Archiwa tagu: Niemcy

Nadążyć za nowoczesnością

Nadążyć za nowoczesnością    

Szanowni Państwo!

     Zwykłe zakłamanie, zwane inaczej poprawnością polityczną, to tylko pół nieszczęścia. Druga połowa nieszczęścia polega na niepoprawności obyczajowej obowiązującej każdego „nowoczesnego” Europejczyka.

     Dawnymi czasy, moja mama czerpała wiedzę o życiu z literatury pięknej. Ja jestem już bardziej postępowa i czerpię ją z obserwacji życia przystankowo-tramawjowego oraz telewizyjno-serialowego.

  Zauważyłam uderzającą zmianę obyczajowości polegającą na zamianie ról. Teraz to dziewczyny molestują chłopaków, którzy nie bardzo wiedzą jak się powinni bronić. Jeśli znajdzie się jeszcze jakiś młody mężczyzna, który nie lubi nachalności u dziewczyn, to powinien się tej „przypadłości” wstydzić, bo świadczy ona o niezrozumieniu nowoczesności.

    Wniosek z tego taki, że nie potępiałabym niemieckiej policji za bierność w sylwestrową noc na ulicach niemieckich miast. Przecież na co dzień każdy policjant widzi ile się taka dziewczyna musi namolestować, żeby do czegoś doszło. A tu raptem przyszło samo! To chyba dobrze, no nie?

     Nowoczesny Petru, który wie wszystko, nie tylko na temat lichwy, ale na każdy dowolny temat, powinien to uświadomić ciemnogrodzianom. Albo może zapytać dawno nie oglądanych ekspertek, takich jak Anulki:   Komorowska, albo Grodzka?

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Rosja, Niemcy dezinformacja

Rosja, Niemcy a sposoby dezinformacji innych społeczeństw.

 

O ile prawdą jest, że Putin będzie dążył do stworzenia kolejnych ogniw zapalnych na Bliskim Wschodzie, głównie poprzez antagonizowanie krajów arabskich z USA ( „marzeniem Putina jest rekonstrukcja Związku Sowieckiego, tyle że tym razem na Bliskim Wschodzie”- Michael Reagan), o tyle groźba wywołania globalnej zawieruchy wydaje się najczarniejszym koszmarem władcy Kremla.

W przyjmowanej obecnie konstrukcji analitycznej, prawdziwy jest jedynie obraz Rosji – państwa słabego, zniszczonego i zdemoralizowanego, „mocarstwa” przestarzałych i zawodnych technologii, kraju stojącego nad przepaścią demograficznej i ekonomicznej zagłady.

Warto przypomnieć, że Rosja nigdy nie wygrała sprowokowanego przez siebie konfliktu (Gruzja, Ukraina) i panicznie obawia się zdecydowanych reakcji militarnych NATO (Turcja).

Z oczywistych względów traktuję takie przepowiednie, jako dowód skuteczności rosyjskiej dezinformacji, która w połączeniu ze wsparciem politycznym udzielanym przez sojuszników Putina, może doprowadzić do zniesienia sankcji gospodarczych i radosnego przyjęcia Rosji na łono „cywilizowanego świata”. Znając realia współczesnej Europy oraz preferencje światowych przywódców, łatwo zrozumieć, że akceptacja takich scenariuszy nie oznacza intencji ekonomicznego „dobicia” Rosji, wzmocnienia zachodnich armii bądź rozpoczęcia wyniszczającego Kreml „wyścigu zbrojeń”. Groźba „szaleństw” ze strony zagrożonego watażki musi wywołać efekt odwrotny i przyczyni się do wznowienia polityki ustępstw i „resetów”. W mentalności społeczeństw „wolnego świata” nadal obowiązuje dogmat, że „koegzystencja z Rosją” jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma należną mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. Ten „georealistyczny” kierunek określał reakcje „wolnego świata” wobec ZSRR i do dziś wytycza nieprzekraczalną granicę. Jeśli Putin postawi ultimatum – pomoc w zachowaniu „zdobyczy” lub wojna – odpowiedź jest przesądzona. 

Społecznościom tym łatwo wmówiono, że bożkowi pokoju należy podporządkować nie tylko sferę polityczną, ale obszar semantyki, etyki i prawdy historycznej.

Prymat „pokoju” nad „wojenną retoryką”, święci też tryumfy w III RP i jest zaszczepiony w nas równie mocno, jak lęk przed gniewem Moskwy bądź obawa zerwania „dobrosąsiedzkich relacji”. Ten niewolniczy sofizmat, uknuty w podziemiach Łubianki, jest do dziś wykorzystywany przez światowych agresorów i najeźdźców.

Nie może dziwić, że z jego owoców korzystają głównie dwa państwa, którym świat zawdzięcza najokrutniejszą wojnę i śmierć milionów istnień.  Wbrew racjom historycznym, politycznym i moralnym, to one dyktują warunki europejskiego ładu – tak dalece, że zbrojną napaść armii rosyjskiej nazywa się „konfliktem ukraińskim” (pozwalając agresorowi na uczestnictwo w farsie „procesu pokojowego”), zaś państwu Angeli Merkel przyznaje prawo decydowania o przebiegu tej wojny i nowym podziale Europy.

Na przykładzie istnienia faktycznego sojuszu Niemiec i Rosji (o którym wszyscy wiedzą lecz nikt nie ma odwagi go nazwać), można dostrzec jeden z najgorszych mitów kształtujących dzisiejszą politykę zagraniczną III RP. Ponieważ mit ten jest efektem przyjęcia błędnej metodologii oraz ulegania dezinformacji, zagraża nam w stopniu nieporównywalnie większym niż wizja „ataku atomowego na Warszawę”. Zagraża także całej Europie, o czym możemy się przekonać analizując rosyjsko-niemiecką kombinację „imigracyjną” (tekst – „O Putinie, rabinie i kozach”).

Mam na myśli ugruntowany w III RP pogląd, jakoby relacje z dwoma sąsiadami należało traktować dwutorowo – jako opcję prozachodnią lub wschodnią.

Zdaniem zadeklarowanych „georealistów”, kultywowanie przyjacielskich stosunków z Niemcami jest konieczne ponieważ wyraża prozachodnie i proeuropejskie aspiracje Polaków i w tym zakresie odróżnia się zasadniczo od kursu promoskiewskiego. Ten prawidłowy geograficznie i błędny politycznie pogląd starałem się podważyć w poprzednich tekstach „Nudis Verbis”.

Tworzy on z naszego położenia trwałe, historyczne kajdany i oddala od szansy obalenia porządku jałtańskiego. Bo jeśli nie współpraca z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie zbliżenie z Berlinem, to moskiewski jasyr. 

Jestem przekonany, że co najmniej kilka czynników – w tym zamach smoleński, a dziś wojna na Ukrainie, powinny prowadzić do zrewidowania tego poglądu i przyjęcia twardej korekty polityki zagranicznej.

Doświadczenie historyczne przekonuje, że Moskwa i Berlin będą zawsze  wrogami polskości. Dążeniem tych państw jest ustanowienie na Wiśle granicy rosyjsko-niemieckiej i wymazanie Polski z mapy świata. To, czego nie sformułuje dziś żaden polityk niemiecki, jest już realizowane na mocy sojuszu Merkel-Putin i przez ostatnie osiem lat było dokonywane przy współudziale reżimu PO-PSL. Różnica między obecną sytuacją, a rokiem 1939 polega jedynie na odwróceniu ról i modyfikacji akcentów: dziś konflikt zbrojny ma wywoływać Rosja, zaś Niemcom przewidziano rolę politycznego i ekonomicznego wspornika.

Nie można zatem  prowadzić racjonalnej polityki zagranicznej, stosując fałszywe rozróżnienie w relacjach z tymi sąsiadami i traktując Moskwę i Berlin, jako dwie, przeciwstawne siły. Jest to niedorzeczne  tym bardziej, gdy obie stolice konsoliduje wspólna antypolska akcja i sprzeciw wobec „nowego rozdania”.  Próbkę rzeczywistego stosunku Niemców do polskiego rządu widzieliśmy w  reakcjach komisarza Schulza i próżno się cieszyć, że takich oskarżeń nie miota sama Merkel czy Gauck. Prawdę o „przyjaciołach z Berlina” prędzej odnajdziemy w projekcie Nord Stream 2 niż w dyplomatycznych uśmiechach i deklaracjach politycznych.

Jak próbowałem powyżej wykazać – wizja rosyjskiej zapaści ekonomicznej i prowadzona wokół niej kampania dezinformacji, może wkrótce doprowadzić do przyjęcia kolejnego „resetu”. Jest to scenariusz zdecydowanie bardziej prawdopodobny niż prognoza globalnego konfliktu.

Nie ma wątpliwości, że Niemcy – najwierniejszy sojusznik Putina, staną się rzecznikiem „procesu odprężenia”, zaś ceną tego „pokoju” może być obszar rosyjskich wpływów rozciągających się na  Ukrainę i Polskę.

Jeśli taki scenariusz będzie realizowany, to utrzymując dogmat dobrosąsiedzkich (bo rzekomo proeuropejskich) relacji z Niemcami, okażemy się kompletnie nieprzygotowani do odparcia ofensywy.

Warto zauważyć, że rozgrywana obecnie kombinacja polskojęzycznych agentur, pod hasłem „bronimy demokracji III RP” oraz zamysł podważania wiarygodności rządu PiS na arenie międzynarodowej, są całkowicie zgodne z intencjami naszych sąsiadów. Przedstawianie Polski jako „problemu dla Europy” umacnia bowiem przeświadczenie, że tylko rząd podległy Moskwie i Berlinowi może zapewnić „spokój nad Wisłą”. W opinii eurołajdaków, którzy bez mrugnięcia okiem oddają Putinowi „prozachodnią” Ukrainę, byłaby to niewielka cena.

Ludzie, którzy zarządzają dziś polską polityką zagraniczną, należą do grona zaciekłych „georealistów” i zwolenników tzw. integracji europejskiej.

Liczne wypowiedzi prezydenta Dudy oraz słowa ministra Waszczykowskiego dowodzą, że nie należy liczyć na podważenie tej  dogmatyki.

Zasady II Rzeczpospolitej – „nic o nas bez nas”, wierność imponderabiliom, bilateralizm i dynamizm w relacjach z zagranicą oraz symetria w stosunkach Polski z innymi podmiotami – wyznaczają obszar nieznany naszym rodakom i niepraktykowany przez polityków PiS. Jeśli nawet są tacy, którzy werbalnie nawiązują do tradycji tego okresu, głoszą puste lub fałszywe hasła.

Czeka nas zatem bolesne „balansowanie na granicy dwóch światów” i próby zabiegania o przychylność Moskwy lub Berlina. Rządzący „georealiści” nigdy nie pogodzą się z myślą, że Polska  nie ma najmniejszego interesu w popieraniu prorosyjskiej i proniemieckiej polityki przywódców UE, a z antyrosyjskości i antyniemieckości powinna uczynić trwałą rację stanu.

Tym bardziej nie zrozumieją, że od czasu „ładu jałtańskiego”, polityka ta stanowi największą barierę dla polskich dążeń niepodległościowych i wszędzie tam, gdzie uwzględnia priorytety Berlina i Moskwy – ignoruje lub podważa nasze.

Jeśli przyjmiemy, że istnieje dziś realna groźba scementowania sojuszu rosyjsko-niemieckiego i uczynienia z niego fundamentu nowego „ładu w Europie”,  „georealizm” polskich elit okaże się największym zwycięstwem strategii podstępu i dezinformacji.

Autor: Aleksander Ścios

Niemiecka hipokryzja

Niemiecka hipokryzja

Niemiecka überhipokryzja       

Szanowni Państwo!

    Nad bramą niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz (dawniej Oświęcim) zamocowane jest hasło, które można by przetłumaczyć „Praca  czyni wolnym”. A faktycznie, kogo ciężka praca i głodowe racje żywności nie zabiły, ten mógł liczyć na komorę gazową. Nie lepiej było w Mauthausen, innym niemieckim obozie koncentracyjnym, do którego wywożeni byli między innymi Polacy na przymusowe roboty.

   Przypomnienie niechlubnej niemieckiej  historii wywołał niejaki Martin Schultz przy okazji połajanek, jakich nie szczędził Polakom w Parlamencie Europejskim. Skąd wziął się taki „mędrzec”? Okazało się, że prócz braku matury może jeszcze „poszczycić się” tatusiem, byłym esesmanem w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen, do którego trafił również mój ojciec po Powstaniu Warszawskim. Teraz ktoś z takim rodowodem i brakiem wykształcenia śmie pouczać nas, Polaków na czym polega demokracja i praworządność. Niemiecka hipokryzja jest bez granic, jak widać.

    A może zacznijmy brać przykład z niemieckiej pragmatyki? Ustalmy jaki procent obcego kapitału dopuszczamy w bankach i mediach na teren Polski. Zacznijmy też bojkotować niemieckie wyroby. Przy obfitości towarów w sklepach omijanie tych niemieckich nie jest trudne. Proponowałabym też bojkot polskojęzycznej niemieckiej prasy kolorowej, ale z tym może być już nieco trudniej. Panie czytające niniejszy felieton do miłośniczek tabloidów mogą nie należeć, a czytelniczki brukowców pewnie nie są moimi czytelniczkami.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Reakcja Niemiec

Dlaczego taka reakcja Niemiec

Znamy „ekonomiczne” powody paniki w Berlinie.

Posted by Włodek Kuliński – Wirtualna Polonia w dniu 2016-01-09

Według Global Financial Integrity za granicę wycieka aż 5 procent polskiego PKB, a najwięcej kradną niemieckie koncerny.

W analizie Global Financial Integrity – międzynarodowej organizacji, prowadzącej badania na temat nielegalnych przepływów finansowych znajduje się odpowiedź skąd taka wściekłość niemieckich mediów i pogróżki pod adresem władz. Wstrząsająca lektura! 

Global Financial Integrity obliczył, że przez ostatnie lata koncerny naszego zachodniego sąsiada „wyssały” z naszego kraju 30 miliardów dolarów.

Za granicę trafia aż 5 proc. polskiego PKB, czyli ok. 90 mld zł rocznie. Najwięcej kradną zagraniczne korporacje i niemieckie firmy.

Jeśli przyjmiemy, że ok. 65 proc. eksportu-importu Polski jest wytwarzane przez firmy z kapitałem zagranicznym, z czego ok. 50 proc. to firmy niemieckie, można oszacować, że Niemcy nielegalnie wyprowadzają z Polski ok. 30 mld zł rocznie

Generalnie Polska znajduje się na 20 miejscu krajów z listy najbardziej nielegalnie wyzyskiwanych na świecie przez zagraniczne koncerny. I jesteśmy jedynym takim krajem z Unii Europejskiej

Z tabeli opublikowanej na stronie Global Financial Integrity wynika, że poziom wyciągania nielegalnych pieniędzy, wysoki w 2004 r., wyhamowany został w latach 2005-2007, siłą inercji jeszcze spadał, po czym gwałtownie wzrósł, aby ponownie osiągnąć apogeum w 2012 r.

gfintegrity.org

Teraz kilka ważnych – choć przyznajmy szczerze – retorycznych pytań:

  1. Czy dzięki tym suchym liczbom, datom i szacunkom wiemy więcej o przyczynach furii niemieckich mediów ?
  2. Czy rozumiemy teraz dlaczego niemieckie media i niemieccy politycy milczeli, gdy władza zakładała Polakom rekordowe liczby podsłuchów ?
  3. Czy już wiemy dlaczego państwu niemieckiemu tak bardzo zależy na utrzymaniu nad Wisłą status quo?
  4. Czy już pojmujemy dlaczego Berlinowi tak bardzo zależy na tym, aby utrzymać obecny stan atrofii państwa polskiego?
  5. Czy zdajemy sobie sprawę, dlaczego Niemcy tak obawiają się repolonizacji ?Gdy już odpowiemy sobie na te pytanie musimy zdać sobie sprawę z bardzo ważnej sprawy. Nasz zachodni sąsiad zrobił sobie z nas swoją półkolonię, tanią montażownię i Bóg wie co jeszcze. Jego połajanki pod naszym adresem są więc z jego punktu widzenia dość zrozumiałe – dlaczego ma mieć szacunek do swoich XXI-wiecznych „Irokezów”, wobec których odczuwa (tradycyjną) wyższość cywilizacyjną? To od nas zależy, czy pozwolimy mu tak traktować nasz kraj. Nikt nas w tym nie wyręczy. 

    „miła” wiadomość na początku Nowego 2016 Roku!

    Myślę, że lepiej mieć wiedzę na ten temat.

    Ja nie oglądam TV, ale czasem coś znajdę w internecie

    zastanawiałam się dlaczego Niemcy robią taką w mediach wrzawę

    odnośnie trybunału. Trzeba ufać, że nowa Władza da radę wiele zmienić!

    autor: Zbigniew Kuzmiuk w polityce Według najnowszego raportu Global Financial Integrity (międzynarodowej organizacji zajmującej się nielegalnymi przepływami finansowymi) Polska należy do pierwszej 20-stki krajów (jest w tej grupie jedynym krajem należącym do UE), najbardziej wyzyskiwanych krajów przez zagraniczne korporacje.
    Raport GFI stwierdza, że z Polski zagraniczne firmy nielegalnie wyprowadzają corocznie około 90 mld zł czyli około 5% naszego PKB i dotyczy to głównie oszustw związanych z podatkami VAT i CIT oraz cłami. Dane GFI potwierdzają wcześniejsze ustalenia dotyczące naszego systemu podatkowego opracowane przez MFW oraz Komisję Europejską, w tych dokumentach także pisano o blisko 100 mld zł rocznie, które traci polski budżet na skutek oszustw podatkowych.

    2. Przypomnijmy tylko, że rozrastanie się zjawiska niepłacenia CIT przez firmy z udziałem kapitału zagranicznego potwierdza raport przygotowany przez Komisję Europejską w którym autorzy powołując się na ekspertyzy przygotowane na zlecenie Komisji Europejskiej, stwierdzają że wielkie korporacje unikają płacenia podatku dochodowego w całej Unii Europejskiej. W skali całej UE uszczuplenia z tego tytułu to kwota ponad 120 mld euro, w przypadku Polski oszacowano je na ponad 11 mld euro rocznie, co daje astronomiczną kwotę blisko 46 mld zł utraconych dochodów podatkowych (w ostatnich latach wpływy z tego podatku wynoszą około 28-31 mld zł). Oznaczałoby to, że utracone każdego roku wpływy z podatku CIT od firm z udziałem kapitału zagranicznego znacznie przekraczają dochody budżetowe z tytułu tego podatku i że w ciągu ostatnich lat kolejni ministrowie finansów poprzedniego rządu Platformy i PSL-u, co najmniej tolerowali to zjawisko.

    3. W imieniu nowego ministra finansów Pawła Szałamachy rzecznik prasowy Mirosława Dróżdż, zwróciła się do podatników podatku dochodowego od osób prawnych (CIT), którzy stosowali tzw. ceny transferowe w latach 2011-2015 do złożenia stosownych korekt w zeznaniach podatkowych, za ten okres. Stwierdziła także, że spółki, które zdecydują się na dobrowolna korektę deklaracji podatkowych za lata 2011-2015, będą mogły skorzystać z 50% obniżki stawki ustawowych odsetek za zaległe zobowiązania podatkowe. Przypomniała, że każda transakcja powinna odpowiadać naturalnym warunkom rynkowym, a jej cena powinna być zbliżona do ceny rynkowej, podczas gdy w przypadku podmiotów powiązanych bardzo często zdarza się, że spółka-córka płaci spółce- matce w grupie, znacznie wyższa kwotę niż wynosi wartość rynkowa określonego dobra lub usługi (najczęściej jest to korzystanie z logo, doradztwo, dostarczanie know-how). Ostrzegła, że stosowanie cen transakcyjnych przez podmioty powiązane, będzie przedmiotem badań urzędów skarbowych w II kwartale 2016 roku, ponieważ jest to jeden z priorytetów nowego ministra finansów Pawła Szałamachy.

    4. Z kolei wyłudzenia w podatku VAT które wg raportu MFW, są jednymi z najwyższych w UE wynoszą ponad 3% PKB, a więc w warunkach roku 2014 wyniosły ponad 52 mld zł. Tutaj nowy minister finansów rozważa wprowadzenie centralnego rejestru faktur VAT za pośrednictwem którego trafiały by do nabywców towarów i podlegałyby na bieżąco kontroli urzędów skarbowych. Innym pomysłem jest rozdzielenie płatności VAT (nabywca płaci dostawcy tylko płatność netto, a kwota podatku trafia na konto podatnika będące w dyspozycji urzędu skarbowego), w takiej sytuacji zwrotów podatku VAT (różnicy pomiędzy podatkiem naliczonym, a należnym), dokonywałby urząd skarbowy.

    5. Jak z tego wynika nowy rząd nie zamierza tolerować tego stanu rzeczy i już na początku swej działalności rozpoczął walkę cenami transferowymi, co ma ograniczyć wyłudzenia w podatku CIT jak i z przestępstwami karuzelowymi, co ma ograniczyć wyłudzenia w podatku VAT. Trudno bowiem dłużej tolerować sytuację w której blisko 1/3 potencjalnych dochodów podatkowych (około 100 mld zł rocznie), zamiast wpływać do budżetu państwa, wypływa poza granice naszego kraju tylko dlatego, że zagraniczne korporacje traktują Polskę jak swoją kolonię.

    – autor: Zbigniew Kuźmiuk

    http://www.gazetawarszawska.com/94-demo-contents/nwo/2983-znamy-ekonomiczne-powody-paniki-w-berlinie

Korzenie Polski

Korzenie Polski

Polska i Europa posiadamy wspólne chrześcijańskie korzenie. W różnym stopniu poszczególne europejskie kraje dążą do odcięcia się od tych korzeni. Po ich utracie jesteśmy poddawani naciskom lub narzuceniu innej kultury. Taką próbą, w ostatnim czasie, jest przyjęcie na teren Europy  ponad milionowej rzeszy muzułmanów.

Wprawdzie muzułmanie nie mają wystarczającej wiedzy I doświadczenia, aby osłabiać narody europejskie poprzez wstrzykiwanie w ich organizm różnych ignorujących prawa naturalne i przy okazji antychrześcijańskich „trucizn,” (gender, aborcja, ateizm, małżeństwa homoseksualne, etc.), ale jednak działają zgodnie z prawami przyrody, tzn. mnożą się jak króliki.

 

Jak powiedział Maciej Libicki na forum UE: „Europa będzie chrześcijańska lub nie będzie jej wcale”.http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/kulbat/t4_3.html

Czy cywilizacja, która pozwala na uśmiercanie starych, niedołężnych rodziców oraz masowo zabija swoje nienarodzone dzieci zasługuje na to, aby przetrwać? Czy możemy się dziwić islamskim imigrantom, że nie chcą się integrować ze społeczeństwami zachodnimi,którymi pogardzają i  których w rzeczywistości nienawidzą?

 

 „Jak mam szanować Belgów, skoro swoich rodziców na starość oddają do domów starców albo uśmiercają, aborcja jest u nich normą, kościoły są puste, za to burdele pełne? Za co mam ich szanować?” – powiedział mi kiedyś marokański taksówkarz. I wielu muzułmanów tak myśli nie tylko o Belgii, ale i o całej zachodniej Europie, która ich zdaniem jest zdegenerowana i nie zasługuje na nic dobrego.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Belgistan-tykajaca-bomba-w-sercu-Europy,wid,17981049,wiadomosc.html?ticaid=116199&_ticrsn=3

Obowiązująca w naszej zachodniej kulturze ideologia poprawności politycznej knebluje nam usta, czyniąc z nas bezbronne, pozbawione instynktu samozachowawczego stado owiec, o którym pisał Henry Makow

Zjawiska, które obecnie obserwujemy, doprowadzą wcześniej lub później do nieodwracalnych zmian społecznych. Można dyskutować czy są one narzucane narodom przez ukryte siły (teoria spiskowa) czy też same społeczeństwa się zmieniają samoistnie w miarę rozwoju ekonomicznego i technologicznego a wraz z nimi ich moralność. Tak się jednak składa, że te zmiany mają wyraźnie antychrześcijański charakter. Weźmy pierwszą z brzegu zmianę jaką jest upowszechnienie aborcji.  Np. W Stanach Zjednoczonych powstał potężny, lukratywny “biznes aborcyjny.” Autor poniższego artykułu ujawnia kim są ci “biznesmeni.”

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/aborcja-koszerna-rzeznia-2012-12

http://www.prawica.net/1603

Jakkolwiek sama idea aborcji była propagowana od początku przez środowiska, które uważają chrześcijaństwo za swojego głównego wroga, to obecnie w krajach zachodnich coraz większy procent ludności akceptuje ją (włączając w to nawet pewne „chrześcijańskie” środowiska). Rezultaty tego już widać gołym okiem: starzenie się społeczeństw zachodnich, uzupełnianie braków na rynku pracy przez imigrantów (głównie z krajów muzułmańskich), wkrótce pewnie również ogólną zgodę na eutanazję starców, kalek, ludzi niedorozwiniętych umysłowo itp., którzy będą zbyt wielkim ciężarem dla nowoczesnego społeczeństwa. Mamy do czynienia z propagowaniem antychrześcijańskich potworności „w imię rozumu”.

Od czasu wprowadzenia prawa do aborcji w USA zamordowano ponad 50 mln nienarodzonych dzieci a na całym świecie ponad 1 miliard.

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/19-statystyk-o-aborcji-ktore-kazdy-znac-2015-04

 

William Grigg pisał kiedyś, że te “liberalne,” antychrześcijańskie idee promują te same siły, które chciały ludzkości narzucić komunizm. Ponieważ nie udało się tego zrobić siłą – „krwawo”, obecnie „rewolucję kulturalną” robi się łagodnie, krok po kroku, przy miejscowym znieczuleniu.

http://radio.radiopomost.com/publicystyka/2087-w-tym-szalenstwie-jest-metoda

Trudno nie dostrzec opłakanych wpływów obcej nam chrześcijanom kultury, dla której małżeństwo jednopłciowe, zabicie nienarodzonego dziecka, eutanazja starca lub niedorozwiniętego umysłowo pacjenta zaczyna  być traktowane jako “normalne zachowanie.” Tak się składa, że na promowanie tych “idei” przeznacza się olbrzymie pieniądze z różnych fundacji oraz wykorzystuje się szeroko liberalne media do ich propagowania a promotorzy tych chorych pomysłów oraz finansiści na ogół wywodzą się z obcej nam cywilizacji, rasy czy grupy etnicznej, dla której liczą się tylko przedstawiciele ich plemienia. Jak widać, mimo wszystko, nie stali się oni “białymi ludźmi,” chociaż wśród nas żyją od wieków i za takich się uważają.

Źródło: PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI biuletyn nr 375.