Archiwa kategorii: Oburzeni

Antypartia ogłasza konkurs dla młodych Polaków – Nagrody to np. wycieczka na Karaiby, Florydę, do Nowego Jorku, Paryża, Londynu lub Rzymu (przekaż tę informację dalej)

Zazwyczaj to partie polityczne oferują „kiełbasę wyborczą” w postaci obietnic realizacji najprzeróżniejszych punktów programu. Nowe na polskiej scenie politycznej ugrupowanie ANTYPARTIA postanowiło postąpić odwrotnie. Proponuje, by to obywatele tworzyli program wyborczy.

 

ANTYPARTIA ogłasza konkurs na projekt programu wyborczego dotyczącego młodzieży. Powinien zawierać propozycje korzystnych dla młodych Polaków reform – zwłaszcza w podstawowym, średnim i wyższym szkolnictwie, które przyczynią się do istotnego podniesienia poziomu kształcenia i wychowania,  czy też takich zmian na rynku pracy oraz w programach rozwoju budownictwa mieszkań dla młodych małżeństw, które zachęcać będą młodzież polską do pozostania w kraju. Najlepsze propozycje zostaną przyjęte do programu wyborczego ANTYPARTII, zaś autorzy nagrodzonych prac, którzy wyrażą taką chęć, będą tworzyć młodzieżówkę ANTYPARTII i brać udział w prawyborach, w wyniku których – oddolnie – tworzone będą listy wyborcze ugrupowania za 3 lata.

Autorami projektów mogą być obywatele polscy, którzy w dniu ogłoszenia konkursu skończą  16 lat i nie przekroczą 25 roku życia. Sugerowana długość prac – między 5 i 10 standardowych stron A4.

Autorzy najlepszych projektów zdaniem jury, złożonego z 41 koordynatorów okręgowych ANTYPARTII, otrzymają atrakcyjne nagrody – wycieczkę na Karaiby, Florydę, do Nowego Jorku, Londynu, Paryża lub Rzymu (w lecie 2021), laptop lub smartfon.

Zwracamy się do potencjalnych uczestników konkursu już teraz o przekazanie nam Waszych sugestii, który kierunek podróży powinniśmy wybrać jako nagrodę – Karaiby, USA czy Europę? Prosimy przysyłać w tej sprawie maile na adres:

antypartia@oburzeni.info  lub sms-y na numer: 601 255 849.

Szczegóły konkursu ogłosimy w okresie marzec – maj 2021.

ANTYPARTIA

www.antypartia.org

 

Słowo

Słowo

„Na początku było Słowo a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.” https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=340

Czy aż tak ważne jest słowo, że takie jego znaczenie zawiera Biblia i porównuje go do Boga.

Na co dzień spotykamy się ze słowem:

  1. Pisanym
  2. Mówionym
  3. Domyślanym.

Najczęściej jak słyszymy słowo to myślimy o mówionym.

W polskiej kulturze jest wiele powiedzeń, przysłów odnoszących się do słowa.

Mowa jest srebrem a milczenie złotem.

Oby Twoje słowo w g…. się zmieniło.

Czary, wiara w moc słowa istnieją od dawna. Czy nasze czasy to zmieniły. Nie.

Praktycznie w 100% rozpoczęciem jakiegokolwiek działania jest słowo. Jeżeli tak to dlaczego nie można potraktować słowa jako Boga.

Przykładem, gdzie można ocenić moc słowa jest sytuacja z ostatnich dni sejmowych. Wicemarszałek Sejmu po nieudanym głosowaniu do Pani Marszałek Witek: „„Szef” kazał by zarządzić reasumpcję.” Do reasumpcji głosowania doszło. Wynik głosowania reasumpcyjnego był zgodny z oczekiwaniami „Szefa”. Czy były podstawy do reasumpcji? Czy wszystko zgodnie z prawem, czy wszystko było zgodne z dobrymi praktykami, z dobrymi zwyczajami?

Kto jest z tej wypowiedzi Szefem wie prawie każdy. Słowo Pana Prezesa jest praktycznie rozkazem dla wszystkich w pobliżu. Człowiek inteligentny, mający jednak sporo kompleksów, wypracował sobie taką pozycję, że jego słowo ma moc sprawczą dla prawie wszystkich Polaków ale i dla wielu polityków na świecie.

Czy wiemy zawsze co znaczy dane słowo pisane, mówione.

Czy zestaw słów w postaci zdań rozumiemy wszyscy tak samo. Prawie nigdy.

Najlepszym przykładem są relacje kobiet i mężczyzn. Ile powstało poradników, tłumaczeń tych relacji. Przykład własny jak otworzyła mi umysł na moje relacje z żoną i kobietami książka „Mężczyźni są z Marsa kobiety z Wenus”. Korzystanie z tam zawartych rad pozwoliło mi zmienić podejście do relacji z żoną i kobietami w  moim otoczeniu.

W relacjach zawodowych, społecznych, prawnych często przekonuję się jak różnymi językami się posługujemy. W części relacji jesteśmy w stanie zbudować wspólny „słownik”. Mam za sobą przypadki, gdzie nie umiałem stworzyć takiego słownika. Wiem, że takie relacje należy zakończyć. Najczęściej tak czynię.

Czy umiemy korzystać z narzędzia jakim jest słowo?

Czy rozumiemy osoby, które posługują się słowem?

Czy używamy tego samego słownika?

Czy wiemy co to jest słowo domyślne?

Czy wiemy jakie zdarzenia powoduje słowo domyślne?

Skąd we mnie tyle pytań!

Początek roku. Postanowienia. Zobowiązania. Relacje. Rozpoczęcie nowych projektów. Zmiana świata. Koniec jednego a powstawanie kolejnego.

ANTYPARTIA, Stowarzyszenie OBURZENI, praca zawodowa, życie rodzinne, życie zawodowe, i parę innych ról, które tworzę w ostatnim czasie.

Z poważaniem

Jan Szymański

Wiceprzewodniczący Zarządu ANTYPARTII,

Przewodniczący Rady Koordynacyjnej Stowarzyszenia OBURZENI.

Test na inteligencję dla kandydatów na posłów – Od polityków gorsi są tylko pedofile

Swego czasu CIA udało się zdobyć podręcznik KGB. W czasach zimnej wojny, gdy Sowieci destabilizowali sytuację na Zachodzie, KGB zalecał umieszczanie na czele istotnych instytucji państw demokratycznych, które chciał zniszczyć, nie swych agentów wpływu (gdyż ich można było zdekonspirować), lecz ludzi o bardzo niskim ilorazie inteligencji. Idiota jest bowiem w stanie zniszczyć każdą instytucję i nie musi być przy tym bezpośrednim agentem wpływu. Przykład Polski po 1989 roku dowodzi słuszności tego podręcznikowego zalecenia.

patrz:  https://youtu.be/-MBL9yOOf0Y

Gdybyśmy przeprowadzili sondaż, pytając ludzi, jakie cechy powinien posiadać poseł, senator, minister, radny,  wójt, burmistrz, z całą pewnością większość ankietowanych odpowiedziałaby, iż  polityk powinien być uczciwy, inteligentny, odważny.

Jeśli spytalibyśmy równocześnie, z czym kojarzy ci się słowo „polityk”, znaczna cześć ankietowanych odpowiedziałaby zapewne – „złodziej”. Coraz bardziej popularne w Polsce staje się powiedzenie: „Od polityków gorsi są tylko pedofile”.

patrz: https://youtu.be/9yTHnGPN9h8

Jako że standard życia w danym państwie zależy bezpośrednio od ilorazu inteligencji, uczciwości i odwagi tych, którzy podejmują kluczowe decyzje, na jakich zasadach pobierane  są od obywateli daniny w postaci podatków, a jeszcze bardziej od tego, na co są przeznaczane, Polska znajduje się na końcu wszystkich list rankingowych, obrazujących ten standard.

patrz np.:  https://www.antypartia.org/aktualnosci/dlaczego-polska-jest-ciagle-pariasem-europy-o-koniecznosci-gruntownej-zmiany-na-polskiej-scenie-politycznej/  

Jak zastąpić klasę polityczną, która rządzi niesprawnie Polską od 30 lat ludźmi inteligentnymi, uczciwymi i odważnymi, skoro z jednej strony uniemożliwia to system selekcji polityków („najgłupsza nie świecie ordynacja wyborcza”), a z drugiej – wyborcy w tak dużym stopniu ulegają ogłupiającemu ich systemowi edukacji oraz medialnej manipulacji, iż wybierają do Sejmu np. 23-letniego magazyniera spod Wieliczki, „ukrytego” w środku listy wyborczej i nie prowadzącego żadnej kampanii, tylko dlatego, że nazywa się Ziobro (nawiasem mówiąc – niespokrewnionego ze Zbigniewem)?

Nie ma testu na uczciwość, któremu można by przed wyborami poddać kandydatów do parlamentu czy rady gminy. Jeśli nawet kandydat był już wcześniej posłem i okazał się człowiekiem nieuczciwym, wyborcy albo o tym w ogóle nie słyszeli, albo zapomnieli, jako że w polskim systemie wyborczym okręg jest rozległy (100 km x 100 km albo więcej), kandydatów jest kilkuset, a kampania wyborcza zbyt krótka, by dotrzeć do wszystkich wyborców. Nie pamiętają oni zazwyczaj nazwisk tych, na których głosowali, a w czasie kadencji nie docierają do nich żadne informacje na temat zachowania posłów w Sejmie. Czołówkę listy wyborczej ustala kierownictwo partii, a jej sympatycy z automatu głosują na tych, którzy są na czele listy, nie mając zazwyczaj pojęcia, kto to jest.

Mogą też głosować na znane nazwisko, jak pokazuje w/w przykład magazyniera. Jeden z kandydatów do Senatu w tarnowskim okręgu wyborczym, by być pierwszym na liście (w przypadku wyborów do wyższej izby parlamentu obowiązuje bowiem porządek alfabetyczny), zmienił sobie nazwisko na Ablewicz (tak nazywał się znany biskup tarnowski) i mało brakowało, a dostałby się do Senatu. W wyborach samorządowych znane są przypadki poszukiwania kandydatów z książki telefonicznej o nazwiskach Mickiewicz, Piłsudski, Popiełuszko etc.

Są małe szanse, by jeszcze przed postawieniem znaku X przy nazwisku stwierdzić, czy dany kandydat jest uczciwy. Podobnie w przypadku odwagi. Dzięki Bogu w naszej części świata wojen już nie ma, więc ludzie nie sprawdzają się w boju. Jak się ma przekonać wyborca, czy kandydat przypadkiem nie jest tchórzem i nie będzie stał na baczność całą kadencję przed wodzem partyjnym nawet wówczas, gdy projekt jakiejś ustawy będzie szkodliwy dla Polaków? Pewną namiastką testu na odwagę kandydata na posła czy radnego może być część jego życiorysu sprzed roku 1989. Jeśli kandydat ze względu na swój PESEL był człowiekiem dorosłym w czasach PRL-u, możemy (także dzięki archiwom IPN) sprawdzić, jak się zachowywał wobec komuny. Ten „test” może mieć pewną wartość poznawczą, ale jedynie w przypadku starszych wiekiem kandydatów.

Skoro nie jesteśmy w stanie przeprowadzić skutecznie ani testu na uczciwość, ani na odwagę, to może warto by zaproponować takie zmiany w Kodeksie wyborczym RP, które nakładałyby na  wszystkich kandydatów do parlamentu polskiego oraz do rad gmin i na stanowiska wójtów, burmistrzów i prezydentów miast obowiązek poddania się testowi na inteligencję. To przecież jest wykonalne. Kandydować mogliby tylko ci, którzy w tym teście osiągną pewien określony poziom. Można oczywiście dyskutować, czy musieliby wykazać się ilorazem inteligencji wyższym niż na przykład Władysław Gomułka, Kazimierz Marcinkiewicz,  Renata Beger czy Marian Curyło, z którego ust usłyszeliśmy z mównicy sejmowej słowa:  Salem alejkum! Ślonek zjen ente eni sała, sała. Samoobrona gul, gul. Mister Belka, jala biet”, czy też powinni być od nich nieco bardziej inteligentni.

   Salvador Dali , Kaligula

Jeśli nauczyciel ze szkoły podstawowej w Gorzowie Wielkopolskim, Kazimierz Marcinkiewicz, który odsłonił swój prawdziwy potencjał intelektualny (sic!) w wyniku słynnego romansu z Isabel, mógł być nie tylko posłem, ale wiceministrem edukacji narodowej, a nawet premierem RP, to znaczy, że cesarz Kaligula miałby w dzisiejszej Polsce szanse ponownie mianować swego konia senatorem, posłem, ministrem lub nawet premierem.

Promowanie głupoty w Polsce nie zna barw politycznych. Przypomnijmy, że po rozstaniu się z PiS-em Marcinkiewicz przez pewien czas cieszył się względami także tzw. opozycji.

Gdyby na pierwszym miejscu listy wyborczej dużej partii politycznej umieścić np. owcę, prawdopodobnie zostałaby posłem. Po wprowadzeniu ustawowego obowiązku poddania się testowi na inteligencję, nie miałaby szans, chyba, że minimum ustalono by na takim poziomie, by kandydować mogli wszyscy pretorianie wodza rządzącej w danym momencie w Polsce partii politycznej.

Oczywiście bezobjawowi demokraci oburzą się w tym miejscu i natychmiast zakwestionują moją propozycję jako niezgodną z Konstytucją RP, gdyż wprowadzałaby ona rzekomo ograniczenia praw wyborczych (kandydowania) dla mniej inteligentnej części obywateli RP. Jednak nikt przecież nie kwestionuje zasadności punktacji (a w niektórych przypadkach egzaminów) przy naborze na studia. Nikt z nas nie chciałby, aby – powiedzmy – na medycynę czy informatykę przyjmowani byli słabi intelektualnie kandydaci na studentów. Skoro nie chcemy, by lekarzem czy informatykiem był idiota, tym bardziej powinniśmy zabiegać o to, by o wydatkowaniu naszych podatków decydowali ludzie inteligentni.

Marek Ciesielczyk 

O autorze:  doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, profesor University of  Illinois w Chicago, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sojetisze Gegewart w Bonn, Fellow w European University Institute we Florencji

 

Dlaczego Polska jest ciągle pariasem Europy? – O konieczności gruntownej zmiany na polskiej scenie politycznej

Jakie są przyczyny tego, iż po 30 latach przemian polityczno-ekonomicznych wynagrodzenia Polaków są w dalszym ciągu kilka razy niższe od tych w Europie Zachodniej? Dlaczego w znacznie krótszym czasie (5-10 lat) innym państwom udało się wyjść z podobnego ubóstwa i osiągnąć najwyższy na świecie standard życia swych obywateli (np. Irlandii, Nowej Zelandii czy Singapurowi)?

„Rząd próbował chyba wszystkiego, co nie działało.”

Ruth Richardson

-współautorka cudu gospodarczego w Nowej Zelandii

 

Wystarczy pozbyć się z polskiej polityki 300 ludzi …

W ciągu ostatnich 30 lat kolejno rządzące lub współrządzące w Polsce ugrupowania (przede wszystkim SLD, PSL, AWS, UW, PO, PiS) wmawiają Polakom, iż nasz kraj osiągnął wielki ekonomiczny sukces. Prawda jednak jest taka, iż Polska nie wykorzystała właściwie tych 30 lat (by nie rzec zmarnowała je) i okupuje teraz najniższe miejsca na wszystkich możliwych listach rankingowych, obrazujących wynagrodzenia, ogólny standard życia czy wielkość PKB na głowę.

Jeśli weźmiemy pod uwagę np. wskaźnik rozwoju społecznego HDI, czyli miernik opisujący stopień rozwoju społeczno-ekonomicznego, uwzględniający nie tylko dochód narodowy per capita wg. parytetu siły nabywczej, ale także organizację systemu edukacji czy oczekiwaną długość życia obywateli w danym państwie, to np. w roku 2016 Polska znalazła się dopiero na 35. miejscu na świecie. Najlepiej rozwiniętym państwem okazała się wówczas Norwegia, Australia i Szwajcaria, biedny kiedyś, otrząsający się z kolonialnego zniewolenia w drugiej połowie lat 60-tych Singapur zajął 6. miejsce, zaś bardzo słabo rozwinięta gospodarczo jeszcze w latach 60-70-tych Irlandia – 8., a stojąca na skraju bankructwa na początku lat 80-tych Nowa Zelandia – 12.

Polskę wyprzedziły np. Słowenia, która jeszcze latem 1991 walczyła zbrojnie o swą niepodległość, Czechy, które musiały rozstać się ze Słowacją w 1993, a nawet była republika sowiecka – Estonia. Polsce udało się nieznacznie (tylko o jedno miejsce) wyprzedzić inną b. część ZSRS – Litwę.

W roku 2010 plasująca się na odległym miejscu na liście rankingowej, przedstawiającej PKB nominalne per capita (w cenach bieżących) Polska miała wynik aż ponad 12 razy gorszy niż lider tabeli, zaś w 2018 roku (czyli 8 lat później) sytuacja nie uległa znaczącej poprawie – Polska zajmując dopiero 62. miejsce, miała PKB per capita 11 razy gorszy niż lider tego rankingu. Nasz kraj wyprzedziły m.in. Słowenia, Czechy, Estonia, Słowacja, Litwa, Łotwa, Węgry. Polski PKB per capita był nieco większy tylko od chorwackiego, rumuńskiego i bułgarskiego.

W 2017 roku z kolei w rankingu biorącym pod uwagę wskaźnik wolności gospodarczej Polska znalazła się dopiero na 45. miejscu na świecie. Na najnowszej liście rankingowej Trading Economics, przedstawiającej wartość PKB per capita Polska uplasowała się dopiero na 46. miejscu. Najlepszy okazał się tu Luksemburg, Irlandia – 3, Singapur – 7, Nowa Zelandia – 24.  Wyprzedziły nas w tym rankingu: Słowenia, Czechy, Słowacja, Estonia, Litwa i Węgry. Za nami były tylko Łotwa, Chorwacja, Rumunia i Bułgaria.

Mimo, iż PRL była w roku 1950 prawdopodobnie nieco bogatsza od wyniszczonej wojną domową i działaniami antyfrankistowskiej partyzantki Hiszpanii, to teraz Polska ma ok. 2 razy mniejszą od niej produkcję na osobę. Choć PRL miała nieco większe tempo wzrostu gospodarczego niż Irlandia w latach 50-tych, a nawet 70-tych (!), teraz Zielona Wyspa może być dla nas niedoścignionym wzorem.

Polska wypada fatalnie na tle zarówno Europy Zachodniej jak i byłych państw komunistycznych także w rankingu Legatum Prosperity Index opartym na takich czynnikach, jak zamożność, wzrost gospodarczy, poziom edukacji, ochrona zdrowia, samopoczucie i jakość życia obywateli danego państwa. W roku 2020 nasz kraj na tej liście rankingowej znalazł się dopiero na 36. miejscu. Pierwsze miejsce zajęła tu Dania, drugie – Norwegia, trzecie – Szwajcaria, siódme – Nowa Zelandia, dwunaste – Irlandia, piętnaste – Singapur.

Polskę znowu wyprzedziły Estonia, Słowenia, Czechy, Łotwa, Litwa, Słowacja, zaś za nami uplasowały się Chorwacja, Węgry, Rumunia i Bułgaria. Co ciekawe i przygnębiające zarazem, Polska spadła na to samo miejsce, które zajmowała już 10 lat wcześniej w tym rankingu, co oznacza, że nasz stan zamożności i wygody życia nie uległ poprawie w porównaniu z innymi państwami w ciągu tej dekady.

Na liście obrazującej średnie miesięczne wynagrodzenie netto w 31 europejskich państwach (patrz tabela), Polska zajmuje 6. miejsce od końca ! Mniej zarabiają tylko obywatele Łotwy, Słowacji, Węgier, Rumunii i Bułgarii (Litwa wyprzedziła nas niedawno). Zauważyć trzeba, że zarówno Łotwa jak i Słowacja niewiele tracą do Polski. Jeśli nasz kraj będzie w dalszym ciągu rozwijał się gospodarczo w tak wolnym tempie, nie można wykluczyć, iż już niedługo także Rumuni i Bułgarzy będą zarabiać więcej niż obywatele naszego kraju.

Polacy zarabiają prawie 6 razy mniej niż mieszkańcy Liechtensteinu, ponad 3 razy mniej niż Irlandczycy, prawie 2 razy mniej niż Hiszpanie, ok. półtora raza mniej niż Estończycy czy Słoweńcy!

  Louis Dewis – Stary żebrak

___________________________________________________________________________

Przeciętne wynagrodzenie miesięczne netto w EURO  (2019/2020)

na podstawie Wikipedia – List of European countries by average wage

_____________________________________________________________________________

1.    Liechtenstein 4,887
2.      Szwajcaria 4,588
3.    Luksemburg 3,573
4.     Dania 3,562
5.     Islandia 3,221
6.     Norwegia 3,078
7.    Austria 2,885
8.    Irlandia 2,748
9.    Szwecja 2,741
10.   Finlandia 2,509
11.   Niemcy 2,456
12.   Francja 2,411
13.   Belgia 2,262
14.   Wielka Brytania 2,229
15.   Holandia 2,152
16.   Hiszpania 1,784
17.   Włochy 1,729
18.   Cypr 1,658
19.   Estonia 1,214
20.   Słowenia 1,175
21.   Grecja 1,116
22.   Czechy 1,084
23.   Portugalia 1,004
24.   Litwa 928
25.   Chorwacja 902
26.   Polska 860
27.   Łotwa 844
28.   Słowacja 836
29.   Węgry 755
30.   Rumunia 682
31.   Bułgaria 554

________________________________________

Polska nie ma szans na powtórzenie tego, co zrobiły np. Irlandia, Nowa Zelandia czy Singapur, gdyż patologiczny system selekcji sprawujących władzę w państwie (m.in. „najgłupsza na świecie ordynacja wyborcza” czy nieuczciwe konkursy) sprawia, iż decyzyjne stanowiska (od kierownika wiejskiego domu kultury po posłów i ministrów) obejmują zazwyczaj ludzie mało inteligentni, nieuczciwi i tchórzliwi. Od 1989 roku Polską rządzi grupa ok.300 osób, którzy od czasu do czasu zmieniają sztandary polityczne, pod którymi kandydują (Tusk, Pawlak, Kaczyński, Miller są obecni na scenie politycznej cały ten czas).

Skoro przez 30 lat ludzie ci nie byli w stanie stworzyć warunków podwyższenia standardu życia Polaków do poziomu państw Europy Zachodniej, nie będą w stanie tego zrobić także w przyszłości. Dlatego Polakom opłaca się dokonanie gruntownych zmian na polskiej scenie politycznej.

Nie będzie to oczywiście proste, gdyż tragicznie niski poziom nauczania (co potwierdzają np. odległe miejsca nawet najlepszych polskich uniwersytetów na listach rankingowych uczelni) oraz ogłupianie społeczeństwa przez kolejne ekipy rządzące (m.in. przy pomocy prymitywnych mass mediów oraz plebejskiej rozrywki w stylu disco polo) doprowadziły do tego, iż Polacy po roku 1989 dokonują co 4 lata tak fatalnych wyborów, iż niemożliwym jest szybki rozwój gospodarczy kraju. W 100-tysięcznym mieście wyborcy głosowali na jednego z kandydatów na prezydenta tegoż grodu tylko dlatego, iż „ładnie śpiewał godzinki”, w tarnowskim okręgu wyborczym do Sejmu wybrany został 23-letni magazynier spod Wieliczki, (mimo, że był „ukryty” w środku listy wyborczej i nie powiesił ani jednego swego plakatu), tylko dlatego, że nazywał się Ziobro (nawiasem mówiąc, nie był spokrewniony ze Zbigniewem Ziobro).

Jeśli Polacy chcą za 5-10 lat zarabiać tyle, co obywatele Irlandii, Nowej Zelandii czy Singapuru, władzę w naszym kraju muszą przejąć zupełni inni ludzie, którzy będą w stanie przeprowadzić podobne reformy jak Irlandczycy, Nowozelandczycy czy Singapurczycy, o czym będzie mowa w dalszej części tego tekstu.

Na polskiej scenie potrzebna jest autentycznie nowa siła polityczna (nie w rodzaju Petru bis), spoza obecnego układu, która zmieni gruntowanie patologiczny system, sprawiający, że posłami, ministrami, prezesami spółek państwowych i samorządowych, ambasadorami, dyrektorami istotnych instytucji mianowani są wyłącznie ludzie związani z rządzącym w danej chwili ugrupowaniem (nowa nomenklatura), którzy otrzymane od kacyków partyjnych stanowiska traktują jako swego rodzaju zdobycz wojenną, a nie szansę na przeprowadzenie koniecznych reform.

Prowadzące od lat wojnę polsko-polską, wrogo nastawione do siebie plemiona polityczne nie mają żadnego pomysłu, by w ciągu kilku lub kilkunastu lat – podobnie jak to miało miejsce w przypadku Irlandii, Nowej Zelandii czy Singapuru – zapewnić Polakom standard życia, jakim się cieszą obywatele wymienionych tu państw.

Nie musimy wymyślać prochu. Wystarczy dostosować do polskich warunków reformy niżej opisane, by powtórzyć sukces Irlandii, Nowej Zelandii czy Singapuru.

 

Inteligentna niepodległość Irlandii źródłem jej sukcesu ekonomicznego

To, czego Polsce nie udało się osiągnąć w ciągu ostatnich 30 lat, zrobiła Irlandia w znacznie krótszym czasie, bo w ciągu ok. 10 lat. 

Spektakularny sukces gospodarczy Irlandii nie był wyłącznie wynikiem – jak próbują sugerować niektórzy – pomocy finansowej ze strony EWG (poprzedniczki UE), po roku 1973, lecz późniejszej, przemyślanej, irlandzkiej strategii przyśpieszonego rozwoju ekonomicznego.

Liczne podobieństwa historyczne Polski i Irlandii sprawiają, iż porównanie  skutków działań polityków tych państw ma szczególny sens. Polskę zniszczyły m.in. zabory, wojny, komunizm i emigracja wartościowej części społeczeństwa, Irlandię – wielki głód lat 1845 – 49 (gdy zmarło 20% Irlandczyków) skutkujący emigracją  2 milionów osób,  brytyjska okupacja do początku lat 20-tych ub. wieku,  zniewalająca zależność gospodarcza od Londynu (w praktyce do końca lat 70-tych). Jak słaba była pozycja Irlandii, pokazują dane z lat 1950-59, kiedy to średnie tempo wzrostu gospodarczego wynosiło w tym kraju tylko 1,8%, a w PRL-u – 2,6%, zaś latach 1970-79 – 3,2%, a w PRL-u – 3,4%. Czyli można powiedzieć, iż pozycja startowa Irlandii i Polski pod komuną była porównywalna. W ciągu ostatnich 40 lat Irlandia pozostawiła nas jednak daleko w tyle.

Gdy Irlandia wstępowała do EWG, była jednym z najbiedniejszych państw Wspólnoty. W pierwszej połowie lat 70-tych jej PKB na głowę mieszkańca wynosił zaledwie 60% średniego poziomu EWG. Dla porównania, po 25 latach przemian gospodarczych w Polsce i 11 latach członkostwa w Unii Europejskiej, w 2015 roku PKB per capita w parytecie siły nabywczej Polski wynosił zaledwie ok. 68% średniej UE, czyli mniej więcej tyle, co biednej Irlandii w chwili jej wstępowania do EWG.

Przez pierwsze 20 lat członkostwa w EWG Irlandia rozwijała się podobnie jak inne państwa Wspólnoty (np. w latach 1990-94 średnie tempo wzrostu wynosiło „tylko” 3,4%.).  Przyśpieszony wzrost gospodarczy Zielonej Wyspy nastąpił dopiero w połowie lat 90-tych i był wynikiem rozumnych rządów irlandzkich, a nie pomocy unijnej. W roku 1995 tempo wzrostu wynosiło już 10%, a w 2000 roku – 11,5%. W tym właśnie roku irlandzki PKB na głowę wynosił już 114% średniego poziomu unijnego, zaś w 2007 – aż 148% ! Dla porównania w przypadku Wielkiej Brytanii czy Niemiec było to tylko 116%. W roku 2015 wzrost PKB wyniósł w Irlandii prawie 26%, co było absolutnym rekordem wśród krajów Zachodu w 21. Wieku. Irlandzki PKB na głowę wzrósł aż do 178% średniej unijnej. W ostatnich latach średnia wzrostu gospodarczego Irlandii przekraczała dwu- trzykrotnie wskaźniki wzrostu gospodarczego krajów Unii Europejskiej.

Dlaczego Irlandia była w stanie odnieść tak wielki sukces gospodarczy w ciągu 5  (1995 – 2000) lub – jak niektórzy chcą – w ciągu 20 lat (1995 – 2015) ? Dlaczego nie dokonała tego Polska w ciągu 30 lat (1990 – 2020) czy Grecja, która otrzymała od Unii Europejskiej znaczną pomoc?

Jak już zauważyliśmy wcześniej, to nie wstąpienie Irlandii do EWG było przyczyną wyjścia tego kraju z ubóstwa, w jakim do dzisiaj tkwi Polska czy Grecja, lecz napływ inwestycji zagranicznych, których wartość była ponad 10 razy większa niż dotacje z Unii Europejskiej (!), stabilizacja finansów publicznych (w 2018 roku deficyt sektora rządowego i samorządowego wyniósł 0% PKB, a dług publiczny zmniejszył się z 104% w roku 2014 do ok. 60% w roku 2018), rozsądna polityka fiskalna, redukcja wydatków i stopy fiskalizmu,  (CIT 12,5% był przez wiele lat najniższym w Europie Zachodniej), deregulacja, prywatyzacja, zmiany regulacyjne w gospodarce (ulgi inwestycyjne) skutkujące wyjątkową wolnością (w 2012 gospodarka Irlandii miała najlepszy wskaźnik wolności w Unii Europejskiej i była w pierwszej dziesiątce na świecie, dla porównania – Polska w 2017 uplasowała się dopiero na 45. miejscu) oraz gwałtownym wzrostem eksportu, innowacyjność gospodarcza (z poziomem wydatków na badania i rozwój ponad 1,2% PKB), uczynienie z przemysłu elektronicznego i informatycznego najważniejszych gałęzi gospodarki, znaczna poprawa systemu edukacji.  Mówi się, że Irlandczycy wykorzystali w sposób niezwykle inteligentny niepodległość polityczną i ekonomiczną, jaką uzyskali na początku lat 20 i w latach 70-tych 20. wieku.

Jeśli weźmiemy pod uwagę HDI, czyli wskaźnik rozwoju społecznego, to np. w roku 2016 Irlandia znalazła się na 8. miejscu na świecie. Wyprzedził ją nieznacznie m.in. Singapur, a tuż za nią znalazła się Nowa Zelandia. Polska, o czym była już mowa wcześniej, zajęła dopiero 35. miejsce. Nasz kraj wyprzedziły m.in. Słowenia, Czechy, Estonia.

Jeszcze w 1980 roku Irlandia zajmowała 33. miejsce na świecie pod względem wielkości PKB per capita, który był ponad 8 razy mniejszy niż ówczesnego lidera na tej liście rankingowej, tj. Monako. 10 lat później dystans się zmniejszył i irlandzki PKB per capita był już tylko 6 razy mniejszy niż Monako. W roku 2000 Irlandia była już na 17. miejscu, a jej PKB per capita był już tylko 3 razy mniejszy od prowadzącego w dalszym ciągu Monako (dla porównania polski PKB per capita był wówczas 18 razy mniejszy niż Monako). W roku 2018 Irlandia znowu awansowała, tym razem na 6. miejsce, wyprzedzając m.in. USA. Polska na tej liście rankingowej (PKB nominalne per capita w cenach bieżących) znalazła się dopiero na 62. miejscu.

W rankingu Legatum Prosperity Index (z 2020 roku), uwzględniającym zamożność, wzrost  gospodarczy, edukację, ochronę zdrowia, samopoczucie i jakość życia w różnych państwach, Irlandia zajęła 12. miejsce na świecie (Norwegia – 1, Szwajcaria – 2, Nowa Zelandia – 7, Singapur 15). Polska znalazła się dopiero na 36. miejscu.

Świetnie wypadła Irlandia także w rankingu Trading Economics (grudzień 2019). Pod względem wielkości PKB per capita zajęła 3. miejsce na świecie. Wyprzedziły ją tylko Luksemburg i Norwegia. Irlandia okazała się lepsza m.in. od Szwajcarii (4. miejsce), Singapuru (7.) czy Nowej Zelandii (24.). Polska zajęłą dopiero 46 miejsce, a jej PKB per capita był wówczas mniejszy ponad 6 razy mniejszy od lidera listy rankingowej.

W ciągu 30 lat Polsce nie udało się nawet trochę zbliżyć do sukcesu, jaki osiągnęła w ciągu 5-20 lat Irlandia (czy Singapur lub Nowa Zelandia).

 

Jak Nowa Zelandia powróciła do klubu najzamożniejszych na świecie?

Mało kto pamięta, iż w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku standard życia w Nowej Zelandii  był wyższy zarówno od tego w Australii jak i Europie Zachodniej. W roku 1960 PKB per capita Nowej Zelandii plasowało ten kraj na drugim miejscu na świecie (za USA).  Później było coraz gorzej. W 1970 roku Nowa Zelandia znalazła się dopiero na 23 miejscu, a w 1980 – na 32. Rządząca tym krajem od 1949 do 1984 roku – teoretycznie konserwatywna – Partia Narodowa doprowadziła Nową Zelandię swą socjalistyczną polityką ekonomiczną do katastrofy. Wzrost gospodarczy nieznacznie tylko przekraczał 0 lub był ujemny zaś dwucyfrowa inflacja (w 1982 roku – ponad 16%), astronomiczny dług publiczny, wysokie bezrobocie oraz ucieczka ludzi z kraju oznaczały na początku lat 80-tych, iż bez gruntownych reform systemu Nowej Zelandii grozi bankructwo.

Paradoksalnie reformy te  – typowe dla ugrupowań konserwatywnych –  rozpoczęła w 1984 roku lewicowa Partia Pracy. Co ciekawe, reformy znalazły poparcie politycznych adwersarzy –  Partii Narodowej. To tak, jakby nagle z PO zaczęło współpracować PiS. To, co niemożliwe w Polsce, okazało się nie tylko realne, ale zbawienne dla gospodarki Nowej Zelandii po 1984 roku.

Strategię ekonomiczną, która nie tylko uratowała Nową Zelandię, ale wprowadziła ją ponownie do czołówki wszelkich ekonomicznych list rankingowych, opisał znakomicie  Bill Frezza w swej książce „Jak uchronić demokrację przed… demokratycznie wybranymi politykami – czyli nowozelandzkie reformy antyetatystyczne”.

Po roku 1984 w Nowej Zelandii wprowadzono różne elementy systemu zarządzania zorientowanego na rezultat, zrezygnowano z dożywotniego zatrudniania urzędników służby cywilnej na rzecz indywidualnych umów o pracę i awansów zależnych od osiągnięć zawodowych, a nie od stażu pracy, podatek dochodowy wypierany był przez zrównoważoną kombinację podatków konsumpcyjnych, zaczęto prowadzić uczciwą politykę informacyjną – zwłaszcza dotyczącą sytuacji ekonomicznej. Scenę polityczną charakteryzować zaczęła uczciwość, transparentność, odpowiedzialność, skuteczność, gospodarność, rozwaga, elastyczność, wolność, dobre przywództwo i odwaga. Nowa Zelandia zaczęła odbijać się od dna.

W latach 1986 – 1989 parlament nowozelandzki przyjął kilka istotnych ustaw, dzięki którym Nowa Zelandia wydostała się z socjalistycznego chaosu gospodarczego i rozpoczęła marsz ku ponownemu dobrobytowi. Były to ustawa o spółkach skarbu państwa, o finansach publicznych i o Banku Rezerw.

Skomercjalizowano spółki skarbu państwa (np. państwowe linie lotnicze, spółkę kolejową, kanał telewizyjny, pocztę, przedsiębiorstwa energetyczne, banki, firmy ubezpieczeniowe, firmy przewozowe). Wprowadzono konkurencyjność, gdyż dotychczas wiele sfer było zmonopolizowane przez państwowe giganty, część spółek całkowicie sprywatyzowano. Wspomniany wyżej Bill Frezza tak opisuje reformy w Nowej Zelandii: „Nadrzędnym celem była opłacalność. Każde przedsiębiorstwo zamiast służyć za bazę nieporadnych synekur, które drenowały budżet kraju, świadcząc usługi na miernym poziomie, miało stanąć  na własnych nogach, bez potrzeby ciągłych dopłat i subsydiów”.

Co ciekawe, także Partia Narodowa po wygranych wyborach w 1990 roku kontynuowała reformy Partii Pracy, redukując wydatki rządowe, uwalniając gospodarkę od wpływu rządu, likwidując obowiązkowe członkostwo pracowników w związkach zawodowych. Frezza zauważa: „Państwo miało być rządzone jak dobrze prosperujący biznes, a nie jak publiczna drukarka pieniędzy”.

Uchwalona w 1994 roku Ustawa o odpowiedzialności fiskalnej zakładała m.in., że całkowite wydatki operacyjne w każdym roku finansowym nie mogły przekraczać całkowitych dochodów operacyjnych w tym samym roku finansowym, zaś poziom i stabilność stawek podatkowych w kolejnych latach powinny być utrzymane „zgodnie z rozsądną zasadą przewidywalności”.

Na rezultaty tych reform nie trzeba było długo czekać. Już w 1994 roku Nowa Zelandia miała największy współczynnik wzrostu zatrudnienia wśród wszystkich państw OECD.

Reformy w Nowej Zelandii, początkowo bolesne, pokazują, iż opłaca się przekonać społeczeństwo do „ponoszenia krótkoterminowych ofiar w drodze do dalekosiężnych celów”. W rankingu Wskaźnika Dobrobytu Legatum (gdzie uwzględnia się wskaźniki gospodarcze, sytuację polityczną, edukację, ochronę zdrowia, bezpieczeństwo, wolność osobistą i kapitał społeczny) w 2014 roku Nowa Zelandia zajęła  3. miejsce, wyprzedzając USA. Świetnie wypadła też we Wskaźniku Rządów Prawa, Globalnym Raporcie Konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego. W rankingu wskaźnika wolności gospodarczej z 2014 roku Nowa Zelandia zajęła 5. miejsce na świecie – za Honkongiem, Singapurem, Australią i Szwajcarią.

Przykład Nowej Zelandii pokazuje, iż w ciągu zaledwie 10 lat (1984 – 1994) rządzący roztropnie tym krajem – podobnie jak kierujący sprawami Irlandii – wprowadzili wcześniej zrujnowane państwo do czołówki ekonomicznej świata.

To niestety nie udaje się grupie zmieniających się u steru Polski 300 osób, które nieprzerwanie sprawują władzę w naszym kraju po 1989 roku, utrzymując go od 30 lat w pozycji pariasa Europy.

Singapur – także wolnorynkowa autokracja przynosi efekty gospodarcze

Singapur, fot. Wikipedia

Miasto – państwo Singapur uzyskało niepodległość dopiero w roku 1965. Do tego czasu Singapur był eksploatowany jako typowa kolonia brytyjska. Początek niepodległości nie zapowiadał więc późniejszego spektakularnego sukcesu gospodarczego tego państwa. Nikt raczej nie przypuszczał w latach 60-tych, że wkrótce mieszkańcy Singapuru cieszyć się będą najwyższym poziomem życia w Azji (obok mieszkańców Japonii i Brunei).

Mimo, że Singapur trudno nazwać demokracją (od początku jego istnienia rządzi nim ta sama partia) postawiono na hiper wolny rynek. Pewne znaczenie dla ekonomicznego rozwoju Singapuru ma fakt, iż pierwszy (długoletni premier) był absolwentem Harvardu.

Dzięki niskim podatkom dla firm w Singapurze działa ponad 3000 zagranicznych przedsiębiorstw, co jest jedną z przyczyn sukcesu gospodarczego Singapuru, podobnie jak wspieranie przez państwo rozwoju przemysłu wysokich technologii.

Już w latach 70-tych i 80-tych  kraj rozwijał się na poziomie 8-9%, w 1993 roku Singapur osiągnął wzrost gospodarczy 10%, zaś w 2010 – 17,9%. Na początku lat 60. PKB na osobę wynosił ok. 600 dolarów, zaś w 2013 – już ponad 61 tys. dolarów.  Inflacja wynosi przeważnie ok. 1%, zaś bezrobocie ok. 3%.

W roku 1970 pod względem wielkości PKB per capita Singapur zajmował dopiero 40. miejsce na świecie, a jego PKB per capita był ponad 13 razy mniejszy niż ówczesnego lidera – Monako, zaś w roku 2018  Singapur był już 9-ty, a jego PKB per capita – tylko ok. 2 razy mniejszy niż lidera tabeli.

Na liście rankingowej HDI (wskaźnik rozwoju społecznego)  w 2016 roku Singapur znalazł się na 6. miejscu na świecie (m.in. przed Irlandią i Nową Zelandią). W rankingu Legatum Prosperity Index (z 2020 roku) Singapur zajął 15. miejsce na świecie (tutaj wyprzedziły go m.in. Nowa Zelandia i Irlandia).

Dzisiaj Singapur jest czwartym finansowym centrum świata po Londynie, Nowym Jorku i Tokio.  Działa tutaj 170 banków.  Port w Singapurze jest drugim co do wielkości portem na świecie (większy znajduje się w holenderskim Rotterdamie). Tu wytwarza się rocznie połowę światowej produkcji dysków twardych.. W 2018 Singapur był piątym najczęściej odwiedzanym miastem świata.

Już w ciągu pierwszych 20 – 30 lat po odzyskaniu niepodległości, uboga b. kolonia brytyjska stała się jednym z „azjatyckich tygrysów gospodarczych” dzięki swej wolnorynkowej strategii ekonomicznej.

Polacy mogą jedynie pomarzyć o takim tempie rozwoju gospodarczego po 30 latach funkcjonowania quasi wolnego rynku i quasi demokracji w naszym kraju.

Marek Ciesielczyk

O autorze:

doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, profesor University of  Illinois w Chicago, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sojetisze Gegewart w Bonn, Fellow w European University Institute we Florencji

tel. 601 255 849

dr.ciesielczyk@gmail.com

 

 

Polska

Polska – ocena sytuacji

Subiektywna ocena bieżącej sytuacji politycznej i społecznej po ostatnich decyzjach Rządu i PiS.

Wieszczenie upadku PiS i Rządu w ciągu najbliższych miesięcy stało się narodowym sportem Polaków. Dlaczego takie opinie i podawanie podstaw do tak postawionych tez? Czy rzeczywiście są do tego podstawy?

Większość moich znajomych z działalności politycznej i społecznej jest zdania, że najpóźniej jesienią 2021 roku będą przyspieszone wybory parlamentarne w Polsce. Gotowi są przyjmować zakłady, że tak się stanie.  Że Polsce grozi katastrofa w sferze gospodarczej, społecznej i politycznej.

Czy tak jest na pewno?

Bazując na bardzo ograniczonym dostępie do informacji oraz wyciągając wnioski na ich podstawie stwierdzę, że tak nie jest i nie będzie.

Moja szczątkowa wiedza z zakresu zarządzania oraz relacji społecznych, socjologicznego podejścia do społeczeństw mówią mi co innego.

Mając w pamięci stwierdzenie Premiera, że działania przeciw pandemii przygotowały, badały cztery różne zespoły, że PiS jako formacja pierwsza korzysta na taką skalę z dostępu do badań, wykorzystuje badania do planowanych działań twierdzę, że jest w końcowej fazie opracowania strategii wygrania wyborów w 2023 roku.

Widząc ostatnie decyzje, obserwując efekty pracy rządzących widzę jasno postawiony sobie cel. Ścieranie się różnych poglądów, różnych środowisk, różnych odłamów „Zjednoczonej Prawicy” oceniam, że bardzo szybko się uczą i podejmują coraz bardziej trafne działania mające przynieść korzyść tej formacji.

Czy możliwy jest inny scenariusz?

Jeżeli obecna opozycja pozostanie tak „skuteczna” w swoich działaniach jak przez ostatnie pięć lat to nie ma innego scenariusza.

Jedynym alternatywnym scenariuszem jest taki, że pojawi się nowy lider, nowa formacja polityczna i posługując się każdą dostępną formą działalności politycznej, społecznej zmieni polską scenę polityczną.

Czy działania „zjednoczonej prawicy” przyniosą korzyść Polakom, czy też Polsce?

Przykład 1.

Strajki. Czy temat rozwiązany przez „Prezesa wszystkich Prezesów” p. Jarosława Kaczyńskiego?

W mojej ocenie tak. Zapanowali nad sytuacją. Są w stanie podać, że „Szef” nie boi się strajkujących i przebywa w mieszkaniu w Warszawie a nawet zapala świeczkę w oknie. A gdzie „diabłu ogarek”.

Tak opracowali strategię wytłumiania działań strajkowych. Zaproponowana i realizowana strategia siłowa przynosi efekty. Jej kulminacyjnym momentem jest lockdawn w okresie 27 grudnia do 17 stycznia 2021 roku.

Proszę zauważyć jak został potraktowany Kościół?

Wszyscy obywatele nic nie znaczą w tej chwili. Kościół jako propagator obecnej władzy otrzymuje konfitury w postaci wiernych na mszach w okresie świątecznym. Jest to nadmiernie uprzywilejowana grupa społeczna ale niezbędna tej ekipie do utrzymania władzy po 2023 roku.

Obywatele będą mieli znaczenie w chwili wyborów i otrzymają zachętę do głosowania na PiS.

Teraz na trzy lata przed wyborami można wszystko.

Omijać prawo, tworzyć prawo nie zachowując standardów i procedur itp.

Nikt nas nie rozliczy, nikt nie podejmie nawet jakiejkolwiek próby egzekwowania prawa wobec obecnie stanowiących prawo i wykonujących władzę wykonawczą w Polsce.

Dla mnie przykładem tego jest zachowanie całości opozycji w Sejmie i Senacie.

Wzajemne świadczenie przysług. Minister (nie) Sprawiedliwości i śmieszna próba postawienia go przed Trybunałem Stanu za czasów Platformy Obywatelskiej, kiedy jedną z nieobecnych na decydującym głosowaniu była ówczesna Premier.

Czy jest możliwe pociągnięcie do odpowiedzialności za świadome łamanie prawa przez rządzących?

Tylko wtedy, gdy nastąpi całkowita wymiana elit rządzących Polską. Gdy dojdą do władzy osoby nie powiązane z obecną polityką. Kilka grup pracuje nad tym by takie osoby miały wpływ na bieżącą sytuację w Polsce.

Z poważaniem

Jan Szymański

Wice Przewodniczący Zarządu Antypartii

Przewodniczący Rady Koordynacyjnej Stowarzyszenia Oburzeni

www.antypartia.org

Na polskiej scenie politycznej jest miejsce na nowe antysystemowe ugrupowanie

Szaleństwem jest robić wciąż to samo

i oczekiwać innych rezultatów.

Albert Einstein

Od ćwierć wieku pozaparlamentarne grupy, które nazwiemy tu umownie „antysystemowymi”, podejmują te same w gruncie rzeczy działania i dziwią się, iż nie prowadzą one skutecznie do celu – to jest – istotnych, pozytywnych zmian zainfekowanego wirusem głupoty, nieuczciwości i tchórzostwa systemu politycznego, który sprawia, iż tak naprawdę Polacy pozbawieni są wielu praw, z których korzystają obywatele innych, w pełni demokratycznych państw.

Od ćwierć wieku to samo: zjednoczenie tak, ale pod naszym sztandarem…

Już 4 lata po wprowadzeniu w Polsce quasi-demokracji, jesienią 1994 roku prawicowe środowiska pozaparlamentarne podjęły nieudaną próbę zjednoczenia, która przeszła do historii jako Konwent św. Katarzyny. Jednym z jej inicjatorów był ksiądz Józef Maj. Dodać w tym miejscu należy, iż dokładnie 20 lat później z inicjatywy stowarzyszenia OBURZENI – także u księdza Maja – doszło do kilku spotkań, które miały podobny cel jak Konwent św. Katarzyny. Oczywiście i tym razem cała operacja zakończyła się niepowodzeniem.

Rok 2014, Warszawa, kolejna próba zjednoczenia ugrupowań pozaparlamentarnych, od lewej Marek Ciesielczyk, Jak Sposób, śp. Antoni Gut, ksiądz Józef Maj, fot. arch. własne

W 2015 roku PodziemnaTV Konrada Daniela, stowarzyszenie Oburzeni i ugrupowanie Jedność Narodu zorganizowały debatę antysystemowych kandydatów na prezydenta Polski, która miała być kolejną próbą zjednoczenia pozaparlamentarnych środowisk, patrz: https://www.youtube.com/watch?v=m1AmAXnP_5A

Jej wynik był oczywiście do przewidzenia, podobnie jak wielu innych, wcześniejszych prób tego typu. Każdy dostrzegał – jak zwykle – potrzebę zjednoczenia, ale gdy przyszło do konkretów, każdy proponował zjednoczenie pod swoim sztandarem, uważając się za wodza numer jeden. Oczywiście pozostali to odrzucali i pozostawało po staremu – wszystkie te ugrupowania tradycyjnie przegrywały z kretesem.

W ciągu ostatnich 25 lat pointa, sformułowana ponad 500 lat temu przez Jana Kochanowskiego, zawsze jest ta sama: „Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Czego uczą przypadki AWS, Zjednoczonej Prawicy i Konfederacji?

Leszek Kołakowski przypomniał swego czasu, iż rzeczy, które wydają się oczywiste, nie są takimi wcale dla większości i że prawdę oraz znaczenie tych oczywistości trzeba ciągle przypominać. Wszyscy niby wiedzą, że Wielka Brytania to wyspa, ale tylko nieliczni zdają sobie sprawę z tego historycznych konsekwencji. Spora liczba ludzi wie, że Karol Marks był filozofem niemieckim, ale tylko mała garstka jest świadoma znaczenia tego faktu dla filozofii idola komunistów.  

Wszyscy powinni wiedzieć, że 2+2=4 i że 2<4, ale gdy przychodzi czas podejmowania decyzji,  prawie zawsze okazuje się, iż oceniający krytycznie to, co stało się w Polsce po roku 1989, uważają jednak, iż 2=4 i nie mają zamiaru łączyć sił, by dokonać zmian zainstalowanego w wyniku tzw. „Okrągłego Stołu” i przyjęcia Konstytucji  w 1997 roku systemu politycznego, zwanego teraz czasem „demokracją bezobjawową”.

Podobno wyjątki potwierdzają regułę. Takimi są przypadki AWS, Zjednoczonej Prawicy czy Konfederacji. Gdy w 1996 nielewicowe bardziej lub mniej kanapowe ugrupowania zjednoczyły się, w następnym roku – jako Akcja Wyborcza Solidarność (AWS) wygrały wybory z lewicą. Samodzielnie PiS nie wygrałoby wyborów, gdyby nie zjednoczenie z ugrupowaniami Ziobry i Gowina w formie Zjednoczonej Prawicy. Ruch Narodowy czy ugrupowania Korwina-Mikke lub Brauna nigdy nie weszłyby do Sejmu, gdyby nie zjednoczenie w Konfederacji.

Irracjonalne zachowanie pozaparlamentarnych środowisk

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA

Jednym z ugrupowań, które przez kilka ostatnich lat dążyło do zmiany systemu politycznego w Polsce,  jest partia o nazwie Demokracja Bezpośrednia, która powstała w 2012 roku. Jej założycielem był Adam Kotucha. Demokracja Bezpośrednia nie chciała nigdy być tradycyjną partią polityczną, deklarowała, że jest „organizacją spoza układu”.

Startując w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku zdołała się zarejestrować tylko w 6 z 13 okręgów wyborczych i otrzymała w sumie zaledwie ok. 16 tysięcy głosów, tj. 0,23%. W tym samym roku w wyborach samorządowych zarejestrowała listy w 51 z 85 okręgów wyborczych do  sejmików wojewódzkich i  otrzymała zaledwie 0,81% głosów w skali kraju. Rok później w wyborach prezydenckich kandydat Demokracji Bezpośredniej (ówczesny rzecznik tej partii Paweł Tanajno)  zajął ostatnie, 11. miejsce, uzyskując zaledwie 0,2% głosów. W roku 2018 ten sam Tanajno startując na prezydenta Warszawy zdobył  tylko 0,4% głosów.

 Zbigniew Kawalec – lider Demokracji Bezpośredniej, fot. FB

Na początku 2020 roku przewodniczącym Demokracji Bezpośredniej został Zbigniew Paweł Kawalec, przedsiębiorca warszawski. Uczestniczył w kolejnej próbie zjednoczeniowej ugrupowań antysystemowych w Gdańsku-Jelitkowie w lipcu 2020 roku, (patrz: https://www.kuprawdzie.pl/antypartia-deklaracja-ideowa-nowej-partii/ ) poszedł jednak swoją drogą. Na swym profilu na Facebook pisze: „Zbieram ludzi. Tworzymy think-tank, fundację, wydawnictwo, portal i partię polityczną. Zapraszam do współpracy”. Kawalec uważa, iż nie można skutecznie budować nowego ugrupowania od podstaw, bez zaangażowania znanej twarzy i w związku z tym szuka takiego rozpoznawalnego lidera swej formacji.

Czy obecny szef Demokracji Bezpośredniej ma rację? I tak, i nie. Przykłady szybko formujących się i osiągających względne sukcesy wyborcze ugrupowań Kukiza, Palikota, Petru pokazują, iż wokół znanej osoby szybko gromadzą się jej wyznawcy i są w stanie osiągnąć wynik ok.10%. Kawalec nie bierze jednak pod uwagę krótkiego terminu ważności tego typu tworów. Tak jak z powodu rozpoznawalności lidera nowy ruch tworzy się stosunkowo szybko, tak samo szybko z powodu błędów tegoż lidera rozpada się. W wyborach prezydenckich Kukiz cieszył się poparciem ponad 20% wyborców, teraz jest bankrutem politycznym, podobnie jak w/w Palikot czy Petru. Zapewne taki sam los czeka Hołownię.

Dlatego wiara lidera Demokracji Bezpośredniej w skuteczność przyjętej przez niego metody tworzenia nowej formacji politycznej może prowadzić do wielkiego rozczarowania.

BEZPARTYJNI SAMORZĄDOWCY

W roku 2014 powstał lokalny komitet Bezpartyjni Samorządowcy, który wprowadził do Sejmiku Dolnośląskiego 4 osoby (m.in. Pawła Kukiza i Roberta Raczyńskiego, obecnego prezydenta Lubina). Bezpartyjni rozstali się z ruchem Pawła Kukiza w 2015 roku i wystartowali samodzielnie w wyborach parlamentarnych, rejestrując swe listy początkowo tylko w 10 okręgach wyborczych i zdobywając ostatecznie tylko 0,1% głosów.

Mimo, że wybory samorządowe w 2018 przyniosły Bezpartyjnym Samorządowcom względny sukces (w wyborach do sejmików przekroczyli w skali kraju 5%), już w następnym roku nie byli w stanie się porozumieć i tylko ich część zaangażowała się w popieranie Polski Fair Play Roberta Gwiazdowskiego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Raczyński odciął się od tej inicjatywy. Gwiazdowskiemu udało się zarejestrować listy tylko w  6 z 13 okręgów wyborczych, a Polska Fair Play uzyskała zaledwie ok. 74 tysiące głosów, tj. 0,5%.

W tym samym roku grupa Raczyńskiego (jako Bezpartyjni i Samorządowcy) wzięła udział w wyborach parlamentarnych, rejestrując listy w 19 z 41 okręgów wyborczych i uzyskując tylko 0,78% głosów. Tak słaby wynik był rezultatem m.in. niezdecydowania w sprawie ewentualnych koalicjantów. Jednego dnia media informowały, iż Bezpartyjni pójdą do wyborów z Kukizem, drugiego, że z PSL, a trzeciego zaś , iż samodzielnie. Wywoływało to dezorientację i zniechęcenie lokalnych działaczy Bezpartyjnych. Przyczyną klęski był także brak porozumienia z Bezpartyjnymi w Polsce północno-zachodniej (z Raczyńskim nie poszli Bezpartyjni z Wielkopolski, Zachodniopomorskiego i Lubuskiego). Ponownie brak porozumienia był przyczyną porażki.

 Robert Raczyński – szef jednej z frakcji Bezpartyjnych, fot.Twitter

We wrześniu 2020 w Tarnowie Podgórnym k. Poznania powstała Ogólnopolska Federacja Bezpartyjnych i Samorządowców. Jednak już kilka dni później media doniosły, iż Bezpartyjni z  Wielkopolski (pod wodzą wójta Tarnowa Podgórnego Tadeusza Czajki), z Zachodniopomorskiego i Lubuskiego jednak nie zdecydowali się przystąpić do tej Federacji ze względu na konflikt z prezydentem Lubina, Robertem Raczyńskim, patrz: https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,26330651,nie-chcemy-na-czele-koalicjanta-pis-u-rozlam-w-ruchu-bezpartyjni.html

Tadeusz Czajka – wójt gminy Tarnowo Podgórne – lider wielkopolskich  Bezpartyjnych, fot.FB

Trzeba dodać, iż być może dojdzie do rejestracji partii, która ma się nazywać … Bezpartyjni, w co zaangażowani są warszawscy działacze antysystemowi – Piotr Bakun (który był czynny w  partii Wolni i Solidarni śp. Kornela Morawieckiego) i Wojciech Papis (b. działacz stowarzyszenia Oburzeni)?

SKUTECZNI

Ugrupowanie Skuteczni Piotra Liroya-Marca funkcjonuje od 2017 (gdy Liroy pożegnał się z klubem poselskim Kukiza) – najpierw jako stowarzyszenie, a od 2019 jako partia.

Piotr Liroy-Marzec – lider Skutecznych, fot.Wikipedia

W tym też roku Liroy opuścił szeregi Konfederacji (wraz z Markiem Jakubiakiem), a jego partia Skuteczni wystartowała samodzielnie w wyborach parlamentarnych, rejestrując swe listy tylko w 5 z 41 okręgów wyborczych. Partia Liroya uzyskała w tych wyborach zaledwie ok. 19 tysięcy głosów, tj. 0,1% w skali kraju. 

KONGRES NOWEJ PRAWICY & CO.

Na początku 2017 funkcję prezesa Kongresu Nowej Prawicy objął Stanisław Żółtek b. wiceprezydent Krakowa i eurodeputowany, zaś dwa lata później założył nową partię PolEXIT, przerejestrowaną kilka miesięcy później na Zgodę, (w której miał uczestniczyć lider Agrounii Michał Kołodziejczak). Żółtek zasiadał również w 2019 w zarządzie partii Odpowiedzialność (stworzonej przez ludzi związanych wcześniej z Korwinem-Mikke).

Stanisław Żółtek – lider m.in. KNP

W 2019 partia Żółtka PolEXIT otrzymała w wyborach do Parlamentu Europejskiego zaledwie niecałe 8 tysięcy głosów, tj. 0,06% w skali kraju. Po nieudanych pertraktacjach z Michałem Kołodziejczakiem, Żółtek wraz Prawicą Rzeczypospolitej Marka Jurka zdołał zarejestrować w wyborach do Sejmu w 2019 listy tylko w 4 okręgach wyborczych. Projekt polityczny Żółtka poparło zaledwie niecałe 2 tysiące wyborców, tj.0,01% w skali kraju. W wyborach prezydenckich w 2020 Stanisław Żółtek otrzymał ok. 45 tysięcy głosów, tj. 0,23% w skali kraju.

Wspomnieć w tym miejscu wypada o trzech innych ugrupowaniach, które mają swe korzenie w partiach tworzonych przez Janusza Korwina Mikke – Wolni Obywatele – Stefana Oleszczuka – b. burmistrza Kamienia Pomorskiego i starosty kamieńskiego i w/w Odpowiedzialność – partia, która ma swą centralę w Rzeszowie i której liderem jest teraz  przedsiębiorca Łukasz Belter (w wyborach na prezydenta Rzeszowa w 2018 roku uzyskał  niecały 1 tysiąc głosów, tj. ok. 1%), a także partia Normalny Kraj, której prezesem jest Wiesław Lewicki (ze Śląska), współprowadzący w przeszłości kampanię wyborczą KNP do Parlamentu Europejskiego. Grupy te nie wykazują jednak aktywności w ostatnim okresie.

AGROUNIA

Michał Kołodziejczak, lider Agrounii, w roku 2014 został wybrany radnym gminy Błaszki (powiat sieradzki) z listy PiS. Rok później został jednak wykluczony tej z partii. Znaną postacią stał się już w 2018 roku, gdy zaczął organizować rolnicze protesty.

Michał Kołodziejczak – lider Agrounii, fot..FB

W lecie 2019, niezależnie od Agrounii, zaczął organizować partię „Prawda”. Szybko zrezygnował z tego projektu, by tworzyć partię o nazwie „Zgoda”. Gdy doszło do konfliktu ze Stanisławem Żółtkiem, Kołodziejczak wycofał się także i z tego projektu.

W maju 2020 planował założyć nową partię z Pawłem Tanajno, lecz do dziś nic z tego projektu nie wyszło. Kołodziejczak skupił się ponownie na organizacji protestów rolników.

Warto tu też wspomnieć o Marcinie Bustowskim z Jeleniej Góry, który koncentruje się na organizowaniu protestów przeciw stosowaniu glifosatu w środkach ochrony roślin. Od wielu miesięcy zapowiada stworzenie nowego ugrupowania.

STRAJK PRZEDSIĘBIORCÓW

Dzisiejszy lider Strajku Przedsiębiorców, Paweł Tanajno  najpierw należał do Platformy Obywatelskiej. W 2002 roku przegrał wybory do rady dzielnicy Mokotów, później związał się z Palikotem. W  2012 wstąpił do partii Demokracja Bezpośrednia. W 2015 jako kandydat Demokracji Bezpośredniej w wyborach prezydenckich uzyskał niecałą 1/3 głosów tych, którzy udzielili mu wcześniej poparcia swymi podpisami – tj. ok. 0,2% w skali kraju. W wyborach na prezydenta Warszawy głosowało na niego tylko 0,4% wyborców. Nie został także wybrany radnym miejskim w Warszawie.

Paweł Tanajno – organizator strajku przedsiębiorców, fot. Wikipedia

W  2020 ponownie został kandydatem na prezydenta Polski i otrzymał niecałe 30 tysięcy głosów, tj. ok. 0,1% w skali kraju. W czasie kampanii wyborczej organizował protesty przedsiębiorców. Mimo zapowiedzi nie stworzył wspólnej partii z Michałem Kołodziejczakiem. Latem 2020 Tanajno ogłosił, że partia Strajk Przedsiębiorców rejestruje się, ale on sam nie będzie jej członkiem.

1POLSKA

Twórca PodziemnejTV, Konrad Daniel z Gdańska w motto strony stworzonego przez siebie ugrupowania napisał: Czas zjednoczyć dobrych ludzi wobec patologii obecnego systemu!” W praktyce jednak ugrupowanie to akceptowało dziwnych osobników, których Daniel oskarżał później (w pod koniec sierpnia 2019 roku) o agenturalność i celowe zniszczenie ugrupowania 1Polska, patrz: https://www.youtube.com/watch?v=TypSgGdYhCI

Konrad Daniel – b. lider Jednej Polski, fot. FB

Choć wówczas mówił, iż mimo rozwiązania jego komitetu wyborczego, nie wolno się poddawać, odwrócił się od ludzi, którzy mu zaufali i do dziś jest niedostępny nawet telefonicznie, sprawiając wrażenie obrażonego na cały świat.

Sam projekt Daniela, choć uczciwy, był w swej istocie naiwny i słabo przygotowany organizacyjnie. Ci, którzy byli decydentami w 1Polsce, nie wykazywali chęci współpracy z innymi ugrupowaniami, choć Konrad Daniel wielokrotnie był zapraszany na rozmowy.

Działalność Konrada Daniela można by spuentować słowami Władimira Bukowskiego, który pisał, iż prawda jest zawsze naiwna i przekonana, że zwycięży tylko dlatego, iż jest prawdą, zaś kłamstwo jest wyrachowane i dobrze zorganizowane i dlatego najczęściej triumfuje. 

FEDERACJA DLA RZECZYPOSPOLITEJ

Po rozstaniu z Kukizem i Konfederacją, Marek Jakubiak postanowił działać na własną rękę, budując nową partię FdR. W 2018  jako kandydat Kukiz’15 w wyborach na prezydenta Warszawy uzyskał zaledwie 2,99% głosów. W wyborach parlamentarnych w 2019 roku, startując z pierwszego miejsca na liście Bezpartyjni i Samorządowcy, uzyskał zaś ok. 3,5 tys. głosów, zaś w wyborach prezydenckich w 2020 roku – głosowało na niego ok. 34 tysiące wyborców, tj.  0,17% w skali kraju. Te wyniki na pewno zmuszają do poszukiwania koalicjanta lub całkowitej zmiany formuły działania politycznego.

 

Marek Jakubiak – lider Federacji dla Rzeczypospolitej, fot. Wikipedia

 

OBURZENI

Stowarzyszenie Oburzeni, choć działało już wcześniej, zostało zarejestrowane w 2014 roku. Uaktywniło się zwłaszcza wówczas, gdy okazało się, iż Paweł Kukiz zdradził ideały, o których wcześniej mówił, a przemożny wpływ na ruch Kukiza uzyskał niejaki Dariusz Pitaś, patrz:  https://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/301269859-Dariusz-Pitas–wielka-kariera-u-boku-Pawla-Kukiza.html  .

Najpierw szefem stowarzyszenia był śp. Antoni Gut, a następnie Jan Szymański z Warszawy. Oburzeni chcą m.in. „zamienić ordynację proporcjonalną na większościową, wymiar niesprawiedliwości na rządy prawa, wprowadzić odpowiedzialność karno-finansową urzędników za ich błędy”. W ciągu ostatnich 5 lat swego funkcjonowania stowarzyszenie wielokrotnie zabiegało o zjednoczenie pozaparlamentarnych ugrupowań antysystemowych, patrz: https://www.youtube.com/watch?v=m1AmAXnP_5A

Oburzeni – jako jedna z nielicznych grup antysystemowych – zdając sobie sprawę ze słabości tego typu struktur pozaparlamentarnych, nie brało samodzielnie udziału w wyborach ogólnopolskich. Angażowało się czynnie tylko wtedy, gdy była szansa na sukces. Np. w 2014  roku stworzyło lokalną koalicję z Kongresem Nowej Prawicy w samorządowych wyborach w   małopolskim Tarnowie,  zaś wiceprzewodniczący stowarzyszenia Marek Ciesielczyk doprowadził w 2015 roku najpierw do sądowego unieważnienia wyborów do Rady Miejskiej w swym okręgu, a następnie w wyniku  powtórnych wyborów wszedł do Rady z drugim najlepszym rezultatem wyborczym w swym okręgu. Lista koalicyjna KNP-Oburzeni uzyskała 16% głosów, co było trzecim wynikiem po PiS i PO,  patrz: https://www.youtube.com/watch?v=jg-mFN4DUBU

 

 Jan Szymański – przewodniczący stowarzyszenia Oburzeni, fot. arch.

W lecie 2020 roku praktycznie wszyscy członkowie i sympatycy stowarzyszenia Oburzeni weszli w skład nowo powstałego ugrupowania Antypartia. Więcej informacji na: www.oburzeni.pl

 

NIEPOKONANI 2012

Stowarzyszenie Niepokonani działa od roku 2012. Skupia głównie poszkodowanych przez polski wymiar niesprawiedliwości przedsiębiorców. Początkowo bardzo aktywne, teraz jakby niewidoczne, wydaje się, iż straciło dawną energię. Jego prezesem jest przedsiębiorca z Wadowic – Jerzy Książek. Od lat członkowie stowarzyszeni wahają się, czy wziąć czynny udział w projekcie politycznym, który zakładałby udział w wyborach parlamentarnych.

 Jerzy Książek – prezes Niepokonanych 2012, fot. YT

 

AKCJA ZAWIEDZIONYCH EMERYTÓW RENCISTÓW

W 2018 roku 71-letni  wówczas Wojciech Kornowski (działający w latach 80-tych w organizacji Grunwald)  założył partię Akcja Zawiedzionych Emerytów Rencistów i został jej liderem, twierdząc rok później, że AZER wygra wybory parlamentarne, choć wcześniej zakładane przez Kornowskiego partie uzyskiwały wyniki znacznie poniżej 1% głosów. W 2019 AZER zarejestrował listy do Sejmu tylko w 3 spośród 41 okręgów wyborczych i uzyskał ok. 5 tysięcy głosów, tj. 0,03% w skali kraju.

Wojciech Kornowski – szef partii AZER, fot.kuprawdzie

  

JEDNOŚĆ NARODU

W roku 2015 b. działacze Ligi Polskich Rodzin założyli partię o nazwie Jedność Narodu, która sama określa się jako „ugrupowanie polityczne o charakterze narodowym”. Wydaje pismo „Polityka Polska”.  W wyborach samorządowych (do sejmików) w 2018 roku ugrupowanie uzyskało w skali kraju 0,18% głosów. Rok później startowało w wyborach do Parlamentu Europejskiego, rejestrując listę jedynie w części województwa mazowieckiego i uzyskując zaledwie ok. 2 tysiące głosów, tj. 0,02% w skali kraju. W 2020 Romuald Starosielec, lider Jedności Narodu,  chciał kandydować w wyborach prezydenckich, jednak nie był w stanie zebrać wymaganej liczby podpisów.

Romuald Starosielec – stoi na czele partii Jedność Narodu, fot. FB

W 2018 Starosielec, jako kandydat na radnego sejmiku województwa mazowieckiego, uzyskał zaledwie 267 głosów. Mimo to w dalszym ciągu chce realizować projekt pod nazwą Jedność Narodu samodzielnie, nie bacząc na nazwę swej partii i słowa Prymasa Wyszyńskiego: „Największą mądrością jest umieć jednoczyć, a nie dzielić”, których używa często jako motto swych działań politycznych.

OPÓR

Tej grupie liderują Piotr Zygarski, hotelarz z Zakopanego, organizator wielkiego protestu (m.in. hotelarzy) w Warszawie 13 grudnia 2020 roku oraz Włodzimierz Zydorczak, przedsiębiorca z Wielkopolski, który bezskutecznie ubiegał się już o mandat poselski w 2019 roku z listy PSL, uzyskując niecały tysiąc głosów. 

Piotr Zygarski – OPÓR, organizator protestu hotelarzy, fot. FB

 

WIR – CZYLI WETO, INICJATYWA, REFERENDUM

Trudno precyzyjnie zdefiniować ten projekt. Jest to bardziej przedsięwzięcie o charakterze edukacyjnym niż politycznym, choć wśród osób w niego zaangażowanych mogą być także i tacy, którzy będą chcieli tworzyć struktury mające na celu udział w wyborach parlamentarnych.

Marian Waszkielewicz – jeden z propagatorów WIR-u, fot FB

Generalnie środowisku temu chodzi o propagowanie zalet systemu, który funkcjonuje w Szwajcarii, gdzie istotnym elementem demokracji bezpośredniej jest możliwość negowania już istniejących ustaw przez obywateli (weto), podejmowanie akcji zmierzających do efektywnego proponowania przyjęcia nowych ustaw (inicjatywa) czy też podejmowania decyzji w drodze wiążącego dla systemu referendum. Oczywiście z edukacyjnego punktu widzenia jest to niezwykle cenna inicjatywa, zaś budowa sprawnych struktur organizacji politycznej jest w tym przypadku raczej tylko teorią.

Jednym z motorów tego projektu jest mieszkający na stałe w USA (w Bostonie) Szymon Tolak (z wykształcenia filozof), „struktury” na Facebooku próbuje budować czynny kiedyś w Demokracji Bezpośredniej Marian Waszkielewicz z Zabrza. Kibicują im Janusz Zagórski z Dolnego Śląska, który prowadzi Niezależnątelewizję.pl oraz  Jan Kubań – prezes PAFERE –  Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju oraz Jerzy Zięba – propagator medycyny niekonwencjonalnej.

 

LIGA OBRONY SUWERENNOŚCI

Partia ta powstała w 2002 roku w Gdańsku z inicjatywy Wojciecha Podjackiego. LOS utworzyli działacze wcześniejszego Polskiego Frontu Narodowego. Partia wydaje pismo społeczno-polityczne „Polski Szaniec” oraz Biuletyn Informacyjny „Patriota”. Posiada także  własny, internetowy kanał telewizyjny TV LOS.

Start w wyborach samorządowych w Gdańsku w 2002 roku zakończył się całkowitą porażką. LOS wzięła udział w wyborach parlamentarnych w 2005 w ramach Komitetu Wyborczego Ruch Patriotyczny, który uzyskał 1,05% głosów. Wojciech Podjacki chciał w 2020 roku kandydować na prezydenta Polski, jednak LOS nie zebrała wymaganej ilości podpisów.

 

Wojciech Podjacki – szef Ligi Obrony Suwerenności, fot.LOS

 

ZJEDNOCZENIE POLSKIE I ZJEDNOCZENI DLA POLSKI

Dysydent z PSL, Eugeniusz Kopciński z Radomia postanowił zbudować jeszcze jedno ugrupowanie pozaparlamentarne – Zjednoczenie Polskie. Pomaga mu w tym m.in. Maciej Dzik, który obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii. Głównym celem tej organizacji w budowie jest „obrona tożsamości narodowej”.

Eugeniusz Kopciński – chce zbudować Zjednoczenie Polskie, fot. FB

Innym tego typu powstającym ugrupowaniem jest „Zjednoczeni dla Polski”, które stara się tworzyć (głównie na Facebooku)  szachista – Bogdan Morkisz, b. pełnomocnik „Skutecznych”   w okręgach Katowice – Gliwice.

Bogdan Morkisz – twórca „Zjednoczeni dla Polski”, fot. FB

W roku 2002 Morkisz kandydował (z listy SLD) do Rady Miejskiej w Mysłowicach i otrzymał 12 głosów, co oczywiście nie pozwala kwestionować jego dobrych intencji, lecz jedynie zdolności organizacyjne. Twórca „Zjednoczeni dla Polski” jest niezwykle aktywny w Internecie, prezentując filmowe nagrania swych wystąpień. Tu także nie można odmówić mu nie tylko dobrych intencji, ale i racji, lecz na pewno można kwestionować jego medialność, by użyć eufemizmu.

Czy możliwe jest zjednoczenie tych ugrupowań lub przynajmniej jakieś porozumienie?

Przedstawione tu pozaparlamentarne ugrupowania antysystemowe albo nie były w stanie zebrać wymaganej ilości podpisów, by brać udział w wyborach ogólnopolskich, albo – jeśli już im się to udawało, osiągały wyniki między 0,01%  i 0,81%. Podejmowanie od wielu już lat przez ich liderów – skazanych z góry na klęskę – prób wejścia do parlamentu jest na pewno mniej rozsądne niż ustawiczne przegrywanie oszczędności przez hazardzistę w kasynie. Hazardzista może ewentualnie liczyć na szczęście. Nie może być do końca pewny, czy wygra, czy też przegra. Liderzy ugrupowań, zwanych często złośliwie kanapowymi, po wielu latach doświadczeń powinni mieć pewność, iż poniosą po raz kolejny porażkę, jeśli nie zmienią metod działania. W tym miejscu dochodzimy do słów Einsteina, spełniających rolę motta niniejszego tekstu: „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów”.

Powstałe latem tego roku nowe ugrupowanie – ANTYPARTIA (patrz: www.antypartia.org) zaproponowało liderom wymienionych tu grup pozaparlamentarnych spotkanie na początku roku 2021 w Zakopanem, na którym dokonano by wspólnie analizy możliwości i form  współpracy oraz wystawienia wspólnej listy wyborczej za trzy lata.

Oczywiście zjednoczenie tych ugrupowań nie daje pewności, iż taka wspólna lista osiągnie wynik lepszy niż 5 czy też 3 procent, lecz daje gwarancję, że na pewno zostaną zebrane wymagane do startu podpisy nie w 21, lecz 41 okręgach wyborczych, a wynik może  pozytywnie zaskoczyć twórców takiej koalicji. Trzeba bowiem mieć na uwadze, iż ostatnie sondaże z jednej strony wykazują znaczny spadek poparcia dla PiS, z drugiej wcale nie wskazują na to, by PO miała powrócić do władzy. Ugrupowanie Hołowni zatrzymało się zaś, gdy znaczna część wyborców zorientowała się, iż jest on rodzajem Petru bis.

Notowania Konfederacji w ostatnim czasie gwałtownie spadają – poniżej 5, a nawet 3%, patrz:

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/1090124,dlaczego-spada-poparcie-dla-konfederacji

oraz

https://www.rp.pl/Polityka/311159983-Sondaz-PiS-umacnia-sie-na-prowadzeniu.html

zaś 20% wyborców nie wie, na kogo będzie głosować. Oznacza to, iż nowe, atrakcyjne programowo i właściwie „opakowane” ugrupowanie może w dość istotny sposób zmienić polską scenę polityczną w ciągu najbliższych 3 lat.

Jeśli tego nie wykorzystają w rozsądny sposób antysystemowe grupy pozaparlamentarne, Jan Kochanowski może mieć satysfakcję z powodu swych profetycznych zdolności.

Marek Ciesielczyk

Autor tekstu jest doktorem politologii Uniwersytetu w Monachium, profesorem University of Illinois w Chicago, pracownikiem naukowym Forschungsinstitut fur sowjetische Gegewart w Bonn, Fellow w European University Institut we Florencji.

tel. 601 255 849,  dr.ciesielczyk@gmail.com

14 grudnia 2020

ANTYPARTIA

Telewizyjny wywiad z Janem Szymańskim:

https://youtu.be/RvXu3ZFhyl8

Warszawa dnia 12.12.2020 r.

Co za „idiota” wymyślił i nazwał takim słowem partię. Stwierdził mój dobry znajomy szef innej partii. Kolega współzałożyciel partii stwierdził – „jak ja pójdę do ludzi zbierać podpisy poparcia założenia ANTYPARTII”. Rzeczywiście wielu osobom bardzo przeszkadza ta nazwa.

Tym „idiotą” jestem między innymi ja. Kosztowało nas sporo wysiłku przekonanie założycieli do zaakceptowania takiej nazwy. Sformułowanie pojawiało się od wielu lat. Jednym z pierwszych, którzy chcieli go wykorzystać do nazwy partii był Pan Piotr Tymochowicz.

My to realizujemy. Czy to była decyzja jednej osoby? Czy to był „błysk” jak w „Zaczarowanym ołówku”? Nie. Był to proces wieloletni. Określenie Antypartia funkcjonowało w naszym środowisku od wielu lat. We wczorajszym wywiadzie przypomniał mi o tym fakcie Pan Rafał Mossakowski.

Ostatecznie uczestnicy spotkania w Gdańsku Jelitkowie po długiej i burzliwej dyskusji, kilku głosowaniach, zatwierdzili na pierwszy okres funkcjonowania partii tą nazwę. Potwierdziło to Zebranie Założycieli w Krakowie w dniu 23 sierpnia 2020 roku. W trakcie wszystkich rozmów używane były argumenty za i przeciw tej nazwie.

Podstawowe argumenty za tą nazwą:

  1. Oddaje ducha antysystemowości większości współzałożycieli partii.
  2. Marketingowo: odróżnia nas już sama nazwa, jesteśmy kimś innym w polityce, tak jak nasza nazwa.
  3. Wymusza reakcję ludzi nawet mojego znajomego. Nazwy kontrowersyjne powodują różne reakcje, ale je powodują. Mówi się o tym.
  4. Mówi o naszym stosunku do systemu partyjnego istniejącego w Polsce, jednocześnie pokazuje, że chcąc coś zmienić musimy wykorzystywać ramy prawne istniejące w danym czasie i w danym miejscu.
  5. Chcemy zmieniać nie burzyć. Będziemy korzystali z istniejącego prawa, a w miejscach koniecznych go zmieniali.

Kolejnym naszym wyróżnikiem jest treść Statutu. Zapisy tam zawarte opisują zasady funkcjonowania organizacji, której dotyczą. Pierwotna wersja rozpatrywana przez grupę założycielską całkowicie inaczej opisywała zależności funkcjonowania organów statutowych partii, inną podległość, hierarchiczność i strukturę. W wyniku wielu dyskusji wersję zatwierdzoną przez Zgromadzenie Założycielskie w Krakowie przygotowaliśmy z p. Markiem Ciesielczykiem.

Przyjęliśmy jako dogmat, że partia nie może być partią wodzowską,

Że partia ma dawać maksymalnie dużą swobodę w działaniu koordynatorom każdego szczebla.

Że kadencja władz ma być maksymalnie krótka (częsta ocena działalności władz i struktur Antypartii).

Że każdego z członków władz można odwołać w trakcie kadencji.

Że każdy jest oceniany przez podległych mu członków partii, ale również przez władze nad nim będące.

W chwili obecnej Antypartia jest w fazie organizacyjnej. Złożyłem dokumenty i wniosek o rejestrację w Sądzie Okręgowym. Niestety dzieje się to co przypuszczaliśmy. Sąd Okręgowy w Warszawie zachowuje się dziwnie. Do dnia dzisiejszego nie mamy jednoznacznej odpowiedzi,  jaką ilość podpisów musimy jeszcze złożyć, by partia została zarejestrowana.

(…)

Na obecną chwilę dysponujemy stroną www.antypartia.org , profilem na Facebooku. W spotkaniach przed oficjalnym założycielskim uczestniczyło do 30 osób. Najliczniejsze to 23 sierpnia w Krakowie. Kolejne regionalne liczyły od 10 do 20 uczestników. Stan budowy struktur ANTYPARTI jest widoczny na stronie. Pokrótce: mamy 41 Koordynatorów we wszystkich okręgach wyborczych do Sejmu RP oraz kilkudziesięciu w powiatach i dzielnicach miast.

Zarząd spotyka regularnie co dwa tygodnie i praktycznie za każdym razem w pełnym składzie, często uzupełnionym o jedną, dwie osoby. Zaczynamy tworzyć zespół świadomy założonych celów i posiadanych zasobów do ich realizacji. Odbyło się też pierwsze spotkanie Koordynatorów Okręgowych online. Z ogólnej liczby 41 w spotkaniu uczestniczyło 37. Te dane świadczą o jakości zaangażowania współtwórców Antypartii.

Teraz przed nami etapy:

  1. Doprowadzenia do oficjalnej rejestracji ANTYPARTII,
  2. Wyłonienia sprawnych Koordynatorów we wszystkich powiatach i dzielnicach miast,
  3. Stworzenia około 100 osobowej grupy będącej „kamieniem węgielnym” ANTYPARTII,
  4. Zwołanie i przeprowadzenie Kongresu Antypartii .

Jan Szymański

Wiceprzewodniczący Zarządu ANTYPARTII,

Przewodniczący Rady Koordynacyjnej Stowarzyszenia OBURZENI.

 

Do Prezesa PiS i posłów tej partii

Szanowny Pan Jarosław Kaczyński
Prezes PiS

Szanowni Posłowie z tarnowskiego okręgu wyborczego:
Stanisław Bukowiec,
Norbert Kaczmarczyk,
Wiesław Krajewski,
Anna Pieczarka,
Urszula Rusecka,
Piotr Sak,
Józefa Szczurek-Żelazko

image

Szanowni Państwo,
Pozwolę sobie spytać, jako bezpartyjny radny tarnowski 5. kadencji, dlaczego 10 tarnowskich radnych klubu PiS (z wyjątkiem p. Dawida Solaka) roztacza swego rodzaju „parasol ochronny” nad prezydentem Tarnowa Romanem Ciepielą, nie podpisując się pod wnioskiem o obniżenie najwyższego możliwego w tej chwili wynagrodzenia, jakie pobiera, mimo, iż wcześniej głosowali przeciw udzieleniu mu wotum zaufania.

patrz film:
https://www.tarnowska.tv/video/5136,tar-2020-12-04prezydentgotowemp4

Prezydent Ciepiela doprowadził Tarnów do ruiny – w Rankingu Finansowym Samorządów Polskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie Tarnów zajął dopiero 60. miejsce na liście 66 polskich miast na prawach powiatu.

Więcej na temat fatalnych rządów prezydenta Ciepieli tutaj:
http://www.zjednoczenidlatarnowa.pl/ciepiela-musi-odej%C5%9B%C4%87

Pozdrawiam
dr Marek Ciesielczyk
radny bezpartyjny

Czy miasto bezprawnie pobiera opłaty parkingowe?

Radny Rady Miejskiej w 100-tysięcznym Tarnowie, Marek Ciesielczyk, który równocześnie jest Przewodniczącym ANTYPARTII, skierował do Prokuratury Rejonowej w Tarnowie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez urzędników miejskich, polegającego na bezprawnym pobieraniu przez miasto od 11 lat opłat parkingowych. Prokuratura już wszczęła śledztwo. Jeśli słuszność tych zarzutów potwierdzi sąd, oznaczać to będzie, iż miasto wyciągnęło niesłusznie z kieszeni mieszkańców miliony złotych!

Patrz film:

https://youtu.be/xEuqS3Vl-xg

Czy niegdyś 120-tysięczny Tarnów zniknie z mapy Polski?

Drugi w Małopolsce pod względem liczby mieszkańców Tarnów, posiadający status miasta na prawach powiatu, stracił w ostatnim ćwierćwieczu ok. 30% swej ludności.

Fatalne zarządzanie miastem po reformie samorządowej (prezydenci bez wyobraźni, z których ostatni wylądował za kratkami za korupcję i apatyczni radni) sprawiło, iż Tarnów  gwałtownie upadał, a młodzi ludzie uciekali masowo albo do większych miast, albo za granicę – patrz:  https://www.youtube.com/watch?v=41UiYOG5Zdg

W obecnej kadencji samorządu prezydent Tarnowa Roman Ciepiela nie otrzymał od radnych  dwa razy z rzędu wotum zaufania, a przed referendum w sprawie jego odwołania uratowała go w tym roku pandemia.

Ranking Finansowy Samorządu Terytorialnego w Polsce – „jedyne opracowanie w kraju, które obejmuje wszystkie jednostki samorządu terytorialnego. Jest kompleksowe, apolityczne i obiektywne, mierzone aktualnymi wskaźnikami ekonomicznymi”, przygotowany przez  naukowców z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego,  potwierdził fatalną sytuację, w jakiej znajduje się Tarnów, plasując się dopiero na 60. miejscu na liście 66 miast polskich na prawach powiatu.

Pozycja na liście rankingowej zależała m.in. od udziału dochodów własnych w dochodach ogółem, relacji nadwyżki operacyjnej do dochodów ogółem, udziału wydatków inwestycyjnych w wydatkach ogółem, obciążenia wydatków bieżących wydatkami na wynagrodzenia, udziału środków europejskich w wydatkach ogółem, relacji zobowiązań do dochodów ogółem, udziału podatku dochodowego od osób fizycznych w dochodach bieżących.

Pierwsze miejsce zajęły Tychy, Tarnów zaś był w stanie wyprzedzić tylko 6 miast: Radom, Ostrołękę, Siedlce, Chełm, Tarnobrzeg i Przemyśl.

Wyniki Rankingu Finansowego Samorządu Terytorialnego w Polsce pokazują, że „przedsiębiorcy zajmujący się nowoczesnymi technologiami chętnie wybierają tereny zarządzane przez sprawnych gospodarzy”. Wysokie lokaty w Rankingu Finansowym dają prestiż i pomagają w przyciąganiu inwestorów, jak zgodnie twierdzą przedsiębiorcy i samorządowcy.  Znajdujący się na końcu listy rankingowej Tarnów jest omijany przez potencjalnych inwestorów. Stąd też problemy finansowe miasta i jego mieszkańców.

Sytuacja Tarnowa pogarsza się z roku na rok. W tej chwili głównym problemem jest niesprawny decyzyjnie i równocześnie nie liczący się z nikim prezydent miasta, Roman Ciepiela i nie znajdująca rozwiązania tego problemu Rada Miejska, a zwłaszcza jej największy klub radnych PiS. Stąd też wziął się niżej przedstawiony list do władz centralnych tej partii.

————————————————————————-

Dlaczego PiS w Tarnowie akceptuje najwyższe możliwe wynagrodzenie dla   prezydenta miasta, który prowadzi je do upadku?

List otwarty do Jarosława Kaczyńskiego, członków Komitetu Politycznego PiS i posłów PiS

Szanowny Panie Prezesie,

Szanowni Członkowie Komitetu Politycznego PiS,

Szanowni Posłowie PiS,

Czy gdybyście Państwo stracili do kogoś całkowicie zaufanie, bylibyście skłonni zaoferować mu najwyższe możliwe na danym stanowisku wynagrodzenie, gdyby ta decyzja od Państwa właśnie zależała? Odpowiedź na to pytanie jest chyba oczywista, jednak nie dla radnych z klubu Prawo i Sprawiedliwość w Radzie Miejskiej w małopolskim, 100-tysięcznym mieście Tarnów.

Dwa razy z rzędu prezydent Tarnowa Roman Ciepiela nie otrzymał wotum zaufania od radnych tarnowskich, w tym od członków największego klubu PiS, ze względu na doprowadzenie tego miasta do upadku, patrz np. audycja w TVP: https://www.facebook.com/baniowytarnow/videos/2154614088165735/

W Rankingu Finansowym Samorządu Terytorialnego opracowanym przez Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, Tarnów uplasował się dopiero na 60. miejscu (wśród 66 miast na prawach powiatu) – patrz: http://www.forum-ekonomiczne.pl/wp-content/uploads/2020/06/Ranking-finansowy-2019_miasta_tabela.pdf

Kilka dni temu Prokuratura Rejonowa w Tarnowie wszczęła już czwarte (!) śledztwo w tym roku w sprawie nieprawidłowości związanych z działaniem Miasta Tarnowa, z art. 231 par.2 kodeksu karnego, patrz: sygnatura akt PR 4 Ds.307.2020.

Według niedawno przeprowadzonego sondażu, w którym wzięło udział ok. 1.600 osób, 85% ankietowanych opowiada się za odwołaniem prezydenta Tarnowa Romana Ciepieli w drodze referendum – patrz: https://www.facebook.com/baniowytarnow/posts/881668815642681

Mimo, że największy w Radzie Miejskiej klub PiS w lecie br. po raz drugi głosował skutecznie za nieudzieleniem wotum zaufania prezydentowi Tarnowa, nie był konsekwentny i nie złożył projektu uchwały dot. przeprowadzenia referendum ws. odwołania prezydenta, a wniosek o obniżenie mu wynagrodzenia, (które teraz jest najwyższym możliwym!) podpisał – obok autora niniejszego listu – tylko jeden radny z klubu PiS, patrz: https://www.facebook.com/marek.ciesielczyk.3/posts/10217791701136237

Mieszkańcy Tarnowa mogą odnieść wrażenie, iż dla pozostałych 10 radnych z klubu PiS nie ma żadnego znaczenia, iż najgorszy w najnowszej historii Tarnowa prezydent pobiera najwyższe możliwe wynagrodzenie (dochód p. Ciepieli był wyższy niż prezydenta dwukrotnie większego i dobrze zarządzanego Rzeszowa!).

Na pewno niezrozumiała dla mieszkańców Tarnowa jest postawa radnych PiS i brak jakiejkolwiek próby zmiany fatalnej sytuacji, w jakiej znajduje się teraz miasto. Mam nadzieję, że list ten zachęci Państwa do zapoznania się z tą sytuacją i wyrobienia sobie własnego zdania, jako że tzw. „Polska powiatowa” także powinna być przedmiotem zainteresowania polityków.

Łączę wyrazy szacunku

dr Marek Ciesielczyk

bezpartyjny radny Rady Miejskiej w Tarnowie

tel. 601 255 849 , dr.ciesielczyk@gmail.com

Tarnów, 21 listopada 2020