Archiwa tagu: stowarzyszenie Oburzeni

Bezpartyjni Samorządowcy Deklaracje

Bezpartyjni Samorządowcy Deklaracje

Dnia 27.01.2018 roku w Liceum im. Staszica w Warszawie odbyło się spotkanie działaczy samorządowych różnego szczebla województwa mazowieckiego z zaproszonymi gośćmi. Celem było podpisanie Deklaracji współpracy w wyborach samorządowych 2018. Spotkali się przedstawiciele różnych formacji, tak naprawdę Komitetów Wyborczych Wyborców z terenu Warszawy. Ludzi, którzy nie należą w chwili obecnej do żadnej partii.  Uczestników było około 250. Uczestniczyli w nim Prezydenci Szczecina i Lubina.

W trakcie spotkania podpisano dwie Deklaracje. Jedna na temat wspólnej organizacji komitetu wyborczego na skalę ogólnopolską i ogólnych zasad działania w jego ramach.

Drugą podpisało 22 komitety z wyborów samorządowych z 2014 roku. Tylko z obszaru Warszawy. Wiele organizacji delegowało swoich przedstawicieli w celu uczestnictwa w spotkaniu i być może czynnego udziału  w wyborach samorządowych,   w ramach powstałego ugrupowania. Prowadzący spotkanie, zapraszali innych do włączenia się w działalność, stawiając jeden warunek. Nikt nie może być członkiem partii.

W trakcie spotkania przedstawiono wyniki badań statystycznych i marketingowych. Pokazywały one, że jest w działalności politycznej miejsce dla bezpartyjnych działaczy. Wiele z nich wskazywało na 5 do 25% głosów wyborców dla takiego ugrupowania.

Przedstawiciele Rady Koordynacyjnej Stowarzyszenia Oburzeni uczestniczyli w spotkaniu.

Z poważaniem

Jan Szymański

Oburzeni

OBURZENI

Wiele razy padało pytanie na co jesteście oburzeni? Odpowiedzią na nie może być nasz statut i program. Wiele osób twierdzi, że taka nazwa to obciach. Nie pozwoli ona na jakikolwiek sukces. Sami funkcjonują wiele lat w życiu społecznym. Mają za sobą niewielkie sukcesiki na lokalnym polu. Brakuje im sukcesu na polu ogólnokrajowym.

My członkowie Rady Koordynacyjnej Stowarzyszenia OBURZENI szukaliśmy i formuły jak i innej nazwy.

Organizacji, mających ambicje polityczne, społeczne jest w Polsce co najmniej kilka tysięcy (takie, które skupiają kilka/kilkanaście osób) i są jakąś formą prawną obowiązującą w Polsce. Z tego rzeczywiście działających, mających uregulowany stan prawny (prawie idealnie) są setki. O większości z nich nikt nie słyszał.

Środowiska oburzonych, pod ta nazwą lub zbliżoną, funkcjonują na całym świecie. Mają różne barwy polityczne, najczęściej podyktowane przez aktualne przywództwo organizacji. My również wywodzimy się z tego środowiska. Jesteśmy odłamem ruchów, które pojawiły się w Polsce w latach 2005 do 2013. W pewnym czasie byliśmy blisko Pawła Kukiza.

Chcąc działać w ramach obowiązującego prawa doprowadziliśmy, (nie bez kłopotów) do rejestracji w KRS naszego stowarzyszenia.

Nazwa OBURZENI budzi kontrowersje. Jednocześnie nie pozostawia prawie nikogo obojętnym. Nie spotkałem nawet jednej osoby, która stwierdziłaby „nigdy na nic nie byłem oburzony”. Za to często słychać w różnych mowach, rozmowach, dyskusjach, że jego uczestnika coś, ktoś, jakieś działanie oburza. Są narzędzia pozwalające ocenić, czy dana nazwa jest akceptowalna w życiu politycznym. Nauki zarządzania/kierowania organizacjami podają wiele takich narzędzi. Podstawowe z nich stosują wszystkie partie polityczne i organizacje społeczne mające ambicję odgrywać kluczowe role w swoim segmencie działania. Narzędzia użyte przez nas do badania, utwierdziły Radę Koordynacyjną, że nazwa OBURZENI jest prawidłowa. Nawet jeden z członków Rady,  poszukujący od wielu lat, innej nazwy zaakceptował fakt, że OBURZENI są już marką. Bieżącym przykładem, że Stowarzyszenie Oburzeni funkcjonuje w obrocie politycznym jest użycie naszej nazwy przez posła Jakubiaka z ruchu Kukiz 15.  

Ja jako Przewodniczący podkreślam, nastawiłem się na budowę stabilnej, trwałej formacji politycznej, która będzie stawiała na uczciwość, rzetelność oraz pracę na rzecz interesu Polski.

Nazwa OBURZENI dobrze oddaje  nasze nastroje, po obserwacji zachowań i działań wszystkich obecnych na scenie politycznej, graczy.

Z poważaniem

Jan Szymański

 

Posiedzenie Rady Koordynacyjnej

Posiedzenie Rady Koordynacyjnej

Zachodzą kolejne zdarzenia polityczne wokół nas. Potrzebne jest nasze kolejne spotkanie.

Posiedzenie Rady odbędzie się dnia 23 sierpnia o 19:00.

  1. Otwarcie Posiedzenia.
  2. Przyjęcie programu.
  3. Partia Oburzeni relacja z prac Jana Szymańskiego i Wojciecha Papisa.
  4. Wdrażanie akcji służebność pod sieci elektroenergetyczne – Tomasz Kucharczyk.
  5. Środowisko Zjednoczenie Narodowe i zachowanie się OBURZONYCH do tej inicjatywy. Antoni Gut. Inne inicjatywy zmierzające do stworzenia partii, komitetów wyborczych.
  6. Omówienie spraw bieżących stowarzyszenia OBURZENI.
  7. Sprawy różne.

Z poważaniem

Jan Szymański

Budowanie stowarzyszenia lub partii

Budowanie stowarzyszenia lub partii

Jak wspomniałem we wcześniejszym wpisie najszybszym i najskuteczniejszym sposobem na skuteczne zbudowanie znaczącej organizacji jest posiadanie odpowiednio dużych zasobów finansowych. Gdy do tego dołączy się rozpoznawalne osoby ta skuteczność jeszcze wzrasta. Przykładem takiego działania jest p. Janusz Palikot. Zbudował partię na bazie swojej rozpoznawalności i posiadanych pieniędzy.

Inaczej postąpił p. Paweł Kukiz. Na bazie poszukiwań różnych grup społecznych nowego sposobu działania stworzył organizację (struktura bez struktur), która wprowadziła swoich przedstawicieli do wybieralnych organów państwa. W tym projekcie  pomogło mu wiele osób, w tym piszący te słowa, i jako jeden z nielicznych popierający tworzenie struktur bez struktur. Jest to pomysł opisany w literaturze zajmującej się zarządzaniem/kierowaniem organizacją  mający zastosowanie w firmach zatrudniających (tak naprawdę włączających do swoich działań) specjalistów.

W każdym z tych przypadków dochodziły działania marketingowe, wykorzystanie posiadanego dostępu do mediów ogólnopolskich (tzw. reżimowych i określanych innymi epitetami).

Pan Janusz Palikot roztrwonił posiadane zaufanie ludzi. Podobnie postąpiło wielu innych przed nim. Czy to samo czeka organizację stworzoną przez p. Pawła Kukiza?

Stowarzyszenie OBURZENI podejmuje próbę stworzenia trwałej organizacji (stowarzyszenia lub/i partii). Jedna z takich prób jest zwołanie Kongresu Zjednoczeniowego.

Z drugiej strony nie zaniedbujemy codziennej działalności na rzecz osób pokrzywdzonych przez polski system niesprawiedliwości. Dokładamy starań by wspomóc działania innych organizacji, których akcje są zgodne lub zbliżone z celami stowarzyszenia.

Z poważaniem

Jan Szymański – Wiceprzewodniczący Rady Koordynacyjnej

 

Siła kłamstwa

Siła Kłamstwa

Mieszkania za złotówkę”

M​edi​a​ swoimi publikacjami konsekwentnie dyskredytuj​ą​

uwłaszczenie mieszkań spółdzielczych, antagonizuj​ą​członków spółdzielni wprowadza​ją​w błąd osoby starające się o przeniesienie własności.

Większość spółdzielców ​powinno ​zna​ć​karierę hasła „mieszkania za złotówkę”. Lobby spółdzielczości mieszkaniowej przeciwne uwłaszczeniu mieszkań rozpętało ogromną kampanię nienawiści i manipulacji powielając i upowszechniając kłamliwy termin „mieszkania za złotówkę”.

Jak wiemy w 2007 roku zakazano prezesom spółdzielni mieszkaniowych naliczania, przy przeniesieniu własności lokali, dodatkowych uznaniowych kwot niezwiązanych z faktycznie poniesionymi kosztami budowy mieszkań.

Ustawowy zakaz wywołał wściekłość wśród zarządów, które odtąd nie mogły już zarabiać na uwłaszczeniu, bo ustawodawca ograniczył im pobieranie opłat do wysokości spłaty kwot umorzonej pomocy państwowej udzielanej na budowę lokali.

Stąd dla uwłaszczających się wzięły się złotowe kwoty do spłaty w sytuacji, gdy kredyty na budowę mieszkań były zaciągane np w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Służalcze media jednak ani słowem nie wspominają z czego wynika  mechanizm naliczania złotowych spłat.

Co więcej, w żadnej z dotychczasowej publikacji nie ​ma wyjaśnienia, że pobierane przed 2007 rokiem marże rzędu od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, pod pretekstem spłaty kosztów budowy, w rzeczywistości były niczym więcej tylko wyłudzaniem nienależnych zarządom kwot i mówiąc wprost oszukiwaniem uwłaszczających się członków spółdzielni.

Media te nie wyjaśniają też, że warunkiem uwłaszczenia lokalu była i jest spłata kosztów budowy  oraz brak zadłużenia czynszowego.Wyjątkowa niegodziwość manipulacji hasłem „mieszkania za złotówkę” wiąże się też z sugerowaniem jakoby mieszkania można było kupić za złotówkę w ogóle, że niby dany spółdzielca nie poniósł żadnych innych kosztów, a teraz okazyjnie może nabyć lokal za kilka złotych. To perfidne kłamstwo do dziś wywołuje emocje i poczucie krzywdy u osób, które przed 2007 rokiem padły ofiarą uwłaszczenia za przymusową dopłatą oraz wprowadza w błąd tysiące osób, które wskutek kłamliwej propagandy żyją w przekonaniu, ze mieszkanie można kupić za kilka złotych.  Przykład:

  1. Uwłaszczenie na starych zasadach. Mieszkanie ciągle kupisz za złotówkę.
  2. Mieszkania za złotówkę także po Nowym Roku. Spółdzielnie idą na rękę.
  3. Prawo własnościowe to zdaniem propagandzistów własność.

Media wysługujące się antyspółdzielczemu lobby konsekwentnie powielają dodatkowe kłamstwo. W publikacjach sugerują, że własnościowe prawo do lokalu to własność, a uwłaszczenie polega na przekształceniu lokatorskiego prawa we własnościowe. Poniżej przykłady  podawania  nieprawdy:

  1. Tylko do końca roku miała obowiązywać ustawa, która pozwalała na takie przekształcenia.
  2. Lokatorskie prawo do lokalu można było tanio zamienić na prawo spółdzielczo-własnościowe.
  3. Bo od nowego roku to walne zgromadzenie spółdzielców miałoby decydować o tym, ile kosztowałoby przekształcenie mieszkania lokatorskiego na własnościowe.

Większość mieszkań jest już własnościowa. Tych lokatorskich zostało jeszcze kilkadziesiąt.

​Sic!​


Dziewięć lat czeka na akt własności. Bo spółdzielnia zwleka. Jak tylko w 2001 roku weszła w życie ustawa o uwłaszczeniach, to napisałam pismo do spółdzielni, że chcę mieć prawo własnościowe.
Mieszkanie to często dorobek całego życia.

​ ​

Trzeba wykorzystać dogodną okazję i za symboliczną złotówkę przekształcić je na własnościowe.
Piwnice będą własnościowe

Media po 2007 roku w wielu publikacjach bezpodstawnie informowały, że uwłaszczenie to przekształcenie w prawo własnościowe, choć ustawodawca zakazał ustanawiania prawa własnościowego i oczywiste było, że celem uwłaszczenia jest ustanawianie własności lokali, a nie własnościowego tytułu do lokalu. 

O co więc chodzi w tych antypolskich i antyspołecznych nagonkach i okłamywaniu opinii publicznej?


W pokomunistycznej spółdzielczości tkwią olbrzymie pieniądze (budżet, drugi co do wielkości po państwowym) i dysponowanie nimi odbywa się obecnie praktycznie bez żadnej kontroli. Ludność mieszkająca szczególnie w spółdzielniach-molochach jest eksploatowana i dyskryminowana.

  1. Nieuwłaszczonym spółdzielcom nie przysługuje status strony ani pokrzywdzonych, nie mają prawa do demokratycznych wyborów (prokuratura uznała, że wybory w spółdzielni nie podlegają ochronie).

  2. Dodatkowo dzięki zręcznemu zapisowi, że spółdzielnia jest prywatnym majątkiem, spółdzielczość nie podlega kontroli instytucjonalnej (np. NIK). Stan ten powoduje, iż akceptowane przez zarządy ceny zakupu towarów i usług są często znacznie wyższe od rynkowych, a wykonywane prace nie zawsze celowe.

  3. Rozwój uwłaszczenia i edukacji spółdzielczej jest więc groźny dla obecnego status quo, ponieważ przeniesienie własności otwiera uwłaszczonym możliwość wyrwania się ze spółdzielni i wyboru wolnorynkowego zarządcy – a więc radykalnego obniżenia kosztów zarządzania i remontów budynków. Ponadto własność jest chroniona konstytucyjnie.

  4. Właściciel uzyskuje status pokrzywdzonego w sprawach np. o niegospodarność…… przynajmniej teoretycznie według ustawy i orzecznictwa SN.

  5. Uwłaszczenie lokali zmniejsza majątek spółdzielni jako osoby prawnej, czyli innymi słowy jest mniej mienia do zastawiania kredytów. Zarząd musi pytać o zgodę uwłaszczonych.

Dla prezesów to bardzo istotna kwestia, ponieważ dysponując mieszkaniami własnościowymi i lokatorskimi, w świetle prawa będącymi w majątku spółdzielni, nie muszą liczyć się z głosem mieszkańców. Z reguły wystarczająca jest uchwała, często podejmowana głosami pracowników, o wyrażeniu zgody na zaciąganie kredytów – nawet rzędu 20-30 mln w skali roku.

Skąd tak niezwykła przychylność mediów dla zarządów spółdzielni?
Najgorzej jest w tzw. miastach spółdzielczych, w których np. połowa mieszkańców egzystuje w spółdzielniach. Struktura taka z reguły przekłada się negatywnie na lokalną gospodarkę.

Jest mniej firm, a działalności mniej rentowne. Jest mało lokalnych klientów, bo siła nabywcza ludności rezydującej w spółdzielniach często jest bliska zeru. To determinuje pozycję ekonomiczną lokalnych mediów, które w większości przypadków z wolnego rynku nie mają w ogóle poważnych klientów reklamowych lub zyskują ich, ale w znikomej części, nieadekwatnie do poniesionych nakładów.

Życie gospodarcze w takich miastach rzuca te media w objęcia grup rządzących spółdzielniami. Grupy nomenklaturowe są stałymi, dużymi klientami na kampanie reklamowe, a nawet artykuły sponsorowane. Chcąc w ogóle przetrwać na gospodarczym pustkowiu miasta spółdzielczego, media starają się więc współpracować ze strategicznymi klientami, w tym przypadku prezesami spółdzielni. Zależność ekonomiczna nie jest oczywiście regułą we wszystkich przypadkach. Niejednokrotnie o przyjętym kierunku rozstrzygają inne kryteria, np. walki frakcyjne między miejscowymi politykami, w których lokalne gazety wstępują do zaciągu silniejszych.

NORMALNOŚĆ

NORMALNOŚĆ pojęcie istniejące w dzisiejszych czasach?

Normalność nie jest jednoznacznym pojęciem dla wszystkich. Czy często spotykamy się z normalnością w życiu codziennym? Niestety nie. Przykład ostatniej kampanii prezydenckiej w USA, gdzie wszystkie chwyty oraz włączenie się zewnętrznych sił pokazuje, że normalnymi działaniami osiągnąć sukces jest bardzo trudno.

Czy niemożliwe?

Przykład normalnego zachowania i podejścia do swoich obowiązków z naszego podwórka. Trener Legii Warszawa p. Jacek Magiera, którego sposób zachowania opisał w krótkich słowach Stefan Szczepłek „Panowała opinia, że magister historii – nie palący, rzadko przeklinający, , niedzwoniący do „Fryzjerów”, nieubliżający zawodnikom, nieszalejący przy linii bocznej , niewymuszający na sędziach decyzji korzystnych dla Legii, niezabiegający o swój wizerunek w mediach, niepodlizujący się ultrasom – nie pasuje do tych czasów i kariery nie zrobi. Właśnie robi i to w tempie do tej pory w polskiej piłce nie widzianym.” Wszystkie opisane zachowania nie są normą zachowań trenerów w polskiej piłce nożnej. Dalej dziennikarz opisuje pozytywne skutki działań trenera Magiery dla wszystkich zainteresowanych „Ultrasi” zadowoleni, Władze klubu zadowolone, finanse podreperowane, nawet Prezydent RP ogrzewa się w blasku sukcesów Legii.

Czy „nienormalne” w obecnej rzeczywistości a normalne w odczuciu zwykłych  ludzi zachowanie Jacka Magiery doprowadziło do tych sukcesów.  Jeżeli nie ma się wiedzy jak własne zachowania wpływają na pracę innych, sukcesów nie będzie. Normalne zachowanie trenera prowadziło do usunięcia zadrażnień pomiędzy zawodnikami, które powstały na bazie braku prawidłowej oceny pracy poszczególnych zawodników. Poprzedni trener ustawiał skład według swojego widzimisię, nikt nie znał klucza. Piłkarze stracili motywację do pracy a z czasem zaczęli robić na złość trenerowi. Magiera będąc zawodnikiem, trenerem w Legii znał od „podszewki” działania, jakie mogą zmienić grupę niesfornych chłopaków w zgrany zespół dążący do sukcesu na arenie międzynarodowej. Te działania skutecznie realizuje zachowując się normalnie.

Po co ten wywód.

Czy budowanie zespołu, ma przełożenie na politykę i ocenę działań poprzedniego rządu PO-PSL i obecnego PiS-u.

Pod poprzednimi rządami większość Polaków czuła, że dzieje się źle. Często nie wiedzieliśmy w jakim elemencie ten rząd popełnia błędy a może działa celowo by zniszczyć Polskę.

Patrząc na wiele działań Rządu PiS można wskazać pojedyncze płaszczyzny rządzenia, gdzie powielano błędy zachodnich rządów. Najłatwiej powielać zachowania innych o ile się sprawdziły. Ekipa PO-PSL sądziła, że powiela sprawdzone dobre schematy. Nasze opóźnienie w negatywnych reakcjach na błędne decyzje powinno im pozwolić na wprowadzenie korekt. Tak się nie stało.

Czy PiS robi lepiej. Patrząc na sondaże oraz słuchając opinii przeciętnego Kowalskiego to tak. Sztandarowym programem 500+ zdobyli sobie zaufanie olbrzymiej części polskiego społeczeństwa.

Naruszeniem nietykalności pracowników wymiaru sprawiedliwości  (sędziów, prokuratorów, mecenasów)  pokazali, że można ten zaklęty krąg rozerwać. W tym zakresie nie ustrzegli się błędów, postępowanie w sprawie  Trybunału Konstytucyjnego jest tego przykładem.

To daje im dużą przewagę w dalszej walce politycznej. Kolejny punkt, gdzie poczucie normalności wraca w życiu publicznym na swoje miejsce. Za takie działania dostają nagrody w postaci zaufania wyborcy.

Niestety mają swoją „piętę achillesową”, polityka gospodarcza państwa. Ten element stanowi największe zagrożenie dla nich samych jako partii rządzącej, jak dla Polski jako państwa. Pamiętam działania ś.p. Lecha Kaczyńskiego jako Prezydenta m. st. Warszawy. Niestety zostaje powielane wiele negatywnych schematów działania w gospodarce, które zauważyłem wtedy.

Tak sprzyjających okoliczności zewnętrznych, by prowadzić  swoją politykę, bez wtrącania się innych, nie miał do tej pory żaden rząd od 1989 roku.

Referendum w sprawie odwołania HGW

Referendum w sprawie odwołania HGW

Inicjator referendum lokalnego grupa obywateli: Guział Piotr, Ikonowicz Piotr, Ikonowicz-Nosal Agata, Wasiak Jolanta, Wasiak Marek, Ciszewski Piotr, Pólkowska Mirosława, Ciara Piotr, Zygrzak Krzysztof, Zając Tomasz, Kik Kazimierz, Głowacz Daniel, Maciejowski Maciej, Tofil-Sławuszewska Anna, Machaj Piotr, Czerwińska Ewa w sprawie odwołania Prezydenta m. st. Warszawy HANNY GRONKIEWICZ-WALTZ w dniu 5 grudnia 2016 roku złoży do Ratusza Wniosek z kartami zawierającymi podpisy osób popierających wniosek.

Obecnie Inicjator posiada podpisy na granicy ważności wniosku (niezbędne jest złożenie ponad 132.500 ważnych podpisów poparcia).

Otrzymałem telefony jak złożyć jeszcze w tej chwili karty z podpisami i gdzie. Liczy się każdy podpis.

Jeżeli posiadają Państwo 10 i więcej podpisów proszę o kontakt telefoniczny z jedną z poniższych osób (postaramy się odebrać karty od Państwa osobiście):

  1. Antoni Gut                                 –      531 – 825 – 787,

  2. Wojciech Papis                          –      514 – 268  -064,

  3. Jan Szymański                           –      600 – 820 – 483.

Można też dostarczyć pod adres ul. Ratuszowa 11 (Praga Północ koniec ulicy Targowej, Metro Wileńska) jest to budynek ITR (Instytut Tele – Radiotechnik) zostawić w kopercie z napisem „Dla Jana Szymańskiego) u Ochrony. Ochrona całodobowa. Karty w ten sposób proszę dostarczyć do dnia 4 grudnia do godziny 20:00. Przekażę je Inicjatorowi  bezpośrednio.

W kilku z rozmowach  telefonicznych i bardzo wielu bezpośrednich, w trakcie zbierania podpisów padało pytanie – 

„Kto popiera, kto włączył się w akcję zbierania podpisów wniosku o referendum? Jak PIS w tej sprawie?

NIKT.

Prowadziliśmy rozmowy w większością znaczących partii i ugrupowań. Kolega Z Rady Koordynacyjnej rozmawiał z Senatorami PiS. Pojedyncze osoby będące członkami PiS odważyły się uczestniczyć w akcji zbierania podpisów.

Dziś dostajemy odpowiedź dlaczego tak zareagował PiS. Pani HGW złożyła zawiadomienie do prokuratury na śp. Lecha Kaczyńskiego oraz Kazimierza Marcinkiewicza.

Najdziwniejsze jest zachowanie stowarzyszenia „Miasto jest nasze”. Osobiście rozmawiałem z osobami będącymi w jego władzach.

Członkowie dostali absolutny zakaz uczestniczenia w akcji zbierania podpisów popierających wniosek o referendum oraz składania podpisów pod tym wnioskiem. 

Według mojej oceny, po rezygnacji p. Śpiewaka, MJN tak jakby zakończyło działalność.

Jan Szymański

 

 

Pieniądz równoległy

Pieniądz równoległy

Krzysztof Lewandowski,
13.10.2016

Trójpodział władz, na który powołują się politycy, to przeżytek. W
międzyczasie bowiem wyrosły nad tradycyjnymi władzami: ustawodawczą,
wykonawczą i sądowniczą dwie nowe potęgi: finansowa i medialna, z
których pierwsza i najsilniejsza to władza finansowa banków i instytucji z
nimi powiązanych, tworząca globalny kartel.
W globalnym kartelu bankowym bierze udział i NBP, i FED, i BIS, a także
giełdy, banki komercyjne, towarzystwa asekuracyjne, instytucje ratingowe i
finansowe oraz uniwersytety, kształtujące świadomość przyszłych
menedżerów tej niedemokratycznej struktury.
Ekspansywna władza finansowa wcisnęła się na dobre do naszego
dziewiczego finansowo kraju w wyniku reformy bankowej z 1997 roku, oraz
zmiany Konstytucji na zgodną z oczekiwaniami kartelu. W wyniku tych
reform kreacja pieniądza została powierzona instytucjom niepublicznym –
bankom komercyjnym, gdzie 84 procent podaży polskiego pieniądza ma
formę lichwiarskiego kredytu. I przez ćwierćwiecze od czasu owego
otwarcia się polskiej dziewicy na finansowego zbója, za bezcen utraciliśmy
to, co było w Polsce atrakcyjnego do przejęcia, a teraz spekuluje na
kruczkach prawnych, motywując swoje działania legalizmem. Różnymi
kanałami następuje drenaż finansowy obywateli, i mimo że pracujemy
najwięcej w Europie, wciąż jesteśmy biedni.
Za kreowany z powietrza pieniądz globalny, polscy architekci,
menedżerowie i robotnicy zbudowali kartelowi finansowemu wspaniałe biurowce i rezydencje na najatrakcyjniejszych parcelach miejskich.
Zbudowane one zostały za pieniądze pochodzące z naszych kieszeni,
wyciągane przez system podatkowy. Minister Morawiecki kompromituje się
mówiąc, że podatki są dobre, bo z tego mamy bezpłatne szkolnictwo i
służbę zdrowia!
Jakość państwowego systemu finansowego jest równocześnie kryterium
szansy całego społeczeństwa na trwały rozwój i postępujący dobrobyt. Gdy
publiczny system finansowy jest wadliwy, wszelkie, nawet niezwykle
skuteczne i twórcze wysiłki zbiorowości, przepadają w grach
niesymetrycznych, prowadzonych w globalnym kasynie finansowym,
kierowanym imperatywem zysku. Złoty polski jest poprzez swoją
wymienialność uwikłany w system globalnego pieniądza, którego nie
jesteśmy w stanie kształtować. Musimy mieć pełną świadomość, że system
ten odzwierciedla interesy kartelu, a nie państw narodowych. Jest
wkomponowany w skomplikowany system bankowości międzynarodowej,
określający reguły jego tworzenia, unicestwiania, wyceny oraz posługiwania
się nim jako środkiem wymiany handlowej. Główną wadą tego systemu jest
przyznanie prawa kreacji kredytu, tworzącego zasadniczą podaż pieniądza
na rynkach, prywatnym spółkom bankowym. Prywatne banki zyskują dzięki
temu śmiercionośny instrument odmowy kreacji kredytu, którym terroryzują
świat w okresach recesji.
W interesie państwa polskiego jest stworzenie systemu pieniądza
równoległego do złotówki, którego charakter moglibyśmy suwerennie
kształtować w oderwaniu od globalnego kasyna i żarłocznej finansjery.
Niewymienialność jest podstawową cechą równoległego pieniądza, która
zapewnia jego odłączenie od systemu walut globalnych, a przez to
możliwość dowolnego kształtowania zasad jego emisji i funkcjonowania w
lokalnym obiegu gospodarczym. Niewymienialny pieniądz jest odporny na
spekulacje, gdyż wydać go można tylko lokalnie, i tylko wśród tych, którzy go akceptują.

Drugą kardynalną cechą pieniądza równoległego jest zero-odsetkowość
zarówno oszczędności, jak i kredytów. Dzięki temu można dwukrotnie
obniżyć koszty lokalnych inwestycji realizowanych za pomocą tej waluty, a
także uchronić jej operatora przed koniecznością angażowania depozytów
w transakcje spekulacyjne. Rozwiązuje też szereg problemów, z którymi
boryka się polska gospodarka. Przede wszystkim pieniądzem tym można
zagospodarować rezerwy produkcyjne, dostarczając gospodarce środka
transakcyjnego, służącego do upłynniania nadwyżek towarowych i
usługowych, oraz do aktywizacji krajowego biznesu.
System pieniądza równoległego może też być znakomitym buforem
finansowym w czasie kryzysu, który zdarza się co kilka lat, a po 2008 roku
przyjął postać kryzysu pełzającego. Równoległy pieniądz w polskim obiegu
gospodarczym spowoduje też, że Polacy będą potrzebowali mniej złotówek,
aby funkcjonować gospodarczo na poziomie lokalnym. Państwo polskie,
samorządy i obywatele zyskają dzięki temu szansę, aby się oddłużyć.
Powołanie do istnienia waluty równoległej, niewymienialnej na złotówkę,
jest jak zamknięcie w błonie komórkowej naszego państwa wewnętrznej
bramy, skoro brama zewnętrzna, złotowa, stoi otworem. Byłby to pierwszy
od ćwierćwiecza przejaw rodzimej kultury organizacyjnej w obszarze
bankowości i finansów, którą porzuciliśmy na rzecz adaptowania się do
kultury kartelu.
Kwestia możliwości wprowadzenia w naszym kraju waluty równoległej to w
istocie kwestia polityczna, dotycząca naszej suwerenności. Tego, że
system, w którym żyjemy, jest niedemokratyczny, domyślamy się na
podstawie wielu źródeł.
Jednym z nich jest źródło monetarne, wskazujące na niedemokratyczną
hierarchię walut, z walutami uprzywilejowanymi, faworyzującymi wybrane
państwa we władzy nad globalnym kapitałem. Do walut tych dołączył
niedawno chiński yuan.

Waluty z koszyka walut uprzywilejowanych tworzy się ex-nihilo, a korzyści z
tej kreacji płyną do uprzywilejowanych bankierów – osób prywatnych. Na
rzecz powstającego w ten sposób, czyli „z powietrza”, uprzywilejowanego
kapitału –płacimy obecnie olbrzymi haracz.
To nie tylko odsetki od stale rosnących kredytów, jakie płacą na rzecz
kartelu bankowego: państwo, przedsiębiorcy oraz obywatele, nie tylko
przejęte przez ten kapitał, najlepsze polskie zakłady, centra miast, znaki
firmowe i technologie. To także nasze niskie wynagrodzenia, stanowiące
obecnie zaledwie 35 procent dochodu narodowego. Niejasnym
zagadnieniem wciąż jest to, czy możemy ten zewnętrzny system,
stawiający nas w roli podrzędnej na arenie korporacyjnego biznesu,
uzupełniać systemami lokalnymi, niekorporacyjnymi, i w jakimś sensie nie
aspirującymi do bycia wielkimi. Wciąż nie wiemy, w jakim zakresie
pozostawiona nam została przestrzeń decydowania o formach takiej
samoorganizacji na szczeblu samorządowym i lokalnym.
W Polsce szczebel samorządowy obejmuje starostwa, gminy, spółdzielnie,
stowarzyszenia oraz formy współpracy oraz wymiany, wynikające z
lokalnych zwyczajów. W preambule naszej konstytucji widnieje zasada
pomocniczości, wyraźny zapis, przekazujący intencję, aby władza była
sprawowana możliwie na jak najniższym szczeblu, czyli właśnie na
szczeblu samorządowym.
Pytanie to sprowadza się w istocie do tego, czy samorządy w Polsce
mają prawo tworzyć własne systemy monetarne, niepowiązane z
niedemokratycznym pieniądzem globalnym i skonfigurowane
podatkowo na podstawie suwerennych decyzji rad gmin i powiatów?
Pieniądz równoległy to szansa Polaków na tworzenie własnej kultury
organizacji w obszarze bankowości i finansów. To szansa na większą
stabilność systemową naszego państwa i na postępujący, a nie uciekający
przed nami dobrobyt.
Zobacz więcej na Forum Korreusa:
http://www.korreus.pl/forum/?view=thread&id=36#

Źródło jak wyżej.

Plan Morawieckiego, czy drugi Balcerowicz?

Plan Morawieckiego, czy drugi Balcerowicz?

Temat: Plan Mateusza Morawieckiego można uznać za kontynuację Planu Balcerowicza. c.d.

Stanisław Adamczyk 

Konsekwencją procesu zapoczątkowanego tzw. planem Balcerowicza był nie tylko upadek polskiego przemysłu i wyprzedaż najcenniejszych jego składników, przejęcie banków oraz mediów, ale przede wszystkim narastające zadłużenie, w znacznej części wobec wierzycieli zagranicznych. Dług odziedziczony po PRL (w połowie umorzony) został spłacony dopiero jesienią 2012 r. Jednak znacznie wcześniej zadbano, żeby kraj wpadł w nowe sidła zadłużenia, tym razem o charakterze systemowym. Dawało to gwarancję pogłębiającego się z roku na rok uzależnienia od wierzycieli.

W 1997 r. uchwalono Konstytucję, prawo bankowe i ustawę o NBP. Stworzyły one ramy nowej architektury finansowej opartej na oprocentowanym pieniądzu dłużnym emitowanym przez prywatne banki komercyjne. Odtąd państwowy bank centralny nie miał prawa emitować pieniądza na potrzeby gospodarki, która zaczęła się podnosić po hekatombie pierwszych lat transformacji. To prawo otrzymały (w większości niepolskie) prywatne banki komercyjne, które zaczęły nakręcać spiralę długu wewnętrznego. Państwo nie mogąc korzystać z emisji własnego pieniądza zostało zmuszone do kredytowania się w zagranicznych bankach i międzynarodowych instytucjach finansowych (podobnie jak za czasów Gierka).

Naturą narzuconego Polsce w 1997 r. systemu jest wykładniczy przyrost długu, który staje się szczególnym problemem, gdy tempo rozwoju gospodarki nie dorównuje wzrostowi zadłużenia. W chwili obecnej (oficjalny) publiczny dług Polski jest kilkudziesieciokrotnie większy niż u schyłku PRL. Zadłużenie sektora finansów publicznych osiągnęło 990 mld zł, z czego 80% to dług zagraniczny. 30% całości stanowi dług denominowany w walutach obcych, co generuje potężne ryzyko walutowe.

 

Koszty obsługi zadłużenia (spłaty odsetek) stanowią mniej więcej równowartość rocznych wpływów budżetu państwa z tytułu podatku PIT (w zależności od roku: 30 – 40 mld zł). Roczne koszty braku emisji własnego pieniądza, czyli przyczyny zadłużania się, są natomiast obliczane na kwotę 150 – 200 mld zł, czyli równowartości kilku dziur budżetowych. W takiej sytuacji trudno wyobrazić sobie prowadzenie jakiejkolwiek suwerennej polityki gospodarczej czy zagranicznej, a zwłaszcza polityki niezgodnej z interesami wierzycieli. Gdy nie będziemy dyspozycyjni i posłuszni, wystarczy obniżenie ratingu i wyprzedaż polskich obligacji skarbowych, żeby zachwiać popytem na nowe papiery (potrzeba rolowania długu) i spowodować problemy z płynnością finansową państwa. Taka groźba wisi na głowami każdej ekipy rządowej w Warszawie niczym miecz Damoklesa.

Program wicepremiera Morawieckiego może jedynie sytuację uzależnienia pogłębić, ponieważ zakłada zwiększenie „ubankowienia”, czyli długu, zwolnienie z podatku bankowego obligacji skarbowych, wprowadzenie e-paragonu, wyeliminowanie z obrotu gotówki, poparcie dla umów TTIP i CETA czy zwiększenie fiskalizmu (jednolity podatek i jednolity plik kontrolny).

Zwiększenie zadłużenia zawsze, prędzej czy później, skutkuje przykręceniem śruby podatkowej, która ma wycisnąć pieniądze potrzebne do spłaty wierzytelności. Szczególnie absurdalny jest pomysł budowania polskiego kapitału przemysłowego w oparciu o zagraniczny kredyt. Plan Morawieckiego, z pozoru oparty na patriotyzmie gospodarczym, jest logiczną kontynuacją planu Balcerowicza, a przeciwstawianie ich sobie jest grubym nieporozumieniem.

Praktyka polityczna i historia III RP pokazuje, że dług jest podstawowym narzędziem zniewolenia i ekonomicznej dominacji. Fakt ten nie miał do tej pory potwierdzenia i opisu naukowego i był niestety tematem tabu a nie poważnej refleksji. Dopiero rozprawa prof. Richarda Wernera unaoczniła za pomocą dowodu empirycznego, jak ten system funkcjonuje od strony wewnętrznych, ukrytych, mechanizmów; wyjaśniła, jak pracuje silnik systemu.

Przyjrzyjmy się więc, czym jest, a czym nie jest pieniądz dłużny. Werner w swojej pracy przeanalizował trzy teorie bankowości opisujące mechanizm powstawania kredytu: teorię rezerwy cząstkowej, pośrednictwa finansowego oraz kreacji kredytu. W sposób doświadczalny sfalsyfikował dwie pierwsze i potwierdził prawdziwość trzeciej.

Eksperyment Wernera został przeprowadzony za pomocą rzeczywistego oprogramowania księgowego używanego w banku Raiffeisen. Polegał na ręcznym wprowadzeniu do oprogramowania sprawozdawczo – audytorskiego kredytu w kwocie 200 tys. euro, jakby był pomyłkowo pominięty (przez oprogramowanie bieżące) w ostatnich dniach roku, i sprawdzeniu rachunkowych konsekwencji tego faktu. Ponieważ rejestrowana była tylko jedna transakcja, test gwarantował, że wynik nie będzie zakłócony przez inne operacje bankowe.

Eksperyment wykazał, że żadne inne standardowe procedury ani operacje nie były potrzebne, aby zakończyć księgowanie kredytu i sfinalizować zapisy na kontach. Inaczej mówiąc, bank do udzielenia kredytu nie potrzebował pozyskania depozytu czy posiadania rezerw. Wymagania kapitałowe i odpowiednie rezerwy muszą być bowiem zapewnione jedynie w określonych okresach pomiaru i nie są warunkiem wstępnym udzielenia kredytu. Do tego potrzebny jest przede wszystkim podpis klienta na umowie, która warunkuje dalsze operacje rachunkowe: dopisanie kwoty kredytu do aktywów, a następnie stworzenie na taką samą kwotę depozytu kredytobiorcy w pasywach. W ten sposób zwiększa się bilans banku. Nie następuje redukcja żadnych kont, nie następuje transfer środków, co miałoby miejsce w przypadku, gdyby pieniądze rzeczywiście pochodziły z depozytu innego klienta. Depozyty wchodzą w bilans banków, są ich własnością. Deponenci są jedynie wierzycielami. Tak więc teorie pośrednictwa finansowego i rezerwy cząstkowej są błędne.

Najważniejsze ustalenie Wernera polega na tym, że pojedyncze banki kreują pieniądz poprzez udzielanie kredytu. Nie są żadnym pośrednikiem pomiędzy deponentem a kredytobiorcą, jak twierdzą obydwie odrzucone i sfalsyfikowane teorie. W przypadku prawdziwego pośrednictwa pieniądze klientów stanowią odrębną masę majątkową poza bilansem zarządzającego (np. domy maklerskie, TFI). Fałszywa jest również teza, występująca w teorii rezerwy cząstkowej (mnożnikowa teoria pieniądza), że pieniądz jest kreowany nie przez pojedynczy bank, ale przez cały system bankowy. Twierdzenie takie jest całkowicie nielogiczne, ponieważ jeśli pojedynczy bank nie kreuje pieniądza (jest jedynie pośrednikiem), to tym bardziej nie może tego robić cały system. Dodatkowe potwierdzenie niesłuszności teorii rezerwy cząstkowej stanowi fakt, że w związku z brakiem skuteczności stosowania stopy rezerwy cząstkowej w polityce monetarnej, niektóre banki centralne odstąpiły w ogóle od jej stosowania (Bank Anglii, Riksbank).

Podobnie iluzoryczne jest stosowanie wymogów współczynnika wypłacalności jako hamulca akcji kredytowej. Bank bowiem (Werner podaje przykład Credit Suisse) może tworzyć pieniądze celem powiększenia własnego kapitału. Skoro bank tworzy pieniądz w postaci kredytu lub własnego kapitału, to oznacza, że jest on elementem gry rynkowej, czyli towarem. Nie jest więc neutralną infrastrukturą niezbędną do prawidłowego funkcjonowania rynku.

Zakłóca to podstawową zasadę stanowiącą o uczciwości wolnego rynku – równość stron uczestniczących w wymianie gospodarczej. Rynek staje się w ten sposób iluzją, fałszywką, która odznacza się głęboką nierównowagą w stosunkach gospodarczych premiując banki kosztem pozostałych uczestników gospodarki rynkowej, a właściwie pseudorynkowej. Bank tworzący swój własny kapitał jest wyjątkowo groźny dla systemu, ponieważ może skutecznie obchodzić rygory narzucone przez regulatora i tworzyć pieniądz kredytowy bez ograniczeń.

Towarowa postać pieniądza tworzy nową, nieznaną wcześniej, jego funkcję – spekulację, która jest obecnie dominująca w stosunku do opisanych dawno przez ekonomię trzech innych funkcji: transakcyjnej, wartościującej i tezauryzacyjnej. Dlatego właśnie we współczesnym świecie jedynie 0,2 % ogółu wyemitowanego pieniądza służy obsłudze realnej gospodarki (transakcje handlowe: zakup towarów i usług, produkcja). Reszta jest narzędziem spekulacji na akcjach, walutach, towarach, surowcach czy z wykorzystaniem instrumentów pochodnych. Ta dysproporcja daje obraz skali patologii dotykającej globalną gospodarkę, która stała się kasynem zarządzanym przez nieliczną oligarchię finansową. W kasynie tym na z góry przegranej pozycji znajdują się państwa, narody, przedsiębiorcy i obywatele.

W kasynie tym „produkuje” się bańki spekulacyjne, cykle koniunkturalne, inflację, deflacje, bankructwa i bezrobocie. Nieodłącznie towarzyszy im transfer zysków i realnych dóbr do właścicieli pieniądza i ubożenie większości populacji. Współczesne niewolnictwo polega na pracy przymusowo wynagradzanej imitacją pieniądza, który jest najbardziej wyrafinowanym narzędziem wyzysku i eksploatacji w dziejach ludzkości.

W systemie tym, niczego nieświadomy, niewolnik opłaca swojego pana, bo jest zmuszony do posługiwania się oprocentowanym pieniądzem dłużnym. Pasożyt dla większości jest niewidzialny. Odczuwalne są za to skutki jego działalności, fałszywie definiowane przez ekonomię jako naturalne zjawiska występujące w gospodarce wolnorynkowej (np. cykl koniunkturalny, inflacja). Narzędziem i ofiarą pasożyta jest również państwo, które aby spłacać ciągle powiększający się dług, dociska obywateli podatkami i daninami, lądującymi na końcu w kieszeniach bankierów.

W tym kontekście należy sobie zadać pytanie o sens istnienia giełd papierów wartościowych, które z założenia powinny dawać wiarygodne wyceny aktywów, głównie akcji. Jednak nie jest to możliwe, kiedy pieniądz jest „produkowany” (przez prywatne banki) jak każdy inny towar; z tą różnicą, że praktycznie bez żadnych ograniczeń, bo bezkosztowo (metodą księgową). W ten sposób akcje stają się oderwanym od rzeczywistości przedmiotem hazardu i spekulacji.

W tym świetle należy inaczej spojrzeć na przemiany, które dokonywały się w Polsce od 1989 r. Dowód Wernera pokazuje bezsens zewnętrznego zadłużania się krajów rozwijających się, którym wmówiono, że oszczędności są konieczne dla inwestycji i rozwoju gospodarczego. Oszczędności na początku transformacji było w Polsce, swoją drogą, sporo. Niestety zostały one wydrenowane przez plan Balcerowicza (poprzez rabunek dewiz i inflację) otwierając pole dla kapitału zagranicznego.

Pojawił się więc argument o potrzebie finansowania rozwoju długiem zewnętrznym. Ta filozofia pokutuje niestety do dzisiaj, skazując kraj na archaiczne i przeciwskuteczne modele wzrostu (plan Morawieckiego). Nieporozumienie polega na tym, że kredyt i kapitał pochodzący z Zachodu jest pieniądzem fikcyjnym, wykreowanym w sektorze bankowym (również ten kreowany przez zachodnie banki w Polsce). Spełnia jednak swoją funkcję transakcyjną, ponieważ brak jest suwerennego, emitowanego w kraju, środka płatniczego. Niesie to wiele negatywnych konsekwencji ekonomicznych:

  1. Utrwala patologiczną sytuację istnienia 40% luki nabywczej, która zmusza społeczeństwo do zadłużania się. Luka nabywcza to dysproporcja między wielkością PKB a popytem wynikającym głównie z dochodów generowanych w kraju. Dochody osiągane przez obywateli nie wystarczają na wykupienie owoców ich własnej pracy – 40% dóbr i usług powstających w Polsce.
  2. Skazuje państwo, społeczeństwo i przedsiębiorców na dźwiganie garbu odsetkowego (pieniądz jest długiem).
  3. Podnosi znacząco ceny w różnych segmentach rynku (np. w budownictwie mieszkaniowym udział odsetek w cenie metra kw. dochodzi do 70%).
  4. Wzmaga fiskalizm, ponieważ państwo musi spłacać odsetkowy dług, a jedynym źródłem środków na spłaty są podatki.
  5. Powoduje drenaż krajowych zasobów i bezustanną ucieczkę realnego kapitału za granicę (transfer odsetek i dywidend banków, funduszy inwestycyjnych oraz zysków innych firm zagranicznych w Polsce).
  6. Stwarza poważne zagrożenie kursowe, ponieważ zagraniczne długi są w znacznej części denominowane w walutach obcych, a na rynku wewnętrznym sprzedawane są kredyty indeksowane do walut i instrumenty pochodne dla przedsiębiorstw, np. opcje walutowe. Można więc bez żadnej przesady stwierdzić, że wszyscy jesteśmy „frankowcami”.

Prokuratura a HGW

PROKURATURA a  Hanna Gronkiewicz-Waltz

Co dalej z zawiadomieniem do Prokuratury złożonym przez stowarzyszenie OBURZENI?

Sprawy toczą się powoli. Początkowo przysyłano zawiadomienie po poszczególnych instytucjach.

Na dzień dzisiejszy sprawa jest dużo jaśniejsza.

Z zawiadomienia wydzielono dwie odrębne sprawy:

  1. Sprawa egzekucji komorniczej przeciwko Kupieckim domom Towarowym i zaniechanie działań przez Prezydent m. st. Warszawy działań w tym zakresie.
  2. Druga to odpowiedzialność Pani Hanny Gronkiewicz-Waltz jako Prezydent m. st. Warszawy w zakresie działań w sprawie reprywatyzacji.      

W jednej ze spraw toczy się postępowanie prokuratorskie z nadaniem numeru.

Czy Pani HGW, występując w swoim życiu po obu stronach procesu reprywatyzacji, mogła nie wiedzieć jak to wszystko się odbywa? Jedno ze zdjęć z Panią Gąsiorowską może sugerować, że w proces reprywatyzacji włączyli się nie tylko obywatele polscy. Wzajemne towarzysko-biznesowe powiązania osób, mogły pozwolić na wykorzystanie zdobytych informacji w sposób nieuczciwy.

Czy takie sytuacje miały miejsce?

W ostatni poniedziałek „Rzeczpospolita” włączyła się czynnie do zniechęcania wszystkich zainteresowanych Referendum w sprawie odwołania Prezydent Warszawy.

Zrobiła to w sposób właściwy mediom. Pokazując jak „rozpaczliwe” próby podejmuje Piotr Guział, Ikonowicz i reszta by doprowadzić do referendum. Jednocześnie publikując wypowiedź  polityka stwierdzającą (pośrednio), że doprowadzenie do referendum graniczy z cudem (zebranie odpowiedniej liczby podpisów 132 500) a już doprowadzenie do ważności Referendum to sprawa niemożliwa. Konieczność, by w Referendum uczestniczyło 351 tys. uprawnionych do głosowania na terenie m. st. Warszawy.

Kolejny raz w życiu, spotykam się ze stwierdzeniem jakiegoś mojego rozmówcy, czy grupy ludzi, że coś jest niemożliwe. Niektóre sprawy mogą być źle prowadzone, inne źle przygotowane, jeszcze inne nie powiodły się sukcesem, gdyż nie dotarto do ludzi zainteresowanym tematem a umiejących działać na danym polu.

Proszę wszystkich o aktywne włączenie się do zbierania podpisów poparcia wniosku Inicjatora Referendalnego Piotra Guziała. Proszę o drukowanie karty z naszej strony i oddawanie wypełnionych kart jednemu z Członków Rady Koordynacyjnej stowarzyszenia OBURZENI: Antoni Gut, Wojciech Papis, Jan Szymański.

Można też odesłać kartę na adres stowarzyszenia

OBURZENI

ul. Środkowa 8/24

03-430 Warszawa

Przekażemy otrzymane karty grupie p. Guziała, by referendum się odbyło.