Archiwa tagu: Rosja

Płaska ziemia

Płaska ziemia

Szanowni Państwo!

Zdawać by się mogło, że przy takiej obfitości informacji wszelakich wystarczy umiejętnie dmuchnąć, żeby oddzielić ziarno od plew. Nic bardziej mylnego. Szukanie prawdy w gąszczu informacji i dezinformacji, to jak wędrowanie przez puszczę bez mapy, albo płynięcie przez ocean bez busoli. Ci, którym zależy na wpuszczaniu nas na bezdroża, chcą jednak czasami sprawdzić, jak daleko zabrnęliśmy. W tym celu wymyślają oczywiste absurdy typu – racje „zwolenników płaskiej ziemi” i patrzą ilu się na to „załapie”.

Nie czarujmy się – wszyscy jesteśmy podatni na sugestie, chociaż w różnym stopniu. Najlepiej mają ci, którzy dzielą ludzi tylko na: „swoich” i „obcych”. Dla lewaka swoi, to anarchiści wszelkiej maści, a obcy to narodowcy, którym trzeba mieszać szyki. I mieszają. A najlepsze są w tym ruskie trolle, bo nie mają najmniejszych skrupułów, żeby każdego obwiniać, właśnie o… sprzyjanie Rosji. Mistrzem jest niewątpliwie Tusk, który najpierw posyłał Putinowi miłosne spojrzenia i robił takież gesty, i zaraz po tym oddał śledztwo smoleńskie „przyjaciołom Moskalom”, a teraz oskarża kogo popadnie o sprzyjanie Putinowi.

A jak było dawniej? Różnice poglądów w przedwojennej Polsce były tak silne, że do dziś można spotkać płomiennych zwolenników Piłsudskiego, niechętnych Dmowskiemu i na odwrót. Między tamtą a dzisiejszą sytuacją jest jednak różnica zasadnicza. Tamte dwa obozy różniły się tylko strategią, cel był ten sam – wolna Polska. Dzisiaj terytorium Polski zasiedlają: „historyczny naród polski i polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza”, jak ładnie to określił Stanisław Michalkiewicz.

Jasne, że cele obydwu grup są skrajnie rozbieżne. Polacy chcą Polski silnej i suwerennej, wspólnota rozbójnicza słabej, uzależnionej od mocodawców zewnętrznych, którym wiernie (chociaż może czasem nie całkiem świadomie) służą.

     Wyznawcy „płaskiej ziemi” zostali niewątpliwie zmanipulowani przez prowokatorów, ale obecnie znajdują się zapewne po obu stronach barykady.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

PKiN, Panteon i Rosja

PKiN, Panteon i Rosja

Materiały umieszczone po spotkaniu o Rosji oraz nasza akcja zburzenia PKiN a w jego miejscu postawienia Panteonu Bohaterskich Polaków powoduje reakcję. Poniżej umieszczam część powstałej korespondencji.

„Panie Szymański,

nie byłem na spotkaniu z panem poświęconym stosunkom Polska-Rosja, ale zapoznałem się na stronie „Oburzonych” z pewnym ich istotnym aspektem, a mianowicie ” najważniejszym i najpilniejszym zadaniem patriotycznym”, jakim według pana jest zburzenie PKiN w Warszawie. W przeciwieństwie do historycznego prezentu Greków dla mieszkańców i obrońców Troi, czyli przysłowiowego już, podstępnego „konia trojańskiego”,

Pałac Kultury i Nauki ( którego forma architektoniczna oprócz elementów rosyjskich wzorowana jest wprost na wieżowcach z Manhattanu ) jak dowodzi kilkudziesięcioletnie doświadczenie – jest funkcjonalnym obiektem użyteczności publicznej i pełni wiele pożytecznych funkcji miejskich, społecznych, kulturalnych, edukacyjnych, muzealnych itd. Na pewno jest obiektem o wyższej przydatności społeczno-kulturowej niż nieopodal postawione „wieże z kości słoniowej”, czyli kiczowate obiekty ze szkła, jak np. szkaradne „Złote Tarasy”.

Wiem, że w mentalności międzynarodu handlowego, ta konfrontacja biznesu i kultury konsumpcyjno-biurowej z funkcjami wyższymi jakie pełnił i pełnić powinien PKiN, jest niezwykle drażniąca. Zwłaszcza, że ” wyburzenie reliktu komunizmu” stwarza tak fantastyczne pole do restytucji mienia ” współwłaścicieli” Rzeczypospolitej Przyjaciół „, a z wyburzonego placu stwarza wspaniałe miejsce dla różnego rodzaju deweloperów i dilerów wyłudzonego mienia ( głównie nieruchomości ) o kuszącej wartości rynkowej. Wie o tym zapewne grupa osób o niewinnej nazwie ” Miasto jest nasze”( oraz finansowi mocodawcy tej grupy). Ale chciałem spytać ” nasze”, czyli czyje- p. Szymański?

Dla pańskiego grona, autorów pomysłu na ” Panteon Bohaterskich Polaków” proszę znaleźć inne miejsce niż plac po wyburzeniu PKiN ( a raczej jakiś skrawek placu , który ” biznesmeni” Polakom rzucą jako ochłap), gdyż lansowana przez Was koncepcja nie tylko brzydko pachnie, ale jest to jeszcze jeden dowód, jak nisko może upaść wasalnie myślący obywatel Polski, bo raczej nie świadomy Polak ?!

dr Paweł Ziemiński

prezes stowarzyszenia Wierni Polsce Suwerennej

przewodniczący Polskiego Komitetu Obchodów Świąt i Rocznic Narodowych”

Inne podejście to:

” Szanowni Państwo,

Drodzy Przyjaciele,

Napiszę o tym, o czym się nie często nie mówi — ci którzy budowali PKiN dokładnie wiedzieli co robić, aby symbol niewoli zamienić na symbol wolności. Na górnej części Pałacu Kultury i Nauki z czterech stron umieszczone są piastowskie orły. Kardynał Wyszyński wiedział o tym i zaproponował, aby na szczycie pałacu stanął posąg Najświętszej Marii Panny. Pałac z orłami jest więc symbolem Polski, a Najświętsza Maria Panna symbolem naszego uświęcenia. I do tego właśnie powinniśmy dążyć — nie do niszczenia, ale do uświęcenia!

(Nawiasem, za zniszczeniem pałacu jest taka „patriotka” jak Anna Applebaum, żona Radka Sikorskiego. Czyżby ona też wiedziała o piastowskich orłach i właśnie chodzi o ich zniszczenie, aby pozbawić nas resztek niepodległości, i aby w miejscu pałacu powstały ponure biurowce — symbol dzisiejszego uzależnienia od zagranicznego kapitału?)

Gdy na szczycie Pałacu Kultury stanie posąg Najświętszej Marii Panny, Królowej Polski, wtedy dopiero poczujemy, że żyjemy w kraju prawdziwie wolnym, prawdziwie uświęconym i opartym na korzenie cywilizacyjne, wywodzące się z chrześcijaństwa.

Przy okazji, poniżej jest link do mojego artykułu, „Dlaczego nie należy przepraszać za marzec 1968”, jaki ukazał się kilka dni temu w Tygodniku Solidarność oraz polecam moją najnowszą książkę Harmonia społeczna.”

http://www.tysol.pl/b16894–Tylko-u-nas-prof-Wlodzimierz-Julian-Korab-Karpowicz-Dlaczego-nie-nalezy-przepraszac-za-Marzec-1968

Uwypukliłem w mojej ocenie części wypowiedzi, które albo charakteryzują wypowiedź,jej autora lub środowisko, którego jest częścią. Byłem bardzo ciekaw jak uważnie adresaci czytają moje artykuły lub maile. Przedstawię Państwu w następnym artykule moją odpowiedź na powyższe zagadnienia.

Proszę wszystkich o zaangażowanie się w organizację i uczestnictwo w „Marszu przeciw bezprawiu”. Obserwujemy jak PiS posuwa się wieloma decyzjami o kolejne kroki dalej niż PO-PSL.

Zapraszam na 4 kwietnia 2018 roku na godzinę 17:30.

Z poważaniem

Jan Szymański

Rosja i jej wpływ na Polskę

Rosja i jej wpływ na Polskę

Jak Rosja wpływa na Polskę?

W wyniku kilku zdarzeń zaistniałych na arenie gospodarczej i politycznej w Polsce postanowiłem zorganizować spotkanie w ramach Stowarzyszenia Oburzeni na temat „Rosja i jej wpływ na Polskę”

Wysłane przeze mnie e-mailowe zaproszenia wywołały różną reakcję. Najczęściej pojawiające się to znane od wielu lat. Jaka to Rosja zła i w tym duchu. Druga skrajność – to jedyne państwo dbające o zasady wiary, nacjonalizm, w pozytywnym znaczeniu, w rządzeniu państwem, siła zbrojna, hegemonia militarna itp.

Moim zamysłem w zaproponowanej tematyce było co innego. Próba przeprowadzenia analizy działań, zachowań, wykorzystanych mechanizmów, grup społecznych dla realizacji celów jednostki (jaką jest Putin) a przede wszystkim realizacji celów państwa pod nazwą Rosja.

Komentarze uzyskane na zaproszenia mailowe w tej sprawie:

” Ja też zapraszam na spotkanie dot Rosji via Skype a nie na ideologiczne pranie mózgów

jaka to Rosja nam wroga.”

Moja odpowiedź: „Dzień dobry

A może tak. Rosja jak każde państwo dba o swoje interesy. Jak to realizuje? Jak to widzi osoba taka jak Jan Szymański. Później także USA i popatrzmy od tej tej strony. Może Izrael, może Ukraina, może Niemcy.

To propozycje kolejnych dyskusji.”

Ale również i taki mail: „szkoda że mieszkam w Lublinie bo trudno mi bywać w stolicy na ciekawych spotkaniach.”

Zapraszam

wszystkich interesujących się polityką, chcących podyskutować na różne tematy w gronie osób o zróżnicowanych poglądach

na spotkanie w dniu 07 marca 2018 roku o godzinie 17:30 w sali w Parafii M. B. z Lourdes, ul. Wileńska 69 Warszawa.

Tematyka:

1. Rosja i jej wpływ na Polskę.

2. Rodzaje i sposoby wpływania Rosjan na Polskę.

3. Sprawy różne.

Sala na tyłach kościoła w przyziemiu na prawo od wejścia. Wejście na teren od strony ulicy Szwedzkiej lub Równej (główne wejście). Dojazd tramwajem nr 23 (ostatni przystanek). Autobusy 120, 135, 160, 162, 190 do przystanku „Szwedzka”.

Telefon: 600-820-483 www.oburzeni.pl

Rosja a Polska

Rosja a Polska

Zapraszam

wszystkich interesujących się polityką, chcących podyskutować na różne tematy w gronie osób o zróżnicowanych poglądach

na spotkanie  w dniu 07 marca 2018 roku o godzinie 17:30 w sali w Parafii M. B. z Lourdes, ul. Wileńska 69 Warszawa.

Tematyka:

1.  Rosja i jej wpływ na Polskę.

2.  Rodzaje i sposoby wpływania Rosjan na Polskę.

3.  Sprawy różne.

Sala na tyłach kościoła w przyziemiu na prawo od wejścia. Wejście na teren od strony ulicy Szwedzkiej lub Równej (główne wejście). Dojazd tramwajem nr 23 (ostatni przystanek). Autobusy 120, 135, 160, 162, 190 do przystanku „Szwedzka”.

Telefon: 600-820-483 www.oburzeni.pl

Z poważaniem

Jan Szymański

Rosja wpływanie na Polskę

Rosja wpływanie na Polskę

Czy Rosja wpływa na wydarzenia w Polsce?

Spotkanie organizowane przez Stowarzyszenie Oburzeni, gdzie można podyskutować na aktualne tematy odbędzie się na początku marca 2018 roku.

W ostatnim czasie Rosja przestała być tematem głównym rozmów naszych polityków. Nawet jest dopuszczalna teza, że „zamach smoleński” to tylko mnóstwo błędów po każdej ze stron.

Czy zmieniają się relacje Polski i Rosji?

Jak tą sytuację widzą przeciętni Kowalscy a jak pokazują to politycy?

Jeżeli chcesz wyrazić swoją opinię na ten temat, posłuchać opinii innych zapraszam na spotkanie.

Z poważaniem

Jan Szymański

Oczywista strategia

Oczywista strategia         

 Szanowni Państwo! 

    Kogo wybralibyście na partnera do interesów, człowieka mądrego czy przygłupa? Oczywiście mądrego. A kogo wybiera oszust na swoją ofiarę? Tu też nie może być wątpliwości co do tego, że głupiego znacznie łatwiej oszukać.

    Między sąsiadami, a nawet narodami panuje podobna zasada. Rosjanie, swym azjatyckim zwyczajem, zawsze próbowali nas napadać i ograbiać ze wszystkiego. Przychodziło im to łatwo tylko wtedy, gdy wcześniej udało się polskie elity „oduraczyć”, albo pozabijać na Syberii, czy później w Katyniu. Niemcy postrzegali nas jako krainę mlekiem i miodem płynącą. Ale oni również nie byli zainteresowani robieniem z nami uczciwych interesów. Lepiej przecież sąsiedni naród podporządkować sobie, stworzyć niewolników, którzy będą na nich pracowali. To oczywiście też wymagało obniżenia poziomu intelektualnego Polaków. A zatem, zarówno stronnictwo ruskie jak i pruskie, jest zainteresowane „współpracą” z przygłupami po polskiej stronie. Stąd lament nad utratą władzy przez obecną „totalną opozycję”.

    A jak mogą wyglądać interesy amerykańskie w naszym kraju? Jako terytorium tak odległe, nie jesteśmy zagrożeni wcieleniem do USA. Jeśli stanowimy dla nich jakąś wartość, to chyba jedynie na polu biznesu, a biznes łatwiej robi się z mądrymi.

   Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Rosyjska dusza

 

Rosyjska dusza

 Szanowni Państwo!

   Wieczna tajemnica rosyjskiej duszy polega na zasadniczej różnicy pojmowania rzeczywistości. Sankcje ekonomiczne nakładane na Rosjan to jak topienie ryb w wodzie. Nikt z nich oczywiście nie powiąże agresji skierowanej wobec innych państw z brakiem mięsa czy chleba w sklepie. Rosyjska dusza tak już ma. Bez wodki nie razbierosz, a z wódką tym bardziej.

     W carskiej Rosji obowiązywał ścisły podział na kasty. Tytułem do uplasowania się wyżej w hierarchii społecznej nie były żadne zasługi czy talenty. O awansie decydował wyłącznie sam car. Nic zatem dziwnego, że leninowskie hasło walki klas tak się Rosjanom spodobało. Hołota ochoczo wyrżnęła tych z wierchuszki i zajęła upragnione miejsce na górze. Nie rozumieli dlaczego w Polsce to nie zadziałało. Armia Czerwona wyzwalała od ucisku panów, których przecież wcześniej nie wszystkich udało się wymordować w Katyniu i innych miejscach zagłady.

    Kultura bizantyjska jest przeciwna i wrogo nastawiona do kultury łacińskiej i żadne udawanie, że jest między nami jakieś pokrewieństwo niczego nie zmieni. Racjonalne upatrywanie zależności między przyczyną a skutkiem obce jest wyznawcom „Świętej Rusi”, podobnie jak pojęcie wolnej woli. Wszystkiemu winien jest los, a losu po sądach ciągać się nie da. Ślepe narzędzie natomiast nie posiada własnej woli, a więc i odpowiedzialności. Takie założenie ma swoje dobre, ale i złe strony.
Najlepiej uwidacznia się rosyjska dusza w najdroższych londyńskich klubach. Okupowane są one przez rosyjskie multi-milionerki, które jedząc kawior i popijając szampanem ronią krokodyle łzy. Tak w nich łka rosyjska dusza, której nikt nie rozumie.

Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Rosja, Niemcy dezinformacja

Rosja, Niemcy a sposoby dezinformacji innych społeczeństw.

 

O ile prawdą jest, że Putin będzie dążył do stworzenia kolejnych ogniw zapalnych na Bliskim Wschodzie, głównie poprzez antagonizowanie krajów arabskich z USA ( „marzeniem Putina jest rekonstrukcja Związku Sowieckiego, tyle że tym razem na Bliskim Wschodzie”- Michael Reagan), o tyle groźba wywołania globalnej zawieruchy wydaje się najczarniejszym koszmarem władcy Kremla.

W przyjmowanej obecnie konstrukcji analitycznej, prawdziwy jest jedynie obraz Rosji – państwa słabego, zniszczonego i zdemoralizowanego, „mocarstwa” przestarzałych i zawodnych technologii, kraju stojącego nad przepaścią demograficznej i ekonomicznej zagłady.

Warto przypomnieć, że Rosja nigdy nie wygrała sprowokowanego przez siebie konfliktu (Gruzja, Ukraina) i panicznie obawia się zdecydowanych reakcji militarnych NATO (Turcja).

Z oczywistych względów traktuję takie przepowiednie, jako dowód skuteczności rosyjskiej dezinformacji, która w połączeniu ze wsparciem politycznym udzielanym przez sojuszników Putina, może doprowadzić do zniesienia sankcji gospodarczych i radosnego przyjęcia Rosji na łono „cywilizowanego świata”. Znając realia współczesnej Europy oraz preferencje światowych przywódców, łatwo zrozumieć, że akceptacja takich scenariuszy nie oznacza intencji ekonomicznego „dobicia” Rosji, wzmocnienia zachodnich armii bądź rozpoczęcia wyniszczającego Kreml „wyścigu zbrojeń”. Groźba „szaleństw” ze strony zagrożonego watażki musi wywołać efekt odwrotny i przyczyni się do wznowienia polityki ustępstw i „resetów”. W mentalności społeczeństw „wolnego świata” nadal obowiązuje dogmat, że „koegzystencja z Rosją” jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma należną mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. Ten „georealistyczny” kierunek określał reakcje „wolnego świata” wobec ZSRR i do dziś wytycza nieprzekraczalną granicę. Jeśli Putin postawi ultimatum – pomoc w zachowaniu „zdobyczy” lub wojna – odpowiedź jest przesądzona. 

Społecznościom tym łatwo wmówiono, że bożkowi pokoju należy podporządkować nie tylko sferę polityczną, ale obszar semantyki, etyki i prawdy historycznej.

Prymat „pokoju” nad „wojenną retoryką”, święci też tryumfy w III RP i jest zaszczepiony w nas równie mocno, jak lęk przed gniewem Moskwy bądź obawa zerwania „dobrosąsiedzkich relacji”. Ten niewolniczy sofizmat, uknuty w podziemiach Łubianki, jest do dziś wykorzystywany przez światowych agresorów i najeźdźców.

Nie może dziwić, że z jego owoców korzystają głównie dwa państwa, którym świat zawdzięcza najokrutniejszą wojnę i śmierć milionów istnień.  Wbrew racjom historycznym, politycznym i moralnym, to one dyktują warunki europejskiego ładu – tak dalece, że zbrojną napaść armii rosyjskiej nazywa się „konfliktem ukraińskim” (pozwalając agresorowi na uczestnictwo w farsie „procesu pokojowego”), zaś państwu Angeli Merkel przyznaje prawo decydowania o przebiegu tej wojny i nowym podziale Europy.

Na przykładzie istnienia faktycznego sojuszu Niemiec i Rosji (o którym wszyscy wiedzą lecz nikt nie ma odwagi go nazwać), można dostrzec jeden z najgorszych mitów kształtujących dzisiejszą politykę zagraniczną III RP. Ponieważ mit ten jest efektem przyjęcia błędnej metodologii oraz ulegania dezinformacji, zagraża nam w stopniu nieporównywalnie większym niż wizja „ataku atomowego na Warszawę”. Zagraża także całej Europie, o czym możemy się przekonać analizując rosyjsko-niemiecką kombinację „imigracyjną” (tekst – „O Putinie, rabinie i kozach”).

Mam na myśli ugruntowany w III RP pogląd, jakoby relacje z dwoma sąsiadami należało traktować dwutorowo – jako opcję prozachodnią lub wschodnią.

Zdaniem zadeklarowanych „georealistów”, kultywowanie przyjacielskich stosunków z Niemcami jest konieczne ponieważ wyraża prozachodnie i proeuropejskie aspiracje Polaków i w tym zakresie odróżnia się zasadniczo od kursu promoskiewskiego. Ten prawidłowy geograficznie i błędny politycznie pogląd starałem się podważyć w poprzednich tekstach „Nudis Verbis”.

Tworzy on z naszego położenia trwałe, historyczne kajdany i oddala od szansy obalenia porządku jałtańskiego. Bo jeśli nie współpraca z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie zbliżenie z Berlinem, to moskiewski jasyr. 

Jestem przekonany, że co najmniej kilka czynników – w tym zamach smoleński, a dziś wojna na Ukrainie, powinny prowadzić do zrewidowania tego poglądu i przyjęcia twardej korekty polityki zagranicznej.

Doświadczenie historyczne przekonuje, że Moskwa i Berlin będą zawsze  wrogami polskości. Dążeniem tych państw jest ustanowienie na Wiśle granicy rosyjsko-niemieckiej i wymazanie Polski z mapy świata. To, czego nie sformułuje dziś żaden polityk niemiecki, jest już realizowane na mocy sojuszu Merkel-Putin i przez ostatnie osiem lat było dokonywane przy współudziale reżimu PO-PSL. Różnica między obecną sytuacją, a rokiem 1939 polega jedynie na odwróceniu ról i modyfikacji akcentów: dziś konflikt zbrojny ma wywoływać Rosja, zaś Niemcom przewidziano rolę politycznego i ekonomicznego wspornika.

Nie można zatem  prowadzić racjonalnej polityki zagranicznej, stosując fałszywe rozróżnienie w relacjach z tymi sąsiadami i traktując Moskwę i Berlin, jako dwie, przeciwstawne siły. Jest to niedorzeczne  tym bardziej, gdy obie stolice konsoliduje wspólna antypolska akcja i sprzeciw wobec „nowego rozdania”.  Próbkę rzeczywistego stosunku Niemców do polskiego rządu widzieliśmy w  reakcjach komisarza Schulza i próżno się cieszyć, że takich oskarżeń nie miota sama Merkel czy Gauck. Prawdę o „przyjaciołach z Berlina” prędzej odnajdziemy w projekcie Nord Stream 2 niż w dyplomatycznych uśmiechach i deklaracjach politycznych.

Jak próbowałem powyżej wykazać – wizja rosyjskiej zapaści ekonomicznej i prowadzona wokół niej kampania dezinformacji, może wkrótce doprowadzić do przyjęcia kolejnego „resetu”. Jest to scenariusz zdecydowanie bardziej prawdopodobny niż prognoza globalnego konfliktu.

Nie ma wątpliwości, że Niemcy – najwierniejszy sojusznik Putina, staną się rzecznikiem „procesu odprężenia”, zaś ceną tego „pokoju” może być obszar rosyjskich wpływów rozciągających się na  Ukrainę i Polskę.

Jeśli taki scenariusz będzie realizowany, to utrzymując dogmat dobrosąsiedzkich (bo rzekomo proeuropejskich) relacji z Niemcami, okażemy się kompletnie nieprzygotowani do odparcia ofensywy.

Warto zauważyć, że rozgrywana obecnie kombinacja polskojęzycznych agentur, pod hasłem „bronimy demokracji III RP” oraz zamysł podważania wiarygodności rządu PiS na arenie międzynarodowej, są całkowicie zgodne z intencjami naszych sąsiadów. Przedstawianie Polski jako „problemu dla Europy” umacnia bowiem przeświadczenie, że tylko rząd podległy Moskwie i Berlinowi może zapewnić „spokój nad Wisłą”. W opinii eurołajdaków, którzy bez mrugnięcia okiem oddają Putinowi „prozachodnią” Ukrainę, byłaby to niewielka cena.

Ludzie, którzy zarządzają dziś polską polityką zagraniczną, należą do grona zaciekłych „georealistów” i zwolenników tzw. integracji europejskiej.

Liczne wypowiedzi prezydenta Dudy oraz słowa ministra Waszczykowskiego dowodzą, że nie należy liczyć na podważenie tej  dogmatyki.

Zasady II Rzeczpospolitej – „nic o nas bez nas”, wierność imponderabiliom, bilateralizm i dynamizm w relacjach z zagranicą oraz symetria w stosunkach Polski z innymi podmiotami – wyznaczają obszar nieznany naszym rodakom i niepraktykowany przez polityków PiS. Jeśli nawet są tacy, którzy werbalnie nawiązują do tradycji tego okresu, głoszą puste lub fałszywe hasła.

Czeka nas zatem bolesne „balansowanie na granicy dwóch światów” i próby zabiegania o przychylność Moskwy lub Berlina. Rządzący „georealiści” nigdy nie pogodzą się z myślą, że Polska  nie ma najmniejszego interesu w popieraniu prorosyjskiej i proniemieckiej polityki przywódców UE, a z antyrosyjskości i antyniemieckości powinna uczynić trwałą rację stanu.

Tym bardziej nie zrozumieją, że od czasu „ładu jałtańskiego”, polityka ta stanowi największą barierę dla polskich dążeń niepodległościowych i wszędzie tam, gdzie uwzględnia priorytety Berlina i Moskwy – ignoruje lub podważa nasze.

Jeśli przyjmiemy, że istnieje dziś realna groźba scementowania sojuszu rosyjsko-niemieckiego i uczynienia z niego fundamentu nowego „ładu w Europie”,  „georealizm” polskich elit okaże się największym zwycięstwem strategii podstępu i dezinformacji.

Autor: Aleksander Ścios

Rosja zastosowanie dezinformacji

Rosja zastosowanie dezinformacji

środa, 20 stycznia 2016

NUDIS VERBIS 4 – KAPITAŁ DEZINFORMACJI

Anatolij Golicyn w książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji” (Biblioteka Służby Kontrwywiadu Wojskowego 2007) przypominał, że sowiecka dezinformacja opierała się na błędach przeciwnika i przyswojonych przez niego stereotypach myślenia.  Z nich czerpała siłę i inspirację. Po to, by podstęp był wiarygodny i skuteczny, dezinformacja musiała jak najpełniej odpowiadać oczekiwaniom tych, którzy mają zostać oszukani.

Istota sowieckiej dezinformacji nie polegała zatem na zmyleniu przeciwnika, ale na posłużeniu się nim samym do sprokurowania fałszywych informacji – na tyle podstępnych i niekorzystnych, że przyspieszały przegraną. By tak się stało, musiały zostać spełnione dwa warunki:

należało doskonale poznać przeciwnika, by posługując się tą wiedzą nieustannie wzmacniać w nim naturalne skłonności do wyrażania idei sprzyjających realizacji celu. O ile podstawowa dezinformacja sprowadzała się do przedstawienia fałszu jako prawdy,o tyle dezinformacja stosowana przez Rosję miała na celu zmuszenie przeciwnika do stworzenia przez niego samego fałszywego obrazu wroga. 

Już Winston Churchill twierdził, że podczas wojny prawda jest tak cenna, iż trzeba jej zapewnić ochronę złożoną z kłamstw.

Sowieci i ich sukcesorzy doskonale przyswoili tę zasadę.

Współczesne państwo Putina posiada bowiem dwie zasadnicze cechy: z jednej strony, kłamstwo jest dla niego naturalną formą istnienia, z drugiej zaś, znajduje się ono w stanie permanentnej wojny.

Podstawowym orężem tej wojny, nierozerwalnie związanym z państwowością dzisiejszej Rosji, jest mistrzowsko stosowana dezinformacja. Używa się jej w taki sposób, by przeciwnik uwierzył w to, w co powinien wierzyć i umacniając błędne przeświadczenia na płaszczyźnie politycznej, gospodarczej lub militarnej, działał na własną zgubę.

Czytelnicy muszą mi wybaczyć ten teoretyczny wstęp, ale bez przypomnienia zasad rosyjskiej strategii dezinformacji, nie można dziś prawidłowo oceniać i analizować wydarzeń związanych z państwem Putina.

Daleki jestem od przypisywania tej postaci cech geniuszu lub wyjątkowości. Putin nie posiada zbrodniczej perfekcji Stalina, obca mu jest przezorność kremlowskich starców i logika zimnych gier Breżniewa. Ten oficer KGB jest dziś jednak kreowany na najważniejszą postać światowej polityki i rozdaje karty w rozgrywkach militarnych potęg. Prześledzenie tego fenomenu, z pewnością przybliżyłoby nas do rozwikłania zagadek rosyjskiej dezinformacji, ale było bezużyteczne na potrzeby bieżącej polityki. Od dziesiątek lat ciąży nad nią odium fałszywej metodologii i błędnych wyobrażeń. Odium tak mocne, że nie ma dziś przywódcy „wolnego świata”, który odważyłby się postrzegać Rosję w jej właściwym wymiarze politycznym, ekonomicznym i militarnym. 

Ta i tylko ta okoliczność jest najpotężniejszym atutem Putina. Zdobytym nie poprzez podboje militarne bądź ekspansję polityczną, ale dzięki stosowaniu dezinformacji, w drodze podstępnych działań agenturalnych i propagandowych.

W ostatnich dwóch latach doświadczyliśmy aż nadto błędnych analiz, związanych z oceną rosyjskich intencji i potencjału militarnego.

Nie chcę znęcać się nad „wybitnymi analitykami” znad Wisły i przypominać ubiegłorocznych zapowiedzi wiosennej ofensywy na Ukrainę czy katastroficznych wizji ataku nuklearnego na Warszawę. Ulubionym zajęciem „wolnych mediów” jest straszenie nas „Iskanderami „wymierzonymi w Polskę” i epatowanie doniesieniami o „gotowości rosyjskiej broni atomowej”. Nikt wierniej nie spełnia roli rezonatora rosyjskich dezinformacji, jak publicyści i politycy straszących nas wojną z Rosją lub roztaczających wizję potęgi militarnej Putina.

Wprawdzie upływ czasu powinien skorygować kształt takich „analiz” i zmusić ich autorów do refleksji, to niewiedza i brak pamięci czytelników znakomicie ułatwiają produkcję kolejnych, bezwartościowych dywagacji.

Fakt, że Rosja znajduje się dziś w bezdennej zapaści i prócz hektolitrów wódki nie ma nic do zaoferowania swoim żołnierzomże przesunięto o (co najmniej) trzy lata kolejną fazę fikcyjnego „programu modernizacji technicznej sił zbrojnych”, a wpompowane w armię pieniądze rozpłynęły się w kieszeniach generalicji i ludzi FSB, nie może przecież pokonać tyleż efektownego, jak jałowego stwierdzenia, że Putin „dysponuje ogromną siłą” i „planuje napaść na Polskę”. Na tym samym biegunie promoskiewskiej narracji znajdują się bezcenne rady rozmaitych „dobrych wujków”, którzy zapewniają, że jakakolwiek próba ostrej konfrontacji z kremlowskim watażką lub podjęcie politycznej ofensywy wobec Putina, zakończyłaby się „wojną z Rosją” i doprowadziła do wybuchu światowego konfliktu.

Gdy przed dwoma laty Putin wydawał rozkaz „użycia miękkiej siły dla poprawy wizerunku Rosji w świecie”, oznaczało to w istocie ​  zastosowanie dezinformacji – na skalę tak rozległą, by obejmowała działania dyplomatyczne i agenturalne, ale prowadziła też do wytworzenia fałszywej wizji rosyjskiego militaryzmu i mocarstwowości. Ten rozkaz został perfekcyjnie wykonany.

Doniesienia medialne na temat zapaści gospodarki rosyjskiej, putinowskich planów zbrojeń i ofensywy w Syrii, ponownie wywołały falę ostrzegawczych tekstów i  analiz.

Obserwując gwałtowny spadek systemu rezerw finansowych Rosji, wielu ekspertów prognozuje, że przy utrzymaniu się obecnych warunków rezerwy te zostaną wyczerpane już w przyszłym roku. Ciągły spadek cen ropy i wartości rubla wzmacnia prognozę katastrofy ekonomicznej.

Zachodnie sankcje powodują zaś nie tylko ubożenie społeczeństwa rosyjskiego i nasilenie objawów niezadowolenia z polityki Kremla, ale (co zdecydowanie ważniejsze) mogą wywołać walki wśród oligarchów i ludzi służb specjalnych. Zagadkowa śmierć szefa GRU Igora Sierguna, może mieć związek z tymi rozgrywkami, ale może też oznaczać, że w rosyjskiej armii narasta niezadowolenie z cięć budżetowych i ograniczania obszarów rabunkowych. Silne GRU mogłoby sprzyjać tendencjom antyputinowskim, a nawet przygotować wojskowy pucz.

Wieloletni spór między FSB a GRU dotyczył zwykle kolejnych stref wpływów oraz podziału łupów z handlu bronią i innych przedsięwzięć nadzorowanych przez służby. Ponieważ od kilku lat następuje kurczenie tych zasobów, nietrudno przewidzieć nasilenie walk i antagonizmów. 

Te i wiele innych czynników prowokują dziś do kreślenia scenariuszy negatywnych, w których pojawiają się zapowiedzi wywołania przez Rosję kolejnych wojen i konfliktów zbrojnych. Miałyby one wzmocnić mobilizację społeczną oraz zapewnić Rosji nowe obszary rabunkowej eksploatacji i przyczynić się do wzrostu cen ropy naftowej.   W scenariuszach tych pojawia się także obraz „szalonego”, przypartego do muru Putina, który w desperackim akcie samoobrony rzuca wyzwanie całemu światu i wywołuje globalny konflikt.

Autorzy owych analiz nie zaprzątają sobie głowy odpowiedzią na zasadnicze pytanie: dlaczego pułkownik KGB miałby ryzykować utratę najważniejszego kapitału współczesnej Rosji – ekspansywnej sieci intryg i dezinformacji oplatającej świat? Kapitału (dodam) budowanego mozolnie przez kilka pokoleń kagebistów i ich seksotów. Z jakich zasobów sfinansowałby wojnę przeciwko NATO i jakie korzyści osiągnął z wywołania śmiertelnej dla Rosji konfrontacji?

Autor: Aleksander Ścios

Nostalgia

Nostalgia

Czy to jeszcze pamiętacie?

My dzieci patologii.

My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych,
wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych,
Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami.
My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi.
W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy.
Wspominamy z nostalgią te lata.
Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej
i mogliśmy bawić się na licznych budowach.
Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem.
Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę.
Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy.
Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ
( Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy ).
Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola.
Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju.
Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem oraz nie sprawdzał czy się
spociliśmy.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia.
Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna.
Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy.
Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić.
Stwierdzała zawsze babcia.
Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę.
Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny.
Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy.
Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas.
Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę.
Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka,
a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych.
Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle.
Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce.
Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już
do niej wracać.
Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli.
Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował
specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem,
zawsze przyspieszał na zakrętach.
Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy.
Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy.
Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem.
Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO),
żeby zakablować rodziców.
Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy.
Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną,
a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.
Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku.
Rodzice trzymali się od tego z daleka.
Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina.
Nie potrzebowano opiekunki.
Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca.
Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer,
udając szanowne państwo z pudelkiem.
Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer.
Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta.
Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru,
żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział.
Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka,
którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską.
Ciągle chodziła na nas skarżyć.
Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy.
Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry.
A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić.
Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką.
Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.
Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku.
Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.
Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.
Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą.
Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie
(za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka).
Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii
i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał.
Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy
i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
Współczuliśmy koledze z naprzeciwka,
on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina.
Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku.
My również.
Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków.
Czasami próbowaliśmy to jeść.
Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy,
chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem,
oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę,
dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i
pieczarki z łąki,
podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny,
kwaśny szczaw, kogel-mogel,  lizaliśmy kwiatki od środka.
Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka
i przykładał sobie zimną patelnię.
Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku.
To nam wystarczyło na całe życie.
Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata,
zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki.
Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi,
ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę,
czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała,
lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku.
Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł.
Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności.
Nikt nam nie liczył kalorii.
Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami.
Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą.
Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę,
w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu,
graliśmy w nogę,
dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział.
Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem.
Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną,
szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster.
I tyle…  Nikt nie umarł.
W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz,
później tata w tej samej wodzie.
Też nikt nie umarł.
Podręczniki szanowaliśmy
i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik.
Im starsza książka tym lepiej.
Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś.
Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka.
Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same.
Poza nimi, wolność była naszą własnością.
Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie,
koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy
albo woźna jak już świetlica była zamknięta.
Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie,
a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego …
 codzienne obowiązki im na to nie pozwalały.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia..

A teraz …
zmieniło się na lepsze …… ???