Archiwa tagu: Koszalin

Bezprawie w Koszalinie

 

Bezprawie w Koszalinie

POBICIE DZIAŁACZA „S” – BYLI ESBECY UNIEWINNIENI
Pod takim tytułem ukazała się 14 maja – m.in. na głównej stronie Onetu – informacja Polskiej
Agencji Prasowej. Cytujemy ją w całości.
Roman K. i Wiesław S. – dwaj byli oficerowie komunistycznej Służby Bezpieczeństwa
zostali prawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w Koszalinie
(Zachodniopomorskie) oczyszczeni z zarzutu fizycznego znęcania się nad
działaczem podziemnej „Solidarności”.
Sprawa dotyczyła zatrzymania latem 1988 r. Tadeusza Wołyńca na jednym z przystanków
autobusowych w Koszalinie. Według jego wersji, Roman K. i Wiesław S. mieli w czasie tej akcji
siłą wciągnąć go do nieoznakowanego samochodu i pobić.
Na podstawie tych zeznań, pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej oskarżył obu byłych
esbeków o przekroczenie uprawnień. Ani w śledztwie, ani w czasie pierwszego procesu K. i S.
nie przyznali się do winy. Zeznali, że owszem zatrzymali Tadeusza Wołyńca, ale zrobili to bez
używania przemocy. Z ich wyjaśnień wynikało, że to nie oni, ale Wołyniec miał być agresywny
w czasie akcji na przystanku.
W mowie końcowej prokurator z IPN domagał się dla obu oskarżonych po 2,5 roku więzienia.
Sąd odrzucił te żądania, uznając, że powodu kilkukrotnie zmienianej przez Wołyńca wersji
zdarzenia, jego zeznania mają niewielką wartość, a że oskarżenie nie przedstawiło innych
dowodów, uniewinnił byłych esbeków od zarzutu przekroczenia uprawnień.
IPN wniósł od tego wyroku apelację. Sąd II instancji uznał ją jednak za bezzasadną i utrzymał
wyrok w mocy.
Poniedziałkowe orzeczenie jest drugim prawomocnym wyrokiem uniewinniającym byłych
funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Sprawa Wewnętrznych w Koszalinie od zarzutu
przekroczenia uprawnień.
W kwietniu br., również ze względu na niespójność zeznań Tadeusza Wołyńca, SO uniewinnił
Dionizego M. i Andrzeja W., którzy 25 października 1984 r. mieli go wywieźć do lasu, zakuć w
kajdanki i straszyć bronią.
W apelacji nie utrzymał się również wyrok z października 2006 r. skazujący byłego kapitana SB
Romana B. na 1,5 roku więzienia za bezprawne uwięzienie w 1984 r. nieżyjącego już działacza
podziemnej „S” C zesława Ulidowskiego.
W marcu br. SO uznał, że B. dopuścił się zarzucanego mu czynu, ale wbrew sądowi I instancji
uznał, iż nie można tego zakwalifikować jako wyłączonej spod jurysdykcji ustawy o amnestii z
1989 r. zbrodni przeciwko ludzkości, wobec czego umorzył postępowanie.
04.05.2007
TADEUSZ WOŁYNIEC SKAZANY
Minął rok od zwolnienia z pracy za założenie związków zawodowych trzech pracowników
Miejskiego Zakładu Komunikacji w Koszalinie, firmy podlegającej prezydentowi miasta
Mirosławowi Mikietyńskiemu.
Po rocznym procesie sądowym, Sąd dopatrzył się, że jeden ze zwolnionych z pracy Roman
Wieczorek był chroniony przez przepisy ustawy o związkach zawodowych (pełnił funkcję w
zarządzie zakładowej Solidarności). Sąd przywracając do pracy zasądził kwotę 24 tys. złotych
odszkodowania oraz 1,8 tys. zł kosztów zastępstwa procesowego. Pomimo orzeczenia, zakład
pracy do dziś nie chce mu wypłacić zasądzonych należności, nie zgodził się też z wyrokiem i
wniósł apelację.
Dwaj pozostali związkowcy – Tadeusz Wołyniec i Szczepan Biskup – nie zostali przywróceni do
pracy. Sąd orzekł, że członkowie komitetu założycielskiego nie podlegają ochronie prawnej
(art.32 pkt. 7 ustawy o związkach zawodowych) oraz że powołali „twór niezgodny z prawem i
ustawą”. Tadeusza Wołyńca w pierwszej instancji obciążono kosztami sądowymi w kwocie
5.400 złotych, pomimo że od dłuższego czasu przebywa na bezrobociu bez prawa do zasiłku.
Zwolnieni pracownicy MZK kilkakrotnie składali wnioski o zmianę składu sędziowskiego, które
za każdym razem były odrzucane.
Prezes MZK Roman Bielecki, uznał, że najlepszą obroną jest atak i założył Tadeuszowi
Wołyńcowi proces cywilny i karny za rzekome pomówienie. Tutaj sądy okazały się wyjątkowo
skuteczne i zadziałały ekspresowo. Kiedy Tadeusz Wołyniec w poszukiwaniu pracy wyjechał na
1,5 miesiąca do Anglii, w Koszalinie błyskawicznie wydano zaoczne wyroki skazujące.
Wyrokiem z dnia 16 lutego 2007 roku Sąd Rejonowy Wydział Karny skazał Tadeusz Wołyńca na
łączną karę 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem „wykonywania nieodpłatnej
kontrolowanej pracy na cel społeczny w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym”.
Ponadto Sąd orzekł nawiązkę na rzecz Romana Bieleckiego i dwóch pracowników z kadry
kierowniczej MZK w wysokości po 1000 złotych dla każdego z pokrzywdzonych, a także
zasądził od T. Wołyńca na rzecz każdego z oskarżycieli zwrot kosztów procesowych, łącznie po
ok. 1300 złotych. Wyrok w tej sprawie wydał ten sam sędzia, który uniewinnił esbeków w
procesie, w którym Tadeusz Wołyniec był oskarżycielem posiłkowym.
W drugim procesie w sądzie cywilnym wytoczonym przez Miejski Zakład Komunikacji o
naruszenie „dóbr osobistych” (Tadeusz Wołyniec wskazywał na sprawy dotyczące zagrożenia
życia zdrowia pasażerów) Sąd prawdopodobnie nakazał mu zapłatę 5 tys. złotych na Hospicjum
imienia Św. Maksymiliana Kolbego w Koszalinie (prawdopodobnie, ponieważ sądy uporczywie
odmawiają wydania wyroków wraz z uzasadnieniem). Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że
społecznik Tadeusz Wołyniec przed kilkoma laty stał na czele ruchu ratowania koszalińskiego
hospicjum TUTAJ.
Już po ogłoszeniu wyroku lokalny dziennik „Głos Koszaliński” zamieścił informację pod tytułem
„Drogie bajki o ulicach” TUTAJ. Z treści artykułu oraz ekspertyzy wynika, że Tadeusz Wołyniec
miał rację, zarzucając firmie MZK narażanie pasażerów na niebezpieczeństwo ( ekspertyza
Pierwsze naukowe opracowanie
historii Solidarności w
województwie koszalińskim
Tadeusz Wołyniec i koledzy
Rozmowa z Tadeuszem Wołyńcem
Na wokandzie
Manifestacja w obronie
zwolnionych robotników
Wystąpienia, protesty,
oświadczenia, listy otwarte
Strona główna Robotnicy Związki zawodowe Dokumenty – Publikacje Wydarzenia – Akcje C o na to prawo? Napisz do nas
21.02.2017 Bezprawie w Koszalinie
file:///C:/Documents%20and%20Settings/Biuro/Moje%20dokumenty/Bezprawie%20w%20Koszalinie.html 2/5
TUTAJ), o czym zresztą wcześniej powiadamiał na piśmie władze miejskie i inne instytucje. Przy
okazji wynikł kolejny skandal związany z wydatkowaniem 240 tys. złotych na ekspertyzę
dokonaną przez firmę warszawską, podczas gdy w innych miastach ekspertyzę sporządzali
pracownicy wydziałów komunikacji w ramach swoich normalnych obowiązków.
Warto dodać, że prokuratura koszalińska umorzyła postępowanie w sprawie łamania praw
związkowych przez prezesa MZK Romana Bieleckiego, przekazując sprawę Sądowi Grodzkiemu
w Koszalinie, który z kolei utrzymał postanowienie prokuratury w mocy. Sąd w uzasadnieniu
napisał, że przestępstwo nie zostało popełnione, ponieważ dochodzi do niego tylko wtedy, gdy
„jest popełnione wyłącznie z winy umyslnej”. Winy zaś Tadeusz Wołyniec zdaniem Sądu nie
udowodnił, pomimo tego, że trzej założyciele związków wylecieli z pracy dosłownie na drugi
dzień po założeniu komitetu założycielskiego a dwaj pozostali w gabinecie prezesa pisali pod
dyktando oświadczenia o rezygnacji z przynależności do związków.
Klimat powszechnej amnestii udzielił się również prokuratorowi IPN w Koszalinie, który
postanowieniem z 13 kwietnia 2007 roku umorzył wszystkie śledztwa w sprawie
represjonowania Tadeusza Wołyńca i innych działaczy Solidarności.
KOMENTARZ – JAK ZAŁATWIĆ FACETA, Z KTÓRYM NIE PORADZIŁA SOBIE ESBECJA
Udzielę bezpłatnej porady prezydentom, burmistrzom, wójtom i innym urzędnikom, którzy
chcieliby pozbyć się lokalnych „oszołomów” to znaczy ludzi, którzy jeszcze pamiętają i szanują
zryw robotniczy 1980 roku, pozostali wierni ideałom Sierpnia, a później w stanie wojennym
dawali sie esbekom tłuc na kwaśne jabłko, w imię wolnej Rzeczypospolitej oczywiście. Teraz
wyobrażają sobie, że my – syci, zadowoleni z siebie biurokraci – będziemy im za to dziękować.
Metoda jest prosta. Najpierw wyrzucony z pracy oszołom poleci do gazet. To może być trochę
niebezpieczne, dlatego ogłaszamy natychmiast, że od załatwiania tych spraw są w Polsce sądy,
zwłaszcza sądy pracy i jeśli delikwent jest w porządku nie powinien sie niczego bać, bo
niezawisły sąd i tak przyzna mu rację. Zachęcony oszołom bierze to za dobrą monetę, składa
pozwy do sądów, rejestruje się w urzędzie pracy itd. Teraz przychodzi czas na etap drugi –
należy przeciągnąć sprawę w sądzie, aż delikwentowi skończą się środki do życia (kuroniówka)
i zostanie zmuszony do wyjazdu za chlebem. Że w naszym mieście – hehehehe – pracy nie
dostanie, nie muszę tutaj dodawać. System działa tym skuteczniej im bardziej prorodzinny jest
delikwent i im więcej ma w domu gęb do wyżywienia. Uśpiony powolnym rytmem pracy
polskich sądów wyjeżdża na miesiąc, dwa do pracy na przykład w Anglii. Jeszcze nie wie,
oszołom jeden, że jest już prawie ugotowany. Nadchodzi kulminacyjny moment naszej
strategicznej rozgrywki – składamy pozwy o zniesławienie nas w trakcie procesu przed Sądem
Pracy (delikwent wygadywał „głupoty”, że narażamy na niebezpieczeństwo pasażerów). A
przecież nie wolno obrażać spółki miejskiej nadzorowanej przez genialnego prezydenta
Mikietyńskiego, który w kampanii wyborczej obiecywał, że nie wzrosną ceny biletów
autobusowych. W tym momencie sądy dokonują nagłego przyspieszenia – dwa krótkie
wezwania, jedno po drugim, delikwent jeszcze o niczym nie wie, haruje w Anglii jak głupi i –
hehehehe – mamy go! Wraca do Ojczyzny, a tu już wyroczek na niego czeka – pół roku za
kratami plus ogromne odszkodowania i koszty, których nie spłaci nigdy. Oto cały przepis na to
jak załatwić oszołomów, z którymi może nie potrafiła poradzić sobie esbecja, ale my potrafimy!
Gdyby byli tak skuteczni jak my, to zwolnienie z pracy jednej suwnicowej nie doprowadziłoby
do powstania wolnych związków zawodowych i konieczności zmagania się z tym dziedzictwem
do dzisiaj. Że co… że tym Wołyńcom coś zawdzięczamy? To było dawno i nieprawda…
Andrzej Wojnicki
23.12.2006

Źródło: file:///C:/Documents%20and%20Settings/Biuro/Moje%20dokumenty/Bezprawie%20w%20Koszalinie.html