Archiwa tagu: samorządność

Mleko dla kota

Mleko dla kota             

Szanowni Państwo!

   Co ma wspólnego mleko dla kota z krzywizną banana? – Brukselę. Proszę  nie mylić z brukselką, chodzi oczywiście o siedzibę Unii Europejskiej, która uzurpuje sobie prawo do regulowania wszystkiego w naszym życiu, a szczególnie dotyczy to handlu.

   Kiedy w Polsce ogłoszono kapitalizm, pewien rolnik założył własne przedsiębiorstwo i zaczął rozwozić mleko prosto od krowy do mieszkańców pobliskiego miasta. Wszyscy byli zadowoleni aż do momentu przystąpienia Polski do Unii. Wówczas okazało się, że takie mleko może nam zaszkodzić i zakazano jego sprzedaży. Rolnik zamknął firmę, ale wkrótce ponownie ją otworzył, deklarując że sprzedaje mleko dla kotów. Tego Bruksela nie przewidziała.

   Skąd biorą się ograniczenia unijne? Oficjalnie z troski o nasze zdrowie, faktycznie z przepychanek lobbystów. Nie wiemy oczywiście dlaczego krzywizna banana ma znaczenie, ale nie wymyślono jej na potrzeby kabaretu, tylko prawdopodobnie taki detal eliminuje z rynku jakiegoś konkurenta. Podobnie jak różnica w śledziach. Wystarczyło tak je opisać, żeby te łowione na Morzu Północnym były zgodne z unijnymi przepisami, a te z Bałtyku, łowione przez polskich rybaków – nie.

   Na tym to polega. Dlatego trzeba odwołać rząd stojący na straży unijnych, nie polskich interesów.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

 

P. S. Tak na marginesie, gdyby ktoś z Państwa znał rolnika sprzedającego mleko prosto od krowy, to skłonna bym była nawet postarać się o kota.

P.P.S. Rząd oficjalnie zgodził się przyjąć „tylko” 7 tys. imigrantów, dla których przygotował aż 600 łóżek, ale gdyby córka pani premier zdecydowała się emigrować, to może znalazłoby się 601 miejsc dla emigrantów. Warto wziąć to pod uwagę.

Postkomunistyczna spółdzielczość

Postkomunistyczna spółdzielczość mieszkaniowa.

 
Od lat domagamy się prawdziwej, wolnej, demokratycznej spółdzielczości, przyjaznej człowiekowi, rodzinie, pożytecznej społecznie i państwowo. 
Mamy prawo do zrzeszania się, poszanowania, równego traktowania zgodnego z postanowieniami Konstytucji RP. Prawo do mieszkania ludzi nie-
zamożnych. Wyeliminowania  ze spółdzielczości mieszkaniowej wyzysku zrzeszonych, korupcji,  eksmisji dla zysku. Prawdziwa spółdzielczość szanuje
człowieka. 
Ostatnie dziesiątki lat zniszczyło spółdzielczość. Doprowadzono do  dyskryminowania milionów Polaków.
 
Mamy szansę to zmienić. Partia KORWiN jako jedyna opowiada się za kompleksową reformą spółdzielczości obejmującą:
  1. ustawowe uregulowanie praw do gruntów (szczególnie ważne dla Warszawy);
  2. uproszczenie i dokończenie powszechnego uwłaszczenia mieszkań;
  3. demokratyczne wybory organów spółdzielni (wolne, powszechne, tajne, na wzór samorządowych);
  4. prawo swobodnego wyboru zarządcy (uproszczenie procedur podziału spółdzielni i wydzielania wspólnot);
  5. pełna kontrola gospodarki spółdzielni (realne decydowanie o wysokości opłat i wydatkowaniu pieniędzy czynszowych);
  6. wgląd do dokumentacji spółdzielni;
  7. odpowiedzialność karna zarządów za niegospodarność i działanie na szkodę SM (prawo oskarżyciela dla członka spółdzielni).
 
Nie ma w Sejmie, którego kadencja dobiegła końca, ŻADNEJ PARTII KTÓREJ MOGLIBYŚMY UDZIELIĆ POPARCIA.  Są tylko nieliczne jednostki. 
I  tym byłym posłom, oraz nowym kandydatom na posłów i senatorów to poparcie udzielamy. 
 
Mieszkańcy spółdzielni  już 26 lat III RP oczekujemy na reformę postkomunistycznej spółdzielczości. Choć jest nas 12 milionów a Konstytucja RP
gwarantuje równość wszystkim obywatelom, to wciąż jesteśmy dyskryminowani. 
Rządzące Polską grupy układu okrągłostołowego odmawiają nam prawa do powszechnego uwłaszczenia, prawa do demokratycznego wyboru władz
spółdzielni i prawa dysponowania naszym majątkiem.
  • Choć wielu z nas dawno spłaciło koszty budowy swoich mieszkań, to nadal nie może uzyskać własności.
  • Nie możemy też swobodnie wybierać zarządcy ani 
  • decydować jak wydawane są nasze pieniądze. 
 
Zadbajmy o nasze sprawy i naszą przyszłość.
 
 
Ruch Uwłaszczeniowy 
 
 

Nostalgia

Nostalgia

Czy to jeszcze pamiętacie?

My dzieci patologii.

My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych,
wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych,
Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami.
My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi.
W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy.
Wspominamy z nostalgią te lata.
Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej
i mogliśmy bawić się na licznych budowach.
Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem.
Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę.
Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy.
Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ
( Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy ).
Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola.
Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju.
Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem oraz nie sprawdzał czy się
spociliśmy.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia.
Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna.
Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy.
Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić.
Stwierdzała zawsze babcia.
Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę.
Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny.
Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy.
Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas.
Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę.
Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka,
a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych.
Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle.
Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce.
Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już
do niej wracać.
Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli.
Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował
specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem,
zawsze przyspieszał na zakrętach.
Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy.
Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy.
Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem.
Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO),
żeby zakablować rodziców.
Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy.
Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną,
a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.
Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku.
Rodzice trzymali się od tego z daleka.
Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina.
Nie potrzebowano opiekunki.
Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca.
Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer,
udając szanowne państwo z pudelkiem.
Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer.
Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta.
Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru,
żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział.
Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka,
którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską.
Ciągle chodziła na nas skarżyć.
Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy.
Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry.
A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić.
Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką.
Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.
Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku.
Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.
Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.
Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą.
Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie
(za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka).
Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii
i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał.
Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy
i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
Współczuliśmy koledze z naprzeciwka,
on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina.
Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku.
My również.
Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków.
Czasami próbowaliśmy to jeść.
Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy,
chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem,
oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę,
dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i
pieczarki z łąki,
podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny,
kwaśny szczaw, kogel-mogel,  lizaliśmy kwiatki od środka.
Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka
i przykładał sobie zimną patelnię.
Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku.
To nam wystarczyło na całe życie.
Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata,
zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki.
Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi,
ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę,
czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała,
lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku.
Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł.
Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności.
Nikt nam nie liczył kalorii.
Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami.
Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą.
Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę,
w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu,
graliśmy w nogę,
dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział.
Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem.
Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną,
szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster.
I tyle…  Nikt nie umarł.
W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz,
później tata w tej samej wodzie.
Też nikt nie umarł.
Podręczniki szanowaliśmy
i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik.
Im starsza książka tym lepiej.
Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś.
Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka.
Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same.
Poza nimi, wolność była naszą własnością.
Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie,
koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy
albo woźna jak już świetlica była zamknięta.
Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie,
a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego …
 codzienne obowiązki im na to nie pozwalały.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia..

A teraz …
zmieniło się na lepsze …… ???

Prawo własności

W Sejmie o nieodpłatnym przekształceniu użytkowania wieczystego w prawo własności

8 października 2015 r. Sejmowa Komisja Petycji zajmowała się petycją Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE ws. podjęcia inicjatywy ustawodawczej ws. nieodpłatnego przekształcenia użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości na cele mieszkaniowe.
  • Przewodnicząca Komisji Brygida Kolęda-Łabuś przedstawiła treść petycji, równocześnie wskazywała na orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, które uznawało za niekonstytucyjne ingerowanie w prawo własności samorządowej. 
  • Ponadto wskazywała, że opłaty wieczystego stanowią poważny dochód samorządów. 
  • Z przewodniczącą polemizował wiceprzewodniczący poseł Piotr Chmielowski, który wskazał jak m.in. Miasto Bytom został doprowadzony do quasi-upadku m.in. za sprawą wieczystego użytkowania (skoro nie była to własność, nie było inwestycji). 
Komisja nie podjęła decyzji, gdyż zabrakło opinii Biura Analiz Sejmowych.

Co ciekawe, chociaż rozpatrywano petycję Stowarzyszenia Interesu Społecznego, nie zaproszono nas autorów petycji na posiedzenie.

Usprawiedliwieniem być może być fakt, iż to początek pracy Komisji i jest to pierwsza petycja rozpatrywana przez nią.
Ważne że w sprawach petycji nie obowiązuje zasada dyskontynuacji, co oznacza iż wraz z zakończeniem kadencji parlamentu, nie trafiają one do kosza.

Rządzenie, zarządzanie czy co?

O spółdzielniach mieszkaniowych słów kilka

Rozliczanie zużytej wody

Mieszkania w Osiedlu Zoliborz III WSM, są opomiarowane czyli posiadają wodomierze z możliwością dokonywania łatwych odczytów. Natomiast, jak wynika z informacji firmy

​/…/

, odczyty liczników zbiorczych na budynkach, lub osiedlowych, są odczytywane „ręcznie” czyli np. przez pracowników spółdzielni. Nie wiemy zatem jakie kwoty w rozliczeniu są przypisywane do odrębnych nieruchomości. 

Stosowne przypomnieć, że nigdy suma odczytów w mieszkaniach  nie zgadza się z odczytem dokonywanym na liczniku głównym budynku.    Nigdy. 
 
Jeśli przy tym istnieją (w obrębie zasobów spółdzielni) inne miejsca zużycia wody

​[pralnie, wc, pomieszczenia służbowe etc.]

lub SM posiada jakieś rurociągi, to należy poznać dokładnie zasady ich uwzględniania w rozliczeniach. SIC

Najgorzej jest tam, gdzie wszystkie zużycia wody poza mieszkaniami, spółdzielnia zalicza do tzw. eksploatacji (ogólnej bez podziału na nieruchomości) i obdziela tymi kosztami wszystkich członków i nieczłonków. Taka zasada została uznana jako najlepsze rozwiązanie przez jednego z biegłych sądowych, ale o tym będziemy wkrótce rozmawiać. 
 
Inną kwestią jest okres rozliczania… Spółdzielnie podpisują wieloletnie umowy na rozliczanie, nie pytając,

​​

członków i nie członków, o zdanie. Firmy rozliczeniowe oferują tanie nakładki lub tzw. „bezpłatne”, stopniowo podnosząc ceny swoich czynności w kolejnych latach. Pytajcie zatem o te umowy… Na koniec, tak na marginesie… W każdym mieście  są inne ceny wody. Jak wynika z informacji ceny wody w Kraju różnią się nawet o kilkaset procent. To dość trudne do zrozumienia, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę „monopole” w tej dziedzinie. 

 
Sprawy się wyjaśniają, gdy okazuje się, że po drodze wody do naszego mieszkania bywa kilku pośredników. A to Ktoś kiedyś kupił kawałek rurociągu, a to kupił działkę (z infrastrukturą) etc. etc.. 
 

Korupcja w spółdzielniach mieszkaniowych

Afera korupcyjna we wrocławskiej spółdzielni mieszkaniowej „Komunalnik” jest tego przykładem. Po sześciu latach śledztwa przed sądem stanie siedem osób, w tym była prezes G

​.

M. i czterech byłych członków rady nadzorczej spółdzielni. Mieli brać łapówki od firm zainteresowanych kontraktami na prace budowlane i remontowe. G M. – jak twierdzi prokuratura – wzięła w ciągu tylko trzech lat przeszło 590 tysięcy złotych.  Sprawę wykryło CBA. Osoby ze spółdzielni były podsłuchiwane. Wobec jednej z nich zastosowano prowokację czyli tzw. „kontrolowane wręczenie” łapówki. Kolejna afera?   To jest swoista norma. Możemy się zżymać, ale kolejne fakty tylko to potwierdzają. Oczywiście, Ktoś może myśleć, że to „specyfika” jednej  spółdzielni, ale wystarczy nieco pogrzebać w sieci, a okazuje się, że „subtelności spółdzielcze” dotyczą całego Kraju. 

Jedna, jedyna Posłanka, znająca formalno-prawną stronę funkcjonowania spółdzielni, realnie wspomagająca w sytuacjach patologicznych i kryzysowych i dążąca do zmiany przepisów, na podstawie których spółdzielczy „bajzel” istnieje, Pani Lidia Staroń, nie znajdzie się na wyborczych listach… 
 

Prawo o spółdzielczości i spółdzielniach mieszkaniowych

Kto teraz odważy się zapytać, np. o prawidłowe funkcjonowanie przepisu Prawa spółdzielczego o corocznych kontrolach w okresie budowania i rozliczenia „spółdzielczych inwestycji”, w sytuacji gdy taką kontrolę przeprowadza się dopiero po jej zakończeniu, dopiero gdy szeregowi członkowie dają odpór żądaniom spółdzielni, a obserwujący spółdzielczą „grandę”, przyjmuje się za „prawidłowość” ? Nie wiem jak rozwinie się „afera w Komunalniku”. 
Nie wiem, bo, jak zebrać wszystkie informacje o poselskich „kawkach” z Prezesami, dołożyć parę „opinii” wygłaszanych przez „członków” wymiaru sprawiedliwości podczas ww. walnych zgromadzeń i innych mniej licznych zebrań, poprawić przykładami rozbieżności pomiędzy Ustawami a „statutami i regulaminami”, jak przy tym uczynić nakładkę ze sprzecznych orzeczeń oraz „eksperckich knotów” niemałego grona tzw. „biegłych”, obraz jest porażający. Główny problem tkwi w trudności pozyskiwania dowodów.  Prokuratorzy niejednokrotnie muszą się chwytać instytucji prowokacji.  W świetle faktów widać, że to nie tylko „spółdzielczy układ”,  ale „spółdzielczo-samorządowe” gierki.   Bywa,   że lokalny Notabl, zarówno rządzący jak i „opozycyjny” twardą ręką trzyma „za zębami” wiedzę o lokalnych układach i związanych z tym korzyściami.  W takiej sytuacji trudno dziwić się szeregowcom… Na koniec przywołam  kolejną spółdzielczą „ciekawostkę” w postaci żądań opłat na rzecz spółdzielni z tytułu użytkowania osiedlowych chodników…  Kolejna wielka bzdura spółdzielcza… Wyodrębniono nieruchomość, ale „odpowiedzialni perfekcjoniści” nie zauważyli,  że np. że sprzecznie z prawem wyodrębniano działkę „po obrysie budynku”. SIC      Efekt, właściciele, wychodząc z budynku muszą „fruwać”. Jeżeli chcą  wychodzić, wchodzić, przemieszczać się wokół budynku,  spółdzielnia żąda KASY….SIC   Powstaje pytanie, głupota czy perfidia ? Sądzę, że kwestia jest podobna m.in. do pomysłów preferowanych na Osiedlu Rudawka, wielu innych. 
„Spółdzielnia”, wydzielając odrębne nieruchomości, podzieliła teren osiedla tak, że JEJ przypadły drogi, chodniki, etc., czyli tzw. infrastruktura. Podziały takie zatwierdza lokalna władza samorządowa (Burmistrz, Prezydent, Starosta) !!! Spółdzielnia podejmuje kolejną Uchwałę, skutkującą ewentualnymi umowami, że to ONA jest Zarządcą  (PO WSZE CZASY), a jak się komuś „nie widzi” (czytaj: chce zmienić ZARZĄDCE) to płać.  Oczywiście bardzo łatwo tu wskazać Kto, Kiedy i Jak, zadziałał na szkodę spółdzielców, obywateli !  
 

Proszę wziąć pod uwagę fakt,  że  Ktoś tegoż Posła, Radnego, Prezesa, Burmistrza, Prezydenta, Starostę… wybrał.  Przepraszam, udzielił mandatu do… no właśnie… do czego?  Proszę  spojrzeć  wokół,   bzdura,   goni  bzdurę,  nam Obywatelom  coraz trudniej żyć.  

Pytanie,  można  to  zmienić  ?

Opłaty wieczyste sprzeciw

Sprzeciw kończy postępowanie administracyjne w sprawach aktualizacji opłat wieczystego?

22.10 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie rozpatrywał skargę pani Wandy ws. bezczynności SKO tj. nie zakończenia postępowania administracyjnego ws. aktualizacji opłat użytkowania wieczystego, a konkretnie nie doręczenia orzeczenia SKO współmałżonce (I SAB /Wa 179/15, I SAB/Wa 180/15). Kolegium przesłało orzeczenie z 30 lipca 2012 r. ws. aktualizacji opłat użytkowania wieczystego adresowane na obu współmałżonków, odebrał tylko mąż. W sierpniu sprzeciw złożyli oboje użytkownicy wieczyści oraz Urząd Miasta (z powodu błędów formalnych popełnionych przez użytkowników, sprawa jest niby zakończona, ale formalnie niezakończona). Pani Wanda w bieżącym roku zażądała doręczenia orzeczenia przez SKO, a ten odmówił twierdząc iż nie może powtórnie doręczać orzeczeń zwłaszcza iż był sprzeciw.
Pani Wanda zatem złożyła skargę do WSA ws. bezczynności organu. Do postępowania Sąd dopuścił także Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE. Zarówno skarżąca jak i Stowarzyszenie oparli swoją argumentację na kpa i na orzecznictwie, jednoznacznie stwierdzającym iż stronami postępowania administracyjnego są oboje współmałżonków a doręczenie na wspólny adres (a nie osobno na każdego) jest wadliwe. Sąd nie zakwestionował tej argumentacji, jednakże oddalił pozew, ze względu iż sprzeciw do orzeczenia SKO złożył Prezydent Miasta. Sąd stwierdził, iż złożenie sprzeciwu spowodowało zakończenie postępowania administracyjnego i przekazania sprawy do sądu powszechnego zgodnie z art.80 u.g.n. Gdyby sprzeciwu nie było, wówczas sprawa przedstawiałaby się całkowicie odmiennie. Sąd wyjaśnił również, iż gdyby sprzeciw złożył tylko użytkownik wieczysty, uzasadnienie wyroku byłoby inne (choć nie stwierdził czy skargę by uznano).
Z uzasadnienia ustnego wyroku wynika zatem, że w przypadku orzeczeń SKO, w stosunku do których nie doszło do doręczenia każdemu ze współmałżonków z osobna, nie można mówić o zakończeniu postępowania administracyjnego. W takiej sytuacji zatem nie ma podstaw do naliczenia nowej opłaty, przynajmniej do momentu upływu terminu sprzeciwu do doręczenia orzeczenia współmałżonkowi. Jednak w przypadku sprzeciwu Urzędu Miasta, postępowanie administracyjne zostaje zakończone.
Rozumiem logikę wywodu sądowego – stwierdza dr Daniel Alain Korona ze Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE – jednak moim zdaniem nie jest ono zasadne. Albowiem de facto oznacza całkowitą fikcję procedury przed SKO, skoro użytkownicy wieczyści nie mają nawet prawa do otrzymania orzeczenia, jeżeli sprzeciw złoży urząd miasta. Co istotniejsze, jeżeli do końca uznać logikę sądu, to w przypadku doręczenia orzeczenia SKO tylko jednemu ze współmałżonków, należałoby poczekać na doręczenie drugiemu współmałżonkowi, zanim złoży się sprzeciw, a to wydłuża postępowanie. W takiej sytuacji bowiem tj. braku doręczenia orzeczenia współmałżonkowi i braku sprzeciwu, de facto ani nie zakończono postępowania administracyjnego, ani nie uruchomiono cywilnego, ani też nie można wyegzekwować podwyżki. Natomiast w przypadku złożenia sprzeciwu de facto uruchomiona zostaje procedura sądowo-cywilna, która nie jest korzystna dla użytkowników wieczystych.

 

Spółdzielcza kreatywność

Spółdzielczy Przewodnik – Oszustwa przy obrocie lokalami

Grupy nomenklaturowe kontrolujące spółdzielnie-molochy czerpią dochody nie tylko z funduszu remontowego. Niezwykle intratnym źródłem przychodów i jednocześnie wartościowym narzędziem wywierania wpływu jest obrót lokalami spółdzielni.

Dobrym przykładem może być sprzedaż lokalu po byłym lokalu użytkowym.  Dobra lokalizacja i wartość mieszkań rozstrzygnęła, że lokum od razu przeznaczono dla zaufanego „żołnierza” rodziny nomenklaturowej, prowadzącego w spółdzielni działalność gospodarczą w zakresie usług świadczonych lokatorom na podstawie monopolu udzielnego przez prezesów.

W związku z tym  lokalu nie wystawiono do publicznego przetargu. Sporządzono natomiast wycenę – ale w bardzo specyficzny sposób. W operacie przyjęto, że to „lokal usługowy” mimo iż w rzeczywistości były to mieszkania czasowo zaadaptowane na potrzeby komisariatu policji. Jego wartość wyliczono biorąc cenę lokali z zupełnie innej części osiedla, z najbardziej zdewastowanego i zaniedbanego budynku, w którym dodatkowo naliczano podwyższony czynsz co radykalnie zmniejszało wartość rynkową tamtejszych zasobów. W tak zmanipulowanej wycenie zapisano, że lokal jest wart nie więcej niż 812,82 zł za m2 (łącznie 92.580 zł za 113,90 m2). W tym czasie realna cena lokali mieszkalnych w tej części osiedla kształtowała się w przedziale 3 000 – 4 000 zł za m2.

Poniżej przykładowe ceny sprzedaży mieszkań poeksmisyjnych:

 

  • 48,30 m2, parter – 3 480 zł/m2
  • 51,70 m2, III piętro – 3 617 zł/m2
  • 61,60 m2, III piętro – 3 396 zł/m2
  • 58,80 m2, II piętro – 3 421 zł/m2
  • 42,60 m2 IV piętro – 3 572 zł/m2 

Zastosowana promocja cenowa (812,82 zł za m2 ) to jednak nie wszystko. Żołnierzowi dodatkowo rozłożono zakup na 11 dogodnych rat – miesięczna kwota do zapłaty to 7 715 zł (podpisując umowę wpłacił pierwszą ratę 7 715 zł). Szczęśliwy nabywca mieszkania w tak specjalnej cenie sprzedał je później z zyskiem.  Przywołany przykład obrazuje jak niekorzystne jest prawo spółdzielcze dopuszczające tego rodzaju nadużycia dzięki pozbawianiu zrzeszonych realnej możliwości współdecydowania o posiadanym majątku. Z jaką łatwością prezesi mogą bezkarnie dokonywać różnych kombinacji. W praktyce zawłaszczać nie swój majątek i uznaniowo nim dysponować. Zdarzenie ilustruje też jak potężna i bezkarna jest nomenklaturowa grupa zuchwale umieszczająca w dokumentacji zmanipulowaną wycenę (poświadczenie nieprawdy o wartości lokalu).    III RP jako państwo nomenklaturowe utworzone na mocy umowy okrągłostołowej dyskryminuje milionowe masy ludności pozbawiając je elementarnej ochrony i wystawiając na wyzysk ze strony nomenklatury komunistycznej.    W 1989 ludność  polskiej spółdzielczości, sprzedano ludziom PZPR odmawiając reformy tej sfery państwa [dzieląc się sektorami gospodarki]. 

Spółdzielnie w szczególności  duże – molochy stały się doskonałymi, wydajnymi żerowiskami dla grup byłej partii bezwzględnie eksploatujących ludność i zgromadzony spółdzielczy majątek.

  • Generalnie spółdzielcze oszustwa związane z obrotem lokalami polegają np. na wskazanym manipulowaniu ceną lokalu lub ustawianiu pseudoprzetargu w celu sprzedaży podstawionej osobie. 
  • Oszustwa służą osiągnięciu bezpośrednich korzyści ekonomicznych lub umacnianiu wpływów grupy poprzez nagradzanie użytecznych osób.
  • Klientem prezesów może być np. rodzina prokuratora, sędziego czy policjanta. W przypadku opcji typowo prowizyjnej prezesi mogą np. pobierać od szczęśliwego nabywcy wcześniej umówioną „działkę” za załatwienie kupna w korzystnej nierynkowej cenie.

Członkowie postkomunistycznych spółdzielni-molochów w przypadku pojawienia się wątpliwości co do transakcji prezesów powinni zawsze żądać dokumentów i rutynowo kontrolować wydatki oraz zawierane umowy sprzedaży. Powinni  ale  realia niestety wskazują na „spolegliwość”  i  brak aktywności  w bronieniu  własnego majątku – interesów.  Aktywność mieszkańców spółdzielni może wydatnie ograniczyć skalę oszustw i rozmiary niegospodarności mimo niekorzystnego i nieprzyjaznego prawa spółdzielczego. 
Ustawodawca z kolei powinien zatroszczyć się o wyeliminowanie tego procederu poprzez zapisanie gospodarki finansowo-lokalowej na poziomie nieruchomości z obowiązkiem głosowania czynności przekraczających tzw. zwykły zarząd.

 

Jak funkcjonuje postkomunistyczna spółdzielnia – [szokująca] relacja pracownika 

Do wglądu na wskazany adres milowy w formacie jpg.

Działając w interesie publicznym, w celu ochrony praworządności i przeciwdziałania przestępstwom popełnianym w postkomunistycznych spółdzielniach-molochach, prezentujemy szokującą relację pracownika spółdzielni o kulisach funkcjonowania molocha.

Osoba zatrudniona w SM ujawnia przestępcze mechanizmy i system działania grupy władającej spółdzielnią (około 20 tysięcy członków) mającą z eksploatacji zniewolonej ludności roczne przychody liczone w dziesiątkach milionów złotych.

Walcząca o reformę polskiej spółdzielczości Lidia Staroń nazywa nomenklaturowe grupy kontrolujące spółdzielnie-molochy – mafiami. Nie sposób nie zgodzić się z jej tezą w sytuacji, gdy wpływy grup sięgają daleko poza molochy i niejednokrotnie znajdują oparcie w byłych funkcjonariuszach PRL, nadal obecnych w niezlustrowanych prokuraturach i sądach.

Relacja pracownika spółdzielni jest bezspornym świadectwem destrukcyjnego wpływu spółdzielczości postkomunistycznej na społeczności pozostające w sferze jej oddziaływania. Z opisu pracownika m.in. dowiadujemy się o:

  1. – poświadczaniu nieprawdy w dokumentach;
  2. – rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji wśród członków;
  3. – bezwzględnych walkach frakcyjnych o władzę w grupie;
  4. – oferowaniu korzyści majątkowych politykom mającym wpływ na kształt ewentualnej reformy;
  5. – przywłaszczaniu mieszkań lokatorskich;
  6. – zatrudnianiu osób niemających kompetencji do powierzonych funkcji;
  7. – niewykonywaniu obowiązków wobec członków spółdzielni;
  8. – monopolizowaniu zakupu towarów i usług ze szkodą dla zrzeszonych;
  9. – wyprowadzaniu wielomilionowych kwot z funduszu remontowego;
  10. – zawieraniu niekorzystnych umów z osobami trzecimi na szkodę spółdzielni;
  11. – inwestowaniu milionów złotych ze środków czynszowych w przedsięwzięcia niezwiązane z potrzebami spółdzielni;
  12. – manipulowaniu przebiegiem walnego zgromadzenia i wprowadzaniu w błąd członków przez radców prawnych zarządu;
  13. – oszustwach przy wyborze rady nadzorczej.


Skala ujawnionej patologii jest wprost przerażająca. Relacja wskazuje niezbicie, że III RP w sferze pseudospółdzielczości przejętej z PRL absolutnie nie jest państwem demokratycznym ani praworządnym i w ogóle nie chroni swoich obywateli. Wręcz przeciwnie: III RP aprobuje systemową dyskryminację i wyzysk członków.

Masy ludności egzystujące w blokowiskach spółdzielni-molochów zostały w majestacie prawa III RP sprzedane w posiadanie grupom nomenklaturowym dokonującym brutalnej eksploatacji ekonomicznej i degradacji społecznej.

Wnioski:

 

W interesie społecznym i państwowym leży jak najszybsza reforma postkomunistycznej spółdzielczości.

1. Zagwarantowanie wolnych i demokratycznych wyborów w SM i udzielnie im ochrony prawnej (ściganie przestępstw przeciwko wyborom).

2. Rozliczanie funduszu remontowego nieruchomościami / budynkami.

3. Wprowadzenie mechanizmów przetargowych przy wyłanianiu dostawców i wykonawców.

4. Zagwarantowanie skutecznych instrumentów kontroli działalności spółdzielni.

5. Ustawowe ułatwienie zmiany zarządcy i podziału SM.

6. Zapisanie w ustawie pełnego dostępu do wszystkich dokumentów otrzymywanych i tworzonych przez spółdzielnię.

7. Zrównanie członków spółdzielni mieszkaniowych w prawach z pozostałymi grupami społecznymi (ustawowe nadanie statusu strony i pokrzywdzonego wszystkim mającym prawa majątkowe i będącym płatnikami do spółdzielni).

8. Umożliwienie powszechnego uwłaszczenia.

9. Zezwolenie na dysponowanie lokatorskim prawem do lokalu w zakresie do wysokości wniesionego wkładu.

 Obrót lokalami w postkomunistycznej spółdzielni-molochu, eksmisje dla zysku, manipulowanie cenami, przejęcia lokali, korumpowanie funkcjonariuszy publicznych to norma.


Oprócz opisanej sfingowanej cenowo „sprzedaży” lokalu własnościowego cwaniacy stosować potrafią inne obejścia.

 

Lokal czy cały nawet budynek użytkowy wynajmuje się do prowadzenia działalności. Z tego tytułu firma jako osoba prawna /lub jej właściciel/
staje się członkiem spółdzielni. 
 

Po czym potrzebowskiemu już członkowi nie sprzedaje się się obiektu, za którego budowę zapłacili zbiorowo inni członkowie sm, a przekształca się od razu lub etapami lokale na własnościowe /z pominięciem lokatorskiego tytułu prawnego?/, potem cichcem na odrębną własność!

 

  • Inny numerek polegał na przekazywaniu w podobnym trybie części wspólnej w nieruchomościach, np. pralni czy suszarni,
  • Dotyczy to budynków, których całkowity koszt budowy ponieśli zasiedlający go mieszkańcy,
  • Wykorzystywana nieświadomość własności owych części wspólnych wśród mieszkańców, którzy podpisywali się pod listą zmiany sposobu wykorzystania owych pomieszczeń. Jeśli taką listę w ogóle puszczano w obieg. Tam po adaptacji jest nabyte tanie niesłychanie mieszkanie! Rychło wyodrębnione. 
  • Bo przecież sm ma zaspakajać nawet zaspokojone potrzeby mieszkaniowe członków – bez ograniczeń co do liczby mieszkań, z ograniczeniem co do grona wybrańców godnych tego zaspakajania. 
Oddzielną ścieżką jest specyficznie ograniczony do grona cudownie wcześnie poinformowanych zaufanych osobistości przy zapisach na budowę mieszkań po dziwnie bardzo korzystnych cenach. Po cenach rażąco odbiegających od rynkowych w danej miejscowości i lokalizacji. Tzw. mieszkania /i lokale użytkowe/ prominenckie.
 
Kreatywność,  kreatywność,  kreatywność.  

STRUKTURA bez STRUKTUR

STRUKTURA bez STRUKTUR

Pojęcie, którym się posługuje Paweł Kukiz opisując zasady działania osób skupionych wokół niego użył podejmując pierwsze próby stworzenia ruchu, którego celem było doprowadzenie do zmian w Polsce. Działający w polityce oraz inni słuchacze pomyśleli, facet zwariował. Nie. Nie zwariował. Jedna z definicji struktury organizacyjnej to według T. Pszczołowskiego – Struktura organizacyjna jest to zbiór relacji zachodzący zachodzących między elementami przedmiotu złożonego, czyli systemu.

System prawny stworzony w Polsce oraz innych krajach wymusza tworzenie struktur.

Ustawa o partiach politycznych, Ustawa o stowarzyszeniach, Ustawa o związkach zawodowych i inne. Te akty prawne wymuszają na każdym, który chce podjąć działanie stworzenie tych struktur ich opisanie i przypisanie konkretnych osób do poszczególnych ról w tych strukturach. By móc formalnie i zgodnie z prawem zmieniać rzeczywistość, trzeba „zameldować” władzom w formie pisemnej przedstawiając kto na jakiej funkcji i za co jest odpowiedzialny.

Pełna kontrola.

Czy ktoś próbował założyć partię?

 Jej stowarzyszenie a po tym pilnowanie wszystkich dokumentów, sprawozdań, PIT, CIT, NIP, KRS, US, REGON i inne.

System stworzony został dla „swoich”. Nikt obcy nie może przebrnąć przez te wszystkie zawiłości.

Czy można inaczej?

Tak. Można inaczej.

Struktura bez Struktur.

Z racji zmieniającego się świata i w nim relacji w państwach zachodnich naukowcy i praktycy zarządzania, kierowania w organizacjach zauważyli a w wielu przypadkach opisali inne zasady działania w firmach. Działo się to w latach 90-tych ubiegłego wieku.

W Polsce również w latach 2000-nych pojawiły się publikacje opisujące podobne zasady działania zespołów pracowniczych.

Przykładem jest publikacja pt. „Zarządzanie w warunkach niepewności” – Podręcznik dla zaawansowanych autorstwa Andrzeja K. Koźmińskiego.

Wiele zawartych tam pomysłów, po zastosowaniu metody benchmarkingu, można przenieść na działalność polityczną.

Z racji pełnej kontroli, przez państwo, na każdej płaszczyźnie działalności politycznej, by być skutecznym trzeba wymyśleć lub przetworzyć znane rozwiązania , do sposobu, formy działania omijającej te ograniczenia.

To wykonał i ciągle to robi Paweł Kukiz i osoby z nim współpracujące.

Tak rozpoczynały grupy polityków w wielu krajach zachodnich w ostatnich latach, którzy byli skuteczni we wprowadzaniu nowych do istniejących układów.

Zachęcam do poszukiwań odniesień w tym kierunku w działalności Pawła Kukiza.

 

Jan Szymański

Kandydaci na Prezydenta RP

 

Kandydaci na Prezydenta RP

Oburzeni popierają kandydatów antysystemowych.

Dziękujemy Wam za determinacje i odwagę ,

za podjęcie wysiłku dla obalenia postokrągłostołowego układu !

  1. Pawłowi Kukizowi dziękujemy za szczere, wrażliwe i spontaniczne przedstawienie przyczyn i skutków upadku polskiej demokracji oraz za wieloletnią walkę z dominacją partyjnych układów poprzez rozpowszechnianie idei systemu wyborów bezpośrednich i obligatoryjnego referendum.

  2. Grzegorzowi Branunowi jesteśmy wdzięczni za odważne głoszenie programu narodowo-katolickiego, z jego aksjologicznym wymiarem, niezbędnym do wytyczania kierunków i punktów odniesienia we wszystkich planach, koncepcjach i sporach politycznych.

  3. Marianowi Kowalskiemu życzymy dalszych sukcesów w batalii o Wielką Polskę ! Dziękujemy za nieustępliwą bitwę opartą na jego mocy, determinacji i osobistej niezłomności.

  4. Jacka Wilka zapewniamy o poparciu i zaangażowaniu w realizację programu naprawy polskiego systemu prawnego, aby każdy obywatel Polski czuł się bezpiecznie pod sprawiedliwym parasolem uczciwych sądów i rzetelnej prokuratury.

  5. Pawła Tanajno doceniamy za wieloletnią kampanię i promocję zasad demokracji bezpośredniej do realizacji programu sprawiedliwego państwa.

Niniejszym upoważniamy i rekomendujemy wszystkim Członkom i Sympatykom Stowarzyszenia Oburzeni przystąpienie do głosowania i oddawania ważnych

głosów wyłącznie na wyżej wymienionych Kandydatów.

Równocześnie apelujemy

o prowadzenie skutecznej agitacji na ich rzecz wśród rodzin, w kręgach przyjaciół i

znajomych, w dostępnych mediach i środkach rozpowszechniania informacji .

Rada Koordynacyjna Stowarzyszenia Oburzeni:

Barbara Berecka, Marek Ciesielczyk, Paweł Połanecki, Jan Szymański,

Warszawa dnia 08.05.2015 r.

Prezydenci, burmistrzowie, urzędnicy.

Realizując cele zapisane w Statucie OBURZONYCH podjęliśmy działanie mające na celu zmianę pracy urzędników i organów samorządowych.

W niektórych samorządach metodą oceny pracowników stosowaną przez zwierzchników urzędów są anonimowe ankiety wypełniane przez klientów.

Zastosujemy inną metodę.

Wykorzystamy dane udostępnione przez same urzędy, które otrzymamy na podstawie zapisów art. 2 i art. 4, Ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej.

Prowadząc coroczny monitoring tych samych zagadnień, po upływie dwóch, trzech lat chcemy uzyskać zmianę podchodzenia urzędników do mieszkańców i ich spraw. Wdrożone czynności mają pozwolić przeciętnemu człowiekowi zorientować się w ilości spływających spraw oraz jak te sprawy są traktowane przez pracowników i kierownictwo urzędów samorządowych.

Uściślając wysłane pytania do Urzędów umieszczam poniższe wyjaśnienie:

  • W pkt. 2 proszę o odpowiedź ile spraw wpłynęło w ogóle a ile wymagało odpowiedzi.

  • W pkt. 3 proszę o odpowiedź ile spraw wymagało odpowiedzi w ciągu 7 dni a ile odpowiedzi udzielono w tym terminie.

  • W pkt. 4 proszę o odpowiedź ile spraw wymagało odpowiedzi w ciągu 30 dni a ile odpowiedzi udzielono w tym terminie.   

    Poniżej wszystkie pytania, jakie zostały zadane przełożonym organów samorządowych:

    1. Ilość zatrudnionych osób.

    2. Ilość spraw, które wpłynęły.

    3. Ilość odpowiedzi udzielonych w ciągu 7 dni od wpłynięcia sprawy.

    4. Ilość odpowiedzi udzielonych w ciągu 30 dni od wpłynięcia sprawy.

    5. Ilość odpowiedzi udzielonych po 30 dniach od wpłynięcia sprawy.

    6. Ilość nie udzielonych odpowiedzi.

    7. Ilość pracowników nagrodzonych nagrodami porządkowymi (łącznie nagród).

    8. Ilość pracowników nagrodzonych nagrodami porządkowymi dwukrotnie i więcej.

    9. Ilość pracowników nagrodzonych nagrodami finansowymi(łącznie nagród).

    10. Ilość pracowników nagrodzonych nagrodami finansowymi dwukrotnie i więcej.

    11. Ilość pracowników ukaranych karami porządkowymi (łącznie nagród).

    12. Ilość pracowników ukaranych karami porządkowymi dwukrotnie i więcej.

    13. Ilość pracowników ukaranych karami finansowymi(łącznie nagród).

    14. Ilość pracowników ukaranych karami finansowymi dwukrotnie i więcej.

    15. Liczba pracowników nowo zatrudnionych w roku.

    16. Liczba pracowników zwolnionych

    Wszystkie dane oddzielnie dla roku 2013 i oddzielnie dla roku 2014, dla każdego Wydziału i każdej Delegatury.

    Postaram się w następnych materiałach przedstawić zarys jakie informacje można otrzymać na podstawie otrzymanych odpowiedzi, posiadając wiedzę z zakresu funkcjonowania samorządów, z zakresu zarządzania, stosowania statystyki oraz budowania relacji w zespołach pracowniczych.

    Jeżeli ktoś jest zainteresowany porównaniem swojego Urzędu (Prezydent Miasta, Burmistrz, Urząd Gminy i inne) do innych urzędów proszę o przesłanie danych urzędu.

    Zapytanie OBURZONYCH zostało wysłane do 29 Urzędów, wszystkich Dzielnic Warszawy i do 11 różnych miast.

    W przypadku pytań proszę o kontakt telefoniczny lub mailowy:

    tel: 600 – 820 – 483

    e-mail: jan_szyman@wp.pl

    Po otrzymaniu odpowiedzi z urzędów będę umieszczał komentarze do przetworzonych danych oraz oryginalne odpowiedzi.

    Oczekuję propozycji płaszczyzn oceny odpowiedzi na w/w pytania.

    Z poważaniem

    Jan Szymański