Kapuś SB ambasadorem RP w Niemczech

Czy państwo polskie jest sparaliżowane – na marginesie sprawy ambasadora RP w Niemczech

Zdemaskowanie obecnego ambasadora RP w Niemczech, Andrzeja Przyłębskiego jako zarejestrowanego tajnego współpracownika komunistycznej Służby Bezpieczeństwa sprawia, iż musimy niestety pogodzić się z tym, że aktualne pozostaje stwierdzenie potomka autora QUO VADIS, b. ministra spraw wewnętrznych, iż polskie państwo istnieje  jedynie teoretycznie.

Aparat bezpieczeństwa RP w rozsypce

Już seria wypadków drogowych z udziałem najważniejszych osób w RP pokazała, iż tak ważna w państwie instytucja, jak Biuro Ochrony Rządu, nie wywiązuje się właściwie z powierzonych zdań, by użyć eufemizmu. Funkcjonowanie przez 8 miesięcy nie sprawdzonego pod kątem ewentualnego zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju ambasadora RP i to w jednym z najważniejszych dla Polski państw, kompromituje zaś do reszty służby specjalne RP, a więc samo państwo polskie, jako nie będące w stanie zadbać o swe bezpieczeństwo.

Publiczne, rozbrajające wręcz przyznanie się instytucji państwowych do tego, iż – po pierwsze –  ambasadora miał sprawdzić Instytut Pamięci Narodowej, a po drugie – nie zrobił tego w ciągu 8 miesięcy, gdyż stanowisko ambasadora nie należy do grupy tych, które zostały uznane za najważniejsze (!), pogrąża całkowicie autorów obecnego systemu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej.

Jak to możliwe, iż ambasadorem RP mógł być człowiek, który z jednej strony otrzymał poświadczenie bezpieczeństwa, czyli miał dostęp do informacji niejawnej, z drugiej zaś w procesie sprawdzającym zabrakło analizy dokumentów w IPN, dotyczących tej osoby?! Domyślać się jedynie można, iż służby specjalne RP odpowiedzialne za ten proces sprawdzający wyszły z założenia, iż skoro na stanowisko ambasadora powołany został człowiek, cieszący się zaufaniem aktualnie rządzącej partii, czyli Prawa i Sprawiedliwości, która deklaruje konieczność lustracji każdego i to pod każdym niemal względem, więc można sobie darować grzebanie w teczkach IPN, zwłaszcza, iż ambasador to przecież nie poseł i nie ma obowiązku sprawdzania go natychmiast (sic!.

Ambasador spełnia wszystkie warunki bycia TW SB

Kuriozalnym także jest oświadczenie IPN, iż teraz proces sprawdzenia prawdziwości oświadczenia lustracyjnego ambasadora Przyłębskiego może potrwać nawet kilka miesięcy, gdyż w świetle publicznych wypowiedzi dyplomaty, spełnia on wszystkie formalne warunki bycia tajnym współpracownikiem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa.

Tak więc – po pierwsze – znalezione i opublikowane (patrz zdjęcie nr 1) zostało własnoręcznie napisane zobowiązanie Przyłębskiego do współpracy z SB.

Własnoręcznie napisane przez ambasadora Przyłębskiego zobowiązanie do współpracy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa.

 

Treść zobowiązania:

„Konin, dn. 09.06.79
Zobowiązanie
Kierując się patriotycznym obowiązkiem i chcąc przyczynić się w miarę moich możliwości do utrzymania ładu i porządku w PRL i triumfu prawdy, wyrażam zgodę na udzielanie pomocy Służbie Bezpieczeństwa. Fakt ten zachowam w całkowitej tajemnicy. Będę rzetelnie i starannie relacjonował interesujące SB zdarzenia i fakty. Obieram sobie pseudonim Wolfgang.  Andrzej Przyłębski”

Po drugie znaleziono i opublikowano już sporządzony donos, który jest charakterystyką kuzyna Przyłębskiego. Zresztą sam ambasador przyznał się w wywiadzie telewizyjnym, iż taki donos sporządził. Jednocześnie bagatelizował ten fakt, podkreślając, iż kuzyn mieszkał już wówczas za granicą. Po trzecie, by spełnione zostały wszystkie formalne warunki bycia tajnym współpracownikiem SB, konieczny jest dowód na to, iż dana osoba nie tylko pisała donosy, ale także, iż mogły one komuś zaszkodzić.

Sporządzenie charakterystyki (zwłaszcza psychologicznej) mogło – co potwierdzają liczne, konkretne dokumenty z IPN – być śmiertelnie niebezpieczne dla osoby, której ona dotyczyła. Swego czasu jeden z najcenniejszych kontaktów operacyjnych SB w USA, Wojciech Wierzewski (późniejsza prawa ręka trzech kolejnych prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej) miał za zadanie m.in. sporządzanie takich charakterystyk amerykańskich studentów, których werbowały do pracy CIA i FBI. W ten sposób zarówno SB jak i KGB posiadała materiały, które znacznie ułatwiały rozpracowywanie i werbowanie agentów amerykańskich. Donosy Wierzewskiego stwarzały więc poważne zagrożenie dla osób, na które on donosił (szczegółowo piszę o tym w swej najnowszej książce „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa).

Po czwarte zaś, musimy udowodnić, iż TW SB odnosił wymierne korzyści ze współpracy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. Ambasador Przyłębski sam przyznaje, iż – być może (sic!) podpisał zobowiązanie, gdyż w przeciwnym wypadku nie mógłby wyjechać na Zachód. Tak więc podróż za granicę była konkretną korzyścią, jaką odniósł późniejszy dyplomata RP.

Należy w tym miejscu zauważyć, iż wyjątkowo żenujące są próby matactwa Przyłębskiego. Najpierw zasłaniał się brakiem pamięci, a gdy jego zobowiązanie do współpracy zostało już opublikowane, przyznał, że nie można wykluczyć, iż coś podpisał. Najpierw wypierał się, iż pisał donosy, a po ich ujawnieniu przyznał, że owszem donosił, ale tylko na kuzyna, który mieszkał za granicą. Właśnie tego typu donosy mogły stanowić bardzo poważne zagrożenie dla tegoż kuzyna. SB zazwyczaj domagała się sporządzania charakterystyk psychologicznych (zwłaszcza osób mieszkających na Zachodzie), by móc je później werbować.

Dyplomacja RP była i jest naszpikowana ludźmi, którzy nie powinni reprezentować Polski

Swego czasu konsulem generalnym w Chicago został były wójt z południowej Polski, gdyż akurat wówczas należał do obozu politycznego, który wygrał wybory i rozdawał stanowiska. Parę lat później szefem konsulatu RP w Vancouver został człowiek, który już pierwszego dnia pobytu na kanadyjskiej ziemi spowodował wypadek samochodowy w stanie nietrzeźwym, a następnie uciekł z miejsca tegoż wypadku.

Dopiero przy okazji katastrofy smoleńskiej wyszło na jaw, iż minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski wysłał na placówkę dyplomatyczną RP w Moskwie Tomasza Turowskiego, b. agenta komunistycznego, który działał w Watykanie. Nie można wykluczyć, iż właśnie jego donosy mogły zostać przekazane przez PRL do KGB, a ten wykorzystał te informacje przy organizacji zamachu na papieża Jana Pawła II. Turowski był obecny na lotnisku pod Smoleńskiem w czasie katastrofy.

Od lewej: Bronisław Komorowski, Tomasz Turowski, Wojciech Jaruzelski, fot. R.Kowalewski, Agencja Gazeta.

 

Podczas moich niedawnych wykładów w USA poświęconych polonijnym kapusiom SB, dość często Polonia wyrażała swe zastrzeżenia do osób, pełniących funkcje konsulów honorowych RP w Ameryce.

Warto zwrócić uwagę na to, iż Andrzej Przyłębski także w przeszłości pracował w dyplomacji RP, a więc powinien już wówczas zostać gruntownie sprawdzony. W latach 1996 – 2001 był attaché ds. kultury i nauki w ambasadzie  RP w Berlinie. Ciekawostką być może, iż jego żona Julia Przyłębska, która jest dzisiaj Prezesem Trybunału Konstytucyjnego, przez 10 lat także pracowała w polskich placówkach dyplomatycznych w Niemczech, dziwnym zbiegiem okoliczności – podobnie jak mąż –  w Berlinie, gdzie była radcą ambasady. Była również odpowiedzialna za współpracę Rzecznika Interesu Publicznego z Urzędem ds. akt Stasi.

Julia i Andrzej Przyłębski,  fot. berlin.msz.gov.pl

 

Czy leci z nami pilot?

Wszystko wskazuje na to, iż b. minister spraw wewnętrznych wiedział, co mówi, gdy wyraził swe wątpliwości co do sprawności aparatu państwa polskiego.

10 grudnia 2007 prezydent Lech Kaczyński uhonorował ostatniego dyrektora sekcji polskiej Radia Wolna Europa, Piotra Mroczyka jednym z najwyższych odznaczeń RP – Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za „wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za zaangażowanie w walkę o wolność słowa i wolne media”. Nieco później udowodniłem na podstawie dokumentów z IPN, iż Mroczyk był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „69”.

21 września 2009 roku  dziennikarz polonijny Andrzej Jarmakowski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej” odznaczony został także przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W roku 1989 spotykając się potajemnie z rezydentami komunistycznej Słuzby Bezpieczeństwa z konsulatu PRL w Chicago przekazywał im szkodliwe dla Polski i Polonii informacje, a na prowadzonym obecnie przez niego portalu ukazują się np. tego typu słowa: „…Yaro w Smoleńsku zamordował własnego brata Lecha…”.

Jest rzeczą oczywistą, iż śp. Lech Kaczyński jako prezydent RP nie mógł o tym wszystkim wiedzieć, ale zatrudniał on przecież w swej kancelarii kilkuset ludzi, którzy (gdyby tylko wykazali trochę zaangażowania) z łatwością byliby w stanie sprawdzić, kogo chce odznaczyć Prezydent RP. Nie zrobili tego jednak, podobnie jak później na wysokości zadania nie stanęło BOR czy też służby specjalne i IPN. Na marginesie warto zaznaczyć, iż stowarzyszenie Oburzeni już kilka miesięcy temu skierowało do prezydenta Andrzeja Dudy wniosek o pozbawienie w/w odznaczeń. Do dnia dzisiejszego prezydent nie odpowiedział.

Jeśli państwo polskie jest tak bezbronne w sprawach drugo- czy trzeciorzędnych, nie możemy mieć niestety nadziei, iż jest ono w stanie skutecznie dbać o nasze bezpieczeństwo w sprawach najważniejszych.

Marek Ciesielczyk

Autor jest dr politologii Uniwersytetu w Monachium, był profesorem sowietologii na University of Illinois w Chicago i pracownikiem naukowym w Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn, jest autorem pierwszej w języku polskim książki nt KGB. Ostatnia jego książka to „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa.

dr Marek Ciesielczyk w czasie jednego z wykładów w USA  

Odpowiedzialność prezesa Sądu Apelacyjnego

Wniosek o zezwolenie na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie

 
 
Prokuratura Regionalna w Rzeszowie wystąpiła dziś (3 marca 2017 roku) do Sądu Dyscyplinarnego dla sędziów o podjęcie uchwały o zezwoleniu na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie oraz o zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie.
Wniosek prokuratury ma związek z prowadzonym śledztwem dotyczącym przywłaszczenia co najmniej 17 mln zł na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie. W toku postępowania prokuratura zebrała niezbite dowody świadczące o tym, że ówczesny prezes tego sądu brał udział w zorganizowanej grupie przestępczej, przyjął korzyść majątkową o wartości co najmniej 376 300 złotych, uczestniczył w tzw. praniu brudnych pieniędzy oraz przekroczył uprawnienia związane z pełnioną przez siebie funkcją. Są to przestępstwa, za które grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.
W toku śledztwa ujawniono jednocześnie okoliczności wskazujące na niszczenie istotnych dla sprawy dowodów, tworzenie dowodów fałszywych, podżeganie do składania fałszywych zeznań i zastraszanie świadków. Uzasadnia to obawę matactwa w dalszym postępowaniu, w którym są na bieżąco weryfikowane kolejne materiały dowodowe.
Wniosek o zgodę na pociągnięcie byłego prezesa do odpowiedzialności karnej i zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztowania ma więc na celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania.
Mechanizm przestępstwa
Według ustaleń prokuratury ówczesny prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie brał w latach 2013-2016 udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która przywłaszczyła na szkodę Skarbu Państwa co najmniej 17 354 276 złotych. To suma zleconych przez Sąd Apelacyjny w Krakowie, a niewykonanych prac, za które ten sąd zapłacił.
Mechanizm przestępstwa polegał na zawieraniu przez Sąd Apelacyjny w Krakowie umów z zewnętrznymi firmami na świadczenie usług, głównie w postaci analiz i opracowań, za które sąd płacił przeciętnie po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wykonanie tych usług zewnętrzne firmy zlecały następnie pracownikom Sądu Apelacyjnego w Krakowie, w tym jego prezesowi, wypłacając im każdorazowo kwoty od 1500 do 8000 złotych.
Zlecenia miały fikcyjny charakter. Nie były realizowane albo prace mieściły się w obowiązkach służbowych osób, którym je zlecano. Przestępczym procederem kierował ówczesny Dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Brało w nim udział kilkanaście osób i firmy powiązane ze sobą poprzez te same, zaangażowane w nie osoby. Część z tych firm powstała wyłącznie w celu realizacji fikcyjnych umów na rzecz Sądu Apelacyjnego w Krakowie.
Odpowiedzialność byłego prezesa
Zebrane dowody wskazują, że ówczesny prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie ochraniał działania przestępczej grupy i uczynił sobie z jej działalności stałe źródło dochodów. Jego udział w zorganizowanej grupie przestępczej był decydujący dla jej funkcjonowania, ponieważ dawał poczucie bezpieczeństwa osobom uwikłanym w przestępczy proceder.
Sędzia  przyjął  korzyść majątkową w kwocie co najmniej 376 300 złotych jako zapłatę za rzekome przygotowanie opracowań dla zewnętrznych firm, które wykonywały fikcyjne usługi na rzecz Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Pieniądze otrzymywał w gotówce, podpisując jednocześnie umowy zlecenia z zewnętrznymi firmami i wystawiane z późniejszą datą rachunki za rzekomo wykonane przez siebie prace. Poświadczał tym samym nieprawdę i pomagał w ukryciu przestępczego źródła dochodów firm, które działały na szkodę sądu.
Mając świadomość przestępczego charakteru procederu, nie powiadomił o nim organów ścigania. Nie dopełnił też obowiązków spoczywających na nim jako na prezesie Sądu Apelacyjnego, by zapewnić sprawne wykonywanie przez ten sąd zadań ani nie reagował na naruszanie obowiązków przez Dyrektora sądu i nie wnosił o jego odwołanie.
Ponadto – wbrew art. 86 § 4 Prawa o ustroju sądów powszechnych – nie poinformował Ministerstwa Sprawiedliwości o zamiarze podjęcia dodatkowej działalności zarobkowej w postaci zleceń na rzecz firm współpracujących z kierowanym przez niego sądem. Mimo że wywiązywał z tego obowiązku w przypadku prowadzonych przez siebie zajęć m.in. dla aplikantów komorniczych i adwokackich.
Obawa przed fabrykowaniem dowodów
W trakcie przeprowadzonych na zlecenie prokuratury przeszukań w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie nie ujawniono opracowań czy analiz – ani w formie papierowej, ani elektronicznej, które ówczesny prezes miał przygotować na rzecz zewnętrznych firm wykonujących zlecenia dla tego sądu. Nie stwierdzono też ich wpływu w księgach korespondencyjnych sekretariatu Dyrektora Sądu Apelacyjnego. Mimo to pełnomocnik byłego prezesa Sądu Apelacyjnego przekazał prokuraturze kilkanaście opracowań, odnalezionych rzekomo w piwnicy sądu już po dokonanych przeszukaniach
Rodzi to podejrzenie fabrykowania dowodów. Jak ustaliła prokuratura – pozostali członkowie grupy przestępczej jeszcze w trakcie prowadzonej przez Ministerstwo Sprawiedliwości kontroli, która doprowadziła do wykrycia przestępstwa, spotkali się w celu tworzenia fałszywej dokumentacji.
W opinii prokuratury zachodzi więc uzasadniona obawa utrudniania postępowania przez byłego prezesa Sądu Apelacyjnego: wypływania na zeznania świadków czy wyjaśnienia podejrzanych, uzgadniania z nimi wersji zdarzeń, a także tworzenia kolejnych fałszywych dokumentów.
Za zastosowaniem tymczasowego aresztowania przemawia   również wysoka kara za przestępstwa objęte wnioskiem do Sądu Dyscyplinarnego – do 12 lat pozbawienia wolności. Biorąc pod uwagę bogaty materiał dowodowy i fakt, że były prezes Sądu Apelacyjnego ostentacyjnie wykorzystywał swoją funkcję do zuchwałej działalności przestępczej, realne jest wymierzenie co najmniej kilkuletniej kary pozbawienia wolności.
W sprawie tej  Sądy Rejonowy i Okręgowy w Rzeszowie w stosunku do siedmiu osób podejrzanych o przywłaszczenie pieniędzy na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie zastosowały wobec nich tymczasowe aresztowanie wskazując między innymi na obawę matactwa. Są wśród tych osób Dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie, Główna Księgowa tego sądu i Dyrektor Centrum Zakupów Dla Sądownictwa.
 
Dział Prasowy
Prokuratura Krajowa
 

Rynsztokowi „artyści”

Rynsztokowi „artyści”   

 

Szanowni Państwo!

     Właściwie nie ma już nad czym ubolewać. Najpierw sztuki plastyczne, a za nimi teatr przestały istnieć jakiś czas temu. Agonia zaczęła się z chwilą kiedy zapotrzebowanie na podziw zastąpiono chęcią wywołania szoku. Tak długo szokowano, że taka „sztuka” może już tylko zadziałać jako środek wymiotny. Pozostaje jednak rozstrzygnięcie kwestii, kto ma płacić za to opluwanie – plujący czy opluwany. Postkomunistyczne „elity” III RP są zdania, że opluwany.

     PRL dopieszczał aktorów, bo liczył na ich wdzięczność i wkład w  „umacnianie władzy ludowej”. Taka kalkulacja, z małymi wyjątkami, była słuszna. PRL-bis też o nich nie zapomina. W ubiegłym miesiącu odeszły dwie aktorki. Pierwsza z nich przynosiła radość tuż po strasznej wojnie, o której ludzie chcieli zapomnieć. Ta radość na 102 trwała do teraz. Pani Danuta wykazała się wieloma świetnymi rolami. Dziwne jednak dlaczego ta druga została uhonorowana aż dwukrotnie w wydaniach głównych wiadomości TVP1, chociaż trudno było wymienić choćby jedną jej ważną rolę. Skromny talencik wspierany słabiutkim charakterkiem dał jednak imponujący wynik. Gorliwość z jaką zachwalała stan wojenny wprowadzony przez Jaruzelskiego musiała zostać zauważona gdzie trzeba i jak widać, odpowiednio doceniona.

     A wracając do ostatnich wydarzeń, może należałoby się zastanowić nad mecenatem państwa nad dziełami artystycznymi wszelkiej maści. Kto decyduje o tym co jest, a co nie jest sztuką? Czy wystarczy być wulgarnym psychopatą, żeby zostać „wybitnym, nietykalnym, współczesnym artystą”? Pewnie tak, ale pod warunkiem, że działa się w interesie komunistycznej destrukcji. Wówczas opluwany (mówiąc oględnie) podatnik sypnie groszem. Czyli na razie w kulturze nadal bez zmian.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Amatorzy w Radzie Warszawy

Amatorzy w Radzie Warszawy

Radni Warszawy pod przewodnictwem pani Gronkiewicz-Waltz podjęli uchwałę w sprawie referendum dotyczącego zmiany granic administracyjnych Warszawy.
W myśl obecnie obowiązujących przepisów ustaw Rada Warszawy zdominowana przez PO nie jest do tego uprawniona, albowiem takie referendum może się odbyć jedynie z inicjatywy mieszkańców. Wojewoda Mazowiecki (Pis) nie musiał się właściwie wcale wysilać, aby decyzję warszawskich radnych podważyć.
Jedno z dwojga, albo obecni radni Warszawy w swej większości to kompletni amatorzy i dyletanci nie mający pojęcia o prawie, albo wyrachowani partyjni urzędnicy grający referendum warszawskim wyłącznie propagandowo, nie bacząc na interes Warszawiaków.(albo jedno i drugie naraz)
A sprawa jest bardzo poważna i ma zasadnicze znaczenie nie tylko  dla samej Warszawy, ale dla całej aglomeracji, w tym gmin ościennych.
Jeśli amatorom z PO chodziło o skompromitowanie idei referendum to swój cel mogą osiągnąć , tak jak uczynili to w sprawie JOW-ów.
Zdziwiłbym się mocno gdyby Sąd Administracyjny nie podzielił naszego stanowiska.
My – mieszkańcy Warszawy i Mazowsza sami powinniśmy zadecydować, gdzie chcemy żyć i pracować.
Nie wierzmy politykom.
Poniżej podaję przepis ustawy na podstawie którego mogłoby się odbyć referendum lokalne w Warszawie i ewentualnie gminach ościennych.

Wojciech Papis
Stowarzyszenie Oburzeni
www.oburzeni.pl

Art. 4c. Ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz.U. 1990 Nr 16 poz. 95)

Referendum lokalne w sprawie utworzenia, zniesienia, podziału gminy
1. W sprawie utworzenia, połączenia, podziału i zniesienia gminy oraz ustalenia granic gminy może być przeprowadzone referendum lokalne z inicjatywy mieszkańców.
2. Z inicjatywą przeprowadzenia referendum, o którym mowa w ust. 1, wystąpić może jedynie grupa co najmniej 15 obywateli, o której mowa w art. 11ust . 1a ustawy z dnia 15 września 2000 r. o referendum lokalnym (Dz. U. z 2013 r. poz. 706, z 2014 r. poz. 1871 oraz z 2015 r. poz. 1045 i 1485).

Waterloo Kaczyńskiego – polskiej dyplomacji nie ma

Jarosław Kaczyński jest drugim – po Piłsudskim – najwybitniejszym polskim politykiem 20-21 wieku, większość jego pomysłów jest godna realizacji, gdyż służy Polsce. Największą przeszkodą realizacji programu Kaczyńskiego jest jego największa wada – fatalna  polityka personalna.

image

Sikorski, Kaczmarek, Kryże, Marcinkiewicz, Piotrowicz etc. To tylko niektóre dowody potwierdzające prawdziwość tego twierdzenia. Najsłabszym ogniwem obecnego rządu jest minister spraw zagranicznych – Witold Waszczykowski. Polska porażka 27 :1 w Radzie Europejskiej i ponowny wybór Donalda Tuska na jej przewodniczącego to przede wszystkim dzieło Waszczykowskiego i grupy otaczających go osób, które w sposób nieuprawniony bywają określane jako „dyplomaci”.

Chyba jeszcze nigdy Kaczyński nie został w taki sposób wpuszczony w tak zwany kanał. Ostatnio miało to miejsce w czasie pierwszych rządów PiS, gdy Kaczyński zaakceptował prowokację służb specjalnych wobec Andrzeja Leppera, co – jak wiadomo – zakończyło się utratą władzy przez Prawo i Sprawiedliwość.

Gdyby Kaczyński zadbał o to, by w Ministerstwie Spraw Zagranicznych oraz placówkach dyplomatycznych RP pracowali ludzie inteligentni i uczciwi (a nie tacy, jak np. kapuś, który donosił na własnego kuzyna, by dostać od komunistów paszport), Polska mogłaby osiągnąć cel, jakim była zmiana na stanowiska Przewodniczącego Rady Europejskiej.

Po pierwsze Saryusza-Wolskiego trzeba było zgłosić jako oficjalnego kandydata RP pół roku temu, po drugie przez sześć miesięcy należało intensywnie rozmawiać z rządami 27 państw, których liderzy decydują o wyborze i wówczas „mecz” nie zakończyłby się kompromitującym Polskę wynikiem 27:1.

To była pierwsza istotna porażka Jarosława Kaczyńskiego. Gdy ktoś po raz pierwszy powali na deski mistrza wywołuje u pozostałych, niechętnych mu ludzi poczucie, że mistrza można pokonać. Prysnął mit niezwyciężonego Prawa i Sprawiedliwości i teraz opozycja prawdopodobnie przystąpi do frontalnego ataku.

Kaczyński prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, jak dużo punktów traci w tak zwanej Polsce powiatowej, gdzie lokalni działacze PiS nie liczą się z nikim i niczym, gdyż mają poczucie, iż należą do potężnej, niepokonanej grupy o nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Gdy w radzie gminy jej przewodniczącym jest prominentny działacz partii Kaczyńskiego, a szefem komisji tejże rady żona działacza (także z PiS-u), gdy inną komisja kieruje kolejny działacz PiS, a jego brat (również z PiS) jest szefem innej komisji, jeżeli wszystkie miejsca w prezydium rady gminy okupują wyłącznie działacze PiS, ludzie zaczynają się odwracać od tej partii plecami, mimo, że na ich konto wpływa 500 plus.

Część prawicy ma coraz więcej wątpliwości, czy PiS to właściwa droga do sprawiedliwości, uczciwości, gdy z byłego PRL-owskiego prokuratora próbuje się robić  bohatera narodowego, mimo, że został obdarowany najwyższymi odznaczeniami komunistycznymi, gdy nie odwołuje się natychmiast ambasadora RP, który jako student był esbeckim kapusiem, donoszącym na członka swojej rodziny.

Jarosław Kaczyński sformułował właściwą diagnozę. Mamy guza mózgu i trzeba go wyciąć. Nie zrobimy tego jednak w sposób zaproponowany przez współpracowników Kaczyńskiego, tj. przy pomocy tępej, zardzewiałej piły. Potrzebne są odpowiednie instrumenty i dobrzy kardiochirurdzy, a nie znachorzy…..

Autor nigdy nie należał i nie należy do żadnej partii, jest doktorem politologii Uniwersytetu w Monachium, profesorem sowietologii University of Illinois w Chicago, pracownikiem naukowym Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn i European University Institute we Florencji, autorem pierwszej w języku polskim książki nt. KGB.

Skandaliczne słowa Kukiza na temat żołnierzy wyklętych

Apel do posłów klubu KUKIZ’15

Stanowczo protestujemy przeciw hipokryzji Kukiza!

Kilka dni temu Paweł Kukiz obok zdjęcia INKI zamieścił na FB tekst sugerujący porównywalną odpowiedzialność za czynione zło komunistycznych oprawców oraz żołnierzy wyklętych. Nieco wcześniej zaś opublikował słowa, po przeczytaniu których można było odnieść wrażenie, iż – mimo pewnych zastrzeżeń – usiłuje porównać żołnierzy wyklętych z UPA.

Oczywiście rzeczą jak najbardziej zrozumiałą są różne oceny pojedynczych działań konkretnych ludzi, lecz niedopuszczalnym jest czynienie uogólnień, z których miałaby rzekomo wynikać porównywalna wina oprawców i ich ofiar.

Naszym zdaniem haniebne słowa Kukiza zasługują na wyjątkowe potępienie zarówno ze względów czysto historycznych jak i moralnych, tym bardziej, iż w kampanii wyborczej usiłował on prezentować się jako wielki polski patriota.

W tym miejscu warto przypomnieć, iż Kukizowe zrównanie bohaterów polskich z UPA czy też oczekiwanie jakiejś kompromisowej oceny historycznej prześladowców komunistycznych i żołnierzy wyklętych nie jest pierwszym haniebnym działaniem tego „politycznego muzyka”.

Swego czasu w Telewizji REPUBLIKA przyznał, iż osobą, z informacji i porad której korzysta, jest były oficer komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Jednym z kandydatów do Sejmu z listy KUKIZ’15 był zaś człowiek, o którym Kukiz musiał wiedzieć, że był „współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa”, gdyż sam się do tego przyznał w swoim oświadczeniu lustracyjnym we wcześniejszych wyborach samorządowych. Kukiz wie także i akceptuje, iż Dyrektor biura jego klubu parlamentarnego był w przeszłości skazany za wielokrotne kradzieże i oszustwa.

Naszym zdaniem Paweł Kukiz skompromitował się na tyle jako parlamentarzysta i Polak, iż posłowie, którzy jeszcze pozostają w jego klubie powinni z niego wystąpić tak jak to zrobiła w ciągu roku ok. jedna czwarta jego  pierwotnego składu.

Rada Koordynacyjna stowarzyszenia OBURZENI

www.oburzeni.pl

antypartia@oburzeni.info

Wykaz Sędziów Sądu Najwyższego

Wykaz Sędziów Sądu Najwyższego

WYKAZ  OBECNYCH  SĘDZIÓW  SĄDU NAJWYŻSZEGO  W  WARSZAWIE                                        – SKAZUJĄCYCH W  PROCESACH KARNYCH /POLITYCZNYCH /       

 PO 13 GRUDNIA 1981 ROKU – DZIAŁACZY OPOZYCJI  NIEPODLEGŁOŚCIOWEJ  I        NSZZ „ SOLIDARNOŚĆ ” NA OBSZARZE CAŁEGO KRAJU                                                      / dane personalne „togowych przestępców”  , sygnatury akt oraz szczegółowy opis spraw karnych wykazano  w publikacji IPN :  > 13 grudnia 81.pl / sprawy  karne –sędziowie –prokuratorzy /< .

        SĘDZIOWIE SĄDU   NAJWYŻSZEGO – IZBA KARNA:

1/  JÓZEF DOŁHY /GDYNIA- WAŁBRZYCH /

2/ WALDEMAR PŁÓCIENNIK  / KOSZALIN / – PRZEWODNICZĄCY  II WYDZIAŁU

3/ DOROTA  RYSIŃSKA  / WARSZAWA /

4/ ANDRZEJ SIUCHNIŃSKI   / BYDGOSZCZ /- PRZEWODNICZĄCY WYDZIAŁU  VI

5/  prof.dr hab. JACEK SOBCZAK / POZNAŃ /

6/ JÓZEF  SZEWCZYK / WARSZAWA /

 

  SĘDZIOWIE  SĄDU  NAJWYŻSZEGO –  IZBA WOJSKOWA:

1/  MARIAN  BULIŃSKI /WARSZAWA- BYDGOSZCZ/

2/  JANUSZ  GODYŃ / WROCŁAW/

3/  JAN  BOGDAN RYCHLICKI   / KOSZALIN /

4  JERZY STECZKIEWICZ / BIAŁYSTOK- WARSZAWA /

 

 SĘDZIOWIE  SĄDU  NAJWYŻSZEGO – IZBA PRACY,UBEZPIECZEŃ SPOŁECZNYCH i SPRAW PUBLICZNYCH :

 

1/  JÓZEF IWULSKI   / WARSZAWA –  KRAKÓW/ –  PREZES SĄDU NAJWYŻSZEGO

 

 DO SKŁADU   KOLEGIUM  SĄDU NAJWYŻSZEGO – KADENCJA   2015-2017 r.  WESZLI :

 

1/   MARIAN BULIŃSKI                                           –  SSN   IZBA  WOJSKOWA

2/   JANUSZ GODYŃ                                                –  SSN    IZBA  WOJSKOWA

3/   WALDEMAR  PŁÓCIENNIK                          – SSN     IZBA  KARNA

 

 Opracował  – Tadeusz Wołyniec  Przewodniczący SORwSW O/Koszalin

  

STOWARZYSZENIE OSÓB REPRESJONOWANYCH

w STANIE WOJENNYM – ODDZIAŁ KOSZALIN

75-626 KOSZALIN UL. WŁ. ANDERSA 34, pok.40

( 094/ 342 83 70, 603 621 001

                               

 Źródło:http://wolyniec.host.sk/

Wyjątkowa kasta

Wyjątkowa kasta      

 Szanowni Państwo! 

      Miło jest mieć poczucie, że należy się do nadzwyczajnej kasty ludzi. Ale czy w demokracji należy to obwieszczać tym wszystkim, którzy się nie załapali na „salony”? To oczywiście zależy od stopnia arogancji, na jaką może sobie ów arogant pozwolić. W „państwie prawników” taka demonstracja należy do oczywistych prawd objawionych.

     Przyjrzyjmy się zatem tej wyjątkowej kaście. Ma ona uprawnienia, o jakich pospolity rzezimieszek może jedynie pomarzyć. Wolno jej bezkarnie jeździć „po pijaku”, kraść w sklepach, a przyłapana na gorącym uczynku zasłoni się immunitetem. Nie musi wykazywać się moralnością, ani rozumem, a jedynie mieć układy.

     Okazuje się jednak, że głupota bywa niebezpieczna nawet w tej specjalnej kaście. Przekonał się o tym „szanowany i zasłużony” sędzia z Wrocławia. Miał świetną fuchę. Za kopiowanie akt, którymi zainteresowani byli gangsterzy otrzymywał od nich godziwe honoraria. Biznes się kręcił i potrzeba mu było mnóstwo pendrajwów. Wiedział, że kupowanie takiego sprzętu na masową skalę w supermarkecie może zostawić niepożądany ślad w postaci łatwej identyfikacji jego karty kredytowej. Płacenie gotówką nie przyszło mu do głowy, bo przecież „specjalna kasta” nie zniża się do takiej  archaicznej formy płatności. Było lepsze i oszczędniejsze wyjście z sytuacji – kradzież. W razie wpadki powinien go chronić immunitet sędziowski.

     Nie ochronił – co jest wyraźnym zamachem na niezawisłość sędziowską. Opozycja totalna nie powinna odpuścić takiego skandalu i porządnie przyłożyć za to PiSowi.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Bezprawie w Koszalinie

 

Bezprawie w Koszalinie

POBICIE DZIAŁACZA „S” – BYLI ESBECY UNIEWINNIENI
Pod takim tytułem ukazała się 14 maja – m.in. na głównej stronie Onetu – informacja Polskiej
Agencji Prasowej. Cytujemy ją w całości.
Roman K. i Wiesław S. – dwaj byli oficerowie komunistycznej Służby Bezpieczeństwa
zostali prawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w Koszalinie
(Zachodniopomorskie) oczyszczeni z zarzutu fizycznego znęcania się nad
działaczem podziemnej „Solidarności”.
Sprawa dotyczyła zatrzymania latem 1988 r. Tadeusza Wołyńca na jednym z przystanków
autobusowych w Koszalinie. Według jego wersji, Roman K. i Wiesław S. mieli w czasie tej akcji
siłą wciągnąć go do nieoznakowanego samochodu i pobić.
Na podstawie tych zeznań, pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej oskarżył obu byłych
esbeków o przekroczenie uprawnień. Ani w śledztwie, ani w czasie pierwszego procesu K. i S.
nie przyznali się do winy. Zeznali, że owszem zatrzymali Tadeusza Wołyńca, ale zrobili to bez
używania przemocy. Z ich wyjaśnień wynikało, że to nie oni, ale Wołyniec miał być agresywny
w czasie akcji na przystanku.
W mowie końcowej prokurator z IPN domagał się dla obu oskarżonych po 2,5 roku więzienia.
Sąd odrzucił te żądania, uznając, że powodu kilkukrotnie zmienianej przez Wołyńca wersji
zdarzenia, jego zeznania mają niewielką wartość, a że oskarżenie nie przedstawiło innych
dowodów, uniewinnił byłych esbeków od zarzutu przekroczenia uprawnień.
IPN wniósł od tego wyroku apelację. Sąd II instancji uznał ją jednak za bezzasadną i utrzymał
wyrok w mocy.
Poniedziałkowe orzeczenie jest drugim prawomocnym wyrokiem uniewinniającym byłych
funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Sprawa Wewnętrznych w Koszalinie od zarzutu
przekroczenia uprawnień.
W kwietniu br., również ze względu na niespójność zeznań Tadeusza Wołyńca, SO uniewinnił
Dionizego M. i Andrzeja W., którzy 25 października 1984 r. mieli go wywieźć do lasu, zakuć w
kajdanki i straszyć bronią.
W apelacji nie utrzymał się również wyrok z października 2006 r. skazujący byłego kapitana SB
Romana B. na 1,5 roku więzienia za bezprawne uwięzienie w 1984 r. nieżyjącego już działacza
podziemnej „S” C zesława Ulidowskiego.
W marcu br. SO uznał, że B. dopuścił się zarzucanego mu czynu, ale wbrew sądowi I instancji
uznał, iż nie można tego zakwalifikować jako wyłączonej spod jurysdykcji ustawy o amnestii z
1989 r. zbrodni przeciwko ludzkości, wobec czego umorzył postępowanie.
04.05.2007
TADEUSZ WOŁYNIEC SKAZANY
Minął rok od zwolnienia z pracy za założenie związków zawodowych trzech pracowników
Miejskiego Zakładu Komunikacji w Koszalinie, firmy podlegającej prezydentowi miasta
Mirosławowi Mikietyńskiemu.
Po rocznym procesie sądowym, Sąd dopatrzył się, że jeden ze zwolnionych z pracy Roman
Wieczorek był chroniony przez przepisy ustawy o związkach zawodowych (pełnił funkcję w
zarządzie zakładowej Solidarności). Sąd przywracając do pracy zasądził kwotę 24 tys. złotych
odszkodowania oraz 1,8 tys. zł kosztów zastępstwa procesowego. Pomimo orzeczenia, zakład
pracy do dziś nie chce mu wypłacić zasądzonych należności, nie zgodził się też z wyrokiem i
wniósł apelację.
Dwaj pozostali związkowcy – Tadeusz Wołyniec i Szczepan Biskup – nie zostali przywróceni do
pracy. Sąd orzekł, że członkowie komitetu założycielskiego nie podlegają ochronie prawnej
(art.32 pkt. 7 ustawy o związkach zawodowych) oraz że powołali „twór niezgodny z prawem i
ustawą”. Tadeusza Wołyńca w pierwszej instancji obciążono kosztami sądowymi w kwocie
5.400 złotych, pomimo że od dłuższego czasu przebywa na bezrobociu bez prawa do zasiłku.
Zwolnieni pracownicy MZK kilkakrotnie składali wnioski o zmianę składu sędziowskiego, które
za każdym razem były odrzucane.
Prezes MZK Roman Bielecki, uznał, że najlepszą obroną jest atak i założył Tadeuszowi
Wołyńcowi proces cywilny i karny za rzekome pomówienie. Tutaj sądy okazały się wyjątkowo
skuteczne i zadziałały ekspresowo. Kiedy Tadeusz Wołyniec w poszukiwaniu pracy wyjechał na
1,5 miesiąca do Anglii, w Koszalinie błyskawicznie wydano zaoczne wyroki skazujące.
Wyrokiem z dnia 16 lutego 2007 roku Sąd Rejonowy Wydział Karny skazał Tadeusz Wołyńca na
łączną karę 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem „wykonywania nieodpłatnej
kontrolowanej pracy na cel społeczny w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym”.
Ponadto Sąd orzekł nawiązkę na rzecz Romana Bieleckiego i dwóch pracowników z kadry
kierowniczej MZK w wysokości po 1000 złotych dla każdego z pokrzywdzonych, a także
zasądził od T. Wołyńca na rzecz każdego z oskarżycieli zwrot kosztów procesowych, łącznie po
ok. 1300 złotych. Wyrok w tej sprawie wydał ten sam sędzia, który uniewinnił esbeków w
procesie, w którym Tadeusz Wołyniec był oskarżycielem posiłkowym.
W drugim procesie w sądzie cywilnym wytoczonym przez Miejski Zakład Komunikacji o
naruszenie „dóbr osobistych” (Tadeusz Wołyniec wskazywał na sprawy dotyczące zagrożenia
życia zdrowia pasażerów) Sąd prawdopodobnie nakazał mu zapłatę 5 tys. złotych na Hospicjum
imienia Św. Maksymiliana Kolbego w Koszalinie (prawdopodobnie, ponieważ sądy uporczywie
odmawiają wydania wyroków wraz z uzasadnieniem). Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że
społecznik Tadeusz Wołyniec przed kilkoma laty stał na czele ruchu ratowania koszalińskiego
hospicjum TUTAJ.
Już po ogłoszeniu wyroku lokalny dziennik „Głos Koszaliński” zamieścił informację pod tytułem
„Drogie bajki o ulicach” TUTAJ. Z treści artykułu oraz ekspertyzy wynika, że Tadeusz Wołyniec
miał rację, zarzucając firmie MZK narażanie pasażerów na niebezpieczeństwo ( ekspertyza
Pierwsze naukowe opracowanie
historii Solidarności w
województwie koszalińskim
Tadeusz Wołyniec i koledzy
Rozmowa z Tadeuszem Wołyńcem
Na wokandzie
Manifestacja w obronie
zwolnionych robotników
Wystąpienia, protesty,
oświadczenia, listy otwarte
Strona główna Robotnicy Związki zawodowe Dokumenty – Publikacje Wydarzenia – Akcje C o na to prawo? Napisz do nas
21.02.2017 Bezprawie w Koszalinie
file:///C:/Documents%20and%20Settings/Biuro/Moje%20dokumenty/Bezprawie%20w%20Koszalinie.html 2/5
TUTAJ), o czym zresztą wcześniej powiadamiał na piśmie władze miejskie i inne instytucje. Przy
okazji wynikł kolejny skandal związany z wydatkowaniem 240 tys. złotych na ekspertyzę
dokonaną przez firmę warszawską, podczas gdy w innych miastach ekspertyzę sporządzali
pracownicy wydziałów komunikacji w ramach swoich normalnych obowiązków.
Warto dodać, że prokuratura koszalińska umorzyła postępowanie w sprawie łamania praw
związkowych przez prezesa MZK Romana Bieleckiego, przekazując sprawę Sądowi Grodzkiemu
w Koszalinie, który z kolei utrzymał postanowienie prokuratury w mocy. Sąd w uzasadnieniu
napisał, że przestępstwo nie zostało popełnione, ponieważ dochodzi do niego tylko wtedy, gdy
„jest popełnione wyłącznie z winy umyslnej”. Winy zaś Tadeusz Wołyniec zdaniem Sądu nie
udowodnił, pomimo tego, że trzej założyciele związków wylecieli z pracy dosłownie na drugi
dzień po założeniu komitetu założycielskiego a dwaj pozostali w gabinecie prezesa pisali pod
dyktando oświadczenia o rezygnacji z przynależności do związków.
Klimat powszechnej amnestii udzielił się również prokuratorowi IPN w Koszalinie, który
postanowieniem z 13 kwietnia 2007 roku umorzył wszystkie śledztwa w sprawie
represjonowania Tadeusza Wołyńca i innych działaczy Solidarności.
KOMENTARZ – JAK ZAŁATWIĆ FACETA, Z KTÓRYM NIE PORADZIŁA SOBIE ESBECJA
Udzielę bezpłatnej porady prezydentom, burmistrzom, wójtom i innym urzędnikom, którzy
chcieliby pozbyć się lokalnych „oszołomów” to znaczy ludzi, którzy jeszcze pamiętają i szanują
zryw robotniczy 1980 roku, pozostali wierni ideałom Sierpnia, a później w stanie wojennym
dawali sie esbekom tłuc na kwaśne jabłko, w imię wolnej Rzeczypospolitej oczywiście. Teraz
wyobrażają sobie, że my – syci, zadowoleni z siebie biurokraci – będziemy im za to dziękować.
Metoda jest prosta. Najpierw wyrzucony z pracy oszołom poleci do gazet. To może być trochę
niebezpieczne, dlatego ogłaszamy natychmiast, że od załatwiania tych spraw są w Polsce sądy,
zwłaszcza sądy pracy i jeśli delikwent jest w porządku nie powinien sie niczego bać, bo
niezawisły sąd i tak przyzna mu rację. Zachęcony oszołom bierze to za dobrą monetę, składa
pozwy do sądów, rejestruje się w urzędzie pracy itd. Teraz przychodzi czas na etap drugi –
należy przeciągnąć sprawę w sądzie, aż delikwentowi skończą się środki do życia (kuroniówka)
i zostanie zmuszony do wyjazdu za chlebem. Że w naszym mieście – hehehehe – pracy nie
dostanie, nie muszę tutaj dodawać. System działa tym skuteczniej im bardziej prorodzinny jest
delikwent i im więcej ma w domu gęb do wyżywienia. Uśpiony powolnym rytmem pracy
polskich sądów wyjeżdża na miesiąc, dwa do pracy na przykład w Anglii. Jeszcze nie wie,
oszołom jeden, że jest już prawie ugotowany. Nadchodzi kulminacyjny moment naszej
strategicznej rozgrywki – składamy pozwy o zniesławienie nas w trakcie procesu przed Sądem
Pracy (delikwent wygadywał „głupoty”, że narażamy na niebezpieczeństwo pasażerów). A
przecież nie wolno obrażać spółki miejskiej nadzorowanej przez genialnego prezydenta
Mikietyńskiego, który w kampanii wyborczej obiecywał, że nie wzrosną ceny biletów
autobusowych. W tym momencie sądy dokonują nagłego przyspieszenia – dwa krótkie
wezwania, jedno po drugim, delikwent jeszcze o niczym nie wie, haruje w Anglii jak głupi i –
hehehehe – mamy go! Wraca do Ojczyzny, a tu już wyroczek na niego czeka – pół roku za
kratami plus ogromne odszkodowania i koszty, których nie spłaci nigdy. Oto cały przepis na to
jak załatwić oszołomów, z którymi może nie potrafiła poradzić sobie esbecja, ale my potrafimy!
Gdyby byli tak skuteczni jak my, to zwolnienie z pracy jednej suwnicowej nie doprowadziłoby
do powstania wolnych związków zawodowych i konieczności zmagania się z tym dziedzictwem
do dzisiaj. Że co… że tym Wołyńcom coś zawdzięczamy? To było dawno i nieprawda…
Andrzej Wojnicki
23.12.2006

Źródło: file:///C:/Documents%20and%20Settings/Biuro/Moje%20dokumenty/Bezprawie%20w%20Koszalinie.html

Polonijni agenci SB – kolejna seria wykladów Marka Ciesielczyka w USA: w Teksasie, Kolorado, Newadzie i na Florydzie

Na przełomie stycznia i lutego w Dallas, Houston, Denver, Las Vegas, Pompano Beach (k. Miami), Venice i St. Petersburg (k. Tampy) miały miejsce kolejne wykłady dra Marka Ciesielczyka pt. „Czy polonijni agenci SB będą deportowani z USA?”.

Marek Ciesielczyk jest autorem książki pt. „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa”. Poniżej relacja filmowa z wykładów oraz – jako swego rodzaju dodatek – relacja o charakterze turystycznym, a także artykuł na temat Marka Ciesielczyka pt: „Partyzant z Tarnowa”, który ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas” i najnowsze felietony Ciesielczyka w „Gazecie Krakowskiej”, a także artykuł Ciesielczyka w tygodniku w Detroit.

link do filmu:  https://www.youtube.com/watch?v=qCyi6HXsAzw

wersja turystyczna:

link do filmu:  https://www.youtube.com/watch?v=fRpuogGvSt0

Klikając myszka na obrazki, można powiększyć artykuł:

 

Klikając na obrazek myszką, można powiększyć artykuł.

—————————————————————————————————————————————-


Klikając na obrazki myszką, można powiększyć artykuły.

——————————————————————————–