Archiwa tagu: PO

Deutsche Konzentrationslager

Deutsche Konzentrationslager

Niemieckie obozy śmierci

Szanowni Państwo

Od lat trwa oszczercza kampania w Europie i na świecie mająca na celu zakłamanie jakże bolesnej historii ostatniej wojny, w szczególności kampania godząca w honor Polski i Polaków.

Różnej maści obcokrajowcy ubliżają Polsce i Polakom nazywając zbrodnicze, niemieckie obozy koncentracyjne „polskimi”

29 maja 2012 r. sformułowania „polish death camp” użył prezydent USA Barack Obama podczas odbywającej się w Białym Domu uroczystości uhonorowania Jana Karskiego Prezydenckim Medalem Wolności.

Ówczesny polski  minister Spraw zagranicznych  słowa prezydenta Obamy nazywa jedynie nieprofesjonalizmem”

„Poczułem się rozczarowany, że w chwili, w której chce się uhonorować Polskę i Polaków, dochodzi do takiego nieprofesjonalizmu – poinformował szef MSZ Radosław Sikorski”

Zaś obecny na spotkaniu polski ambasador w ogóle nie reaguje zasłaniając się protokołem.

Publicznie w mediach światowych opluto naród polski uwłaczając naszej godności, a polski minister spraw zagranicznych nazywa to „nierofesjonalizmem”

Na marginesie Jan Karski  za swoją działalność został odznaczony najwyższymi odznaczeniami państwowymi – polskim Orderem Orła Białego i amerykańskim Medalem Wolności[9]. Uhonorowany został przez Jad Waszem tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

To w niemieckich obozach koncentracyjnych Niemcy mordowali Polaków , inne narody, nawet innych Niemców. W niemieckich obozach koncentracyjnych dokonał się holokaust Żydów.

To w niemieckich obozach koncentracyjnych Niemcy odczłowieczali , poniżali, bili , katowali, głodzili i zadawali nieskończone cierpienia wielu milionom ludzi.

„Polskie MSZ kataloguje przykłady użycia sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” w odniesieniu do niemieckich obozów koncentracyjnych znajdujących się na terenie Polski oraz polskie interwencje przeciwko użyciu tego sformułowania[20][21]. Terminem tym – bez wyjaśnienia, że chodzi o lokalizację geograficzną – posługiwały się czasopisma takie jak amerykański „New York Times”, New York Daily News (Polish concentration camps, Polish death camp, Polish Holocaust)[22], brytyjski „The Guardian” czy „The Australian” oraz amerykańskie stacje telewizyjne ABC News i CBS News które użyły zwrotów „Sobibór – Polish Nazi death camp” i „Poland’s Treblinka death camp”[23][24]. Według raportu polskiego MSZ jedynie w ciągu 2009 roku aż 103 razy w zagranicznych mediach użyto sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Najczęściej termin ten pojawił się w Niemczech – 20 razy, po 16 w mediach amerykańskich i hiszpańskich, 8 razy w Austrii, 6 w Kanadzie, 6 we Włoszech, 5 razy we Francji. Przekłamania zdarzyły się także po jednym razie na Słowacji, Serbii i Irlandii[25].

Zwrotu tego użyło także wiele najważniejszych dzienników włoskich jak „Corriere della Sera”, „La Stampa”, „L’Unitá”, „La Repubblica”, „Il Sole 24 Ore”[26].

W drugiej połowie 2013 roku określenie „polskie obozy koncentracyjne” pojawiło się w biuletynie włoskiego związku Żydów – zostało tam zawarte w kontekście wspomnienia losu włoskich karabinierów (wł. Arma dei Carabinieri) we wrześniu 1943 roku, gdy Włochy wypowiedziały sojusz Rzeszy Niemieckiej. Redakcja czasopisma przeprosiła, jednocześnie składając obietnicę, że podobne zachowanie nie wydarzy się w przyszłości[27]. W październiku 2013 zwrot „polski obóz” (wł. „lager polacco”) pojawił się w depeszy włoskiej agencji prasowej ANSA w odniesieniu do nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz w kontekście odwiedzenia tego miejsca przez burmistrza Rzymu Ignazio Marino, który złożył wizytę wspólnie z grupą włoskiej młodzieży i przedstawicielami wspólnoty żydowskiej, przybyłymi ze stolicy Włoch. Delegacji towarzyszył wówczas były więzień, 83-letni Sami Modiano (Samuel Modiano), który w korespondencji został nazwany „ocalałym z grozy polskiego obozu”[27][28][29]. Co więcej, w 2007 roku ANSA użyła określenia „polski obóz zagłady” (wł. „campo di sterminio polacco”) w informacji dotyczącej wizyty w Auschwitz znanego z negowania holokaustu historyka Davida Irvinga[30].

Coraz częściej termin pojawia się nawet w prasie niemieckiej. Użyły go gazety jak „Der Spiegel”, „Bild”, „Der Tagesspiegel”, „Stern”, „Focus”, „Die Welt”, „Westdeutsche Zeitung”, „Junge Welt”, „Thurgauer Zeitung”, „Die Zeit”, „Süddeutsche Zeitung” niemiecka agencja prasowa „dpa”, niemiecki oddział Reuters, internetowy portal rozgłośni „Saarländischer Rundfunk” oraz portal internetowy niemieckiej telewizji N-tv. Używany jest również zwrot „polski obóz zagłady” (niem: polnisches Vernichtungslager)[31][32][33][34][35][36][37][38][39].

Antypolskie sformułowania przechodzą nie tylko przez adiustujących depeszę redaktorów niemieckich agencji prasowych, ale i przez redakcje największych gazet w Niemczech. O „polskim obozie” przeczytać mogły już setki tysięcy osób. „Maerkische Algemeine Zeitung” poinformował na przykład o wycieczce uczniów klas o profilu historycznym ze szkoły w Werder, którzy odwiedzili „polski obóz koncentracyjny” („polnisches KZ Auschwitz”)[40]. Najgłośniejszym przypadkiem w Niemczech było zamieszczenie w 2010 roku w publikacji wydanej dla niemieckich szkół w nakładzie 800 000 egz. pt. „Żydowskie życie w Niemczech” przez Federalną Centralę Kształcenia Politycznego sformułowania „polnische Konzentrationslager”[41][42]. Mimo wielu monitów w tej nagłośnionej już sprawie, w 2013 Deutsche Presse-Agentur (odpowiednik polskiej PAP) użyła terminu „polnischer Vernichtungslager” („polski obóz zagłady”) w swojej informacji, którą wykorzystały następnie różne niemieckie czasopisma (m.in. Focus i Die Welt)[43].

Termin „polskie obozy koncentracyjne” używany jest również na Słowacji. Użyły go prywatna stacja TV TA3 oraz publiczna STV, 27 stycznia 2005, które w relacjach z uroczystości Auschwitz użyła określeń „polski obóz koncentracyjny” i „polska fabryka śmierci”[44],

„Polskie obozy koncentracyjne” pojawiały się również w mediach izraelskich. W 2008 r. użył go izraelski dziennik „Haaretz”[45]. Kilkukrotnie posłużyło się nim także na swoich stronach internetowych Centrum Szymona Wiesenthala. W „Naszym Dzienniku” z 22-23 czerwca odniósł się do tego faktu Robert Popielewicz w swoim tekście pt. „Kłamstwa Centrum Wiesenthala”. Napisał w nim: „Według żydowskiego Centrum Szymona Wiesenthala, to nie Niemcy stworzyli obozy koncentracyjne, a Polacy. Na swoich stronach internetowych Centrum używa zwrotu ‚polskie obozy śmierci’ (…)”. W tej sprawie pismo do dyrektora Centrum Wiesenthala Efraima Zuroffa, z żądaniem sprostowania tego sformułowania ‚rażąco niezgodnego z prawdą historyczną’ wystosował 19 czerwca prof. Leon Kieres, prezes IPN”[46]. Do sprawy tej nawiązał również Krzysztof Borowiak na łamach „Rzeczpospolitej” z 24 czerwca 2002 roku pt. „Znów polskie obozy koncentracyjne”[47]. Borowiak pisze m.in.: „Od czasu do czasu, niby to przypadkiem, pojawia się tu i ówdzie w światowych mediach określenie ‚polskie obozy koncentracyjne’. Tak się dziwnie składa, że określeniem tym posługują się najczęściej środowiska żydowskie, które przecież – jak mało które – powinny wiedzieć, w jakich obozach ginęli między innymi także ich rodacy. Wydawałoby się również, że Centrum Wiesenthala zajmujące się profesjonalnie holokaustem, dalekie będzie od tego typu obrzydliwych przeinaczeń historii”[47].

Sformułowania „polskie obozy” użyła także niemiecka dziennikarka Miriam Hollstein w gazecie „Die Welt”. W artykule „Podróż Asafa dookoła świata”, który ukazał się w tym czasopiśmie w listopadzie 2008 r. opisała ona traumę ojca izraelskiego 16-latka, który zginął w zamachu bombowym samobójcy. Po tej tragedii ojciec umieścił w internecie zdjęcie syna z apelem, by ludzie podróżowali z nim po świecie. Izraelscy uczniowie zawieźli zdjęcie chłopca do muzeum obozu w Majdanku, który autorka określiła „polskim obozem koncentracyjnym”[48]. Po oburzeniu w polskich mediach oraz akcji mailowej artykuł usunięto ze strony internetowej „Die Welt”; ukazały się też przeprosiny autorki, która tłumaczyła się nieuwagą oraz użyciem tego sformułowania w kontekście geograficznego umiejscowienia obozu[49].

W kwietniu 2009 roku sformułowanie „polskie getta” w odniesieniu do gett w okupowanej przez Niemców Polsce zostało użyte w artykule na internetowej stronie gazeta.pl. Sformułowanie to zostało usunięte już po umieszczeniu artykułu w serwisie[50].

W październiku 2010 roku Douglas Martin z „The New York Times” w artykule poświęconym zmarłemu niedawno pionierowi transplantologii Georges’owi Mathé, który był członkiem walczącego z nazistami francuskiego ruchu oporu napisał, że został on „aresztowany i w wagonie bydlęcym wysłany do polskiego obozu koncentracyjnego”[51]. Po protestach Polonii gazeta zamieściła sprostowanie.

Powodem użycia sformułowania „polskie obozy” jest również nikła wiedza historyczna mieszkańców państw zachodnich dotycząca II wojny światowej[55]. W kwietniu 2009 roku, po emisji amerykańskiego filmu o Irenie Sendlerowej emitowanego w USA przez telewizję CBS, amerykański senator republikański Sam Brownback skomentował:

„           „Był wczoraj wieczorem nowy film zrobiony za sprawą grupy uczennic z Kansas (w latach 90, cztery uczennice ze szkoły średniej w Kansas wystawiły wraz ze swym nauczycielem sztukę teatralną o Irenie Sendlerowej, wydobywając jej postać z zapomnienia). Znalazły one panią, która przeszła przez polski obóz koncentracyjny, a właściwie obóz internowania, który zbudowali w mieście, takie slumsy. – Uratowała trochę sierot. To była piękna historia o strasznej sytuacji”[56].”

Wobec faktu, iż władze centralne Rzeczypospolitej Polskiej , Rząd , Prezydent, Parlament oraz wymiar sprawiedliwości zachowują bierność, wobec tej fali kłamstwa to na nas – zwyczajnych obywatelach spoczywa obowiązek obrony zarówno honoru Polski i Polaków jak i czci i pamięci ofiar niemieckiego barbarzyństwa.

Wobec faktu iż nowelizacja  ( z 2016 roku) art. 55a do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu jest prawną fikcją, wobec faktu, że  czołowe stacje niemieckie po tej dacie nadal używają ubliżającego nam sformułowania o „polskich obozach”, a sprawiedliwość żąda nie państwo polskie, ale były więzień obozu zagłady w  Auschwitz – Pan  Karol Tandera.

Nie możemy sobie pozwolić na bierność. Zachowując bierność dajemy nieme przyzwolenie na odczłowieczenie historii, na pomieszanie dobra i zła

Apelujemy do Państwa o aktywne włączenie się w naszą akcję uświadamiającą Polakom jak groźne jest to kłamstwo oświęcimskie.

Spokojnie możemy porównać kłamstwo oświęcimskie do kłamstwa katyńskiego.

Różnej maści obcokrajowcy, być może w zmowie i w porozumieniu szkalują Polskę i Polaków.

Jaki cel ma ta brutalna niegodziwość?

W swoim czasie minister propagandy III Rzeszy Joseph  Goebels mówił” kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.

Na to zapewne liczą ci niegodziwcy.

Nie pozwólmy im na to!

Razem odeprzemy wrogą propagandę, dla dobra Polaki, dla dobra nas i naszych dzieci.

Możecie Państwo u siebie, w swoich miastach, gminach i powiatach umieszczać plakaty i bilbordy z naszym wspólnym przesłaniem.

Możecie Państwo także formalnie oraz rzeczowo poprzeć naszą akcję

Prosimy nawiązywać kontakt w sprawie współpracy pod nr telefonów i adresami mailowymi Rady Koordynacyjnej stowarzyszenia OBURZENI

Z pozdrowieniami

 

Rada Koordynacyjna Stowarzyszenia OBURZENI

Igor Stachowiak

IGOR STACHOWIAK

urodzony 15.11.1991 . Zamordowany , poległy , zmarły [ ?; ! ] w niedzielne przedpołudnie 15 maja 2016.

W niedzielę o godzinie 5 rano nic nie zapowiadało , że na wrocławskim rynku dojdzie niebawem do zdarzeń, które położą się cieniem na polskiej demokracji , która podobno istnieje od 27 lat. Nic nie zapowiadało , że dojdzie do dramatycznych wydarzeń , które doprowadzą do śmierci młodego człowieka a następnie do kolektywnego tuszowania , mataczenia tej ohydnej zbrodni przez kilkunastu policjantów z Komendy Stare Miasto , ich przełożonych z Komendy Miejskiej Policji , Komendy Wojewódzkiej jak i KGP. Co gorsze w ten kryminalny incydent wpisują się także obecni ministrowie i wiceministrowie obecnego rządu oraz prokuratorzy , którzy oficjalnie usprawiedliwiają katów [ jak i popleczników ] Igora Stachowiaka . To tragiczne zdarzenie przypomina śmierć innego młodego człowieka sprzed wielu , wielu lat . Mam tu na myśli Stanisława Pyjasa , który też został pojmany przez funkcjonariuszy państwowych a po kilkugodzinnym pobycie na komendzie już nie żył. Tam też dochodziło do tuszowania , mataczenia i przerzucania winy . Problem w tym , że ten bandycki czyn zdarzył się kilkadziesiąt lat temu i nikt nie przypuszczał , że może [ bardzo podobny ] się powtórzyć teraz . Niestety historia zatoczyła koło i mamy to co mamy . W miejscu w którym każdy obywatel mający skute ręce powinien czuć się bezpieczny [ azyl ] , doszło do mordu ze szczególnym okrucieństwem [ moim zdaniem ] . Proszę sprawdzić na forach, sytuacji podobnych jest sporo.

Zwyrodnialec , który dopuścił się mordu powinien już dawno usłyszeć zarzut z Art. 148. KK Zabójstwo § 2. Kto zabija człowieka , pkt1) ze szczególnym okrucieństwem.

Funkcjonariusze , którzy przyglądali się ba kibicowali tej zbrodni nie zrobili nic ale to nic i są tak samo winni jak zwyrodnialec ” strzelający ” z paralizatora . Dziwnym trafem [ ale niestety jest to standard w takich sytuacjach ] zaginęły wszystkie nagrania z wnętrza budynku Komendy i przez prawie rok czasu wszystko było na najlepszej drodze do zatuszowania tego co funkcjonariusze policji zrobili z IGOREM . Wszyscy odpowiedzialni za śledztwo łącznie z prokuratorem [ prokuratorami ] cały czas utrzymywali Polaków w świadomości , ze nic się nie stało a motyw środków odurzających pojawiał się coraz częściej jak przyczyna śmierci Igora . Niestety to co zostało ujawnione przez redaktora TVN Wojciecha Bojanowskiego [ ciekawe jak długo jeszcze pożyje ] już w piątkowy wieczór 18 maja 2017 wstrząsnęło wieloma ale dopiero za kilka dni ukazał się w miarę obraz funkcjonowania naszego państwa , służb opłacanych suto z naszych pieniędzy . Co poniektórzy politykierzy zaczęli zrzucać pewne sprawy na słabe uposażenia policjantów [ 2200 złotych nawet przez 10 lat ] Niestety po prostu kłamali i wprowadzali opinie publiczną w błąd . Minęło już wiele lat od śmierci Stanisława Pyjasa a metody pozostały takie same . Przy okazji wyszło na jaw wiele innych spraw [ a raczej zostały nagłośnione ] kryminalnych, które zdarzyły się na komisariatach policji oraz morderstw , które dziwnym trafem zostały umorzone [ np. sprawa śmierci J. Brzeskiej sprzed kilku lat ]. Wracając jednak do meritum sprawy [śmierci I.S. ] uważam , ze sprawa rozeszła by się „po kościach” a winowajcy za swój „szlachetny” czyn awansowaliby [ co w kilku przypadkach faktycznie nastąpiło ], gdyby nie rodzina IGORA a przede wszystkim redaktora Bojanowskiego. Jego materiał o śmiertelnej broni zwanej taserem zmienił wszystko. Osobiście po zapoznaniu się z wieloma opiniami uważam , że policjanci biorący udział w psychopatycznym znęcaniu się nad 25 letnim mężczyzną sami nie wiedzieli o istnieniu wewnątrz urządzenia kamery i tylko dzięki jakiemuś dziwnemu zrządzeniu losu nagranie z paralizatora wyciekło na zewnątrz . To ”zaniedbanie ” powinno wielu drogo kosztować . Nadmieniam , że w Komendzie STARE MIASTO zadbano:

  1. o likwidację wszystkich materiałów zbrodni,
  2. o wyciszenie sprawy,
  3. o przychylność ministrów,
  4. o przychylność prokuratorów i komendantów różnej maści a tu „niespodzianka”.

Nagle rozchorował się w USA zastępca KGP i spokojnie w szpitalu w USA czeka na rozwój wypadków . Celowo nie opisuje drastycznych scen z wrocławskiego komisariatu w którym to Igor walczył o życie ale niestety tę walkę przegrał. Dostępność tego jakże drastycznego materiału jest powszechna i każdy kto chce może go oglądnąć . Warto jednak napisać jeszcze o tym co rozgrywało się w niedzielny poranek na wrocławskim rynku po zatrzymaniu Igora Stachowiaka . Odbyła się tam bezprecedensowa , bezprawna akcja policji polegająca na wyłapywaniu osób , które legalnie filmowały „ zatrzymanie Igora”. Po „łapance” uwięziono kilka osób , które przetrzymywano do poniedziałku i poddawano ich w tym czasie torturom psychicznym i fizycznym. Dzisiaj zarówno policja jak i prokuratura przerzucają się odpowiedzialnością w temacie dostępności kluczowego dowodu z miejsca morderstwa . Osobom winnym powinny być postawione zarzuty z .Art. 231.KK Nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza § 1 z Art. KK 233. Fałszywe zeznania § 1a,z Art. 239.KK Poplecznictwo § 1 ,z Art. 240.KK Niezawiadomienie o przestępstwie § 1 , z Art. 246.KK Znęcanie się funkcjonariusza w celu uzyskania oświadczenia

Funkcjonariusz publiczny lub ten, który działając na jego polecenie w celu uzyskania określonych zeznań, wyjaśnień, informacji lub oświadczenia stosuje przemoc, groźbę bezprawną lub w inny sposób znęca się fizycznie lub psychicznie nad inną osobą,
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
 
Oby nie było tak , że psychopaci zostaną zwolnieni [ a nie zdegradowani i zwolnieni ] ale za rok dwa spokojnie wylądują np. w itd. i dosłużą do 5000 emeryturki . Osoby tuszujące , mataczące w tej sprawie powinny być wyrzucone z tych instytucji i do końca swojego życie nie mieć prawa do pracy w jakiejkolwiek państwowej służbie , instytucji etc.

Ryszard D.

 

Działalność polityczna

Działalność polityczna

W Polsce zarejestrowanych jest na dzień dzisiejszy 77 partii politycznych. Jak dużo osób zdaje sobie sprawę z ich różnorodności i ilości. Ambicje politycznego oddziaływania, jak również czysto zaangażowania w politykę nie kryje i faktycznie uprawia wiele stowarzyszeń jak i organizacji innego typu. Ich liczba to już tysiące. Większość zainteresowanych polityką wie, że faktyczny udział i wpływ na wydarzenia w Polsce ma kilkanaście z nich na szczeblu ogólnokrajowym i kilkadziesiąt  na szczeblu lokalnym (gminy, dzielnice,  powiaty). Wielu znajomych twierdzi, że posiadanie kilku milionów złotych pozwoliłoby im na stworzenie czy to partii czy innej organizacji o takim zasięgu, by w wyborach przekroczyć 5% próg  i wprowadzić swoich przedstawicieli do organów wybieralnych na szczeblu krajowym.

Czy to twierdzenie jest prawdziwe?

Działaniem, które mogłem prześledzić od różnych stron, były wnioski o Referenda w sprawie odwołania Prezydent m. st. Warszawy p. Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Pierwsze organizowane przez p. Piotra Guziała okazało się skuteczne w takim stopniu, że do niego doszło. Efekt końcowy nie był sukcesem. Jak duże środki zostały zaangażowane w to przedsięwzięcie wiedzą tylko nieliczni. Jednak, jak szepcą niektórzy, wydano kwoty w milionach złotych. Nasza akcja z próbą doprowadzenia do tego samego referendum była nieskuteczna. Udało się zebrać kilka tysięcy podpisów bez angażowania jakichkolwiek środków finansowych.

Powstanie PiS, PO, Nowoczesnej, Palikot to już tylko pieniądze. Okazało się, że jest to najskuteczniejszy sposób uruchamiania nowego bytu politycznego.

Stowarzyszenie OBURZENI nie ukrywa ambicji politycznych. Do tej pory od początku swego istnienia korzysta tylko ze składek członkowskich i niewielkich darowizn. Jedna powyżej 1 tysiąca złotych w 2015 roku.

Czy nasze działanie jest skuteczne. Do tej pory nie osiągnęliśmy zakładanych celów. Mamy niewielkie sukcesy. Projekt pod nazwą „Referendum o odwołanie HGW” dał nam byt medialny na szczeblu krajowym i kontakt z wieloma środowiskami. Pojedyncze drobne sukcesy w wymiarze pojedynczych osób, które wspieraliśmy  i wspieramy w ich walce z wymiarem niesprawiedliwości w różnych częściach Polski.

Co dalej?

Dużym wyzwaniem jest podjęta przez stowarzyszenie OBURZENI próba zorganizowania Kongresu różnych środowisk w dniu 10 czerwca 2017 roku w Warszawie ul. Miodowa 14. Jest to kolejna próba zintegrowania środowisk w celu wystawiania swoich list wyborczych w nadchodzących wyborach. Zachęcamy wszystkich chętnych do udziału w tym Kongresie. W celu uzyskania szczegółowych informacji lub zgłaszania udziału prosimy o kontakt z Radą Koordynacyjną stowarzyszenia OBURZENI.

Z poważaniem

Jan Szymański – Wiceprzewodniczący Rady Koordynacyjnej

 

 

Bankierzy podbili Polskę?

Bankierzy podbili Polskę?

Jak bankierzy podbili Polskę i świat

(uwagi na marginesie rozprawy prof. Richarda A. Wernera,     Stracone stulecie w ekonomii)*

Jednym z motywów podjęcia przeze mnie studiów historycznych w 1984 r., była świadomość  zakłamania wiedzy o dziejach. Jednak szybko przekonałem się, że jeszcze większe i groźniejsze jest zakłamanie ekonomii, o czym zdecydowanie rzadziej zdawano sobie sprawę.  A mimo to dopiero dziś widzę, że poziom zmanipulowania ekonomii okazał się być znacznie głębszy i trwalszy niż wydawało się nam w czasach PRL i socjalistycznej gospodarki planowej. Okazało się bowiem, że wypaczenie wiedzy ekonomicznej ma źródła nie tylko w komunizmie, ale również w nauce zachodniej, a historię najnowszą należałoby napisać na nowo. Prawdę  tę wykładam na studiach podyplomowych, z dziedziny nowej ekonomii, Nawigatorzy Jutra w  Warszawskiej Szkole Zarządzania – Szkole Wyższej.

Kiedy zaczęła się tzw. transformacja ustrojowa (89/90 r.) strona opozycyjna układu okrągłostołowego zadecydowała w sposób ostateczny o jej kierunku, nie mając najczęściej żadnych ku temu kompetencji, polegając na suflerach podesłanych przez międzynarodowego lichwiarza Geoge’a Sorosa, który uprzednio dogadał sie już z ekipą Jaruzelskiego i Rakowskiego. Teraz należało tylko przekonać ludzi koncesjonowanej przez władzę komunistyczną opozycji do kontynuacji planu. Zadanie nie przysporzyło praktycznie żadnych problemów, ponieważ ekipa nowych decydentów nie myślała w kategoriach patriotycznych lecz lewicowych i kosmopolitycznych. Miała zresztą rodowód komunistyczny a nawet stalinowski. Jej czołowymi przedstawicielami byli: Geremek, Kuroń i Michnik.

Tak bezbronna Polska wydana została na łup międzynarodowej oligarchii finansowej, czego pierwszym przejawem był tzw. plan Balcerowicza  (Sorosa). Jego istota polegała na wykorzystaniu długu jako narzędzia przejęcia najcenniejszych składników majątku narodowego i likwidacji zbędnej z punktu widzenia zagranicznych korporacji konkurencji, jak również wyssaniu z Polski, za pomocą arbitrażu finansowego (sztywny kurs wymienialnego  dolara przy równoczesnym oprocentowaniu lokat złotowych dochodzącym do 100%/rok),  wielu miliardów dolarów oszczędności obywateli.

W archiwum po Michale Falzmannie (odkrywcy afery FOZZ) zachował się dokument potwierdzający układ zawarty  między Sorosem a rządem PRL. Jest to list Sorosa do ministra finansów Andrzeja Wróblewskiego datowany na 31 maja 1989 r., a więc na kilka dni przed kontraktowymi wyborami 4 czerwca. Autor listu kreśli projekt przejęcia polskiego przemysłu i państwowej infrastruktury za długi poprzez powołanie specjalnej instytucji – Agencji Likwidacyjnej. Ten nadrzędny plan był realizowany przez cały okres III RP w nieco innej formie, która była wymuszona przez nieoczekiwany przez komunistów wynik wyborów, a w konsekwencji powołanie rządu Mazowieckiego. Fakt ten spowodował, że trzeba było bardziej liczyć się z tzw. stroną opozycyjno – solidarnościową, której znaczenie od czasu obrad okrągłostołowych znacznie wzrosło.

Niedługo później, 2 lipca 1989 r., w tygodniku Forum ukazał się przedruk z datowanego na 22 czerwca artykułu opublikowanego w dzienniku Financial Times, autorstwa E. Mortimera, J. Lloyda, P. Riddella i L. Barbera. Tekst, który przeszedł bez echa, informował o wstępnej aprobacie wyrażonej przez ekspertów rządu Rakowskiego i Solidarności dla planu George’a Sorosa, który przewidywał reformę gospodarczą opartą o drastyczne oszczędności, wymienialność złotówki i przede wszystkim prywatyzację poprzez przekazanie wszystkich przedsiębiorstw państwowych Agencji Likwidacyjnej, która zreorganizowałaby je w spółki akcyjne, a następnie przekazała 25 – 30% akcji funduszom powierniczym obsługującym zadłużenie kraju. Zarządzający tymi funduszami (z prawem dysponowania akcjami) mieli być mianowani przez wierzycieli. Przejęcie pozostałych 75% – 70% akcji najwartościowszych przedsiębiorstw nie byłoby szczególnie trudne ze względu na gigantyczne przeszacowanie wartości dolara i innych walut w stosunku do złotówki, wynoszące nawet 10 – krotność  (nową politykę walutową zainicjował rząd Rakowskiego wprowadzając w marcu 1989 r.  prawo dewizowe) oraz postponowanie polskiego kapitału tkwiącego w majątku narodowym i zasobach ludzkich.   

Ostatecznie pierwotny projekt powołania Agencji Likwidacyjnej nie został zrealizowany. Jej funkcję w pewnej mierze spełnił kilka lat później Program Powszechnej Prywatyzacji.  

Sam G. Soros w  swojej książce Underwriting democracy, oprócz opisu założenia w 1988 r. Fundacji Batorego oraz spotkań z Jaruzelskim i Rakowskim, stwierdza, że zaproponował wówczas „swego rodzaju makroekonomiczną wymianę długu na akcje polskich przedsiębiorstw”.

Latem 1989 r. po uprzednim przygotowaniu przez Sorosa gruntu do Polski przyjeżdżają jego  emisariusze: Jeffrey Sachs i David Lipton. Zwłaszcza pierwszy z nich odegra znaczącą role we wdrożeniu i uszczegółowieniu planu, który zostanie przedstawiony nowemu premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu i dzięki Waldemarowi Kuczyńskiemu (jedynemu ekonomiście, który rekomendował plan) będzie szybko zaakceptowany. Kuczyński również zaproponuje Leszka Balcerowicza na stanowisko ministra finansów a zarazem twarz i wykonawcę nowej polityki gospodarczej.

Plan Sorosa/Sachsa/Balcerowicza był elementem szerszej koncepcji realizowanej w krajach rozwijających się. Był zgodny z kluczowymi założeniami tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który odzwierciedlał filozofię neoliberalną prowadzącą do neokolonialnej eksploatacji krajów rozwijających się przez globalny kapitał.

Podstawowym celem Konsensusu było narzucenie krajom rozwijającym się (blok postsowiecki i tzw. kraje Południa) otwarcia własnych rynków na przepływ kapitału, towarów i usług z państw Zachodu. Oznaczało to zniesienie ograniczeń w handlu i  swobodę działalności banków, ubezpieczycieli, funduszy inwestycyjnych i innych instytucji finansowych. Dzięki temu międzynarodowy kapitał otrzymał niepowtarzalną szansę na ekonomiczny podbój krajów nieprzygotowanych na stawienie czoła nasilającej się globalizacji. Narzucenie zasad Konsensusu nie było trudne, gdyż kraje wchodzące w orbitę wpływów Zachodu były bardzo zadłużone i dług ten stał się narzędziem szantażu: jeśli nie spełnicie naszych surowych warunków, nie możecie marzyć o jakichkolwiek ulgach w spłatach, a tym bardziej o nowych pieniądzach z MFW czy BŚ.  Tak więc warunkiem przyznania nowych, pilnie potrzebnych budżetowi, kredytów było wasalne  posłuszeństwo. Hipokryzja tej sytuacji polegała na tym, że kraje zachodnie równocześnie chroniły swój rynek i subsydiowały część gałęzi produkcji (np. rolnictwo), a odmawiały tego samego krajom podporządkowanym. Ta asymetria powodowała zalew rynku importowanymi towarami, uderzała w rodzimą produkcje, tworząc bezrobocie. Z kolei w 1989 r. (po uwolnieniu przez rząd Rakowskiego cen żywności i wprowadzeniu nowego prawa walutowego), ze względu na ogromne przeszacowanie wartości walut, nastąpił wykup części towarów rodzimej produkcji, co skłoniło producentów do podnoszenia cen i napędziło inflację wpychając w sferę ubóstwa dużą część społeczeństwa (ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w 1989 r. o 351%). W 1990 r. średnia inflacja wyniosła 600% (wskaźnik jednocyfrowy został osiągnięty dopiero w 1999 r.),  przeciętne płace spadły o 24,6%, realna wartość rent i emerytur o 19%, a dochody netto z rolnictwa na jednego pracującego o 63%. W 1993 r., po kliku latach wprowadzania „reform”, co najmniej 40% społeczeństwa znalazła się poniżej socjalnego minimum egzystencji (w 1989 r. było to 16,6%). 

Konsekwencją wdrażania zasad Konsensusu, w następnych latach, było stopniowe oddawanie kontroli nad finansową, produkcyjną, handlową i medialną infrastrukturą państw oraz utrwalanie systemowych mechanizmów wyzysku. Dotyczyły one zwłaszcza pasożytniczego sektora bankowego. Pierwszym aktem tego zjawiska było wprowadzenie horrendalnego  oprocentowania kredytów, również tych udzielonych wcześniej, co pogwałciło podstawową  zasadę, według której prawo nie działa wstecz. Nastąpiło uderzenie w rolnictwo i państwowy przemysł. Polskie firmy upadały lub płaciły gigantyczny odsetkowy haracz, który następnie poprzez lokaty zamieniane na dolary były wywożone z Polski. Było to pierwsze zastosowanie finansowej broni masowego rażenia i pierwszy spekulacyjny atak na III RP. W takiej sytuacji kapitał zagraniczny mógł z łatwością przejmować polskie przedsiębiorstwa (oblicza się, że średnia cena zakupu stanowiła ok. 10% wartości). Nie rzadko były to wrogie przejęcia celem likwidacji.

Innym czynnikiem ułatwiającym przejmowanie majątku narodowego była walka z inflacją, która umożliwiała duszenie popytu wewnętrznego, co dodatkowo osłabiało polskie, głównie, państwowe firmy i otwierało rynek na import obcych towarów, obniżając konkurencyjność polskiej produkcji. Właśnie pod hasłem walki z inflacją wprowadzono tzw. popiwek, podatek od wypłat ponadnormatywnych wynagrodzeń, który osiągnął stopę 400 -500%. Był on potężnym ciosem zadanym państwowemu przemysłowi, który z założenia był przeznaczony pod młotek. Miał też charakter demoralizujący i sprzyjał wzrostowi bezrobocia, a w szerszej perspektywie był symbolem zaciskania pasa, czyli pierwszej operacji uspołecznienia kosztów przy jednoczesnym sprywatyzowaniu zysków.

Pod hasłami prywatyzacji, liberalizacji i deregulacji dokonywała się akumulacja poprzez wywłaszczenie, przejmowanie aktywów, sfinansowanych częściowo przez kredyty epoki Gierka, a wypracowanych przez kilkadziesiąt lat pracy kilku pokoleń. Przypomina to sytuację kredytobiorcy hipotecznego, któremu bank zabrał częściowo spłacone mieszkanie, które musi dalej spłacać.

Konsensus Waszyngtoński zatem nie był receptą na tworzenie dochodu i bogactwa, lecz sposobem jego redystrybucji.

Konsekwencją procesu zapoczątkowanego tzw. planem Balcerowicza był nie tylko upadek polskiego przemysłu i wyprzedaż najcenniejszych jego składników, przejęcie banków oraz mediów,  ale przede wszystkim narastające zadłużenie, w znacznej części wobec wierzycieli zagranicznych. Dług odziedziczony po PRL (w połowie umorzony) został spłacony dopiero jesienią 2012 r. Jednak znacznie wcześniej zadbano, żeby kraj wpadł w nowe sidła zadłużenia, tym razem o charakterze systemowym. Dawało to gwarancję pogłębiającego się z roku na rok uzależnienia od wierzycieli. W 1997 r. uchwalono Konstytucję, prawo bankowe i ustawę o NBP. Stworzyły one ramy nowej architektury finansowej opartej na oprocentowanym pieniądzu dłużnym emitowanym przez prywatne banki komercyjne. Odtąd państwowy bank centralny nie miał prawa emitować pieniądza na potrzeby gospodarki, która zaczęła się podnosić po hekatombie pierwszych lat transformacji. To prawo otrzymały  (w większości niepolskie) prywatne banki komercyjne, które zaczęły nakręcać spiralę długu wewnętrznego. Państwo nie mogąc korzystać z emisji własnego pieniądza zostało zmuszone do kredytowania się w zagranicznych bankach i międzynarodowych instytucjach finansowych (podobnie jak za czasów Gierka).

Naturą narzuconego Polsce w 1997 r. systemu jest wykładniczy przyrost długu, który staje się szczególnym problemem, gdy tempo rozwoju gospodarki nie dorównuje wzrostowi zadłużenia. W chwili obecnej (oficjalny) publiczny dług Polski jest wielokrotnie większy niż u schyłku PRL. Zadłużenie sektora finansów publicznych osiągnęło 990 mld zł, z czego 80% to dług zagraniczny. 30% całości stanowi dług denominowany w walutach obcych, co generuje potężne ryzyko walutowe. Koszty obsługi zadłużenia (spłaty odsetek) stanowią mniej więcej równowartość rocznych wpływów budżetu państwa z tytułu podatku PIT (w zależności od roku: 30 – 40 mld zł). Roczne koszty braku emisji własnego pieniądza, czyli przyczyny zadłużania się, są natomiast obliczane na kwotę 150 – 200 mld zł, czyli równowartości kilku dziur budżetowych. W takiej sytuacji trudno wyobrazić sobie prowadzenie jakiejkolwiek suwerennej polityki gospodarczej czy zagranicznej, a zwłaszcza polityki niezgodnej z interesami wierzycieli. Gdy nie będziemy dyspozycyjni i posłuszni, wystarczy obniżenie ratingu i wyprzedaż polskich obligacji skarbowych, żeby zachwiać popytem na nowe papiery (potrzeba rolowania długu) i spowodować problemy z płynnością finansową państwa. Taka groźba wisi na głowami każdej ekipy rządowej w Warszawie niczym miecz Damoklesa.

Program wicepremiera Morawieckiego może jedynie sytuację uzależnienia pogłębić, ponieważ zakłada zwiększenie „ubankowienia”, czyli długu, zwolnienie z podatku bankowego obligacji skarbowych, wprowadzenie e-paragonu, wyeliminowanie z obrotu gotówki,  poparcie dla umów TTIP i CETA czy zwiększenie fiskalizmu (jednolity podatek i jednolity plik kontrolny). Zwiększenie zadłużenia zawsze, prędzej czy później, skutkuje przykręceniem śruby podatkowej, która ma wycisnąć pieniądze potrzebne do spłaty wierzytelności.   Szczególnie absurdalny jest pomysł budowania polskiego kapitału przemysłowego w oparciu o zagraniczny kredyt. Plan  Morawieckiego, z pozoru oparty na patriotyzmie gospodarczym, jest logiczną kontynuacją planu Balcerowicza, a przeciwstawianie ich sobie jest grubym nieporozumieniem.

Praktyka polityczna i historia III RP pokazuje, że dług jest podstawowym narzędziem zniewolenia i ekonomicznej dominacji. Fakt ten nie miał do tej pory potwierdzenia i opisu naukowego i był niestety tematem tabu a nie poważnej refleksji. Dopiero rozprawa prof. Richarda Wernera unaoczniła  za pomocą dowodu empirycznego, jak ten system funkcjonuje od strony wewnętrznych, ukrytych, mechanizmów; wyjaśniła, jak pracuje silnik systemu.

Przyjrzyjmy się więc, czym jest, a czym nie jest pieniądz dłużny. Werner w swojej pracy przeanalizował trzy teorie bankowości opisujące mechanizm powstawania kredytu: teorię rezerwy cząstkowej, pośrednictwa finansowego oraz kreacji kredytu. W sposób doświadczalny sfalsyfikował dwie pierwsze i potwierdził prawdziwość trzeciej. Eksperyment Wernera został przeprowadzony za pomocą rzeczywistego oprogramowania księgowego używanego w banku Raiffeisen. Polegał na ręcznym wprowadzeniu do oprogramowania sprawozdawczo – audytorskiego kredytu w kwocie 200 tys. euro, jakby był pomyłkowo pominięty (przez oprogramowanie bieżące) w ostatnich dniach roku, i sprawdzeniu rachunkowych konsekwencji tego faktu. Ponieważ rejestrowana była tylko jedna transakcja, test gwarantował, że wynik nie będzie zakłócony przez inne operacje bankowe. Eksperyment wykazał, że żadne inne standardowe procedury ani operacje nie były potrzebne, aby zakończyć księgowanie kredytu i sfinalizować zapisy na kontach. Inaczej mówiąc, bank do udzielenia kredytu nie potrzebował pozyskania depozytu czy posiadania rezerw. Wymagania kapitałowe i  odpowiednie rezerwy muszą być bowiem zapewnione jedynie w określonych okresach pomiaru i nie są warunkiem wstępnym udzielenia kredytu. Do tego potrzebny jest przede wszystkim podpis klienta na umowie, która warunkuje dalsze operacje rachunkowe: dopisanie kwoty kredytu do aktywów, a następnie stworzenie na taką samą kwotę depozytu kredytobiorcy w pasywach. W ten sposób zwiększa się bilans banku. Nie następuje redukcja żadnych kont, nie następuje transfer środków, co miałoby miejsce w przypadku, gdyby pieniądze rzeczywiście pochodziły z depozytu innego klienta. Depozyty wchodzą w bilans banków, są ich własnością. Deponenci są jedynie wierzycielami. Tak więc teorie  pośrednictwa finansowego i rezerwy cząstkowej są błędne.

Najważniejsze ustalenie Wernera polega na tym, że pojedyncze banki kreują pieniądz poprzez udzielanie kredytu. Nie są żadnym pośrednikiem pomiędzy deponentem a kredytobiorcą, jak twierdzą obydwie odrzucone i sfalsyfikowane teorie. W przypadku prawdziwego pośrednictwa pieniądze klientów stanowią odrębną masę majątkową poza bilansem zarządzającego (np. domy maklerskie, TFI). Fałszywa jest również teza, występująca w teorii rezerwy cząstkowej (mnożnikowa teoria pieniądza), że pieniądz jest kreowany nie przez pojedynczy bank, ale przez cały system bankowy. Twierdzenie takie jest całkowicie nielogiczne, ponieważ jeśli pojedynczy bank nie kreuje pieniądza (jest jedynie pośrednikiem), to tym bardziej nie może tego robić cały system. Dodatkowe potwierdzenie niesłuszności teorii rezerwy cząstkowej stanowi fakt, że w związku z  brakiem skuteczności stosowania stopy rezerwy cząstkowej w polityce monetarnej, niektóre banki centralne odstąpiły w ogóle od jej stosowania (Bank Anglii, Riksbank). 

Podobnie iluzoryczne jest stosowanie wymogów współczynnika wypłacalności jako hamulca akcji kredytowej. Bank bowiem (Werner podaje przykład Credit Suisse) może tworzyć pieniądze celem powiększenia własnego kapitału. Skoro bank tworzy pieniądz w postaci kredytu lub własnego kapitału, to oznacza, że jest on  elementem gry rynkowej, czyli towarem. Nie jest więc neutralną infrastrukturą niezbędną do prawidłowego funkcjonowania rynku. Zakłóca to podstawową zasadę stanowiącą o uczciwości wolnego rynku – równość stron uczestniczących w wymianie gospodarczej. Rynek staje się w ten sposób iluzją, fałszywką, która odznacza się głęboką nierównowagą w stosunkach gospodarczych premiując banki kosztem pozostałych uczestników gospodarki rynkowej, a właściwie pseudorynkowej. Bank tworzący swój własny kapitał jest wyjątkowo groźny dla systemu, ponieważ może skutecznie obchodzić rygory narzucone przez regulatora i tworzyć pieniądz kredytowy bez ograniczeń.

Towarowa postać pieniądza tworzy nową, nieznaną wcześniej, jego funkcję – spekulację, która jest obecnie dominująca w stosunku do opisanych dawno przez ekonomię trzech innych funkcji: transakcyjnej, wartościującej i tezauryzacyjnej. Dlatego właśnie we współczesnym świecie jedynie 0,2 % ogółu wyemitowanego pieniądza służy obsłudze realnej gospodarki (transakcje handlowe: zakup towarów i usług, produkcja). Reszta jest narzędziem spekulacji na akcjach, walutach, towarach, surowcach czy z wykorzystaniem instrumentów pochodnych. Ta dysproporcja daje obraz skali patologii dotykającej globalną gospodarkę, która stała się kasynem zarządzanym przez nieliczną oligarchię finansową. W kasynie tym na z góry przegranej pozycji znajdują się państwa, narody, przedsiębiorcy i obywatele.

W kasynie tym „produkuje” się bańki spekulacyjne, cykle koniunkturalne, inflację, deflacje, bankructwa i bezrobocie. Nieodłącznie  towarzyszy im transfer zysków i realnych dóbr do właścicieli pieniądza i ubożenie większości populacji. Współczesne niewolnictwo polega na pracy przymusowo wynagradzanej imitacją pieniądza, który jest najbardziej wyrafinowanym narzędziem wyzysku i eksploatacji w dziejach ludzkości.  W systemie tym, niczego nieświadomy, niewolnik opłaca swojego pana, bo jest zmuszony do posługiwania się oprocentowanym pieniądzem dłużnym. Pasożyt dla większości jest niewidzialny. Odczuwalne są za to skutki jego działalności, fałszywie definiowane przez ekonomię jako naturalne zjawiska występujące w gospodarce wolnorynkowej (np. cykl koniunkturalny, inflacja). Narzędziem i ofiarą pasożyta jest również państwo, które aby spłacać ciągle powiększający się dług, dociska obywateli podatkami i daninami, lądującymi na końcu w kieszeniach bankierów. 

W tym kontekście należy sobie zadać pytanie o sens istnienia giełd papierów wartościowych, które z założenia powinny dawać wiarygodne wyceny aktywów, głównie akcji.  Jednak nie jest to możliwe, kiedy pieniądz jest „produkowany” (przez prywatne banki) jak każdy inny towar; z tą różnicą, że praktycznie bez żadnych ograniczeń, bo bezkosztowo (metodą księgową). W ten sposób akcje stają się oderwanym od rzeczywistości przedmiotem hazardu i spekulacji.  

W tym świetle należy inaczej spojrzeć na przemiany, które dokonywały się w Polsce od 1989 r.  Dowód Wernera pokazuje bezsens zewnętrznego zadłużania się krajów rozwijających się, którym wmówiono, że oszczędności są konieczne dla inwestycji i rozwoju gospodarczego. Oszczędności na początku transformacji było w Polsce, swoją drogą, sporo. Niestety zostały one wydrenowane przez plan Balcerowicza (poprzez rabunek dewiz i inflację) otwierając pole dla kapitału zagranicznego. Pojawił się więc argument o potrzebie finansowania rozwoju długiem zewnętrznym. Ta filozofia pokutuje niestety do dzisiaj, skazując kraj na archaiczne i przeciwskuteczne modele wzrostu (plan Morawieckiego). Nieporozumienie polega na tym, że kredyt i kapitał pochodzący z Zachodu jest pieniądzem fikcyjnym, wykreowanym w sektorze bankowym (również ten kreowany przez zachodnie banki w Polsce). Spełnia jednak swoją funkcję transakcyjną, ponieważ brak jest suwerennego, emitowanego w kraju, środka płatniczego. Niesie to wiele negatywnych konsekwencji ekonomicznych:

  1. Utrwala patologiczną sytuację istnienia 40% luki nabywczej, która zmusza społeczeństwo do zadłużania się. Luka nabywcza to dysproporcja między wielkością PKB a popytem wynikającym głównie z dochodów generowanych w kraju. Dochody osiągane przez obywateli nie wystarczają na wykupienie owoców ich własnej pracy – 40% dóbr i usług powstających w Polsce.
  2. Skazuje państwo, społeczeństwo i przedsiębiorców na dźwiganie garba odsetkowego (pieniądz jest długiem).
  3. Podnosi znacząco ceny w różnych segmentach rynku (np. w budownictwie mieszkaniowym udział odsetek w cenie metra kw. dochodzi do 70%).
  4. Wzmaga fiskalizm, ponieważ państwo musi spłacać odsetkowy dług, a jedynym źródłem środków na spłaty są podatki.
  5. Powoduje drenaż krajowych zasobów i bezustanną ucieczkę realnego kapitału za granicę (transfer odsetek i dywidend banków, funduszy inwestycyjnych oraz zysków innych firm zagranicznych w Polsce).
  6. Stwarza poważne zagrożenie kursowe, ponieważ zagraniczne długi są w znacznej części denominowane w walutach obcych, a na rynku wewnętrznym sprzedawane są kredyty indeksowane do walut i instrumenty pochodne dla przedsiębiorstw, np. opcje walutowe. Można więc bez żadnej przesady stwierdzić, że wszyscy jesteśmy „frankowcami”.

 Zadłużenie jest „…okrutnym podstępem wobec krajów rozwijających się: w wielu, jeśli nie w większości przypadków, sytuacja tych krajów byłaby lepsza, gdyby w ogóle nie brały pożyczek z zagranicy.”* Podstęp ten polegał m.in. na tym, że pieniądze, które stworzyły problem globalnych długów nigdy nie weszły na rynki krajów rozwijających się. Podobny mechanizm występuje, gdy NBP emituje pieniądz bazowy. Następuje to w oparciu o rezerwy walutowe, za które równocześnie kupuje obligacje dolarowe czy eurowe (obligacje stanowią ponad 80% rezerwy). W ten sposób waluty wracają do miejsca pochodzenia. Innym przykładem są dotacje unijne. Za brukselskie euro również dokonuje się zakupu obligacji państw zachodnich. Więc i w tym przypadku waluta wraca do miejsca pochodzenia, a w oparciu o aktywa w postaci obligacji emituje się złotówkę. Analogiczna sytuacja ma miejsce, gdy rząd sprzedaje obligacje denominowane w walutach. Efekt jest taki, że aby emitować (z resztą w bardzo ograniczonej ilości) własny pieniądz należy zostać, na bardzo niekorzystnych warunkach, wierzycielem państw zachodnich. Różnica w oprocentowaniu polskich i zagranicznych papierów skarbowych powoduje, że rocznie tracimy z tego tytułu ok. 10 mld zł. Można powiedzieć, że waluty, poprzez instytucję rezerwy banku centralnego, spełniają funkcję swego rodzaju kagańca emisji suwerennego pieniądza.

„Dolary, które stworzyły problem długów Trzeciego Świata, nigdy nawet nie weszły na rynek tych kredytowanych krajów. Gdy te waluty są wymieniane przez kraje rozwijające się na krajowe waluty, skutkuje to jedynie wzrostem kredytu tworzonego przez krajowy system bankowy, denominowanego w walucie narodowej. Jest to jednak coś, co kraj rozwijający się może zorganizować bez konieczności pożyczania z zagranicy w ogóle.

Tak więc rada, aby pożyczać z zagranicy była udzielana głównie przeciwko interesom krajów rozwijających się: naraziła ona te kraje na ryzyko kursu walut zagranicznych, co często prowadziło do wzrostu długu i nadmiernego odpływu odsetek od wszelkich otrzymanych pożyczek. Doprowadziło to do takich „rozwiązań” tego problemu, jak zamiana długu na akcje, i przekazywanie majątku narodowego zagranicznym kredytodawcom.”*

Dodajmy, że ta zamiana, co widać na historycznym przykładzie Polski, nie była tylko logiczną konsekwencją wpadnięcia w spiralę długu, ale celowym i zaplanowanym z premedytacją działaniem.

Możemy w tym miejscu zapytać: dlaczego o dłużnym neokolonializmie tak niewiele się mówi i pisze? Dlaczego tak mało ludzi ma jego świadomość? Dlaczego społeczne rozumienie kwestii pieniądza uległo pogorszeniu, a nauki ekonomiczne nie tylko nie zrobiły postępu, ale w ostatnim stuleciu uwsteczniły się? Pierwsze wyjaśnienie dotyczy obszaru metodologii w naukach ekonomicznych – „Ekonomia klasyczna i neo – klasyczna, które dziś dominują, wykorzystują metodę dedukcyjną: nieprzetestowane aksjomaty i nierealistyczne założenia są tu podstawą do formułowania teoretycznych światów, które są wykorzystywane do przedstawiania określonych „wyników”. … Metodologia dedukcyjna wyjątkowo nadaje się do manipulacji poprzez to, że bazuje na aksjomatach i założeniach, które można zmieniać w dowolnym momencie w celu uzyskania wstępnie określonych, pożądanych rezultatów i w celu uzasadnienia faworyzowanych politycznie zaleceń.”* W ten sposób dochodzimy do drugiego, zdecydowanie donioślejszego, wyjaśnienia, które dotyczy obszaru wielkich interesów i polityki. Werner sugeruje wyraźnie, że mamy tu do czynienia ze świadomym działaniem wielu ekonomistów. Szukając źródeł takiego stanu rzeczy, należy wskazać na międzynarodowe banki, banki centralne czy prywatnie finansowane think tanki. Nie przypadkiem temat kreacji pieniądza kredytowego stał się prawdziwym tabu. Zwłaszcza publikacje banków centralnych należy uznać za tendencyjne i zaciemniające obraz, a tzw. Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii (faktycznie nagroda Riksbanku im. Alfreda Nobla – bardzo sprytny zabieg PR) nie jest przyznawana zwolennikom bankowej teorii kreacji kredytu. Wręcz przeciwnie, wielu laureatów nagrody szwedzkiego banku centralnego było aktywnie zaangażowanych w ukrywanie prawdy o kreacji pieniądza.

Mimo kategoryczności swych tez Werner nie odrzuca metody kreacji pieniądza ex nihilo. Nie potępia jej moralnie. Stwierdza jedynie, że kredyt powinien być tworzony przez rodzime  banki celem wspomagania produkcji i realnej gospodarki, aby osiągnąć bezinflacyjny, nie obarczony cyklicznością, stabilny rozwój pozbawiony kryzysów. Dlatego banki centralne powinny prowadzić politykę regulacyjną ukierunkowaną na ograniczanie kredytu, który nie przyczynia się do wzrostu PKB (tzw. wytyczne kredytowe) oraz kontrolować ilość i jakość kredytu w gospodarce. Werner przewiduje również możliwość pożyczania pieniędzy przez rządy od banków centralnych (analogicznie jak w koncepcji emisji suwerennego pieniądza). Taki sposób finansowania wydatków budżetowych umożliwi zwiększenie podaży pieniądza, wzrost PKB i wynikające z tego zwiększenie wpływów podatkowych. Nowy pieniądz da bowiem możliwość wykorzystania niespożytkowanych zasobów produkcyjnych, materiałowych, ludzkich oraz zaspokojenie wielu uśpionych potrzeb. Pozytywnym przykładem podanym przed autora są Niemcy, gdzie ukształtowała się korzystna struktura sektora bankowego: wiele rodzimych banków, które działają niezarobkowo. Są to głównie, będące własnością gmin, banki komunalne. Takie rozwiązanie mogłoby również przysporzyć wiele korzyści polskiej gospodarce. Jednak, jak do tej pory nad Wisłą nie powstał ani jeden tego typu bank!

Piotr Robert Jankowski

_________________________________________________________________________

*Richard A. Werner, Stracone stulecie w ekonomii: trzy teorie bankowości i niezbity dowód,    Wydawca – Fundacja Jesteśmy Zmianą, Warszawa 2016 r.

Post prawda

Post prawda

Żyjemy w świecie zmian. Coś co miało być jednym z punktów stabilnych w naszym świecie PRAWDA traci swoje pierwotne znaczenie. W świecie polityki, świecie biznesu, relacji międzyludzkich prawda przestała istnieć. Istnieje informacja, która służy osobie ją tworzącej lub zleceniodawcy jej stworzenia.

Dowody takiego pojmowania prawdy to brexit.  

Politycy optujący, namawiający, prowadzący kampanie na rzecz wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej po osiągnięciu sukcesu uciekają od odpowiedzialności za swoje czyny i opinie.

To kampania wyborcza na Prezydenta USA.

Tworzenie informacji, przez różnych uczestników tej kampanii tylko w jednym celu sukces wyborczy za wszelka cenę. Wykorzystanie każdego dostępnego środowiska, materiału, nawet wrogów swojego państwa. Cel ponad wszystko.

To działania PO w czasie swoich rządów. Wchodzenie, w ostatnich tygodniach, w ten sam kierunek PiS. Wicepremier zapowiedział, że PiS będzie rządził co najmniej 3 kadencje. Że to jest cel, któremu podporządkowane zostaną wszystkie działania widzimy w ostatnich dniach. Weto Prezydenta do ustawy o zgromadzeniach. Kunktatorstwo po 16 grudnia. Wiele innych drobniejszych wypowiedzi i działań. Działania podjęte przez PiS w sprawie Prezydent m. st. Warszawy. Tak naprawdę nie podjęto żadnych działań, pozwalając rządzić Pani HGW do końca kadencji.

Większość znanych mi młodych ludzi nie korzysta z telewizji. Wiedzy o współczesnym świecie poszukują w internecie. Nie zdają sobie sprawy, że internet jest medium, gdzie jest wszystko.

Czy mają chociaż podstawy by stwierdzić to jest prawda a to kłamstwo?

Króluje prawda służąca czyimś celom. Czy nie da się nic z tym zrobić?

Obserwuję reakcje ludzi na różnego rodzaju zachowania i działania kierowników, prezesów, administratorów. Grupowe oceny ich decyzji są bliskie prawdzie. Tzn. bardzo trafnie oceniają skutki dla nich działań poszczególnych osób, polityków, partii.

Jak zawsze przegięcie w jednym kierunku w konkretnym czasie powoduje powrót do zachowań przeciwnych. Skoro żyjemy w czasie post prawdy to zbliża się czas, gdy prawda będzie podstawą oceny polityka, działacza, prezesa, kierownika.

NORMALNOŚĆ

NORMALNOŚĆ pojęcie istniejące w dzisiejszych czasach?

Normalność nie jest jednoznacznym pojęciem dla wszystkich. Czy często spotykamy się z normalnością w życiu codziennym? Niestety nie. Przykład ostatniej kampanii prezydenckiej w USA, gdzie wszystkie chwyty oraz włączenie się zewnętrznych sił pokazuje, że normalnymi działaniami osiągnąć sukces jest bardzo trudno.

Czy niemożliwe?

Przykład normalnego zachowania i podejścia do swoich obowiązków z naszego podwórka. Trener Legii Warszawa p. Jacek Magiera, którego sposób zachowania opisał w krótkich słowach Stefan Szczepłek „Panowała opinia, że magister historii – nie palący, rzadko przeklinający, , niedzwoniący do „Fryzjerów”, nieubliżający zawodnikom, nieszalejący przy linii bocznej , niewymuszający na sędziach decyzji korzystnych dla Legii, niezabiegający o swój wizerunek w mediach, niepodlizujący się ultrasom – nie pasuje do tych czasów i kariery nie zrobi. Właśnie robi i to w tempie do tej pory w polskiej piłce nie widzianym.” Wszystkie opisane zachowania nie są normą zachowań trenerów w polskiej piłce nożnej. Dalej dziennikarz opisuje pozytywne skutki działań trenera Magiery dla wszystkich zainteresowanych „Ultrasi” zadowoleni, Władze klubu zadowolone, finanse podreperowane, nawet Prezydent RP ogrzewa się w blasku sukcesów Legii.

Czy „nienormalne” w obecnej rzeczywistości a normalne w odczuciu zwykłych  ludzi zachowanie Jacka Magiery doprowadziło do tych sukcesów.  Jeżeli nie ma się wiedzy jak własne zachowania wpływają na pracę innych, sukcesów nie będzie. Normalne zachowanie trenera prowadziło do usunięcia zadrażnień pomiędzy zawodnikami, które powstały na bazie braku prawidłowej oceny pracy poszczególnych zawodników. Poprzedni trener ustawiał skład według swojego widzimisię, nikt nie znał klucza. Piłkarze stracili motywację do pracy a z czasem zaczęli robić na złość trenerowi. Magiera będąc zawodnikiem, trenerem w Legii znał od „podszewki” działania, jakie mogą zmienić grupę niesfornych chłopaków w zgrany zespół dążący do sukcesu na arenie międzynarodowej. Te działania skutecznie realizuje zachowując się normalnie.

Po co ten wywód.

Czy budowanie zespołu, ma przełożenie na politykę i ocenę działań poprzedniego rządu PO-PSL i obecnego PiS-u.

Pod poprzednimi rządami większość Polaków czuła, że dzieje się źle. Często nie wiedzieliśmy w jakim elemencie ten rząd popełnia błędy a może działa celowo by zniszczyć Polskę.

Patrząc na wiele działań Rządu PiS można wskazać pojedyncze płaszczyzny rządzenia, gdzie powielano błędy zachodnich rządów. Najłatwiej powielać zachowania innych o ile się sprawdziły. Ekipa PO-PSL sądziła, że powiela sprawdzone dobre schematy. Nasze opóźnienie w negatywnych reakcjach na błędne decyzje powinno im pozwolić na wprowadzenie korekt. Tak się nie stało.

Czy PiS robi lepiej. Patrząc na sondaże oraz słuchając opinii przeciętnego Kowalskiego to tak. Sztandarowym programem 500+ zdobyli sobie zaufanie olbrzymiej części polskiego społeczeństwa.

Naruszeniem nietykalności pracowników wymiaru sprawiedliwości  (sędziów, prokuratorów, mecenasów)  pokazali, że można ten zaklęty krąg rozerwać. W tym zakresie nie ustrzegli się błędów, postępowanie w sprawie  Trybunału Konstytucyjnego jest tego przykładem.

To daje im dużą przewagę w dalszej walce politycznej. Kolejny punkt, gdzie poczucie normalności wraca w życiu publicznym na swoje miejsce. Za takie działania dostają nagrody w postaci zaufania wyborcy.

Niestety mają swoją „piętę achillesową”, polityka gospodarcza państwa. Ten element stanowi największe zagrożenie dla nich samych jako partii rządzącej, jak dla Polski jako państwa. Pamiętam działania ś.p. Lecha Kaczyńskiego jako Prezydenta m. st. Warszawy. Niestety zostaje powielane wiele negatywnych schematów działania w gospodarce, które zauważyłem wtedy.

Tak sprzyjających okoliczności zewnętrznych, by prowadzić  swoją politykę, bez wtrącania się innych, nie miał do tej pory żaden rząd od 1989 roku.

Show must go on!

Show must go on!

 

Wszystko co dzieje się na politycznej scenie jest niczym innym, jak tylko lepiej lub gorzej reżyserowanym spektaklem odgrywanym przed narodem, do którego rzekomo należy najwyższa władza w rzekomo niepodległym kraju. Polityczna narracja jest budowana według zasad klasycznego scenariusza teatralnego lub filmowego, w którego centrum zawsze jest konflikt między protagonistą i antagonistą. Kolejne odsłony niekończącego się politycznego serialu, to cykl  wyreżyserowanych iluzji, które kreują przed widzem obraz tzw. „rzeczywistości podstawionej”, zasłaniającej prawdziwy obraz i mechanizmy funkcjonowania władzy. Z pomocą dyspozycyjnych mediów, politycy-iluzjoniści odwracają uwagę zajętych szarą codziennością ludzi od istotnych wydarzeń i decyzji zza kulis politycznego teatru. Czasami nazywane to jest „gotowaniem żaby”.

Marionetki i animatorzy

Autorami scenariusza i reżyserami tego politycznego show nie są jednak marionetkowi politycy, ale funkcjonariusze tajnej cywilnej i wojskowej bezpieki, których wspólnym celem jest utrzymanie uprzywilejowanej pozycji w strukturach państwa i płynących z tego korzyści. To w ich rękach spoczywa rzeczywista władza w regionie geograficznym między Bałtykiem, Odrą, Bugiem i Nysą. Bezpieczniackie watahy przepychają się między sobą w staraniach o lepszy dostęp do żerowisk w gospodarce i administracji publicznej, ale też zgodnie współpracują, kiedy leży to w ich wspólnym interesie. Niekiedy odgrażają się sobie nawzajem i kopią po kostkach, ale nikomu nie dzieje się krzywda.

Na nic zdają się publikacje odważnych dziennikarzy demaskujące kryminalne afery i mafijne powiązania polityków z biznesem. Niczemu ważnemu nie służą również raporty Najwyższej Izby Kontroli. Przyzwyczajono nas, że niewygodni ludzie giną, popełniają samobójstwa, a w najlepszym wypadku są dyskredytowani, obejmowani ostracyzmem i skazywani na emigrację z powodu odcięcia od rynku pracy. Utytułowani przestępcy w białych kołnierzykach i togach cieszą się wolnością, pieniędzmi i przywilejami. Przyzwoici ludzie skazani są w Polsce na niewolniczy wyzysk i nędzę. Wymierają więc lub tułają się po świecie.

Zgodne odwracanie uwagi

W ostatnich dniach i tygodniach główne media informacyjne — tak lewicowe, jak i prawicowe — absorbują uwagę społeczeństwa kolejną edycją aborcyjnego sporu oraz bulwersującymi wypowiedziami w sprawie likwidacji IPN i CBA. Tymczasem za zasłoną tej medialnej wrzawy dopinana jest wyjątkowo brzemienna w skutkach umowa handlowa CETA, o której treści społeczeństwo jest informowane jedynie przez nieliczne rzetelne redakcje prasowe. Protestują przeciwko tej nieodpowiedzialnej manipulacji tylko nieliczni politycy.

W tych dniach kończy się również vacatio legis dla nowej, zamilczanej ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, która legalizuje upaństwowiony bandytyzm (Bail In), a urzędników tej instytucji zwalnia z wszelkiej odpowiedzialności za działania rażąco sprzeczne z prawem. O istocie i skutkach tej skandalicznej ustawy społeczeństwo nie wie właściwie nic. Nie informowane jest także o przyczynach radykalnej zmiany stanowiska Prezydenta RP w sprawie kredytów denominowanych we frankach, ani o skutkach planowanych zmian podatkowych (z podatkiem katastralnym włącznie), ani o przyczynach i skutkach likwidacji ministerstw skarbu i finansów, ani o wielu innych sprawach istotnych dla życia każdego z nas. Przykłady politycznej korupcji, cynicznego odwracania uwagi i bezczelnego wprowadzania opinii publicznej w błąd można mnożyć.

Brak konstytucyjnej kontroli i odpowiedzialności

Polityczno-medialny show z Trybunałem Konstytucyjnym w roli głównej sprzyja uprawianiu politycznej gangsterki w Sejmie i Senacie, wyłączając możliwość dokonania rzetelnej oceny rażąco niekonstytucyjnych ustaw. Utwierdza ponadto społeczeństwo w przekonaniu, że polski system prawa i wymiaru sprawiedliwości to w istocie system bezprawia i na żadną sprawiedliwość nie można tutaj liczyć. Taki stan rzeczy jest wygodny zarówno dla protagonistów, jak i antagonistów w tym politycznym przedstawieniu, ponieważ pozwala na celowe psucie prawa i zwalnia wszystkie polityczne frakcje z jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Dla stworzenia iluzji państwa-prawa wykorzystany zostanie natomiast polityczno-medialny show pot tytułem „Sejmowa komisja śledcza do zbadania sprawy Amber Gold”, który zapewne będzie miał swoją kulminację w okresie najbliższej kampanii wyborczej. Mało kto jednak zwróci uwagę, że wprowadzenie do ustawy o BFG mechanizmu Bail In to w istocie zalegalizowanie kradzieży oszczędności na o wiele większą skalę, niż kradzież depozytów klientów Amber Gold.

Do jakiejś bandy trzeba należeć…

Role protagonisty i antagonisty w politycznych kombinacjach operacyjnych przyjmują odpowiednio politycy po stronie władzy i opozycji. Z nielicznymi wyjątkami, działają oni nie według standardów sprawiedliwego państwa-prawa, ale według rozkazu i w interesie swoich mocodawców, traktując pojęcie służby publicznej jak czystą teorię lub bajeczkę dla naiwnych. Przestali już być przedstawicielami narodu, a stali się dyspozycyjnymi partyjnymi żołnierzami, związanymi już nie wolą wyborców, ale partyjną dyscypliną, bez prawa dokonywania jakichkolwiek ocen. W zamian za posłuszeństwo, oni sami, a także ich rodziny otrzymują nieosiągalne dla innych pieniądze, stanowiska, przywileje i możliwości rozwoju. I uważają się oczywiście za elitę.

Partyjne i bezpieczniackie wpływy transferowane są na szerokie masy społeczeństwa między innymi za pośrednictwem lokalnych, kontrolowanych przez tajne służby stowarzyszeń. Takie, z pozoru apolityczne organizacje, z jednej strony otwierają swoim członkom dostęp do rynku pracy i publicznych dotacji, a z drugiej dyscyplinują ich i mobilizują w razie potrzeby podjęcia zorganizowanych działań zleconych przez patronującą stowarzyszeniu wpływową grupę interesu.

Dyscyplina w partyjnych i bezpieczniackich szeregach jest ważniejsza, niż jakiekolwiek zawodowe kompetencje, o kwalifikacjach moralnych nie wspominając. Te ostatnie są wręcz zdecydowanie niepożądane, ponieważ mogą być źródłem sprzeciwu i niesubordynacji. Rekrutowanie na partyjne listy oraz obsadzanie wyższych stanowisk w administracji publicznej i spółkach Skarbu Państwa dokonywane jest według bolszewickiego kryterium BMW, co się tłumaczy: „Bierny, Mierny, aby Wierny”. Liczy się przede wszystkim ślepa lojalność, bo wszelkie kompetencje do wykonania merytorycznych zadań można ponoć kupić. Trzeba mieć tylko władzę, przywileje i dostęp do pieniędzy.

Groteskowa kraina

Doczekaliśmy czasów, w których Polska stała się groteskową, wyludniającą się krainą, zarządzaną przez mafijne kliki przenikające na wskroś struktury państwa. Bez skrupułów eliminują one wszelkie niezależne ruchy polityczne i wolność słowa. Toporna niegdyś propaganda rozwinęła się dziś w sprawnie funkcjonujący system zarządzania percepcją narodu, mający na celu neutralizowanie wszelkich  odruchów zdrowego rozsądku i samoobrony. W systemie tym uczestniczą nie tylko główne media informacyjne, ale również kontrolowane przez tajne służby internetowe portale, blogerzy i organizacje pozarządowe.

Sponiewierany przez dziesięciolecia komunizmu naród jest nadal systematycznie ogłupiany i ograbiany z resztek swojego dorobku. Dlatego właśnie show must go on!

Robert Werner

Źródło:

info.peritusnet.eu; nr 19 z dnia 09 października 2016 roku

Linia podziału

Linia podziału   

 Szanowni Państwo!

    Czy da się stwierdzić na czym polega podział między naszymi a obcymi? Mam tu na myśli podział panujący w Polsce, na zwolenników zmian i ich przeciwników. Szczególnie przykre są podziały w rodzinach – na „Mohery”, jak pogardliwie nazwał Tusk swoich przeciwników, oraz na „Lemingów” spod znaku KOD-u, PO, Nowoczesnej, czy dewiantów wszelkiej maści spod tęczowego sztandaru.

    Jedna strona pomawia drugą o głupotę i niedoinformowanie. Z tą informacją, to jest jednak tak, że każda ze stron czerpie wiadomości tylko ze źródeł sobie bliskich, które utwierdzają je w słuszności własnych poglądów.

    Na czym więc polega zasadnicza różnica? Myślę, że w uproszczeniu na stosunku do prawdy. W mojej rodzinie jest jedna kłamczucha i parę osób, którym ta jej cecha nie przeszkadza. Kiedy dochodzi do konfrontacji, nigdy nie wiedzą komu powinni wierzyć. Tak się też składa, że ta sama część naszej rodziny czerpie wiedzę o świecie z TVN-u, POLITYKI i podobnych gadzinówek. Są odporni na rzeczowe argumenty, a kierowanie się logiką uważają za zbędne obciążenie. Takie nastawienie pozwalało im na w miarę wygodne życie w PRL-u i w PRL-u bis. Dopiero ludzie domagający się prawdy zagrozili ich błogostanowi.

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Powody, preteksty, prowokacje

Powody, preteksty, prowokacje  

 Szanowni Państwo!

   Wrogowie Polski próbują wszelkimi sposobami sprowokować legalnie wybraną przez naród władzę do popełnienia jakiegoś błędu, który dałby   pretekst do jawnej agresji. Nie dawajmy się oszukiwać, odróżniajmy powody od pretekstów. KOD, PO i Nowoczesna oraz ich poplecznicy to zwierzątka boże odstawione od żłobu, które pragną powrotu do koryta. To jest ich jedyny cel. Za pretekst służy im wszystko, co nie służy Polsce. Równie dobra jest walka o Trybunał Konstytucyjny, jak i prawo do aborcji. Nowoczesna Palikociarnia żadnej śmieszności się nie boi, a jedynym jej wrogiem jest naród polski.

   Podobnie ma się sprawa z wrogiem zewnętrznym. Rosja powód do wojny z Polską ma ten sam od wieków i nowego nie potrzebuje. Nowe mogą być  tylko preteksty. Niszczenie „wiekopomnych pomników” wiernopoddańczych sowieckiej armii jest równie dobrym pretekstem jak niszczenie polskiej żywności, czy przekopanie Mierzei Wiślanej. W ostateczności można zawsze podpalić jakąś budkę wartownika przy ambasadzie rosyjskiej. Jeżeli coś może nam zaszkodzić w stosunkach z Rosją, to właśnie tylko uległość. Na pochyłe drzewo i koza wskoczy.

   Wygląda na to, że Angela zaprosiła uchodźców-najeźdźców w porozumieniu z Władimirem Władimirowiczem i teraz czekają na dogodny moment ostatecznego rozwiązania sprawy polskiej.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Wojna domowa

Wojna domowa     

 Szanowni Państwo!

   Pełzającą wojnę domową już mamy, nawet jeśli na razie głównie tylko na słowa. Pogróżki ze strony niegdysiejszych „elit”, które utraciły władzę mogą okazać się wcale nie takie czcze. Na terenie Polski są dwa zasadnicze obozy: ludzi, dla których „polskość to nienormalność”, za to chamstwo im większe tym normalniejsze, i pozostałych. Nieważne, że ci „pozostali” stanowią bezwzględną większość. Tamci mają za sobą liczną, aktywną grupę wrogów Polski rozsianych po całym świecie.

   Nie miałam racji gdy sądziłam, że lemingi, to takie łagodne stworzenia zawsze podążające za władzą, jaka by ona była. Okazały się stworzeniami wiernymi jedynej „słusznej partii”. Dla leminga tylko ciągłość władzy postsowieckiej ma ten leninowski nieodparty, „głęboko intelektualny” czar.

   Układ okrągłostołowy został przez ostatnie osiem lat tak utwardzony, że stał się odporny na wszelkie zawirowania historii, nawet na niespodziewaną demokrację, której rzekomo broni. Wysługiwanie się okupantowi dla wielu jest tak oczywiste, że nie są w stanie zrozumieć kogoś, kto ma im to za złe. Przecież oni są tylko „nowocześni” i „tolerancyjni”. Ta tolerancja dotyczy wszystkich nacji, prócz Polaków oraz wszystkich innych religii prócz katolickiej. Ale czy to nie wystarczy?

   Nie wystarczy! Dość tolerowania szkodników. Wojna to wojna. Albo oni nas, albo my ich pokonamy.

 Pozdrawiam

Małgorzata Todd