Archiwa autora: Ciesielczyk

Wariograf dla posłów, sędziów i prokuratorów 

Antypartia rozważa przyjęcie do swego programu wyborczego obowiązkowych testów na prawdomówność dla kandydatów do parlamentu, sądu i prokuratury

 

Na spotkaniu Antypartii w Toruniu 24 lipca 2021 grupa działaczy Ruchu Kontroli Wyborów zaproponowała, by wprowadzić do jej programu nałożenie na wszystkich kandydatów do parlamentu oraz na sędziów i prokuratorów obowiązku poddania się wariograficznym badaniom na prawdomówność.

Działacze ci skierowali już rok temu do Prezydenta RP, Andrzeja Dudy, petycję, w której czytamy m.in.:

„ Stowarzyszenie RKW – Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy, mając na względzie dotychczasową całkowitą klęskę tzw. walki z korupcją wśród sprawujących władzę, występuje z odezwą wzywającą do wprowadzenia ustawowej, obowiązkowej zasady weryfikacji wariograficznej osób kandydujących i pełniących wysokie stanowiska w Polsce….

Docelowo badaniu podlegaliby wszyscy piastujący publiczne stanowiska: prezydenta RP, premiera, ministrów, posłów, senatorów, prezydentów czy burmistrzów miast, prezesów spółek skarbu państwa, pracowników urzędów skarbowych, władz lokalnych itp….

Koszt jednego badania to tylko ok. 100 zł. Proponujemy, by w pierwszej kolejności, zanim powstanie ustawa antykorupcyjna, zastosować taką weryfikację antykorupcyjną wobec wszystkich polskich sędziów…. W takim badaniu powinno być weryfikowane oświadczenie sędziowskie mówiące o tym, iż:

– nie są oni i nigdy nie byli tajnymi i świadomymi agentami obcych czy rodzimych służb,

– jako sędziowie nigdy nie otrzymywali jakichkolwiek korzyści za podjęcie jakiejś decyzji,

– nie są i nie byli szantażowani,

– nie są osobami uzależnionymi od alkoholu czy narkotyków,

– nie są osobami w jakikolwiek sposób powiązani i nie utrzymują kontaktów ze światem przestępczym, mafijnym czy masońskim itp….

Gdyby wprowadzono obowiązkowy i sprawny system kontroli uczciwości, jakim jest badanie na wariografie, wówczas wcześniej wiedzielibyśmy, kto z nich kłamie. Ustawa zawierałaby odpowiednie zapisy prawne umożliwiające natychmiastowe odsunięcie ze stanowisk wszystkich nieuczciwych i skorumpowanych ludzi….

Skoro istnieje wiarygodna i niedroga możliwość skutecznej kontroli, znana od lat i udoskonalona, to należy po prostu z niej skorzystać, aby skończyć z udawaniem, że państwo walczy z korupcją…..

W polskich sądach wyniki badań na wariografie są brane pod uwagę, jeśli są jednym z różnych dowodów i są dobrowolne… (art.192a kpk)…. Badanie na certyfikowanym, nowoczesnym wariografie jest wiarygodne dla ponad 98,5% badanych. Istnieje statystyczna grupa osób do 1,5% badanych, których nie powinno się badać, gdyż wyniki będą wykluczać odczytywaną logiczność emocjonalną ze względu na przyjmowane przez nich lekarstwa. To chyba jedyny ujemny, ale niewielki koszt społeczny proponowanego wariograficznego systemu kontroli.

Uważamy, że konieczne jest wprowadzenie ustawy regulującej zagadnienie walki z korupcją przy pomocy badań wariograficznych, która powinna wziąć pod uwagę m.in.:

– Określenie podmiotu do przeprowadzenia weryfikacji, tak aby był on w pełni wiarygodny, odporny na korupcję i transparentny (obecne firmy / instytuty raczej się do tego nie nadają).

– Natychmiastową utratę stanowisk i dożywotni zakaz piastowania funkcji państwowych przez osoby, którym wykazano kłamstwo lub celowe zamazywanie obrazu badania na wariografie.

– Wykluczenie możliwości kandydowania na określone stanowiska publiczne i państwowe osób, które nie poddadzą się badaniom lub nie mogą się poddać badaniom na wiarygodność.

– Opracowanie systemu badań wariograficznych i kontroli ich wiarygodności (w tym kontroli społecznej) tak, by nie było najmniejszych możliwości ich fałszowania.

– Ustalenie zakresu i częstotliwości badań oraz wskazanie środków na ich finansowanie….”

Wprowadzenie do programu wyborczego Antypartii zaproponowanego przez RKW rozwiązania byłoby dobrym uzupełnieniem już istniejących w nim punktów, tj. obowiązku składania przez kandydatów Antypartii do parlamentu i rad gmin przyrzeczenia publicznego według art. 919 kodeksu cywilnego, które zmusiłoby przyszłego posła czy radnego do wypłacenia każdemu wyborcy w danym okręgu 1.000 zł w przypadku, gdyby nie zagłosował on za tym, co obiecał w kampanii przedwyborczej czy też innej propozycji Antypartii, by można było w czasie kadencji odwołać nieuczciwego posła w drodze referendum.

Patrz także:

https://youtu.be/Qm5RTh1SMBw

 

Marek Ciesielczyk – Krzysztof Hollender – 2:0 – Ponowna przegrana w sądzie b. „etatowego” pełnomocnika wyborczego

Dzisiaj, 22 czerwca 2021 roku b. reprezentant / pełnomocnik m.in. ruchu Kukiza czy Bezpartyjnych Samorządowców w Małopolsce, Krzysztof Hollender (używający wcześniej nazwiska Holender)  z Gorlic przegrał po raz kolejny sprawę, tym razem przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu, który uznał, iż Marek Ciesielczyk nie naruszył jego dóbr osobistych, publikując dokumenty z IPN na temat kontaktów Hollendera (Holendera) z SB w czasach PRL oraz treść oskarżeń, które skierował wobec pełnomocnika Bezpartyjnych Samorządowców prokurator IPN, a także terść wyroków sądowych w sprawie lustracyjnej Hollendera, którego SB zarejestrowała jako KO „Lotnik” (patrz sygnatura akt i dzisiejszy wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu nr I C 842 / 20).

Marek Jurek, Krzysztof Hollender i Paweł Kukiz, fot. FB

Krzysztof Hollender (wcześniej Holender) z Gorlic zawsze starał się pozować na wielkiego, prawicowego, antysystemowego patriotę. Gdy zaczęła działać Prawica Rzeczypospolitej, był jednym z istotnych jej działaczy. Gdy powstał ruch Kukiza stał się jego „mężem zaufania”. Gdy w wyborach do PE wzięła udział Polska Fair Play Gwiazdowskiego był w gronie jego  współpracowników. W lecie 2019 przedstawiał się jako „pełnomocnik Bezpartyjnych Samorządowców na Małopolskę”.

Wówczas dokumenty z IPN na temat Hollendera oraz akta z jego sprawy lustracyjnej  opublikował niżej podpisany, patrz np. artykuły:

Krzysztof Hollender vel Holender – zarejestrowany przez SB jako KO „LOTNIK”, dziś pełnomocnik „Bezpartyjnych Samorządowców”

 

oraz:

https://marekciesielczyk.neon24.pl/post/149907,czy-mozna-bylo-byc-wspolpracownikiem-sb-na-80

Hollender najpierw skierował pozew przeciw autorowi tych tekstów do Sądu Okręgowego w Tarnowie, a gdy ten umorzył sprawę, Hollender ponowił próbę –  tym razem oskarżył autora artykułów o naruszenie dóbr osobistych przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu, licząc zapewne na jego większą przychylność.

Okazało się jednak, iż także sąd nowosądecki uznał, iż Marek Ciesielczyk miał prawo – jako politolog i historyk – ujawnić dokumenty z IPN, obrazujące kontakty Hollendera z SB w czasach PRL oraz opublikować treść zarzutów prokuratora IPN i wyroki sądów w tej sprawie lustracyjnej (patrz wyrok z 22 czerwca 2021, sygn. akt I C 842 / 20).

Sąd uznał, iż Hollender jako osoba publiczna, pełnomocnik licznych komitetów wyborczych (ostatnio Kukiza i Bezpartyjnych Samorządowców0 oraz kandydat w wyborach, musi się liczyć z krytyką i ujawnianiem jego działań z przeszłości.

Krzysztof Hollender zapowiada teraz, iż ponownie będzie pełnomocnikiem wyborczym Bezpartyjnych Samorządowców w Małopolsce.

Jak się bronić przed agenturą?

Jak zniszczyć pozaparlamentarny ruch antysystemowy?

Od kilkuset lat służby specjalne w różnych krajach stosują podobne metody, by ograniczyć lub zniszczyć tych, którzy – niezadowoleni z aktualnych rządów – próbują zmienić sytuację w swoim państwie. Tak też funkcjonował aparat tzw. „bezpieczeństwa” w PRL-u i w podobny sposób działają – niestety – służby specjalne w Polsce po roku 1989.

Nieświadomi multiplikatorzy i użyteczni idioci

Carska Ochrana sama organizowała „podziemne” drukarnie, w których zgromadzeni tam dysydenci publikowali antyrządowe ulotki, nie mając pojęcia, iż wszystko to działo się pod kontrolą agentów cara. W ten sposób Ochrana wiedziała, kto działa przeciw władzy, jakie ma poglądy, co zamierza. W odpowiednim momencie aresztowała wszystkich dysydentów. Podobnie funkcjonowały kolejne rosyjskie i sowieckie służby specjalne włącznie z KGB, patrz np.:

 

 

Na rzecz KGB i jego filii – w rodzaju PRL-owska Służba Bezpieczeństwa – działali nie tylko ich oficerowie, tajni współpracownicy, ale także tzw. nieświadomi multiplikatorzy, to jest ludzie, którzy faktycznie – za namową agentów służb specjalnych – pracowali na rzecz Związku Sowieckiego czy PRL-u, nie zdając sobie w ogóle sprawy, iż są narzędziem w ręku komunistycznej agentury. Często pojawia się w tym przypadku termin „użyteczni idioci”, używany już przez Lenina w stosunku np. do zachodnich dziennikarzy, zachwalających  system komunistyczny za podszeptem bolszewickich agentów.

Także dzisiaj w każdym państwie, również demokratycznym, rządzący starają się często wykorzystywać państwowe służby specjalne do walki z opozycją polityczną. Na przykład w latach 90-tych liberalno-lewicowe władze w Polsce inwigilowały przy pomocy tych służb prawicową opozycję (w tym Kaczyńskiego czy Parysa). Dzisiaj role się odwróciły i wygląda na to, że służby specjalne RP pomagają rządzącym kompromitować adwersarzy politycznych. Podobno do założenia podsłuchów w restauracji  „Sowa & przyjaciele” wykorzystano  węgierskie służby specjalne? Regularnie media publikują nagrania kompromitujące różnych polityków. Chyba nikt nie wierzy, iż w operacjach tych nie biorą udziału służby specjalne.

 

Jak to się robi dzisiaj?

Rządzący zainteresowani są umacnianiem swej pozycji za wszelką cenę. Stąd na przykład „Afera Watergate” w USA, która doprowadziła do ustąpienia prezydenta Nixona. W Polsce „grupa trzymająca władzę” w danym momencie zainteresowana jest nie tylko osłabianiem opozycji, ale także uniemożliwianiem lub utrudnianiem tworzenia nowych, alternatywnych ruchów politycznych, które mogłyby w przyszłości być dla niej konkurencją.

W czasie moich politologicznych studiów doktoranckich na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium w latach 80-tych na wykładach poświęconych Związkowi Sowieckiemu pojawiała się często grupa 3-4 osób, które zajmowały miejsca w różnych częściach sali wykładowej i systematycznie zadawały wykładowcy prowokacyjne pytania, które rozbijały cały wykład krytyczny wobec systemu komunistycznego. Prowokatorzy ci nie ukrywali specjalnie, iż są sympatykami lewackich ruchów, aktywnych wówczas na niemieckich uczelniach. Analiza działań KGB oraz STASI na podstawie np. zeznań byłych agentów zdekonspirowanych na Zachodzie wskazywała, iż Sowieci z pomocą swych satelitów (w tym przypadku NRD-owskich) systematycznie wpływali na kształtowanie się poglądów studentów w RFN.

Dlaczego o tym wspominam? Jedną z metod stosowanych także dziś przez służby specjalne jest delegowanie agentów wpływu lub wspomnianych wyżej nieświadomych multiplikatorów na różnego rodzaju zebrania, które stawiają sobie za cel stworzenie nowych, alternatywnych ugrupowań politycznych. Ludzie ci – swoim zachowaniem, wypowiedziami – wprowadzają zazwyczaj nerwową atmosferę na takich spotkaniach, co często prowadzi do ich rozbicia – podobnie jak w przypadku w/w wykładów.

Oczywiście nie twierdzę, iż wszyscy ci, którzy zachowują się w prowokacyjny sposób to agenci służb specjalnych. Część z nich to po prostu niekulturalni ludzie. Jednak są i tacy, którzy są specjalnie delegowani przez służby specjalne, by nie tylko zbierać informacje o powstających nowych ruchach, ale także utrudniać ich działanie i to już na samym początku.

Ta metoda jest dość prymitywna i łatwa do rozszyfrowania. Bardziej wyrafinowane są próby swego rodzaju odpowiedniego skanalizowania ruchów, które władza może uznać za przyszłą konkurencję. Operacja kanalizacji polega na namawianiu ludzi aktywnych i krytycznych wobec rzeczywistości do podejmowania działań radykalnych. W czasach PRL-u, gdy działałem w opozycji antykomunistycznej, od czasu do czasu pojawiali się w naszym środowisku ludzie, którzy namawiali nas do podpalania komitetów PZPR, wysadzania w powietrze pomników Lenina czy Dzierżyńskiego, zamachów na milicjantów etc. Wiadomo było, ze prawdopodobnie są to esbeccy prowokatorzy, którzy w ten sposób chcą nas wpuścić w kanał radykalizmu, z powodu którego komunistom łatwo będzie nas wsadzić za kratki na długie lata.

Dzisiaj także czasami działacze pozaparlamentarnych ruchów antysystemowych namawiani są albo przez podstawionych przez służby specjalne świadomie z nimi współpracujących prowokatorów albo przez nieświadomych multiplikatorów do działań radykalnych, które będą mogły być wykorzystane przez rządzących do skazania najaktywniejszych antysystemowców i tym samym ich neutralizacji. Władza prowokuje w ten sposób, zdając sobie doskonale sprawę, iż tego typu działania radykalne jej nie zaszkodzą. Wprost przeciwnie, będą doskonałym pretekstem, by wykazać, że alternatywa polityczna to grupa oszołomów, której jedynym celem jest np. wysadzenie w powietrze budynku Sejmu lub palenie opon na ulicy.

Władza doskonale wie także, że tak zradykalizowane przez agentów środowiska nie będą w stanie stworzyć faktycznej opozycji politycznej, która miałaby szansę  np. na wygraną w wyborach, gdyż ci podstawieni przez nia ludzie twierdzą, że nie ma sensu brać udziału w wyborach, bo one i tak nic nie zmienią. Dlatego należy wyłącznie palić opony na ulicach i doprowadzić do rewolucji. Można także namawiać do innych radykalnych działań, np. do powszechnego niepłacenia podatków na znak protestu przeciw władzy. Wiadomo jednak, że na taki krok zdecyduje się nie 100 tysięcy ludzi, lecz zaledwie kilku i to nic nie da w praktyce. Tego typu akcje mają stanowić swego rodzaju substytut faktycznie niebezpiecznych dla władzy działań. Zamiast się organizować i przygotowywać do przejęcia władzy w drodze wyborów, ruchy alternatywne mają przez 4 lata wychodzić ciągle na ulicę, a po tych czterech latach władza będzie mogła wygrać ponownie wybory i dalej rządzić.

Innym sposobem odciągania ludzi niezadowolonych z obecnej sytuacji od racjonalnego i skutecznego działania jest lansowanie tezy o zabarwieniu pozytywistycznym. Musimy dyskutować, musimy debatować, jak zmienić Polskę. Najlepiej debatujmy przez 4 lata do samych wyborów. Aby sfrustrowani rzeczywistością polityczną ludzie poczuli się nieco lepiej, podstawione przez służby specjalne osoby lub nieświadomi multiplikatorzy namawiają uczestników antysystemowych ruchów pozaparlamentarnych do tworzenia społecznych ciał  alternatywnych w stosunku do formalnych instytucji państwowych. Nie ma sensu brać udziału w wyborach, bo i tak je sfałszują – mówią. Stwórzmy więc na przykład nasz, alternatywny parlament, sejmiki, wybierzmy „rząd na uchodźstwie”.  Niektórzy idą nawet dalej i proponują, by powołać alternatywnego prezydenta lub nawet króla Polski. W ten sposób nie tylko kanalizują energię antysystemowców w kierunku, który na pewno nie prowadzi ich do celu, ale ośmieszają ruchy antysystemowe.

Jak się chronić przed agenturą?

Twórca znakomitej Podziemnej TV, Konrad Daniel, który zorganizował jeden z alternatywnych, pozaparlamentarnych ruchów antysystemowych o nazwie „1Polska”, jest chyba klasycznym przykładem zniszczenia antysystemowego ruchu przez dziwnych ludzi, którymi się otoczył. Gdyby Daniel zadał sobie trochę trudu i poszukał choćby w Internecie informacji na temat osób, których później podejrzewał o agenturalność, nie naraziłby swojej ciekawej inicjatywy politycznej na porażkę, patrz:

 

 

W latach 70-tych w środowiskach opozycyjnych krążyła wydana w drugim obiegu broszura, która instruowała nas, dysydentów, jak się zachowywać wobec komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Na przykład podkreślała, iż nie wolno z esbekami w ogóle rozmawiać, nawet o pogodzie, gdyż są w stanie nawet na podstawie takich rozmów sporządzić nasz portret psychologiczny, który mogą wykorzystać w dalszych swoich operacjach.

Jak się powinni dziś zachowywać działacze środowisk antysystemowych zarówno wobec świadomych jak i nieświadomych współpracowników służb specjalnych, dążących do zniszczenia ich inicjatyw politycznych? Rada, która może w pierwszej chwili wydać się banalna, to sprawdzenie wszystkich dostępnych w Internecie informacji o danej osobie. Gdyby tak postąpił Konrad Daniel, znalazłby wystarczająco dużo powodów, by nie współpracować z niektórymi ludźmi, którzy przyczynili się do zniszczenia jego inicjatywy politycznej. W tej chwili można w Internecie znaleźć także niektóre  informacje z IPN (np. o tym, że ktoś był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB). Następnie, gdy podejrzewamy faktycznie kogoś o agenturalną działalność, koniecznie należy sprawdzić jego teczkę w samym Instytucie Pamięci Narodowej. Były TW SB – szantażowany dziś – może w dalszym ciągu pracować dla służb specjalnych.

Oczywiście znaczna część dokumentów na temat tajnych współpracowników SB została zniszczona w latach 1989-90, niektóre są nadal utajnione w archiwum wyodrębnionym. Zawsze jednak jest możliwość znalezienia czegoś, co rzuci właściwe światło na osobę (urodzoną przed 1971), która działa na szkodę ruchów antysystemowych.

Należy także obserwować przez dłuższy czas działania tego typu ludzi. Jeśli zawsze powtarza się ten sam model działania (np. rozbijanie zebrań, próba kanalizacji aktywności w kierunku, który nie prowadzi do celu etc.), należy rezygnować ze współpracy z takimi osobami, gdyż w przyszłości, w momentach naprawdę ważnych dla ugrupowania, możemy zapłacić wysoką  cenę za tolerowanie destruktorów w naszym otoczeniu.

Znakomitą lekcję na temat skuteczności działań agenturalnych w przeszłości daje nam ujawniona dzisiaj aktywność tajnych współpracowników SB w środowisku polonijnym, rozbijanym przez komunistyczną agenturę przez długie lata, patrz:

 

 

Marek Ciesielczyk

Autor pierwszej w języku polskim książki na temat historii rosyjskich i sowieckich służb specjalnych pt: „KGB” oraz dwóch książek na temat działalności polonijnych agentów SB. Wyniki swych badań w IPN prezentował w czasie kilkudziesięciu wykładów od Miami przez Nowy Jork i Dallas po San Diego i Los Angeles oraz Vancouver

Czym się różnią partie polityczne od klubów piłkarskich, a czym od mafii?

Wywiad z dr. Markiem Ciesielczykiem – Przewodniczącym Antypartii

18 kwietnia w telewizji wRealu24 ukazał się wywiad z Przewodniczącym Antypartii – dr. Markiem Ciesielczykiem na temat patologii wynikających z polskiej partiokracji.

Już w ciągu kilku pierwszych godzin wywiad ten oglądało ok. 13 tysięcy osób, patrz:

https://www.facebook.com/watch/?v=3183305271957841

Dr Ciesielczyk w telewizji wRealu24

Od 30 lat Polską rządzi ta sama grupa około 300 osób, które od czasu do czasu zmieniają tylko szyldy partyjne, podobnie jak piłkarze barwy klubowe.  

Wraz ze wszystkimi „znajomymi i krewnymi królika” grupa ta tworzy nową nomenklaturę – ok. 20 tysięcy osób, które obsadzają najlepiej płatne stanowiska w spółkach Skarbu Państwa oraz w spółkach komunalnych, działając podobnie jak mafia. Wraz z rodzinami jest to pasożytnicza kasta około 100 tysięcy osób – mniejszość podobna do tej np. w Ugandzie czy Tanzanii.

Pozostali Polacy – po 30 latach „przemian” – zarabiają 6 razy mniej niż obywatele Liechtensteinu, 3 razy mniej niż Irlandczycy, 2 razy mniej niż Hiszpanie, półtora raza mniej niż mieszkańcy Słowenii, która niedawno walczyła o swą niepodległość w wojnie domowej, czy też obywatele Estonii – byłej kolonii sowieckiej.

Polska mogłaby – podobnie jak np. Irlandia, Nowa Zelandia czy Singapur osiągnąć roczny  przyrost PKB w wysokości 10-20%, a zarobki Polaków mogłyby w ciągu 5-10 lat być 2-3 razy większe niż obecnie, gdyby naszym państwem rządzili ludzie inteligentni, uczciwi i odważni, którzy przeprowadziliby reformy gospodarcze podobne do tych w Irlandii, Nowej Zelandii czy Singapurze (o tym pisze Antypartia na swej stronie www.antypartia.org).

Można to osiągnąć, zmieniając gruntowanie system selekcji ludzi władzy – ordynację wyborczą na większościową oraz zastępując fikcyjne regulacje referendalne faktycznym referendum bezprogowym, którego wynik byłby wiążący dla władzy.

Do tego dąży Antypartia, której kandydaci do Sejmu będą wybierani w uczciwych prawyborach w 41 okręgach wyborczych i będą musieli złożyć przyrzeczenie publiczne zgodnie z artykułem 919 kodeksu cywilnego. Jeśli nie dotrzymają danego wyborcom słowa, zostaną zmuszeni prawem do wypłacenia każdemu zdradzonemu wyborcy 1.000 złotych.

Antypartia żąda, by posłowie mogli być odwoływani w czasie kadencji w drodze referendum, by pozbawiono ich immunitetu, zaś wynagrodzenie parlamentarzysty zostało obniżone do wysokości średniej krajowej lub też by parlamentarzyści pracowali społecznie.

Antypartia nie oczekuje, by zapisywali się do niej jej zwolennicy. Status zarejestrowanego sympatyka gwarantuje każdemu takie same prawa jak formalnemu członkowi (włącznie z prawem startu do Sejmu z list tego ugrupowania). Członkowie i sympatycy Antypartii w każdym z 41 okregów wyborczych cieszą się całkowitą autonomią.

Już w tej chwili Antypartia rozpoczęła konstruowanie list wyborczych do Sejmu i zachęca zwolenników gruntowanej zmiany systemu politycznego w Polsce do zgłaszania kandydatur ludzi uczciwych, inteligentnych i odważnych, którzy mają na swym koncie znaczące sukcesy zawodowe i społeczne – telefon: 601 255 849.

REZULTATY PIERWSZEJ OGÓLNOPOLSKIEJ KONFERENCJI KOORDYNATORÓW ANTYPARTII

26-28 lutego 2021 w Zakopanem odbyła się Pierwsza Ogólnopolska Konferencja Koordynatorów i Sympatyków Antypartii, w której wzięło udział ponad 40 osób, które przyjechały do stolicy Tatr m.in. z Przemyśla, Suwałk, Katowic, Sosnowca, Rybnika, Gliwic,  Jeleniej Góry, Wałbrzycha, Szczecina, Gorzowa Wielkopolskiego, Koszalina, Gdańska, Torunia, Warszawy, Krakowa , Tarnowa, Piły, Mławy, Bielska Białej, Wrocławia, Rzeszowa, Sopotu, Nowego Sącza, powiatu brzeskiego, Ostrowca Świętokrzyskiego,  Sieradza, Zielonej Góry, Białego Dunajca. W spotkaniu wzięła także udział grupa osób z Zakopanego.

Zarząd i Rada Koordynacyjna przedstawiły rezultaty działań Antypartii w okresie lipiec 2020 – styczeń 2021. W tym czasie odbyły się spotkania Antypartii w Gdańsku, Szczyrku, k. Warszawy, w Krakowie, Jarosławiu, Lublinie, Białymstoku, Olsztynie, Koninie, Toruniu, Poznaniu.

W mediach zarówno ogólnopolskich jak i lokalnych ukazało się na temat Antypartii kilkadziesiąt artykułów oraz audycji radiowych i telewizyjnych. W styczniu Antypartia została zarejestrowana przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Uruchomiona została Telewizja ANTYPARTIA k. Katowic.

Uczestnicy Konferencji uzupełnili program wyborczy Antypartii, uwypuklając 21 najważniejszych ich zdaniem postulatów, które przedstawimy lada dzień. Doprecyzowano kalendarz działań Antypartii w okresie marzec – grudzień 2021. Do maja powinny zostać przeprowadzone we wszystkich 41 okręgach wyborczych wybory koordynatorów okręgowych (obecni zostali powołani tymczasowo przez Zarząd), w których wezmą udział wszyscy członkowie Antypartii w danym okręgu.

Pod koniec czerwca zostanie zorganizowany pierwszy Kongres Antypartii, który wybierze stały Zarząd (obecny ma charakter tymczasowy). Jesienią Antypartia ma zamiar zebrać 100-200 tysięcy podpisów osób popierających obywatelską inicjatywę ustawodawczą Antypartii, pod warunkiem, iż w szeregach Antypartii znajdzie się wówczas ok. 2.500 członków. Pod koniec roku Antypartia rozpocznie konstruowanie list wyborczych do Sejmu w drodze prawyborów w każdym okręgu wyborczym.

Trzeci dzień obrad poświęcony był rozmowom z innymi ugrupowaniami czy grupami, które chciałyby współpracować z Antypartią. Zawarte zostało porozumienie przedwyborcze ze Stronnictwem Narodowym, którego członkowie będą mogli wziąć udział w prawyborach i startować z list Antypartii. Prowadzono również rozmowy z przedstawicielami ruchu Wolni Ludzie, które będą kontynuowane w najbliższej przyszłości.

W spotkaniu wzięła także udział grupa przedsiębiorców z Zakopanego, którzy przyjęli nazwę Wolni Przedsiębiorcy. Także oni wyrazili chęć współpracy z Antypartią.

Druga Konferencja Antypartii odbędzie się prawdopodobnie przed Kongresem w maju albo w centralnej Polsce, albo nad Bałtykiem.

Antypartia zapowiada, iż już pod koniec tego roku  rozpocznie konstruowanie list wyborczych w drodze prawyborów we wszystkich 41 okręgach wyborczych.

Goszcząca na Konferencji Niezależna Telewizja przeprowadziła wywiad z Przewodniczącym Antypartii Markiem Ciesielczykiem, tutaj:

https://niezaleznatelewizja.pl/index.php/2021/03/09/wypowiedz-marka-ciesielczyka-przewodniczacego-antypartii-na-spotkaniu-w-zakopanym/

Wypowiedź Marka Ciesielczyka, przewodniczącego Antypartii, na spotkaniu w Zakopanym

Trzecia część Konferencji była poświęcona wypracowaniu stanowiska Antypartii wobec zasad współpracy z innymi ugrupowaniami, zwłaszcza dotyczącymi wspólnego startu w wyborach parlamentarnych.

Zebrani zgodzili się, by w Antypartii obowiązywała zasada, iż jeśli ktoś podpisze deklarację, w której przyjmie na siebie rolę sympatyka, będzie miał praktycznie te same prawa (ale także obowiązki) jak członkowie Antypartii.

Sympatyk będzie więc mógł być koordynatorem okręgowym (jeśli zostanie wybrany przez członków i sympatyków Antypartii w danym okręgu wyborczym), a więc będzie mógł być członkiem najważniejszego ciała Antypartii – Rady Koordynatorów.

Będzie także mógł uczestniczyć w prawyborach Antypartii w swym okręgu wyborczym, w wyniku których skonstruowane zostaną listy wyborcze Antypartii w wyborach parlamentarnych i samorządowych.

Oczywiście sympatyk musi akceptować Statut i program Antypartii i wpłacać na konto Antypartii (zamiast składek członkowskich) darowizny, których wysokość sam zadeklaruje, wstępując w szeregi sympatyków.

Jedynym ograniczeniem dla sympatyka  będzie brak możliwości wyboru w skład Zarządu, Sądu Koleżeńskiego i Komisji Rewizyjnej Antypartii.

Taka niekonwencjonalna regulacja umożliwi ścisłą współpracę z Antypartią także tym, którzy nie będą chcieli czy mogli być członkami Antypartii (np. członkom  partii, których statut zabrania wstępowania w szeregi  innych ugrupowań).

Pierwszą partią, której szef, obecny na konferencji w Zakopanem, zadeklarował chęć współpracy na takich zasadach z Antypartią i start  w wyborach parlamentarnych z listy Antypartii, jest Stronnictwo Narodowe.

Wydaje się, że taka regulacja znacznie ułatwi podejmowanie decyzji o współpracy i starcie w wyborach z list Antypartii  członkom innych ugrupowań i przyśpieszy proces jednoczenia się pozaparlamentarnych ugrupowań antysystemowych.

PANEM ET CIRCENSES – CIEMNY LUD TO KUPI… czyli neandertalizacja kultury

 

Juwenalis – rzymski poeta satyryczny przeszedł do historii chyba przede wszystkim ze względu na spopularyzowanie skutecznej recepty utrzymania się przy władzy („chleba i igrzysk”) nawet wówczas, gdy rządzący nie zapewniają rządzonym dobrobytu.

Gdy w czasach Juliusza Cezara brakowało chleba dla 150 tysięcy bezrobotnych, władca odwracał uwagę tłumu od jego nędzy, organizując igrzyska. Od kilku tysięcy lat rządzący skutecznie przedłużają okres swego panowania albo rzucając poddanym trochę chleba, a gdy go brakuje organizują dla ludu rozrywkę.

Znacznie łatwiej utrzymywać się przy władzy, gdy lud jest niewykształcony i chorowity. Dlatego sprytny władca żongluje chlebem i igrzyskami, dbając równocześnie o to, by poddani nie byli zbyt inteligentni i mieli problemy ze swym zdrowiem.

Często słyszymy, iż Polska pozostaje daleko w tyle za państwami faktycznie rozwiniętymi, a Polacy zarabiają 3 razy mniej niż na tzw. Zachodzie (patrz: https://www.antypartia.org/aktualnosci/dlaczego-polska-jest-ciagle-pariasem-europy-o-koniecznosci-gruntownej-zmiany-na-polskiej-scenie-politycznej/ ), gdyż dokonują złych wyborów, a to z kolei jest wynikiem małej wiedzy.

Jest to zdaniem piszącego te słowa twierdzenie prawdziwe. Oczywiście przyczyną złych wyborów jest także „najgłupsza na świecie ordynacja wyborcza”.

Duże znaczenie ma także rozdawany „chleb” (np. 500+ etc.), ale jeszcze większe – „igrzyska”. Ponieważ w dzisiejszych czasach trudno zorganizować np. walki gladiatorów na Placu Zamkowym czy na Wawelu, „igrzyska” organizowane są na znacznie większą skalę, bo w telewizji, którą ogląda większość wyborców. Jako że lud – wedle wyżej opisanej recepty – nie może być gruntownie wykształcony (dwie najlepsze polskie uczelnie UW i UJ znajdują się w rankingu szanghajskim dopiero w 4-tej i 5-tej setce uczelni na świecie), poziom tych „igrzysk” jest dostosowany do ilorazu inteligencji odbiorców.

Nie telewizja publiczna (faktycznie państwowa) kształtuje pozytywnie widza (do czego m.in. jest powołana), lecz plebejski gust widza decyduje o tym, co pokazuje telewizja. Im niższy poziom „igrzysk”, tym lepiej dla władzy, gdyż co cztery lata trzeba oszukiwać lud („Ciemny lud to kupi” – powiedział kiedyś obecny prezes telewizji państwowej, Jacek Kurski).

Nie wiadomo dzisiaj, czy pomysł przyznania literackiej nagrody Nobla dla Zenka Martyniuka to żart, czy też rzeczywiście w Polsce powstał „Społeczny Komitet ds. Nagrody Nobla dla Martyniuka”.

Także inne media nie pozostają w tyle w procesie tworzenia antykultury oraz popularyzacji pogańskiej etyki. Na przykład program Telewizji Eska „Warsaw Shore” może przekonać, iż to, co nazywamy cywilizacją śródziemnomorską stało się dzisiaj w Polsce marginesem kulturowym. Kilkunastu młodych Polaków różni od neandertalczyków chyba tylko to, że wydają więcej dźwięków przypominających nieco jeden z języków europejskich. Być może porównanie do neandertalczyków jest tu dla  Homo neanderthalensis obraźliwe?

Niektórzy twierdzą, iż zmiany, które zaszły w ciągu ostatnich 30 lat w mózgu polskich wyborców, między innymi (choć nie tylko) dzięki implementacji antykultury disco polo i  warsawshorepodobnych zachowań, są nieodwracalne i nie ma już szans na odrodzenie w Polsce cywilizacji śródziemnomorskiej, (a więc np. okradanie cmentarzy stawać się będzie czymś „normalnym”).

Jest to zjawisko niezwykle korzystne dla rządzących (nieważne z którego z walczących ze sobą plemion pochodzą). Prasowanie kory mózgowej ułatwia przejęcie i utrzymanie się przy władzy ludzi nieuczciwych, mało inteligentnych i tchórzliwych, ale równocześnie sprytnych, którzy serwują ludowi to, co lud powinien – ich zdaniem – kupić (patrz: https://www.antypartia.org/aktualnosci/od-politykow-gorsi-sa-tylko-pedofile-test-na-inteligencje-dla-kandydatow-na-poslow/

 

Marek Ciesielczyk

Drżyjcie partie polityczne głównego nurtu! Antypartia już zarejestrowana przez Sąd Okręgowy w Warszawie.

2 lutego 2021 ukazał się kolejny artykuł nt. Antypartii pt. „Drżyjcie partie polityczne głównego nurtu!”,  w ogólnopolskim dzienniku SUPER EXPRESS, informujący o jej zarejestrowaniu przez Sąd Okręgowy w Warszawie oraz o uruchomionej właśnie Telewizji ANTYPARTIA.

Link do artykułu w SUPER EXPRESSIE:

https://www.se.pl/wiadomosci/polityka/drzyjcie-partie-polityczne-glownego-nurtu-zaistniala-juz-antypartia-aa-KMeM-nYVN-PurV.html

Link do pierwszej audycji Telewizji ANTYPARTIA:

https://youtu.be/sy7LSMqNRWU

 

Postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie o rejestracji Antypartii:

________________________________________________________________________________

_______________________________________________________________________________

________________________________________________________________________________

 

Rozpoczęła działalność Telewizja ANTYPARTIA

1 lutego 2021 Antypartia uruchomiła swoje studio telewizyjne, zlokalizowane na trasie z Katowic do Częstochowy. Pierwsze, nagrane w nim programy, to wywiady z członkami Zarządu Antypartii.

W pierwszym odcinku tego cyklu prezentujemy rozmowę z Przewodniczącym Antypartii Markiem Ciesielczykiem,  doktorem politologii Uniwersytetu w Monachium, pracownikiem naukowym Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn, Fellow w European University Institute we Florencji, Visiting Professor w University of Illinois w Chicago, radnym Rady Miejskiej w Tarnowie  pięciu kadencji.

Marek Ciesielczyk mówi o tym, czym różni się Antypartia od innych ugrupowań na polskiej scenie politycznej, które po 1989 roku zabiegają nie o podniesienie standardu życia Polaków, lecz przede wszystkim o dostęp do „koryta” dla swoich pretorian, dlaczego Polska nie wykorzystała właściwie 30 lat względnej wolności i pozostaje w dalszym ciągu pariasem Europy, (zajmując dopiero 31. miejsce na liście rankingowej, przedstawiającej średnie wynagrodzenia Europejczyków), jakie gwarancje daje Antypartia, że jej posłowie – w przeciwieństwie do parlamentarzystów innych ugrupowań – nie oszukają wyborców, nie dotrzymując obietnic przedwyborczych.

Kliknij tutaj: https://youtu.be/sy7LSMqNRWU

 

Jak student Olszówka dał nauczkę wykładowcy Kwaśnemu …

Olszówka wdeptał w ziemię Kwaśnego wraz z jego antydemokratycznym pomysłem

Przewodniczący Rady Miejskiej w Tarnowie Jakub Kwaśny, (wcześniej SLD, teraz Nasz Dom Tarnów), zaproponował przyjęcie istotnych zmian w statucie Młodzieżowej Rady Miejskiej, które zamiast uczyć demokracji, zakładały likwidację demokratycznych wyborów do tejże Rady Młodzieżowej!

Po proteście (niżej podpisanego) radnego Marka Ciesielczyka przeciw tej próbie wprowadzenia nie mających nic wspólnego z demokracją  zapisów  statutowych, gdy stało się jasne, że projekt Kwaśnego zostanie odrzucony przez Radę Miejską w Tarnowie, Komisja Oświaty zaproponowała wycofanie z porządku obrad w dniu 28 stycznia punktu dotyczącego projektu zmian w statucie autorstwa Kwaśnego.

  Filip Olszówka

Ciekawszą jednak jest opinia na temat tego kuriozalnego pomysłu b. działacza tarnowskiej Rady Młodzieżowej Filipa Olszówki, obecnie studenta prawa Uniwersytetu Warszawskiego, który – co warto odnotować – dwa lata temu startował w wyborach do Rady Miejskiej w Tarnowie z tej samej listy co Kwaśny – Nasz Dom Tarnów.

Zaproponowane przez Kwaśnego zastąpienie demokratycznych wyborów członków Młodzieżowej Rady Miejskiej przez „wskazanie” ich przez samorząd uczniowski, Olszówka komentuje jako „odebranie uczniom możliwości bezpośredniego decydowania o swoich reprezentantach w MRM, w gruncie rzeczy odsuwa ich od samego funkcjonowania Rady”.

Rozwiązanie funkcjonujące do tej pory, czyli normalne wybory radnych, które chce anihilować Kwaśny,  zdaniem Olszówki „kształtują demokratyczne postawy”. „Odebranie tej możliwości (tj. demokratycznych wyborów, czego chce Kwaśny, przyp. MC) wydaje się być równie absurdalne… jak wybór rady gminy przez rady … osiedli”.

Niedemokratyczny system, zaproponowany przez Kwaśnego, według jego byłego kolegi z listy tego samego komitetu wyborczego „nie budzi zaufania”, „może osłabić jakiekolwiek zainteresowanie (Radą, przyp. MC), „na pewno wypatrzy tylko jej (Rady) sens, jako częściowo choćby demokratycznej reprezentacji młodzieży”.

Jakub Kwaśny – z prawej, z Janem Hartmanem – z lewej

Proponowane przez b. działacza SLD zgłaszanie kandydatów (do Rady) przez organizacje „pozbawione jest jakiegokolwiek pierwiastka demokratycznego” – zdaniem Olszówki – i „może skutkować zniechęceniem młodzieży do instytucji Młodzieżowej Rady Miejskiej i poczuciem braku realnego wpływu na jej wkład i funkcjonowanie”.

Olszówka jest zwolennikiem dotychczasowego, demokratycznego rozwiązania, to jest startu uczniów w przeprowadzanych w szkołach powszechnych wyborach, a nie ich nominacji do Rady.

Inna absurdalna regulacja, zaproponowane przez Kwaśnego, (iż to dorosła Rada Miejska wybiera do Rady Młodzieżowej uczniów „wg kolejności zgłoszeń”), jest zdaniem Olszówki „zupełnie sprzeczna z duchem demokracji, samorządności i równości”.

20-letni student Filip Olszówka tak ocenia niedemokratyczne propozycje zmiany statutu Młodzieżowej Rady Miejskiej autorstwa 35-letniego wykładowcy akademickiego, Jakuba Kwaśnego, który pełni funkcję Przewodniczącego Rady Miejskiej w Tarnowie:

„…już na etapie wyborów Młodzieżowa Rada Miejska pozbawiona jest swoich najbardziej podstawowych założeń, to jest demokratycznego charakteru wpływającego na kształtowanie obywatelskich i pluralistycznych postaw w społeczeństwie. Proponowane rozwiązania pozostawiają pole dla arbitralności i systemowej nierówności procesu wyborczego, a także stwarzają ryzyko upolitycznienia MRM, które uważam za mogące mieć skutek katastrofalny dla wykonywania funkcji przez ten organ”.

W ten to perfekcyjny sposób student prawa Uniwersytetu Warszawskiego dał niezłą naukę (by nie rzec nauczkę) demokracji prawie dwa razy starszemu wykładowcy Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie z tytułem doktora (sic!)

 

Marek Ciesielczyk

Radny Rady Miejskiej w Tarnowie

Tel. 601 255 849

dr.ciesielczyk@gmail.com

Dlaczego w Polsce nie ma prawicy?

Zwolennicy niektórych partii politycznych, pretendujących do miana prawicowych, mogą oczywiście oburzyć się po przeczytaniu tytułu. Mając jednak na uwadze klasyczne definicje prawicowości, musimy dojść do wniosku, iż po roku 1989 na polskiej scenie politycznej tak naprawdę nigdy nie działała faktycznie prawicowa partia. 

Prawica nie może działać, gdyż jest planowo niszczona

Być może wyjątkiem (potwierdzającym regułę) mogłaby być Unia Polityki Realnej w swym początkowym okresie. Partia ta jednak nigdy nie odgrywała znaczącej roli, jako że w chwili, gdy miała szansę (podobnie zresztą jak i inne partie Janusza Korwina-Mikke) na przekroczenie 5-procentowego progu, jej lider – zazwyczaj swymi kontrowersyjnymi (by użyć eufemizmu) wypowiedziami – skutecznie obniżał jej notowania.

Tu dochodzimy do sedna sprawy. W ciągu ostatnich 30 lat nie powstała, a jeśli nawet, to szybko ulegała anihilacji,  żadna formacja prawicowa. Twierdzenie to jest prawdziwe nawet wówczas, gdy rozszerzymy definicję prawicowości na ugrupowania częściowo prawicowe (np. tylko w sferze ekonomicznej – jak kolejne twory Korwina-Mikke, czy też wyłącznie politycznej/ ideologicznej – jak np. Ruch Odbudowy Polski).

Gdyby Korwin-Mikke zachowywał się racjonalnie (a przecież jest człowiekiem inteligentnym), to UPR mogłaby liczyć na poparcie więcej niż 15-20  procent wyborców. Korwin pożera swe dzieci polityczne albo ze względów „artystycznych” (bo lubi happeningi, a sam jest bardziej artystą niż politykiem), albo robi to celowo po to, by nie powstała silna partia prawicowa i to nawet teraz, gdy został nieco zneutralizowany przez swych partnerów w Konfederacji, która zamiast piąć się w górę, coraz bardziej traci poparcie, spadając w niektórych sondażach nawet poniżej 5 procent, patrz:

http://oburzeni.pl/dlaczego-spada-poparcie-dla-konfederacji/

Gdybyśmy spróbowali zrobić ranking polityków, którzy uchodzą za najbardziej prawicowych, na czele – obok Korina – znalazłby się na pewno Antoni Macierewicz, śp. Jan Olszewski czy Jarosław Kaczyński. Ci trzej ostatni bynajmniej nie ze względu na swe poglądy ekonomiczne (bliżej im bowiem do socjalizmu), lecz polityczne lub – jak kto woli – ideologiczne.

Choć Olszewski, Kaczyński czy Macierewicz zostaliby zapewne uznani przez Mieczysława Wilczka, ministra w komunistycznym rządzie Rakowskiego, autora „ustawy Wilczka” z 1988,  za lewicowców, przyjmijmy dla potrzeb tego artykułu, że mieszczą się w polskim rozumieniu prawicy. Od naprawdę wolnego rynku oddaleni są o lata świetlne, lecz funkcjonują jako polska prawica ze względu na swoje rozumienie patriotyzmu, stosunek do interesu narodowego etc.

Co ciekawe, również oni robili lub robią wszystko, aby także i taka (ideologiczna) prawica nie odgrywała w Polsce żadnej roli. Antoni Macierewicz tak nieprofesjonalnie realizował tzw. „uchwałę lustracyjną” Sejmu w 1992 roku, iż sama idea lustracji została skompromitowana na długie lata, a rząd Olszewskiego, który miał szansę zrobić dużo dobrego dla Polski, musiał wkrótce upaść. Zaangażowani przez Macierewicza młodzi amatorzy w tej branży (pierwowzory Misiewicza) popełnili wystarczająco dużo merytorycznych błędów, by przeciwnicy lustracji mogli wówczas triumfować.

Także przygotowany 15 lat później dokument,  zwany potocznie „Raportem Macierewicza”,  dotyczący wojskowych służb specjalnych PRL i III RP, zawierał szkolne błędy, których z łatwością można było uniknąć, a które stały się później orężem przeciwników likwidacji WSI i prawicowej części sceny politycznej w Polsce.

Mało kto pamięta, iż w wyborach do Sejmu w roku 1997 pełnomocnikiem wyborczym Ruchu Odbudowy Polski był Antoni Macierewicz, który w ostatniej chwili, bez wiedzy Olszewskiego zmienił zatwierdzony już wcześniej przez lidera ROP układ kandydatów na listach wyborczych. Mimo, iż Olszewskiemu udało się jeszcze przywrócić pierwotny kształt list, ROP poniósł dotkliwą klęskę, nieznacznie tylko przekraczając 5-procentowy próg i wprowadzając do Sejmu zaledwie 6 posłów. Trzeba przypomnieć, iż przed akcją dywersyjną Macierewicza, Ruch Odbudowy Polski cieszył się poparciem ok. 17% ankietowanych.

Wkrótce doszło do kolejnego konfliktu wewnątrz grupy 6 posłów ROP, co skutkowało rozłamem w tej partii. Obok Macierewicza negatywną rolę odegrał Wojciech Włodarczyk, bliski współpracownik Olszewskiego, patrz np.: Marek Ciesielczyk: Samo-nie-rząd po galicyjsku, Tarnów 2000, str.197 – 2010.

Warto przypomnieć, iż głównym doradcą premiera Jana Olszewskiego był Zdzisław Najder, zdemaskowany później jako tajny współpracownik komunistycznej Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Zapalniczka”. W latach 80-tych Najder był dyrektorem sekcji polskiej Radia Wolna Europa, które w tym czasie było krytykowane przez część opozycji antykomunistycznej, patrz: Marek Ciesielczyk: „Radio Free Europe’s Discordant Voices”, w:  LAISSEZ-FAIRE, nr 1, Londyn – Waszyngton, lato 1991, str. 48 – 53

patrz: http://www.marekciesielczyk.com/index.php?p=1_16

Zdzisław Najder – doradca premiera Jana Olszewskiego – TW SB „Zapalniczka”,

fot. Wikipedia

Jeśli przyjmiemy, iż na początku swego istnienia ruch Kukiza miał w pewnym stopniu cechy ugrupowania patriotycznie prawicowego (o ekonomii raczej nie było w nim mowy), moglibyśmy dostrzec pewne analogie w procesie jego niszczenia oraz wcześniejszej anihilacji UPR czy ROP. Kukiz w wyborach prezydenckich uzyskał ponad 20% głosów, by w następnych latach prawie całkowicie zniszczyć swe ugrupowanie. Prawą ręka muzycznego polityka był przez długi czas niejaki Dariusz Pitaś, dwukrotnie skazany za poważne przestępstwa, o czym Kukiz od początku był informowany. Mimo to Pitaś funkcjonował cały czas jako swego rodzaju „Wachowski Kukiza”, patrz:  http://oburzeni.pl/tag/dariusz-pitas/

Czy PiS to prawica i czy przetrwa?

Przejdźmy jednak do czasów współczesnych. Ktoś może powiedzieć, iż teza postawiona tutaj na początku jest nieprawdziwa, gdyż to, czego nie udało się osiągnąć Korwinowi, Olszewskiemu czy Kukizowi, zrobił Jarosław Kaczyński, tworząc silną, rządzącą od 5 lat partię, która co prawda nie jest prawicą ekonomiczną (wprost przeciwnie), ale na pewno przez wielu Polaków postrzegana jest jako prawica ideologiczna, dla której ważne są wartości narodowe. Czy tak jest rzeczywiście i czy przypadkiem także i ta formacja polityczna nie jest niszczona od wewnątrz (bardziej nawet niż przez zewnętrznych jej wrogów)?

Regułą było, iż gdy w telewizji pojawiał się zbyt często Antoni Macierewicz, notowania PiS-u spadały. Wylansowanie przez Macierewicza Misiewicza, zaszkodziło PiS-owi w sposób wyjątkowy, a samo nazwisko Misiewicza będzie służyło historykom za symbol niekompetencji, nepotyzmu politycznego etc. Jak więc widać, i tym razem, Macierewicz odegrał podobną do tych wcześniejszych rolę destruktora.

Gdyby PiS prezentował się jako ugrupowanie liberalne, lewicowe, wyborcy na pewno nie mieliby za złe Kaczyńskiemu, iż swego czasu tuż przed wyborami w Sosnowcu (wiadomo więc dlaczego) chwalił Edwarda Gierka jako „komunistycznego patriotę polskiego”. Abstrahując od tego, czy można równocześnie być komunistą i polskim patriotą (sic!), nie można zapominać o „ścieżkach zdrowia” dla robotników protestujących przeciwko temu „komunistycznemu patriocie”, czy mordach politycznych za czasów panowania towarzysza Edwarda (np. zabójstwo Stanisława Pyjasa).

Czy wśród posłów PiS nie było lepszego kandydata na Przewodniczącego Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka Sejmu RP niż Stanisław Piotrowicz – b. członek  egzekutywy PZPR w Prokuraturze Wojewódzkiej i Rejonowej w Krośnie,  autor aktu oskarżenia przeciwko działaczowi opozycji Antoniemu Pikulowi, „oskarżonemu o kolportaż wydawnictw drugiego obiegu.  W treści aktu czytamy m.in.: ‘W świetle materiałów dowodowych wyjaśnienia oskarżonego nie brzmią przekonywająco. Dokonane ustalenia pozwalają stwierdzić, że Antoni Pikul, podczas obowiązywania stanu wojennego, dopuścił się przestępstwa […]. Skierowanie aktu oskarżenia przeciwko Antoniemu Pikulowi należy uznać za zasadne’”. Później zaś, czy nie było lepszego kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego niż prokurator PRL-u Stanisław Piotrowicz?

Czy nie można było znaleźć w prawie 40-milionowym narodzie lepszego kandydata na głównego komentatora wydarzeń politycznych w państwowej telewizji TVP, niż Marek Król – b. sekretarz Komitetu Centralnego PZPR w okresie dogorywania PRL-u?

Marek Król – jeden z filarów TVP Kurskiego, b. sekretarz KC PZPR, fot. TVP/FB

Czy naprawdę nie ma bardziej utalentowanych dziennikarek, które mogłyby od rana do wieczora występować w TVP niż Magdalena Ogórek – kandydatka postkomunistycznego SLD na Prezydenta RP, (na którą zagłosowało zaledwie ok. 2% wyborców), wcześniej zatrudniona w klubie poselskim SLD, bliska współpracowniczka szefa SLD Grzegorza Napieralskiego, w 2011 kandydatka SLD do Sejmu?

„Gwiazda” TVP Magdalena Ogórek, najpierw z Kwaśniewskim, Napieralskim, Millerem, teraz z Kaczyńskim, fot. FB

Czy PiS nie miał lepszych kandydatów na ambasadora RP w Niemczech niż mąż prezes Trybunału Konstytucyjneg, Andrzej Przyłębski, „w latach 1979–1980 zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Wolfgang” (nr rejestracyjny: KWMO Konin 3889/1979)”? cyt. za: Wikipedia.

Czy ławka rezerwowych Prawa i Sprawiedliwości jest naprawdę tak krótka, że Pełnomocnikiem Ministra Cyfryzacji ds. współpracy z administracją samorządową RP, został niejaki Krzysztof Głomb, z wykształcenia bodajże w pierwszej kolejności archeolog (?), który w latach 80-tych współpracował z jednym z lokalnych organów prasowych PZPR, obwieszczając na jego łamach kilka miesięcy po zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki: „ … wyprzedzając uchwałę IX Plenum KC PZPR… Referat skarg i wniosków Komitetu Wojewódzkiego PZPR wychodzi naprzeciw troskom i kłopotom wszystkich, którzy potrzebują pomocy. (…) Najważniejsze jest jednak poczucie społecznej służby i świadomość przywracania ludziom wiary w sprawiedliwość”. cyt za: Marek Ciesielczyk: Republika kartoflana – Polska wobec katastrofy polityczno-ekonomiczno-kulturowej, Chicago, K&K Publishing, 1997, str. 157 – 158.

Przedstawione tu kuriozalne decyzje personalne Prawa i Sprawiedliwości to tylko czubek przysłowiowej góry lodowej. W tzw. Polsce powiatowej, gdzie ludzie znają się doskonale, PiS zraża do siebie swych dotychczasowych lub potencjalnych zwolenników fatalną polityką  personalną, kojarzącą się nie tylko z działaniem swego rodzaju partyjnego urzędu pracy dla krewnych i znajomych królika, ale także z zaprzeczeniem idei, które głosi.

Tzw. „afera starachowicka” w 2003 roku była początkiem końca SLD. Dzisiaj można się zastanawiać, czy „wałbrzyska afera taśmowa”, z której dowiedzieliśmy się, że działacze PiS to  „tacy sami ludzie…jak ci w PO czy SLD …niczym się nie różnią i każdy jest pazerny, każdy by coś chciał…” – oznacza także początek końca formacji politycznej, która na swych sztandarach ma napis „Prawo i Sprawiedliwośc”? 

patrz:   https://www.antypartia.org/aktualnosci/tacy-sami-ludzie-jestesmy-jak-ci-w-po-czy-sld-niczym-sie-nie-roznimy-i-kazdy-jest-pazerny-kazdy-by-cos-chcial-kolejna-afera-tasmowa/

Trudno powiedzieć, w jakim stopniu formacje pretendujące w Polsce do miana prawicowych (czyli prawych) są niszczone od wewnątrz przez podstawionych tam ludzi, a na ile ich rozkład ma charakter niezamierzonego, nieuświadomionego samozniszczenia? Jakby nie było, w Polsce prawicy albo po prostu nie ma, albo – jeśli już jakimś cudem zakiełkuje, szybko ulega demoralizacji, a przez to rozkładowi lub jest w wyrafinowany sposób niszczona przez różnego rodzaju agentów wpływu.

Być może, gdy zakończy się era PiS, na polskiej scenie politycznej pojawi się formacja, która będzie nie tylko faktycznie prawicowa, ale także autentycznie prawa.

Marek Ciesielczyk

tel. 601 255 849

dr.ciesielczyk@gmail.com