Głębokie koryto PE – zlikwidować Parlament Europejski !

Jeden z byłych eurodeputowanych Marek Migalski w swojej książce „Parlament Antyeuropejski” opisał metody wyciągania potężnych pieniędzy z naszej, podatników kieszeni przez europosłów. Zdaniem Migalskiego w Brukseli funkcjonuje cały system ‚legalnej korupcji’. Książka wydana została w 2014 roku, a więc prezentowane przez Migalskiego dane dotyczą okresu 2009 – 2014. W międzyczasie trochę się w PE zmieniło, ale pasożytnicza istota tej – w rzeczy samej – zupełnie niepotrzebnej instytucji pozostaje ta sama.

12 tys. euro czystego przychodu

Każdy członek Europarlamentu otrzymywał wówczas pensję miesięczną w wysokości ponad 7,5 tys. euro. Oprócz tego za każdy dzień pobytu w Brukseli czy Strasburgu dostawał ponad 300 euro diety. Dzięki temu  można było miesięcznie dostać właściwie drugą pensję. W sumie więc do kieszeni posła wpływało miesięcznie ok. 12 tys. euro, czyli ok. 50 tysięcy złotych. Jak uzyskiwało się w/w dietę? Wystarczyło o dowolnej porze między godz. 7.00 a 22.00 wpaść na 10 sekund i złożyć stosowny podpis.

1,5 mln zł „zarabiają” na dojazdach

Każdy poseł mógł co tydzień przyjechać do pracy swoim samochodem. Dostawał za to zwrot w wysokości 49 eurocentów (2,1 zł) za każdy kilometr. Po odliczeniu kosztów paliwa na rękę za jeden taki kurs dostawał kilka tysięcy złotych. Jeśli więc ktoś zdecydował na początku kadencji, że będzie regularnie co tydzień dojeżdżał do pracy, na przykład z Warszawy, to zarobił w ciągu pięciu lat ok. 700-800 tys. zł. Sprytniejsi potrafili „wyciągnąć” nawet 1,5 mln zł!

Śpią w biurach, by zaoszczędzić

Diety powinny być wydawane na jedzenie i lokum do spania. By zaoszczędzić na wynajmie mieszkań, europosłowie wynajmowali jedno w kilka osób, a byli i tacy, których przyłapano na spaniu w biurach PE. „Biura w Brukseli składają się z dwóch pokojów – jeden jest przeznaczony dla asystentów i stażystów, a drugi dla MEP-a (czyli europosła). Ten drugi jest wyposażony w cały niezbędny sprzęt biurowy, ale także w łazienkę z prysznicem i kozetkę, na której spokojnie można się wyspać. To właściwie małe mieszkanie, więc rozumiem, że niektórych mogło kusić, by się tam od czasu do czasu przespać” – pisze Migalski.

Temu procederowi miały przeciwdziałać kontrole ochrony PE, które po 23.00 zaczynały  obchodzić gabinety. Strażnicy pukali i sprawdzali, co dzieje się w pokojach, w których widać włączone światło. „Ale i na to nasi sprytni europosłowie znaleźli sposób – do drzwi wkładali po prostu klucze. Strażnik mógł się więc dobijać, ile tylko chciał. A zapewne w końcu odpuszczał, bo w sumie co mu zależy. A eurodeputowany? Może nad ranem był trochę pomięty i połamany spaniem przy biurku i słuchaniem strażniczego walenia do drzwi, ale jednak z diety nie wydał na nocleg ani złotówki, prawda?” – ironizuje b. europoseł Migalski.

Zarabiają też w weekendy w kraju

Oprócz pięciu diet dziennych w ciągu tygodnia eurodeputowanemu należały się również dwie diety podróżne: za poniedziałkowe dotarcie do PE i za piątkowe dotarcie do kraju w wysokości ok. 150 euro. W sumie więc w ciągu tygodnia z samych tylko diet można było uzyskać ponad 1,8 tys. euro. Jeśli dodamy do tego pieniądze, które można było otrzymać za dojazd autem, to za podróż główną (czyli w poniedziałek do Brukseli i w piątek do kraju) oraz za „brejka” w środku tygodnia doliczyć sobie można było … 2 tys. euro! Podsumowując – oprócz normalnej pensji w wysokości ok. 6 tys. euro miesięcznie netto (po odliczeniu belgijskiego podatku) każdy poseł  mógł (jeśli robiłby „brejki” samochodowe i kasował każdą dietę) zarobić miesięcznie dodatkowo… 8 tys. euro! To dawało razem 14 tys. euro miesięcznie! I to praktycznie bez siedzenia w Brukseli – bo wciąż albo w drodze, albo w domu.

Eurodeputowany mógł też – w czasach Migalskiego – zarabiać w weekendy w kraju, należał  mu się bowiem ekwiwalent za wojaże po Polsce. Owszem, można odbyć 24 darmowe podróże samolotem oraz tyle samo pociągiem – i z tego nie ma nic prócz przyjemności podróżowania za darmo. Ale posłom przysługiwała również możliwość jeżdżenia po kraju autem. Za każdy przejechany po ojczyźnie kilometr dostawało się 49 eurocentów. Limit na tego typu podróże wynosił 24 tys. km rocznie.

Mogą przebywać w Warszawie i tu zaliczać diety

Regulamin PE pozwalał na otrzymanie dziennej diety także poza budynkiem Parlamentu, ale musiało to być związane z pełnieniem mandatu i udziałem w pracach parlamentu krajowego. „W polskich warunkach ów ‚udział’ ogranicza się do uczestniczenia w posiedzeniach sejmowych i senackich komisji ds. Unii Europejskiej. Można więc, zamiast siedzieć w Brukseli, spokojnie przebywać w Warszawie i tam zaliczać diety” – pisze Migalski.

Dotyczyło to jednak tylko tych eurodeputowanych, którzy mieszkali poza Warszawą. Warszawiacy też mogli uczestniczyć w posiedzeniach, ale diet nie dostawali. „Z tego też powodu kilku z nich wyprowadziło się ze stolicy. Choć powinienem uściślić – niezupełnie wyprowadziło, po prostu zameldowali się gdzie indziej. Na marginesie – kiedy jeszcze można było dostawać kilometrówkę za dojazdy do Brukseli nieograniczoną do tysiąca kilometrów, ale liczoną od miejsca zamieszkania, jeden z polskich MEP-ów, mimo że mieszka w Warszawie, zameldował się aż pod wschodnią granicą. Dzięki temu mógł naliczać kilometry prawie od Białorusi” – zdradza b. europoseł Migalski.

„Diety sejmowe’ są o tyle przyjemne, że rzeczywiście można ‚wyskoczyć’ na zaledwie kilka godzin do sejmu, a większość czasy spędzać wśród bliskich i znajomych. Po posiedzeniu mogą przecież przejść się sejmowymi korytarzami i udzielić kilku wywiadów (z zadowoloną miną, bo zarobili właśnie tyle, ile część dziennikarzy zarabia w tydzień czy dwa)” – czytamy w książce „Parlament Antyeuropejski”.

Europosłowie są dojnymi krowami, ssanymi przez aparaty partyjne

Największą kasą do całkowitej dyspozycji europosłów, choć bezpośrednio do nich nienależącą, było ponad 20 tys. euro na asystentów i ponad 4,5 tys. euro na biura (kwoty miesięczne). Każda partia „zabierała” jednak swojemu europosłowi dużą część ludzi i pieniędzy, zauważa w swojej książce Migalski..

„Właśnie z tego powodu niektórzy polscy eurodeputowani nie są w stanie powiedzieć, ilu mają asystentów lub biur poselskich. Bo większości ‚swoich’ pracowników nie widzieli na oczy, a o istnieniu ‚swoich’ biur poselskich dowiadują się z mediów. Mechanizm jest banalnie prosty – MEP podpisuje fikcyjne umowy o pracę z jakimiś ludźmi, którzy tylko formalnie są jego asystentami, a w rzeczywistości pracują na rzecz partii-matki lub poszczególnych polityków lokalnych w regionie. Podobnie dzieje się z pieniędzmi na biura: jakiś lokalny poseł wywiesza na swoim biurze tabliczkę, że jest to także biuro europosła, i w ten sposób może za darmo, czyli za pieniądze od MEP-a, zajmować ten lokal.

Eurodeputowani są więc dojnymi krowami ssanymi przez aparaty partyjne i w rzeczywistości mają po 2-3 asystentów. To dlatego ich działalność jest taka skromna – bo nie mają do dyspozycji (jak wynikałoby z oficjalnych dokumentów) 80 tys. zł na płace dla zatrudnionych przez siebie osób, ale na przykład zaledwie 20 tys.” – ujawnia Migalski.

„Można zatrudnić kilku kolegów i razem przez pięć lat mile spędzać czas”

Ilu właściwie asystentów mógł mieć każdy eurodeputowany?  „Odpowiedź nie jest łatwa, bo zależy to od samego europosła (i – jak już napisałem – jego partii). Podobno jeszcze kilka lat temu nic nie regulowało swobody eurodeputowanych i zdarzył się taki, który za całą sumę (wówczas ok. 15 tys. euro) zatrudnił jedną osobę, Przypadkiem była to jego… żona! Potem weszły przepisy, które uniemożliwiały czy raczej utrudniały angażowanie osób spowinowaconych lub krewnych” – pisze b. europoseł.

Zaraz jednak dodaje: „Nikt nie kontroluje i nie sprawdza, kogo zatrudniamy i co ten ktoś robi. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zatrudnić kilku kolegów i razem przez pięć lat mile spędzać czas, zarabiając naprawdę godne pieniądze. Jeśli już oddamy, co cesarskie cesarzowi (czyli szefowi partii), to z kwotą, która z 80 tys. miesięcznie na asystentów nam pozostanie, możemy poszaleć i nikt nam nic nie powie” – konkluduje Migalski.

Marek Ciesielczyk

O autorze:

Marek Ciesielczyk – doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, profesor University of Illinois w Chicago, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sowjetische Gegewart w Bonn, Fellow w European University Institute we Florencji, autor kilku książek i kilkuset artykułów w języku niemieckim, angielskim i polskim, jako wieloletni radny tarnowski  określany mianem „sumienia Tarnowa”,  uhonorowany jednym z najwyższych polskich odznaczeń państwowych – Krzyżem Wolności i Solidarności – za walkę o wolną Polskę, kandyduje do Parlamentu Europejskiego w województwie małopolskim i świętokrzyskim z listy KONFEDERACJA, miejsce nr 6. Dr Ciesielczyk zapowiada, iż – jeśli zostałby europosłem – jego pierwszą akcją w PE będzie wniosek o samolikwidację Parlamentu Europejskiego.

dr.ciesielczyk@gmail.com     tel. 601 255 849

Strajkujący nauczyciele mają prawo do pełnego wynagrodzenia !!!

Uwaga strajkujący nauczyciele!!!

Krakowska RIO i MEN nie mają racji, należy się Wam pełne wynagrodzenie za okres strajku!!!
Na podstawie wyroków Sadu Najwyższego z dnia 24. 09. 2013, 6. 02. 2006, 26. 05. 2000 oraz art. 9, par. 2 Kodeksu pracy i art. 8, 2, 59, 1, 2, art. 81 Konstytucji RP pracodawca, a więc dyrektor szkoły ma prawo podpisać porozumienie ze związkami, na mocy którego strajkujący nauczyciele otrzymają pełne wynagrodzenie!!!

Pozdrawiam.
Marek Ciesielczyk,

radny tarnowski,
tel. 601 255 849
dr.ciesielczyk@gmail.com

kliknij także tutaj:

https://www.salon24.pl/u/kwiatkowskipoliczekdlatarnowa/947072,tadeusz-kwiatkowski-to-policzek-dla-tarnowa

Tadeusz Kwiatkowski to policzek dla Tarnowa

Jako starosta molestował urzędniczki, a teraz jest wiceprezydentem 100-tysięcznego miasta!

2 kwietnia 2019 roku 100-tysięczny Tarnów (Małopolska)  przeżył szok na wieść o powołaniu byłego starosty dąbrowskiego Tadeusza Kwiatkowskiego (prominentnego działacza PSL z Powiśla) na stanowisko zastępcy Prezydenta Miasta. Niektórzy podejrzewali, że ta informacja to po prostu żart primaaprilisowy – patrz:  https://www.tarnowska.tv/wiadomosci/2781,myslalem-ze-to-jest-zart-primaaprilisowy-radny-ciesielczyk-komentuje-powolanie-bylego-starosty-dabrowskiego-tadeusza-kwiatkowskiego-na-wiceprezydenta-

Nowy wiceprezydent Tarnowa – jako starosta – molestował podwładne

W prasie drukowanej i w Internecie opisano, w jak skandaliczny sposób nowy wiceprezydent  traktował swe podwładne, gdy był starostą: „Nowo objęta funkcja zastępcy prezydenta Tarnowa to skandal. Powód? Molestowanie seksualne urzędniczek starostwa w czasie narady. Kwiatkowski mówił wówczas do sekretarki oraz innej urzędniczki: „Jeszcze worek (z herbatą) przynieś, bo chyba sobie swój włożę (do szklanki)… Aśka, kurwa jego mać… Jeszcze jedno pytanie Aśka, czy między kobietą a mężczyzną może dojść do stosunku w biegu… kobieta z podniesioną spódnicą szybciej ucieka niż chłop z opuszczonymi portkami…”.” – artykuł pt.: Tadeusz Kwiatkowski zostanie wiceprezydentem Tarnowa. Nie przeszkadza fakt, że molestował seksualnie w 2009 roku?”  – patrz:

https://telewizjarepublika.pl/tadeusz-kwiatkowski-zostanie-wiceprezydentem-tarnowa-nie-przeszkadza-fakt-ze-molestowal-seksualnie-w-2009-roku,78391.html

oraz artykuł pt.: „Mówił o „stosunku w biegu” i „opuszczonych portkach”, będzie… wiceprezydentem!”  – patrz:

https://niezalezna.pl/266226-mowil-o-stosunku-w-biegu-i-opuszczonych-portkach-bedzie-wiceprezydentem-nagranie

a także tutaj:

Aferę w starostwie w Dąbrowie Tarnowskiej opisał po raz pierwszy miesięcznik „Prawdę mówiąc” w artykule pt.: „Jak traktowane są podwładne przez starostę Kwiatkowskiego – Czy PSL będzie w dalszym ciągu tolerował poniżanie kobiet przez swego prominentnego działacza?”.

Okładka miesięcznika, w którym opublikowany został artykuł

– patrz:

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/skandaliczne-wypowiedzi-starosty-kwiatkowskiego.html

oraz tutaj:

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/stenogram-fragmentow-nagrania-narady-sluzbowej-w-starostwie-powiatowym-w-dabrowie-tarnowskiej.html

Nagranie z tymi poniżającymi podwładne wypowiedziami Kwiatkowskiego odsłuchać można tutaj: https://www.youtube.com/watch?time_continue=2&v=5pjk6_-Fhvs

Kwiatkowski przegrywa w sądzie

Po upublicznieniu tego nagrania Kwiatkowski wytoczył proces redakcji miesięcznika „Prawdę mówiąc”, który przegrał z kretesem – patrz artykuł pt.: „Kwiatkowski oddaj nam nasze pieniądze!”, (Prawdę mówiąc nr 10, kwiecień 2012).

Sąd w uzasadnieniu wyroku stwierdził m.in., iż w artykule „Prawdę mówiąc”, były „sformułowania sugerujące, iż (Kwiatkowski) w stosunku do podwładnych kobiet, wykorzystując zależność służbową, dopuścił się werbalnego seksualnego napastowania urzędniczek…  w żaden sposób nie można zgodzić się z oskarżycielem prywatnym (czyli z Kwiatkowskim), aby został zniesławiony treścią w/wym. artykułów…  treść ww. artykułu nie jest niczym więcej jak właśnie oceną określonego zachowania czy działania mieszczącą się w granicach krytyki dziennikarskiej… działalność każdego organu czy osoby publicznej może, a nawet powinna być oceniana przez dziennikarzy, a opinia publiczna ma prawo być informowana o ewentualnych nieprawidłowościach lub wręcz patologiach”,

– patrz: http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/kwiatkowski-oddaj-nam-nasze-pieniadze.html

 

GIP stwierdził przypadki molestowania w starostwie

Po ujawnieniu przez „Prawdę mówiąc” nagrania Główny Inspektor Pracy przeprowadził w Starostwie Powiatowym w Dąbrowie Tarnowskiej kontrolę „w zakresie… poniżania oraz molestowania seksualnego”, GIP stwierdza m.in. „W dwóch przypadkach ankietowani (pracownicy starostwa) stwierdzili, że według ich oceny w Starostwie Powiatowym w Dąbrowie Tarnowskiej występują przejawy dyskryminacji (m.in. „ze względu na poglądy polityczne”, przyp. red.)… występują werbalne, nieakceptowane zachowania o charakterze seksualnym, odnoszące się do płci pracownika i naruszające jego godność…., a wyżej wymienione działania, dotyczące molestowania seksualnego wykonywane były w obecności świadków i osobą je stosującą był pracodawca”. Przypomnieć wypada w tym miejscu, iż pracodawcą dla ankietowanych przez GIP pracowników był starosta Tadeusz Kwiatkowski.

Główny Inspektor Pracy pisze dalej: „Mając na uwadze powyższe wyniki badania ankietowego, inspektor pracy w wstąpieniu skierowanym do pracodawcy – Starosty Powiatowego w Dąbrowie Tarnowskiej zobowiązał go do podjęcia działań mających na celu przeciwdziałanie dyskryminacji, w tym molestowaniu seksualnemu…”, patrz artykuł pt.: „O dyskryminacji i molestowaniu seksualnym w starostwie – wyniki kontroli GIP w Starostwie Powiatowym w Dąbrowie Tarnowskiej”

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/o-dyskryminacji-i-molestowaniu-seksualnym-w-starostwie.html

Wypada w tym miejscu zauważyć, iż gdyby wydarzyło się to np. w Europie Zachodniej lub USA, starosta postawiony zostałby natychmiast przed sądem i skazany na karę pozbawienia wolności. W Polsce – jak widać – jest inaczej, starosta Kwiatkowski nie tylko nie stanął przed sądem, ale został awansowany na wiceprezydenta 100-tysięcznego miasta!

Represje policyjne wobec opozycji

Jak się wydaje, odpowiedzią na krytykę osoby starosty Tadeusza Kwiatkowskiego w tamtym czasie, był rodzaj represji wobec podejrzanych o działania przeciw niemu. 11 kwietnia 2011 roku o godzinie 6:30 rano do mieszkania młodego człowieka w Dąbrowie Tarnowskiej wkroczyli funkcjonariusze policji dąbrowskiej, by przeprowadzić rewizję na podstawie postanowienia o przeszukaniu wydanego przez asesora Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Tarnowskiej.

Jak pisze „Prawdę mówiąc” w artykule pt.: „Czy żyjemy w państwie prawa?” –  „Funkcjonariusze policji dąbrowskiej obudzili obywatela A, szukając… ulotek z informacjami o zarobkach starosty dąbrowskiego Tadeusza Kwiatkowskiego i jego wizerunkiem (kopię ulotki publikujemy). Ulotki takie pojawiły się kilka dni wcześniej w różnych punktach na terenie całego powiatu dąbrowskiego. Policjanci niczego w mieszkaniu nie znaleźli, a obywatel A, gdy nieco ochłonął, wniósł do sądu dąbrowskiego zażalenie na postanowienie asesora o przeszukaniu…”

Poinformowana o tej szykanie wobec młodego mieszkańca Dąbrowy Tarnowskiej  Helsińska Fundacja Praw Człowieka tak skomentowała poranne najście policji: „ … należy zastanowić się, czy uprawnionym nie byłoby stwierdzenie, że podjęcie (czynności przeszukania) w lokalu zajmowanym przez A nie miało w istocie na celu napiętnowania go, zastraszenia czy szykany…  (tego typu działania, jak przeszukanie mieszkania) podejmowane być powinny wyłącznie w stosunku do najcięższych przestępstw i najgroźniejszych przestępców”. HFPC uznała, iż rozklejanie ulotek z wizerunkiem i wysokością zarobków starosty Kwiatkowskiego na pewno trudno zaliczyć do tej samej kategorii łamania prawa, co np. mord, rozbój, gwałt czy terroryzm…. – patrz artykuł:

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/czy-zyjemy-w-panstwie-prawa.html

Okładka pisma „Prawdę mówiąc” oddająca charakter represji wobec opozycji w powiecie dąbrowskim w czasie rządów Kwiatkowskiego.

Pod rządami Kwiatkowskiego powiat dąbrowski należał do najbiedniejszych w Polsce

Według jednej z publikacji Związku Powiatów Polskich powiat dąbrowski pod rządami starosty Tadeusza Kwiatkowskiego znajdował się w dziesiątce najuboższych powiatów polskich. – patrz: 

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/powiat-dabrowski-wsrod-10-najbiedniejszych-w-polsce.html

Wówczas w zarządzanym przez Kwiatkowskiego powiecie było najwyższe w Małopolsce bezrobocie – 19%, gdy średnia stopa bezrobocia w całej Małopolsce wynosiła tylko 11%. Według danych GUS nieco później, pod koniec stycznia 2013 roku na Powiślu dąbrowskim było już 21% bezrobotnych (dla porównania w biednym powiecie proszowickim bezrobocie wynosiło wówczas 13%, a w całej Małopolsce 12,3%)  patrz:

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/swiat-kraj-region-787.html

Według Krajowego Raportu o Rozwoju Społecznym z 2013 roku, który uwzględniał warunki życia w 379 powiatach i miastach na prawach powiatu, powiat dąbrowski, starostą którego był wówczas Tadeusz Kwiatkowski, zajął dopiero 347 miejsce w Polsce. Zauważyć należy, iż jeszcze 6 lat wcześniej powiat dąbrowski zajmował 307 miejsce w Polsce.

Ranking prestiżowego pisma samorządowego WSPÓLNOTA z 2014 roku jeszcze bardziej obnażył słabość merytoryczną władz Powiśla dąbrowskiego. Dotyczył on najszybciej rozwijających się gmin oraz miast na prawach powiatu w latach 2010 – 2014. Badania objęły aż 2.479 gmin i miast tego typu. Były one porównywane ze sobą w wymiarze gospodarczym, społecznym, infrastrukturalnym i finansowym. Gdy np. mały Gromnik z powiatu tarnowskiego znalazł się na 12 miejscu na tej liście rankingowej, Dąbrowa Tarnowska uplasowała się na kompromitującym stolicę powiatu dąbrowskiego 1.593 miejscu. Ranking pokazał, iż Powiśle dąbrowskie nie realizowało wówczas polityki rozwojowej z myślą o swych mieszkańcach.

Jedna z przeprowadzonych wówczas na Powiślu ankiet pokazała, iż brak perspektyw rozwoju kierował tamtejszą młodzież ku alkoholizmowi. Uczniowie szkół powiatu dąbrowskiego często odpowiadali na pytania ankieterów: „Pijemy, bo nie widzimy perspektyw…”

Kryzys oświaty w powiecie dąbrowskim

W czasie współrządzenia, a później rządzenia Kwiatkowskiego w powiecie dąbrowskim okazało się, że na listach rankingowych szkół ponadgimnazjalnych I LO w Dąbrowie przegrywało znacząco z liceum w małym Zakliczynie w powiecie tarnowskim, zaś technikum ekonomiczne w stolicy Powiśla – z liceum w Radłowie. Technikum w dąbrowskim Szczucinie okazało się gorsze od technikum zawodowego w Zakliczynie, liceum w mniejszym Wojniczu, Ciężkowicach czy w Gromniku w powiecie tarnowskim.

Jeszcze gorzej wypadł powiat dąbrowski w opublikowanym w 2011 roku rankingu, przedstawiającym wyniku uczniów gimnazjów – zajął ostatnie miejsce w Małopolsce w części humanistycznej. W części matematyczno-przyrodniczej powiat dąbrowski zajął zaś przedostatnie miejsce w województwie.

W Ogólnopolskim Rankingu Liceów Ogólnokształcących „Perspektyw” i „Rzeczypospolitej” w 2012 roku na bardzo wysokim, bo 20 miejscu w Polsce znalazło się liceum z małej Nysy, zaś 31. miejsce zajęło liceum z 30-tysięcznych Żar. Bardzo dobrze wypadły także licea z innych małych miejscowości, np. z Jasła, Giżycka, Kolbuszowej, Hajnówki etc.  Wśród 500 najlepszych polskich liceów na próżno szukalibyśmy jakiejś szkoły z zarządzanego wówczas przez Kwiatkowskiego powiatu dąbrowskiego. Nawet najlepsze dąbrowskie I LO znalazło się dopiero na 85. pozycji na lokalnej, małopolskiej liście i zostało wyprzedzone np. przez licea z małego Libiąża, Andrychowa, Biecza, a nawet Bobowej, Grybowa czy Ciężkowic.

Także w grupie 250 najlepszych w Polsce techników nie ma żadnej szkoły z powiatu dąbrowskiego. Przykładowo 7. miejsce na tej liście zajęło technikum z małego przecież Krosna, 24. miejsce – z Jasła. W tej grupie były też technika z Mrągowa, Sanoka.. Na lokalnej, małopolskiej liście technikum ze Szczucina znalazło się na odległej 86. pozycji i wyprzedzone zostało m.in. przez technika z małych miejscowości Limanowej, Andrychowa, Grybowa, Wojnicza, Zakliczyna, Łącka, leżących w innych powiatach.

Gdy w 2014 roku opublikowano wyniki egzaminów uczniów, którzy kończyli szkoły podstawowe, okazało się, że najgorszymi w Małopolsce są ponownie szkoły w powiecie dąbrowskim.

Zamiast starać się podnieść poziom nauczania na Powiślu, starosta Kwiatkowski procesował się z nauczycielami i przegrywał te procesy, np. z dyrektorem szczucińskiej szkoły Janem Gierą czy też dyrektorką ZSP Nr 1 w Dąbrowie Tarnowskiej – dr. Martą Chrabąszcz. Mimo, że dr Chrabąszcz odnosiła liczne sukcesy, straciła stanowisko dyrektora szkoły, a później nawet przestała być nauczycielem. Starostwo przegrało sprawę w sądzie i trzeba było przywrócić dr Chrabąszcz do pracy i wypłacić zaległe wynagrodzenia. Była to kolejna porażka starosty Kwiatkowskiego. Jego fatalne decyzje przyczyniły się na pewno do kryzysu w dąbrowskiej oświacie, patrz artykuł: „Dr Marta Chrabąszcz powróci do pracy w dąbrowskim liceum!” (Prawdę mówiąc,  nr 5 (35), maj 2914).

Kwiatkowski doprowadził do kryzysu w dąbrowskiej służbie zdrowia

Na początku 2014 roku Międzyzakładowa Organizacja Związkowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, NSZZ Solidarność, Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Służby Zdrowia i Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego skierowały do starosty dąbrowskiego Tadeusza Kwiatkowskiego list otwarty, w którym czytamy m.in., iż w szpitalu powiatowym szereg nieprawidłowości wykazała kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. Związkowcy apelują, by zostały podjęte działania „zmierzające do uzdrowienia sytuacji Szpitala”, patrz artykuł „Dąbrowski szpital zagrożony!”   http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/dabrowski-szpital-zagrozony-1345.html

„Gdy władzę w powiecie dąbrowskim przejął Tadeusz Kwiatkowski (PSL)… rozpoczęła się czystka w różnych instytucjach powiatowych, w szpitalu, Centrum Polonii, szkołach. Jedną z jej ofiar był Jerzy Orzeł, dyrektor szpitala powiatowego. … Sytuacja finansowa szpitala pogarszała się coraz bardziej… narastał konflikt z pracownikami…” – patrz artykuł pt.: „Kryzys w dąbrowskiej służbie zdrowia”. (Prawdę mówiąc, nr 7 (37) , lipiec 2014)  oraz

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/dabrowski-szpital-po-odejsciu-dyrektor-kopczynskiej.html

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/strajk-w-dabrowskim-szpitalu.html

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/kopczynska-musi-odejsc-teraz-jej-miesieczne-dochody-wynosza-ok-15-tysiecy-zlotych.html

Jesienią 2014 roku „załoga dąbrowskiego szpitala powiatowego zadecydowała w drodze referendum, iż w placówce tej przeprowadzony zostanie strajk”. (patrz: Prawdę mówiąc,  nr 10 (40), październik 2014). W tym czasie „dyrektor szpitala ukrył się. Niedostępny był także starosta oraz wicestarosta”.  (patrz artykuł pt.: „Kolejna kompromitacja starosty Kwiatkowskiego i dąbrowskiego PSL! Gdzie się ukrył dyrektor szpitala – strajk pielęgniarek”, Prawdę mówiąc, nr 11 (41) , listopad 2014).

Chowanie głowy w piasek władz powiatu dąbrowskiego pogłębiło jeszcze bardziej kryzys w służbie zdrowia na Powiślu dąbrowskim. Egzaminu nie zdał na pewno starosta Kwiatkowski.

Z wizytówki Powiśla – Centrum Polonii – Kwiatkowski zrobił podrzędny, wiejski dom kultury

1 września 2009 roku powstało na terenie powiatu dąbrowskiego Centrum Polonii, które wkrótce stało się swego rodzaju wizytówką Powiśla dąbrowskiego. Gdy władzę w powiecie przejął Tadeusz Kwiatkowski i dokonał „czystki” personalnej także i w tej instytucji, prężnie dotychczas działające Centrum Polonii upadło, nie spełniając swej podstawowej roli jako instytucja mająca utrzymywać więź z Polonią na całym świecie i zaczęło odgrywać rolę podrzędnego wiejskiego domu kultury, patrz artykuł pt.: „Kto chce zaorać Centrum Polonii?”, patrz:  http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/polonia.html

oraz    http://powisle.prawdemowiac.com/inne-wydarzenia.html

Rysunek z „Prawdę mówiąc”

Bardzo konkretnym argumentem, kompromitującym nieodpowiedzialne działania starosty Kwiatkowskiego, które doprowadziły praktycznie do upadku chyba najlepiej funkcjonującej instytucji powiatu dąbrowskiego, jest zestawienie działań Centrum Polonii w okresie przed przejęciem władzy w powiecie przez Kwiatkowskiego i po objęciu przez niego funkcji starosty dąbrowskiego – patrz tutaj:

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/dlaczego-krawiec-pozostal-na-stolku-dyrektora-centrum-polonii.html

oraz:

http://powisle.prawdemowiac.com/newsreader/items/w-polsce-powiatowej-nie-oplaca-sie-studiowac.html

Dostojewski wiecznie żywy

Fiodor Dostojewski w „Idiocie” napisał: „Jak Pan Bóg chce kogo ukarać, to mu najpierw rozum odbiera.” Dlaczego wiceprezydentem Tarnowa został Tadeusz Kwiatkowski? Czy wśród 500 pracowników Urzędu Miasta Tarnowa nie znalazł się nikt, kto wybiłby z głowy prezydentowi miasta tę nominację? Czy prezydent tę decyzję z kimkolwiek konsultował?

Może Pan Bóg obraził się na Tarnów i chciał to miasto po raz kolejny pokarać za jakieś grzechy, podrzucając mu takiego wiceprezydenta? Niedawno za korupcję skazany został na 3 lata więzienia poprzedni prezydent Tarnowa, teraz miasto spotkało kolejne nieszczęście….

Plusy i minusy polskiego samorządu – Tarnowskie Dialogi – część 2

28 marca w Tarnowskim Centrum Kultury odbyło się – z inicjatywy Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej w Tarnowie – drugie z cyklu spotkań „Tarnowskie Dialogi”. Tym razem była to debata „Plusy i minusy polskiego samorządu, w której udział wzięli Sekretarz  Miasta Rzeszowa Marcin Stopa oraz Prezydent Tarnowa Roman Ciepiela. Debatę prowadził radny tarnowski Marek Ciesielczyk.

 0ejpg

Od lewej: Sekretarz Miasta Rzeszowa Marcin Stopa, Prezydent Tarnowa Roman Ciepiela, Przewodniczący Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej w Tarnowie – dr Marek Ciesielczyk

Oprawę muzyczną zapewnił Bartek Szułakiewicz – znakomity kompozytor i aranżer oraz Stanisław Migała – nestor tarnowskich gitarzystów. Po debacie miało miejsce spotkanie integracyjne przy lampce wina i oryginalnych przekąskach z tarnowskiej restauracji „Stara Łaźnia” w otoczeniu obrazów uczniów Zespołu Szkół Plastycznych w Tarnowie. 

Najbliższy współpracownik (od 17 lat)  Prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca, Marcin Stopa – Sekretarz Miasta podkreślił znaczenie odpolitycznienia samorządu. Mówił o sukcesach Rzeszowa, którego powierzchnia wzrosła w ciągu ostatnich 12 lat z 54 km 2 do 126 km 2, zaś budżet z 350 mln zł w roku 2003 do 1,65 mld zł w roku 2019. Ponad dwukrotne zwiększenie powierzchni miasta – dzięki przyłączeniu do niego sąsiednich gmin mimo protestów tracących pracę wójtów – zaowocowało nowymi terenami inwestycyjnymi. Powstały na nich zarówno nowe przedsiębiorstwa jak i osiedla mieszkaniowe. To z kolei przyciągnęło ludzi do Rzeszowa, dzięki czemu wzrosły dochody miasta (jako że ok. 50% wpływów z PIT-u trafia do budżetu miasta).

1 zespoljpg

Zespół muzyczny Stanisław Migała i Bartek Szułakiewicz

Prezydent Ferenc znany jest z tego, iż osobiście prawie codziennie rzuca okiem na wszystko, co dzieje się w mieście, gdyż – jak mówił jego najbliższy współpracownik – uważa, iż zza biurka nie można dostrzec tego, co ważne dla Rzeszowa.  Sekretarz Miasta Rzeszowa zwracał uwagę na konieczność budowy nowych osiedli, nawet jeśli spotyka się to z protestami mieszkańców sąsiednich terenów, gdyż nie można kierować się partykularyzmem. Władze miasta muszą myśleć perspektywicznie, przede wszystkim mieć na uwadze dobro całego miasta, a nie wyłącznie jego niewielkiej części.

Prezydent Tarnowa Roman Ciepiela zauważył, iż rośnie także błyskawicznie budżet naszego miasta, który pod koniec lat 90-tych wynosił ok. 250 mln zł, a teraz jest to prawie 900 mln zł. Podkreślał, iż zbyt często mamy do czynienia z państwowymi tendencjami centralistycznymi. Samorządy nie mają swego silnego lobby, które walczyłoby skutecznie o ich interesy. Na przykład subwencja oświatowa jest znacznie mniejsza niż faktyczne wydatki samorządów na oświatę. Prezydent Tarnowa postulował, by polskie gminy miały swój udział we wpływach z VAT-u, a nie tylko PiT-u. Niedawne zwolnienie młodych ludzi (do 26 roku życia) z PiT-u zaowocuje stratami dla budżetu Krakowa w wysokości ok. 150 mln zł. W przypadku Tarnowa będzie to pomniejszenie budżetu miasta o ok. 20 mln zł. Jak załatać tę dziurę – pytał prezydent.

4 stopajpg

Radny Marek Ciesielczyk z kolei postulował odpartyjnienie samorządów na poziomie najniższym. W  wyborach do rad gmin i powiatów powinny brać udział tylko komitety obywatelskie, a partie polityczne powinny startować wyłącznie w wyborach do sejmików wojewódzkich. Jako że w Polsce referendum gminne jest fikcją ze względu na zbyt wysoki próg frekwencyjny, powinien on zostać obniżony, by mieszkańcy polskich wsi i miast mogli czasem podejmować decyzje w drodze takiego referendum samorządowego. Na przykład powinni wypowiedzieć się, czy są za rozbudową galerii handlowej czy też nie, jako że radni nie zawsze potrafią reprezentować skutecznie interesy mieszkańców. Zdaniem Ciesielczyka obecny kodeks wyborczy jest niezgodny z Konstytucją RP, gdyż nierówno traktuje wyborców.

W mniejszych gminach wybory do rad gmin odbywają się według ordynacji większościowej, zaś w większych – według ordynacji „proporcjonalnej”, która wcale nie jest proporcjonalna. Wystarczy zdobyć ok. 38-40% głosów, by mieć większość w radzie gminy. Gdyby wprowadzić JOW-y w większych miastach, to np. Tarnów byłby podzielony na 25 okręgów wyborczych (a nie jak teraz na cztery) i z każdego z tych okręgów do rady miasta wchodziłby jeden kandydat – ten, który uzyska największą liczbę głosów. Mieszkańcy takiego okręgu mogliby przez pięć lat „trzymać za gardło” takiego radnego.

8 ciepielajpg

W drugiej części spotkania to jego uczestnicy mogli zadawać pytania. Jeden z dyskutantów stwierdził, iż obecna ordynacja wyborcza jest fatalna, bo do rady miasta wchodzą przede wszystkim kandydaci partyjni, umieszczeni na pierwszym lub drugim miejscu, a bezpartyjni, niezależni, na dalszych miejscach na liście wyborczej, mają o wiele mniejsze szanse. W ten sposób często sprawami miast polskich kierują „barany”, by zacytować uczestnika spotkania.

Druga debata podobnie jak pierwsza – transmitowana była na żywo przez Internet dzięki telewizji ZVAMI. Relację z pierwszego spotkania z Jerzym Karwelisem („Jak zakończyć wojnę polsko-polską?”) obejrzało dotychczas ok. tysiąc osób. Obydwie relacje filmowe znaleźć można w Internecie, wpisując w wyszukiwarce „Tarnowskie Dialogi”.

10 ja i ciepjpg

W ramach „Tarnowskich Dialogów” planowane są w przyszłości spotkania z profesorem Kazimierzem Braunem z Buffalo University, Krzysztofem Zanussim i księdzem Andrzejem Augustyńskim oraz Robertem Makłowiczem.

Ostatnią debatę samorządową można obejrzeć, klikając tutaj:

 https://www.youtube.com/watch?v=eorGATvCzfY

——————————————————————

Nie głosuj na JEDYNKI !

Obecni europosłowie Danuta Huebner i Michał Boni nie chcą kandydować do PE, gdyż uważają, że zaproponowane im miejsca na liście wyborczej (czwarte i piąte) nie dają im gwarancji wyboru. Tym samym potwierdzili, iż obowiązująca w Polsce ordynacja wyborcza oznacza, że wyboru dokonuje wódz partyjny, decydujący o kolejności na liście, a nie wyborcy. Dlatego nigdy nie głosuj na jedynki, niezależnie od tego, jaką partię popierasz, bo na pierwszych miejscach na liście są zazwyczaj „przydupasy” wodza partyjnego – apeluje Ogólnopolski Komitet NIE GŁOSUJ NA JEDYNKI.

Już w roku 2011 studenci i pracownicy uczelni (głównie krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego) zorganizowali na Fecebooku akcję „Nie głosuj na jedynki”. (patrz: https://www.facebook.com/stopjedynkom/ ).  Jednym ze współorganizatorów akcji był prof. Andrzej Piasecki z UP. Poparł ją także profesor Antoni Dudek. Studenci i naukowcy namawiali wówczas, by w wyborach nie głosować na liderów list, jako że „jedynki” swoją pozycję zawdzięczają wpływom w partii, a nie rzeczywistym osiągnięciom w działalności społecznej, ( patrz: https://www.polskieradio.pl/9/713/Artykul/437509,Akcja-na-Facebooku-nie-glosuj-na-jedynki-Wylewaja-dziecko-z-kapiela).

Pięć lat temu, przed poprzednimi wyborami do Europarlamentu akcję „Nie głosuj na jedynki” rozpropagował „FAKT”, pisząc m.in.:

„Cwaniacy wyćwiczeni w partyjnych gierkach, dorobkiewicze i aroganci albo celebryci niemający pojęcia o polityce i pracy dla dobra państwa. Tacy ludzie wskutek wewnątrzpartyjnych przepychanek lądują najczęściej na pierwszych miejscach list wyborczych do europarlamentu To miejsce daje największą szansę na to, by załapać się na pięć lat do europarlamentu i żyć wygodnie z bajońską pensją, licznymi przywilejami i widokami na sutą emeryturę. Oni nie zasługują na nasze poparcie. Fakt apeluje: Nie głosujcie na „jedynki”! Nie popierajcie skompromitowanych polityków, lanserów i celebrytów, którzy za wszelką cenę po naszych grzbietach pchają się do Brukseli. Szukajcie na listach wyborczych osób, które mogą zasługiwać na zaufanie i dawać gwarancję tego, że będą w Parlamencie Europejskim pracować dla dobra Polski.” (patrz: https://www.fakt.pl/nie-glosuj-na-jedynki).

W roku 2015 podobną akcję – NIE GŁOSUJ NA JEDYNKI – prowadziło stowarzyszenie OBURZENI, apelując do wyborców:

„Nie akceptując funkcjonującej obecnie w Polsce „najgłupszej na świecie” (jak ją określił doradca prezydenta USA Cartera) ordynacji wyborczej, w tym sposobu układania list wyborczych przez kacyków partyjnych, apelujemy o niegłosowanie na ustawionych na pierwszych miejscach na listach wyborczych kandydatów, niezależnie od Waszych sympatii politycznych.

Dzisiaj w praktyce  to wodzowie partyjni, a nie wyborcy dokonują wyboru posłów, namaszczając tzw. JEDYNKI jako liderów list wyborczych. Wyborcy nie mając szans na poznanie wszystkich kandydatów w ciągu zaledwie jednego miesiąca kampanii wyborczej na rozległym obszarze swego okręgu wyborczego, niejako automatycznie stawiają krzyżyk przy nazwisku pierwszego na liście, będąc jej zwolennikiem. W efekcie do parlamentu dostają się często miernoty  i bezwartościowi klakierzy.

Sprzeciwmy się dyktatowi wodzów partyjnych oraz liderów komitetów wyborczych i nie głosujmy na JEDYNKĘ, lecz tego kandydata, którego poznaliśmy dobrze i uważamy za uczciwego, inteligentnego i odważnego. Pokażmy gest Kozakiewicza kacykom partyjnym i komitetowym, którzy namaścili uległych im YESMENÓW, jako tzw. „liderów” list wyborczych. (patrz: https://www.salon24.pl/u/oburzeni/673673,nie-glosuj-na-jedynki )

Zwracamy się do wszystkich – niezależnie od sympatii partyjnych  – którym leży na sercu dobro Polski, by nie głosowali na JEDYNKI, lecz tych kandydatów – niezależnie od miejsca na liście wyborczej – których poznaliśmy dobrze i  którzy gwarantują skuteczne reprezentowanie polskich interesów w Parlamencie Europejskim.

Zwracamy się do Was o rozpowszechnianie tego apelu w Intrenecie oraz w formie ulotek, plakatów, banerów, bilbordów w całej Polsce.

Ogólnopolski Komitet NIE GŁOSUJ NA JEDYNKI

nie.glosuj.na.jedynki@gmail.com

tel. 601 255 849

Sedno sprawy

Sedno sprawy

 

Szanowni Państwo!

Jak pozbyć się ostatecznie wroga? Zabijając go – to oczywiste. Ba, ale jak wrogiem jest cały albo prawie cały naród? Trzeba zastosować chińskie zalecenia takie jak: deprawacja elit państwa, które chce się pokonać. I z tym właśnie mamy do czynienia,czyli wspieraniem wszelkich patologii. Wróg nie zaniedbuje również troski o przyszłe elity – stąd postulat deprawacji od najmłodszych lat.

Zapaść służby zdrowia to też nie przypadek. Chory Polak to bezbronny Polak. Natomiast chorzy z miłości do anty-PiS-u, w ramach walki z mową nienawiści, skłonni są zabić każdego, kto ośmiela się nie podzielać ich poglądów i pasji. Dlatego przestrzegałabym przed zbliżaniem się do takich osobników, bo grozi to utratą zdrowia, a nawet życia.

Skąd się to bierze? Za komuny byliśmy nie tylko najweselszym barakiem w obozie, ale i największym, a co za tym idzie, i najniebezpieczniejszym dla sowietów. Tu właśnie z gniewu ogólnospołecznego zrodziła się „Solidarność” i wykrętna odpowiedź w postaci okrągłego stołu, przy którym nas ostatecznie wykantowano i okradziono.

Inne państwa postkomunistyczne nie borykają się z aż takimi jak my problemami, bo lepiej lub gorzej, ale jakoś się z komunistami rozliczyły. My daliśmy się nabrać na kredyt okrągłego stołu i stale płacimy za to wysokie, pewnie wieczne odsetki. Odzyskanie suwerenności to niełatwe zadanie, zwłaszcza gdy ma się stale na karku totalną targowicę i tych, którym owi zdrajcy Polski chlipią w rękaw. Dlatego przy całej sympatii dla ruchów narodowych powinniśmy nadal wspierać zjednoczoną prawicę, bo tylko ona ma realną siłę opierać się rozwrzeszczanemu, tęczowemu lewactwu.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Lektyka dla Przewodniczącego Rady Miejskiej w Tarnowie

Czy Rada Miejska w Tarnowie kupi lektykę swemu przewodniczącemu ? Wywiad z tarnowskim bacą – kliknij tutaj:
 
 
lub tutaj:
 

Sąd Najwyższy a Eurowybory

Sąd Najwyższy a Eurowybory

 

                                                          Sąd Najwyższy

                                                              Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego

                                                              Pani  Małgorzata Maria Gersdorf

                                                              Plac Krasińskich 2/4/6

                                                              00-951 Warszawa

 

 

Działając w interesie publicznym, na podstawie art. 63 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. 1997 nr 78 poz. 483 ) oraz odpowiednich przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego (Dz.U. 2017 poz. 1257), w związku z art. 6. § 1. Ustawy o Sądzie Najwyższym (Dz.U. 2018 poz. 5 z późn. zm.)  wnosimy o to, aby: 

 Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego przedstawił właściwym organom ( w tym Sejmowi R.P., Senatowi R.P. oraz Prezydentowi R.P. uwagi o stwierdzonych nieprawidłowościach lub lukach w prawie w Kodeksie wyborczym (  Dz.U. 2018 poz. 754)   , których usunięcie jest niezbędne dla zapewnienia praworządności, sprawiedliwości społecznej i spójności systemu prawnego Rzeczypospolitej Polskiej. 

  W szczególności wnosimy o przedstawienie uwag powyższym organom  dotyczących niezgodności  art. 196, art. 197 , art. 198, art. 232  oraz art. 356 Kodeksu Wyborczego  (Dz. U. z 2018 r. poz. 754, 1000, 1349.) z przepisami Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej ( Dz. U. 1997 nr 78 poz. 483) , w szczególności  art. 2, art. 32 , art. 60, i art. 96 Ustawy zasadniczej ( naruszenie zasady równości i proporcjonalności).

 Ponadto , działając w interesie publicznym, na podstawie art. 63 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz. U. 1997 nr 78 poz. 483 ) oraz odpowiednich przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego (Dz.U. 2017 poz. 1257), w związku z art. 101 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej ( Dz. U. 1997 nr 78 poz. 483)  i innymi odpowiednimi przepisami prawa wnosimy o to, aby:

 Sąd Najwyższy nie  stwierdził  ważności wyborów do Parlamentu Europejskiego zarządzonych na dzień 26 maja 2019 roku  POSTANOWIENIEM PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJz dnia 25 lutego 2019 r. w sprawie zarządzenia wyborów posłów do Parlamentu Europejskiego

 (Na podstawie art. 331 § 2 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2018 r. poz. 754, 1000 i 1349  oraz z 2019 r. poz. 273)

 Tryb rozpatrywania protestów wyborczych  przez Sąd Najwyższy nie stanowi przeszkody dla podstawy prawnej, na którą się powołujemy, w celu nie stwierdzenia ważności wyborów do Parlamentu Europejskiego zarządzonych na dzień 26 maja 20219 r.

 

 Uzasadnienie wniosku:

 Stowarzyszenie Oburzeni popiera polską tradycję narodową, samorządność, prawa obywateli , demokrację bezpośrednią oraz polską przedsiębiorczość.

 

W związku z faktem, że obecnie obowiązujący Kodeks Wyborczy (Dz. U. z 2018 r. poz. 754, 1000, 1349.) jest w istotnej części niedemokratyczny, a co za tym idzie sprzeczny zarówno z konstytucyjną zasadą demokratycznego państwa prawnego jak również z prawem międzynarodowym ratyfikowanym przez Rzeczpospolitą Polską, w szczególności sprzeczny z Konwencją Praw Człowieka gwarantującą prawo do wolnych wyborów, opartych na tajnym głosowaniu w warunkach, zapewniających swobodę wyrażania opinii, pragniemy zwrócić uwagę na pilną potrzebę nowelizacji Kodeksu Wyborczego w perspektywie nadchodzących wyborów do Sejmu i Senatu R.P. w 2019 r.

 W oparciu o dane Państwowej Komisji Wyborczej przedstawiamy dowód empiryczny dowodzący tezę o niedemokratycznym ( w istotnej części) wyniku wyborczym w wyborach do sejmików województw przeprowadzonych w 2018 r.

 Poprzez demokratyczny wynik wyborczy rozumiemy objęcie mandatów przez kandydatów z największym poparciem ( z największą ilością uzyskanych głosów).

 Poprzez wynik niedemokratyczny rozumiemy objęcie mandatów przez kandydatów, którzy otrzymali mniejsze poparcie ( mniej głosów), a mimo to te mandaty objęli, a kandydaci w tym samym okręgu, którzy otrzymali więcej głosów mandatów nie objęli.

 Najlepiej dla demokracji i praw obywateli byłoby, aby mandaty były obejmowane w okręgach jednomandatowych w ordynacji większościowej, w wyborach do Sejmu, Parlamentu Europejskiego, czy rad województw i rad powiatów.

 Tym niemniej jednak zwracamy uwagę na fakt, iż podstawowe zasady demokracji są łamane w okręgach wielomandatowych, które z lansowaną przez niektórych polityków „proporcjonalnością” nie maja nic wspólnego.

 

 

 By nie być gołosłownym przedstawiamy co następuje:

 na podstawie twardych danych liczbowych ze strony Państwowej Komisji Wyborczej  https://wybory2018.pkw.gov.pl/pl/geografia/140000#general_committee_stat

 jasno wynika, że wynik wyborów do sejmiku woj. Mazowieckiego został w stopniu znaczącym sfałszowany przez obecnie obowiązującą Ordynację

 https://pkw.gov.pl/pliki/1517307863_kodeks_wyborczy_-_2018.pdf

 W  wyborach do sejmiku woj. Mazowieckiego wybieraliśmy 51 radnych . Kandydatów zgłaszały komitety wyborcze.

 Uprawnionych do głosowania było 4 186 479 wyborców.

 Na terenie woj. Mazowieckiego było 7 okręgów wyborczych, w tym trzy w Warszawie.

 W okręgu warszawskim nr 1 (obejmującym dzielnice  m. st. Warszawy: Ursynów, Wilanów, Śródmieście, Ochota, Mokotów) odnotowaliśmy największy  „PRZEKRĘT WYBORCZY.”

 Mandat objął SKOLIMOWSKI Krzysztof Piotr (KO) z wynikiem   12 752 głosów, a mandatu nie objęła PIEKARSKA Katarzyna Maria  (SLD lewica razem) z wynikiem 27 910   głosów.

 Katarzyna Piekarska otrzymała ponad 2 razy więcej głosów od Piotra Skolimowskiego i nie została radną!. To pokazuje skalę patologii w tych wyborach.

 Pozostali radni otrzymali następujące wyniki: Rakowski Ludwig Jerzy  (KO)  60 920   głosy,

 BORNOWSKA Katarzyna Anna  (KO) 29 737  głosy, Cichocka Helena (KO)  16 525  głosy oraz KOŁODZIEJSKI Witold Czesław  z PIS  –  37 487  głosy.

 W okręgu warszawskim nr 2 ( obejmującym dzielnice m. ST. Warszawy: Bemowo, Bielany, Ursus, Włochy, Wola, Żoliborz) mandaty objęli kandydaci z największym poparciem, mianowicie:

 WIŚNIAKOWSKI Bartosz (KO)  40 724 głosy,  STRZAŁKOWSKI Krzysztof Grzegorz (KO) 19 493  głosy, KIERZKOWSKA Urszula Anna (KO)  26 409  głosy oraz

 PRÓSZYŃSKI Michał Feliks  z  PIS 34 767  głosy i GRODZKI Michał   PIS 15 251  głosy.

 W okręgu warszawskim nr 3 ( obejmującym dzielnice m. st. Warszawy: Białołęka, Rembertów, Targówek, Wawer, Wesoła, Praga Północ, Praga Południe) podobnie jak w okręgu nr 2 mandaty objęli kandydaci z największym poparciem, a mianowicie:

 KUCHARSKI Tomasz Antoni  (KO) 58 452  głosy, PAPROCKA-ŚLUSARSKA Wioletta 23 470 glosy (KO) , ZIĄTEK Izabela  (KO) 16 025  glosy, ZDZIKOT Tomasz Władysław   27 598 głosy (  PIS ) oraz Zabłodzki Wojciech Jakub  20554 głosy  (PIS)

 W okręgu nr 4 ( obejmującym obszar: miasto Płock; powiaty: ciechanowski, gostyniński, mławski, płocki, płoński, przasnyski, pułtuski, sierpecki, sochaczewski, żuromiński, żyrardowski) CZARZASTY Włodzimierz  z SLD otrzymał  11 792 głosy i nie objął mandatu, podczas gdy WOJNAROWSKI Konrad  (PSL) objął mandat uzyskując jedynie 6 775  głosy.

 Pozostali radni wojewódzcy z tego okręgu to: STRUZIK Adam Krzysztof  (PSL) 76 971   głosy, ORLIŃSKI Mirosław Adam  13 173 głosy  (PSL) , OBERMEYER Paweł Jerzy  9 161 głosy ( PSL) , RABOSZUK Wiesław Mariusz  (KO) 8 938  głosy, ROMANOWSKI Rafał  46 831 głosy (PIS), CZAPLIŃSKI Artur Tomasz  12 053 głosy  (PIS),  GOŁĘBIOWSKI Łukasz  13 783  głosy (PIS) , MILEWSKI Mirosław Marian  (PIS)   12 478  głosy.

 W okręgu nr 5 (obejmującym: miasto Radom; powiaty: białobrzeski, grójecki, kozienicki, lipski, przysuski, radomski, szydłowiecki, zwoleński)  mandat powinien objąć REJCZAK Jan  (PIS ) z wynikiem 11 031 głosy, a nie ŚMIETANKA Tomasz Józef  (KO) z wynikiem 8 828   głosów.

 W okręgu nr 6 ( obejmującym : miasta Ostrołęka i Siedlce; powiaty: garwoliński, łosicki, makowski, miński, ostrołęcki, ostrowski, siedlecki, sokołowski, węgrowski, wyszkowski) mandaty objęło 9 radnych z największym poparciem.

 W okręgu nr 7 (Powiaty: grodziski, legionowski, nowodworski, otwocki, piaseczyński, pruszkowski, warszawski zachodni, wołomiński) zanotowano najwięcej PRZEKRĘTÓW WYBORCZYCH:

 Nie powinni objąć mandatów: TRACZYK Stefan z  PIS z wynikiem 9 709  głosy oraz KANDYBA Piotr (KO) 11 322 głosy.

 Mandaty w tym okręgu zamiast nich powinni objąć: GAWKOWSKI Krzysztof Kamil  z SLD z wynikiem  12609 głosów oraz STALIŃS KA Dorota Janina  (PSL) , która uzyskała 12 575 głosy.

 Podobnie sytuacja przedstawia się w wyborach do sejmiku w województwie wielkopolskim. W wyborach wzięło udział 2 710 515  wyborców.

 W okręgu nr 1 (miasto Poznań) mandat zdobyła  STOCHNIAŁEK Paulina (KO) z wynikiem 4 811  głosów, a mandatu nie zdobył   WITKOWSKI Waldemar Włodzimierz   (SLD) , który uzyskał  8 756  glosy . Przekręt wyborczy ewidentny.

 W okręgu nr 2 (powiaty: chodzieski, czarnkowsko-trzcianecki, międzychodzki, obornicki, pilski, szamotulski, wągrowiecki, złotowski)  mandat zdobył  MACIEJEWSKI Jarosław Zygmunt  z  PSL , z wynikiem 6 634   głosy, a nie zdobył  BOGUSŁAWSKI Jacek Wojciech  (KO) z wynikiem  8 494 głosy.

 

 W okręgu nr 3 (powiaty: poznański, śremski, średzki, gnieźnieński, wrzesiński)  mandaty zdobyli wszyscy kandydaci z największym indywidualnym poparciem.

 W okręgu nr 4 (Miasto Konin, powiaty: koniński, kolski, słupecki, turecki)  mandat zdobyła WASZAK Małgorzata (KO) z wynikiem 7 382  głosy, a powinien mandat zdobyć PAŁASZ Kazimierz Czesław  (SLD) z wynikiem  11 800 głosów.

 W okręgu nr 5 (Miasto Kalisz, powiaty: kępiński, kaliski, ostrowski, ostrzeszowski, jarociński, pleszewski)  mandat zdobyli , choć nie powinni: PICHET Andrzej Marian  (KO) z wynikiem  3 640  głosów oraz PLICHTA Andrzej  (PiS) , który zdobył  7 812 głosów. Mandaty w tym okręgu powinni objąć : ALEKSANDRZAK Leszek Grzegorz  (SLD) 10 946 głosy oraz GRZYB Mikołaj  9 599 głosy  (PSL)

 W okręgu nr 6 (Miasto Leszno, powiaty: gostyński, grodziski, kościański, krotoszyński, leszczyński, nowotomyski, rawicki, wolsztyński)  mandaty objęli kandydaci z największym indywidualnym poparciem.

 W województwie wielkopolskim  5 mandatów zostało objętych w sposób niedemokratyczny co stanowi 12,8% wszystkich mandatów

 Obecny stan rzeczy  ( zarówno pod względem prawnym, czy merytorycznym, a także logicznym) jest sprzeczny z zasadą demokratycznego państwa prawnego, równością obywateli wobec prawa i organów władzy publicznej.

 Obowiązujący Kodeks wyborczy łamie przynajmniej kilka artykułów Konstytucji R.P., w szczególności art. 2, art. 32, , art. 60, art. Art. 96. ( naruszenie zasady równości i proporcjonalności) i jest niezgodny ze zdrowym rozsądkiem oraz powszechnym odczuciem sprawiedliwości społecznej wśród Polaków

 Faktem jest, że w woj. Mazowieckim około 10%, a w Wielkopolskim 12,8%  radnych zostało wybranych do sejmiku niezgodnie z zasadami demokracji. Oto kolejne kuriozalne przykłady z ostatnich wyborów w 2018 roku:

 „Lepszy Koszalin” uzyskał 8,5 proc. głosów i zero mandatów. „Inicjatywa dla Białegostoku” – 8,1 proc. i zero mandatów. Rekord pobił chyba komitet „Zmieniamy Konin” – 10,9 proc. i zero mandatów, choć w jednym z okręgów miał 13 procent głosów. Małe okręgi i podział mandatów metodą D’Hondta cementują istniejące układy władzy i wycinają konkurencję.

 Wyborcy, ale i kandydaci na radnych zostali oszukani. Czas to zmienić przed wyborami do parlamentu europejskiego i krajowego w 2019 r.

 Najwyższy czas usunąć z prawa wyborczego w Polsce: próg wyborczy oraz system podziału mandatów  metodą D’Hondta, która została zdefiniowana między innymi w Art. 232 i w art. Art. 356. Kodeksu Wyborczego.

 Wobec powyższego żądamy:

 Uchylenia art. 196, art. 197 , art. 198, art. 232  oraz art. 356 Kodeksu Wyborczego

 Prosimy o zrozumienie dla formy niniejszego listu otwartego.

 

 W imieniu Stowarzyszenia Oburzeni

 

Jan Szymański                    Tomasz Kucharczyk                                     Wojciech Papis

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak PiS tworzy prawo ?

Jak PiS tworzy prawo ?

Pracując nad projektem RPP wraz z grupą różnych osób dowiedziałem się jak PiS tworzy prawo obowiązujące w Polsce. Ta informacja dotarła do mnie pomiędzy różnymi rozmowami, ustaleniami. Rozmowy odbywały się w grupach do 8 osób. Wielokrotnie były to  rozmowy z jedna lub dwoma osobami.

Ta procedura, treść rozmów z osobami bliskimi PiS uzmysłowiły mi jak jest tworzone prawo przez tą ekipę.

Zapisy aktów prawnych przygotowuje się pod konkretną osobą mającą na jej podstawie piastować funkcje lub objąć urząd. Takie praktyki to nie tylko domena obecnej skipy rządzącej. Oni to tylko rozwinęli. Większość działań ma na celu utrzymanie władzy partii obecnie rządzącej. Takie dążenie partii nie jest ani niczym  nagannym. Jest to podstawa działania każdej partii. Zdobyć władzę i pieniądze a potem ją utrzymać.

PiS tą zasadę konstruktywnie rozwija. Wykorzystuje każdy mechanizm, każde działanie polityczne, społeczne, by przedłużyć swoje rządy na kolejną kadencję.

Z poważaniem

Jan Szymański