Inicjatywa Tarnowska – Brak zjednoczenia środowisk niezależnych od partii oznacza dla Tarnowa katastrofę

Przysłowia są mądrością ludu. Jedno z nich mówi: „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Co cztery lata na tarnowskiej scenie pojawiają się ludzie, którzy uważają, iż mają znakomitą receptę na choroby Tarnowa i bez problemu zrealizują swe pomysły, wchodząc do Rady Miejskiej (nawet jak przy tej okazji powstanie kilka różnych niezależnych komitetów wyborczych). Tymczasem „najgłupsza na świecie ordynacja wyborcza” (by użyć słów prof. Zbigniewa Brzezińskiego) sprawia, że wszystkie te komitety przepadają w wyborach, choć na ich listach jest mnóstwo wartościowych ludzi. Brak porozumienia, chorobliwe ambicje liderów, brak znajomości reguł wyborczych sprawiają, że ponoszą oni klęskę wyborczą. 

W roku 2002 dwóch przyzwoitych ludzi Jerzy Pilch i Ryszard Knapik postanowili odłączyć się od bezpartyjnego komitetu UCZCIWOŚĆ i wystartować osobno do Rady Miejskiej jako lista RAZEM. Obydwaj mieli dobre intencje, ale słabą wiedzę na temat ordynacji wyborczej. Mimo, że było oczywistą rzeczą, iż start w wyborach dwóch niezależnych komitetów zakończy się ich porażką, trwali w swym uporze i wystartowali osobno. UCZCIWOŚĆ uzyskała co prawda aż ponad 15% głosów, ale do Rady Miejskiej wprowadziła tylko 4 radnych, zaś RAZEM uzyskując zaledwie niecałe 7% głosów, przepadło z kretesem. Oznaczało to, iż wielu naprawdę przyzwoitych kandydatów pozostało poza Radą Miejską. Gdyby RAZEM poszło do wyborów z UCZCIWOŚCIĄ, ze wspólnej listy weszłoby do Rady Miejskiej nie 4, lecz 7 kandydatów.

W roku 2006 kolejny przyzwoity tarnowianin – dr Zbigniew Martyka, który – podobnie jak cztery lata wcześniej Pilch i Knapik – miał dobre chęci, uwierzył, że zostanie prezydentem miasta i wbrew dotychczasowemu doświadczeniu oraz argumentom kolegów z UCZCIWOŚCI, wystartował osobno, wystawiając komitet o nazwie „Solidarny i Nowoczesny Tarnów – SiNT”. Znowu okazało się, że udział w wyborach do Rady Miejskiej wielu niezależnych komitetów kończy się dla nich tragicznie. UCZCIWOŚĆ otrzymała ok. 8% głosów, a SiNT tylko 5% i żaden z tych komitetów nie miał radnego, choć na ich listach było sporo wspaniałych ludzi. Ponownie brak wiedzy lub osobiste ambicje przyczyniły się do porażki 100 ludzi, którzy znaleźli się na tych listach. Trzeba tutaj przypomnieć, że głównym winowajcą braku porozumienia był wówczas jeden z inicjatorów SiNT Daniel Tymoszuk, dziś działający w dopiero co powstałej „Inicjatywie Tarnowskiej”, który – jak się wydaje – po 17 latach dalej nie rozumie, w czym rzecz.

W roku 2014 kolejni niezależni tarnowianie – m.in. Jacek Litwin, Jakub Kaszuba uwierzyli, iż mogą wprowadzić do Rady ludzi, którym naprawdę leży na sercu dobro Tarnowa i stworzyli komitet wyborczy „Tarnów od Nowa”, zaś inna grupa – m.in. Ryszard Żądło (dziś w „Inicjatywie Tarnowskiej”)  i Mieczysław Kras, zdołali przekonać innych, że jako niezależny komitet „Ziemia Tarnowska” są także w stanie zawojować tarnowską scenę. Gdy przedstawiciele trzeciego komitetu „Nowa Prawica – Oburzeni” starali się ich przekonać, że osobny start to pewna porażka, a wspólna lista to możliwość wprowadzenia do Rady Miejskiej ludzi spoza układu, niestety odrzucili tę propozycję. „Tarnów od Nowa” otrzymał zaledwie ok. 3% głosów, „Ziemia Tarnowska” – ok. 5%, a „Nowa Prawica – Oburzeni” – 6,5%. Oczywiście wszystkie trzy komitety przepadły, a ok. 150 uczciwych, inteligentnych kandydatów nie miało najmniejszych szans, by współdecydować o losach Tarnowa. Dopiero sądowe  unieważnienie wyborów do Rady Miejskiej na mój wniosek, doprowadziło do wprowadzenia do Rady Miejskiej (w powtórzonych wyborach) jednego radnego z ramienia OBURZONYCH – piszącego te słowa (nawiasem mówiąc uzyskałem wówczas drugi najlepszy wynik w moim okręgu wyborczym). Patrz film z rozprawy sądowej, której wynikiem było unieważnienie wyborów, tutaj: https://youtu.be/jg-mFN4DUBU

https://youtu.be/jg-mFN4DUBU

Teraz słyszymy, iż niektórzy tarnowianie (być może także z „Inicjatywy Tarnowskiej”/?/, która – jak wydaje – powstała z inspiracji działaczy Partii Republikańskiej, będącej „przybudówką” PiS-u), mający – jak zakładam – także dobre intencje – jak ich koledzy w przeszłości, chcą stworzyć – obok innej, pączkującej od kilku już miesięcy, inicjatywy – osobną listę wyborczą. Jeśli tak się stanie, zakończy się to w podobny sposób jak w opisanych tu wcześniejszych przypadkach i ponownie kilkudziesięciu przyzwoitych ludzi, którym zależy na rozwoju Tarnowa, przez kolejne 5 lat będzie mogło jedynie spoza Sali Lustrzanej obserwować upadek naszego miasta, gdyż efektem ubocznym udziału takiej dodatkowej listy w wyborach będzie zwycięstwo albo PO, albo PiS-u, które w ciągu ostatnich lat pokazały, że nie mają żadnego pomysłu na rozwój Tarnowa. Partiokracja to najgorszy scenariusz dla Tarnowa

Jedynym sposobem na wprowadzenie kompetentnych ludzi do Rady Miejskiej i uzyskanie w niej racjonalnie myślącej większości, która wyprowadzi Tarnów z agonii ekonomicznej, jest stworzenie jednej, wspólnej listy wyborczej ludzi niezależnych od partii politycznych i wybór bezpartyjnego, niezależnego prezydenta miasta, nie pozwalającego się prowadzić na smyczy partyjnej.

Marek Ciesielczyk