Archiwa tagu: Kultura

Czy jest możliwa dyskusja na tematy polityczne?

Czy jest możliwa dyskusja  na tematy polityczne?

Zapraszam wszystkich interesujących się polityką, chcących podyskutować na różne tematy w gronie osób o zróżnicowanych poglądach na spotkanie  w dniu 10 stycznia 2018 roku o godzinie 17:30 w sali w Parafii M. B. z Lourdes, ul. Wileńska 69 Warszawa. Sala na tyłach kościoła w przyziemiu na prawo od wejścia. Wejście na teren od strony ulicy Szwedzkiej lub Równej (główne wejście). Dojazd tramwajem nr 23 (ostatni przystanek). Autobusy 120, 135, 160, 162, 190 do przystanku „Szwedzka”.

Z poważaniem

Jan Szymański

Zawiłości ludzkich charakterów

Zawiłości ludzkich charakterów

Odbyte w ostatnich kilku dniach rozmowy z racji ich treści, zaangażowania w nie rozmówców, zmuszają do zastanowienia się jak zachowania pojedynczych osób wpływają na otoczenie. W moim rozumieniu otoczeniem są wszystkie osoby z którymi ta osoba się spotyka oraz na nią samą.

Nie zapomnę, gdy jeden z szefów firmy opowiadał o swoim pracowniku. Dwaj oficerowie BOR, będący w zarządzie wspólnoty oceniali pracę nowego administratora. Według nich to jakiś miękki, spokojny, bez „jaj” facet. Z drugiej strony pracownicy ochrony, pracownicy firmy sprzątającej, jeżeli byli nie w porządku, uciekający najdalej jak mogli, by nie spotkać tego administratora. Jeżeli im się to nie udało (najczęściej) wiedzieli, że otrzymają karę adekwatną do winy. Efekt zanik uwag ze strony mieszkańców, właścicieli mieszkań  na pracę tych firm. Znikło zagrożenie wypowiedzenia umów tym firmom. Pracownicy nie bojąc się  wykonywali coraz lepiej pracę. Ten „miękki, nie określony” administrator doprowadził w przeciągu trzech miesięcy do odkrywki na tarasie budynku i odkrycia przyczyny wnikania wilgoci na cały budynek. Wcześniej nikt nie chciał i nie wyraził zgody na wykonanie odkrywki. Deweloper bo zagrożenie roszczeń, właściciele mieszkań bo zniszczenie a kto to naprawi itd. Budynek by niszczał.  Miało to miejsce kilka lat temu. A temat się przypomniał po wczorajszej rozmowie z dobrym znajomym/kolegą?

Jak mało wiemy o sobie samym. Mając prawie sześćdziesiątkę na „karku” jesteśmy uformowani mentalnie, odruchowo, psychicznie. W każdym aspekcie.  Mamy obraz samych siebie. I w takim stanie trwamy. Nikt nigdy nie pozwolił sobie na to by nam powiedzieć, że jest inaczej. Kolega podejmuje kolejną próbę działania. W rozmowie widzę, że plan działania i kolejne kroki to powtórzenie przerabianego schematu. Zapytałem czy wie czego oczekują od niego inni? Czy wie jak go widzą, oceniają inni? W rozmowie przedstawiłem swoje zdanie na te zagadnienia. Zaproponowałem pewne rozwiązanie dla tego co chce osiągnąć rozmówca. Czy to pozwoli mu/nam na osiągnięcie swoich celów?

Rozmowy dające inspiracje do dalszego działania, pozwalające na zmianę swoich nawyków to także rozmowy z „menelami” z Pragi.

Prezesi, szefowie firm są w tym aspekcie inspirujący, że wymuszają ciągłą kontrolę nad naszym wypowiadanym tekstem, nad zachowaniem, reakcjami. Zmuszają do poszukiwania słów, określeń, które ich jako rozmówców, zmuszą do poważnego traktowania nas jako partnera do rozmów.

O ile nie stoi za nami funkcja, stanowisko, wpływy.

Z poważaniem

Jan Szymański

 

Porwanie kultury

Porwanie kultury

Okiem Shorka – PORWANIE

data:12 października 2016     Redaktor: Shork

Nie wiem, czy wiecie, ale nie macie kultury. Zabrali ją „artyści” i nie zamierzają oddać…

Rano zadzwonił telefon.

– Mamy ją. – Głos w słuchawce był przytłumiony chusteczką.

Spojrzałem na ekran. Numer nieznany.

– Ale co?

– Mamy ją i nie oddamy.

Rozejrzałem się dookoła, czy aby nie znajduję się jeszcze we śnie. Moją kawalerkę oświetlały poranne promienie słońca. Kot podniósł wzrok zaciekawiony tak wczesnym ruchem.

– To chyba pomyłka.

– Nie odkładaj słuchawki!

– W sumie to jest komórka, proszę pani. Sama słuchawka….

– Jak śmiesz przypisywać mi rolę społeczną? – zasyczało z komórki.

– …

– Jesteś tam? Słyszysz? Mamy ją i jej nie oddamy.

– Ale co macie?

– Kulturę , kur*a. Debilu! Mamy twoją pier*oloną kulturę. I nie oddamy. Ni ch*ja, nie oddamy!

– Aha. – Zaczynało mnie to bawić.- Porwaliście moją kulturę i nie chcecie oddać. A jakie są żądania?

– No, w końcu zaczynasz kapować. Oddamy ją…

– Ale mówiła… to jest mówił… to jest była mowa o tym, że jej nie oddacie – przerwałem.

– Nie przerywaj, bo jej na pewno nie oddamy! – zakwiczało z telefonu.

– No słucham.

– Oddamy ją, jak będzie jak dawniej. Żądamy dotacji na kulturę, utrzymania teatrów, powołania tych dyrektorów, co pozwalnialiście, żebyśmy mogli krzewić kulturę wśród prostego ludu miast i wsi.

 Pomyślałem o rozmazanych fekaliach udających obrazy, wydarzeniach artystycznych polegających na wiszeniu na linach, smarowaniu się płynem do naczyń, wyprowadzaniu na spacer wypchanego królika czy zakopywaniu się w ziemnym dole z wrzaskiem. Pomyślałem o sztukach teatralnych nie tyle pozbawionych dobrego smaku, ale składających się z samych prymitywnych skandali, gdzie aktorzy odgrywają swoje role genitaliami. Pomyślałem o polskich nieśmiesznych komediach bitych z tej samej matrycy. Pomyślałem o tym, kogo wysyłamy na Eurowizję i kogo lansują muzyczne programy radiowe. O tych częstochowskich rymach w piosenkach i pozbawionych nie tylko rymów, ale i artyzmu wypocinach laureatów nagród literackich. Pomyślałem o zdominowanych latami przez lewactwo instytucjach finansujących kulturę. Pomyślałem o reżyserach, którzy zdobyli sławę naśmiewając się z polskości i budując w nas poczucie winy. I powiedziałem:

 – Nie chcę jej.

– Co?

– Nie chcę. Zabierzcie ją. To nie jest moja kultura. To przebieraniec.

– Co?

Popatrzyłem na reprodukcję XIX wiecznego obrazu, na regał zarzucony książkami, kupowanymi jeszcze za dziesiątki tysięcy złotych od sztuki.

– Bierzcie ją na stałe i już z nia nie wracajcie.

Dobre obyczaje

Dobre obyczaje

Artur Żurawik

KLAUZULA GENERALNA „DOBRYCH OBYCZAJÓW” – UJĘCIE TEORETYCZNE

Tradycyjne rozumienie dobrych obyczajów wiązało się ściśle z pojęciem moralności. To ona miała służyć za punkt wyjścia do dalszych rozważań i stanowiła kryterium, do którego należało sięgać. Do moralności jako jedynego kryterium ocennego odwoływano się m.in. w słowach: „Warunek jest sprzeczny z dobremi obyczajami, jeżeli wykracza przeciw przyjętym w społeczeństwie zasadom moralności, np. pojęciom o obowiązkach rodzinnych, religijnych, o obowiązkach wdzięczności względem pewnych osób itp.”

Z. Fenichel w latach trzydziestych XX w. pisał: „Do teoretyków głoszących ten pogląd należą m.in. Kohler, Hachenburg, Zittelman, Planck, Oertmann, a przede wszystkim Lotmar, który widzi w dobrych obyczajach obecną rzeczywiście obowiązującą moralność. Uczeni ci różnią się jedynie co do tego, czy ma to być moralność całego narodu (Enneccerus, Lotmar), czy też pewnych klas, zawodów, stanów itd. (Oertman, Regelsberger)”. Wątpliwości wysuwano  również w kwestii, czy chodzi tu o moralność absolutną, istniejącą obiektywnie i niezależnie od przeważających zapatrywań społecznych12, czy też o moralność innego rodzaju, taką, przy której decydujące są przeważające zapatrywania co do tego, co jest moralne.

Kryterium moralności nie było jednak jedynym, często łączono je z innymi, niekiedy bardzo zbliżonymi. Szerokim echem odbiło się (również w Polsce) orzeczenie Sądu Rzeszy z 11 kwietnia 1901 r., który nakazywał sędziemu kryteria dla tego pojęcia brać „z poglądów moralnych i uczuć przyzwoitości wszystkich słusznie i sprawiedliwie myślących”. Jest to tzw. formuła przyzwoitości (Anstandsformel). Oceniając cytowane orzeczenie Z. Fenichel jed­nak pisał: „Tych słów używa judykatura ta następnie w całym szeregu orzeczeń […] tworząc – jak niektórzy twierdzą – nowe pojęcie prawne, które nie jest identyczne z pojęciem moralności, ani obyczajów”. Nadto pojawiły się spory na tle przyjmowanego kręgu osób słusznie i sprawiedliwie myślących18. Część chciała odwoływać się tu do ocen sędziów, jako reprezentantów słusznie i sprawiedliwie myślących, a jeszcze inni, krytykując poprzednie stano­wisko uznali, że powinno się tu mieć na uwadze poglądy osób szanujących prawo.

Powyższe niedogodności nie stanowiły przeszkody w wysunięciu poglądu zawartego w opracowaniu z 1929 r. Polska ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z objaśnieniami, gdzie czytamy: „O wykroczeniu przeciw dobrym obyczajom w przypadkach konkretnych sędzia orzekać będzie na podstawie swego uznania, kierując się przytem poczuciem godziwości ogółu ludzi, myślących sprawiedliwie i słusznie […]”. Autorzy doprecyzowują jednak tak postawione tezy, wskazując na dalsze kryteria i stwierdzając: „Dobre obyczaje są przeto wskazówką postępowania, istniejącą objektywnie w poczuciu etycz- nem społeczeństwa (względnie, o ile idzie o uczciwość kupiecką, w poczuciu kół kupieckich). Za miarę tych wymagań etycznych bierze się przeciętny poziom moralny, właściwy godziwemu życiu zarobkowemu i gospodarczemu. Nie mogą przeto decydować o granicach dobrych obyczajów poglądy ludzi o szczególnie idealistycznym lub niekupieckim sposobie myślenia (np. zdolnych do poświę­ cania własnej godziwej korzyści na rzecz interesów swych bliźnich). Tak samo jednak z drugiej strony praktyki widocznie nieetyczne, choćby zakorzeniły i rozpowszechniły się w pewnych sferach, nie mogą przez ten zwyczaj być uznane za mieszczące się w granicach dobrych obyczajów. Wobec tego, że ocena, czy dane działanie obraża dane obyczaje, zależy od czynników objektywnych, obojętnąjest w zasadzie rzeczą, co sam działający sądzi o tej kwestii”

Pełny tekst artykułu w pliku PDF

więcej: Artur Żurawik, Dobre obyczaje a zwyczaje, zasady współżycia społecznego i dobra wiara: ujęcie teoretyczne  

Klauzula generalna dobrych obyczajów nie jest w ustawo­ dawstwie polskim konstrukcją nową, pojawiła się bowiem już w Kodeksie Napoleona. Po II Wojnie Światowej straciła na znaczeniu, gdyż została wyparta przez klauzulę zasad współżycia społecznego, ostatnio jednak ponownie wraca do łask naszego ustawodawcy. Dzięki temu wzrasta za­ interesowanie nią w doktrynie, również ze względu na pewne problemy związane z wdrażaniem przepisów wspólnotowych do prawa polskiego…

---

Wszystkiego, co naprawdę powinienem wiedzieć, nauczyłem się w przedszkolu – o tym jak żyć, co robić, jak postępować, współżyć z innymi, patrzeć, odczuwać, myśleć, marzyć i wyobrażać sobie lepszy świat…

Oto rzeczy, których się nauczyłem:

   * Dziel się wszystkim.

   * Graj fair.

   * Nie bij ludzi.

   * Odkładaj rzeczy na miejsce.

   * Sprzątaj po sobie.

   * Nie bierz rzeczy, które nie są twoje.

   * Jeśli kogoś skrzywdzisz – przeproś.

   * Myj ręce przed jedzeniem.

   * Spuszczaj wodę.

   * Gorące ciasteczka i zimne mleko są zdrowe.

   * Prowadź zrównoważone życie – ucz się, myśl, rysuj, maluj, śpiewaj, tańcz
i baw się po trochu każdego dnia.

   * Każdego popołudnia utnij sobie drzemkę.

   * Kiedy wychodzi się w świat trzeba uważać na samochody, trzymać się
za ręce i nie oddalać się.

   * Bądź świadomy, że istnieją rzeczy niewyjaśnione. Pomyśl o małym
ziarenku w styropianowym kubku: korzenie rosną w dół, liście rosną
w górę i nikt naprawdę nie wie dlaczego. Tak dzieje się ze wszystkim.

   * Złote rybki, chomiki, białe myszki i nawet małe ziarenka
w styropianowym kubku – wszystko przemija. My też.

   * Pamiętaj o „Elementarzu” i pamiętaj pierwsze słowo, którego się
nauczyłeś – najważniejsze ze wszystkich.

Robert Fulghum 

„All I Really Need to Know I Learned in Kindergarten”,

Villard Books, New York 1988

więcej: Wiktoria Gomolla, Nauczanie dzieci dobrych manier

Porno-kryminały

Porno-kryminały     

 Szanowni Państwo!

   W przyrodzie, i nie tylko, obserwuje się wypieranie tego co dobre, tym co gorsze (dobry pieniądz wypierany jest przez zły pieniądz – M. Kopernik). Po malarstwie i teatrze przyszedł czas na literaturę, nawet tą lekceważoną przez „prawdziwych artystów”, czyli popularne kryminały, których już w czystej postaci nie uświadczysz.  Poprawni politycznie autorzy (a innych się nadal nie promuje, a więc i nie sprzedaje) pisują wyłącznie porno-kryminały – taki nowy gatunek literacki, który wyparł dwa poprzednie, czyli kryminał czytany dla gimnastyki szarych komórek oraz czysta pornografia. Przypomina to tort z ząbkiem czosnku (a właściwie kieliszkiem dziegciu) zamiast wisienki, albo nowatorskie  zainstalowanie klozetu w jadalni.

   W ten sposób nareszcie rodzimi autorzy dostąpili zaszczytu promocji przez dystrybutorów, którzy dotąd ślepi byli na polską literaturę. Woleli promować np. amerykańską, za którą szły konkretne pieniądze. Teraz nawet Polak może zostać autorem bestsellera! Mieć pomysł i dobry warsztat pisarski, to jednak za mało. Najważniejsze są: język i postacie. Nie wystarczy używać k… zamiast przecinka. Dopiero żonglerka wszelkimi wulgaryzmami ukazuje mistrza. Bohaterami pierwszoplanowymi powinni być rozkoszni zboczeńcy seksualni, przy czym nigdy, przenigdy nie mogą okazać się zbrodniarzami – dokładnie odwrotnie jak w życiu. Powinien też wystąpić ksiądz katolicki, jeśli nie koniecznie w roli mordercy, to przynajmniej ofiary, której taki los „się należał”.

   Trzymając się tych zasad ma się szanse na sukces krajowy, a może nawet zagraniczny. Odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach dołożą na pewno starań do sukcesu literackiego.

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Rozmawiać czy nie?

Rozmawiać czy nie?

Szanowni Państwo!

   Pewnie zależy z kim. W naszym (coraz mniej nieszczęśliwym) Kraju próbuje się nadal rozmawiać z idiotami, którym się zdaje, że mają coś do powiedzenia. „Wielki wizjoner teatru” zapytany, co sądzi o zwiększeniu dostępności do broni palnej dla obywateli, był oczywiście przeciw. Ciekawie to uzasadnił. Jego zdaniem zamiast pozwolić Polakom nabywać broń, lepiej rozdawać książki. Dowiedzieliśmy się wreszcie, co ma piernik do wiatraka!

   Przy tej okazji, niespodziewanie, uzyskaliśmy ważną informację na temat cen. Okazuje się, że wozy bojowe kupowane przez naszą armię kosztują miliony, ale miliony też kosztuje wyprodukowanie spektaklu przez „Wielkiego wizjonera teatru”. Jedne i drugie miliony brane są z naszych podatków. Ten „artysta” postulował, żeby zamiast zbroić się, przeznaczać te pieniądze na jeszcze więcej spektakli teatralnych…

   Mój postulat jest akurat odwrotny. Jeśli eksperymentalne gnioty teatralne kosztują takie krocie, zrezygnujmy ze snobistycznego udawania, że są one komukolwiek do czegoś potrzebne. Teatr jako przeżycie duchowo-intelektualne został pogrzebany dawno temu. Przyznam, że nie wiem czego ludzie jeszcze szukają w teatrze. Bo nawet obściskiwanie się w ciemności już nie jest chyba dla nikogo atrakcją. Przeciwnie, obmacywanie się w miejscach publicznych jest trendy i najlepiej, żeby wszyscy widzieli jak się „kochamy”.

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd

III RP a Mackiewicz

III RP a Mackiewicz

Nie uznaję autorytetów ani prawd objawionych III RP

Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy – kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo 

poniedziałek, 7 marca 2016

KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA

„Powinniśmy prowadzić walkę z komunizmem na śmierć i życie. To nie jest walka o piłkę w tenisie, ani o bilę w bilardzie lub wieżę w szachach. To jest walka o najszczytniejsze ideały ludzkości. A w walce na śmierć i życie nie udziela się ‘forów’.

A takim właśnie udzielaniem „forów” byłaby z naszej strony wojna z komunizmem, bez stosowania równie groźnej broni, jaką jest metoda wojującego „internacjonału” – bezwzględność i bezkompromisowość. Jeden z publicystów kowieńskich, pisząc ostatnio o retorsjach i wzajemnie odwetowej polityce Polski i Litwy , rzucił myśl, czyby nie lepiej było postąpić inaczej i powiada, że słyszał, jak kiedyś Bułgarzy zbezcześcili cmentarz turecki, a nazajutrz Turcy ruszyli wielkim tłumem na cmentarz bułgarski i złożyli na grobach kwiaty.

Czy podobny gest w stosunkach polityczno-narodowościowych może być skuteczny i celowy, można się o to spierać, dopóki w grę wchodzi Polska i Litwa, Bułgaria czy Turcja, Włochy czy Abisynia, narody sobie bliskie lub dalekie, chrześcijańskie czy mahometańskie. Ale nie ulega żadnej dyskusji fakt, że tego rodzaju metoda w stosunku do komunizmu byłaby szczytem śmiesznej naiwności, czy raczej, jak powiedziałem, nieporozumienia. A śmieliby się z nas przede wszystkim sami komuniści” – pisał Józef Mackiewicz w roku 1936. Żyjąc w społeczeństwie, które uwierzyło w śmierć komunizmu, niełatwo powoływać się na słowa wielkiego pisarza. I niebezpiecznie, bo można zasłużyć na krytykę światłych żurnalistów i zostać posądzonym o „intelektualne manowce”.

„Za patrona intelektualnego swojego obozu Ścios (i wielu innych przedstawicieli obozu smoleńskiego) uznaje Józefa Mackiewicza. To logiczne – dla tych, którzy uważają, że żyją nie w roku 2011, tylko w 1981, autor Kontry musi być patronem pociągającym. Pozwala bowiem uznać, że w Polsce tak naprawdę nic się nie zmieniło, komunistyczna okupacja zmieniła tylko kształt, a ci, którzy to dostrzegają, nie są bynajmniej ofiarami dziwacznych aberracji, tylko ostatnimi wiernymi prawdzie partyzantami.

Niezłomnymi – wbrew całemu światu, który zdradził. Tak jak niezłomny wbrew całemu światu, który zdradził, był Józef Mackiewicz. Gdybym jednak był reprezentantem obozu smoleńskiego, zawahałbym się przed tak jednoznaczną afirmacją Mackiewicza. Bo z punktu widzenia polskiego patriotyzmu jego droga ideowa jest ryzykowna i dwuznaczna. Józefa Mackiewicza antykomunizm doprowadził bowiem na (a może wręcz: poza?) granice narodowej indyferencji. „Niech Polacy wyginą w kolejnym powstaniu, to nieważne, ważne, że do komunistów trzeba strzelać” – tak można zrekonstruować jego podstawowy pogląd, w imię którego zwalczał właściwie wszystkich w kraju i na emigracji, którzy nie uważali, że kto nie chce natychmiast do lasu czy na barykady, ten zdrajca. Antykomunizm zawiódł Mackiewicza również na manowce intelektualne”– wywodził przed pięcioma laty czołowy intelektualista dzisiejszego obozu „postępu i dobrych zmian”, Piotr Skwieciński.

To znamienna opinia i przypominam o niej nie bez przyczyny. Taką wizję rzeczywistości III RP – jakże innej i lepszej od realiów państwa komunistycznego, wydają się podzielać politycy „obozu patriotycznego”, większość intelektualistów i publicystów „wolnych mediów”. Tam dawno dokonano gradacji, do której nie dorośli jeszcze niepoprawni radykałowie i zwolennicy mackiewiczowskiej logiki. Gradacji tak prostej, jak proste okazało się revisio ludzi „demokratycznej opozycji”, gdy zasiadali do stołu z Kiszczakiem i Jaruzelskim. Czy zdefiniujemy ich postawę w kategoriach obłudy i wyrachowania, czy zechcemy w niej widzieć szlachetną acz infantylną wiarę – w niczym nie zmienia to faktu, że wówczas i dziś mamy do czynienia z  praktyką opozycji wewnątrzsystemowej, nigdy zaś – skierowaną przeciwko systemowi. Nasz problem polega zaś na tym, że nie tylko nie mamy odwagi tego dostrzec, ale od ludzi składających kwiaty  przed czerwoną hołotą, zdajemy się oczekiwać najszczytniejszych ideałów i walki na śmierć i życie.

Bo skoro komunizm umarł i wyparował z alkoholem opróżnianym w Magdalence – czy potrzebna nam „bezwzględność i bezkompromisowość” w zderzeniu z patologiami III RP? Co wspólnego mają one z komunizmem, pogrzebanym wszak na początku „okrągłostołowej” państwowości?

I czym usprawiedliwić dziś archaiczną postawę antykomunistyczną, jeśli ulubieńcy „środowisk patriotycznych” i luminarze „wolnych mediów”  zaświadczają nam o epokowych zmianach i kreślą mackiewiczowskie rojenia jako „drogę ryzykowną i dwuznaczną”? Wprawdzie wielu arbitrów tego środowiska dostrzegało prymitywizm „elit” III RP i patologiczne uproszczenie, jakim podawane są wszelkie obszary życia publicznego, wprawdzie przez lata rządów PO-PSL wspominano o „praktykach rodem z  PRL-u” i dywagowano nad „pensum postkomunizmu”, to nigdy nie odważono się na konkluzję, że III RP jest zaledwie hybrydą komunistycznej  państwowości.

Wprawdzie państwo to zbudowano na fundamencie PRL-u, wespół z tysiącami donosicieli, zdrajców i bandytów, wprawdzie zachowano ciągłość personalną i nie rozliczono tysięcy zbrodni, wprawdzie w życiu publicznym brylowali esbecy, kapusie i ludzie kompartii,wprawdzie mediami rządziły esbeckie klany, a gospodarką agenturalne układy, wprawdzie niszczono pamięć o ofiarach komunizmu,walczono z polską kulturą i patriotyzmem – to w powszechnym przekonaniu III RP jest państwem polskim, w pełni suwerennymi niepodległym, a rządzące nią mechanizmy definiuje się  pojęciami prawa i demokracji. Ten poznawczy dysonans rozwiązano w prosty acz niewybredny sposób, wymyślając termin „postkomunizm” – jako definicję okresu przejściowego, który nastąpił po upadku komunizmu i określa rzeczywistość dalece różną od realiów PRL. Dość powszechne jest przekonanie,wyrażone ongiś przez Jarosława Kaczyńskiego, że „w Polsce mamy do czynienia ze skrajną formą systemu postkomunistycznego,który broni się metodami wychodzącymi poza demokrację”. Ta semantyczna falsyfikacja przyjmowała za pewnik, że komunizm w istocie umarł, a my doświadczamy jego niektórych, zmodyfikowanych symptomów. Wywodzą się one z komunizmu, mogą mieć związek z „błędami minionego okresu”, są jednak rodzajem aberracji, ledwie rysy na zdrowym fundamencie państwowości.  Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.

Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów. Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi. 

Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” – partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”,gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu,  żadnym odwecie”. Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwemTrzeba nie widzieć głupoty i słabości ministrów tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków ze strony opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki półrocznego bilansu,  pijarowskiej fasady i deficytu realnych działań.

Zaiste – trzeba też pogardy dla prawdy, rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „potrzebie cierpliwości” i „mobilizacji”.Ze smutkiem czytam teksty, w których przewija się teza o „zamachu” na prezydenta Dudę. Teza prosta i politycznie pożądana, bo nikt bardziej nie docenia kreacji „ofiary”, jak ci, którzy budują na niej własną mitologię. Dlatego łatwiej jest przyjmować optykę „oblężonej twierdzy” niż udźwignąć ciężar konsekwentnej walki z komunistyczną hybrydą.

Łatwiej grać na wyobrażeniach elektoratu niż zmierzyć się z prawdą o III RP.

To teksty emocjonalne i „zaangażowane”, pełne autentycznej troski o dobro polskiego prezydenta. Piszą je ludzie mający w pamięci Smoleńsk i poprzedzającą go kampanię nienawiści. Piszą też tacy, którym do głowy nie przyjdzie, by zapytać pana prezydenta – co zrobił dla bezpieczeństwa Polski i Polaków, jak ocenił prezydenturę swojego poprzednika i co sądzi o własnym bezpieczeństwie i zagrożeniach ze strony układu III RP?

Nie padną dziś pytania o obsadę stanowisk w Kancelarii i w BBN ani o podstawy zaufania pana prezydenta do ludzi pracujących dla Komorowskiego. Nie będzie dociekań o „opcję zerową” ani kłopotliwych rozważań nad wiarygodnością służb i prokuratury.

Nie padnie również pytanie – jakież to bezpieczeństwo gwarantuje nam rząd PiS-u, jeśli wciąż doświadczamy obcych kombinacji,a ochrona prezydenta ponownie poddawana jest testom? To zadziwiające, że czytając dziś o reakcjach zwolenników poprzedniego reżimu, o wzbierającej fali nienawiści, zuchwalstwa i pogardy, nikt nie odważy się dopytywać – jak zareaguje rząd Prawa i Sprawiedliwości, jakie kroki podejmie przeciwko ofensywie zamordystów,jak zamierza obronić Polaków przed butą łajdaków i komunistycznej agentury? Tragiczna to postawa, w której wyborcy partii pana Kaczyńskiego zdają się wierzyć, że ich wybrańcy nadal klęczą w pozycji „ofiary”i pozbawieni wpływu na bieg wydarzeń zostali zmuszeni do okazywania „forów”, znoszenia agresji i upokorzeń.

Skąd bierze się tak niewolnicza mentalność, że w miejsce sprzeciwu i męskiej determinacji, karmi się bezmyślnym biadoleniemi mitologią demokracji? Kto wmówił tym ludziom, że zdrajcy paktujący z wrogiem, piewcy rosyjskich łgarstw i szydercy ze śmierci Polaków – mają dziś prawo do miana naszych rodaków i przywileje „demokratycznej opozycji”? I jak długo wyborcy będą wierzyli, że tak załgana nomenklatura jest tylko wyrazem „strategii politycznej” PiS-u, a nie oznaką trwałości komunistycznej hybrydy? Obco dziś brzmią słowa Mackiewicza –  My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu!

I nadal przerażają – zastępy Skwiecińskich i Warzechów, rzesze partyjnych hochsztaplerów i środowiska małych demiurgów. Żyjąc w społeczeństwie, które uwierzyło w śmierć komunizmu, wśród ludzi zaciskających mocno oczy, zwolennicy logiki mackiewiczowskiej mają dwa wyjścia – pójść na szczyt śmiesznej naiwności, z tymi, którzy „w odwecie” za zbezczeszczenie mojej Ojczyzny kładą dziś kwiaty przed sukcesorami komunizmu lub odbudować społeczność ludzi wolnych i ich polityczną reprezentację.

Autor: Aleksander Ścios

Każdy cel można osiągać wieloma drogami. Jedną z takich dróg wybrał PIS wygrywając wybory i posiadając samodzielną większość do rządzenia w Polsce. Zgodnie z zasadami Mackiewicza i wielu teoretyków zarządzania wykorzystuje sytuację do narzucenia swojej woli wszystkim w kraju i poza nim. Czy jest to sposób skuteczny?

Tylko w krótkim okresie.

Takie zarządzanie budzi coraz większy opór aż do buntu włącznie.

Jeżeli jest ot przemyślane działanie i przygotowana odpowiedź na bunt to chwała im. Jeżeli jest inaczej Polska ma problem i my wszyscy włącznie.

Z poważaniem

Jan Szymański

Polska piękny dziwny kraj

  /*Polska to taki piękny i zarazem dziwny kraj… */

*/- Kraj, w którym wystarczy niecałe 19% głosów, wszystkich
osób/*/**//*uprawionych do głosowania, żeby nim rządzić. */*//*

*/- Kraj, w którym kawa z mlekiem obłożona jest 23% VAT, a
bez/*/*mleka 8%. Kołyski 23%, a na trumny 8% VAT. */

*- */*Kraj, w którym za posiadanie marihuany dostaje się wyższe
wyroki niż za gwałt albo ciężkie pobicie.*/

*- */*Kraj, w którym lepiej się opłaca wyrzucić żywność na
śmietnisko, niż dać biednym. */
        *- */*Kraj, w którym komornik może zająć hipotekę za śmiesznie
niski dług i nikt nic z tym nie zrobi. */

*- */*Kraj, w którym można oglądać filmy pornograficzne od 18
lat, a uprawiać seks od 15. */

*- */*Kraj, w którym w promieniu kilku kilometrów nie można
wybudować alternatywnej drogi, bo zakazuje tego tajna
umowa,*//*podpisana między państwem, a firmą najbogatszego
Polaka, której notabene prezesem został polityk, biorący udział
w jej podpisaniu. */

*- */*Kraj, w którym zwierzęta, w sprywatyzowanej weterynarii,
mają szybszy dostęp do pomocy medycznej niż polski pacjent
w*//*państwowych szpitalach.
*/

/*- Kraj, w którym lekarze potrafią pracować przez 175 godzin
bez przerwy. */

        *- */*Kraj, w którym posiadając mieszkanie własnościowe, zawali
ci się dach i część domu, to odbudowujesz go na koszt własny i
dalej płacisz czynsz. */
*- */*Kraj, w którym za fałszerstwo pieniędzy można dostać 25
lat pozbawienia wolności, a za morderstwo 15. */
– */Kraj, w którym (poza pewnymi wyszczególnionymi
przypadkami)/*/*nie można bez zezwolenia urzędnika, ściąć drzewa
na swojej*//*posesji. */
*- */*Kraj, w którym były minister finansów potrzebował 8
wiceministrów finansów, żeby móc ”sprawnie”
zarządzać*//*finansami państwa. */
*- */*Kraj, w którym lepiej zarabia się w sferze budżetowej niż
prywatnej. */
        *- */*Kraj, w którym niepracujący emeryt musi płacić
podatek*//*dochodowy. */

        *- */*Kraj, w którym fotoradary chowa się w kubłach do śmieci
i*//*udaje, że walczy z piractwem na drogach. */
*- */*Kraj, w którym wystarczy zebrać grupkę wyrostków, i pobić
kogoś ze skutkiem śmiertelnym, żeby uniknąć*//*odpowiedzialności
za zabójstwo. */
*- */*Kraj, w którym łatwiej zdobyć licencję pilota szybowca,
niż zdać egzamin na prawo jazdy. */

*- */*Kraj, w którym prostytutki zwalnia się z płacenia
podatków,*//*a karetki służące do ratowania życia – obejmuje
akcyzą. */
*- */*Kraj, w którym Sejm liczy 460 posłów, w 38
milionowym kraju, gdzie w takim USA, Izba Reprezentantów liczy
435*//* posłów, przy ludności przekraczającej 314
milionów*//*mieszkańców. */

*- */*Kraj, w którym pociągi jeżdżą wolniej niż przed wojną. */
        *- */*Kraj, w którym kierowca płacący podatek drogowy,
musi*//*dodatkowo zapłacić za to, żeby przejechać się
autostradą,*//*wybudowaną za pieniądze pochodzące z budżetu
państwa(jego podatków). */
*- */*Kraj, w którym za słowa: Murzyn, Ciapaty albo Żyd
można*//*zostać skazanym z art 256 k.k. */
*- */*Kraj, w którym Urzędy Skarbowe, w tej samej miejscowości
potrafią mieć różną interpretację, tego samego przepisu. */
*- */*Kraj, w którym ”spadochroniarz” otrzymujący 7 tys. głosów
w wyborach, dostaje się do Sejmu, a ktoś, kto dostaje 200
tys.*//*głosów, do niego się nie dostanie, bo partia, z której
startuje, nie przekroczyła wymaganych 5% głosów. */
        *- */*Kraj, w którym rodzice nie mogą decydować, co ich dzieci
mają jeść w szkołach. */
/*- Kraj, w którym podatek VAT jest tak*//*skomplikowany, że
komentarz do niego liczy ponad 2 tys. stron. */

*- */*Kraj, w którym portal internetowy dla bezdomnych potrafi
kosztować 50 milionów złotych, 1 km autostrady
potrafi*//*kosztować ponad 200 milionów zł, Gniazdo Narodowe
jest droższe od Stadionu w Monachium, a Możejki, których nikt
teraz nie chce kupić – 11 miliardów zł. */
*/- Kraj, w którym morderca i bandyta ma więcej praw niż
jego/*/*ofiara. */
        *- */*Kraj, w którym nie można stosować oleju z konopi
indyjskich w celu leczenia takich chorób jak padaczka czy
stwardnienie rozsiane. */
*- */*Kraj, w którym lepiej być alkoholikiem i bezrobotnym, niż
człowiekiem uczciwie pracującym i płacącym podatki. */
*- */*Kraj, w którym można złożyć miliony podpisów obywateli
przeciwko ustawom szkodliwym dla nich samych, a władza i tak ma
to w czterech literach. */
        *- */*Kraj, w którym ministerstwo finansów liczy 32
departamenty, 7 biur, a ilość urzędników przekroczyła w tym
kraju 500 tys. osób – szacuje się, że może wynosić nawet milion
osób. */
        *- */*Kraj, w którym kwota wolna od podatku (3091 zł) jest nieco
wyższa niż w Ghanie, a niższa niż w Zambii. Kwota wolna
od*//*podatku jest niższa niż minimum egzystencji a* 541, 91 zł
za 2014 rok. **/
/*- Kraj, w którym Sejm cierpi na permanentną sraczkę
legislacyjną. */
     /*Jak długo jeszcze damy sobie robić pianę z mózgów?*/

 

Nadążyć za nowoczesnością

Nadążyć za nowoczesnością    

Szanowni Państwo!

     Zwykłe zakłamanie, zwane inaczej poprawnością polityczną, to tylko pół nieszczęścia. Druga połowa nieszczęścia polega na niepoprawności obyczajowej obowiązującej każdego „nowoczesnego” Europejczyka.

     Dawnymi czasy, moja mama czerpała wiedzę o życiu z literatury pięknej. Ja jestem już bardziej postępowa i czerpię ją z obserwacji życia przystankowo-tramawjowego oraz telewizyjno-serialowego.

  Zauważyłam uderzającą zmianę obyczajowości polegającą na zamianie ról. Teraz to dziewczyny molestują chłopaków, którzy nie bardzo wiedzą jak się powinni bronić. Jeśli znajdzie się jeszcze jakiś młody mężczyzna, który nie lubi nachalności u dziewczyn, to powinien się tej „przypadłości” wstydzić, bo świadczy ona o niezrozumieniu nowoczesności.

    Wniosek z tego taki, że nie potępiałabym niemieckiej policji za bierność w sylwestrową noc na ulicach niemieckich miast. Przecież na co dzień każdy policjant widzi ile się taka dziewczyna musi namolestować, żeby do czegoś doszło. A tu raptem przyszło samo! To chyba dobrze, no nie?

     Nowoczesny Petru, który wie wszystko, nie tylko na temat lichwy, ale na każdy dowolny temat, powinien to uświadomić ciemnogrodzianom. Albo może zapytać dawno nie oglądanych ekspertek, takich jak Anulki:   Komorowska, albo Grodzka?

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Niemiecka hipokryzja

Niemiecka hipokryzja

Niemiecka überhipokryzja       

Szanowni Państwo!

    Nad bramą niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz (dawniej Oświęcim) zamocowane jest hasło, które można by przetłumaczyć „Praca  czyni wolnym”. A faktycznie, kogo ciężka praca i głodowe racje żywności nie zabiły, ten mógł liczyć na komorę gazową. Nie lepiej było w Mauthausen, innym niemieckim obozie koncentracyjnym, do którego wywożeni byli między innymi Polacy na przymusowe roboty.

   Przypomnienie niechlubnej niemieckiej  historii wywołał niejaki Martin Schultz przy okazji połajanek, jakich nie szczędził Polakom w Parlamencie Europejskim. Skąd wziął się taki „mędrzec”? Okazało się, że prócz braku matury może jeszcze „poszczycić się” tatusiem, byłym esesmanem w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen, do którego trafił również mój ojciec po Powstaniu Warszawskim. Teraz ktoś z takim rodowodem i brakiem wykształcenia śmie pouczać nas, Polaków na czym polega demokracja i praworządność. Niemiecka hipokryzja jest bez granic, jak widać.

    A może zacznijmy brać przykład z niemieckiej pragmatyki? Ustalmy jaki procent obcego kapitału dopuszczamy w bankach i mediach na teren Polski. Zacznijmy też bojkotować niemieckie wyroby. Przy obfitości towarów w sklepach omijanie tych niemieckich nie jest trudne. Proponowałabym też bojkot polskojęzycznej niemieckiej prasy kolorowej, ale z tym może być już nieco trudniej. Panie czytające niniejszy felieton do miłośniczek tabloidów mogą nie należeć, a czytelniczki brukowców pewnie nie są moimi czytelniczkami.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd