Archiwa tagu: Niemcy

Sponsorowanie lichwiarzy

Sponsorowanie  lichwiarzy

Szanowni Państwo!

Wydaje się jakby „dobra zmiana” utknęła w miejscu. Są dziedziny, w których trudno ją zauważyć. Seniorom proponuje się darmowe leki zamiast kompetentnych lekarzy, niemowlętom szczepionki o niezbadanym działaniu. Dla równowagi emocjonalnej wciska nam się mnóstwo seriali opowiadających, jakich to mamy genialnych lekarzy. Pacjent odnosi zatem wrażenie, że może tylko on jakoś źle trafił.

Z nauką historii jest akurat odwrotnie. Skoro już ją w szkołach przywrócono, to dla równowagi serial telewizyjny powinien utrzymywać widza w przekonaniu, że Polacy zawsze byli jacyś tacy nudni i przygłupi. A najlepiej, żeby zakłamanej historii Polak uczył się z Muzeum Polin, które jest utrzymywane za pieniądze, i to nie małe, polskiego podatnika. Może nie stać nas na edukację lekarzy z prawdziwego zdarzenia, ale na renowacje żydowskich cmentarzy, o które sami żydzi nie dbają, wydajemy lekką ręką 1 milion zł.

Ale co tam jakiś głupi milion! Niebawem oddamy miliardy i to nie złotówek, a dolarów – praktycznie wszystko co mamy i jeszcze zadłużymy się spłacając żydowskie roszczenia, zapewne „konieczne, uzasadnione i sprawiedliwe”. Zostały one bowiem na razie wyliczone akurat na tyle, ile wynoszą nasze rządowe rezerwy trzymane w amerykańskich bankach. Ot, taki nieoczekiwany zbieg okoliczności! Historia lubi się powtarzać, raz już zapłaciliśmy złotem z rezerw państwowych Anglikom za przywilej bronienia ich przed Hitlerem.

Wyszliśmy na tym tak, jak może wyjść człowiek honoru w starciu z lichwiarzem. Obecne głębokie ukłony naszych przywódców w jedną stronę, powodują wystawianie się na kopniaki z drugiej. Uniżoność zawsze odnosi ten sam skutek. Trudno nie skorzystać z okazji do wymierzenia salonowego, albo dyplomatycznego kopniaka, gdy podstawia się do tego sam wypięty tyłek.

A może jest to ostatni moment, żeby przypomnieć sobie o honorze i polskiej racji stanu, póki nie jest za późno?

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Demokracja po niemiecku

Demokracja po niemiecku

Szanowni Państwo!

Zarówno Merkel, jak i wcześniej Hitler doszli do władzy legalnie, zdobywając odpowiednią ilość głosów w Bundestagu. Później już parlament nie był im do niczego potrzebny. Hitler nikogo nie musiał prosić o zgodę na wywołanie wojny. Merkel też nie pytała o zgodę parlamentu, czy zapraszać hordę islamistów. Najwyraźniej Niemcy tak już mają, że nie kwestionują posunięć wodzów, nie zależnie od tego jaką głupotę by im oni wciskali.

Wystarczy poczytać, co niemieckie kobiety myślą o zaproszonych „gościach”, żeby poznać dokąd zmierzamy. Oto wypowiedzi paru światłych Niemek:

Claudia Roth: Wydarzenia na dworcu Kolonii można interpretować jako wołanie o pomoc emigrantów, którzy czują się odrzuceni przez niemieckie kobiety.

Aydan Özoğuz: To, że azylanci popełniają przestępstwa, w pewnych przypadkach rabują, jest winą tylko i wyłącznie Niemców, ponieważ ich chęć pomocy (datków) pozostawia wiele do życzenia!

Petra Klamm-Rothberger: W kraju sprawcy, zgwałcone kobiety są skazywane na śmierć. Dlatego sprawca musiał ją zabić po zgwałceniu. Musimy mieć wyrozumiałość dla tych różnic kulturowych.

Ot, takie drobiażdżki, a uczą wiele. Pani kanclerz nie musi się bać o godne następczynie. Nasze czołowe feministki, takie jak Róża Tuman von Hochsztapler czy Wielka Szajbus z okrzykiem: Precz z dyktaturą kobiet, muszą jeszcze dużo się nauczyć od prawdziwie Nowoczesnych Niemek!

Oto na czym polega normalność „europejskich standardów” i wzorcowa, niemiecka demokracja!

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Antypolonizm

Antypolonizm     

 Szanowni Państwo! 

     Nie wiem jak Państwa komputery traktują ten popularny już od dawna neologizm. Mój zna tylko słowo: antysemityzm, a antypolonizm to według niego słowo nieznane. Ciekawostka lingwistyczna.

    Wydawać by się mogło, że po to mamy polski rząd, żeby między innymi dbał o dobre imię Polski, pozostawiając troskę o dobre imię Izraela, Izraelowi. Fakty jednak temu przeczą. Jak donosi mój kanadyjski korespondent, tamtejsza polonia była zbulwersowana, kiedy dowiedziała się, że nasz rząd przeznacza na badania IPN 5 milionów zł, a na renowację żydowskich cmentarzy 100 milionów zł. Ciekawostka ekonomiczna. Może należałoby wytłumaczyć Polakom, dlaczego tak postanowiono, albo wręcz, w świetle ostatnich wydarzeń, należałoby te budżety istotnie skorygować?

   Sprawa „polskich obozów koncentracyjnych” zdawała się już wygasać w przestrzeni medialnej, ale nasi wrogowie łatwo nie odpuszczają. Miejmy nadzieję, że nieuprawnione roszczenia żydowskie nie zostały już załatwione w jakiś inny sposób. Zagadkowe milczenie w tej sprawie różnie można interpretować.

    Zakładam, że w tym, co piszę, nikt nie upatruje antysemityzmu. Byłoby mi niezwykle przykro ze względu na pamięć moich rodziców, którzy pomagali przeżyć Żydom w okupowanej przez Niemców Warszawie. Po wojnie ludzie ci okazywali moim rodzicom wdzięczność i przyjaźń.

  Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Kto tu rządzi?

Kto tu rządzi?       

Szanowni Państwo!

   Na to proste pytanie odpowiedź jest równie prosta, pod warunkiem, że zdefiniujemy co znaczy „tu”. Jeśli mamy na myśli Unię Europejską, to na jej czele stoi oczywiście kanclerz Merkel, nie formalnie, ale faktycznie. To ona rządzi, wprowadza prawa korzystne dla Niemców i niekorzystne dla ich różnych wasali. Jedyny kłopot bywa w zachowaniu pozorów. I na tym właśnie kłopocie bazowałabym.

   Niemcy, w „trosce” o kierowców wprowadzili obowiązkowe stawki płacowe, które obcy przewoźnicy muszą płacić swoim pracownikom znajdującym się akurat na terenie RFN. Przenieśmy to prawo do nas i zażądajmy, żeby niemieckie firmy płaciły wszystkim swoim polskim pracownikom uposażenia nie mniejsze niż w Niemczech. Ciekawe jak zareagują, zwłaszcza co zrobią koncerny medialne plujące na Polaków ustami tanich sprzedawczyków. Ile tak naprawdę są oni warci dla swoich panów? Jeśli kapitał nie ma narodowości, to odkupimy te media za psi pieniądz, a jeśli ma, to wówczas się potargujemy.

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Powody, preteksty, prowokacje

Powody, preteksty, prowokacje  

 Szanowni Państwo!

   Wrogowie Polski próbują wszelkimi sposobami sprowokować legalnie wybraną przez naród władzę do popełnienia jakiegoś błędu, który dałby   pretekst do jawnej agresji. Nie dawajmy się oszukiwać, odróżniajmy powody od pretekstów. KOD, PO i Nowoczesna oraz ich poplecznicy to zwierzątka boże odstawione od żłobu, które pragną powrotu do koryta. To jest ich jedyny cel. Za pretekst służy im wszystko, co nie służy Polsce. Równie dobra jest walka o Trybunał Konstytucyjny, jak i prawo do aborcji. Nowoczesna Palikociarnia żadnej śmieszności się nie boi, a jedynym jej wrogiem jest naród polski.

   Podobnie ma się sprawa z wrogiem zewnętrznym. Rosja powód do wojny z Polską ma ten sam od wieków i nowego nie potrzebuje. Nowe mogą być  tylko preteksty. Niszczenie „wiekopomnych pomników” wiernopoddańczych sowieckiej armii jest równie dobrym pretekstem jak niszczenie polskiej żywności, czy przekopanie Mierzei Wiślanej. W ostateczności można zawsze podpalić jakąś budkę wartownika przy ambasadzie rosyjskiej. Jeżeli coś może nam zaszkodzić w stosunkach z Rosją, to właśnie tylko uległość. Na pochyłe drzewo i koza wskoczy.

   Wygląda na to, że Angela zaprosiła uchodźców-najeźdźców w porozumieniu z Władimirem Władimirowiczem i teraz czekają na dogodny moment ostatecznego rozwiązania sprawy polskiej.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Niemcy a Polska

Niemcy a Polska

NIEMIECKA PIĄTA KOLUMNA W POLSCE MA WIELKĄ SIŁĘ.

Trzeba mieć na uwadze, że w Tauron Arenie w Krakowie w czasie meczu piłki ręcznej Niemcy-Hiszpania, było dużo kibiców niemieckich nie pałających miłością do Pani Premier Beaty Szydło, Która zdecydowanie „utarła nosa” Niemcom na forum Unii Europejskiej.
Nie należy przejmować się ich reakcją w miejscach publicznych, jednak należy wskazywać społeczeństwu polskiemu, istnienie na terenie naszego Kraju, bardzo groźnej niemieckiej piątej kolumny.

Proniemieckie antypolskie ugrupowania polityczno-gospodarcze sprawujące władzę w III RP, w sposób demokratyczny zostały odsunięte od władzy, co osłabiło ich działanie zmierzające do okupacji naszego Kraju.

Niemcy są wściekli, że obecna ekipa rządząca w RP, zablokowała im nabywanie polskiej ziemi, podstawowego warunku niepodległości naszej Ojczyzny.

– Platforma Obywatelska jest następczynią Kongresu Liberalno-Demokratycznego, który był
finansowany przez chadeków z niemieckiego CDU. Z tego powodu należy uznać, że PO jest
agenturą obcego państwa. Przewodniczącym KLD i PO był b. premier RP Donald Tusk co
miało dodatkowy, zgubny wpływ na losy naszego Kraju.

– Ok. 95% środków masowej informacji w naszym Kraju są własnością cudzoziemców,
głównie Niemców. Jest to medialna okupacja, nie spotykana w historii suwerennej Polski
i w innych suwerennych państwach świata.

– Trybunał Konstytucyjny chroniący antypolską Konstytucję, jest częścią niemieckiej piątej
kolumny, skierowany dla neutralizacji suwerenności Państwa Polskiego.
Konstytucja ta powinna być bezwzględnie zmieniona i skład osobowy TK – również.

PYTANIE DO KOMISJI WENECKIEJ I DO KOMISJI EUROPEJSKIEJ:
– Czy Naród Polski jako suweren w swojej Ojczyźnie, może, mechanizmami
demokratycznymi, zmienić obecnie obowiązującą antypolską i antynarodową Konstytucję
i skład osobowy Trybunału Konstytucyjnego chroniący ten najwyższy akt prawny ?? .
– Czy zewnętrzne obce organizacje, mogą Mu tego zabronić ??.

DLA PRZYPOMNIENIA
Słowo demokracja pochodzi od dwóch słów z języka greckiego, tj. demos – oznacza lud
i kratos – władza.
Demokracja to władza ludu.
W ustroju demokratycznym wszyscy obywatele mają takie same prawa, a rządy zależne są od większości.
Platforma Obywatelska pozbawiona większości w parlamencie RP , pragnie wszelkimi pozaprawnymi metodami, łamiąc podstawowe zasady demokracji, odzyskać utraconą władzę.
Zorganizowany KOD – Komitet Obrony Demokracji, wbrew własnym intencjom, ale zgodnie ze swoją nazwą, chroni ludowładztwa, a więc większości w parlamencie, którą posiada PiS.
Luty 2016 r.

Autor: mgr inż. Józef Mikołowski

Niemcy na krawędzi

Niemcy na krawędzi

Na Sylwestra w czasie nocnych uroczystości w pobliżu katedry w Kolonii, tłumy mężczyzn z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu zaczepiały kobiety. Otaczali je, obmacywali a nawet okradali. Dwie kobiety zostały zgwałcone.

 

Choć podobne przypadki miały miejsce już wcześniej od Hamburga do Helsinek, władze początkowo zataiły te ataki,  bojąc się, że może to być niewygodne dla polityki Angeli Merkel udzielania masowego azylu dla uchodźców.

 

To opóźnienie ma teraz kosztować szefa policji w Kolonii utratę stanowiska. Ale niemiecki rząd nadal wydaje się być bardziej zaniepokojony reakcją swoich obywateli (ostatnio zawarł umowę z Facebook i Google, aby ograniczyć antyimigracyjne komentarze), niż samymi imigrantami. W zeszłym tygodniu Merkel odrzuciła propozycję ustalenia górnej granicy przyjęć uchodźców (1 milion w zeszłym roku) na 200 tys. w 2016 roku.

Niestety, ale sytuacja nie jest nowa. Przez całe dziesięciolecia konserwatyści po obu stronach Atlantyku ostrzegali, że lekkomyślna polityka imigracyjna w Europie Zachodniej, często realizowana wbrew woli zwykłych Europejczyków, grozi destabilizacją kontynentu.

Konserwatyści podnosili ważne kwestie, jak trudności w asymilacji, groźbę radykalizacji i prawdopodobieństwo przemocy w miastach europejskich, co ostatnio miało miejsce w Paryżu i Kolonii.

 

Ale nie tylko to, przedstawiali oni również bardziej apokaliptyczne przepowiednie, jak strach przed powstaniem „Euro-Arabii” lub masową islamizację. Do niedawna, w Europie wyzwanie jakim jest kwestia asymilacji wyglądała wprawdzie nieprzyjemnie, ale jak sądzono nie była problemem nie do pokonania, a prawdopodobieństwo bałkanizacji w jugosłowiańskim stylu uważano za bardzo odległe.

 

Mówiąc o stanie obecnej migracji, trzeba przyznać, ze znajdujemy się na nieznanym dotychczas terytorium. Chodzi nie tylko o to,  że przyjeżdżają setki tysięcy, a nie dziesiątki tysięcy imigrantów, ale również o to, że ogromna część z nich to nastolatki i mężczyźni 20 kilku-letni.

W Szwecji na przykład, która podobnie jak Niemcy prowadziła politykę otwartych drzwi, 71 procent wszystkich osób ubiegających się o azyl w roku 2015 stanowili mężczyźni. Jak pisze Valerie Hudson w swoim eseju, w kategorii nastolatków („małoletnich bez opieki”), „proporcje te były jeszcze bardziej zachwiane”. 11,3 chłopców dla jednej dziewczyny.”

 

Jak zauważa Hudson, te dysproporcje mają bezpośredni wpływ na stan porządku publicznego –  społeczeństwa o zachwianych proporcjach płci, z dużą przewagą młodych mężczyzn, bywają niestabilne; a poza tym, wielu z tych młodych ludzi ma zupełnie odmienne poglądy dotyczące roli kobiet, które są diametralnie różne od wartości obowiązujących we współczesnej Europie.

 

Ale jest też kwestia, aby przekonać nowo przybyłych, cytując z norweskiego programu nauczania dla imigrantów –  że  ” Zmuszanie kogoś do seksu w Europie nie jest dozwolone.”

Gdy imigracja przebiega stale, ale w ograniczonej liczbie, głęboka zmiana wprawdzie przychodzi powoli, ale jest jednak czas na asymilację. Dotyczyło to populacji muzułmanów w Europie, która rosła tylko o jeden punkt procentowy na dziesięć lat; np. imigranci tureccy i z Afryki Północnej, którzy przybyli do Niemiec i Francji parę dekad temu.

 

W przypadku Niemiec, gdzie całkowita liczba ludności kraju wynosi obecnie 82 mln, populacja imigrantów może przekroczyć 20 mln (w 2013 roku było ich poniżej 10 milionów). W tej grupie i każdej  następnej, obecny napływ może przynieść efekt transformacji.

 

Zależy to od tego, czy ci ludzie w końcu znajdą sposób na sprowadzenie swoich narzeczonych i rodzin do Europy. W zakresie zachowania spokoju społecznego, założenie lub połączenie rodzin może załagodzić sytuację, ponieważ mężczyźni z żonami i dziećmi są mniej skłonni do biesiadowania lub malowania graffiti na synagogach, albo przyłączenia się do radykalnych islamistów.

 

Ale ta migracja może  również mieć dwukrotny lub trzykrotny wpływ demograficzny, spychając w przyszłości Niemcy do sytuacji, w której połowa ludności poniżej 40-ki będzie składać się z imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej oraz ich dzieci.

 

Jeśli uważasz, że starzejące się, zsekularyzowane i dotychczas jednorodne społeczeństwo może spokojnie wchłonąć migrację w tej wielkości i skali różnic kulturowych, to masz przed sobą świetlaną przyszłość, jako rzecznik obecnego rządu niemieckiego.

 

Jeżeli w to wierzysz jesteś również durniem. Takie przekształcenie spowoduje bowiem rosnącą polaryzację, zarówno wśród obywateli jak i nowo przybyłych. To grozi nie tylko wybuchem terroryzmu, ale również odrodzeniem się przemocy politycznej w stylu lat 1930-ych. Francuski autor Michel Houellebecq w swojej powieści pt. „Submission”opisuje dantejskie sceny, w których lokalni mieszkańcy i islamiści urządzają dzikie bijatyki na ulicach. Takie same sceny mają bardzo duże szanse na pojawienie się w niemieckiej przyszłości.

 

To oczywiście nie musi się zdarzyć, ale roztropność wymaga, aby robić wszystko, by temu zapobiec. Oznacza to na razie zamykanie granic Niemiec dla nowo przybyłych. Oznacza to przystąpienie do uporządkowanego procesu deportacji pełnosprawnych młodych mężczyzn. Oznacza to rezygnację ze złudnego przekonania, że przeszłe grzechy Niemiec upoważniają je do uprawiania lekkomyślnego humanitaryzmu w teraźniejszości.

 

Oznacza to również, że Angela Merkel musi odejść – w przeciwnym razie jej kraj i cały kontynent europejski może  zapłacić niezwykle wysoką cenę  za jej szlachetna głupotę.

Źródło: Biuletyn nr 377 Patriotyczny Ruch Polski

Ross Douthat (Z angielskiego tłumaczył Jan Saski)

http://www.nytimes.com/2016/01/10/opinion/sunday/germany-on-the-brink.html?_r=0

Kryzys migracyjny

Kryzys migracyjny

Masowy napływ, zmierzających nade wszystko do Niemiec, setek tysięcy emigrantów i uchodźców z terenów Bliskiego Wschodu wywołał poważny kryzys polityczny wśród krajów Unii Europejskiej i w samych strukturach unijnych. Główną odpowiedzialność za jego wywołanie ponoszą niemieckie elity polityczne, które jednostronnie zliberalizowały od września ubiegłego roku politykę migracyjną, otwierając swoje granice dla arabskich migrantów i uchodźców. Główną odpowiedzialność osobistą za tę sytuację ponosi kanclerz Niemiec Angela Merkel, której nieodpowiedzialne wypowiedzi publiczne, zachęcające do migracji i uchodźstwa na teren Niemiec, zdestabilizowały sytuację w krajach leżących na głównych szlakach, przemieszczających się w kierunku Niemiec i Szwecji mas migrantów i uchodźców.

Angela Merkel, mimo jawnej już absurdalności postępowania i ostrej krytyki rządów landów południowych Niemiec oraz publicznych protestów w samych Niemczech, ma się politycznie dobrze i w praktyce nie wycofała się ze swojego stanowiska, choć rząd federalny spuścił z tonu i zaostrzył kontrole graniczne. Mimo tak katastrofalnych błędów pozycja Angeli Merkel, jako kanclerza i szefa rządzącej partii CDU, jest niezagrożona. Może dalej wciągać Niemcy i całą Unię w matnię migracyjną.

Kiedy w 2000 roku wybuchła w Niemczech tzw. afera Kohla, niemiecki tygodnik „Die Woche” opublikował wywiad z brytyjskim pisarzem Frederickiem Forsythem. Wywiad dotyczył przyczyn, dla których w kraju tak praworządnym, jak Niemcy, kanclerz Helmut Kohl skorumpował się, będąc zmuszony do niechlubnego ustąpienia, gdyż umożliwiał nielegalne finansowanie swojej partii. Forsyth odpowiedział krótko: Stało się tak dlatego, że wy, Niemcy, jesteście narodem nieodpowiedzialnym. Daliście niewielkiej grupie ludzi olbrzymią władzę, przestaliście ich kontrolować, a teraz dziwicie się, że dali się skorumpować. Ale przecież u was w Wielkiej Brytanii, też ustąpiła Margaret Thatcher, bronili się dwaj dziennikarze niemieccy. Tak, ale premier Thatcher została odwołana przez własnych posłów Partii Konserwatywnej. A gdy spytałem się ich dlaczego to zrobili, odpowiedzieli, że odwołali premier, gdyż „Ona przestała nas się słuchać”. A dalej wytłumaczył dwóm Niemcom, że demokracja opiera się na bezpośredniej zależności posła od wyborcy, drapieżnych politycznie mediach i twardej opozycji. I wytknął Niemcom, że po pierwsze nie mają armat, gdyż nie mają bezpośredniej zależności posłów od wyborców. Tłumaczył im, że w Wielkiej Brytanii nikt nie zostanie posłem, kogo nie wybiorą bezpośrednio sami wyborcy. I żadna pani premier Thatcher nie pomoże brytyjskiemu posłowi konserwatywnemu, jeśli sam nie będzie pierwszy w wyborach w swoim jednomandatowym okręgu wyborczym. A nie będzie, jeśli jego wyborcy nie będą zadowoleni z tego, co robiła Thatcher.

I konkludując, Forsyth stwierdził, że brak bezpośredniej zależności polityka od wyborcy rodzi u niego poczucie wyższości. A w konsekwencji również arogancję i poczucie bezkarności, aż wreszcie skutkuje korupcją. Bez takiej bezpośredniej zależności, czyli stałej i ścisłej oraz bezpośredniej odpowiedzialności wobec wyborców, tworzy się poczucie bezkarności i arogancja władzy, która prowadzi do korupcji. W oparciu o tę błyskotliwą uwagę Forsytha, sformułowałem socjopolityczne prawo Forsytha, które ująłem następująco: Słaba zależność bezpośrednia, aż po jej brak, grup władzy w państwie od obywateli i społeczeństwa, tworzy obiektywną sytuację socjopolityczną, która w praktyce sprawowania władzy rodzi silną korupcję, niski poziom praworządności i wysoki poziom niekompetencji.

To słabość zależności bezpośredniej osób i grup władzy od obywateli i społeczeństwa, tworzy bowiem poczucie wyższości w stosunku do tychże. Poczucie wyższości jest socjologiczną internalizacją obiektywnej sytuacji politycznej posiadania władzy, przy słabości politycznego podporządkowania tej władzy obywatelom, a w konsekwencji egzekwowania od niej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Utrzymywane przez dłuższy okres czasu poczucie wyższości, rodzi arogancję i poczucie bezkarności osób i całych grup społecznych sprawujących władzę. W konsekwencji to poczucie arogancji i bezkarności, prowadzi do korupcji, ale także osłabiania praworządności i pogarszania sprawności działania osób i grup sprawujących władzę. A długotrwałe i potwierdzane codzienną praktyką sprawowania władzy poczucie bezkarności, prowadzi do korupcji, łamania praworządności i nieudolności, jako stałego elementu praktyki sprawowania władzy. I dotyczy to zarówno władzy wykonawczej, ustawodawczej, jak i sądowniczej.

I to brak bezpośredniej zależności Angeli Merkel, a także niemieckich polityków i posłów, od niemieckich wyborców zrodził nam katastrofę migracyjną na europejską skalę. W Wielkiej Brytanii kanclerz Angela Merkel już dawno byłaby odwołana z kanclerskiej funkcji przez swoich własnych posłów CDU/CSU. I nie mogłaby czynić politycznych szaleństw. A to uniemożliwia niemiecka ordynacja wyborcza, potocznie nazywana mieszaną, a będąca w istocie spersonifikowaną ordynacją proporcjonalną.

Niemiecki wyborca ma do dyspozycji dwa głosy do oddania. Głos pierwszy, pierwotny, głosujący oddaje listę imienną kandydatów w poszczególnych 299 okręgach wyborczych, liczących z reguły powyżej 200 tys. wyborców. Głos drugi, wtórny, głosujący oddaje na bezimienną listę partii politycznych w poszczególnych 16 wielomandatowych okręgach regionalnych, jakim są niemieckie landy, jako kraje związkowe. W sposobie przeliczania głosów na mandaty, czyli regule rozstrzygającej, kluczową rolę odgrywa głos drugi oddany na partie polityczne. Na podstawie sumy drugich głosów rozdziela się metodą Hare’a-Niemeyera miejsca między partiami, które przekroczyły 5% próg wyborczy lub zdobyły przynajmniej 3 miejsca imienne w JOW-ach. To drugi głos decyduje w praktyce o składzie politycznym Bundestagu, gdyż procentowo określa udział poszczególnych partii w liczbie przyznanych mandatów. Po ustaleniu liczby miejsc w Bundestagu przypadających każdej partii na podstawie drugiego partyjnego głosu, przelicza się dopiero mandaty imienne zdobyte na podstawie pierwszego głosu. Rozlicza się je wszakże partyjnie na podstawie sumy drugich głosów.

W praktyce niemieccy politycy kandydują równolegle: i w okręgach jednomandatowych, i z lit partyjnych. Gdy nie dostają się do Bundestagu z okręgu JOW, odpowiednio wysokie miejsce na landowej liście partyjnej gwarantują im miejsca poselskie. A w istocie pozostawanie na scenie politycznej Niemiec. I to dlatego Angela Merkel może robić to co robi, a politycy niemieccy czynić to co czynią. Rozliczenie będzie tylko pośrednie w następnych wyborach. A i tak Angela Merkel wejdzie do Bundestagu z listy partyjnej i żadna konsekwencja polityczna za nieobliczalne słowa i decyzje jej nie dotknie.

Ale to i tak niewielkie szkody ordynacji proporcjonalnej w Niemczech, w porównaniu z katastrofalnymi skutkami tejże w Polsce. Przez 25 lat jej funkcjonowania reprodukowała ona polityków wyniesionych uzurpatorskim „okrągłym stołem” i czyniła bezkarnymi, mimo konsekwentnego procesu rozbioru gospodarczego kraju, w wyniku którego wyprzedali 50% polskiego przemysłu i 75% polskiego sektora bankowego w ręce zagranicznego kapitału, za 4,5 do 5% wartości odtworzeniowej i za 500 mln dolarów łapówek dla około 1 tysięcznej Targowicy gospodarczej. I wszyscy ci, którzy uniemożliwiali, utrudniali lub tylko byli obojętni wobec koncepcji zmiany ordynacji proporcjonalnej na 460 okręgów JOW, ponoszą za to, w różnym oczywiście stopniu, moralną i polityczną odpowiedzialność.

PS dzisiaj dowiedziałem się, że wicepremier Mateusz Morawiecki ogłosił swój pięciofilarowy program gospodarczy. No cóż, bez komentarza. Będziemy dalej wciągani w matnię gospodarczą. Bez wprowadzenia ordynacji JOW w wyborach do Sejmu nie wyłonimy kreatywnych i odpowiedzialnych elit politycznych. I nie zatrzymamy zsuwania się po równi pochyłej, a co najwyżej przyhamujemy. A to niewielka pociecha.

Autor:  Wojciech Błasiak

ekonomista i socjolog, dr nauk społecznych, niezależny naukowiec i publicysta, działacz Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW

Źródło:http://jow.pl/europejski-kryzys-migracyjny-niemiecka-ordynacja-wyborcza-a-jow/

25 stycznia 2016

Nadążyć za nowoczesnością

Nadążyć za nowoczesnością    

Szanowni Państwo!

     Zwykłe zakłamanie, zwane inaczej poprawnością polityczną, to tylko pół nieszczęścia. Druga połowa nieszczęścia polega na niepoprawności obyczajowej obowiązującej każdego „nowoczesnego” Europejczyka.

     Dawnymi czasy, moja mama czerpała wiedzę o życiu z literatury pięknej. Ja jestem już bardziej postępowa i czerpię ją z obserwacji życia przystankowo-tramawjowego oraz telewizyjno-serialowego.

  Zauważyłam uderzającą zmianę obyczajowości polegającą na zamianie ról. Teraz to dziewczyny molestują chłopaków, którzy nie bardzo wiedzą jak się powinni bronić. Jeśli znajdzie się jeszcze jakiś młody mężczyzna, który nie lubi nachalności u dziewczyn, to powinien się tej „przypadłości” wstydzić, bo świadczy ona o niezrozumieniu nowoczesności.

    Wniosek z tego taki, że nie potępiałabym niemieckiej policji za bierność w sylwestrową noc na ulicach niemieckich miast. Przecież na co dzień każdy policjant widzi ile się taka dziewczyna musi namolestować, żeby do czegoś doszło. A tu raptem przyszło samo! To chyba dobrze, no nie?

     Nowoczesny Petru, który wie wszystko, nie tylko na temat lichwy, ale na każdy dowolny temat, powinien to uświadomić ciemnogrodzianom. Albo może zapytać dawno nie oglądanych ekspertek, takich jak Anulki:   Komorowska, albo Grodzka?

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Rosja, Niemcy dezinformacja

Rosja, Niemcy a sposoby dezinformacji innych społeczeństw.

 

O ile prawdą jest, że Putin będzie dążył do stworzenia kolejnych ogniw zapalnych na Bliskim Wschodzie, głównie poprzez antagonizowanie krajów arabskich z USA ( „marzeniem Putina jest rekonstrukcja Związku Sowieckiego, tyle że tym razem na Bliskim Wschodzie”- Michael Reagan), o tyle groźba wywołania globalnej zawieruchy wydaje się najczarniejszym koszmarem władcy Kremla.

W przyjmowanej obecnie konstrukcji analitycznej, prawdziwy jest jedynie obraz Rosji – państwa słabego, zniszczonego i zdemoralizowanego, „mocarstwa” przestarzałych i zawodnych technologii, kraju stojącego nad przepaścią demograficznej i ekonomicznej zagłady.

Warto przypomnieć, że Rosja nigdy nie wygrała sprowokowanego przez siebie konfliktu (Gruzja, Ukraina) i panicznie obawia się zdecydowanych reakcji militarnych NATO (Turcja).

Z oczywistych względów traktuję takie przepowiednie, jako dowód skuteczności rosyjskiej dezinformacji, która w połączeniu ze wsparciem politycznym udzielanym przez sojuszników Putina, może doprowadzić do zniesienia sankcji gospodarczych i radosnego przyjęcia Rosji na łono „cywilizowanego świata”. Znając realia współczesnej Europy oraz preferencje światowych przywódców, łatwo zrozumieć, że akceptacja takich scenariuszy nie oznacza intencji ekonomicznego „dobicia” Rosji, wzmocnienia zachodnich armii bądź rozpoczęcia wyniszczającego Kreml „wyścigu zbrojeń”. Groźba „szaleństw” ze strony zagrożonego watażki musi wywołać efekt odwrotny i przyczyni się do wznowienia polityki ustępstw i „resetów”. W mentalności społeczeństw „wolnego świata” nadal obowiązuje dogmat, że „koegzystencja z Rosją” jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma należną mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. Ten „georealistyczny” kierunek określał reakcje „wolnego świata” wobec ZSRR i do dziś wytycza nieprzekraczalną granicę. Jeśli Putin postawi ultimatum – pomoc w zachowaniu „zdobyczy” lub wojna – odpowiedź jest przesądzona. 

Społecznościom tym łatwo wmówiono, że bożkowi pokoju należy podporządkować nie tylko sferę polityczną, ale obszar semantyki, etyki i prawdy historycznej.

Prymat „pokoju” nad „wojenną retoryką”, święci też tryumfy w III RP i jest zaszczepiony w nas równie mocno, jak lęk przed gniewem Moskwy bądź obawa zerwania „dobrosąsiedzkich relacji”. Ten niewolniczy sofizmat, uknuty w podziemiach Łubianki, jest do dziś wykorzystywany przez światowych agresorów i najeźdźców.

Nie może dziwić, że z jego owoców korzystają głównie dwa państwa, którym świat zawdzięcza najokrutniejszą wojnę i śmierć milionów istnień.  Wbrew racjom historycznym, politycznym i moralnym, to one dyktują warunki europejskiego ładu – tak dalece, że zbrojną napaść armii rosyjskiej nazywa się „konfliktem ukraińskim” (pozwalając agresorowi na uczestnictwo w farsie „procesu pokojowego”), zaś państwu Angeli Merkel przyznaje prawo decydowania o przebiegu tej wojny i nowym podziale Europy.

Na przykładzie istnienia faktycznego sojuszu Niemiec i Rosji (o którym wszyscy wiedzą lecz nikt nie ma odwagi go nazwać), można dostrzec jeden z najgorszych mitów kształtujących dzisiejszą politykę zagraniczną III RP. Ponieważ mit ten jest efektem przyjęcia błędnej metodologii oraz ulegania dezinformacji, zagraża nam w stopniu nieporównywalnie większym niż wizja „ataku atomowego na Warszawę”. Zagraża także całej Europie, o czym możemy się przekonać analizując rosyjsko-niemiecką kombinację „imigracyjną” (tekst – „O Putinie, rabinie i kozach”).

Mam na myśli ugruntowany w III RP pogląd, jakoby relacje z dwoma sąsiadami należało traktować dwutorowo – jako opcję prozachodnią lub wschodnią.

Zdaniem zadeklarowanych „georealistów”, kultywowanie przyjacielskich stosunków z Niemcami jest konieczne ponieważ wyraża prozachodnie i proeuropejskie aspiracje Polaków i w tym zakresie odróżnia się zasadniczo od kursu promoskiewskiego. Ten prawidłowy geograficznie i błędny politycznie pogląd starałem się podważyć w poprzednich tekstach „Nudis Verbis”.

Tworzy on z naszego położenia trwałe, historyczne kajdany i oddala od szansy obalenia porządku jałtańskiego. Bo jeśli nie współpraca z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie zbliżenie z Berlinem, to moskiewski jasyr. 

Jestem przekonany, że co najmniej kilka czynników – w tym zamach smoleński, a dziś wojna na Ukrainie, powinny prowadzić do zrewidowania tego poglądu i przyjęcia twardej korekty polityki zagranicznej.

Doświadczenie historyczne przekonuje, że Moskwa i Berlin będą zawsze  wrogami polskości. Dążeniem tych państw jest ustanowienie na Wiśle granicy rosyjsko-niemieckiej i wymazanie Polski z mapy świata. To, czego nie sformułuje dziś żaden polityk niemiecki, jest już realizowane na mocy sojuszu Merkel-Putin i przez ostatnie osiem lat było dokonywane przy współudziale reżimu PO-PSL. Różnica między obecną sytuacją, a rokiem 1939 polega jedynie na odwróceniu ról i modyfikacji akcentów: dziś konflikt zbrojny ma wywoływać Rosja, zaś Niemcom przewidziano rolę politycznego i ekonomicznego wspornika.

Nie można zatem  prowadzić racjonalnej polityki zagranicznej, stosując fałszywe rozróżnienie w relacjach z tymi sąsiadami i traktując Moskwę i Berlin, jako dwie, przeciwstawne siły. Jest to niedorzeczne  tym bardziej, gdy obie stolice konsoliduje wspólna antypolska akcja i sprzeciw wobec „nowego rozdania”.  Próbkę rzeczywistego stosunku Niemców do polskiego rządu widzieliśmy w  reakcjach komisarza Schulza i próżno się cieszyć, że takich oskarżeń nie miota sama Merkel czy Gauck. Prawdę o „przyjaciołach z Berlina” prędzej odnajdziemy w projekcie Nord Stream 2 niż w dyplomatycznych uśmiechach i deklaracjach politycznych.

Jak próbowałem powyżej wykazać – wizja rosyjskiej zapaści ekonomicznej i prowadzona wokół niej kampania dezinformacji, może wkrótce doprowadzić do przyjęcia kolejnego „resetu”. Jest to scenariusz zdecydowanie bardziej prawdopodobny niż prognoza globalnego konfliktu.

Nie ma wątpliwości, że Niemcy – najwierniejszy sojusznik Putina, staną się rzecznikiem „procesu odprężenia”, zaś ceną tego „pokoju” może być obszar rosyjskich wpływów rozciągających się na  Ukrainę i Polskę.

Jeśli taki scenariusz będzie realizowany, to utrzymując dogmat dobrosąsiedzkich (bo rzekomo proeuropejskich) relacji z Niemcami, okażemy się kompletnie nieprzygotowani do odparcia ofensywy.

Warto zauważyć, że rozgrywana obecnie kombinacja polskojęzycznych agentur, pod hasłem „bronimy demokracji III RP” oraz zamysł podważania wiarygodności rządu PiS na arenie międzynarodowej, są całkowicie zgodne z intencjami naszych sąsiadów. Przedstawianie Polski jako „problemu dla Europy” umacnia bowiem przeświadczenie, że tylko rząd podległy Moskwie i Berlinowi może zapewnić „spokój nad Wisłą”. W opinii eurołajdaków, którzy bez mrugnięcia okiem oddają Putinowi „prozachodnią” Ukrainę, byłaby to niewielka cena.

Ludzie, którzy zarządzają dziś polską polityką zagraniczną, należą do grona zaciekłych „georealistów” i zwolenników tzw. integracji europejskiej.

Liczne wypowiedzi prezydenta Dudy oraz słowa ministra Waszczykowskiego dowodzą, że nie należy liczyć na podważenie tej  dogmatyki.

Zasady II Rzeczpospolitej – „nic o nas bez nas”, wierność imponderabiliom, bilateralizm i dynamizm w relacjach z zagranicą oraz symetria w stosunkach Polski z innymi podmiotami – wyznaczają obszar nieznany naszym rodakom i niepraktykowany przez polityków PiS. Jeśli nawet są tacy, którzy werbalnie nawiązują do tradycji tego okresu, głoszą puste lub fałszywe hasła.

Czeka nas zatem bolesne „balansowanie na granicy dwóch światów” i próby zabiegania o przychylność Moskwy lub Berlina. Rządzący „georealiści” nigdy nie pogodzą się z myślą, że Polska  nie ma najmniejszego interesu w popieraniu prorosyjskiej i proniemieckiej polityki przywódców UE, a z antyrosyjskości i antyniemieckości powinna uczynić trwałą rację stanu.

Tym bardziej nie zrozumieją, że od czasu „ładu jałtańskiego”, polityka ta stanowi największą barierę dla polskich dążeń niepodległościowych i wszędzie tam, gdzie uwzględnia priorytety Berlina i Moskwy – ignoruje lub podważa nasze.

Jeśli przyjmiemy, że istnieje dziś realna groźba scementowania sojuszu rosyjsko-niemieckiego i uczynienia z niego fundamentu nowego „ładu w Europie”,  „georealizm” polskich elit okaże się największym zwycięstwem strategii podstępu i dezinformacji.

Autor: Aleksander Ścios