Archiwa tagu: Francja

Macron nowy przywódca Zachodu?

Macron nowy przywódca Zachodu?

POLITICO

Rok po wyborze Macron jest już nowym przywódcą zachodniego świata

Emmanuel Macron, rok po inauguracji jako prezydent Francji, skorzystał z okazji, że Donald Trump, Angela Merkel i Theresa May zajęli się swoimi wewnętrznymi problemami i w brawurowym stylu przechwycił przywództwo zachodniego świata. Przerażeni światową epidemią populizmu demokraci patrzą na niego z nadzieją, pisze dla POLITICO analityk Will Marshall.

  • Jako młody outsider, który wypłynął na fali sprzeciwu wobec rządzącego establishmentu, Macron potrafił zagarnąć głosy populistycznej rebelii, nie kłaniając się jednocześnie jej reakcyjnym żądaniom
  • Wydaje się, przynajmniej na razie, że Macron nie tylko wygrał wybory, ale i przemeblował całą francuską scenę polityczną
  • Agenda Macrona polega na tym, by ”chronić i liberalizować” – chronić ludzi przed ekscesami rynków, a jednocześnie podejmować długo odwlekaną liberalizację francuskiej gospodarki
  • Macron ma solidne wsparcie parlamentu i francuskiej opinii publicznej,  której 61 procent chce, by rząd kontynuował reformy

Najdynamiczniejszy spośród europejskich przywódców politycznych, Emmanuel Macron, złożył w ubiegłym miesiącu trzydniową wizytę w Waszyngtonie i nawiązał zaskakująco serdeczne stosunki z Donaldem Trumpem. Zwłaszcza, jeżeli weźmie się pod uwagę, że wyrósł na najbardziej znaczącego na Zachodzie przeciwnika narodowego populizmu, którego uosobieniem jest prezydent USA.

 

Przemawiając niedawno w Parlamencie Europejskim, Macron przestrzegał przed ”europejską wojną domową” i wzywał Unię Europejską, by broniła liberalnej demokracji przed wznoszącą się falą antyliberalnego nacjonalizmu. – W obliczu autorytaryzmu, który otacza nas ze wszystkich stron, odpowiedzią nie jest autorytarna demokracja, ale autorytet demokracji – zadeklarował.

Ta chwytliwa retoryka przypomina, w stylu prezydenta Kenndy’ego, pokazuje że amerykańscy prezydenci potrafili kiedyś wygłaszać równie porywające przemówienia. Ale to już przeszłość, ponieważ dziś Trump identyfikuje się bardziej z drugą stroną – prawicowymi natywistami i neonacjonalistami, którzy chcą trzymać imigrantów z dala od swoich granic, piętrzyć przeszkody przed globalnym handlem, osłabić lub opuścić Unię w imię ochrony ”narodowej suwerenności” oraz, szczególnie w krajach Europy Środkowej takich jak Węgry i Polska, osłabić wewnętrzną kontrolę nad rządami silnej ręki.

W rezultacie Macron śmiało wkroczył w próżnię, która powstała, gdy Trump zrezygnował z historycznej roli Ameryki, jako strażnika świętego ognia liberalnej demokracji. Choć niektórzy zdążyli już namaścić kanclerz Niemiec, Angelę Merkel na nową ”przywódczynię wolnego świata”, ona sama jest zbyt zajęta zszywaniem słabej koalicji rządowej i powstrzymywaniem odpływu swojej konserwatywnej bazy wyborczej do skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec.

Dodatkowo, oprócz bycia ideologicznym przeciwnikiem Trumpa, Macron może być postrzegany jako symbol nadziei progresistów na to, że w całym demokratycznym świecie są w stanie powrócić na salony władzy. Jako otwarty, młody outsider, który wypłynął na fali sprzeciwu wobec rządzącego establishmentu, Macron potrafił zagarnąć głosy populistycznej rebelii, nie kłaniając się jednocześnie jej reakcyjnym żądaniom. To, krótko mówiąc, jest zadanie stojące przed partiami, które na nowo próbują trafić w społeczne oczekiwania.

Macron i klęska tradycyjnych partii

W wielu zachodnich demokracjach populistyczno-nacjonalistyczna fala zmyła tradycyjną oś lewica-prawica i wykreowała nowy polityczny podział, oparty na poziomie wykształcenia, pochodzeniu etnicznym i geografii. Ten podział opiera się na starzejącej się białej klasie robotniczej – której wielu przedstawicieli w przeszłości popierało partie postępowe – oraz kulturowych tradycjonalistach z prowincji, którzy niechętni są nowym, kosmopolitycznym elitom i młodym, którzy w wielokulturowym świecie bez granic czują się jak w domu.

Centroprawicowe partie w całej Europie przetrwały tę rewoltę przyjmując część nacjonalistycznych postulatów. Brytyjscy konserwatyści zaryzykowali referendum w sprawie Brexitu, by powstrzymać rosnącą popularność anty-imigranckiej i anty-europejskiej Brytyjskiej Partii Niepodległości (UKIP); sama partia już niemal nie istnieje, ale Wielka Brytania wyszła z Unii. Na Węgrzech, w Polsce i w Czechach do władzy doszli nacjonaliści, obiecując bronić tego, co premier Węgier Viktor Orbán nazywa „kulturową homogenicznością” i przeciwstawia ją „masowej imigracji” i uchodźcom, mimo że stosunkowo niewielu z nich chciałoby trafić do Europy Środkowej.

Czeski premier, miliarder Andrej Babis, dumnie przestawia się jako „czeski Donald Trump”. Nawet umiarkowanie konserwatywna kanclerz Niemiec, Angela Merkel, chce ograniczać liczbę uchodźców, bo przestraszyła się szokująco wysokiego wyniku skrajnej prawicy w zeszłorocznych wyborach.

Zarówno w USA jak i w Europie dotkliwie brakuje prawdziwie postępowej alternatywy dla populizmu. Obciążone przestarzałymi ideami i niezdolne zaoferować wyborcom pozytywnej, przyszłościowej przeciwwagi dla pełnego żółci i mściwości populizmu, partie centrolewicowe tracą na znaczeniu.

Macron wydaje się być wielkim wyjątkiem od tego fatalnego trendu. Pojął, że żadna z dominujących francuskich partii – ani jego rodzimi socjaliści, ani centroprawicowi republikanie – nie są na tyle silni, by w pojedynkę powstrzymać populistyczną wichurę. W środku ogólnokrajowej kampanii wyborczej stworzył więc całkowicie nową partię, La République en Marche, która wchłonęła co bardziej pragmatyczne elementy zarówno socjalistów jak i centroprawicowych republikanów.

Rzucenie wyzwania status quo przez, jak to nazywa Macron ”radykalne centrum”, było imponującym politycznym gambitem. Miał szczęście, kiedy korupcyjny skandal pogrążył jego głównego centroprawicowego rywala. Tak czy inaczej jednak, Macron pokonał zarówno Marine le Pen, przywódczynię skrajnie prawicowego, populistycznego Frontu Narodowego, jak i ultralewicowego demagoga, Jeana-Luca Melenchona. A co jeszcze bardziej zaskakujące, En Marche zdobyła później 308 na 577 miejsc w niższej izbie parlamentu.

Francuscy socjaliści ponieśli klęskę, uzyskując w prezydenckim wyścigu zaledwie sześć procent i tracąc 90 procent miejsc w parlamencie. Republikanie poradzili sobie nieco lepiej, ale i tak stracili 40 procent stanu posiadania. Odrzucony ponownie przez francuskich wyborców Front Narodowy chce przemianować się na ”Narodowe Zgromadzenie”, by pozbyć się swojego antysemickiego bagażu. Wycofał się także z obietnicy wyprowadzenia Francji ze strefy euro.

Co się Macronowi udało?

Wydaje się, przynajmniej na razie, że Macron nie tylko wygrał wybory, ale i przemeblował całą francuską scenę polityczną.

Jak tego dokonał? Jego czołowi doradcy i członkowie En Marche podkreślają radykalną zmianę, jaką Macron wniósł do zaściankowego i spetryfikowanego francuskiego establishmentu politycznego. Macroniści uważają go nie za centrystę w sensie lokowania się pomiędzy mainstreamowymi partiami, ale outsidera, który przybył by ożywić charakterystyczną francuską tradycję polityczną i kulturową.

Jego filozofia rządzenia jest celowo trudna do zdefiniowana i zapożycza pomysły zarówno od lewicy jak i prawicy. Jak tłumaczył to jeden z najważniejszych doradców, agenda Macrona polega na tym, by ”chronić i liberalizować” – chronić ludzi przed ekscesami rynków, a jednocześnie podejmować długo odwlekane kroki mające na celu liberalizację francuskiej gospodarki.

Macron wie, że jego pierwszym i najważniejszym zadaniem jest rozbicie wyjałowionej klasy rządzącej i ekonomii politycznej, która przynosiła ten sam efekt – stagnację gospodarczą – bez względu na to, czy rządziła centroprawica czy centrolewica.

Powszechnie uważany jest za ostatni bastion Francji przeciw populistyczno-nacjonalistycznej rewolcie. Po Macronie (jeżeli polegnie) już tylko potop.

Przez ostatnie trzy dekady Francja wlokła się w ogonie unijnego wzrostu. Bezrobocie uparcie oscyluje wokół 10 procent – a wśród młodych i imigrantów, którym trudno jest wejść na sztywny francuski rynek pracy, sięga 25 procent. W imię ‘égalité’ Francuzi osiągnęli coś wręcz przeciwnego: rosnącą nędzę i dwupoziomowy rynek pracy, składający się z pracowników „chronionych” grubym pancerzem praw oraz łatwych do zwolnienia prekariuszy na kontraktach czasowych.

Macron natychmiast zaczął forsować reformy rynku pracy, które mają ułatwić zwalnianie pracowników, ograniczyć przewlekłe procedury i przywileje, oraz umożliwić prowadzenie negocjacji pracowniczych na poziomie pojedynczego zakładu, a nie całej branży.

Opowiada się za zmianami w systemie ubezpieczeń od bezrobocia i chce połączyć 37 osobnych systemów emerytalnych obowiązujących we Francji w jeden uniwersalny.

Doradcy Macrona wierzą, że jego energia i zdecydowanie wzmacniają wrażenie, że nie jest on typowym politykiem, ale młodym człowiekiem, któremu się spieszy (dopiero co przekroczył czterdziestkę) i który dotrzymuje danych obietnic.

Magia Macrona musi teraz zdać najtrudniejszy test. Związki francuskich kolejarzy ogłosiły rotacyjny strajk, by zaprotestować przeciwko popieranej przez prezydenta ustawie, która zrywa z państwowym monopolem na przewozy pasażerskie, a także z dożywotnią gwarancją zatrudnienia i prawem do wcześniejszej emerytury dla nowo zatrudnianych.

– To przełomowy moment dla Macrona – mówi weteran francuskiego dziennikarstwa, Pierre Haski, zauważając, że strajki na kolei storpedowały ostatnią poważną próbę reformy rynku pracy, podjętą przez ówczesny centroprawicowy rząd w 1995 roku. Tym razem jednak Macron ma solidne wsparcie parlamentu i francuskiej opinii publicznej,  której 61 procent chce, by rząd kontynuował reformy.

Jednocześnie ambitne plany Macrona, by wzmocnić strefę euro, spotykają się z oporem w Europie. Podczas kampanii wyborczej Macron ostentacyjnie odmawiał płynięcia na fali eurosceptycyzmu, która zalewała wtedy kontynent. Wręcz przeciwnie, naciskał na jeszcze głębszą integrację gospodarek strefy euro, łącznie ze stworzeniem dla niej nowego stanowiska ministra finansów, wspólnego budżetu na inwestycje, harmonizację krajowych stawek podatkowych dla biznesu, a nawet utworzenie osobnego parlamentu dla unii walutowej. Chodzi o to, by strefa euro mogła na równych prawach konkurować z takimi gigantami jak USA i Chiny. – Wśród młodych ludzi we Francji Macron sprawił, że Europa znowu jest cool – mówi Lena Morozo z paryskiego think-tanku EuropaNova.

Niemcy podchodzą jednak z dużym dystansem do pakietu reform Macrona, podobnie jak grupa mniejszych państw północnoeuropejskich. Macron odpowiada w sposób dla siebie charakterystyczny: omija oficjalne kanały i chce zaprezentować swoje argumenty bezpośrednio europejskim wyborcom podczas przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Będzie prawdopodobnie chciał skorzystać z tej samej magii mediów społecznościowych, która zdaniem jego doradców pomogła mu wypromować kandydatów En Marche w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych.

Docelowo Macron chce, by Francja zajęła miejsce obok Niemiec jako drugi rdzeń procesora napędzającego zjednoczoną Europę. – Francja ma coś do powiedzenia i rolę do odegrania – mówi Macron. – Ale ta rola nie może zostać odegrana, ani wasz głos nie zostanie wysłuchany, jeżeli sami nie odrobicie pracy domowej.

Macron i świat

W hierarchii tematów poruszanych przez Macrona w rozmowie z Trumpem wysoko stały zmiany klimatyczne. Kiedy amerykański prezydent wycofał Stany Zjednoczone z paryskiego porozumienia klimatycznego, Macron filuternie sparafrazował slogan Trumpa i wezwał do ”uczynienia naszej planety znowu wielką”. Doradcy twierdzą, że jest zdeterminowany, by ponownie wciągnąć Waszyngton do globalnych wysiłków na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

Ta sama determinacja była widoczna w podejściu Macrona do Syrii. Francja wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią zbombardowała zakłady produkujące broń chemiczną w Syrii.

– Dotarliśmy do punktu, w którym te uderzenia były niezbędne, by przywrócić wspólnocie międzynarodowej jakąś wiarygodność – mówił Macron, odpowiadając na krytykę Le Pen i Melenchona. – Jeżeli wyznaczasz czerwoną linię i nie wiesz jak zagwarantować jej przestrzeganie, to wybierasz słabość.

W ostatnich dniach Macron deklarował, że chce przekonać Trumpa by ten zmienił swoją decyzję o wycofaniu amerykańskich oddziałów z Syrii. Biały Dom systematycznie zaprzeczał, jakoby miało to być przedmiotem rozmów. Tym niemniej jest jasne, że pomimo ewidentnie dobrej chemii z Trumpem, Macron nie waha się występować przeciwko agresywnemu unilateralizmowi amerykańskiego prezydenta na wszystkich frontach.

Analitycy stosunków francusko-amerykańskich dostrzegą głęboką ironię sytuacji, w której francuski prezydent jest mocniej niż amerykański zaangażowany w zachowanie jedności Zachodu.

I wreszcie, Macron rozumie siłę wielkich narracji przy wykuwaniu konsensusu w zróżnicowanych, liberalnych społeczeństwach. „Postmodernizm był najgorszą rzeczą, która mogła się przydarzyć naszej demokracji”, powiedział w październikowym wywiadzie dla Der Spiegel, „ponieważ zniszczył ideę przekonywającego narodowego mitu, a wraz z tym możliwość odczuwania narodowej jedności i celu”.

Inspirująca narracja Macrona podkreśla znaczenie ożywienia republikańskich pryncypiów jego kraju, zakorzenionych w liberalnym etosie europejskiego Oświecenia, dla stworzenia silnej Francji, godnej przewodzenia silnej Europie.

Narodowi populiści oferują swój własny, alternatywny mit: zgodnie z nim zwykli ludzie pracy zostali zdradzeni przez elity, padli ofiarą globalizacji, są zagrożeni przez imigrantów oraz wielokulturowość i w efekcie tracą swoją narodową i kulturową tożsamość.

Tracący władzę niemal wszędzie progresiści pilnie potrzebują spójnej i optymistycznej wizji przyszłości którą chcą budować.

Zamiast flirtować z lewicowym populizmem lepiej by zrobili wspierając apel Macrona o nowy radykalizm liberalno-demokratycznego centrum. „Dlaczego nie może być czegoś takiego, jak demokratyczny heroizm?”, pytał Macron retorycznie we wspomnianym wywiadzie dla Der Spiegel. „Być może na tym właśnie polega nasze zadanie; odkryć coś takiego wspólnie w XXI wieku”.

Jeżeli progresiści chcą odzyskać inicjatywę utraconą w niedawnych, mrocznych latach, powinni zasłużyć sobie na to miano i znów stać się partiami nadziei i postępu. To najlepsza odpowiedź na populistyczne nagonki i magiczne recepty i najlepszy sposób na przyciągnięcie do siebie nowych wyborców.

Źródło:

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/rok-po-wyborze-macron-jest-juz-nowym-przywodca-zachodniego-swiata/z1q42gp

Autor jest prezesem Progressive Policy Institute w Waszyngtonie.

Korzenie Polski

Korzenie Polski

Polska i Europa posiadamy wspólne chrześcijańskie korzenie. W różnym stopniu poszczególne europejskie kraje dążą do odcięcia się od tych korzeni. Po ich utracie jesteśmy poddawani naciskom lub narzuceniu innej kultury. Taką próbą, w ostatnim czasie, jest przyjęcie na teren Europy  ponad milionowej rzeszy muzułmanów.

Wprawdzie muzułmanie nie mają wystarczającej wiedzy I doświadczenia, aby osłabiać narody europejskie poprzez wstrzykiwanie w ich organizm różnych ignorujących prawa naturalne i przy okazji antychrześcijańskich „trucizn,” (gender, aborcja, ateizm, małżeństwa homoseksualne, etc.), ale jednak działają zgodnie z prawami przyrody, tzn. mnożą się jak króliki.

 

Jak powiedział Maciej Libicki na forum UE: „Europa będzie chrześcijańska lub nie będzie jej wcale”.http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/kulbat/t4_3.html

Czy cywilizacja, która pozwala na uśmiercanie starych, niedołężnych rodziców oraz masowo zabija swoje nienarodzone dzieci zasługuje na to, aby przetrwać? Czy możemy się dziwić islamskim imigrantom, że nie chcą się integrować ze społeczeństwami zachodnimi,którymi pogardzają i  których w rzeczywistości nienawidzą?

 

 „Jak mam szanować Belgów, skoro swoich rodziców na starość oddają do domów starców albo uśmiercają, aborcja jest u nich normą, kościoły są puste, za to burdele pełne? Za co mam ich szanować?” – powiedział mi kiedyś marokański taksówkarz. I wielu muzułmanów tak myśli nie tylko o Belgii, ale i o całej zachodniej Europie, która ich zdaniem jest zdegenerowana i nie zasługuje na nic dobrego.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Belgistan-tykajaca-bomba-w-sercu-Europy,wid,17981049,wiadomosc.html?ticaid=116199&_ticrsn=3

Obowiązująca w naszej zachodniej kulturze ideologia poprawności politycznej knebluje nam usta, czyniąc z nas bezbronne, pozbawione instynktu samozachowawczego stado owiec, o którym pisał Henry Makow

Zjawiska, które obecnie obserwujemy, doprowadzą wcześniej lub później do nieodwracalnych zmian społecznych. Można dyskutować czy są one narzucane narodom przez ukryte siły (teoria spiskowa) czy też same społeczeństwa się zmieniają samoistnie w miarę rozwoju ekonomicznego i technologicznego a wraz z nimi ich moralność. Tak się jednak składa, że te zmiany mają wyraźnie antychrześcijański charakter. Weźmy pierwszą z brzegu zmianę jaką jest upowszechnienie aborcji.  Np. W Stanach Zjednoczonych powstał potężny, lukratywny “biznes aborcyjny.” Autor poniższego artykułu ujawnia kim są ci “biznesmeni.”

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/aborcja-koszerna-rzeznia-2012-12

http://www.prawica.net/1603

Jakkolwiek sama idea aborcji była propagowana od początku przez środowiska, które uważają chrześcijaństwo za swojego głównego wroga, to obecnie w krajach zachodnich coraz większy procent ludności akceptuje ją (włączając w to nawet pewne „chrześcijańskie” środowiska). Rezultaty tego już widać gołym okiem: starzenie się społeczeństw zachodnich, uzupełnianie braków na rynku pracy przez imigrantów (głównie z krajów muzułmańskich), wkrótce pewnie również ogólną zgodę na eutanazję starców, kalek, ludzi niedorozwiniętych umysłowo itp., którzy będą zbyt wielkim ciężarem dla nowoczesnego społeczeństwa. Mamy do czynienia z propagowaniem antychrześcijańskich potworności „w imię rozumu”.

Od czasu wprowadzenia prawa do aborcji w USA zamordowano ponad 50 mln nienarodzonych dzieci a na całym świecie ponad 1 miliard.

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/19-statystyk-o-aborcji-ktore-kazdy-znac-2015-04

 

William Grigg pisał kiedyś, że te “liberalne,” antychrześcijańskie idee promują te same siły, które chciały ludzkości narzucić komunizm. Ponieważ nie udało się tego zrobić siłą – „krwawo”, obecnie „rewolucję kulturalną” robi się łagodnie, krok po kroku, przy miejscowym znieczuleniu.

http://radio.radiopomost.com/publicystyka/2087-w-tym-szalenstwie-jest-metoda

Trudno nie dostrzec opłakanych wpływów obcej nam chrześcijanom kultury, dla której małżeństwo jednopłciowe, zabicie nienarodzonego dziecka, eutanazja starca lub niedorozwiniętego umysłowo pacjenta zaczyna  być traktowane jako “normalne zachowanie.” Tak się składa, że na promowanie tych “idei” przeznacza się olbrzymie pieniądze z różnych fundacji oraz wykorzystuje się szeroko liberalne media do ich propagowania a promotorzy tych chorych pomysłów oraz finansiści na ogół wywodzą się z obcej nam cywilizacji, rasy czy grupy etnicznej, dla której liczą się tylko przedstawiciele ich plemienia. Jak widać, mimo wszystko, nie stali się oni “białymi ludźmi,” chociaż wśród nas żyją od wieków i za takich się uważają.

Źródło: PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI biuletyn nr 375.

Lis w kurniku

Lis w kurniku        

Szanowni Państwo!

   Francuzi zapraszają lisa do kurnika i dziwią się, że się nie integruje z mieszkańcami kurnika. Eksperyment ten powtarzają od lat, zawsze z tym samym skutkiem i nie wyciągają żadnych wniosków. Jeśli już „tak mają”, to okrzyk „wszyscy jesteśmy Francuzami” oznacza mniej więcej tyle co: „wszyscy jesteśmy durniami”. Ja się wypisuję i nie solidaryzuję się ani z Francuzami, ani Niemcami. Niech sami piją piwo, którego naważyli.

     Ci litościwi krzykacze telewizyjni mają niepowtarzalną okazję wykazania się miłosierdziem. Niech przyjmują pod własny dach „uchodźców” i niech się nimi opiekują. Nie dawajmy się nabierać na ich szczodrość z naszej kieszeni i kosztem naszego bezpieczeństwa.

     Pozostawmy Francję muzułmanom, skoro Francuzi dokonali takiego wyboru. My zajmijmy się tym, co dla nas najważniejsze. Polska dla Polaków, Polacy dla Polski. Czas wyzbyć się narzuconych nam kompleksów i zacząć odbudowywać naszą tożsamość, nasz Kraj. Rząd się zmienił, ale media głównego ścieku – nie! Nadal wciskają nam kit, że nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, „zapominają” jednak dodać, że wszyscy terroryści są muzułmanami!

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd