Archiwa tagu: Kultura

Wojna informatyczna

Wojna informatyczna     

Szanowni Państwo!

     Udało się wreszcie wyhodować Nowego Człowieka, który jest tak Nowoczesny, że nie jest w stanie odróżnić fikcji literackiej od informacji. No proszę, coś jednak się udało! Czyli III RP to nie tylko same afery i korupcja, ale osiągnięcie na miarę światową! PRL bis zawdzięcza ten sukces przede wszystkim mediom głównego nurtu. Zrobiły one wszystko, żeby rozróżnienie między fikcją a faktem utrudnić. Propagandziści udający dziennikarzy tworzą „fakty medialne” pod z góry założoną tezę. Do dyspozycji mają wypróbowanych „ekspertów” zręcznie objaśniających, że między prawdą, a jej zaprzeczeniem nie ma żadnej różnicy. „Autorytety moralne” to oczywiście potwierdzają a „przypadkowy przechodzień”, gdyby miał inne zdanie, to zostanie podmieniony na takiego, który „myśli jak wszyscy”.

     Skąd więc wzięła się większość wyborców nie „myśląca jak wszyscy”? Takiego pytania się nie zadaje, żeby Nowemu Człowiekowi nie mieszać w głowie. Ma być spokój i demokracja. Gdzie zatem szukać prawdy? Może jednak w fikcji literackiej? Dobra literatura zawiera prawdę nawet bardziej skondensowaną niż bieżące wiadomości. Niestety, o to również postkomuniści zadbali. Teoretycznie napisać można wszystko, ba nawet wydać również, ale na tym koniec. Kto nie ma miliona na reklamę, może swoje arcydzieła schować do szuflady. Odwojowanie tego pola dla literatury prawdziwie pięknej i polskiej jest możliwe, ale najpierw trzeba sobie tan problem uświadomić.

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Korzenie Polski

Korzenie Polski

Polska i Europa posiadamy wspólne chrześcijańskie korzenie. W różnym stopniu poszczególne europejskie kraje dążą do odcięcia się od tych korzeni. Po ich utracie jesteśmy poddawani naciskom lub narzuceniu innej kultury. Taką próbą, w ostatnim czasie, jest przyjęcie na teren Europy  ponad milionowej rzeszy muzułmanów.

Wprawdzie muzułmanie nie mają wystarczającej wiedzy I doświadczenia, aby osłabiać narody europejskie poprzez wstrzykiwanie w ich organizm różnych ignorujących prawa naturalne i przy okazji antychrześcijańskich „trucizn,” (gender, aborcja, ateizm, małżeństwa homoseksualne, etc.), ale jednak działają zgodnie z prawami przyrody, tzn. mnożą się jak króliki.

 

Jak powiedział Maciej Libicki na forum UE: „Europa będzie chrześcijańska lub nie będzie jej wcale”.http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/kulbat/t4_3.html

Czy cywilizacja, która pozwala na uśmiercanie starych, niedołężnych rodziców oraz masowo zabija swoje nienarodzone dzieci zasługuje na to, aby przetrwać? Czy możemy się dziwić islamskim imigrantom, że nie chcą się integrować ze społeczeństwami zachodnimi,którymi pogardzają i  których w rzeczywistości nienawidzą?

 

 „Jak mam szanować Belgów, skoro swoich rodziców na starość oddają do domów starców albo uśmiercają, aborcja jest u nich normą, kościoły są puste, za to burdele pełne? Za co mam ich szanować?” – powiedział mi kiedyś marokański taksówkarz. I wielu muzułmanów tak myśli nie tylko o Belgii, ale i o całej zachodniej Europie, która ich zdaniem jest zdegenerowana i nie zasługuje na nic dobrego.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Belgistan-tykajaca-bomba-w-sercu-Europy,wid,17981049,wiadomosc.html?ticaid=116199&_ticrsn=3

Obowiązująca w naszej zachodniej kulturze ideologia poprawności politycznej knebluje nam usta, czyniąc z nas bezbronne, pozbawione instynktu samozachowawczego stado owiec, o którym pisał Henry Makow

Zjawiska, które obecnie obserwujemy, doprowadzą wcześniej lub później do nieodwracalnych zmian społecznych. Można dyskutować czy są one narzucane narodom przez ukryte siły (teoria spiskowa) czy też same społeczeństwa się zmieniają samoistnie w miarę rozwoju ekonomicznego i technologicznego a wraz z nimi ich moralność. Tak się jednak składa, że te zmiany mają wyraźnie antychrześcijański charakter. Weźmy pierwszą z brzegu zmianę jaką jest upowszechnienie aborcji.  Np. W Stanach Zjednoczonych powstał potężny, lukratywny “biznes aborcyjny.” Autor poniższego artykułu ujawnia kim są ci “biznesmeni.”

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/aborcja-koszerna-rzeznia-2012-12

http://www.prawica.net/1603

Jakkolwiek sama idea aborcji była propagowana od początku przez środowiska, które uważają chrześcijaństwo za swojego głównego wroga, to obecnie w krajach zachodnich coraz większy procent ludności akceptuje ją (włączając w to nawet pewne „chrześcijańskie” środowiska). Rezultaty tego już widać gołym okiem: starzenie się społeczeństw zachodnich, uzupełnianie braków na rynku pracy przez imigrantów (głównie z krajów muzułmańskich), wkrótce pewnie również ogólną zgodę na eutanazję starców, kalek, ludzi niedorozwiniętych umysłowo itp., którzy będą zbyt wielkim ciężarem dla nowoczesnego społeczeństwa. Mamy do czynienia z propagowaniem antychrześcijańskich potworności „w imię rozumu”.

Od czasu wprowadzenia prawa do aborcji w USA zamordowano ponad 50 mln nienarodzonych dzieci a na całym świecie ponad 1 miliard.

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/19-statystyk-o-aborcji-ktore-kazdy-znac-2015-04

 

William Grigg pisał kiedyś, że te “liberalne,” antychrześcijańskie idee promują te same siły, które chciały ludzkości narzucić komunizm. Ponieważ nie udało się tego zrobić siłą – „krwawo”, obecnie „rewolucję kulturalną” robi się łagodnie, krok po kroku, przy miejscowym znieczuleniu.

http://radio.radiopomost.com/publicystyka/2087-w-tym-szalenstwie-jest-metoda

Trudno nie dostrzec opłakanych wpływów obcej nam chrześcijanom kultury, dla której małżeństwo jednopłciowe, zabicie nienarodzonego dziecka, eutanazja starca lub niedorozwiniętego umysłowo pacjenta zaczyna  być traktowane jako “normalne zachowanie.” Tak się składa, że na promowanie tych “idei” przeznacza się olbrzymie pieniądze z różnych fundacji oraz wykorzystuje się szeroko liberalne media do ich propagowania a promotorzy tych chorych pomysłów oraz finansiści na ogół wywodzą się z obcej nam cywilizacji, rasy czy grupy etnicznej, dla której liczą się tylko przedstawiciele ich plemienia. Jak widać, mimo wszystko, nie stali się oni “białymi ludźmi,” chociaż wśród nas żyją od wieków i za takich się uważają.

Źródło: PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI biuletyn nr 375.

Lis w kurniku

Lis w kurniku        

Szanowni Państwo!

   Francuzi zapraszają lisa do kurnika i dziwią się, że się nie integruje z mieszkańcami kurnika. Eksperyment ten powtarzają od lat, zawsze z tym samym skutkiem i nie wyciągają żadnych wniosków. Jeśli już „tak mają”, to okrzyk „wszyscy jesteśmy Francuzami” oznacza mniej więcej tyle co: „wszyscy jesteśmy durniami”. Ja się wypisuję i nie solidaryzuję się ani z Francuzami, ani Niemcami. Niech sami piją piwo, którego naważyli.

     Ci litościwi krzykacze telewizyjni mają niepowtarzalną okazję wykazania się miłosierdziem. Niech przyjmują pod własny dach „uchodźców” i niech się nimi opiekują. Nie dawajmy się nabierać na ich szczodrość z naszej kieszeni i kosztem naszego bezpieczeństwa.

     Pozostawmy Francję muzułmanom, skoro Francuzi dokonali takiego wyboru. My zajmijmy się tym, co dla nas najważniejsze. Polska dla Polaków, Polacy dla Polski. Czas wyzbyć się narzuconych nam kompleksów i zacząć odbudowywać naszą tożsamość, nasz Kraj. Rząd się zmienił, ale media głównego ścieku – nie! Nadal wciskają nam kit, że nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, „zapominają” jednak dodać, że wszyscy terroryści są muzułmanami!

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Hiszpania i inwestycje UE

 

Hiszpania i inwestycje UE

 

Czy chcemy faweli w polskich miastach?

– Szanujące się państwo nie powinno pozwolić na to, aby interes prywatny miał prymat nad interesem publicznym, bo idąc tą drogą, będziemy mieli w Krakowie i pozostałych miastach model latynoamerykański. Tego chcemy? Faweli? – pyta w rozmowie z Onetem profesor Jacek Purchla

„Hiszpańskie” błędy

Nie ma aquaparku?

Nie ma. Są za to inwestycje w szkoły. Wójt dużo wydaje na edukację. Są zajęcia pozalekcyjne, stypendia ufundowane przez wójta. Jest doposażenie szkół w tablety ze środków gminnych, a nawet obserwatorium astronomiczne. Efekty nauczania są tam dużo lepsze niż gdzie indziej. Widać zrównoważony i przemyślany rozwój. Zadbano na przykład o sieć transportową, której elementem są drogi rowerowe. Budowane nie tyle z myślą o turystach, ile o wygodnym przemieszczaniu się mieszkańców. Zrobiono to i ludzie z nich korzystają. Nie chodzi nawet o zdrowie, a o to, że tak jest im najlepiej. Dało się to zrobić. Ludzi przybywa. Jest tam dobra szkoła i dobrze się żyje, więc sprowadzają się ludzie z Rzeszowa. Przyjeżdżają lekarze, inni specjaliści. Oni z kolei napędzają dalszą zmianę. Istotne jest to, że zmiana nie dokonuje się na kredyt. Zadłużenie gminy oczywiście istnieje, ale jest minimalne.

Dobrze, że o tym powiedzieliśmy, bo rozmawiamy o tym, co dzieje się złego. Ja jednak zdecydowanie nie uważam, że „Polska jest w ruinie”. Mówię to wszystko nie dlatego, że jestem „Polaczkiem”, który lubi narzekać. Mówię to dlatego, że może być lepiej i są to bardzo ważne sprawy. Kiedy przyrównuję Polskę do Finlandii i do Hiszpanii, to widzę, że zdecydowanie nam bliżej do tej drugiej. Zwłaszcza gdy chodzi o wykorzystanie środków unijnych.

Kilka razy słyszałem od Hiszpanów, że powielamy model, który dla nich okazał się pułapką. Będzie czkawka?

Moim zdaniem tak. Tutaj jest też taka kwestia, że my jak papugi próbujemy naśladować cudze rozwiązania. Tymczasem potrzebujemy własnych. Jak mam sięgnąć do mojej działki, to jestem pewien, że na polskie rolnictwo nie ma pomysłu. Obawiam się, że brniemy w pułapkę. Są dobre samorządy, które rozwijają się w zrównoważony sposób i będą w stanie utrzymać swoje inwestycje. Ale będą też tacy, którzy nie udźwigną kosztów. Przy dekoniunkturze nie będą w stanie utrzymać tego, co zbudowali. Tego nikt nie kontroluje. To jest zostawione na żywioł. Kto spłaci te kredyty? Kto to wszystko utrzyma? Chyba najlepszy przykład to aquaparki, które teraz buduje się wszędzie.

Po co nam aquapark, koniecznie z kolorową rurą, w każdej gminie?

Jest metoda, by uniknąć pułapki?

Przede wszystkim musimy zadbać o kapitał ludzki. Nie poprzez bzdurne kursy, bo akurat „na takie dają kasę”. Wykorzystując dostępne pieniądze w sensowny, planowy sposób. Potrzebujemy dobrego kapitału społecznego, który weźmie w karby „brudny” kapitał społeczny. Tutaj często pomaga skrócenie dystansu. Czasami wystarczy miejsce, gdzie można się spotkać i cel spotkań. Taki inkubator działalności społecznej to prosta sprawa. Są przykłady, że to może działać. Lokalne społeczności potrzebują większej autonomii w wydawaniu środków, ale samorządowe władze potrzebują też większej kontroli ze strony NGO-sów i mediów. Przy czym NGO-sy też muszą być silniejsze i niezależne. Tak, żeby nie wpaść w spiralę tworzenia instytucji kontrolujących instytucje, które już kontrolują działania władzy. Dobrzy wójtowie w takich warunkach potrafią robić świetne rzeczy. Tak jak we wspomnianej Tryńczy.

Trzeba budować metody, które pozwolą ludziom się komunikować, organizować i współdziałać.

Dr hab. Piotr Nowak – socjolog, pracuje na Uniwersytecie Jagiellońskim, w jego zainteresowaniach naukowych dominują dwa nurty: socjologia obszarów wiejskich i rolnictwa oraz socjologia sportu. Od wielu lat prowadzi badania nad rozwojem obszarów wiejskich i polityką rolną.

Źródło: Onet z 30.11.2015 r.

Hodowla niesiołka

Hodowla niesiołka      

Szanowni Państwo!

   Nie należy mylić niesiołka z wiesiołkiem. Ten ostatni to chwast, który okazał się jednak rośliną pożyteczną dostarczającą uzdrawiającego olejku. Przeciwnie do niesiołka, który okazał się uciążliwym chwastem. Zasłynął co prawda z wychwalania innych roślin takich jak mirabelki i szczaw, ale w niczym to nie umniejsza jego własnej jadowitości. Niesiołek jest zabójczy dla każdego, kto ma z nim jakąkolwiek styczność, o czym przekonali się jego odkrywcy, ulegając samozatruciu.

   Poczciwy safanduła, jakim zdawał się być Komuchowski, nagle przerodził się w rozwścieczonego byka, a dobrotliwa Koparka, która chciała chować się w kuchni ze swą dziatwą, przed domniemanym agresorem, stała się drapieżną bestią kąsającą oczywiście na prawo. I pomyśleć, że oboje polegli w walce o miłość wielką i powszechną, wyłączając oczywiście tych wszystkich nietolerancyjnych, którzy na miłość nie zasługują.

   A może udało się wreszcie w III RP wyhodować to, o czym towarzysze partyjni w PRL-u tak marzyli? „Nowego człowieka” utożsamiającego się bez reszty z obowiązującą propagandą i dającego się pokroić za „jedynie słuszną” linię partii.

   Platfusy różnej maści zrobiły się kąśliwe. Straszą mnie paragrafami i znajomościami w Esbecko-Tulejowskich kręgach. Dotąd mnie tolerowały, ale widocznie strach ma wielkie oczy.

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Kacyk w Polsce

Kacyk w Polsce

Kacyk poza kontrolą

Te są chyba w rękach służb, a nie pracowników uniwersytetu. Pytanie jest jednak takie. Komu opłaca się to kontrolować, gdy interesy kontrolujących i kontrolowanych są wspólne?

Ze smutkiem muszę powiedzieć, że widać to po ostatnich wypadkach w PSL-u. Kiedy czytam, jak zatrzymany poseł awanturuje się z policją i krzyczy, że nie mogą go dotykać, bo on zna posła Burego i ich załatwi, to w jego przekonaniu, że może to zrobić, widzę kwintesencję tego, jak takie układy działają. Ci, którzy mogliby z tym coś zrobić, bardzo często w nich uczestniczą.

Ci, którzy chcieliby z nimi coś zrobić, są bardzo często za słabi.

Taka kontrola jest też rolą mediów. Jednak media lokalne są słabe i zależne.

Zależą od pieniędzy z urzędów. Jak można się spodziewać, że redaktor gazety, która, żeby przeżyć, potrzebuje pieniędzy od gminy, będzie pisał coś obiektywnego? Wprawdzie przybywa niezależnych mediów, przede wszystkim w sieci, ale wciąż nie mają wystarczającej siły. Media są ważne, ale sprawa dotyczy nie tylko ich. W takich układach potrafią uczestniczyć komendanci policji, prokuratorzy, ba, zdarza się, że sędziowie. Tutaj bym się zgodził z teorią PiS, który mówi, że państwo jest za słabe. Nie radzi sobie z zapobieganiem takim patologiom.

Jest też problem z kompetencjami w lokalnych urzędach. Przy czym chciałbym z całą mocą podkreślić, że nie chodzi o wszystkich – jest tam wielu ludzi, którzy robią fantastyczną robotę. Jednak zaryzykowałbym stwierdzenie, że większość stanowią ludzie za słabo przygotowani, by realizować interesy przypisane do pozycji. Powodem jest to, jak się tam zatrudnia. Przyjmuje się, bo ktoś kogoś zna. Albo należy do „rodziny”. W socjologii mówimy o „brudnym kapitale społecznym”.

Doskonałym przykładem tego, jak on działa są południowe Włochy.

Ciekawa dygresja. Włochy to kraj, który pokazuje się jako przykład miejsca, gdzie te same rozwiązania instytucjonalne przynoszą na północy i południu skrajnie różne efekty. Czy u nas jest tak jak w okolicach podeszwy włoskiego buta? Ludzie psują dobre instytucje?

Moim zdaniem samorząd jest przereklamowany. Z całą pewnością wielką bolączką jest jego nadmierne upolitycznienie, które przenosi chorobę polityki w dół. Nawet jeżeli wójt jest bezpartyjny, to musi się liczyć z realiami w powiecie lub województwie i zawsze musi się wpisać w jakiś układ. Opozycyjny – licząc, że jak się zmieni, to będzie przy przysłowiowym „korycie”, lub rządzący. Byłem świadkiem rozmów po wyborach samorządowych, gdzie nowa ekipa bez żadnego skrępowania mówiła, że teraz jest ich czas i muszą sobie odbić poprzednie kilka lat.

Opłaca się mieć zły samorząd? Zdaje się to wyglądać tak, że dobry wójt spoza układu nie może liczyć na środki, na które może liczyć zły, ale z układu. Taki system musi korumpować.

To doskonale widać na poziomie dyrektorów departamentów w administracji wojewódzkiej. Dobrych menedżerów się bezczelnie wyrzuca – zaburzają przepływy i ułożony porządek rzeczy. Wartościowi ludzie nie mogą tego znieść i uciekają do biznesu. Jest ich coraz więcej. Inni zakładają, że zrobią, ile się da, w warunkach, w których nieustannie trzeba kopać się z koniem.

To nie wszystko. Dużo się mówi, że to była udana reforma. Powiedziałbym jednak: zobaczcie na budżet. Żyjemy na kredyt. Trochę jak w okresie gierkowskim, który był genialny, bo żyliśmy za pożyczki. Teraz też wielu wójtów osiąga sukcesy dzięki zadłużaniu gmin. Pożyczają nawet w parabankach, co prowadzi do bankructwa. Zawsze należy pytać, jakie są koszty zmiany na lepsze?

Da się wydać, to się wydaje

Pytanie o koszty zasadniczo należy chyba do tych, które padają zbyt rzadko.

Ja mam przykład z własnego podwórka. Chodzi o świetlice wiejskie. Na pierwszy rzut oka – rewelacja. Można się wykazać i skorzystać z funduszy unijnych na budowę kapitału społecznego. Da się wydać, to się wydaje. Nikt tego nie podważy. Rzecz się łatwo rozlicza i jest potrzebna. Nikt jednak nie pyta, do czego potrzebne jest takie miejsce w każdej wsi, ile to kosztuje i jak to utrzymać? Może taniej byłoby postawić w gminie jedną i zapewnić transport na spotkania? To trochę jak z tymi chodnikami, o których mówiłem wcześniej. To się broni. Jak się to zrobi, to jest lepiej i ładniej. Tylko nikt nie zastanawia się, czy nie lepiej byłoby wydać pieniądze na coś innego – może mniej spektakularnego, ale bardziej potrzebnego.

Może ważniejsza jest edukacja? Może zajęcia dla seniorów? Może kompetencje miękkie?

Jak odróżnić gminę dobrze zarządzaną, od oplątanej przez sieć patologicznych interesów?

Ja to widzę w zrównoważonym rozwoju. Jeżeli trafiam do gminy, w której jest kilka lub kilkanaście miejscowości, i widzę, że wszędzie jest kanalizacja „lub” strategia na rozwiązanie problemów ścieków i wodociągi, to sobie myślę: to jest dobrze funkcjonujący wójt. Jeżeli trafiam w miejsce, gdzie jest jedna centralna miejscowość, która ma wszystko, a inni nic, to się zastanawiam, kto tutaj rządzi. Kryteria są zresztą często dość racjonalne. Inwestuje się tam, gdzie potrzebne są głosy. W miejscowościach, gdzie jest najwięcej mieszkańców.

Lub w swojej.

W swojej przede wszystkim, to jest interes nadrzędny. Zapytał pan, czym jest dobra gmina. Wróćmy, bo ja bym bardzo chciał podkreślić, że mówimy dużo o patologiach, ale to nie znaczy, że wszystkie samorządy są takie. Są też dobre. I tutaj też są znaki rozpoznawcze. Największy kłopot zawsze jest z oświatą. Jeżeli ta jest w miarę równomiernie rozrzucona w gminie, to można zakładać, że to jest wójt, który dobrze wykorzystuje środki. Oczywiście to nie wszędzie się sprawdza, bo czasami centra trzeba tworzyć. Tutaj każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie.

Ja jako pozytywny przykład lubię wskazywać Tryńczę koło Przeworska na Podkarpaciu. Warto zajrzeć. Działa tam 11 zespołów muzycznych…

11?

  1. Ludzie lubią śpiewać. Przy okazji się spotykają. Wójt w tej miejscowości przygotował nawet salę, w której rozwiązuje się konflikty. To bardzo estetycznie i przyjemnie przygotowane miejsce. Zadbano o klimatyzację, a także to, żeby kawa dobrze smakowała. To działa. Po pierwsze, się rozmawia. Po drugie, w komfortowych warunkach łatwiej dochodzi się do porozumienia. Ludzie są zaangażowani. Społeczność żyje. Jest pomysł na rozwój.

Źródło: Onet z 30.11.2015 r.

Jazgot medialny

Jazgot medialny     

Szanowni Państwo!

   Czy pornografia może być sztuką? Nie! Natomiast skłonienie ludzi, żeby tak myśleli, to nie lada sztuczka, którą postkomuniści opanowali do perfekcji. Wystarczy żonglerka dwoma zasadami: pozytywną, czyli prawem do wygłaszania własnych opinii oraz negatywną, czyli tzw. mową nienawiści. Zastosowanie jest proste. Tylko „swój” ma prawo do wygłaszania własnej opinii, a „wroga ludu” można oskarżyć o „mowę nienawiści”, niezależnie o czym i w jaki sposób by mówił. Każdy, kto się z Platformą i jej poplecznikami nie zgadza, może zostać okrzyknięty cenzorem przez jakąś Lewicką… czy lewacką propagandę.

   Ostatnia manipulacja PO prawie się udała. Trupem w szafie mieli być zawczasu wybrani (przed upływem kadencji) sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Chodziło o to, żeby sparaliżowali nowy rząd i parlament. Mogliby negować wszystko, co służyłoby dobru Polaków. Postkomunistyczny trup został jednak w porę zauważony i usunięty. Co oczywiście wywołało jazgot medialny, ale tego należało się spodziewać.

   Póki TVP będzie pod rządami postkomunistów, na żadną uczciwość przekazu nie ma co liczyć.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Bydgoszcz i dęby

RADNY RADY MIASTA

Bogdan Dzakanowski

85-469 Bydgoszcz, ul.Opławiec 221A

tel. 664-432-709

blr@op.pl

fanpage: https://www.facebook.com/pages/Bogdan-Dzakanowski/1553807631516442

http://dzakanowski.blog.pl/

 

 

 

Pan Dyrektor

Wydziału Gospodarki komunalnej i Ochrony Środowiska

Wiesław Zawistowski

 

Szanowny Panie,

Pozostaję w głębokim przekonaniu , że treść pisma , które od Pana otrzymałem nie jest wynikiem Pana złej woli a jedynie efektem niezrozumienia sytuacji . Sprowadzanie posadzenia przeze mnie Dębu Pamięci upamiętniającego pomordowanych na Wołyniu do jak Pan „twierdzi” „samowolnego sadzenia roślin” i sprowadzenie tego aktu do zastrzeżonej Pana zdaniem kompetencji prezydenta miasta,  wynikającej rzekomo z ustawy o samorządzie gminnym, jest co najmniej niestosowne o ile nie obraźliwe.

Dlatego wyjaśniam , że w dniu 23 maja br. celem mojego działania nie było prowadzenie akcji nielegalnego zalesiania miasta, jak pan raczy sugerować , a upamiętnienie „Ofiar ukraińskiej rzezi Polaków na Wołyniu” w symboliczny sposób poprzez posadzenie Dębu .

Od wielu lat czynnie uczestniczę w życiu samorządowym Bydgoszczy i od Pana się dowiaduję , że „nasadzenia pamiątkowych dębów w Alei Ossolińskich odbywają się ściśle według określonych procedur” . Proszę o wskazanie mi tych „ściśle określonych procedur” do których Pan się odwołuje albowiem nie udało mi się nigdy do takiego dokumentu dotrzeć a moja wiedza w przedmiotowym zakresie jest odmienna od tej na którą się Pan powołuje.

Twierdzi Pan  w swoim piśmie , że to prezydent miasta udziela każdorazowej zgody na „uroczystości nasadzeń”. Jak przedmiotowe twierdzenie ma się do treści zawartej na tabliczce – „Dąb wolnej Ukrainy posadzony przez Jurija Andruchowycza wybitnego pisarza ukraińskiego z inicjatywy Stowarzyszenia Klub Przyjaciół Ukrainy 23 maj 2015” ?

Skąd wywodzi Pan uprawnienie prezydenta do wyrażania zgody w tym zakresie i wreszcie czy decyzja o uczczeniu jakiegoś wydarzenia w ten sposób nie powinna być w jakiś sposób decyzją mieszkańców Bydgoszczy wyrażona choćby poprzez reprezentujących ich Radnych?

Szanowny Panie , protestuję przeciwko sprowadzaniu posadzenia drzewa upamiętniającego tysiące naszych rodaków pomordowanych na Wołyniu , do jak Pan to nazywa „nasadzenia” zieleni i żądaniu usunięcia tego pomnika pamięci jak niepożądanego przedmiotu z nieznanych mi powodów .

Protestuję przeciwko temu , że grupa osób pozostająca w przekonaniu , że są reprezentantami  społeczeństwa i że ma prawo samowolnie decydować co to społeczeństwo uważa za właściwe i dobre dla niego , będzie decydować , które pomniki i komu poświęcone mogą być stawiane.

Wyjaśniam Panu , że nie ma innego właściwszego miejsca na upamiętnienie ofiar mordów Polaków niż Aleja Dębów w Alei Ossolińskich obok Dębu Wolnej Ukrainy. Podjęte przeze mnie działanie, wyrażało uczucia i pragnienia bardzo wielu mieszkańców Bydgoszczy i miało na celu wyłącznie uczczenie pamięci pomordowanych i przypomnienie o ich tragedii. Moje postępowanie nikogo nie obrażało i nie miało na celu obrażanie uczuć kogokolwiek.

Nie ma Wolności bez Pamięci! Wierzę głęboko , że oba dęby – Wolności i Pamięci będą wzrastały obok siebie i dawały w ten sposób świadectwo dojrzałości tych , którzy je posadzili. Nie ma innego miejsca dla Dębu Pamięci niż sąsiedztwo Dębu Wolności.

 

-do wiadomości Pan Prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski

 

 

Pozostaję z poważaniem,

Bogdan Dzakanowski

Układ

Układ czy setki tysięcy układów.

Piotr Nowak: Polską lokalną rządzą sieci interesów

Tomasz Borejzapublicysta i dziennikarz. Pisze m. in. dla tygodników Cooltura oraz Przegląd

Na czele typowego układu, który trzęsie Polską lokalną, stoi poseł. Dalej – opowiada dr hab. Piotr Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego – są urzędy marszałkowskie i mający umocowanie polityczne pośrednicy w powiatach. Na samym dole takiej piramidy znajdują się gminy, gdzie polityka przekłada się na kontrakty oraz etaty. – Wie pan, jak to brzmi? Jak klasyczny układ feudalny – mówię, a w odpowiedzi słyszę: „Mnie się przypomina sytuacja z Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą”.

Tomasz Borejza: Bez owijania. Czy Polską lokalną rządzą kliki?

Dr hab. Piotr Nowak: Powiedziałbym raczej, że rządzą nią sieci interesów. Najważniejsi są tam ci, którzy rozdają pieniądze – przede wszystkim unijne, ale też ci, którzy mogą mieć wpływ na kontrakty lub pozyskanie dobrej pracy. Przy czym interesy nie zawsze trzeba tu rozumieć negatywnie.

Nowe wybory samorządowe już w 2016 r.? Teoretycznie to możliwe

Wydzielenie nowych województw byłoby powodem dla przeprowadzenia wcześniejszych wyborów samorządowych – już na wiosnę bądź jesienią 2016 r. To teoretycznie możliwy scenariusz, ale ostatecznej decyzji o zmianie administracyjnej mapy Polski nie ma. Reforma samorządowa wiązałaby się m.in. z perturbacjami w podziale pieniędzy unijnych

Jak wygląda taka sieć?

Na górze zwykle jest jakiś poseł. Najlepiej jak ma tzw. przełożenie na Warszawę i dojście do jakiegoś ministerstwa. W województwie lub powiecie znajduje się gwiazda takiego układu. Na ogół jest to człowiek umocowany politycznie, który pełni rolę pośrednika. Często ci „organizatorzy” znajdują się też w starostwach powiatowych. Duże znaczenie ma urząd marszałkowski, bo tam są pieniądze i realny wpływ na politykę w lokalnych społecznościach. Natomiast na dole jest poziom gminny, gdzie to wszystko przekłada się na konkrety – kontrakty i etaty.

Wie Pan, jak to brzmi? Jak klasyczny układ feudalny.

Mnie się przypomina sytuacja z Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą. Na czele stał kacyk. Była egzekutywa wojewódzka. I byli: wątek ekonomiczny – dyrektorzy państwowych zakładów, którzy zależeli od sekretarza. On dzisiaj także jest obecny, tylko w inny sposób. Inny, bo dyrektorów zastąpili prywatni przedsiębiorcy. Tylko że ci prywatni przedsiębiorcy bardzo często środki czerpią z kontraktów państwowych i dotacji unijnych. Są włączeni w system wspólnych interesów.

Kontrakty?

Pisze się SIWZ-y (specyfikację istotnych warunków zamówienia – tb). Teoretycznie powinna decydować cena i aspekty merytoryczne (doświadczenie, wiedza, dostępność kadr, jakość pomysłu wykonania usługi), które teoretycznie mają zabezpieczyć jakość wykonanej usługi, a w praktyce jest to wygodna furtka, aby postawić takie wymagania, żeby wykluczyć firmy z zewnątrz. Ludzie będący wewnątrz sieci zmawiają się, kto ma dostać kontrakt i taka firma go dostaje. Stąd biorą się absurdalne sytuacje, w których te same rzeczy są kilkukrotnie tańsze na wolnym rynku niż w zamówieniach publicznych. Może chodzić o sprawy prozaiczne – na przykład budki przystankowe.

Jak to jest możliwe?

Odpowiedź to układy. Tak jest w miastach. Tak jest na wsi.

Realizuje się inwestycje nie dlatego, że są potrzebne, ale dlatego, że da się wydać pieniądze?

Często. Celem wydawania pieniędzy niekoniecznie jest wizja programowa. Bywa nim znajomość konkretnego wykonawcy. Skoro coś może wykonać „swój”, to się właśnie to robi. Mam na swoim terenie brukarzy? Zrobię chodniki. Nie zawsze chodzi o korupcję. Często o brak kompetencji i specyficzny sposób rozumienia interesu społecznego. Przy czym bardzo trudno jest tego dowieść, stosując tradycyjne narzędzia badań społecznych.

Kacyk poza kontrolą

Te są chyba w rękach służb, a nie pracowników uniwersytetu. Pytanie jest jednak takie. Komu opłaca się to kontrolować, gdy interesy kontrolujących i kontrolowanych są wspólne?

Ze smutkiem muszę powiedzieć, że widać to po ostatnich wypadkach w PSL-u. Kiedy czytam, jak zatrzymany poseł awanturuje się z policją i krzyczy, że nie mogą go dotykać, bo on zna posła Burego i ich załatwi, to w jego przekonaniu, że może to zrobić, widzę kwintesencję tego, jak takie układy działają. Ci, którzy mogliby z tym coś zrobić, bardzo często w nich uczestniczą.

Ci, którzy chcieliby z nimi coś zrobić, są bardzo często za słabi.

 

Źródło: Onet

Lis w kurniku

 

Lis w kurniku        

Szanowni Państwo!

   Francuzi zapraszają lisa do kurnika i dziwią się, że się nie integruje z mieszkańcami kurnika. Eksperyment ten powtarzają od lat, zawsze z tym samym skutkiem i nie wyciągają żadnych wniosków. Jeśli już „tak mają”, to okrzyk „wszyscy jesteśmy Francuzami” oznacza mniej więcej tyle co: „wszyscy jesteśmy durniami”. Ja się wypisuję i nie solidaryzuję się ani z Francuzami, ani Niemcami. Niech sami piją piwo, którego naważyli.

     Ci litościwi krzykacze telewizyjni mają niepowtarzalną okazję wykazania się miłosierdziem. Niech przyjmują pod własny dach „uchodźców” i niech się nimi opiekują. Nie dawajmy się nabierać na ich szczodrość z naszej kieszeni i kosztem naszego bezpieczeństwa.

     Pozostawmy Francję muzułmanom, skoro Francuzi dokonali takiego wyboru. My zajmijmy się tym, co dla nas najważniejsze. Polska dla Polaków, Polacy dla Polski. Czas wyzbyć się narzuconych nam kompleksów i zacząć odbudowywać naszą tożsamość, nasz Kraj. Rząd się zmienił, ale media głównego ścieku – nie! Nadal wciskają nam kit, że nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, „zapominają” jednak dodać, że wszyscy terroryści są muzułmanami!

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd