Archiwa tagu: Robert Gębura

Roberta Gębury list otwarty do Ministra Zbigniewa Ziobry

 

Roberta Gębury list otwarty do Ministra Zbigniewa Ziobry

 

Police 4lipca 2018

LIST OTWARTY DO MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI I

ZAWIADOMIENIE O MOŻLIWOŚCI POPEŁNIENIA PRZESTĘPSTW

 „Przestępstwo może zostać popełnione tylko umyślnie, w zamiarze bezpośrednim, przy czym konieczne jest, by sprawca działał w celu przywłaszczenia rzeczy, tzn., by chciał postępować z nią tak, jak właściciel, uzyskać nad nią trwałe władztwo. Niekoniecznie musi dążyć do tego, by włączyć rzecz do swojego majątku. Kradzież jest popełniona także wtedy, kiedy sprawca pragnie ukradzioną rzecz np. podarować innej osobie.” – definicja kradzieży – Wikipedia

                                                                                              

               Minister Sprawiedliwości

Zbigniew Ziobro

Wiceminister Sprawiedliwości

Patryk Jaki

wnioski@ms.gov.pl

CBA

sygnal@cba.gov.pl

Nadawca

Robert Gębura

pkracy@go2.pl

               

 

Szanowni Państwo,

zakładając, że zadaniem RP nie jest pozbawianie Polaków domów, pracy i wynagrodzenia, niepokojące jest, że liczna grupa urzędników państwowych dokłada wszelkich starań, aby obywatel był bezdomny, bezrobotny i pozbawiony wynagrodzenia za pracę którą uczciwie wykonał w sytuacji kiedy posiada kilka mieszkań, mnóstwo pracy oraz wypracowane już dawno pieniądze. Urzędnicy bezprawnie blokują mi od lat możliwość zamieszkania we własnym domu, zabraniają wykonywać legalną pracę i nie pozwalają otrzymać wypracowanych pieniędzy. Jeszcze bardziej niepokoi że urzędnicy pragną już od ośmiu lat pozbawić mnie wolności w zakładzie psychiatrycznym lub w więzieniu za to tylko, że uporczywie nie godzę się na rabunek mojego mienia. Najbardziej natomiast niepokoi, że wielokrotne przywracanie przeze mnie sytuacji do zgodnej z obowiązującym prawem było celowo torpedowane przez wszystkie organy mające stać na jego straży. Powiem to wyraźnie: policja, prokuratura, sądy oraz urzędnicy wielokrotnie łamali obowiązujące prawo po to, aby uniemożliwić mi jego przestrzeganie. Robią to z premedytacją od długich lat aby pozbawić mnie środków do życia i dachu nad głową.

Proszę zatem w imieniu własnym o jasną odpowiedź na zasadnicze pytanie:

Czy grasujące na terenie całej Polski adwokacko-sądowo-policyjno-komornicze mafie mieszkaniowe działają za przyzwoleniem najwyższych władz państwowych, czy rabują majątek Polaków na własną rękę, posiadając doskonałe mechanizmy skutecznego spławiania nawet najwyższych organów władzy państwowej?

Mimo niezliczonych nieporozumień z organami państwa, które gorliwie zatruwają mi życie pozdrawiam serdecznie i zawiadamiam, że bardzo źle się dzieje w Państwie Polskim na jego zachodnich rubieżach. O ile bowiem kamienice w Warszawie kradnie się elegancko, z poszanowaniem prawa oraz udziałem prawników wszechstronnie wykształconych w złodziejskim fachu, to na zachodnich krańcach naszego kraju już nie jest tak sympatycznie. Podczas kiedy w Warszawie ofiar prawie nigdy nie pali się żywcem, tu nieruchomości kradnie się niemal wyłącznie po trupach. Tutejsi stróże prawa zajmują się łamaniem go i wrabianiem obywateli w zmyślone przestępstwa. Eleganckich kradzieży tu nie ma. Opryskliwe mordy wydziera się na okradanych jak na afrykańskim jarmarku i jest to nie do przyjęcia, bo dzieje się w centralnej Europie. Chamstwo i buta towarzyszące kradzieżom mieszkań są już na tyle zuchwałe, że po kilkunastu latach użerania się z miejscowymi przestępcami skończyły mi się już dawno uprzejme określenia ich poczynań. Im już się nie chce nawet dokumentów fałszować jak należy i robią to prymitywnie i nieudolnie. Praworządność tu nie istnieje. Stróże prawa je łamią a wyroków sądowych nikt z przestępców nie bierze na poważnie i nie respektuje. Paramilitarna banda zdziczałych milicjantów od dawna terroryzuje mieszkańców na miejscowej komendzie, gdzie urządziła sobie bandycką melinę, z której robi coraz częstsze wypady rabunkowe na okolicznych mieszkańców. Biją ludzi, wywożą do lasu, zastraszają, wrabiają, wymuszają przyznanie się do winy, biorą udział w prowokacjach i tuszują prawdziwe przestępstwa.

Szanowni Państwo, niniejsze pismo to również zawiadomienie o możliwości popełnienia bardzo licznych przestępstw i żądam pilnego ich rozpatrzenia, ponieważ niektóre nie budzą nawet cienia wątpliwości, a mimo to za kilka tygodni wiele z nich zacznie się przedawniać – do czego usilnie dąży od lat miejscowa grupa przestępcza. Nie wolno do tego dopuścić ze względu na moje interesy, dobro publiczne oraz praworządność.

Przestępstwa te to: kradzieże, fałszywe oskarżenia, oszustwa na moją szkodę, oszustwa na szkodę organów podatkowych i skarbowych, oszustwa sądowe, szantaż, fałszerstwa dokumentów, nagminne nierespektowanie prawomocnych postanowień i wyroków sądowych, preparowanie nieprawdziwych faktur vat, unikanie płacenia podatków, korupcja, składanie fałszywych zeznań, ukrywanie lub niszczenie dowodów niewinności, preparowanie fałszywych dowodów rzekomej winy, monumentalne marnotrawstwo środków publicznych poprzez inicjowanie wieloletnich zbędnych postępowań sądowych i administracyjnych, wymyślanie przestępstw, zaniechania działań na szkodę państwa i obywatela, prowadzenie bez wiedzy strony postępowań, podejmowanie bezprawnych decyzji na podstawie nieprawdziwych zarzutów, gang stalking – czyli zorganizowane nękanie, zastraszanie, akty dewastacji mienia o znacznej wartości, bezprawne przywłaszczenie mieszkań, kradzieże kluczy, kradzieże prądu, kradzieże wody, fałszowanie protokołów z rozpraw, niezgodne z prawem postanowienia, decyzje i wyroki, nakłanianie świadków do składania fałszywych oskarżeń, nakłanianie świadka do zmiany zeznań, udostępnianie danych osobowych i adresów świadków osobom nieupoważnionym do wglądu w akta prokuratora, akta sądowe i akta administracyjne, aby świadków zastraszać lub nakłaniać do fałszywych zeznań, nieuszanowanie tajemnicy śledztwa oraz tajemnicy lekarskiej, tuszowanie kradzieży, oszustw i bezprawnego pozbawiania wolności, ukrywanie dowodów sądowych, zaszczuwanie i osaczanie ludzi na śmierć w celu przejęcia po nich nieruchomości, bezpośrednie przyczynienie się do morderstwa niewinnej osoby, nielegalne prowokacje, sfingowanie egzekucji komorniczej, nielegalne zameldowanie osób nieupoważnionych na pobyt stały pod fikcyjnym adresem, niszczenie i ukrywanie dokumentów urzędowych, notoryczne kreowanie fikcyjnych długów w sądach celem rabunku mienia jako rzekomej wierzytelności, świadome wprowadzanie w błąd Ministra Sprawiedliwości oraz Premier, samowole budowlane, tuszowanie samowoli budowlanych, preparowanie stwierdzających nieprawdę dokumentów, bezprawne pozbawianie wolności staruszki ograbionej z mieszkań oraz tuszowanie tego wszystkiego co powyżej przez wymiar sprawiedliwości, urzędników państwowych oraz organy ścigania Rzeczpospolitej Polskiej działające w województwie Zachodniopomorskim. Jeśli zaś chodzi generalnie o wrogie obywatelom działania Urzędu Miasta Police – to po zapoznaniu się z jego dorobkiem zachodzi uzasadnione podejrzenie, że jest to niemal w całości organizacja przestępcza. Wszystkie przestępstwa podkreślę w niniejszym piśmie po to, aby któreś Państwa uwadze nie umknęło i żądam niedopuszczenia do ich przedawnienia oraz ścigania i ukarania sprawców. Zgłaszam to wszystko licząc na zdecydowaną reakcję ze strony władz zanim dojdzie do przedawnienia wielu przestępstw, którymi nie chciały się nigdy zająć lokalne organy ścigania i urzędy z tego powodu, że siedzą w nich po same uszy.

Szanowni Państwo, jak widać trochę tego jest ale proszę się nie przejmować ilością, bowiem to tylko streszczenie. Skrót telegraficzny tego co urzędnicy wytworzyli. To daje pogląd ile bezprawia udało się już dokonać. A wytwarzają w dalszym ciągu… pracują non stop i niestety nie są to pszczółki lecz karaluchy.

Kamienicę wartą ponad milion, którą sfinansowałem w ponad 95 %, usiłuje nieuczciwie przejąć lokalna mafia mieszkaniowa. „Wkład” oszustów w ten nowy budynek wynosi niecałe dwa tysiące złotych. Plus mnóstwo fałszywych rachunków i faktur nie mających pokrycia w niczym. Jak tylko się zorientowałem co do zamiaru oszustwa złożyłem do sądu wniosek o zniesienie współwłasności z nieuczciwą współwłaścicielką. Ujawniłem na pierwszej rozprawie w 2015 roku bezsporne dowody oszustwa – zostały natychmiast zatuszowane a mój proces umarł śmiercią naturalną. Protokoły z rozpraw są fałszowane, proces celowo przewleka się w nieskończoność i już trzeci rok trzech biegłych rzeczoznawców nie dokonało skutecznej wyceny tej nieruchomości. Trzy lata i nie ma normalnej wyceny budynku tylko działania na zwłokę. Nie ma wyceny nieruchomości Szanowni Państwo, ponieważ tam po prostu nie ma czego wyceniać, jeśli chodzi o „nakłady” oszustów. Mój proces umarł sobie zatem i już prawie dwa lata nic się w nim nie dzieje ale żeby nie było nudno natychmiast po ujawnieniu przeze mnie tego mieszkaniowego szwindla, przeciwko mnie wszczęto natychmiast mnóstwo nerwowych postępowań, w których udowadniam już trzeci rok nie bycie wielbłądem. Zasypano mnie fałszywymi oskarżeniami. Jeśli mnie pamięć nie myli było to osiem pozwów cywilnych, jeden wniosek o umieszczeniu mnie w psychiatryku oraz jeden akt oskarżenia – tak na wszelki wypadek – gdybym nie został spsychiatryzowany to wówczas wrzucą mnie do więzienia. (Wyrok zapadnie w lipcu bieżącego roku).

Te zawiadomienie przyniesie również odpowiedź na przedmiotowe pytanie wszystkim pokrzywdzonym Polakom, których spotkała podobna sytuacja, aczkolwiek nie sądzę aby kogoś spotkała taka jak moja kumulacja.

Szczególnie jednak polecam ten list otwarty uwadze mieszkańców Polic, bo napisałem go w ich jak najlepiej pojętym interesie. Każdy mieszkaniec mojego miasta powinien wiedzieć jak naprawdę wygląda życie w „Gminie Przyjaznej”… złodziejom, oszustom, bandytom i oszczerczym donosicielom.

 

UZASADNIENIE

                Szanowni Państwo, sztuczne kreowanie fikcyjnych długów w polskich sądach to cały sens i motor działania setek działających od kilkudziesięciu lat na terenie kraju grup przestępczych, czyli powiązanych z organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości pospolitych mafii mieszkaniowych. Przestępcy nie mogliby skutecznie rabować nieruchomości, gdyby nie mieli swoich ludzi w organach ścigania, administracji i sądownictwie. W każdej mafii mieszkaniowej zawsze występują przecież: policjanci, sędziowie, urzędnicy, prokuratorzy, notariusze, adwokaci, etc. Nie inaczej jest w Policach. O tym jak bardzo są zawzięci miejscowi przestępcy, aby okraść człowieka z jego własności, pozbawić go środków do życia i wyrugować z własnego domu mówi dobitnie mój przypadek.

Nazywam się Robert Gębura mieszkam sobie w oplu i od kilkunastu lat jestem okradany i niszczony przez lokalną mafię mieszkaniową w Policach, województwo Zachodniopomorskie. Oszukiwany zaś przez wymiar sprawiedliwości jestem już drugą dekadę. Urzędnicy państwowi sprawili, że jestem bezdomny, bezrobotny i pozbawiony środków do życia pomimo iż nie posiadam żadnych długów, żadnych wierzycieli, doskonale radzę sobie w życiu i posiadam budynek wielorodzinny wybudowany pod klucz. Budynek, który stworzyłem przez ostatnie 10 lat aby zapewnić dla siebie i mojej rodziny dach nad głową i środki do życia. Aby przejąć bezprawnie tę kamienicę lokalna ośmiornica już od dawna czyniła przestępcze działania i na jeden dzień przed zakończeniem robót budowlanych nielegalnie sparaliżowała mi możliwość prowadzenie pracy i korzystania z dachu nad głową wypracowanego w pełnej zgodzie z obowiązującym prawem. Zrobiono to w momencie, kiedy cały majątek włożyłem w tę inwestycję – na dosłownie jeden dzień przed formalnym zgłoszeniem budynku do użytkowani. Fałszywymi oskarżeniami uniemożliwiono mi jego normalne oddanie do eksploatacji. To było dwa lata temu. Później nielegalnie zabroniono mi nawet ochrony mojego majątku a nawet prawomocnie nakazano udostępnić go wielokrotnym przestępcom, którzy od lat mnie uporczywie dręczą. A ci, korzystając z parasola ochronnego miejscowych organów ścigania, urzędów oraz wymiaru sprawiedliwości niszczą systematycznie mój dorobek życia i samo życie również. I robią to na niebywałą skalę. To jest po prostu gang stalking, czyli zorganizowane nękanie i jego celem jest doprowadzenie mnie do ruiny, problemów natury psychicznej, ewentualnie samobójstwa. Na dzień dzisiejszy już udało im się doprowadzić do tego że nastąpił całkowity zanik subtelnego słownictwa i nie jestem już w stanie uprzejmie tego bandyckiego warcholstwa określać. Zrujnowali mi także zdrowie.

Oni nie respektują żadnych autorytetów, żadnych przepisów, żadnych praw, konstytucji, ustaw i własnych przełożonych. Nagminnie nie szanują też wyroków lub postanowień sądowych. To jest totalny rozpad wszelkich norm i zasad. Są zdolni nawet do bezczelnego okłamywania Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratury Krajowej i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Nie wiem jedynie czy robią to za cichym przyzwoleniem tych organów, czy też na własną rękę a bardzo chcę to wiedzieć, bo jest to szalenie ciekawe w kontekście mojego zniszczonego życia.

Ta sitwa jest odpowiedzialna za śmierć co najmniej trzech osób, z których po dwóch już przejęto nieruchomości. Odpowiadają również bezpośrednio za spowodowanie morderstwa niewinnego człowieka. Atakują w sposób zorganizowany osaczając i stawiając w sytuacjach bez wyjścia w obliczu sprzecznych ze sobą decyzji. W pełni świadomie je podejmują, aby pozbawić ofiarę możliwości obrony. Wzajemnie przeczące sobie postanowienia, decyzje, wyroki, których jest już kilkanaście sprawiają, że są niemożliwe do zrealizowania jako nieracjonalne lub niezgodne z prawem. Rutynowo wydawane są na podstawie kłamstw, fałszywych oszczerstw i wbrew prawu. Ta grupa przestępcza kradnie mi od lat krok po kroku dorobek życia, nieustannym osaczaniem niszczy zdrowie i prawo do spokojnej egzystencji, pracy, wynagrodzenia i usiłuje skonfliktować ze mną wszystkie możliwe instytucje, sąsiadów oraz najbliższych i doprowadziła już do sytuacji, że nie mogę zamieszkać w swoim własnym domu z własnym dzieckiem a jednocześnie pozbyć się z niego obcych intruzów nie posiadających do niego kompletnie żadnego prawa. Ci przestępcy ukradli mi moją legalną pracę, bezprawnie przywłaszczyli to co dotychczas wypracowałem, a obecnie pragną ukraść resztę mojego majątku, a mnie pozbawić wolności wtrącając do zakładu dla umysłowo chorych lub więzienia. Stopień bezprawia jaki mnie spotkał jest porażający i niestety w ogóle nie działają organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Nawet najbardziej jaskrawe przykłady bezprawia już od lat są tuszowane i to nawet na szczeblach ogólnopolskich, po to aby lokalni sprawcy mogli uniknąć odpowiedzialności. To trwa już 16 lat a ja właściciel i budowniczy kamienicy mieszkam w samochodzie opel, bo jestem z winy tej mafii praktycznie bezdomny. Zysków uczciwie wypracowanych przeze mnie jeszcze nawet w wysokości jednej złotówki nie uzyskałem, natomiast moje straty spowodowane przez tę bolszewicką swołoczownię sięgają grubo ponad dwieście tysięcy złotych. I nadal rosną. Wiedzą o tym wszyscy ale nikt nie reaguje, bowiem jeszcze dobre imię zniszczono mi wszędzie przy pomocy fałszywych oszczerstw.

Ten bezpardonowy atak na mój majątek trwa już kilkanaście lat i niestety ale ze strony zachodniopomorskiego wymiaru sprawiedliwości spotyka mnie wyłącznie bezprawie i rażąca niesprawiedliwość. Załączniki, czyli dowody oznaczam numerami dla przypisania ich konkretnemu zdarzeniu.

W roku 2002 wygrałem sprawę w sądzie pracy z pracodawcą, który był dziwny i nie płacił wynagrodzenia. Wyrok (1) posiada nadany rygor natychmiastowej wykonalności, lecz to nic nie znaczy, bo „natychmiastowa wykonalność” jest tylko włosem który dzieli się na czworo, a potem na szesnaście kolejnych. Już 16 lat ten wyrok się „natychmiastowo wykonuje” i wykonać nie może. Po jego uprawomocnieniu się (po dwóch tygodniach) udałem się do sądu który go wydał po pieczątkę, która uruchamia komornika – tak zwaną klauzulę wykonalności. Sędzia Urszula I – która ten wyrok światu ogłosiła – odmówiła nadania mu klauzuli wykonalności. Odmawiając zadała potężny cios w niezachwianą wcześniej wiarę w powagę i stan psychiczny wymiaru sprawiedliwości. Następnych kilkanaście lat upłynęło mi na opłacaniu i wysyłaniu wniosków do sądu pracy o nadanie klauzuli wykonalności. Bezskutecznie. Zawsze były ignorowane. Odpowiedzi udzielono mi tylko raz – chyba z okazji okrągłej 15-letniej rocznicy tego wyroku – że akta są zniszczone (2). Nigdy nie udało się wykonać tego wyroku. Oczywiście to nie Rzeczpospolita Polska tylko komunistyczna sędzia Urszula I. postanowiła, że nie otrzymam pieniędzy za moją pracę. A postanowiła to w taki sposób aby wyglądało że postanowiła inaczej. Zgłaszam więc nie respektowania prawomocnego wyroku sądowego sędzi Urszuli I popełniane z uporem już 16 rok przez sędzię Urszulę I.

Nie rozumiem dlaczego do przyłożenia pieczątki pod prawomocnym wyrokiem potrzebne są jakieś akta, łaski, wnioski, prośby, skoro jest wyrok kończący proces w oryginale. Sąd przecież nie ma nawet prawa jeszcze raz badać akt zakończonej prawomocnie sprawy. Jeśli ktoś z Szanownych Państwa, posiada pieczątkę wnoszę o nadanie temu wyrokowi tej cholernej klauzuli po to abym po 16 latach zwodzenia mnie przez szczecińskie sądy, mógł otrzymać uczciwie zapracowane pieniądze. Potrzebowałem ich wówczas, potrzebuję ich także obecnie a jako że one mi się należą to uprzejmie proszę w ich skutecznym uzyskaniu po prostu mi pomóc.

Moje wnioski o nadanie klauzuli musiały w jakiś sposób zdenerwować szczeciński wymiar sprawiedliwości albowiem…

W roku 2005 były komunistyczny sędzia Lesław B. pozwał mnie bez mojej wiedzy do sądu o zapłatę rzekomych zaległości czynszowych wobec mojej spółdzielni mieszkaniowej Chemik. Ze względu na niesprawiedliwe wyroki jakie wydawał w stanie wojennym osobnik ten został usunięty z grona sędziów i to pomimo braku dekomunizacji tego środowiska. To był jeden z tych bolszewickich sędziów, o których gorzko wypowiadał się premier Morawiecki, mówiąc że „ci sędziowie stanu wojennego ferowali trzy, czteroletnie wyroki pozbawienia wolności za garść ulotek”. Jego wyroki były właśnie takie:

http://91.224.214.92/sip/index.php?opt=1&n=B&idS=1401

Jego wyroki zostały oczywiście anulowane a skazani przez niego ludzie zrehabilitowani.

http://91.224.214.92/sip/index.php?opt=1&n=B&idS=1401&p=1&sG=1034&sprawa=1157

Po usunięciu B ze środowiska sędziów zainstalował się jako radca prawny w kilku spółdzielniach mieszkaniowych, gdzie nie reprezentował interesów członków lecz odwrotnie – podstępnie wpędzał ich w oszukańcze długi po to aby haniebnymi działaniami na ich szkodę, pozbawiać ich nieruchomości. Podejrzewam że jest mózgiem „mojej” mafii po prostu. Sporo członków SM Chemik już od lat nie chce tego osobnika w spółdzielni oglądać ale on mimo to trwa na stanowisku.

http://forum.police.info.pl/index.php?topic=8326.0

Napisałem niezwłocznie sprzeciw od zaocznego wyroku jaki do mnie dotarł nakazując mi zapłacić ponad 2700 złotych tytułem rzekomego zadłużenia jakie wyssał sobie z czegoś Lesław B. Ktoś jednak w aktach sprawy – podejrzewam jego właśnie – nieudolnie wydrapał datę wpływu sprzeciwu przerobił ją na inną, innym długopisem i innym charakterem pisma i pod pozorem „spóźnienia” sprzeciw został odrzucony. Udałem się z tym do prawnika Bogusława S z Polic i on sporządził profesjonalny sprzeciw w wyniku którego wygrałem sprawę kiedy udało się udowodnić z pomocą wydruków salda, że nie posiadam żadnego zadłużenia względem spółdzielni. Nie było jednak happy endu Szanowni Państwo, bowiem Lesław B też ma gdzieś prawomocne wyroki jeśli są nie po jego myśli. Z opłat czynszowych wpłacanych w kolejnych miesiącach skradziono mi pieniądze. Na poczet rzekomych odsetek od tego nieistniejącego długu który wyssał sobie wcześniej były sędzia Lesław B. Obrabowano mnie w biały dzień. To nie wszystko. Za brak długów wytworzono mi długi proszę Państwa a zrobił to prawnik Lesław B oraz księgowość spółdzielni Chemik. Wnoszę o zakazanie mu przebywania na wolności i pracy w zawodzie prawnika oraz surowe ukaranie wszystkich współwinnych tej kradzieży. Zgłaszam też nieuszanowanie wyroku sądowego przez radcę prawnego Lesława B, który zapadł w postępowaniu, które on wszczął potajemnie przeciwko mojej osobie. Sygn akt. XIX Nc 750/05

Później byłem jeszcze kilkanaście razy okradany i nękany rzekomymi zaległościami oraz błędnymi odczytami mediów. Zamiast na przykład odczytu 11 m3 odczytano sobie 77 m3 co pozwalało oszustom niegodziwie zawyżać mi czynsze pod pozorem „wielkiego zużycia wody” i „prognozować” trzy razy wyższe opłaty za wodę niż dotychczas. To była ciepła woda więc jeszcze mnie dodatkowo kantowano za jej rzekome podgrzanie, przesył i coś tam jeszcze. Nigdy nie udało się doprowadzić do wyprostowania błędnych odczytów i błędnych prognoz, bo 100 metrów dzielące moje mieszkanie od spółdzielni to była za duża odległość dla oszustów ze spółdzielni.

Mając dość złodziejskiej spółdzielni sprzedałem własnościowe mieszkanie w roku 2007. Za uzyskane pieniądze w innej części miasta zakupiłem działkę budowlaną. Zamówiłem zatwierdzony projekt, uzyskałem pozwolenie na budowę, zatrudniłem ludzi, kierownika budowy do kierowania pracami i jako inwestor rozpocząłem budowę kamienicy na pięć lokali mieszkalnych – wolnej w stu procentach od czynszów, prezesów, bolszewików, księgowych, radców i tym podobnej patologii. Od samego początku interesowała się tą budową dawna koleżanka ze szkoły średniej Ewa K, z którą ponad 20 lat wcześniej uczęszczałem do polickiego technikum. Od czasów szkolnych praktycznie jej nie widywałem i nawet pojęcia nie miałem jakim się stała przez ten okres potworem. Na chwilę obecną jest to psychopatka z zamiłowaniem do wykańczania ludzi – niezwykle rzadki przypadek, bo jedna na milion „normalnych” psychopatów. Jest również policyjnym informatorem i dyspozycyjną dyżurną policyjno prokuratorską kanalią, gotową na każde zawołanie obrzucić kogoś niewinnego potokiem fałszywych oskarżeń aby wyprodukować organom ścigania tak zwaną wykrywalność. Jest jak Dorota P. – niesławna prokuratorsko policyjna prostytutka, która fałszywymi oskarżeniami wrobiła Tomasza Komendę w mord i pedofilię w zupełnie innym końcu Polski. To przykład i jednocześnie dowód tego, że bez tego typu kreatur organy ścigania nie potrafią funkcjonować bo wszędzie na terenie kraju jest dokładnie to samo jeśli chodzi o fałszywe oszczerstwa.

Wówczas jednak traktowałem ją z odrobiną zaufania nawet, z racji tej że razem kiedyś chodziliśmy do jednej klasy szkolnej. Wykazywała chęć przyłączenia się do mojej inwestycji, zapewniała, że posiada mieszkanie które też może sprzedać aby dofinansować budowę, jednakże ponieważ to nie było poparte nigdy nawet jedną złotówką sam finansowałem ten budynek aż powstał w roku 2011 w stanie surowym. Przez te lata z jednej strony wykazywała rzekomą chęć jego współfinansowania a z drugiej zwodziła, że ma piętrzące się trudności ze znalezieniem kupca na swoje mieszkanie. Kiedy budynek był już betonowym szkieletem (stan surowy zamknięty) skończyły się fundusze na budowę. Zapytałem ją wówczas wprost czy chce się po latach uników przyłączyć do jego budowy czy nie, bo w przeciwnym razie wezmę na współwłaściciela kogoś innego aby sprawę dokończyć. W tej sytuacji błyskawicznie mieszkanie sprzedała, jednakże z obiecanych 200 tysięcy przekazała jedynie 95 tysięcy twierdząc że połowę musiała oddać mężowi za to że wyraził zgodę na sprzedaż ich mieszkania. Resztę zobowiązała się dołożyć w kolejnych latach z zysków ze swojej pizzerii tak aby ostateczne koszty budowy całości rozłożyły się po połowie. W tej sytuacji udaliśmy się do notariusza i sporządziliśmy akt notarialny na kwotę 95 tysięcy, za którą nabyła połowę działki budowlanej oraz budynku w stanie surowym.

Za uzyskane od niej pieniądze dokończyłem stan surowy, po czym znowu zabrakło funduszy na wykończeniówkę. K nadal uporczywie uchylała się od finansowania budowy obiecując że da brakujące pieniądze w przyszłym roku. Jako że tych przyszłych roków było potem kilka, to ja w okresach wiosenno letnich udawałem się za granicę, gdzie podejmowałem prace sezonowe aby sfinansować prace wykończeniowe w budynku. Dopiero po latach okazało się że ona posiadała spore fundusze lecz inwestowała je w tajemnicy przede mną w zupełnie inne nieruchomości – rachunki jednakże i faktury biorąc potajemnie na moją budowę, aby w przyszłości dokonać nimi sądowego oszustwa. Pojawiły się też problemy, bowiem w kolejnych wykańczanych przeze mnie pod klucz mieszkaniach zaczęli się bezprawnie instalować pod moją nieobecność jej znajomi i rodzina nie mający żadnego tytułu prawnego do tej nieruchomości. Trzy piętra w ten sposób wykończyłem własnym nakładem przy całkowitym braku środków z jej strony. Jej jedyny „wkład” to dzicy lokatorzy, którzy w pewnym momencie uniemożliwili wykonywanie mi pracy, na którą tylko ja uzyskałem wymagane prawem pozwolenie.

W roku 2013 kiedy po raz kolejny powróciłem zza granicy, gdzie zarabiałem brakujące na budowę środki, w mieszkaniu na II piętrze zastałem mieszkającego sobie jak gdyby nigdy nic, któregoś już z kolei kochanka jej córki Ariela G. Skąd on jest – nie wiadomo. Ja go znalazłem jak się przybłąkał na moją budowę. Kiedy wyjechałem za granicę zarobić środki na wykończenie tego mieszkania osobnik ten razem z Jerzym M, samowolnie i bezprawnie pomalowali ściany gotowego mieszkania, wstawili meble po czym ukradli moje klucze do lokalu i sobie w nim „zamieszkali”. Nakazałem G natychmiast opuścić teren budowy, zabrać swoje graty, zwrócić klucze do mieszkania i przywrócić je do stanu poprzedniego, bowiem Ewa K która bezprawnie mu te mieszkanie pod moją nieobecność „udostępniła” ani nie miała prawa czegoś takiego zrobić, ani nie rozliczyła się ze mną w zakresie poniesionych na jego wybudowanie nakładów i nie nabyła praw do lokalu poprzez jego wyodrębnienie na jej wyłączną własność. G szantażował mnie wówczas, że jeśli go nie pozostawię „w spokoju” doniesie na mnie do nadzoru budowlanego i zostanę jako inwestor ukarany grzywną w wysokości 50 tysięcy za to że… on mieszka nielegalnie na terenie mojej budowy.

Wezwałem policję. Ta usunęła cwaniaczka nakazując mu zwrot moich kluczy i informując że ma na teren budowy wstęp surowo wzbroniony. Kluczy skradzionych jednak do dnia dzisiejszego nie zwrócił, lokalu nie doprowadził do stanu poprzedniego i latem bieżącego roku minie pięć lat od ich kradzieży oraz samowoli budowlanych, których dokonał na moją szkodę. Trzymając tam bezprawnie swoje graty już pięć lat także bezumownie korzysta z mojej nieruchomości. Wnoszę o wyjaśnienie tych przestępstw zanim nastąpi przedawnienie. Żądam po prostu oczywistej decyzji przewidzianej w tego typu sytuacjach nakazującej G przywrócenia przywłaszczonego lokalu do stanu sprzed samowoli budowlanej na jego koszt, co umożliwi mi wykonanie mojej pracy, oraz zwrotu przywłaszczonych bezprawnie kluczy które są moją własnością. Już pięć lat czekam na to bezskutecznie, bowiem jest to tuszowane wszędzie: w powiatowym inspektoracie nadzoru budowlanego, wojewódzkim i ogólnopolskim, na policji, w prokuraturze i sądzie. Mimo przyznania się sprawców obu samowoli i mimo zeznań świadka stwierdzających że to są samowole budowlane złożonych przez najwyższy autorytet w województwie czyli naczelnik wydziału odwoławczego wojewódzkiego inspektoratu nadzoru budowlanego Panią Annę S. Odnośnie tych zeznań – kolejnym przestępstwem jest fakt ich tajemniczego zniknięcia z protokołu z rozprawy na której zostały złożone. W ich miejscu są zeznania o innej treści niż te złożone przez świadka. Istnieją jednakże w oryginalnej formie na nagraniu z rozprawy i są do dyspozycji organów ścigania. A propos jeszcze sfałszowania tych zeznań to nadmieniam też, że już było to do prokuratury krajowej zgłaszane i kiedy na jej polecenie zajęła się tym prokuratura okręgowa, wówczas część ważnych dowodów zaginęła z akt sprawy (akurat na te 7 dni na które organ kontrolny chciał wypożyczyć akta) a zatem osobiście zaniosłem je na ręce prokuratury okręgowej – w tym oryginalne nagrania zeznań świadka. Wówczas one zostały zignorowane i w ten sposób nie udało się doprowadzić do wyjaśnienia nawet prokuraturze krajowej kto uporczywie fałszuje protokoły z rozpraw, a fałszowane są od samego początku procesu. Wnoszę o rzetelne wyjaśnienie tego kto uporczywie fałszuje protokoły z rozpraw w moim procesie, bowiem jest to bardzo poważne przestępstwo rzutujące bezpośrednio na jego wynik. Sąd mi obiecał ustnie na pierwszej rozprawie w 2015 roku że ustali czy to są samowole budowlane, ale niczego nigdy nie ustalił, a w międzyczasie po dwóch latach ustaliła to świadek Anna S która jest kompetentna. Lecz mimo to sprawa dwóch ustalonych samowoli budowlanych może się przedawnić, co doprowadzi do jeszcze większych strat niż dotychczasowe pięć lat zaniechań powiatowej inspektor nadzoru Moniki M, która tuszuje to już piąty rok, podkreślam. To co kuriozalne to fakt, że kilka razy powiatowa inspektor nadzoru budowlanego umarzała i tuszowała te samowole a jej przełożona wojewódzka naczelnik nadzoru Anna S zeznała że to są samowole budowlane usiłując sprzecznymi opiniami wprowadzać mętlik w orzecznictwie. Parę lat temu do powiatowej inspektor nadzoru budowlanego zgłosiłem obie samowole nawet na piśmie a ona po cynicznym i niezgodnym z prawdą stwierdzeniu że „nikt nie mieszka” umorzyła jedną z nich – tę polegającą na użytkowaniu budynku nie posiadającego pozwolenia na użytkowanie. Drugiej samowoli – prac bez zezwolenia – nawet jakimś kłamstwem nie umorzyła, całkowicie zaniechując w tym kierunku działań. Do dziś, z tego powodu ja nie mogę wykonywać mojej legalnej pracy, na którą uzyskałem pozwolenie. Nie pomogło przyznanie się sprawców do winy i zeznania Naczelnik Anny S z wojewódzkiego nadzoru, przełożonej Moniki M z powiatowego nadzoru, ponieważ ona nie szanuje nawet własnych przełożonych. Ktoś w sądzie ponadto pragnie spowodować jeszcze większy chaos, bo te zeznania znikają w oryginalnej formie z protokołu z rozprawy.

Kilka dni po usunięciu G przez policję – które było pierwszym przywróceniem przeze mnie sytuacji do zgodnej z obowiązującym prawem – skradziono mi faktury na materiały budowlane jakie nabyłem na budowę. Zagroziłem Ewie K zawiadomieniem policji, bo te dokumenty zginęły z pomieszczenia do którego miałem dostęp tylko ja i ona. Odgrażała się że policja jej guzik zrobi bo ma tam układy i rzeczywiście stosunkowo często odbywały się imprezy towarzyskie polickiej policji w jej pizzerii. Późniejsze lata ujawniły. że nie tylko na policji ma układy ale również w prokuraturze, jako że Ewa K wytwarza na rzecz powyższych organów nieprawdopodobne wręcz ilości fałszywych oskarżeń aby wrabiać niewinnych ludzi. Jest jednym z najbardziej odrażających ogniw tej mafii.

W tej sytuacji – kiedy groziła policyjnymi znajomościami – zawiadomiłem bezpośrednio prokuraturę o kradzieży faktur i złożyłem do sądu wniosek o zniesienie współwłasności i to w tym właśnie procesie (Sygn. akt II Ns  972/15) ktoś uporczywie od początku fałszuje protokoły z rozpraw usuwając istotne dla sprawy zeznania oraz dowody albo przeinaczając wypowiedzi świadków. Prokuratura zleciła tę sprawę polickiej policji i ta nie dopatrzyła się znamion czynów zabronionych w kradzieży moich faktur sugerując w niedorzeczny sposób, że moje faktury nie są moje tylko „nasze”. (4) Umorzyła to policjantka Ewa K.

Jeszcze przed pierwszą rozprawą Ewa K złożyła do sądu w charakterze „dowodów” mnóstwo „swoich” faktur, świadczących o rzekomych nakładach na moją budowę ale nie jej tylko… jej matki rzekomo już dawno mieszkającej na tej budowie. Absurd gonił absurd, gdyż ani jej matki nie było ani materiałów z tych faktur, a ponadto jej matka nigdy nic nie nabyła gdyż nie jest do kupowania czegokolwiek upoważniona jako osoba postronna. Jest mnóstwo faktur vat bez pokrycia, na których nie ma nic prawdziwego. Przykładowe nieprawdziwe faktury są tutaj. (3) Zamierzano nimi dokonać oszustwa sądowego, czyli uzyskać korzystne rozstrzygnięcie na podstawie nieprawdziwych dowodów. Wszystkie faktury wystawione są na jej matkę Kazimierę D niezdolną fizycznie do dokonywania zakupów z racji tej, że jest to osoba umysłowo chora. Pani D niby kontaktuje i normalnie funkcjonuje ale codziennie ma Dzień Świstaka, bo jak idzie spać to jej się mózg resetuje i nigdy nie pamięta tego co było wczoraj. Taki jednodobowy cykl ma życiowy a poza tym jest fizycznie zdrowa. I na tej jej osobliwej chorobie, którą być może celowo wywołano, mnóstwo szumowin bezwzględnie pasożytuje – ograbili tę staruszkę z całego majątku, wykorzystali do ostatniego grosza, ona tego nie pamięta, a oni udają że się nią opiekują. Bydlaki bez sumienia, bowiem po tym wszystkim jeszcze ją bezprawnie pozbawiają wolności. Jak się później okazało wykorzystano tę kobietę jako nieświadomego słupa do preparowania fikcyjnych nakładów, którymi zaplanowano przejęcie budowanej nieruchomości już na lata wcześniej, bowiem faktury te gromadzono od roku 2013 w kompletnej tajemnicy przede mną. Przygotowywano się do tego oszustwa starannie i z wyrachowaniem – na całe lata naprzód. Te przestępstwo także może się za kilka miesięcy zacząć przedawniać. Wnoszę o jego wyjaśnienie zanim dojdzie do przedawnienia i zanim reszta nieprawdziwych faktur wystawionych na Kazimierę D przestanie być dostępna w archiwum sklepu Leroy Merlin w Szczecinie przy ulicy Golisza. Tylko pięć lat tego typu dokumenty są archiwizowane.

Po szczegółowym zbadaniu zawartości lipnych faktur z moją partnerką Magdaleną C (każdy artykuł posiada unikalną sygnaturę którą można zweryfikować na stronach internetowych Castoramy lub Leroy Merlin) potwierdziło się oczywiście, że są to niewystępujące na mojej budowie materiały oraz wyszło na jaw także, że zupełnie inne osoby kupowały te materiały na zupełnie inne nieruchomości, podając jedynie nieprawdziwe dane do faktur na rzekomego nabywcę, który nigdy niczego nie nabył i nigdy nie mieszkał pod podanym adresem – czyli na Panią D. Wszystkie zamieszane osoby podawały dokładnie te same fikcyjne dane do faktur co jest dowodem na działanie w zmowie. Są na tych fakturach materiały, których nawet teoretycznie nie może być na mojej budowie. Na przykład panele podłogowe podczas kiedy na budowie jest wyłącznie terakota, są na fakturach kaloryfery a na budowie wyłącznie ogrzewanie podłogowe i nie ma w całym budynku ani jednego grzejnika, jest gotowa kabina prysznicowa kiedy na budowie znajduje się ręcznie zrobiony prysznic lub wanna, są rury miedziane i plastikowe podczas kiedy na budowie całą instalację wykonano z rur stalowych. Po kradzieży moich faktur udałem się do sklepu Leroy Merlin w Szczecinie z partnerką Magdaleną C odzyskać w biurze obsługi klienta faktury i po uzyskaniu ich duplikatów udało nam się uzyskać także informacje kto naprawdę kupował materiały z fałszywych faktur matki Ewy K, bowiem niektóre z nich były albo z dostawą do domu albo płacone kartą płatniczą – więc oszuści pozostawili za sobą całkiem wyraźne ślady. I tak, rzeczywistym klientem (3) okazał się na przykład syn Ewy K remontujący mieszkanie na zupełnie innym osiedlu oraz jakiś M, który kupił sobie wannę płacąc kartą płatniczą maestro. Niczego nie nabyła nigdy pani Kazimiera D i dowody na to udało nam się uzyskać dosłownie na jeden dzień przed pierwszą rozprawą.

W sądzie na tej pierwszej najważniejszej rozprawie opisałem przewodniczącej SSR Agnieszce M podczas przesłuchania wstępnego mechanizm całego oszustwa, jakie udowodniłem okazując uzyskane dzień wcześniej aneksy do nieprawdziwych faktur ujawniające rzeczywistych nabywców i prawdziwe adresy dostawy. Wówczas (pod moją niewiedzą) zaszły aż cztery rzeczy kuriozalne:

  1. Jak się kilka miesięcy później okazało (kiedy do prawnika spłynęły protokoły z rozpraw) ktoś w sądzie całkowicie usunął w protokole z pierwszej rozprawy opisany przeze mnie mechanizm oszustwa jakie planowano dokonać. Nie ma po nim w protokole z pierwszej rozprawy ani śladu. Wyparował. Od tego momentu, czyli od początku proces jest farsą bowiem nie zawiera istoty sprawy. Jestem w tym sądzie konsekwentnie przedstawiany jako oszołom i ignorowany, a oszuści jako poszkodowani. Moje dowody znikają lub nie mogą się pojawić a fałszywe są skwapliwie protokołowane. Moje pytania o istotę sprawy są uchylane i nie są nawet jako uchylone zaprotokołowane. Po nich też nie ma śladu. Są tylko skarcenia mnie, podejrzewam że za to że się ośmielam odzywać, kiedy wszystko i tak jest już „ustalone”. Tak to niestety wgląda. Na przykład wszyscy sprawcy samowoli budowlanych zeznawali z uporem maniaka o jakichś „remontach”. Wszyscy. Usiłowałem dopytać każdego z nich czy rozumieją różnicę między określeniem „remont” a „budowa”, ponieważ to sprawa kluczowa. Na budowę bowiem, (rozbudowę, odbudowę, nadbudowę, przebudowę, etc) wymagane jest pozwolenie na budowę, a na remont nie. Pouchylano mi te pytania. I w ten sposób w żadnym z protokołów z rozpraw nie ma nic o budowie ale wszystko o rzekomych remontach, co jest absurdem gdyż remont to naprawa czegoś co się zużyło, zniszczyło itp a tymczasem na mojej budowie wszystko jest wybudowane po raz pierwszy jako nowe – nawet ta samowola budowlana. Rzekome „remonty” mają podejrzewam zatuszować samowole budowlane jakich dokonano na mojej posesji. Ponad dwieście tysięcy złotych zainwestowałem aby stworzyć sobie miejsce pracy i uzyskać pozwolenie na budowę a jakiś przybłęda Ariel G mi to kradnie, samowolnie sobie na mojej budowie na czarno i bez pozwolenia „pracując”, kradnie ukończony lokal mieszkalny, po czym wszystkie organy ścigania, urzędy i wymiary sprawiedliwości tuszują to po kolei. Ktoś nie tylko fałszuje protokoły z rozpraw ale też bardzo szczegółowo instruuje świadków w jaki sposób mają zeznawać, bowiem wszyscy którzy składają fałszywe zeznania zeznają w zasadzie jedno i to samo: że kto inny zamiast mnie finansował i budował mój budynek. W ten sposób trwa to już trzy lata a proces, który mógł się zakończyć w roku 2015 jest przedłużany w nieskończoność i w zasadzie utknął w martwym punkcie – od roku 2016 nic się w nim nie toczy bowiem – nie ma rozpraw ani żadnych realnych czynności – tylko pozorowanie działań. Na dziś mam już niemal pewność że „mój” sąd opóźnia „moje” postępowanie po to aby oszustom udało się mnie wrobić w innych sądach w których wszczęto przeciwko mnie całą furę postępowań w oparciu o fałszywe oskarżenia. Osiem pozwów przeciwko mnie złożono, Proszę Państwa, jeden wniosek o psychuszkę i jeden akt oskarżenia i we wszystkich pomawia się mnie na podstawie fałszywych oszczerstw. To jest gang stalking po prostu. I to wszystko dzieje się błyskawicznie. Natomiast przewlekłość mojego postępowania o zniesienie współwłasności jest porażająca, bowiem zachodzi uzasadniona obawa, że są to działania mające na celu sprawić, aby się sprawcom przedawniły przestępstwa jakich dokonali. A było ich bez liku po początkowych samowolach.
  2. Ani sąd, ani policja, ani prokuratura, ani żaden biegły nigdy nie udały się do sklepu Leroy Merlin w Szczecinie na ul. Golisza zabezpieczyć reszty dowodów jako że mi i Magdalenie udało się zweryfikować i wydobyć aneksy jedynie do części nieprawdziwych faktur jakie tam preparowano z braku na to czasu. Uzyskaliśmy na dzień przed procesem jedynie część aneksów dowodzących ponad wszelką wątpliwość kto naprawdę, jak i gdzie nabywał widniejące na nich materiały. Nikomu z organów ścigania nie zależało aby zebrać wszystkie dowody pozwalające w pełni oszacować skalę oszustwa jakie zaplanowano na moją oraz fiskusa szkodę, bowiem te materiały były też „ulgą od podatku”. Nikt nie zrobił też nigdy wizji lokalnej w miejscu gdzie są zainstalowane te materiały: Police ul. Wyszyńskiego 56/23 w mieszkaniu syna Ewy K, Szymona K.
  3. Po naszym powrocie do sklepu już po rozprawie okazało się coś odwrotnego – otóż policja zastraszyła personel biura obsługi klienta zabraniając mu udzielania mi i Magdalenie informacji na temat nieprawdziwych faktur Kazimiery D, złożonych do sądu przez Ewę K.
  4. Do zupełnie innego sądu – karnego – natychmiast po pierwszej rozprawie w sądzie cywilnym gdzie ujawniłem (zatuszowane) oszustwo z fakturami – skierowano wniosek o umieszczeniu mnie na obserwacji psychiatrycznej – o czym dowiedziałem się pół roku później na kilka dni przed zaplanowanym wsadzeniem mnie do psychuszki – zaocznie to planowano zrobić – całkowicie bez mojej wiedzy.

Byłem nieświadomy powyższych działań kiedy one zaistniały. Ale kiedy się okazało, że kradzież moich faktur była zaplanowana na lata wcześniej po to aby fałszywymi – które preparowała duża grupa ludzi – zastąpić moje prawdziwe nakłady, poinformowałem o tym ponownie prokuraturę, która chciała to umorzyć, ponieważ to były nowe dowody i prawdziwy motyw zaginięcia moich faktur. Nie wiedziałem jednak, że to jest ta sama prokuratura która już od kilku lat pragnie umieścić mnie w psychiatryku w wyniku działań Ewy K i miejscowej policji. Czekali z tym posunięciem aż wybuduję budynek ale mój wniosek do sądu o zniesienie współwłasności wymusił szybsze wdrożenie tego podstępnego planu. Zrobiłem to (powiadomienie prokuratury) z powodu nieobecności w kraju poprzez żonę brata do której wysłałem mailem treść pisma do prokuratury o działalności Ewy K, która wykańcza ludzi aby przejmować ich nieruchomości. Prokuratura nie dopatrzyła się w wykańczaniu przez Ewę K ludzi przestępstwa ale zawiadomienie o nich za takie uznali. Policjanci z polickiej komendy – ci sami którzy pomagają Ewie K wykańczać ludzi – nasłani przez prokuraturę zastraszyli żonę mojego brata, nachodzili ją i rozpytywali o nią sąsiadów, wytworzyli atmosferę ciągłego zagrożenia, aż w końcu zawlekli ją na komendę, tam wymusili na niej przyznanie się do winy i doprowadzili do jej skazania wyrokiem 800 złotych za rzekome podrobienie mojego podpisu. Nikt nie zwrócił uwagi na meritum sprawy, czyli że Ewa K wykańcza ludzi aby przejmować ich nieruchomości a skryminalizowano osobę niewinną tylko za to, że powiadomiła organy ścigania o przestępstwach, o których nie wolno nie powiadamiać. Szkodliwość tego czynu czyli podpisanie się za mnie pod zawiadomieniem do prokuratury była zerowa, bowiem żona mojego brata zrobiła to za moją wiedzą i pozwoleniem jako że przecież ja nie mogłem podpisać własnoręcznie pisma wysłanego mailem z drugiego końca Europy a czas na jego złożenie był zawity do 7 dni. Wnoszę o anulowanie tego niegodziwego wyroku względem żony mojego brata Anny K uzyskanego zastraszaniem i wymuszaniem na polickiej komendzie policji – słynnej już na cały kraj z tego typu metod dochodzeniowo śledczych. Ponadto, okazało się że Ewa K dopiero po tym jak mnie wrobiono na miejscowej komendzie policji w zmyślone tam przestępstwo przystąpiła do tej współwłasności – jak już była pewna, że się mnie pozbędzie przy pomocy fałszywych oszczerstw oraz policji. W tym celu zaaranżowano cały szereg dewastacji mojego samochodu w latach 2009 – 2010. Za pierwszym razem widziałem jak jej przyjaciółka na spacerze z psem wyciąga z torebki śrubokręt i atakuje nim mój samochód. Wybaczyłem. Kolejnym przypadkiem był jej sąsiad który swoim gruchotem celowo otarł cały bok mojego auta. Wypierał się ale dowody były bezsporne – pasujące do siebie zarysowania i wgniecenia – przyznał się i pokrył koszt lakierowania. Wybaczyłem. Za trzecim razem ktoś zbił tylną lampę ale policja odmówiła wszczęcia sprawy mimo iż wszystko słyszeli świadkowie. Policji nie chciało się szukać sprawcy bo do przeszukania mieli całe jedno mieszkanie. Dzielnicowy stwierdził że tam mieszka patologia i trzeba się przyzwyczaić. Dopiero za czwartym razem dopięli swego, kiedy udało mi się niemal na gorącym uczynku złapać sprawce, który się spłoszył na mój widok przed sklepem budowlanym po tym jak podrapał czymś ostrym błotnik mojego samochodu. To był jakiś nieznany mi kłusownik znad Zalewu Szczecińskiego sprzedający ryby które złapał, w budzie na kółkach zaparkowanej na parkingu należącym do sklepu, w którym zaopatrywałem się w materiały. Tym razem już nie przebaczyłem lecz pojechałem sobie z nim w wolnej chwili porozmawiać kiedy w domu dostrzegłem że tam gdzie on się nerwowo spłoszył na mój widok, mam porysowany błotnik. Nie było go jednak kiedy powróciłem na miejsce zdarzenia więc dałem jego żonie łom aby się na moim aucie raz a dobrze wyżyli zamiast mi go po kawałku demolować. Nie zrozumiała jednak sarkazmu – to kobieta bardzo biedna umysłowo. Po dłuższym namyśle zaczęła dla odwrócenia od kłusownika uwagi grozić że oskarży mnie o napad. Rzuciłem jej kilka kąśliwych uwag odnośnie absurdu jaki w pośpiechu wykombinowała, co rozbawiło gapiów oraz sprawiło że tak się wściekła po publicznej kompromitacji, że całkiem straciła panowanie nad sobą. Nakręcała się z dziesięć minut na parkingu ku uciesze ludzi. Straszyła że wezwie policję a potem udawała że ma zepsuty telefon. Proponowałem jej skorzystanie z mojego. Wrzeszczała że ją napadłem więc radziłem aby użyła łomu który jej dałem do obrony koniecznej. Robiło się to coraz bardziej żenujące. Krok po kroku coraz bardziej się kompromitowała i dostała w końcu autentycznego szału widząc że się ludzie z niej śmieją. Aby zakończyć tę żenadę po kwadransie wezwałem na miejsce zdarzenia policję. I rozpoczęło się tym samym zaaranżowane przez tę mafię wrabianie.

Policja przybyła – dwie kobiety – ale nie chciała podjąć czynności w sprawie mojego błotnika. Kazały się rozejść. Pojechałem więc do domu. Oddzwonili po godzinie na numer, z którego wezwałem policję i wezwali na komendę. Tam policjantki powiedziały, że kłusownik jest w szpitalu ciężko chory, nieszczęśliwy i tak dalej i zapytały czy chcę na niego składać skargi lub zawiadomienia. Uznałem że w tej sytuacji to byłoby nieprzyzwoite i powiedziałem, że nie skoro policja też nie chciała podjąć się tej sprawy. Nalegały więc abym się pofatygował na parking i przeprosił z żoną kłusownika. Pojechałem więc do niej i przeprosiłem się z nią. Ona już ochłonęła całkowicie więc było spokojnie tym razem, ale jej córka, której nie było rano, zmaterializowała się znikąd z zamiarem wszczęcia nowej awantury więc wsiadłem do auta ignorując ją kompletnie. Kolejny patrol nadjechał – dwóch mężczyzn – i też kazał się rozejść po oględzinach tej sytuacji. Wysłuchali mnie i przekupek i stwierdzili że skoro nie ma woli do zgody to lepiej będzie się unikać. I tak właśnie zrobiłem nigdy więcej nie oglądając kłusowników na oczy. To było w roku 2010. Zamiast kupować materiały w sklepie miejscowym od tamtej pory przez całe lata jeździłem 20 kilometrów dalej do Leroy Merlin w Szczecinie – tego w którym preparowano w latach późniejszych fałszywe faktury. Na drugi dzień żona i córka kłusownika przybyły na komendę złożyć fałszywe oskarżenia. Wsypały się w nich kiedy obydwie podały błędnie nr rejestracyjny mojego samochodu, myląc się fatalnie w trzech znakach z ośmiu. W obu przypadkach jednak ta „pomyłka” okazała się identyczna, co jest dowodem na działanie w zmowie i ustalanie zeznań. Takich „pomyłek” nie ma, bowiem to tak jakby i matka i córka dwa razy z rzędu trafiły taką samą trójkę w dużym lotku – to jest matematycznie niemożliwe. Ponadto tym moim łomem który żonie kłusownika zostawiłem coś tam zniszczono w tej rybnej chlewni, lecz zeznały na przekór wszystkiemu, że to ja dokonałem zniszczeń kiedy ją rzekomo napadłem. Te zniszczenia pojawiły się jednak dopiero na drugi dzień, gdyż w dzień zdarzenia żaden z łącznie czterech funkcjonariuszy nie dostrzegł i nie został poinformowany o jakichkolwiek zniszczeniach lub napadach. W dzień zdarzenia żona kłusownika bredziła o wyzwiskach i groźbach a tak naprawdę to była tylko kłótnia i dlatego policja ostatecznie kazała się rozejść. Dwa patrole. Dwa razy. Te napady oraz zniszczenia pojawiły się dopiero na drugą dobę – po tym jak wszyscy się z tym przespali (żona i córka kłusownika oraz policja) i zaplanowali, że mnie pomówią na następny dzień. I nazajutrz żona kłusownika wytworzyła na komendzie opowieści że została przeze mnie tym łomem napadnięta, że uciekała w nigdy nie spotykany w naturze sposób – wbrew prawom fizyki, logiki i tego co się uważa za normalne. Oczywiście w sam dzień zdarzenia – w obecności przybyłych policjantów żadnego napadu nie zgłaszała – dwa patrole zgodnie nakazały się unikać i rozejść. Oprócz ostrej sprzeczki nic nie zaszło – nie padły nawet wulgaryzmy – co zresztą mnóstwo ludzi wówczas widziało – i tym samym policja nie mogła doszukać się pretekstu do ukarania kogokolwiek nawet mandatem. Ba, w notatce z interwencji policjantki zanotowały, że żona kłusownika była niekontaktowa i szalała a ja byłem spokojny.

To wszystko o co mnie fałszywie oskarżono powstało na drugi dzień na polickiej komendzie policji. I dziś już są dowody (po ośmiu latach od zdarzenia) że to zasługa byłej kurator Ewy K, policji oraz prokuratury – przejdę do nich potem. Następnie policjant Mirosław R (który nawet nie był na miejscu zdarzenia) przerobił na komendzie w Policach moje wezwanie policji do uszkodzonego błotnika, w wezwanie policji przez żonę kłusownika do napadu, celowo wprowadził w błąd na tę okoliczność (5) nakazującą mu to wyjaśnić prokuraturę, (6) następnie sam spisał i zmodyfikował „moje” zeznania, które potem uznał za niedorzeczne, po czym zawnioskował o moje badania psychiatryczne, którymi nękany byłem bez końca przez kolejne lata. Cele tych badań oraz wyniki psychiatrzy latami trzymali przede mną w sekrecie co jest nielegalne. Na pytania o wyniki i cele tych badań przez pięć lat zbywano mnie słowami: „dowie się pan”. Fałszywe oskarżenie przez rybaczki oraz wrobienie mnie przez policję miało miejsce w roku 2010 a „dowiedziałem się” o tym dopiero pod koniec roku 2015 – w przededniu potajemnej próby wtrącenia mnie do psychiatryka. Przez pięć lat prowadzono bez mojej wiedzy śledztwo w którym udawano że się ukrywam i że policja i prokuratura mnie poszukują. Nie tylko ja pojęcia o nim nie miałem ale także mojej adwokat nie poinformowano o tym że jest sprawa w której ona mnie broni a ja jestem podejrzanym. Przez te lata działano na zwłokę aby wyparowało jako dowód moje wezwanie policji do uszkodzonego samochodu – ukrywanie dowodów niewinności jest bardzo poważnym przestępstwem – oraz wrabiano mnie przy pomocy sfingowanych dowodów mojej winy – co także jest poważnym przestępstwem – oraz z premedytacją czekano abym zakończył budowę domu który zaplanowano przejąć kiedy to nastąpi. Przez te lata jak się też okazuje, nieustannie wprowadzano w błąd obie rybaczki, (żonę i córkę kłusownika) na temat mojej osoby – wmawiano im że jestem doskonale znany policji, poszukiwany, niebezpieczny i że się leczę psychiatrycznie. Sączono tym kobietom całymi latami na mój temat tego typu brednie. U obydwu rosły przede mną – rzekomym niebezpiecznym wariatem – obawy, podsycane nieustannie do takiego stopnia, że po ośmiu latach zastraszania obydwie były już tak przerażone, że śmiertelnie obawiały się zeznawać na tej samej co ja sali sądowej. Jest to śmieszne oraz straszne jednocześnie. Fałszywymi informacjami na mój temat ze strony prokuratury oraz policji wybudowano przez osiem lat u tych kobiet histerię do tego stopnia, że jednej z nich zaczęły się po sześciu latach śnić związane z moją osobą koszmary. To zrobiły z premedytacją Ewa K i organy ścigania i jest to czyn przechodzący ludzkie pojęcie.

Nikt nie badał natomiast nigdy „czynu” o który mnie fałszywie oskarżono czyli tego czy on miał w ogóle miejsce, ale wyłącznie czy byłem poczytalny. Te śledztwo miało na celu wyprodukować jedynie grubą teczkę moich rzekomych odchyłek pozwalających mnie wetknąć na zawsze w kaftan. Przez te lata w czasie których rzekomo mnie szukano budowałem przecież dom kilkaset metrów od komisariatu i sam wzywałem do niego policję, między innymi aby usunąć z terenu budowy Ariela G który się przybłąkał, okradał mnie, szantażował i nękał. Prócz tego kilka razy „odnajdywały” mnie różne patrole zatrzymując pojazd do kontroli drogowej lub mnie do wylegitymowania dokumentów. Wszyscy mnie „znaleźli” w tamtych latach: wodociągi, robotnicy, zakład energetyczny, dostawca Internetu, wszystkie możliwe urzędy oraz urząd skarbowy. Jedynie policka policja nie potrafiła mnie rzekomo znaleźć.

Policja z Polic mimo tego, że niejako sam się „odnalazłem” – co dowodzi między innymi notatka z interwencji kiedy usuwano Ariela G – nie tylko dalej udawała, że mnie poszukuje ale także świadomie nadal wprowadzała w błąd prokuraturę pisząc do niej kilka dni później notatkę że: „poszukiwania mnie trwają a o postępach będą informować na bieżąco” – co pisali rutynowo metodą kopiuj wklej na przestrzeni długich lat – preparując dokumenty jakobym był intensywnie poszukiwany. A przez te lata jednocześnie zastraszali mną rybaczki a mnie nękali psychiatrzy i prokuratura która tendencyjnie przysyłała mi wezwania do psychiatrów tak aby docierały po terminie „badania”, co z kolei miało rzekomo świadczyć o tym że się nie stawiam czyli ukrywam. Oprotestowałem ten tryb „powiadamiania”, lecz zostało to zignorowane. Stawiałem się na te przeklęte badania jeśli wezwania docierały przed ich datą, ich wyniki były pozytywne więc je usuwano po czym wzywano mnie na kolejne i kolejne. I tak bez końca przez kilka lat. Na ostatnim powiedziałem psychiatrom że Ewa K usiłowała nieprawdziwymi fakturami przejąć mój budynek ale nawet tego nie zweryfikowano tak jak żadnej innej sprawy o którą mnie wypytywano podczas tych rzekomych badań. Nabijano sobie po prostu koszta, wystawiano faktury i inkasowano kolejne wynagrodzenia za rzekome badania, które z góry były skazane na porażkę, bo jak można wybadać czy byłem poczytalny w chwili popełnienia czynu kiedy czyn zmyślono? Badano tylko jakby tu zarobić jak najwięcej na badaniach. Z kilkunastu „badań” w aktach ocalały jedyne trzy – a i tak prokuratura po dziś dzień wytwarza kolejne i określa je kłamliwie jako „jednorazowe”. To wszystko co się wiąże z nękaniem mnie psychiatrami, bazowało na początkowym „ustaleniu” że policję wezwała żona kłusownika do rzekomego napadu. Policjant R, który to rzekomo „ustalił”, nie ustalił tego oczywiście w rejestratorze wezwań na policję, ponieważ tam był zapis mojego wezwania do uszkodzonego samochodu ale on to „ustalił” w notatce z interwencji policjantek które przybyły jako pierwsze na interwencję. Najprawdopodobniej w ramach niezdrowej przysługi dla kolegi prowadzącego śledztwo policjantki te przerobiły tę notatkę poprzez dopisanie w niej że przybyły do „wzywającej” co jest nieprawdą, jako że ona sama zeznała przecież, że „nie wie konkretnie kto wezwał policję”. To porażające jak nieudolnie policja z białego starała się zrobić czarne, tylko po to żeby wrobić niewinnego człowieka. To jednak tłumaczy dlaczego uporczywie nie chcieli abym dostał te akta do wglądu lub tym bardziej moja adwokat.

Nie jest to jednak jakiś wyjątek, Szanowni Państwo lub pech albo zbieg okoliczności, bo niemal identyczna sytuacja z wrobieniem przez prokuraturę i policję przydarzyła się przecież na drugim końcu Polski Tomaszowi Komendzie a na jeszcze innym Tomaszowi Rutkowskiemu. Ten ostatni był naocznym świadkiem jak pijany policjant upada na twarz wysiadając z radiowozu, który zajechał na stację paliw, więc zadzwonił na komendę i poinformował dyżurnego, że po mieście porusza się pojazdem służbowym nietrzeźwy funkcjonariusz. Co zrobiono? Otóż dokładnie to samo co w moim przypadku. Poczekano cierpliwie trzy długie lata aż się „przedawni” zapis z monitoringu tej stacji paliw, a jak tylko został nadpisany oskarżono Tomasza Rutkowskiego o składanie fałszywych oskarżeń, skazano, wysłano do wiezienia, tam pobito strażnikami i odebrano zdrowie, a kiedy go nie było wśród normalnych ludzi… skradziono jego mieszkanie. Tutaj jest jego historia:

https://www.youtube.com/watch?v=23N3LP-pWpQ

Policjanci z polickiej komendy zastosowali dokładnie tę samą metodę – co świadczy o tym że albo między policjantami istnieje telepatia albo mają jakiś uniwersalny „regulamin” szkolący ich jak wrabiać w przestępstwa niewinnych obywateli. Ci z Polic też czekając cierpliwie aż się przedawni moje wezwanie policji do uszkodzonego samochodu – nagrane jak wszystkie zgłoszenia na policyjnym rejestratorze zgłoszeń – całymi latami udawali że mnie szukają – nawet mnie o tym nie informując kiedy przez te lata zgłaszałem im istny wysyp przestępstw jakich zacząłem nagle padać ofiarą. Jak opętani umarzali nawet podręcznikowe przypadki rażącego bezprawia. A prokuraturę, która niedługo po zdarzeniu nakazała im na piśmie cytuję: „ustalić kto wezwał policję i przesłuchać tą osobę” policjant Mirosław R z premedytacją okłamał odpisując że ustalił że wezwała policję żona kłusownika. „Ustalił” to co jest niemożliwe do ustalenia w notatce policjantek z tamtej interwencji, które napisały że przybyły do wzywającej. Nigdy jednakże nie było wzywającej. A prokurator już od trzech lat to wie, gdyż ją doinformowałem lecz udaje że nie wie i ściga mnie  – który nic nie zrobił – jak wroga publicznego.

Oni na tej komendzie świetnie się bawili przez długie lata wrabiając mnie w zmyślone przestępstwo, preparując akta i strasząc mną rybaczki. Z prokuratury, którą świadomie okłamali i napuścili na mnie udając, że się ukrywam również mieli mnóstwo zabawy, zwodząc ją przez prawie pięć lat, że rzekomo mnie szukają. To są przestępcy i to tam powinna się skierować przenikliwa prokuratorska uwaga. Okłamywali świadomie prokuraturę latami, nawet kiedy kilka dni wcześniej sam się „odnalazłem” nawet nie wiedząc że jestem niby poszukiwany – czyli cztery lata po tym jak rozpoczęli moje „poszukiwania”. Aby mnie „szukać” ale przypadkiem nie znaleźć stosowano wszystkie możliwe sztuczki. Wszczynano poszukiwania po moich wyjazdach wiosennych za granicę i powstrzymywano je tuż przed moim powrotem jesienią. Robiono tak systematycznie kiedy było wiadomo, że na pewno mnie nie ma. Jedyną osobą znającą daty moich wyjazdów oraz powrotów była prócz mojej rodziny oczywiście Ewa K, która jest policyjnym donosicielem i która koordynuje większość mojego nękania jako zawodowa oszustka posiadająca na swoich usługach sporą część miejscowej policji. Aby mnie na pewno nie znaleźć popełniano także celowo szereg tak zwanych „pomyłek pisarskich”: mylono w zapytaniach do ministerstwa sprawiedliwości imię mojego ojca, moje nazwisko lub miejsce urodzenia. A przez te wszystkie lata nieustannie byłem w swoim własnym domu przez Ewę K oraz jej nieproszonych gości coraz bardziej zaszczuwany, co osiągnęło apogeum kiedy posunęli się do wspomnianych już kradzieży mieszkania, kluczy i szantażu. Ginęły mi narzędzia, niszczono wyposażenie lokali, dewastowano mienie, wymieniano zamki, demolowano już wybudowane lokale i wstawione sprzęty oraz prowokowano rękoczyny. Wszystko czyniono, aby mnie wyprowadzić z równowagi i dać policji i psychiatrom upragniony „dowód” mojej rzekomej agresji. Wiele razy broniąc się zgłaszałem na policję co poważniejsze prowokacje i naruszenia prawa ale za każdym razem umarzano postępowania. Nie dopatrzono się nawet znamion czynów zabronionych w:

– kradzieży kluczy (skradziono mi klucze do trzech lokali)

– kradzieży mieszkań

– kradzieży moich faktur

– fałszowania faktur

– kradzieży prądu

Wszystkie osoby które wtargnęły do mojej nieruchomości i dokonały przestępstw zasypały prokuraturę fałszywymi oskarżeniami jakie im sporządza nieuczciwy prawnik Bartosz S, który razem z K stanowi podejrzewam trzon tej mafii Lesława B, bowiem to on składa do sądów niedorzeczne wnioski, sądy je błyskawicznie przyklepują, a Ewa K przejmuje na ich podstawie cudze mienie. O tym wszystkim (oszczercze donosy na mnie) informowano na bieżąco żonę kłusownika aby wytworzyć u niej przekonanie, że ja rutynowo napadam i biję ludzi jako niepoczytalny. Nigdy jej nie powiedziano, że te donosy pochodzą od szumowin, które wyłącznie w celach prowokacji wtargnęły na moją nieruchomość. To mnie przedstawiano jako agresora przekłamując o 180 stopni rzeczywistość – tę że ja padałem w swoim własnym domu wiele razy ofiarą agresji. Wszystkie osoby oczerniające mnie wiedziały doskonale, że przeciwko mnie toczy się utajnione przede mną i moją adwokat śledztwo i pragnęły mi dodatkowo zaszkodzić podobnymi fałszywymi oskarżeniami. Na to że ktoś udostępniał osobom nieupoważnionym akta spraw sądowych i prokuratorskich także są już dziś dowody. Niezliczonymi prowokacjami latami usiłowali mój gniew wywołać a ja nawet nie miałem pojęcia jaki jest cel tych prowokacji i skąd ten wysyp nękających mnie kanalii. Z osób, które mnie fałszywie oskarżyły należy wymienić: Ariel i Marta G (którzy dokonali przywłaszczenia największego mieszkania), Eugeniusz K (żałosny prowokator którego nawet nie znam), Ewa K oraz adwokat Bartosz S, który im wytwarza ten stek oszczerstw i okrasza go prawniczym bełkotem. Samodzielnie napisała do prokuratury fałszywe oskarżenie jedynie Monika M – powiatowa inspektor nadzoru, rzekomo obrażona, kiedy ją uprzejmie zapytałem dlaczego łże w swoich oficjalnych pismach, w których tuszuje przestępstwa na moją szkodę i świadomie wprowadza w błąd prokuraturę, która nakazała jej wyjaśnić zgłoszone samowole budowlane. O tylu fałszywych oszczercach wiem, a ilu jeszcze takie oskarżenia złożyło to wie już tylko prokuratura. Celowo robiono też wyrachowane prowokacje aby wywołać u mnie wybuch sprawiedliwego gniewu i „udowodnić”, że jestem niepoczytalny lub niebezpieczny, np. Ewa K wprowadzała na teren budowy Eugeniusza K – podejrzanego typa którego nigdy nawet na oczy wcześniej nie widziałem – ten mając skradzione mi klucze ignorował pytania: „kim pan jest i co tutaj robi?” wchodził do mieszkań lub strącał mi kubły z farbą ze schodów po czym kiedy wezwałem policję która go wyprowadziła z terenu budowy razem z Ewą K udawali się składać do prokuratury doniesienia za rzekome pobicie którego nie było. Ta i kilka innych prowokacji są na wideo zarejestrowane, więc istnieją bezsporne dowody ale organy ścigania nie przykładają do tego jak było naprawdę, żadnej uwagi, bowiem sami w tych prowokacjach często biorą udział jak np. w czasie Wielkanocy w roku 2017, kiedy K przyszła na teren budowy, zaczęła kopać w drzwi do mieszkań, po czym wezwała policję aby się poskarżyć że ją rzekomo zepchnąłem ze schodów. Wówczas przybył patrol, przybył mój ojciec a po chwili zadzwoniła do mnie policjantka Kamila W z komendy w Policach po czym poprosiła Ewę K do telefonu. Zaskoczony byłem tą prośbą tak, że przełączyłem telefon na tryb głośnomówiący, co sprawiło że policjanci z patrolu zdębieli tak samo jak ja oraz mój ojciec kiedy usłyszeli jej prośbę, po czym zapytałem ją w obecności wszystkich: skąd pani wie że jestem na budowie i że K też tu jest i że akurat w tym momencie stoi koło mnie? Czyżby posiadała pani dar telepatii? Czy może razem z nią pani tego typu prowokacje aranżuje? Kiedy oznajmiłem jej, że mam na to świadków czyli mojego ojca oraz policjantów z patrolu rozłączyła się i już nie chciała z Ewą K rozmawiać za pośrednictwem mojego telefonu. Tak więc sprawa prowokacji nieustannie eskaluje, bo z początkowych pomówień i fałszywych oskarżeń, nastąpił już etap dewastacji mienia należącego do mnie a nawet rękoczynów. A osobnym absurdem jest, że będąca ze mną w kontakcie telefonicznym policja – w tym samym czasie produkuje kolejne boleśnie durne pisemka do prokuratury z gatunku: „poszukiwania trwają – będziemy o postępach informować na bieżąco”.

O sprawie psychiatrycznej dowiedziałem się w ostatniej chwili ponieważ jakaś policjantka z sumieniem z komendy która rzekomo mnie poszukuje zadzwoniła i podała mi jej sygnaturę mówiąc abym pilnie pojechał do prokuratury. Tej samej, która też rzekomo mnie szuka, co jest niedorzeczne bo osobiście na niej byłem kilka razy w związku ze zgłoszeniem fałszywych faktur i kradzieży moich. Tam uczciwa ponad wszelką wątpliwość prokurator D zapytała czy się leczę psychiatrycznie a kiedy zgodnie z prawdą zaprzeczyłem oznajmiła że chcą mnie sprzychiatrzyć i poradziła żebym się udał jak najszybciej do sądu wyjaśnić tę historię. Chciałem dopytać o jakiej sprawie mówi i jakim sądzie, ale powiedziała tylko, że w ogóle nie zna sprawy bo dopiero ją otrzymała „w spadku” po innej prokuratorce (która się ulotniła tuż po dojściu do władzy przez ministra Ziobro) a akta już zostały przesłane do sądu i nie może mi nic o niej powiedzieć poza tym że 28 grudnia 2015 roku mają tam postanowić o umieszczeniu mnie w domu wariatów. Jeszcze po drodze do sądu zadzwoniła i dodała, że mam w tej sprawie przydzielonego od 5 lat adwokata mecenas Bogusławę K ze Szczecina i podała mi do niej namiary. Odnalazłem ją. Pani Mecenas jednak nie miała pojęcia, że jest jakaś sprawa w której jestem podejrzany a ona mnie broni. Jedynie w aktach tej sprawy była papierowym obrońcą – którego w rzeczywistości nikt nigdy o czymś takim nawet nie powiadomił. W sądzie długo mi odmawiano wglądu do akt mojej własnej sprawy mimo iż nowa prokurator udzieliła mi na ten wgląd pisemną zgodę bez chwili zwłoki. Kłamano że akt nie ma i nikt ich dla mnie nie stworzy i spławiano na wszystkie możliwe sposoby. Nalegano tylko abym się nie gorączkował, bo moja obecność jest „nieobowiązkowa”. Pamiętając że pod moją nieobowiązkową obecność okradł mnie w przeszłości radca prawny Lesław B tym bardziej się gorączkowałem, ponieważ to był ten sam sąd. Akt mi niemal do końca nie dali. Proces więc toczył się w ciemno jako że Pani Mecenas jeszcze dłużej ode mnie odmawiano wglądu do akt sprawy. To co znamienne dla przyszłości to fakt że w wyniku tych podłych utrudnień dostępu do akt, zeznania przed Sędzią N składałem nawet nie mając pojęcia co znajduje się w aktach mojej własnej sprawy. I ten właśnie fakt że składałem te zeznania w ciemno jest obecnie kolejnym dowodem mojej niewinności ale o tym napiszę poniżej – kiedy te dowody się pojawią. Tymczasem mimo że wszyscy i wszystko było mi przeciwne, wygrałem tę sprawę i wybroniłem się z tej perfidnej psychiatrycznej pułapki, co pomieszało kompletnie szyki mafii, która mnie dręczy. Sędzia jak usłyszała że to ja wezwałem policję do błotnika a nie żona sprawcy do napadu, orzekła że prokurator nie ma racji, że takiego środka jak obserwacja psychiatryczna nie wolno stosować i że nieprawdą jest jakoby czyn był szczególnie niebezpieczny. Sąd posprawdzał ponadto to i owo z tej grubej prokuratorskiej teczki i pod koniec postępowania tak był tym wszystkim oburzony że wydał prawomocne od zaraz i niezaskarżalne Postanowienie oddalające wniosek prokuratora o umieszczeniu mnie na obserwacji psychiatrycznej. Po to niezaskarżalne, aby mnie dłużej nie nękano jakimiś odwołaniami. No i nie nękają odwołaniami tylko po prostu Postanowienie sądu w całości zignorowali i w dalszym ciągu nękają fizycznie udając że się ukrywam a oni mnie szukają robiąc dokładnie to samo po raz już kolejny. Zgłaszam nieuszanowanie prawomocnego sądowego Postanowienia przez policję i prokuraturę, które zapadło po zainicjowaniu przeciwko mnie ich potajemnego postępowania.

Pomocne do wygrania okazały się dwa niezależne zaświadczenia od specjalistów psychiatrów na to że nie posiadam żadnej z umysłowych chorób oraz nigdy na świecie nie podważony dowód na to, że nie można kogoś zdrowego psychicznie umieścić w szpitalu psychiatrycznym i zdiagnozować go tam jako osobę zdrową, albowiem jeszcze nigdy nie było na planecie Ziemi ani jednego takiego przypadku. Nawet zdrowych ochotników zawsze diagnozowano błędnie jako chorych co jest koronnym dowodem, że psychiatria to pseudonauka, bowiem jest to wróżbiarstwo. Udowodnił to ponad wszelką wątpliwość nigdy nie obalony słynny eksperyment naukowy światowej sławy profesora Davida Rosenhana, którego fascynujący opis zaprezentowałem sądowi:

https://www.odkrywamyzakryte.com/eksperyment-rosenhana/

To co jest skandaliczne to fakt, że z wyjątkiem mnie i mojej mecenas (jedynych upoważnionych ludzi) o tej psychiatrycznej sprawie wiedzieli wyłącznie ludzie nieupoważnieni. Wszyscy moi dręczyciele. Ewa K, przybłęda G, wszyscy oszczercy, cała policja oraz urzędnicza mafia. Najbardziej jednak zakłamany okazał się w tej sprawie „doktor” Robert B – biegły sądowy psychiatra – rzekomo lekarz. Nie wybadał przez pięć lat tego co miał wybadać, czyli czy byłem poczytalny w chwili popełnienia „zbrodni” (ponieważ to oczywiście niemożliwe w sytuacji gdy ten czyn został zmyślony) ale „wybadał” że trzeba mnie nadal badać – najlepiej w ośrodku zamkniętym, gdzie chciał umieścić mnie na jakiś okres wydłużony (nieokreślony) i tam mnie męczyć – robić sobie na mnie pseudonaukowe eksperymenty. B chciał celowo wprowadzać mnie w długotrwały stres żeby… zobaczyć co będzie. Po prostu niebywałe. Wbrew mojej woli chciał robić na mnie eksperymenty – zupełnie bez powodu podnosić mi ciśnienie miesiącami i obserwować reakcje. To nie wszystko, Dr Robert B kłamał przed sądem, że moja matka była psychicznie chora i i snuł niedorzeczne teorie, że ja mogłem to po niej odziedziczyć. Udowodniłem w jednakże opinią z Uniwersytetu Warszawskiego, że jej choroba nie była psychiczna ale fizyczna i że nie jest dziedziczna jak sugerował ten konował. Straszne jest to, że on nie tylko nadal jest lekarzem ale nadal „leczy” ludzi z wymyślonych przez siebie „chorób”. I tego typu kłamstwa przed obliczem sądu snuł doktor, który przez pięć lat moich „badań” nie zadał mi nigdy ani jednego pytania. Bredził że się uczyłem przeciętnie od siódmego roku życia i się skompromitował, kiedy się okazało że jako jedyny w szkole rozpocząłem naukę wyjątkowo w wieku 6 lat i byłem wzorowym uczniem. Dr B nigdy o to nawet nie zapytał więc w sądzie nastąpił nieunikniony blamaż tego kłamliwego szarlatana. Dr Robert B ze Szczecina to tylko stęchły relikt stalinowskiego systemu niszczenia ludzi przy pomocy psychuszek. Obrażał mnie i moją nieżyjącą matkę na sali sądowej usiłując sprowokować do wybuchu gniewu i uzyskania pseudo dowodu mojej „niepoczytalności”. Kolejny prowokator, kompromitacja funkcji biegłego psychiatry, żałosna kanalia – usłużny trybik tej mieszkaniowej mafii.

Mimo, że Sąd prawomocnie i niezaskarżalnie nie pozwolił mnie spychiatryzować, policja oraz prokuratura nie dały mi spokoju. Przez cały 2016 rok wydzwaniali do mnie z polickiej komendy i bezprawnie umawiali mnie na wizyty u psychiatrów. Prokurator także bombardowała mnie pismami o powołaniu kolejnych biegłych psychiatrów nie posuwając się jednak do wyznaczania mi jakichkolwiek spotkań z nimi na drodze pisemnych wezwań aby nie tworzyć zaskarżalnych dowodów. Ograniczono się jedynie do telefonicznego męczenia mnie policjantami po to aby nie pozostawić po tym nękaniu fizycznych śladów w dokumentacji i wytworzyć przy okazji fałszywe wrażenie że ja się leczę psychiatrycznie „samodzielnie/dobrowolnie”. Wydzwaniali do mnie nieustannie a jednocześnie w dokumentacji ponownie udawali że mnie szukają i nie wiedzą gdzie jestem. W aktach prokuratora znajdują się wezwania do psychiatrów których nigdy do mnie nie wysłano – tak samo jak nie dostarczone pisma do Pani Mecenas, że może być obecna przy tych badaniach – znowu były w roku 2016 preparowane fałszywe dowody na to, że się przed kimś ukrywam i że mam adwokata. Nieudolnie było to jednak robione, bowiem w tych samych aktach są też notatki policjantek i policjantów którzy przez telefon bezprawnie mnie nękali umawiając samowolnie na wizyty u psychiatrów. Usiłując rozpaczliwie mnie w coś wrobić bezmyślnie sami dostarczyli na to w końcu dowody. W połowie 2016 roku po kolejnym tego typu telefonie zażądałem od policji pisemnego wezwania jeśli ma do mnie jakiś interes. Nalegałem na pisemne wezwanie albo zaprzestanie nękania.

W tej sytuacji w czerwcu wezwał mnie pisemnie do siebie naczelnik wydziału kryminalnego polickiej komendy policjant K w stopniu magistra. Stawiłem się ze świadkiem a on zameldował nam że sprawdził mnie i nie jestem wcale poszukiwany. Poszukiwał mnie żeby powiedzieć mi, że nie jestem poszukiwany – to czysty obłęd. Zrobił to jednak tak, aby nie było śladu w papierach, bo wezwania nie dostarczył mi listonosz lub poczta ale policjant z patrolu – więc nie ma go w aktach – oraz tego że na komendzie u naczelnika Kozłowskiego byłem. Oznajmił mi oraz Magdzie z którą tam przybyłem że zna obie rybaczki i wie że „czasami lubią sobie kogoś pomówić”. Odparliśmy mu wówczas, że mamy ważniejsze sprawy niż pomówienia kłusowników lub „troska” o moje zdrowie psychiczne niezdrowo wykazywana przez policję bo Magda jest w zaawansowanej ciąży no i to tyle. Sprawę po tej rozmowie natychmiast umorzono. Dwa dni później jednak ponownie mnie wciągnięto na listę poszukiwanych, sprawę odmorzono i dalej nękano nie pozwalając normalnie żyć. Ponownie udawano że się ukrywam i ponownie, że policja mnie szuka.

Kiedy byłem za granicą, Ariel G powrócił i ponownie przystąpił do nielegalnego zamieszkiwania ze swoją kochanką oraz dzieckiem na terenie budowy. W czasie gdy ja i Magdalena ciężko pracowaliśmy aby dokończyć budowę i odłożyć środki na własną działalność, Ewa K zerwała plombę z mojego licznika po czym z resztą patologii nakradła na moją szkodę prądu na ponad 3600 złotych co wynikało z faktur którymi windykował mnie zakład energetyczny. Nie pomogło nawet odcięcie prądu, które od razu Eneii zleciłem, bo licznik został natychmiast nielegalnie podłączony do sieci a kradzież kontynuowana. Jest to przestępstwo ścigane w Polsce z urzędu. Z jednym wyjątkiem – jeśli popełni je Ewa K to nie jest to przestępstwo ścigane z urzędu bo w Polsce nie ma urzędnika ścigającego Ewę K. Dowód: zgłosiłem po powrocie tę kradzież polickiej policji i udokumentowałem ją protokołami odczytu licznika sprzed i po kradzieży oraz przy jego wymianie – bowiem aby mnie w dalszym ciągu nie okradano nakazałem zainstalowanie licznika o charakterze przedpłatowym – a zaprzyjaźniona z Ewą K policjantka bazując na kolejnej nieprawdziwej fakturze (sic!) przyniesionej przez sprawczynię na policję umorzyła śledztwo z powodu rutynowego na tej komendzie braku znamion czynów zabronionych. Ponieważ jednak Enea nie stwierdziła wpływu środków z nieprawdziwej faktury zażaliłem tę decyzję a prokuratura je przyjęła. Jednakże do sądu prokuratura skierowała kuriozalny wniosek o umorzenie tej kradzieży „informując mnie” o tym ale tak abym się o tym nigdy nie dowiedział. (7) Zmieniono bowiem na kopercie moje imię z Robert na Piotr i Inpost nie chciał wydać mi przesyłki. Panienka z okienka rutynowo poczuła się wobec mnie obrażona i potraktowana jak jeszcze przez nikogo w życiu – oni wszyscy dokładnie tak samo reagują kiedy im się zadaje proste merytoryczne pytania. Odruch Pawłowa mają niezmienny na przestrzeni lat. Po numerze przesyłki ustaliłem jednak u panienki nadawcę i udałem się do… prokuratury i dopiero tam otrzymałem kopię pisma którego miałem nigdy nie otrzymać – oczywiście z prawidłowym imieniem, co dowodzi że imię na kopercie zmieniono celowo aby pismo do mnie nie dotarło. I pomimo iż pismo posiadam, i tak nie wiem dlaczego prokuratura w piśmie tym wniosła o umorzenie Ewie K kradzieży prądu skoro wg rozporządzenia Ministra Finansów (8) karze podlega nawet samo naruszenie plomby w układzie trójfazowym a do tego właśnie przyznała się Ewa K pod naporem pytań na tę okoliczność Sędzi Agnieszki M. Okazało się, że najlepszym adwokatem dla psychopatki Ewy K jest ta sama prokuratura Szczecin Prawobrzeże i Zachód i ta sama policka policja, które chcą ze mnie zrobić wariata. Organy ścigania bronią prawdziwego złodzieja który dał się przyłapać – przecież to hańba dla praworządności. Składaliśmy jako pokrzywdzeni z Magdaleną trzy lub cztery pisma do Eneii (9) żądając dokładnego oszacowania naszej szkody, ponieważ windykowano mnie na oko – „metodą szacunkową”. Ponad rok domagaliśmy się pisemnej merytorycznej odpowiedzi. Bezskutecznie. W końcu aby tę sprawę do końca zatuszować zakład energetyczny który wcześniej mnie windykował stwierdził po niemal dwóch latach od kradzieży że jednak wpłynęły środki z fałszywej faktury Ewy K co jest niedorzeczne bowiem nigdy tych środków ten sam zakład nie odnotował na kolejnych fakturach jakie wystawiał. Maksymalnie naciągana historia – ale to świadczy jak szerokie są wpływy mafii. Podejrzewam że doszło do korupcji u dostawcy energii aby Ewa K uniknęła karnej odpowiedzialności. O skradzionych kilowatach, które można bardzo łatwo wyliczyć z obydwu protokołów odczytu licznika nawet nie wspomnę, bo dowodzą oczywiście że prądu „ubyło” zamiast „przybyć”. Mimo wielu pism i naszych żądań nigdy tego nie obliczono. To jednak nie koniec tuszowania kradzieży prądu Ewy K. Sąd pod moją niewiedzą umorzył tę kradzież prądu przychylając się do wniosku obrończego prokuratury (która z urzędu ma obowiązek to ścigać a nie umarzać) ale nawet mi o tym nie powiedział i dopiero kolejny rok później się o tym dowiedziałem, kiedy sam się zwróciłem na piśmie do sądu nie mogąc się doczekać informacji na temat tej sprawy. Zostałem bezczelnie okradziony, są na to niezbite dowody, a ja do dziś nie wiem dlaczego organa ścigania i wymiar sprawiedliwości za wszelką cenę starały się Ewie K tę kradzież zatuszować.

Nie od dziś wiadomo że psychopaci z powodu chorobliwej żądzy wpływania na życia innych ludzi aby się „realizować” lgną do organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, gdzie stanowią olbrzymią nadreprezentację w stosunku do statystycznego prawdopodobieństwa. Możliwość niszczenia innym życia przyciąga ich tak samo jak pedofilów praca w pobliżu dzieci. I mimo iż to powszechnie znane zjawisko – panuje całkowity brak mechanizmów kontrolujących psychopatów aby utrzymać ich z dala od środowisk decyzyjnych a zwłaszcza organów ścigania i sądownictwa. Psychopata w tych instytucjach jest jak pedofil w żłobku – wytwarza niewyobrażalne spustoszenia.

W ramach zatruwania mi każdego aspektu życia Ewa K, która jak każdy psychopata uwielbia ponad wszystko kontrolować cudze życie, zmieniła mój adres do korespondencji podszywając się pode mnie na infolinii Orange i w efekcie przez pół roku nie docierały do mnie faktury za Internet ale wędrowały na adres jej pizzerii Pasieka przy ulicy Piłsudskiego 15, gdzie ginęły bez śladu.

Wysyłała też podpisane moim nazwiskiem obelżywe pisma do Eneii aby mnie skonfliktować z dostawcą energii. Te podrabianie podpisu dokonane przez nią nie było jednak istotne dla prokuratury dla której „podrobienie” mojego podpisu było strasznym wykroczeniem, kiedy informowało prokuraturę, że była kurator Ewa K wykańcza ludzi aby przejąć ich nieruchomości.

Ktoś umieszczał też przez cały rok 2016 nieprawdziwe ogłoszenia w Internecie jakobym na terenie budowy wynajmował lokale. Takie jak te na przykład.

https://police.nieruchomosci-online.pl/mieszkanie,m2,z-aneksem-kuchennym/12917411.html

Podejrzewam że to ona właśnie i wnoszę o ustalenie sprawcy. Przez cały 2016 rok ludzie do mnie dzwonili usiłując wynająć mieszkanie. Dopiero po poinformowaniu prokuratury telefony od ludzi pragnących wynająć lokal nagle ustały ale nigdy mnie nie poinformowano kto umieszczał w sieci te fałszywe ogłoszenia podszywając się pode mnie.

Obecnie – maj 2018 – w skradzionym lokalu do którego nie mam kluczy przywłaszczonych 5 lat temu przez Ariela G non stop leci odkręcona woda aby mnie zrujnować rachunkami – tak jak kiedyś z prądem. Policja odmawia interwencji.

Do sądu nieuczciwy adwokat Bartosz Szyrwiński pracujący dla Ewy K składał kłamliwe pisma jakobym był sprawcą policyjnych interwencji czego policja nie potwierdziła odpisując, że taka interwencja o jakiej donosił Bartosz S nie miała nigdy miejsca. Jego fałszywe oskarżenia są w protokołach z rozpraw a sprostowań policyjnych nie ma. Ten osobnik oskarżał mnie przed obliczem sądu o schizofrenię oraz o celowe spowalnianie procesu budowy kiedy to on o wstrzymanie tych prac osobiście do tego samego sądu wnioskował. Gdy sąd w osobie SSR Agnieszki M do jego wniosków się przychylił i zabronił mi legalnie pracować (sic!) adwokat S natychmiast napisał do prokuratury zawiadomienie, że opóźniam budowę. Już trzy lata jestem bezrobotny bo tak chciała Ewa K.

Dokładnie w tym samym momencie kiedy sąd bezprawnie zabronił mi pracować powiatowa inspektor nadzoru Monika M zaczęła bezpodstawnie wymuszać pewne prace budowlane. Usiłowano mnie postawić w sytuacji bez wyjścia sprzecznymi decyzjami i robione jest to nieustannie.

Dwukrotnie zdewastowano w budynku kotłownię. Dwa razy uszkodzono kanalizację aby budynek spowił smród ze ścieków. Podrzucano padlinę czego dokonał Ariel G. Włamywano się też z wewnątrz budynku do mojego garażu gdzie trzymam dokumenty budowlane i narzędzia, uszkodzono drzwi, zamek i bramę do niego. Wymieniono kilka zamków. Na wszystkie sposoby zatruwano mi życie.

Ponieważ Ariel G nie zwrócił kluczy które nakazała mu oddać policja ale w dalszym ciągu namolnie mieszkał powiadomiłem o jego samowolach budowlanych kilka razy nadzór budowlany. Powiatowa inspektor nadzoru natychmiast zaniechała działań kryjąc obecność na terenie budowy osób nieupoważnionych, które zakwaterowała nielegalnie K. Osób już usuniętych przez policję. M napisała że prokuratura coś stwierdziła i dlatego ona się pojawiła opuszczając najciekawszy fragment o tym że prokuratura nakazała się jej pojawić kiedy ja ją o zaniechaniach M powiadomiłem. M sporządziła nieprawdziwy protokół z kontroli w którym nie stwierdziła obecności dzikich lokatorów którzy tam nielegalnie mieszkali. Rok zwodziła wszystkich, że nikt nie mieszka kłamiąc w żywe oczy pod tym względem wszystkim stronom oraz instytucjom. Policja natomiast w minutę znalazła dzikiego lokatora i go usunęła. To jest po prostu horror to co wyczynia powiatowa inspektor aby zamataczyć rzeczywistość. Stwierdziła świadomie nieprawdę w protokole z jej kontroli, że nikt nie mieszka na budowie. Stwierdziła też kłamliwie, że to ja dokonałem szeregu uchybień na terenie budowy, między innymi że wybudowałem się nielegalnie na działkach sąsiednich. Te fałszywe zarzuty posłużyły z kolei za pretekst do wymuszenia inwentaryzacji powykonawczej aby je „udowodnić”. Monika M nie bacząc na to że nie mam środków z powodu nieustannych kradzieży i dewastacji celowo narzuciła termin niemożliwy do wykonania. Chociaż nic mnie nie zobowiązuje do wybudowania mojego własnego domu w jakimkolwiek terminie i robię to w miarę posiadanych środków i możliwości bezprawnie zaczęła narzucać czynności i terminy. Inna sprawa, że swoją jedną drugą wynikającą z moich udziałów już w roku 2012 skończyłem budować pod klucz i od sześciu lat powinienem sobie z niej spokojnie korzystać. Od sześciu lat niepotrzebnie jestem bezdomny, Proszę Państwa – i proszę w końcu to zmienić. Bo mi się wydaje że nikt nie powinien mi z tym jakiejś łaski robić. A jednak – są tacy którym się wydaje że lepiej wiedzą ode mnie kto może a kto nie może na mojej ziemi i w moim budynku mieszkać. A moje zamieszkanie w moim domu utrudnia między innymi powiatowa inspektor nadzoru M, która jest jednym z najgrubszych ogniw tego przestępczego łańcucha. Wcześniej była powiatowym inspektorem nadzoru w Świnoujściu. Tam pod jej „nadzorem” dla ludzi oszukanych przez takich jak Lesław B – już wpędzonych w długi i wyeksmitowanych z własnych mieszkań – remontowano budynek socjalny. Zmalwersowano miliony złotych ze środków publicznych, w budynku był smród, brud, grzyb, robactwo i dopiero po głośnej na cały kraj epidemii świerzbu NIK zrobiła kontrolę i usunięto ją ze stanowiska. Na identyczne w Policach. Teraz w moim mieście pastwi się nad mieszkańcami.

Zatrudniłem znajomą geodetkę Kazimierę L aby zaspokoić niezdrowe ambicje powiatowej inspektor nadzoru. Tę geodetkę szybko „zachęcono” aby nie wykonała tej inwentaryzacji w przewidzianym terminie. Zaczęła się zachowywać dziwnie. Ciągle zwodziła i odwlekała termin pomiarów. Przez pół roku ich nie wykonała. Mimo iż ją znam bardzo dobrze od lat i nawet z nią kiedyś pracowałem w zawodzie – przekabacono ją tak bardzo przeciwko mnie, że jedynie działała na zwłokę a po kilku kolejnych miesiącach zwodzenia wszczęła nawet karczemną awanturę krzycząc rutynowo o tym, że tak jak ja jej jeszcze nikt nie potraktował. To było naprawdę szokujące usłyszeć coś takiego od dobrej znajomej, której nigdy nawet złego słowa nie powiedziałem, bo nie miałem ku temu najmniejszych powodów. Ba, od osoby, której „po starej znajomości” zleciłem prostą w sumie pracę za którą mogła w jeden dzień kilka tysięcy złotych zarobić. Ktoś precyzyjnie instruuje te wszystkie kobiety, które mi zatruwają życie aby identycznie reagowały – zawsze mówią do bólu dokładnie to samo „że je obrażam i jeszcze nikt ich tak nie potraktował”. Taka zadziwiająca zgodność to cecha charakterystyczna zjawiska gang stalkingu – i bawią się w to oczywiście bolszewickie popłuczyny – te wszystkie ubeckie i esbeckie kapusie i służby. Inną cechą typową dla gang stalkingu jest również to, że zawsze kiedy osaczony znajdzie kogoś kto go broni obowiązkowo osoba taka otrzymuje propozycję nie do odrzucenia: zaszczuwasz z nami albo jesteś zaszczuwany. Każdy znany przypadek gang stalkingu zawiera tego typu metodę na uniemożliwianie obrony. W każdym znanym przypadku chodzi też o przejęcie mieszkania – nikt przecież nie robi takich rzeczy dla samej zabawy. Dręczyciele, z natury przecież anonimowi oraz tchórzliwi, czują się pewnie wyłącznie wobec pojedynczej ofiary. Jeszcze nie było przypadku aby gang stalking odważyli się uprawiać wobec dwóch osób. Pojawienie się w moim życiu Magdaleny pokrzyżowało im plany, bo z dwóch ludzi jednocześnie już nie da się zrobić wariatów.

Wynająłem więc z Magdaleną zupełnie innego geodetę, ze smutkiem kończąc wieloletnią znajomość z sympatyczną zawsze wcześniej Kazimierą i on, czyli Pan Leszek M wykonał pracę w terminie. Dokonał „niemożliwego”. Zrozumiał moją i Magdaleny podbramkową sytuację – że nas Kazimiera zwodziła miesiącami i wystawiła do wiatru wykręcając się rzekomym obrażaniem – i będąc sam obłożony robotami specjalnie dla nas w Sylwestra wykonał wszystkie pomiary, których domagała się M.

W tym samym czasie Ewa K złożyła oszczerczy donos do M jakobym wynajmował na budowie lokal usługowy dla Magdaleny. Ten sam, który ona sobie przywłaszczyła oraz „wynajęła” całej swojej rodzinie. Do dziś zawalają go śmieci Ariela G, jej matki, te wszystkie nakradzione przez niego koszulki, kartony po telewizorach, podrabiane elektronarzędzia którymi handlował, etc. Rutynowo bowiem Ewa K fałszywie oskarża mnie o przestępstwa które sama popełniła tylko po to aby mnie o nie oskarżyć. Po prostu obłęd, ponieważ żaden organ nigdy nie zweryfikował kto jest ofiarą a kto przestępcą. Nikogo nie interesuje stan faktyczny i nikt tego nie sprawdza. Nigdy.

To oszczerstwo oczywiście też była nieprawda bowiem lokal ze względu na utrudnienia ze strony Moniki M musieliśmy wynająć dla Magdaleny dwie ulice dalej. Oto strona tego lokalu na facebooku razem z jego adresem w realu:

https://pl-pl.facebook.com/kosmetyczkapolice/

Powiatowa Inspektor wiedząc że to nieprawda, bo działalność Magdaleny pod zupełnie innym adresem funkcjonowała i tak zaczęła nas nękać. Pod groźbą mandatów wzywała nas z drugiego końca Polski i Europy do swojego biura tylko po to żeby nam życie zatruć. Magdalena dwa razy była w szpitalu z zagrożeniem ciąży w wyniku tego nękania. Ciągano nas tylko po to aby się tłumaczyć z nie bycia wielbłądem. Z inwentaryzacją powykonawczą, której powiatowa inspektor żądała w narzuconym samowolnie terminie wyrzuciła nas natomiast ze swojego biura i zakrzyczała że „nie ma czasu”, bowiem ona w całości obala jej nieprawdziwe zarzuty jakobym się wybudował na działkach sąsiednich. Inwentaryzacja ta nie dość że dowodzi że to sąsiedzi stoją po parę nieistotnych centymetrów na mojej działce to jeszcze stwierdza zgodność położenia budynku z planem zagospodarowania. To było nie do przyjęcia dla zakłamanej inspektor M i po prostu z krzykami nas wyrzuciła ze swojego biura, kiedy w narzuconym terminie przybyliśmy dostarczyć żądaną inwentaryzację. To jednak nie koniec podłości z jej strony.

Wiedząc z wyprzedzeniem, że inwentaryzacja jest i jest dobra, bo jako fizycznie ukończona krążyła tylko w styczniu po urzędach gdzie geodeta zbierał wymagane pieczątki, M w szaleńczym pośpiechu zaczęła prowadzić szereg potajemnych postępowań bez mojej wiedzy, po to tylko aby tę inwentaryzację storpedować. Od początku do końca nielegalnie. W kolejnych dniach roboczych 4, 5, 8 lutego 2016 roku gorączkowo wyprodukowała kolejne kłamliwe pisma, decyzje, postanowienia, etc. Oto one. (10) Nielegalnie, bez mojego udziału, bez możliwości wypowiedzenia się lub przedstawienia dowodów. To niezgodne z prawem i jest to nawet na jej pismach napisane. Powiatowa inspektor nadzoru już tyle kłamstw w dokumentach na mój temat wytworzyła, że sama się w nich beznadziejnie pogubiła. W jednym zarzuca że wybudowałem zjazd do garażu a w innym że nie wykonałem zjazdu do garażu. Zarzuca wszystkie możliwe warianty nie przykładając nawet uwagi aby ten bełkot miał jakieś pozory sensu.

Do czego zmierzają te jej „decyzje”? Ano do tego aby ją pozywać do sądu – to bardzo proste do odgadnięcia. Ona pragnie aby po wieloletniej batalii wygrać z nią na drodze sądowej, bo na tym właśnie polega metodologia, Szanowni Państwo. Wówczas – kiedy sąd łaskawy uchyli jej nielegalne decyzje – powiatowa inspektor wymyśli kolejne bzdurne zarzuty i cała zabawa rozpocznie się od początku. To jest tylko po to czynione aby sparaliżować inwestycje i przysporzyć strat finansowych. Za wszelką cenę. A „cena” kłamliwych decyzji, przegranych w sądzie jest ceną którą i tak płaci ofiara urzędniczej patologii. Tak wygląda metodologia – jest to celowe paraliżowanie – nawet przy pomocy niedorzecznych kłamstw – jakiejkolwiek przedsiębiorczości.

Poniżej jest w źródle identyczna sytuacja, która dowodzi, że między powiatowymi inspektorami nadzoru także istnieje telepatia o zasięgu ogólnopolskim, czyli identyczne instrukcje niszczenia obywateli – metodologia jest bowiem wszędzie dokładnie taka sama:

http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-04-23/nadzor-budowlany-blokuje-inwestycje-od-9-lat-a-przedsiebiorca-wygrywa-w-sadach-panstwo-w-panstwie-o-1930/

Jak widać nawet kosztowna wygrana w sądzie kompletnie niczego nie daje bo urzędas jest bezkarny. Poza tym ma świetne stosunki w sądzie bo swoimi decyzjami daje sądowi pracę. A sąd zarabia łatwo, lekko i przyjemnie. Takie procesy administracyjne to sama przyjemność – nie ma morderców na sali, złodziei, pijaczków wulgarnych – sami ludzie kulturalni i więcej na nich można zarobić niż na bandytach. Sądy zatem durne decyzje uchylają ale… nie karają urzędnika. A więc urzędnicza kanalia bez końca może wytwarzać urojone zarzuty, i kolejne, i kolejne, po to aby w nieskończoność zatruwać życie uczciwemu człowiekowi.

PINB już piąty rok nic nie robi w sprawie samowoli budowlanej Ariela G z PO, który ukradł klucze i mieszkanie w którym nielegalnie zrobił wykończeniówkę a potem nielegalnie mieszkał. W tej sprawie Monika M już piąty rok zaniechuje działań. Wobec mnie natomiast wytwarza fikcyjne uchybienia i celowo naraża na wydatki aby przysporzyć jak największych strat i problemów. Nie ma przecież żadnego sensu żądać inwentaryzacji powykonawczej kiedy budowa nie jest zakończona w tym roboty ziemne, ponieważ po zasypaniu wykopów na ostateczny poziom, zmianie ulegnie wysokość terenu i inwentaryzację trzeba będzie robić ponownie. To tylko jeden przykład rażącego braku kompetencji i elementarnej wiedzy budowlanej inspektor Moniki M. Obrony w ogóle nie uwzględnia w swoich kapturowych werdyktach – które i tak w świetle prawa są nieważne, bo podjęto je w sposób rażąco niezgodny z obowiązującym prawem. A ponadto na podstawie nieprawdziwych zarzutów. Magdalena aż się popłakała widząc takie bezprawie. Sama mając ciężko pomogła mi pożyczonym tysiącem złotych opłacić geodetę, kiedy M nas przez ponad rok czasu zwodziła z odbiorem. Pokryła też ze swoich ciężko zarobionych pieniędzy część kosztów nakradzionego przez Ewę K i Ariela G prądu. Tylko przez złośliwość inspektor M nie mogłem nieodpłatnie użyczyć Magdzie swojego lokalu usługowego na jej działalność i musiała niepotrzebnie płacić za wynajem cudzego na ulicy obok. Zatruto Magdalenie życie jak to tylko możliwe a nękano ją szczególnie mocno kiedy była w ciąży. Była bardzo niewygodnym naocznym świadkiem poczynań sitwy. Monika M nie tylko świadomie łamie prawo ale nawet preparuje nieprawdziwe dokumenty po to aby na ich podstawie zniszczyć życia. O swoich bredniach powiadamia też nieustannie postronne osoby – nie będące stronami jej postępowań – usiłując wywołać konflikt sąsiedzki na podstawie kłamliwych zarzutów jakobym wybudował się na działkach sąsiednich. Podjudza ludzi na siebie nawzajem, podżega do sporów i generuje na masową skalę nieistniejące problemy. Nadużywa władzy i niszczy ze zwierzęcą nienawiścią wszystko co tylko może. Miała ustawowy obowiązek pomóc w sprawie samowoli budowlanej – wówczas zaniechała działań. A kiedy nikt jej o to nie prosił zaczęła tworzyć nieistniejące problemy. Przysporzyła mi kolosalnych strat kryjąc przestępców samowolnie pracujących i bezprawnie mieszkających na mojej budowie. Ja z Magdaleną płaciliśmy za decyzje i zaniechania Moniki M (tuszowanie samowoli i pobytu G oraz koszt inwentaryzacji), a sprawcy ochraniani przez nią kradli nam bezczelnie prąd i wodę, aby wytworzyć jakieś długi, za które można mu będzie ukraść dom. W jaki sposób zorganizowano kradzież prądu na moją szkodę? Adwokat oszustki Ewy K złożył wniosek do sądu o „zabezpieczenie roszczeń”, czyli o moje klucze do mojej własnej skrzynki elektrycznej. Sąd natychmiast to przyklepał mimo iż ten niedorzeczny wniosek złożyła osoba do tego nieupoważniona. Ja kluczyk wydałem szanując postanowienie sądu. Ewa K korzystając z wyłudzonego klucza zerwała plombę, podłączyła mój licznik nielegalnie do sieci i nakradła z G mnóstwo prądu. Aby wyrządzić nam jeszcze większej szkody przez całe upalne lato w piwnicy do której wymieniła zamki włączone były cztery piecyki elektryczne każdy po 2 kilowaty, które grzały całą dobę na okrągło aby zmaksymalizować szkodliwe rachunki. Na koniec Ewa K jeszcze wymieniła w skrzynce elektrycznej zamek abym ja nie miał dostępu do własnego licznika. Sąd o tym wie bo został poinformowany. Na moje pytanie co zrobić z tą kradzieżą i jakie są intencje sądu wpuszczającego lisy do kurnika, sędzia Agnieszka M odparła abym powiadomił policję jeśli są kradzieże. Taka mądra jest pani sędzia, że do dziś nie mogę wyjść z podziwu. Gdyby nie ona kompletnie nie wiedziałbym co robić. Policję powiadomiłem jeszcze zanim ona na to wpadła, potem prokuraturę, potem zakład energetyczny, a na koniec sąd karny i kółko się zamknęło bowiem wszyscy po kolei tę kradzież umorzyli a sąd karny odpisał żebym w tej sprawie udał się na drogę cywilną. Na tę samą od której to się rozpoczęło u sędzi Agnieszki M w prowadzonym przez nią postępowaniu cywilnym – tym samym w którym zrobiła mnie „dłużnikiem” oszustki Ewy K, której nigdy żadnego klucza nie byłem winny. Moje wnioski o zwrot moich skradzionych kluczy ta sama sędzia oddalała. Błędne koło z Magdaleną zatoczyłem w sprawie bezspornej kradzieży prądu której nigdy nie ukarano. Dwa lata i mnóstwo pieniędzy nam zmarnowano tym postanowieniem aby osobie nieupoważnionej wydać kluczyk do skrzynki – mój kluczyk – legalnie nabyty razem ze skrzynką z licznikami – którego oczywiście nigdy nie byłem jako prawowity nabywca nikomu winny. Sędzia Agnieszka M umożliwiła oszustom i złodziejom natworzenie mi długów poprzez kradzieże prądu. Jest to precedensowe postanowienie – po raz pierwszy w historii budownictwa – postanowiono kluczyk do skrzynki elektrycznej legalnego nabywcy i inwestora budowy – powierzyć notorycznym złodziejom – nieupoważnionym do wnioskowania o te klucze, mającym na teren budowy wstęp surowo wzbroniony.

Zgłaszam zatem za poradą sędzi Agnieszki M jeszcze raz tę kradzież prądu budowlanego na moją i Magdaleny szkodę organom ogólnopolskim (spoza zaklętego kręgu w którym kradzież prądu nie nosi znamion czynów zabronionych) zanim dojdzie do przedawnienia tego przestępstwa. Rozporządzenie ministra finansów oraz zdrowy rozsądek nie pozostawiają złudzeń że to czyn karalny, a praworządność, że sprawcy muszą zostać ustaleni oraz ukarani. Co nie będzie trudne nawet dla milicjantów z polickiej komendy, jako że ich informator Ewa K do tej kradzieży przed sądem powszechnym Agnieszki M osobiście się przyznała i jest to w aktach sprawy. Żądam ścigania i przykładnego ukarania sprawców oraz wyjaśnienia kto fizycznie podłączył nielegalnie licznik z którego Ewa K zerwała plombę oraz dlaczego tę kradzież umożliwił sąd cywilny, usilnie pragnęła umorzyć prokuratura i umorzył sąd karny.

No chyba że Rząd Państwa Polskiego machnie na to ręką – w takim przypadku należy o tym powiadomić obywateli Polic i reszty Polski. Być może oni wszyscy zupełnie niepotrzebnie płacą rachunki za energię w czasie kiedy mogą do sędzi M napisać niedorzeczny wniosek, ona postanowi wydać im mój kluczyk i będą mogli z mojego licznika kraść ile wlezie prądu, kiedy nielegalnie podłączą sobie go do sieci po tym jak zerwą z niego plombę. Jeśli ktoś będzie bił pianę to bez paniki bo na pewno zostanie to umorzone na policji, prokuraturze i w sądzie karnym. Polickie organy ścigania są wyrozumiałe w stosunku do złodziei mieszkań i energii. Nie bójcie się kraść prądu ludzie, bo jak się wyda i będzie afera, to zatuszuje to nawet sam zakład energetyczny Enea. Okłamywano was latami że trzeba płacić za prąd a to przecież nieprawda. Kradzież prądu nie nosi nawet znamion czynów zabronionych i są na to dowody na piśmie z polickiej komendy policji sporządzone przez policjantkę Kamilę W. (20) Można go kraść z mojej budowy za darmo i żaden policjant wam krzywdy nie zrobi. Oni z ofiar kradzieży robią bandytów. I strasznie potem dbają o ich zdrowie psychiczne nękając telefonami i udając że ofiarę zgłaszającą tę kradzież… szukają.(21) Można kraść ludziska, wszystkie straty pokryje i tak ofiara albo jakaś ciężarna matka biorąca w tym celu pożyczkę w Providencie.

Jednocześnie policjanci z polickiej komendy zaczęli intensywnie prześladować Magdalenę napuszczając na nią kolesiów ze świebodzickiej komendy. Nam w Policach mydlono oczy pozornymi umorzeniami tego nękania, a w praktyce dalej zatruwano życie zatrzymując co chwilę do jakiejś kontroli drogowej lub nocnymi najściami funkcjonariuszy bez nakazu. Nawet nie wiadomo czego chcieli szukać bo ich nigdy bez nakazu nie wpuszczono. Nachodzili nas po nocach na budowie aby zastraszać. Jednocześnie (dla akt sprawy) udawano że nie wiadomo gdzie jestem i urządzono szopkę z moimi poszukiwaniami w domu Magdaleny. Na Dolnym Śląsku – na drugim końcu Polski. Tam również nachodzono ją, zastraszano, rozpytywano sąsiadów, zaszczuwano identycznie jak wcześniej żonę mojego brata. Ciągano ją po tamtejszej komendzie policji, urabiano przeciwko mnie i wymuszano zeznania wmawiając że jestem chory psychicznie, mam problemy, etc, Strasznie mnie w jej oczach oczernili zawodowi podjudzacze.

Z potajemnych postępowań Moniki M wynikło jej tymczasem, że za rzekomy brak tej inwentaryzacji (której żądała, którą otrzymała i z którą nas z biura wyrzuciła) wymusiła wykonanie projektów zamiennych aby „naprawić” sytuację. To aż tak bezczelna osoba. Kuriozalne jest, że jej obłędne postanowienia są podtrzymywane już trzy lata zarówno w wojewódzkim nadzorze jak i ogólnopolskim. Dlaczego? No nikt nigdy nie zweryfikował stanu rzeczywistego z wytworzonymi przez nią bredniami mimo niezliczonych pism i odwołań. Stwierdziła np. że nie ma w garażu wentylacji a tak naprawdę są tam dwie wentylacje – i nikt tego od lat nie chce tego sprawdzić. W odpowiedziach na nasze skargi dokładano jedynie jeszcze więcej fałszywych oskarżeń i jest ich na dziś kilkadziesiąt. Jej kłamstw nigdy nawet nie nazwano po imieniu – te kłamliwe zarzuty – określa się czasami „wstępnymi ustaleniami powiatowej inspektor nadzoru, które się nie potwierdziły”, ale mimo tej durnej nowomowy decyzje podjęte na podstawie kłamstw nadal nie są uchylone.

Powiatowa Inspektor Nadzoru tuszując dwie samowole budowlane jakich dokonał Ariel G nie tylko rażąco złamała obowiązujące prawo ale sparaliżowała mi możliwość wykonywania mojej legalnej pracy. A to z kolei uniemożliwia mi normalne życie. To też trwa już niemal pięć lat i za kilka miesięcy te samowole mogą się przedawnić dzięki jej zaniechaniom. A jednocześnie wykonywanie pewnych prac nieustannie wymusza, wiedząc doskonale że to niemożliwe. Bo jak wykonać np. pomiary mieszkań, do których nie mam kluczy skradzionych przez ludzi których ona ochrania? No jak?

W tej sytuacji zwróciłem się oficjalnie do obłudnego nadzoru z pisemnym zapytaniem jak się ma nielegalne zamieszkiwanie budowy do przepisów prawa. Inspektor M odpisała że do obowiązków inwestora należy zabezpieczyć teren budowy przed dostępem osób nieupoważnionych na mocy odpowiednich przepisów ustawy Prawo Budowlane.

Niezwłocznie zamówiłem więc kratę wspawaną przy wejściu, która powstrzymała K, G i innych nieupoważnionych do przebywania na budowie. Krata doskonale uniemożliwiła im dalsze wyrządzanie szkód i prowokacji. Psychopatka K usiłowała kratę natychmiast wyłamać, kopiąc, skacząc i szarpiąc za pręty jak małpa, ale policja którą wezwałem poinformowała ją, że jak się wedrze będzie odpowiadać za włamanie. To był jedyny raz kiedy zauważyłem jakiekolwiek emocje na jej twarzy. Każdy psychopata nienawidzi być od swoich ofiar odizolowany – to cecha wyjątkowa, która ich bezbłędnie demaskuje, ponieważ normalni ludzie czują się dobrze z dala od osób skonfliktowanych. Psychopata natomiast odwrotnie. Wstawienie kraty już po raz drugi przywróciło na terenie budowy stan zgodny z obowiązującym prawem.

Aby je i tym razem obejść Ewa K wystąpiła do sądu o klucze, które ukradła oraz o klucze do kraty, którą wstawiłem aby zabezpieczyć przed nią teren budowy. K zamiast się ze mną rozliczyć i zapłacić za mój trud i nakłady, od początku usiłowała tę nieruchomość przejąć bez nakładów drogą oszustw, kradzieży, wrabiania oraz przede wszystkim uporczywego nękania.

Tymczasem inspektor M skontrolowała budowę ponownie i nakazała na piśmie utrzymać te zabezpieczenie czyli kratę informując o tym wszystkie zainteresowane i niezainteresowane strony w tym oczywiście Ewę K. Pół ulicy otrzymało od M te postanowienie. M powiadomiła o tym wszystkich, bo usilnie stara się przedstawić jako dobrego urzędnika walczącego z nieprawidłowościami. Tymi, które z palca wyssała. Moich sprostowań i dowodów na jej brednie nigdy nie rozsyła tym wszystkim ludziom niestety a jeżeli ktoś się za mną wstawi to go spławia twierdząc że nie jest stroną postępowania.

W sądzie Agnieszki M ponownie postanowiono abym wydał moje klucze, których nikomu nie byłem winny – tym razem do mojej kraty. Sąd ponownie umożliwił lisom wejść do kurnika gdzie będą mogli wyrządzać kolejne szkody. Kuriozalne są decyzje sędziowskie – sprzeczne z obowiązującym prawem i decyzjami kompetentnych organów. One generują wyłącznie eskalację sporu i wynoszą konflikt na wyższy poziom umożliwiając notorycznym przestępcom dalsze wyrządzanie szkód prawowitemu właścicielowi. Ewa K jako współwłaścicielka mogła całymi latami kupić sobie klucze, kratę lub cokolwiek na budowę. I zastanawiające, że przez tyle lat niczego nie nabyła. Ani jednego klucza na przykład – nawet takiego do skrzynki z licznikami za 3 złote.

Tak więc w ramach stawiania mnie w sytuacji bez wyjścia Monika M nakazała zabezpieczyć budowę przed dostępem osób nieupoważnionych pod rygorem grzywny a potem nakazała utrzymać te zabezpieczenie czyli wstawioną kratę, a sędzia Agnieszka M postanowiła wydać moje klucze do mojej kraty chroniącej przed osobami nieupoważnionymi teren mojej budowy. Pobyt Ariela G groził mi 75 tysiącami grzywny, (bo odkąd dowiadywał się Ariel G kwotę podniesiono) a wydanie kluczy groziło pobytem Ariela G na terenie budowy. W takich właśnie sytuacjach już od lat nieustannie stawia mnie ta sitwa. A sam Ariel G nachodzi mnie, nęka i szantażuje że jak go nie zostawię „w spokoju” to on doniesie że mieszka nielegalnie aby mnie jako inwestora ukarano.

Te postanowienie zostało zażalone lecz to co jest kuriozalne jeszcze bardziej to fakt że o te same klucze do tej samej kraty K pozwała mnie dodatkowo do innego sądu. Tam powiadomiłem sąd, że ta sprawa już jest przed innym sądem rozpatrywana i że K jako osoba nieupoważniona nie może składać tego typu wniosków wobec uczestnika procesu budowy, który wykonuje polecenia nadzoru. Nie powinny się toczyć dwa postępowania dotyczące tego samego ale się toczyły – wbrew prawu – bowiem tu nie chodzi o praworządność ale o wytworzenie rzekomych długów.

Drugi sąd, Sędzi Anny D, odrzucił niedorzeczny wniosek Ewy K o klucze do kraty uznając go za bezzasadny i wydał na tę okoliczność prawomocne postanowienie. Pierwszy sąd jednakże Sędzi Agnieszki M podtrzymał swoje pierwotne stanowisko i w efekcie nastąpiła kolejna interesująca sytuacja wytworzona przez nadzwyczajną kastę: dwa różne sądy rejonowe wydały dwa różne prawomocne postanowienia. Jedno aby kluczy nie wydawać (27) a drugie aby wydać klucze. O obydwa wnioskował nieuczciwy prawnik Bartosz S, aby sprzecznymi decyzjami sądów kolejny raz postawić mnie w sytuacji bez wyjścia, bowiem niemożliwe jest uszanowanie dwóch sprzecznych ze sobą prawomocnych postanowień sądowych.

W tej sytuacji uszanowałem postanowienie sędzi D, ponieważ było w pełni zgodne z ustawą prawo budowlane nakazującą zabezpieczyć teren budowy przed dostępem osób nieupoważnionych. Było też zgodne z wyższym prawem, bo Konstytucją której artykuł o niezawisłości sędziowskiej określa jasno że sądowe postanowienia, wyroki, orzeczenia etc. nie mogą naruszać zapisów konstytucji ani żadnej ustawy. A zatem postanowienie sędzi Agnieszki M było niezgodne z konstytucją i ustawą prawo budowlane. Postanowienie sędzi Anny D było a ponadto było zgodne również z moim świętym prawem do ochrony mojego prywatnego majątku przed notorycznymi złodziejami: Ewą K i Arielem G który się zrobił namolny. Nachodzi mnie po nocach, krąży wokół budynku, robi mi i jemu jakieś fotografie, zupełnie jak niepoczytalny – i mimo upływu lat nadal posiada jakiś niezdrowy sentyment do cudzej własności.

Wybitnie pomagały G dokonywać przestępstw, czyli mieszkać nielegalnie na terenie budowy, skorumpowane podejrzewam urzędniczki z wydziału spraw obywatelskich urzędu miasta Police. Otóż Magdalena jako mój pełnomocnik oraz pracownik dozoru, po kradzieżach prądu, preparowaniu nieprawdziwych faktur i tuszowaniu samowoli budowlanych odkryła także, że jeszcze jedna instytucja bierze udział w tym szwindlu. Ujawniła bowiem, że G, jego żona i ich dziecko są na mojej budowie zameldowani bez mojej wiedzy o czymś takim. Nielegalnie oczywiście lecz na pobyt stały. Potajemnie. Pod zmyślonym adresem. Udaliśmy się razem do urzędu meldunkowego objaśnić tę sytuację. Urzędniczka, która nie chciała się przedstawić i którą mogę opisać jedynie obrazowo – taka sucha, młoda, strasznie pogarbiona i wyglądająca jak Kopciuszek poturbowany pogrzebaczem przez macochę – powiedziała że to jakaś pomyłka te absurdalne zameldowanie i jeśli przyniesiemy jej do wglądu akt notarialny zawierający informacje o prawach do nieruchomości to nielegalne zameldowanie natychmiast się anuluje a problem od ręki naprawi. Naszej rozmowie przysłuchiwała się druga anonimowa urzędniczka wyglądająca z kolei jak żona Shreka z tym że nie była oczywiście jak tamta zielona. Blondynka, pulchniutka i taka okrągła jak pączek na całej buzi. Powiedziała nam, że wniosek o zameldowanie G złożyła Ewa K i że to ona we wniosku tym wprowadziła urząd państwowy w błąd podając nim świadomie nieprawdziwe dane. To jest przestępstwo lub wykroczenie i podlega ściganiu. Na drugi dzień przybyliśmy z aktem notarialnym problem wykreowany w tym urzędzie naprawić ale niczego nie naprawiono. Do okienka nie przybyła ani Fiona ani Kopciuszek ale naczelnik wydziału spraw obywatelskich Iwona K i wydzierając na nas mordę wykrzyczała, że ma w dupie prawo budowlane bo ma swoje o ewidencji ludności. Byliśmy wstrząśnięci tego typu zachowaniem. Na pytanie, który artykuł tego prawa pozwala zameldować na budowie (!) która jest cudzą nieruchomością (!) pod zmyślonym adresem (!) osoby nieupoważnione w tym niemowlę (!) nie potrafiła odpowiedzieć. Zrobiła się czerwona i tak strasznie darła ryja, że zaczęły płakać dzieci na korytarzu. To były jakieś anormalne wrzaski łudząco podobne do archiwalnych przemówień Fuhrera. To był po prostu szok jak tam nas potraktowano. Stosunkowo często krzyczy się na mnie w rozmaitych urzędach, właściwie to od momentu histerycznych wrzasków żony kłusownika, krzyczy się niemal zawsze, ale aż tak głośno jak Iwona K to nawet olbrzymia inspektor M nigdy nie ryczała. W żaden sposób nie udało nam się z tą drobną, przeraźliwie wrzeszczącą kobietą nawiązać zrozumiałego kontaktu. Naczelnik K w bardzo szybkim tempie stała się zupełnie niezdolna do uproszczonej komunikacji werbalnej stając się kompletnie niekomunikatywna. Wyszła z siebie na wieść, że się kilka dni po fakcie dowiedziałem o potajemnym zameldowaniu rodziny G o czym nie powinienem całymi latami się dowiedzieć w jej mniemaniu. Z tych trzech pań urzędujących w wydziale spraw obywatelskich urzędu miasta Police jedynie Fiona i Kopciuszek sprawiają normalne wrażenie i posiadają umiejętność prowadzenia spokojnej konwersacji. Gdyby nie ich kłamstwa i skłonności do fałszowania dokumentów można by je wziąć nawet za osoby sympatyczne, bowiem złośliwie ale jednak śmieją się czasami i nigdy nie podnoszą głosu. Iwona K natomiast jest z zupełnie innej bajki. Takiej o gestapowcach, sado maso i pejczach. Wydzierając się „tłumaczyła” mi i Magdalenie, że Ariel G może mieszkać na mojej budowie, bo ma tam „centrum swoich spraw życiowych”. Frau K wrzeszczała o tym tak przekonywująco, z taką furią i pewnością siebie, że zacząłem rozumieć, w jaki sposób udało jej się zużyć aż trzech mężów. Teraz bodajże czwartego w ten sposób zużywa i jeśli mogę mu coś przekazać to jedynie życzenia aby pejcze frau K były mu nad wyraz miękkie, bo inaczej nie dotrwa nawet do połowy menopauzy. K krzyczała w kółko jak podłączona do wzmacniacza katarynka, że ma w dupie prawo budowlane, bo ma swoje prawo o ewidencji ludności ale jak spuściłem wzrok poza barierkę i się jej dupie kontrolnie przyjrzałem i zapytałem jakim cudem udało jej się wepchnąć w tę chudą dupę aż tak grubą ustawę, dostała szału normalnie. Pomijając jednak sprawy czysto techniczne, okazało się że w sprawach merytorycznych, na mojej posesji jakiś karaluch G potajemnie się wślizguje i robi sobie „centrum życiowe”, a urzędnik Iwona K nielegalnie go melduje na pobyt stały pod fikcyjnym adresem i jeszcze nieludzko wydziera mordę na poszkodowanych.

Kim ona jest proszę Państwa? No cóż… z mojego śledztwa wynika że to niemiecki agent przysposobiony do rugowania Polaków z ich ziemi. Mi, Magdalenie i naszemu dziecku nie pozwoliła się zameldować we własnym domu, ponieważ to jest budowa stwierdziła odkrywczo. Przybłęda G natomiast, jego kobieta oraz ich dziecko mogli jednak być zameldowani na mojej budowie, pod fikcyjnym adresem i to nawet bez mojej wiedzy. Potajemnie. Okazuje się, że aż na kilku frontach usiłowano wyłudzić kamienicę, którą zbudowałem. Fałszywymi fakturami oraz fałszywymi zeznaniami złożonymi w sądzie, robieniem ze mnie wariata, oraz równolegle drogą fikcyjnego zasiedzenia preparując w tym celu nielegalne zameldowanie Gołębiewskich na pobyt stały. Pod fikcyjnym adresem, który po dziś dzień nie istnieje. Iwona K to kolejna patologicznie skorumpowana macka polickiej ośmiornicy. W ważnym interesie społecznym mieszkańcy Polic powinni wiedzieć o jej dokonaniach wszystko. Jej zadaniem jest sprowadzać do naszego kraju, za który miliony Polaków walczyło i oddało życie, egzotycznych emigrantów stawiając oburzoną ludność przed faktem dokonanym. Mieszkańcy miasta muszą wiedzieć ze względu na własne bezpieczeństwo, że osoba ta ma w zwyczaju zameldowywać na pobyt stały obce przybłędy na cudzych posesjach. Szkoli się w tym kierunku nieustannie jeżdżąc do Niemiec, tam zapewne ćwiczy też wydzieranie mordy i podpatruje rozwiązania stosowane tam aby instalować niechcianą dzicz rdzennym mieszkańcom. Gdyby nie dojście do władzy PIS już dawno w Policach zaroiłoby się od czarnej i hebanowej przestępczości sprowadzonej przez Iwonę K i jej bajkowe komando. Ponadto ona jako jedyna w mieście i chyba w kraju nie widzi zagrożenia dla bezpieczeństwa związanego z pobytem tych obcych:

http://policki.pl/nie-ma-zagrozenia-bezpieczenstwa-w-zwiazku-z-pobytem-uchodzcow/

Nie pozwala zameldować się właścicielowi na jego własnej posesji a melduje na niej pod nieistniejącym adresem na pobyt stały osoby nie mające żadnego tytułu prawnego do tej nieruchomości. Ma w dupie polską ustawę prawo budowlane co wszem i wobec donośnie głosi i melduje na budowie nawet niemowlęta. Wywraca do góry nogami wszystko co napisano w polskim prawie na temat BHP w budownictwie. Podejrzewam że została przez Ariela G oraz Ewę K skorumpowana. Preparuje nieprawdziwe dokumenty i prowadzi nielegalne postępowania bez udziału strony – te w sprawie wymeldowania Go prowadziła w przewlekły sposób grubo ponad rok, matacząc i pozwalając aby fałszowano nagminnie w tym postępowaniu dowody. Sprowadzano fałszywych świadków i spisywano ich fałszywe zeznania. Nielegalnie utrzymywano w niewiedzy o postępowaniu właściciela i pracownika dozoru aby nie mogli złożyć prawdziwych zeznań. Mieszkańcy Polic mają prawo wiedzieć, że Iwona K zrobi wszystko aby tak jak Monika M zniszczyć życie mieszkańcom. Police to nie jest bezludna wyspa. Mieszka tu kilkadziesiąt tysięcy ludzi i oni wszyscy wyjeżdżają do pracy, na wakacje, urlopy lub za granicę. Mieszkańcy Polic powinni we własnym interesie wiedzieć, że po powrocie mogą w swoim domu zastać obcych zameldowanych tam potajemnie przez Iwonę K. Złodziejaszek z Platformy Obywatelskiej Ariel G nadal szuka cudzego lokalu, do którego mógłby się jak świnia wprosić i urządzić „centrum spraw życiowych”. U siebie jednak Iwona K nie zameldowała na pobyt stały ani jednego G, ani jednego uchodźcy, ani jednego K a jedynie trzech mężów, których już dawno zużyła. Iwona K jest wrażliwa na lęki przed nierównościami społecznymi, o czym donosi światu w pseudonaukowych publikacjach:

http://studylibpl.com/doc/934259/l%C4%99k-przed-nier%C3%B3wno%C5%9Bciami-spo%C5%82ecznymi

Nie pisze w nich niestety o własnym wkładzie w te nierówności czyli o bezprawnym rozdawnictwu cudzego mienia dla „potrzebujących” aby nikt (no może z wyjątkiem prawowitego właściciela) nie był wykluczony społecznie lub bezdomny. Zainstalowana na tym stanowisku została przez PO – Przestępczą Organizację Ariela G aby osiedlać na polskiej ziemi obcą hołotę i mniej lub bardziej umiarkowanie czarnych przestępców. Jest ze względu na posiadane uprawnienia szczególnie dla miasta szkodliwa i niebezpieczna. Dwa lata czasu mi i Magdalenie zmarnowała na usunięcie problemu, który wytworzyła potajemnie. A ja do dziś nie mogę we własnym domu się zameldować i zamieszkać normalnie. W domu, który na swojej własnej ziemi własnymi rękami zbudowałem aby rozbudować własne miasto, bez żadnej łaski lub pomocy ze strony któregoś urzędu. Skargi na nią do Burmistrza powracają że to jest „doskonały urzędnik rzetelnie pełniący swoje obowiązki”. Po prostu kpiny.

                Jej wrzaski na mnie i Magdalenę skończyły się tym, że wymusiłem kontrolę budowy, która miała stwierdzić, że żaden G nie mieszka na budowie przy ulicy Słonecznej 5/4 w Policach. Jest to niemożliwe z kilku powodów:

– taki adres nie istnieje ponieważ jeszcze nie nadałem numerów mieszkań i K, która zna na pamięć ustawę o ewidencji ludności wie o tym doskonale więc świadomie ewidencję ludności zafałszowała w oficjalnych dokumentach,

– usunęła go z terenu budowy policja,

– jak powrócił, przepędził go z budowy precz właściciel i dozorca,

– odkąd pojawiła się krata G wynajmuje sobie jakąś norę, gdzie składa jaja, hoduje zwierzęta i ma „centrum życiowe”.

                Iwona K przysłała na drugi dzień na ustaloną kontrolę dwie podwładne, które się nie przedstawiły, wspomnianego Kopciuszka i Fionę. O umówionej godzinie obie w towarzystwie dwóch strażników miejskich (nie wiadomo nawet po co) przybyły na podwórko. Punktualnie. Otworzyłem im drzwi wejściowe na klatkę schodową i zaprosiłem do środka aby się mogły osobiście przekonać że nikt w budynku nie mieszka. Za nic nie chciały wejść i skontrolować tego co przyszły skontrolować. Nawet domofonu im się nie chciało nacisnąć aby się upewnić, że nikogo w budynku nie ma. Prosiłem kilkanaście razy aby weszły do budynku i zobaczyły na własne oczy to co przyszły zobaczyć na własne oczy ale żadna z nich nie chciała niczego oglądać. Kopciuszek na podwórku napisała z tej pseudo kontroli protokół w którym stwierdziła nieprawdę, że w budynku „się mieszka”. Ot tak po prostu. Wywnioskowała ten absurd z anteny satelitarnej jaką w przeszłości zainstalował bezprawnie G na poręczy balkonu mieszkania które bezprawnie ukradł. Wbrew żądaniom nie dostałem od Kopciuszka kopi tego sfingowanego protokołu. Podejrzewam, że dlatego ponieważ za mało był on fałszywy i nie zaspokajał aspiracji sitwy. On już w aktach nie istnieje – został zniszczony – nie ma po nim śladu. Po moim wyjeździe po kilku tygodniach jak już nie było mnie w kraju, Fiona i Kopciuch powróciły i zrobiły jeszcze jedną kontrolę – tym razem w ramach toczącego się kompletnie bez mojego udziału postępowania jakie zorganizowała K. Ten drugi protokół jest już wystarczająco fałszywy i sfingowany dla potrzeb mafii, która mnie okrada i dręczy. Ten protokół udało się po latach uzyskać. Oto on (25). Stwierdza same rewelacje; że na pierwszym piętrze znajduje się mieszkanie Ewy K oraz to co jeszcze bardziej bezczelne, że na drugim piętrze jest mieszkanie… Ariela i Marty G. Takie oto fałszywki preparuje się oficjalnie w urzędzie miasta. Mi nic nie wiadomo aby K jakiekolwiek mieszkanie nabyła na swoją wyłączną własność, bo obydwa mieszkania na I piętrze sfinansowałem i wykonałem w stu procentach samodzielnie. Tym bardziej Ariel i Marta G, niczego nie nabyli nigdy na tej posesji. Ukradli największe mieszkanie – te które zajmuje całe II piętro – włącznie z kluczami do niego. Oni nie tylko niczego nie nabyli ale wręcz zdewastowali w tym lokalu nabyte przeze mnie drzwi i okna, że o nakradzionym prądzie i wodzie nie wspomnę. Tego nie ma w protokole. W tym fałszywym protokole naturalnie nie ma też żadnej informacji skąd pochodzą prawdy objawione o „właścicielach” mieszkań. Nie ma też oczywiście tej prawdy, że adres G jest wzięty z powietrza.

Dzielili się moim majątkiem jak własnym, zupełnie jakby mnie już nie było – cała ta swołoczownia była po prostu pewna, że przy pomocy gang stalkingu, zmasowanych fałszywych oskarżeń i fałszywych dokumentów skutecznie umieszczą mnie w psychiatryku i nikt już nigdy nie będzie nawet słuchał w przyszłości tego co mam do powiedzenia. To nie jest żart tylko smutna rzeczywistość, albowiem psychopatka K jest tak zdegenerowana i zachłanna na cudze mieszkania, że nawet rodzoną matkę spsychiatryzowała i sprzedała. Co do grosza puściła matkę z torbami. Tylko i wyłącznie dla pieniędzy pozbawiła ją męża, brata, ich mieszkań, samochodu i wszystkich oszczędności. Obecnie jeszcze się nad matką znęca zabierając emeryturę i faszerując psychotropami, żeby smutna nie chodziła i krzywd nie pamiętała. Męża załatwiła podobnie kilka razy go puszczając z torbami. Jak już oczyściła go dokładnie z całego majątku i się z nim rozwiodła to wyrolowała go z mieszkania. A jak w końcu bez niczego wrócił mieszkać do mamy – to psychopatka nawet tam za nim polazła bo ona nigdy nie przestaje się pastwić i ponownie go wrabia aby zagarnąć tym razem mieszkanie jego matki. Byłemu mężowi też oczywiście załatwiła policyjne „poszukiwania” aby go z tego mieszkania wykurzyć. Tutaj jest list miłosny policji kryminalnej, która go niby szuka. Oczywiście za podrabianie dokumentów, bo to w tej patologii to jest rodzinna tradycja.

http://poszukiwani.policja.pl/pos/form/r64297,KRZECZEK-MIROSLAW.html

I takiemu bydlakowi jak Ewa K, wszystkie urzędy, organy i wymiary nieba są w stanie przychylić, spreparować dowolne fałszywe dokumenty i zatuszować każde przestępstwo – nawet wykańczanie ludzi – czyli to co ta psychopatka lubi najbardziej.

                Jest tak zachłanna, że nawet Pana Antoniego Antonowskiego wykończyła, który pracując dla niej na czarno umarł na progu jej pizzerii. Na udar mózgu mu się umarło – to już prawdziwa epidemia udarów w Policach, która dotyka ludzi upatrzonych przez tę sitwę. Pan Antoni był moim dozorcą zanim poznałem Magdalenę. Pilnował mojej budowy żeby złomiarze jej do skupu nie wynieśli. Bardzo szybko został przez Ewę K „przejęty”. Zwodziła go stałą pracą i obietnicami pieniędzy, których potrzebował dla opieki nad żoną na wózku. Zmarł nagle rozwożąc na czarno dla Ewy Krzeczek pizzę, a ona „zaopiekowała się” natychmiast wdową. Umarł na ulicy, na progu jej pizzerii. Ta przeklęta oszustka, która nawet złotówki we własną budowę nie dała, która bez jakiegokolwiek wyrzutu zaplanowała wrobić mnie na resztę życia w kaftan, nagle zaczęła zupełnie obcej kobiecie robić obiady, organizować dowóz i tym podobne. W tworzeniu z siebie na pokaz drugiej Matki Teresy jest mistrzynią fałszu. Swoją matkę po tym jak ograbiła z dwóch mieszkań i zrobiła bezdomną, trzymała pod kluczem jak psa na zimnej budowie. Ona wyła po nocach jak ustawało działanie psychotropów, nie mogąc się z zamknięcia wydostać. Nagrałem z Magdaleną te nielegalne pozbawianie jej wolności i przedstawiłem sądowi, policji, prokuraturze. Nikogo to nie obeszło nigdy. Chociaż nie – jeden milicjant z komendy w Policach losem pani Demczuk się zainteresował. To było po drugim powiadomieniu prokuratury krajowej i ministra Ziobro. Wszczęto wówczas takie spychologiczne śledztwo, czyli zepchnięto to na barki prokuratury okręgowej, ona obarczyła tym komendę w Policach no i kolega milicjant koleżanki informatorki zawezwał mnie na „przesłuchanie”. Wyznaczył godzinę młodą bo tuż przed północą i jak przybyłem z workiem dokumentów aby co tylko zechce jemu okazać on to kompleksowo zignorował i większość przesłuchania poświęcił na wykład – pasjonujący nawet – o tym że fałszywe faktury Ewy K nie są fałszywe. Dowiedziałem się od niego, że jeśli nie były drukowane jak dajmy na to banknoty domowym sposobem, no to nie są to fałszywki. To że nie zawierają nic prawdziwego nie zbiło go z tropu, czyli na żaden trop nie naprowadziło. W ogóle detektyw jęczał, że jest późno, prawie północ i nie ma za bardzo czasu bo mu się służba kończy więc sam go zapytałem z obawy że mi tam uśnie, co sądzi o pozbawianiu Kazimiery D codziennie wolności. Wzruszył ramionami i stwierdził cytuję: „być może ta pani lubi być pozbawiana wolności”. Tak powiedział oficer policji, szanowni Państwo. Po zademonstrowaniu tej pogardy dla ludzkiej wolności zakończył „przesłuchanie” wybielając Ewę K ze wszystkich zaskarżonych problemów. To są naprawdę przestępcy – oficerowie z polickiej komendy o powypaczanej już maksymalnie mentalności. Tymczasem Ewa K żeruje na swoich ofiarach i lansuje się przy tym jako ich… dobroczyńca. Jej matka jest tego najlepszym dowodem – tej kobiecie na emeryturze nic w życiu nie brakowało. Miała emeryturę, mieszkanie, oszczędności, męża i wnuki. Wszystko co potrzeba do szczęścia takiej babci. Nawet do kościółka miała blisko. I zapewniam ona krzyczy po nocach, ponieważ nie lubi być pozbawiana wolności wbrew temu co twierdzi milicjant, który odmówił mi kopi protokołu z tamtego przesłuchania. Wszyscy, którzy się u Ewy K prywatnie żywili lub mieli z nią styczność, bardzo szybko zachowywali się nielogicznie i dziwnie, często działając na własną szkodę, np. brat jej ojczyma spisał niekorzystny dla siebie testament, korzystny jednakże dla syna Ewy K, bo przepisujący na niego własne mieszkanie. A zaraz po tym testamencie szybko i po cichu umarł. Na udar bodajże. O niebezpieczeństwie w jakim się znalazła wdowa po Panu Antonim – który zmarł na progu jej pizzerii – wie i policja i prokuratura ale w sprawie śmierci podczas pracy na czarno Ewie K nikt nie zadał nawet jednego pytania. Co bardzo dziwi, albowiem kiedy tylko zachorowała Ukrainka porzucona na przystanku autobusowym przez zatrudniającego ją na czarno Polaka, pół Europy obiegła ta wiadomość i organa ścigania natychmiast postawiły mu zarzuty a jej zapewniono opiekę szpitalną na koszt pracodawcy. Ewie K natomiast nawet po śmierci w miejscu pracy pracownika zatrudnionego na czarno nawet nie wypytywano. A pytań powinno być wiele: dlaczego nagle zaczęła osaczać pod płaszczykiem dobroczynności wdowę na wózku po panu Antonim? Czyżby było do przejęcia kolejne mieszkanie?

K jest cygańskiego pochodzenia psychopatką o morderczych skłonnościach. Nawet jej siostra (z innego ojca – Polaka) przestrzegała mnie przed nią mówiąc: „uważaj na nią Robert, to skorpion”. Mylnie to wówczas zinterpretowałem, myśląc że chodzi o znak zodiaku a ona jak się po latach okazało miała na myśli charakter. Siostrę Ewy K tylko dwa razy w życiu spotkałem. Za pierwszym razem uczciwie mnie przed nią ostrzegła, a za drugim zeznała po prostu prawdę, bowiem jej siostra to jedyna osoba przyprowadzona do sądu w charakterze świadka, która nie złożyła fałszywych zeznań. Cieszy że są ludzie z Polic wmieszani w to a mimo wszystko przyzwoici.

Z tego protokołu, który potajemnie sporządziły podwładne Iwony K, który stwierdza fałszywie że na mojej budowie G posiada mieszkanie wynika tylko jedna pożyteczna wiadomość. Ta, że Kopciuch i Fiona nazywają się S i Z. Podejrzewam je razem z naczelnik K o korupcję i wnoszę o ich ściganie. Prowadziły nielegalne postępowanie bez udziału strony, zniszczyły protokół z pierwszej kontroli i być może inne dokumenty również, spreparowały osobiście nieprawdziwy protokół z drugiej kontroli, preparowały inne nieprawdziwe dokumenty urzędowe opierające się na zeznaniach nigdy na budowie nie widzianych rzekomych „świadków”, ignorowały oficjalnego pracownika dozoru Magdalenę C oraz właściciela czyli mnie, mataczyły i działały na zwłokę ponad rok czasu, świadomie działając na szkodę państwa i obywatela.

W urzędzie miasta Police oszukano też w prymitywny sposób skarb państwa na podatku. Wnoszę o ściganie sprawczyń i zadośćuczynienie za wyrządzone szkody. O stopniu bezprawia i naruszenia przepisów jaki nadużywając władzy popełniły urzędniczki wydziału spraw obywatelskich urzędu miasta Police świadczy najdobitniej decyzja Wojewody Zachodniopomorskiego nakazująca wycofać z obrotu prawnego decyzje urzędniczek z urzędu miasta Police. (26) Po tej decyzji wszystkie trzy tam oszalały – potrafiły w ramach udawania że coś robią – wytwarzać 48 (słownie czterdzieści osiem) pism do mnie dziennie. Goniec, który roznosi te awiza omal nie padł z wyczerpania.

Jak oszukano państwo polskie na podatku?

Działając w zmowie i z premedytacją:

– powiatowa inspektor nadzoru Monika M tuszując ewidentne samowole budowlane,

– Ewa K składając na ręce urzędu zawierający nieprawdę wniosek o zameldowanie na pobyt stały G,

– naczelnik wydziału spraw obywatelskich urzędu miasta Police Iwona K, która zameldowała pod fikcyjnym adresem całą tę patologię,

doprowadziły celowo do zaistnienia podatku od nieruchomości, który w świetle tekstu jednolitego ustawy o podatkach i opłatach lokalnych zachodzi nawet w przypadku użytkowania nielegalnego – czego dokonał osobiście złodziejaszek z Platformy Obywatelskiej Ariel Gnielegalnie mieszkający dwa lata na terenie budowy przy ulicy Słonecznej 5 w Policach. Osoby te nigdy należnego podatku nie zadeklarowały i nie uiściły na rzecz skarbu państwa a zatem powiadamiam o tym i żądam ścigania sprawców i przykładnego ukarania, jako obywatel sumiennie płacący wszystkie zobowiązania – w tym podatki przysporzone mi przez tych szubrawców. To nie koniec przestępczych działań wyżej wymienionej czwórki przestępców. Po zgłoszeniu tego do prokuratora generalnego Pana Ziobro oraz prezes rady ministrów Pani Szydło osoby te sfingowały kolejne fikcyjne postępowanie aby mnie, oraz ww. organy wprowadzić w błąd i oszukać pozorując tylko działania. Zrobiono to poprzez urządzenie kolejnej już sfingowanej kontroli z ramienia organów podatkowych (koleżanek i kolegów sprawców) a ci zapowiedzieli i przeprowadzili kontrolę, która miała sprawdzić czy G nielegalnie mieszka na mojej budowie. Ta kontrola była skazana z góry na niepowodzenie z kilku powodów. Po pierwsze, Ewa K jak zwykle upoważnionym organom nie udostępniła lokalu w przeprowadzenia czynności urzędowych. Po drugie, sam zakres kontroli został celowo zakreślony nie na okres w którym G faktycznie mieszkał czyli lata 2013 -2015 ale jedynie na rok późniejszy w czasie którego nie mieszkał bowiem uniemożliwiła mu to wstawiona krata – zainstalowana właśnie po to aby powstrzymać tę dzicz przed ponownym najściem. Wnoszę więc ponownie o wszczęcie rzetelnej kontroli, zanim podatek od nieruchomości wygenerowany w latach 2013 – 2015 przedawni się i narazi skarb państwa na szkodę. Są niezbite dowody jego zaistnienia: przyznanie się G do nielegalnego zamieszkiwania jakie złożył w sądzie, zameldowanie go na pobyt stały przez Iwonę K, które jako czynność administracyjna również potwierdza jego pobyt na terenie budowy, zeznania Anny S z nagrania (bo w protokole z rozprawy zmieniono ich treść na inną) i zeznania pracownika dozoru Magdaleny C która była naocznym świadkiem jego nielegalnego pobytu oraz współpokrzywdzoną szkód jakie wyrządzał.

Kiedy trwały moje i Magdaleny starania o wymeldowanie G z budowy, Ewa K postanowienia o które wnioskowała do Sędzi D o klucze do kraty nie uszanowała i wszczęła egzekucję komorniczą aby wykreować mi na drodze sądowej długi, które pomogą jej przejąć mój majątek. To co się działo potem przekracza ludzkie wyobrażenie.

Ona sama nigdy po klucze oczywiście nie przyszła, bowiem tu nie chodzi o klucze za 5 złotych ale o wygenerowanie mi „zadłużenia” idącego w tysiące. Nie udało się przy pomocy skradzionego prądu – gdyż Enea pod naporem dowodów sama zatuszowała kradzież własnego prądu, i stąd działania z kluczykami do kraty. Po klucze przyszedł bowiem „od razu” komornik. Pewnie Szanowni Państwo nie raz słyszeliście o komornikach zabierających „omyłkowo” niewinnym ludziom ich mienie ale wątpię czy słyszeliście o komornikach spłacających ludziom ich długi. A zatem posłuchajcie. Ten komornik Tadeusz G z kancelarii Łaniewskiego jest lepszy od Robin Hooda, bo nie zabiera biednym żeby dać sobie ale on im wszystko kupuje. Komornik jak tylko usłyszał ode mnie że nie jestem jako legalny nabywca kluczy i kraty nikomu winny żadnych kluczy do żadnej kraty i że taka wierzytelność nie istnieje od razu zaczął kombinować jak by mi tu „pomóc”. Zobaczył na własne oczy że jest prawomocne postanowienie rejonowej Sędzi D żeby kluczy nie wydawać, więc się jeszcze bardziej zmartwił jako pracownik sądowy. A jak ujrzał, że są to moje jedyne klucze niezbędne mi do wykonywania mojej pracy, kodowane i niemożliwe do dorobienia w jakiejś budce z piwem niemal ze łzami w oczach zaproponował że pójdzie do sklepu kupi nowe kłódki i klucze da tak zwanemu wierzycielowi. Odparłem mu że klucze i kłódki to on może kupić Ewie K w dowolnej chwili kompletnie bez mojego udziału, bowiem to nie moja sprawa. I tak właśnie komornik Tadeusz G zrobił. Ze szlochem wybiegł z garażu, na oślep ruszył przez zaspy i burzę śnieżną w kierunku rynku, tam w pobliskim sklepie z własnej sakiewki wydobył kilka miedziaków i kupił jak pan najdroższe kłódki z najtańszej półki za całe 13 złotych. Musiała być promocja bo kupił jeden komplet a dostał dwa. Dał klucze Ewie K nawet nie biorąc pokwitowania a potem zaczął szantażować mnie, że jak się nie zgodzę na ten niecodzienny tryb „egzekucji” to mi zabierze samochód. Powiedziałem mu że to wbrew rozporządzeniu ministra Ziobro bowiem zabronił egzekwować tak drobnych kwot kiedy koszta egzekucji są nieporównywalnie większe. Tadeusz G nie dał się zastraszyć ministrem Ziobro. On się nikogo nie boi i dodał, że jak będę oporny z autem to wezwie policję z drogówki, bo oni mają uprawnienia żeby kraść samochody. Ten samochód to jest od ponad 10 lat mój dom, który z uporczywie demolują mi nasyłani popaprańcy. Dom, w którym ze względu na działalność tej mafii niestety nadal mieszkam i jedyne źródło utrzymania, bowiem bez niego nawet za granicą nie mógłbym znaleźć lub wykonać jakiejkolwiek pracy. Tylko za granicą bowiem żaden sąd nie zabronił mi pracować i otrzymywać za pracę wynagrodzenia.

Świadkami tej sfingowanej bandyckiej egzekucji były pełnoletnie dzieci mojego brata Grzegorz i Ewa K. Po kilku dniach bandyta G przebrany za komornika zaczął się domagać blisko 2 tysiące złotych za egzekucję, którą sfingował i która dotyczyła kluczy których jako ich legalny nabywca nie byłem nikomu winny. Ba, aby ich nie wydać uszanowałem dwa prawomocne postanowienia nadzoru budowlanego i jedno prawomocne postanowienie sądowe. Policzanie powinni wiedzieć że jeśli nabędą do ochrony własnego domu klucze to nie znaczy że to są ich klucze. Są tylko w ich „posiadaniu” i tylko do czasu aż mafia mieszkaniowa wystąpi z roszczeniami o nie. To nie koniec wyczynów G. Po paru dniach ponownie przypętał się po rzekome koszty klauzuli wykonalności na postanowieniu o klucze. Dlaczego nie domagał się ich za jednym razem z kluczami? Aby podwoić koszty, proszę Państwa. Wzruszyłem się widząc po raz pierwszy w życiu legendarną klauzulę na oczy. Klauzula to takie coś czerwone zrobione stemplem podobnym do tych pocztowych, czego nigdy mi nie dały szczecińskie sądy dbające już 16 lat abym nie ujrzał na oczy wynagrodzenia za moją pracę. Ewie K sądy podstemplowały tę klauzulę jak za darmo w pięć minut, bo ma tam ciotkę a ciotka ma dojścia do stempla. Nie upomniał się bandyta G o te sto złotych jak fingował egzekucję kluczy, dlatego bo tu nie chodzi o sto złotych ale wygenerowanie tysięcy rzekomego zadłużenia. Ewa K nigdy nie przyszła po te sto złotych za klauzulę. Przyszedł „od razu” znowu bandyta G i chciał za to kolejne dwa tysiące złotych. Przez chwilę aż mnie myśl straszna naszła, aby tego pracownika wymiaru sprawiedliwości zapoznać z moim stemplem – takim „sprawiedliwym” – do podpierania stropów po którym już nigdy by mu ta kocia szczęka nie opadła, jak wówczas kiedy ujrzał prawomocne postanowienie żeby kluczy nie wydawać.

Na Wielkanoc 2017 roku – parę tygodni po tym jak komornik kupił jej klucze – Ewa K po raz kolejny zdemolowała kotłownię co sprawiło że piwnicę do kostek zalała woda. Wezwałem policję aby mieć dowód dewastacji i jak przybyli funkcjonariusze to brodząc po kostki w wodzie stwierdzili że nie widzą wody po której brodzą. To nie koniec błyskotliwych spostrzeżeń detektywów z polickiej milicji. Stwierdzili jeszcze, że przyszli tu nie na moje wezwanie ale jako policja towarzysząca komornikowi G. No i G po raz trzeci wyskoczył jak pajac z pudełka. To jest jedna sitwa działająca w zmowie. Tym razem chciał kolejne prawie dwa tysiące wygenerować mi za klucz do drzwi wejściowych „wyegzekwowany z udziałem policji”. Ten sam, który K i G od lat posiadają i którym wchodzili mieszkać, kraść prąd i wyrządzać szkody. Tak zwany „udział policji” to jest wg niego tysiąc siedemset złotych. Aż tak są bandyci działający w zmowie zdesperowani aby mi wytworzyć z niczego rzekomy dług, który pozwoli im mnie pod płaszczykiem szemranej prawomocności, zwyczajnie okraść. Ten klucz, który mi skradziono, sąd postanowił prawomocnie wydać – co sprawia że ten sąd jest już od dawna w obszarach logicznie ujemnych. Ten klucz który mi skradziono i nigdy nie oddano – ten klucz chciał ode mnie bandyta G, który mi w ten bandycki sposób usiłował wygenerować łącznie blisko sześć tysięcy rzekomego długu. Ba, jako „dowód” oszustki Ewy K złożony do sądu przedstawiła ona w swoim pozwie fotografię kraty. Aby ją sfotografować otworzyła drzwi wejściowe. A w pozwie domagała się klucza do tych… drzwi które tym kluczem otworzyła aby zrobić zdjęcie kracie. Inny dowód: jej córka składając fałszywe zeznania zeznała, że jej matka nie mogła tam wejść bo nie miała biedna ona klucza. Dwie minuty później dopytałem ją jak w takim razie ona tam mieszkała z G. Odparła że klucz dostała od mamy. Tego typu ujemna logika jest przedmiotem rozważań sądowych, ponieważ tu nie chodzi o logikę lub sens jakiegoś postępowania ale o rozpaczliwe wytworzenie mi w sądzie długu. To mogła być guma do żucia, niedopałek, cokolwiek co według sędzi Ewa K „posiadała”. Chodzi o jakikolwiek dług – to jest warunek działania każdej mafii mieszkaniowej. Za 13 złotych (wartość kłódek) których nikomu nigdy nie byłem winny, Tadeusz G chciał mi ukraść samochód, szantażując że jak się nie zgodzę to tak zrobi, więc za sześć tysięcy magicznie wyczarowanego „długu” sitwa usiłowałaby mi z pewnością ukraść kamienicę i ją przejąć na jakimś ustawionym przetargu. Żądam ukarania sprawców naruszenia rozporządzenia ministra sprawiedliwości które zabrania dokonywać tego typu egzekucji. A skoro ich nie wolno robić to tym bardziej ich nie wolno fingować. Żądam ścigania Tadeusza G za to że sfingował egzekucję „wartości” 13 złotych, spreparował fałszywy protokół w którym rzekomo „wyegzekwował” klucze i szantażował człowieka, który nie wydał mu żadnych kluczy, bo uszanował prawomocne postanowienie sądowe. Wnoszę też o ściganie Ewy K i adwokata Bartosza S za nieuszanowanie prawomocnego postanowienia sędzi D, aby kluczy nie wydawać. Tego samego, o który Ewa K z Bartoszem S wnioskowała w postępowaniu zainicjowanym przeciwko mnie.

To nie koniec hucpy z kluczykami za 13 złotych ale dopiero niewinny początek.

Popłynęły dziesiątki skarg na czynności komornika. Wracały jak bumerang aby w nich usuwać fikcyjne uchybienia. Rzekomy brak peselu, adresu i podobne niedorzeczności, bowiem wszystkie te dane i komornik i sąd znali doskonale od samego początku. Chodziło tylko o sto złotych za każdą skargę, którą się składało do sądu. Tylko nieopłacone skargi były sensownie oddalane ale one też powracały jak bumerang z sugestią aby je opłacić. Kompletnie nic nie wynikło merytorycznego z tych wszystkich skarg – system sądowego bezprawia nawet prawidłowe skargi odrzuca jako nieprawidłowe w kółko usiłując wyłudzić znowu sto złotych… i znowu… i znowu… bez końca.

Proszę Państwa, prawidłowe skargi np. na czynności komornika, są przez polskie sądy odrzucane, natomiast debilne pozwy np. 14 miesięcznego niemowlęcia o pozbawienie go praw rodzicielskich, są przez polskie sądy uwzględniane! Straszne rzeczy stwierdzam w polskich sądach.

SSR Anna D, która prawomocnie postanowiła aby kluczy nie wydawać zaczęła zupełnie inaczej prowadzić proces, kiedy się dowiedziała że inna sędzia inaczej na sprawę kłodek spojrzała – nagle odwróciła swoje stanowisko o 180 stopni i krzyczała na mnie ze złością na kolejnej rozprawie, że uszanowałem jej własne postanowienie aby kluczy nie wydawać co jest niezrozumiałe nawet jeśli SSR Anna D zmieniła swoje zdanie bezinteresownie. Po raz kolejny zachwiała się mocno moja wiara w zdrowie psychiczne sądu. W swoim postanowieniu napisała wyraźnie żeby kluczy nie wydawać i uzasadniła to jeszcze formułką że „tak należało orzec”, a potem za uszanowanie tego postanowienia miała żale, wybuchy złości, pretensje. Magdalenę, która była naocznym świadkiem kradzieży prądu i pozbawiania wolności na tej budowie Pani D, którą zamykano w zimnie jak psa na całe noce i faszerowano lekami, wezwała na świadka owszem ale tak aby ona nie mogła przybyć, czyli dokładnie na czas porodu.

Magda jednak urodziła dziecko kilka tygodni wcześniej z powodu ciągłego nękania i stawiła się na rozprawie. Ledwo stała na nogach, bo w wyniku nieudanej cesarki i podróży w upale przez Polskę z dziury w brzuchu leciała jej krew i płyny ustrojowe. Sędzia D nie pozwoliła jej nawet usiąść. Nieprzyjemne przesłuchanie (a tylko Magdę zaprzysiężono) trwało ponad godzinę i cały czas dążono do wkładania w usta świadka słów, za które można by ją oskarżyć o cokolwiek. Bardzo podłe było te przesłuchanie. Magda zeznawała jako pracownik dozoru, że był dokument nakazujący zamknąć budowę wytworzony przez powiatową inspektor nadzoru a sędzia i prawnik Ewy K cały czas „dopytywali” ją czy to był np. wyrok usiłując zrobić z niej głupka. Po kilkanaście razy. Dla Magdy, która nie jest prawnikiem słowa wyrok, postanowienie, decyzja itp. to jedno i to samo więc jak powiedziała któreś z tych słów, które jej w usta wkładano, natychmiast ją oskarżano o składanie fałszywych zeznań. Jak śmiecia ją traktowano, a dokumentu M nakazującego zabezpieczyć budowę, o którym zeznawała nie włączono w ogóle do akt sprawy udając że go nie ma. Poza tym sędzia D obiecała jej zwrot kosztów podróży po czym ich nie przyznała. Mi odmówiła trzykrotnie prawa do adwokata, prawa do nagrywania rozpraw, do sprostowania protokołów i pozwoliła aby na kolejnej rozprawie rzucono mi na ławkę bez czasu na odpowiedź „zmodyfikowany pozew”, czyli zmieniony nie o klucze o kraty ale demontaż kraty oraz o klucze do wszystkich pomieszczeń w budynku, w tym do mojego własnego garażu. Zwolniła mnie też z kosztów sądowych a potem koszty te zasądziła. Wydała wyrok sprzeczny w całości ze swoim własnym Postanowieniem. SSR Anna D nie pozwoliła mi do końca złożyć wyjaśnień na temat istoty sprawy, czyli że ta krata nie jest „bezprawna”, „samowolna” jak to określał w pieniaczych pozwach adwokat S ale jest w pełni zgodnym z prawem oczywistym wykonaniem polecenia nadzoru i tego że Ewa K nie ma prawa o te rzeczy wnioskować bowiem ona nie jest ani uczestnikiem procesu budowy ani właścicielem owych przedmiotów więc nie ma żadnego „naruszenia posiadania”. Zwłaszcza kluczy które mi ukradła i których posiadanie to mi zostało naruszone i których z racji już ich „posiadania” i tak nie ma możliwości jej wydać gdyż już je „posiada” na drodze kradzieży. Na 8 grudnia 2016 SSR Anna D zapowiedziała wyrok śmierci na moje klucze i moją kratę i poinformowała z chorobliwą satysfakcją, że nie obchodzi jej jak Ewa K weszła w „posiadanie” tylko to czy naruszono posiadanie zupełnie jakby nieważne było to że przedmiot posiadania stał się takim na drodze przestępstwa. Te jawne bezprawie jest niepojęte gdyż to tak samo jakby złodziej mojego samochodu domagał się demontażu alarmu, bo ta krata na budowie jest odpowiednikiem alarmu w samochodzie. Sędzia D była głucha na istotę sprawy oraz logiczne argumenty. Nieczuła była nawet na to, że dzięki tej kracie zarówno G jak i jego kobieta zostali z sukcesem zresocjalizowani. Na drugi dzień bowiem po jej wstawieniu on nie mogąc pasożytować dalej na mój koszt jako bezrobotny sprzedawca koszulek natychmiast sobie znalazł i mieszkanie i pracę. Jego żona Marta G – bezrobotna królewna wcześniej zdolna do tylko do rozkładania nóg – już na drugi dzień po wstawieniu kraty miała prawdziwą pracę i nie musiała się troszczyć aby w każdym lokalu na budowie pozostawić po sobie nie spuszczone odchody. Wstawienie tej kraty jak czarodziejska różdżka przemieniło ten beznadziejny materiał ludzki z nieudaczników, oszustów i złodziei, w wartościowy element rynku pracy. Z tak ekstremalnej patologii udało mi się zwykłą kratą za 200 złotych uczynić od ręki element pożyteczny dla społeczeństwa. I dokonałem tego sam, wbrew zaniechaniom działań: PINB, urzędu miasta, policji, sądu i prokuratury. W pełnej zgodzie z obowiązującym prawem, które ma gdzieś… wymiar sprawiedliwości reprezentowany przez sędzie Agnieszkę M oraz Annę D. Nawet kurator Ewa K nie dokonała na polu resocjalizacji tej patologii którą napłodziła i usynowiła tyle, co mi się udało zrobić. Z co ważniejszych nieprawidłowości ze strony Sędzi Anny D wymienić jeszcze należy:

– brak materiałów na temat procesu na portalu apelacji mimo iż jestem prawidłowo zarejestrowany.

– brak protokołów z dwóch ostatnich rozpraw, o które aż dwa razy składałem do niej opłacone wnioski – obydwa zostały zignorowane i już drugi rok czekam na moje protokoły bezskutecznie.

bezprawna odmowa wydania odpisu wyroku z uzasadnieniem po kłamstwie sędzi D, że wniosek wpłynął rzekomo zbyt późno. Organ kontrolny sądu stwierdził, że wniosek złożono w terminie i nakazał na piśmie Sędzi D sporządzenie wyroku z uzasadnieniem. Mimo to dwukrotnie musiałem się o ten wyrok dopominać i składać wnioski aby go otrzymać.

– taka sama niechęć do uznania apelacji, która mimo iż również została złożona w terminie też była bezprawnie ignorowana przez SSR Annę D pod pretekstem rzekomych uchybień i którą także dwukrotnie składałem z powodu jej wykrętów. Jej pisma które kłamstwami usiłowały pozbawić mnie prawa do protokołów z rozpraw, prawa do otrzymania wyroku z uzasadnieniem oraz prawa do apelacji są tutaj (11). Moja apelacja obnażająca niezgodność z prawem tego wyroku, natomiast tu (12).

– sam wyrok jest oczywiście rażąco niezgodny z obowiązującym prawem, gdyż zawiera błędną wykładnię prawa materialnego oraz narusza przepisy ustawy Prawo Budowlane nakazujące zabezpieczyć teren budowy przed dostępem osób nieupoważnionych, wkraczając jednocześnie bezprawnie w kompetencje administracyjne nadzoru budowlanego..

Ten wyrok po roku grania na zwłokę przystęplował częściowo także sąd II instancji który się w trzyosobowym składzie pochylił nad dywagacjami, które na polecenie organów kontrolnych sądu, wytworzyła w końcu sędzia D w swoim uzasadnieniu. Co do drugiej instancji to stwierdzam że mimo iż składa się ona z trzech sędziów to tylko jeden z nich ma mętne pojęcie o co chodzi. Środkowy sędzia. Lewo i prawo skrzydłowi sędziowie to tylko statyści – oni nawet nie znają sprawy. Cała trójka nie była zainteresowana istotą sprawy, kombinując jedynie jak by tu ocalić ten nieszczęśliwy wyrok sędzi D. Niemniej podczas apelacji pozwolono wreszcie złożyć do akt dokument wytworzony przez M, na którym stoi jak wół żeby utrzymać istniejące zabezpieczenie budowy – czyli kratę właśnie. To sukces pierwszy. A jako że reprezentowała mnie nieodpłatnie Pani Mecenas od sprawy współwłasności udało się też obalić chore roszczenia Ewy K o moje klucze do mojego garażu. Z moim garażem jest bowiem tak że jako mój garaż został on sfinansowany i wybudowany wyłącznie przeze mnie. Mało tego, aby zrobić własny zjazd do własnego garażu dokupiłem kolejną działkę od miasta. Moją działkę. Ewa K nawet myśleć o zakupie jej nie chciała, gdyż ona nawet nie potrafi jeździć samochodem. Później ponad dwa lata kopałem zjazd do mojego garażu, wywoziłem glebę, zwoziłem kamienie i stawiałem mur. Jak garaż i zjazd do garażu zrobiłem na gotowo – Ewa K zażądała… kluczy do niego. Bo akurat tych nie udało się ukraść ani jej ani Arielowi G. W II instancji dzięki mojej Mecenas upadły całkowicie roszczenia Ewy K o moje klucze do mojego garażu – których nawet nie było w pozwie i które się w magiczny sposób nagle pojawiły w „zmodyfikowanym pozwie” rzuconym mi na ławkę już na samej rozprawie. I mimo iż tym samym w dwóch trzecich proces apelacyjny wygrałem – środkowa sędzia z II instancji stwierdziła kłamliwie że w całości go… przegrałem. A skoro przegrałem to mi zasądziła sporo kosztów sądowych. Tych kosztów od których zwolniła mnie pierwsza instancja czyli sędzia D która potem o tym że mnie zwolniła z kosztów zapomniała. Chaos z tymi kosztami wytworzono potworny i na dziś nikt już nie wie czy one są czy nie są zasądzone. Jest tysiąc pism i nie udało się tego wyjaśnić. Nawet komornik G jest zakręcony i nie do końca to ogarnia.

Wyrok sędzi D to czyste bezprawie. Składam skargę na jej działania: nieetyczne i pogardliwe traktowanie strony oraz świadka Magdaleny C, wielokrotną odmowę bezrobotnemu prawa do adwokata, nie nadesłanie prawidłowo opłaconych protokołów z dwóch ostatnich rozpraw, wielokrotne pisanie nieprawdy w aktach sądowych związane z niechęcią do sporządzenia odpisu wyroku z uzasadnieniem oraz z apelacją, pomijanie najważniejszych dowodów w sprawie oraz rażący brak poszanowania dla obowiązującego prawa. Oraz oczywiście zgłaszam zastrzeżenia do jej wyroku, który jest rozdawnictwem mojego mienia, którego nie jestem nikomu winny.

Nosiłem się z myślą o napisaniu skargi kasacyjnej od wyroku jaki wyklepano w II instancji ale to może zrobić tylko prawnik, do którego Sędzia Anna D prawa mi trzy razy odmówiła. Zwykły Polak ma do sądu najwyższego dostęp zabroniony i jest to hańba wymiaru sprawiedliwości który tym samym skazuje Polaków na niszczenie przez lokalne sitwy od których nie można się w praktyce nigdzie odwołać.

Tak więc jako „prawomocne” – zdemontowałem kratę. A sąsiedzi już mnie informują, że G ponownie pęta się po mojej budowie. On ma wstęp surowo wzbroniony a ciągle wchodzi i wyrządza kolejne szkody, bo sądy notorycznie to umożliwiają. Jest wyjątkowo wredny i namolny. Ukradł mi pracę, zajął bezprawnie mieszkanie, korzysta z niego bezumownie już piąty rok, obsypał mnie fałszywymi oskarżeniami, nakradł mnóstwo prądu, wody i zdemolował wyposażenie lokalu. Całe jego życie jest po prostu przestępstwem i ktoś w końcu powinien mu tego zabronić. A przecież Ariel G to tylko drobny złodziejaszek z Platformy Obywatelskiej. Obecnie – maj 2018 roku – w mieszkaniu które ukradł – do którego pięć lat nie mam dostępu – leci cały czas celowo odkręcona woda aby rachunki rosły na moją szkodę – przecież to brak słów, Szanowni Państwo i wnoszę o zdecydowane działania aby odebrać mu moje klucze i odizolować tego typa od społeczeństwa, a zwłaszcza od mojej posesji. Mam ponad 200 tysięcy złotych strat na dzień dzisiejszy i mieszkam w samochodzie tylko dlatego że on jest. Powiadomiona o tym najnowszym sabotażu przeze mnie i pracownika dozoru Grzegorza K. policka policja w dniu 9 maja 2018 roku około godziny 23:00 odmówiła interwencji. Tak samo straż pożarna. A woda leci. Według bieżącego odczytu z zakładu wodociągów z dnia 22 czerwca 2018 roku – spuszczono do kanalizacji wodę za ponad 1100 złotych na moją szkodę. Takie straty ponoszę miesięcznie! Wnoszę o bardzo pilne przywrócenie porządku oraz ściganie i ukaranie sprawców tego sabotażu – Ariela G, który od pięciu lat bezprawnie posiada moje skradzione klucze do tego lokalu.

Abym nie był obecny na odczytaniu skandalicznie bezprawnego wyroku sędzi D, na jeden dzień wcześniej czyli na 7 grudnia 2016 prokuratura wyznaczyła mi datę stawienia się w szpitalu psychiatrycznym. Nielegalnie, bo wbrew Postanowieniu sądu, którego prokuratura i policja nie uszanowały. Tam chciano abym „przeczekał” wyrok, którego ogłoszenie na dzień później zaplanowano. Zadzwoniłem jednak do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie Sędzia dyżurny powiedział mi żebym absolutnie się nie stawiał na nieokreślone wizyty w szpitalu ale żebym napisał skargę na działania prokuratury do Prokuratury Krajowej oraz przesłał kopię skargi do niego do Ministerstwa Sprawiedliwości. Tak też zrobiłem.

Jednocześnie prawnik od zniesienia współwłasności zaczął oficjalnie działać na moją szkodę. Komornik Łaniewski bowiem, (z którego stajni wypuszczono na mnie G), wiedział doskonale, że tu nie chodzi o kluczyki do kłódek za pięć złotych ale o kradzież kamienicy więc nie chciał brać w tym szwindlu udziału, bo za grubymi nićmi był on szyty nawet jak na jego standardy. Poradził mi i Magdalenie powołać się na odpowiedni artykuł i złożyć pismo procesowe, które zablokuje jego egzekucję. Udaliśmy się Magdą do naszego prawnika mecenasa T ze Szczecina. Jego aplikantka Alicja K obiecała te pismo złożyć w terminie. Powiedziała abym złożył podpis na dole strony a ona wypełni to odpowiednim tekstem bo doskonale zna artykuł podany przez komornika. To co ona zrobiła potem przechodzi ludzkie wyobrażenie – kartkę z moim podpisem wypełniono takimi kulfonami że wyglądało to jakby to pisał ktoś umysłowo upośledzony. Powtórzono dokładnie ten sam numer kiedy zgłaszałem po raz pierwszy polickiej policji kradzież mieszkania. Spisano to jak wypociny debila i zignorowano. I coś tak podłego zrobiła mi „moja” kancelaria prawnika T ze Szczecina, którą albo łączy telepatia z policką policją, albo ten sam „pośrednik” – Ewa K. Podanego artykułu oczywiście nie było ani formy pisma procesowego tylko stworzono świstek sprawiający wrażenie że jest napisany przez jakiegoś ułoma. Po celowym sknoceniu skargi na komornika nie powstrzymała ona oczywiście egzekucji, bowiem ktoś otworzył chlewik i wypuścił G, który „spłaca” ludziom „długi”.

Za działanie na szkodę klienta, na sali sądowej zrezygnowałem z usług adwokata T, jego aplikantki Alicji K, cofnąłem im wszystkie pełnomocnictwa i jak tylko została ona wyproszona z sali rozpraw, sam złożyłem na ręce sądu pismo w takiej formie w jakiej chciałem aby ono do niego dotarło. Było w nim mnóstwo dowodów na to, że oskarżenia powiatowej inspektor nadzoru są wyssane z palca, bo wbrew temu co ona twierdzi w swoich pismach mam nie tylko kanalizację, wentylację, warunki przyłączeniowe do sieci, dziennik budowy, kompletny projekt ale również wszystkie protokoły odbioru oraz inwentaryzację powykonawczą których to dokumentów rzekomo według niej nie ma, a które stwierdzają jednomyślnie że wszystko jest zgodne z projektem oraz planem zagospodarowania. Te dokumenty są ponadto dowodem na to, że na dosłownie jeden dzień przed zakończeniem robót rękami powiatowej inspektor nadzoru Moniki M sparaliżowano mi bezprawnie możliwość zamieszkania we własnym domu. Następnie przedstawiłem sądowi nowego mecenasa, którego wyszukała Magda na Dolnym Śląsku aby mieć gwarancję że będzie spoza lokalnej sitwy i zapytałem Sędzię M jakie są intencje sądu, który odrzuca wnioski o zwrot moich skradzionych kluczy a postanawia abym wydał klucze które mi ukradziono oraz takie których nie jestem nikomu winny. Pytałem ją wprost dlaczego się ze mnie robi dłużnika wobec osoby której niczego nie jestem winny. Osoby która na prawnika wydaje tysiące a nie chciała na klucze wyłożyć pięciu złotych żeby je normalnie posiadać. Sędzia M zmieszała się i odparła żeby napisać stosowny wniosek to sąd go rozpatrzy. Nowy Mecenas Jacek J z Wałbrzycha ten wniosek niezwłocznie napisał ale sąd po paru tygodniach gry na zwłokę „rozpatrzył” go tak samo, czyli oddalił mój wniosek o zwrot moich kluczy. A potem jak wiemy ktoś szybko uruchomił komornika – to było z góry ukartowane. Mojemu Mecenasowi przez pół roku potem konsekwentnie odmawiano wglądu do akt tej sprawy spławiając go na wszystkie sposoby więc działał w ciemno i był jeszcze mniej ode mnie zorientowany. Poprzedni mecenas chciał jakieś pieniądze za to że ma moje dokumenty i za to że działał na moją szkodę więc został z nimi zignorowany, gdyż nowy Mecenas powiedział mi żebym ja powiedział jemu żeby spadał. Pytałem też sąd dlaczego świadek która kupiła od Ewy K mieszkanie i chciała o tym zeznawać była wzywana do sądu tak aby nie przybyła, bo nie wzywano jej na adres tego mieszkania ale na adres banku, gdzie było konto Ewy K. Sędzia M odparła że ktoś się musiał pomylić w sekretariacie. Podejrzewam że jest to ta samo osoba, która notorycznie fałszuje protokoły z rozpraw i wnoszę o ustalenie jej, bowiem jak donoszą media to jest bardzo poważne przestępstwo:

http://archiwum.nowytydzien.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=4283:s%C4%99dzia-oskar%C5%BCona-o-fa%C5%82szowanie-protoko%C5%82%C3%B3w&Itemid=45

http://ruchspoleczny.com.pl/index.php/component/content/article/45-aktualnosci/653-sdzia-faszuje-protoko-rozprawy-kara-przeniesienie-do-innego-sd–

I w ten sposób świadka, który dowiódł fałszywych zeznań Ewy K już trzeci rok nawet prawidłowo nie wezwano. Po dwóch latach sąd mnie zapytał jedynie, zdziwiony że jeszcze o tym świadku pamiętam, czy aby na pewno chcę aby ten świadek zeznawała.

Tak samo nigdy nie sprowadzono skutecznie do sądu Kazimiery D, na którą wystawiono wszystkie fałszywe rachunki aby się na tę okoliczność wypowiedziała lub chociażby o tym fakcie dowiedziała. Ona do dziś nic nie wie. Adwokat S załatwił jej zwolnienie lekarskie – i rzekoma nabywczyni materiałów na moją budowę nie przybyła ze względu na rzekomo ciężką chorobę. Oto zdjęcie tej rzekomo chorej osoby, która razem z grupą oszustów Arielem i Martą G oraz Ewą K świetnie się bawiła w czasie kiedy ja z moją partnerką Magdaleną ciężko harowaliśmy za granicą aby ukończyć budowę na którą ci wszyscy intruzi bezprawnie się wprosili. (16) Dodam też, że w procesie o zniesienie współwłasności Ewa K podszywa się pod moją konkubinę składając fałszywe zeznania, oraz twierdzi nieprawdę, że nie miała środków na budowę. Tymczasem te zdjęcie pochodzi z wesela Marty i Ariela G na ponad 100 osób, które sfinansowała Ewa K w luksusowym ośrodku Młyn Nad Starą Regą. Mnie – rzekomego konkubenta – jako jedynego o tym nie poinformowano i nie zaproszono na te potajemne wesele. Konkubentem jestem tylko w sądzie na papierku żeby mnie przedstawić w złym świetle. Nota bene w sądzie karnym Ewa K poszła już na całość i aby nakłaniać świadków do fałszywych oszczerstw podaje się za moją… żonę. To wybitna psychopatka. Inne mieszkanie zrabowała K bratu swojej matki panu Adamowi. Farmakologicznie zmieniono go w zombie i zapisał je w testamencie na jej syna i szybko umarł bodajże na udar. Człowiek samotny – idealna ofiara – zgładzono go w parę  tygodni. I w ten sposób Kazimiera D zamiast otrzymać w spadku mieszkanie po bracie i drugie zachować po mężu (gdyby zmarli drogą naturalną) nie tylko żadnego nie ma ale została pozbawiona całej reszty majątku. Jej nieruchomości posłużyły do sfinansowania córce Ewy K wesela, do otwarcia pubu Ewy K oraz synowi Ewy K kapitalnego remontu zagarniętego mieszkania. Tego które posłużyło do preparowania fałszywych faktur. Tylko faktury bez pokrycia otrzymała w zamian za cały swój majątek obrabowana ze wszystkiego Kazimiera D. Żadna z osób, które na niej żerowały nie wzięła babci do „siebie”. Ani wnuczek Szymon K do mieszkania po jej bracie które kapitalnie wyremontował za jej pieniądze. Ani wnuczka Marta do mieszkania, które ukradła z G na mojej budowie. Oczywiście jej mieszkania żaden samozwańczy „remontowiec” nie rzucił się dla babci wyremontować. Jej mieszkanie, na wolnym rynku sprzedali i podzielili się pieniędzmi. A Kazimiera D? No cóż… mi ją podrzucili na budowę. Aby mnie wrobić być może w znęcanie się nad staruszkami. Dokładnie nie wiem co planowano albowiem nie czytam w ich myślach. Ale podejrzewam, że coś bardzo parszywego wobec mnie planowano w związku z Kazimierą D. Gdyby ona miała na budowie zejście, do końca świata nie zeszłaby ze mnie pani prokurator. A zeszłaby niewątpliwie bowiem ma już swoje lata a trzymano ją w zamknięciu, na mrozie, bez ogrzewania i ciepłej wody.

Dopiero jak skończyłem pod klucz kolejnej piętro przypomniała sobie o niej zatroskana rodzina.  Dla Kazimiery D ukradli kolejne moje klucze do kolejnego lokalu, wymienili w nim moje zamki i tam ją trzymali pod kluczem. Bez możliwości wyjścia, bo jak ją już zamknęli na wieczór to udawali się na miasto na imprezę do rana. A ona wyła po nocach. Wyparowały też jej oszczędności całego życia z konta oraz samochód należący do jej męża. Straciła wszystko i została bezdomna. Miała jeszcze tę bezdomną wolność ale i tę jej odebrano bowiem więziono ją jak psa pod kluczem na terenie budowy. Miesiącami, bez jakiejkolwiek reakcji ze strony policji, nadzoru, sądu lub prokuratury. Aby nie narzekała faszerowano ją psychotropami a jak ich działanie ustawało krzyczała nie mogąc się wydostać i nie rozumiejąc gdzie się znajduje. A według polickiej milicji „ona być może lubi być pozbawiane wolności”. Tak własną matkę Ewa K urządziła. Dla obcych lub dalszych krewnych już nie jest tak łaskawa i nie pozostawia ich przy życiu.

To lista osób składających fałszywe zeznania w procesie o zniesienie współwłasności.

Adwokat Bartosz S wiele razy poświadczył nieprawdę oskarżając mnie fałszywie o rzekome akty dewastacji nie poparte nawet cieniem dowodu oraz pisząc wnioski o to abym przerwał w związku z nimi prace budowlane. Ja – ofiara niezliczonych szkód, prowokacji i aktów dewastacji – zostałem skazany na bezrobocie przez ludzi którzy mnie o swoje przestępstwa fałszywie oskarżyli. Składał też kłamliwe pisma świadczące o rzekomych interwencjach policji z mojego powodu mimo iż sama policja temu zaprzeczała, pragnąc zawczasu nastawić przeciwko mnie wszystkie sądy (dotychczas trzy) w których przeciwko mnie występował. Ponadto napisał pismo do prokuratury a w nim kolejną nieprawdę jakobym to ja wstrzymywał proces budowy. Na sali sądowej – przy całkowitym braku reakcji sędzi M – pomawiał mnie o działania schizofreniczne mimo iż to jego czyny w świetle powyższego mogą stanowić objaw tej choroby.

Szymon K złożył nieprawdziwe zeznania w sądzie że sam finansował mieszkanie przy Wyszyńskiego 56/23 w Policach i nie przypomina sobie aby faktury były brane na nazwisko Kazimiery D. Na mój wniosek okazano mu nieprawdziwą fakturę Kazimiery D, na której aneksie to on jest prawdziwym klientem na między innymi kabinę prysznicową. „Przypomniał” sobie wtedy, że jednak była u niego montowana taka kabina. Przypomniał sobie jeszcze pod naporem pytań, że miał remont kapitalny. Wymienił, że wymieniono podczas niego, podłogi, glazurę, meble, sanitariaty, rury wodno kanalizacyjne, panele podłogowe i grzejniki czyli to co jest na nieprawdziwych fakturach w komplecie. Mimo to biegłemu od wyceny nieruchomości nakazano szacowanie tych nieistniejących nakładów – do których posiadania przyznał się Szymon K na zupełnie innej nieruchomości.

Kolejny świadek składający nieprawdziwe zeznania przed obliczem Sądu to Ewa J inspektor finansowy urzędu miasta Police. Osobiście u niej dokonywałem opłat podatkowych, za użytkowanie wieczyste oraz kwartalnych spłat ratalnych za moją działkę, jaką nabyłem aby zrobić zjazd do swojego garażu. Wszystkie raty opłacałem samodzielnie i posiadam wszystkie imienne dowody tych opłat które ta urzędniczka mi naliczyła, a mimo to zeznała nieprawdę, że to Ewa Krzeczek przez pięć lat płaciła wszystkie raty, co jest kłamstwem. Piszę to w interesie społecznym bowiem nie tylko ja w Policach spłacam u Ewy J raty. Są tysiące innych ludzi i oni mają prawo wiedzieć że raty i podatki jakie opłacają u tej urzędniczki urzędu miasta Police nic nie znaczą, bowiem inspektor Ewa J w każdej chwili może stawić się w sądzie i zeznać fałszywie, że te raty płaciła Ewa K. Imienne dowody opłat jakie Ewa J wystawia – kompletnie nic nie znaczą dla niej i ludzie mieszkający w Policach powinni mieć tego świadomość. Dowodem na składanie fałszywych zeznań przez urzędnika państwowego są protokoły z rozpraw (17 – konkretnie protokół z piątej rozprawy) oraz wszystkie dowody opłat jakich dokonałem za moją własną działkę. (18). Ewa J była przez sąd pouczona o odpowiedzialności za składanie nieprawdziwych zeznań a mimo to takie złożyła.

Ewa K złożyła w Sądzie nieprawdziwe zeznania, że przekazała mi  do ręki całą kwotę uzyskaną ze sprzedaży swojego mieszkania ponieważ nie miała w tamtym okresie bankowego konta. Okazało się to nieprawdą, bo nowa właścicielka tego mieszkania Pani Joanna S napisała oświadczenie, że całą kwotę za mieszkanie przelała na konto Ewy K i wskazała numer tego konta na podstawie aktu notarialnego jaki sporządzono przy sprzedaży. Sąd w trakcie procesu zignorował oczywisty wniosek o to aby prześledzić operacje na tym koncie żeby zobaczyć co się z tymi pieniędzmi potem działo. Pani Joanna S zgodziła się zeznawać na tę okoliczność przed sądem. Pisma do niej adresowano jednak nie na podany przez nią adres zamieszkania, czyli nabytego mieszkania, lecz na adres banku w którym było konto na które zostały przelane pieniądze uzyskane przez Ewę K ze sprzedanego mieszkania. Ewa K dopytywana później na okoliczność konta, którego rzekomo nie miała, przyznała że jednak je miała matacząc kompletnie swoje zeznania. Do akt sądowych sprawy II Ns 972/15 jest załączone oświadczenie Pani Joanny S na okoliczność tych pieniędzy, która kupiła mieszkanie od Ewy K, które uzyskałem odwiedzając z Magdaleną tę kobietę.

Ewa K złożyła też kolejne fałszywe zeznania przed sądem, że od chwili przystąpienia wspólnie finansowaliśmy nieruchomość, że byliśmy w konkubinacie od roku 2005 (w rzeczywistości byłem w związku z Beatą M z Katowic), że jakiś hydraulik pracował i musieliśmy mu zapłacić (to oczywiście też jest nieprawda bo sam zrobiłem i sfinansowałem całą instalację hydrauliczną w budynku) i że przekazała mi pieniądze ze sprzedanego mieszkania Kazimiery D. W rzeczywistości nawet mnie nie było w kraju kiedy ograbiono tę kobietę z całego majątku i opróżniono konto z oszczędności po to aby sfinansować w tajemnicy przede mną przyjęcie weselne G. Ja w tym czasie byłem za granicą właśnie z powodu pieniędzy brakujących na budowę – i gdyby takie kwoty jak Ewa K zeznała były przekazane na budowę to nie byłoby nawet powodów do wyjazdów zarobkowych po dużo mniejsze sumy. Ponadto zeznała nieprawdę, że zapłaciła za skradziony prąd, a tymczasem w wezwaniach do zapłaty wystawionych przez Eneę nie ma śladu po jakichkolwiek wpłatach. Zeznała też nieprawdę że jej córka kupowała materiały budowlane – brak jest oczywiście zarówno tych materiałów jak i oczywiście faktur na nie.

Hydraulik Kamil R przed sądem zeznał nieprawdę jakoby rzekomo robił na mojej budowie jakieś „modernizacje instalacji wodnej i kanalizacyjnej” – ponadto wystawił nieprawdziwy rachunek na około 500 złotych – kolejny fikcyjny pseudo wkład spreparowany na Kazimierę D. Instalacja ta na ulicy Słonecznej 5 jest wykonana w całości przeze mnie – jest nowa, w pełni funkcjonalna i nie wymagająca żadnej modernizacji. Ani mnie nie pamiętał ten człowiek, ani ja jego, gdyż w sądzie widziałem go po raz pierwszy w życiu. Nie mógł powiedzieć co konkretnie robił w charakterze owej „modernizacji” na budowie, ponieważ nigdy go na niej nie było. Dopytywany o to wykręcał się mętnie, że wykonuje rzekomo 5 – 10 tego typu robót dziennie i nie pamięta. Gdyby to była prawda to zarabiałby 2500 – 5000 złotych dziennie, co jest po prostu niedorzeczne. Tak naprawdę człowiek ten u Szymona K na ul. Wyszyńskiego 56/23 zrobił modernizację bo tam była likwidowana wanna oraz wszystkie stare rury, burzenie ścian w łazience, wstawianie nowych rur i zamurowywanie ich do nowej kabiny prysznicowej instalowanej w miejsce wanny. Tam była modernizacja instalacji wodnej i kanalizacyjnej. Ta praca trwała około tygodnia i za takie coś można wystawić rachunek na około 500 złotych. Zeznał też, że zapłaciła mu Ewa K i nie był w stanie odpowiedzieć dlaczego wystawił rachunek na Kazimierę D, której nazwisko jak sam zeznał niczego mu nie mówi. Jest to kolejna osoba nakłoniona przez Ewę K do składania nieprawdziwych zeznań i preparowania nieprawdziwych nakładów.

Ariel G zeznał nieprawdę że Ewa K przekazywała mi pieniądze i że on dał pieniądze na kotłownię. Zeznał nieprawdę, że I piętro było zamieszkane w czasie kiedy dokonał „remontu”, czyli samowoli budowlanej (lato 2013 roku). Te piętro zrobiłem jednak dopiero jesienią i zimą 2013/2014 roku po powrocie zza granicy. Fotografie tego piętra razem z datami ich wykonania posiadam jako dowód (19) że te piętro aż do wiosny 2014 nie było zrobione i zamieszkałe. Między innymi za materiał z tego piętra skradziono mi rok później faktury – po to aby kto inny je „sfinansował”, kiedy będę w psychiatryku dzięki między innymi jego fałszywym oskarżeniom. Dopytywany intensywnie na okoliczność nieprawdziwych faktur zeznał, że to on z ojczymem kupili wannę i że to Ewa K kazała im brać faktury na Kazimierę D – tak więc wydał na koniec swoją teściową.

Jerzy M, który zeznał nieprawdę, że nie wie skąd się wzięła wanna – ta sama którą osobiście nabył i samowolnie na budowie instalował. On ją kupił płacąc kartą maestro – jako dowód posiadam nieprawdziwą fakturę i aneks bankowych operacji do niej na tę wannę nabytą ponadto ze skradzionym mi rabatem jaki miałem wypracowany w sklepie Leroy Merlin w Szczecinie przy ul Golisza i który wykorzystano bez mojej wiedzy z mojej karty lojalnościowej, do której dostęp (tak samo jak do moich faktur) miała tylko Ewa K. Ten rabat, który M mi ukradł jest warty 10 % i trzymałem go do wykorzystania przy zakupie dużej partii materiału co pozwoliłoby uzyskać zniżkę co najmniej 1000 złotych. Jerzy M z Arielem G kradnąc mi ten rabat zużyli go aby osiągnąć około 20 złotych zniżki przy zakupie wanny – którą w ramach samowoli budowlanej nielegalnie zainstalowali przy okazji preparowania fikcyjnych nakładów na rzecz matki Ewy K. Okradano mnie na każdym polu i na koniec zasypano prokuraturę fałszywymi oskarżeniami na mój temat. Niewyobrażalnie podła swołocz. Wnoszę o ściganie i ukaranie sprawców zanim nastąpi przedawnienie tych przestępstw. Wszystkie prace jakie G i M wykonalli w budynku przy ulicy Słonecznej 5 są samowolą budowlaną. Kolejną samowolą budowlaną jest nielegalne mieszkanie na terenie budowy Ariele G z rodziną. Wszystkie działania powiatowej inspektor nadzoru są tuszowaniem tych samowoli budowlanych.

Marta G zeznała nieprawdę, że płaciła za tynki w dwóch pokojach na II piętrze. Wykonawca tynków zeznał jednakże, że to ja i Ewa K płaciliśmy mu za robociznę. Zeznała również nieprawdę jakoby ona płaciła za wannę, którą w rzeczywistości nabył Jerzy M płacąc kartą bankową maestro i preparując przy okazji fikcyjne nakłady Kazimiery D. Zeznała nieprawdę jakoby płaciła za kotłownię. Zeznała nieprawdę, że kiedy odbywała się samowola G – latem 2013 roku – Kazimiera D mieszkała na I piętrze – w rzeczywistości dopiero pół roku później po powrocie zza granicy zrobiłem na tym piętrze wykończeniówkę. Dowodem na nieprawdziwość jej zeznań są moje skradzione i odzyskane faktury na materiał z tego piętra oraz fotografie tego piętra zawierające między innymi datę ich wykonania. Kolejnym dowodem jest usługa Google Street Viev ponieważ auto korporacji Google jakie przejeżdżało ulicą Słoneczną aby jej zrobić zdjęcia, fotografię mojej budowy wykonało dokładnie w okresie kiedy Ariel G i Jerzy M dokonywali samowoli budowlanej. Oszuści i złodzieje mieli niewyobrażalnego pecha. Na zdjęciach Google street wiev widać, że II piętro było już zamieszkałe i wyposażone w rolety i meble, a I piętro nie, z powodu stanu surowego i zdjęcia korporacji Google w pełni się pokrywają z fotografiami jakie zrobiłem z wewnątrz. Zrzut ekranu ze zdjęciem wykonanym przez samochód Google w czerwcu 2013 roku jest tutaj (13). Skradzione mieszkanie natomiast na II piętrze przed moim wyjazdem wiosną 2013 roku wyglądało tak (14) i są tam daty wykonania owych fotografii. Samowoli budowlanych dokonano niemal pięć lat temu i za kilka tygodni mogą się one przedawnić co mnie po raz kolejny zrujnuje ze względu na uporczywe tuszowanie ich przez powiatową inspektor nadzoru Monikę M, policję, sąd i prokuraturę.

Pod koniec 2016 roku ze względu na nieustanne zaszczuwanie w Policach wyjechaliśmy do Magdaleny na Dolny Śląsk żeby spokojnie żyć z nowonarodzonym dzieckiem. Stamtąd napisaliśmy skargi do Ministra Ziobro i Premier Szydło i stamtąd w połowie grudnia udałem się do Warszawy za radą Sędziego dyżurnego do Ministerstwa Sprawiedliwości i Prokuratury Krajowej. W połowie grudnia zatrzymała mnie drogówka w Warszawie i poinformowała, że znowu jestem poszukiwany. Policka policja nie pozostawiała po nękaniu namacalnych śladów, dręcząc mnie telefonicznie lub nachodząc rodzinę. W Warszawie natomiast udało się dowiedzieć od miejscowej policji, że szuka mnie prokuratura Szczecin Prawobrzeże i Zachód w sprawie w której usiłowano mnie spsychiatrzyć. Poprosiłem ich o wezwanie na piśmie do tej prokuratury aby mieć namacalny dowód moich udawanych poszukiwań i w wyznaczonym dniu czyli 28 grudnia stawiłem się u prokurator która niby mnie szuka – tej samej u której byłem osobiście dwa tygodnie wcześniej. Niestety prokurator nie chciała powiedzieć dlaczego nie uszanowała prawomocnego postanowienia sądu na temat prób umieszczenia mnie w szpitalu psychiatrycznym. Zapytałem ją jaki jest cel jej poszukiwań mojej osoby, skoro przed nikim się nie ukrywam. Prokurator nie odniosła się merytorycznie tylko odparła że akta są u biegłego. Ja jej na to że nie przybyłem po jakieś akta tylko sam nie wiem po co mi tu kazano się w Warszawie stawić. Kiedy nie udało się jej zmienić tematu stwierdziła rutynowo żebym jej nie obrażał i niczego więcej się od niej nie dowiedziałem. Żadnej odpowiedzi na pytanie po co się mnie szuka skoro przed nikim się nie ukrywam. Postarałem się zatem o potwierdzenie na piśmie tego, że się stawiłem, żeby nie było to tamto jak w ubiegłych latach i mam ten dowód bo jest tam pieczątka i dopisek: „stawił się”. (15). Złożyłem też na jej ręce pismo z dowodami na moją niewinność, na wrabianie przez policję i wnioskiem o zaprzestanie nękania i nie wiadomo dlaczego prokurator nie poinformowała mnie podczas rozmowy że jakiś tydzień wcześniej wydała nakaz zatrzymania mnie i przymusowego dostarczenia do szpitala psychiatrycznego. (31) Ten nakaz wbrew postanowieniu sądu nakazywał mnie zatrzymać na 48 godzin i dowieźć na tak zwane „jednorazowe badania”, którymi nękano mnie 5 lat i które ani nie były jednorazowe ani żadnej choroby nigdy nie wykazały. Chodziło w nich jedynie aby mi maksymalnie zatruć życie. Prokuratura to już kolejna instytucja nie szanująca decyzji sądowych aby mnie bezprawnie krzywdzić – tym razem pozbawić wolności. Skarżę te działania prokuratury już po raz kolejny na ręce Panów ministrów sprawiedliwości. Wnoszę o zaprzestanie nikczemnych prób robienia ze mnie wariata.

Tylko nieudolność polickiej milicji sprawiła, że milicjanci nasłani przez prokurator nie znaleźli mnie w piątek i sobotę ale dopiero w niedzielę rano – kiedy Ewa K poinformowała milicję. Aresztowali mnie o świcie bezprawnie we własnym domu, gdzie odśnieżałem podjazd do garażu. Wpadli tak wcześnie że kubek nie napoczętej kawy zamarzł mi na zjeździe do garażu. Byłem przez całą dobę więziony bez kawy i lekarstw a do poczytania dali tylko jakiś miesięcznik dla debili pt. Policja. Jak można czytać o radosnych konkursach na dzielnicowego roku, w komendzie na której rutynowo tuszuje się prawdziwe przestępstwa, wymyśla fikcyjne, wywozi ludzi do lasu, bije pięściami, zastrasza i wymusza zeznania lub przyznanie się do winy? Jak można takie brednie pokazywać ludziom mieszkającym w Policach?

Przecież nie jestem pierwszym, który dostrzegł bandytyzm na tej komendzie. Nie kto inny lecz dzielnicowy informował już lata temu organy ścigania o mającej tam miejsce patologii, która u zastraszanych ludzi doprowadziła już nawet do prób samobójczych:

http://www.tvp.info/1076020/informacje/polska/policyjna-piescia-zmuszali-do-zeznan/

http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/101196,tak-policjanci-zastraszali-zatrzymanych.html

A tu jest napisane jak uczciwy dzielnicowy został bardzo szybko przez „kolegów” z polickiej komendy wrobiony w urojone problemy aby zatuszować tę sprawę:

http://www.gs24.pl/wiadomosci/police/art/5364660,afera-w-komendzie-w-policach-pojawia-sie-watek-seksualny,id,t.html

Bardzo szybko jak widać można na tej komendzie wytworzyć problemy każdemu. Nawet uczciwemu policjantowi. Błyskawicznie z mającego sumienie policjanta zrobiono damskiego boksera. Ta metoda jest również w całej Polsce identyczna – przerabiać ludzi pomagającym bezsilnym, słabszym i bezbronnym w „damskich bokserów pełnych problemów rodzinnych”. Wobec mnie zastosowano dokładnie tę samą metodę przy pomocy żony i córki kłusownika, który zdewastował mi samochód.

Bardzo kreatywni są milicjanci z polickiej komendy jeśli już postanowią kogoś wrobić. Robią to cierpliwie i zawsze przerabiają ofiarę w sprawcę.

Obecnie toczy się z ich inicjatywy proces w Policach przeciwko człowiekowi oskarżonemu o „znieważenie” funkcjonariusza. Tak to już bowiem jest że prymitywni bandyci z policji mają strukturę psychiczną delikatniejszą niż płatek śniegu i nie wiadomo dlaczego wybrali pracę z interwencjami zamiast zrobić kurs na przedszkolankę i nie być narażeni na „zniewagi”. Niestety dla nich ale ocalało nagranie tego „znieważania” zrobione telefonem komórkowym, na którym widać jak katują bezbronnego człowieka z wykręconymi do tyłu rękami rażąc go w serce paralizatorem. Ten najnowszy bandycki skandal dopiero sobie dojrzewa do wybuchnięcia…

Kiedy mnie pozbawili wolności i zamknęli w lochu usiłowali poczytać mi coś i podsuwać do podpisania, ale jak usłyszałem że „nie uznaję mojego zatrzymania za bezprawne i nie wnoszę skarg” oddałem papiery z powrotem temu który umie czytać. Skuli mnie za to i nie pozwolili zapalić. Papiery podpisał za mnie oficer dyżurny, który potrafi pisać i się nazywa Odmówił Podpisu. Potem mnie rewidowali i spisywali co posiadam. Jak protokół mieli gotowy wydobyłem z kieszeni garść drobniaków co ich ożywiło, bo musieli pisać wszystko jeszcze raz. Jak policzyli i napisali od nowa, powtórzyłem numer i dostali szału. Zabrali mi sznurówki ale jak się zorientowali że muszą o tym napisać raport oddali je i w ten sposób urozmaiciłem im życie za to że mnie skuli bez powodu. Potem przez kilka godzin znęcali się nade mną wspomnianym miesięcznikiem Policja. W tym miesięczniku co drugi policjant na zdjęciu jest generałem. W spódnicy. U żadnego generała nie było kabury na tampony więc dorysowywałem te ubytki do czasu aż mnie zaczął boleć żołądek. Z braku kawy rozbolała też głowa. Żaden mi nie zrobił kawy. Żaden pewnie nie potrafi. Zabrałem ich więc na miasto. Musieli się poubierać w kamizelki, nie zrobić sobie krzywdy paralizatorem, skombinować kaski, zmontować konwój i zawieźć mnie na kawę. W szpitalu zażyłem dwa razy cappuccino z automatu na ból głowy a od pani doktor wydębiłem kwit na leki na żołądek – te których nie pozwolili mi zabrać z domu. Co dziwne przyjęto mnie bez rejestracji, bez kolejki, bez ubezpieczenia więc sam nie wiem po co oddawałem krew i płaciłem składki. Wróciliśmy przez aptekę więc trochę mi ubyło drobnych. Na komendzie musieli więc liczyć wszystko jeszcze raz. Próbowałem znowu ich ożywić za 5 groszy ale nie dali się już nabrać. Stwierdzam że milicjanci z Polic stosunkowo szybko się uczą i nie trzeba im cztery razy powtarzać.

Rano zawieźli mnie bezprawnie do szpitala psychiatrycznego. Wbrew postanowieniu sądu.

Ci nowi psychiatrzy – świadomi tego co jest w aktach – nie chcieli powtórzyć błędu doktora Roberta B i ośmieszyć się na sali sądowej wychodząc na kłamców. Przeprowadzono ze mną rutynową rozmowę w szpitalu ale tym razem lekarze wypytywali mnie bardzo szczegółowo – jak nigdy wcześniej. Nie chcieli przegapić czegoś istotnego jak to zrobił dr B z moją podstawówką i się później skompromitować. Wałkowali mój życiorys z 15 minut, powiedzieli że opinię wystawią po zapoznaniu się z aktami i pożegnaliśmy się. Spodziewali się debila i prostaczka, bo się naczytali bzdur w spreparowanych aktach, a tu nagle usłyszeli że pracowałem w Operze na Zamku gdzie byłem starszym referentem odpowiedzialnym za pisanie recenzji, promocję, sprawy wydawnicze, plakaty, ulotki, grafikę komputerową, treść i szatę graficzną miesięcznika wydawanego przez operę. Byli tym wstrząśnięci, bo się naczytali bredni o bandycie grasującym z łomem. Nigdy wcześniej żadnemu konowałowi o tym nie mówiłem, z tego prostego powodu że nigdy wcześniej żaden o to nie zapytał – jako że już z góry mieli przygotowane „diagnozy” zamówione przez prokuraturę. Oczywiście ci psychiatrzy z psychiatryka też pracują dla systemu a zatem robiąc opinię na zamówienie prokuratury ostatecznie i tak nie uda im się uniknąć kompromitacji jeśli ich poniesie fantazja w czasie wróżenia ale to potem… jakiś rok później. W momencie badania udawali miłych i stwierdzili że nic nie wiedzą na temat mojego zdrowia i dodali tak jak wszyscy inni biegli, że kiedyś tam… dowiem się.

Szanowni Państwo, opiszę w dobrze pojętym interesie społecznym ten z szkodliwie wypaczony system badań psychiatrycznych dokonywany przez biegłych sądowych. Otóż każdy specjalista psychiatra z wolnego wyboru wystawia opinię natychmiast po „badaniu”, czyli po rozmowie. Każdy biegły sądowy gra natomiast na zwłokę i nigdy nie wystawia opinii po badaniu. To bardzo wymowne i niezgodne z prawem. Nie tylko to dyskwalifikuje te opinie ale także nierzetelny sposób ich produkowania. Prawo wymaga aby opinia dla sądu pochodziła od dwóch różnych lekarzy. I ja taką zdobyłem. W dziesięć minut. Prokuratura natomiast nie zdobyła przez sześć lat. Ja udałem się do gabinetu psychiatrycznego w Szczecinie, zostałem przebadany i wydano mi natychmiast opinię że nie posiadam nawet objawów jakiejś choroby psychicznej. Następnie na drugim końcu Polski udałem się do zupełnie innego specjalisty psychiatry i on wydał drugą opinię stwierdzającą to samo. To jest uczciwa metodologia badań psychiatrycznych, wiarygodna dla sądu bowiem opinia jest zgodna i pochodzi od dwóch nawet nie znających się lekarzy. Biegli sądowi natomiast oszukują ten wymóg prawny w całości. Gdyby mieli wystawić uczciwą opinię powinni po kolei lecz osobno pacjenta przebadać i od razu wydać opinię i dopiero gdyby po porównaniu ich opinii one okazały się zgodne można byłoby mówić o prawdopodobieństwie trafnej diagnozy. Biegi sądowi wiedzą doskonale o tym, że w ten sposób nigdy by im się nie udało trafić takiej samej wróżby, ponieważ psychiatria to tylko pseudonauka bardziej omylna niż astrologia i dlatego oszukują aby się z niewiedzy nie obnażyć. Oszukują od początku do końca. Zawsze siedzą razem w jednym gabinecie, razem zadają pytania, razem wypraszają delikwenta za drzwi i rzecz jasna razem uzgadniają potajemnie opinię. Przecież to parodia uczciwego badania. I nigdy nie ma z tego protokołu dla pacjenta, wyników lub nagrania. To jest tak żałosne że ręce opadają. A prócz tego że oszukują to jeszcze ściągają – czyli czytają akta i badają opinie innych ludzi. Pomówienia! Są więc od razu urobieni na to pod jakim kątem ma być opinia. No i najważniejsze: zatrudnia ich sąd lub prokuratura a nie „pacjent” więc opinia jest produkowana na życzenie zleceniodawcy i trudno byłoby od tak uzyskanej opinii wymagać obiektywnego podejścia. Czegoś takiego naciąganego nigdy nie zrobi uczciwy specjalista psychiatra z wolnego wyboru. Im nie zależy na wymyślaniu chorób, bo wiedzą że jak zaczną fantazjować to „pacjent” uda się do innego lekarza sprawdzić sobie tę diagnozę. To co robią biegli sądowi to jest po prostu mataczenie szwindlerów.

Oczywiście ci biegli psychiatrzy ze szpitala mieli akta a w nich moje pisma, które są pełne dowodów na niekompetencję ich kolegi doktora Roberta B oraz na moją niewinność. Oni otrzymali od prokuratury akta na długo zanim jeszcze policja mnie z domu porwała i do nich przywiozła. Po rozmowie w szpitalu psychiatrycznym oczywiście wypuszczono mnie, jednakże te zatrzymanie mnie na ponad dobę zupełnie bez powodu było najgorszym dniem w moim życiu. Miejscowi bandyci udowodnili, że mogą każdego pozbawić wolności ot tak sobie, zabierając go z domu, bez kawy i lekarstw, nie szanując prawomocnego postanowienia sądowego. Ludzie którzy już dawno powinni być w więzieniu porywają z domu i więżą tych których sobie upatrzyli do wrobienia i obrabowania. To też powinni wiedzieć mieszkańcy Polic. Muszą być świadomi, że Ewa K aby nasycić swoją psychopatyczną żądzę niszczenia i okradania ludzi może w każdej chwili nasłać bandytów z policji, którzy od dawna nie myślą już samodzielnie tylko ślepo wykonują wszystkie jej polecenia. Ewa K, bowiem mimo wyłudzonych komornikiem kluczy do kraty całymi miesiącami nie pojawiała się na budowie, bo za każdym razem jej nielegalne korzystanie z budynku na wideo rejestrowałem. Tuż przed aresztowaniem przyszła jednak sobie na nie popatrzeć. Po miesiącach niebytu pojawiła się dosłownie 5 minut przed milicją. Przybyła ponapawać się tym, że bandyci pozbawią mnie bez powodu wolności. Ta osobowość psychopatyczna doskonale wie o każdym szczególe tej sprawy, której nawet nie ma prawa wiedzieć co jest kolejnym już dowodem na to że tajemnica śledztwa lub tajemnica lekarska to są fikcyjne wartości w moim przypadku. Psychopatka K zna każdy szczegół tej historii w której zostałem fałszywie oskarżony przez córkę i żonę kłusownika i wrobiony przez policję. Zna bo razem z policją ona to wszystko aranżuje. K nieustannie odgraża mi się że „jeszcze mnie wyleczy”, „że już nigdzie nie zarobię żadnych pieniędzy”, „że nigdzie już nie pojadę”, i używa informacji zdobytych w tej prokuratorskiej sprawie aby oczerniać mnie w każdym urzędzie i instytucji. Tej psychopatce oczywiście zależy na oszukaniu mnie na tę kamienicę ale o wiele bardziej zależy jej na zupełnej kontroli mojego życia – to charakterystyczna cecha psychopatów, która zawsze ich bezbłędnie demaskuje. Wszystko co przez te lata mówiłem psychiatrom jest jej znane i wszystko co znajduje się w aktach prokuratora również. Psychopatka wykorzystuje to aby mi zniszczyć dobre imię przy pomocy oszczerczych pomówień i materiałów ze sprawy w której mnie wrobiono. Zastrasza też świadków, udostępniane bowiem dla Krzeczek są ich dane, adresy i telefony. Nakłania ich do oskarżania mnie, nachodzi ich i nęka i nieustannie usiłuje sprowokować u mnie konflikty z ludźmi wmawiając im że jestem niebezpieczny i leczę się psychiatrycznie i co gorsza jest mnóstwo popleczników z policji którzy jej to „potwierdzają” – tych samych którzy mnie razem z nią wrobili.

Bezpośrednio przed świętami Bożego Narodzenia 2016 kiedy powróciłem do Magdaleny z Warszawy, coś zaszło z nią podczas mojej trzydniowej nieobecności, bo tuż po moim powrocie z prokuratury krajowej Magdalena zupełnie „bez powodu”, nagle zakończyła nasz związek. Miała przy tym tak bardzo wykrzywiony wyraz twarzy jakiego nigdy wcześniej u niej nie widziałem. Wyglądała na osobę, która robi to wbrew własnej woli. Pytałem ją czy została zastraszona ale nic nie odpowiedziała. To było niepojęte bo kilkanaście dni wcześniej nalegała abym wcześniej niż zwykle przyjechał aby się na spokojnie do świąt przygotować bo nie wyobraża ich sobie beze mnie. Jeszcze podczas trzydniowej nieobecności w Warszawie dzwoniła po kilkanaście razy dziennie nie mogąc się doczekać kiedy wrócę. A jak wróciłem – skończyła wbrew zdrowemu rozsądkowi nasz paroletni związek. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to dzieło Ewy K oraz policji którym nawet na drugim końcu Polski udało się znaleźć sposób aby nas nękać i dręczyć, bowiem coś takiego nie przyszłoby mi nawet do głowy. Aż tak zwyrodniały jest ten bolszewicki system napuszczania na siebie osób najbliższych. Jak oni sprawili że ją przeciwko mnie przekabacili? No cóż, to są specjaliści od zastraszania. Specjalizują się w kobietach. Wydzwaniają, napuszczają policję, prokuraturę, urabiają wmawiając że mam problemy, że się leczę psychiatrycznie i że jestem szczególnie niebezpieczny. Naciskają miesiącami. A jednocześnie z drugiej strony odcinają od środków do życia i wytwarzają problemy. Ci z mafii mieszkaniowej nieustannie próbują mnie z Magdaleną skłócić. Zwyrodnialcy potwornie nastawili ją przeciwko mnie. Magdalena bowiem jako naoczny świadek i ofiara ich przestępstw była dla nich bardzo niewygodna. Poważnie sitwę przed sądem obciążyła i mafii bardzo zależało aby ją utrącić jako świadka. Bardzo im zalazła za skórę walcząc z bezprawiem u mojego boku. Wywalczyła wymeldowanie patologii na mojej budowie jako mój pełnomocnik, wcześniej odkryła że są nielegalnie zameldowani, odkryła ze mną nieprawdziwe faktury Kazimiery D, znalazła uczciwego prawnika który zastąpił działającego na moją szkodę oraz zeznała w sądzie prawdę o kradzieżach prądu i pozbawianiu Kazimiery D wolności. Wykoncypowała też skuteczny sposób aby Ewę K która od lat stara się pozbawić mnie środków do życia ją pozbawić tych środków. Pisaliśmy też z Magdaleną wspólnie wiele skarg do najwyższych władz na działania tej mafii. Między innymi na bezprawne działania powiatowej inspektor nadzoru. Skargi te dotarły do Premier Szydło – która jako jedyna skutecznie nam udzieliła pomocy i to w trybie natychmiastowym – co jest dowodem na to, że to co zwykłym ludziom zajmuje lata czasami można załatwić jednym telefonem. Prosiliśmy o wsparcie w uchyleniu bezprawnej decyzji którą kapturowo wytworzyła inspektor M w swoich potajemnych postępowaniach opartych na kłamstwach. Wysłaliśmy oczywiście dowody na jej kłamstwa i…? Jeszcze w grudniu 2016 roku nadzór odpisał nam rutynowo, że „nie można tej decyzji uchylić”. Parę dni później jednak w styczniu 2017 roku czyli tuż po naszej skardze do Premier Szydło otrzymaliśmy zupełnie inne pismo, że już „wszczęto procedurę uchylania tej decyzji”, której parę dni wcześniej „nie można było uchylić”. Znaleziono błyskawicznie przepis pozwalający ją uchylić w „interesie społecznym lub słusznym interesie strony” pod jednym warunkiem – że nikt nie wniesie sprzeciwu. Oto te pismo (28). Niestety to był nasz ostatni wielki sukces ale taki o którym Magda już się nie dowiedziała, bowiem sitwa przerażona naszą skutecznością nasiliła swoje knowania i właśnie wówczas ją przekabacono. Magdalena więc nawet nie wie o tym, że wówczas nasza sprawa była już w całości wygrana. Ironia losu, że po kilku latach walki dała się złamać i nakłonić do zdrady dosłownie pięć po dwunastej. Tuż po zwycięstwie nad zakłamaną inspektor M.

Tymczasem nikt nie wniósł sprzeciwu, mimo że M powiadomiła o tym jak zawsze pół miasta licząc że się gdzieś znajdzie jakiś zawistnik. Nikt taki się nie znalazł, bowiem ludzie znają się lepiej niż jej się wydaje na takich jak ona podjudzaczach. A więc nadzór budowlany powinien zgodnie z tym co sam napisał uznać to jako milczącą zgodę i decyzję uchylić. Wysłano te pismo o wszczęciu procedury uchylania do do Premier Szydło w ramach „poinformowania jej o sposobie załatwienia sprawy”. Ja ze swojej strony wysłałem na ręce nadzoru bardzo uprzejme podziękowania za wszczęcie w końcu procedury uchylania. Oto one (29). Perfidia jednak tych urzędniczych kanalii jest bezdenna, proszę Państwa. Po kilku miesiącach grania na zwłokę przysłali bowiem pismo, że tej decyzji jednak nie można uchylić i… powołując się na zupełnie inny przepis decyzji nie uchylono. O tym jednak, już nie poinformowano kancelarii prezesa rady ministrów. Świadomie oraz w pełni kłamliwie oszukano nawet Panią Premier. (30).

Tak więc nie tylko Ministra Ziobro oszukano ale też Premier Szydło. My z Magdą wierzyliśmy w sprawiedliwość i czekaliśmy na jakąkolwiek pomoc ze strony tych organów walcząc z bezprawiem samotnie. Niestety żadnej pomocy nie doczekaliśmy – osaczono nas, spławiono najwyższe krajowe organy i zaczęto jeszcze bardziej wykańczać. Jej odmawiano nawet tego co jej się prawnie należy żeby ja zmiękczyć: 500 + w którym to programie była rekordzistką województwa dolnośląskiego w oczekiwaniu na jego przyznanie. Zwodzono ją pod absurdalnymi pretekstami. Nękano ją też wezwaniami na policję, prokuraturę, do opieki społecznej i utrudniano życie jak to tylko możliwe. Nawet w domu ją nachodzono. A jak już nie miała środków do życia to ją przekupiono. Od Ewy K musiała dostać jakieś puste obietnice oraz parę srebrników bo finansowo odżyła na dłuższy okres. W obietnicach bez pokrycia K jest mistrzynią. W czasie kiedy po kryjomu inwestowała swoje pieniądze w mieszkanie syna preparując fałszywe faktury na moją budowę, do wykończenia mieszkania które miało być jej nakłoniła przecież kochanka córki G z jego ojczymem M a ci nie tylko matce K preparowali fikcyjne nakłady ale pozaciągali nawet na siebie kredyty żeby urządzić te mieszkanie. Ewa K potrafi naciągać ludzi. I to tak że jawnie działają na swoją szkodę. Przecież M z G za tę samowolę budowlaną oraz pracę na czarno muszą ponieść odpowiedzialność karną. Bo jak nie poniosą to nikt już w Polsce nie będzie musiał mieć pozwolenia na budowę lub umowy o pracę skoro im „wolno”. Bardzo nalegam do władz najwyższych, aby w końcu ich do odpowiedzialności karnej pociągnąć jako osoba przez nich wielokrotnie pokrzywdzona – która z powodu tych samowoli budowlanych – nadal nie może wykonać swojej pracy na którą ma pozwolenie.

Po zdradzie Magdalena z dnia na dzień z osoby zaszczuwanej, zadłużonej i nie mającej środków do życia, nagle zaczęła jeździć na wycieczki w góry lub nad morze i szastać pieniędzmi. Mnóstwo mamony nagle się u niej pojawiło. Tak dużo, że zaczęła gardzić rzeczami, jakie przywoziłem dla Maluszka co też zresztą było częścią bandyckiego planu. Postanowiono bowiem jeszcze raz tak samo mnie wrobić jak 8 lat temu z kłusownikami.

Proszę uważnie spojrzeć na poniższą chronologię, ponieważ same daty tych wydarzeń są szalenie wymowne:

28 grudzień 2015 roku – na koniec roku zaplanowano umieszczenie mnie w psychiatryku. Potajemnie. Wniosek o to wysłano do sądu karnego natychmiast po tym jak ujawniłem w sądzie cywilnym oszustwo z fakturami które od razu wyparowało z protokołu z rozprawy. Moja obecność była „nieobowiązkowa”. Zaocznie chciano pozbawić mnie wolności. Dostałem jednak kilka dni wcześniej telefon o takich knowaniach i powiadomiłem Mecenas że jest sprawa w której ona od pięciu lat mnie broni a ja jestem podejrzanym. Nie uwierzyła że takie coś jest możliwe. Jak jej odmówili dostępu do akt naszej sprawy, zaczęła wierzyć i bronić mnie w ciemno wzywając wszystkich oszczerców na świadków: policję która mnie wrobiła oraz biegłych psychiatrów którzy wystawili fałszywą opinię na zamówienie prokuratury. Mi i Magdalenie jak się o tej sprawie dowiedzieliśmy aż się nogi ugięły.

31 grudzień 2015 roku – drugi geodeta wykonał wymuszoną bezprawnie inwentaryzację powykonawczą, którą „odradzono” wykonać pierwszej geodetce. Cały styczeń gotowa inwentaryzacja drugiego geodety krążyła po urzędach gdzie nabierała mocy czyli kolekcję stempli. Wszystkie uzgodnienia branżowe stwierdzają „bez uwag” lub „bez zastrzeżeń”. Budynek okazał się stać na mojej działce a nie na sąsiednich jak to sobie uroiła inspektor M. Inwentaryzacja stwierdziła też całkowitą zgodność położenia budynku z planem zagospodarowania. Oto ona. (54) Jak widać drugiego lutego opuściła urzędy opatrzona datownikiem. To jest ta sama inwentaryzacja o której do dziś krążą wytworzone przez inspektor M kłamliwe legendy, że jej nie ma. Ta sama która ginie, kiedy prokuratura krajowa lub biegli chcą wypożyczyć akta. Już dwa razy się gubiła i odnajdywała.

8 stycznia 2016 roku – Ewa K złożyła do M donos oparty o fałszywe oskarżenia jakobym wynajmował Magdalenie lokal na budowie, w czasie kiedy ten lokal ona wynajmowała bezprawnie synowi, córce, matce i Arielowi G. (64)

4, 5, 8 lutego 2016 roku – powiatowa inspektor nadzoru Monika M zaczęła pośpiesznie prowadzić szereg potajemnych, nielegalnych postępowań aby spacyfikować możliwość zgłoszenia budynku do odbioru. Z inwentaryzacją której wcześniej żądała wyrzuciła nas ze swojego biura, kłamiąc że jej nie ma. Za rzekomy brak inwentaryzacji obsypała mnie oszczerczym potokiem kłamliwych zarzutów i w szeregu potajemnych postępowań w tych kolejnych dniach lutego wytworzyła decyzję aby sporządzić projekty zamienne które mają naprawić sytuację z wymyślonymi przez nią odstępstwami. Magda aż się popłakała widząc te bezprawie. Załamała się na kilka tygodni. Nie chcąc patrzeć jak mnie wtrącają do psychuszki wyjechała na tydzień przed wyrokiem nie wytrzymując już tej presji. Wszystko było już przygotowane do kradzieży kamienicy: umorzona kradzież moich faktur, lipne dokumenty że ją źle wybudowałem, jeszcze bardziej lipne dokumenty że kto inny ją finansował i najbardziej naciągane że jestem niebezpiecznym wariatem.

22 lutego 2016 roku – sąd wydał prawomocne od zaraz i niezaskarżalne Postanowienie odrzucające niedorzeczny wniosek prokuratury o umieszczeniu mnie w psychiatryku. Sędzia uzasadniła to między innymi tym że: prokurator nie ma racji, brak jest podstaw do czegoś takiego i że nie wolno takiego środka stosować.

6 kwiecień 2016 roku – inspektor M na podstawie nieważnego (bo nie podpisanego nawet) donosu K bezprawnie zaczęła nas nękać i straszyć mandatami. Nie przyjmowała do wiadomości rzeczowych informacji przesyłanych mailem na oficjalny adres PINB w Policach. (66). Informacje od nas nieustannie olewała, w nieskończoność żądając kolejnych wyjaśnień że Magdalena nie wynajmuje lokalu. Magdalena musiała do niej jeździć z Dolnego Śląska a ja z Bretanii.

18 kwiecień 2016 roku – M złożyła parszywy donos do prokuratury oparty o oszczercze kłamstwa. Napisała w nim nieprawdę że nie dostarczyłem inwentaryzacji geodezyjnej – tej z którą nas w lutym wyrzuciła ze swojej nory z Magdaleną. Oto ten parszywy donos. (65)

5 maja 2016 roku – po trzech miesiącach tępego dumania nad niezaskarżalnym Postanowieniem wysyłającym wszystkie szumowiny do diabła z marzeniami o wsadzaniu mnie do psychiatryka, ignorują je i nie tylko bombardują mnie telefonami z policji abym „sam się leczył”, „dobrowolnie” znaczy, ale też bardzo intensywnie nachodzą żonę i córkę kłusownika, którym obiecują złote góry w zamian za kolejne oszczercze pomówienia. 20 tysięcy netto obiecała im policyjna informator Ewa K. Tyle kosztuje dziś fałszywe oskarżenie niewinnego człowieka. Żona kłusownika, która była zawsze chciwa cudzych pieniędzy i za namową policji od początku za rzekome groźby i wyzwiska chciała wyłudzić tysiąc złotych, połknęła przynętę i niezdrowo nakręcona przez policyjnego kapusia złożyła do prokuratury kolejny potok fałszywych oskarżeń jaki jej poradzono napisać. Chytra baba z Trzebieży napisała donos własnoręcznie. Oto on (32). Pasjonująca lektura. Jest to dramat kobiety po menopauzie, o której wszyscy już dawno zapomnieli a najbardziej prokuratura. Gehenna żony kłusownika, która ratując życie i zdrowie uciekła z rybnej chlewni ale i tak śnią jej się koszmary. W tym donosie żona kłusownika umieściła fantastyczną opowieść o swojej traumie wynikłej z wymyślonego napadu, o perypetiach związanych z ratowaniem życia, zdrowia oraz miejsca pracy i zakończyła to wszystko nagłym wzrostem swoich roszczeń do kwoty dwudziestu tysięcy złotych. Wziętych z dupy. Nie dla siebie jednak ale… dla córki. Która akurat tyle wtopiła usiłując sprzedawać kradzione z Zalewu Szczecińskiego węgorze w ostatnim miejscu na Ziemi w którym ktokolwiek szukałby ryby – na parkingu sklepu budowlanego – gdzie kłusownik porysował mi samochód kiedy przybyłem po towar na budowę w 2010 roku. Biznesplan kłusownicy mieli tak dopracowany, że aż zajebisty. Nawet Unia im się dorzuciła do tego europejskiego interesu. Wiadomo, że dobra matka zrobi dla dziecka wszystko, pomówi człowieka, uzgodni zeznania lub napisze donosik do prokuratury, ale nie mam pojęcia dlaczego nie pomyślała o wnukach. Wszyscy przecież potrzebują środków na życie. Nie tylko jej córka. Uzasadniła to bardzo logicznie tym, że mam na koncie dwa miliony a więc to jest dla mnie tyle co nic. I w sumie to może i dobry powód, tylko że od dziesięciu lat ja nie mam nawet konta z tego prostego powodu, że zlikwidowałem je po tym jak się okazało że nie mam już czego na nim trzymać. Gdybym dostawał jakieś pieniądze za jakąś pracę, to pewnie bym stworzył nowe konto ale jako że mi polskie sądy już dawno wybiły coś takiego jak praca i pieniądze za pracę z głowy… już nie wbiłem nigdy do żadnego banku.

6 czerwca 2016 roku zanieśliśmy z Magdaleną na milicję ponowne zawiadomienie o kradzieży kluczy i mieszkania po tym jak od roku nic w tej sprawie nie zrobiono, bo zgłoszenie celowo spisano tak jakby składał je ktoś niespełna rozumu po czym zignorowano. Tym razem udaliśmy się na komendę w Policach we dwójkę ze zgłoszeniem napisanym samodzielnie. (57)

3 czerwca 2016 roku – po intensywnych naleganiach wydębiłem pisemne wezwanie od kryminalnego naczelnika K, który mnie nękał przez telefon – i te dostarczył mi policjant radiowozem do rąk własnych (po to aby ślad na piśmie nie trafił nigdy do akt sprawy). (51)

9 czerwca 2016 roku – udałem się z Magdą ponownie na policką komendę. Podczas normalnej rozmowy naczelnik K oznajmił ludzkim głosem, że osobiście sprawdził i nie jestem poszukiwany. Szukał mnie po to aby powiedzieć że nie jestem poszukiwany. Naczelnik K doskonale odegrał rolę dobrego gliny.

10 czerwca 2016 roku – następnego dnia „zawieszono” śledztwo i znowu prokuraturę okłamano na komendzie w Policach pisząc jej, że nie wiedzą gdzie ja jestem. (50) Szok, ale taka jest prawda o polickiej milicji.

23 czerwca 2016 roku – dzielnej Magdzie, która jako mój pełnomocnik broniła moich interesów, udało się wymeldować w końcu G który się przybłąkał do mojej posesji, ukradł klucze i mieszkanie a potem nielegalnie mieszkał na budowie doprowadzając nas do rozpaczy. Oto piękny tego dowód. (33) Straszny cios dla mafii. Dla naczelniczki urzędu meldunkowego Iwony K jeszcze straszniejszy, bo według kodeksu postępowania administracyjnego musiała nie tylko oddać oszustce łapówkę ale też wydobyć z dupy ustawę którą tam nosiła półtora roku. Od tamtej pory chodzi wyraźnie zgarbiona. Wojewodzie nie podskoczyła żadna kreatura z lokalnej mafii w urzędzie miasta. Zmasakrował ich swoją decyzją a nam w końcu przywrócił wiarę w sprawiedliwość.

27 czerwca 2016 roku – dosłownie kilka dni po tym jak kryminalny magister K po naszej wizycie na jego komendzie oznajmił, że nie jestem poszukiwany i przekazał do prokuratury wieści aby zakończyć lub umorzyć tę sprawę, prokuratura, no cóż… ogłosiła stan wyjątkowy i rozpoczęła od nowa moje „poszukiwania” – człowieka który się nigdy przed nią nie ukrywał. Tak właśnie wyglądają moje udawane poszukiwania, których jest już chyba kilkaset. (41) Pani prokurator zamiast do mnie zadzwonić i się umówić postawiła w stan gotowości straż graniczną – tak samo jak w ubiegłych latach „szukała” mnie po ministerstwach sprawiedliwości, które jej zawsze odpisywały że mnie u nich nie ma nawet w kartotekach osób legitymowanych.

11 lipca 2016 roku – po otrzymaniu wiadomości, że „zawieszono” śledztwo napisałem miłe pisemko do prokuratorki że mając prawo do składania zażaleń oświadczam że nie składam zażalenia. Wyprostowałem też sprawę moich rzekomych poszukiwań i rzekomej niewiedzy jak mnie znaleźć podając pani prokurator po prostu do mnie namiary – niezmienne od zawsze. (53)

15 lipca 2016 roku – zaczęli na poważnie bać się Magdy, która bardzo mocno nacisnęła im na odcisk z tym wymeldowaniem. Wezwali ją na początek sierpnia do sądu sędzi D – dokładnie na dzień porodu – aby mieć w ten prosty sposób jej niekorzystne zeznania z głowy. (34). Maluszek jednak się urodził wcześniej więc Magda się stawiła i zeznawała.

22 lipca 2016 roku – w wyniku nękania przyszedł przedwcześnie na świat dzieciaczek. Zdrowy i wspaniały. Magda ledwo przeżyła poród.

5 sierpnia 2016 roku – policjantka Ewa K policyjnemu kapusiowi Ewie K i złodziejowi Arielowi G z Platformy Obywatelskiej umorzyła kradzież kluczy i mieszkania – przekształcając to samowolnie w jakieś „prawa majątkowe” do czego nigdy nie miała prawa. (55) Przekroczyła swoje uprawnienia wyręczając samowolnie sąd. Magdaleny nawet nie poinformowano o tym mimo że też była poszkodowana.

11 sierpnia 2016 roku – Magdalena ledwo żywa po porodzie jednak przyjechała i zeznawała mimo iż jej przesłuchanie było chamskie i tendencyjne. (56). Nie udało im się wrobić jej w składanie fałszywych zeznań mimo starań. Kolejny cios dla mafii. Protokoły których mi nie chciała dać sędzia D zdobyłem sposobem – zapisałem się na „czytanie akt” i zrobiłem fotokopie. I w tej sytuacji sędzia D powinna mi zwrócić pieniądze za dwa opłacone wnioski o protokoły które zignorowała bezprawnie.

14 sierpnia 2016 roku – podczas zastraszania, czyli nocnej rewizji bez nakazu „odnaleźli” mnie milicjanci przyprowadzeni przez Ewę K w miejscu mojej… pracy czyli na budowie. Magdę też bo pracowała tam jako pracownik dozoru i ze względu na obecność świadka prowokatorom nie udało się poza tą notatką nic więcej wytworzyć tamtej nocy. (40)

19 sierpnia 2016 roku – uczciwi milicjanci, którzy już od dawna nie chcą się w to „szukanie mnie” bawić wysłali prokuratorce sugestię żeby też dała sobie spokój z nękaniem. (39)

31 sierpnia 2016 roku – niczego to nie dało bo mafia mieszkaniowa to przecież nie są krawężniki ale „wyższe sfery” i na ich polecenie rozpoczęło się… intensywne zastraszanie Magdaleny. Mimo że krążyliśmy nieustannie po sądach razem z policyjnym informatorem Ewą K lub przebywaliśmy na budowie o czym doskonale z autopsji wiedzieli, nadal udawali że nie wiedzą gdzie jestem i zaczęli ją prześladować pod pretekstem mojego ukrywania się u niej w domu. Na drugim końcu Polski. Czy możecie Państwo w to co macie przed oczami uwierzyć? Wiedzieli doskonale gdzie jesteśmy, bo widywali nas na codzień, robiąc nam przygłupawe kontrole drogowe tuż po wyjechaniu autem z garażu – dokładniejsze niż przeglądy techniczne – a nękali ją w jej miejscu zamieszkania według starych bolszewickich metod. Oto dowód tego zaszczuwania. (35). Jak widać ci sami milicjanci: Ewa K i magister K, napuścili na nią miejscową komendę, której wątpię czy przedstawili prawdziwy powód tej szopki lub przekazali że kilka dni wcześniej byłem na ich komendzie z Magdaleną i z nimi dyskutowałem. Ten udawany cyrk z moimi poszukiwaniami rozpoczęli nie tylko bezpośrednio po obciążających oszustów zeznaniach ale też tuż po tym jak byliśmy z Magdaleną u magistra K, który powiedział nam że mnie osobiście sprawdził i nie jestem poszukiwany. Ba, po tym jak razem złożyliśmy na komendzie zawiadomienie o kradzieży kluczy i mieszkania. Nie pozwalali uporczywie spokojnie żyć i zajmować się naszym nowonarodzonym dzieckiem.

5 października 2016 roku –  Magdalena jeszcze poważniej oszustów obciążyła w procesie o zniesienie współwłasności. Protokół jest tutaj. (36). Miała niesłychanie ciężki okres bo nieustannie ją wówczas po policjach i prokuraturach ciągali. Napisaliśmy wówczas skargi do Pana Ziobro i Pani Szydło a miesiąc później do niej przyjechałem. Bombardowali nas nieustannie, mnie wyrokami śmierci na moją kratę oraz wezwaniami do stawienia się do psychiatryka abym tych wyroków nie mógł zaskarżyć, a ją nachodzić zaczęła opieka społeczna i się czepiać o bzdury. Że źle dziecko trzyma na ręku lub kupuje za tanie mleko. Żałosne. Ci sami urzędnicy, którzy jej nie przyznali 500+ tak właśnie ją nękali. Po domu ją nachodzili i wbrew woli pielęgniarki która to ona ma obowiązek pilnować przez kilka miesięcy dzieciaczka po wypisaniu ze szpitala. Nie mieli żadnego prawa jej nachodzić ale to robili. Strasznie Magdzie życie zatruwali, nie pozwalając jej spokojnie żyć i dojść do siebie po porodzie. W efekcie rana po cesarskim cięciu ponad pół roku jej się paprała i nie chciała zagoić a ona sama nie była nawet w stanie zmieniać sobie opatrunków. Ja Magdę wówczas pielęgnowałem i pocieszałem, że w końcu ktoś nam pomoże. Nikt jednak nie pomógł.

7 października 2016 roku – milicjanci znowu mnie „odnaleźli”. Rozglądali się, tropili, rozpytywali płatnych i darmowych donosicieli, węszyli, zaglądali we wszystkie zakamarki no i ostatecznie namierzyli mnie. Na swojej komendzie. (42) Gdzie jakiś starszy lejtnant znowu mi coś czytał, rozpytywał i podsuwał do podpisania. Nie było wtedy tego który umie pisać więc sam mu to podpisałem. Chciałem żeby wiedziała namolna menda, że adres, telefon, budowę i auto mam ciągle takie same jak osiem lat temu kiedy milicja po raz pierwszy to wszystko ustaliła kiedy zaczęła mnie wrabiać.

21 listopada 2016 roku – bez podania powodów bezprawnie nakazano mi się zgłosić 7 grudnia do psychiatryka. Jest tam „objaśnienie” ale nie objaśniające przyczyn tego bezprawia. (52) Oczywiście to było po to abym ani nie mógł być na wyroku sędzi D na moją kratę i nie mógł tego bezprawnego wyroku zapowiedzianego na 8 grudnia zaskarżyć – dlatego chciano mnie wtrącić do psychuszki dzień wcześniej.

2 grudnia 2016 roku udałem się do prokuratorki, która mnie rzekomo szuka i powiedziałem jej wprost, że Sędzia dyżurny z Ministerstwa Sprawiedliwości powiedział mi telefonicznie żebym się do żadnego szpitala nie stawiał na jakieś nieokreślone wizyty tylko napisał skargę do niego na działania prokuratury. Podałem do rąk prokurator moje bardzo uprzejme pisemko (45) a ona sporządziła sobie własne, które wrzuciła do akt sprawy (46). Jej obsesja uwidacznia się najlepiej w słowach z tej notatki: „W toku bezpośredniej rozmowy z prokuratorem, bla, bla, bla… podejrzany dyskutował na temat zasadności poddania go kolejnemu jednorazowemu badaniu psychiatrycznemu”. KOLEJNEMU JEDNORAZOWEMU – pozostawiam to bez komentarza, bo tych „jednorazowych” badań miałem kilkanaście przez sześć lat.  Za to że nic nikomu nigdy nie zrobiłem. A żaden z kłusowników nie był badany nigdy po tym jak zdewastowali mi samochód i obrzucili fałszywymi oskarżeniami. Ani jeden raz.

grudzień 2016 to był szczyt naszego zaszczuwania. Po nieprzerwanych zastraszaniach wyjechaliśmy na Dolny Śląsk. Aby sędzi D nie dać satysfakcji nie przyszliśmy 8 grudnia wysłuchać jej wyroku uznając, że najlepiej będzie dla wszystkich jak ona sama do siebie będzie w sądzie gadać, jako że i tak nigdy nie brała pod uwagę innych niż swoja opinii. To wtedy Magdzie tak bardzo zatruli życie, że jak wyjechałem – już od niej na trzy dni do Warszawy poskładać skargi na bezprawie – wówczas pękła i ją złamano. Zastraszyli ją, skorumpowali, zdradziła naszą sprawę i przeszła na ich stronę. Obecnie nęka mnie razem z nimi od ponad roku. To było na krótko przed wigilią. Magdalena już się nie dowiedziała więc, że pismo do Premier Szydło pozwoliło nam odnieść zwycięstwo nad powiatową inspektor nadzoru uniemożliwiającą nam zamieszkanie we własnym domu, bo odpowiedź dotarła po Nowym Roku…

                Powyższych dokumentów Magdalena nie widziała, bo dopiero kilka tygodni temu je zdobyłem. Powinna je poznać żeby się przekonać jak starannie nasz „konflikt” zaplanowano. Powinna zobaczyć na własne oczy ile znaczą słowa magistra K, który nas okłamał że nie jestem poszukiwany a na drugi dzień napuścił policję w mieście Magdaleny.

                Po rozstaniu z Magdaleną w grudniu 2016 roku aż do lipca 2017 roku w sprawie kontaktów z dzieckiem nie było najmniejszych problemów. Kiedy odwiedzałem Maluszka brałem go na spacerek lub plac zabaw parę godzin rano i parę po południu. A jak mnie nie było Magdalena sama dzwoniła abym mógł go przez telefon codziennie parę minut posłuchać. Kontakty z dzieckiem do jego pierwszych urodzin były wzorowe. Kiedy zapowiedziałem się że będę na jego pierwszych urodzinkach z jej telefonu zadzwonił Piotruś – jej mężuś – i zagroził mi że żywy do granicy nie dojadę jeśli przyjadę do mojego dziecka. Piotruś jest trochę dziwny. Nie zauważył że żona mu na dwa lata odeszła, że na trzeci rok wraca z brzuchem, że rodzi i że nagle ma w dokumentach jeszcze jednego dzieciaka. Po roku od urodzin Maluszka do końca się doinformował. Nachlał się, zebrał na odwagę i zaczął z pogróżkami wydzwaniać. Wcześniej jak Magdalena w 2015 była za granicą że mną, jej dzieci średnio raz na tydzień wydzwaniały zapłakane że tatuś Piotruś się naćpał, nachlał i się znęca. Dlatego wówczas postanowiłem Magdzie nieba przychylić i stworzyć jej własną firmę aby mogła się usamodzielnić, mieć dzieci na oku i wyrwać z tej patologii.

                Kiedy jej mąż wydzwaniał z pogróżkami powiadomiłem jeszcze z Francji mailem komendę w Świebodzicach o groźbach pozbawienia życia i prosiłem aby sprawdzili czy z moim dzieckiem wszystko w porządku, bo Piotruś miewał czasami odpały i znęcał się po wypiciu nawet nad własnymi dziećmi. Oddzwonił jakiś policjant po kilku dniach i rzekł że jak chcę zgłosić groźby to muszę to zrobić osobiście na komendzie w Świebodzicach. Odparłem mu że jestem za granicą ale jak w lipcu przyjadę do dziecka to przyjdę i zgłoszę.

                Po przyjeździe zaprosiłem Magdę i rodzeństwo na imprezę ale ona innym dzieciom nawet nie przekazała tej propozycji – nadąsała się za przegrane pozwy w których niczego nie wygrała. Sam więc bawiłem się z synkiem na placu zabaw i na spacerach. Spędziłem z Maluszkiem trzy cudowne dni i nauczyłem go chodzić. Postawił w swoje pierwsze urodzinki swoje pierwsze kroczki przy mnie, szalał ze szczęścia że umie już chodzić, a mi się udało uwiecznić na filmie ten wzruszający moment. Byłem też na tej komendzie jak Maluszek miał poobiednią drzemkę u Magdy w domu, ale przez jakieś pół godziny policjant odwodził mnie od składania zeznań bagatelizując sprawę i pytając czy się boję jej męża. Odparłam że nie bo nie miewam lęków przed pijaczkami i nie ja z nim mieszkam tylko moje dziecko. O małego się boję. Policjant dopytywał czy to się kiedyś powtórzyło, te groźby. Odparłem że nie bo nigdy więcej Piotruś nie dzwonił a jak byłem po dziecko to był spokojny i w ogóle się nie odzywał. Z jego zachowania wywnioskowałem że policja musiała sobie z nim porozmawiać i przestałem się nim interesować. Zresztą wiem od Magdaleny że on tylko po alkoholu dostaje agresora a jak jest trzeźwy to jest cichy, spokojny i tępy. Poza tym, ja przyjeżdżam na Dolny Śląsk widywać się z dzieckiem a nie jej mężem. Nie obchodzą mnie jego problemy nie dzwonił więcej i nie zawracał mi głowy. Policjant uznał, że nie ma podstaw do składania zeznań. To jednak był tylko niewinny początek mojego wrabiania, bo jak tylko wyjechałem z powrotem za granicę Magda z dnia na dzień ucięła mi codzienne kontakty telefoniczne z Małym. Zawsze sama dzwoniła a tu nagle nie odbiera nawet ode mnie telefonów. Wysyłałem więc sms-y zaniepokojony czy coś się stało. Żadnej odpowiedzi. Telefon zablokowany i tylko smsy mogłem słać. Po niecałych trzech miesiącach powróciłem do kraju. Tuż przed powrotem rozdzwoniły się telefony, bo wydzwaniali z komendy polickiej i świebodzickiej i wmawiali mi że jestem poszukiwany. Jak zapytałem za co odpowiadali że za… nękanie. Powiedziałem im wszystkim że za parę dni będę w kraju to się to wyjaśni. No i wyjaśniło się. Kolejne wrobienie. Zorganizowane przed tych samych pajaców od wymyślania przestępstw co osiem lat wcześniej: Ewę K i polickich milicjantów. Tym razem skaptowali do pomocy koleżków ze świebodzickiej komendy. Groźby pozbawienia mnie życia ze strony męża Magdaleny zbagatelizowali i zatuszowali a sms-y z zapytaniami o dziecko przerobili w rzekome nękanie. Że niby ja nękam Magdalenę. I już jest dochodzenie, nawet dwa bo na dwóch końcach Polski w dwóch różnych komendach, już puchną teczki, już się udaje, że ktoś mnie poszukuje. Tym razem jednak jestem dużo mądrzejszy wiedząc do czego są zdolni ludzie z policji więc mam niezbite dowody na moje wrobienie.

                Oczywiście Ewa K została zdemaskowana jako osoba która za tym stoi. Usiłowała bowiem w procesie o kontakty z dzieckiem osobiście być „świadkiem”. Ta mordercza psychopatka najpierw organizowała zaszczuwanie Magdaleny a potem po rozbiciu naszego związku usiłowała się wprosić w moje prawa do moich kontaktów z moim dzieckiem na procesie z Magdaleną. Na drugim końcu Polski. To chyba najbardziej oczywisty dowód że ona ma obsesję na moim punkcie skoro po wykończeniu tylu ludzi teraz zatruwa każdy jeden aspekt mojego życia i oplata nawet matkę mojego synka. Ona już dawno powinna zgnić w więzieniu za to co dokonała. A tymczasem chodzi sobie wolno i wyciąga brudne łapy w stronę mojego dzieciaczka. Ta kreatura jest nieobliczalna. Chce już jawnie zniszczyć dosłownie każdy element mojego prywatnego życia i jest to przerażające, że nikt na to nie reaguje. Tylko i wyłącznie przecież przez tę kreaturę nie mogę od bardzo wielu lat żyć spokojnie. Niszczy mi samochód, wrabia, rujnuje zdrowie, napuszcza policję, niszczy majątek, kradnie co się da, ciąga po sądach, prowokuje, aranżuje komornicze egzekucje, nęka podstawionymi szumowinami, nakłania mnóstwo ludzi aby mnie fałszywie oskarżali, podszywa się pode mnie korespondując z rozmaitymi instytucjami lub umieszczając ogłoszenia w Internecie i sprawia że nie mogę kompletnie nic z tym zrobić, bo kryje ją prokuratura, sądy i policja. Nie mogę prowadzić normalnego życia proszę Państwa w wyniku tego zorganizowanego nękania, a przecież od sześciu lat powinienem żyć sobie spokojnie na mojej części posesji i uczyć dzieciaczka jazdy na rowerku. Ta psychopatka zrujnowała mi całkowicie życie. Zmieniła je w koszmar i nadal to robi z całą bandą szumowin a wszystkie organy ścigania jakie tylko są w tym kraju tuszują jej coraz więcej przestępstw. To nad nią powinni się głęboko pochylić najwybitniejsi krajowi psychiatrzy – nie wróżbiarze typu dr B. Prawdziwi psychiatrzy i to najlepsi, bowiem ona jest po prostu seryjnym zabójcą. Naiwna Magda nawet nie wie jak ona jest niebezpieczna. A ja nie mogę niczego Magdzie naświetlić bo pozrywała kontakty.

                Jak wróciłem w listopadzie na ten komisariat walcząc o moje kontakty z dzieckiem usiłowano mi wmówić że nigdy mnie tam nie było i nigdy nie zgłaszałem gróźb bezprawnych i nigdy mnie policja od ich złożenia nie odwodziła. Po prostu szok. Zawiadamiam o tuszowaniu przez policję gróźb pozbawienia mnie życia jeśli przyjadę na urodziny mojego dziecka. Załączam tę korespondencję jako dowód. (37). Ona demaskuje kłamstwa policji, ich mataczenie, czyli przerabiania prawdziwych przestępstw – starannie sprowokowanych – w zmyślone. Tamtejszy prokurator też chciał to pośpiesznie umorzyć ale napisałem zażalenie, bo nie chcę aby za osiem lat się okazało znowu że „nękam” kobiety i jestem „poszukiwany”, w czasie kiedy prawdziwe groźby pozbawienia mnie życia są w dalszym ciągu dostępne dla organów ścigania – lecz już prawie rok ignorowane. Tuszuje je policja. Według przepisów antyterrorystycznych każdy operator musi przechowywać dwa lata bilingi, sms-y i nagrania rozmów. Zgłaszam więc osobiście na ręce Panów ministrów Sprawiedliwości ponowną próbę zatuszowania prawdziwego przestępstwa przez policję aby mnie wrobić w fikcyjne. W mojej korespondencji mailowej z policją, którą załączam są dane czyli mój numer i numer z którego do mnie dzwoniono z groźbami pozbawienia mnie życia jeśli przyjadę zobaczyć się z synkiem. Chodzi mi o ściganie Piotrusia C mężusia Magdaleny, który do mnie zadzwonił z jej telefonu i o to aby policjantowi, który nie chciał wszcząć niczego po zawiadomieniu mailem, tylko mnie nakłaniał przez telefon do składania zawiadomień osobiście na komendzie, a potem na tej komendzie odwodził od ich składania, wytłumaczyć poprzez postawienie zarzutów, że to jest czyn zabroniony i on ani nie może oceniać czy to jest błahe ani odwodzić mnie od składania zeznań ani bagatelizować lub wmawiać że nigdy nie byłem na tej komendzie składać zawiadomienia. A to właśnie obecnie policja z jego komendy robi – samowolnie wyręczają właściwe sądy i kłamią że mnie nawet nie było zgłosić przestępstwa. Wybielają się i robią dokładnie to samo co policcy policjanci osiem lat temu – wrabiają mnie w zmyślone przestępstwo tuszując prawdziwe którego padłem ofiarą. A moje „przestępstwo” to są sms-y o kontakty z dzieckiem, które mi nagle bez powodu zerwano aby wywołać pretekst do wrobienia mnie w rzekome nękanie, bo właśnie tak sobie to te bydlaki zaaranżowały. Proszę o pilną interwencję w tej sprawie – dowody są na wyciągnięcie ręki dostępne dla organów ścigania u mojego i u Magdy operatora i proszę nie dopuścić aby się przedawniły tak samo jak moje wezwanie policji do uszkodzenia mojego samochodu osiem lat temu. Wówczas nikomu nie groziłem i nikogo nie napadłem ale zostałem pomówiony, wrobiony i mam osiem lat zatruwane życie, zniszczoną oszczerstwami opinię, zniszczone zdrowie fizyczne i dwa procesy sądowe. Obecnie natomiast grozi mi się śmiercią jeśli przyjadę do ukochanego dziecka – a policja to tuszuje i przerabia w rzekome nękanie, któremu nadaje bieg i wszczyna lipne dochodzenia. Tym razem są dostępne bezsporne dowody na wrabianie przez policję i na groźby pozbawienia mnie życia i proszę je dla mnie wydobyć, ponieważ policja już nawet o tym nie pisze koncentrując się wyłącznie na tym aby się wybielić z mojej rzekomej nieobecności na ich komendzie. Meritum natomiast – czyli groźby pozbawienia mnie życia są tuszowane w dalszym ciągu. Ponad rok! A one jak się okazuje nie są bez pokrycia, bowiem kilka miesięcy później czyli w marcu 2018 roku Piotruś posunął się do rękoczynów i moje obawy były w lipcu ubiegłego roku w pełni uzasadnione wbrew sugestiom ze strony świebodzickiej policji że to nic takiego. Rękoczyny Piotrusia, który (podczas kolejnych odwiedzin mojego synka) prowokacyjnymi przepychankami chciał wywołać bójkę mam na wideo zarejestrowane więc już mi łaska policji nie jest potrzebna. Potrzebne mi są bilingi i nagrania gróźb z ubiegłego roku. Ja się bałem o synka i nadal boję, bo mieszka pod jednym dachem z kryminalistą, a te prowokacje są po to przez sitwę Ewy K aranżowane abym stracił kontakty z dzieckiem. Ta banda załatwiła Piotrusiowi naprawdę dobrze płatną pracę o jakiej ten żałosny ćpun i alkoholik nigdy by nie mógł nawet pomarzyć – więc teraz niezdrowo się wykazuje prowokując mnie coraz mocniej w celu wywołania awantury potrzebnej sitwie, która nie ma na mnie żadnego haka i żadnego „naruszenia porządku prawnego” nie potrafi samodzielnie mi wytworzyć. W moje bardzo ale to bardzo prywatne życie zwyrodnialcy się z butami wpakowali usiłując mnie skonfliktować z matką mojego dziecka, z którą nie mam absolutnie żadnych powodów do sporów. A wcześniej jak ona ze mną próbowała uczciwego życia ci sami ludzie strasznie ją zaszczuwali.

Przeszła na ich stronę, ponieważ mimo wielu próśb do Prokuratury Krajowej nikt nam realnie nie pomógł w walce z tą sitwą. I we własnym interesie obywatele Polski powinni wiedzieć na co mogą w praktyce liczyć kiedy oni staną się celem jakiejś lokalnej sitwy. My z Magdaleną dwukrotnie pisaliśmy do najwyższych władz o pomoc i dwukrotnie nas samych sobie pozostawiono.

Pół roku po tym jak mnie policja pozbawiła bezprawnie wolności i na polecenie prokuratorki zawiozła do psychiatryka, doktorkowie wytworzyli opinię. Nie ośmielili się podważyć opinii prawdziwych lekarzy więc napisali, że nie mam choroby psychicznej ani żadnego upośledzenia umysłowego tak jakby ktoś jeszcze o tym nie wiedział, ale dopisali tam że mam osobowość paranoiczną. Oto dowody na to że psychopaci potrafią tak swoją ofiarę osaczyć, że przylepiana im jest etykietka paranoika mającego urojenia:

Niemal zabawnym przykładem sposobu, w jaki psychopaci kłamią, może być zachowanie człowieka, którego ślady zostały odkryte na miejscu zbrodni. „Nie, to nie moje ślady”, powiedział, choć wszyscy wiedzieli, że kłamie. Tak właśnie działają psychopaci. Będą zaprzeczać rzeczywistości, dopóki ich ofiary nie załamią się nerwowo. Często psychopaci będą zrzucać winę na ofiarę i twierdzić, że ofiara cierpi na „urojenia” i jest niezrównoważona psychicznie“.

I dokładnie to co podaje źródło dzieje się w rzeczywistości. Dowód: w procesie o ustalenie kontaktów z dzieckiem Magdalena chlapnęła sędziemu że cytuję: „będą mnie leczyć na paranoję“. Powiedziała to w listopadzie 2017 roku na pierwszej rozprawie wspomnianego procesu a tymczasem wyrok w zupełnie innej (psychiatrycznej) sprawie zapadnie dopiero w lipcu 2018 roku. Na drugim końcu Polski! Wygląda wiec na to że skoro ona takie rzeczy „wie“ i przekazuje sądowi z ponad półrocznym wyprzedzeniem, to ktoś już dawno zadecydwował jaki ten wyrok będzie – i tym kimś jest oczywiście psychopatka Ewa K i dlatego wnoszę o zbadanie skąd ona takie rzeczy wie, kto jej udostępnił akta mojej sprawy i ustalenie dlaczego sączy tego typu brednie Magdalenie na drugim końcu kraju. Tej samej Magdalenie, którą wcześniej Ewa K razem z policją zastraszała.

Pełna treść zacytowanego studium psychopatów jest tutaj:

http://quantumfuture.net/pl/psyhopath.html

a ja podam tylko jeszcze jeden cytat aby uzmysłowić Państwu jak ciężko jest w ogóle wygrać, jeśli się mówi prawdę w konfrontacji z pscychopatą:

„Załóżmy, że w dyskusji jedna strona jest niewinna, uczciwa i mówi prawdę. Jest oczywiste, że kłamanie nie wyjdzie na dobre osobie niewinnej; jakie może powiedzieć kłamstwo? Jeśli jest niewinna, jedyne kłamstwo, jakie może powiedzieć, to fałszywie przyznać „Zrobiłem to“. Natomiast dla kłamcy kłamstwo jest samym dobrem. Może on powiedzieć: „Nie zrobiłem tego“ i oskarżyć kogoś innego o ten czyn, podczas kiedy osoba niewinna mówi cały czas „nie zrobiłem tego“ i rzeczywiście mówi prawdę. Prawda przekręcona przez dobrego kłamcę może zawsze przedstawić niewinnego w złym świetle, szczególnie, jeśli osoba niewinna jest szczera i przyznaje się do błędów.

Podstawowe założenie, że prawda leży pośrodku pomiędzy zeznaniami dwu stron, zawsze daje przewagę stronie kłamiącej, a odsuwa ją od strony mówiącej prawdę. W większości wypadków przewaga ta w połączeniu z faktem, że również prawda zostanie przekręcona w taki sposób, by wyrządzić krzywdę niewinnej osobie, zawsze pozostanie po stronie kłamców-psychopatów. Nawet prosty akt zeznawania pod przysięgą jest bezużyteczny. Jeżeli ktoś jest kłamcą, przysięga nic dlań nie znaczy. A jednak przysięga mocno działa na poważnego, prawdomównego świadka. I znowu przewaga leży po stronie kłamcy“. [Robert Canup]

Od kilkunastu lat nie robię nic innego tylko bronię się przed zalewem fałszywych oskarżeń ale to i tak kompletnie niczego nie daje, bo zawsze sądowe wyroki są ignorowane. Przez psychopatów, którzy nie uznają żadnych norm. Dla których kłamanie jest jak oddychanie.

Biegli sądowi psychiatrzy „ustaili“ w opinii rzeczy niebywałe. Otóż po siedmiu latach od zdarzenia (sic!) „ustalili“ coś niemożliwego do ustalenia. To, że byłem rzekomo poczytalny w chwii popełnienia czynu. Tego który został zmyślony. To nie koniec błyskotliwych spostrzeżeń napisanych dla prokuratury. Stwierdzili też, że jest wysoka szansa na to że czyn ten mogę powtórzyć. Kabaret na całego, ponieważ bazując na tym że „byłem poczytalny“, prokurator która nie uszanowała Postanowienia sądu stwierdzającego że „nie ma podstaw do mojej obserwacji psychiatrycznej“ napisała sobie akt oskarżenia i mam sprawę w sądzie karnym. To niezgodne z prawem bo „dowód“ czyli wróżbę od psychiatrów uzyskano nielegalnie – ignorując prawomocne Postanowienie sądowe. Nie można na podstawie nieleganego dowodu wysyłać nikogo do więzienia, a jednak „można“, bowiem właśnie się to robi. Praworządnością lub prawomocnymi wyrokami już dawno nikt się na Dzikim Zachodzie nie przejmuje.

Opiszę ten proces bo każdy powinien wiedzieć jakie sztuczki się stosuje aby uniemożliwić obronę pomówionej ofiary. Opinia psychiatrów nie dość że jest fałszywa bo moje rzekome „paranoje“ to są te właśnie dokumenty, które Państwu załączam i one nie są jak przecież widać urojone. Opinia ta jest dowodem, że eksperyment profesora Rozenhana jest prawdziwy. Nie da się zawieźć osoby zdrowej do szpitala psychiatrycznego i zdiagnozować jej jako zdrowej – ponieważ nawet zdrowych ochotników zawsze błędnie diagnozuje się jako chorych.

Dowody na fałsz tej zrobionej na zamówienie opinii posiadam i poniżej je przedstawię.

12 grudnia 2017 roku przedstawienie się rozpoczęło. Na pierwszej rozprawie opisałem przebieg awantury z żoną kłusownika i chciałem przekazać że ona i jej córka to pieniaczki bo widziałem jak się młoda piekliła kiedyś w kablowej tv że musi płacić miastu targowe opłaty i użerać ze strażą miejską. Nawet burmistrzowi zawracała tymi opłatami głowę do momentu aż ją przestali wpuszczać do urzędu. Zawzięta jest i konfliktowa i w kablówce właśnie o tym nie wpuszczaniu truła. Niestety sędzia nie dała mi dokończyć przywołując abym trzymał się tylko i wyłącznie sprawy naszej awantury. Powiedziałem więc że sam magister K przekazał mi rok wcześniej że je zna i wie że one „lubią sobie czasem kogoś pomówić“. Zniknęło to natychmiast z protokołu ale mój prawnik dopilnował aby zostało zaprotokołowane bo go wyczuliłem na magiczne sztuczki jakie ciągle nękają moje protokoły z rozpraw. Sędzia więc jeszcze raz pozwoliła mi o tym opowiedzieć i zeznałem, że o tym że one pomawiają mówiłem za każdym razem psychiatrom lecz oni nigdy tego nie zweryfikowali. O wrabianiu przez policję też zeznałem i o udawanych poszukiwaniach. Powiedziełem, że mnie nęka mafia byłej kurator Ewy K, że ciąge mi demolują samochód i ta demolka rybaków jest już czwartym tego typu zdarzeniem. Jak skończyłem wyznaczono dwie daty rozpraw na 31 stycznia i 9 lutego, zawezwano policjantów na świadków i proces odroczono.

I nagle zaczęły się dziać sztuczki z tymi terminami. Dzień przed rozprawą zadzwonił Mecenas i powiedział, że rozprawę odwołano bo sąd się rozchorował. Udałem się do sądu i rzeczywiście wszystkie procesy „mojej“ Sędzi upadły. Zrobiłem więc fotokopie akt i jak się okazuje warto było bo są tam rzeczy arcyciekawe. W sekretariacie powiedziano że do końca tygodnia sędzia jest na zwolnieniu a potem trzeba od nowa powiadomić wszystkie strony, wysłać pisma i że najszybciej za miesiąc ruszy sprawa. W tej sytuacji pojechałem do Paryża na kilka dni wstawić parę okien i zarobić na siebie i dzieciaczka, skoro w Polsce jeden sąd zabronił mi pracować a inny otrzymywać za pracę wynagrodzenie. I jak tylko wyjechałem błyskawicznie odbyła się rozprawa z policjantem który mnie wrobił. Ta z 9 lutego. Żadnych pism nie ma że rozprawę odwołano – był tylko telefon do adwokata. Telefonu że druga rozprawa się odbędzie już nie było. No i nie było mi dane zadać policjantowi który mnie wrobił nawet jednego pytania. Na protokole wyskrobano że byłem prawidłowo powiadomiony o rozprawie na którą się nie stawiłem. Ani słowa nie ma że sąd się rozchorował i zamieszał z terminami i że w sekreteriacie dano mi do zrozumienia że najszybciej za miesiąc proces ruszy. A sam policjant Mirosław R gładko wyłgał się z mojego wrabiania – specjalista od przesłuchań, którego już ósmy rok ja nie mogę przesłuchać – zadać mu tylko jednego pytania: dlaczego mnie wrobiłeś bydlaku? Na poprzednim procesie sędzia mi nie pozwoliła go wypytywać na temat wrabiania bo proces dotyczył psychiatryka. A teraz kiedy dotyczy wrabiania, manipuluje się terminami abym się na policjanta nie natknął w sądzie i nie zadał mu tego pytania.

Poicjantka natomiast, która była na interwencji kompletnie nic z niej już nie pamiętała. Ta druga która przerobiła notatkę dla policjanta R nawet się nie stawiła. Awansowała i robi karierę w CBŚP. Kazano ją wezwać ponownie a na następną rozprawę wezwano obie rybaczki – żonę i córkę kłusownika.

22 marca 2018 roku odegrano spektakl dramatyczny, który miał mnie do końca zdruzgotać. Czegoś takiego w swojej sądowej karierze jeszcze nigdy nie widziałem. Sitwa która mnie dręczy wspięła się na wyżyny absurdu. Otóż aby podkreślić moją niebezpieczność, groźność dla otoczenia oraz niepoczytalność podkręcono rybaczki do prawdziwego przerażenia. Obydwie tak się mnie obawiały, że nie chciały zeznawać na jednej sali. No coś niebywałego. Przecież w sądach jest policja sądowa i armia ochroniarzy. Nawet kuloodporne klatki dla terrorystów posiadają. A tymczasem udawano, że nie wiadomo jak te biedne kobiety przed moją niepochamowaną agresją uchronić. I wykoncypowano w tej sytuacji, że przesłuchanie rybaczek odbędzie się za pomocą telekonferencji, żeby obie były bezpieczne w innym pomieszczeniu niż ja – ich oprawca.

To żałosne przedstawienie było po to abym nie mógł poprosić żony kłusownika aby zademonstrowała sądowi rzekomy rzut łomem, który wymyśliła na drugi dzień po zdarzeniu – niemożliwy z powodu praw fizyki. Zrobiono więc telekonferencję w czasie której żadna demonstracja nie jest możliwa. Wszystkie pomysy na eksperymenty procesowe – po prostu upadły z powodu telekonferencji. Na konferencji można sobie wyłącznie jałowo pogadać, czyli pomawiać mnie jeszcze głębiej. Niczego nie można zademonstrować i udowodnić że opis zdarzenia z fałszywych oskarżeń jest niemożliwy. Rybaczka na przykład rzekomo się uchyliła przed rzuconym przeze mnie łomem i tak stoi w aktach. Nie ma tam jednak żadnej wzmianki o tym, że łom rzucony z pół metra, nie może być rzucony bo on sam jest długi na metr co najmniej. Doleciałby do celu zanim by wystartował. Nie można też z tego powodu przed nim w żaden sposób się uchylić, bo nawet mistrz świata w ping ponga nie miałby takiego refleksu aby się skutecznie uchylić, a co dopiero kobieta po 50-tce, tak powolna że dopiero na drugi dzień wpadła na pomysł aby mnie pomówić. Wiele zdarzeń z jej donosu jest niemożliwych do wykonania ale fałszu żadnej z nich nie można dowieść na telekonferencji. Cała jej opowieść runęłaby jak domek z kart gdybym tylko ją poprosił na sali sądowej o zademonstrowanie jak łom został rzucony, jak ona się rzekomo uchyliła przed łomem i jak potem uciekła – tak jak napisała w pomówieniach. I ten proces natychmiast by się na tym zakończył. Wszyscy o tym doskonale wiedzą i dlatego zorganizowano telekonferencję – abym prostym eksperymentem procesowym nie tylko niczego nie mógł wyprostować, lecz wypadł na bardzo niebezpiecznego przestępcę.

Rozprawa rozpoczęła sie od zeznań rozgorączkowanej córki kłusownika. Zaczęła opowiadać agresywnym tonem wszystkie swoje żale: że upadł jej interes, że z jej wniosków wynika że niemal zabiłem jej matkę, że ta matka zadzwoniła do niej 15 minut po zdarzeniu (to bardzo ważne), że wezwała policję, że był poscig za mną, że uciekałem z piskiem opon i tym podobe brednie. Nie potrafiła wyjaśnić dlaczego nie zostałem ujęty, dlaczego zniszczeń nie widziała policja i dlaczego ich wówczas policji nie zgłaszała. Skłamała że jak przyjechał radiowóz uciekłem z piskiem opon. Upierała się przy tych piskach opon i bardzo dobrze, bo kilka razy to powtórzyła. Zeznała też że jestem dobrze znany policji i trzeba mnie szybko złapać – od funkcjonariuszy takie rewelacje usłyszała. Prawda jest natomiast taka, że w ogóle nie byłem policji znany przed tym zdarzeniem – to dowód że policja również kłamie. Nikt inny przecież nie mógłby jej takich rzeczy przekazać skoro nie figurowałem nawet w kartotece osob legitymowanych. Nie była też w stanie wyjaśnić logicznie swojej pomyłki z numerem rejestracyjnm mojego samochodu – skłamała że numery były spisywane w naprędce, ponieważ ja w pośpiechu uciekałem – piski opon powracają. Zapytałem ją dlaczego po tych pościgach i piskach opon nie zostałem ujęty ale sędzia uchyliła mi te pytanie.

Następnie zeznawała żona kłusownika. Też dyszała agresją. Powiedziała że usłyszała ode mnie „ja wam pokażę“ i usłyszała świst przelatującego łomu. Ten łom rozbił jej kasetkę z pieniędzmi i wybił dziurę w ścianie. Ona wówczas zdała sobie sprawę, że mogła doznać uszczerbku na zdrowiu i życiu więc wybiegła z budki rybnej i uciekła do sklepu budowlanego. Tam prosiła o pomoc, żeby ktoś zadzwonił po policję. Następnie zeznała że „jak się później okazało ten pan również zadzwonił po policję“. Tego nie mogła się dowiedzieć z absolutnie żadnych źródeł. To mogła wiedzieć tylko od samej siebie, ponieważ była obok mnie, kiedy dzwoniłem na policję mając już dość jej wykrętów że ma rzekomo zepsuty telefon (z którego 15 minut później zadzwoniła jak się okazało po córkę). Zniecierpliwiony jej udawaniem sam wówczas wezwałem policję. To co ciekawe to zeznania, że zostały z córką wezwane na policję i tam długo składały zeznania. To nieprawda bo w dzień zdarzenia jest sporządzona notatka stwierdzająca że ona nie ma czasu składać zeznań bo musi wracać do pracy. Dopiero na drugi dzień obie się na komendzie pojawiły i złożyły fałszywe oskarżenia. W dzień zdarzenia nie miały czasu. I w dzień zdarzenia ten czyn to były „groźby i wyzwiska“ a nie napad – ten się wytworzył dopiero następnego dnia. Jej również rozwiązał sie język kiedy dostała swobodę wypowiedzi. Żadnej z rybaczek nie zrobiono krzyżowego ognia pytań tylko pozwolono swobodnie się wypowiedzieć. To co jeszcze ciekawsze to fakt że osiem lat temu zeznała że „nie wie konkretnie kto wezwał policję“. Tak zeznała wiedząc kto wezwał bo stała obok kiedy wzywałem. Wówczas zeznała żeby się to nie wydało że „nie wie kto konkretnie“. Teraz zeznała jednak, że „jak się okazało ja wezwałem“. Kiedy, co i jak „sie okazało“? Tego nikt prócz jej nie wie ale to dowód, że ona zawsze o tym wiedziała, bo od nikogo oprócz siebie nie mogła by się tego oczywiście dowiedzieć, jako że nawet policja to przekręciła potem tak, żeby było że to ona rzekomo wezwała policję – co jest już totalnie kompromitujące dla policjanta Mirosława R.

Moja pogoda ducha sprawiła że u obu rybaczek języki się całkiem rozwiązały, co pozwoliło ustalić nie tylko moich prześladówców ale uzyskać kolejne dowody mojej niewinności. Widząc bowiem mój spokój obie odebrały to za moje smętne pogodzenie się z losem i pozwoliły sobie na jeszcze większe pokłady fantazji, aby mnie doszczętnie w swoim mniemaniu pogrążyć.

I jedna i druga bowiem zeznały – tak „sponatanicznie“, przez nikogo nawet o to nie pytane – że około dwóch lat temu moja żona je nachodziła żeby połączyć siły w sądzie przeciwko mnie. Chciały mi zaszkodzić udając że zrzucają ciężar z serca sugerując Sędzi, że jestem tak chory i niebezpieczny, że nawet z własną żoną mam jakieś konflikty. Taki był cel tego „spontanicznego“ wyznania i oddały mi tym wręcz nieocenioną przysługę, której nigdy bym nie uzyskał samodzielnie. Potwierdziło się w pełni to co mi i Magdzie dwa lata wcześniej powiedział o nich magister K z polickiej komendy – że „lubią sobie czasem kogoś pomówić“. Dobrze że Mecenas poprosił aby je zaprzysiężono – nie powinno tym razem ujść im to bezkarnie.

Dopytano więc rybaczkę o moją żonę i okazało sie że moja żona ją w tym celu nachodziła w domu i w pracy i wydzwaniała też do jej córki. Rybaczka nie miała pojęcia skąd jej dane miała moja żona.

A propos mojej żony to osobny temat który muszę nieco objaśnić bo nikt prócz mnie i Pani Sędzi nie zauważył nic szczególnego w tych „spontanicznych“ zeznaniach. My tak. Ja popadłem w szok, bowiem nic mi nie wiadomo abym miał żonę a Sedzia w zdumienie, bo rozpytując mnie na początku procesu o swoim stanie wolnym jej opowiedziałem. A wracając do żony rybaka gadającej na temat mojej żony, to prawda jest taka że ja w sumie trochę i mam już tych żon, mężatek i tym podobne, poniewż ciągle aktywnie szukam ideału. Ale jako że jeszcze nie znalazłem to są wszystko bez wyjątku cudze żony. Nawet przecież Magdalena nie była moją żoną tylko Piotrusia jakiegoś. Są też w tym wybornym towarzystwie oczywiście rozwódki, wdowy a nawet jedna autentyczna panna na wydaniu – prawdziwa ozdoba mojej kolekcji – którą szczególnie mocno szanuję, bo mam ją od nowości. I z tych wszystkich żon żadna nie jest moją żoną prywatną, ponieważ nadal szukam kobiety bez wad. Głuchoniemej – która nie będzie robiła scen i mnie pomawiała.

                W tej sytuacji dopytano rybaczki jak się nazywa moja żona, żeby ustalić coś w tym bagnie, bo jak się okazuje nawet w tak prywatnej i starannie usystematyzowanej sprawie jak moje żony, nękająca mnie mafia usiłuje wprowadzić nieprawdopodobny chaos. Tą żoną która nachodziła rybaczki nakłaniając je do oczerniania mnie nie mogła być oczywiście Magdalena jako że ona jest żoną Piotrusia jak wiadomo. A poza tym ona w tamtym okresie walczyła po mojej stronie przeciwko mafii. Obie rybaczki nie rozumiały pytań jak się nazywała moja żona. Jedynie żona kłusownika stwierdziła, że moja żona nachodziła ją ze swoją matką a to może być oczywiście tylko psychopatka Ewa K, która jak się okazuje w procesie o zniesienie współwłasności podszywa się pod moją konkubinę a w procesie karnym pod moją żonę. No i rzecz jasna zna – co jest nielegalne – całość materiałów z tej sprawy włącznie z adresami i danymi świadków – na co zawsze zwracałem uwagę organom ścigania podejrzewając ją o sprowokowanie tej historii z wrobieniem mnie od samego początku. No i zostało to w końcu udowodnione. Od lat K używała danych od psychiatrów z przymusowych badań aby mi niszczyć opinię, prowokować i napuszczać ludzi. Danych jakich nie miała prawa nigdy posiadać. Naruszono tak wiele moich praw udostępniając jej akta mojej sprawy, że to się w głowie nie mieści. A mi pod pretekstem ochrony danych osobowych zabroniono zebrać w sklepie banalnie oczywiste dowody na to, że K i grupa ludzi preparowała fałszywe faktury Kazimiery D. Ba, Proszę Państwa ze względu na rzekomo „wrażliwe dane“ w opiece społeczniej nie chciano mi – ojcu – udzielić informacji czy mój syn otrzymuje 500 + aż tak są to chronione informacje. A Ewie K udostępnia się jak gezety wszystkie akta sprawy karnej, włącznie z danymi świadków! Wnoszę o ustalenie kto udostepnił te dane – nazwiska, adresy i telefony świadków – dla Ewy K – która ich nachodziła i szczuła na mnie – i ukaranie wszystkich osób w to zamieszanych.

                Następnie rybaczka po raz kolejny opisała niemożliwą ucieczkę – niemożliwą z tego powodu że uciekając rzekomo zamknęła przyczepkę – co nie mogło mieć miejsca z braku czasu na coś takiego. Ona po prostu zamknęła spokojnie tę budę i poszła do sklepu budowlanego udawać przed ludźmi którzy nie widzieli naszej kłótni, że ją napadłem i prosić aby ktoś wezwał policję, bo na parkingu ją wyśmiano. Tylko w sklepie mogła znaleźć kogoś kto nie widział jej blamażu. No i znalazła jak się okazało – pracownika który na zapleczu jadł śniadanie. Wcisnęłą mu że ją napadłem i on też wezwał policję. Gdyby rzeczywiście uciekała przede mną to by nigdzie nie uciekła bo aby ją schwytać wystarczyło wyciągnąć rękę. Tylko że nikt jej nie napadł i nie ścigał i nie zmuszał do żadnych ucieczek – w czasie których oczywiście nie miałaby czasu na szukanie kluczyków, kłódek i zamykania na kluczyki i kłódki tej rybnej budki, a potem kontynuowania ucieczki. Ta rzekoma ucieczka to niestworzone brednie, których nie mogłaby w żaden sposób odtworzyć lub zademonstrować podczas eksperymentu jaki chciałem przed sądem przeprowadzić trzymając się podanego przez nią opisu. Tego sprzed ośmiu lat bo ten obecny jest zupełnie inny – jeszcze bardziej fantastyczy i uzupełniony o świszczące łomy, traumy i ziołolecznictwo. No i oczywiście jak by już uciekła przede mną to nie wracałaby oczywiście z powrotem do mnie a tak przecież zrobiła powracając do tej rybnej budki po wizycie w sklepie.

Dopytywałem ją jak mogła słyszeć rzekomy świst łoma skoro nie słyszy nawet głosników z telekonferencji i co chwilę prosi o powtórzenie pytania, ale sędzia mi uchyliła te pytanie. Ale to co ciekawe to zeznała że chciała zapomnieć o tym zdarzeniu ale to policja założyła sprawę (sic!). Kolejny dowód wypłynął na to komu jeszcze (oprócz mojej „żony“) zależy aby wytworzyć problem. Ona chciała zapomnieć zeznała – po tym jak się z nią przeprosiłem rzecz jasna, bo tak zeznała osiem lat wczesniej. Gwoli przypomnienia dla Państwa – osiem lat temu – dzień po zdarzeniu nie było „ja wam pokażę“ i latających koło jej głowy ze świstem łomów ale jej opis jak położyłem ten łom na jej blacie, ona mi go oddała a potem go położyłem ponownie, sprzeczając się z nią żeby się przełamała i sobie ulżyła tym łomem wyżywając się na moim samochodzie.

Zacząłem ją doytywać o jej donos – taki też „spontaniczny“ sprzed dwóch lat – czyli z okresu kiedy moja „żona“ zaczęła ją nachodzić – w którym jej roszczenia wzrosły nagle z tysiąca złotych do 20 tysięcy. Wszystko zaczynało się bowiem klarować, gdyż to było akurat tuż po tym jak sąd nie pozwolił mnie spsychiatrzyć. Nagle prokuratura zaczęła znowu udawać że się ukrywam, nagle milicja wydzwaniała miesiącami i umawiała mnie z psychiatrami, żeby wytworzyć wrażenie że się „sam“ leczę psychiatrycznie, nagle Ewa K zaczęła nachodzić obie rybaczki i obiecywać im złote góry, nagle roszczenia wzrastają dwdzieścia razy i pojawiają sie jakieś rzekome traumy oraz koszmary, ucieczki, piski opon oraz inne rzeczy, których nie znano wcześniej. Rewelacyjne są te „sponataniczne“ zeznania obydwu rybaczek, bowiem one nie tylko są dowodem mojej niewinności ale też dowodem kto kieruje tym potężnym gang stalkingiem jakiego padłem ofiarą. Według mnie te zeznania to bardzo poważne problemy dla nękającej mnie Ewy K oraz policji która mnie wrobiła. Żona kłusownika oczywiście nie wyjaśniła logicznie jak dokonała identycznej „pomyki“ w moim numerze rejestracyjnym co jej córka. Poplątała się na ten temat, bowiem tego nawet nie można wyjaśnić racjonalnie. Taka pomyłka jest niemożliwa.

Natomiast dopywana intensywnie o moją „żonę“ – ona nawet nie rozumiała tych pytań bo jej po prostu do głowy nie przyszło że mogę nie znać swojej własnej żony – wygadała się jeszcze z innymi sprawami dużej wagi: że moja „żona“ zna jej sytuację (kolejny dowód na naruszenie tajemnicy śledztwa i udostępnienie akt dla Ewy K) i nakłaniała rybaczkę aby ona dołączyła do niej jako oskarżyciel posiłkowy. Proszę bardzo – tak właśnie zeznała żona kłusownika – sama od siebie. „Spontanicznie“. Rybaczka natomiast sama od siebie ani nie wierzyła mojej „żonie“ ani nie chciała mieć z tym niczego wspólnego, (sic!) ale była nachodzona w pracy i nakłaniana przez moją „żonę“.

Potwierdziła że nie widziałem jej od zdarzenia i wygadała się, że ona mnie nachodziła. Udała się z  rodziną do sklepu, lecz mieszkając w Trzebieży wybrała sklep który akurat jest naprzeciw mojej budowy. Ten adres musiała dostać od K. Prawdopodobnie pojawiła się przy mojej budowie aby znowu z córką i mężem sprowokować jakąś awanturę mieszkając przecież  kilkadziesiat kilometrów dalej. Ja nawet nie zauważyłem kiedy oni przybyli i do żadnego spotkania wówczas nie doszło – kolejna prowokacja która Ewie K nie wyszła. Ale próbowano jak widać jakąś awanturę wytworzyć i rybaczka się na ten temat wygadała. Wszystkie istotne pytania na temat rzekomego napadu sąd mi po kolei uchylił, nie pozwalając nadrobić tego co uniemożliwiła transmisja.

Wyłapałem jednak sprzeczności w jej jej zeznaniach i podałem dowody. Dopytywana o donos i nagły wzrost roszczeń w nim z tysiąca na 20 tysięcy złotych, usiłowała wmówić że on nie ma nic wspólnego z moją żoną ale po chwili wygadała się że moja ona ją nachodziła i w domu i w pracy. Związek zatem przyczynowo skutkowy jest bezsporny, bo roszczenia wzrosły dokładnie wówczas gdy Ewa K ją nachodziła.

Sędzia rownież wychwyciła rażące różnice w zeznaniach rybaczek z dziś a wcześniejszymi. To co dziś jest napadem, świszczącym łomem, piskiem opon, pościgiem, traumą, koszmarami, etc, dwa lata temu było ratowaniem życia, zdrowia i zachłannym podejściem do moich rzekomych pieniędzy. Natomiast na drugi dzień zdarzenie było położonym łomem na blacie, a osiem lat temu czyli w dzień zdarzenia groźbami i wyzwiskami zaledwie. Sędzia zaczęła więc ją dopytywać jakież to były wówczas te wyzwiska.

Proszę Państwa to były: „grubas“ i „ruda“.

I za takie coś chciano mnie wtrącić do psychiatryka. Córka kłusownika sama określiła go na telekonferencji jako „otyły“ a jego żona osiem lat temu rzeczywiście posiadała rudy czerep, no więc moje „wyzwiska“ to prawdziwa zbrodnia. Osiem lat czekania i w końcu wypływają takie sensacje.

W każdym normalnym kraju na świecie, proces by się w tym momencie zakończył uniewinnieniem i oczyszczeniem z zarzutów. Niestety to się dzieje w Polsce, a więc przygotowałem się na 25 lat do dożywocia. Z rodziną się pożegnałem, nałożyłem grubo smaru na łańcuch od roweru i poszedłem na grób kota. Zbrodnia została udowodniona i jestem bez szans – faktycznie nazwałem tłustego kłusownika „grubas“ i mają na to koronnego świadka w kolorze rudoburym, który wszystko słyszał. Mojej sytuacjii nie polepsza opinia biegłych, bo rzeczywiście istnieje ryzyko, że mogę kogoś tak nazwać ponownie. Może za dobre sprawowanie wyjdę za 40 lat. Na przepustkę. Być może biegłych od od motoryzacji uda się nakłonić na przejażdżkę moim oplem. Mam tam system antypoślizgowy, który mnie zawsze doprowadza do rozpaczy, kiedy nie mogę wyjechać ze śniegu. On jest fabrycznie montowany w każdym takim jak mój oplu i on uniemożliwia jakiekolwiek ruszanie z piskiem opon. Ani na żwirku się nie da zapiszczeć oponami, który był rozsypany wówczas przed rybną chlewnią, ani na polbruku jak to jest obecnie.

Nie jest to śmieszne ani trochę Szanowni Państwo, bowiem Tomasz Komenda nic nie zrobił, nikomu nie pyskował, tylko grzecznie siedział w domu i dostał osiemnaście lat.

Kłaniają się zeznania złożone trzy lata wcześniej – bez znajomości akt – w których twierdziłem, że całe zdarzenie to była żenująca kłótnia tak błaha że nie padły nawet wulgaryzmy. No i teraz się to z pierwszej ręki potwierdza. I dlatego też policja kazała się wowczas rozejść. Dwa patrole, dwa razy. Ale co ciekawe tylko mi się kazano rozejść, bo rybaczce jak się okazuje policja od początku opowiadała bajki rybaczkom, że jestem im doskonale znany, że trzeba mnie złapać i że bedę płacił – i stąd bezpośrednio wzięły się pierwotne pomówienia i żądania tysiąca złotych. Ona sama chciała to puscić w niepamięć po naszych przeprosinach ale to policji jak się okazuje zależało założyć sprawę.

Jak Państwo oceniacie w tym świetle opinię psychiatrów, że byłem poczytalny w chwili zbrodni? A jak, że jest wysoce prawdopodobne że czyn powtórzę?

Bo według mnie to tylko kolejna spektakularna autokompromitacja tak zwanych biegłych sądowych psychiatrów. Tym razem zbłaźnili się pani doktor Barbara M N, oraz pan doktor Marek M ze szpitala psychiatrycznego Szczecin Zdroje. Ich błazenada jest godna najwyższej litości i powinni za nią podziękować serdecznie pani prokurator Katarzynie P, która pozwoliła im zrobić z siebie głupków. Oni jak w berka się w to bawią a zaczął to robić policjant Mirosław R który jako pierwszy zrobił w jajco panią prokurator.

Doktorkowie z psychiatryka aż 14 stron pseudonaukowego bełkotu wytworzyli po rozmowie trwającej kwadrans. Oto trzy najistotniejsze strony ich opinii zamówionej przez prokuraturę.(43)

A najlepsze dopiero będzie. Otóż żona kłusownika jak się na dobre rozgadała to zeznała jeszcze, że za każdym razem jak się z nią kontaktowała prokuratura to słyszała „pan Gębura to, pan Gębura tamto, za każdym razem jej trauma wracała“ a z informacji od prokuratury „dostawała również wiadomości o moim leczeniu psychiatrycznym“. Wyjaśniło się więc nareszcie dlaczego mnie nękano całymi latami w moim własnym domu nasyłanymi popaprańcami (Aiel G, Eugeniusz K, Marta G i Monika M) którzy prowokowali mnie tylko po to, aby mnie wyprowadzić z równowagi i wręcz zasypać prokuraturę oszczerczymi donosami. A prokuratura na bieżąco dzieliła się tym szambem z żoną kłusownika i kto wie, czy ona jak się latami nasłuchała tylu bredni na mój temat, rzeczywście nie ma tych swoich traum i koszmarów. Interesująca sprawa – przez osiem lat ją straszono niebezpiecznym psycholem poszukiwanym przez organy ścigania i jest bardzo ciekawe czy rzeczywiscie żona kłusownika ma jakieś wywołane tym problemy. Jedno jest pewne, z mojego powodu nic jej nie dolega, bowiem po tamtej kłótni zakończonej przeprosinami, zwyczajnie zakończyłem z nią kontakty. Straszona natomiast była latami przez policję, Ewę K i prokuraturę.

A więc skoro leczenia psychiatrycznego nigdy nie było jest dowiedzione że prokuratura celowo okłamywała świadka na ten temat – usiłując jednocześnie gorliwcami z polickiej milicji nakłonić mnie telefonicznie do „dobrowolnego“ leczenia się z nieistniejących chorób psychicznych. To co zrobiła prokuratura jest nie tylko nielegalne ale i niepojęte. „Jeszcze“ się nie leczyłem ale pani prokurator była tak pewna że „będę“ że przekazywała nieprawdziwe informacje na ten temat świadkowi aby go tylko napuścić na mnie i wywołać u niego przerażenie. Ja nie wiem czy może być coś bardziej bezprawnego niż to co zrobiła pani… prawnik. Pani prokurator, do której obowiążkow na pewno nie należy… nastraszać i okłamywać świadków ukrywając przed nimi, że to jej zależy na psychiatryku dla mnie – i że już nawet policja nie chciała się w to bawić. Nigdy nie wysłała rybakom mojej jednej z dwóch opini psychiatrycznej że jestem zdrowy na umyśe. Nie karany. Nie notowany.

Policja też ma zasługi. Oto notatka z „napadu“ który w dzień zdarzenia był zaledwie groźbami (47). Jak już policjanci ustalili że ona będzie „wzywającą“ wsączyli w córkę i żonę kłusownika nieprawdziwe brednie że jestem policji „dobrze znany i trzeba mnie złapać“ oraz to że kapną za to ode mnie rybakom pieniądze. Na drugi dzień zatem były już wyzwiska i straszenie łomem (48), czyli położenie go na blat (sic!) i przekazywanie z ręki do ręki (49). A kiedy przez pięć lat kompletnie niczego to nie dało i Sędzia ich wniosek oddaliła – do akcji ruszyła osobiście Ewa K i zaczęła rybaczki nachodzić i przeciwko mnie nastawiać dysponując aktami sądowymi i prokuratora. (Do Magdy nawet dotarła z tą opinią o paranoi od doktorków z psychiatryka, bo ta tak samo wychlapała sędziemu że „będą mnie leczyć na paranoję“. Na drugim końcu Polski – po ponad roku od naszego nie bycia razem i nie utrzymywania żadnych kontaktów.) Rybaczka więc dopisała ciąg dalszy, czyli brawurowe ucieczki, traumy, koszzmary i podniosła roszczenia do 20 tysięcy.

Dlaczego akurat 20 tysięcy? To też udało się ustalić – ponieważ jej córka musiała zamknąć tę chlewnię i zwrócić 20 tysięcy dotacji unijnej.

A jednocześnie nikt nigdy nawet palcem nie kiwnął kiedy kłusownik mi błotnik podrapał. Te akurat przestępstwo nie wyssane z palca nigdy nawet nie obeszło jakiegoś stróża prawa. Tylko jedna osoba na całej kuli ziemskiej, przez te osiem lat moim błotnikiem się zainteresowała. Sędzia N, która nie pozwoliła mnie zamknąć w domu wariatów. Przepytała mnie na jednej z rozpraw i poznała cały cykl życiowy błotnika: że po paru latach zaczął gnić więc kupiłem taki sam na złomie, że nabyłem lakier, że opłaciłem lakiernika żeby nadał kolor, a potem mechanika który go przykręcił w miejsce zmarłego. Jakieś 900 złotych mnie to kosztowało. Sędzia N dużo więcej wie o życiu błotnika niż doktor B o moim. A rybacy do dziś toczą pianę o swoich rentach, biedzie, bezrobociu i o tym jak im biznes upadł. A taki był dopracowany: fundusze wyszarpali z Unii, węgorza z jeziora i darmowy parking od sklepu budowlanego aby nie pokryć 5 złotych opłaty na targowisku 10 metrów obok. Na temat błotnika żaden z kłusowników nawet słowa nie powiedział. Oprócz oczywiście sprawcy – ten nawet o to nie pytany – „wyjaśnił“ sądowi (na następnej rozprawie) że ja sam nie wiem kto mi błotnik porysował, po czym zamknął ten nieważny temat rozwodząc się pół godziny o swojej cukrzycy i problemach z innymi rybakami. Protokół jest tu (63). Oczywiście do niego też dotarła moja „partnerka“ z propozycją zeznawania przeciwko mnie ale on odmówił bo jest uczciwy. Wyznał że to było jakieś dwa lata temu – czyli zaraz po tym jak mnie nie spsychiatryzowano. „Żona“ przemieniła się w „partnerkę“, bo na poprzedniej rozprawie – tej z telekonferencją – wyjaśniłem wszystkim, że dzięki Ewie K powstał bajzel w moim życiu z tymi konkubinami i żonami. Rybaczki to słyszały więc kłusownika poinformowały i ten na kolejnej rozprawie już nie zeznawał o „żonie“ tylko o „partnerce“. Oczywiście „spontanicznie“ – tak jak one zrzucając ciężar z serca.

Skarżę wieloletnie próby naszczuwania na mnie świadków i okłamywanie ich z premedytacją na okoliczność mojego rzekomego leczenia psychiatrycznego i nieistniejących problemów karnych, ze strony prokuratury oraz policji. Nielegalnymi działaniami zniszczyli mi dobrą opinię aby mi przysporzyć problemów natury prawnej, problemów natury psychicznej i wrobić w nieistniejące przestępstwo. Obiecali kłusownikom tysiąc złotych żeby mnie obrabować na milion. A jak się nie udało to ponownie ich wykorzystali i obiecali 20 tysięcy. Przecież to czysty bandytyzm to co zrobiły organa ścigania.

Ja nie byłem nawet w kartotece osób legitymowanych. A oni takie brednie że „jestem im dobrze znany“ sączyli rybaczkom od pierwszego dnia! Obiecywali im pieniądze ode mnie za wszczęcie sprawy – ten początkowy tysiąc złotych. Wieloletnim nękaniem wywołano u mnie rzeczywiste problemy z żołądkiem, kolosalne straty finansowe, bezdomność i przysporzono niesamowitej ilości utrudnień w życiu. Żadnej sprawy nie mogę załatwić w żadnym urzędzie, bo wszędzie mi zniszczyli opinię i wszędzie wydziera się na mnie mordy. A już najbardziej z Magdaleną zrujnowali mi normalne życie. Rozwalili celowo nasz związek tylko po to, aby mnie rozdzielić z sojusznikiem i wrobić.

Oto protokół z telekonferencji i te porażające zeznania. (44).

Teraz opiszę jak doszło do zamordowania niewinnego człowieka. Zginął przyzwoity człowiek tylko dlatego, ponieważ bandyci z policji oraz Ewa K bawili się w prowokacje aby wytworzyć mi problemy karne. Pierwsze trzy zaaranżowane przez Ewę K dewastacje mojego samochodu na przełmie 2009/2010 roku okazały się całkowicie nieskuteczne. Wcześniej prze 20 lat trzymałem auto na ulicy i nigdy go nikt nie zaatakował. Odkąd K zaczęła się kręcić przy tej kamienicy notorycznie coś się z moim autem działo i zawsze sprawcą był ktoś z kręgu jej sąsiadów lub znajomych. Niczego to jednak nie dało. Zorganizowano wiec rozbój, w któym ja miałem być sprawcą. Pewnego dnia K poprosiła mnie abym ją odprowadził do domu, bo rzekomo bała się iść wieczorem sama. To jeszcze była wiosna i noce długie. Odprowadziłem ją zatem późnym wieczorem. Mijając monopolowy zauważyliśmy pijanego lokalnego bandziorka siedzącego przed sklepem na masce czyjegoś samochodu. Kiedy go minęliśmy i oddaliliśmy się o około 50 metrów wchodząc już prawie do jej klatki schodowej on zerwał się i zaczął biec w naszym kierunku z pijackim amokiem w oczach. Nie został niczym sprowokowany a jednak rzucił się w naszą stronę, mimo że na ulicy było mnóstwo innych ludzi. Biegł prosto w naszą stronę i miał bardzo niedobre zamiary. Został więc znokautowany i poszedł spać na trawniku. Jego brat doskoczył więc osunął się pod klatką schodową. Weszliśmy już do jej domu kiedy ten pierwszy wybudził się ze śpiączki i zaczął butelkami po piwie rzucać w jej okna od strony balkonu. Rozbił dwie o futrynę i parapet. Poradziłem K aby wezwała policję zanim bandziorek rozbije szyby. Zadzwoniła i policja pojawiła się błyskawicznie – dosłownie jakby czekali za rogiem. Pojawiło się tez kilkudziesięciu ludzi na podwórku. I wówczas nastąpiła najdziwniejsza interwencja policji jaką widziałem. Ci z patrolu chodząc w tłumie ze swoim notesem nie mogli za nic znaleźć świadków. A to pech. Na sugestie aby zajrzeli za drzewo po drugiej stronie ulicy gdzie jest park odparli że nic nie widać po ciemku. Zaproponowałem żeby zebrali do reklamówki rozbite szkło z balkonu to sobie złożą puzzle i będą mieli odciski palców. Stwierdzili że to żaden dowód. Na głowie stawali żeby nie nadawać sprawie biegu. Dziś wiem że to ja miałem być sprawcą rozboju i prawdopodobnie po to byli ci wszyscy świadkowie. Ale jako że do żadnej bójki nie doszło bo się zakończyła w sekundę – wszyscy się spóźnili na widowisko i jedyne co to mogli zeznać to tylko tyle, że lokalny bandziorek rzucał butelkami w okna K. Zatuszowano to pośpiesznie i właśnie to jest przyczyną że zamordowany został przyzwoity człowiek.

http://www.tvp.info/1730854/polska/zabojstwo-bramkarza–sa-zarzuty/

Kilka tygodni po zdarzeniu wyjechałem na całe lato do pracy za granicę i właśnie wówczas ten sam bandziorek zabił nożem bramkarza Chemika Police w tym samym miejscu, w takich samych okolicznościach – kiedy odprowadzał wieczorem kobietę do domu.

Jest oczywiste, że gdyby nie aranżacja napadu nie doszłoby do niego, ponieważ nawet nie znałem bandziorka i nie miałem powodów mu się nie spodobać. Mam prawie dwa metry wzrostu i jeszcze nikt mnie nie napadł na ulicy. A on owszem zaraz po tym jak go spokojnie z Ewą K minąłem. Poza tym gdyby to było sponataniczne i nie planowane, to rzecz jasna policja nie tuszowałaby tego – tylko maksymalnie dowaliła sprawcy który się ośmielił zaatakować Ewę K – policyjnego pupila. A jednak policja zatuszowała to bezczelnie – co dziwi bo ta policja nawet bandyckie metody stosuje aby tylko wytworzyć sobie wykrywalność. A prawdziwy pretekst odpuścili zupełnie. I następstwa tamtych zaniechań są tragiczne. U bandziorka musiała się narodzić euforia i mylne przekonanie że skoro policja go kryje to jemu już wszystko wolno – bo tak właśnie demoralizuje bezkarność. Jedyny jego „problem“ to nie był zatem lęk przed organami ścigania ale słabe wyniki w walkach na pięści – uzbroił się zatem w nóż. Gdyby otrzymał za tamte butelki jakiś drobny wyrok lub grzywnę nie uzbroił by się i nie zabił bramkarza. I nadal żyłby przyzwoity człowiek. Sekcja zwłok wykazała, że zamordowany chłopak o 3 nad ranem po wyjściu z nocnego klubu miał zero promila we krwi – totalny abstynent, świadomy sportowiec. Przyzwoity człowiek zginął bo milicja zatuszowała podobny napad i wiedząc o sprawcy wszystko pozwoliła aby nadal przebywał na wolności. On nie żyje dzięki Ewie K i policji a ja zostałem jesienią tego samego roku zaraz po powrocie zza granicy wrobiony przy czwartej demolce mojego samochodu. Postawili na swoim kiedy udałem się z zarobionymi pieniędzmi kupić rury na moją budowę. To że ja budując kamienię udałem się do sklepu z materiałami budowlanymi nie zastanawiało nigdy żadnego ze śledczych. Cała energia detektywów poświęcona została kłusownikom sprzedającym ryby w ostatnim miejscu, w którym ktokolwiek ryb by się spodziewał – na parkingu sklepu budowlanego. Już osiem lat nękania, napuszczania na mnie urzędniczek, którym nakłamano jakobym był psychicznym łomiarzem, skutkuje tym że dzięki fałszywym oszczercom, prowokatorom i przestępcom z policji – którzy mają krew niewinnego czołowieka na ręku – to ja robię za potwora którego każdy kto chce może do woli gnoić. Każda wprowadzona w błąd urzędnicza kanalia która mi zatruwa życie i wydziera morde myśli, że pomaga niszczyć jakiegoś bandziora. Nie ulega przecież wątpliwości że tak samo jak do rybaków i Magdaleny, Ewa K polazła wszędzie z materiałami z akt prokuratora wytworzonymi na policji aby mi zniszczyć opinię. Na dziś dotarła z tym gównem nawet na Dolny Śląsk do Magdaleny.

W tej sytuacji mogę jedynie przekazać całej urzędniczej mafii która mnie zawzięcie niszczy: popatrzcie sobie jaki ze mnie łomiarz. (58, 59, 60, 61). Tego ze jestem zdrowy na umyśle i nie karany oczywście nigdy wam nie powiedzieli, nieprawdaż? Powiedzieli że jestem niebezpieczny, poszukiwany, że się leczę psychiatrycznie i że są na to papiery. Nie powiedzieli wam że one są wyprodukowane potajemnie, no bo czyż nie? Polecam to zwłaszcza zachłannym rybaczkom, które najbardziej na mój temat okłamano aby dojrzała ich chciwość. Zrujnowano mi życie dzięki wam – chytrym, nie radzącym sobie w życiu nieudaczniczkom – które były sędzia, policyjny kapuś i policja wykorzystali jak tępe narzędzia żeby ukraść mój dom i na waszej zachłanności na tysiąc zlotych, zarobić milion albo lepiej. Spójrzcie że kiedy was nachodzono w domu i w pracy i straszono i nastawiano przeciwko mnie, ja ani nie byłem niebezpieczny, ani karany, ani psychicznie chory. I nadal taki jestem. Zdrowy na umyśle i czysty jak łza. Za nazwanie otyłego rysownika samochodowego który mi zdewastował samochód „grubas“ i za nazwanie jego żony, ktora skoczyła na mnie z mordą „ruda“ chcieli zrobić ze mnie łomiarza.

Cała moja rzeczywista „zbrodnia“ to fakt że miałem własnościowe mieszkanie, które chciał ukraść były sędzia Lesław B. Moją drugą rzeczywistą „zbrodnią“ było nie pozwolenie na to i wybudowanie kamienicy, ktorą pragnie ukraść mafia: Lesław B, banda policjantów, Ariel G z PO, policyjny kapuś Ewa K, komorniczy bandyta Tadeusz G i prokuratura, która od długich lat chce mnie pozbawić wolności albo w psychiatryku albo w więzieniu. Proszę poczytać jakie brednie potajemnie wytworzyli w stosunku do zdrowego na umyśle, przyzwoitego człowieka. Ukradkiem – bez mojej wiedzy i bez wiedzy mojego adwokata – bo chcieli mnie tak samo jak Lesław B zaocznie skazać w sądzie przy pomocy napreparowanych potajemnie dokumentów. (62)

I tak samo jak Lesław B przegrali. I tak samo jak Lesław B prawomocny wyrok zignorowali. I tak samo jak B ponownie mnie fałszywie oskarżają.

Na dzień dzisiejszy wytworzyli to samo i tak samo tylko że tym razem jestem „paranoikiem“. I tak samo jak kiedyś rybaczki, obecnie nakręcają tym gównem Magdalenę. Do niej też dotarła Ewa K z obiecankami pieniędzy, z fałszywymi oskarżeniami i mnóstwem psychopatycznych pomysłów na prowokacje.

A jaka jest bezsporna i widoczna gołym okiem prawda?

Taka, że Ewie K zbudowałem dom pod klucz za który nie chce mi zapłacić tylko wetknąć do psychuszki i uratowałem życie (nawet nie zdając sobie sprawy że to był zaaranżowany przez nią napad). Magdalenie natomiast sam mając ciężko z powodu mafii i braku środków do życia, stworzyłem salon kosmetyczny – aby miała godną pracę i mogła się uniezależnić od patologicznego Priotrusia. No i jak się przy tych oczywistych bezspornych dokonaniach mają oskarżenia jakobym nękał i napadał kobiety? Jak przy tym wyglądają milicyjne opowieści? Ich dokumenty?

Stwierdzam, że biegli sądowi to najbardziej nikczemna i zdegenerowana część tej stojącej ponad prawem kasty, która wykańcza nasz naród. Trzy czwarte biegłych sądowych to bolszewicy, byli ubecy, esbecy oraz donosiciele. Doskonale wiedzą co robią i zawsze znajdą sposób aby z białego zrobić czarne i to w każdej jednej dziedzinie.

Nie inaczej jest z biegłymi sądowymi rzeczoznawcami. Po trzech latach czekania na wycenę nieruchomości – która miała potrwać 2 – 3 miesiące – na budowę dotarł biegły rzeczoznawca. Trzeci, bo dwóch pierwszych nie dało rady. Pierwszy, rok grał na zwłokę po czym rzekomo nie zrozumiał zlecenia sądu i niczego nie wycenił ale wystawił tłustą fakturę – za pracę której nigdy nie wykonał. Rzeczoznawca numer dwa, drugi rok grał na zwłokę i nieruchomości nie wycenił. Rzekomo się rozchorowała ta pani. Wyceniła jednak swój czas i mój zmarnowany i też wystawiła tłustą fakturę – za pracę której nigdy nie wykonała. O co tu chodzi Szanowni Państwo? Ależ to proste. Biegli rzeczoznawcy sądowi nie chcą tej nieruchomości wycenić, bo doskonale wiedzą o tym że na niej nie ma czego wyceniać jeśli chodzi o nakłady Ewy K. Koszyczek na mydło do łazienki za 12 złotych, kafelki na balkon za niecałe 300 i jakiś tysiąc za robociznę przy otynkowaniu dwóch pokoi. To wszystko co sfinansowała w tej kamienicy Ewa K odkąd została „wspólniczką”. Niecałe 2 tysiące złotych. Nie ma tam niczego z fałszywych faktur i niczego z opowieści świadków składających fałszywe zeznania. Jest tylko umeblowane jedno mieszkanie lecz w wyniku samowoli budowlanej przez nieupoważnionego Ariela G a więc nielegalnie.

Rzeczoznawca numer trzy Janina S po trzech latach dotarła na teren budowy. K nie pojawiła się na oględzinach, bo nie mogłaby okazać biegłej swoich nieistniejących nakładów. Zamiast niej pojawił się Ariel G z jakimś szemranym aktem notarialnym który robi go rzekomo pełnomocnikiem Ewy K. Kazałem mu wynosić się z mojej posesji a moja Mecenas spławiła go z tym aktem jako nieważnym. Nie spodobało się to biegłej rzeczoznawcy, bo widocznie inaczej sobie zaplanowano tę „wycenę”. Dowodów na kłamstwa powiatowej inspektor nadzoru cynicznie nie zauważyła ani na budowie, ani w aktach ani protokołów odbioru no i oczywiście inwentaryzacji powykonawczej, którą wbrew prawnikowi działającemu na moją szkodę sam do sądu rok wcześniej złożyłem. Dokumenty zaginęły ponownie, bo taką właśnie rewelację że ich nie ma przekazała biegła sądowa rzeczoznawca która przyszła na budowę nieruchomość „wycenić” – czyli nie dokonać tej wyceny. Okazywałem jej inwentaryzację powykonawczą a ona twierdziła że to nie jest inwentaryzacja powykonawcza. Mówiłem że jestem inwestorem a ona twierdziła że nie jestem inwestorem. I tak w kółko. Aż do tego stopnia zakłamana jest ta sitwa, że potrafią łgać prosto w oczy – jest dokładnie tak jak napisane w źródle czyli studium psychopatologii – będą łgać w oczy aż do zupełnego wyczerpania swojej ofiary. Mimo podeszłego wieku biegła tak kłamała że zrobiła się na twarzy czerwona jak niemowlę. To że te dokumenty są i rzekomo giną kiedy ktoś chce poznać akta sprawy, każdy z nich wie doskonale. Tę wiedzę oczywiście posiadają również wszyscy biegli jako że to oczywiste kiedy się z kimś na ten temat rozmawia. Trzecia biegła po niemal roku „badania” sprawy ponaglona kilkoma skargami za notoryczne wnioski o przedłużenie terminu w końcu przybyła 19 grudnia 2017 roku i oznajmiła na początek, że… nie ma uprawnień do wyceny nieruchomości. Tak się przedziwnie złożyło że tych uprawnień zabrakło jej akurat do wyceny mojej pracy, czyli instalacji wodociągowej, kanalizacyjnej oraz elektrycznej i czegoś jeszcze. Rzekomy brak uprawnień później okazał się kolejnym kłamstwem. Tak samo jak powiatowa inspektor trafiła w dziesiątkę nie mogąc wycenić, precyzyjnie akurat tego co ja do prokuratury zgłosiłem – w tym piśmie za które skazano żonę mojego brata. Powtarza się sytuacja z powiatową inspektor nadzoru która wynalazła fikcyjne nieprawidłowości wyłącznie w wykonanych przeze mnie pracach. Np. w piśmie do prokuratury stwierdziłem że żaden hydraulik na mojej budowie nie pracował, bowiem sam wykonałem cała instalację wodną i kanalizacyjną a tymczasem inspektor M której prokuratura oficjalnie kazała to skontrolować, napisała kłamliwie że nie ma kanalizacji. To że ja posiadam kanalizację i nawet protokół odbioru tej kanalizacji jako zgodny z projektem jeszcze z roku 2008 nie ma dla niej znaczenia. Dla wszystkich biegłych również, bo jak idioci opierają się na dokumentach M nigdy nie chcąc tego zweryfikować. Ani powiatowa inspektor ani biegła nie dostrzegły samowoli budowlanej której mogły sobie dotknąć. Ta biegła, która przyszła po trzech latach też mi wmawiała że nie mam inwentaryzacji powykonawczej, że nie mam protokołów odbioru a nawet że nie jestem inwestorem i stawała na głowie aby mnie wyprowadzić z równowagi. Chciała natomiast gorliwie wyceniać samowole budowlane i nie chciała napisać w protokole że to samowola dokonana wbrew woli inwestora bez wymaganego pozwolenia. Kiedy poinformowała mnie o największej rewelacji czyli że ja nie jestem inwestorem (sic!) to nawet prawniczka była tą butą zbulwersowana. Po moich naleganiach aby w końcu stwierdzić że na tej budowie po prostu nie ma materiałów rzekomo nabytych przez Kazimierę D oraz nieprawidłowości rzekomo stwierdzonych przez inspektor Monikę M, biegła stwierdziła że moich protokółów odbioru i inwentaryzacji powykonawczych w aktach nie ma. Trzech kompletnych kuchni w budynku jakie kupiłem biegła nie chciała uznać jako mój wkład z bezsensownego powodu że nowy właściciel kiedyś tam nie będzie z nich zadowolony, a jedną kuchnię jaką samowolnie kupił Jerzy M to owszem gorąco chciała wyceniać jako wykonaną przez „osoby trzecie”. Na dziś jednak jest właściciel tych trzech kuchni legalnych – jestem nim ja – i jestem z nich zadowolony bowiem są kompletnie nowe. Dodała też kolejną rewelację że faktury które sąd nakazał zweryfikować, nie są dla niej wiarygodne bowiem nie są rzekomo opisane. A przecież są i to bardzo dokładnie bowiem każdy artykuł z nich ma nazwę własną, cenę i indywidualną unikalną sygnaturę która pozwala stwierdzić czy ten artykuł jest czy go nie ma na terenie budowy oraz jaką ma wartość. Biegła za nic nie chciała dokonać zleconej przez sąd wyceny zmieniając tematy, podważając istotę zleconej sądownie wyceny i w końcu stwierdziła że ją obraziłem i że nikt jej nigdy nie potraktował w ten sposób – rutynowo jak przystało na osoby nakręcane przez organizatorów tego gang stalkingu. Zamiast się skupić na zleconym jej przez sąd zadaniu, uporczywie użalała się nad sobą że jest jej zimno, niewygodnie i tak dalej. Oszczędziłem jej nagrania z przetrzymywania na tej budowie Pani D która była zamykana na klucz nawet podczas silnych mrozów – miesiącami bez ogrzewania i ciepłej wody i nie mogąc się wydostać wyła po całych nocach. Nad nią niestety nikt się nigdy nie użalił. Żaden sąd, policja i prokuratura nawet nie zareagowały i gdyby nie moje wstawienie kraty ta Pani nadal byłaby tam pozbawiana wolności i w dalszym ciągu przetrzymywana. Jeśli by rzecz jasna nie umarła w wyniku tego typu praktyk.

Na początku roku mimo wszystko biegła wbrew własnym zapewnieniom ulepiła jednak wycenę nieruchomości. Oszukaną ale ulepiła. Teraz już po raz trzeci odpowiada na zarzuty dotyczące tej fałszywej opinii. Są bowiem w niej takie rewelacje jak wycena działki którą kupiłem za 135 tysięcy i za 20 tysięcy uzbroiłem jako działkę wartą rzekomo 38 tysięcy. Są też rzekome nakłady Ewy K w wysokości 300 tysięcy rzekomo gdzieś wyliczone ale co do których nie ma nigdzie żadnych obliczeń. Sprawa się zabagnia i każdy włos dzieli na czworo. Przy tak śladowym jak 2 tysiące prawdziwym nakładzie Ewy K biegła już nie wie z czego ma te rzekome nakłady wytworzyć. Wytwarza więc z powietrza powołując się na obliczenia których nigdzie w jej wycenie nie ma.

To nie koniec tego bezprawia. W międzyczasie, bowiem skoro wszyscy kłamliwie upierają się że na terenie budowy są rzekome odstępstwa od projektu budowlanego wytworzone przez powiatową inspektor Monikę M, czego nikt nawet nigdy nie zweryfikował, zwróciłem się w tej sytuacji wiosną 2017 roku do Zachodniopomorskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa gdzie zawiadomiłem o tych zarzucanych odstępstwach, ponieważ to mój kierownik budowy Henryk W jest odpowiedzialny za zgodność budowy z zatwierdzonym projektem z racji swojej zawodowej odpowiedzialności. Z kilkudziesięciu zarzutów wykreowanych przez M tylko jeden jest bowiem częściowo prawdziwy – ten że budynek został wyniesiony ponad zakładany poziom o około 60 centymetrów. Pytany o to kierownik budowy wyjaśnił, że wszystkie budynki już istniejące na ulicy Słonecznej w Policach już były tak wyniesione wcześniej i kopanie fundamentów mojego budynku poniżej budynków przyległych mogłoby spowodować ich zawalenie czyli katastrofę budowlaną. Postanowił zatem wynieść mój budynek na identyczny poziom jak sąsiednie. Miał prawo taką decyzję podjąć i ją podjął, gdyż posiada uprawnienia. Na tej ulicy wszystkie domy są identycznie wyniesione. I każdy kto ma oczy lub Google street viev może się o tym przekonać – z wyjątkiem powiatowego, wojewódzkiego lub ogólnopolskiego nadzoru, które oczu nie posiadają i upierają się że rzekomo tylko mój budynek został wyniesiony ponad poziom terenu. Rzekomo przeze mnie. Twierdzą tak od lat mimo iż widać że do każdego budynku na tej ulicy wiodą co najmniej cztery schodki. I we wszystkich budynkach tętni życie, ludzie pracują lub mieszkają i rzekomo tylko w moim nie wolno. Oczywiście tylko mi – właścicielowi nie wolno w nim legalnie pracować i mieszkać – osobom nieupoważnionym wolno było jedno i drugie i nikt nie widział żadnego problemu w tym aby ich jeszcze na cudzej budowie na stałe nielegalnie zameldować i obarczać właściciela wynikłymi z ich pobytu podatkami.

W grudniu 2017 powiatowa inspektor zaczęła mi bezprawnie grozić możliwością rozbiórki budynku jak nie dostarczę dokumentów, których żąda po tym jak wydała w sposób niezgodny z prawem opartą na kłamstwach decyzję a mnie z dowodami na jej kłamstwa wyrzuciła ze swojego biura. Izba Inżynierów natomiast po blisko roku gry na zwłokę nadesłała pod koniec grudnia 2017 roku informację, że postępowanie z urzędu przeciwko kierownikowi budowy zostało umorzone. Napisali bezczelnie że nie jestem stroną w sprawie (sic!) i nie będą mi nawet decyzji doręczać lub wyjaśniać dlaczego. To nie koniec tego chamstwa, bowiem dodali też że nie przysługuje mi prawo do zażalenia lub wniesienie skargi do sądu administracyjnego. Podpisał się pod tym pismem Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej z Izby Wiesław S. To najbardziej bezczelny dokument jaki widziały moje oczy.(50)

Ten człowiek z Izby Inżynierów powinien skierować sprawę do sądu przeciwko kierownikowi budowy ale tego nie zrobił i nawet nie raczył odpisać dlaczego. I w ten sposób ponownie nie ma winnych niczemu. Nikt za nic nie odpowiada ani powiatowa inspektor za zaniechanie działań i nieprawdziwe zarzuty ani kierownik budowy za rzekome odstępstwa od projektu. Wszędzie gra się na zwłokę i stara aby się przedawniło wszystkim wszystko. Już od lat moje życie w ten sposób we wszystkich urzędach się paraliżuje. Nie mogę pracować ani zamieszkać we własnym domu. A sam kierownik budowy milczy. Po tym jak nie uchylono tej decyzji którą chciano na wniosek Premier Szydło uchylić, wręczyłem tę decyzję kierownikowi budowy bowiem jej żądał i wezwałem go na piśmie jeszcze w kwietniu 2017 roku do spowodowania dokumentacji wymaganej ze strony nadzoru. Henryk W – otrzymał decyzję do rąk własnych – ale do dziś mi dokumentów żadnych nie dostarczył. Izba Inżynierów która powinna go zmobilizować i skierować z urzędu sprawę do sądu lub odebrać uprawnienia nawet nie wiadomo dlaczego gra na zwłokę. A przecież w takiej właśnie jak moja sytuacji obowiązkowo ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej kierownik budowy musi przecież odpowiedzieć za odstępstwa które spowodował sprawują funkcję kierownika na jaką został przecież przeze mnie zatrudniony. Podejrzewam że chcą to zamieść pod dywan ponieważ w sądzie wyszłoby na jaw że odstępstw wyssanych z palca przez powiatową Inspektor nie ma i to że ona świadomie tuszuje już ponad cztery lata dwie samowole budowlane jakie miały miejsce na budowie.

Jest jeszcze jedna istotna sprawa związana z wyniesieniem wszystkich budynków na ulicy Słonecznej w Policach o około cztery schodki. Otóż one nie tylko były wyniesione ponad poziom terenu zanim ja rozpocząłem budowę mojego ale one zostały wyniesione kiedy urząd powiatowego inspektora piastował mąż Moniki M, która to po nim te stanowisko odziedziczyła. Z winy jego niedopełnienia obowiązków czyli braku nadzoru wyniesiono wszystkie budynki a teraz jego żona szuka po pierwsze, kozła ofiarnego zaniechań męża i po drugie, chce wymusić projekt zamienny a tak się akurat składa że jej mąż ma niedaleko swoje biuro projektowe. Wielokrotnie ją pytałem na piśmie dlaczego wszystkie budynki na ulicy Słonecznej są tak samo wyniesione i nigdy nie odpowiedziała. Z ogólnopolskiego nadzoru dotarła jedynie kłamliwa informacja że jestem jedynym inwestorem który wyniósł budynek na tej ulicy. Nie mają oczu panowie i panie z ogólnopolskiego nadzoru i nie mają Google street viev biedni oni. Kryją jak mogą i Monikę M i jej męża który doprowadził do tej sytuacji. A na kozła ofiarnego wyznaczono mnie – człowieka który nigdy nie naruszył nawet jednego przepisu wszystko wykonując zgodnie z obowiązującym prawem. Nigdy nadzór nie zapytał o nic odpowiedzialnego za zgodność z projektem kierownika budowy. Nigdy Szanowni Państwo. Was prędzej wezwą niż jego aby uzyskać potrzebne im informacje. Zwracam się o wyjaśnienie tej sprawy do Państwa, bowiem już wyczerpałem wszystkie możliwości aby to wyjaśnić i nic nie zostało wyjaśnione. A ja jestem kolejny rok bez powodu bezrobotny i bezdomny.

Dlatego też wnoszę do Szanownych Państwa o podjęcie skutecznych działań żeby z tym bezkarnym bandytyzmem wreszcie skończyć. Kończąc podkreślam, że jeden człowiek w żaden sposób nie poradzi sobie z taką ośmiornicą i dlatego wnoszę o:

1 – Wybicie do nogi tych bandytów, którzy mnie bezprawnie dręczą. Jest mnóstwo kodeksów a w nich stoi jak wół, że za samo tylko zaniechanie działań można ich powsadzać na 3 lata.

2 – Sprawienie, że martwy proces o zniesienie współwłasności zostanie przywrócony do życia, stanie się uczciwy i wreszcie się zakończy. Prawie dziesięć innych postępowań, jakie w międzyczasie przeciwko mnie wszczęto już się dawno zakończyło.

3 – Przyznanie mi 4 tysiące złotych miesięcznie zabezpieczenia socjalnego, bo mam wydatki proszę Państwa: raty za działkę, media, podatki za dom w którym jakiś złodziej z Platformy Ariel G bezprawnie gromadzi graty i się pęta a ja nie mieszkam, dzieciaczka na utrzymaniu, paliwo i ubezpieczenie do opla, żołądek, lekarstwa na żołądek i obsługę prawną tego cyrku, jaki mi ludzie państwa (nie mylić z „państwa ludźmi”) z naruszeniem prawa wytworzyli.

4 – Skuteczne spowodowanie decyzji pozwalającej mi zamieszkać we własnym domu wybudowanym na własnej ziemi w pełnej zgodzie z obowiązującym prawem oraz rozliczenie ze wszystkich kłamstw i zaniechań działań powiatowej inspektor M. Ja nie mogę zgłosić budynku do odbioru, ponieważ jest to obowiązek kierownika budowy, inżyniera Henryka W. On nie może tego zrobić, bo jest mocno wystraszony i od ponad roku udaje że go nie ma. Pan Henryk zrobił się niewidzialny, ponieważ wie o tym, że inny kierownik budowy za to że nie chciał brać łapówek i udziału w ustawionych przetargach został fałszywie oskarżony i wtrącony do psychiatryka. Niemniej pomijając jego osobiste lęki, to on teoretycznie odpowiada za wyniesienie mojego budynku ponad poziom ulicy. Praktycznie jednak on nie miał żadnego wyboru, gdyż odpowiada za to mąż powiatowej inspektor nadzoru Moniki M, który nie dopełnił obowiązków kiedy był powiatowym inspektorem nadzoru. Inspektor M odziedziczyła te stanowisku po mężu (sic!) razem ze wszystkimi problemami jakie on wytworzył. Aby się tamte (już zamieszkałe) budynki nie zawaliły inżynier Henryk W wyniósł mój budynek tak samo jak przyległe pełniąc obowiązki kierownika budowy. Inspektor M która też wytwarza problemy ma teraz o to jakieś grube żale ale nie do niego tylko do mnie, czego w ogóle nie rozumiem, bo ja ani na budownictwie się nie znam, ani nie jestem za wyniesienie odpowiedzialny, ani nie jestem uprawniony do podejmowania z nią dyskusji na temat projektu lub posadowienia fundamentów. Od tego są projektanci, organa które projekt zatwierdzały i osoby uprawnione, które go realizowały – koleżanki i koledzy ze Starostwa inspektor M. Ja nie mogę być kozłem ofiarnym płacącym za błędy ludzi posiadających uprawnienia, którzy doprowadzili do tego bałaganu w czasie kiedy brali pieniądze właśnie za to żeby bałaganu nie było na tym kierunku. Jeśli nawet Zachodniopomorska Izba Inżynierów Budownictwa ten bałagan wytworzony przez małżonków inspektorów M obecnie tuszuje i nie chce ustalić winnych no to co ja mogę z tym poradzić? Ja nic nie mogę proszę Państwa. Jeśli powiatowa inspektor Monika M odsyła na szczaw nawet Panią Premier Beatę Szydło no to co ja mogę – zwykły człowiek? Ja nic nie mogę, a jako że jestem już naprawdę zmęczony wieloletnim mieszkaniem w oplu, proszę w końcu to załatwić poprzez ustalenie kto za co odpowiada z tym wyniesieniem całej ulicy Słonecznej o ponad pół metra i spowodowanie wymaganej dokumentacji od osób które są sprawcami tego monumentalnego bałaganu. Jeśli Wy Państwo tego nie załatwicie to nie załatwi nikt, a na pewno nie Pan Henryk, bo inspektor M tuzin takich inżynierów mogłaby zjeść i nadal być głodna.

Powyższych wniosków żadne prawo Państwu nie zabrania spełnić.

Najwyższe prawo jakie jest wręcz nakazuje je wypełnić – Konstytucja Rzeczpospolitej Polski:

Art.39.
Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody. (Jestem już od lat bezprawnie ciągany przez prokuraturę po psychiatrach, wbrew mojej woli i wbrew decyzji Sądu – tylko po to aby w ten nielegalny sposób wytworzyć rzekome „dowody” – kłamliwe opinie psychiatrów, które i tak przecież nie przedstawiają żadnej wartości bowiem uzyskano je z naruszeniem prawa)

Art.45.
1. Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. (Proces o zniesienie współwłasności jest wzorowym przykładem jak powinien wyglądać nieuczciwy i przewlekły proces – można go zamieścić od razu w podręcznikach aby studenci prawa wiedzieli jak nie powinno się prowadzić procesu sądowego)

Art.67.
2. Obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli i nie mający innych środków utrzymania ma prawo do zabezpieczenia społecznego, którego zakres i formy określa ustawa.

Art.75.
1. Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania.

Art. 77.

1 Każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.

Art. 83.

Każdy ma obowiązek przestrzegania prawa Rzeczypospolitej Polskiej.

Z wyrazami szacunku

Robert Gębura