Archiwa tagu: Marek Ciesielczyk

Zapraszamy na Trzecie Forum Gospodarcze Polonii Świata w Tarnowie 3-4 września

3-4 września tego roku, tuż przed forum krynickim, w Tarnowie (Małopolska) odbędzie się kolejne, już trzecie Forum Gospodarcze Polonii Świata. Inicjatorem tej imprezy jest Marek Ciesielczyk, wiceprzewodniczący stowarzyszenia OBURZENI.

Osoby zainteresowane udziałem w Forum znajdą informacje na temat rejestracji w filmie poniżej lub proszę dzwonić: + 48 601 255 849.

 

Historia Forum Gospodarczego Polonii Świata

Tarnów światową stolicą Polonii

Dotychczasowe hasło, mające promować nasze miasto:  „Tarnów – polski biegun ciepła” – jakkolwiek sympatyczne, nie wydaje się na tyle skuteczne, by zwrócić uwagę na nasz gród. Co gorsza, w związku z aresztowaniem, a następnie skazaniem za korupcję byłego prezydenta miasta Ryszarda Ścigały na karę 3 lat więzienia, niektórzy złośliwi zmieniać je zaczęli na:  „Tarnów – polski biegun korupcji”. Pojawił się jednak nowy pomysł, który może nie tylko pozytywnie wyróżnić nasze miasto, ale zaowocować zagranicznymi inwestycjami.

Jak się zrodził pomysł?

W czasie jednej z serii wykładów Marka Ciesielczyka w USA i Kanadzie w 2016 roku doszło do jego spotkania z Prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej, Frankiem Spulą (patrz zdjęcie), które z kolei doprowadziło do kontaktu radnego Ciesielczyka z reprezentantem Polsko-Amerykańskich Izb Gospodarczych, Zdzisławem Wojtasikiem, koordynatorem Polish-American Business Center, szefem Biura Informacji Gospodarczej Pegaz,  zajmującego się m.in. pozyskiwaniem zagranicznych inwestorów dla Polski.  Tak się zrodził pomysł zorganizowania w Tarnowie Pierwszego Forum Gospodarczego Polonii Świata w lipcu 2016 roku, w którym wzięli udział przedstawiciele 23 państw z całego świata (w tym tak egzotycznych, jak Emiraty Arabskie czy Indonezja).

Głównym celem Forum było nawiązanie kontaktów między tarnowskimi przedsiębiorcami i firmami zagranicznymi (nie tylko polonijnymi) na całym praktycznie świecie, które mogłyby zaowocować aktywnością gospodarczą polskich firm za granicą oraz inwestycjami zagranicznymi w Tarnowie. W czasie Forum podpisane zostało porozumienie o współpracy, którego sygnatariuszami są Polska Izba Przemysłowo – Handlowa i Polish American Builders Association. Organizacje te zobowiązały się  prowadzić wspólne akcje promocyjne w Polsce i USA oraz wspierać się wzajemnie przy wchodzeniu na rynek.

Spotkanie Prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Franka Spuli z dr, Markiem Ciesielczykiem w Chicago

Czy można z Tarnowa uczynić Polską Stolicę Polonii?

We wrześniu 2017 odbyło się Drugie Forum Gospodarcze Polonii Świata, w którym wzięło udział jeszcze więcej Polonusów niż rok wcześniej – obecna było bowiem reprezentacja aż 28 państw prawie ze wszystkich kontynentów! Przyznane zostały tytuły „Orzeł Gospodarczy Polonii Świata”. Patronat nad Forum objęło Ministerstwo Rozwoju RP, kierowane wówczas przez Mateusza Morawieckiego.

Tym razem owocem Forum było m.in. podpisanie umowy przez jedną z firm tarnowskich z partnerem amerykańskim, która umożliwi sprzedaż produktów tarnowskich na rynku USA. Przygotowywana jest podobna umowa z kolejną tarnowską firmą.

Choć Forum w swej nazwie ma „Gospodarcze” pojawiły się także konkretne rezultaty w dziedzinie kultury i edukacji. Dzięki kontaktom Marka Ciesielczyka z Polonią Amerykańską (m.in. ze śp. księdzem prałatem dr. Januszem Burzawą)  Polonusi z Florydy ufundowali specjalną nagrodę dla trzech najlepszych uczniów szkół tarnowskich w postaci 2-tygodniowego pobytu na Florydzie. Latem ub. roku trzy uczennice z tarnowskich szkół spędziły wakacje za oceanem. Być może i w tym roku uda się zorganizować taki pobyt w USA dla najlepszych tarnowskich uczniów.

Także z inicjatywy radnego Ciesielczyka w Tarnowie wystąpiła polonijna artystka z Londynu Klaudia Korzeniewska, zaś w Drugim Forum wzięła udział delegacja artystów z Chin, Los Angeles i Vancouver, którzy odwiedzili Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej i Europejskie Centrum Muzyki Pendereckiego w Lusławicach, deklarując chęć współpracy, w tym wymiany kulturalnej.

Polonia amerykańska ufundowała nagrody dla 3 najlepszych tarnowskich uczniów w postaci 2-tygodniowego pobytu na Florydzie

Lilianna Jarek, Dominika Lech i Justyna Bileńska mogły spędzić wakacje za oceanem

 

Czy powstanie Centrum Polonii w Tarnowie?

Pojawił się pomysł, by w Tarnowie zaczęło funkcjonować na stałe swego rodzaju Centrum Polonii, które m.in. koordynowałoby działania zmierzające do pozyskiwania inwestorów zagranicznych dla regionu tarnowskiego oraz ułatwienia lokalnym przedsiębiorcom wejścia na rynki zagraniczne przy pomocy organizacji polonijnych.

Siedzibą takiego Centrum mógłby być np. obecny Pałac Ślubów przy ulicy Gumniskiej (po przeniesieniu Urzędu Stanu Cywilnego – śluby mogłyby odbywać się np. w reprezentacyjnej Sali Lustrzanej)  lub Pałac Sanguszków w Gumniskach, o ile udałoby się dojść do definitywnego porozumienia z rodziną Sanguszków w sprawie własności tego obiektu oraz z funkcjonującą tam obecnie szkołą, którego owocem byłoby znalezienie lepszej dla niej siedziby. Pałac Sanguszków jest obiektem, który pod warunkiem znalezienia – oczywiście za zgodą szkoły- nowej, akceptowalnej przez nią siedziby, mógłby spełniać także inne funkcje. Można by tam równocześnie zlokalizować muzeum, hotel, restaurację etc. Gdyby szkole zaoferować znacznie lepsze warunki lokalowe niż obecne, na pewno można by dojść z nią do porozumienia. To oczywiście tylko  jedna z propozycji do dyskusji.

Gdyby Tarnów faktycznie zaczął spełniać rolę Światowej Stolicy Polonii, byłby to pierwszy krok do pozytywnego wyróżnienia się w końcu na mapie Polski i cegiełka (jeśli nie potężna cegła?) do budowli zwanej strategią rozwoju miasta.

Komisja Gancarza chciała „zamordować” Forum

Komisja Ekonomiczna Rady Miejskiej pod przewodnictwem radnego z PiS Józefa Gancarza z Krzyża, usiłowała na swoim niedawnym, budżetowym posiedzeniu storpedować organizację Trzeciego Forum Gospodarczego w Tarnowie w tym roku (patrz relacja na ten temat w innym miejscu pisma). Dopiero poprawka do projektu budżetu Prezydenta Miasta Romana Ciepieli zagwarantowała możliwość organizacji imprezy polonijnej. Dodać należy, iż koszt tej organizacji jest porównywalny ze średnim miesięcznym wynagrodzeniem (wraz z dodatkami etc.) wiceprezesa Azotów Grzegorza Kądzielawskiego, b. szefa gabinetu politycznego wicepremiera Gowina. Gdyby – jak chciał Gancarz i jego koledzy z klubu PiS w Komisji Ekonomicznej – Forum w Tarnowie „zamordowano”, jeden z głównych jego organizatorów sygnalizował niedawno, iż inne miasta „stoją już w kolejce”, by przejąć tę wyjątkowo atrakcyjną dla samorządu imprezę. Tarnów skompromitowałby się wówczas – za sprawą Komisji Gancarza – po raz kolejny – tym razem także na arenie międzynarodowej.

Polonijna artystka z Londynu Klaudia Korzeniewska (z lewej) po swym występie w Tarnowie z radnym Markiem Ciesielczykiem i akompaniującą pianistką z Niemiec – Maraike Bruning

Relacja filmowa z:

– Pierwszego Forum Gospodarczego Polonii Świata: 

– Drugiego Forum Gospodarczego Polonii Świata:

 

 

 

Sz. P. Poseł Włodzimierz Bernacki

Sz. P. Posłanka Anna Czech

Sz. P. Posłanka Urszula Rusecka

Sz. P. Posłanka Józefa Szczurek – Żelazko

 

Szanowne Panie Posłanki i Panowie Posłowie,

Apelujemy do Państwa o niezwłoczną rezygnację z mandatu posła RP w związku ze skandalicznym zachowaniem w czasie głosowania dotyczącego siedziby Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej.

Jako posłowie z tarnowskiego okręgu wyborczego głosowaliście Państwo przeciwko poprawce zgłoszonej (jak na ironię) przez posła z Krakowa, p. Marka Sowę, by siedziba w/w Instytutu była w Tarnowie, a nie w Warszawie, ze względu na szczególne więzi tarnowsko-węgierskie (tu urodził się nasz wspólny bohater Józef Bem).

Powinniście zdawać sobie sprawę z degradacji naszego miasta, do jakiej doszło w ostatnich 20 latach, zwłaszcza po utracie statusu miasta wojewódzkiego. Jest rzeczą oczywistą (szkoda, że nie dla Państwa) , iż Tarnów jako siedziba nowo powstałego Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej zyskałby na znaczeniu.

Głosowanie przeciwko największemu miastu w okręgu wyborczym kompromituje Państwa jako posłów, których obowiązkiem powinno być m.in. reprezentowanie interesów Tarnowa. Naszym zdaniem nie macie już w tej chwili moralnego prawa do sprawowania mandatu posła z naszego regionu.

Stowarzyszenie Oburzeni – Tarnów

dr Marek Ciesielczyk

tel. 601 255 849

antypartia@oburzeni.info

Tarnów, 12 lutego 2018

 

Kto byłby lepszym Prezydentem Gładysz, Einstein, Kądzielwaski czy św. Franciszek

 Wywiad telewizyjny z dr. Markiem Ciesielczykiem – kliknij tutaj:
https://tarnowska.tv/aktualnosci/czytaj/20208,marek-ciesielczyk-ranking-tarnowskich-samorzadowcow-w-gazecie-zjednoczeni-dla-tarnowa.html#sthash.ldk6jZoC.BiroO7Ob.dpbs

Nowy miesięcznik wydawany w Tarnowie przez OBURZONYCH – wersja internetowa www.zjednoczenidlatarnowa.pl

Oburzeni

OBURZENI

Wiele razy padało pytanie na co jesteście oburzeni? Odpowiedzią na nie może być nasz statut i program. Wiele osób twierdzi, że taka nazwa to obciach. Nie pozwoli ona na jakikolwiek sukces. Sami funkcjonują wiele lat w życiu społecznym. Mają za sobą niewielkie sukcesiki na lokalnym polu. Brakuje im sukcesu na polu ogólnokrajowym.

My członkowie Rady Koordynacyjnej Stowarzyszenia OBURZENI szukaliśmy i formuły jak i innej nazwy.

Organizacji, mających ambicje polityczne, społeczne jest w Polsce co najmniej kilka tysięcy (takie, które skupiają kilka/kilkanaście osób) i są jakąś formą prawną obowiązującą w Polsce. Z tego rzeczywiście działających, mających uregulowany stan prawny (prawie idealnie) są setki. O większości z nich nikt nie słyszał.

Środowiska oburzonych, pod ta nazwą lub zbliżoną, funkcjonują na całym świecie. Mają różne barwy polityczne, najczęściej podyktowane przez aktualne przywództwo organizacji. My również wywodzimy się z tego środowiska. Jesteśmy odłamem ruchów, które pojawiły się w Polsce w latach 2005 do 2013. W pewnym czasie byliśmy blisko Pawła Kukiza.

Chcąc działać w ramach obowiązującego prawa doprowadziliśmy, (nie bez kłopotów) do rejestracji w KRS naszego stowarzyszenia.

Nazwa OBURZENI budzi kontrowersje. Jednocześnie nie pozostawia prawie nikogo obojętnym. Nie spotkałem nawet jednej osoby, która stwierdziłaby „nigdy na nic nie byłem oburzony”. Za to często słychać w różnych mowach, rozmowach, dyskusjach, że jego uczestnika coś, ktoś, jakieś działanie oburza. Są narzędzia pozwalające ocenić, czy dana nazwa jest akceptowalna w życiu politycznym. Nauki zarządzania/kierowania organizacjami podają wiele takich narzędzi. Podstawowe z nich stosują wszystkie partie polityczne i organizacje społeczne mające ambicję odgrywać kluczowe role w swoim segmencie działania. Narzędzia użyte przez nas do badania, utwierdziły Radę Koordynacyjną, że nazwa OBURZENI jest prawidłowa. Nawet jeden z członków Rady,  poszukujący od wielu lat, innej nazwy zaakceptował fakt, że OBURZENI są już marką. Bieżącym przykładem, że Stowarzyszenie Oburzeni funkcjonuje w obrocie politycznym jest użycie naszej nazwy przez posła Jakubiaka z ruchu Kukiz 15.  

Ja jako Przewodniczący podkreślam, nastawiłem się na budowę stabilnej, trwałej formacji politycznej, która będzie stawiała na uczciwość, rzetelność oraz pracę na rzecz interesu Polski.

Nazwa OBURZENI dobrze oddaje  nasze nastroje, po obserwacji zachowań i działań wszystkich obecnych na scenie politycznej, graczy.

Z poważaniem

Jan Szymański

 

Stowarzyszenie OBURZENI nie ma nic wspólnego z osobą o nazwisku PIOTR RYBAK

Warszawa – Tarnów, 24 stycznia 2018

Sz. P. Zygmunt Solorz

Przewodniczący Rady Nadzorczej Telewizji POLSAT

Sz. P. Mirosław Błaszczak

Prezes Zarządu POLSAT

Sz. Nina Terentiew

Dyrektor Programowy POLSAT

Szanowni  Państwo,

Wczoraj w Polsat News oraz dzisiaj w Polsacie przedstawiciel Kukiz’15 p. Marek Jakubiak twierdził, iż p. Piotr Rybak, który swego czasu spalił kukłę mającą symbolizować Żyda, jest działaczem naszego stowarzyszenia OBURZENI.

Oświadczamy, iż w/w Piotr Rybak nigdy nie był i nie jest członkiem naszego stowarzyszenia, natomiast w ciągu ostatnich lat próbuje się posługiwać  nazwą „ruch Oburzonych”, z którym nie mamy nic wspólnego.

Co więcej już w przeszłości publicznie wyraziliśmy swoją negatywną ocenę działań p. Piotra Rybaka – patrz np.:

https://www.salon24.pl/u/oburzeni/560686,piotr-rybak-oburzony-kon-trojanski-albo-czlowiek-bez-zyciorysu

Mam nadzieję, iż nie musimy uciekać się do powoływania na prawo prasowe etc. i że POLSAT w tych samych programach zechce sprostować dezinformacyjne wypowiedzi działacza ruchu Kukiza, który swego czasu sam współpracował dość ściśle z Rybakiem.

Z poważaniem

Dr Marek Ciesielczyk

v-ve Przewodniczący stowarzyszenia OBURZENI

 

Marek Ciesielczyk – OSOBOWOŚĆ ROKU 2017

Kapituła Redakcji „Gazety Krakowskiej” nominowała Marka Ciesielczyka do tytułu OSOBOWOŚĆ ROKU 2017 w kategorii „Samorząd”, doceniając jego „wkład w życie lokalnej społeczności, a w szczególności działalność samorządową”.

Możesz oddać głos na Marka Ciesielczyka, wysyłając SMS o treści:
OS.143

pod numer tel.:
72355

Koszt tego SMS-a – 2,46 zł

Oto szczegółowe uzasadnienie nominacji:

Marek Ciesielczyk, Tarnów, bezpartyjny radny Rady Miejskiej w Tarnowie, za zainicjowanie Forum Gospodarczego Polonii Świata w Tarnowie oraz akcji, w wyniku której trzech najlepszych uczniów tarnowskich szkół otrzymało nagrody w formie 2-tygodniowego pobytu wakacyjnego na Florydzie, a także za inicjatywę porozumienia samorządowców ponad podziałami politycznymi w ramach projektu „Zjednoczeni dla Tarnowa”.

Jak można zniszczyć własne miasto

Jak działa maszynka do głosowania i jak radni mogą zrujnować własne miasto?

4 stycznia 2018 roku Komisja Ekonomiczna Rady Miejskiej w 100-tysięcznym Tarnowie (Małopolska)  w stylu bezmyślnej maszynki do głosowania przyjęła takie poprawki do projektu budżetu, które – zdaniem Skarbnika Miasta – mogą doprowadzić Tarnów do ruiny ze względu na konieczność przerwania realizacji niektórych zadań finansowanych z zewnątrz, co skutkować będzie koniecznością zwrotu części tych zewnętrznych środków (np. unijnych) oraz wypłacenia milionowych odszkodowań.

Większość członków Komisji to radni PiS, którzy przy okazji odrzucili projekt bezpartyjnego radnego Marka Ciesielczyka zorganizowania po raz trzeci w Tarnowie Forum Gospodarczego Polonii Świata, którego dwie pierwsze edycje zaowocowały już podpisaniem umów między firmami tarnowskimi i amerykańskimi, ufundowaniem przez Polonię amerykańską nagród dla najlepszych uczniów tarnowskich w postaci 2-tygodniowego pobytu na Florydzie czy też przymiarką do współpracy między środowiskami muzyków chińskich i tarnowskich.

Wcześniej radni PiS próbowali blokować uchwały proinwestycyjne oraz zastopowali dwie ważne inwestycje, które mogły dać Tarnowowi dodatkowe miejsca pracy i dochody w postaci podatków.

Zobacz filmik o iście kabaretowym charakterze, obrazujący sposób głosowania członków Komisji Ekonomicznej:


https://www.youtube.com/watch?v=lr-9UZ0bW0k

Patrz także:

http://oburzeni.pl/kazimierz-koprowski-notoryczny-looser-uwalnia-100-tysieczne-miasto/

Kazimierz Koprowski – notoryczny „LOOSER” – uwalnia od siebie 100-tysięczne miasto

Wspaniały prezent noworoczny  – „tarnowski Łukaszenka”  sam rezygnuje!

Tegoroczny Sylwester przyniósł 100-tysięcznemu Tarnowowi (Małopolska) wspaniałą nowinę – z funkcji Przewodniczącego Rady Miejskiej zrezygnował Kazimierz Koprowski, zwany przez złośliwych „tarnowskim Łukaszenką” ze względu na ograniczaną wolność słowa na sesjach Rady Miejskiej.

„To powinno się wydarzyć już trzy lata temu” – mówią niektórzy. „Lepiej późno, niż wcale” – stwierdzają z ulgą inni. Gdyby Koprowski nie był szefem Rady Miejskiej, można by uniknąć wielu konfliktów, a radni mogliby pracować w znacznie lepszej atmosferze.

Kazimierz Koprowski jako wyjątkowo konflikogenna osoba był na tyle nielubianym człowiekiem (nawet we własnej formacji politycznej), iż przegrał wszystkie kolejne wybory i to jako kandydat popierany przez najsilniejszą w mieście i regionie partię. Zaczął funkcjonować w Tarnowie jako notoryczny „LOOSER” :

– mimo, że Tarnów jest miastem konserwatywnym, w którym wybory do Rady Miejskiej wygrał PiS, Koprowski przegrał wybory na Prezydenta Miasta z kandydatem PO,

– mimo, że w tarnowskim okręgu wyborczym PiS wprowadził do Sejmu aż 6 osób (na 9 posłów w sumie), Koprowski – jako lider tej partii w największym mieście, przegrał z kretesem,

– mimo, że Koprowski był nie tylko szefem PiS w Tarnowie, ale także Przewodniczącym Rady Miejskiej, nie został wybrany przez działaczy tej partii do jej 20-osobowego zarządu okręgowego,

– mimo, że PiS po wyborach parlamentarnych obsadził swymi ludźmi wszystkie ważne stanowiska zależne od państwa (kilku radnych tarnowskich zostało prezesami czy dyrektorami), Koprowski nie otrzymał nic, co więcej, stracił dotychczasowe stanowisko w rządzonej przez PiS gminie Tarnów.

Zauważyć należy, iż Koprowski tolerował sytuację, w której on sam był  Przewodniczącym  Rady Miejskiej, a jego żona w tym samym czasie była Przewodniczącą Komisji Oświaty tejże Rady, co wywoływało uzasadniony sprzeciw wielu mieszkańców Tarnowa i narażało miasto na oskarżenia o swego rodzaju nepotyzm samorządowy.

Już wcześniej część radnych przygotowała  wniosek o odwołanie Koprowskiego z funkcji Przewodniczącego Rady Miejskiej, uzasadniając go  m.in. w taki sposób:  „….Pan Kazimierz Koprowski jako osoba odpowiedzialna za organizację pracy Rady Miejskiej w Tarnowie działa na szkodę miasta Tarnowa najpierw doprowadzając, a następnie utrzymując sytuację, w której miasto jest w stanie ustawicznego zagrożenia destabilizacją, wynikającą z możliwego referendum w sprawie odwołania Prezydenta Tarnowa.

W swych publicznych wypowiedziach Przewodniczący Koprowski nie informuje o konkretnym zakończeniu kryzysu albo organizacją referendum, albo odstąpieniem od tych planów, lecz enigmatycznie stwierdza, iż nie pora jeszcze na podjęcie takiej decyzji.

Taka sytuacja ciągłej niepewności szkodzi wizerunkowi Tarnowa, którego los może być w ten sposób niepewny nawet w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy (np. potencjalni inwestorzy mogą wstrzymywać się z decyzją o usytuowaniu tutaj swych firm, nie mając pewności, czy za kilka tygodni nie dojdzie do kolejnych zawirowań politycznych w postaci referendum ws. odwołania prezydenta miasta).

Poza tym p. Koprowski kieruje pracą Rady w sposób nieudolny i nieobiektywny, zezwalając na ciągłe łamanie Statutu Tarnowa …… „.

Koprowski zasłynął m.in. tym, iż odmówił udzielenia głosu przedstawicielowi grupy mieszkańców miasta, który chciał przedstawić radnym negatywną ocenę pracy Rady oraz wniosek o referendum w sprawie odwołania tejże Rady. Gdy jeden z radnych chciał sam przedstawić oświadczenie tarnowian w punkcie  „wolne wnioski”,  został on wycofany z porządku obrad!

Koprowski odbierał wielokrotnie głos samorządowcom, gdy ci wypowiadali opinie sprzeczne z poglądami jego klubu radnych. W tym samym czasie, co naruszało zapisy statutowe, tolerował niezrozumiałe, tasiemcowe wystąpienia swego kolegi klubowego, co przedłużało czas posiedzeń Rady Miejskiej „w nieskończoność”.

Gdy okazało się, że wyniki egzaminów maturalnych w tarnowskich szkołach są  znacznie gorsze od wielu innych powiatów województwa małopolskiego, był jednym z tych, którzy blokowali debatę oświatową, a następnie wśród tych, którzy zaakceptowali propozycję, by debata ta wprowadzona została do porządku obrad Rady Miejskiej dopiero w grudniu roku 2018!

Choć był nauczycielem, dyrektorem szkoły i szefem miejskiego wydziału edukacji, nie zauważył na Komisji Oświaty, iż dyrektor jednej ze szkół naruszył obowiązujące w Polsce przepisy oświatowe, co wypomniał mu dopiero Kurator Oświaty i Rzecznik Praw Obywatelskich.

Zignorował zdanie zdecydowanej większości członków poprzedniej Rady Młodzieżowej i forsował rozwiązania statutowe, z którymi nie zgadzała się większość uczniów w niej działających, co na pewno nie było dla młodych ludzi dobrym przykładem funkcjonowania lokalnej demokracji. Na pierwszej sesji nowej Młodzieżowej Rady Miejskiej wprowadził w błąd uczniów tarnowskich, stwierdzając, że przeprowadzenie anonimowej ankiety wśród uczniów szkół średnich, w których mogliby wyrazić swą ocenę nauczycieli, byłoby niezgodne z prawem. Prawo zaś zakłada możliwość posiłkowania się w tego typu sprawie oceną samorządu uczniowskiego.

W okresie PRL-u, gdy ówczesne władze chciały się pozbyć jakiegoś znaczącego członka nomenklatury, którego nie wypadało po prostu zwolnić z zajmowanego stanowiska, wysyłano go np. na placówkę dyplomatyczną do Mongolii.

W omawianym przypadku co prawda nie zaproponowano Koprowskiemu wyjazdu do Ułan Bator, lecz do Warszawy, gdzie ma pracować nawet nie jako dyrektor, lecz zaledwie jako zastępca dyrektora wydziału w Ministerstwie Edukacji, ale analogia jest tutaj czymś oczywistym.

Patrz także film:

https://www.youtube.com/watch?v=78wwmvS8deI

ZJEDNOCZENI DLA TARNOWA

Marek Ciesielczyk ujawnia: redaktor Małgorzata Bonikowska – TW „MARIA”

POLEMIKA Z REDAKTOR BONIKOWSKĄ

Gdy w czerwcu 2017 roku w czasie moich wykładów w Kanadzie (patrz: https://www.youtube.com/watch?v=6ldycXsQPVI  ) – zaprezentowałem dokumenty z IPN, świadczące o tym, iż redaktor naczelna jednego z największych polonijnych pism „Gazeta – Gazeta” z Toronto Małgorzata Bonikowska została zarejestrowana jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „MARIA”, zakwestionowała ona wiarygodność tych materiałów zarówno na łamach swego pisma jak i w innych mediach, powołując się m.in. na znany przypadek Małgorzaty Niezabitowskiej, rzeczniczki prasowej rządu Tadeusza Mazowieckiego oraz opinię profesora Andrzeja Friszke.

Trafił swój na swego

Bonikowska cytuje fragmenty książki Niezabitowskiej, z których ma wynikać, iż nie była ona tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, która sfabrykować miała dokumenty obciążające Niezabitowską, by się wykazać skutecznością. Podobnie miało być – jak twierdzi Bonikowska – w jej przypadku. Trzeba jednak w tym miejscu zauważyć, iż  IPN najpierw odmówił Małgorzacie Niezabitowskiej statusu osoby pokrzywdzonej, a następnie – po apelacji wniesionej przez IPN sprawa (wygrana najpierw przez nią) wróciła do sądu pierwszej instancji i była ponownie rozpatrywana. Niezabitowska w końcu sama wycofała się z procesu autolustracji (oficjalnie z powodu choroby, która nie przeszkodziła jej jednak później w innego rodzaju aktywności).

Podkreślić przy tym wypada, iż powoływanie się na procesy lustracyjne w Polsce ma wątpliwą wartość dowodową. Lech Wałęsa, czyli TW BOLEK, został przecież oczyszczony przez sąd lustracyjny z zarzutu agenturalności, podobnie jak pewien wójt, który wcześniej sam przyznał się do współpracy z SB!

Małgorzata Bonikowska chcąc uwiarygodnić swoją linię obrony powołuje się na „autorytet” profesora Andrzeja Friszke. Trudno się zresztą temu dziwić, iż wybrała osobę z tego samego środowiska politycznego. Wielu Polonusów w Kanadzie widzi w redagowanym przez nią piśmie rodzaj polonijnej „Gazety Wyborczej”. Warto przypomnieć, iż Andrzej Friszke w roku 1999 został powołany w skład Kolegium IPN z rekomendacji Unii Wolności, a w roku 2007 był ponownie kandydatem do tegoż Kolegium z ramienia Platformy Obywatelskiej. Wówczas nie został wybrany. Z jednej strony Friszke broniąc Bonikowskiej, kwestionuje wiarygodność materiałów zgromadzonych w IPN, z drugiej zaś – nie ma wątpliwości, iż na podstawie IPN-owskich dokumentów można na przykład twierdzić, iż w czasach PRL-u  „Maciarewicz donosił na kolegów” do SB! W innym miejscu Friszke „porównuje PiS do Polskiej Partii Robotniczej”. Nawet jeśli Friszke nie zgadza się z polityką PiS-u, to przecież tego typu porównania kompromitują go jako historyka.

Czy w PRLU-u nie było SB?

Gdyby dać wiarę byłym tajnym współpracownikom komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, musielibyśmy uwierzyć, iż w PRL-u nie tylko nie było kapusiów, ale także, że nie funkcjonowała sama SB. Tajni współpracownicy, kontakty operacyjne, kontakty informacyjne Służby Bezpieczeństwa czy też osoby, które nie były formalnymi kapusiami, a dostaczały SB informacji (trzeba pamiętać, że tacy też działali i czasem byli bardziej szkodliwi niż formalni współpracownicy) zawsze tłumaczą się w ten sam sposób:

  1. Zobowiązanie do współpracy podpisali nieświadomie, właściwie nie wiedzieli co podpisują. Na przykład Adam Skorek (b. Prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej w Quebec), czyli TW SB JAREK napisał do mnie, że przed podpisaniem przez niego zobowiązania do współpracy esbecy wsypali mu coś do herbaty – patrz: https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/831875,marek-ciesielczyk-ujawnia-b-prezes-kpk-w-quebec-adam-skorek-to-tw-jarek
  2. Musieli podpisać takie zobowiązanie, bo byli szantażowani. Tak opisywał mi okoliczności podpisania zobowiązania np. Wacław Sikora (szef małopolskiej SOLIDARNOŚCI), czyli TW SB RETURN – patrz: http://niepoprawni.pl/blog/7514/kolejny-tw-sb-return-waclaw-sikora-szef-solidarnosci-malopolskiej-jeden-z-19
  3. Ich donosy były nieszkodliwe, o czym przekonywała np. żona Wojciecha Wierzewskiego (prawej ręki trzech kolejnych prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej), czyli KO SB TOWER – patrz: http://niepoprawni.pl/blog/7514/dlaczego-slawomir-cenckiewicz-nie-ujawnil-tych-dokumentow-na-temat-ko-sb-tower-czyli
  4. Niczego nie podpisali, nie byli więc współpracownikami SB. Tak niektórzy bronią np. Andrzeja Jarmakowskiego, który faktycznie niczego nie podpisał, nie był więc TW SB, a mimo to przekazywał potajemnie szkodliwe dla Polski i Polonii informacje rezydentom SB w Chicago – patrz: https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/732311,progressforpoland-andrzej-jarmakowski-marek-ciesielczyk-polonia-i-sb

Czy postępowanie Bonikowskiej było naganne?

W tej części tekstu,  w której zaprezentuję dokumenty z IPN na temat Bonikowskiej, ustosunkuję się do jej linii obrony. Bonikowska twierdzi, iż materiały na jej temat zostały spreparowane przez oficerów SB, którzy chcieli wykazać się przed przełożonymi i dlatego przedstawili ją jako TW MARIĘ. Była szantażowana, więc podpisała zobowiązanie, ale w żaden sposób nie współpracowała z SB, z którą spotkała się 1-2 razy. Niemal natychmiast po podpisaniu zobowiązania odmówiła współpracy. Nie ma więc sobie nic do zarzucenia. Uzasadnienie tej linii obrony przedstawiła bardzo obszernie w Internecie, można więc je porównać z niżej zaprezentowanymi dokumentami z IPN.

Dowiadujemy się z nich, że Małgorzata Pogorzelska-Bonikowska, dzisiaj redaktor naczelny polonijnej „GAZETY” w Toronto, została „pozyskana do współpracy z kontrwywiadem” PRL i zarejestrowana jako TW SB o pseudonimie „Maria”.

Urodzona 5 września 1958, ukończyła anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim w 1981 roku, w roku 1984 pozwolono jej wyjechać z PRL-u na stypendium w Wielkiej Brytanii, do Lancaster, później była adiunktem w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego, wyemigrowała do Kanady w okresie, gdy w Polsce rozpoczynały się zmiany ustrojowe, w latach 90-tych była dziennikarzem polonijnej „Gazety” w Toronto,  od 2003 – redaktorem  naczelnym jej wydania internetowego, a od 2013 redaktorem naczelnym tejże „Gazety”. Była również korespondentką TVP Polonia od 2014. Pracuje także dla Radio BIS w Hamilton oraz Radio Polonia w Detroit (2003-2004), jest członkiem zarządu Polonii Przyszłości, działaczką  Polish-Jewish Heritage Foundation” (sama temu zaprzecza?).  W roku 2005 odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP (w 2007 Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski odznaczony został tajny współpracownik SB Piotr Mroczyk, ostatni dyrektor sekcji polskiej Radio Wolna Europa).

Swoje liberalne podglądy na rzeczywistość Bonikowska przedstawia np. w obszernym wywiadzie w SUPESTACJI 3 kwietnia 2017 roku – patrz: http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-malgorzata-p-bonikowska,6459893/

W artykule „Polska bez Jarosława” w „Gazecie” 5 maja 2017 Bonikowska pisze m.in.:   „A im bardziej Jarosław Kaczyński nienawidzi świata i poszukuje wrogów, tym gorzej dla Polski i Polaków. Tym większa pewność, że będzie dążył jeszcze bardziej niż dotychczas do zemsty za wszelką cenę, że będzie nawoływał do nienawiści i odwetu… Im bardziej nieszczęśliwy jest osierocony bliźniak, tym gorsze perspektywy dla Polski. Lepiej byłoby gdyby odszedł i zostawił decydowanie o Polsce ludziom, którzy mają więcej sympatii do świata i bliźnich.”

Z dokumentów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej – sygnatura IPN BU 001052/918, w przypadku których klauzulę tajności zniesiono dopiero 15 czerwca 2012 roku (dlaczego tak późno?), wynika, iż jedna z najbardziej znanych dziennikarek polonijnych w Kanadzie, Małgorzata Pogorzelska-Bonikowska (zdjęcie B-0 i B-1),

była zarejestrowana jako tajny współpracownik komunistycznej Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „MARIA”, podpisała zobowiązanie do współpracy, co – jak należy przypuszczać – przyniosło jej korzyść w postaci akceptacji przez SB jej wyjazdu  stypendialnego do Wielkiej Brytanii oraz przekazywała Wydziałowi II Departamentu II SB (czyli kontrwywiadowi, zajmującemu się Wielką Brytanią) informacje na temat osób ze swego środowiska. Mając na uwadze sposób funkcjonowania SB, nie można wykluczyć, że mogły one być użyteczne dla esbeków.

Na początku roku 1984 kontrwywiad Służby Bezpieczeństwa w „Uzasadnieniu pozyskania do współpracy”  w taki oto sposób opisuje „cel pozyskania”: „do rozpoznawania cudzoziemców, a szczególnie Brytyjczyków zatrudnionych w Instytucie Anglistyki UW (Uniwersytetu Warszawskiego, przyp. MC). Ponadto bliższe rozpoznanie obywateli brytyjskich zatrudnionych w British Council w Warszawie”. (B-2)

Kontrwywiad PRL-owski docenił możliwości działania kandydatki na tajnego współpracownika SB, Bonikowskiej, stwierdzając: „…z racji pracy w Instytucie Anglistyki UW kandydatka zna cudzoziemców zatrudnionych w tej placówce. Poza tym utrzymuje bliskie kontakty z Brytyjczykami w częścią personelu polskiego British Council w W-wie. Pozwoli to ujawnić osoby mogące mieć związki z Brytyjskimi służbami specjalnymi”. Tak więc Bonikowska miała – wg planów SB –  m.in. pomóc komunistycznym służbom specjalnym demaskować brytyjskich agentów na terenie PRL. (B-3)

Mł. chor. Zbigniew Marciniak, w meldunku „Rezultat pozyskania”, zawiadamia: „ W dniu 12 marca 1984 r. w budynku DUSW W-wa Mokotów przeprowadziłem rozmowę werbunkową z wytypowanym kandydatem, w wyniku której pozyskano go do współpracy z kontrwywiadem. (…) Kandydatka wyraziła zrozumienie i chęć udzielania pomocy kontrwywiadowi  (podkreślenie MC) w zakresie swoich możliwości. Wyraziła pogląd, że pomoc naszej służbie jest jej patriotycznym i obywatelskim obowiązkiem. Godząc się na współpracę zobowiązała się do udzielania wszelkich informacji dot. cudzoziemców przebywających na terenie Polski i obywateli polskich będących w naszym operacyjnym zainteresowaniu. (…) kandydatka pozyskana została na zasadzie dobrowolności. Wyraziła chęć współpracy z kontrwywiadem, co zawarła w pisemnym zobowiązaniu. Dla konspiracji przyjęła pseudonim ‘MARIA’. Omówiono z tajnym współpracownikiem sposób nagłego nawiązywania kontaktu, który jest następujący: Nawiązanie kontaktu odbywać się będzie drogą telefoniczną. Zna mnie pod nazwiskiem MALIŃSKI Zdzisław. „ –  pisze esbek, który zwerbował późniejszą redaktor naczelną polonijnej „Gazety” w Toronto, uhonorowaną w 2005 roku przez Prezydenta Rzeczypospolitej Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP. (B-4, B-5, B-6)

Informacje te stoją więc w sprzeczności z tym, co twierdzi sama Bonikowska, że była przyparta do muru, nie miała wyjścia, była szantażowana etc.

O późniejszej działaczce Fundacji Dziedzictwa Polsko-Żydowskiego w Kanadzie wspomniany esbek pisze dalej: „Posiada pozytywny stosunek do przemian społeczno-politycznych zachodzących w naszym kraju i do pracy resortu spraw wewnętrznych.” (B-8) 

Przypomnijmy, iż w tym samym roku (nieco później), tenże „resort spraw wewnętrznych”, do pracy którego tak pozytywny stosunek miała TW SB MARIA, zamordował księdza Popiełuszkę. Bonikowska w swej mowie obrończej robi z siebie bohaterkę, która niemal natychmiast po podpisaniu zobowiązania odmówiła współpracy z SB.

12 marca 1984 późniejsza „gwiazda” polonijnego dziennikarstwa w Toronto,  podpisała zobowiązanie następującej treści” „Małgorzata Pogorzelska-Bonikowska, ul. Wspólna…. Warszawa. Zobowiązuje się do zachowania w tajemnicy spotkań odbytych ze mną przez pracownika kontrwywiadu i jednocześnie do udzielenia informacji. Małgorzata Bonikowska”.  (B-14).

Młodszy inspektor Wydziału II Departamentu II MSW (czyli kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa ds. Wielkiej Brytanii), mł. chor. Z. Marciniak po zwerbowaniu Bonikowskiej oświadcza z satysfakcją” „Nowopozyskanego tajnego współpracownika zamierzam wykorzystać w charakterze jednostki manewrowej, w zależności od potrzeb operacyjnych. Ponadto w toku współpracy TW angażowany będzie do rozpoznania cudzoziemców, a głównie obywateli brytyjskich, z którymi utrzymuje kontakty prywatne i służbowe oraz innych osób pozostających w naszym operacyjnym zainteresowaniu. W najbliższych dniach opracuję plan wykorzystania, szkolenia i kontroli tajnego współpracownika ps. ‘MARIA’.”. (B-15)

Późniejszy kawaler (a dokładniej mówiąc kawalerka) jednego z najwyższych polskich odznaczeń państwowych spotyka się – wg dokumentów z IPN – 10 maja 1984 roku w jednej z warszawskich kawiarni ze swoim oficerem prowadzącym SB, a ten raportuje w notatce służbowej z 11.05.1984: „W czasie spotkania tw ps. ‘Maria’ przekazała następujące informacje.

  1. Jerzy RUBACH jest kierownikiem Zakładu Języka Angielskiego Instytutu Anglistyki UW. W najbliższym czasie będzie kandydował wyborach na dyrektora instytutu. Ma 36 lat, jest żonaty i ma syna. Często wyjeżdża za granicę, zabiega o te wyjazdy. (…) Nie stroni od kontaktów towarzyskich. Alkoholu nie pije, pali dużo papierosów.
  2. Piotr SADOWSKI jest doktorantem Instytutu Anglistyki. Ma trudności z napisaniem pracy doktorskiej. Żonaty, jedno dziecko. Mało udziela się towarzysko. Nie uczęszcza na imprezy rozrywkowe organizowane przez instytut. Pasjonuje się archeologią. „

(B-16, B-17, B-18)

Na pierwszy rzut oka laikowi może wydać się, iż Bonikowska nie przekazuje Służbie Bezpieczeństwa żadnych istotnych informacji, zresztą sama tak później twierdzi w swych tekstach w Internecie.  Jednak każdy, kto zna istotę działania służb specjalnych wie, iż informacje TW MARII mogły – choć oczywiście nie musiały – być wartościowe dla SB. Skoro Jerzy Rubach ma zamiar kandydować na dyrektora instytutu, to SB może mu w tym pomóc lub zaszkodzić. Skoro bardzo mu zależy na wyjazdach za granicę esbecy mogą mu to ułatwić lub spowodować wydanie zakazu wyjazdu za granicę. W zamian SB mogła czegoś oczekiwać od Rubacha.

Bonikowska oczywiście bagatelizuje ten fakt, stwierdzając, że przecież SB wiedziała, że Rubach wyjeżdża za granicę, ale przemilcza już to, iż bardzo mu na tych wyjazdach zależało. Bonikowska utrzymuje ponadto infantylnie, iż SB nie mogła mieć wpływu na wybór dyrektora. Przypomnijmy (patrz link do artykułu wyżej), że Wacław Sikora, późniejszy współpracownik SB, został wybrany szefem małopolskiej SOLIDARNOŚCI dzięki temu, iż kilku TW SB, delegatów na zjazd SOLIARNOŚCI, kompromitowało kontrkandydatów Sikory i m.in. dzięki tej operacji SB, wygrał on wybory! Przypadek ten opisuję dokładnie w mojej książce  „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa” (Nowy Jork – Chicago – Tarnów 2015). Przypomnieć w tym miejscu też wypada losy prawej ręki trzech kolejnych prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej, Wojciecha Wierzewskiego, który wyjechał na stypendium do USA dzięki pomocy SB, a następnie był jej kontaktem operacyjnym w Ameryce. 

Skoro Jerzy Rubach nie pije, ale nie stroni od kontaktów towarzyskich, to można mu np. „podsunąć” kobietę, by sprowokować romans, dzięki któremu będzie można wywierać presję na naukowca. Bonikowska powołuje się na wypowiedź Ruchaba, który stwierdza, że jego teczka jest pusta, ale to nie jest powód, by bagatelizować informacje przekazane przez Bonikowską SB. Na szczęście, jak twierdzi Rubacha, SB ich nie wykorzystała, ale przecież mogła to zrobić. Nie w tym rzecz, czy Bonikowska przekazywała cenne czy też mniej wartościowe informacje SB. Istotne jest to, że dzisiejsza „gwiazda” liberalnego dziennikarstwa polonijnego zachowała się co najmniej nagannie i to może w tej chwili rzutować na ocenę jej osoby np. jako dziennikarza.

Jeśli Piotr Sadowski miał trudności z napisaniem pracy doktorskiej (choć teraz Bonikowska temu zaprzecza), w obronie doktoratu mogła mu „pomóc” Służba Bezpieczeństwa, np. gdyby  zechciał wyrazić ochotę na współpracę? Oczywiście ponownie trzeba powiedzieć, tak nie musiało, ale mogło być. Bonikowska wyśmiewa taką możliwość, twierdząc, że w Polsce nikt nikomu nie pisał pracy doktorskiej. Po pierwsze są już dowody, iż tak się zdarzało, po drugie nie chodzi przecież o to, że SB mogła taką pracę za naukowca napisać, tylko o to, że mogła mu ułatwić jej obronę. SB mogła w PRL-u wszystko. Poza tym miłość Sadowskiego do archeologii SB mogła wykorzystać, proponując mu np. wycieczkę do Grecji lub Egiptu w zamian za współpracę. Znowu istotę rzeczy stanowi nie wartość samych informacji przekazanych przez Bonikowską SB, ale fakt, iż według materiałów z IPN – przekazywała je. Zresztą temu nie zaprzecza. Twierdzi jedynie, że jej zdaniem były to informacje, które nie mogły nikomu zaszkodzić.

Bonikowska (a za nią Friszke) starają się dowieść, iż „donos”, to informacja, która nie jest powszechnie dostępna i w związku z tym trudno mówić, że Bonikowska „donosiła”. Jednak – jak się wydaje – choć wiadomo było np., że Rubach wyjeżdża za granicę, to już jest mało prawdopodobne, że wiedziano powszechnie, iż mu na tych wyjazdach bardzo zależy. Nawet jeśli słowo „donos’ może wydać się w tym przypadku zbyt mocne, to na pewno przekazywanie informacji, które mogły służyć SB np. do sporządzenia charakterystyki psychologicznej, nie jest czymś chwalebnym, być użyć tutaj eufemizmu. Służba Bezpieczeństwa miała znacznie ułatwione zadanie w przypadku zamiaru werbowania tych osób. W w/w książce opisuję podobną działalność donosicielską Wierzewskiego, która sprawiła, iż sekretarka w instytucie badawczym stała się łatwym łupem dla Służby Bezpieczeństwa.

W tej samej notatce służbowej esbek informuje przełożonych, iż zlecił tajnemu współpracownikowi MARII, czyli Bonikowskiej, dostarczenie informacji na temat Johna Shortera. Następnie oficer prowadzący Bonikowską melduje, iż TW MARIA „poinformowała mnie, że w lipcu br. John SHORTER wyjechał z Polski. Objąć ma on stanowisko dyrektora BC (British Council, przyp. MC) w Hamburgu. W czasie spotkania ‘Maria’ poinformowała mnie, że ma kłopoty z otrzymaniem paszportu. Otrzymać powinna go 15 września, gdyż wyjazd nastąpić miał 1.10.br. „.  W tym przypadku można także dyskutować, czy tego typu informacja jest czy też nie jest donosem. Chyba jednak nie była to powszechnie znana informacja, gdzie Brytyjczyk, którym interesowała się SB, będzie pracował w przyszłości. Gdy Bonikowska stara się dzisiaj odeprzeć zarzuty, ustosunkowuje się do informacji przekazanych przez nią SB na temat Rubacha i Sadowskiego, ale nie wchodzi w szczegóły sprawy Shortera, zapewne dlatego także, iż ten przypadek podważa wiarygodność jej twierdzenia dotyczącego ilości kontaktów z SB.  (B-19a)

Mamy więc klasyczny model. TW informuje (np. o tym, gdzie SB będzie mogła znaleźć osobę, którą się interesuje), a w zamian za to może liczyć na jakąś korzyść. W tym wypadku jest to zgoda Służby Bezpieczeństwa na wyjazd na stypendium do Wielkiej Brytanii. Podobne korzyści jako TW WOLFGANG odnosił obecny ambasador RP w Niemczech Andrzej Przyłębski. Mimo, że spełnia on wszystkie formalne i praktyczne warunki bycia tajnym współpracownikiem SB, w dalszym ciągu reprezentuje Polskę w Berlinie!

Bonikowska twierdzi dzisiaj, że tak bardzo opierała się namowom SB, że ta utrudniała jej wyjazd na stypendium do Wielkiej Brytanii. Jednak w końcu SB pozwoliła jej na ten wyjazd i tego Bonikowska nie może zakwestionować. Gdyby było tak, jak sugeruje Bonikowska, że odmówiła dalszej współpracy przed wyjazdem z Polski, prawdopodobnie SB nie zgodziłaby się na jej wyjazd. Przypomnijmy to wszystko ma miejsce w roku 1984 w PRL-u!

W pewnym momencie Bonikowska próbowała faktycznie wycofać się ze współpracy z SB (ten fakt przemilcza i można odnieść wrażenie, że faktycznie już za pierwszym razem zdecydowanie odmówiła kontynuowania współpracy), ale bardzo szybko stanęła „na baczność” przed swym oficerem prowadzącym, który z satysfakcją mógł donieść przełożonym: „Obecnie ‘Maria’ ponownie podjęła decyzję kontaktu z naszą służbą i zobowiązała się do udzielania nam informacji. Źródło poinformowało mnie, że w roku akademickim 1984/85 jest przewidziana na wyjazd stypendialny z ramienia British Council do Londynu. Okres jej pobytu ma wynieść 9 miesięcy. Z uwagi na zbliżające się wakacje oraz wyjazd ‘Marii’ do rodziny poza Warszawę ponowne spotkanie umówiono na początek września.” (B-20)

Ten sam oficer prowadzący SB, Marciniak w kolejnej notatce służbowej z 2.10.1984 roku raportuje ponownie, iż przywołał TW MARIĘ do porządku, gdy próbowała wycofać się ze współpracy: „W dniu 2 października 1984 r. odbyłem spotkanie z tajnym współpracownikiem ps. ‘Maria’, podczas którego tw poinformowała mnie, że w najbliższym czasie wyjeżdża na 9-cio miesięczne stypendium do Lancaster (W. Brytania). Na wyjazd została wytypowana przez Instytut Anglistyki UW. Wyjeżdża za pośrednictwem British Council (…) Na jej oświadczenia ostro zaprotestowałem tłumacząc jej, że decyzja, którą podjęła kiedyś w dalszym ciągu nas obowiązuje tym bardziej teraz gdy wyjeżdża do W. Brytanii. ‘Maria’ po tej  ostrej reprymendzie, zmieniła swoje stanowisko w stosunku do naszej służby. Wyraziła zgodę na odbycie następnego spotkania, które będzie (miało) na celu ukierunkowanie jej odnośnie wyjazdu na stypendium.  Poinformowałem ‘Marię’, aby podczas swojego pobytu w Lancaster zwróciła uwagę na:

  1. Osoby, z którymi się będzie kontaktować – ich charakterystyki i zainteresowania
  2. Ośrodki naukowo-dydaktyczne, miejsce pobytu, personel, zakres zainteresowań
  3. O swoich spostrzeżeniach zlecono tw poinformowanie mnie po swoim powrocie do Polski. Marciniak”  (B-22, B-23, B-24, B-25)

Gdyby – jak twierdzi Bonikowska – zerwała współpracę z SB jeszcze przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii, to po co oficer SB miałby przekazywać jej te instrukcje?

Jak wynika z dokumentów, Bonikowska spotykała się z SB wielokrotnie, a nie jak twierdzi 1-2 razy i nie zerwała współpracy przed swym wyjazdem za granicę. Jeszcze raz wypada zauważyć, iż w razie faktycznej odmowy przed wyjazdem na stypendium do Wielkiej Brytanii, Służba Bezpieczeństwa z pewnością by się zemściła i nie dopuściła do wydania jej paszportu.

W notatce służbowej z 18.12.1985 czytamy z kolei: „ W dniu 11 grudnia br. odbyłem spotkanie z tw ps ‘Maria’. Wymieniona poinformowała mnie, że w okresie listopad 84 – wrzesień 1985 była na stypendium British Council w W. Brytanii (Lancaster)… stwierdziła, że nie odpowiada jej kontakt ze Służbą Bezpieczeństwa…. Proponuję rozwiązać współpracę i złożyć materiały w Biurze C MSW. Doniesienia zostaną włączone do teczki personalnej… Marciniak”   (B-26, B-27, B-28

Bonikowska próbuje się bronić, stwierdzając, że do spotkania z esbekiem 11 grudnia 1985 roku nie mogło dojść, gdyż wróciła do Polski dopiero 13 grudnia 1985 roku. Dla kwestii terminu zerwania jej współpracy z SB nie ma to znaczenia, gdyż z omówionego tu wcześniejszego spotkania Bonikowskiej z oficerem SB wynika, że nie zerwała tej współpracy przed swym wyjazdem na stypendium w Wielkiej Brytanii. Dzięki temu mogła w ogóle wyjechać. Warto tutaj zauważyć, iż wielu innych naukowców odmawiało podpisania zobowiązania do współpracy z SB i tym samym rujnowało swoje kariery, ale nie Bonikowska.  

Bonikowska usiłuje zastosować tutaj klasyczny zabieg manipulacyjny, sugerując: jeżeli jedna informacja jest niedokładna, to wszystkie materiały z IPN, które dotyczą jej kontaktów z SB są nieprawdziwe. Jeśli prześledzimy system sporządzania raportów ze spotkań oficerów prowadzących z tajnymi współpracownikami, z łatwością zauważymy pewną prawidłowość. Raport z tego typu spotkania sporządzany był zazwyczaj 1-2 dni po spotkaniu z tajnym współpracownikiem. W tym przypadku oficer SB Marciniak pisze swój raport 18 grudnia 1985 roku. Można więc przypuszczać, iż spotkanie w TW MARIĄ musiało mieć miejsce prawdopodobnie między 14 i 17 grudnia 1985 roku. Co ciekawe, Bonikowska nie odnosi się do spotkania w dniu 2 października 1984 roku, kiedy to próbowała wycofać się faktycznie ze współpracy z SB, ale ostatecznie zgodziła się na jej kontynuację, co oczywiście musiało wynikać z jej obawy, iż nie wyjedzie na stypendium do Wielkiej Brytanii. Wynik spotkania z esbekiem 2 października 1984 roku potwierdza, iż Bonikowska liczyła prawdopodobnie na odniesienie korzyści z kontaktów z SB w postaci jej zgody na wyjazd do Anglii.

Ostatnia dostępna (do maja 2017)  notatka w archiwum IPN pochodzi z 18 lipca 1986 roku i potwierdza w/w uwagi. Czy to oznacza, iż możemy mieć pewność, iż TW Maria nie wznowiła kontaktów z SB później? By jednoznacznie odpowiedzieć na tego typu pytanie, musielibyśmy mieć dostęp do całej zawartości archiwum zastrzeżonego.

W tym miejscu warto sobie przypomnieć, kto jako pierwszy – po zmianach roku 1989 – miał dostęp do archiwum MSW. Była to tzw. „komisja Michnika”, która „buszowała” w tych archiwach  oficjalnie od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990. W jej skład wchodzili: dyrektor Archiwum Akt Nowych Bogdan Kroll, prof. Jerzy Holzer historyk z PAN, historyk prof. Andrzej Ajnenkiel i ówczesny poseł OKP Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”.  Komisja Michnika  musiała mieć dostęp do akt osobowych byłych współpracowników SB. Nawet w WIKIPEDII można przeczytać, iż „Nie zachowały się żadne informacje o tym, kto zażądał jakiej teczki, kiedy ją otrzymał, kiedy zwrócił, co kopiował lub wynotowywał – co nie powinno zachodzić przy korzystaniu z tego typu archiwów”.

Czy ujawnienia szczegółów współpracy Bonikowskiej i podobnych przypadków ma dzisiaj jakieś znaczenie? Oczywiście. Do niedawna opinia publiczna nie wiedziała, iż przez pewien czas dziennikarka polonijna z Toronto spotykała się z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. Jeśli o tym fakcie ktoś wiedział wcześniej, mógł dziennikarkę szantażować możliwością ujawnienia informacji z akt SB. Na tego typu osobę nacisk mógł wywierać każdy, kto dysponował dokumentami SB. Pamiętajmy, iż dokumenty na temat Bonikowskiej odtajniono dopiero w 2012 roku!

Jakie znaczenie ma ujawnienie dokumentów z IPN

Warto ustosunkować się także do innych argumentów „mowy obrończej” Bonikowskiej.

Bonikowska twierdzi, że „całkowicie oczyszcza” ją wypowiedź jej szefa (ma chyba na myśli prof. Rubacha). To argument typu: to nie ja to nieprawidłowo zaparkowałam, gdyż tak twierdzi piekarz Franek, który wie, jak robić dobry chleb, a nie historyk analizujący dokumenty z IPN.  Profesor Rubach może mieć o Bonikowskiej jak najlepsze zdanie, ale to nie ma wpływu na ocenę jej kontaktów z SB w świetle dokumentów z IPN.

Niektóre informacje przekazywane przez Bonikowską SB spełniać mogą definicję donosu, ale tak naprawdę ważny jest fakt przekazywania tych informacji w nadziei na brak odmowy SB wydania paszportu, co jest moralnie naganne.

Próbą wyjątkowo infantylnej dezinformacji jest twierdzenie Bonikowskiej, że wydanie jej paszportu zależało od jakiejś „jednostki paszportowej uniwersytetu”, a nie biura paszportowego, całkowicie kontrolowanego w tamtym czasie  przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa. Podobnym absurdem jest stwierdzenie, że Bonikowskiej wydano paszport wówczas, gdy prof. Rubach „tupnął nogą” (sic!). Faktycznie Bonikowska otrzymała paszport, bo ta chciała SB.

Jeśli – jak twierdzi Bonikowska – dostała kopię dokumentów jej dotyczących z IPN na przełomie marca i kwietnia 2017 i jeśli faktycznie uważała, że zawartość tej teczki jej nie kompromituje, to dlaczego sama wcześniej nie upubliczniła tych materiałów, tylko ustosunkowała się do zawartości dopiero po późniejszej publikacji konkurencyjnego pisma polonijnego w Toronto „Gońca” oraz po moich wykładach? Co więcej, należy spytać, dlaczego nie upubliczniła faktu kontaktów z SB od razu w roku 1984? Wówczas można by przyjąć jej dzisiejsze argumenty jako słuszne.

Bonikowska twierdzi, że pseudonim „MARIA” nadała jej SB bez jej wiedzy i dlatego nie można jej uznać za współpracownika Służby Bezpieczeństwa, ale przecież często się tak zdarzało, że bardziej szkodliwi od TW SB byli nieformalni współpracownicy, którzy nie tylko nie mieli swych pseudonimów, ale nic nie podpisywali, o czym piszę dość szczegółowo w mojej książce, podając przykłady takich osób, jak: np. Andrzej Jarmakowski, Robert Lewandowski, Józef Migała, Adam Grzegorzewski.

Nie jest prawdą, iż nie dałem Bonikowskiej możliwości ustosunkowania się do zaprezentowanych przeze mnie dokumentów z IPN na jej temat. Przed moimi wykładami w Kanadzie, na wiosnę 2017 roku przesłałem także do jej redakcji informację o moich spotkaniach z Polonią. Przedstawiciele innych mediów polonijnych byli obecni, zaś „GAZETA, GAZETA” nie pojawiła się. Następnie zaproponowałem Bonikowskiej publiczną debatę w Toronto, jesienią 2017 roku. Nie podniosła rękawicy.

Gdyby Bonikowska była przeciętnym Polonusem, nikt nie wymagałby od niej ujawnienia swej przeszłości. Bonikowska jest jednak bardzo aktywnym członkiem społeczności polonijnej, dziennikarzem, redaktorem dużej gazety polonijnej, kształtującej opinię publiczną. Dlatego ważnym jest ujawnienie dokumentów na temat jej kontaktów z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. Teraz, gdy znamy materiały z IPN, których wcześniej nie ujawniła sama Bonikowska, choć nimi dysponowała – jak sama pisze – już na przełomie marca i kwietnia 2017, inaczej możemy spojrzeć na jej działalność dziennikarską. Bonikowską można by oceniać zupełnie inaczej, gdyby ujawniła swe kontakty z SB w 1984 roku lub przynajmniej zaraz po przybyciu do Kanady. Oczywiście nie wiadomo, jak wówczas zareagowałyby na to kanadyjskie władze imigracyjne.

Jako że Polonia w Nowym Jorku i New Jersey po moich listopadowych wykładach przetłumaczyła już na język angielski cześć ujawnionych wówczas przeze mnie dokumentów i przekazała te tłumaczenia adwokatom amerykańskim, którzy mają ocenić, czy warto nimi zainteresować prokuraturę i urząd imigracyjny USA, być może także Polonia kanadyjska zdecydowałaby się na podobne kroki i wówczas kanadyjskie urzędy przeanalizowałyby zasadność wszczęcia stosownego postępowania wobec ludzi, którzy zataili fakt współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi?

Marek Ciesielczyk

O autorze:

doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, wykładowca w University of Illinois w Chicago, Fellow w European University Institute we Florencji, pracownik naukowy w Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn, autor pierwszej w języku polskim książki na temat KGB

kontakt: tel. +48 601 255 849,   dr.ciesielczyk@gmail.com

Czytaj także na temat innych Polonusów:

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/831875,marek-ciesielczyk-ujawnia-b-prezes-kpk-w-quebec-adam-skorek-to-tw-jarek

https://www.salon24.pl/u/oburzeni/831838,marek-ciesielczyk-demaskuje-aleksander-pruszynski-tw-sb-rawicz

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/831146,marek-ciesielczyk-demaskuje-tw-zbyslaw-petryka-z-los-angeles

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/831131,ciesielczyk-demaskuje-tadeusz-bocianski-to-ko-sb-york

http://3obieg.pl/adam-bak-bambo-tomasz-sommer-pinokio

https://niepoprawni.pl/blog/marek-ciesielczyk/polonijne-lobby-antylustracyjne-edward-dusza

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/828607,stanislaw-sliwowski-polonijne-lobby-antylustracyjne

http://marekciesielczyk.neon24.pl/post/141466,marek-ciesielczyk-demaskuje-waldemar-glodek-agent-witez

http://oburzeni.pl/marek-ciesielczyk-demaskuje-wieslaw-krajewski-tw-sb-brun/

Relacja filmowa z moich wykładów w USA w listopadzie 2017:

https://www.youtube.com/watch?v=pWHN5JirnBE