Archiwa kategorii: Wydarzenia

Spółdzielnie mieszkaniowe

Spółdzielnie mieszkaniowe

 

Komunistyczne prawo spółdzielcze legalizujące brak realnej ochrony milionów obywateli III RP, uczyniło z nich współczesnych niewolników, a usankcjonowana prawnie supremacja prezesów zbiera upiorne żniwo, np. w procederze zorganizowanego przemysłu eksmisyjnego.

Lokatorskie prawo do lokalu jest ikoną komunizmu spółdzielczego w III RP. Jest wymownym symbolem bezprawia i systemowego wykluczenia milionów Polaków, poprzez całkowite ubezwłasnowolnienie i przekazanie pełni władzy zarządom. Lokator bez zgody bossów spółdzielni nie może dysponować lokalem, za który zapłacił i oczywiście nie jest w stanie skutecznie się bronić, gdy popadnie w zadłużenie.


Kulisy procederu eksmisyjnego  
Tajemnica zarabiania i rentowności biznesu eksmisyjnego leży we wspomnianych bardzo korzystnych dla władz spółdzielni przepisach i możliwości odwlekania eksmisji tłumaczonej często pretekstem braku lokali socjalnych. Prezesi niekiedy latami zwlekają z wyrzuceniem lokatora zmierzając do pogrążenia go w zadłużeniu. Wyeksmitowanie za półroczny, czy nawet roczny dług według „specjalistów” od eksmisji relatywnie mało się opłaci, szczególnie po roku 2007, kiedy to w nowelizacji ustawy narzucono obowiązek wypłaty lokatorowi kwoty uzyskanej z licytacji mieszkania oraz przymuszono do ustanawiania dla nowego nabywcy odrębnej własności lokalu.

Prezesi mocno krytykują ten przepis domagając się przywrócenia możliwości nadawania nie własności, a własnościowego tytułu do lokalu.Dlaczego prezesom nie pasuje własność? Każda eksmisja to kolejny właściciel w nieruchomości, a więc w perspektywie groźba zmiany zarządcy. Ponadto właściciel to strona w postępowaniach i współwłaściciel mienia w majątku spółdzielni na równi z prezesami.

Efektywne pogrążanie w zadłużeniu trwa zazwyczaj kilka lat. Aktywność zarządów ogranicza się w tym okresie do systematycznego wytaczania spraw sądowych o zapłatę. Szefowie spółdzielni wiedzą, że użytkownik prawa lokatorskiego jest w pułapce i pozostaje ich więźniem, gdyż nie może dysponować lokalem.

Idealne warunki do powiększania zadłużenia powstają, gdy dłużnik jest bezrobotny i nie ma stałych dochodów. Wówczas dług miarowo, szybko narasta, a każdy kolejny pozew o zapłatę to wyższe odsetki i większe kwoty z zastępstwa procesowego. Sprawy tego rodzaju są w zasadzie formalnością.

W większości przypadków lokatorzy nawet się nie bronią i wydawane w trybie nieprocesowym nakazy zapłaty uprawomocniają się od razu.W spółdzielniach liczących ponad 10 000 członków o zapłatę kieruje się parktycznie w każdym miesiącu.

W sprawozdaniach prezesi szczycą się niezwykłą operatywnością występowania  o  zapłatę.


Dlaczego warto regularnie podawać o zapłatę nawet bezrobotnego?  
Obowiązuje taryfikator tzw. kosztów zastępstwa procesowego zasądzanych w postępowaniu. Pełnomocnik spółdzielni składając pozew o zapłatę w każdym wyroku ma zasądzone koszty zastępstwa odpowiednio do kwoty długu. Generalnieim zadłużenie czynszowe większe to tym lepiej. Wspaniale jest, gdy dług czynszowy przekroczy 10 tys. złotych, wówczas każdy pozew o zapłatę to minimum 2.400 zł zasądzonych kosztów zastępstwa. Opłaca się więc metodycznie wytaczać sprawy, a eksmitować dopiero wtedy, gdy wygenerowane koszty będą zbliżać się do wartości licytacyjnej lokalu. Żaden bank nie oferuje zysku na poziomie 24% od ulokowanych 10 tysięcy.

Stawki minimalne w zależności od wartości przedmiotu sprawy:

1) do 500 zł – 60 zł
2) powyżej 500 zł do 1.500zł – 180 zł
3) powyżej 1.500 zł do 5.000 zł – 600 zł
4) powyżej 5.000 zł do 10.000 zł – 1.200 zł
5) powyżej 10.000 zł do 50.000 zł – 2.400 zł
6) powyżej 50.000 zł do 200.000 zł – 3.600 zł
7) powyżej 200.000 zł – 7.200 zł

Wystarczy więc kilka procesów o zapłatę i na czysto zysk może wynieść nawet kilkanaście tysięcy tylko na jednym lokalu. Pieniądze odbiera się po dokonaniu eksmisji i sprzedaży mieszkania zadłużonego nieszczęśnika. Jeżeli wytoczy się ze sto spraw o zapłatę nawet przy kosztach zastępstwa 600 – 1200 złotych od pozwu,  zarabia się naprawdę duże pieniądze.

 

Policja czy MO

Policja czy MO

Wczorajsza dymisja komendanta Zbigniewa Maja, to nie jest dzwonek, ale dzwon alarmowy dla rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Nie, nie chodzi tylko o kompromitację ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka, którego podwładni nie dość uważnie prześwietlili życiorys funkcjonariusza Zbigniewa Maja i ledwie po dwóch miesiącach służby na najwyższym stolcu w Komendzie Głównej zmuszony był zarekomendować premier Beacie Szydło odwołanie go ze stanowiska.

Na usprawiedliwienie pana Błaszczaka można by powiedzieć, że w polskiej policji bardzo trudno znaleźć dzisiaj, po 25 latach wolności, ludzi ponad wszelkimi podejrzeniami. A w stwierdzeniu, że nad Policją Państwową w III RP unosi się duch peerelowskiej Milicji Obywatelskiej, nie ma nawet cienia przesady. Co tam unosi! Ten duch przechadza się swobodnie po korytarzach wszystkich polskich komend i komisariatów. Słowa byłego już komendanta Zbigniewa Maja, z wczorajszej konferencji prasowej, o honorze i szacunku dla stalowego munduru, w świetle 25 lat ostatniej historii polskiego państwa, brzmią raczej jak ponury żart.

Jak pamiętamy, wielki architekt okrągłego stołu Czesław Kiszczak, na początku lat 90. XX wieku przeprowadził, przez ledwie sączący się strumyk weryfikacji kadrowej, wielką rzeszę funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa właśnie do struktur, przemianowanej tytularnie z Milicji Obywatelskiej, Policji Państwowej. Niewątpliwie, ten akt założycielski wzmocnił morale nowej służby. Wzmocnił na tyle, że tłumne konszachty funkcjonariuszy wszystkich szczebli ze światem przestępczym Pruszkowa i Wołomina nie były wielką tajemnicą.

Clou całego przedstawienia stało się „odstrzelenie”, nomen omen, jak psa, generała Marka Papały.

W normalnym kraju honorowa, solidarna i szanująca ponad wszystko swój mundur służba policyjna takiej zniewagi nie puściłaby płazem. Cała policja od zwykłego ‘krawężnika” do komendanta głównego, nie śpiąc po nocach, najdalej w przeciągu kilku dni chwyciłaby za gardło sprawców takiej bezczelności i arogancji. Nad Wisłą policyjne plusy są jednak ujemne i morderców Papały szuka wiatr w polu policyjnego Biura Spraw Wewnętrznych.

O mniejszych i większych aferach z udziałem „chłopców radarowców” prasa „wolnej i demokratycznej” Polski donosi bez przerwy. I właściwie żadna z nich nigdy nie została rozliczona. No, może pogrożono palcem odrobinę w tzw. aferze starachowickiej, chociaż jej finał wzbudza po latach tylko pusty śmiech.

Dzisiaj można natomiast zadawać pytania, na przykład, jaki był udział funkcjonariuszy policji państwowej w zamordowaniu Krzysztofa Olewnika?

Albo, w którym gabinecie Komendy Głównej powstawały plany dotyczące prowokacji na marszach niepodległości czy brutalnych represji anty kibicowskich takich jak schetynowski słynny „Widelec”.

Oberpolicmajster, minister w rządzie DonaldaTuska Bartłomiej Sienkiewicz, mówił prawdę nie tylko wypowiadając słynna frazę, że Polskie Inwestycje Rozwojowe, to „chuj, dupa i kamieni kupa”. Także słowa o policjantach i ich pochodzeniu z patologicznych rodzin wydają się trafione w punkt. Bo wieść gminna już dawno utrwaliła w Polsce przekonanie, że różnicę pomiędzy bandytą i policjantem można zaobserwować tylko na podstawie ubioru. W policyjnej szafie wisi na stałe galowy, stalowy mundur. Odchodzący ze stanowiska funkcjonariusz z generalskimi dystynkcjami Zbigniew Maj w krótkich żołnierskich słowach zadenuncjował wczoraj całą policyjną brać. Wewnętrzna degrengolada organizacyjna na przykład w Biurze Spraw Wewnętrznych, bezhołowie i wzajemne prowokacje wydały mu się chlebem powszednim służby, której honoru, składając dymisję, chciałby bronić. Po słowach generała Maja nikt przy zdrowych zmysłach nie ma już chyba żadnych wątpliwości, że stopień deprawacji stróżów prawa w Polsce osiąga dno.

Generał Zbigniew Maj, urodzony w 1971 roku w Kaliszu, w 47. roku życia dorobił się majątku, według własnego oświadczenia majątkowego, na poziomie blisko 3,6 mln. złotych. Ani chybi miał bogatych dziadków i rodziców w tym Kaliszu. Ani chybi…

W mojej gminie komendantem komisariatu policji został funkcjonariusz, który, jako kierujący pojazdem, uczestniczył w dwóch wypadkach drogowych, w których zginęły dwie osoby. Prokuratura nie dopatrzyła się winy policjanta.  Sąd uniewinnił go od zarzutu nieumyślnego spowodowania tych wypadków. Miał facet nieprawdopodobnego pecha i pewnie dlatego w nagrodę dostał awans funkcyjny na wysoki oficerski stopień i stanowisko komendanta komisariatu miejskiego w Bobowej. Urągający elementarnej administracyjnej rzetelności i  zwykłej ludzkiej uczciwości konkurs na to stanowisko opisałem dokładnie wartykułach: http://gorliceiokolice.eu/2014/11/3749/,http://gorliceiokolice.eu/2014/12/komendant-artur-siedlarz-nadal-z-zaufaniem-przelozonych/.

Mówię o tym, żeby uzmysłowić Czytelnikom, że gangrena toczy polska policję od góry do dołu. I wczoraj po raz kolejny mogliśmy, dzięki konferencji prasowej generała Maja te śmierdzące ogniska zarazy zobaczyć. Być może, to jedyna korzyść z wczorajszej kompromitacji Maja,

Błaszczaka i spółki.

Bez strukturalnych i systemowych zmian w naszej milicji-policji nic nie da się zrobić. Kolejny komendant i tak pozostaje w układach i nieważne, czy z funkcjonariuszem Działoszyńskim, czy z Majem. Jeden pies! A Biuro Spraw Wewnętrznych, to taka sama fikcja jak

konkurs na komendanta komisariatu policji w Bobowej. Tylko skala poważniejsza.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości stoi w obliczu zabetonowanej mafijnej struktury zdecydowanej na wszystko.

Policjant Maj powinien się cieszyć, że wytoczono przeciwko niemu tylko prowokacyjne materiały. Zawsze przecież można pociągnąć za spust!

I nie wolno także zapominać, że tę strukturę wspiera „niezależna” prokuratura. Jeśli nie zostaną podjęte natychmiast stanowcze kroki, to przyszłość polskiego państwa prawa widzę w czarnych barwach.

Napisane przez: Maciej Rysiewicz

Kontakt: pow1@o2.pl

Dodam też swoje doświadczenie z MO tzw. III RP. Przy udziale ówczesnego Komendanta Posterunku w Pasłęku 02.03.2013 roku bandyta z byłego WSI (pociotek funkcjonariusza MO/SB) uszkodził mi z premedytacją prawe oko „bym nie mógł celnie strzelać podczas mojej rewolucji”.

Parę miesięcy pózniej Komendant dostaje awans na podinspektora, a po roku awansuje na Z-cę Komendanta w Elblągu.

Tu ukazuje pełna patologia „stróżów prawa”. Policja, Prokuratura, Wymiar Sprawiedliwości musi rozpocząć działalność od opcji „Zero”

inaczej patologia nie dopuści żadnych zmian i tego obóz rządzący musi być świadomy.

Marek Chrapan

Dlaczego nie rozliczono komunizmu

 

Dlaczego nie rozliczono komunizmu

 

Debata: ChodakiewiczŻebrowskiPłużański

Jakie były przyczyny nierozliczenia w Polsce komunizmu?

Na pytanie to w trakcie debaty zorganizowanej przez prawicowe media i wydawnictwa w warszawskim Traffic Clubie, starali się odpowiedzieć trzej historycy: prof. Marek Jan Chodakiewicz, Leszek Żebrowski oraz Tadeusz M. Płużański. Dyskusję poprowadził dziennikarz Michał Karnowski.

„Nie było rozliczenia komunistów, bo Zachód tego nie chciałPlany, żeby rozwalić komunę były wykonywane tak długo, jak długo była administracja prezydenta Reagana.

Potem kolejna administracja na czele której stał George Bush senior zajmowała się przede wszystkim zarządzaniem kryzysem.

Czynili oni wielki wysiłek, aby utrzymać stabilizację na świecie. Część tej ekipy robiła wszystko, żeby utrzymać ZSRR.

Jak działo się coś niepokojącego, to starali się uspokajać i utrwalać władzę ludową” – powiedział prof. Marek Jan Chodakiewicz,

Analizując geopolityczne tło wydarzeń do jakich doszło w Europie Środkowo-Wschodniej na przełomie lat 80. i 90.

Jak mówił historyk, frakcja filosowiecka w amerykańskiej administracji była na tyle silna, że doprowadziła do umieszczenia w przemówieniu prezydenta Busha wygłoszonym w Kijowie fragmentu apelującego o to, aby „narody ZSRR na nowo zakochały się w Sowietach”.

„Mój przyjaciel z departamentu stanu, który zajmował się nierosyjskimi narodowościami w ZSRR złożył wtedy w proteście przeciw temu przemówieniu dymisję i odszedł z rządu. Miał potem problem ze znalezieniem pracy. Republikanie go odstawili. Stracił później dom. Taka była atmosfera w Waszyngtonie”  – dodał.

„W departamencie stanu pod wpływem kontrkulturowej rewolucji lat 60. do władzy doszli ludzie głoszący, że kompromis jest sam w sobie największą wartością. To okazało się zabójcze.

W CIA jest podział. Tam jest 85% lewaków, cyników i oportunistów i 15% „oszołomów”.

Ja się przyjaźnię z „oszołomami” i „oszołomy” mówili tamtym, że jak się kupi ubecję, to ubecja wcale nie pozostanie kupiona na długo” – wyjaśniał dalej prof. Chodakiewicz.

„Polacy mieli około roku na rozliczenie komuny. Jeśli postawiłoby się Zachód przed faktami dokonanymi, nie mógłby nic zrobić” 

– zaznaczył. 

Leszek Żebrowski swoją wypowiedź rozpoczął od przypomnienia, że niektóre środowiska usiłowały wmówić Polakom, że żadnego komunizmu  Polsce w ogóle nie było.

„Aleksander Zdzisławowicz Kwaśniewski mówił w 1995 roku, że on nigdy w Polsce nie spotkał komunisty. Józef Oleksy opowiadał że jego praca w KW PZPR polegała na przekładaniu papierków. W nas sączono propagandę, że PRL to był normalny kraj (….) Ja się zgadzam, że Zachód tego nie chciał, ale niepokojące jest to, że nie było nawet poważnej próby dekomunizacji. Byliśmy oszukiwani, że coś się zmieni, ponieważ zostali wybrani ludzie z opozycji. Ci, którzy porobili sobie zdjęcia z Wałęsą mieli być dla nas gwarancją, że te zmiany przynajmniej się rozpoczną, ale oni tego nie chcieli, oni tylko chcieli korzystać z dóbr.” – mówił historyk.

Tadeusz Płużański przypominał zaś, jak wielką rolę w tym, co działo się w czasie transformacji odegrała wcześniejsza wymiana elit.

„Ci, którzy rządzili po 1944 roku przejęli władzę na trupach polskich elit, polskiej inteligencji. Większość dowódców AK-owskich i NSZ-owskich została wyeliminowana. Kto miał obalać w Polsce komunizm, skoro ich wymordowano? Przy Okrągłym Stole siedziały elity postsowieckie. Do tego dochodził silny aparat propagandowy. Ci, którzy chcieli innej Polski zostali stłamszeni” 

– podkreślał.

„Jeden z twórców junty wojskowej Florian Siwicki został ostatnio pożegnany z asystą wojskową.

A o względy gen. Jaruzelskiego rywalizują SLD i Ruch Palikota. Prezydent Bronisław Komorowski zapraszał go jako doradcę ds. bezpieczeństwa” – analizował następnie konsekwencje braku rozliczeń z PRL.

Prowadzący dyskusję Michał Karnowski zwrócił jednak uwagę, że być może dyskusja o dekomunizacji jest wciąż przed nami, przypominając, że w RFN społeczeństwo zmierzyło się z pozostałościami nazizmu ponad 20 lat po jego upadku.

„Udało się wmówić zwykłym Polakom, że dekomunizacja to zamach na ich życiorysy, że to, iż byli inżynierem czy nauczycielem w PRL oznacza, że ich też ona dotknie. Ten manewr powtórzono w okresie próby przeprowadzenia lustracji” – dodał dziennikarz.

Prof. Chodakiewicz stwierdził natomiast, że to co widzimy obecnie jest kontynuacją władzy katów i ich kolaborantów, w tej chwili już w kolejnym pokoleniu.

Zdaniem naukowca, źródła tej sytuacji tkwią w latach 70., kiedy dzieci katów otumaniły „dzieci ofiar” tak bardzo, że „dzieci ofiar” zaczęły jak zaklęte wsłuchiwać się przez lata w „syreni śpiew” „dzieci katów.” „Negacja PRL była odbierana przez ludzi przeciętnych jako próba eksterminacji tego, co oni zbudowali w tamtym czasie, żeby udawać, że było normalnie. 

W PRL wytresowano nowe elity, elity trwania, a Polsce trzeba elit działania. W tamtych czasach wszędzie była „łapa”. Nawet na wydziale geologii. Promowano prymusów selekcji negatywnej, promowano „antyelity”. Stypendia zagraniczne dostawali ci, którzy byli spolegliwi, albo dawali nadzieję, że się ich uda zmiażdżyć. Hardy dostawał w łeb. Tresowało się niewolników w prosty sposób: ktokolwiek wykazał inicjatywę, był karany. Promowano miernotę” – podkreślał.

Leszek Żebrowski zwrócił uwagę, że w dyskusjach o dekomunizacji często zapomina się o sytuacji na prowincji. Tam przedwojenne elity całkowicie nie pozostawiły następców. Opowiedział o tym, jak parę lat temu odwiedził znajomego żołnierza NZW w dawnym województwie ciechanowskim.

On siedział 15 lat w więzieniu, w tym czasie władza wychowała jego syna na ORMO-wca. Ten żołnierz był w swojej wsi uznawany za „bandytę”, a nawet ci, którzy tak nie uważali, musieli udawać, że tak sądzą.

„Tam ludzie mówią, że od 30 lat nic się nie zmieniło. Tam w komisjach wyborczych, samorządach, lokalnych bankach siedzą ci sami ZSL-owcy, PZPR-owcy” – podkreślił. Dodał jednocześnie, że nadzieją na zmiany jest młode pokolenie„Ludzie w wieku 20-30 lat radykalizują się i nie patrzą na wystraszonych członków swoich rodzin. Oni mają podstawową przewagę nad pokoleniem ludzi starszych: nie boją się. Jeśli w Polsce nastąpi zmiana, to wyjdzie od nich. To się zacznie tam, przyjdzie do Warszawy i obecną „elitę” wymiecie” 

– mówił Żebrowski.

 

Tadeusz Płużański dodał jednak, że nawet w Warszawie można spotkać się z mentalnością podobną do tej z małych miejscowości opanowanych przez postkomunistyczne układy.

„Byłem na pogrzebie ubeka, który przesłuchiwał mojego ojca. Potem rozmawiałem z jego żoną i zadałem jej pytanie, czy zdaje sobie sprawę z tego, co jej mąż robił po wojnie. Ona odpowiedziała w krótkich, żołnierskich słowach: „Jeśli pan zadaje takie pytanie, to pan musi być synem bandyty, a my z takimi bandytami po wojnie robiliśmy porządek.” Teraz ona tak mówi, za parę lat dzieci tego zbrodniarza będą wyzywać ofiary swego ojca od bandytów, a potem będą to robić jego wnuki” – zaakcentował, podkreślając, że taką sytuację spowodowało nieuznanie PRL za państwo zbrodnicze.

„Dziś się ściga funkcjonariuszy aparatu PRL nie za fakt posyłania ludzi do piachu, ale za to, że złamali formalności. To jest jedyny sposób. Jeżeli prawo pozwalałoby wyrywać paznokcie, to wszystko byłoby w porządku, a oni byliby oceniani jako legaliści” – dodał Płużański.

Odnosząc się do tych zjawisk, Leszek Żebrowski przypominał o swoim referacie „Trzy pokolenia ludzi UB”, który wygłosił ponad 20 lat temu na konferencji zorganizowanej w Sejmie przez Antoniego Macierewicza. Analizował w nim powiązania rodzinne czołowych członków „elity” III RP. Jeden z profesorów napadł wówczas na niego, pisząc tekst, w którym cytował zmyślone fragmenty rzekomo pochodzące z jego referatu. Potem przez długi czas historyk ten uciekał na widok Żebrowskiego.

Prof. Chodakiewicz dodawał, że osoby chcące się dowiedzieć czym zajmują się dziś dzieci ubeków, powinny czytać…. nekrologi w „Gazecie Wyborczej”.

Potwierdził to Tadeusz Płużański, zdradzając, że owa kolumna w tej gazecie była inspiracją dla powstania wielu jego tekstów o stalinowskich „bestiach”.

Chodakiewicz mówił następnie o przenikaniu ludzi dawnego systemu do środowisk opozycyjnych, co jego zdaniem także miało wpływ na nierozliczenie PRL.

„Bronek Komorowski zakochał się z wzajemnością w dziewczynie wywodzącej się ze środowiska ubeckiego. Ona wychowana w harcerstwie przez Piotrka Naimskiego i Antoniego Macierewicza przeszła na katolicyzm i bardzo wiele się nauczyła, ale jednocześnie Komorowscy jeździli na działkę na Mazury, tam, gdzie rodzice tej dziewczyny lubili spędzać czas z kolegami-towarzyszami. No i człowiek się przyzwyczaja do drugiego człowieka, szczególnie jak ten drugi człowiek staje się bliski. I w tym momencie już jest inaczej, już się to rozmywa.

To rozmycie jest niesamowicie groźne” – zaznaczył prof. Chodakiewicz.

Leszek Żebrowski dodawał, że było wiele przypadków, w których funkcjonariusze reżimu PRL ukrywali swą haniebną przeszłość przed rodziną i podał przykład takiej sytuacji.

„Jako pracownik Urzędu ds. Kombatantów przesłuchiwałem pewnego „kombatanta”. W przesłuchaniu uczestniczył jego syn, który początkowo krzyczał na mnie: „Ja jestem dyplomatą nowego chowu z naboru ministra Skubiszewskiego i ja sobie nie życzę, żeby pan mojego tatusia męczył”. Jego ojciec służył w NKWD. Był oficerem w punkcie przeładunkowym dla Polaków, a potem nadzorcą w łagrze. Przypomniałem mu to, a także wymieniłem jego sowieckie odznaczenia. Widać było, że syn nic nie wiedział. Jego reakcja była bardzo emocjonalna”.

Tadeusz Płużański odnosząc się do tej historii przypomniał inny przykład komunistycznego funkcjonariusza, który przychodził do Urzędu ds. Kombatantów, aby domagać się wyższych uposażeń, odznaczeń i orderów – Stanisława Supruniuka.

„On ten order dostał, z rąk córki swojego pracownika z UB – Danuty Huebner z domu Młynarskiej. Co prawda potem mu go odebrano, ale to świadczy o tym, że ci ludzie czuli się zwycięzcami do końca” – podkreślił Płużański.

Kolejny przypadek tego typu przypomniał na koniec dyskusji również prof. Chodakiewicz, potwierdzając jak ubecy tworzą swoje legendy wobec dzieci i wnuków.

„W University of Virginia pojawił się chłopak, który dostał doktorat od Grossa w Princeton. No i mama mu opowiadała, jaki świetny był jego dziadek. On do niego jeździł, jak dziadek zajmował się pisaniem książek o generalicji II RP. Jego dziadek mi podpadł, bo napisał lewacki list do „Polityki” i się podpisał, że jest żołnierzem AK. I mówię wtedy Leszkowi, żeby sprawdził, kto to właśnie „wyszedł z lasu”.

I on był w AK…. trzy tygodnie, żeby rozpoznać teren, a potem 500 osób posłał do łagru. On był w Smierszu, a potem przeszedł do UB.

W ankiecie nie wpisał tego, że był w AK, za co w 1950 roku go prześladowano…. przesuwając do Ministerstwa Handlu Zagranicznego”.

Spotkanie zakończył prowadzący je Michał Karnowski, życząc dyskutantom kolejnych udanych publikacji odkrywających prawdę o naszej historii.

Spotkanie zorganizował capitalbook.pl

 

Rosyjska dusza

 

Rosyjska dusza

 Szanowni Państwo!

   Wieczna tajemnica rosyjskiej duszy polega na zasadniczej różnicy pojmowania rzeczywistości. Sankcje ekonomiczne nakładane na Rosjan to jak topienie ryb w wodzie. Nikt z nich oczywiście nie powiąże agresji skierowanej wobec innych państw z brakiem mięsa czy chleba w sklepie. Rosyjska dusza tak już ma. Bez wodki nie razbierosz, a z wódką tym bardziej.

     W carskiej Rosji obowiązywał ścisły podział na kasty. Tytułem do uplasowania się wyżej w hierarchii społecznej nie były żadne zasługi czy talenty. O awansie decydował wyłącznie sam car. Nic zatem dziwnego, że leninowskie hasło walki klas tak się Rosjanom spodobało. Hołota ochoczo wyrżnęła tych z wierchuszki i zajęła upragnione miejsce na górze. Nie rozumieli dlaczego w Polsce to nie zadziałało. Armia Czerwona wyzwalała od ucisku panów, których przecież wcześniej nie wszystkich udało się wymordować w Katyniu i innych miejscach zagłady.

    Kultura bizantyjska jest przeciwna i wrogo nastawiona do kultury łacińskiej i żadne udawanie, że jest między nami jakieś pokrewieństwo niczego nie zmieni. Racjonalne upatrywanie zależności między przyczyną a skutkiem obce jest wyznawcom „Świętej Rusi”, podobnie jak pojęcie wolnej woli. Wszystkiemu winien jest los, a losu po sądach ciągać się nie da. Ślepe narzędzie natomiast nie posiada własnej woli, a więc i odpowiedzialności. Takie założenie ma swoje dobre, ale i złe strony.
Najlepiej uwidacznia się rosyjska dusza w najdroższych londyńskich klubach. Okupowane są one przez rosyjskie multi-milionerki, które jedząc kawior i popijając szampanem ronią krokodyle łzy. Tak w nich łka rosyjska dusza, której nikt nie rozumie.

Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Zbudujmy relacje z Polonią

Zbudujmy relacje z Polonią

Po wizytach przedstawicieli Rządu w Londynie.

Podsumowanie:

Panie Jerzy, Krysztofie, Marianie i wielu innych Polaków i z Londynu i z Szkocji, którzy są zniesmaczeni wizytami i Premier Szydło i Szefa MSZ i MON w Szkocji kilka tygodni temu. ( ich wizyta też była skrywana przed Polakami  ). To nie jest wina organizatora. To wina pani Premier, ciężko napisać prawdę ale tak jest – gdyby Pani Premier chciała i zależałoby jej na Was po prostu powiedziałaby w budynku ambasady :

– przepraszam was wszystkich ale muszę wyjść na 5 minut przywitać się z ludźmi , moimi wyborcami .

To samo szef MON czy MSZ gdy był w Szkocji. Gdyby mu zależało na was zawziętych członków Pisu zrobili by tak – wysłali by emaila do Rzecznika MSZ czy Konsulatu w Szkocji aby umieścili informacje na swoich stronach że przyjeżdżają. Ale oni tego nie chcą , wybory się skończyły więc kontakt z ludźmi nie jest mile widziany , ale za 4 lata będzie inaczej.

Trochę nam was szkoda, piszecie do nas z Londynu aż do Manchesteru to pokazuje waszą bezsilność i widać ignorancje polityków Pisu, ignorancję organizatorów oraz osób które odpowiedzialne są za kontakty z Polonią z Rządu PiS. NIkt was nie wysłuchuje w Mediach w Londynie choć mają różne pomoce , niestety jesteście po drugiej stronie barykady.

Rada….

Dlatego też mamy dla was rade:

Odpuście , nie warto politycy PiS was ignorują zapiszcie się Partii albo Davida Camerona albo partii Pracy w Londynie. Tamci posłowie zaproszą was na rożne spotkania organizowane , pomogą w życiu np. poseł lub radny często przyjeżdża do domów do ludzi jeśli mają problem. Jeśli natomiast szukasz w jakieś Polskiej Partii pomocy, szukasz złączenia się czy po prostu tolerancji wybierz PO lub Nowoczesną lub Kukiza. Oni mają jedną ciekawą rzecz, wspólnie sobie pomagają często być może wydatki ich obciążają zbyt mocno państwo często za niekorzyść w dłuższej perspektywie ale umią docenić tych którzy dla nich coś robią. W Pisie tego nie nie uzyskacie.

Widok z oddali ….

Gdy popatrzymy z oddali na cała tą sytuacje widzimy, że Prawo i Sprawiedliwość ma szczęście trafiło na ludzi, którzy wskoczyli by za nich w ogień. Niestety politycy Prawa i Sprawiedliwości pokazują całkowitą ignorancję tych ludzi. No w sumie wybory dopiero za 4 lata.

Artykuł nie ma na celu atakowanie Partii PiS ich idea są słuszne ale pokazaniu problemu bo jeśli dalej politycy tak będą robić niedługo na świecie na manifestacje” KOD ” nie będzie chodziło sto osób ale tysiące i 4 lata Rządów nowego Rządu, który miał być przyjazdy dla ludzi zostanie zapamiętany jako te które niezadowolenie ludzi i ignorancja była największa.

Polacy którzy popierają PiS w Londynie nie zniosą jednej rzeczy – ignorancji

Podsumowanie…

Prezydent Stanów Zjednoczonych , David Cameron czy inni politycy wielkich mocarstw gdy przyjeżdżają do innych krajów i witają ich ich ulubieńcy – każdy taki polityk wychodzi do ludzi choć na 5 minut aby się przywitać. A Polscy Politycy – cóż każdy sobie może sam odpowiedzieć.

Co ciekawe na sali w Londynie gdzie przebywała pani Szydło byli ludzie, którzy byli na manifestacji KOD w Londynie oraz osoby, które były tajnymi współpracownikami tajnych służb komunistycznych za PRL . Takie towarzystwo pani Premier widać że odpowiada albo ktoś zaprosił je specjalnie.

tgg1

Oto zagorzali uczestnicy PIS – którzy manifestowali przed Ambasadą wczoraj gdy przyjechała Polska Pani Premier- dla których Polski Polityk nie znalazł czasu na spotkanie

—————————-

A oto spotkanie w środku miedzy innymi Ambasador który wspierał zawsze drugą stronę polityczną jak mówią ludzie z Londynu oraz inni ludzie kultury i mediów

A oto zagorzali członkowie PIS , dla których pani Premier nie znalazła czasu aby się choć przywitać bo weszła do budynku tylnimi drzwiami. To oni robili „brudną robotę ” kiedy Platforma była przy władzy .

Manifestacja KOP w Londynie poparcia dla rządu RP.

——————–

Pikieta zwoleników PIS przed Ambasada w Londynie 25 pazdziernika 2015 w czasie wyborow parlamentarnych

  Przypomnienie….

Przytoczymy słowa Pani Premier – zwyciężyliśmy bo byliśmy razem i mówiliśmy prawdę – ale o tych ludziach już PiS zapomina a prawdę zaczynamy pokazywać teraz MY w stosunku jak czują się Polacy w Londynie, którzy popierali często walcząc z przeciwnościami losu Pis aby wygrał wybory.

———————-

Panie Premier Szydło – tylnymi drzw9ami w Wielkie Brytanii wprowadza się przestępców, Politycy Brytyjscy zawsze pierwsi idą do swoich wyborców.

Jednym słowem w Londynie ” skandal na całego ” aż słychać do Manchesteru o czym świadczą listy jakie dostajemy. Aż dziw bierze kto organizuję spotkania Politykom PIS – ten kto to robi nie ma w ogóle pojęcia ze to ludzie są najważniejsi. Widać jeszcze jedną rzecz , brak znajomości Polonii na wyspach. Od czego są ci wszyscy Rzecznicy Prasowi Ambasad, MSZ ma punkty do kontaktów z Polonią. Cóż 4 lata szybko minie a ludzi zdenerwować bardzo łatwo ale najgorsze dla nich jest ignorancja.

Pani Beato niech pani zatrudni jakąś osobę do koordynacji spotkań z Polakami za granicą gdyż urzędnicy w Konsulatach nie mają pojęcia jak dbać o wizerunek pani jako Polityka w oczach ludzi. Ale nie może to być osoba z Polski musi być z zagranicy która rozumie polaków za granicą.

Szef MSZ, szef MON , Premier ich wizyty w Wielkiej Brytanii w ostatnim miesiącu były najgorszymi wizytami gdyż praktycznie metodą pantoflową ludzie się o tym dowiadywali o spodziewanej wizycie, a wielu z nich chciałoby pomachać kwiatami na lotnisku.

Wracając do nagrania z Londynu widać niesamowity kontrast proszę zwrócić uwagę – ludzie w środku piją szampana w Ambasadzie a ludzie – wierni jak „psy” PiSu – cieszą się że przyjechała pani Premier Polski z Prawa i Sprawiedliwości , jest zimno na dworze – marzą. Jak za komuny.

 Podobne artykuły:

http://polskie-echo.com/skandal-w-edynburgu-czyli-skrywana-wizyta-waszczykowskiego-w-szkocji/

 

Reprywatyzacja w Warszawie

Reprywatyzacja w Warszawie

Warszawa reprywatyzuje również budynki wzniesione w PRLu.  Planowane jest  przekazanie wielu  budynków wraz z lokatorami  w  prywatne  ręce   tzw. właścicieli.    Lista  nie jest zamknięta.

– Nie można  zrozumieć, dlaczego  po  50-70 latach, na żądanie upominającego  się o dom, grunt państwo odbiera  miejsce bytu / mieszkanie ludziom,  oddając  je  KOMUŚ  KTO  SIĘ   PO  NIE  ZGŁOSIŁ  !!!     ZWRACA  MIENIE  JEDNYCH  POD  NAZWĄ  REPRYWATYZACJI  !!!!!  Bez  znaczenia, że  lokator  mieszkał  50   więcej lat,  odbudowywał  z ruin  Warszawę,  jego  rodzice  stracili  podczas okupacji  wszystko,  często   z  mieszkaniem.  Powracali  do  ruin  powojennej  Warszawy.

….Jeden   z  domów  do  oddania został wzniesiony w 1954 roku…   Niedawno działkę, na której stoi, przejął biznesmen znany ze skupywania praw do znacjonalizowanych nieruchomości. Wkrótce zostanie  „przekazany”  właścicielem budynku.  ??????

Do niedawna koszmar reprywatyzacji dotykał  lokatorów kamienic, które stały w Warszawie przed 1945 rokiem. Teraz, jak ustaliliśmy, w identycznej sytuacji są mieszkańcy kilkudziesięciu domów wybudowanych od zera w latach 50. lub 60.   Bez  znaczenia jest, że ich mury nie były nigdy w prywatnych rękach – kluczem jest grunt. Jeśli został odebrany bezprawnie przedwojennemu właścicielowi, miasto go zwraca.   Powojenny budynek – zarówno kilkurodzinny dom, jak i typowy PRL-owski blok – jest traktowany jako dodatek do działki,  super  bonus.  Urzędnicy wyceniają go i żądają od właścicieli dopłaty za dom zbudowany ze środków publicznych. Potem sprzedają go razem z mieszkańcami.

Zaczęło się w 2011 roku. Wtedy ratusz oddał za dopłatą pierwszą działkę z powojenną kamienicą w ścisłym centrum Warszawy. Lawina  ruszyła – od tamtej pory przybywa żądających zwrotu nieruchomości z powojennymi zabudowaniami, choć taka reprywatyzacja oznacza dodatkowe,  znaczące  koszty dla właścicieli.

– Im się to opłaca. Po wysiedleniu lokatorów i remoncie sprzedadzą mieszkania bardzo drogo, bo chodzi o świetne lokalizacje – tłumaczy jeden z prawników. – Ale to przedsięwzięcie długofalowe, raczej dla inwestorów, którzy mają duże możliwości finansowe.   To   niezwykle kreatywne  działania „specjalistów”.

W Warszawie takim kapitałem dysponują zwykle kupcy roszczeń, tacy jak np. nowy właściciel działki na Saskiej.

Podstawą stołecznej reprywatyzacji jest dekret Bieruta sprzed 70 lat. Zlikwidował prywatną własność gruntów w mieście, ale zawierał też obietnicę odzyskania majątku w odpowiednich sytuacjach. Przez lata PRL z ideologicznych powodów zwrotów odmawiano. Realizowane są od połowy lat 90.

Naczelna zasada dekretu to zwroty w naturze. Dziś praktyka pokazuje, że oddać można wszystko. Na liście zagrożonych zwrotami figuruje około 30 parków, ponad setka szkół, przedszkoli, są też gmachy administracji publicznej.           W przypadku kamienic ratusz przekazuje je razem z lokatorami. Ludzie, którzy wprowadzili się tam w latach 40-50,  chronieni komunalnym prawem, po reprywatyzacji przestają być kłopotem urzędników. W zwróconych kamienicach właściciele naliczają wyższe stawki – ci, którzy temu nie podołają, tracą lokum.  I  pod  most.

Powojenne domy również   do zwrotu.  Dziś na liście nieruchomości, o które już upomnieli się dawni właściciele, znajduje się blisko 2 tys. kamienic sprzed 1945 roku. Ratusz przyznaje, że w całym mieście zagrożonych reprywatyzacją jest nawet 19 tys. mieszkań.

Do tej listy dochodzą teraz także powojenne domy. W wielu wypadkach budowały je państwowe firmy jako mieszkania zakładowe dla pracowników. Po 1989 roku zostały one przekazane miastu.

– Zwrot w prywatne ręce budynków postawionych za publiczne pieniądze brzmi absurdalnie – komentuje Jarosław Jóźwiak (PO), wiceprezydent Warszawy. – Niestety, jeśli dawny właściciel udowodni, że stracił majątek bezprawnie, a tak działo się w większości przypadków, miasto staje się posiadaczem w złej wierze. Skoro zabudowało cudzą nieruchomość, musi ponieść konsekwencje.

Roszczenia reprywatyzacyjne obejmują już ponad 60 adresów z powojennymi budynkami. Ale nie jest to zamknięta lista, bo – co zawsze podkreśla stołeczny ratusz – przed wojną w prywatnych rękach był prawie cały obszar Warszawy. Dlatego w każdej chwili kolejna osoba może się upomnieć o własność odebraną po wojnie.

Lista budynków powstałych po 1945 roku na przedwojennych działkach, o których przejęcie starają się „dawni właściciele” gruntów, spadkobiercy lub kupcy roszczeń. Lista została przygotowana przez biuro gospodarki nieruchomościami. Na jej otrzymanie czekaliśmy kilka miesięcy.

 
Bielany 
Kasprowicza 33
Schroegera 89
Ochota 

Białobrzeska 55
Dunajecka 13a
Filtrowa 66
Nowogrodzka 76
Niemcewicza 25
Kopińska 4b
Częstochowska 3a
Mokotów 
Asfaltowa 16
Wiktorska 29
Kwiatowa 22
Gierymskiego 13
Czerska 26/28
Bałuckiego 23
Puławska 31
Narbutta 60
Madalińskiego 97
Madalińskiego 99
Madalińskiego 99a
Kazimierzowska 72

Rejtana 2
Rejtana 2a
Praga-Południe 
Byczyńska 37
Saska 58
Walecznych 61
Kwatery Głównej 11
Kinowa 4
Kinowa 6
Kinowa 8
Kinowa 10
Kinowa 12
Rozłucka 3
Walewska 2

Śródmieście 
Wilcza 6
Wilcza 62
Mazowiecka 12
Nowy Świat 63
Chmielna 2

Bartoszewicza 1b
Hoża 25
Krucza 6/14
Rynek Starego Miasta 12
Wspólna 63
Nowogrodzka 38
al. „Solidarności” 60a
Bednarska 6
Dobra 87
Lądowa 1/3
Bednarska 17/17a
Bednarska 19/19a
Szkolna 5
Krakowskie Przedmieście 6
Krakowskie Przedmieście 27
Krakowskie Przedmieście 81
Krakowskie Przedmieście 83
Krakowskie Przedmieście 85
Krakowskie Przedmieście 87/89
Senatorska 1/3
Senatorska 5
Senatorska 7
Senatorska 9
Wola 
Górczewska 11

Żoliborz 
Lisa-Kuli 6

 

Niemcy a Polska

Niemcy a Polska

NIEMIECKA PIĄTA KOLUMNA W POLSCE MA WIELKĄ SIŁĘ.

Trzeba mieć na uwadze, że w Tauron Arenie w Krakowie w czasie meczu piłki ręcznej Niemcy-Hiszpania, było dużo kibiców niemieckich nie pałających miłością do Pani Premier Beaty Szydło, Która zdecydowanie „utarła nosa” Niemcom na forum Unii Europejskiej.
Nie należy przejmować się ich reakcją w miejscach publicznych, jednak należy wskazywać społeczeństwu polskiemu, istnienie na terenie naszego Kraju, bardzo groźnej niemieckiej piątej kolumny.

Proniemieckie antypolskie ugrupowania polityczno-gospodarcze sprawujące władzę w III RP, w sposób demokratyczny zostały odsunięte od władzy, co osłabiło ich działanie zmierzające do okupacji naszego Kraju.

Niemcy są wściekli, że obecna ekipa rządząca w RP, zablokowała im nabywanie polskiej ziemi, podstawowego warunku niepodległości naszej Ojczyzny.

– Platforma Obywatelska jest następczynią Kongresu Liberalno-Demokratycznego, który był
finansowany przez chadeków z niemieckiego CDU. Z tego powodu należy uznać, że PO jest
agenturą obcego państwa. Przewodniczącym KLD i PO był b. premier RP Donald Tusk co
miało dodatkowy, zgubny wpływ na losy naszego Kraju.

– Ok. 95% środków masowej informacji w naszym Kraju są własnością cudzoziemców,
głównie Niemców. Jest to medialna okupacja, nie spotykana w historii suwerennej Polski
i w innych suwerennych państwach świata.

– Trybunał Konstytucyjny chroniący antypolską Konstytucję, jest częścią niemieckiej piątej
kolumny, skierowany dla neutralizacji suwerenności Państwa Polskiego.
Konstytucja ta powinna być bezwzględnie zmieniona i skład osobowy TK – również.

PYTANIE DO KOMISJI WENECKIEJ I DO KOMISJI EUROPEJSKIEJ:
– Czy Naród Polski jako suweren w swojej Ojczyźnie, może, mechanizmami
demokratycznymi, zmienić obecnie obowiązującą antypolską i antynarodową Konstytucję
i skład osobowy Trybunału Konstytucyjnego chroniący ten najwyższy akt prawny ?? .
– Czy zewnętrzne obce organizacje, mogą Mu tego zabronić ??.

DLA PRZYPOMNIENIA
Słowo demokracja pochodzi od dwóch słów z języka greckiego, tj. demos – oznacza lud
i kratos – władza.
Demokracja to władza ludu.
W ustroju demokratycznym wszyscy obywatele mają takie same prawa, a rządy zależne są od większości.
Platforma Obywatelska pozbawiona większości w parlamencie RP , pragnie wszelkimi pozaprawnymi metodami, łamiąc podstawowe zasady demokracji, odzyskać utraconą władzę.
Zorganizowany KOD – Komitet Obrony Demokracji, wbrew własnym intencjom, ale zgodnie ze swoją nazwą, chroni ludowładztwa, a więc większości w parlamencie, którą posiada PiS.
Luty 2016 r.

Autor: mgr inż. Józef Mikołowski

Polonijne nadzieje

 

Polonijne nadzieje

 

Polonia amerykańska gremialnie poparła PiS w ostatnich wyborach i odetchnęła z ulgą po zmianie władz w Polsce.  W odróżnieniu od takich potężnych grup etnicznych jak Żydzi, Irlandczycy lub Chińczycy, które stworzyły swoje lobbies w USA, wpływając skutecznie na politykę zagraniczną rządu w Waszyngtonie i pomagając swoim ojczystym krajom, poprzednie polskie władze zachowywały się w taki sposób, jakby Polonusi byli dla nich niewygodnym ciężarem a sama Polonia była bezsilna, rozbita i pozbawiona jakichkolwiek wpływów w swojej drugiej ojczyźnie.  Redaktor Stanisław Michałkiewicz pisze w swoim felietonie, że w czasie jego wizyty w USA apelował, aby przynajmniej w sprawie żydowskich roszczeń wobec Polski, Polonia przemawiała jednym głosem.  Prezes KPA Frank Spula miał mu odpowiedzieć, że Polska jest już wolna i niepodległa, więc Polonia nie musi jej wyręczać.

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3570

 

Prof. Jerzy Robert Nowak próbuje wyjaśniać  tą chorą  sytuację, pisząc, że dominujące w Polsce tzw.  “łże-elity” o komunistycznym rodowodzie po prostu bały się silniejszego oddziaływania ludzi z antykomunistycznej Polonii na kierunki rozwoju w kraju. Zamiast współpracować z Polonią, jakże często próbowały ją  dzielić i osłabiać, atakować jej czołowych przywódców, począwszy od Prezesa KPA Edwarda Moskala po Prezesa USOPAŁ Jana Kobylańskiego. Pomimo swej liczebności (kilkunastu milionów osób polskiego pochodzenia w USA) i dobrej sytuacji materialnej (ocenia się, że mniejszoć polska w USA stoi na drugim miejscu wśród mniejszości narodowych), Polonia jest wciąż daleka od stworzenia odpowiednio silnego lobby politycznego. (“Polonia – śpiącym olbrzymem” – wywiad z prof. Jerzym Robertem Nowakiem)

http://www.bibula.com/?p=1637

http://www.rodaknet.com/rp_art_4527_czytelnia_klamstwa%20_o_kobylanskim_nowak.htm

 

Red. Michałkiewicz słusznie podejrzewa, że na wspomnianą sytuację wielki wpływ mieli przysyłani przez całe lata agenci służb specjalnych, których celem było rozpracowywanie, rozbijanie i osłabianie morale Polonii.  Polonia ma nadzieję, że wiele może przynieść odtajnienie zbioru zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej. Pewne światło na ich działaność rzucił już Marek Ciesielczyk oraz dr Sławomir Cenckiewicz, którego przez ostatnie 7 lat inwigilowano i oskarżano z zemsty za jego udział w likwidacji  WSI.

http://lustracja.net/index.php/polonija-agentura

http://www.marekciesielczyk.com/tajni-wsp%C3%B3%C5%82pracownicy-sb/

http://www.pch24.pl/slawomir-cenckiewicz-byl-przez-ostatnich-7-lat-inwigilowany–zapowiada–ze-nie-odpusci-,39771,i.html

http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=16974&Itemid=100

http://www.nasznowyjork.org/co-sie-dzieje-w.html

http://dorzeczy.pl/id,7027/Do-Rzeczy-jako-pierwsze-ujawnia-karty-z-Systemu-Polonia.html

 

Na prawdę, w tym również tę o inwigilacji amerykańskiej Polonii, liczy Leszek Nick Sadowski, wiceprezes Outwater Media Group. “Czasy silnej, zjednoczonej Polonii w USA oraz prężnego i wpływowego Kongresu Polonii Amerykańskiej skończyły się z rozpoczęciem instalowania wśród niej agentów komunistycznych i coraz szerszej inwigilacji tego środowiska. Od tej pory Polonia była, jest i będzie rozbita. Dopóki etap ten nie zostanie zamknięty przez odkrycie i wyjaśnienie owych niechlubnych faktów – stworzenie silnego polonijnego lobby pozostanie w sferze mrzonek” – powiedział Leszek Nick Sadowski.

http://www.dziennik.com/wiadomosci/artykul/lustracja-polonii-juz-wkrotce-odtajnione-dokumenty-ujawnia-agentow

 

Przykładem działalności tajnych współpracowników polskich służb specjalnych wśród Polonii USA może być znany biznesman i działacz KPA Stanisław T. o pseudonimie “Piotruś”. Przed kiku laty utworzył on polonijne Radio Rytm, chętnie słuchane przez spragnionych języka ojczystego nowojorskich Polonusów. Jakież było zdumienie słuchaczy, wdzięcznych za to, że radio to nadawało transmisje z mszy swiętych, wiadomości, wielbiło Papieża Polaka, nadawało muzykę polską oraz koncerty muzyki klezmerskiej z Krakowa, kiedy któregoś dnia radio zaczęło nadawać w odcinkach powieść Yehudy Nira pt. Utracone dzieciństwo, wyjątkowo ohydny antypolski paszkwil, w którym Polacy to głównie szmalcownicy donoszący na Żydów do gestapo a Polki to dziwki puszczające się z żolnierzami Wehrmachtu.  Ktoś z miejscowej Polonii przy okazji pobytu w IPN sprawdził teczkę naszego biznesmana, którego, jak się okazało, zwerbowały WSI.  Zastanawiające jest jednak dlaczego wywiad wojskowy zamiast zajmować się szpiegowaniem amerykańskiego kompleksu wojskowego, zaangażował się w plucie na Polaków, podobnie jak robił to Gross ze swoimi antypolskimi kalumniami, w ramach trwającej od lat za oceanem kampanii antypolonizmu.

http://www.videofact.com/cenkiewicz_po_ujawnieniu_trojaniaka.htm

Źródło: Biuletyn PRP nr 378.

 

Argumenty i dąsy

 

Argumenty i dąsy        

Szanowni Państwo!

    Nasza historia pełna jest heroicznych zrywów ale i waśni uniemożliwiających spożytkowania owoców zwycięstwa. Wróg tylko na to czyha i podsyca jałowe spory. Sprzeczamy się o różne sprawy, różne punkty widzenia, mylimy ideę z praktyką. Odróżnienie błahostek od tego co ważne bywa niekiedy trudne, bo wymaga myślenia perspektywicznego.

    Załóżmy taką oto sytuację. Radni Warszawy sprzeczają się czy położyć nową nawierzchnię na pl. Krasińskich, czy wybudować kilometr ścieżki rowerowej. Wbrew pozorom, spór jest praktyczno – ideowy. Z jednej  strony wygoda wszystkich pasażerów trzęsących się na wyboistej drodze w sercu stolicy. Z drugiej ideowy, czyli chęć przypodobania się Unii Europejskiej.

    Najczęściej bywa jednak tak, że wywrotowa działalność osłabiająca państwo polskie przybiera maskę racjonalności, zwłaszcza gdy oponentów nie dopuszcza się do głosu.  Przyszedł czas rozliczenia aferzystów, którzy zrobią wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Dlatego bądźmy pragmatyczni, nie dawajmy się wciągać w jałowe spory. Bądźmy solidarni z tymi, którzy próbują dokonywać zmian na korzyść Polski. Jeśli nawet jakiś agent obcego wywiadu dla uwierzytelnienia się robi przez chwilę coś dobrego, pozwólmy mu na to, co nie oznacza przyzwolenia na inne wrogie nam działania.

    I jeszcze jedno – nie dąsajmy się na lemingi. Małe rozumki potrzebują dużo czasu, żeby coś do nich dotarło.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Londyn – Ludzie listy piszą

Londyn – Ludzie listy piszą

SKANDAL POD AMBASADA POLSKA W LONDYNIE

“Naród na ulicy, w środku bolszewicy”

Grupa szczerych patriotów z Londynu, na wieść o planowanym przyjeździe pani premier Beaty Szydło, zorganizowała na prędce pikietę pod Ambasada z flagami i banerami, ciepło witającymi panią premier i wyrażającymi zaufanie do jej rządu.

Stali pod Ambasada od godziny 19-tej do 22-ej ale nie ujrzeli pani premier, ani pani premier nie ujrzała tego powitalnego komitetu.

Dlaczego tak się stało?

Bo jakiś drań, tak to zorganizował, żeby pani premier nie widziała Polaków, którzy przyszli ja powitać i w ten sposób zapobiegł tez wydarzeniu takiemu jak owacje na cześć pani premier spontanicznie zgromadzonych polskich Londyńczyków. Trzeba zatem ustalić, kto wprowadził premier polskiego rządu do Ambasady tylnym wyjściem taka by nie miała możliwości spotkać się z czekającymi aby ja uczcić rodakami.

Czyżby za ta machinacja stal bardzo krytykowany od dawna przez Polonie Brytyjska p. ambasador Sobków?

A tak na marginesie – jakim prawem ta osoba wciąż pozostaje na tej funkcji?

Ludzie wiernie stali z flagami, marzli, jedna pani wyraziła obawę ze to odchoruje, kobiety tupały aby sie rozgrzać i nikt nawet nie wyszedł z Ambasady aby poinformować, ze pani premier jest już od dawna w środku i wasze czekanie jest daremne. A tym bardziej nie chcieli powiedzieć, którym wyjściem panią premier wywiozą i kiedy, aby fani pani premier nie mogli jej również pożegnać. Nie jest jednak tak, ze pani Szydło nikogo z londyńskich Polaków owego wieczoru nie spotkała. O nie! Czekajacy na przyjazd pani premier rodacy, widzieli jak do Ambasady wchodzi zaproszona śmietanka.

To bylo bardzo pouczające widowisko!

Widziano jak wchodzili na spotkanie w Ambasadzie nowi młodociani “liderzy” nowych polonijnych organizacji, którzy w jakiś sposób zostali kupieni do “kasty uprzywilejowanych” starych działaczy, starych organizacji, dawno temu podobno działających.

Widziano wchodzących osobników o opinii karierowiczów i podlizuchów. Widziano tez kilka przyzwoitych osób, które przyszły bo dostały zaproszenie na spotkanie z polska premier, a nie koniecznie zdawały sobie sprawę z manipulacji i podłości organizatorów tego i podobnych spotkań w Ambasadzie takich jak to i poprzednie z prezydentem Andrzejem Duda.

Czy to coś nagannego pójść na spotkanie z premierem lub prezydentem? Oczywiście nie!

Ale pójście do miejsca w którym gospodarzem jest człowiek o takiej reputacji na jaka zasłużył? Sami sobie na to pytanie państwo czytelnicy odpowiedzcie.

Chce poinformować, ze jest pokaźna grupa polskiej Polonii, która oświadczyła, ze nawet gdyby dostali zaproszenie , nie poszli by na podobne spotkanie tak długo jak długo nie zostanie wymieniony Ambasador i Konsulowie oraz większość ich personelu, który tak dzielnie przez ostatnie lata pomagał im w nic nie robieniu dla brytyjskiej Polonii. Toteż nie bylo możliwości aby przejść obojętnie obok jednego z banerów, na którym widniał napis:

“NARÓD NA ULICY W ŚRODKU BOLSZEWICY”.

SZYDŁOLONDYN

Jednych zdziwił, innych zaskoczył, u niektórych wywołał aplauz a u innych znowu oburzenie i mnóstwo zażartych dyskusji. I bardzo dobrze! Niech ludzie w końcu zaczną myśleć! O tej paranoi i obłudzie, która się dzieje wśród Polonii brytyjskiej a szczególnie w Ambasadzie i Konsulatach. O tym dzieleniu Polonii na “kaste uprzywilejowanych” i cholote, która może sobie najwyżej postać na chodniku i widzieć przez okna jak ci “lepsi” racza się szampanem i ośmiorniczkami od pana Ambasadora. Na szczęście coraz więcej Polaków uświadamia sobie już, kto jest naprawdę kim. To skandal, ze spotkania z tak popularnymi osobami jak prezydent i pani premier nie robi się w jakiejś dużej sali, gdzie mógł by przyjść każdy kto sobie życzy ujrzeć, posłuchać i pobyć przez chwilkę choć w pobliżu szanowanych przez siebie osób a niekiedy nawet kochanych. No ale co by się stało, gdyby się ukazało, ze na przykład pani premier Szydło, nagradzana jest za swoje wypowiedzi gromkimi brawami?

  Wówczas okazało by się, jak wielkie ma poparcie wśród Polonii. Czy to może dlatego organizuje sie takie spotkanie bez udziału publiczności?

Tylko dla śmietanki? “Nur für smietanka”? Zal mi tych ludzi, którzy psuja sobie biografie chodzeniem w miejsca gdzie gospodarzami są osobnicy nazywani potocznie bolszewikami czy postkomunistami. Spotykać się z osobami, które po rzetelnej dekomunizacji nie były by na takich funkcjach i nie utrudniały by tak strasznie integracji Polonii brytyjskiej. W Ambasadzie i Konsulatach oraz niestety również i w innych instytucjach wciąż jest pełno ludzi, którzy realizują dyrektywa swojego przełożonego generała Kiszczaka “Deintegracja Polonii Brytyjskiej”.

Czy “śmietanka” tego nie rozumie? Czy tylko udaje? A może wcale nie jest “śmietanka”?

  Cześć Polonii jest obrażona, ze prezydent i premier wybiera na spotkania miejsca, w które wstyd by im było pójść. Mamy wiec poważny problem do przedyskutowania i rozwiązania.

Jerzy Straus