rozdziały do księgi upadku moralnego „elity” politycznej. Świadczą o tym ujawnione wątki skandalu związanego z niebotycznymi pensjami asystentek prezesa Glapińskiego, a jak wiele na to wskazuje, NBP nie jest jedyną instytucją dojoną przez zastępy pazernych pasożytów. W dodatku temat powrócił na wokandę zaledwie pół roku po blamażu z nagrodami w rządzie i w parę tygodni po przemówieniu prezesa Kaczyńskiego w Jachrance, gdzie tłumaczył swojemu aktywowi partyjnemu, jak wielkim zagrożeniem jest zrównywanie w debacie publicznej PiS-u z PO i przedstawianie obu partii, jako równie mocno zdemoralizowanych.

          Obecny obóz rządzący swoją pozycję polityczną zawdzięcza w dużej mierze poparciu patriotycznej opinii publicznej, wyczulonej na punkcie lojalności wobec Polski oraz szacunku dla narodowych wartości i tradycji. Dla zdobycia władzy nie wystarczyłby „geniusz” Jarosława Kaczyńskiego czy „atrakcyjność” Andrzeja Dudy. Tym bardziej dla jej utrzymania nie wystarczą obiecanki cacanki „złotoustego” Mateusza, ani sztuczki speców od PR-u i nachalna propaganda „sukcesu” głoszona przez TVP Kurskiego. W 2015 roku uzyskano zwycięstwo dzięki zaangażowaniu licznej armii patriotów, którzy uwierzyli w szczerość intencji polityków z PiS-u i z zapałem pracowali na to, aby opinia publiczna zechciała dać szansę tej partii. Niewiele wskóraliby aktywiści partyjni, którzy niejednokrotnie salwowali się ucieczką z wieców wyborczych. Nie pomógłby też elektorat socjalny kupiony obietnicami transferów finansowych. O sukcesie zdecydowała postawa tysięcy bezinteresownych wolontariuszy i poparcie tzw. twardego elektoratu. A czego oczekiwano w zamian? Polacy przede wszystkim chcieli „dobrej zmiany” w polityce krajowej i zdecydowanej obrony naszych interesów na arenie międzynarodowej. Tymczasem już po dwóch latach rządów PiS wyborcy doznali rozczarowania, bowiem partia rządząca przestała realizować program, z którym szła do wyborów, a zamiast powstania z kolan zaserwowała nam długie pasmo porażek kończących się upokarzającymi kapitulacjami przed możnymi tego świata. W tym miejscu warto przytoczyć wypowiedź Wojciecha Cejrowskiego, jako ważny głos w dyskusji na temat spadku wiarygodności PiS-u, bo myślę, że wyraził on odczucia wielu zawiedzionych wyborców. Stwierdził mianowicie, że „PiS to miękkie parówki”, oraz że: „Jestem frajerem, bo dałem się PiS okraść z mojego głosu wyborczego […]. Jestem frajerem do kwadratu, bo pomogłem (niechcący, ale jednak) Dudzie wygrać z Komorowskim”[1].

          „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” – głosi Ewangelia wg św. Jana. Jaka jest więc ta prawda, która ma nas wyrwać z oparów absurdu, w których obecnie tkwimy? Myślę, że bliski prawdy jest Rafał Ziemkiewicz, który w jednym z artykułów zalecał, aby PiS zastanowił się nad tym: Po co rządzi? Jego zdaniem, na tak postawione pytanie: „Jedyna odpowiedź brzmi: po to, żeby rządzić. Żebyśmy to my, nie oni, obsadzali te spółki, stołki, doili, co jest do dojenia. Bo jak nie my, to kto?”[2]. Słusznie też wskazuje na to, że po trzech latach rządzenia konto PiS obciąża coraz większy rachunek zaniedbań i braku rozwiązań systemowych, które mogłyby zapewnić rozwój państwu i ułatwić życie obywatelom. W dodatku zaostrzający się wyzysk fiskalny i rozrastająca się biurokracja tłamszą wszelką inicjatywę i w konsekwencji prowadzą do zmarnowania dużego potencjału gospodarczego, który tkwi w naszym społeczeństwie. Wiele wskazuje na to, że ważnym elementem strategii partii rządzącej stało się dojenie rodzimych przedsiębiorców, przy jednoczesnym dopieszczaniu obcego kapitału. Oburzające jest również nieustające wypychanie Polaków na emigrację zarobkową i zastępowanie ich masową imigracją Ukraińców. W polityce zagranicznej zauważalna jest natomiast postępująca rezygnacja z obrony narodowych interesów na rzecz wysługiwania się obcym ośrodkom decyzyjnym. Czas więc zadać fundamentalne pytanie: Dlaczego mamy popierać polityków, którzy nas oszukali?

          Ziemkiewicz ma rację, pisząc, że w znacznej mierze „popularność PiS trzyma się na nieudolności PO”, oraz że „sondażowe słupki prężą się od trzech lat i nawet rosną nie dlatego, że PiS rządzi tak dobrze, tylko dlatego, że nie widać dla jego rządów alternatywy”. Nie możemy więc dać się zastraszyć apokaliptycznym wizjom propagandystów rządowych, którzy straszą możliwością utraty władzy przez PiS i wendetą ze strony rodzącego się w bólach centrolewu. Dlatego, że to właśnie nieudolność partii rządzącej przyczyniła się najbardziej do wzrostu wpływów liberokomuny. Poza tym, to PiS porzucił swoich zwolenników sprzeniewierzając się głoszonemu programowi oraz flirtując z lemingami, czego najwymowniejszym przykładem są „korpo gadki” premiera Morawieckiego. Tak naprawdę nie ma się czego bać, jeśli bowiem „PiS i PO to jest to samo zło”, to nie mamy wiele do stracenia. Stracą zaś jedynie watahy Misiewiczów i Martyn, które chcą dorzynać liderzy opozycji. Ale czy warto rozpaczać nad losem tych darmozjadów?

          Czas więc na to, aby ziścił się czarny sen prezesa Kaczyńskiego i żeby na prawo od PiS powstało ugrupowanie, które zjednoczy ludzi dobrej woli i szczerych patriotów. Niech do jesiennych wyborów parlamentarnych powstanie wspólna lista wyborcza, której atutem będzie oczekiwany przez społeczeństwo program oraz liderzy cieszący się zaufaniem i nieposzlakowaną opinią. Wprowadźmy do parlamentu liczną reprezentację patriotów, którzy będą stać na straży polskich interesów, a wtedy zyskamy silny przyczółek do ofensywy narodowej, której celem będzie odzyskanie przez Polaków kontroli nad własnym państwem. W ten sposób wpłyniemy także otrzeźwiająco na prominentów z PiS-u, którzy będą musieli stanąć po właściwej stronie, albo ustąpić pola nadchodzącej awangardzie „lepszej zmiany”. Muszę przy tym zaznaczyć, że nakreślony powyżej scenariusz nie ma na celu sklecenia jakiejś doraźnej koalicji, której jedynym zadaniem będzie zaspokojenie niezdrowych ambicji liderów lub zapewnienie komukolwiek dostępu do koryta państwowego. W polityce polskiej funkcjonuje już tak wielu posłów „dietetyków”, sprzedajnych karierowiczów i pospolitych oszustów, że nie powinniśmy tworzyć nowych kreatur. Naszym celem powinno być odrodzenie moralne świata polityki i odzyskanie przez Polskę suwerenności, co zawróci nasze państwo z drogi wiodącej do upadku i wprowadzi je wreszcie na drogę do zasłużonej wielkości…

          Wiele osób po przeczytaniu tego tekstu może zadawać sobie pytania: Czy jest możliwe zbudowanie na prawicy nowego ugrupowania politycznego? Czy istnieją możliwości na zmobilizowanie patriotycznej opinii publicznej? Wreszcie, czy jest szansa na sukces wyborczy? Myślę, że w dużej mierze udzieliłem już na nie odpowiedzi, ale żeby rozwiać wątpliwości doprecyzuję jeszcze parę kwestii.

          Jeśli chodzi o zdolności organizacyjne, to w środowiskach patriotycznych istnieje wystarczająco duży potencjał ludzki, który nie został „zagospodarowany” przez PiS, aby mógł stać się fundamentem projektowanego Stronnictwa Polskiego. Jest też sporo cennych ludzi wyrzuconych za burtę z okrętu „Dobrej Zmiany”, którzy nie pasowali do wizji Naczelnika z Żoliborza, a jak głosi Pismo Święte, nierzadko „kamień odrzucony przez budujących staje się kamieniem węgielnym”. Można też sięgnąć po ludzi dotychczas niezaangażowanych w przedsięwzięcia polityczne, bo ich zaletą jest świeżość spojrzenia oraz to, że nie zostali jeszcze zdemoralizowani kolaboracją z patologicznym systemem. Jednak, aby wymienieni ludzie byli użyteczni dla nowej inicjatywy, to najpierw muszą przeciąć pępowinę zależności psychicznej łączącą ich z łże-prawicą i wyzwolić się ze swoistego syndromu sztokholmskiego. Jednym słowem muszą przestać być zakładnikami obłudnej propagandy PiS-u. Jeśli zrozumieją, że szansą dla Polski jest nowe otwarcie, to wtedy w oparciu o nich możemy zbudować na prawicy nową jakościowo inicjatywę polityczną.

          Kolejnym zagadnieniem jest możliwość zmobilizowania patriotycznej opinii publicznej, co niewątpliwie jest jednym z podstawowych warunków zwycięstwa. Wielu ludzi może wątpić w to, czy patrioci mają jakikolwiek wpływ na kształtowanie rzeczywistości politycznej w Polsce. Ale jest to fałszywe przeświadczenie, które zapewne wynika z tego, że zbyt często byli manipulowani, wykorzystywani i zdradzani przez kłamliwych politykierów, którzy wbrew składanym obietnicom nie powołali dotąd prawdziwie patriotycznego rządu. Tymczasem bez poparcia patriotów nie zaistniałyby w polityce takie firmy jak: AWS, ROP, PiS, LPR i inne. To ich głosy zdecydowały o wyborze trzech prezydentów: Wałęsy, Kaczyńskiego i Dudy. To właśnie poparcie elektoratu patriotycznego dwukrotnie utorowało drogę do władzy PiS-owi, a wcześniej AWS-owi. Poza tym, gdyby nie strach przed reakcją „ciemnogrodu”, to zapewne już dawno doszłoby do demontażu struktur naszego państwa, rezygnacji z narodowej waluty i sprowadzenia setek tysięcy islamistów, którzy założyliby w polskich miastach swoje getta. Polscy patrioci stanowią dużą i dynamiczną siłę, którą zademonstrowali nie tylko w wyborach, ale także w ostatnim Marszu Niepodległości, na który przybyło do Warszawy setki tysięcy osób. A jeśli doliczyć do tego uczestników obchodów rocznicowych 100-lecia odzyskania niepodległości, świętujących w tysiącach miejscowości w całym kraju, to dostrzeżemy, jak wielką armię stanowią ludzie, którym zależy na Polsce. Manifestacja tej siły nie tylko pozwoliła nam się policzyć i dodała otuchy wątpiącym, ale również przeraziła wrogów polskości, ponieważ pokazała, że pomimo uprawianej przez dziesięciolecia pedagogiki wstydu i zwalczania „zaplutych karłów reakcji”, to jednak nie zabito w Polakach poczucia patriotyzmu. Naszym zadaniem musi być więc zagospodarowanie tego wielkiego potencjału energii narodowej i skierowanie go do walki o lepszą przyszłość dla Polski i Polaków. Jestem też przekonany, że gdy wreszcie rzucimy wyzwanie zdegenerowanej Republice Okrągłego Stołu i podejmiemy zdecydowaną walkę z patologicznym systemem, to wtedy przyłączy się do nas wielu rodaków, którzy dotychczas byli bierni. Dlatego zmobilizujmy patriotyczną opinię publiczną, ale nie po to, aby skorzystała z jej poparcia łże-prawica, tylko w tym celu, aby wprowadzić do parlamentu nową jakościowo siłę polityczną.

          Czy mamy do tego potrzebne siły i środki? Uważam, że pomimo ciągłego narzekania „etatowych” malkontentów i szerzenia kłamliwych opinii przez agentów systemu, to jednak obóz patriotyczny dysponuje dużymi możliwościami technicznymi, aby móc dotrzeć ze swoim przesłaniem do milionów Polaków. To prawda, że ugrupowania tzw. głównego nurtu zawłaszczyły całkowicie media publiczne i komercyjne, że dysponują wielką kasą na propagandę i tabunami speców od PR-u. Ale trzeba zauważyć, że dokonująca się od wielu lat rewolucja technologiczna stworzyła nowe i stosunkowo tanie możliwości promocji idei. Już nie jesteśmy skazani wyłącznie na kolportaż ulotek i plakatów, co ograniczało nasze możliwości, a poprzez utrudnianie dostępu do radia i telewizji skazywało patriotów na marginalizację polityczną. Rozwój Internetu i mediów społecznościowych, w których zdaniem wielu ekspertów dominuje przekaz prawicowy, daje wielkie możliwości. W ostatnich latach powstało dużo patriotycznych portali i telewizji internetowych. W sieci aktywnych jest bardzo wielu blogerów i youtuberów, którzy z powodzeniem „przebijają się przez lewicowy bełkot”. Dzisiaj praktycznie każdy średnio rozgarnięty człowiek może zaistnieć w przestrzeni publicznej, a jak wiadomo o wynikach kilku ostatnich plebiscytów wyborczych zdecydowała w dużej mierze aktywność w sieci internetowej. Co prawda, panujący system stara się ograniczać wolność w tym obszarze, ale wywołuje to jeszcze większą determinację u twórców i konsumentów treści internetowych, o czym świadczą masowe protesty przeciwko ACTA. Zadbajmy więc o odpowiednią jakość, jednolitość i koordynację przekazu, a zdominujemy Internet, co otworzy patriotom drogę do zwycięstwa.

          Naszym atutem w tej walce jest nie tylko szczerość intencji i słuszność argumentów, ale także wiele słabych stron u przeciwników. Cuchnące bagno polityki polskiej dostarcza tak wielu dowodów degeneracji systemu, że nie trzeba się bardzo wysilać, aby uświadomić wyborcom przykrą prawdę o upadłych politykach. Należy się tylko wyzbyć skrupułów w zakresie wykorzystania tej wiedzy, bo jakakolwiek wyrozumiałość lub unikanie trudnych tematów działa na korzyść patologicznego układu rządzącego naszym krajem. Jedynie „prawda może nas wyzwolić”. Dlatego korzystajmy z dorobku ludzi obdarzonych autorytetem, którzy jeżdżą po Polsce niczym współcześni misjonarze i głoszą prawdę o stanie naszego państwa. Jest wielu cenionych publicystów i naukowców poświęcających bezinteresownie swój talent, czas i wysiłek, aby ratować Polskę przed upadkiem. Rozmiary tego artykułu nie pozwalają na wymienienie większej liczby osób zasłużonych w tej dziedzinie. W związku z tym posłużę się tylko paroma sztandarowymi przykładami. Największym autorytetem w zakresie odkłamywania stosunków polsko-żydowskich jest niewątpliwie prof. Jerzy Robert Nowak, któremu zawdzięczamy to, że obalił podłe oszczerstwa Grossa na temat Jedwabnego, pogromu kieleckiego oraz innych zbrodni niemieckich i komunistycznych niesłusznie przypisywanych Polakom. Stanisław Michalkiewicz od wielu lat popularyzuje zdrowe i racjonalne zasady w życiu gospodarczym. Obalił już wiele mitów funkcjonujących w polityce polskiej, a dzięki temu, że ostrzegł nas przed skutkami roszczeń żydowskich forsowanych w USA za pomocą Just Act 447, to uświadomił wielu patriotom prawdziwe oblicze strategicznego sojusznika zza oceanu. Leszek Żebrowski ma zaś ogromne zasługi na polu popularyzacji wiedzy o Żołnierzach Wyklętych, a jego twórczość ukazuje nam prawdziwe oblicze zbrodniczego reżimu komunistycznego. Trzeba podkreślić, że gdyby nie dokonania tych ludzi, to bylibyśmy o wiele ubożsi w zakresie wiedzy o rzeczywistym stanie naszego życia publicznego oraz o rozmiarach penetracji „polskiej” sceny politycznej przez „czerwone dynastie” i agentury obcych wpływów.

          Jedyną drogą, którą powinni kroczyć patrioci jest droga do zwycięstwa idei silnej i suwerennej Polski, która wymaga od nas poświęcenia i determinacji w walce z sitwą okrągłostołową. Dlatego wznieśmy wysoko sztandar niepodległości i zjednoczmy nasze wysiłki wokół wielkiego celu, który zmobilizuje Polaków do walki o lepszą przyszłość. W walce tej nie mogą nam jednak przewodzić „miękkie parówki”, bo znowu zostanie zniweczony wysiłek tysięcy uczciwych ludzi, czego historia nam nie wybaczy…

 

Wojciech Podjacki

 

 

[1] W. Cejrowski, Polsce należy się niepodległość, „Do Rzeczy”, nr 3/2019, s. 18–19.

[2] R. Ziemkiewicz, Glątwa PiS, „Do Rzeczy”, nr 3/2019, s. 30–31.

Spółdzielnia Mieszkaniowa Zarząd

Spółdzielnia Mieszkaniowa Zarząd

W ostatnich dniach stycznia 2019 roku, spółdzielnia podjęła akcję, kampanię – rozpowszechniania we wszystkich osiedlach, nieruchomościach, na wszystkich tablicach ogłoszeniowych pisma dot. zrealizowanego w dniu 04 września 2018 r. 

programu TVP1 „Alarm”.  [podczas walnego zgromadzenia wrześniowego].

 

Istotnym faktem w sprawie jest, że „krucjatowe” pismo zostało datowane na dzień 25 stycznia 2019 roku, a  podpisane przez prezes spółdzielni i wiceprezesa ds inwestycji i remontów.

 Zawarta w piśmie treść w zderzeniu z faktami  wielu czytających może wprowadzić w błąd. 

  1. Z uwagi na nie uzyskanie absolutorium  przez prezesa M.S. na walnym zgromadzeniu w dniu 22 czerwca 2018 r., funkcję prezesa spółdzielni z dniem 03 września 2018 r. objęła kolejna prezes B.R.
  2. Funkcja wiceprezesa ds finansowo-ekonomicznych U.G., który nie otrzymał absolutorium na walnym zgromadzeniu 22 czerwca 2018 r. w wyniku organizowanych kolejno konkursów, została obsadzona   dopiero  styczniu 2019 r.
  3. Wiceprezes ds inwestycji i remontów który uzyskał niewielką ilością głosów  absolutorium,  złożył rezygnację z dniem 28 stycznia 2019 r.,  czyli  w  trzy dni  od  datowanego pisma. (sic!) 

Odnośnie powyższych jak i  pozostałych kwestii można powiedzieć,  że szarża  przeciwko TVP1 ,  programowi  „Alarm” miała wprowadzić kogoś w błąd. 

 W świetle zorganizowanej akcji można przyjąć,  że główną myślą,  ideą rozpowszechnionego masowo pisma, było zastosowanie tolerancji represywnej narzucającej   swoje zasady życia zbiorowego, egzekwowanie posłuszeństwa wszelkimi środkami mieszczącymi się we wszelkich granicach represywności. Uzasadniającej funkcjonowanie terroru psychicznego za pomocą którego „mniejszość ma prawo zarządzać większością i narzucać im swoje normy, często patologiczne”. 

 
Stosowana ideologia  – umożliwia zawłaszczenie przez mniejszość/nazywającą się
 
elitą, produktu społecznego/spółdzielczego – dobrze zorganizowanej grabieży na dużej
 
zbiorowości, w zasobach spółdzielni.  
 
Pozyskiwania cudzych dóbr w codziennej praktyce,  zalegalizowanych jako działań
 
bezkarnych. 
 
Traktowanie spółdzielców jako potencjalny łup, który można spuentować: mniej pracy dla
 
elit a więcej korzyści dla nich. 
 
Czy istnieje realna szansa na zmianę tzw. patologicznej sytuacji w danej konkretnej spółdzielni?

Odpowiedzialność

Odpowiedzialność

Czasami ktoś wspomni o odpowiedzialności za coś w stosunku do oponenta. Jak w rzeczywistości politycznej i gospodarczej ta sprawa wygląda. Czasami ponoszą ją maluczcy. Nie dotyczy to w ogóle wielu kast w Polsce i na świecie.

W Polsce funkcjonuje powiedzenie „ryba psuje się od głowy”.

Byłem świadkiem takich sytuacji w wielu miejscach pracy. Potwierdzam prawdziwość tego powiedzenia. Ostatnie miesiące to jeden wilki przykład na potwierdzenie tej tezy.

Kto poniósł konsekwencje za Koszalin. Właściciele, użytkownicy. Dlaczego ich nie ponieśli najbardziej odpowiedzialni. Twórcy prawa, różne organy nadzoru. Mówi się tylko o winie tych z najniższego szczebla. Prawdziwą odpowiedzialność powinni ponieść ci co na „górze”.

Ciąg dalszy z najbliższych dni. Sprawa mięsa z padłych krów. Temat powraca po sześciu latach od głośniej takiej samej sprawy. Rząd PiS nie może zgonić tego na poprzedników. Bezpośrednio odpowiedzialnym jest minister rolnictwa. Czy ponosi, czy się poczuwa do odpowiedzialności za zaistniałą sytuację.

NIE.

Sprawa zabójstwa p. Pawła Adamowicza. Współwinnymi jest wiele osób. Jedyną poczuwającą się do jakiejkolwiek odpowiedzialności jest minister Brudziński, jeden z najmniej winnych.

Sprawa KNF, sprawa NBP i parę drobniejszych Misiewicz, Macierewicz, PGZ, caracale.

Za rządzenie państwem odpowiedzialność ponosi Premier, a za poszczególne działy ministrowie.

Sądzicie Panie i Panowie, że wasi podwładni nie wiedzą o waszych poczynaniach: grach, gierkach, kopaniach pod stołem, animozjach, słabostkach, przywarach, niekompetencji, powoływaniu ludzi z klucza partyjnego, rodzinnego itd, itp.

Panie Premierze otacza się Pan bardzo młodymi ludźmi jako współpracownikami, doradcami itd. Czy oni posiadają kompetencje do zajmowania tych stanowisk? To samo dotyczy Pana Prezydenta. Jak spotykam się w Kancelarii Prezydenta RP z osobami w przedziale wiekowym 20 do 35 lat życia (fakt w trakcie pisania prac doktorskich, tuż po ich obronie) to w rozmowie z nimi z tematów merytorycznych schodzimy na ich hobby. Taki pracownik nie jest partnerem do rozmowy. Można go zmanipulować w dowolny sposób, a Pan Panie Prezydencie, jakie otrzymuje informacje, czy rzetelne?

Pan Panie Premierze i Pan Panie Prezydencie nie będziecie mieli żadnej wiedzy o tym co się dzieje w Polsce. Zamykacie się Panowie coraz bardziej we własnym hermetycznym świecie. Oczywiście jest grupa, która Wam to robi. Panowie świadomie lub nie pozwalacie na to.

Czy można coś z tym zrobić? Tak zawsze  i w każdym czasie. Sam zainteresowany musi zrozumieć w czym tkwi problem i chcieć go rozwiązać.

W chwili obecnej zostali wpuszczeni obaj w pułapkę decyzji chwilowych. Popełniają coraz więcej błędów. Całkowicie brakuje wizji długofalowej.

Z poważaniem

Jan Szymański

Prezydent do Stowarzyszenia Oburzeni o Rozwadowskim

Prezydent do Stowarzyszenia Oburzeni o Rozwadowskim

Prezydent Polski odpowiada Oburzonym na petycję w sprawie generała Tadeusza Jordan – Rozwadowskiego – naszego Bohatera Narodowego.

Powyższa odpowiedź pisemna jest wynikiem złożenia naszej Petycji złożonej w Kancelarii Prezydenta RP po pikiecie upamiętniającej pamięć naszych Bohaterów Narodowych w tym generała Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego. Mamy nadzieję, że obiecane wsparcie działań przez osoby wskazane przez p. Prezydenta okażą się skuteczne i doprowadzą;

  1. Raz do odszukania doczesnych szczątków Generała,
  2. Dwa do postania na eksponowanym terenie Warszawy Pomnika.

W dalszym ciągu p. Antoni Gut próbuje doprowadzić do rejestracji KRS-owskiej Stowarzyszenia pn. Komitet Budowy Pomnika gen. Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego. Chce by w sposób sformalizowany prowadzić ten projekt. W części z tych prac uczestniczą członkowie Stowarzyszenia Oburzeni. Zachęcamy zainteresowanych do odwiedzenia Facebooka w temacie pomnika.

Z poważaniem

Jan Szymański

Post polityka czy zmiana trendów?

Post polityka czy zmiana trendów?

Czy polityka w dotychczasowym wydaniu zakończyła swoje funkcjonowanie?

Czy tak jak w wielu obszarach funkcjonowania społeczeństw pojęcie post ma odniesienie do polityki?

Zestaw państw do analizy pod tym kontem zagadnień i działań politycznych.

Pierwszy zestaw Turcja, Węgry, Polska.

Drugi zestaw Chiny, Rosja, Brazylia.

Trzeci zestaw USA, Wielka Brytania, Wenezuela.

Dlaczego takie zestawy?

Proszę o informację, który zestaw jest najbardziej interesujący?

Odpowiedź proszę przesłać mailem lub sms-em.

Zapraszam

każdego chcącego podyskutować na różne tematy w gronie osób o zróżnicowanych poglądach na spotkanie  w dniu 30 stycznia 2019 roku o godzinie 17:30 w sali w Parafii M. B. z Lourdes, ul. Wileńska 69 Warszawa.

Tematyka:

  1. Post polityka czy zmiana trendów. Dyskusja zgodnie z informacją na stronie www.
  2. Marsz Przeciwko Bezprawiu 2019.
  3. Sprawy różne.

Sala na tyłach kościoła w przyziemiu na prawo od wejścia. Wejście na teren od strony ulicy Szwedzkiej lub Równej (główne wejście). Dojazd tramwajem nr 23 (ostatni przystanek). Autobusy 120, 135, 160, 162, 190 do przystanku „Szwedzka”.

Telefon: 600-820-483

Z poważaniem

Jan Szymański

Gdańsk czy musiało do tego dojść?

Gdańsk czy musiało do tego dojść?

Czy do horroru w Gdańsku musiało dojść?!

W Postanowieniu wydanym w dniu 20 grudnia 2018 roku przez Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku będącego pozytywną opinią dla zorganizowania finału WOŚP w dniu 13 stycznia 2019 r. w Gdańsku, w czasie którego doszło do tragicznego ataku nożownika – psychopaty na śp. prezydenta Adamowicza, czytamy:

„Organizator imprezy jest zobowiązany współpracować z Komendantem Miejskim Policji w Gdańsku celem dokonania uzgodnień i omówienia spraw związanych z udziałem Policji w zabezpieczeniu powyższej imprezy”

Trudno zatem zgodzić się z wypowiedziami Policji, że w czasie finału WOŚP Policji nie było, bo być nie musiało.

W ustawie z dnia 20 marca 2009 r. o bezpieczeństwie imprez masowych (Dz. U. 2009 Nr 62 poz. 504) mamy zdefiniowane, czym jest impreza masowa, w tym impreza masowa artystyczno – rozrywkowa, którą był ów tragiczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

„Art. 3. Ilekroć w ustawie jest mowa o: 1) imprezie masowej – należy przez to rozumieć imprezę masową artystyczno- -rozrywkową,…..”

„2) imprezie masowej artystyczno-rozrywkowej – należy przez to rozumieć imprezę o charakterze artystycznym, rozrywkowym….”

Liczba uczestników tragicznego finału WOŚP przekraczała bez wątpienia ustawowy wymóg 1000 osób przewidziany do zakwalifikowania zdarzenia jako imprezy masowej ( co widać w przekazach medialnych).

Dalej wypada zacytować jedynie przepisy ustawy, które powinny być czytelne nawet dla laika

„Bezpieczeństwo imprez masowych

Art. 5. 1. Za bezpieczeństwo imprezy masowej w miejscu i w czasie jej trwania odpowiada jej organizator.

  1. Bezpieczeństwo imprezy masowej obejmuje spełnienie przez organizatora wymogów w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa osobom uczestniczącym w imprezie;

2) ochrony porządku publicznego;

3) zabezpieczenia pod względem medycznym;

4) zapewnienia odpowiedniego stanu technicznego obiektów budowlanych wraz ze służącymi tym obiektom instalacjami i urządzeniami technicznymi, w szczególności przeciwpożarowymi i sanitarnymi.

  1. Obowiązek zabezpieczenia imprezy masowej spoczywa na organizatorze, a w zakresie określonym w tej ustawie i innych przepisach także na: wójcie, burmistrzu, prezydencie miasta, wojewodzie, Policji, Państwowej Straży Pożarnej i innych jednostkach organizacyjnych ochrony przeciwpożarowej, służbach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i porządek publiczny na obszarach kolejowych, służbie zdrowia, a w razie potrzeby także innych właściwych służbach i organach.”

Nic dodać nic ująć. Za bezpieczeństwo na tragicznym finale WOŚP, na którym zamordowana Prezydenta Gdańska odpowiedzialni byli równocześnie Zarząd WOŚP, Policja, jak i wojewoda pomorski.

Pamiętajmy, że ustawodawca nie wyłącza odpowiedzialności Policji i innych organów państwowych w przypadku nie zgłoszenia imprezy masowej przez organizatora, ani nie wyłącza takiej odpowiedzialności w przypadku zgłoszenia zgromadzenia będącego w istocie imprezą masową na podstawie innych przepisów prawa, w tym przypadku Prawo o ruchu drogowym.

Innymi słowy tego traumatycznego i tragicznego zdarzenia jakim jest śmierć Prezydenta Gdańska można było uniknąć, gdyby organizator WOŚP zatrudnił zawodowców do ochrony imprezy, a nie amatorów. Po drugie gdyby Policja państwowa wywiązała się ze swoich ustawowych obowiązków wynikających także z ustawy o Policji.

I po trzecie gdyby system wymiaru sprawiedliwości w Polsce oraz system ochrony zdrowia psychicznego działały normalnie.

Psychopata przez prawie minutę spacerował sobie po scenie z zakrwawionym nożem manifestując               swój czyn, a przecież w  tym czasie mógł zadźgać kolejne pięć , czy dziesięć osób.

Pytam, gdzie była wtedy Policja, gdzie była Policja?! 

W trosce o dobro nas wszystkich chodzi o to, aby podobna sytuacja nie wydarzyła się nigdy więcej.

Wojciech Papis

Stowarzyszenie Oburzeni