Archiwa tagu: UE

Ale kino!

Ale kino!

       Szanowni Państwo!
       Unia Europejska gnębi nas karami za urojony brak praworządności, chcąc w ten sposób wywołać kompletny chaos wymiaru sprawiedliwości. Nie pozwala obniżać podatków w nadziei, że polska gospodarka się załamie. Istnieje jednak taka dziedzina naszego życia, która powinna budzić niekłamany zachwyt Brukseli i Berlina. Jest nią polska kinematografia.
       Jesteśmy prekursorami i sukcesorami stylu w dziedzinie nagrywania dźwięku. Wrzaski i szepty nie wymagają rozumienia słów. Treść dialogów znają tylko scenarzyści, a widzowi nie jest ta znajomość potrzebna, bo przecież dialog niczego do treści i tak nie wnosi. Dobitnie potwierdza to spostrzeżenie ostatnie „arcydzieło” zatytułowane LEGIONY. Najkrótsza recenzja filmu to: Powiesili go, zakopali i uciekł. Do tego sprowadza się cała intryga, nad którą pracowało aż dwóch scenarzystów. Reszta to luźno powiązane sceny batalistyczne przerywane dłuuu….gimi pocałunkami. Tu jedyne zastrzeżenie „prawdziwych Europejczyków” może budzić fakt, że to nie pocałunki homoseksualistów. Taka korekta wymagałaby jednak odsunięcia PiS od władzy.
       Całość jest perfekcyjnie nudna. To jeden z powodów, dla których UE mogłaby docenić polski wkład zniechęcania widza do sztuki filmowej. UE powinna ustanowić jakąś nagrodę specjalną, którą obdarowywani byliby widzowie wytrzymujący dwie godziny w kinie.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

Absurd w natarciu

Absurd w natarciu

     Szanowni Państwo!
       Na forum ONZ Amerykanie zwykli byli wytykać Związkowi Sowieckiemu brak poszanowania dla praw obywateli. Wówczas, w rewanżu słyszeli tę samą śpiewkę: „A wy bijecie murzynów”. Bzdurne hasło, powtarzane do znudzenia, wywołało jednak pożądany skutek w postaci kompleksu, którego nabawili się Amerykanie. Imperium Zła formalnie upadło, ale zasiane ziarno absurdu wykiełkowało i dało nieoczekiwany rezultat. Chruszczow, w najśmielszych marzeniach nie mógł przypuszczać, że biały amerykański policjant uklęknie przed czarnoskórym przestępcą!
       Absurd przestał być domeną kabaretu, stał się atrybutem polityki, zwłaszcza tej międzynarodowej. Trzeba nie lada umiejętności, żeby nawigować między tymi „rafami”. Dlatego doceńmy PiS nie tylko, za to, co dobrego robi dla Polaków, ale też za umiejętność wybierania „mniejszego zła” w polityce zagranicznej. Tu, pożal się Boże doradcy, wiedzą po fakcie lepiej, co było mniejszym złem. Ale również oni nie potrafią wskazać, co było tym dobrem. Tego nie uświadczysz.
       Ubożsi w doświadczenia polityczne ludzie Zachodu nie poznali czym jest komunizm. Im się zdaje, że z tym daje się żyć. Nie! Łatwiej niż komunizm przeżyć korona wirusa, albo inną grypę. Totalna głupota prowadzi do totalnej zagłady. Nie łudźmy się, że to tylko niewinne dziwactwa typu ocieplenie klimatu, na które pomogą niemieckie (i tylko niemieckie) wiatraczki. Nadzwyczajne prawa dla zboczeńców, to jak wytykanie ich palcem na (ich?) życzenie. Blokowanie funduszy unijnych za brak praworządności, to jedna wielka ściema i kpina. Gorzej, to oszustwo i nawet złodziejstwo, bo my wpłacamy do kasy unii pieniądze, a unia rozdaje je byle komu, z pominięciem nas.
       Totalne ogłupienie tak zwanych mas w imię postępu już w Polsce przerabialiśmy i wyciągnęliśmy wnioski. Dlatego teraz, to niech inni się od nas uczą. Nasza następna wpłata na rzecz unii, powinna być skorygowana in minus o jakieś idiotyczne kary, nakładane przez samozwańczych uzurpatorów demokracji oraz o wartość pomocy, której udzielamy Ukraińcom. 

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

Ad vocem

Czy zawsze gramy w tą samą grę?

Czy jesteśmy mądrzejsi czy głupsi od naszych partnerów w grze?

Czy to jest gra z UE? Czy to jest gra z USA?

Czy to jest gra z Rosją?

Czy to jest gra z Ukrainą?

Czy to jest gra o polską rację stanu?

Wiele pytań? Czy znam na nie odpowiedzi? Nie nie znam.

Jak zachowuje się partner mądrzejszy a jak głupszy?

Moja wiedza i doświadczenie z uczelni i zawodowe podpowiada mi rekomendacje odpowiedzi na ww. pytania. Jak widzą to inni?

Czy otrzymam od Państwa podpowiedzi w tym dyskursie.

Z poważaniem

Jan Szymański

Zawsze chodzi o pieniądze !!!

Zawsze chodzi o pieniądze !!!

Polska prawie zawsze była, jest obecnie i pewnie będzie w przyszłości areną globalnej walki o wpływy.

Poniższy tekst pokazuje inną stronę okresu przemian ustrojowych. Na pewno był to jeden (prawdopodobnie kluczowy) aspekt tych przemian i sposobu ich przebiegu.

„Polska arena walki globalnej o wpływy…..Dlaczego Europa Zachodnia poparła stan wojenny w Polsce – Polska rozgrywka mocarstw! Komunizm nikomu nie przeszkadzał to była tylko walka o wpływy! (..) Stworzono w Polsce podłoże dla „kolorowej rewolucji”. Z punktu widzenia robotników walczono o więcej wolności politycznej oraz o więcej socjalizmu. Ale z punktu widzenia sponsorów ruchu kluczowy był GAZOCIĄG .

Wszyscy wiemy, że RFN poparła stan wojenny w Polsce, ale nie ma szerszej świadomości, że zdanie to podzielała Europa Zachodnia.

Potępiły go USA oraz włoska Partia Komunistyczna. Niemcy ujawnili, że Thatcher nie tylko uznała pacyfikację Solidarności za rzecz pożądaną, ale zapowiedziała pomoc w tym dziele dla Jaruzelskiego.

Die Zeit życzył generałowi powodzenia, zaś New York Times w roku 1981 widział w Jaruzelskim zapowiedź prozachodniej transformacji.

W 1981 nie toczył się bój antykomunistyczny. Podział był zupełnie inny. Po jednej stronie stanął ZSRR, RFN, Anglia i Francja, które zawarły kontrakt stulecia.

A po stronie drugiej stał Reagan. Konflikt był dokładnie taki sam jak dziś: spór Ameryki z Europą Zachodnią o rosyjski gazociąg. Amerykanie ujawnili dokumenty pokazujące, że jego budowa była głównym kontekstem stanu wojennego.

To co dziś dzieje się w UE jest bezpośrednim następstwem rozłamu z 1981.

Jaruzelski jako twórca transformacji:

1. Międzynarodowy Fundusz Walutowy 1981
2. Formatowanie opozycji i nomenklatury 1982-1984
3. Pakt Jaruzelski-Rockefeller 1985
4. Soros zostaje koordynatorem transformacji 1986
5. Eksperyment słupski 1987
6. PRL wprowadza leseferyzm 1988
7. Okrągły Stół – przylepienie metki Solidarności do transformacji
8. Implementacja transformacji w Polsce na modelu boliwijskim

Mariusz Agnosiewicz
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10173
***********
(..) Gaz jamalski, Solidarność, stan wojenny
Prawdziwy przełom rozpoczął się z początkiem 1978, kiedy Sowieci zaproponowali Europie Zachodniej podłączenie do gigantycznych złóż syberyjskich poprzez gazociąg jamalski dedykowany tylko dla zachodnich odbiorców. Miał on biec przez Polskę. Umowa została zawarta latem 1979: RFN zobowiązała się wyłożyć 20 mld marek za pośrednictwem ponad 20 banków. Był to największy kontrakt między blokiem wschodnim a zachodnim. Oznaczało to zwielokrotnienie dotychczasowych dostaw, a tym samym więzi gospodarczych. W Niemczech oznaczało to wzrost konsumpcji sowieckiego gazu z 10 mld m3 do 20 mld m3, a więc do 30% całego zużycia. Dla Austrii, Francji, Holandii, Włoch i Belgii trafiać miało łącznie 30 mld m3 gazu.
Co oczywiste, plany te były korzystne dla Europy Zachodniej i bardzo niebezpieczne dla USA, które nie mogło dopuścić do tak silnego zespolenia ekonomicznego Europy Zachodniej z sowiecką Rosją. USA rozpoczęły wówczas operację powstrzymania tego projektu. Koncentrowało się to przede wszystkim na wsparciu bardzo silnego ruchu protestu społecznego w Polsce. W połowie 1978 prezydent Carter nałożył embargo (motywowane „prawami człowieka”) adresowane do amerykańskich koncernów na eksport do Bloku Wschodniego związany z budową gazociągu. U schyłku 1978 w Rzymie wybrano papieżem pierwszego Polaka, który w przeciwieństwie do Pawła VI, który wsparł Gierka, zaczął dążyć do formowania czynnego oporu społecznego. Wraz z wyborem Jana Pawła II do Polski przybyła amerykańska jednostka specjalna od operacji psychologicznych i inżynierii społecznej, co wyjawił przed śmiercią generał Petelicki. W 1979 zaczęły wybuchać bomby w Warszawie i Krakowie. W 1980 założono Solidarność, której działalność była finansowana przez CIA. W ten sposób stworzono w Polsce podłoże dla „kolorowej rewolucji”. Z punktu widzenia robotników walczono o więcej wolności politycznej oraz o więcej socjalizmu. Ale z punktu widzenia sponsorów ruchu kluczowy był gazociąg.

**********************
(..) Jedynie z polskiej perspektywy mogło się wydawać, że sprawa idzie o walkę z komunizmem. W perspektywie globalnej, czas stanu wojennego to moment największego kryzysu w łonie obozu atlantyckiego. By zrozumieć stan wojenny, trzeba uwzględnić, że jego zasadniczym kontekstem była budowa gazociągu jamalsko-nienieckiego — o który to pokłóciła się Europa z Ameryką. Europa Zachodnia przebierała wówczas nogami, by jak najszybciej połączyć się rurą z Sowietami, do czego zdecydowanie nie chciały dopuścić USA. Sytuacja analogiczna do dzisiejszego sporu o Nord Stream 2, który jest zresztą jedynie dalszym ciągiem tych wydarzeń.

Skoro wiadomo dziś, że Europa Zachodnia solidaryzowała się, ale z Jaruzelskim a nie z Solidarnością, że gra toczyła się o gaz, to dlaczego w Polsce wciąż karmieni jesteśmy mitami? Problem polega niestety na tym, że obie strony tego sporu nie mają żadnego interesu w pokazywaniu prawdziwego podłoża wydarzeń. Ludzie Solidarności nie mogą przyznać, że podłożem był gazociąg, bo w ten sposób podmywaliby antykomunistyczny wymiar zrywu, a przede wszystkim że dotyczyło to interesów globalnych a nie czysto lokalnych. Zdecydowanie lepiej być kombatantem wojny z totalitaryzmem aniżeli żołnierzem w wojnie hybrydowej. Wprawdzie jak najbardziej można udowodnić, że ruch Solidarności był zgodny z interesem polskim, jednak na poziomie emocjonalnym jest to coś zgoła innego. Strona postkomunistyczna ma dokładnie ten sam dylemat. Nie mogą przyznać, że wprowadzenie stanu wojennego na czas budowy gazociągu łączącego Zachód z Sowietami (1982-1983), to coś więcej niż tylko zbieg okoliczności.”

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10173

Urojenia

Urojenia

Szanowni Państwo!

Żarliwy ateista Richard Dawkins w swym dziele zatytułowanym „Bóg urojony” dokonuje pewnego epokowego odkrycia. Ludzie wierzą w Boga albo zdaje im się, że wierzą, bo nie wiedzą, że mogliby tę wiarę odrzucić.

W rzeczy samej! Tyle że ta zasada dotyczy wszelakich wierzeń, nie koniecznie w Pana Boga. Jest obecna szczególnie tam, gdzie udało się wprowadzić jakikolwiek totalitaryzm, nawet taki dopiero pełzający, jak wiara w gender, 58 płci, multikulti, rzekomą równość pod każdym względem (prócz równości wobec prawa – oczywiście) itd. Autor ubolewa nad uprzywilejowaniem religii w XXI wieku, ale nie zauważa, jakimi przywilejami cieszą się rozmaici zboczeńcy, obiekt szczególnej troski neomarksistów.

Taką naiwną wiarą w powyższe bzdury mogą się wykazywać tylko ludzie Zachodu, którzy nie doświadczyli komunizmu w jego pierwotnej fazie i nie umieją go wykryć w takim „niewinnym” stadium, jakim jest „poprawność polityczna”, zmuszająca do kłamstwa wszędzie tam, gdzie jest to na rękę doktrynerom.

Nas, Polaków, nauczyły rozbiory, a później niemiecka i sowiecka okupacja, że oficjalne przekazy można – a niekiedy nawet trzeba – kwestionować. Zachodnie żaby nie doznały terapii szokowej i nie wyskoczyły z garnka na czas, są już zatem prawie ugotowane. Stąd ta furia UE przeciw Polsce, która sprzeciwia się nieśmiało urojeniom brukselskich dygnitarzy.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

ZSRE

ZSRE       

Szanowni Państwo! 

    Dziesięć przykazań ma 279 słów. Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych 300 słów. Dyrektywa Unii Europejskiej w sprawie przewozu cukierków karmelkowych 25 911 słów! Co z tego wynika? Czy tylko śmieszność unijnych biurokratów? Obawiam się, że nie. Nie od dziś wiadomo, że ideologia komunistyczna przyświeca brukselskim poczynaniom. Dla osiągnięcia ideologicznego celu, trzeba było jednak odstąpić od brutalnego terroru, na rzecz metod bardziej wyrafinowanych. Mnożenie absurdalnych przepisów jest jedną z tych metod.

   Przekonać się o tym można nawet w najbliższym sklepie spożywczym. Za PRL-u stało się najpierw w długiej kolejce po koszyk, który upoważniał do zajęcia miejsca już we właściwej kolejce. Trzeba było być wyposażonym w kartki upoważniające do zakupu odpowiedniego towaru i pieniądze  o odpowiednich nominałach. Nie daj Boże, gdyby pani sklepowa nie miała wydać, a w pobliskim kiosku nie chcieli rozmienić!

   Zdawać by się mogło, że takie zwyczaje przeszły do lamusa. Nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek kasjer w Anglii domagał się drobnych od klienta. Ale okazuje się, że to my, bardziej niż konserwatywni Anglicy, hołdujemy tradycji. Obecnie w poperlowskim sklepie nie tylko pozostał zwyczaj, że klient nigdy nie ma racji. Nadal psim jego obowiązkiem jest mieć drobne. Taki obowiązek nakłada podobno pięćset pięćdziesiąty któryś paragraf jakiegoś rozporządzenia, czy może dyrektywy unijnej. 

   O co tu tak naprawdę chodzi? A no, o to, żeby zniechęcić nas do używania gotówki. Płacąc kartą, jesteśmy na krótkiej smyczy, pod czujnym okiem „wielkiego brata”. On przecież zawsze musi dokładnie wiedzieć, gdzie?, co?, i za ile?, kupujemy. Związek Socjalistycznych Republik Europejskich korzysta z wypróbowanych wzorców.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd