Archiwa tagu: PO

Cel zakładany a cel osiągany

Cel zakładany a cel osiągany

Kilka zdarzeń, które zaobserwowałem w ostatnich dniach skłoniły mnie do zastanowienia jak potrafią być różne cele, które sobie zakładamy podejmując konkretne działania, a jaki jest efekt końcowy tej pracy.

Pierwszym z takich przypadków były działania podjęte przez jedno ze stowarzyszeń wspierających inicjatywę jednej osoby, która chciała zmienić organizację ruchu w obrębie budynku w którym mieszka w Warszawie. Stowarzyszenie wsparło te działania i zmiana nastąpiła. Zmiana dotyczyła sposobu parkowania samochodów z prostopadłego do osi jezdni na równoległy. Spowodowało to likwidację minimum 6 miejsc parkingowych.

W jej wyniku mnóstwo ludzi otrzymało mandaty. Zainteresowany notorycznie dzwonił do Straży Miejskiej zgłaszając nieprawidłowości. Zmianę organizacji ruchu na wniosek mieszkańców budynku i wielu innych interwencji udało się odwrócić. Warunki miejscowe pozwalały na taką zmianę. Jakie to zrodziło skutki dla stowarzyszenia. W wielu społecznościach internetowych  dostępne są informacje na temat przebiegu tej sprawy. Negatywne nastawienie dużej grupy osób do stowarzyszenia stało się faktem.

Drugim przykładem może być (choć nie musi, jeszcze nie ma aktu prawnego końcowego, jak i efektów końcowych przygotowanych ustaw) działanie PiS-u w sprawie ustaw dotyczących wyborów samorządowych.   Chcąc zapewnić sobie wygrane wybory ( a może nie tylko sobie ale również PO) na każdym możliwym szczeblu manipuluje przy wielu ustawach związanych z wyborami. Część posłów i polityków tej partii zaczyna dostrzegać opór różnych środowisk (także zagrożenie dla nich samych) wobec proponowanych kierunków zmian. 

Będąc po części zainteresowanym w kierunkach proponowanych zmian, poczekam na efekt końcowy w postaci ustaw jak i wyników kolejnych wyborów.

Z poważaniem

Jan Szymański

Jedna z ocen bieżącej sytuacji politycznej

 

Jedna z ocen bieżącej sytuacji politycznej

 

26.08.2017.

Kompradorski i oligarchiczny sens współczesnego konfliktu politycznego w Polsce

Wojciech Błasiak, http://jow.pl/kompradorski-i-oligarchiczny-sens-wspolczesnego-konfliktu-politycznego-w-polsce/

Od zwycięstwa wyborczego partii Prawo i Sprawiedliwość jesienią 2015 roku, trwa z różnym nasileniem, mniej lub bardziej żenujący i hałaśliwy medialnie konflikt polityczny. Obiektem tego konfliktu jest rządząca partia PiS, posiadająca samodzielną większość sejmową i swój rząd premier Beaty Szydło oraz zasadnicze, choć fundamentalnie chwiejne, poparcie prezydenta Andrzeja Dudy.

Groteskowa opozycja frontalna

Stroną tworzącą i stale odtwarzającą ten konflikt są partie opozycji parlamentarnej, na czele z partiami Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej.pl i Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz pozaparlamentarne ugrupowania polityczne typu Komitet Obrony Demokracji, Obywatele RP i przeróżne grupy oraz środowiska dotychczasowego establishmentu III RP. Wojna informacyjna, z aktywną propagandową dezinformacją strony antyrządowej, opartą na półprawdach, kłamstwach, obelgach i pomówieniach, osiągnęła wręcz groteskowy poziom straszenia upadkiem demokracji i zagrażającym Polsce faszyzmem.

Celem bezpośrednim tego politycznego konfliktu, pozbawionego wszakże sprawczego obywatelskiego kontekstu społecznego, jest doprowadzenie do jak najszybszego obalenia rządu Prawa i Sprawiedliwości i przedterminowych wyborów parlamentarnych, z równoczesnym maksymalnym osłabieniem samej partii PiS i wszystkich jej aktualnych i potencjalnych sojuszników. A wszystko to dzieje się w sytuacji stabilizacji ogólnych nastrojów społecznych i dobrej sytuacji gospodarczej kraju. A jeszcze lepszej sytuacji finansów państwa, dowodzącej, że po prostu wystarczy nie przyzwalać na masową kradzież podatków i samemu nie kraść, aby dopinać corocznie polski budżet.

Groteskowa forma i fundamentalna treść

Kto tu jest kim i jakie są rzeczywiste powody, tego z pozoru dość groteskowego konfliktu politycznego, ograniczonego do fizycznej przestrzeni śródmieścia Warszawy i kilku największych miast Polski oraz krajowej przestrzeni medialnej? I skąd tyle bezwzględności i agresji, aż po nienawiść po stronie antyrządowej?

Ten konflikt jest groteskowy tylko w przebiegu jego politycznej i medialnej formy, ze względu na groteskowość rozgrywających go publicznie grup, środowisk i poszczególnych person. Ta groteskowość jest wynikiem intelektualnego, etycznego i ideowego ich poziomu. To poziom intelektualnej, etycznej i ideowej hołoty, czyli zbiorowości i osobników pozbawionych podstawowych norm i wartości w swych publicznych działaniach. A to z kolei jest wynikiem trwającej już ponad 20 lat negatywnej samoselekcji wszelakich formalnych i nieformalnych grup władzy publicznej i środowisk wpływów, od partyjnych grup władzy poczynając.

Treść polityczna tego konfliktu już groteskowa jednak nie jest. Sprawa jest fundamentalna dla przyszłości Polski. I żeby ją zrozumieć, trzeba zrozumieć czyje i jakie interesy, ambicje i aspiracje naruszyły czy raczej tylko zagroziły naruszeniem rządy Prawa i Sprawiedliwości. Ale aby to zrozumieć, trzeba pojmować czym było i jest państwo III Rzeczypospolitej i jaka jest socjopolityczna struktura jego społeczeństwa.

„Miękkie” państwo postkolonialne

Otóż ukształtowane po rozpadzie imperium radzieckiego w latach 1989-1991, państwo III RP jest zoligarchizowanym państwem zależnym, o cechach państw postkolonialnych. Szwedzki noblista ekonomiczny Gunnar Myrdal nazywał takie postkolonialne państwa w Azji Południowo-Wschodniej z końca lat 50. państwami „miękkimi”. Państwo III RP jest takim właśnie „miękkim” państwem, które jest „miękkie” dla silnych w kraju i za granicą, acz niezwykle „twarde” dla słabych, w tym ogółu własnych obywateli. W szczególności jest to państwo „miękkie” wobec zewnętrznych sił i nacisków, co daje efekt zależności wobec zewnętrznego otoczenia.

To „miękkie” państwo III Rzeczypospolitej charakteryzowało się i znacząco nadal charakteryzuje się czterema negatywnymi cechami:

(1) niskim stopniem skuteczności i efektywności działania aparatu państwowego, aż po trwałą niemożność rozwiązania szczególnie trudnych i skomplikowanych problemów, w tym dotyczących bezpieczeństwa egzystencjalnego milionów swych obywateli,

(2) niskim stopniem praworządności i służebności publicznej władzy państwowej, aż po samowolę i anarchię w poszczególnych korpusach aparatu państwa,

(3) wysokim stopniem korupcji finansowej i politycznej aparatu państwowego, aż po kryminogenność i kryminalność poszczególnych praktyk ludzi tego aparatu oraz

(4) niską odpornością na zewnętrzne presje międzynarodowe, aż po prowadzenie kompradorskich polityk w interesie obcych centrów politycznych i gospodarczych.

Samoreprodukcja partyjnej nędzy politycznej

Te negatywne cechy strukturalne państwa III RP są wynikiem niskiej jakości grup władzy państwowej a szerzej publicznej, selekcjonowanych politycznie po 1989 roku. Reproduktorem tej niskiej jakości są partyjne grupy władzy w Sejmie. To bowiem zwycięskie partie polityczne, tworzące rząd, obsadzają bezpośrednio i pośrednio kluczowe aparaty zarządzania i administrowania państwa i państwowej gospodarki, decydując o jakości rządzenie, zarządzania i administrowanie w III RP. I to jakość partyjnych grup władzy w Sejmie ma kluczowe znaczenie dla jakości państwa III RP.

O jakości tych partyjnych grup władzy decyduje w sposób zasadniczy polityczny sposób ich wyboru do Sejmu, czyli ordynacja wyborcza do Sejmu, pełniąca rolę decydującego mechanizmu selekcji. Obecna ordynacja proporcjonalna, w której głosuje się na kandydatów umieszczonych przez kierownictwa partii na partyjnych listach wyborczych, pełniła stale i pełni nadal rolę negatywnego mechanizmu selekcji, a w istocie samoselekcji.

Ordynacja proporcjonalna bowiem nade wszystko odtwarza i reprodukuje stan zastany. Samym obywatelom odebrano bowiem bierne prawo wyborcze i nie mogą oni samodzielnie kandydować jako obywatele, zaś głosować mogą tylko na tych, którzy już zostali wybrani przez kierownictwa partyjne. Jak to powiedział do mnie Stan Tymiński w 2013 roku: Polacy są jak Murzyni amerykańscy w latach 50. w południowych stanach USA – mają prawa wyborcze, ale nie mają na kogo głosować, a sami nie mogą kandydować. Polska demokracja parlamentarna jest w swej socjopolitycznej treści bowiem parlamentarną oligarchią wyborczą, a formalnie demokratyczne procedury fasadą władzy oligarchii partyjnych.

Przeciwstawiając tę kluczową cechę ordynacji proporcjonalnej, jaką jest odtwarzanie sceny politycznej, silnej zdolności do jej wymiany w ordynacji większościowej z regułą jednomandatowych okręgów wyborczych, kanadyjski filozof polityki John T. Pepall uznał tę zdolność za najważniejszą dla jakości demokracji. Najbardziej imponująca praktycznymi zaletami naszego (kanadyjskiego – WB) współczesnego sposobu głosowania – twierdzi J. T. Pepall – jest możliwość by <<wyrzucić kiepskich>> (<<throw the bums up>>), nawet bardziej niż możliwość wybrania nowego rządu.

Właśnie wyrzucenie kiepskich jest niemal niemożliwe w proporcjonalnej reprezentacji. Główne partie, w ramach systemu proporcjonalnego, pozostają w rządzie przez dekady mimo rozległych fluktuacji w wynikach głosowań wyborczych. Mniejsze partie często wydają się mieć udział w rządzie w odwrotnej proporcji do ich wyborczego sukcesu (…).

Pierwotna kompradorska preselekcja polityczna

Dramatem współczesnej Polski jest reprodukcja jakości grup i środowisk władzy politycznej, wyniesionych na scenę publiczną porozumieniem politycznym tzw. okrągłego stołu z 1989 roku i Sejmem kontraktowym z lat 1989-1991. Rdzeniem tych uzurpatorskich grup i środowisk było bowiem z jednej strony obiektywnie antynarodowa formacja komunistyczna, a z drugiej dokooptowane do niej środowiska tzw. lewicy laickiej i ugodowa część działaczy postsolidarnościowych, z wyeliminowaniem antykomunistycznych i niepodległościowych środowisk opozycyjnych i postsolidarnościowych.

Tak powstała stricte kompradorska, intersubiektywnie anarodowa, a obiektywnie antynarodowa nowa formacja polityczna, od postkomunistów, po postsolidarnościowych liberałów i konserwatystów. A rzeczywisty kluczowy podział polityczny na polityczną formację kompradorską i formację niepodległościową, nigdy nie był publicznie artykułowany. W Polsce rzeczywista walka polityczna to nie były żadne spory między tzw. lewicą a tzw. prawicą, tylko między kompradorskim kosmopolityzmem a patriotycznym nacjopolityzmem (nacjopolityzm jest określeniem Andrzeja Kutyłowskiego, użytym w trakcie dyskusji ze mną na powyższy temat).

W ten sposób wyniesiono na główną scenę polityczną, i to z niewątpliwym udziałem komunistycznych tajnych policji politycznych, pierwotne grupy władzy politycznej, podlegały następnie coraz bardziej negatywnej samoreprodukcji, dzięki ordynacji proporcjonalnej. Pełniła ona rolę swoistego socjopolitycznego wehikułu czasu, stale odtwarzając strukturalnie sytuację początku lat 90.

Rozbiór gospodarczy i drenaż ekonomiczny

Efektem było przeprowadzenie rozbioru gospodarczego w postaci wyprzedaży w ręce kapitału zagranicznego do 2004 roku blisko 50% podstawowych kapitałów w sektorze przemysłu i 75% w sektorze bankowym, jak to oszacował Kazimierz Poznański, za 4,5 do 5% wartości odtworzeniowej i 400 do 500 mln dolarów łapówek dla około jednego tysiąca osób. Takiej skali zdrady narodowej nie było nigdy w historii suwerennej zewnętrznie państwowości polskiej.

Z kolei Mieczysław Kabaj ocenił, że po 1989 roku utraciliśmy ponad 5 mln miejsc pracy. Oficjalny zaś drenaż finansowy Polski to obecnie około 46 mld złotych rocznie, zaś nieoficjalny i nielegalny to około 55 mld złotych rocznie. Polska to wielki złoty interes gospodarczy dla szeroko rozumianego Zachodu, z Niemcami w roli głównej. A tylko „miękki” status polskiej państwowości jest gwarantem tego interesu.

I to stanowi nade wszystko o sensie obecnego konfliktu politycznego w Polsce. Nie wolno bowiem dopuścić do zagrożenia tego statusu. Dlatego zagraniczne centra polityczne i kapitałowe uruchomiły swoje kompradorskie aktywa w Polsce, a jak sądzę również zagraniczne aktywa wywiadu. Dlatego też Berlin uruchomił swoje aktywa wpływu w strukturach Unii Europejskiej, z Komisją Europejską w roli głównej.

Panowanie społeczne postkomunistycznej oligarchii

O ile ten kompradorski sens zagraniczny jest już coraz silniej i powszechniej rozumiany, o tyle sens wewnątrzkrajowy już dużo mniej. Tu bowiem pozostaje niewidoczne dla opinii publicznej zjawisko panowania społecznego. Jest to nade wszystko możliwe dzięki faktycznemu nieistnieniu w Polsce nauk społecznych, a politologii i socjologii polityki w szczególności. Jest to też nade wszystko możliwe dzięki żałosnemu poziomowi merytorycznemu i etycznemu polskiego dziennikarstwa, i to od sztandarowych tytułów prorządowych poczynając.

Otóż grupa panująca w Polsce jest niewidoczna dla ogółu polskiego społeczeństwa. A jest nią postkomunistyczna oligarchia finansowo-polityczna. Polska oligarchia jest grupą ukrywającą w sposób profesjonalny swoje istnienie przed opinią publiczną. Ma formę istnienia analogiczną do kosmicznej „czarnej dziury”. O jej funkcjonowaniu świadczą tylko skutki dla zewnętrznego otoczenia społecznego. Na zewnątrz widać tylko <<słupy>> osób podstawionych przez głównych graczy, jak mówi mój kolega zorientowany w wielkoskalowym rodzimym biznesie prywatnym.

Jest to grupa społeczna o charakterze mafijnej oligarchii, dzięki skoncentrowaniu w swoich rękach olbrzymich, a zrabowanych aktywów finansowych, ale i aktywów politycznych. Aktywa polityczne to czarny kapitał społeczny w postaci nieformalnych i niejawnych dla opinii publicznej sieci powiązań i zależności, stworzonych celowo w okresie szokowej transformacji, a przenikających cały aparat państwowy: od władzy wykonawczej i ustawodawczej, po sądowniczą, a także kluczowe działy gospodarki i kluczowe ogniwa systemu medialnego.

A warunkiem zachowanie jej panowania społecznego, jest zachowanie statusu „miękkiego” państwa postkolonialnego, z jego strukturalnymi cechami. Każda mniej lub bardziej istotna zmiana, zwłaszcza po znaczącej utracie wpływów w służbach specjalnych, jest zagrożeniem panowania społecznego oligarchii finansowo-politycznej. I zagrożeniem dla gigantycznych finansów drenowanych z państwa i gospodarki, dzięki możliwościom stałego wywierania wpływu. Dlatego rzucono do walki politycznej wszystkie polityczne i medialne siły agenturalnego wpływu; od agenturalnych ruchów politycznych, po agenturę wpływu w mediach i życiu publicznym, a nawet poszczególne persony publiczne, agenturalnie zależne. Wszystkie agenturalne ręce wyłożono na pokład, gdyż oligarchiczne interesy są zagrożone lub tylko mogą zostać zasadniczo zagrożone.

Wybór mniejszego zła

W tej sytuacji trudno mi nie popierać rządu Beaty Szydło i nie namawiać innych do jej popierania. Jego przeciwnikami są bowiem polityczne siły kompradorskie, działające na rzecz podtrzymania zewnętrznej eksploatacji gospodarczej Polski i podtrzymania podległości politycznej państwa polskiego na arenie międzynarodowej, a w wobec Niemiec za pośrednictwem UE w szczególności. Jego przeciwnikiem jest bowiem równolegle rodzima oligarchia finansowo-polityczna, działająca na rzecz utrzymania swego panowania społecznego dla wewnętrznego drenażu ekonomicznego polskiej gospodarki i wewnętrznego podporządkowania aparatów polskiego państwa wbrew podstawowym interesom ogółu obywateli.

Ale to jest tylko dla mnie wybór mniejszego zła. Wyznaję tu bowiem zasadę Immanuela Wallersteina, iż w polityce w sytuacji niemożności realizacji swoich podstawowych celów, na krótką metę należy nade wszystko jak najmniej szkodzić, oszczędzać straty i łagodzić ból. Ale tylko na krótką metę i pod żadnym pozorem nie wolno mi tracić z oczu celów zasadniczych. Na średnią już bowiem metę, czyli kilku lat, nie wolno iść na żadne ustępstwa i kompromisy z tym „mniejszym złem”. Bo nie zrealizuje się „głównego dobra”.

(Dodam, że pojęcie wyboru „mniejszego zła” zostało w Polsce skompromitowane przez gen. Ludowego Wojska Polskiego Wojciecha Jaruzelskiego, który nazwał tak wprowadzenie przez siebie stanu wojennego w 1981 roku, sugerując milcząco, iż „większym złem” byłaby militarna interwencja wojsk radzieckich. Była to propagandowa mistyfikacja, gdyż „większe zło” nigdy nie istniało, a największym i jedynym złem był stan wojenny.)

„Mniejsze zło” rządu premier B. Szydło

Dlaczego wszak popieranie rządu premier B. Szydło jest wymuszonym wyborem politycznym mniejszego zła? A to dlatego, że ten rząd i jego partia rządząca PiS nie mają zamiaru usunąć stałej przyczyny samoreprodukcji „miękkiego” państwa i negatywnej samoselekcji partyjnych grup władzy, w postaci aktualnie obowiązującej ordynacji proporcjonalnej w wyborach do Sejmu. A bez usunięcia tej przyczyny i wprowadzenia ordynacji większościowej opartej o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych, nie będzie można uruchomić mechanizmów pozytywnej selekcji elit politycznych polskiego państwa.

A dlaczego ten rząd i jego partia rządząca PiS nie chce usunąć przyczyny strukturalnej słabości polskiego państwa? Gdyż obawiają się, że po tej zmianie mogliby wylecieć na śmietnik polskiej historii. A oni chcą po prostu dalej być na scenie politycznej. Nawet po swojej porażce w kolejnych wyborach parlamentarnych. Bo to na ich żywotnym interesie partyjnym kończy się ich patriotyzm.

A bez odrzucenia ordynacji proporcjonalnej nie ma mowy o naprawie polskiej państwowości. Nie można bowiem zastosować biernego prawa wyborczego i otworzyć przed wszystkimi środowiskami politycznymi i potencjalnymi przywódcami narodowymi możliwość wejścia na scenę polityczną. Nie można bezpośrednio podporządkować posłów wyborcom, co uniemożliwi ich podporządkowanie partyjnym kierownictwom czy wręcz zagranicznym ośrodkom decyzyjnym.

Co gorsza, partia rządząca PiS i jej kierownictwo, na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, już kilkakrotnie występowało przeciw ordynacji większościowej opartej o JOW. A sam Jarosław Kaczyński ma swoje duże zasługi jako minister prezydencki Lecha Wałęsy we wprowadzeniu obecnej ordynacji proporcjonalnej w wyborach do Sejmu, a później w jej politycznym podtrzymywaniu. To trochę tak, jakby strażacy rozdawali dzieciom zapałki w lesie, a później dzielnie walczyli z ogniem przez nie zaprószonym. I byli z tego dumni. Ale też ta walka z ogniem daje im możliwość bycia dobrymi strażakami.

„Większe dobro” nowych ruchów politycznych

Każdy bowiem polski polityk, który popierał i popiera utrzymywanie tej ordynacji proporcjonalnej, ponosi moralną i polityczną współodpowiedzialność zarówno za złą jakość państwa i wynikające z tego skutki, jak i pośrednio za kompromitujący i groźny dla naszej przyszłości poziom partyjnych grup władzy.

Dlatego w perspektywie już zbliżających się wyborów samorządowych, a potem parlamentarnych, należy aktywnie wspierać „większe dobro” w tych rodzących się inicjatywach politycznych i ruchach politycznych, które chcą głębokiej i republikańskiej reformy ustroju polskiego państwa.

A jego fundamentem jest bezpośrednia zależność posła od wyborcy i pierwsze w pełni wolne wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych, w jednej turze, z pełną swobodą kandydowania wszystkich uprawnionych obywateli oraz jawnym liczeniem głosów. I dlatego w perspektywie średniookresowej należy zdecydowanie odrzucać „mniejsze zło”. I wspierać „większe dobro”.

15 sierpnia 2017

Zmieniony ( 26.08.2017. )

W mojej interpretacji w Polsce i nie tylko nikt za nic nie ponosi odpowiedzialności. Nie ma nagród ani kar. Widząc taką sytuację nasi politycy pozwalali sobie na coraz więcej. Dotyczy to każdej grupy zawodowej. Potworzyły się „kasty”, których członków nikt z zewnątrz nie był w stanie ukarać, wymusić na jej członku zachowanie, pracę zgodnie z zasadami moralnymi, obowiązującym prawem. PiS podjął próbę zmiany tej sytuacji. Niestety dalej toleruje w swoich szeregach osoby, które stosują zasady dotychczas obowiązujące zasady.

Z poważaniem

Jan Szymański

 

 

Upuszczanie krwi

Upuszczanie krwi     

 

 Szanowni Państwo!

    

    Czym różni się konował średniowieczny od obecnego? Tamten na każdą dolegliwość przepisywał upuszczanie krwi, ten obniżanie cholesterolu. Ze zdrowotnego punktu widzenia obydwa zabiegi zdają się być porównywalne, ale z finansowego, obniżanie cholesterolu to złoty interes dla korporacji farmaceutycznych! Na tym właśnie polega skok na kasę chorego, dodajmy – potencjalnie chorego, bo z nadmiaru cholesterolu nikt jeszcze nie umarł.

    Natomiast upuszczanie krwi, to już raczej domena polityki. Trzódka odstawiona od koryta, nazywająca siebie opozycją totalną, zrobi wszystko, żeby społeczeństwo skłócić. Żebyśmy jak najczęściej mawiali: „krew mnie zalewa, gdy słucham…”. Dawniej mawiano, że „złość piękności szkodzi”, zapominano jednak dodawać, że świetnie nadaje się do podziału społeczeństwa na małe grupki, którymi łatwiej manipulować.

    Prezydentem lub premierem może zostać każdy bez względu na kwalifikacje. Zdawać się mogło, że studia medyczne gwarantują wysoki poziom intelektualny absolwentów takich uczelni. Dzięki poprzedniej pani premier mogliśmy się przekonać, że głupota przejawiająca się w prymitywnych kłamstwach, nawet na najwyższym stanowisku w państwie, nie zna granic, niezależnie od prestiżowego wykształcenia. O etyce i moralności lepiej nawet nie wspominać. Głupota nie wyklucza jednak cwaniactwa. Dlatego warto zauważyć odziedziczoną po poprzednim rządzie zasadę, że przy coraz wyższej składce na obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne, coraz mniej świadczeń chory otrzymuje. Miejmy nadzieję, że dobra zmiana dotrze kiedyś i tu.

    Wróćmy jednak do zdrowia, czyli „zdrowej diety”. Ta „bez-cholesterolowa” może samego cholesterolu nie obniży, ale kiedy zostaniemy już częścią Europejskiego Kalifatu, wieprzowina będzie oczywiście zakazana, a więc szansa na obniżenie cholesterolu rośnie. Wtedy może nawet tego nie zauważymy, przestrzegając wcześniej zalecanej diety. Kebaby wieprzowiny nie zawierają – to pewne. Co zawierają? Staram się nawet o tym nie myśleć.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Lech Wałęsa

 

Lech Wałęsa

 

LIST LECHA ZBOROWSKIEGO DO LECHA WAŁĘSY: List do TW Bolek

Twoja desperacja wyraźnie odbiera Ci poczucie rzeczywistości, z którym i tak nigdy nie było za dobrze. I byłby to Twój osobisty problem gdyby nie fakt, że dotknięty tym nieszczęściem pozwalasz sobie na ohydne napaści na naszych WZZowskich kolegów, od których miałeś szansę nauczyć się jak być człowiekiem uczciwym i godnym szacunku. Wybrałeś jednak drogę draństwa, łajdactwa i zdrady, bo tak nakazywała Ci miękkość Twojego moralnego kręgosłupa. I to również byłby tylko Twój problem (w niektórych wypadkach również organów ścigania) gdyby nie od lat powtarzające się deptanie pamięci naszej przyjaciółki i wzoru Anny Walentynowicz.
Podobnie jak moi WZZowscy przyjaciele tak i ja nie zamierzam pozwalać Ci bezkarnie obrażać jej osoby podłymi insynuacjami czy często wręcz bezczelnymi oszczerstwami.
Nie mam zwyczaju, a tym bardziej przyjemności rozmawiać z łajdakami. Nie mam tym bardziej zwyczaju ani zamiaru odpowiadać za innych na pytania tychże łajdaków. Obaj wiemy jednak, że Twoje kierowane do dr Cenckiewicza pytania są w rzeczywistości podłymi insynuacjami, a ponieważ postawiłeś je publicznie, to jako bezpośredni świadek tamtej historii przypomnę Ci kilka faktów.
Pytasz więc historyka – „Mógłby Pan opisać jak doszło do wyrzucenia ze związku Solidarność P. Walentynowicz i kto za tym stoi?”
Odpowiedź jest tylko jedna i od zawsze ta sama – Ty za tym stoisz i zawsze stałeś!
A zaczęło się jak wiesz już w czasie Sierpniowego Strajku kiedy stanęła ona na Twojej drodze do niekontrolowanego używania zbieranych w tamtym czasie pieniędzy. Potem już w pierwszych dniach powstającej Solidarności jej uczciwość kolidowała z Twoim matactwem, zdradami i manipulacjami.
Kiedy w krótkim czasie okazało się, że w odróżnieniu od Ciebie jej popularności towarzyszył autentyczny szacunek, Twoja nienawiść do niej stała się obsesją. Pamiętam doskonale wszystkie oszczerstwa i łajdactwa Twojego autorstwa, których od Ciebie doświadczyła?
Oczerniałeś ją i obrażałeś w sposób szczególnie łajdacki, bo będąc nieprawdopodobnym tchórzem jakim Cię poznałem jeszcze w Wolnych Związkach, czyniłeś to, udając często publicznie jej przyjaciela. Zamieniłeś większą część Komisji Zakładowej Solidarności Stoczni Gdańskiej w bojówkę, którą wysługiwałeś się w swej brudnej robocie przeciwko Annie jak i innym działaczom WZZW.
Zapomniałeś już jak Twoi ludzie potraktowali Annę w czasie uroczystości odsłonięcia pomnika ku czci poległych stoczniowców. Tak, tych samych na których donosiłeś już w grudniu ’70. Tych samych, których pamięć zgodziłeś się “załatwić” jakąś nic nie wartą tabliczką, którą “wytargowałeś” u dyrektora stoczni przed tym jak położyłeś strajk.
Kiedy Anna walczyła zaciekle aby nie pozwolić, by pomnik oddawał również cześć komunistycznym milicjantom Ty opluwałeś ją, nazywając prowokatorem. Postarałeś się aby podczas odsłonięcia pomnika, o który walczyła, ona symbol stoczni stała daleko w tłumie, a kiedy podczas mszy chciała przyjąć komunię, to Twoi stoczniowi bojówkarze nie przepuścili jej, tworząc przed nią szczelny szpaler. Przypominasz sobie?
Zapomniałeś już jak ci sami bojówkarze prosili oficera bezpieki aby nie wydawano Annie paszportu by nie mogła jeździć na zagraniczne spotkania gdyż zabiera Ci “sławę”. Myślę, że jak grzecznie poprosisz dr Cenckiewicza to być może nakieruje Cię na właściwe zapiski w dokumentach bezpieki. I nawet nie będziesz musiał wyrywać ich z teczki, bo są ogólnie dostępne. Oczywiście zawsze możesz udać się bezpośrednio do źródła czyli kolegów funkcjonariuszy.
Zapomniałeś już jak skandalicznie zachowałeś się w czasie audiencji u Papieża rzucając się na Annę, która poprosiła Ojca Świętego o wpis w albumie dla ciężko chorej znajomej? Sam Papież musiał przywołać Cię do porządku.
Bardzo szybko też zapomniałeś jak Twoi stoczniowi “pretorianie” przygotowali haniebny sąd nad Anną zaledwie kilka miesięcy po Wielkim Strajku w jej obronie. Parszywość tamtego zdarzenia trudna jest do opisania. Twoja wówczas “prawa ręka”, zakłamany do szpiku kości Borowczak przewodniczył przygotowanemu przez Ciebie spektaklowi, po którym uznano Annę “Solidarność” niegodną tejże Solidarności. Ty sam z całym wyrachowaniem odgrywałeś rolę niewiniątka, stwierdzając, że tak naprawdę to nic do niej nie masz, ale dla dobra związku będzie lepiej jak ją wyrzucą.
I jakby tego łajdactwa było mało to przez wszystkie późniejsze lata, nawet po jej tragicznej śmierci publicznie oskarżałeś ją o współpracę z bezpieką.
Ty! płatny kapuś bezpieki, sprzedający ludzkie losy za pieniądze komunistycznej służby opresji. Ty! którego z sierpniowego strajku wynieśli na swych ramionach agenci tejże bezpieki. Ty! Którego agenci bezpieki nosili później na ramionach po ulicach miast.
Zapomniałeś?
A jak już o tym mowa to przypomnę Ci jak traktowałeś innych swoich WZZowskich “kolegów”. Zapomniałeś już jak przysłałeś autobus pełen Twoich stoczniowych bojówkarzy, by z pomocą gumowych pał i metalowych prętów napadli na drukarnię gdańskiej Solidarności, dwa piętra niżej niż Twoje biuro, tylko po to by wywalić działaczy Wolnych Związków. A kiedy odwalili swoją brudną robotę rozpętałeś kampanię oszczerstw wobec ofiar swego łajdactwa, tak samo jak to robiłeś wobec Anny. Zapomniałeś, że kiedy po latach zadałem Ci kilka niewygodnych pytań napisałeś, że zrobiłeś to bo w drukarni byli sami agenci i Ty dzielnie oczyściłeś związek z ich wpływów. Ty! który za pieniądze uzyskane ze sprzedaży ludzkich losów kupowałeś swojej szczęśliwej rodzince nową pralkę czy telewizor, nie zastanawiając się choćby przez moment co spotka ofiary Twoich donosów.
Zapomniałeś podobne kapturowe sądy nad Joanna Gwiazdą i wszystkimi innymi, którzy stali na drodze Twej haniebnej aktywności.
A swoje bandyckie wyczyny zacząłeś od napaści na wspaniałą i odważną Marylę Płońską. Zapomniałeś już jak w pierwszych dniach istnienia MKZu gdańskiego próbowała w korytarzu rozdawać “Robotnika Wybrzeża”, a Ty w asyście swojej bojówki, w której byli też agenci bezpieki, złapałeś ja za włosy i ciągnąc przez korytarz wrzeszczałeś, że takich rzeczy już tam nie będzie. Może chcesz aby świadkowie tamtego zdarzenia odświeżyli Ci pamięć? Zapomniałeś jak natychmiast przystąpiłeś do publicznych oszczerstw, które praktycznie złamały jej życie.
Ja pamiętam.
Pamiętam też wiele innych Twoich wyczynów więc zrobię Ci tą grzeczność i przypomnę Ci kilka faktów związanych z innym Twoim pytaniem do dr Cenckiewicza.
Pytałeś – „..ile razy konkretnie załamał się Strajk Sierpniowy i kto za tym stał?”
I znów – Ty za tym stałeś!
A przypomnę Ci, że wiem, gdyż jestem jedną z kilku osób, które planowały, przygotowywały i rozpoczynały strajk jeszcze przed wejściem stoczniowców na teren stoczni. To czego Ty nie zrobiłeś i z czym nie miałeś nic wspólnego. Borusewicz wyznaczył Ci jedną prostą rolę. Miałeś pojechać do Tczewa z Kazikiem Żabczyńskim i Sylwkiem Niezgodą i rozdać w kolejce ulotki. Nie tylko, że tego nie zrobiłeś, ale nie zawiadomiłeś nawet swoich kolegów o tych planach.
Natomiast pojawiłeś się nagle w stoczni, kiedy strajk trwał już kilka godzin i miał wybrany komitet strajkowy. Znalazłeś się nagle w środku wewnątrz-zakładowego protestu w zakładzie, z którym nie miałeś nic wspólnego. Gdyby Borusewicz nie stworzył po latach swego perfidnego kłamstwa o Twoim planowanym udziale, to miałbyś dzisiaj jeszcze większy problem z wytłumaczeniem dlaczego się tam pojawiłeś.
A kiedy już to zrobiłeś, to z pomocą Borowczaka przejąłeś przywództwo komitetu strajkowego po to tylko, by na wniosek dyrektora stoczni cały ten wybrany komitet wymienić na ludzi dyrekcji. Przypomnę Ci też, że kiedy w sobotę pojawił się w stoczni Borusewicz, to wprowadziłeś go do sali rozmów z dyrektorem. Jednak kiedy w tym samym czasie pojawił się tam Andrzej Gwiazda lider Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, na których reprezentowanie się powoływałeś, to nakazałeś pilnującym stoczniowcom nie wpuszczenie go pod żadnym pozorem.
Kiedy już pogadałeś sobie z dyrektorem i obok przywrócenia Anny Walentynowicz do pracy załatwiłeś sobie samemu zatrudnienie w stoczni, ogłosiłeś zakończenie strajku i zadowolony z siebie uciekłeś do gabinetu dyrektora. I wiedz, że żadna propaganda Wajdy czy innego życzliwego “kronikarza” nie zmieni faktu, że nie było Cię kilka godzin. W tym czasie został zorganizowany nowy strajk, z którego powstaniem również nie miałeś nic wspólnego.
Mało kto jednak wie, że i ten strajk próbowałeś położyć przed czasem. Zapomniałeś już jak 28go sierpnia próbowałeś wyrwać się z narady Komitetu Strajkowego, gdyż miałeś umówiony czas antenowy w komunistycznym dzienniku telewizyjnym. Tam zamierzałeś wbrew wszystkim i za plecami Komitetu Strajkowego ogłosić zakończenie strajku.
Na Twoje nieszczęście o Twoich planach dowiedzieli się działacze WZZW i celowo przeciągając obrady zatrzymali Cię w stoczni.
Jak już wspomniałem – ja pamiętam. I pamiętają inni, których od lat obrażasz i oczerniasz.
Teraz my opowiemy Twoją historię i przypomnimy Ci to wszystko o czym tak mocno próbujesz zapomnieć.
Lech Zborowski

Lech Wałęsa jest osobą, która miała i ma wpływ na życie każdego z nas. Jego decyzje podejmowane pod „wpływem” jak i samodzielnie wpłynęły na obecny kształt Polski w sensie politycznym i życia społecznego. Osoby, które mają dostęp do mediów chcą oceny „0” lub „1”. Jest to najłatwiejsze „dziecinne” podejście do osoby Lecha Wałęsy i większości zachodzących procesów społecznych. Dla większości z nas Lech Wałęsa uczestniczył, wpływał na zmianę sytuacji w Polsce w sposób wieloznaczny.

Z poważaniem

Jan Szymański

Deutsche Konzentrationslager

Deutsche Konzentrationslager

Niemieckie obozy śmierci

Szanowni Państwo

Od lat trwa oszczercza kampania w Europie i na świecie mająca na celu zakłamanie jakże bolesnej historii ostatniej wojny, w szczególności kampania godząca w honor Polski i Polaków.

Różnej maści obcokrajowcy ubliżają Polsce i Polakom nazywając zbrodnicze, niemieckie obozy koncentracyjne „polskimi”

29 maja 2012 r. sformułowania „polish death camp” użył prezydent USA Barack Obama podczas odbywającej się w Białym Domu uroczystości uhonorowania Jana Karskiego Prezydenckim Medalem Wolności.

Ówczesny polski  minister Spraw zagranicznych  słowa prezydenta Obamy nazywa jedynie nieprofesjonalizmem”

„Poczułem się rozczarowany, że w chwili, w której chce się uhonorować Polskę i Polaków, dochodzi do takiego nieprofesjonalizmu – poinformował szef MSZ Radosław Sikorski”

Zaś obecny na spotkaniu polski ambasador w ogóle nie reaguje zasłaniając się protokołem.

Publicznie w mediach światowych opluto naród polski uwłaczając naszej godności, a polski minister spraw zagranicznych nazywa to „nierofesjonalizmem”

Na marginesie Jan Karski  za swoją działalność został odznaczony najwyższymi odznaczeniami państwowymi – polskim Orderem Orła Białego i amerykańskim Medalem Wolności[9]. Uhonorowany został przez Jad Waszem tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

To w niemieckich obozach koncentracyjnych Niemcy mordowali Polaków , inne narody, nawet innych Niemców. W niemieckich obozach koncentracyjnych dokonał się holokaust Żydów.

To w niemieckich obozach koncentracyjnych Niemcy odczłowieczali , poniżali, bili , katowali, głodzili i zadawali nieskończone cierpienia wielu milionom ludzi.

„Polskie MSZ kataloguje przykłady użycia sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” w odniesieniu do niemieckich obozów koncentracyjnych znajdujących się na terenie Polski oraz polskie interwencje przeciwko użyciu tego sformułowania[20][21]. Terminem tym – bez wyjaśnienia, że chodzi o lokalizację geograficzną – posługiwały się czasopisma takie jak amerykański „New York Times”, New York Daily News (Polish concentration camps, Polish death camp, Polish Holocaust)[22], brytyjski „The Guardian” czy „The Australian” oraz amerykańskie stacje telewizyjne ABC News i CBS News które użyły zwrotów „Sobibór – Polish Nazi death camp” i „Poland’s Treblinka death camp”[23][24]. Według raportu polskiego MSZ jedynie w ciągu 2009 roku aż 103 razy w zagranicznych mediach użyto sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Najczęściej termin ten pojawił się w Niemczech – 20 razy, po 16 w mediach amerykańskich i hiszpańskich, 8 razy w Austrii, 6 w Kanadzie, 6 we Włoszech, 5 razy we Francji. Przekłamania zdarzyły się także po jednym razie na Słowacji, Serbii i Irlandii[25].

Zwrotu tego użyło także wiele najważniejszych dzienników włoskich jak „Corriere della Sera”, „La Stampa”, „L’Unitá”, „La Repubblica”, „Il Sole 24 Ore”[26].

W drugiej połowie 2013 roku określenie „polskie obozy koncentracyjne” pojawiło się w biuletynie włoskiego związku Żydów – zostało tam zawarte w kontekście wspomnienia losu włoskich karabinierów (wł. Arma dei Carabinieri) we wrześniu 1943 roku, gdy Włochy wypowiedziały sojusz Rzeszy Niemieckiej. Redakcja czasopisma przeprosiła, jednocześnie składając obietnicę, że podobne zachowanie nie wydarzy się w przyszłości[27]. W październiku 2013 zwrot „polski obóz” (wł. „lager polacco”) pojawił się w depeszy włoskiej agencji prasowej ANSA w odniesieniu do nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz w kontekście odwiedzenia tego miejsca przez burmistrza Rzymu Ignazio Marino, który złożył wizytę wspólnie z grupą włoskiej młodzieży i przedstawicielami wspólnoty żydowskiej, przybyłymi ze stolicy Włoch. Delegacji towarzyszył wówczas były więzień, 83-letni Sami Modiano (Samuel Modiano), który w korespondencji został nazwany „ocalałym z grozy polskiego obozu”[27][28][29]. Co więcej, w 2007 roku ANSA użyła określenia „polski obóz zagłady” (wł. „campo di sterminio polacco”) w informacji dotyczącej wizyty w Auschwitz znanego z negowania holokaustu historyka Davida Irvinga[30].

Coraz częściej termin pojawia się nawet w prasie niemieckiej. Użyły go gazety jak „Der Spiegel”, „Bild”, „Der Tagesspiegel”, „Stern”, „Focus”, „Die Welt”, „Westdeutsche Zeitung”, „Junge Welt”, „Thurgauer Zeitung”, „Die Zeit”, „Süddeutsche Zeitung” niemiecka agencja prasowa „dpa”, niemiecki oddział Reuters, internetowy portal rozgłośni „Saarländischer Rundfunk” oraz portal internetowy niemieckiej telewizji N-tv. Używany jest również zwrot „polski obóz zagłady” (niem: polnisches Vernichtungslager)[31][32][33][34][35][36][37][38][39].

Antypolskie sformułowania przechodzą nie tylko przez adiustujących depeszę redaktorów niemieckich agencji prasowych, ale i przez redakcje największych gazet w Niemczech. O „polskim obozie” przeczytać mogły już setki tysięcy osób. „Maerkische Algemeine Zeitung” poinformował na przykład o wycieczce uczniów klas o profilu historycznym ze szkoły w Werder, którzy odwiedzili „polski obóz koncentracyjny” („polnisches KZ Auschwitz”)[40]. Najgłośniejszym przypadkiem w Niemczech było zamieszczenie w 2010 roku w publikacji wydanej dla niemieckich szkół w nakładzie 800 000 egz. pt. „Żydowskie życie w Niemczech” przez Federalną Centralę Kształcenia Politycznego sformułowania „polnische Konzentrationslager”[41][42]. Mimo wielu monitów w tej nagłośnionej już sprawie, w 2013 Deutsche Presse-Agentur (odpowiednik polskiej PAP) użyła terminu „polnischer Vernichtungslager” („polski obóz zagłady”) w swojej informacji, którą wykorzystały następnie różne niemieckie czasopisma (m.in. Focus i Die Welt)[43].

Termin „polskie obozy koncentracyjne” używany jest również na Słowacji. Użyły go prywatna stacja TV TA3 oraz publiczna STV, 27 stycznia 2005, które w relacjach z uroczystości Auschwitz użyła określeń „polski obóz koncentracyjny” i „polska fabryka śmierci”[44],

„Polskie obozy koncentracyjne” pojawiały się również w mediach izraelskich. W 2008 r. użył go izraelski dziennik „Haaretz”[45]. Kilkukrotnie posłużyło się nim także na swoich stronach internetowych Centrum Szymona Wiesenthala. W „Naszym Dzienniku” z 22-23 czerwca odniósł się do tego faktu Robert Popielewicz w swoim tekście pt. „Kłamstwa Centrum Wiesenthala”. Napisał w nim: „Według żydowskiego Centrum Szymona Wiesenthala, to nie Niemcy stworzyli obozy koncentracyjne, a Polacy. Na swoich stronach internetowych Centrum używa zwrotu ‚polskie obozy śmierci’ (…)”. W tej sprawie pismo do dyrektora Centrum Wiesenthala Efraima Zuroffa, z żądaniem sprostowania tego sformułowania ‚rażąco niezgodnego z prawdą historyczną’ wystosował 19 czerwca prof. Leon Kieres, prezes IPN”[46]. Do sprawy tej nawiązał również Krzysztof Borowiak na łamach „Rzeczpospolitej” z 24 czerwca 2002 roku pt. „Znów polskie obozy koncentracyjne”[47]. Borowiak pisze m.in.: „Od czasu do czasu, niby to przypadkiem, pojawia się tu i ówdzie w światowych mediach określenie ‚polskie obozy koncentracyjne’. Tak się dziwnie składa, że określeniem tym posługują się najczęściej środowiska żydowskie, które przecież – jak mało które – powinny wiedzieć, w jakich obozach ginęli między innymi także ich rodacy. Wydawałoby się również, że Centrum Wiesenthala zajmujące się profesjonalnie holokaustem, dalekie będzie od tego typu obrzydliwych przeinaczeń historii”[47].

Sformułowania „polskie obozy” użyła także niemiecka dziennikarka Miriam Hollstein w gazecie „Die Welt”. W artykule „Podróż Asafa dookoła świata”, który ukazał się w tym czasopiśmie w listopadzie 2008 r. opisała ona traumę ojca izraelskiego 16-latka, który zginął w zamachu bombowym samobójcy. Po tej tragedii ojciec umieścił w internecie zdjęcie syna z apelem, by ludzie podróżowali z nim po świecie. Izraelscy uczniowie zawieźli zdjęcie chłopca do muzeum obozu w Majdanku, który autorka określiła „polskim obozem koncentracyjnym”[48]. Po oburzeniu w polskich mediach oraz akcji mailowej artykuł usunięto ze strony internetowej „Die Welt”; ukazały się też przeprosiny autorki, która tłumaczyła się nieuwagą oraz użyciem tego sformułowania w kontekście geograficznego umiejscowienia obozu[49].

W kwietniu 2009 roku sformułowanie „polskie getta” w odniesieniu do gett w okupowanej przez Niemców Polsce zostało użyte w artykule na internetowej stronie gazeta.pl. Sformułowanie to zostało usunięte już po umieszczeniu artykułu w serwisie[50].

W październiku 2010 roku Douglas Martin z „The New York Times” w artykule poświęconym zmarłemu niedawno pionierowi transplantologii Georges’owi Mathé, który był członkiem walczącego z nazistami francuskiego ruchu oporu napisał, że został on „aresztowany i w wagonie bydlęcym wysłany do polskiego obozu koncentracyjnego”[51]. Po protestach Polonii gazeta zamieściła sprostowanie.

Powodem użycia sformułowania „polskie obozy” jest również nikła wiedza historyczna mieszkańców państw zachodnich dotycząca II wojny światowej[55]. W kwietniu 2009 roku, po emisji amerykańskiego filmu o Irenie Sendlerowej emitowanego w USA przez telewizję CBS, amerykański senator republikański Sam Brownback skomentował:

„           „Był wczoraj wieczorem nowy film zrobiony za sprawą grupy uczennic z Kansas (w latach 90, cztery uczennice ze szkoły średniej w Kansas wystawiły wraz ze swym nauczycielem sztukę teatralną o Irenie Sendlerowej, wydobywając jej postać z zapomnienia). Znalazły one panią, która przeszła przez polski obóz koncentracyjny, a właściwie obóz internowania, który zbudowali w mieście, takie slumsy. – Uratowała trochę sierot. To była piękna historia o strasznej sytuacji”[56].”

Wobec faktu, iż władze centralne Rzeczypospolitej Polskiej , Rząd , Prezydent, Parlament oraz wymiar sprawiedliwości zachowują bierność, wobec tej fali kłamstwa to na nas – zwyczajnych obywatelach spoczywa obowiązek obrony zarówno honoru Polski i Polaków jak i czci i pamięci ofiar niemieckiego barbarzyństwa.

Wobec faktu iż nowelizacja  ( z 2016 roku) art. 55a do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu jest prawną fikcją, wobec faktu, że  czołowe stacje niemieckie po tej dacie nadal używają ubliżającego nam sformułowania o „polskich obozach”, a sprawiedliwość żąda nie państwo polskie, ale były więzień obozu zagłady w  Auschwitz – Pan  Karol Tandera.

Nie możemy sobie pozwolić na bierność. Zachowując bierność dajemy nieme przyzwolenie na odczłowieczenie historii, na pomieszanie dobra i zła

Apelujemy do Państwa o aktywne włączenie się w naszą akcję uświadamiającą Polakom jak groźne jest to kłamstwo oświęcimskie.

Spokojnie możemy porównać kłamstwo oświęcimskie do kłamstwa katyńskiego.

Różnej maści obcokrajowcy, być może w zmowie i w porozumieniu szkalują Polskę i Polaków.

Jaki cel ma ta brutalna niegodziwość?

W swoim czasie minister propagandy III Rzeszy Joseph  Goebels mówił” kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.

Na to zapewne liczą ci niegodziwcy.

Nie pozwólmy im na to!

Razem odeprzemy wrogą propagandę, dla dobra Polaki, dla dobra nas i naszych dzieci.

Możecie Państwo u siebie, w swoich miastach, gminach i powiatach umieszczać plakaty i bilbordy z naszym wspólnym przesłaniem.

Możecie Państwo także formalnie oraz rzeczowo poprzeć naszą akcję

Prosimy nawiązywać kontakt w sprawie współpracy pod nr telefonów i adresami mailowymi Rady Koordynacyjnej stowarzyszenia OBURZENI

Z pozdrowieniami

 

Rada Koordynacyjna Stowarzyszenia OBURZENI

Igor Stachowiak

IGOR STACHOWIAK

urodzony 15.11.1991 . Zamordowany , poległy , zmarły [ ?; ! ] w niedzielne przedpołudnie 15 maja 2016.

W niedzielę o godzinie 5 rano nic nie zapowiadało , że na wrocławskim rynku dojdzie niebawem do zdarzeń, które położą się cieniem na polskiej demokracji , która podobno istnieje od 27 lat. Nic nie zapowiadało , że dojdzie do dramatycznych wydarzeń , które doprowadzą do śmierci młodego człowieka a następnie do kolektywnego tuszowania , mataczenia tej ohydnej zbrodni przez kilkunastu policjantów z Komendy Stare Miasto , ich przełożonych z Komendy Miejskiej Policji , Komendy Wojewódzkiej jak i KGP. Co gorsze w ten kryminalny incydent wpisują się także obecni ministrowie i wiceministrowie obecnego rządu oraz prokuratorzy , którzy oficjalnie usprawiedliwiają katów [ jak i popleczników ] Igora Stachowiaka . To tragiczne zdarzenie przypomina śmierć innego młodego człowieka sprzed wielu , wielu lat . Mam tu na myśli Stanisława Pyjasa , który też został pojmany przez funkcjonariuszy państwowych a po kilkugodzinnym pobycie na komendzie już nie żył. Tam też dochodziło do tuszowania , mataczenia i przerzucania winy . Problem w tym , że ten bandycki czyn zdarzył się kilkadziesiąt lat temu i nikt nie przypuszczał , że może [ bardzo podobny ] się powtórzyć teraz . Niestety historia zatoczyła koło i mamy to co mamy . W miejscu w którym każdy obywatel mający skute ręce powinien czuć się bezpieczny [ azyl ] , doszło do mordu ze szczególnym okrucieństwem [ moim zdaniem ] . Proszę sprawdzić na forach, sytuacji podobnych jest sporo.

Zwyrodnialec , który dopuścił się mordu powinien już dawno usłyszeć zarzut z Art. 148. KK Zabójstwo § 2. Kto zabija człowieka , pkt1) ze szczególnym okrucieństwem.

Funkcjonariusze , którzy przyglądali się ba kibicowali tej zbrodni nie zrobili nic ale to nic i są tak samo winni jak zwyrodnialec ” strzelający ” z paralizatora . Dziwnym trafem [ ale niestety jest to standard w takich sytuacjach ] zaginęły wszystkie nagrania z wnętrza budynku Komendy i przez prawie rok czasu wszystko było na najlepszej drodze do zatuszowania tego co funkcjonariusze policji zrobili z IGOREM . Wszyscy odpowiedzialni za śledztwo łącznie z prokuratorem [ prokuratorami ] cały czas utrzymywali Polaków w świadomości , ze nic się nie stało a motyw środków odurzających pojawiał się coraz częściej jak przyczyna śmierci Igora . Niestety to co zostało ujawnione przez redaktora TVN Wojciecha Bojanowskiego [ ciekawe jak długo jeszcze pożyje ] już w piątkowy wieczór 18 maja 2017 wstrząsnęło wieloma ale dopiero za kilka dni ukazał się w miarę obraz funkcjonowania naszego państwa , służb opłacanych suto z naszych pieniędzy . Co poniektórzy politykierzy zaczęli zrzucać pewne sprawy na słabe uposażenia policjantów [ 2200 złotych nawet przez 10 lat ] Niestety po prostu kłamali i wprowadzali opinie publiczną w błąd . Minęło już wiele lat od śmierci Stanisława Pyjasa a metody pozostały takie same . Przy okazji wyszło na jaw wiele innych spraw [ a raczej zostały nagłośnione ] kryminalnych, które zdarzyły się na komisariatach policji oraz morderstw , które dziwnym trafem zostały umorzone [ np. sprawa śmierci J. Brzeskiej sprzed kilku lat ]. Wracając jednak do meritum sprawy [śmierci I.S. ] uważam , ze sprawa rozeszła by się „po kościach” a winowajcy za swój „szlachetny” czyn awansowaliby [ co w kilku przypadkach faktycznie nastąpiło ], gdyby nie rodzina IGORA a przede wszystkim redaktora Bojanowskiego. Jego materiał o śmiertelnej broni zwanej taserem zmienił wszystko. Osobiście po zapoznaniu się z wieloma opiniami uważam , że policjanci biorący udział w psychopatycznym znęcaniu się nad 25 letnim mężczyzną sami nie wiedzieli o istnieniu wewnątrz urządzenia kamery i tylko dzięki jakiemuś dziwnemu zrządzeniu losu nagranie z paralizatora wyciekło na zewnątrz . To ”zaniedbanie ” powinno wielu drogo kosztować . Nadmieniam , że w Komendzie STARE MIASTO zadbano:

  1. o likwidację wszystkich materiałów zbrodni,
  2. o wyciszenie sprawy,
  3. o przychylność ministrów,
  4. o przychylność prokuratorów i komendantów różnej maści a tu „niespodzianka”.

Nagle rozchorował się w USA zastępca KGP i spokojnie w szpitalu w USA czeka na rozwój wypadków . Celowo nie opisuje drastycznych scen z wrocławskiego komisariatu w którym to Igor walczył o życie ale niestety tę walkę przegrał. Dostępność tego jakże drastycznego materiału jest powszechna i każdy kto chce może go oglądnąć . Warto jednak napisać jeszcze o tym co rozgrywało się w niedzielny poranek na wrocławskim rynku po zatrzymaniu Igora Stachowiaka . Odbyła się tam bezprecedensowa , bezprawna akcja policji polegająca na wyłapywaniu osób , które legalnie filmowały „ zatrzymanie Igora”. Po „łapance” uwięziono kilka osób , które przetrzymywano do poniedziałku i poddawano ich w tym czasie torturom psychicznym i fizycznym. Dzisiaj zarówno policja jak i prokuratura przerzucają się odpowiedzialnością w temacie dostępności kluczowego dowodu z miejsca morderstwa . Osobom winnym powinny być postawione zarzuty z .Art. 231.KK Nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza § 1 z Art. KK 233. Fałszywe zeznania § 1a,z Art. 239.KK Poplecznictwo § 1 ,z Art. 240.KK Niezawiadomienie o przestępstwie § 1 , z Art. 246.KK Znęcanie się funkcjonariusza w celu uzyskania oświadczenia

Funkcjonariusz publiczny lub ten, który działając na jego polecenie w celu uzyskania określonych zeznań, wyjaśnień, informacji lub oświadczenia stosuje przemoc, groźbę bezprawną lub w inny sposób znęca się fizycznie lub psychicznie nad inną osobą,
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
 
Oby nie było tak , że psychopaci zostaną zwolnieni [ a nie zdegradowani i zwolnieni ] ale za rok dwa spokojnie wylądują np. w itd. i dosłużą do 5000 emeryturki . Osoby tuszujące , mataczące w tej sprawie powinny być wyrzucone z tych instytucji i do końca swojego życie nie mieć prawa do pracy w jakiejkolwiek państwowej służbie , instytucji etc.

Ryszard D.

 

Działalność polityczna

Działalność polityczna

W Polsce zarejestrowanych jest na dzień dzisiejszy 77 partii politycznych. Jak dużo osób zdaje sobie sprawę z ich różnorodności i ilości. Ambicje politycznego oddziaływania, jak również czysto zaangażowania w politykę nie kryje i faktycznie uprawia wiele stowarzyszeń jak i organizacji innego typu. Ich liczba to już tysiące. Większość zainteresowanych polityką wie, że faktyczny udział i wpływ na wydarzenia w Polsce ma kilkanaście z nich na szczeblu ogólnokrajowym i kilkadziesiąt  na szczeblu lokalnym (gminy, dzielnice,  powiaty). Wielu znajomych twierdzi, że posiadanie kilku milionów złotych pozwoliłoby im na stworzenie czy to partii czy innej organizacji o takim zasięgu, by w wyborach przekroczyć 5% próg  i wprowadzić swoich przedstawicieli do organów wybieralnych na szczeblu krajowym.

Czy to twierdzenie jest prawdziwe?

Działaniem, które mogłem prześledzić od różnych stron, były wnioski o Referenda w sprawie odwołania Prezydent m. st. Warszawy p. Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Pierwsze organizowane przez p. Piotra Guziała okazało się skuteczne w takim stopniu, że do niego doszło. Efekt końcowy nie był sukcesem. Jak duże środki zostały zaangażowane w to przedsięwzięcie wiedzą tylko nieliczni. Jednak, jak szepcą niektórzy, wydano kwoty w milionach złotych. Nasza akcja z próbą doprowadzenia do tego samego referendum była nieskuteczna. Udało się zebrać kilka tysięcy podpisów bez angażowania jakichkolwiek środków finansowych.

Powstanie PiS, PO, Nowoczesnej, Palikot to już tylko pieniądze. Okazało się, że jest to najskuteczniejszy sposób uruchamiania nowego bytu politycznego.

Stowarzyszenie OBURZENI nie ukrywa ambicji politycznych. Do tej pory od początku swego istnienia korzysta tylko ze składek członkowskich i niewielkich darowizn. Jedna powyżej 1 tysiąca złotych w 2015 roku.

Czy nasze działanie jest skuteczne. Do tej pory nie osiągnęliśmy zakładanych celów. Mamy niewielkie sukcesy. Projekt pod nazwą „Referendum o odwołanie HGW” dał nam byt medialny na szczeblu krajowym i kontakt z wieloma środowiskami. Pojedyncze drobne sukcesy w wymiarze pojedynczych osób, które wspieraliśmy  i wspieramy w ich walce z wymiarem niesprawiedliwości w różnych częściach Polski.

Co dalej?

Dużym wyzwaniem jest podjęta przez stowarzyszenie OBURZENI próba zorganizowania Kongresu różnych środowisk w dniu 10 czerwca 2017 roku w Warszawie ul. Miodowa 14. Jest to kolejna próba zintegrowania środowisk w celu wystawiania swoich list wyborczych w nadchodzących wyborach. Zachęcamy wszystkich chętnych do udziału w tym Kongresie. W celu uzyskania szczegółowych informacji lub zgłaszania udziału prosimy o kontakt z Radą Koordynacyjną stowarzyszenia OBURZENI.

Z poważaniem

Jan Szymański – Wiceprzewodniczący Rady Koordynacyjnej

 

 

Bankierzy podbili Polskę?

Bankierzy podbili Polskę?

Jak bankierzy podbili Polskę i świat

(uwagi na marginesie rozprawy prof. Richarda A. Wernera,     Stracone stulecie w ekonomii)*

Jednym z motywów podjęcia przeze mnie studiów historycznych w 1984 r., była świadomość  zakłamania wiedzy o dziejach. Jednak szybko przekonałem się, że jeszcze większe i groźniejsze jest zakłamanie ekonomii, o czym zdecydowanie rzadziej zdawano sobie sprawę.  A mimo to dopiero dziś widzę, że poziom zmanipulowania ekonomii okazał się być znacznie głębszy i trwalszy niż wydawało się nam w czasach PRL i socjalistycznej gospodarki planowej. Okazało się bowiem, że wypaczenie wiedzy ekonomicznej ma źródła nie tylko w komunizmie, ale również w nauce zachodniej, a historię najnowszą należałoby napisać na nowo. Prawdę  tę wykładam na studiach podyplomowych, z dziedziny nowej ekonomii, Nawigatorzy Jutra w  Warszawskiej Szkole Zarządzania – Szkole Wyższej.

Kiedy zaczęła się tzw. transformacja ustrojowa (89/90 r.) strona opozycyjna układu okrągłostołowego zadecydowała w sposób ostateczny o jej kierunku, nie mając najczęściej żadnych ku temu kompetencji, polegając na suflerach podesłanych przez międzynarodowego lichwiarza Geoge’a Sorosa, który uprzednio dogadał sie już z ekipą Jaruzelskiego i Rakowskiego. Teraz należało tylko przekonać ludzi koncesjonowanej przez władzę komunistyczną opozycji do kontynuacji planu. Zadanie nie przysporzyło praktycznie żadnych problemów, ponieważ ekipa nowych decydentów nie myślała w kategoriach patriotycznych lecz lewicowych i kosmopolitycznych. Miała zresztą rodowód komunistyczny a nawet stalinowski. Jej czołowymi przedstawicielami byli: Geremek, Kuroń i Michnik.

Tak bezbronna Polska wydana została na łup międzynarodowej oligarchii finansowej, czego pierwszym przejawem był tzw. plan Balcerowicza  (Sorosa). Jego istota polegała na wykorzystaniu długu jako narzędzia przejęcia najcenniejszych składników majątku narodowego i likwidacji zbędnej z punktu widzenia zagranicznych korporacji konkurencji, jak również wyssaniu z Polski, za pomocą arbitrażu finansowego (sztywny kurs wymienialnego  dolara przy równoczesnym oprocentowaniu lokat złotowych dochodzącym do 100%/rok),  wielu miliardów dolarów oszczędności obywateli.

W archiwum po Michale Falzmannie (odkrywcy afery FOZZ) zachował się dokument potwierdzający układ zawarty  między Sorosem a rządem PRL. Jest to list Sorosa do ministra finansów Andrzeja Wróblewskiego datowany na 31 maja 1989 r., a więc na kilka dni przed kontraktowymi wyborami 4 czerwca. Autor listu kreśli projekt przejęcia polskiego przemysłu i państwowej infrastruktury za długi poprzez powołanie specjalnej instytucji – Agencji Likwidacyjnej. Ten nadrzędny plan był realizowany przez cały okres III RP w nieco innej formie, która była wymuszona przez nieoczekiwany przez komunistów wynik wyborów, a w konsekwencji powołanie rządu Mazowieckiego. Fakt ten spowodował, że trzeba było bardziej liczyć się z tzw. stroną opozycyjno – solidarnościową, której znaczenie od czasu obrad okrągłostołowych znacznie wzrosło.

Niedługo później, 2 lipca 1989 r., w tygodniku Forum ukazał się przedruk z datowanego na 22 czerwca artykułu opublikowanego w dzienniku Financial Times, autorstwa E. Mortimera, J. Lloyda, P. Riddella i L. Barbera. Tekst, który przeszedł bez echa, informował o wstępnej aprobacie wyrażonej przez ekspertów rządu Rakowskiego i Solidarności dla planu George’a Sorosa, który przewidywał reformę gospodarczą opartą o drastyczne oszczędności, wymienialność złotówki i przede wszystkim prywatyzację poprzez przekazanie wszystkich przedsiębiorstw państwowych Agencji Likwidacyjnej, która zreorganizowałaby je w spółki akcyjne, a następnie przekazała 25 – 30% akcji funduszom powierniczym obsługującym zadłużenie kraju. Zarządzający tymi funduszami (z prawem dysponowania akcjami) mieli być mianowani przez wierzycieli. Przejęcie pozostałych 75% – 70% akcji najwartościowszych przedsiębiorstw nie byłoby szczególnie trudne ze względu na gigantyczne przeszacowanie wartości dolara i innych walut w stosunku do złotówki, wynoszące nawet 10 – krotność  (nową politykę walutową zainicjował rząd Rakowskiego wprowadzając w marcu 1989 r.  prawo dewizowe) oraz postponowanie polskiego kapitału tkwiącego w majątku narodowym i zasobach ludzkich.   

Ostatecznie pierwotny projekt powołania Agencji Likwidacyjnej nie został zrealizowany. Jej funkcję w pewnej mierze spełnił kilka lat później Program Powszechnej Prywatyzacji.  

Sam G. Soros w  swojej książce Underwriting democracy, oprócz opisu założenia w 1988 r. Fundacji Batorego oraz spotkań z Jaruzelskim i Rakowskim, stwierdza, że zaproponował wówczas „swego rodzaju makroekonomiczną wymianę długu na akcje polskich przedsiębiorstw”.

Latem 1989 r. po uprzednim przygotowaniu przez Sorosa gruntu do Polski przyjeżdżają jego  emisariusze: Jeffrey Sachs i David Lipton. Zwłaszcza pierwszy z nich odegra znaczącą role we wdrożeniu i uszczegółowieniu planu, który zostanie przedstawiony nowemu premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu i dzięki Waldemarowi Kuczyńskiemu (jedynemu ekonomiście, który rekomendował plan) będzie szybko zaakceptowany. Kuczyński również zaproponuje Leszka Balcerowicza na stanowisko ministra finansów a zarazem twarz i wykonawcę nowej polityki gospodarczej.

Plan Sorosa/Sachsa/Balcerowicza był elementem szerszej koncepcji realizowanej w krajach rozwijających się. Był zgodny z kluczowymi założeniami tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który odzwierciedlał filozofię neoliberalną prowadzącą do neokolonialnej eksploatacji krajów rozwijających się przez globalny kapitał.

Podstawowym celem Konsensusu było narzucenie krajom rozwijającym się (blok postsowiecki i tzw. kraje Południa) otwarcia własnych rynków na przepływ kapitału, towarów i usług z państw Zachodu. Oznaczało to zniesienie ograniczeń w handlu i  swobodę działalności banków, ubezpieczycieli, funduszy inwestycyjnych i innych instytucji finansowych. Dzięki temu międzynarodowy kapitał otrzymał niepowtarzalną szansę na ekonomiczny podbój krajów nieprzygotowanych na stawienie czoła nasilającej się globalizacji. Narzucenie zasad Konsensusu nie było trudne, gdyż kraje wchodzące w orbitę wpływów Zachodu były bardzo zadłużone i dług ten stał się narzędziem szantażu: jeśli nie spełnicie naszych surowych warunków, nie możecie marzyć o jakichkolwiek ulgach w spłatach, a tym bardziej o nowych pieniądzach z MFW czy BŚ.  Tak więc warunkiem przyznania nowych, pilnie potrzebnych budżetowi, kredytów było wasalne  posłuszeństwo. Hipokryzja tej sytuacji polegała na tym, że kraje zachodnie równocześnie chroniły swój rynek i subsydiowały część gałęzi produkcji (np. rolnictwo), a odmawiały tego samego krajom podporządkowanym. Ta asymetria powodowała zalew rynku importowanymi towarami, uderzała w rodzimą produkcje, tworząc bezrobocie. Z kolei w 1989 r. (po uwolnieniu przez rząd Rakowskiego cen żywności i wprowadzeniu nowego prawa walutowego), ze względu na ogromne przeszacowanie wartości walut, nastąpił wykup części towarów rodzimej produkcji, co skłoniło producentów do podnoszenia cen i napędziło inflację wpychając w sferę ubóstwa dużą część społeczeństwa (ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w 1989 r. o 351%). W 1990 r. średnia inflacja wyniosła 600% (wskaźnik jednocyfrowy został osiągnięty dopiero w 1999 r.),  przeciętne płace spadły o 24,6%, realna wartość rent i emerytur o 19%, a dochody netto z rolnictwa na jednego pracującego o 63%. W 1993 r., po kliku latach wprowadzania „reform”, co najmniej 40% społeczeństwa znalazła się poniżej socjalnego minimum egzystencji (w 1989 r. było to 16,6%). 

Konsekwencją wdrażania zasad Konsensusu, w następnych latach, było stopniowe oddawanie kontroli nad finansową, produkcyjną, handlową i medialną infrastrukturą państw oraz utrwalanie systemowych mechanizmów wyzysku. Dotyczyły one zwłaszcza pasożytniczego sektora bankowego. Pierwszym aktem tego zjawiska było wprowadzenie horrendalnego  oprocentowania kredytów, również tych udzielonych wcześniej, co pogwałciło podstawową  zasadę, według której prawo nie działa wstecz. Nastąpiło uderzenie w rolnictwo i państwowy przemysł. Polskie firmy upadały lub płaciły gigantyczny odsetkowy haracz, który następnie poprzez lokaty zamieniane na dolary były wywożone z Polski. Było to pierwsze zastosowanie finansowej broni masowego rażenia i pierwszy spekulacyjny atak na III RP. W takiej sytuacji kapitał zagraniczny mógł z łatwością przejmować polskie przedsiębiorstwa (oblicza się, że średnia cena zakupu stanowiła ok. 10% wartości). Nie rzadko były to wrogie przejęcia celem likwidacji.

Innym czynnikiem ułatwiającym przejmowanie majątku narodowego była walka z inflacją, która umożliwiała duszenie popytu wewnętrznego, co dodatkowo osłabiało polskie, głównie, państwowe firmy i otwierało rynek na import obcych towarów, obniżając konkurencyjność polskiej produkcji. Właśnie pod hasłem walki z inflacją wprowadzono tzw. popiwek, podatek od wypłat ponadnormatywnych wynagrodzeń, który osiągnął stopę 400 -500%. Był on potężnym ciosem zadanym państwowemu przemysłowi, który z założenia był przeznaczony pod młotek. Miał też charakter demoralizujący i sprzyjał wzrostowi bezrobocia, a w szerszej perspektywie był symbolem zaciskania pasa, czyli pierwszej operacji uspołecznienia kosztów przy jednoczesnym sprywatyzowaniu zysków.

Pod hasłami prywatyzacji, liberalizacji i deregulacji dokonywała się akumulacja poprzez wywłaszczenie, przejmowanie aktywów, sfinansowanych częściowo przez kredyty epoki Gierka, a wypracowanych przez kilkadziesiąt lat pracy kilku pokoleń. Przypomina to sytuację kredytobiorcy hipotecznego, któremu bank zabrał częściowo spłacone mieszkanie, które musi dalej spłacać.

Konsensus Waszyngtoński zatem nie był receptą na tworzenie dochodu i bogactwa, lecz sposobem jego redystrybucji.

Konsekwencją procesu zapoczątkowanego tzw. planem Balcerowicza był nie tylko upadek polskiego przemysłu i wyprzedaż najcenniejszych jego składników, przejęcie banków oraz mediów,  ale przede wszystkim narastające zadłużenie, w znacznej części wobec wierzycieli zagranicznych. Dług odziedziczony po PRL (w połowie umorzony) został spłacony dopiero jesienią 2012 r. Jednak znacznie wcześniej zadbano, żeby kraj wpadł w nowe sidła zadłużenia, tym razem o charakterze systemowym. Dawało to gwarancję pogłębiającego się z roku na rok uzależnienia od wierzycieli. W 1997 r. uchwalono Konstytucję, prawo bankowe i ustawę o NBP. Stworzyły one ramy nowej architektury finansowej opartej na oprocentowanym pieniądzu dłużnym emitowanym przez prywatne banki komercyjne. Odtąd państwowy bank centralny nie miał prawa emitować pieniądza na potrzeby gospodarki, która zaczęła się podnosić po hekatombie pierwszych lat transformacji. To prawo otrzymały  (w większości niepolskie) prywatne banki komercyjne, które zaczęły nakręcać spiralę długu wewnętrznego. Państwo nie mogąc korzystać z emisji własnego pieniądza zostało zmuszone do kredytowania się w zagranicznych bankach i międzynarodowych instytucjach finansowych (podobnie jak za czasów Gierka).

Naturą narzuconego Polsce w 1997 r. systemu jest wykładniczy przyrost długu, który staje się szczególnym problemem, gdy tempo rozwoju gospodarki nie dorównuje wzrostowi zadłużenia. W chwili obecnej (oficjalny) publiczny dług Polski jest wielokrotnie większy niż u schyłku PRL. Zadłużenie sektora finansów publicznych osiągnęło 990 mld zł, z czego 80% to dług zagraniczny. 30% całości stanowi dług denominowany w walutach obcych, co generuje potężne ryzyko walutowe. Koszty obsługi zadłużenia (spłaty odsetek) stanowią mniej więcej równowartość rocznych wpływów budżetu państwa z tytułu podatku PIT (w zależności od roku: 30 – 40 mld zł). Roczne koszty braku emisji własnego pieniądza, czyli przyczyny zadłużania się, są natomiast obliczane na kwotę 150 – 200 mld zł, czyli równowartości kilku dziur budżetowych. W takiej sytuacji trudno wyobrazić sobie prowadzenie jakiejkolwiek suwerennej polityki gospodarczej czy zagranicznej, a zwłaszcza polityki niezgodnej z interesami wierzycieli. Gdy nie będziemy dyspozycyjni i posłuszni, wystarczy obniżenie ratingu i wyprzedaż polskich obligacji skarbowych, żeby zachwiać popytem na nowe papiery (potrzeba rolowania długu) i spowodować problemy z płynnością finansową państwa. Taka groźba wisi na głowami każdej ekipy rządowej w Warszawie niczym miecz Damoklesa.

Program wicepremiera Morawieckiego może jedynie sytuację uzależnienia pogłębić, ponieważ zakłada zwiększenie „ubankowienia”, czyli długu, zwolnienie z podatku bankowego obligacji skarbowych, wprowadzenie e-paragonu, wyeliminowanie z obrotu gotówki,  poparcie dla umów TTIP i CETA czy zwiększenie fiskalizmu (jednolity podatek i jednolity plik kontrolny). Zwiększenie zadłużenia zawsze, prędzej czy później, skutkuje przykręceniem śruby podatkowej, która ma wycisnąć pieniądze potrzebne do spłaty wierzytelności.   Szczególnie absurdalny jest pomysł budowania polskiego kapitału przemysłowego w oparciu o zagraniczny kredyt. Plan  Morawieckiego, z pozoru oparty na patriotyzmie gospodarczym, jest logiczną kontynuacją planu Balcerowicza, a przeciwstawianie ich sobie jest grubym nieporozumieniem.

Praktyka polityczna i historia III RP pokazuje, że dług jest podstawowym narzędziem zniewolenia i ekonomicznej dominacji. Fakt ten nie miał do tej pory potwierdzenia i opisu naukowego i był niestety tematem tabu a nie poważnej refleksji. Dopiero rozprawa prof. Richarda Wernera unaoczniła  za pomocą dowodu empirycznego, jak ten system funkcjonuje od strony wewnętrznych, ukrytych, mechanizmów; wyjaśniła, jak pracuje silnik systemu.

Przyjrzyjmy się więc, czym jest, a czym nie jest pieniądz dłużny. Werner w swojej pracy przeanalizował trzy teorie bankowości opisujące mechanizm powstawania kredytu: teorię rezerwy cząstkowej, pośrednictwa finansowego oraz kreacji kredytu. W sposób doświadczalny sfalsyfikował dwie pierwsze i potwierdził prawdziwość trzeciej. Eksperyment Wernera został przeprowadzony za pomocą rzeczywistego oprogramowania księgowego używanego w banku Raiffeisen. Polegał na ręcznym wprowadzeniu do oprogramowania sprawozdawczo – audytorskiego kredytu w kwocie 200 tys. euro, jakby był pomyłkowo pominięty (przez oprogramowanie bieżące) w ostatnich dniach roku, i sprawdzeniu rachunkowych konsekwencji tego faktu. Ponieważ rejestrowana była tylko jedna transakcja, test gwarantował, że wynik nie będzie zakłócony przez inne operacje bankowe. Eksperyment wykazał, że żadne inne standardowe procedury ani operacje nie były potrzebne, aby zakończyć księgowanie kredytu i sfinalizować zapisy na kontach. Inaczej mówiąc, bank do udzielenia kredytu nie potrzebował pozyskania depozytu czy posiadania rezerw. Wymagania kapitałowe i  odpowiednie rezerwy muszą być bowiem zapewnione jedynie w określonych okresach pomiaru i nie są warunkiem wstępnym udzielenia kredytu. Do tego potrzebny jest przede wszystkim podpis klienta na umowie, która warunkuje dalsze operacje rachunkowe: dopisanie kwoty kredytu do aktywów, a następnie stworzenie na taką samą kwotę depozytu kredytobiorcy w pasywach. W ten sposób zwiększa się bilans banku. Nie następuje redukcja żadnych kont, nie następuje transfer środków, co miałoby miejsce w przypadku, gdyby pieniądze rzeczywiście pochodziły z depozytu innego klienta. Depozyty wchodzą w bilans banków, są ich własnością. Deponenci są jedynie wierzycielami. Tak więc teorie  pośrednictwa finansowego i rezerwy cząstkowej są błędne.

Najważniejsze ustalenie Wernera polega na tym, że pojedyncze banki kreują pieniądz poprzez udzielanie kredytu. Nie są żadnym pośrednikiem pomiędzy deponentem a kredytobiorcą, jak twierdzą obydwie odrzucone i sfalsyfikowane teorie. W przypadku prawdziwego pośrednictwa pieniądze klientów stanowią odrębną masę majątkową poza bilansem zarządzającego (np. domy maklerskie, TFI). Fałszywa jest również teza, występująca w teorii rezerwy cząstkowej (mnożnikowa teoria pieniądza), że pieniądz jest kreowany nie przez pojedynczy bank, ale przez cały system bankowy. Twierdzenie takie jest całkowicie nielogiczne, ponieważ jeśli pojedynczy bank nie kreuje pieniądza (jest jedynie pośrednikiem), to tym bardziej nie może tego robić cały system. Dodatkowe potwierdzenie niesłuszności teorii rezerwy cząstkowej stanowi fakt, że w związku z  brakiem skuteczności stosowania stopy rezerwy cząstkowej w polityce monetarnej, niektóre banki centralne odstąpiły w ogóle od jej stosowania (Bank Anglii, Riksbank). 

Podobnie iluzoryczne jest stosowanie wymogów współczynnika wypłacalności jako hamulca akcji kredytowej. Bank bowiem (Werner podaje przykład Credit Suisse) może tworzyć pieniądze celem powiększenia własnego kapitału. Skoro bank tworzy pieniądz w postaci kredytu lub własnego kapitału, to oznacza, że jest on  elementem gry rynkowej, czyli towarem. Nie jest więc neutralną infrastrukturą niezbędną do prawidłowego funkcjonowania rynku. Zakłóca to podstawową zasadę stanowiącą o uczciwości wolnego rynku – równość stron uczestniczących w wymianie gospodarczej. Rynek staje się w ten sposób iluzją, fałszywką, która odznacza się głęboką nierównowagą w stosunkach gospodarczych premiując banki kosztem pozostałych uczestników gospodarki rynkowej, a właściwie pseudorynkowej. Bank tworzący swój własny kapitał jest wyjątkowo groźny dla systemu, ponieważ może skutecznie obchodzić rygory narzucone przez regulatora i tworzyć pieniądz kredytowy bez ograniczeń.

Towarowa postać pieniądza tworzy nową, nieznaną wcześniej, jego funkcję – spekulację, która jest obecnie dominująca w stosunku do opisanych dawno przez ekonomię trzech innych funkcji: transakcyjnej, wartościującej i tezauryzacyjnej. Dlatego właśnie we współczesnym świecie jedynie 0,2 % ogółu wyemitowanego pieniądza służy obsłudze realnej gospodarki (transakcje handlowe: zakup towarów i usług, produkcja). Reszta jest narzędziem spekulacji na akcjach, walutach, towarach, surowcach czy z wykorzystaniem instrumentów pochodnych. Ta dysproporcja daje obraz skali patologii dotykającej globalną gospodarkę, która stała się kasynem zarządzanym przez nieliczną oligarchię finansową. W kasynie tym na z góry przegranej pozycji znajdują się państwa, narody, przedsiębiorcy i obywatele.

W kasynie tym „produkuje” się bańki spekulacyjne, cykle koniunkturalne, inflację, deflacje, bankructwa i bezrobocie. Nieodłącznie  towarzyszy im transfer zysków i realnych dóbr do właścicieli pieniądza i ubożenie większości populacji. Współczesne niewolnictwo polega na pracy przymusowo wynagradzanej imitacją pieniądza, który jest najbardziej wyrafinowanym narzędziem wyzysku i eksploatacji w dziejach ludzkości.  W systemie tym, niczego nieświadomy, niewolnik opłaca swojego pana, bo jest zmuszony do posługiwania się oprocentowanym pieniądzem dłużnym. Pasożyt dla większości jest niewidzialny. Odczuwalne są za to skutki jego działalności, fałszywie definiowane przez ekonomię jako naturalne zjawiska występujące w gospodarce wolnorynkowej (np. cykl koniunkturalny, inflacja). Narzędziem i ofiarą pasożyta jest również państwo, które aby spłacać ciągle powiększający się dług, dociska obywateli podatkami i daninami, lądującymi na końcu w kieszeniach bankierów. 

W tym kontekście należy sobie zadać pytanie o sens istnienia giełd papierów wartościowych, które z założenia powinny dawać wiarygodne wyceny aktywów, głównie akcji.  Jednak nie jest to możliwe, kiedy pieniądz jest „produkowany” (przez prywatne banki) jak każdy inny towar; z tą różnicą, że praktycznie bez żadnych ograniczeń, bo bezkosztowo (metodą księgową). W ten sposób akcje stają się oderwanym od rzeczywistości przedmiotem hazardu i spekulacji.  

W tym świetle należy inaczej spojrzeć na przemiany, które dokonywały się w Polsce od 1989 r.  Dowód Wernera pokazuje bezsens zewnętrznego zadłużania się krajów rozwijających się, którym wmówiono, że oszczędności są konieczne dla inwestycji i rozwoju gospodarczego. Oszczędności na początku transformacji było w Polsce, swoją drogą, sporo. Niestety zostały one wydrenowane przez plan Balcerowicza (poprzez rabunek dewiz i inflację) otwierając pole dla kapitału zagranicznego. Pojawił się więc argument o potrzebie finansowania rozwoju długiem zewnętrznym. Ta filozofia pokutuje niestety do dzisiaj, skazując kraj na archaiczne i przeciwskuteczne modele wzrostu (plan Morawieckiego). Nieporozumienie polega na tym, że kredyt i kapitał pochodzący z Zachodu jest pieniądzem fikcyjnym, wykreowanym w sektorze bankowym (również ten kreowany przez zachodnie banki w Polsce). Spełnia jednak swoją funkcję transakcyjną, ponieważ brak jest suwerennego, emitowanego w kraju, środka płatniczego. Niesie to wiele negatywnych konsekwencji ekonomicznych:

  1. Utrwala patologiczną sytuację istnienia 40% luki nabywczej, która zmusza społeczeństwo do zadłużania się. Luka nabywcza to dysproporcja między wielkością PKB a popytem wynikającym głównie z dochodów generowanych w kraju. Dochody osiągane przez obywateli nie wystarczają na wykupienie owoców ich własnej pracy – 40% dóbr i usług powstających w Polsce.
  2. Skazuje państwo, społeczeństwo i przedsiębiorców na dźwiganie garba odsetkowego (pieniądz jest długiem).
  3. Podnosi znacząco ceny w różnych segmentach rynku (np. w budownictwie mieszkaniowym udział odsetek w cenie metra kw. dochodzi do 70%).
  4. Wzmaga fiskalizm, ponieważ państwo musi spłacać odsetkowy dług, a jedynym źródłem środków na spłaty są podatki.
  5. Powoduje drenaż krajowych zasobów i bezustanną ucieczkę realnego kapitału za granicę (transfer odsetek i dywidend banków, funduszy inwestycyjnych oraz zysków innych firm zagranicznych w Polsce).
  6. Stwarza poważne zagrożenie kursowe, ponieważ zagraniczne długi są w znacznej części denominowane w walutach obcych, a na rynku wewnętrznym sprzedawane są kredyty indeksowane do walut i instrumenty pochodne dla przedsiębiorstw, np. opcje walutowe. Można więc bez żadnej przesady stwierdzić, że wszyscy jesteśmy „frankowcami”.

 Zadłużenie jest „…okrutnym podstępem wobec krajów rozwijających się: w wielu, jeśli nie w większości przypadków, sytuacja tych krajów byłaby lepsza, gdyby w ogóle nie brały pożyczek z zagranicy.”* Podstęp ten polegał m.in. na tym, że pieniądze, które stworzyły problem globalnych długów nigdy nie weszły na rynki krajów rozwijających się. Podobny mechanizm występuje, gdy NBP emituje pieniądz bazowy. Następuje to w oparciu o rezerwy walutowe, za które równocześnie kupuje obligacje dolarowe czy eurowe (obligacje stanowią ponad 80% rezerwy). W ten sposób waluty wracają do miejsca pochodzenia. Innym przykładem są dotacje unijne. Za brukselskie euro również dokonuje się zakupu obligacji państw zachodnich. Więc i w tym przypadku waluta wraca do miejsca pochodzenia, a w oparciu o aktywa w postaci obligacji emituje się złotówkę. Analogiczna sytuacja ma miejsce, gdy rząd sprzedaje obligacje denominowane w walutach. Efekt jest taki, że aby emitować (z resztą w bardzo ograniczonej ilości) własny pieniądz należy zostać, na bardzo niekorzystnych warunkach, wierzycielem państw zachodnich. Różnica w oprocentowaniu polskich i zagranicznych papierów skarbowych powoduje, że rocznie tracimy z tego tytułu ok. 10 mld zł. Można powiedzieć, że waluty, poprzez instytucję rezerwy banku centralnego, spełniają funkcję swego rodzaju kagańca emisji suwerennego pieniądza.

„Dolary, które stworzyły problem długów Trzeciego Świata, nigdy nawet nie weszły na rynek tych kredytowanych krajów. Gdy te waluty są wymieniane przez kraje rozwijające się na krajowe waluty, skutkuje to jedynie wzrostem kredytu tworzonego przez krajowy system bankowy, denominowanego w walucie narodowej. Jest to jednak coś, co kraj rozwijający się może zorganizować bez konieczności pożyczania z zagranicy w ogóle.

Tak więc rada, aby pożyczać z zagranicy była udzielana głównie przeciwko interesom krajów rozwijających się: naraziła ona te kraje na ryzyko kursu walut zagranicznych, co często prowadziło do wzrostu długu i nadmiernego odpływu odsetek od wszelkich otrzymanych pożyczek. Doprowadziło to do takich „rozwiązań” tego problemu, jak zamiana długu na akcje, i przekazywanie majątku narodowego zagranicznym kredytodawcom.”*

Dodajmy, że ta zamiana, co widać na historycznym przykładzie Polski, nie była tylko logiczną konsekwencją wpadnięcia w spiralę długu, ale celowym i zaplanowanym z premedytacją działaniem.

Możemy w tym miejscu zapytać: dlaczego o dłużnym neokolonializmie tak niewiele się mówi i pisze? Dlaczego tak mało ludzi ma jego świadomość? Dlaczego społeczne rozumienie kwestii pieniądza uległo pogorszeniu, a nauki ekonomiczne nie tylko nie zrobiły postępu, ale w ostatnim stuleciu uwsteczniły się? Pierwsze wyjaśnienie dotyczy obszaru metodologii w naukach ekonomicznych – „Ekonomia klasyczna i neo – klasyczna, które dziś dominują, wykorzystują metodę dedukcyjną: nieprzetestowane aksjomaty i nierealistyczne założenia są tu podstawą do formułowania teoretycznych światów, które są wykorzystywane do przedstawiania określonych „wyników”. … Metodologia dedukcyjna wyjątkowo nadaje się do manipulacji poprzez to, że bazuje na aksjomatach i założeniach, które można zmieniać w dowolnym momencie w celu uzyskania wstępnie określonych, pożądanych rezultatów i w celu uzasadnienia faworyzowanych politycznie zaleceń.”* W ten sposób dochodzimy do drugiego, zdecydowanie donioślejszego, wyjaśnienia, które dotyczy obszaru wielkich interesów i polityki. Werner sugeruje wyraźnie, że mamy tu do czynienia ze świadomym działaniem wielu ekonomistów. Szukając źródeł takiego stanu rzeczy, należy wskazać na międzynarodowe banki, banki centralne czy prywatnie finansowane think tanki. Nie przypadkiem temat kreacji pieniądza kredytowego stał się prawdziwym tabu. Zwłaszcza publikacje banków centralnych należy uznać za tendencyjne i zaciemniające obraz, a tzw. Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii (faktycznie nagroda Riksbanku im. Alfreda Nobla – bardzo sprytny zabieg PR) nie jest przyznawana zwolennikom bankowej teorii kreacji kredytu. Wręcz przeciwnie, wielu laureatów nagrody szwedzkiego banku centralnego było aktywnie zaangażowanych w ukrywanie prawdy o kreacji pieniądza.

Mimo kategoryczności swych tez Werner nie odrzuca metody kreacji pieniądza ex nihilo. Nie potępia jej moralnie. Stwierdza jedynie, że kredyt powinien być tworzony przez rodzime  banki celem wspomagania produkcji i realnej gospodarki, aby osiągnąć bezinflacyjny, nie obarczony cyklicznością, stabilny rozwój pozbawiony kryzysów. Dlatego banki centralne powinny prowadzić politykę regulacyjną ukierunkowaną na ograniczanie kredytu, który nie przyczynia się do wzrostu PKB (tzw. wytyczne kredytowe) oraz kontrolować ilość i jakość kredytu w gospodarce. Werner przewiduje również możliwość pożyczania pieniędzy przez rządy od banków centralnych (analogicznie jak w koncepcji emisji suwerennego pieniądza). Taki sposób finansowania wydatków budżetowych umożliwi zwiększenie podaży pieniądza, wzrost PKB i wynikające z tego zwiększenie wpływów podatkowych. Nowy pieniądz da bowiem możliwość wykorzystania niespożytkowanych zasobów produkcyjnych, materiałowych, ludzkich oraz zaspokojenie wielu uśpionych potrzeb. Pozytywnym przykładem podanym przed autora są Niemcy, gdzie ukształtowała się korzystna struktura sektora bankowego: wiele rodzimych banków, które działają niezarobkowo. Są to głównie, będące własnością gmin, banki komunalne. Takie rozwiązanie mogłoby również przysporzyć wiele korzyści polskiej gospodarce. Jednak, jak do tej pory nad Wisłą nie powstał ani jeden tego typu bank!

Piotr Robert Jankowski

_________________________________________________________________________

*Richard A. Werner, Stracone stulecie w ekonomii: trzy teorie bankowości i niezbity dowód,    Wydawca – Fundacja Jesteśmy Zmianą, Warszawa 2016 r.

Post prawda

Post prawda

Żyjemy w świecie zmian. Coś co miało być jednym z punktów stabilnych w naszym świecie PRAWDA traci swoje pierwotne znaczenie. W świecie polityki, świecie biznesu, relacji międzyludzkich prawda przestała istnieć. Istnieje informacja, która służy osobie ją tworzącej lub zleceniodawcy jej stworzenia.

Dowody takiego pojmowania prawdy to brexit.  

Politycy optujący, namawiający, prowadzący kampanie na rzecz wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej po osiągnięciu sukcesu uciekają od odpowiedzialności za swoje czyny i opinie.

To kampania wyborcza na Prezydenta USA.

Tworzenie informacji, przez różnych uczestników tej kampanii tylko w jednym celu sukces wyborczy za wszelka cenę. Wykorzystanie każdego dostępnego środowiska, materiału, nawet wrogów swojego państwa. Cel ponad wszystko.

To działania PO w czasie swoich rządów. Wchodzenie, w ostatnich tygodniach, w ten sam kierunek PiS. Wicepremier zapowiedział, że PiS będzie rządził co najmniej 3 kadencje. Że to jest cel, któremu podporządkowane zostaną wszystkie działania widzimy w ostatnich dniach. Weto Prezydenta do ustawy o zgromadzeniach. Kunktatorstwo po 16 grudnia. Wiele innych drobniejszych wypowiedzi i działań. Działania podjęte przez PiS w sprawie Prezydent m. st. Warszawy. Tak naprawdę nie podjęto żadnych działań, pozwalając rządzić Pani HGW do końca kadencji.

Większość znanych mi młodych ludzi nie korzysta z telewizji. Wiedzy o współczesnym świecie poszukują w internecie. Nie zdają sobie sprawy, że internet jest medium, gdzie jest wszystko.

Czy mają chociaż podstawy by stwierdzić to jest prawda a to kłamstwo?

Króluje prawda służąca czyimś celom. Czy nie da się nic z tym zrobić?

Obserwuję reakcje ludzi na różnego rodzaju zachowania i działania kierowników, prezesów, administratorów. Grupowe oceny ich decyzji są bliskie prawdzie. Tzn. bardzo trafnie oceniają skutki dla nich działań poszczególnych osób, polityków, partii.

Jak zawsze przegięcie w jednym kierunku w konkretnym czasie powoduje powrót do zachowań przeciwnych. Skoro żyjemy w czasie post prawdy to zbliża się czas, gdy prawda będzie podstawą oceny polityka, działacza, prezesa, kierownika.

NORMALNOŚĆ

NORMALNOŚĆ pojęcie istniejące w dzisiejszych czasach?

Normalność nie jest jednoznacznym pojęciem dla wszystkich. Czy często spotykamy się z normalnością w życiu codziennym? Niestety nie. Przykład ostatniej kampanii prezydenckiej w USA, gdzie wszystkie chwyty oraz włączenie się zewnętrznych sił pokazuje, że normalnymi działaniami osiągnąć sukces jest bardzo trudno.

Czy niemożliwe?

Przykład normalnego zachowania i podejścia do swoich obowiązków z naszego podwórka. Trener Legii Warszawa p. Jacek Magiera, którego sposób zachowania opisał w krótkich słowach Stefan Szczepłek „Panowała opinia, że magister historii – nie palący, rzadko przeklinający, , niedzwoniący do „Fryzjerów”, nieubliżający zawodnikom, nieszalejący przy linii bocznej , niewymuszający na sędziach decyzji korzystnych dla Legii, niezabiegający o swój wizerunek w mediach, niepodlizujący się ultrasom – nie pasuje do tych czasów i kariery nie zrobi. Właśnie robi i to w tempie do tej pory w polskiej piłce nie widzianym.” Wszystkie opisane zachowania nie są normą zachowań trenerów w polskiej piłce nożnej. Dalej dziennikarz opisuje pozytywne skutki działań trenera Magiery dla wszystkich zainteresowanych „Ultrasi” zadowoleni, Władze klubu zadowolone, finanse podreperowane, nawet Prezydent RP ogrzewa się w blasku sukcesów Legii.

Czy „nienormalne” w obecnej rzeczywistości a normalne w odczuciu zwykłych  ludzi zachowanie Jacka Magiery doprowadziło do tych sukcesów.  Jeżeli nie ma się wiedzy jak własne zachowania wpływają na pracę innych, sukcesów nie będzie. Normalne zachowanie trenera prowadziło do usunięcia zadrażnień pomiędzy zawodnikami, które powstały na bazie braku prawidłowej oceny pracy poszczególnych zawodników. Poprzedni trener ustawiał skład według swojego widzimisię, nikt nie znał klucza. Piłkarze stracili motywację do pracy a z czasem zaczęli robić na złość trenerowi. Magiera będąc zawodnikiem, trenerem w Legii znał od „podszewki” działania, jakie mogą zmienić grupę niesfornych chłopaków w zgrany zespół dążący do sukcesu na arenie międzynarodowej. Te działania skutecznie realizuje zachowując się normalnie.

Po co ten wywód.

Czy budowanie zespołu, ma przełożenie na politykę i ocenę działań poprzedniego rządu PO-PSL i obecnego PiS-u.

Pod poprzednimi rządami większość Polaków czuła, że dzieje się źle. Często nie wiedzieliśmy w jakim elemencie ten rząd popełnia błędy a może działa celowo by zniszczyć Polskę.

Patrząc na wiele działań Rządu PiS można wskazać pojedyncze płaszczyzny rządzenia, gdzie powielano błędy zachodnich rządów. Najłatwiej powielać zachowania innych o ile się sprawdziły. Ekipa PO-PSL sądziła, że powiela sprawdzone dobre schematy. Nasze opóźnienie w negatywnych reakcjach na błędne decyzje powinno im pozwolić na wprowadzenie korekt. Tak się nie stało.

Czy PiS robi lepiej. Patrząc na sondaże oraz słuchając opinii przeciętnego Kowalskiego to tak. Sztandarowym programem 500+ zdobyli sobie zaufanie olbrzymiej części polskiego społeczeństwa.

Naruszeniem nietykalności pracowników wymiaru sprawiedliwości  (sędziów, prokuratorów, mecenasów)  pokazali, że można ten zaklęty krąg rozerwać. W tym zakresie nie ustrzegli się błędów, postępowanie w sprawie  Trybunału Konstytucyjnego jest tego przykładem.

To daje im dużą przewagę w dalszej walce politycznej. Kolejny punkt, gdzie poczucie normalności wraca w życiu publicznym na swoje miejsce. Za takie działania dostają nagrody w postaci zaufania wyborcy.

Niestety mają swoją „piętę achillesową”, polityka gospodarcza państwa. Ten element stanowi największe zagrożenie dla nich samych jako partii rządzącej, jak dla Polski jako państwa. Pamiętam działania ś.p. Lecha Kaczyńskiego jako Prezydenta m. st. Warszawy. Niestety zostaje powielane wiele negatywnych schematów działania w gospodarce, które zauważyłem wtedy.

Tak sprzyjających okoliczności zewnętrznych, by prowadzić  swoją politykę, bez wtrącania się innych, nie miał do tej pory żaden rząd od 1989 roku.