Archiwa tagu: Tusk

Płaska ziemia

Płaska ziemia

Szanowni Państwo!

Zdawać by się mogło, że przy takiej obfitości informacji wszelakich wystarczy umiejętnie dmuchnąć, żeby oddzielić ziarno od plew. Nic bardziej mylnego. Szukanie prawdy w gąszczu informacji i dezinformacji, to jak wędrowanie przez puszczę bez mapy, albo płynięcie przez ocean bez busoli. Ci, którym zależy na wpuszczaniu nas na bezdroża, chcą jednak czasami sprawdzić, jak daleko zabrnęliśmy. W tym celu wymyślają oczywiste absurdy typu – racje „zwolenników płaskiej ziemi” i patrzą ilu się na to „załapie”.

Nie czarujmy się – wszyscy jesteśmy podatni na sugestie, chociaż w różnym stopniu. Najlepiej mają ci, którzy dzielą ludzi tylko na: „swoich” i „obcych”. Dla lewaka swoi, to anarchiści wszelkiej maści, a obcy to narodowcy, którym trzeba mieszać szyki. I mieszają. A najlepsze są w tym ruskie trolle, bo nie mają najmniejszych skrupułów, żeby każdego obwiniać, właśnie o… sprzyjanie Rosji. Mistrzem jest niewątpliwie Tusk, który najpierw posyłał Putinowi miłosne spojrzenia i robił takież gesty, i zaraz po tym oddał śledztwo smoleńskie „przyjaciołom Moskalom”, a teraz oskarża kogo popadnie o sprzyjanie Putinowi.

A jak było dawniej? Różnice poglądów w przedwojennej Polsce były tak silne, że do dziś można spotkać płomiennych zwolenników Piłsudskiego, niechętnych Dmowskiemu i na odwrót. Między tamtą a dzisiejszą sytuacją jest jednak różnica zasadnicza. Tamte dwa obozy różniły się tylko strategią, cel był ten sam – wolna Polska. Dzisiaj terytorium Polski zasiedlają: „historyczny naród polski i polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza”, jak ładnie to określił Stanisław Michalkiewicz.

Jasne, że cele obydwu grup są skrajnie rozbieżne. Polacy chcą Polski silnej i suwerennej, wspólnota rozbójnicza słabej, uzależnionej od mocodawców zewnętrznych, którym wiernie (chociaż może czasem nie całkiem świadomie) służą.

     Wyznawcy „płaskiej ziemi” zostali niewątpliwie zmanipulowani przez prowokatorów, ale obecnie znajdują się zapewne po obu stronach barykady.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

4 biliony złotych długu

4 biliony złotych długu

Bilion plus trzy biliony plus trzysta miliardów złotych długu Polski i Polaków

Dość rzadko zgadzam się z prof. Balcerowiczem. Prawie nigdy.

Tym niemniej jednak, tytułem wstępu cytuję stanowisko w sprawie długu publicznego Polski.

„Na rosnącym długu publicznym żaden kraj nie zbudował sobie dobrobytu, zbudował sobie ruinę. Nie pozwólmy w Polsce zbudować ruiny – ostrzega prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Rady Fundacji FOR.

10 stycznia dług publiczny pokazywany na liczniku FOR w centrum Warszawy, przekroczył już bilion złotych. Jeszcze rok temu, na koniec 2015 r., wynosił 919,7 mld zł, a więc ok. 80 mld zł mniej. Na koniec 2017 r. – zgodnie z planami rządu – dług ma się zwiększyć o kolejne 75 mld zł, do 1075 mld zł.  Co ważne, nasza zadłużenie rośnie także w relacji do PKB. I tak o ile na koniec 2015 r. wynosiło 51,5 proc. PKB (według metodologii unijnej), obecnie – prawie 54 proc. PKB, a na koniec tego roku ma sięgnąć 55 proc. PKB.

– Każdy dzień, gdy dług publiczny choć już bardzo wysoki, nadal rośnie, jest szkodliwy dla kraju – komentował prof. Leszek Balcerowicz. – Po pierwsze działa jako hamulec systematycznego wzrostu gospodarczego, rodzi niepewność, która zniechęca do inwestowania. Po drugie, wraz z szybkim narastaniem długu rośnie ryzyko gwałtownego załamania gospodarki na skutek kryzysu fiskalnego, a kryzysy fiskalne są nadzwyczaj kosztowne – ostrzegał Balcerowicz.

Eksperci FOR podkreślali, że polski dług publiczny szybko rośnie w efekcie polityki prowadzonej przez rząd – utrzymywania wysokiego deficytu  finansach publicznych pomimo stosunkowo dobrej koniunktury gospodarczej. – To konsekwencje antyreform wprowadzonych przez ten rząd, które podnoszą zadłużenie i negatywnie odbijają się na gospodarce – mówił Andrzej Rzońca, główny doradca FOR. – Rząd nie ogranicza żadnych wydatków, ma to nastąpić dopiero w 2018 r., co jest mało wiarygodne – wtórował Aleksander Łaszek. – Rząd przede wszystkim liczy, że „wyrośniemy” z długu dzięki wzrostowi PKB. Co jednak jeśli gospodarka spowolni? – dodał Łaszek.

Według FOR bilion zł długu jawnego to tylko część zadłużenia państwa.

 Kolejne 3 biliony zł to ukryty dług publiczny, również wyświetlany na liczniku. Dług ukryty to inne niż kontrakty finansowe zobowiązania państwa do przyszłych płatności – w przypadku Polski to przede wszystkich nabyte prawa do świadczeń emerytalno-rentowych.

Jak mówił Rzońca, ryzyko turbulencji w gospodarce światowej i przez to w polskiej jest dosyć spore. Jako punkty zapalne wymienił ryzyko kryzysu finansowego w Chinach i innych rynkach wschodzących, rachityczny wzrost w gospodarkach krajów rozwiniętych, ryzyko recesji w USA, koniec polityki zerowych stóp procentowych czy w końcu rosnące na świecie tendencje protekcjonistyczne i ryzyka polityczne.

– Polska na te wstrząsy nie jest dobrze przygotowana. Odporność polskiej gospodarki jest osłabiana właśnie przez narastający dług publiczny. Obecnie jest on dużo wyższy niż przed innymi turbulencjami w gospodarce światowej. Wynosi prawie 54 proc. PKB, w 2002 r. przed pęknięciem bańki internetowej wynosił 36 proc. PKB, w 2007 r. – przed pęknięciem bańki na rynku nieruchomości – 44 proc. PKB. Gdyby zdarzyło się znowu jakieś pęknięcie, relacja długu publicznego do PKB w naszym kraju może eksplodować – mówił Rzońca. – Wystarczy rok gorszej koniunktury i otrzemy się o konstytucyjną granicę długu czyli 60 proc. PKB. Co wtedy zrobi rząd? Czy w ciągu jednego roku ograniczy deficyt, czy zlekceważy konstytucję? – pytał Rzońca.

Prof. Balcerowicz zastrzegł także, że Polska nie może porównywać się np. z Niemcami, choć tam rzeczywiście dług jest wyższy niż u nas i wynosi ok. 68 proc. PKB. – Niekompletna informacja bywa szkodliwym idiotyzmem. Za zaciąganie długi Polska płaci 3,9 proc., a Niemcy – 0,2 proc., Niemcy mają nadwyżkę budżetową, a my – duży deficyt –wyliczał Balcerowicz.

I dodał, że równie absurdalne są twierdzenia, że chłodzenie gospodarki jest szkodliwe. – Niektórzy uważają, że chłodzenie oznacza ograniczanie wydatków publicznych, a wydatki publiczne są przecież potrzebne, by gospodarka się rozwijała. Trzeba rozbijać te mity, na rosnącym długu publicznym żaden kraje nie zbudował sobie dobrobytu, zbudował sobie ruinę. Nie pozwólmy w Polsce zbudować ruiny – ostrzegał Balcerowicz.”

Nieprzypadkowo zadłużenie polskich gospodarstw domowych od 2004 roku do chwili obecnej wzrosło dziesięciokrotnie ( o 1000 procent !!!) od kilku miliardów euro do blisko dziewięćdziesięciu miliardów. Poniżej wykres.

Zdecydowana większość wzrostu tego długu przypada na rządy PO z premierem Tuskiem na czele.

Miliony Polaków , w tym Frankowicze, nie zdają sobie do końca sprawy z tego co się stało. Nastąpiła (planowana lub nie) eksterminacja ekonomiczna Narodu Polskiego, nas wszystkich.

Obecny Rząd nic nie robi , aby zmniejszyć dług publiczny Polski, wręcz przeciwnie, zwiększa dług. Rząd jedynie deklarował pomoc zadłużonym gospodarstwom domowym.

Gwoli prawdy obecny Rząd uruchomił na kredyt program społeczny wspierający rodziny wielodzietne, co jednakże w połączeniu z powrotem do poprzedniego wieku emerytalnego przyspiesza zadłużanie finansów państwa i katastrofę w przyszłości.

Obecny Rząd nie podejmuje reform strukturalnych w gospodarce, nie tworzy mechanizmów pro-rozwojowych, a powinien to robić, jeśli ma na celu interes Polski i Polaków.

Jeżeli ta tendencja się utrzyma, a dzisiaj wiele na to wskazuje, to czeka nas los bankrutującej Argentyny, albo los krajów trzeciego świata. Nie stracą jedynie posiadacze złota i diamentów, pod warunkiem, że skarb zakopią głęboko w ziemi, a nie zdeponują w zagrożonych bankach…  a emerytury to sobie lepiej załatwmy gdzieś w Europie….

Wojciech Papis

Stowarzyszenie Oburzeni

www.oburzeni.pl

Źródło: http://amerbroker.pl