Rodzina po szwedzku

Rodzina po szwedzku             

 Szanowni Państwo! 

     Zniesmaczona sylwestrowym badziewiem, obejrzałam nazajutrz szwedzki film i jestem pod wrażeniem, nie tyle kunsztu warsztatowego, co fabuły, bo nie od dziś wiadomo, że Szwedzi kryminały robić umieją. Co prawda, chyba nic nowego w tym gatunku nie da się już wymyślić. Najczęściej twórcy brną w okrucieństwo i seks, pomijając inne aspekty. Film zatytułowany „Hipnotyzer”  z 2012 r. na szczęście z tym nie przesadza. Opowiada on historię mordu na typowej szwedzkiej rodzinie. Nie należy się nawet dziwić, że w filmie nie ma muzułmanów, stanowiących znaczną, ale obcą etnicznie populację obywateli tego skandynawskiego kraju. Prawda o tak zwanych uchodźcach, jest oczywiście zakazana, a zatem film o nich traktujący musiałby już w założeniu być fałszywy, a dobry film nie może jawić się jako zakłamany.

   Prowadzącego śledztwo wcale nie dziwią takie oto fakty: Małżeństwo, które padło ofiarą mordu, w przeszłości było niezadowolone ze swojej pierworodnej córki, oddało ją więc do adopcji jakiejś obcej rodzinie. Sami byli jednak ludźmi tak „zacnymi”, że adoptowali chłopca, którego matce sąd odebrał prawa rodzicielskie. O ojcu chłopca nic nie wiadomo. Przypuszczalnie dociekliwość detektywa w tej sprawie, byłaby niepoprawna politycznie.

   Wniosek nasuwa się taki: postęp w Szwecji wzniósł się na takie wyżyny, że dzieci traktuje się jak zabawki, które można zwrócić, gdy przestają się podobać. A może taka dowolna wymiana dzieci ma jakieś uzasadnienie ekonomiczne? Może za adoptowane dziecko otrzymuje się pieniądze, a własne niechciane, można oddać za darmo?

   Islamiści nie integrują się ze Szwedami, to jasne. Ale czy w świetle takiego „postępu” można im to mieć za złe?  Zaczynam mieć wątpliwości.

  Pozdrawiam  

Małgorzata Todd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *