Archiwa tagu: Antypartia

Były milioner – Tadeusz Browarek – przestał być OBURZONYM i zaczął lansować „Brygadę remontową”…

…oraz chce stworzyć „KOMANDO FOKI” lub „Partię Przyjaciół Gąski Zielononóżki”?

Polacy już teraz mają wyjątkowo złe zdanie o scenie politycznej w naszym kraju. Czy można jeszcze bardziej zohydzić czy ośmieszyć tzw. klasę polityczną? Być może uda się to już niedługo Tadeuszowi Browarkowi.
Kim jest Tadeusz Browarek?

?????????????????????????????????????????????????????????

Urodzony w 1954 roku Tadeusz Browarek jeszcze w 2000 roku – według tygodnika WPROST – znajdował się na 93 miejscu na liście najbogatszych Polaków. Szacunkowa wartość należącego do niego kapitału wynosić miała 60 milionów złotych. W 2014 – jak wszystko na to wskazuje – znalazł się w innej lidze i zaczął tworzyć swego rodzaju „KOMANDO FOKI” (sic!).

Także dużo zmieniło się na niwie działalności społeczno-politycznej Browarka. Ze swych szeregów w 2014 roku wyrzuciło go – stawiając poważne zarzuty – stowarzyszenie obywatelskie OBURZENI, którego – do 2014 – był jednym z liderów.

Browarek był prezesem zarządu i właścicielem spółki z o.o. LUMENA, „specjalizującej się w usługach integracyjnych i wdrożeniowych w sektorze administracji publicznej, bankowości, finansów i przemysłu”, która była „partnerem wdrożeniowym SAP Polska i Nortel Networks”.

Ciekawą częścią życiorysu Browarka jest jego wcześniejsza (w PRL-u) działalność w biurze podróży ALMATUR, które powstało w czasach PRL-u (w roku 1956) i w którym pracował jako „pilot wycieczek zagranicznych”. Swoją firmę LUMENA założył już w roku 1987, w wieku 33 lat. W 1999 roku jej obroty wyniosły ponad 95 milionów złotych.
W 2006 roku nastąpiły zmiany w składzie zarządu i rady nadzorczej LUMENY. W 2009 Browarek musiał przyznać, że LUMENIE nie udało się zrealizować planów finansowych z 2008 roku. We wrześniu 2010 roku Browarek oświadczył, że LUMENA rezygnuje z planów debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych i że prawdopodobnie firma zostanie sprzedana jakiemuś inwestorowi zagranicznemu.

Pod adresem: http://mojepanstwo.pl/dane/krs_podmioty/278938
znajdujemy (2014) adnotację: „LUMENA spółka akcyjna w upadłości likwidacyjnej”. Co ciekawe, pokazane są tutaj także „POWIĄZANIA” Browarka ze stowarzyszeniami, do których należy czy należał, m.in. ze stowarzyszeniem OBURZENI.

Oczywiście takim obrazem nie przysparza punktów stowarzyszeniom, jako że celem upadłości likwidacyjnej jest przecież „zbycie przedsiębiorstwa upadłego i zaspokojenie wierzycieli z uzyskanych w ten sposób środków”. Upadłość likwidacyjna oznacza przejęcie zarządu przedsiębiorstwa przez syndyka oraz spieniężenie majątku. „W praktyce znaczna większość postępowań upadłościowych zmierza do likwidacji przedsiębiorstwa”.

8 lipca 2014 roku także działalność społeczno-polityczna Tadeusza Browarka zakończyła się swego rodzaju „upadłością”, jako że władze w/w stowarzyszenia obywatelskiego OBURZENI podjęły uchwałę o wykluczeniu go z tej organizacji.
W jej uzasadnieniu, OBURZENI stawiają Browarkowi tak poważne zarzuty, jak: „jaskrawe naruszenie wszelkich norm współżycia społecznego” i „cywilizowanego prowadzenia dyskusji i polemiki z adwersarzem”, publikowanie słów „obelżywych, poniżających człowieka, naruszających jego godność” (uchwała z 8.07.2014).

Czy Browarek stworzy coś w rodzaju „KOMANDO FOKI”?

Po wyrzuceniu ze stowarzyszenia OBURZENI Browarek zaczął realizować swój „plan polityczny”, usiłując stworzyć ugrupowanie, którego nazwa może „przebić” pod względem oryginalności nawet „Partię przyjaciół piwa”.

W dyskusji przewijają się np. takie nazwy, jak Brygada remontowa, Partia Misia Kolabora, Partia Przyjaciół Żubrówki, Polska Partia Przyjaciół Zielonej Marysi, Partia Różowego Pinokia, Partia Przyjaciół Gąski Zielononóżki, Partia Przyjaciół Kulawego Misia.

Towarzysze Browarka i on sam wcale nie zdawali się żartować, poważnie rozważali nadanie takich właśnie nazw ugrupowaniu, które miało wkrótce dumnie wkroczyć na polską scenę polityczną (lecz – jak łatwo się domyślić – nie wkroczyło).

W grupie kilku założycieli „GRUPY UDERZENIOWEJ” – jak ją nazywa Browarek, ( by nie rzec „KOMANDA FOKI”, sic!), znalazły się także osoby, które nie chcą brać udziału w tym kabarecie politycznym, ośmieszającym inne, podobne inicjatywy. Jedna z nich stawia nawet poważne zarzuty natury prawnej „założycielom” nowej formacji, która – jak się zdaje – ma powstać na bazie już istniejącego stowarzyszenia (po zmianie jego nazwy i przyjęciu nowych członków?).

Wycofująca się z całej operacji osoba stwierdza: „Resumując. Przy tak rozbieżnych poglądach, nie jestem w stanie dalej współtworzyć tego stowarzyszenia, którego nazwę zmienialiśmy, nie będąc tak de facto jej członkami (brak decyzji zarządu o przyjęciu nas w poczet członków)”.

Można oczywiście całą sprawę potraktować jako zabawę znudzonego, „upadłego” milionera, można jednak dojść do wniosku, iż tego typu akcje mają na celu doprowadzenie do jeszcze większego zniechęcenia ludzi do polityki. Czas być może pokaże, o co faktycznie chodzi Browarkowi…

P.S. (2022)

I rzeczywiście czas pokazał. W lutym 2022 Tadeusz Browarek zamierzał wznowić swą działalność społeczno-polityczną w Antypartii (www.antypartia.org). Jednak zanim jeszcze został przyjęty w poczet tego ugrupowania, stał się „mentorem” dwóch jego członków, którzy za działalność na szkodę Antypartii prawie jednogłośnie zostali wyrzuceni z kierującej  Antypartią Rady Koordynacyjnej. Wszystko na to wskazuje, że i tym razem Browarek będzie usiłował stworzyć nową „Brygadę remontową”, która – jak poprzednio – rozpadnie się po kilku miesiącach.

Dlaczego antysystemowe ugrupowania pozaparlamentarne ponoszą porażki od 30 lat?

Na polskiej scenie politycznej jest miejsce na nowe, antysystemowe ugrupowanie

 

Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów”.    Albert Einstein

Od ćwierć wieku pozaparlamentarne grupy, które nazwiemy tu umownie „antysystemowymi”, podejmują te same w gruncie rzeczy działania i dziwią się, iż nie prowadzą one skutecznie do celu – to jest – istotnych, pozytywnych zmian zainfekowanego wirusem głupoty, nieuczciwości i tchórzostwa systemu politycznego, który sprawia, iż tak naprawdę Polacy pozbawieni są wielu praw, z których korzystają obywatele innych, w pełni demokratycznych państw. 

Od ćwierć wieku to samo: zjednoczenie tak, ale pod naszym sztandarem… 

Już 4 lata po wprowadzeniu w Polsce quasi-demokracji, jesienią 1994 roku prawicowe środowiska pozaparlamentarne podjęły nieudaną próbę zjednoczenia, która przeszła do historii jako Konwent św. Katarzyny. Jednym z jej inicjatorów był ksiądz Józef Maj. Dodać w tym miejscu należy, iż dokładnie 20 lat później z inicjatywy stowarzyszenia OBURZENI – także u księdza Maja – doszło do kilku spotkań, które miały podobny cel jak Konwent św. Katarzyny. Oczywiście i tym razem cała operacja zakończyła się niepowodzeniem.

Rok 2014, Warszawa, kolejna próba zjednoczenia ugrupowań pozaparlamentarnych, od lewej Marek Ciesielczyk, Jak Sposób, śp. Antoni Gut, ksiądz Józef Maj, fot. arch. własne

W 2015 roku PodziemnaTV Konrada Daniela, stowarzyszenie Oburzeni i ugrupowanie Jedność Narodu zorganizowały debatę antysystemowych kandydatów na prezydenta Polski, która miała być kolejną próbą zjednoczenia pozaparlamentarnych środowisk, patrz:

Jej wynik był oczywiście do przewidzenia, podobnie jak wielu innych, wcześniejszych prób tego typu. Każdy dostrzegał – jak zwykle – potrzebę zjednoczenia, ale gdy przyszło do konkretów, każdy proponował zjednoczenie pod swoim sztandarem, uważając się za wodza numer jeden. Oczywiście pozostali to odrzucali i pozostawało po staremu – wszystkie te ugrupowania tradycyjnie przegrywały z kretesem.

W ciągu ostatnich 25 lat pointa, sformułowana ponad 500 lat temu przez Jana Kochanowskiego, zawsze jest ta sama: „Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”. 

Czego uczą przypadki AWS, Zjednoczonej Prawicy i Konfederacji?

Leszek Kołakowski przypomniał swego czasu, iż rzeczy, które wydają się oczywiste, nie są takimi wcale dla większości i że prawdę oraz znaczenie tych oczywistości trzeba ciągle przypominać. Wszyscy niby wiedzą, że Wielka Brytania to wyspa, ale tylko nieliczni zdają sobie sprawę z tego historycznych konsekwencji. Spora liczba ludzi wie, że Karol Marks był filozofem niemieckim, ale tylko mała garstka jest świadoma znaczenia tego faktu dla filozofii idola komunistów.  

Wszyscy powinni wiedzieć, że 2+2=4 i że 2<4, ale gdy przychodzi czas podejmowania decyzji,  prawie zawsze okazuje się, iż oceniający krytycznie to, co stało się w Polsce po roku 1989, uważają jednak, iż 2=4 i nie mają zamiaru łączyć sił, by dokonać zmian zainstalowanego w wyniku tzw. „Okrągłego Stołu” i przyjęcia Konstytucji  w 1997 roku systemu politycznego, zwanego teraz czasem „demokracją bezobjawową”.

Podobno wyjątki potwierdzają regułę. Takimi są przypadki AWS, Zjednoczonej Prawicy czy Konfederacji. Gdy w 1996  nielewicowe,  bardziej lub mniej kanapowe ugrupowania zjednoczyły się, w następnym roku – jako Akcja Wyborcza Solidarność (AWS) wygrały wybory z lewicą. Samodzielnie PiS nie wygrałoby wyborów, gdyby nie zjednoczenie z ugrupowaniami Ziobry i Gowina w formie Zjednoczonej Prawicy. Ruch Narodowy czy ugrupowania Korwina-Mikke lub Brauna nigdy nie weszłyby do Sejmu, gdyby nie zjednoczenie w Konfederacji.

Irracjonalne zachowanie pozaparlamentarnych środowisk

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA

Jednym z ugrupowań, które przez kilka ostatnich lat dążyło do zmiany systemu politycznego w Polsce,  jest partia o nazwie Demokracja Bezpośrednia, która powstała w 2012 roku. Jej założycielem był Adam Kotucha. Demokracja Bezpośrednia nie chciała nigdy być tradycyjną partią polityczną, deklarowała, że jest „organizacją spoza układu”.

Startując w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku zdołała się zarejestrować tylko w 6 z 13 okręgów wyborczych i otrzymała w sumie zaledwie ok. 16 tysięcy głosów, tj. 0,23%. W tym samym roku w wyborach samorządowych zarejestrowała listy w 51 z 85 okręgów wyborczych do  sejmików wojewódzkich i  otrzymała zaledwie 0,81% głosów w skali kraju. Rok później w wyborach prezydenckich kandydat Demokracji Bezpośredniej (ówczesny rzecznik tej partii Paweł Tanajno)  zajął ostatnie, 11. miejsce, uzyskując zaledwie 0,2% głosów. W roku 2018 ten sam Tanajno startując na prezydenta Warszawy zdobył  tylko 0,4% głosów.

   

Zbigniew Kawalec – lider Demokracji Bezpośredniej, fot. FB

Na początku 2020 roku przewodniczącym Demokracji Bezpośredniej został Zbigniew Paweł Kawalec, przedsiębiorca warszawski. Uczestniczył w kolejnej próbie zjednoczeniowej ugrupowań antysystemowych w Gdańsku-Jelitkowie w lipcu 2020 roku, patrz:  https://www.kuprawdzie.pl/antypartia-deklaracja-ideowa-nowej-partii/ 

poszedł jednak swoją drogą. Na swym profilu na Facebook pisze: „Zbieram ludzi. Tworzymy think-tank, fundację, wydawnictwo, portal i partię polityczną. Zapraszam do współpracy”. Kawalec uważa, iż nie można skutecznie budować nowego ugrupowania od podstaw, bez zaangażowania znanej twarzy i w związku z tym szuka takiego rozpoznawalnego lidera swej formacji.

Czy obecny szef Demokracji Bezpośredniej ma rację? I tak, i nie. Przykłady szybko formujących się i osiągających względne sukcesy wyborcze ugrupowań Kukiza, Palikota, Petru pokazują, iż wokół znanej osoby szybko gromadzą się jej wyznawcy i są w stanie osiągnąć wynik ok.10%. Kawalec nie bierze jednak pod uwagę krótkiego terminu ważności tego typu tworów.

Tak jak z powodu rozpoznawalności lidera nowy ruch tworzy się stosunkowo szybko, tak samo szybko z powodu błędów tegoż lidera rozpada się. W wyborach prezydenckich Kukiz cieszył się poparciem ponad 20% wyborców, teraz jest bankrutem politycznym, podobnie jak w/w Palikot czy Petru. Zapewne taki sam los czeka Hołownię. Dlatego wiara lidera Demokracji Bezpośredniej w skuteczność przyjętej przez niego metody tworzenia nowej formacji politycznej może prowadzić do wielkiego rozczarowania.

BEZPARTYJNI  SAMORZĄDOWCY

W roku 2014 powstał lokalny komitet Bezpartyjni Samorządowcy, który wprowadził do Sejmiku Dolnośląskiego 4 osoby (m.in. Pawła Kukiza i Roberta Raczyńskiego, obecnego prezydenta Lubina). Bezpartyjni rozstali się z ruchem Pawła Kukiza w 2015 roku i wystartowali samodzielnie w wyborach parlamentarnych, rejestrując swe listy początkowo tylko w 10 okręgach wyborczych i zdobywając ostatecznie tylko 0,1% głosów.

Mimo, że wybory samorządowe w 2018 przyniosły Bezpartyjnym Samorządowcom względny sukces (w wyborach do sejmików przekroczyli w skali kraju 5%), już w następnym roku nie byli w stanie się porozumieć i tylko ich część zaangażowała się w popieranie Polski Fair Play Roberta Gwiazdowskiego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Raczyński odciął się od tej inicjatywy. Gwiazdowskiemu udało się zarejestrować listy tylko w  6 z 13 okręgów wyborczych, a Polska Fair Play uzyskała zaledwie ok. 74 tysiące głosów, tj. 0,5%.

W tym samym roku grupa Raczyńskiego (jako Bezpartyjni i Samorządowcy) wzięła udział w wyborach parlamentarnych, rejestrując listy w 19 z 41 okręgów wyborczych i uzyskując tylko 0,78% głosów. Tak słaby wynik był rezultatem m.in. niezdecydowania w sprawie ewentualnych koalicjantów. Jednego dnia media informowały, iż Bezpartyjni pójdą do wyborów z Kukizem, drugiego, że z PSL, a trzeciego zaś , iż samodzielnie. Wywoływało to dezorientację i zniechęcenie lokalnych działaczy Bezpartyjnych. Przyczyną klęski był także brak porozumienia z Bezpartyjnymi w Polsce północno-zachodniej (z Raczyńskim nie poszli Bezpartyjni z Wielkopolski, Zachodniopomorskiego i Lubuskiego). Ponownie brak porozumienia był przyczyną porażki.

   

Robert Raczyński – szef jednej z frakcji Bezpartyjnych, fot.Twitter

We wrześniu 2020 w Tarnowie Podgórnym k. Poznania powstała Ogólnopolska Federacja Bezpartyjnych i Samorządowców. Jednak już kilka dni później media doniosły, iż Bezpartyjni z Wielkopolski (pod wodzą wójta Tarnowa Podgórnego Tadeusza Czajki), z Zachodniopomorskiego i Lubuskiego jednak nie zdecydowali się przystąpić do tej Federacji ze względu na konflikt z prezydentem Lubina, Robertem Raczyńskim, patrz:   https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,26330651,nie-chcemy-na-czele-koalicjanta-pis-u-rozlam-w-ruchu-bezpartyjni.html

   

Tadeusz Czajka – wójt gminy Tarnowo Podgórne –  lider wielkopolskich  Bezpartyjnych, fot.FB

Trzeba dodać, iż w 2021 doszło do rejestracji partii, która nazywa się … Bezpartyjni!  Zaangażowani w tę akcję są warszawscy działacze antysystemowi – Piotr Bakun (który był czynny w  partii Wolni i Solidarni śp. Kornela Morawieckiego) i Wojciech Papis (b. działacz stowarzyszenia Oburzeni)?

SKUTECZNI

Ugrupowanie Skuteczni Piotra Liroya-Marca funkcjonuje od 2017 (gdy Liroy pożegnał się z klubem poselskim Kukiza) – najpierw jako stowarzyszenie, a od 2019 jako partia.

    Piotr Liroy-Marzec – lider Skutecznych, fot.Wikipedia

W tym też roku Liroy opuścił szeregi Konfederacji (wraz z Markiem Jakubiakiem), a jego partia Skuteczni wystartowała samodzielnie w wyborach parlamentarnych, rejestrując swe listy tylko w 5 z 41 okręgów wyborczych. Partia Liroya uzyskała w tych wyborach zaledwie ok. 19 tysięcy głosów, tj. 0,1% w skali kraju.

 

KONGRES NOWEJ PRAWICY & CO.

Na początku 2017 funkcję prezesa Kongresu Nowej Prawicy objął Stanisław Żółtek b. wiceprezydent Krakowa i eurodeputowany, zaś dwa lata później założył nową partię PolEXIT, przerejestrowaną kilka miesięcy później na Zgodę, (w której miał uczestniczyć lider Agrounii Michał Kołodziejczak). Żółtek zasiadał również w 2019 w zarządzie partii Odpowiedzialność (stworzonej przez ludzi związanych wcześniej z Korwinem-Mikke).

    Stanisław Żółtek – lider m.in. KNP

W 2019 partia Żółtka PolEXIT otrzymała w wyborach do Parlamentu Europejskiego zaledwie niecałe 8 tysięcy głosów, tj. 0,06% w skali kraju. Po nieudanych pertraktacjach z Michałem Kołodziejczakiem, Żółtek wraz Prawicą Rzeczypospolitej Marka Jurka zdołał zarejestrować w wyborach do Sejmu w 2019 listy tylko w 4 okręgach wyborczych. Projekt polityczny Żółtka poparło zaledwie niecałe 2 tysiące wyborców, tj.0,01% w skali kraju. W wyborach prezydenckich w 2020 Stanisław Żółtek otrzymał ok. 45 tysięcy głosów, tj. 0,23% w skali kraju.

Wspomnieć w tym miejscu wypada o trzech innych ugrupowaniach, które mają swe korzenie w partiach tworzonych przez Janusza Korwina Mikke – Wolni Obywatele Stefana Oleszczuka – b. burmistrza Kamienia Pomorskiego i starosty kamieńskiego i w/w Odpowiedzialność – partia, która ma swą centralę w Rzeszowie i której liderem jest teraz  przedsiębiorca Łukasz Belter (w wyborach na prezydenta Rzeszowa w 2018 roku uzyskał  niecały 1 tysiąc głosów, tj. ok. 1%), a także partia Normalny Kraj, której prezesem jest Wiesław Lewicki (ze Śląska), współprowadzący w przeszłości kampanię wyborczą KNP do Parlamentu Europejskiego. Grupy te nie wykazują jednak zbyt dużej aktywności w ostatnim okresie.

 

AGROUNIA

Michał Kołodziejczak, lider Agrounii, w roku 2014 został wybrany radnym gminy Błaszki (powiat sieradzki) z listy PiS. Rok później został jednak wykluczony z tej partii. Znaną postacią stał się już w 2018 roku, gdy zaczął organizować rolnicze protesty.

    Michał Kołodziejczak – lider Agrounii, fot..FB

W lecie 2019, niezależnie od Agrounii, zaczął organizować partię „Prawda”. Szybko zrezygnował z tego projektu, by tworzyć partię o nazwie „Zgoda”. Gdy doszło do konfliktu ze Stanisławem Żółtkiem, Kołodziejczak wycofał się także i z tego projektu.

W maju 2020 planował założyć nową partię z Pawłem Tanajno, lecz do dziś nic z tego projektu nie wyszło. Kołodziejczak skupił się ponownie na organizacji protestów rolników.

Warto tu też wspomnieć o Marcinie Bustowskim z Jeleniej Góry, który koncentruje się na organizowaniu protestów przeciw stosowaniu glifosatu w środkach ochrony roślin. Od wielu miesięcy zapowiada stworzenie nowego ugrupowania.

P.S.   Na początku 2022 notowania Agrounii spadły z 5% do 3,66% wg IBSP, zaś wg United Surveys – do 0,6% !

 

STRAJK  PRZEDSIĘBIORCÓW

Dzisiejszy lider Strajku Przedsiębiorców – Paweł Tanajno najpierw należał do  Platformy Obywatelskiej. W 2002 roku przegrał wybory do rady dzielnicy Mokotów, później związał się z Palikotem. W  2012 wstąpił do partii Demokracja Bezpośrednia. W 2015 jako kandydat Demokracji Bezpośredniej w wyborach prezydenckich uzyskał niecałą 1/3 głosów tych, którzy udzielili mu wcześniej poparcia swymi podpisami – tj. ok. 0,2% w skali kraju. W wyborach na prezydenta Warszawy głosowało na niego tylko 0,4% wyborców. Nie został także wybrany radnym miejskim w Warszawie.

    

Paweł Tanajno – organizator strajku przedsiębiorców, fot. Wikipedia

W  2020 ponownie został kandydatem na prezydenta Polski i otrzymał niecałe 30 tysięcy głosów, tj. ok. 0,1% w skali kraju. W czasie kampanii wyborczej organizował protesty przedsiębiorców. Mimo zapowiedzi nie stworzył wspólnej partii z Michałem Kołodziejczakiem. Latem 2020 Tanajno ogłosił, że partia Strajk Przedsiębiorców rejestruje się, ale on sam nie będzie jej członkiem. Później znowu zmienił zdanie.

 

1POLSKA

Twórca PodziemnejTV, Konrad Daniel z Gdańska, jako motto – na stronie stworzonego przez siebie ugrupowania – użył słów: „Czas zjednoczyć dobrych ludzi wobec patologii obecnego systemu!”  W praktyce jednak ugrupowanie to akceptowało dziwnych osobników, których Daniel oskarżał później (pod koniec sierpnia 2019 roku) o agenturalność i celowe zniszczenie ugrupowania 1Polska, patrz:

  

   Konrad Daniel – b. lider Jednej Polski, fot. FB

Choć wówczas mówił, iż mimo rozwiązania jego komitetu wyborczego, nie wolno się poddawać, odwrócił się od ludzi, którzy mu zaufali i do dziś jest niedostępny nawet telefonicznie, sprawiając wrażenie obrażonego na cały świat.

Sam projekt Daniela, choć uczciwy, był w swej istocie naiwny i słabo przygotowany organizacyjnie. Ci, którzy byli decydentami w 1Polsce, nie wykazywali chęci współpracy z innymi ugrupowaniami, choć Konrad Daniel wielokrotnie był zapraszany na rozmowy.

Działalność Konrada Daniela można by spuentować słowami Władimira Bukowskiego, który pisał, iż prawda jest zawsze naiwna i przekonana, że zwycięży tylko dlatego, iż jest prawdą, zaś kłamstwo jest wyrachowane i dobrze zorganizowane i dlatego najczęściej triumfuje.

 

FEDERACJA DLA RZECZYPOSPOLITEJ

Po rozstaniu z Kukizem i Konfederacją, Marek Jakubiak postanowił działać na własną rękę, budując nową partię FdR. W 2018  jako kandydat Kukiz’15 w wyborach na prezydenta Warszawy uzyskał zaledwie 2,99% głosów. W wyborach parlamentarnych w 2019 roku, startując z pierwszego miejsca na liście Bezpartyjni i Samorządowcy, uzyskał zaś ok. 3,5 tys. głosów, zaś w wyborach prezydenckich w 2020 roku – głosowało na niego ok. 34 tysiące wyborców, tj.  0,17% w skali kraju. Te wyniki na pewno zmuszają do poszukiwania koalicjanta lub całkowitej zmiany formuły działania politycznego.

 

Marek Jakubiak – lider Federacji dla Rzeczypospolitej, fot. Wikipedia

 

OBURZENI

Stowarzyszenie Oburzeni, choć działało już wcześniej, zostało zarejestrowane w 2014 roku. Uaktywniło się zwłaszcza wówczas, gdy okazało się, iż Paweł Kukiz zdradził ideały, o których wcześniej mówił, a przemożny wpływ na ruch Kukiza uzyskał niejaki Dariusz Pitaś, patrz:

https://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/301269859-Dariusz-Pitas–wielka-kariera-u-boku-Pawla-Kukiza.html  .

Najpierw szefem stowarzyszenia był śp. Antoni Gut, a następnie Jan Szymański z Warszawy. Oburzeni chcą m.in. „zamienić ordynację proporcjonalną na większościową, wymiar niesprawiedliwości na rządy prawa, wprowadzić odpowiedzialność karno-finansową urzędników za ich błędy”. W ciągu ostatnich 5 lat swego funkcjonowania stowarzyszenie wielokrotnie zabiegało o zjednoczenie pozaparlamentarnych ugrupowań antysystemowych, patrz:

Oburzeni – jako jedna z nielicznych grup antysystemowych – zdając sobie sprawę ze słabości tego typu struktur pozaparlamentarnych, nie brało samodzielnie udziału w wyborach ogólnopolskich. Angażowało się czynnie tylko wtedy, gdy była szansa na sukces. Np. w 2014  roku stworzyło lokalną koalicję z Kongresem Nowej Prawicy w samorządowych wyborach w   małopolskim Tarnowie,  zaś wiceprzewodniczący stowarzyszenia Marek Ciesielczyk doprowadził w 2015 roku najpierw do sądowego unieważnienia wyborów do Rady Miejskiej w swym okręgu, a następnie w wyniku  powtórnych wyborów wszedł do Rady z drugim najlepszym rezultatem wyborczym w swym okręgu. Lista koalicyjna KNP-Oburzeni uzyskała 16% głosów, co było trzecim wynikiem po PiS i PO,  patrz:

  

  

Jan Szymański – przewodniczący stowarzyszenia Oburzeni, fot. arch.

W lecie 2020 roku praktycznie wszyscy członkowie i sympatycy stowarzyszenia Oburzeni weszli w skład nowo powstałego ugrupowania Antypartia. Więcej informacji na: www.oburzeni.pl

 

NIEPOKONANI 2012

Stowarzyszenie Niepokonani działa od roku 2012. Skupia głównie poszkodowanych przez polski wymiar niesprawiedliwości przedsiębiorców. Początkowo bardzo aktywne, teraz jakby niewidoczne, wydaje się, iż straciło dawną energię. Jego prezesem jest przedsiębiorca z Wadowic – Jerzy Książek. Od lat członkowie stowarzyszeni wahają się, czy wziąć czynny udział w projekcie politycznym, który zakładałby udział w wyborach parlamentarnych.

    Jerzy Książek – prezes Niepokonanych 2012, fot. YT

 

AKCJA ZAWIEDZIONYCH EMERYTÓW RENCISTÓW

W 2018 roku 71-letni  wówczas Wojciech Kornowski (działający w latach 80-tych w organizacji Grunwald)  założył partię Akcja Zawiedzionych Emerytów Rencistów i został jej liderem, twierdząc rok później, że AZER wygra wybory parlamentarne, choć wcześniej zakładane przez Kornowskiego partie uzyskiwały wyniki znacznie poniżej 1% głosów. W 2019 AZER zarejestrował listy do Sejmu tylko w 3 spośród 41 okręgów wyborczych i uzyskał ok. 5 tysięcy głosów, tj. 0,03% w skali kraju.

    Wojciech Kornowski – szef partii AZER, fot.kuprawdzie

 

JEDNOŚĆ  NARODU

W roku 2015 b. działacze Ligi Polskich Rodzin założyli partię o nazwie Jedność Narodu, która sama określa się jako „ugrupowanie polityczne o charakterze narodowym”. Wydaje pismo „Polityka Polska”.  W wyborach samorządowych (do sejmików) w 2018 roku ugrupowanie uzyskało w skali kraju 0,18% głosów. Rok później startowało w wyborach do Parlamentu Europejskiego, rejestrując listę jedynie w części województwa mazowieckiego i uzyskując zaledwie ok. 2 tysiące głosów, tj. 0,02% w skali kraju.

W 2020 Romuald Starosielec, lider Jedności Narodu  chciał kandydować w wyborach prezydenckich, jednak nie był w stanie zebrać wymaganej liczby podpisów.

     

Romuald Starosielec – stoi na czele partii Jedność Narodu, fot. FB

W 2018 Starosielec, jako kandydat na radnego sejmiku województwa mazowieckiego, uzyskał zaledwie 267 głosów. Mimo to w dalszym ciągu chce realizować projekt pod nazwą “Jedność Narodu” samodzielnie, nie bacząc na nazwę swej partii i słowa Prymasa Wyszyńskiego: „Największą mądrością jest umieć jednoczyć, a nie dzielić”, których używa często jako motto swych działań politycznych.

 

OPÓR

Tej grupie liderują Piotr Zygarski, hotelarz z Zakopanego, organizator wielkiego protestu (m.in. hotelarzy) w Warszawie 13 grudnia 2020 roku oraz Włodzimierz Zydorczak, przedsiębiorca z Wielkopolski, który bezskutecznie ubiegał się już o mandat poselski w 2019 roku z listy PSL, uzyskując niecały tysiąc głosów. 

    

Piotr Zygarski – OPÓR, organizator protestu hotelarzy, fot. FB 

 

WIR – CZYLI WETO, INICJATYWA, REFERENDUM

Trudno precyzyjnie zdefiniować ten projekt. Jest to bardziej przedsięwzięcie o charakterze edukacyjnym niż politycznym, choć wśród osób w niego zaangażowanych mogą być także i tacy, którzy będą chcieli tworzyć struktury mające na celu udział w wyborach parlamentarnych.

     Marian Waszkielewicz – jeden z propagatorów WIR-u, fot FB

Generalnie środowisku temu chodzi o propagowanie zalet systemu, który funkcjonuje w Szwajcarii, gdzie istotnym elementem demokracji bezpośredniej jest możliwość negowania już istniejących ustaw przez obywateli (weto), podejmowanie akcji zmierzających do efektywnego proponowania przyjęcia nowych ustaw (inicjatywa) czy też podejmowania decyzji w drodze wiążącego dla systemu referendum. Oczywiście z edukacyjnego punktu widzenia jest to niezwykle cenna inicjatywa, zaś budowa sprawnych struktur organizacji politycznej jest w tym przypadku raczej tylko teorią.

Jednym z motorów tego projektu jest mieszkający na stałe w USA (w Bostonie) Szymon Tolak (z wykształcenia filozof), „struktury” na Facebooku próbuje budować czynny kiedyś w Demokracji Bezpośredniej Marian Waszkielewicz z Zabrza. Kibicują im Janusz Zagórski z Dolnego Śląska, który prowadzi Niezależnatelewizja.pl oraz  Jan Kubań – prezes PAFERE –  Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju, (który później zaczął współpracować z Antypartią)  oraz Jerzy Zięba – propagator medycyny niekonwencjonalnej (przyznający, iż to Antypartia może być skutecznym projektem politycznym). 

 

LIGA OBRONY SUWERENNOŚCI

Partia ta powstała w 2002 roku w Gdańsku z inicjatywy Wojciecha Podjackiego. LOS utworzyli działacze wcześniejszego Polskiego Frontu Narodowego. Partia wydaje pismo społeczno-polityczne „Polski Szaniec” oraz Biuletyn Informacyjny „Patriota”. Posiada także  własny, internetowy kanał telewizyjny TV LOS.

Start w wyborach samorządowych w Gdańsku w 2002 roku zakończył się całkowitą porażką. LOS wzięła udział w wyborach parlamentarnych w 2005 w ramach Komitetu Wyborczego Ruch Patriotyczny, który uzyskał 1,05% głosów. Wojciech Podjacki chciał w 2020 roku kandydować na prezydenta Polski, jednak LOS nie zebrała wymaganej ilości podpisów.

 

Wojciech Podjacki – szef Ligi Obrony Suwerenności, fot.LOS 

 

ZJEDNOCZENIE POLSKIE  I  ZJEDNOCZENI DLA POLSKI

Dysydent z PSL, Eugeniusz Kopciński z Radomia postanowił zbudować jeszcze jedno ugrupowanie pozaparlamentarne – Zjednoczenie Polskie. Pomaga mu w tym m.in. Maciej Dzik, który obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii. Głównym celem tej organizacji w budowie jest „obrona tożsamości narodowej”.

    

Eugeniusz Kopciński – chce zbudować Zjednoczenie Polskie, fot. FB

Innym tego typu powstającym ugrupowaniem jest „Zjednoczeni dla Polski”, które stara się tworzyć (głównie na Facebooku)  szachista – Bogdan Morkisz, b. pełnomocnik „Skutecznych”   w okręgach Katowice – Gliwice.

    Bogdan Morkisz – twórca „Zjednoczeni dla Polski”, fot. FB

W roku 2002 Morkisz kandydował (z listy SLD) do Rady Miejskiej w Mysłowicach i otrzymał 12 głosów, co oczywiście nie pozwala kwestionować jego dobrych intencji, lecz jedynie zdolności organizacyjne. Twórca „Zjednoczeni dla Polski” jest niezwykle aktywny w Internecie, prezentując filmowe nagrania swych wystąpień. Tu także nie można odmówić mu nie tylko dobrych intencji, ale i racji, lecz na pewno można kwestionować jego medialność, by użyć eufemizmu.

Czy możliwe jest zjednoczenie tych ugrupowań lub przynajmniej jakieś porozumienie? 

Przedstawione tu pozaparlamentarne ugrupowania antysystemowe albo nie były w stanie zebrać wymaganej ilości podpisów, by brać udział w wyborach ogólnopolskich, albo – jeśli już im się to udawało, osiągały wyniki między 0,01%  i 0,81%. Podejmowanie od wielu już lat przez ich liderów – skazanych z góry na klęskę – prób wejścia do parlamentu jest na pewno mniej rozsądne niż ustawiczne przegrywanie oszczędności przez hazardzistę w kasynie. Hazardzista może ewentualnie liczyć na szczęście. Nie może być do końca pewny, czy wygra, czy też przegra. Liderzy ugrupowań, zwanych często złośliwie kanapowymi, po wielu latach doświadczeń powinni mieć pewność, iż poniosą po raz kolejny porażkę, jeśli nie zmienią metod działania. W tym miejscu dochodzimy do słów Einsteina, spełniających rolę motta niniejszego tekstu:Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów”.

Powstałe latem tego roku nowe ugrupowanie – ANTYPARTIA (patrz: www.antypartia.org) zaproponowało liderom wymienionych tu grup pozaparlamentarnych spotkanie na początku roku 2021 w Zakopanem, na którym dokonano by wspólnie analizy możliwości i form  współpracy oraz wystawienia wspólnej listy wyborczej za trzy lata.

W następnych miesiącach Antypartia ponawiała apele o współpracę, prezentując konkretny projekt porozumienia ugrupowań pozaparlamentarnych , patrz:

Zapraszamy na noworoczne spotkanie integracyjne Antypartii i innych ugrupowań pozaparlamentarnych

Oczywiście zjednoczenie tych ugrupowań nie daje pewności, iż taka wspólna lista osiągnie wynik lepszy niż 5 czy też 3 procent, lecz daje gwarancję, że na pewno zostaną zebrane wymagane do startu podpisy nie w 21, lecz 41 okręgach wyborczych, a wynik może  pozytywnie zaskoczyć twórców takiej koalicji. Trzeba bowiem mieć na uwadze, iż ostatnie sondaże z jednej strony wykazują znaczny spadek poparcia dla PiS, z drugiej wcale nie wskazują na to, by PO miała powrócić do władzy. Ugrupowanie Hołowni zatrzymało się zaś, gdy znaczna część wyborców zorientowała się, iż jest on rodzajem Petru bis.

Notowania Konfederacji w ostatnim czasie albo spadają  (czasem poniżej 5%),  albo utrzymują się ciągle na tym samym poziomie, patrz:

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/1090124,dlaczego-spada-poparcie-dla-konfederacji  

oraz   

https://www.rp.pl/Polityka/311159983-Sondaz-PiS-umacnia-sie-na-prowadzeniu.html

zaś 20% wyborców nie wie, na kogo będzie głosować. Oznacza to, iż nowe, atrakcyjne programowo i właściwie „opakowane” ugrupowanie może w dość istotny sposób zmienić polską scenę polityczną w ciągu najbliższych lat.

Jeśli tego nie wykorzystają w rozsądny sposób antysystemowe grupy pozaparlamentarne, Jan Kochanowski może mieć satysfakcję z powodu swych profetycznych zdolności.

   Marek Ciesielczyk

Autor tekstu jest doktorem politologii Uniwersytetu w Monachium, profesorem University of Illinois w Chicago, pracownikiem naukowym Forschungsinstitut fur sowjetische Gegewart w Bonn, Fellow w European University Institut we Florencji. Jest także Przewodniczącym działającej formalnie od początku 2021 roku Antypartii (www.antypartia.org), na którą w sondażu Social Changes w październiku 2021 roku chciało głosować 14% ankietowanych.

tel. 601 255 849,  dr.ciesielczyk@gmail.com

Pierwsza wersja tekstu napisana 14 grudnia 2020

________________________________________________________

Projekt zbioru zasad współpracy

pozaparlamentarnych ugrupowań antysystemowych

prowadzący do zgłoszenia wspólnych list wyborczych do Sejmu

we wszystkich 41 okręgach wyborczych w 2023 roku

  1. Wszystkie ugrupowania – sygnatariusze tego porozumienia muszą zaakceptować wspólną część programu, to jest te punkty, z których nie mogą zrezygnować i zobowiązać się do działań w Sejmie, które prowadzić będą do ich realizacji (np. w przypadku Antypartii będą to: 1. zmiana ordynacji wyborczej na większościową, 2. bezprogowe referendum, którego wynik musi być wiążący dla władzy, 3. złożenie przyrzeczenia publicznego wg art. 919 kodeksu cywilnego).
  2. Jeśli ugrupowanie uważa, iż start w wyborach parlamentarnych w 2023 roku powinien nastąpić na wspólnych listach wyborczych pod jego nazwą, zamówi do czerwca 2022 sondaż wyborczy przynajmniej w jednej z 9 głównych pracowni (CBOS, Estymator, IBRIS, Ipsos, Kantar, Pollster, Research Partner, Social Changes, United Surveys), w którym wystąpi obok wszystkich obecnych ugrupowań parlamentarnych.
  3. Najlepsze wyniki sondażowe wszystkich ugrupowań, pretendujących do roli wiodącego, zostaną porównane i cała grupa zgodzi się, iż nazwą wspólną, pod którą ugrupowania antysystemowe wezmą udział w wyborach, będzie nazwa tego ugrupowania, które uzyska w w/w sondażach najlepszy wynik.
  4. Strony podpisujące porozumienie wyborcze zgodzą się, iż wezmą udział w wyborach parlamentarnych jako zarejestrowana partia polityczna, a nie komitet wyborczy ze względu na oczywistą przewagę takiego rozwiązania. W związku z tym zwycięskie ugrupowanie, jeśli jeszcze nie jest partią polityczną, będzie miało obowiązek dokonania natychmiastowej rejestracji jako partia polityczna. Jeśli tego nie uczyni, grupa będzie występować pod nazwą ugrupowania (partii politycznej), które uzyska kolejny najlepszy wynik w w/w sondażach.
  5. Ugrupowania koalicyjne zarejestrują do końca roku 2022 wszystkich potencjalnych kandydatów, członków i sympatyków w jednym rejestrze osób, które będą chciały kandydować lub głosować w prawyborach, w wyniku których ustalony zostanie kształt wspólnych list wyborczych i kolejność kandydatów. Zarejestrowane osoby będą miały obowiązek wpłacania składek w wysokości nie mniejszej niż 20 zł miesięcznie na wspólną kampanię wyborczą.
  6. Do chwili prawyborów w każdym okręgu wyborczym, które definitywnie zadecydują o kształcie i kolejności na listach wyborczych, kandydaci będą prezentowani na stronie internetowej.
  7. Warunkiem umieszczenia na wspólnej liście wyborczej do Sejmu będzie wpłata przez każdego kandydata przynajmniej 1.000 zł i zebranie przynajmniej 300 podpisów pod listą wyborczą.
  8. Pełnomocnikiem wyborczym oraz finansowym w wyborach będą osoby wybrane wspólnie przez ugrupowania uczestniczące w koalicji.
  9. W roku 2022 koalicja przeprowadzi „próbę generalną”, zbierając w drugiej połowie tego roku 200.000 podpisów pod projektem obywatelskim ustawy. Liczba zebranych podpisów przez członków poszczególnych ugrupowań w 41 okręgach musi być istotną wskazówką w procesie konstruowania list wyborczych w następnym roku.
  10. W przypadku uzyskania przez koalicję wyniku ponad 3% subwencja będzie podzielona pomiędzy ugrupowania na zasadzie proporcjonalnej, w zależności od udziału procentowego w ogólnym wyniku wyborczym kandydatów poszczególnych ugrupowań. Jeśli na przykład wszyscy kandydaci zgłoszeni przez ugrupowanie X zdobędą we wszystkich 41 okręgach wyborczych 15% ogólnej liczby głosów oddanych na koalicję w całym kraju, ugrupowanie to będzie miało prawo do 15% sumy subwencji.
  11. Wszyscy wybrani ze wspólnej listy wyborczej posłowie będą mieli obowiązek należeć do wspólnego klubu parlamentarnego. Jeśli większość klubu uzna, iż dane głosowanie jest istotne na tyle, by uzgodnić wspólną strategię, o zachowaniu w przypadku tego głosowania zadecyduje większość klubu.
  12. Jeśli członek klubu będzie ustawicznie ignorował zdanie jego większości, zostanie usunięty z klubu, bez możliwości startu w kolejnych wyborach z tej listy, a ugrupowanie straci stosowną część subwencji, odpowiadającą liczbie usuniętych z klubu członków. Możliwe będzie zastosowanie artykułu 919 Kodeksu cywilnego, jeśli poseł złożył przed wyborami przyrzeczenie publiczne.

Podpisy sygnatariuszy porozumienia:

 

Czy Bóg nie kocha Polaków?

Gdy człowieka spotyka wielkie nieszczęście, pyta często: „Dlaczego  ja?” Buntuje się przeciw Bogu (lub losowi), krzycząc: „To niesprawiedliwe, nie zasłużyłem!”. Gdy zastanawiamy się nad przyczynami nieszczęść, które spotykają Polskę od 250 – 300 lat, często tłumaczymy to naszymi wyjątkowo niekorzystnymi warunkami geopolitycznymi. Czy to prawda?

Ludzie wierzący uznają karę Bożą, pozostali doszukują się racjonalnie definiowalnych przyczyn takiej „kary”. Dlaczego Polska zniknęła z mapy Europy na długie lata? Dlaczego Niemcy i Sowieci zniszczyli nasz kraj i wymordowali kilka milionów Polaków? Dlaczego tzw. Zachód zdradził nas w 1939 i 1945 roku? Dlaczego Polska trafiła pod okupację sowiecką na prawie pól wieku? Dlaczego po 30 latach tzw. „przemian” Polska jest w dalszym ciągu pariasem Europy, wyprzedzając pod względem wynagrodzenia netto zaledwie pięć państw europejskich? Czym zasłużyliśmy sobie na te  nieszczęścia? Czy krzywdzi nas Bóg czy też los zły?

Jeśli ktoś wierzy w Boga, może dojść do wniosku, iż On nas opuścił 300 lat temu.  Niewierzący zaś, przyjmując, iż przysłowia są podobno mądrością ludu, mogą skwitować nasz nieszczęsny los na przykład powiedzeniem: „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”.

Można by rzec, iż Bóg nas pokarał rozbiorami i wszystkimi związanymi z tym nieszczęściami z powodu naszych grzechów przedrozbiorowej anarchii, relacji Kainowo-Ablowych w naszej Ojczyźnie etc.

Zamiast wykorzystać okres międzywojenny do budowy silnego gospodarczo, militarnie i politycznie państwa, zniszczyliśmy sami demokrację m.in. poprzez majowy zamach stanu,  rozlaną wówczas krew polską w bratobójczej walce, obóz w Berezie Kartuskiej czy przymusową w praktyce emigrację przeciwników politycznych (np. Wincentego Witosa). Gdy do tego dodamy naszą naiwną wiarę w rzekomych sojuszników zachodnich, możemy dojść do wniosku, że Bóg miał powody, by nas ponownie skarać napaścią niemiecko-sowiecką i wprowadzeniem systemu komunistycznego przez Moskwę. Czy jednak nie była to zbyt surowa kara, można oczywiście spytać?

Dlaczego po 1989 wyprzedziły nas gospodarczo państwa, które miały gorszy od nas start? Przecież Słowenia była zaangażowana w wojnę domową, a Estonia to była republika sowiecka. Teraz obywatele tych państw zarabiają od nas znacznie więcej. Nieco wcześniej, w ciągu kilku zaledwie lat z biedy wydostała się Irlandia czy Singapur, a upadająca w pewnym momencie ekonomicznie Nowa Zelandia ponownie w ciągu kilku lat znalazła się na szczycie wszystkich rankingów, obrazujących standard życia.   

Dlaczego tym razem Bóg nas ponownie pokarał? Wytłumaczenie jest podobne jak we wcześniejszych przypadkach. III RP zbudowana jest na nieprawości, kłamstwie i niesprawiedliwości. Paradoksalnie lepiej dzisiaj powodzi się były katom niż ich ofiarom. Nie przeprowadzono dekomunizacji, jak w innych państwach bloku sowieckiego, zaś lustracja została najpierw skompromitowana na początku lat 90-tych, a teraz – ze względu na absurdalną definicję współpracy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa, jest czystą fikcją. Swego czasu, gdy  jeden z małopolskich wójtów sam przyznał się do współpracy z SB, sąd lustracyjny uznał go za kłamcę, gdyż – zdaniem tegoż sądu – nie był jednak współpracownikiem SB!

Nie osądzono komunistów, którzy byli odpowiedzialni nie tylko za morderstwa, ale nieszczęście milionów ludzi. Byli esbecy wygrywają dziś w sądzie sprawy o podwyższenie  emerytur, gdy ich ofiary żyją w biedzie. Nieetyczne fundamenty III Rzeczypospolitej to przyczyna kolejnej kary, która spotkała Polaków ze strony Boga (lub – jak chcieliby niewierzący – losu).  

Nie możemy się pocieszać, że jesteśmy wielcy, bo mamy Małysza czy Zenka. Mimo upływu 30 lat, nie potrafiliśmy zapewnić godnego życia milionom młodych Polaków, którzy musieli wyemigrować. Nie potrafiliśmy zapewnić wychowania i racjonalnej edukacji dzieciom i młodzieży (nasze najlepsze uniwersytety są dopiero w czwartej setce uczelni światowych). Nie jesteśmy w stanie zapewnić skutecznej ochrony zdrowia (średnia długość życia Polaków jest o 4 lata krótsza od średniej europejskiej). 

Niektórzy widzą podobieństwa między Polską lat 1918-1939 i III Rzecząpospolitą. Co prawda nie mamy Berezy Kartuskiej, ale na pewno nie jesteśmy dziś państwem demokratycznym ze względu choćby na brak obiektywnych mediów (m.in. związanych z obydwoma walczącymi ze sobą plemionami politycznym), pozbawienie nas prawa do kandydowania w wyborach do Sejmu (ze względu na – jak to napisał jeden z politologów amerykańskich – „najgłupszą na świecie ordynację wyborczą) czy też fikcyjny charakter referendum.

By Bóg nas ponownie pokochał potrzebny jest całkowity reset polityczno-edukacyjno-społeczny, który sprawi, iż Polacy nie pozwolą się w dalszym ciągu ogłupiać i powierzą sprawy państwa w ręce ludzi inteligentnych, uczciwych i odważnych.

  Marek Ciesielczyk, dr politologii Uniwersytetu w Monachium, profesor University of Illinois w Chicago, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn  i European University Institute we Florencji, Przewodniczący Antypartii (www.antypartia.org )

Sensacyjny wynik Antypartii – 14% i trzecie miejsce za PiS i PO –  w sondażu Social Changes !

Jedna z bardziej prestiżowych sondażowni Social Changes w dniach 15-18 października 2021 przeprowadziła badanie na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie Polaków, w którym wzięło udział 1.096 osób. Wyniki patrz niżej.

W sondażu tym, ku zaskoczeniu wielu osób, aż 14% ankietowanych chce głosować na nowe na polskiej scenie politycznej ugrupowanie – Antypartię. Wynik ten plasuje Antypartię na trzecim miejscu w Sejmie – po PiS (33%) i KO (23%), a przed ugrupowaniem Hołowni (11%), Lewicą (7%) i Konferederacją (7%) !

Czy ten wynik Antypartii może wywoływać zaskoczenie? I tak, i nie. Antypartia działa dopiero od kilku miesięcy, ale w tym czasie zdążyła zorganizować już kilkadziesiąt spotkań we wszystkich zakątkach Polski i jest obecna już nie tylko w mediach lokalnych, ale także ogólnopolskich (np. o Antypartii pisały m.in. dzienniki „Rzeczpospolita” czy „Super Express”, ugrupowanie to prezentowała telewizja wRealu24) – i rzecz najważniejsza – program Antypartii zyskuje powszechne poparcie wśród Polaków.

W sondażu aż 60% ankietowanych popiera – wydawałoby się kontrowersyjny na pierwszy rzut oka – postulat Antypartii poddania przymusowym badaniom wariograficznym na prawdomówność kandydatów do parlamentu oraz na sędziów i prokuratorów (zaledwie 17% odpowiedziało negatywnie), zaś jeszcze więcej, bo 68% ankietowanych jest za realizacją innego punktu programu Antypartii – obniżenia wynagrodzenia parlamentarzystów do poziomu średniej krajowej (tylko 16% ankietowanych jest przeciwnych)..

Wyróżnikiem Antypartii jest także coś, czego jeszcze nikt nigdy nie odważył się zaproponować – obowiązkowe dla wszystkich kandydatów ANTYPARTII do parlamentu i samorządu przyrzeczenie publiczne, składane na podstawie artykułu 919 kodeksu cywilnego. Jeśli późniejszy poseł czy radny nie wywiąże się ze swych zobowiązań przedwyborczych będzie prawnie, właśnie na podstawie artykułu 919 kodeksu cywilnego, zobowiązany do wypłacenia każdemu wyborcy w swym okręgu kwoty 1.000 zł

Jądrem programu Antypartii jest postulat bardzo gruntownej zmiany systemu politycznego w Polsce, np. zastąpienie  obecnej, „najgłupszej na świecie ordynacji wyborczej” (jak ją określał śp. prof. Zbigniew Brzeziński, doradca prezydenta USA) ordynacją większościową, która zapewni obywatelom faktyczne prawo kandydowania. Teraz, by kandydować do Sejmu, trzeba uzyskać akceptacje jakiegoś wodza partyjnego. Antypartia proponuje rezygnację z progów ważności referendum, co zlikwiduje fikcyjny charakter referendum i wprowadzenie obligatoryjnego dla władzy charakteru wyników tegoż referendum, wzorem bezpośredniej demokracji szwajcarskiej.

Antypartia domaga się wprowadzenia możliwości odwoływania posła w czasie kadencji w drodze referendum, likwidacji immunitetu parlamentarzystów, sędziów i prokuratorów, wprowadzenia faktycznej odpowiedzialności karnej i finansowej urzędników, sędziów, prokuratorów za błędne decyzje.

Antypartia podkreśla, iż nie musimy wyważać otwartych drzwi. Skuteczne reformy ekonomiczne zostały już wymyślone. Proponuje więc implementację w Polsce reform ekonomicznych, które zapewniły swego czasu obywatelom np. Irlandii, Nowej Zelandii czy Singapuru – w okresie 5-10 lat – 2-3-krotne zwiększenie wynagrodzenia. Po 30 latach tak zwanych „przemian” Polska wypada bardzo blado na tle innych krajów, wyprzedzając tylko 5 państw w Europie pod względem wysokości wynagrodzenia netto, np. Bułgarię czy Rumunię. Dlatego zamiast wymyślać proch, Antypartia proponuje zastosowanie sprawdzonych reform. 

Antypartia – chyba jako jedyna na świecie – ma tylko jedną cechę typową dla partii – jest zarejestrowana (18 stycznia 2021 przez Sąd Okręgowy w Warszawie), pozostałe cechy mają charakter wyraziście antypartyjny: – brak centralizmu partyjnego, – pełna autonomia 41 oddziałów okręgowych, – konstruowanie list wyborczych samodzielnie przez okręgi w drodze prawyborów, – statutowy zakaz kandydowania tzw. „spadochroniarzy”, – zarejestrowany sympatyk ma te same prawa i obowiązki jak członek Antypartii, – Zarząd Antypartii pełni drugorzędną, tylko koordynacyjną rolę, – najważniejszym ciałem jest Rada złożona z 41 wybranych w okręgach wyborczych koordynatorów.

W związku z tym, iż – z jednej strony – wynik Antypartii oznacza, że do Sejmu mogłoby się dostać z jej list ok. 60 kandydatów, z drugiej zaś – nie można wykluczyć przedterminowych wyborów parlamentarnych na wiosnę, Antypartia zwraca się do wszystkich środowisk antysystemowych z apelem o zgłaszanie inteligentnych, uczciwych i odważnych kandydatów do Sejmu, którzy akceptują program Antypartii – telefonicznie pod numer 601 255 849 lub mailowo: antypartia@oburzeni.info

Więcej informacji na stronie www.antyparti.org

Członkowie Zarządu Antypartii:

DrMarek Ciesielczyk z Tarnowa (Małopolska) – Przewodniczący Antypartii, doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, wykładowca w tej dziedzinie w University of Illinois w Chicago, pracownik  naukowy Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn, a także Fellow w European University Institute we Florencji. Od pięciu kadencji niezależny radny Rady Miejskiej w Tarnowie..

Krzysztof Wartak z Katowic Wiceprzewodniczący Antypartii  – przedsiębiorca, absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach, prezes firmy produkującej materiały budowlane  – m.in.  unikatowe farby i tynki, od lat działacz ruchów na rzecz demokracji bezpośredniej.

Jan Szymański z Warszawy – Wiceprzewodniczący i Sekretarz Antypartii. Pracuje jako administrator wspólnot mieszkaniowych, jest  specjalistą w zakresie zarządzania i administrowania nieruchomościami oraz Przewodniczącym  stowarzyszenia OBURZENI.

Ryszard Pigla – częściowo ze Szczecina, częściowo z Żar w Lubuskiem – Skarbnik Antypartii – manager projektu budowy osiedla domów jednorodzinnych, oficer wojsk specjalnych, komandos, Przewodniczący Związku Zawodowego Rolników OJCZYZNA.

Janusz Maksymowicz z Gorzowa Wielkopolskiego, członek Zarządu Antypartii, przedsiębiorca, członek zarządu spółki handlowej – dużej galerii handlowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Tomasz Chodnikiewicz z Gdańska,  członek Zarządu Antypartii, przedsiębiorca, Prezes gdańskiej spółdzielni “Świetlik”, działacz na rzecz spółdzielczości pracy i mikroprzedsiębiorców.

Astronomiczne podwyżki wynagrodzenia posłów i ministrów to w tej chwili policzek dla Polaków – uważa Antypartia


Parlamentarzysta powinien otrzymywać średnią krajową

 

Antypartia (www.antypartia.org) stanowczo protestuje przeciwko wprowadzonym wczoraj podstępnie (tylnymi drzwiami), bo poprzez rozporządzenie Prezydenta Andrzeja Dudy, a nie stosowną ustawę sejmową, podwyżkom dla polityków.

Jak przyznał sam szef klubu parlamentarnego PiS, Ryszard Terlecki, zdecydowano się na ten krok właśnie teraz, w czasie wakacji i w takiej właśnie prezydenckiej, a nie sejmowej formie, by zminimalizować zainteresowanie społeczne i krytykę tej decyzji, co jest dodatkowym powodem naszego oburzenia.

Rządzący nie mają odwagi, by z podniesioną przyłbicą zakomunikować obywatelom o wielotysięcznych podwyżkach dla członków nowej nomenklatury. Pamiętać musimy, iż pod względem wynagrodzenia netto Polacy wyprzedzają po 30 latach przemian zaledwie 5 państw europejskich (np. Bułgarię czy Rumunię)!

Dotychczas wynagrodzenie wiceministrów wynosiło nieco ponad 10 tysięcy złotych miesięcznie, zaś posłów i senatorów –  nieco ponad 8 tysięcy złotych. Formalnie wskutek wydania rozporządzenia Prezydenta RP wczoraj, a faktycznie w wyniku decyzji partii rządzącej PiS, wiceministrowie ci będą teraz zarabiać miesięcznie o 6 tysięcy złotych więcej niż dotychczas – czyli 16 tysięcy złotych, zaś parlamentarzyści – o prawie 5 tysięcy złotych więcej – czyli miesięcznie 13 tysięcy złotych. Poza tym wzrosną parlamentarne diety o kolejne 1,5 tysiąca złotych, a więc poseł i senator zamiast dotychczasowych 2,5 tysiąca złotych otrzymywać będzie dodatkowo dietę w wysokości ok. 4 tysięcy złotych.

Oznacza to, że parlamentarzyści otrzymywać będą w sumie ok. 17 tysięcy złotych miesięcznie. W wyniku rozporządzenia prezydenta Dudy marszałkowie Sejmu i Senatu będą teraz otrzymywać miesięcznie aż o 9 tysięcy złotych więcej!

Podatnicy polscy – tylko na utrzymanie parlamentarzystów – płacić teraz będą zatem rocznie o 30 milionów złotych więcej niż dotychczas.

Jak się dowiadujemy, wzrost wynagrodzeń parlamentarzystów miał obiecać już w połowie czerwca sam Jarosław Kaczyński na zamkniętym posiedzeniu klubu PiS w Przysusze.

Antypartia – zgodnie z Ustawą z dnia 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (Dz.U. z 2018 r. poz. 2120) – stworzy wkrótce komitet inicjatywy ustawodawczej, by wystąpić z obywatelską inicjatywą ustawodawczą i wnieść stosowny projekt takiej ustawy do Sejmu, uzależniającej wynagrodzenie parlamentarzystów od średniego wynagrodzenia w Polsce, które dziś wynosi ok. 5 tysięcy złotych.

Jeśli w Sejmie znajdzie się grupa uczciwych i odważnych posłów, apelujemy, by już teraz złożyła ona projekt ustawy, który obniży wynagrodzenie parlamentarzystów z obecnych 13 tysięcy złotych do średniej krajowej, tj. do 5 tysięcy złotych, by wiedzieli oni, jak faktycznie żyje się w Polsce w tej chwili.

Antypartia  – tel. 601 255 849

31 lipca 2021

Wariograf dla posłów, sędziów i prokuratorów 

Antypartia rozważa przyjęcie do swego programu wyborczego obowiązkowych testów na prawdomówność dla kandydatów do parlamentu, sądu i prokuratury

 

Na spotkaniu Antypartii w Toruniu 24 lipca 2021 grupa działaczy Ruchu Kontroli Wyborów zaproponowała, by wprowadzić do jej programu nałożenie na wszystkich kandydatów do parlamentu oraz na sędziów i prokuratorów obowiązku poddania się wariograficznym badaniom na prawdomówność.

Działacze ci skierowali już rok temu do Prezydenta RP, Andrzeja Dudy, petycję, w której czytamy m.in.:

„ Stowarzyszenie RKW – Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy, mając na względzie dotychczasową całkowitą klęskę tzw. walki z korupcją wśród sprawujących władzę, występuje z odezwą wzywającą do wprowadzenia ustawowej, obowiązkowej zasady weryfikacji wariograficznej osób kandydujących i pełniących wysokie stanowiska w Polsce….

Docelowo badaniu podlegaliby wszyscy piastujący publiczne stanowiska: prezydenta RP, premiera, ministrów, posłów, senatorów, prezydentów czy burmistrzów miast, prezesów spółek skarbu państwa, pracowników urzędów skarbowych, władz lokalnych itp….

Koszt jednego badania to tylko ok. 100 zł. Proponujemy, by w pierwszej kolejności, zanim powstanie ustawa antykorupcyjna, zastosować taką weryfikację antykorupcyjną wobec wszystkich polskich sędziów…. W takim badaniu powinno być weryfikowane oświadczenie sędziowskie mówiące o tym, iż:

– nie są oni i nigdy nie byli tajnymi i świadomymi agentami obcych czy rodzimych służb,

– jako sędziowie nigdy nie otrzymywali jakichkolwiek korzyści za podjęcie jakiejś decyzji,

– nie są i nie byli szantażowani,

– nie są osobami uzależnionymi od alkoholu czy narkotyków,

– nie są osobami w jakikolwiek sposób powiązani i nie utrzymują kontaktów ze światem przestępczym, mafijnym czy masońskim itp….

Gdyby wprowadzono obowiązkowy i sprawny system kontroli uczciwości, jakim jest badanie na wariografie, wówczas wcześniej wiedzielibyśmy, kto z nich kłamie. Ustawa zawierałaby odpowiednie zapisy prawne umożliwiające natychmiastowe odsunięcie ze stanowisk wszystkich nieuczciwych i skorumpowanych ludzi….

Skoro istnieje wiarygodna i niedroga możliwość skutecznej kontroli, znana od lat i udoskonalona, to należy po prostu z niej skorzystać, aby skończyć z udawaniem, że państwo walczy z korupcją…..

W polskich sądach wyniki badań na wariografie są brane pod uwagę, jeśli są jednym z różnych dowodów i są dobrowolne… (art.192a kpk)…. Badanie na certyfikowanym, nowoczesnym wariografie jest wiarygodne dla ponad 98,5% badanych. Istnieje statystyczna grupa osób do 1,5% badanych, których nie powinno się badać, gdyż wyniki będą wykluczać odczytywaną logiczność emocjonalną ze względu na przyjmowane przez nich lekarstwa. To chyba jedyny ujemny, ale niewielki koszt społeczny proponowanego wariograficznego systemu kontroli.

Uważamy, że konieczne jest wprowadzenie ustawy regulującej zagadnienie walki z korupcją przy pomocy badań wariograficznych, która powinna wziąć pod uwagę m.in.:

– Określenie podmiotu do przeprowadzenia weryfikacji, tak aby był on w pełni wiarygodny, odporny na korupcję i transparentny (obecne firmy / instytuty raczej się do tego nie nadają).

– Natychmiastową utratę stanowisk i dożywotni zakaz piastowania funkcji państwowych przez osoby, którym wykazano kłamstwo lub celowe zamazywanie obrazu badania na wariografie.

– Wykluczenie możliwości kandydowania na określone stanowiska publiczne i państwowe osób, które nie poddadzą się badaniom lub nie mogą się poddać badaniom na wiarygodność.

– Opracowanie systemu badań wariograficznych i kontroli ich wiarygodności (w tym kontroli społecznej) tak, by nie było najmniejszych możliwości ich fałszowania.

– Ustalenie zakresu i częstotliwości badań oraz wskazanie środków na ich finansowanie….”

Wprowadzenie do programu wyborczego Antypartii zaproponowanego przez RKW rozwiązania byłoby dobrym uzupełnieniem już istniejących w nim punktów, tj. obowiązku składania przez kandydatów Antypartii do parlamentu i rad gmin przyrzeczenia publicznego według art. 919 kodeksu cywilnego, które zmusiłoby przyszłego posła czy radnego do wypłacenia każdemu wyborcy w danym okręgu 1.000 zł w przypadku, gdyby nie zagłosował on za tym, co obiecał w kampanii przedwyborczej czy też innej propozycji Antypartii, by można było w czasie kadencji odwołać nieuczciwego posła w drodze referendum.

Patrz także:

https://youtu.be/Qm5RTh1SMBw

 

Jak się bronić przed agenturą?

Jak zniszczyć pozaparlamentarny ruch antysystemowy?

Od kilkuset lat służby specjalne w różnych krajach stosują podobne metody, by ograniczyć lub zniszczyć tych, którzy – niezadowoleni z aktualnych rządów – próbują zmienić sytuację w swoim państwie. Tak też funkcjonował aparat tzw. „bezpieczeństwa” w PRL-u i w podobny sposób działają – niestety – służby specjalne w Polsce po roku 1989.

Nieświadomi multiplikatorzy i użyteczni idioci

Carska Ochrana sama organizowała „podziemne” drukarnie, w których zgromadzeni tam dysydenci publikowali antyrządowe ulotki, nie mając pojęcia, iż wszystko to działo się pod kontrolą agentów cara. W ten sposób Ochrana wiedziała, kto działa przeciw władzy, jakie ma poglądy, co zamierza. W odpowiednim momencie aresztowała wszystkich dysydentów. Podobnie funkcjonowały kolejne rosyjskie i sowieckie służby specjalne włącznie z KGB, patrz np.:

 

 

Na rzecz KGB i jego filii – w rodzaju PRL-owska Służba Bezpieczeństwa – działali nie tylko ich oficerowie, tajni współpracownicy, ale także tzw. nieświadomi multiplikatorzy, to jest ludzie, którzy faktycznie – za namową agentów służb specjalnych – pracowali na rzecz Związku Sowieckiego czy PRL-u, nie zdając sobie w ogóle sprawy, iż są narzędziem w ręku komunistycznej agentury. Często pojawia się w tym przypadku termin „użyteczni idioci”, używany już przez Lenina w stosunku np. do zachodnich dziennikarzy, zachwalających  system komunistyczny za podszeptem bolszewickich agentów.

Także dzisiaj w każdym państwie, również demokratycznym, rządzący starają się często wykorzystywać państwowe służby specjalne do walki z opozycją polityczną. Na przykład w latach 90-tych liberalno-lewicowe władze w Polsce inwigilowały przy pomocy tych służb prawicową opozycję (w tym Kaczyńskiego czy Parysa). Dzisiaj role się odwróciły i wygląda na to, że służby specjalne RP pomagają rządzącym kompromitować adwersarzy politycznych. Podobno do założenia podsłuchów w restauracji  „Sowa & przyjaciele” wykorzystano  węgierskie służby specjalne? Regularnie media publikują nagrania kompromitujące różnych polityków. Chyba nikt nie wierzy, iż w operacjach tych nie biorą udziału służby specjalne.

 

Jak to się robi dzisiaj?

Rządzący zainteresowani są umacnianiem swej pozycji za wszelką cenę. Stąd na przykład „Afera Watergate” w USA, która doprowadziła do ustąpienia prezydenta Nixona. W Polsce „grupa trzymająca władzę” w danym momencie zainteresowana jest nie tylko osłabianiem opozycji, ale także uniemożliwianiem lub utrudnianiem tworzenia nowych, alternatywnych ruchów politycznych, które mogłyby w przyszłości być dla niej konkurencją.

W czasie moich politologicznych studiów doktoranckich na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium w latach 80-tych na wykładach poświęconych Związkowi Sowieckiemu pojawiała się często grupa 3-4 osób, które zajmowały miejsca w różnych częściach sali wykładowej i systematycznie zadawały wykładowcy prowokacyjne pytania, które rozbijały cały wykład krytyczny wobec systemu komunistycznego. Prowokatorzy ci nie ukrywali specjalnie, iż są sympatykami lewackich ruchów, aktywnych wówczas na niemieckich uczelniach. Analiza działań KGB oraz STASI na podstawie np. zeznań byłych agentów zdekonspirowanych na Zachodzie wskazywała, iż Sowieci z pomocą swych satelitów (w tym przypadku NRD-owskich) systematycznie wpływali na kształtowanie się poglądów studentów w RFN.

Dlaczego o tym wspominam? Jedną z metod stosowanych także dziś przez służby specjalne jest delegowanie agentów wpływu lub wspomnianych wyżej nieświadomych multiplikatorów na różnego rodzaju zebrania, które stawiają sobie za cel stworzenie nowych, alternatywnych ugrupowań politycznych. Ludzie ci – swoim zachowaniem, wypowiedziami – wprowadzają zazwyczaj nerwową atmosferę na takich spotkaniach, co często prowadzi do ich rozbicia – podobnie jak w przypadku w/w wykładów.

Oczywiście nie twierdzę, iż wszyscy ci, którzy zachowują się w prowokacyjny sposób to agenci służb specjalnych. Część z nich to po prostu niekulturalni ludzie. Jednak są i tacy, którzy są specjalnie delegowani przez służby specjalne, by nie tylko zbierać informacje o powstających nowych ruchach, ale także utrudniać ich działanie i to już na samym początku.

Ta metoda jest dość prymitywna i łatwa do rozszyfrowania. Bardziej wyrafinowane są próby swego rodzaju odpowiedniego skanalizowania ruchów, które władza może uznać za przyszłą konkurencję. Operacja kanalizacji polega na namawianiu ludzi aktywnych i krytycznych wobec rzeczywistości do podejmowania działań radykalnych. W czasach PRL-u, gdy działałem w opozycji antykomunistycznej, od czasu do czasu pojawiali się w naszym środowisku ludzie, którzy namawiali nas do podpalania komitetów PZPR, wysadzania w powietrze pomników Lenina czy Dzierżyńskiego, zamachów na milicjantów etc. Wiadomo było, ze prawdopodobnie są to esbeccy prowokatorzy, którzy w ten sposób chcą nas wpuścić w kanał radykalizmu, z powodu którego komunistom łatwo będzie nas wsadzić za kratki na długie lata.

Dzisiaj także czasami działacze pozaparlamentarnych ruchów antysystemowych namawiani są albo przez podstawionych przez służby specjalne świadomie z nimi współpracujących prowokatorów albo przez nieświadomych multiplikatorów do działań radykalnych, które będą mogły być wykorzystane przez rządzących do skazania najaktywniejszych antysystemowców i tym samym ich neutralizacji. Władza prowokuje w ten sposób, zdając sobie doskonale sprawę, iż tego typu działania radykalne jej nie zaszkodzą. Wprost przeciwnie, będą doskonałym pretekstem, by wykazać, że alternatywa polityczna to grupa oszołomów, której jedynym celem jest np. wysadzenie w powietrze budynku Sejmu lub palenie opon na ulicy.

Władza doskonale wie także, że tak zradykalizowane przez agentów środowiska nie będą w stanie stworzyć faktycznej opozycji politycznej, która miałaby szansę  np. na wygraną w wyborach, gdyż ci podstawieni przez nia ludzie twierdzą, że nie ma sensu brać udziału w wyborach, bo one i tak nic nie zmienią. Dlatego należy wyłącznie palić opony na ulicach i doprowadzić do rewolucji. Można także namawiać do innych radykalnych działań, np. do powszechnego niepłacenia podatków na znak protestu przeciw władzy. Wiadomo jednak, że na taki krok zdecyduje się nie 100 tysięcy ludzi, lecz zaledwie kilku i to nic nie da w praktyce. Tego typu akcje mają stanowić swego rodzaju substytut faktycznie niebezpiecznych dla władzy działań. Zamiast się organizować i przygotowywać do przejęcia władzy w drodze wyborów, ruchy alternatywne mają przez 4 lata wychodzić ciągle na ulicę, a po tych czterech latach władza będzie mogła wygrać ponownie wybory i dalej rządzić.

Innym sposobem odciągania ludzi niezadowolonych z obecnej sytuacji od racjonalnego i skutecznego działania jest lansowanie tezy o zabarwieniu pozytywistycznym. Musimy dyskutować, musimy debatować, jak zmienić Polskę. Najlepiej debatujmy przez 4 lata do samych wyborów. Aby sfrustrowani rzeczywistością polityczną ludzie poczuli się nieco lepiej, podstawione przez służby specjalne osoby lub nieświadomi multiplikatorzy namawiają uczestników antysystemowych ruchów pozaparlamentarnych do tworzenia społecznych ciał  alternatywnych w stosunku do formalnych instytucji państwowych. Nie ma sensu brać udziału w wyborach, bo i tak je sfałszują – mówią. Stwórzmy więc na przykład nasz, alternatywny parlament, sejmiki, wybierzmy „rząd na uchodźstwie”.  Niektórzy idą nawet dalej i proponują, by powołać alternatywnego prezydenta lub nawet króla Polski. W ten sposób nie tylko kanalizują energię antysystemowców w kierunku, który na pewno nie prowadzi ich do celu, ale ośmieszają ruchy antysystemowe.

Jak się chronić przed agenturą?

Twórca znakomitej Podziemnej TV, Konrad Daniel, który zorganizował jeden z alternatywnych, pozaparlamentarnych ruchów antysystemowych o nazwie „1Polska”, jest chyba klasycznym przykładem zniszczenia antysystemowego ruchu przez dziwnych ludzi, którymi się otoczył. Gdyby Daniel zadał sobie trochę trudu i poszukał choćby w Internecie informacji na temat osób, których później podejrzewał o agenturalność, nie naraziłby swojej ciekawej inicjatywy politycznej na porażkę, patrz:

 

 

W latach 70-tych w środowiskach opozycyjnych krążyła wydana w drugim obiegu broszura, która instruowała nas, dysydentów, jak się zachowywać wobec komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Na przykład podkreślała, iż nie wolno z esbekami w ogóle rozmawiać, nawet o pogodzie, gdyż są w stanie nawet na podstawie takich rozmów sporządzić nasz portret psychologiczny, który mogą wykorzystać w dalszych swoich operacjach.

Jak się powinni dziś zachowywać działacze środowisk antysystemowych zarówno wobec świadomych jak i nieświadomych współpracowników służb specjalnych, dążących do zniszczenia ich inicjatyw politycznych? Rada, która może w pierwszej chwili wydać się banalna, to sprawdzenie wszystkich dostępnych w Internecie informacji o danej osobie. Gdyby tak postąpił Konrad Daniel, znalazłby wystarczająco dużo powodów, by nie współpracować z niektórymi ludźmi, którzy przyczynili się do zniszczenia jego inicjatywy politycznej. W tej chwili można w Internecie znaleźć także niektóre  informacje z IPN (np. o tym, że ktoś był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB). Następnie, gdy podejrzewamy faktycznie kogoś o agenturalną działalność, koniecznie należy sprawdzić jego teczkę w samym Instytucie Pamięci Narodowej. Były TW SB – szantażowany dziś – może w dalszym ciągu pracować dla służb specjalnych.

Oczywiście znaczna część dokumentów na temat tajnych współpracowników SB została zniszczona w latach 1989-90, niektóre są nadal utajnione w archiwum wyodrębnionym. Zawsze jednak jest możliwość znalezienia czegoś, co rzuci właściwe światło na osobę (urodzoną przed 1971), która działa na szkodę ruchów antysystemowych.

Należy także obserwować przez dłuższy czas działania tego typu ludzi. Jeśli zawsze powtarza się ten sam model działania (np. rozbijanie zebrań, próba kanalizacji aktywności w kierunku, który nie prowadzi do celu etc.), należy rezygnować ze współpracy z takimi osobami, gdyż w przyszłości, w momentach naprawdę ważnych dla ugrupowania, możemy zapłacić wysoką  cenę za tolerowanie destruktorów w naszym otoczeniu.

Znakomitą lekcję na temat skuteczności działań agenturalnych w przeszłości daje nam ujawniona dzisiaj aktywność tajnych współpracowników SB w środowisku polonijnym, rozbijanym przez komunistyczną agenturę przez długie lata, patrz:

 

 

Marek Ciesielczyk

Autor pierwszej w języku polskim książki na temat historii rosyjskich i sowieckich służb specjalnych pt: „KGB” oraz dwóch książek na temat działalności polonijnych agentów SB. Wyniki swych badań w IPN prezentował w czasie kilkudziesięciu wykładów od Miami przez Nowy Jork i Dallas po San Diego i Los Angeles oraz Vancouver

Czym się różnią partie polityczne od klubów piłkarskich, a czym od mafii?

Wywiad z dr. Markiem Ciesielczykiem – Przewodniczącym Antypartii

18 kwietnia w telewizji wRealu24 ukazał się wywiad z Przewodniczącym Antypartii – dr. Markiem Ciesielczykiem na temat patologii wynikających z polskiej partiokracji.

Już w ciągu kilku pierwszych godzin wywiad ten oglądało ok. 13 tysięcy osób, patrz:

https://www.facebook.com/watch/?v=3183305271957841

Dr Ciesielczyk w telewizji wRealu24

Od 30 lat Polską rządzi ta sama grupa około 300 osób, które od czasu do czasu zmieniają tylko szyldy partyjne, podobnie jak piłkarze barwy klubowe.  

Wraz ze wszystkimi „znajomymi i krewnymi królika” grupa ta tworzy nową nomenklaturę – ok. 20 tysięcy osób, które obsadzają najlepiej płatne stanowiska w spółkach Skarbu Państwa oraz w spółkach komunalnych, działając podobnie jak mafia. Wraz z rodzinami jest to pasożytnicza kasta około 100 tysięcy osób – mniejszość podobna do tej np. w Ugandzie czy Tanzanii.

Pozostali Polacy – po 30 latach „przemian” – zarabiają 6 razy mniej niż obywatele Liechtensteinu, 3 razy mniej niż Irlandczycy, 2 razy mniej niż Hiszpanie, półtora raza mniej niż mieszkańcy Słowenii, która niedawno walczyła o swą niepodległość w wojnie domowej, czy też obywatele Estonii – byłej kolonii sowieckiej.

Polska mogłaby – podobnie jak np. Irlandia, Nowa Zelandia czy Singapur osiągnąć roczny  przyrost PKB w wysokości 10-20%, a zarobki Polaków mogłyby w ciągu 5-10 lat być 2-3 razy większe niż obecnie, gdyby naszym państwem rządzili ludzie inteligentni, uczciwi i odważni, którzy przeprowadziliby reformy gospodarcze podobne do tych w Irlandii, Nowej Zelandii czy Singapurze (o tym pisze Antypartia na swej stronie www.antypartia.org).

Można to osiągnąć, zmieniając gruntowanie system selekcji ludzi władzy – ordynację wyborczą na większościową oraz zastępując fikcyjne regulacje referendalne faktycznym referendum bezprogowym, którego wynik byłby wiążący dla władzy.

Do tego dąży Antypartia, której kandydaci do Sejmu będą wybierani w uczciwych prawyborach w 41 okręgach wyborczych i będą musieli złożyć przyrzeczenie publiczne zgodnie z artykułem 919 kodeksu cywilnego. Jeśli nie dotrzymają danego wyborcom słowa, zostaną zmuszeni prawem do wypłacenia każdemu zdradzonemu wyborcy 1.000 złotych.

Antypartia żąda, by posłowie mogli być odwoływani w czasie kadencji w drodze referendum, by pozbawiono ich immunitetu, zaś wynagrodzenie parlamentarzysty zostało obniżone do wysokości średniej krajowej lub też by parlamentarzyści pracowali społecznie.

Antypartia nie oczekuje, by zapisywali się do niej jej zwolennicy. Status zarejestrowanego sympatyka gwarantuje każdemu takie same prawa jak formalnemu członkowi (włącznie z prawem startu do Sejmu z list tego ugrupowania). Członkowie i sympatycy Antypartii w każdym z 41 okregów wyborczych cieszą się całkowitą autonomią.

Już w tej chwili Antypartia rozpoczęła konstruowanie list wyborczych do Sejmu i zachęca zwolenników gruntowanej zmiany systemu politycznego w Polsce do zgłaszania kandydatur ludzi uczciwych, inteligentnych i odważnych, którzy mają na swym koncie znaczące sukcesy zawodowe i społeczne – telefon: 601 255 849.

REZULTATY PIERWSZEJ OGÓLNOPOLSKIEJ KONFERENCJI KOORDYNATORÓW ANTYPARTII

26-28 lutego 2021 w Zakopanem odbyła się Pierwsza Ogólnopolska Konferencja Koordynatorów i Sympatyków Antypartii, w której wzięło udział ponad 40 osób, które przyjechały do stolicy Tatr m.in. z Przemyśla, Suwałk, Katowic, Sosnowca, Rybnika, Gliwic,  Jeleniej Góry, Wałbrzycha, Szczecina, Gorzowa Wielkopolskiego, Koszalina, Gdańska, Torunia, Warszawy, Krakowa , Tarnowa, Piły, Mławy, Bielska Białej, Wrocławia, Rzeszowa, Sopotu, Nowego Sącza, powiatu brzeskiego, Ostrowca Świętokrzyskiego,  Sieradza, Zielonej Góry, Białego Dunajca. W spotkaniu wzięła także udział grupa osób z Zakopanego.

Zarząd i Rada Koordynacyjna przedstawiły rezultaty działań Antypartii w okresie lipiec 2020 – styczeń 2021. W tym czasie odbyły się spotkania Antypartii w Gdańsku, Szczyrku, k. Warszawy, w Krakowie, Jarosławiu, Lublinie, Białymstoku, Olsztynie, Koninie, Toruniu, Poznaniu.

W mediach zarówno ogólnopolskich jak i lokalnych ukazało się na temat Antypartii kilkadziesiąt artykułów oraz audycji radiowych i telewizyjnych. W styczniu Antypartia została zarejestrowana przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Uruchomiona została Telewizja ANTYPARTIA k. Katowic.

Uczestnicy Konferencji uzupełnili program wyborczy Antypartii, uwypuklając 21 najważniejszych ich zdaniem postulatów, które przedstawimy lada dzień. Doprecyzowano kalendarz działań Antypartii w okresie marzec – grudzień 2021. Do maja powinny zostać przeprowadzone we wszystkich 41 okręgach wyborczych wybory koordynatorów okręgowych (obecni zostali powołani tymczasowo przez Zarząd), w których wezmą udział wszyscy członkowie Antypartii w danym okręgu.

Pod koniec czerwca zostanie zorganizowany pierwszy Kongres Antypartii, który wybierze stały Zarząd (obecny ma charakter tymczasowy). Jesienią Antypartia ma zamiar zebrać 100-200 tysięcy podpisów osób popierających obywatelską inicjatywę ustawodawczą Antypartii, pod warunkiem, iż w szeregach Antypartii znajdzie się wówczas ok. 2.500 członków. Pod koniec roku Antypartia rozpocznie konstruowanie list wyborczych do Sejmu w drodze prawyborów w każdym okręgu wyborczym.

Trzeci dzień obrad poświęcony był rozmowom z innymi ugrupowaniami czy grupami, które chciałyby współpracować z Antypartią. Zawarte zostało porozumienie przedwyborcze ze Stronnictwem Narodowym, którego członkowie będą mogli wziąć udział w prawyborach i startować z list Antypartii. Prowadzono również rozmowy z przedstawicielami ruchu Wolni Ludzie, które będą kontynuowane w najbliższej przyszłości.

W spotkaniu wzięła także udział grupa przedsiębiorców z Zakopanego, którzy przyjęli nazwę Wolni Przedsiębiorcy. Także oni wyrazili chęć współpracy z Antypartią.

Druga Konferencja Antypartii odbędzie się prawdopodobnie przed Kongresem w maju albo w centralnej Polsce, albo nad Bałtykiem.

Antypartia zapowiada, iż już pod koniec tego roku  rozpocznie konstruowanie list wyborczych w drodze prawyborów we wszystkich 41 okręgach wyborczych.

Goszcząca na Konferencji Niezależna Telewizja przeprowadziła wywiad z Przewodniczącym Antypartii Markiem Ciesielczykiem, tutaj:

https://niezaleznatelewizja.pl/index.php/2021/03/09/wypowiedz-marka-ciesielczyka-przewodniczacego-antypartii-na-spotkaniu-w-zakopanym/

Wypowiedź Marka Ciesielczyka, przewodniczącego Antypartii, na spotkaniu w Zakopanym

Trzecia część Konferencji była poświęcona wypracowaniu stanowiska Antypartii wobec zasad współpracy z innymi ugrupowaniami, zwłaszcza dotyczącymi wspólnego startu w wyborach parlamentarnych.

Zebrani zgodzili się, by w Antypartii obowiązywała zasada, iż jeśli ktoś podpisze deklarację, w której przyjmie na siebie rolę sympatyka, będzie miał praktycznie te same prawa (ale także obowiązki) jak członkowie Antypartii.

Sympatyk będzie więc mógł być koordynatorem okręgowym (jeśli zostanie wybrany przez członków i sympatyków Antypartii w danym okręgu wyborczym), a więc będzie mógł być członkiem najważniejszego ciała Antypartii – Rady Koordynatorów.

Będzie także mógł uczestniczyć w prawyborach Antypartii w swym okręgu wyborczym, w wyniku których skonstruowane zostaną listy wyborcze Antypartii w wyborach parlamentarnych i samorządowych.

Oczywiście sympatyk musi akceptować Statut i program Antypartii i wpłacać na konto Antypartii (zamiast składek członkowskich) darowizny, których wysokość sam zadeklaruje, wstępując w szeregi sympatyków.

Jedynym ograniczeniem dla sympatyka  będzie brak możliwości wyboru w skład Zarządu, Sądu Koleżeńskiego i Komisji Rewizyjnej Antypartii.

Taka niekonwencjonalna regulacja umożliwi ścisłą współpracę z Antypartią także tym, którzy nie będą chcieli czy mogli być członkami Antypartii (np. członkom  partii, których statut zabrania wstępowania w szeregi  innych ugrupowań).

Pierwszą partią, której szef, obecny na konferencji w Zakopanem, zadeklarował chęć współpracy na takich zasadach z Antypartią i start  w wyborach parlamentarnych z listy Antypartii, jest Stronnictwo Narodowe.

Wydaje się, że taka regulacja znacznie ułatwi podejmowanie decyzji o współpracy i starcie w wyborach z list Antypartii  członkom innych ugrupowań i przyśpieszy proces jednoczenia się pozaparlamentarnych ugrupowań antysystemowych.

PANEM ET CIRCENSES – CIEMNY LUD TO KUPI… czyli neandertalizacja kultury

 

Juwenalis – rzymski poeta satyryczny przeszedł do historii chyba przede wszystkim ze względu na spopularyzowanie skutecznej recepty utrzymania się przy władzy („chleba i igrzysk”) nawet wówczas, gdy rządzący nie zapewniają rządzonym dobrobytu.

Gdy w czasach Juliusza Cezara brakowało chleba dla 150 tysięcy bezrobotnych, władca odwracał uwagę tłumu od jego nędzy, organizując igrzyska. Od kilku tysięcy lat rządzący skutecznie przedłużają okres swego panowania albo rzucając poddanym trochę chleba, a gdy go brakuje organizują dla ludu rozrywkę.

Znacznie łatwiej utrzymywać się przy władzy, gdy lud jest niewykształcony i chorowity. Dlatego sprytny władca żongluje chlebem i igrzyskami, dbając równocześnie o to, by poddani nie byli zbyt inteligentni i mieli problemy ze swym zdrowiem.

Często słyszymy, iż Polska pozostaje daleko w tyle za państwami faktycznie rozwiniętymi, a Polacy zarabiają 3 razy mniej niż na tzw. Zachodzie (patrz: https://www.antypartia.org/aktualnosci/dlaczego-polska-jest-ciagle-pariasem-europy-o-koniecznosci-gruntownej-zmiany-na-polskiej-scenie-politycznej/ ), gdyż dokonują złych wyborów, a to z kolei jest wynikiem małej wiedzy.

Jest to zdaniem piszącego te słowa twierdzenie prawdziwe. Oczywiście przyczyną złych wyborów jest także „najgłupsza na świecie ordynacja wyborcza”.

Duże znaczenie ma także rozdawany „chleb” (np. 500+ etc.), ale jeszcze większe – „igrzyska”. Ponieważ w dzisiejszych czasach trudno zorganizować np. walki gladiatorów na Placu Zamkowym czy na Wawelu, „igrzyska” organizowane są na znacznie większą skalę, bo w telewizji, którą ogląda większość wyborców. Jako że lud – wedle wyżej opisanej recepty – nie może być gruntownie wykształcony (dwie najlepsze polskie uczelnie UW i UJ znajdują się w rankingu szanghajskim dopiero w 4-tej i 5-tej setce uczelni na świecie), poziom tych „igrzysk” jest dostosowany do ilorazu inteligencji odbiorców.

Nie telewizja publiczna (faktycznie państwowa) kształtuje pozytywnie widza (do czego m.in. jest powołana), lecz plebejski gust widza decyduje o tym, co pokazuje telewizja. Im niższy poziom „igrzysk”, tym lepiej dla władzy, gdyż co cztery lata trzeba oszukiwać lud („Ciemny lud to kupi” – powiedział kiedyś obecny prezes telewizji państwowej, Jacek Kurski).

Nie wiadomo dzisiaj, czy pomysł przyznania literackiej nagrody Nobla dla Zenka Martyniuka to żart, czy też rzeczywiście w Polsce powstał „Społeczny Komitet ds. Nagrody Nobla dla Martyniuka”.

Także inne media nie pozostają w tyle w procesie tworzenia antykultury oraz popularyzacji pogańskiej etyki. Na przykład program Telewizji Eska „Warsaw Shore” może przekonać, iż to, co nazywamy cywilizacją śródziemnomorską stało się dzisiaj w Polsce marginesem kulturowym. Kilkunastu młodych Polaków różni od neandertalczyków chyba tylko to, że wydają więcej dźwięków przypominających nieco jeden z języków europejskich. Być może porównanie do neandertalczyków jest tu dla  Homo neanderthalensis obraźliwe?

Niektórzy twierdzą, iż zmiany, które zaszły w ciągu ostatnich 30 lat w mózgu polskich wyborców, między innymi (choć nie tylko) dzięki implementacji antykultury disco polo i  warsawshorepodobnych zachowań, są nieodwracalne i nie ma już szans na odrodzenie w Polsce cywilizacji śródziemnomorskiej, (a więc np. okradanie cmentarzy stawać się będzie czymś „normalnym”).

Jest to zjawisko niezwykle korzystne dla rządzących (nieważne z którego z walczących ze sobą plemion pochodzą). Prasowanie kory mózgowej ułatwia przejęcie i utrzymanie się przy władzy ludzi nieuczciwych, mało inteligentnych i tchórzliwych, ale równocześnie sprytnych, którzy serwują ludowi to, co lud powinien – ich zdaniem – kupić (patrz: https://www.antypartia.org/aktualnosci/od-politykow-gorsi-sa-tylko-pedofile-test-na-inteligencje-dla-kandydatow-na-poslow/

 

Marek Ciesielczyk