Archiwa tagu: PiS

Czy PiS chce zakneblować usta mediom przy pomocy prokuratury?

Rzecznik Praw Obywatelskich

Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Centrum Monitoringu Wolności Prasy

Parlament Europejski

Sz. P. dr Kornel Morawiecki – Marszałek Senior Sejmu RP

Media polskie i europejskie

Czy radni PiS chcą za pomocą prokuratury zamknąć usta lokalnemu, krytycznemu wobec nich miesięcznikowi?

Kilkunastu radnych Prawa i Sprawiedliwości w 100-tysięcznym Tarnowie (Małopolska) skierowało do Komisarza Wyborczego wniosek o zbadanie legalności publikacji lokalnego miesięcznika „Zjednoczeni dla Tarnowa”, krytycznych wobec samorządowców z PiS-u, twierdząc, iż „posiadają charakter stricte wyborczy, gdyż tematyka zamieszczonych informacji w sposób bezpośredni nawiązuje do działalności określonych partii politycznych” (czytaj: PiS-u) oraz „mają zabarwienie polityczne, gdyż w sposób jasny nawołują do powstrzymywania się od głosowania na określone partie oraz ich kandydatów”. Jak donosi lokalne Radio RDN: „Teraz legalność treści artykułu wyjaśni tarnowska prokuratura”, patrz: http://www.rdn.pl/news/prokuratura-rozstrzygnie-sprawe-spornego-artykulu

Jako redaktor naczelny pisma, wydawanego przez stowarzyszenie OBURZENI, odbieram zapowiedź tego typu interwencji prokuratury, jako próbę zamknięcia ust lokalnym mediom w Polsce przez polityków Prawa i Sprawiedliwości i to w okresie samorządowej kampanii wyborczej i zwracam się do adresatów tego pisma, tj. Rzecznika Praw Obywatelskich, Centrum Monitoringu Wolności Prasy, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, do Parlamentu Europejskiego (przypominając, iż wolność wypowiedzi, myśli i sumienia wpisana jest w Europejską Konwencję Praw Człowieka), mediów polskich i europejskich, a także do dr. Kornela Morawieckiego – Marszałka Seniora Sejmu RP (jako twórcy legendarnej SOLIDARNOŚCI WALCZĄCEJ – m.in. o wolność słowa w okresie PRL-u) o zainteresowanie się sprawą i podjęcie stosownych kroków w obronie wolności słowa w Polsce.

Dr Marek Ciesielczyk

Redaktor naczelny miesięcznika

„Zjednoczeni dla Tarnowa”

dr.ciesielczyk@gmail.com

tel. +48 601 255 849

P.S.  Poniżej numer sierpniowy naszego miesięcznika, który ma stać się powodem interwencji prokuratury. Kliknij myszką na tekst, by go powiększyć.

Tarnów, 14 września 2018

Prawo i sprawiedliwość a PiS.

Prawo i sprawiedliwość a PiS

Wielokrotnie podkreślałem, że PiS popełnia wiele błędów. Jedną z kluczowych dziedzin życia społecznego, gdzie tych błędów jest najwięcej to szeroko pojęte prawo oraz sprawiedliwość w odczuciu Kowalskiego. Sposób tworzenia uregulowań szczególnie w sądownictwie i wymiarze (nie) sprawiedliwości budzi ostre sprzeciwy. Jak źle są to przygotowane akty świadczy 5/6 podejście do ustawy o sądownictwie. Wyśmiewano się z poprzedniej ekipy rządzącej ze sposobu w jaki sprawują władzę, w jaki uchwalają nowe ustawy.

Sądząc po deklaracjach przed wyborami 2015 roku, nowa władza miała to robić lepiej i w lepszym stylu. W zakresie sądownictwa nie udała się żadna z tych rzeczy. Tyle błędów w tworzeniu prawa dotyczącego sądownictwa w Polsce nie popełniła jeszcze żadna z dotychczas rządzących formacji po 1989 roku. Ekipa PiS mimo doświadczeń zdobytych  w latach 2005 do 2007, mimo tego, że w swoich szeregach jak również wśród osób współpracujących z  nią są profesorowie, ludzie doświadczeni w życiu politycznym i społecznym, istniejące, nie najlepsze, do tej pory standardy  (w dziedzinie tworzenia prawa, stylu uprawiania polityki) zmienili na znacznie gorsze.

Rozmawiając z wieloma poszkodowanymi, osobami pracującymi w wymiarze (nie) sprawiedliwości, słyszałem najczęściej opinie – „nie ma żadnych pozytywnych zmian” a wręcz PiS jest oskarżane o mianowanie na stanowiska kierownicze osób,

które powinny być poddane pod osąd  sądów swoich korporacji lub usunięte z zawodu.

Dlaczego tak działa PiS? Wielu działaczy zdaje sobie sprawę z działań na granicy prawa a często z tzw. „falandyzacji” prawa, (może z kaczyzacji prawa). Zaczyna się bać konsekwencji działań, których byli i są czynnymi uczestnikami. Powołanie, mianowanie, namaszczenie na odpowiednie stanowiska osób całkowicie zależnych od decydenta pozwala po części zabezpieczyć się na przyszłość. 

Działania legislacyjne w tym obszarze mają zabezpieczyć interesy grupy rządzącej Polską w tej chwili. Nie ma (w tym zakresie) myślenia o Polsce o jej przyszłości. 

Z poważaniem

Jan Szymański

Czapka na złodzieju

Czapka na złodzieju

Szanowni Państwo!

Tak zwana „prywatyzacja nieruchomości” wykazała niezbicie, że kiedy złodzieje dochodzą do władzy, robią wszystko, żeby zatrzeć ślady między uczciwymi i nieuczciwymi. W ten sposób czapki przestają na nich goreć. Jakby tego było mało, próbują odwrócić role. Można bowiem karać tych, co kradną, albo tych, co kraść przeszkadzają. Zarządów PO-PSL, to człowiek nieuwikłany w żadne przekręty powinien był się bać. Pochylano się natomiast z troską nad każdym oskarżonym, z wyjątkiem oczywiście tych, którzy rzeczywiście byli niewinni. Dla fałszywie oskarżanych władza była surowa. Obecnie najwyraźniej to się zmienia. Normalność z trudem, próbuje się jednak co raz śmielej przebijać.

Ale czy miękkość wobec szantażystów wszelkiej maści, rodzimych, albo zagranicznych jest wskazana? Trudno stosować jedno lekarstwo na wszelkie dolegliwości. Cierpliwość wobec niepełnosprawnych chyba się opłaciła.

Czy jednak da się przeczekać unijne szykany? Postkomuna jest jak potwór zastawiający sidła na przyszłą ofiarę. To właśnie w roli ofiary Polska jest obsadzana i grilowana od czasu, gdy ośmieliła się wybrać w demokratycznych wyborach swoich przedstawicieli, bez uzgodnienia z Berlinem.

Możemy się jedynie pocieszać, że unijni biurokraci naprzykrzają się wszystkim mieszkańcom euro-kołchozu lawiną głupich przepisów prawnych. Przy totalnej inwigilacji z jednej strony, stosuje się super tajemnicę odnośnie do danych osobowych, którymi ma prawo posługiwać się zwykły obywatel. To na nim właśnie ma czapka goreć nieustannie, bo a nuż robi coś nielegalnego, na przykład nie będzie umiał wytłumaczyć skąd wziął adresy e-mailowe swoich korespondentów?

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Firmy rodzinne a danina solidarnościowa

Firmy rodzinne a danina solidarnościowa

Danina uderzy w rodzinne polskie firmy. Giganci go nie zapłacą.

Grupa najlepiej opłacanych menadżerów zagranicznych korporacji i najbogatszych Polaków łatwo uniknie „daniny solidarnościowej”. Takich możliwości nie będą mieli właściciele rodzinnych polskich firm, którzy już i tak najsolidniej płaca podatki.

Zgodnie z rządową koncepcją podatku, który ma pozwolić zwiększyć świadczenia dla niepełnosprawnych, nie tylko zarabiający około 87 tys. zł miesięcznie będą go płacić. Przez składkę na Funduszu Pracy złoży się na niego również, jak pisaliśmy w money.pl, 12 mln pracowników.

W sumie ma to przynieść już w 2019 r. 2 mld zł. 1,15 mld zł będzie dostarczyć danina wysokości 4 proc., od najbogatszych. Reszta ma pochodzić z Funduszu Pracy, z którego będzie odciągane 0,15 proc. składek od pracowników.

Problem tylko w tym, że najlepiej zarabiający menadżerowie i właściciele spółek będą mogli uniknąć tego obciążenia. Jeden z najbogatszych Polaków otwarcie przyznaje, że go nie zapłaci.

Jak powiedział nam podczas EKG w Katowicach Krzysztof Pawiński, współwłaściciel i prezes europejskiego giganta spożywczego, Grupy Maspex. – Mój dochód jako pracownika i menedżera jest niższy od progu, o którym usłyszałem – skomentował rządowe plany Pawiński.

Rodzinne zaboli najmocniej

Rząd jednak nie tylko składek z Funduszu Pracy może być pewny. Jest jeszcze grupa przedsiębiorców, która nieproporcjonalnie w stosunku do innych może ponosić ciężar nowego obciążenia.

– Podatek solidarnościowy uderzy w firmy rodzinne zarejestrowane jako jednoosobowe działalności i też te, działające jako spółki osobowe, gdzie przedsiębiorcy rozliczają się korzystając z podatku liniowego – mówi money.pl Łukasz Martyniec, prawnik i doradca sukcesyjny.

W jego ocenie niesprawiedliwość tego rozwiązania polega na tym, że często te firmy rodzinne, mają całą masę pomysłów na pomoc potrzebującym w swoim mieście i regionie.

– Od lat zajmuje się sukcesją i przygotowuję również testamenty dla przedsiębiorców z firm rodzinnych. Coraz większa liczba przedsiębiorców uwzględnia cele społeczne także w testamentach – dodaje Martyniec.

Pewnym paradoksem jest też fakt, że akurat firmy rodzinne płacą podatki zgodne z tym, jak zaplanował to ustawodawca. Nie ma tu miejsca na optymalizacje podatkową, jak w przypadku dużych korporacji. Takie firmy również rzadziej przenoszą swoją siedzibę za granicę, aby unikać zobowiązań podatkowych.

A przecież nowych podatków miało nie być…

– Warto również zauważyć, że obecny rząd obiecywał, że nie będzie wprowadzał kolejnych obciążeń fiskalnych. Propozycja daniny solidarnościowej też mocno zaskakuje z innego powodu. Do tej pory cały czas słyszeliśmy, że w budżecie jest więcej pieniędzy niż kiedykolwiek przedtem. Zatem pieniądze na ten cel również powinny się tam znaleźć, bez konieczności wprowadzania kolejnego podatku – przekonuje prawnik.

Ze względów czysto prawnych, a nie ograniczeń finansowych – bo chodzi przecież o najlepiej zarabiających – firmy rodzinne nie mają możliwości optymalizacji podatkowej stosowanej na co dzień w dużych korporacjach i spółkach.

Teoretycznie, aby uniknąć nowego podatku, można np. w spółkach osobowych zmniejszyć osobisty przychód przyjmując do spółki kolejne osoby. Jednak jak twierdzi Łukasz Martyniec, nie jest to dobry pomysł. Wszystko dlatego, że mogłoby to być sprzeczne z założeniami planu sukcesji oraz dobrem firmy. Im więcej wspólników – tym trudniej dojść do porozumienia.

Firmy rodzinne nie uciekną

Jest to również niebezpieczne ze względu na to, jakie mamy zapisy prawne związane z własnością w rodzinie i dziedziczeniem. Ponadto miałoby to niszczący wpływ na tak ważną w biznesie decyzyjność. – Żadna z firm rodzinnych, w mojej ocenie, nie powinna sięgać po tę metodę ucieknięcia od podatku solidarnościowego, dlatego też to właśnie one będą nim obciążone w największym stopniu – podsumowuje nasz rozmówca.

Co równie oczywiste dla eksperta, z duża dozą prawdopodobieństwa można założyć, że unikną tego podatku właściciele i top menadżerowie dużych, polskich i zagranicznych spółek i korporacji. Podobnie może być również w spółkach skarbu państwa.

Według danych Instytut Biznesu Rodzinnego, w Polsce działa ponad 800 tysięcy firm rodzinnych, które są dumne z atutu jaką daje im właśnie rodzinność biznesu, co dokładniej opisane jest w raporcie na zlecenie Unii Europejskiej „Firma Rodzinna to Marka”.

IBR realizował to badanie we współpracy z GUS. Solidarność firm rodzinnych z lokalną społecznością jest tam widoczna w opisach bardzo licznych projektów pro bono, przez nie realizowanych.

CSR wymyśliły korporacje. Rodzinne już tak mają

– Firmy Rodzinne swoją społeczną odpowiedzialność mają w DNA, korzeniach i wartościach. To właśnie biznesy rodzinne często jako jedyne wspierają lokalne społeczności i inicjatywy i robią to bez wielkich akcji public relations, marketingowych. Zwykle też z własnej społecznej misji, która jest ważna dla rodziny biznesowej – mówi money.pl dr Adrianna Lewandowska, prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego i organizator konkursu Firma Rodzinna Roku.

O tym, że właśnie firmy rodzinne są najbardziej wrażliwe ze wszystkich podmiotów gospodarczych w Polsce, a na ich barkach spoczywa trud związany z ciężarem podatkowym rodzimej gospodarki, przekonują też inne fakty.

Małe i średnie, najczęściej rodzinne firmy, to 90 proc. wszystkich podmiotów gospodarczych działających w naszym kraju. Generują 40 proc. PKB i dają pracę połowie pracujących Polaków.

Jak wylać dziecko z kąpielą?

– Taki podatek na pewno będzie podcięciem skrzydeł wśród wielu firm rodzinnych, które zmuszone do pomagania w zaproponowany sposób, znacząco ograniczą swoje budżety na kampanie społeczne, które realizowały na co dzień – mówi money.pl Łukasz Tylczyński z Instytutu Biznesu Rodzinnego.

Co gorsze, niższa będzie jego zdaniem mierzalność efektów takiej pomocy. Pomysł w tej formie może spowodować odwrotny efekt do zamierzonego. Tego typu obciążenie, jak twierdzi ekspert, może wyhamować entuzjazm firm rodzinnych w wielu społecznych obszarach.

Tak może być z polskim producentem biżuterii YES. Firma po zapłaceniu daniny, może już nie być skłonna do organizowania adresowanego do studentów i absolwentów uczelni artystycznych programu stypendialnego (12 tys. zł rocznie na studenta).

Inaczej do swojego programu może też zacząć podchodzić inna duża polska firma rodzinna – Grupa Raben. W ramach wolontariatu pracowniczego zatrudnieni realizowali niezliczone projekty, m.in. remontowali szkoły i wyposażali pracownie treningu umiejętności społecznych w przedszkolach integracyjno-terapeutycznych.

Pytaliśmy w Ministerstwie Finansów o szczegóły projektu, ze szczególnym uwzględnieniem tego, jak może wpłynąć na firmy rodzinne. Niestety do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Autor: Krzysztof Janoś – redaktor Money.pl

Źródło: https://msp.money.pl/wiadomosci/prawo/artykul/podatek-solidarnosciowy-niepelnosprawni-mf,48,0,2406448.html

Jaki Prezydentem Warszawy?

Jaki Prezydentem Warszawy?

Tak. Według mojej oceny, jeżeli ekipa PO nie zmieni swoich działań tak się stanie. Co by nie było Rafał Trzaskowski jest politykiem „zużytym”. do swojego kandydowania podchodzi identycznie jak Bronisław Komorowski do kandydowania na druga kadencję. Pewność siebie, buta, rankingi pod publiczkę, nietrafna kampania wyborcza. Ostatnio skierowanie swojego przekazu do grupy skrajnej jaką są środowiska LGBT. Kolejna rzecz pozostaje samotny. Ani własna partia nie wspiera go działaniami bocznymi (np. Pani HGW ) choć posiada przeogromne możliwości by wgraną Trzaskowskiego uczynić pewną. Pani Prezydent stanęła całkiem z boku zajęta swoimi sprawami/kłopotami nie wspomaga akcji wyborczej partyjnego kolegi. Władze PO też nie włączyły się w promowanie kandydata.

Patryk Jaki ma swoją koncepcję kampanii i ją skutecznie realizuje. Zdając sobie sprawę z ograniczonej grupy osób głosujących na PiS w Warszawie podejmuje próby poszerzenia elektoratu. Bardzo skutecznie wykorzystuje swoją pozycję w Komisji Weryfikacyjnej. Umiejętnie kieruje kolejnością rozpatrywanych spraw. Uwypukla problemy i proponowane rozwiązania poszerzając potencjalną grupę warszawiaków głosujących na niego.  

Jaki będzie wynik końcowy tej rywalizacji? Przy braku zmian w sposobie prowadzenia kampanii tak jak stwierdziłem na początku. Natomiast mając pojęcie o przepływach finansowych przy tego typu operacjach wyborczych jeszcze jest wystarczająco dużo czasu na zmiany.

Z poważaniem

Jan Szymański

Bezpartyjni Samorządowcy a wybory

Bezpartyjni Samorządowcy a wybory

19 maja 2018 r., w Warszawie odbyła się Konwencja Ruchu Bezpartyjni w której brało udział kilkaset osób z całej Polski. Uczestnicy Konwencji zadeklarowali wspólny start w nadchodzących wyborach samorządowych pod jednym szyldem ogólnopolskich Bezpartyjnych. W Konwencji uczestniczyli prezydenci miast, burmistrzowie, radni różnych szczebli, wójtowie oraz przedstawiciele samorządu gospodarczego.

Z aktualnych sondaży (maj 2018 r.) wynika, że bezpartyjni na poziomie województw mogą liczyć na wynik około 10 procent, z tendencją rosnącą. Zatem istnieje realne zapotrzebowanie społeczne na Ruch Bezpartyjnych będący alternatywą dla partyjniactwa i degrengolady partii politycznych.

http://samorzad.pap.pl/depesze/temat_dnia/183234/Pierwszy-taki-ruch-po-1989-r-

Moda na bezpartyjność.

 
Wszyscy mamy dość opluwających się nawzajem partii politycznych. Chcemy żyć, i pracować w
 
normalnym kraju z dala od zgiełku i bełkotu polityków  oraz partyjniactwa.
 
Nie wierzymy w to, że ta czy inna partia polityczna nas uszczęśliwi, że nam coś da nie zabierając
 
więcej w zamian.
 
Żądamy zwiększonej kontroli społecznej nad politykami i to nie tylko w zakresie samego aktu
 
wyborczego, czy , przestrzegania przez polityków i partie prawa ( konstytucyjnego, wynikającego
 
z ratyfikowanych umów międzynarodowych, czy ustaw zwykłych).
 
Żądamy, aby partie polityczne przestały zawłaszczać Kraj, zwłaszcza na poziomie lokalnym ( w
 
gminie , powiecie, czy województwie) gdzie my – zwyczajni obywatele jesteśmy u siebie, jesteśmy
 
gospodarzami, we własnym domu.
 
Wara politykom od naszych szkół, przedszkoli, dróg, czy mostów!
 
Jako wyborcy dostrzegamy korzyści płynące dla naszych lokalnych społeczności ze strony
 
jednoczącego się Ruchu Bezpartyjnych samorządowców.
 
Najnowszy sondaż IBRIS dla Rzeczpospolitej  z 18 maja 2018 r. pokazuje , że zjednoczeni
 
Bezpartyjni są trzecią siłą w Polsce ( poparcie na poziomie od 7,6% – Wielkopolskie do 17,9 % –
 
Dolnośląskie)
 
Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej  daje równe prawa w zakresie kształtowania ustroju
 
państwa partiom politycznym i obywatelom.
 
Partie, a zwłaszcza partia rządząca usiłuje ograniczać prawa wyborcze obywateli.
 
Ludzie to czują i rozumieją. Dlatego wraca moda na bezpartyjność.
 
Wykresy ze słupkami poparcia poniżej.
 

Wojciech Papis

Nowa lista leków refundowanych

Nowa lista leków refundowanych

Pacjenci po przeszczepach załamani cenami leków: Ta podwyżka nas zabije.

Żyją tylko dlatego, że przeszczepiono im nowy organ, ale drżą o to, by organizm go nie odrzucił, bo nie stać ich na leki! Pacjenci po transplantacjach po kolejnej podwyżce muszą płacić już po kilkaset złotych za miesięczną kurację. I mówią: już dość.

 

Cierpliwość chorych po przeszczepach już się wyczerpała. Zapowiadają, że gdy tylko zakończy się protest opiekunów dorosłych niepełnosprawnych, oni pojawią się w Sejmie jako następni. Powód? Ich leki, które zapobiegają odrzuceniu przeszczepu, i które muszą przyjmować do końca życia, od maja znów podrożały.

Za lek Sperart po podwyżce płacą ponad 173 zł (zdrożał o 113 zł), a Ceglar teraz kosztuje 173 zł (cena wzrosła o 57 zł). Najbardziej jednak oburza szósta już podwyżka ceny syropu Valcyte, przyjmowanego najczęściej przez dzieci. Tym razem zdrożał o blisko 21 zł i kosztuje już prawie 860 zł!

Większość chorych po przeszczepie utrzymuje się z renty. Minister zdrowia obiecywał, że szpitale będą wydawały te leki chorym za darmo, ale tak się nie dzieje. Resort podkreśla, że większość preparatów, które zdrożały, można zastąpić innymi. – Zmiana leku u pacjentów po przeszczepie wiąże się z dużym ryzykiem. Nie chcę przyjmować zamienników, bo boję się, że dojdzie do odrzucenia narządu – mówi Krzysztof Samborski, pacjent z Lublina. Politycy opozycji są oburzeni. – PiS podczas konwencji obiecał prawie wszystko wszystkim – ale dzieci po przeszczepach dalej nie mogą się doczekać bezpłatnych leków, choć w porównaniu do skali budżetu i socjalistycznego rozdawnictwa kasy, to naprawdę niewiele kosztuje – oburza się Tomasz Grodzki (60 l.), senator PO i transplantolog.LB

Tomasz Samborski, pacjent po przeszczepie nerki:

Żyję z renty, a co miesiąc muszę wydać na leki 850 zł. Najdroższy jest lek immunosupresyjny, który zapobiega odrzutowi przeszczepu, i muszę go brać do końca życia. Kosztuje 440 zł za opakowanie. Ta kwota mnie przeraża. Powinniśmy mieć te leki za darmo, a one cały czas drożeją. Ta podwyżka nas chyba zabije!

 

Wybory przebieranie nóżkami

Wybory przebieranie nóżkami

Spotkanie w dniu 12 maja organizowane na UKSW przez posłów pp. Sanockiego, Jachnika i Jaskółę miało całkiem inny cel niż walczenie z bezprawiem sądowym.

Było to spotkanie, którego podstawowym celem było przekształcenie tej grupy w Komitet Wyborczy. Niewielka część obecnych była w to wtajemniczona. Większość przyszła na spotkanie ludzi pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości z nadzieją skutecznej walki z tą niesprawiedliwością.  Nic z tego. Drodzy Państwo jeżeli chcecie się włączyć we wszystkie najbliższe kampanie wyborcze to było jedno z miejsc, gdzie można poznać ludzi i zastanowić się z kim się połączyć lub jak opracować własną strategię na wybory. Na sali zauważyłem co najmniej reprezentantów 5-6 grup tworzących lub uruchamiających własne komitety wyborcze. Wliczam do tych grup pp. Sanockiego, Jachnika i Jaskółę.

Organizatorzy spotkania chcą powtórzyć dokładnie strategię p. Pawła Kukiza z 2014 roku. Zgromadzenie dużej grupy ludzi do pracy przy próbie złożenia wniosku o referendum. Następnie wykorzystanie tej grupy ludzi do tworzenia lokalnych komitetów wyborczych. W mojej ocenie poszkodowani nie są dobrymi adresatami takich działań. Musi to być inna grupa docelowa. Jest to jakiś pomysł. Panowie pracują nad nim już jakiś czas. Brawo za przewidywanie i dość wczesne rozpoczęcie działań. Natomiast charaktery (kłótliwość, awanturnictwo, zabieranie kamer, nie wpuszczanie na spotkania części ludzi), wybrana grupa docelowa tych działań w mojej ocenie nie wróżą Panom sukcesu tj. zostania pp. Prezydentami, Burmistrzami, Posłami, Senatorami. Może pozwolą na bycie Radnym szczebla gminnego lub powiatowego.

Oburzeni uczestniczą w wielu rozmowach grup, które mają ambicje powołania ogólnopolskich komitetów wyborczych. Odbyliśmy ich już kilka.  W następnych będziemy uczestniczyć w najbliższych dniach. Dalej podstawowym naszym celem jest wystawienie list kandydatów w każdym z 85 okręgów wyborczych do sejmików wojewódzkich pod własnym sztandarem. Natomiast bierzmy pod uwagę przyłączenie się do silniejszego (nie partyjnego) komitetu.

Z poważaniem

Jan Szymański

Marsz wsobności

Marsz wsobności

Tomasz Walczak dla Super Expressu

 

Od trzech tygodni głównym tematem politycznym w Polsce jest sejmowy protest osób niepełnosprawnych i ich rodzin. PiS nie potrafi znaleźć satysfakcjonujących dla nich rozwiązań, jego politycy nieustannie kompromitują się idiotycznymi wypowiedziami obrażającymi protestujących, a wicepremier ds. społecznych Beata Szydło, która powinna być na miejscu i negocjować, udaje, że jej nie ma, wybierając partyjne spędy w terenie. Jednym słowem partia Jarosława Kaczyńskiego dzielnie demontuje swój wizerunek jako partii prospołecznej.

Co w tym czasie robi liberalna opozycja? Organizuje Marsz Wolności, na którym podnosi przede wszystkim hasła obrony konstytucji i trójpodziału władzy. Oczywiście, każdy ma prawo protestować w takiej sprawie, jaką uzna za słuszną. Dziwi jednak, że aspirujące do władzy środowisko aż tak mija się z emocją społeczną. Ta, która skupia się właśnie na problemach niepełnosprawnych i wydawałoby się, że każdy rozsądny polityk wprowadzi tę sprawę na sztandary. Nie koalicja PO-Nowoczesna. Ta organizuje demonstrację, która przypomina pisowskie marsze w obronie Radia Maryja czy w proteście przeciwko rzekomo sfałszowanym wyborom samorządowym z 2014 r. – imprezy dla przekonanych, utwardzające co prawda własny elektorat, ale z powodu swojej wsobności niemające najmniejszych szans na to, by poszerzyć bazę wyborczą.

Poza twardymi wyznawcami, wierzącymi w słuszność swojego protestu, wśród społeczeństwa brakuje raczej zrozumienia dla jego postulatów. W ostatnim czasie nie wydarzyło się bowiem nic, co przypomniałoby szerokim masom społecznym o antydemokratycznych ciągotach PiS. Sprawia to wrażenie zupełnego oderwania opozycji od spraw, którymi żyją ludzie. Zresztą nawet w gorączce pisowskiego zamachu na sądownictwo czy Trybunał Konstytucyjny większość Polaków niespecjalnie się tym emocjonowała. Potem było zdziwienie, że PiS w sondażach nie tylko nie spada, ale nawet rośnie.

Rozumiem, że sprawy socjalne nie są żywiołem liberałów z PO i Nowoczesnej, ale każdy trener personalny użyłby modnego sloganu i zachęcił obie partie, by „opuściły strefę komfortu”. Jasne, kwestie społeczne zwykło się uważać od 2015 r. za domenę PiS, ale kiedy rządzący w popłochu dezerterują z tego terytorium, instynkt podpowiada, żeby wkraczać na nie w ślad za wycofującymi się oddziałami przeciwnika. Trudno bowiem przekonać, że warto bić się o wolność, kiedy zasadniczą wartością staje się równość i braterstwo. Ten brak słuchu społecznego i zmysłu politycznego tłumaczy, czemu opozycja jest w takim, a nie innym miejscu, a PiS mimo widowiskowych samobójów nadal trzyma się mocno.

 

Nadchodzące zmiany na scenie politycznej Polski

Nadchodzące zmiany na scenie politycznej Polski

„Coś stuka z prawej strony, coś łomoce z lewej. Wybory w roku 2019 i 2020 mogą być początkiem małego resetu sceny politycznej.