Archiwa tagu: spółdzielnie mieszkaniowe

Obłuda zarządzania spółdzielnią mieszkaniową

 

Obłuda   zarządzania   spółdzielnią   mieszkaniową , 

czyli    świętowanie  ukończenia  dorocznych  żniw. 

 

Czas mija bardzo szybko…   w dniu 09 kwietnia 2016 r. odbyło się kolejne, coroczne widowisko  pod nazwą Zebranie Mieszkańców Osiedla Zoliborz III Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.  Zwyczajowe wiwatowanie nad kontynuacją realizowanych planów grupy trzymającej władzę.   Praktyką lat ubiegłych,  grupa „zorganizowała ludowe święto dziękczynne za ukończenie żniw”  nazywanych … oddaną pracą „dla dobra mieszkańców” etc.   Nie jest to łatwe zadanie,   zwłaszcza  kiedy na 4.200 członków zamieszkałych w osiedlu, na  Zebranie Mieszkańców przybyło ...31 osób.  Z czego17 osób stanowiła rada osiedla, pracownicy WSM posiadający mieszkania na osiedlu, innymi  słowy   wdzięczni   ” sami  swoi „. 

Z wniesionych na zebranie wniosków, propozycji pod głosowanie oczywiście przefiltrowano jedynie „te jedynie słuszne”, wszelkie  inne jako niewygodne – odrzucono.  Chociaż, przy istniejącej od lat 0,71%  frekwencji  [na czas rozpoczęcia 31 osób, w trakcie i na  koniec zebrania 20],  farsą jest fakt głosowania.  Zwyczajowo,  przedstawiciel / pracownik administracji, nazywany dyrektorem odczytał  laurkę na temat osiągnięć, niezwykłej, zaangażowanej, trudnej i oddanej pracy administracji  i nadzwyczaj rzetelnej pracy Rady Osiedla !  Oczywiście również, zwyczajowo pominął ważki fakt, nieetycznego pobierania przez członków Radu Osiedla, ze spółdzielczej kasy comiesięcznego wynagrodzenia / diety w wysokości emerytury niejednego mieszkańca. Podobnie jak, nie wspomniano o lukratywnych wynagrodzeniach pracowników administracji,  nieprawidłowościach, nieprzestrzeganiu prawa, lekceważeniu mieszkańców etc.etc.etc.   Oczywiście piszącym laurkę nie zależy na wyjaśnieniu tych spraw, wręcz przeciwnie,  stąd  za wszelka cenę zamiatają  wszystko pod przysłowiowy „dywan” pozostawiając opcję  laurkową – dobrego samopoczucia.    Nie wspomniano zatem  słowem, że :

  1. Blokowany jest spółdzielcom  dostęp do papierów, dokumentów spółdzielczych (sic)!  
  2. Koszty zarządzania niepokojąco rosną !
  3. Spółdzielcy niepokoją się o przyszłość spółdzielni !
  4. Zarządzający  spółdzielnią nie liczą się z interesem spółdzielców ustanawiając wyłącznie własne zasady  m.in.  zapominając o obowiązku przestrzegania ustawy Prawo Budowlane do utrzymania nieruchomości zgodnie z art.5 ust.2, art.61, art.62, art.70 .  Nie zapewnia, dochowania staranności, bezpiecznego użytkowania obiektów, utrzymania obiektów w niepogorszonym stanie (sic) !,
  5. Ma miejsce doprowadzanie do obniżenia użyteczności obiektów,
  6. Ma miejsce prowadzenie sprzeczne z wpływami i wydatkami gospodarki, ponoszonych kosztów utrzymania obiektów,
  7. Samowolnie podejmowane są działania wbrew interesom mieszkańców, właścicieli !,
  8. Ma miejsce zadłużanie mieszkańców właścicieli  zaciąganymi pożyczkami, kredytami  poza ich wiedzą,  bez ich zgody !
  9. Ma miejsce działanie wbrew interesom mieszkańców właścicieli naruszające ich prawa majątkowe, doprowadzające do bezprawnych obciążeń finansowych (sic) !
  10. Spółdzielców występujących w obronie ustawowych praw pozbawia się a)prawa strony, b)prawa do obrony, c)zastrasza,  podejmuje wobec nich groźby karalne przez tzw. nieznanych sprawców, deprecjonuje (sic) !

Degrengolada i wszechwładza zarządzających, organu kontrolno-nadzorczego spółdzielni, ludzi zakorzenionych w  strukturach od tzw.„zawsze” gwarantuje status quo “państwa w państwie”.   Zarząd na bieżąco, nieustannie, pochwala i nagradza  „wszelkie działania pracowników spółdzielni”,  „udowadniając” członkom, coraz to kolejnymi działaniami, “że może wszystko”.     Prawo ?  Bez znaczenia.   Od czego są zatrudnieni radcy, prokuratorzy, nieznani sprawcy, inni, równocześnie mieszkańcy spółdzielni.  Kto ma interes, aby tak postępować, sięgać do przemocy, bezprawia, posługiwać się demagogią, półprawdami, niedopowiedzeniami, kłamstwami?   Bezpośrednio zaangażowani, grupy polityków, radnych i lobbystów zajmujących się gospodarką nieruchomościami, którym marzą się korzyści ze spółdzielczego majątku, deweloperzy, zarządcy, pośrednicy handlujący nieruchomościami,  a  nawet … stowarzyszenia  /…/ SIC !. 

Taki  patologiczny stan trwa  m.in. dlatego, iż  księgowość w spółdzielni pełni rolę strategii działania a nie funkcji informacyjnej i kontrolnej – świadomego upiększania obrazu spółki.

Kasa spółdzielni hojnie, bez zahamowań, wypłaca intratne wynagrodzenia bieżące, zaległe, premie, nagrody, jubileuszówki,  potężne odprawy,  wielomilionowe odszkodowania przyznane wyrokami sądu.  Dbałość  o  swoich  – priorytetem !

Mimo zapewnień, wypowiadanych teatralnie na Walnych Zgromadzeniach gwarancji, przez kolejno wybieranych profesjonalistów, w systemie zarządzania spółdzielnią nie zmienia się jakość i sposób zarządzania. 

a) Trwa ukrywania strat oraz przenoszenia zobowiązań, nie uwzględnianych w sprawozdaniu skonsolidowanym;

b) Trwa udzielanie na papierze pożyczki  jednostce  zależnej  np.  administracji  osiedla,  czerpiąc  od   niej przychody w formie ustalonej kwoty odsetek etc.

c) Trwa tworzenie „rezerw finansowych”, zaplecza na wszelki wpadek.   Niejasne dla spółdzielców działania prowadzące do niezadowolenia i nieprzyjemnego zarzutu – niezgodnego z prawem dysponowania środkami zrzeszonych.

Zarządzanie spółdzielnią zobowiązuje.  Zasadą zatem powinno być przed podejmowaniem jakichkolwiek kroków przyswoić sobie choćby elementarne zasady obowiązujące w świecie prawa.   Powinno,  ale realia tego nie potwierdzają.

Stąd  Zarządy mają w głębokim poważaniu ustawowy obowiązek np. rozliczania eksploatacji i funduszu remontowego na poszczególne nieruchomości. Wolą rozliczać metodą „wspólnego wora”,  ponieważ  łatwiej  ukryć pewne „zdarzenia gospodarcze”. Prezesi, księgowi i rada nadzorcza czują się bezkarne, ponieważ ze względu na charakter non profit, urzędy skarbowe nie interesują się spółdzielniami mieszkaniowymi.

FUNDAMENTALNYMI  PROBLEMAMI  ZRZESZONYCH I NIE ZRZESZONYCH w  W.S.M,  są:

1) gospodarka finansami spółdzielni;

2)prowadzenie nowych inwestycji w systemie deweloperskim kosztem zrzeszonych;

3)niegospodarność;

4)przerost zatrudnienia w Spółdzielni, brak kompetencji zatrudnionych, przyjmowanych wg klucza nepotyzmu tworzące klany rodzinne tzw. miejsca pracy chronionej;

5)wysokie koszty zarządu, pracowników, zawyżona liczba  członków rady nadzorczej,   rad osiedli ;

5)zadłużanie majątku zrzeszonych bez ich wiedzy, zgody,  poprzez zaciąganie  kolejnych  pożyczek i kredytów;

6)nieprawidłowe przygotowanie inwestycji, przekładające się na zawyżanie  kosztów ;

7)nieprawidłowości  w  zarządzaniu budynków spółdzielców;

8)przepłacane usługi;

9)trwonienie pieniędzy przez zarząd kierowane  prywatą  prezesów i kierownictwa;

10)sprzeczne z prawem uwłaszczanie spółdzielców;

11)niewykonywanie zaleceń polustracyjnych;

12)nieprawidłowo prowadzona księgowość, sprzecznie z ustawą o rachunkowości  etc.

Powyższe nieprawidłowości stały się już powodem upadłości wielu spółdzielni mieszkaniowych. Ilość upadłości spółdzielni mieszkaniowych w ostatnich latach rośnie. Dla  wielu mieszkańców  prowadzi to do utraty  podstawowej  opoki,  jedynego majątku jaki mają – mieszkania. 

Obawy potwierdzają fakty, z których wynika,  że tylko – jeden rok, wystarczy, żeby doprowadzić do upadłości nawet bardzo dobrze prosperującą spółdzielnię mieszkaniową.

Bazując na danych, że spółdzielnie mieszkaniowe są wymarzonym polem do nadużyć,  m.in. dlatego, że ich działalności nie kontroluje rada nadzorcza, pozbawieni są kontroli zrzeszeni, a nawet Najwyższa Izba Kontroli została pozbawiona kontroli.

Stosowanie ocen moralnych odbiegających od norm  powszechnie przyjętych w  WSM   to oczywistość,  m.in. znakomicie widoczna m.in. podczas widowiska Zebrań Mieszkańców, tudzież Walnych Zgromadzeń święta dziękczynienia za ukończone żniwa.  Nieograniczone dysponowanie spółdzielnią, niegospodarność, działanie na szkodę spółdzielców,  normą   zarządzania w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.  Normą  jest, że ludzie ustanowieni między sobą autorytetami, uhonorowani za nieczytelną, nie znaną większości działalność,  zakorzenieni  ”od zawsze” w strukturach spółdzielni,  uzurpowali spółdzielnię  za swój folwark.      Dzięki „walorom skostniałej epoki” posiedli zdolność mobilizowania opinii publicznej oraz wywierania nieformalnej presji na rozwój oraz funkcjonowanie norm  prawnych w różnych częściach spółdzielni.                                                               Charakter ich norm moralnych fundamentalnie niespornie rzutuje  na  organizacje, prawo,  gospodarkę. Oddaje stan, jaki dzieje się w spółdzielni.  Większość świadomych widzi , że statek tonie, a piranie z dawnych służb bezlitośnie dzielą  łupy.  Na mostku kapitańskim poza słupem, nikogo nie ma. Trwają  więc  niezmiennie ponure, śmieszne, najczęściej żałosne działania.  Problemów przybywa .  A tymczasem czołowe „tuzy” nie mają nic do powiedzenia o tym bagnie.   

Warszawa handel długami

Warszawa handel długami

Warszawa jest osaczana przez nieuczciwych handlarzy długami spółdzielni mieszkaniowych. Nie tylko wyprowadzają pieniądze i majątek, ale także przerzucają konsekwencje na mieszkańców.  Rugi (znane z historii  zwane pruskimi, chłopskimi   jak   dowodzą  fakty,  nie odeszły w przeszłość. „Czyszczenie kamienic”  z wieloletnich  mieszkańców już poznaliśmy. Aktualnie nadszedł czas rugów ze spółdzielni mieszkaniowych.  Opieszałość i krótkowzroczność urzędników  znakomicie   ułatwia proces legitymizacji.

Wyprowadzanie majątku 

  1. umożliwiają blankietowe uchwały rady nadzorczej, dające zarządowi wolną rękę w nabywaniu i wyzbywaniu się majątku, oraz ustanawianie obciążeń (hipoteki). 
  2. Kreowanie sztucznych zobowiązań – to  nic  innego jak umowy „o współpracę” czy „doradztwo”, z wielomilionowymi karami umownymi, zapadające na rzecz spółek-kontrahentów, z honorariami  za usługi prawne sięgającymi setek tysięcy złotych.

„Zainteresowany”  skupuje długi spółdzielni.  Bywa, że  z długami  „normalnymi, rzeczywistymi” ,   jak również  z długami sztucznie wykreowanymi,  przy nielegalnej współpracy z zarządem.  Zarząd  oczywiście  te długi uznawał (bez jakiegokolwiek sporu), poddawał egzekucji poprzez akt notarialny (bez sądu) i jednocześnie zgadzał się na zabezpieczenie tych długów hipotekami.  

Windykator „zainteresowany” tworzył sobie w ten sposób portfel, skupując roszczenia wobec spółdzielni.  I …czekał.   Od czasu do czasu wpisywał hipotekę lub egzekucję w księdze wieczystej,   dowolnie wybranej nieruchomości spółdzielni,   na jej udziale w użytkowaniu wieczystym,    oczywiście bez zgody mieszkańców    (choć prawo tego wymaga). Wybierał te nieruchomości, gdzie było sporo lokali   nieprzekształconych  [niewyodrębnionych własności mieszkań].  

I   tu  następuje  przerzucenie długów spółdzielni ….   na spółdzielców.   Jest to operacja sprzeczna z podstawową zasadą prawa spółdzielczego – że spółdzielca za długi spółdzielni nie odpowiada. Poprzez  taki  wpis  dochodzi do zagrożonia  prawa spółdzielców mających nieprzekształcone we własność prawo do lokalu, aż do utraty mieszkania włącznie.!!!!   

Gdy na udziale spółdzielni powstaje – ciąży hipoteka, wówczas w momencie przekształcenia we własność spółdzielca także zostanie tym wpisem obciążony,   w  przypadku  np. upadku spółdzielni.   W  takiej  sytuacji spółdzielcze prawo do lokalu, „można”  zlicytować za długi spółdzielni  prawem otwartej licytacji.   SIC     

Powstaje  w  tej sytuacji  zjawisko hipoteki łącznej   tzw.  odpowiedzialność solidarna. Właściciel mieszkania odpowiada nim zatem za cały wpisany dług spółdzielni.    I …  od wyboru wierzyciela zależy, od którego z wierzycieli objętych łączną hipoteką będzie żądał zapłaty,  tylko  po to  by  doszło do „sądzenia się się między sobą o zwrot swych części”.  W tym miejscu należy podkreślić,    nie chodzi  tu   o długi zabezpieczone hipoteką, które powstały z kredytu na dane mieszkanie, albo choćby z jakichś remontów czy ulepszeń nieruchomości, gdzie wpisano hipotekę,   jest to dług powstały   z wyprowadzenia   pieniędzy i majątku spółdzielni w wyniku naruszającej prawo działalności zarządu!    W  orzecznictwie Sądu Najwyższego ukształtowała  się   interpretacja, że także przy przekształceniu własności z mocy prawa (np. na skutek zakończenia upadłości spółdzielni),  także świeżo upieczony właściciel mieszkania ląduje z hipoteką łączną z tytułu długu spółdzielni.     Wielu prawnikom do głowy nie przychodzi, że przepisy o hipotece łącznej mogą być [są] wykorzystane do zabezpieczenia dętych zobowiązań i obejścia zasady ochrony mieszkania i spółdzielczego prawa do lokalu. SIC ! 

To oznacza, że opisany proceder przerzucania skutków przestępstwa na spółdzielców przyniósł skutki:   takiego wpisu z mocy prawa nie można zaskarżyć ani oprotestować.   Brak jest bowiem jakichkolwiek instrumentów odwrócenia zaistniałej sytuacji.  SIC     MOŻNA  OKRADAĆ,   BEZ  KONSEKWENCJI   PRAWNYCH   !!!!  

Taki   geszeft –  inwestowanie w portfel długów spółdzielni wraz ze zgodą na ich zabezpieczenie,  dotyczy  osiedli spółdzielni    i „czeka na moment”, gdy będzie mógł wszcząć egzekucje już nie z mało atrakcyjnego udziału spółdzielni w użytkowaniu wieczystym,    ale z łatwo poddających się egzekucji poszczególnych mieszkań przekształconych we własność.   

TAKI  GESZEFT  W  OBECNEJ CHWILI  ma miejsce  w Warszawie  (w różnych spółdzielniach) .   Za kilka lat będzie widać tego skutki. !!!!!

  • Przekształcający się nie sprawdzają, czy spółdzielnia nie ma hipotecznie zabezpieczanych długów.
  • Prawnikom do głowy nie przychodzi, że przepisy o hipotece łącznej mogą być wykorzystane do zabezpieczenia dętych zobowiązań i obejścia zasady ochrony mieszkania i spółdzielczego prawa do lokalu.
  • Wielu  ludziom,  w  tym  świadomym,  znającym prawo spółdzielcze  jeszcze   do  niedawna  nie przyszło do głowy, jak  łatwo  jest „legalizować skutki przestępczej grabieży spółdzielni mieszkaniowych”. 

ZATEM   OSTRZEGAM,   PÓKI   CZAS.

Człowiek jak niewolnik

Człowiek jak niewolnik  

W okresie metodycznego wytaczania procesów, bezrobotny lokator zwracał się o umożliwienie spłaty poprzez dokonanie zamiany mieszkań. Prezes odmawiał wiedząc, że lokator jest w jego ręku, bo nie ma prawa do lokalu i samodzielnie nie może nim dysponować. Nie może też oczywiście zaciągnąć kredytu pod zastaw lokalem, by później sprzedać mieszkanie i spłacić dług, bo choć zapłacił za lokal to jego właścicielem pozostaje spółdzielnia. 


Nietrudno się domyślić, że wielokrotne procesy sądowe o zapłatę w sytuacji, gdy pozostawał bezrobotnym, spowodowały znaczny uszczerbek na zdrowiu i załamanie psychiczne, nie wspominając o destrukcyjnym wpływie na dzieci. Prezes i pełnomocnik spółdzielni nie mieli jednak skrupułów w jego sprawie. Z wyrachowaniem, konsekwentnie powiększali zadłużenie z zamiarem by zabrać X niemal wszystko, by nie mógł już się podnieść i by nie był w stanie kupić nawet kawalerki (jest w wieku przedemerytalnym, ma 60 lat). Zależało im, żeby X trwale utracił rodzinny dom, zajmowane mieszkanie lokatorskie.

W roku 2011 X podjął jeszcze jedną desperacką próbę. Skierował do sądu okręgowego powództwo o przywrócenie członkostwa, umożliwienie sprzedaży lub zamiany lokalu i powołanie biegłego księgowego do ustalenia kwoty rzeczywistego zadłużenia. Dodatkowo wniósł o skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego pytania prawnego, czy w państwie prawa zgodne z konstytucją jest umyślne pozbawienie możliwości dysponowania lokalem osoby, która poniosła koszty budowy. Sąd, jak nietrudno się domyślić, odrzucił powództwo o członkostwo, odwalił wniosek o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego i oczywiście odmówił weryfikacji kwoty zadłużenia naliczonej przez prezesa.

Oprócz kosztów w postępowaniach sądowych doszły jeszcze inne:

– przewiezienie mienia – 1.353,00 zł
– wycena mieszkania – 492,00 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 29.02.2012 – 302,58 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 19.03.2012 – 605,16 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 11.04.2012 – 226,93 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 10.05.2012 – 226,93 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 23.05.2012 – 215,59 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 28.02.2012 – 431,17 zł
Razem – 3853,36 zł


W
indowanie zadłużenia i sprzedaż lokalu na licytacji. Mieszkanie 72 m2 w 4-piętrowym bloku  w 2011 roku realnie warte koło 200220 tys. zł. Prezes spółdzielni m.in. dlatego odrzucał opcję spłaty długu przez odpracowanie lub zamianę lokali, bo lokator wymknąłby mu się od bezdomności i oczywiście nie byłoby zysków z odsetek i zasądzonych kosztów zastępstwa procesowego. Jako optymalne rozwiązanie w sprawie upatrywano niedopuszczenie do zamiany, sprzedaży czy odpracowania i wygenerowanie jak największego zadłużenia z przetrzymywania w pułapce lokatorskiego tytułu do lokalu.

Niniejszy przypadek jest  wprost wzorowy. „Przytrzymano” lokatora kilka lat nabijając licznik kosztów do horrendalnych kwot. Dodatkowo tanio sprzedano lokal. Zamiast oczekiwanych  180–200 tys., które deklarowały osoby zainteresowane zamianą (składając pozew o członkostwo do sądu X przedstawił listę chętnych na zamianę, którzy gotowi byli oddać swoje mniejsze mieszkanie i objąć lokal X spłacając jego dług), mieszkanie „poszło” za 156 tys. zł. Z tej kwoty potrącono wygenerowane 98.737,14 zł. Do wypłaty lokatorowi pozostało nieco ponad 57 tys. zł

Na tym jednak nie koniec gehenny. Spółdzielnia wysłała do urzędu skarbowego PIT-8C wpisując do rozliczenia, przychód w kwocie 155.763,39 zł. Andrzej obawia się, że poskutkuje to obowiązkiem zapłacenia w 2013 roku podatku od tej kwoty.

Ograbienie i eksmisja lokatora zyskała też właściwą oprawę marketingową. W bloku i na ulicy, na której mieszkał Andrzej, rozeszła się wieść jak skończył „buntownik”, który sprzeciwił się prezesowi.


Ile pieniędzy po eksmisji do podziału?  
Pełnomocnik reprezentujący spółdzielnię, w której miały miejsce te wydarzenia, inkasuje około 91 % zasądzanych kosztów zastępstwa procesowego, więc z jego punktu widzenia optymalnym rozwiązaniem jest jak największa liczba spraw o zapłatę oraz o eksmisję.

Każde takie postępowanie ma 100% gwarancji zysku, ponieważ zawsze zabezpieczeniem jest lokal, który w końcu zabiera się eksmitowanemu lokatorowi. 

Z podsumowania  wynika, ze koszty sądowe i komornicze wyniosły 22.517,50 zł.Odsetki to kolejne 27.131.07 zł.

Biznes jest więc bardzo dochodowy dla zarządu, pełnomocnika, komornika i drobniejszych uczestników w rodzaju osoby od wyceny, a nawet lokalnej prasy, która w tym przypadku odnotowała przychód około 2 tys. złotych za publikowanie ogłoszeń o licytacji.


Co z pozostałymi mieszkańcami spółdzielni?  
W czynsze wkalkulowuje się koszty prowadzenia setek spraw o zapłatę. Koszty „przetrzymywania” lokatorów w okresie podwyższania długu do sensownych kwot satysfakcjonujących zainteresowanych procederem ponoszą inni mieszkańcy. Jednak po eksmisji i licytacji spółdzielcy z danego bloku czy nieruchomości nie otrzymują zwrotu nakładów w postaci obniżki czynszu czy rozliczenia wykonanej eksmisji.

Praktyki powyższe nie mieszczą się w standardach państwa prawa. Szkodzą społeczności zrzeszonej w spółdzielni. Zrzeszenie spółdzielców ze zrozumiałych względów nie ma interesu żeby degradować i wyniszczać swoich członków, dla których spółdzielnia przynajmniej w teorii, powinna być organizacją samopomocową i redukującą koszty zbiorowego zamieszkania. Wreszcie w interesie zrzeszonych nie leży sprzedawanie majątku w zaniżonych cenach ani powiększanie grupy wykluczonych społecznie.

Dobro członków i dobro społeczności nie ma jednak w tym przypadku jakiegokolwiek znaczenia, bo w myśl komunistycznych przepisów mieszkańcy pozostają jedynie przedmiotami w rękach zarządów przyzwyczajonych do eksploatacji ukierunkowanej na zyski i sprowadzanie człowieka do roli płatnika czynszu.


Wnioski:

  1.  Mieszkanie lokatorskie jest pułapką dla niezamożnych, w szczególności  osób, które dotknęło bezrobocie, choroba, trudności życiowe.
  2. Postkomunistyczne spółdzielnie odmawiają spłaty zobowiązań poprzez odpracowanie, zamianę, umożliwienie sprzedaży. Przy nieludzkim prawie, niejednokrotnie wykorzystują problemy lokatorów by zarabiać na krzywdzie i wykluczeniu społecznym.
  3. Skutki działalności prezesów przy dziesiątkach eksmisji są wprost katastrofalne dla lokalnych społeczności. Ludzie wyniszczeni ekonomicznie i psychicznie tracą dorobek życia i z reguły nie są już w stanie się podnieść. Resztę życia spędzają jako klienci pomocy społecznej, często po eksmisji degradują ich patologie towarzyszące wykluczeniu: przestępczość, alkoholizm, przemoc w rodzinie.
  4. Nieodwracalnej, strasznej i nienaprawialnej krzywdy doznają dzieci w rodzinach bezrobotnych poddawanych metodycznej windykacji i eksmisji. Urazy psychiczne jakich doznają, gdy komornik zabiera mienie i wyrzuca z rodzinnego domu, trwale determinują ich przyszłe życie i zachowania. W przyszłości jako osoby dorosłe mają obniżoną samoocenę i trudności z adaptacją społeczną.
  5. Polityka eksmisyjna powoduje olbrzymie koszty ekonomiczne, sztucznie wymusza nakłady na pomoc społeczną w zakresie dostarczania lokali socjalnych, finansowania pomocy żywnościowej i materialnej oraz zwalczania patologii dynamicznie rosnących w środowisku wykluczonych.
  6. Priorytetem reformy postkomunistycznej spółdzielczości powinna być jak najszybsza zmiana prawa w zakresie równouprawnienia posiadaczy lokatorskich praw do lokali i umożliwienia im dysponowania mieniem po spłaceniu kosztów budowy.
  7. Obecna dopuszczona prawem dyskryminacja obywateli posiadających lokatorskie tytuły do lokali rażąco narusza konstytucyjną zasadę równości oraz standardy państwa demokratycznego.
  8. Rady nadzorcze wyłaniane w niedemokratycznych wyborach w spółdzielniach-molochach aprobują poczynania prezesów ukierunkowane na systemowe eksploatowanie najuboższych grup mieszkańców i eksmitowanie dla korzyści z handlu lokalami, zysków z odsetek i kosztów zastępstwa procesowego.

 

Czego bronią Prezesi RN w SM?

Czego bronią Prezesi i RN w SM?

CZEGO  BRONIĄ  PREZESI   I   RADY NADZORCZE ?

 
 
Mówiąc wprost,  o pieniądze płynące szerokim strumieniem od spółdzielców. Jak szeroki to jest strumień?  Szeroki i potężny jak rzeka.
 
Rocznik statystyczny 2014 na stronie 333 TABL. 17 (233). Mieszkania wg statusu własności – stan w dniu 31 XII 2013 r. podaje:
  • w zasobach spółdzielni mieszkaniowych jest 2 249 000 lokali mieszkalnych,
  • łączna powierzchnia użytkowa mieszkań wynosi 111 522 000 m2.
  • Na podstawie otrzymanych zestawień opłat od spółdzielców z całej Polski – przy zastosowaniu metody wyrywkowej – ustalono, że:
    • najniższe opłaty   (eksploatacja, utrzymanie, media) za 1 m2    mieszkania wynoszą  6,75 zł;
    • najwyższe   13,68 zł: 
    • średnia =    10,22 zł/m2.
 
Dla wariantu ostrożnościowego można przyjąć:
 
  • 111 522 000 m2 (całkowita powierzchnia spółdzielczych lokali mieszkalnych) x 10,22 zł = 1 139 754 840 zł x 12 miesięcy = 13 677 058 080 zł (13,677 mld zł) – taka  właśnie kwota przepływa przez „ręce” prezesów z tytułu wnoszonych opłat przez mieszkańców spółdzielni mieszk.,
  • niech z tej astronomicznej kwoty 13 677 058 080 złotych  prezesi uszczkną    tylko 1   złotówkę z metra kwadratowego mieszkania,   to w skali całego kraju  wartość ta urasta do   111 000 000  złotych.
 
 Dla wariantu zbliżonego do rzeczywistości można oszacować:
  1. 111 522 000 m2 (całkowita powierzchnia spółdzielczych lokali mieszkalnych) + 22 300 000 m2 (przyjmując, że przeciętnie SM zarządza ok. 20% lokali wyodrębnionych) = 133 822 000 m2  x 10,22 zł (nadpłata) x 12 miesięcy = 16 411 930 080 zł (16,412 mld zł),
  2. garaże, miejsca postojowe i parkingi generują  przychód na poziomie 10% przychodu z mieszkań = 1,64 mld zł,
  3. lokale użytkowe generują przychód na poziomie 15%  ………….    = 2,46 mld zł,
  4. pożytki to ok. 3% przychodu z mieszkań     ………………………    = 0,492 mld zł,
  5. pozostała działalność gospodarcza to ok. 5% przychodu z mieszkań = 0,820 mld zł,
  6. przychody finansowe (np. od lokat) =  2% przychodu z mieszkań    = 0,328 mld zł,
  7. przychód z tytułu inwestycji (nowe lokale)                                       = 0,250 mld zł,
  8. termomodernizacja                                                                         = 3,28 mld zł
  •  RAZEM  16,412 +1,64 + 2,46  + 0,492 + 0,820 + 0.328 + 0.250 + 3.28 = 25 683 000 złotych.
 
Jeżeli weźmiemy pod uwagę ranking FORBES-a 100 największych w firm w Polsce to przy wariancie
1. spółdzielnie mieszkaniowe zajęłyby pozycję 12 , a przy wariancie 
2. pozycję    6.
 
Mówiąc wprost pierwsza 20,  czyli  czołówka w  takim  doborowym towarzystwie jak: PKN Orlen, PGNIG, Jeronimo Martins, PGE, Grupa Lotos, KGHM, PZU, PKO BP, FIAT Auto Poland, Orange Grupa, BP Europe, Tesco, PKP, Bank Pekao i Lidl Polska*   W  świetle  danych liczbowych Spółdzielczość Mieszkaniowa w Polsce ma się świetnie.
 
Znając kreatywność prezesów,  a należy przyjąć, że w tej dziedzinie są mistrzami,   tylko 10%  z tytułu zwyczajowego bakszyszu to „fundusz swobodnego wykorzystania – FSW” wyniósłby  2,5 mld zł w skali roku.  
Przy 3.600 spółdzielni mieszkaniowych** w Polsce  „fundusz swobodnego wykorzystania – FSW”, uśredniając na spółdzielnię wynosi   najskromniej  ok. 700 000 złotych.
 
I  pomyśleć,  że  spółdzielcy  niezmiennie są karmieni  propagandą  prezesów  jak  to  z  wysiłkiem  łączą  koniec z końcem, a  wredni  spółdzielcy  nie  chcą  zrozumieć  ich  zaangażowania i   ogromnego  wysiłku.  
Faktem jest,  iż  członkowie    nie  wiedzą,  że   to  dzięki  nim  a  dokładniej ” z   nich  ”  zgraja  cwaniaków  żyje   znakomicie.
 
Po   zapoznaniu  się   z  artykułem,   z  materiałami,  bilansem  spółdzielni,    oczywistym  się  staje   DLACZEGO  PREZESI   I   RADY NADZORCZE  BRONIĄ   STATUS  QUO  ! 
 
***************************************
 
Wg danych kilku różnych wywiadowni gospodarczych ( GUS nie podaje jeszcze tych danych, a KRS nimi się „nie chwali”), na wiosnę 2015r   Spółdzielni Mieszkaniowych  w Polsce pozostało  już  tylko   ok.  2.500 .   Nie  łudźcie  się,  jednak że ten średni fundusz swobodnego wykorzystania  „FSW”   będzie zmniejszony.

 

Spółdzielnie mieszkaniowe

Spółdzielnie mieszkaniowe

 

Komunistyczne prawo spółdzielcze legalizujące brak realnej ochrony milionów obywateli III RP, uczyniło z nich współczesnych niewolników, a usankcjonowana prawnie supremacja prezesów zbiera upiorne żniwo, np. w procederze zorganizowanego przemysłu eksmisyjnego.

Lokatorskie prawo do lokalu jest ikoną komunizmu spółdzielczego w III RP. Jest wymownym symbolem bezprawia i systemowego wykluczenia milionów Polaków, poprzez całkowite ubezwłasnowolnienie i przekazanie pełni władzy zarządom. Lokator bez zgody bossów spółdzielni nie może dysponować lokalem, za który zapłacił i oczywiście nie jest w stanie skutecznie się bronić, gdy popadnie w zadłużenie.


Kulisy procederu eksmisyjnego  
Tajemnica zarabiania i rentowności biznesu eksmisyjnego leży we wspomnianych bardzo korzystnych dla władz spółdzielni przepisach i możliwości odwlekania eksmisji tłumaczonej często pretekstem braku lokali socjalnych. Prezesi niekiedy latami zwlekają z wyrzuceniem lokatora zmierzając do pogrążenia go w zadłużeniu. Wyeksmitowanie za półroczny, czy nawet roczny dług według „specjalistów” od eksmisji relatywnie mało się opłaci, szczególnie po roku 2007, kiedy to w nowelizacji ustawy narzucono obowiązek wypłaty lokatorowi kwoty uzyskanej z licytacji mieszkania oraz przymuszono do ustanawiania dla nowego nabywcy odrębnej własności lokalu.

Prezesi mocno krytykują ten przepis domagając się przywrócenia możliwości nadawania nie własności, a własnościowego tytułu do lokalu.Dlaczego prezesom nie pasuje własność? Każda eksmisja to kolejny właściciel w nieruchomości, a więc w perspektywie groźba zmiany zarządcy. Ponadto właściciel to strona w postępowaniach i współwłaściciel mienia w majątku spółdzielni na równi z prezesami.

Efektywne pogrążanie w zadłużeniu trwa zazwyczaj kilka lat. Aktywność zarządów ogranicza się w tym okresie do systematycznego wytaczania spraw sądowych o zapłatę. Szefowie spółdzielni wiedzą, że użytkownik prawa lokatorskiego jest w pułapce i pozostaje ich więźniem, gdyż nie może dysponować lokalem.

Idealne warunki do powiększania zadłużenia powstają, gdy dłużnik jest bezrobotny i nie ma stałych dochodów. Wówczas dług miarowo, szybko narasta, a każdy kolejny pozew o zapłatę to wyższe odsetki i większe kwoty z zastępstwa procesowego. Sprawy tego rodzaju są w zasadzie formalnością.

W większości przypadków lokatorzy nawet się nie bronią i wydawane w trybie nieprocesowym nakazy zapłaty uprawomocniają się od razu.W spółdzielniach liczących ponad 10 000 członków o zapłatę kieruje się parktycznie w każdym miesiącu.

W sprawozdaniach prezesi szczycą się niezwykłą operatywnością występowania  o  zapłatę.


Dlaczego warto regularnie podawać o zapłatę nawet bezrobotnego?  
Obowiązuje taryfikator tzw. kosztów zastępstwa procesowego zasądzanych w postępowaniu. Pełnomocnik spółdzielni składając pozew o zapłatę w każdym wyroku ma zasądzone koszty zastępstwa odpowiednio do kwoty długu. Generalnieim zadłużenie czynszowe większe to tym lepiej. Wspaniale jest, gdy dług czynszowy przekroczy 10 tys. złotych, wówczas każdy pozew o zapłatę to minimum 2.400 zł zasądzonych kosztów zastępstwa. Opłaca się więc metodycznie wytaczać sprawy, a eksmitować dopiero wtedy, gdy wygenerowane koszty będą zbliżać się do wartości licytacyjnej lokalu. Żaden bank nie oferuje zysku na poziomie 24% od ulokowanych 10 tysięcy.

Stawki minimalne w zależności od wartości przedmiotu sprawy:

1) do 500 zł – 60 zł
2) powyżej 500 zł do 1.500zł – 180 zł
3) powyżej 1.500 zł do 5.000 zł – 600 zł
4) powyżej 5.000 zł do 10.000 zł – 1.200 zł
5) powyżej 10.000 zł do 50.000 zł – 2.400 zł
6) powyżej 50.000 zł do 200.000 zł – 3.600 zł
7) powyżej 200.000 zł – 7.200 zł

Wystarczy więc kilka procesów o zapłatę i na czysto zysk może wynieść nawet kilkanaście tysięcy tylko na jednym lokalu. Pieniądze odbiera się po dokonaniu eksmisji i sprzedaży mieszkania zadłużonego nieszczęśnika. Jeżeli wytoczy się ze sto spraw o zapłatę nawet przy kosztach zastępstwa 600 – 1200 złotych od pozwu,  zarabia się naprawdę duże pieniądze.

 

Kto zarabia na eksmisji

Kto zarabia na eksmisji?

Kto, kiedy i jak zarabia na eksmisjach w spółdzielni?

Kto, kiedy i jak zarabia na eksmisjach w spółdzielni?

W związku z wprowadzającymi w błąd wypowiedziami prezesów oraz publikacjami mediów sugerującymi, że lokatorzy – jak pogardliwie nazywa się mieszkańców spółdzielni – rozmyślnie nie płacą czynszu i rozbijają się drogimi samochodami,  przybliżam problematykę procederu eksmisyjnego na przykładzie drastycznego przypadku eksmisji z mieszkania lokatorskiego.

 

Nieludzkie prawo    Tytuł lokatorski to w istocie najem lokalu od spółdzielni obarczony przymusem sfinansowania kosztów budowy lokalu na warunkach zarządu. Perfidia lokatorskiego tytułu do lokalu polega na pozbawieniu wszelkich praw przy jednoczesnym zobowiązaniu do ponoszenia wszystkich kosztów i ciężarów.

  1. Lokator użytkujący mieszkanie nie może nim dysponować, mimo że spłacił koszty budowy i wszelkie inne koszty wytworzone przez zarząd spółdzielni. Nie ma prawa zbyć zajmowanego lokalu, zamienić ani darować.
  2. Lokator traci prawo do lokalu jeżeli zostanie wykluczony z członkostwa, ma obowiązek jego opuszczenia w wyznaczonym terminie.
  3. W rozumieniu przepisów prawa spółdzielczego PRL kontynuowanych w III RP, lokator nie jest pokrzywdzonym ani stroną, nie przysługuje mu ochrona prawna, mimo że to on, a nie spółdzielnia, poniósł koszty budowy lokalu.



Totalitarny upiór  
Ten peerelowski system zniewolenia, niewiele modyfikowany po 1989 roku jest namacalnym dowodem rażącej dyskryminacji części obywateli. W postkomunistycznej spółdzielczości nie obowiązują standardy państwa prawa zarówno w sferze praw jednostki jak i relacji gospodarczych.

Choć podstawą gospodarki wolnorynkowej za murami spółdzielni jest zasada, że jeżeli zapłaciło się za produkt to zostaje się jego właścicielem, to w molochu ta zasada nie obowiązuje. Lokatorzy, mimo że ponieśli koszty budowy mieszkań, nie stają się ich właścicielami. Nie mogą nawet nimi dysponować.

To prawne monstrum jest skutkiem układowej transformacji ustrojowej, w której ponad głowami spółdzielczej ludności przyjęto, że nie skorzysta ona z przemian, szczególnie w zakresie powszechnego uwłaszczenia. W dwóch dekadach III RP wykreowano system, w którym to spółdzielnia jako osoba prawna (prywatna firma w rozumieniu niektórych prezesów) stała się właścicielem majątku wypracowanego przez miliony członków spółdzielni. Członek SM z lokatorskim tytułem do lokalu został utrzymany w roli najemcy i pozbawiony elementarnych praw. Wskutek tych rażąco krzywdzących regulacji w spółdzielniach-molochach rozwinął się prawdziwy przemysł eksmisyjny.

Prezesi, pracownicy najemni  spółdzielnie traktują jak własne firmy pragmatycznie wychodzą z założenia, że lokale mają przynosić dochody, a głównym zadaniem egzystującej w nich ludności jest zapewnienie przychodów i zysków poprzez terminowe uiszczanie czynszu. Jeżeli więc lokator użytkujący mieszkanie z jakichś względów nie jest w stanie płacić, bo np. zachorował, utracił pracę, to poddaje się go windykacji, a następnie eksmisji. Opróżnia niedochodowy lokal i zasiedla nowym użytecznym czynszowo lokatorem.

Pod względem gospodarczym postkomunistyczny moloch stał się firmą o charakterze klastrowym – przedsiębiorstwem gospodarki lokalami,a wartość człowieka, mieszkańca spółdzielni, została sprowadzona do jego użyteczności w gospodarce czynszowej.

W dobie PRL okupacyjny aparat komunistyczny z zasady traktował społeczeństwo jako wroga, a jednostkę, osobę ludzką, jako nic nieznaczący przedmiot, trybik w machinie totalitarnego państwa. Układowa transformacja PRL w III RP w sferze spółdzielczości te „standardy” utrzymała i zalegalizowała. Człowieka, bliźniego, obywatela, tak jak w PRL, nadal traktuje się przedmiotowo i z pogardą. Zresztą, filozofia ta nie jest wyłącznie domeną prezesów spółdzielni. Retoryka pogardy i negacji niezbywalnego prawa do godności i ochrony jednostki, niejednokrotnie pobrzmiewa w orzeczeniach sądowych, w których wprost wskazuje się, że obywatel w sporze ze spółdzielnią (prezesami) nie ma właściwie żadnych praw. Zdaniem niektórych sędziów, to wyłącznie postkomunistyczna spółdzielnia (prezesi) jest właścicielem mienia i podmiotem – i tylko jej przysługuje ochrona i pełnia praw.  SIC

Zarządzanie w spółdzielniach

Zarządzanie w spółdzielniach

Jazgot jaki ostatnio podniosły „elyty” PO, „swetru”, PSL/ZSL, SLD/PZPR, przy pomocy zdominowanych przez siebie mediów elektronicznych i pisanych, to nie tylko „kwik świń odcinanych od koryta”.  To także, obawa przed UDOKUMENTOWANYM pokazaniem ich PRAWDZIWYCH TWARZY, „towarzyszy” z komitetów zakładowych, powiatowych i wojewódzkich „nieboszczki partii”. Twarzy funkcjonariuszy ówczesnej policji politycznej i jej WSPÓŁPRACOWNIKÓW, czyli TW zajmujących  do dzisiaj lukratywne funkcje  i  stanowiska. 

Zapowiedź ujawnienia przez obecny rząd i jego przedstawicieli  budzi AGRESJĘ. 

OCZYWIŚCIE TW   w  spółdzielczości mieszkaniowej  jest  mnóstwo.  Zgodnie z zasadą, że „nie musisz się interesować polityką, bo ona  sama interesuje się tobą, możemy powiedzieć … gdzie nie spojrzeć, we władzach spółdzielczości wszelakiego szczebla , na eksponowanych stanowiskach prezesów i ich zastępców, na stanowiskach przewodniczących i członków RN, znajdujemy tych „towarzyszy” i TW, a także byłych oficerów, niesławnej pamięci, WSI.  

W wpisie http://temidacontrasm.info/capo-di-tutti-capi/ zaprezentowana została osoba, niejakiego A. Domagalskiego. On nie tylko jest tym tytułowym „capo di tutti capi”, on także „reprezentuje” polską SPÓŁDZIELCZOŚĆ na forum międzynarodowym  i „ten szef wszystkich szefów ustawia  wszystkich”.   Co faktycznie reprezentuje, każdy kto nie jest „lemingiem”, łatwo odpowie.

W tymże wpisie można przeczytać o kolejnym TW, prezesie zarządu SM, zaciekle broniącego swojego stołka i zwalczającego aktywnych członków SM, którą chce niepodzielnie władać: Zbigniew Gawron – prezes zarządu SBM „Zachód” „Bohater” wielu artykułów ostatnio:  http://temidacontrasm.info/czlonkostwo-przywrocone/ Kim jest ten „pon”? Oto dokumenty (bez komentarza). Większość brzydzi się komentowania  materiałów źródłowych, pozostawiając ocenę tego osobnika czytelnikom. Ten wpis znajdziecie też na FB. UDOSTĘPNIAJCIE. https://www.facebook.com/temidacontrasm/. Między innymi sławny z relegowania niewygodnych członków spółdzielni.

Informuję, że 09.12.2015 r. wyrokiem SSO w Warszawie Krystyna Dymek przywróciła w poczet członków SBM ZACHÓD w Warszawie pięciu członków byłej Rady Nadzorczej tej spółdzielni, którzy zostali ze spółdzielni relegowani przez prezesa jej zarządu zwanego przez nas faryzeuszem.  Sąd uchylił pięć uchwał z dnia 24 marca 2014 r. Tymi uchwałami statusu członka spółdzielni przez nową radę nadzorczą pozbawieni zostali byli radni SBM ZACHÓD:Antoni Przechrzta, Jan Siekierka, Marek Wielicki, Henryk Franczak i Joanna Godlewska.  

W uzasadnieniu wyroku Sędzia Krystyna Dymek orzekała co następuje : Uchwały o wykluczeniu członków należało uchylić, ponieważ wskazane w tych uchwałach   przyczyny wykluczenia nie potwierdziły się w postępowaniu dowodowym. Są one również sprzeczne zarówno z Prawem Spółdzielczym jaki Statutem   Spółdzielni, które mówią, że wykluczenie członka ze spółdzielni jest  szczególną represją stosowaną w wypadkach uporczywego działania na szkodę spółdzielni a w tym przypadku było wręcz przeciwnie. Jak zeznał prezes zarządu spółdzielni Zbigniew Gawron było to jednorazowe działanie tylko w przedmiocie odwołania poprzedniego   zarządu. Zdaniem zeznającego, gdyby do tego nie doszło, nie doszłoby do wykluczenia.

Jako   członkowie Rady Nadzorczej mieliście państwo prawo i obowiązek działania, sprawdzania i nadzorowania pracy spółdzielni. Jeżeli spółdzielnia jako całość nie była zadowolona z państwa pracy to wystarczającym skutkiem niezadowolenia mogło być odwołanie Was z rady nadzorczej a nie wykluczenie ze spółdzielni. Wykluczenie ze spółdzielni nosiło cechy odwetu za podjęte działania, ponieważ przyczyny wskazane    w uzasadnieniu uchwał dotyczących wykluczenia w ogóle nie zostały potwierdzone w postępowaniu.

Zarzut narażenia spółdzielni na koszty związane z organizacją  Walnego Zgromadzenia był zarzutem bezzasadnym dlatego, że obowiązek zwołania Walnego Zgromadzenia wynikał w tym   przypadku z ustawy o spółdzielniach i państwo wykonywali w tych okolicznościach tylko   swoje obowiązki. Sąd obciążył kosztami wpisu i zastępstwa procesowego SBM ZACHÓD.

Wyrok pozwala wyrazić uznanie dla SSO Krystyny Dymek w Warszawie . 

 

Spółdzielnie Mieszkaniowe

Spółdzielnie mieszkaniowe

Jakie są zasady i podstawy prawa spółdzielczego? Co należy do ich istoty?

Spółdzielnie mieszkaniowe stanowią podstawową formę zaspokajania potrzeb mieszkaniowych w miastach, mają też kluczowe znaczenie w polskiej spółdzielczości. Liczba członków spółdzielni mieszkaniowych przekracza 12 mln. 

Spółdzielnie mieszkaniowe zarządzają zasobami mieszkaniowymi a ostatnio podjęły działalność deweloperską, śmiertelnie niebezpieczną działalność finansową dla zrzeszonych. 

  • Z założenia, spółdzielnie mieszkaniowe powinny budować po kosztach bez uzyskiwania z działalności deweloperskiej zysków, 
  • Mieszkania spółdzielcze powinny być też tańsze od mieszkań budowanych przez prywatnych deweloperów.

Obecnie spółdzielczość mieszkaniowa funkcjonuje na podstawie ustawy z dnia 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych oraz ustawy z dnia 16 września 1982 r. — Prawo spółdzielcze. Należy mieć na uwadze, że ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych była kilka razy nowelizowana, również kilka razy była negatywnie oceniana przez Trybunał Konstytucyjny. Te okoliczności spowodowały, że do Sejmu wpłynął nowy projekt  ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (druk nr 3494). Inicjatorem tego projektu jest Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska. W Podkomisji Infrastruktury prace zostały zakończone …  niestety  BEZ  EFEKTYWNIE.

Projekt ten spotkał się z uzasadnioną krytyką wielu środowisk spółdzielczych (Krajowej Rady Spółdzielczej, Spółdzielczych Związków Rewizyjnych), a także ekspertów. 

Byłoby niewskazane, ażeby w takim kształcie  wszedł on w życie, gdyż spowodowałby praktycznie likwidację spółdzielni mieszkaniowych w naszym kraju. Projekt ten nie służyłby spółdzielniom mieszkaniowym, a przede wszystkim członkom tych spółdzielni. 

Likwiduje on m.in. lustrację, powierzając zadania w tym przedmiocie ministrowi finansów, a także wprowadza nadzór ministra infrastruktury nad wszystkimi spółdzielniami mieszkaniowymi. 

Wprowadzenie nadzoru administracyjnego cofa polską spółdzielczość do wczesnych lat 50. ubiegłego wieku. 

Jest to naruszenie zasady autonomii spółdzielczej oraz zasady samorządności spółdzielczej, a to podstawowe zasady prawa spółdzielczego, w oparciu o które funkcjonuje cała spółdzielczość w świecie. 

Można tu zapytać o paradoks, który polega na tym, że Platforma w kampanii forowała liberalny postulat: Jak najmniej państwa! W praktyce zaś widzimy, że tego państwa jest coraz więcej, i to w coraz szerszych dziedzinach życia.

Spółdzielczość w okresie PRL-u była objęta gospodarką nakazowo-rozdzielczą, a majątek spółdzielni nie stanowił własności członków, lecz był własnością społeczną.  

Spółdzielnie mieszkaniowe, w szczególności zaczęły rozwijać się w latach 70. W tym czasie spółdzielnie mieszkaniowe były jednym z podstawowych i najważniejszych segmentów spółdzielczości. 

Na mieszkanie czekało się wtedy kilka lat. Mieszkanie spółdzielcze było towarem, podobnie jak obecnie. Możliwość ustanawiania odrębnej własności lokalu w szerokim zakresie wprowadzono ustawą z dnia 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych, ale  nieliczni  byli  do  tego dopuszczeni.

Po zmianie ustroju spółdzielnie mieszkaniowe przestały być preferowane przez państwo, które nie udziela już im długoterminowych, niskooprocentowanych kredytów. 

Spółdzielnie mieszkaniowe nowe budynki budują ze środków swoich członków. Nie jest rzadkością  sytuacja, kiedy spółdzielnie mieszkaniowe upadają i osoby, które wpłaciły na mieszkanie, tego mieszkania nie uzyskują, a zaciągniętą pożyczkę muszą spłacać. 

Spółdzielnie mieszkaniowe w zakresie działalności deweloperskiej podlegają tym samym regułom, co prywatne firmy deweloperskie. Fakt ten  czyni  działania deweloperskie spółdzielni  śmiertelnie niebezpiecznym dla członków spółdzielni, ze środków których realizowane są  budowle,  pod które  zabierane są  grunty dotychczasowych właścicieli !!!! Zysk  głównie  „idzie do kieszeni”  organów spółdzielni. 

Ogólny kierunek zmian w prawie spółdzielczym nie może być oceniany pozytywnie.

Mówiąc wprost w ww dokonywaniach brakuje spójności oraz głębokiego uzasadnienia w działaniach aktualnie prowadzonych w spółdzielniach mieszkaniowych. W obecnym kształcie działalność ta narusza przepisy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Wprowadza bez uzasadnienia szereg nowych instytucji odbiegających kształtem od instytucji uregulowanych w przepisach ogólnych prawa spółdzielczego (w ustawie matce).

Zostanie ona zmarginalizowana i przestanie się rozwijać. Gdyby w obecnym kształcie projekt ustawy został uchwalony, z całą pewnością zostałaby zaskarżona konstytucyjne, gdyż łamie on szereg zasad konstytucyjnych.  Podkreślam zdecydowanie i jednoznacznie, że nie jest to moja ocena tego projektu, gdyż nie uczestniczę w pracach legislacyjnych nad projektem ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych w charakterze eksperta, mimo że problematyka spółdzielczości mieszkaniowej jest mi bliska.

 

Spółdzielnie mieszkaniowe

Spółdzielnie Mieszkaniowe

 

Jakie są zasady i podstawy prawa spółdzielczego? Co należy do ich istoty?

Spółdzielnie mieszkaniowe stanowią podstawową formę zaspokajania potrzeb mieszkaniowych w miastach, mają też kluczowe znaczenie w polskiej spółdzielczości. Liczba członków spółdzielni mieszkaniowych przekracza 12 mln. 

Spółdzielnie mieszkaniowe zarządzają zasobami mieszkaniowymi a ostatnio podjęły działalność deweloperską, śmiertelnie niebezpieczną działalność finansową dla zrzeszonych. 

  • Z założenia, spółdzielnie mieszkaniowe powinny budować po kosztach bez uzyskiwania z działalności deweloperskiej zysków, 
  • Mieszkania spółdzielcze powinny być też tańsze od mieszkań budowanych przez prywatnych deweloperów.

Obecnie spółdzielczość mieszkaniowa funkcjonuje na podstawie ustawy z dnia 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych oraz ustawy z dnia 16 września 1982 r. — Prawo spółdzielcze. Należy mieć na uwadze, że ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych była kilka razy nowelizowana, również kilka razy była negatywnie oceniana przez Trybunał Konstytucyjny. Te okoliczności spowodowały, że do Sejmu wpłynął nowy projekt  ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (druk nr 3494). Inicjatorem tego projektu jest Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska. W Podkomisji Infrastruktury prace zostały zakończone …  niestety  BEZ  EFEKTYWNIE.

Projekt ten spotkał się z uzasadnioną krytyką wielu środowisk spółdzielczych (Krajowej Rady Spółdzielczej, Spółdzielczych Związków Rewizyjnych), a także ekspertów. 

Byłoby niewskazane, ażeby w takim kształcie  wszedł on w życie, gdyż spowodowałby praktycznie likwidację spółdzielni mieszkaniowych w naszym kraju. Projekt ten nie służyłby spółdzielniom mieszkaniowym, a przede wszystkim członkom tych spółdzielni. 

Likwiduje on m.in. lustrację, powierzając zadania w tym przedmiocie ministrowi finansów, a także wprowadza nadzór ministra infrastruktury nad wszystkimi spółdzielniami mieszkaniowymi. 

Wprowadzenie nadzoru administracyjnego cofa polską spółdzielczość do wczesnych lat 50. ubiegłego wieku. 

Jest to naruszenie zasady autonomii spółdzielczej oraz zasady samorządności spółdzielczej, a to podstawowe zasady prawa spółdzielczego, w oparciu o które funkcjonuje cała spółdzielczość w świecie. 

Można tu zapytać o paradoks, który polega na tym, że Platforma w kampanii forowała liberalny postulat: Jak najmniej państwa! W praktyce zaś widzimy, że tego państwa jest coraz więcej, i to w coraz szerszych dziedzinach życia.

Spółdzielczość w okresie PRL-u była objęta gospodarką nakazowo-rozdzielczą, a majątek spółdzielni nie stanowił własności członków, lecz był własnością społeczną.  

Spółdzielnie mieszkaniowe, w szczególności zaczęły rozwijać się w latach 70. W tym czasie spółdzielnie mieszkaniowe były jednym z podstawowych i najważniejszych segmentów spółdzielczości. 

Na mieszkanie czekało się wtedy kilka lat. Mieszkanie spółdzielcze było towarem, podobnie jak obecnie. Możliwość ustanawiania odrębnej własności lokalu w szerokim zakresie wprowadzono ustawą z dnia 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych, ale  nieliczni  byli  do  tego dopuszczeni.

Po zmianie ustroju spółdzielnie mieszkaniowe przestały być preferowane przez państwo, które nie udziela już im długoterminowych, niskooprocentowanych kredytów. 

Spółdzielnie mieszkaniowe nowe budynki budują ze środków swoich członków. Nie jest rzadkością  sytuacja, kiedy spółdzielnie mieszkaniowe upadają i osoby, które wpłaciły na mieszkanie, tego mieszkania nie uzyskują, a zaciągniętą pożyczkę muszą spłacać. 

Spółdzielnie mieszkaniowe w zakresie działalności deweloperskiej podlegają tym samym regułom, co prywatne firmy deweloperskie. Fakt ten  czyni  działania deweloperskie spółdzielni  śmiertelnie niebezpiecznym dla członków spółdzielni, ze środków których realizowane są  budowle,  pod które  zabierane są  grunty dotychczasowych właścicieli !!!! Zysk  głównie  „idzie do kieszeni”  organów spółdzielni. 

Ogólny kierunek zmian w prawie spółdzielczym nie może być oceniany pozytywnie.

Mówiąc wprost w ww dokonywaniach brakuje spójności oraz głębokiego uzasadnienia w działaniach aktualnie prowadzonych w spółdzielniach mieszkaniowych. W obecnym kształcie działalność ta narusza przepisy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Wprowadza bez uzasadnienia szereg nowych instytucji odbiegających kształtem od instytucji uregulowanych w przepisach ogólnych prawa spółdzielczego (w ustawie matce).

Zostanie ona zmarginalizowana i przestanie się rozwijać. Gdyby w obecnym kształcie projekt ustawy został uchwalony, z całą pewnością zostałaby zaskarżona konstytucyjne, gdyż łamie on szereg zasad konstytucyjnych.  Podkreślam zdecydowanie i jednoznacznie, że nie jest to moja ocena tego projektu, gdyż nie uczestniczę w pracach legislacyjnych nad projektem ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych w charakterze eksperta, mimo że problematyka spółdzielczości mieszkaniowej jest mi bliska.

 

Spółdzielnie mieszkaniowe

Czy spółdzielnie mieszkaniowe  to przeżytek?

Wielokrotnie posłanka Lidia Staroń przekonywała społeczeństwo, dziennikarzy, że obowiązujące dziś regulacje prawne dotyczące spółdzielni mieszkaniowych są najdelikatniej mówiąc  niejasne, niespójne, wiele nosi znamiona przestępczości, niekonstytucyjności.  

W jej [wnikliwej] ocenie propozycje Platformy miały za zadanie 

  1. zwiększyć kontrolę nad spółdzielniami, 

 

  • umocnić pozycję walnego zgromadzenia członków, 
  • wprowadzić personalną odpowiedzialność zarządu za działania na szkodę spółdzielni lub jej członków,    a co 
  • najważniejsze, uprościć uwłaszczenia, czyli przekształcenia mieszkań spółdzielczych we własnościowe [dawno spłacone, fakt ukrywany bezczelnie przez zarządy]. 

 


Bezspornym  faktem jest, że po 1989 r. czyli  w ramach kontrolowaej  transformacji –  znaczenie spółdzielczości, w tym mieszkaniowej, dramatycznie w Polsce zmalało. Podczas gdy w bardziej rozwiniętych krajach Zachodu,  ruch ten jest   i  pozostaje  liczącym się elementem życia gospodarczego i społecznego. 

Przedstawiciele Związku Spółdzielczości w Polsce  manipulując danymi stwierdzili, większość kosztów utrzymania lokalu mieszkalnego – energia cieplna, woda, kanalizacja, śmieci, podatek, ubezpieczenie – jest całkowicie niezależna od władz spółdzielni .  To domena instytucji państwowych, takich jak Urząd Regulacji Energetyki. Koszty te stanowią dziś ok. 70% opłat za mieszkania, a spółdzielnie nie mają na nie żadnego wpływu. Remonty i konserwacje pochłaniają ponad znaczącą wielkość kosztów, niestety dwa razy za mało, by racjonalnie dbać o majątek spółdzielczy. Na utrzymanie administracji spółdzielczej zostaje zatem tylko 9%.  Oczywiste kłamstwo.  Każdy  myślący spółdzielca wie na czym polegają „zyski” zarządów spółdzielni,  ile  faktycznie  powinny wynosić koszty eksploatacyjne. Każdy  myślący spółdzielca ma świadomość, ile wynoszą  zarobki  armii  pracowników spółdzielni, głównie  rodzin i  faworytów  królika,  i  na jakim poziomie  jest realizowana  ich  praca ! 

Dziś, gdy w Polsce bardzo wielu ludzi, szczególnie wchodzących w dorosłość, nie stać na zakup mieszkania, wsparcie przez państwo spółdzielni mieszkaniowych wydaje się koniecznością.Tymczasem o ile w 2006 r. całościowe wydatki państwa na sferę mieszkaniową wyniosły 1012,5 mln zł, o tyle w 2010 r. niespełna 823 mln zł. Po roku 2008 rynek mieszkaniowy przeszedł kryzys i deweloperzy mieli kłopoty ze sprzedażą nowo wybudowanych lokali.  Po latach  tzw. uśpienia  a faktycznie ogłupienia spółdzielców, spółdzielnie bezczelnie ze środków zrzeszonych zaczęli budować  mieszkania na sprzedaż.  Nastawienie na zysk przysłania realizację podstawowych działań spółdzielni mieszkaniowych, czyli  działanie  na  rzecz  i  w interesie spółdzielców.  !!!