Archiwa tagu: Robert Raczyński

Marek Ciesielczyk – Krzysztof Hollender – 2:0 – Ponowna przegrana w sądzie b. „etatowego” pełnomocnika wyborczego

Dzisiaj, 22 czerwca 2021 roku b. reprezentant / pełnomocnik m.in. ruchu Kukiza czy Bezpartyjnych Samorządowców w Małopolsce, Krzysztof Hollender (używający wcześniej nazwiska Holender)  z Gorlic przegrał po raz kolejny sprawę, tym razem przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu, który uznał, iż Marek Ciesielczyk nie naruszył jego dóbr osobistych, publikując dokumenty z IPN na temat kontaktów Hollendera (Holendera) z SB w czasach PRL oraz treść oskarżeń, które skierował wobec pełnomocnika Bezpartyjnych Samorządowców prokurator IPN, a także terść wyroków sądowych w sprawie lustracyjnej Hollendera, którego SB zarejestrowała jako KO „Lotnik” (patrz sygnatura akt i dzisiejszy wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu nr I C 842 / 20).

Marek Jurek, Krzysztof Hollender i Paweł Kukiz, fot. FB

Krzysztof Hollender (wcześniej Holender) z Gorlic zawsze starał się pozować na wielkiego, prawicowego, antysystemowego patriotę. Gdy zaczęła działać Prawica Rzeczypospolitej, był jednym z istotnych jej działaczy. Gdy powstał ruch Kukiza stał się jego „mężem zaufania”. Gdy w wyborach do PE wzięła udział Polska Fair Play Gwiazdowskiego był w gronie jego  współpracowników. W lecie 2019 przedstawiał się jako „pełnomocnik Bezpartyjnych Samorządowców na Małopolskę”.

Wówczas dokumenty z IPN na temat Hollendera oraz akta z jego sprawy lustracyjnej  opublikował niżej podpisany, patrz np. artykuły:

Krzysztof Hollender vel Holender – zarejestrowany przez SB jako KO „LOTNIK”, dziś pełnomocnik „Bezpartyjnych Samorządowców”

 

oraz:

https://marekciesielczyk.neon24.pl/post/149907,czy-mozna-bylo-byc-wspolpracownikiem-sb-na-80

Hollender najpierw skierował pozew przeciw autorowi tych tekstów do Sądu Okręgowego w Tarnowie, a gdy ten umorzył sprawę, Hollender ponowił próbę –  tym razem oskarżył autora artykułów o naruszenie dóbr osobistych przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu, licząc zapewne na jego większą przychylność.

Okazało się jednak, iż także sąd nowosądecki uznał, iż Marek Ciesielczyk miał prawo – jako politolog i historyk – ujawnić dokumenty z IPN, obrazujące kontakty Hollendera z SB w czasach PRL oraz opublikować treść zarzutów prokuratora IPN i wyroki sądów w tej sprawie lustracyjnej (patrz wyrok z 22 czerwca 2021, sygn. akt I C 842 / 20).

Sąd uznał, iż Hollender jako osoba publiczna, pełnomocnik licznych komitetów wyborczych (ostatnio Kukiza i Bezpartyjnych Samorządowców0 oraz kandydat w wyborach, musi się liczyć z krytyką i ujawnianiem jego działań z przeszłości.

Krzysztof Hollender zapowiada teraz, iż ponownie będzie pełnomocnikiem wyborczym Bezpartyjnych Samorządowców w Małopolsce.

Na polskiej scenie politycznej jest miejsce na nowe antysystemowe ugrupowanie

Szaleństwem jest robić wciąż to samo

i oczekiwać innych rezultatów.

Albert Einstein

Od ćwierć wieku pozaparlamentarne grupy, które nazwiemy tu umownie „antysystemowymi”, podejmują te same w gruncie rzeczy działania i dziwią się, iż nie prowadzą one skutecznie do celu – to jest – istotnych, pozytywnych zmian zainfekowanego wirusem głupoty, nieuczciwości i tchórzostwa systemu politycznego, który sprawia, iż tak naprawdę Polacy pozbawieni są wielu praw, z których korzystają obywatele innych, w pełni demokratycznych państw.

Od ćwierć wieku to samo: zjednoczenie tak, ale pod naszym sztandarem…

Już 4 lata po wprowadzeniu w Polsce quasi-demokracji, jesienią 1994 roku prawicowe środowiska pozaparlamentarne podjęły nieudaną próbę zjednoczenia, która przeszła do historii jako Konwent św. Katarzyny. Jednym z jej inicjatorów był ksiądz Józef Maj. Dodać w tym miejscu należy, iż dokładnie 20 lat później z inicjatywy stowarzyszenia OBURZENI – także u księdza Maja – doszło do kilku spotkań, które miały podobny cel jak Konwent św. Katarzyny. Oczywiście i tym razem cała operacja zakończyła się niepowodzeniem.

Rok 2014, Warszawa, kolejna próba zjednoczenia ugrupowań pozaparlamentarnych, od lewej Marek Ciesielczyk, Jak Sposób, śp. Antoni Gut, ksiądz Józef Maj, fot. arch. własne

W 2015 roku PodziemnaTV Konrada Daniela, stowarzyszenie Oburzeni i ugrupowanie Jedność Narodu zorganizowały debatę antysystemowych kandydatów na prezydenta Polski, która miała być kolejną próbą zjednoczenia pozaparlamentarnych środowisk, patrz: https://www.youtube.com/watch?v=m1AmAXnP_5A

Jej wynik był oczywiście do przewidzenia, podobnie jak wielu innych, wcześniejszych prób tego typu. Każdy dostrzegał – jak zwykle – potrzebę zjednoczenia, ale gdy przyszło do konkretów, każdy proponował zjednoczenie pod swoim sztandarem, uważając się za wodza numer jeden. Oczywiście pozostali to odrzucali i pozostawało po staremu – wszystkie te ugrupowania tradycyjnie przegrywały z kretesem.

W ciągu ostatnich 25 lat pointa, sformułowana ponad 500 lat temu przez Jana Kochanowskiego, zawsze jest ta sama: „Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Czego uczą przypadki AWS, Zjednoczonej Prawicy i Konfederacji?

Leszek Kołakowski przypomniał swego czasu, iż rzeczy, które wydają się oczywiste, nie są takimi wcale dla większości i że prawdę oraz znaczenie tych oczywistości trzeba ciągle przypominać. Wszyscy niby wiedzą, że Wielka Brytania to wyspa, ale tylko nieliczni zdają sobie sprawę z tego historycznych konsekwencji. Spora liczba ludzi wie, że Karol Marks był filozofem niemieckim, ale tylko mała garstka jest świadoma znaczenia tego faktu dla filozofii idola komunistów.  

Wszyscy powinni wiedzieć, że 2+2=4 i że 2<4, ale gdy przychodzi czas podejmowania decyzji,  prawie zawsze okazuje się, iż oceniający krytycznie to, co stało się w Polsce po roku 1989, uważają jednak, iż 2=4 i nie mają zamiaru łączyć sił, by dokonać zmian zainstalowanego w wyniku tzw. „Okrągłego Stołu” i przyjęcia Konstytucji  w 1997 roku systemu politycznego, zwanego teraz czasem „demokracją bezobjawową”.

Podobno wyjątki potwierdzają regułę. Takimi są przypadki AWS, Zjednoczonej Prawicy czy Konfederacji. Gdy w 1996 nielewicowe bardziej lub mniej kanapowe ugrupowania zjednoczyły się, w następnym roku – jako Akcja Wyborcza Solidarność (AWS) wygrały wybory z lewicą. Samodzielnie PiS nie wygrałoby wyborów, gdyby nie zjednoczenie z ugrupowaniami Ziobry i Gowina w formie Zjednoczonej Prawicy. Ruch Narodowy czy ugrupowania Korwina-Mikke lub Brauna nigdy nie weszłyby do Sejmu, gdyby nie zjednoczenie w Konfederacji.

Irracjonalne zachowanie pozaparlamentarnych środowisk

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA

Jednym z ugrupowań, które przez kilka ostatnich lat dążyło do zmiany systemu politycznego w Polsce,  jest partia o nazwie Demokracja Bezpośrednia, która powstała w 2012 roku. Jej założycielem był Adam Kotucha. Demokracja Bezpośrednia nie chciała nigdy być tradycyjną partią polityczną, deklarowała, że jest „organizacją spoza układu”.

Startując w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku zdołała się zarejestrować tylko w 6 z 13 okręgów wyborczych i otrzymała w sumie zaledwie ok. 16 tysięcy głosów, tj. 0,23%. W tym samym roku w wyborach samorządowych zarejestrowała listy w 51 z 85 okręgów wyborczych do  sejmików wojewódzkich i  otrzymała zaledwie 0,81% głosów w skali kraju. Rok później w wyborach prezydenckich kandydat Demokracji Bezpośredniej (ówczesny rzecznik tej partii Paweł Tanajno)  zajął ostatnie, 11. miejsce, uzyskując zaledwie 0,2% głosów. W roku 2018 ten sam Tanajno startując na prezydenta Warszawy zdobył  tylko 0,4% głosów.

 Zbigniew Kawalec – lider Demokracji Bezpośredniej, fot. FB

Na początku 2020 roku przewodniczącym Demokracji Bezpośredniej został Zbigniew Paweł Kawalec, przedsiębiorca warszawski. Uczestniczył w kolejnej próbie zjednoczeniowej ugrupowań antysystemowych w Gdańsku-Jelitkowie w lipcu 2020 roku, (patrz: https://www.kuprawdzie.pl/antypartia-deklaracja-ideowa-nowej-partii/ ) poszedł jednak swoją drogą. Na swym profilu na Facebook pisze: „Zbieram ludzi. Tworzymy think-tank, fundację, wydawnictwo, portal i partię polityczną. Zapraszam do współpracy”. Kawalec uważa, iż nie można skutecznie budować nowego ugrupowania od podstaw, bez zaangażowania znanej twarzy i w związku z tym szuka takiego rozpoznawalnego lidera swej formacji.

Czy obecny szef Demokracji Bezpośredniej ma rację? I tak, i nie. Przykłady szybko formujących się i osiągających względne sukcesy wyborcze ugrupowań Kukiza, Palikota, Petru pokazują, iż wokół znanej osoby szybko gromadzą się jej wyznawcy i są w stanie osiągnąć wynik ok.10%. Kawalec nie bierze jednak pod uwagę krótkiego terminu ważności tego typu tworów. Tak jak z powodu rozpoznawalności lidera nowy ruch tworzy się stosunkowo szybko, tak samo szybko z powodu błędów tegoż lidera rozpada się. W wyborach prezydenckich Kukiz cieszył się poparciem ponad 20% wyborców, teraz jest bankrutem politycznym, podobnie jak w/w Palikot czy Petru. Zapewne taki sam los czeka Hołownię.

Dlatego wiara lidera Demokracji Bezpośredniej w skuteczność przyjętej przez niego metody tworzenia nowej formacji politycznej może prowadzić do wielkiego rozczarowania.

BEZPARTYJNI SAMORZĄDOWCY

W roku 2014 powstał lokalny komitet Bezpartyjni Samorządowcy, który wprowadził do Sejmiku Dolnośląskiego 4 osoby (m.in. Pawła Kukiza i Roberta Raczyńskiego, obecnego prezydenta Lubina). Bezpartyjni rozstali się z ruchem Pawła Kukiza w 2015 roku i wystartowali samodzielnie w wyborach parlamentarnych, rejestrując swe listy początkowo tylko w 10 okręgach wyborczych i zdobywając ostatecznie tylko 0,1% głosów.

Mimo, że wybory samorządowe w 2018 przyniosły Bezpartyjnym Samorządowcom względny sukces (w wyborach do sejmików przekroczyli w skali kraju 5%), już w następnym roku nie byli w stanie się porozumieć i tylko ich część zaangażowała się w popieranie Polski Fair Play Roberta Gwiazdowskiego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Raczyński odciął się od tej inicjatywy. Gwiazdowskiemu udało się zarejestrować listy tylko w  6 z 13 okręgów wyborczych, a Polska Fair Play uzyskała zaledwie ok. 74 tysiące głosów, tj. 0,5%.

W tym samym roku grupa Raczyńskiego (jako Bezpartyjni i Samorządowcy) wzięła udział w wyborach parlamentarnych, rejestrując listy w 19 z 41 okręgów wyborczych i uzyskując tylko 0,78% głosów. Tak słaby wynik był rezultatem m.in. niezdecydowania w sprawie ewentualnych koalicjantów. Jednego dnia media informowały, iż Bezpartyjni pójdą do wyborów z Kukizem, drugiego, że z PSL, a trzeciego zaś , iż samodzielnie. Wywoływało to dezorientację i zniechęcenie lokalnych działaczy Bezpartyjnych. Przyczyną klęski był także brak porozumienia z Bezpartyjnymi w Polsce północno-zachodniej (z Raczyńskim nie poszli Bezpartyjni z Wielkopolski, Zachodniopomorskiego i Lubuskiego). Ponownie brak porozumienia był przyczyną porażki.

 Robert Raczyński – szef jednej z frakcji Bezpartyjnych, fot.Twitter

We wrześniu 2020 w Tarnowie Podgórnym k. Poznania powstała Ogólnopolska Federacja Bezpartyjnych i Samorządowców. Jednak już kilka dni później media doniosły, iż Bezpartyjni z  Wielkopolski (pod wodzą wójta Tarnowa Podgórnego Tadeusza Czajki), z Zachodniopomorskiego i Lubuskiego jednak nie zdecydowali się przystąpić do tej Federacji ze względu na konflikt z prezydentem Lubina, Robertem Raczyńskim, patrz: https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,26330651,nie-chcemy-na-czele-koalicjanta-pis-u-rozlam-w-ruchu-bezpartyjni.html

Tadeusz Czajka – wójt gminy Tarnowo Podgórne – lider wielkopolskich  Bezpartyjnych, fot.FB

Trzeba dodać, iż być może dojdzie do rejestracji partii, która ma się nazywać … Bezpartyjni, w co zaangażowani są warszawscy działacze antysystemowi – Piotr Bakun (który był czynny w  partii Wolni i Solidarni śp. Kornela Morawieckiego) i Wojciech Papis (b. działacz stowarzyszenia Oburzeni)?

SKUTECZNI

Ugrupowanie Skuteczni Piotra Liroya-Marca funkcjonuje od 2017 (gdy Liroy pożegnał się z klubem poselskim Kukiza) – najpierw jako stowarzyszenie, a od 2019 jako partia.

Piotr Liroy-Marzec – lider Skutecznych, fot.Wikipedia

W tym też roku Liroy opuścił szeregi Konfederacji (wraz z Markiem Jakubiakiem), a jego partia Skuteczni wystartowała samodzielnie w wyborach parlamentarnych, rejestrując swe listy tylko w 5 z 41 okręgów wyborczych. Partia Liroya uzyskała w tych wyborach zaledwie ok. 19 tysięcy głosów, tj. 0,1% w skali kraju. 

KONGRES NOWEJ PRAWICY & CO.

Na początku 2017 funkcję prezesa Kongresu Nowej Prawicy objął Stanisław Żółtek b. wiceprezydent Krakowa i eurodeputowany, zaś dwa lata później założył nową partię PolEXIT, przerejestrowaną kilka miesięcy później na Zgodę, (w której miał uczestniczyć lider Agrounii Michał Kołodziejczak). Żółtek zasiadał również w 2019 w zarządzie partii Odpowiedzialność (stworzonej przez ludzi związanych wcześniej z Korwinem-Mikke).

Stanisław Żółtek – lider m.in. KNP

W 2019 partia Żółtka PolEXIT otrzymała w wyborach do Parlamentu Europejskiego zaledwie niecałe 8 tysięcy głosów, tj. 0,06% w skali kraju. Po nieudanych pertraktacjach z Michałem Kołodziejczakiem, Żółtek wraz Prawicą Rzeczypospolitej Marka Jurka zdołał zarejestrować w wyborach do Sejmu w 2019 listy tylko w 4 okręgach wyborczych. Projekt polityczny Żółtka poparło zaledwie niecałe 2 tysiące wyborców, tj.0,01% w skali kraju. W wyborach prezydenckich w 2020 Stanisław Żółtek otrzymał ok. 45 tysięcy głosów, tj. 0,23% w skali kraju.

Wspomnieć w tym miejscu wypada o trzech innych ugrupowaniach, które mają swe korzenie w partiach tworzonych przez Janusza Korwina Mikke – Wolni Obywatele – Stefana Oleszczuka – b. burmistrza Kamienia Pomorskiego i starosty kamieńskiego i w/w Odpowiedzialność – partia, która ma swą centralę w Rzeszowie i której liderem jest teraz  przedsiębiorca Łukasz Belter (w wyborach na prezydenta Rzeszowa w 2018 roku uzyskał  niecały 1 tysiąc głosów, tj. ok. 1%), a także partia Normalny Kraj, której prezesem jest Wiesław Lewicki (ze Śląska), współprowadzący w przeszłości kampanię wyborczą KNP do Parlamentu Europejskiego. Grupy te nie wykazują jednak aktywności w ostatnim okresie.

AGROUNIA

Michał Kołodziejczak, lider Agrounii, w roku 2014 został wybrany radnym gminy Błaszki (powiat sieradzki) z listy PiS. Rok później został jednak wykluczony tej z partii. Znaną postacią stał się już w 2018 roku, gdy zaczął organizować rolnicze protesty.

Michał Kołodziejczak – lider Agrounii, fot..FB

W lecie 2019, niezależnie od Agrounii, zaczął organizować partię „Prawda”. Szybko zrezygnował z tego projektu, by tworzyć partię o nazwie „Zgoda”. Gdy doszło do konfliktu ze Stanisławem Żółtkiem, Kołodziejczak wycofał się także i z tego projektu.

W maju 2020 planował założyć nową partię z Pawłem Tanajno, lecz do dziś nic z tego projektu nie wyszło. Kołodziejczak skupił się ponownie na organizacji protestów rolników.

Warto tu też wspomnieć o Marcinie Bustowskim z Jeleniej Góry, który koncentruje się na organizowaniu protestów przeciw stosowaniu glifosatu w środkach ochrony roślin. Od wielu miesięcy zapowiada stworzenie nowego ugrupowania.

STRAJK PRZEDSIĘBIORCÓW

Dzisiejszy lider Strajku Przedsiębiorców, Paweł Tanajno  najpierw należał do Platformy Obywatelskiej. W 2002 roku przegrał wybory do rady dzielnicy Mokotów, później związał się z Palikotem. W  2012 wstąpił do partii Demokracja Bezpośrednia. W 2015 jako kandydat Demokracji Bezpośredniej w wyborach prezydenckich uzyskał niecałą 1/3 głosów tych, którzy udzielili mu wcześniej poparcia swymi podpisami – tj. ok. 0,2% w skali kraju. W wyborach na prezydenta Warszawy głosowało na niego tylko 0,4% wyborców. Nie został także wybrany radnym miejskim w Warszawie.

Paweł Tanajno – organizator strajku przedsiębiorców, fot. Wikipedia

W  2020 ponownie został kandydatem na prezydenta Polski i otrzymał niecałe 30 tysięcy głosów, tj. ok. 0,1% w skali kraju. W czasie kampanii wyborczej organizował protesty przedsiębiorców. Mimo zapowiedzi nie stworzył wspólnej partii z Michałem Kołodziejczakiem. Latem 2020 Tanajno ogłosił, że partia Strajk Przedsiębiorców rejestruje się, ale on sam nie będzie jej członkiem.

1POLSKA

Twórca PodziemnejTV, Konrad Daniel z Gdańska w motto strony stworzonego przez siebie ugrupowania napisał: Czas zjednoczyć dobrych ludzi wobec patologii obecnego systemu!” W praktyce jednak ugrupowanie to akceptowało dziwnych osobników, których Daniel oskarżał później (w pod koniec sierpnia 2019 roku) o agenturalność i celowe zniszczenie ugrupowania 1Polska, patrz: https://www.youtube.com/watch?v=TypSgGdYhCI

Konrad Daniel – b. lider Jednej Polski, fot. FB

Choć wówczas mówił, iż mimo rozwiązania jego komitetu wyborczego, nie wolno się poddawać, odwrócił się od ludzi, którzy mu zaufali i do dziś jest niedostępny nawet telefonicznie, sprawiając wrażenie obrażonego na cały świat.

Sam projekt Daniela, choć uczciwy, był w swej istocie naiwny i słabo przygotowany organizacyjnie. Ci, którzy byli decydentami w 1Polsce, nie wykazywali chęci współpracy z innymi ugrupowaniami, choć Konrad Daniel wielokrotnie był zapraszany na rozmowy.

Działalność Konrada Daniela można by spuentować słowami Władimira Bukowskiego, który pisał, iż prawda jest zawsze naiwna i przekonana, że zwycięży tylko dlatego, iż jest prawdą, zaś kłamstwo jest wyrachowane i dobrze zorganizowane i dlatego najczęściej triumfuje. 

FEDERACJA DLA RZECZYPOSPOLITEJ

Po rozstaniu z Kukizem i Konfederacją, Marek Jakubiak postanowił działać na własną rękę, budując nową partię FdR. W 2018  jako kandydat Kukiz’15 w wyborach na prezydenta Warszawy uzyskał zaledwie 2,99% głosów. W wyborach parlamentarnych w 2019 roku, startując z pierwszego miejsca na liście Bezpartyjni i Samorządowcy, uzyskał zaś ok. 3,5 tys. głosów, zaś w wyborach prezydenckich w 2020 roku – głosowało na niego ok. 34 tysiące wyborców, tj.  0,17% w skali kraju. Te wyniki na pewno zmuszają do poszukiwania koalicjanta lub całkowitej zmiany formuły działania politycznego.

 

Marek Jakubiak – lider Federacji dla Rzeczypospolitej, fot. Wikipedia

 

OBURZENI

Stowarzyszenie Oburzeni, choć działało już wcześniej, zostało zarejestrowane w 2014 roku. Uaktywniło się zwłaszcza wówczas, gdy okazało się, iż Paweł Kukiz zdradził ideały, o których wcześniej mówił, a przemożny wpływ na ruch Kukiza uzyskał niejaki Dariusz Pitaś, patrz:  https://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/301269859-Dariusz-Pitas–wielka-kariera-u-boku-Pawla-Kukiza.html  .

Najpierw szefem stowarzyszenia był śp. Antoni Gut, a następnie Jan Szymański z Warszawy. Oburzeni chcą m.in. „zamienić ordynację proporcjonalną na większościową, wymiar niesprawiedliwości na rządy prawa, wprowadzić odpowiedzialność karno-finansową urzędników za ich błędy”. W ciągu ostatnich 5 lat swego funkcjonowania stowarzyszenie wielokrotnie zabiegało o zjednoczenie pozaparlamentarnych ugrupowań antysystemowych, patrz: https://www.youtube.com/watch?v=m1AmAXnP_5A

Oburzeni – jako jedna z nielicznych grup antysystemowych – zdając sobie sprawę ze słabości tego typu struktur pozaparlamentarnych, nie brało samodzielnie udziału w wyborach ogólnopolskich. Angażowało się czynnie tylko wtedy, gdy była szansa na sukces. Np. w 2014  roku stworzyło lokalną koalicję z Kongresem Nowej Prawicy w samorządowych wyborach w   małopolskim Tarnowie,  zaś wiceprzewodniczący stowarzyszenia Marek Ciesielczyk doprowadził w 2015 roku najpierw do sądowego unieważnienia wyborów do Rady Miejskiej w swym okręgu, a następnie w wyniku  powtórnych wyborów wszedł do Rady z drugim najlepszym rezultatem wyborczym w swym okręgu. Lista koalicyjna KNP-Oburzeni uzyskała 16% głosów, co było trzecim wynikiem po PiS i PO,  patrz: https://www.youtube.com/watch?v=jg-mFN4DUBU

 

 Jan Szymański – przewodniczący stowarzyszenia Oburzeni, fot. arch.

W lecie 2020 roku praktycznie wszyscy członkowie i sympatycy stowarzyszenia Oburzeni weszli w skład nowo powstałego ugrupowania Antypartia. Więcej informacji na: www.oburzeni.pl

 

NIEPOKONANI 2012

Stowarzyszenie Niepokonani działa od roku 2012. Skupia głównie poszkodowanych przez polski wymiar niesprawiedliwości przedsiębiorców. Początkowo bardzo aktywne, teraz jakby niewidoczne, wydaje się, iż straciło dawną energię. Jego prezesem jest przedsiębiorca z Wadowic – Jerzy Książek. Od lat członkowie stowarzyszeni wahają się, czy wziąć czynny udział w projekcie politycznym, który zakładałby udział w wyborach parlamentarnych.

 Jerzy Książek – prezes Niepokonanych 2012, fot. YT

 

AKCJA ZAWIEDZIONYCH EMERYTÓW RENCISTÓW

W 2018 roku 71-letni  wówczas Wojciech Kornowski (działający w latach 80-tych w organizacji Grunwald)  założył partię Akcja Zawiedzionych Emerytów Rencistów i został jej liderem, twierdząc rok później, że AZER wygra wybory parlamentarne, choć wcześniej zakładane przez Kornowskiego partie uzyskiwały wyniki znacznie poniżej 1% głosów. W 2019 AZER zarejestrował listy do Sejmu tylko w 3 spośród 41 okręgów wyborczych i uzyskał ok. 5 tysięcy głosów, tj. 0,03% w skali kraju.

Wojciech Kornowski – szef partii AZER, fot.kuprawdzie

  

JEDNOŚĆ NARODU

W roku 2015 b. działacze Ligi Polskich Rodzin założyli partię o nazwie Jedność Narodu, która sama określa się jako „ugrupowanie polityczne o charakterze narodowym”. Wydaje pismo „Polityka Polska”.  W wyborach samorządowych (do sejmików) w 2018 roku ugrupowanie uzyskało w skali kraju 0,18% głosów. Rok później startowało w wyborach do Parlamentu Europejskiego, rejestrując listę jedynie w części województwa mazowieckiego i uzyskując zaledwie ok. 2 tysiące głosów, tj. 0,02% w skali kraju. W 2020 Romuald Starosielec, lider Jedności Narodu,  chciał kandydować w wyborach prezydenckich, jednak nie był w stanie zebrać wymaganej liczby podpisów.

Romuald Starosielec – stoi na czele partii Jedność Narodu, fot. FB

W 2018 Starosielec, jako kandydat na radnego sejmiku województwa mazowieckiego, uzyskał zaledwie 267 głosów. Mimo to w dalszym ciągu chce realizować projekt pod nazwą Jedność Narodu samodzielnie, nie bacząc na nazwę swej partii i słowa Prymasa Wyszyńskiego: „Największą mądrością jest umieć jednoczyć, a nie dzielić”, których używa często jako motto swych działań politycznych.

OPÓR

Tej grupie liderują Piotr Zygarski, hotelarz z Zakopanego, organizator wielkiego protestu (m.in. hotelarzy) w Warszawie 13 grudnia 2020 roku oraz Włodzimierz Zydorczak, przedsiębiorca z Wielkopolski, który bezskutecznie ubiegał się już o mandat poselski w 2019 roku z listy PSL, uzyskując niecały tysiąc głosów. 

Piotr Zygarski – OPÓR, organizator protestu hotelarzy, fot. FB

 

WIR – CZYLI WETO, INICJATYWA, REFERENDUM

Trudno precyzyjnie zdefiniować ten projekt. Jest to bardziej przedsięwzięcie o charakterze edukacyjnym niż politycznym, choć wśród osób w niego zaangażowanych mogą być także i tacy, którzy będą chcieli tworzyć struktury mające na celu udział w wyborach parlamentarnych.

Marian Waszkielewicz – jeden z propagatorów WIR-u, fot FB

Generalnie środowisku temu chodzi o propagowanie zalet systemu, który funkcjonuje w Szwajcarii, gdzie istotnym elementem demokracji bezpośredniej jest możliwość negowania już istniejących ustaw przez obywateli (weto), podejmowanie akcji zmierzających do efektywnego proponowania przyjęcia nowych ustaw (inicjatywa) czy też podejmowania decyzji w drodze wiążącego dla systemu referendum. Oczywiście z edukacyjnego punktu widzenia jest to niezwykle cenna inicjatywa, zaś budowa sprawnych struktur organizacji politycznej jest w tym przypadku raczej tylko teorią.

Jednym z motorów tego projektu jest mieszkający na stałe w USA (w Bostonie) Szymon Tolak (z wykształcenia filozof), „struktury” na Facebooku próbuje budować czynny kiedyś w Demokracji Bezpośredniej Marian Waszkielewicz z Zabrza. Kibicują im Janusz Zagórski z Dolnego Śląska, który prowadzi Niezależnątelewizję.pl oraz  Jan Kubań – prezes PAFERE –  Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju oraz Jerzy Zięba – propagator medycyny niekonwencjonalnej.

 

LIGA OBRONY SUWERENNOŚCI

Partia ta powstała w 2002 roku w Gdańsku z inicjatywy Wojciecha Podjackiego. LOS utworzyli działacze wcześniejszego Polskiego Frontu Narodowego. Partia wydaje pismo społeczno-polityczne „Polski Szaniec” oraz Biuletyn Informacyjny „Patriota”. Posiada także  własny, internetowy kanał telewizyjny TV LOS.

Start w wyborach samorządowych w Gdańsku w 2002 roku zakończył się całkowitą porażką. LOS wzięła udział w wyborach parlamentarnych w 2005 w ramach Komitetu Wyborczego Ruch Patriotyczny, który uzyskał 1,05% głosów. Wojciech Podjacki chciał w 2020 roku kandydować na prezydenta Polski, jednak LOS nie zebrała wymaganej ilości podpisów.

 

Wojciech Podjacki – szef Ligi Obrony Suwerenności, fot.LOS

 

ZJEDNOCZENIE POLSKIE I ZJEDNOCZENI DLA POLSKI

Dysydent z PSL, Eugeniusz Kopciński z Radomia postanowił zbudować jeszcze jedno ugrupowanie pozaparlamentarne – Zjednoczenie Polskie. Pomaga mu w tym m.in. Maciej Dzik, który obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii. Głównym celem tej organizacji w budowie jest „obrona tożsamości narodowej”.

Eugeniusz Kopciński – chce zbudować Zjednoczenie Polskie, fot. FB

Innym tego typu powstającym ugrupowaniem jest „Zjednoczeni dla Polski”, które stara się tworzyć (głównie na Facebooku)  szachista – Bogdan Morkisz, b. pełnomocnik „Skutecznych”   w okręgach Katowice – Gliwice.

Bogdan Morkisz – twórca „Zjednoczeni dla Polski”, fot. FB

W roku 2002 Morkisz kandydował (z listy SLD) do Rady Miejskiej w Mysłowicach i otrzymał 12 głosów, co oczywiście nie pozwala kwestionować jego dobrych intencji, lecz jedynie zdolności organizacyjne. Twórca „Zjednoczeni dla Polski” jest niezwykle aktywny w Internecie, prezentując filmowe nagrania swych wystąpień. Tu także nie można odmówić mu nie tylko dobrych intencji, ale i racji, lecz na pewno można kwestionować jego medialność, by użyć eufemizmu.

Czy możliwe jest zjednoczenie tych ugrupowań lub przynajmniej jakieś porozumienie?

Przedstawione tu pozaparlamentarne ugrupowania antysystemowe albo nie były w stanie zebrać wymaganej ilości podpisów, by brać udział w wyborach ogólnopolskich, albo – jeśli już im się to udawało, osiągały wyniki między 0,01%  i 0,81%. Podejmowanie od wielu już lat przez ich liderów – skazanych z góry na klęskę – prób wejścia do parlamentu jest na pewno mniej rozsądne niż ustawiczne przegrywanie oszczędności przez hazardzistę w kasynie. Hazardzista może ewentualnie liczyć na szczęście. Nie może być do końca pewny, czy wygra, czy też przegra. Liderzy ugrupowań, zwanych często złośliwie kanapowymi, po wielu latach doświadczeń powinni mieć pewność, iż poniosą po raz kolejny porażkę, jeśli nie zmienią metod działania. W tym miejscu dochodzimy do słów Einsteina, spełniających rolę motta niniejszego tekstu: „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów”.

Powstałe latem tego roku nowe ugrupowanie – ANTYPARTIA (patrz: www.antypartia.org) zaproponowało liderom wymienionych tu grup pozaparlamentarnych spotkanie na początku roku 2021 w Zakopanem, na którym dokonano by wspólnie analizy możliwości i form  współpracy oraz wystawienia wspólnej listy wyborczej za trzy lata.

Oczywiście zjednoczenie tych ugrupowań nie daje pewności, iż taka wspólna lista osiągnie wynik lepszy niż 5 czy też 3 procent, lecz daje gwarancję, że na pewno zostaną zebrane wymagane do startu podpisy nie w 21, lecz 41 okręgach wyborczych, a wynik może  pozytywnie zaskoczyć twórców takiej koalicji. Trzeba bowiem mieć na uwadze, iż ostatnie sondaże z jednej strony wykazują znaczny spadek poparcia dla PiS, z drugiej wcale nie wskazują na to, by PO miała powrócić do władzy. Ugrupowanie Hołowni zatrzymało się zaś, gdy znaczna część wyborców zorientowała się, iż jest on rodzajem Petru bis.

Notowania Konfederacji w ostatnim czasie gwałtownie spadają – poniżej 5, a nawet 3%, patrz:

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/1090124,dlaczego-spada-poparcie-dla-konfederacji

oraz

https://www.rp.pl/Polityka/311159983-Sondaz-PiS-umacnia-sie-na-prowadzeniu.html

zaś 20% wyborców nie wie, na kogo będzie głosować. Oznacza to, iż nowe, atrakcyjne programowo i właściwie „opakowane” ugrupowanie może w dość istotny sposób zmienić polską scenę polityczną w ciągu najbliższych 3 lat.

Jeśli tego nie wykorzystają w rozsądny sposób antysystemowe grupy pozaparlamentarne, Jan Kochanowski może mieć satysfakcję z powodu swych profetycznych zdolności.

Marek Ciesielczyk

Autor tekstu jest doktorem politologii Uniwersytetu w Monachium, profesorem University of Illinois w Chicago, pracownikiem naukowym Forschungsinstitut fur sowjetische Gegewart w Bonn, Fellow w European University Institut we Florencji.

tel. 601 255 849,  dr.ciesielczyk@gmail.com

14 grudnia 2020

Krzysztof Hollender vel Holender – zarejestrowany przez SB jako KO „LOTNIK”, dziś pełnomocnik „Bezpartyjnych Samorządowców”

Czy można być współpracownikiem SB w 80 procentach?

Absurdy procesów lustracyjnych w RP

Zawsze po prawej stronie, zawsze w pozie wielkiego patrioty… Gdy zaczęła działać Prawica Rzeczypospolitej, był jednym z istotnych jej działaczy. Gdy powstał ruch Kukiza stał się jego „mężem zaufania”. Gdy w wyborach do PE wzięła udział Polska Fair Play Gwiazdowskiego był w gronie jego  współpracowników. Teraz przedstawia się jako „pełnomocnik Bezpartyjnych Samorządowców na Małopolskę”. Postępowanie lustracyjne w jego przypadku, pokazuje jak absurdalny charakter ma ustawa lustracyjna, która daje sądowi nieograniczone możliwości jej interpretacji.

nr 1– Marek Jurek, Krzysztof Hollender i Paweł Kukiz, fot. FB       

 

nr 2– Robert Gwiazdowski i Krzysztof Hollender, fot. FB

 

Po prawicy latający Holender

Gdy Okręgowa Komisja Wyborcza w Krakowie uchwałą z dnia 3 czerwca 2009 roku skreśliła go z listy wyborczej Prawicy Rzeczypospolitej do PE „wobec utraty prawa wybieralności”, zdziwiło to nieco jego kolegów partyjnych, gdyż przecież już jesienią 2007 roku startował do Sejmu z listy LPR. Mimo wielkich ambicji start ten zakończył się dla niego kompromitacją. Głosowało na niego tylko 117 osób. Jeszcze gorzej wypadł w 2014, gdy kandydował do rady gminy Gorlice. Na swoim podwórku uzyskał wówczas poparcie zaledwie 26 osób. Mimo to pretendował zawsze do roli „rozgrywającego” polityka prawej strony sceny politycznej w południowej Małopolsce. W 2011 prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie sfałszowanych podpisów na listach komitetu wyborczego, którego był pełnomocnikiem. – patrz: https://gazetakrakowska.pl/nowy-sacz-falszywe-podpisy-na-listach-po-i-prawicy/ar/447942?fbclid=IwAR2guwtMfNKA2ZziBfHC7IIJi0-pilLIU0IeIfJb0w7uWK6eYeyWNzK_sZs

 

Holender czy Hollender?

We wcześniejszych wyborach startował pod nazwiskiem Holender, a później jako Hollender (przez dwa l). Niezrozumiałym wydać się mogło również i to, że w Internecie – nie wiedzieć czemu –  pojawiło się „Zaświadczenie” z dnia 5 kwietnia 2007, wydane przez IPN na wniosek samego Holendra (przez jedno l), iż jego dane osobowe nie są tożsame z danymi w katalogu IPN udostępnionym od dnia 26 listopada 2004 r.” – patrz:  https://bip.ipn.gov.pl/bip/zaswiadczenia/294,Holender-Krzysztof-ur-15011954-r.html

Można było odnieść wrażenie, iż Holender chce przed wyborami parlamentarnymi wykazać, że nie ma go na liście współpracowników komunistycznych służb specjalnych. Tymczasem zaświadczenie z IPN, którym wymachiwał „prawicowiec” z Gorlic, wcale tego nie udowadniało. Instytut Pamięci Narodowej wydał później oświadczenie, że takie pismo wcale nie świadczy o tym, iż ktoś był lub nie był współpracownikiem SB i „nie odnosi się do całości zasobu archiwalnego IPN, lecz wyłącznie do ww. katalogu”. W praktyce oznaczało tylko, że danego nazwiska nie było na „liście Wildsteina”. Holender zaczął się więc tłumaczyć, zanim go ktokolwiek o cokolwiek obwinił. – patrz: https://www.tysol.pl/a26325-IPN-o-zaswiadczeniach-ws-braku-wspolpracy-z-bezpieka-Prof-Cenckiewicz-Hej-komuszki-koniec-z-ta-hucpa

 

nr 3 – Krzysztof Hollender vel Holender, ur. w 1954, zamieszkały w Gorlicach, fot. BSM

 

Prokurator IPN oskarża Holendra o kłamstwo lustracyjne

Gdy IPN przeanalizował oświadczenie lustracyjne Krzysztofa Holendra (przez jedno l) z 21 września 2007 roku, złożone w związku z jego udziałem w wyborach do Sejmu, doszedł do wniosku, iż należy w tym przypadku skierować do sądu wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego „wobec uznania, że zachodzi wątpliwość co do zgodności z prawdą analizowanego oświadczenia”.

Należy zwrócić uwagę na wyjątkowo opóźnioną reakcję IPN na podejrzane oświadczenie lustracyjne. Holender został wezwany do złożenia wyjaśnień dopiero 2 czerwca 2009 roku, czyli prawie dwa lata po złożeniu kwestionowanego przez IPN oświadczenia lustracyjnego! Przypomnijmy, że dzień później PKW skreśliła go z listy wyborczej do PE. Dodać należy, że Holender składając wówczas wyjaśnienia, sam przyznał, że starał się wcześniej o status pokrzywdzonego przez SB, ale IPN odmówił mu tego. Holender zaprzeczył, aby kiedykolwiek współpracował z SB, a część informacji wynikających ze zgromadzonych w archiwum IPN dokumentów pod sygnaturą  IPN Kr 0032 / 1027, świadczących o jego współpracy z SB, uznał za nieprawdziwe.

IPN nie dał wiary Holendrowi, zaś prokurator Oddziałowego Biura Lustracyjnego IPN w Krakowie, Piotr Stawowy skierował do sądu wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego, zarzucając Holendrowi, że praktycznie od początku 1982 roku do połowy 1983 roku współpracował z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. Sąd  Okręgowy w Nowym Sączu przychylił się do tego wniosku 23 października 2009 roku (sygnatura sprawy:  II K 54/09).

 

Kontakt Operacyjny SB o pseudonimie „LOTNIK”

Prokurator Stawowy na podstawie zgromadzonych w IPN dokumentów (sygnatura IPN Kr 0032 / 1027) stwierdził, iż Krzysztof Holender, technik mechanik, który był działaczem „Solidarności” w Fabryce Maszyn Wiertniczych i Górniczych „Glinik” w Gorlicach i został internowany 13 grudnia 1981 roku w ośrodku w Załężu, spotkał się tam z kapitanem SB Andrzejem Szczepańskim już 8 stycznia 1982 roku i przekazał mu m.in. swoje oceny dotyczące organizacji partyjnej w „Gliniku”, działalności w NSZZ „Solidarność, sposobu pozyskiwania „materiałów propagandowych” przez zakładową organizację tego związku zawodowego. Doniósł wówczas esbekowi o rzekomych nadużyciach człowieka o nazwisku Bogusław Dętkoś oraz jego rzekomych, niezgodnych z prawem powiązaniach z prokuratorem Miareckim, a także o „nadużyciach”, jakich miał się dopuścić niejaki Wojtasiewicz, o których rzekomo miał wiedzieć sekretarz zakładowej organizacji partyjnej Rak.

Holender sam poprosił o kolejne spotkanie z tym samym oficerem SB. Doszło ono do skutku  16 lutego 1982 roku. Wówczas dzisiejszy działacz prawicowych organizacji napisał własnoręcznie „lojalkę”, o następującej treści (patrz:  nr 4):

„Oświadczam, że byłem i jestem lojalnym obywatelem PRL, przestrzegającym zasady ustrojowe i porządek prawny Polski Ludowej. Stwierdzam, że uznaję zapisaną w Konstytucji naszego państwa kierowniczą rolę PZPR, we wszelkich dziedzinach politycznych, gospodarczych i społecznych Polski. Stwierdzam, że w całej rozciągłości będę przestrzegać praw stanu wojennego w Polsce oraz innych norm prawnych obowiązujących na terenie PRL. Oświadczam, że nie będę podejmować żadnych działań organizacyjnych, inspirujących czy innych, które mogłyby doprowadzić do naruszenia w jakiejkolwiek formie porządku polityczno-prawnego w Polsce Ludowej. Krzysztof Holender”.

 

nr 4 – „Lojalka” Holendra z 16 lutego 1982

 

Jedna z ważniejszych dzisiaj postaci Prawicy Rzeczypospolitej, Kukiza’15, Polski Fair Play czy Bezpartyjnych Samorządowców sporządziła wówczas także informację o swoich działaniach w NSZZ „Solidarność”, przekazując esbekowi dane dotyczące powielania i kolportażu na terenie zakładu „Glinik” informacji związkowych, dane na temat działających komisji związkowych i zakresu ich zainteresowań, w tym np. komisji kontrolującej premie wdrożeniowe w „Gliniku” czy związkowej okręgowej komisji wyborczej.

W czasie następnego spotkania z kapitanem SB Andrzejem Szczepańskim 4 marca 1982 roku  Krzysztof Holender przekazał mu dalsze informacje na temat swej NSZZ „Solidarność”, w tym dotyczące działań okręgowej komisji wyborczej nr XI w Gorlicach w czasie wyborów delegatów „Solidarności” w lipcu 1981 roku, a zwłaszcza zasad działania organów wyborczych związku i obowiązującego przy okazji wyboru obiegu dokumentów. Co więcej, Holender wyraził chęć „udzielania pomocy SB” „w każdej chwili w ramach lojalnej pomocy obywatelskiej”!

Wobec tej gotowości Holendra do współpracy z SB, dalsze z nim spotkania przekazano do realizacji esbekowi z Wydziału V Komendy Wojewódzkiej MO w Nowym Sączu, podporucznikowi Janowi Gudyce, który odpowiadał w lokalnej SB za „ochronę i zabezpieczenie” zakładu „Glinik”. 14 marca 1982 esbek przeprowadził z Holendrem rozmowę pozyskaniową, w wyniku której prezentujący się dzisiaj jako wyjątkowy polski patriota Krzysztof Holender wyraził zgodę na podjęcie tajnej współpracy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa, podpisując stosowne zobowiązanie i obierając sobie pseudonim „LOTNIK”. Oto treść tego zobowiązania (patrz: nr 5) :

„Krzysztof Holender. Załęże 14.03.82. Oświadczenie. Ja niżej podpisany zobowiązuję się do udzielania pomocy oficerowi SB w ujawnianiu nieprawidłowości na terenie FMWiG Glinik w Gorlicach. Powyższy fakt będę traktował jako prawnie chronioną tajemnicę i nie ujawniał przed osobami trzecimi. Informacje będę firmował pseudonimem „Lotnik”. Holender”

 

nr 5 – Własnoręcznie napisane zobowiązanie Holendra do współpracy z SB

 

W trakcie tego spotkania oficer SB przeprowadził instruktaż nowo pozyskanego „źródła informacji”, który dotyczył głównie zasad tajnej współpracy z komunistyczną Służba Bezpieczeństwa. Później „Lotnik” donosił o rzekomym przywłaszczeniu sobie pieniędzy z funduszu nagród przez szefa produkcji „Glinika” inżyniera Budnioka, o rzekomych „przekrętach”  dyrektora „Glinika” Chmury, które miały polegać na nabyciu mebli po zaniżonej cenie. 9 dni po tych donosach na kolegów z pracy Holender (jak można przypuszczać „w nagrodę”) mógł wyjść na wolność z ośrodka  dla internowanych w Załężu. Przed zwolnieniem, 23 marca podczas rozmowy z kapitanem SB Andrzejem Szczepańskim, Holender „zobowiązał się do przestrzegania napisanych przez siebie dokumentów”.

Już po powrocie do miejsca zamieszkania, 1 kwietnia 1982 spotkał się ze swoim oficerem prowadzącym, podporucznikiem Janem Gudyką, kiedy to opisał nastroje „wśród byłych działaczy ‘Solidarności’ oraz byłych internowanych” z terenu Gorlic. Potwierdził także wolę współpracy z SB, zaś esbek przeprowadził wówczas szkolenie dotyczące przeniknięcia do środowiska opozycyjnych działaczy „Solidarności” oraz omówił z Holendrem „zasady konspiracji”. Esbek „zadaniował” go i ustalił z nim termin kolejnego spotkania.

21 kwietnia 1982 roku podporucznik Gudyka złożył wniosek o zarejestrowanie Krzysztofa Holendra w kategorii Kontaktu Operacyjnego SB i „Lotnik” został faktycznie zarejestrowany w tej kategorii źródła informacji w dzienniku rejestracyjnym KW MO w Nowym Sączu pod numerem 6900 (k. 31-33).

W raporcie esbeka o nazwisku Maziarz z 9 sierpnia 1982 roku z kolejnej rozmowy czytamy, że Holender „żałuje utraty wpływu na bieg wydarzeń w ‘Gliniku’. Przedstawił propozycję wspólnego spotkania byłych etatowych prac. ‘Solidarności’, gdzie doszłoby do uzgodnienia wspólnego działania, jego zdaniem działacze mogliby dać gwarancję i umożliwić SB kontrolę poczynań związku, aby nie prowadził działalności politycznej…”.  Jak więc widać, Holender sam wykazywał inicjatywę w procesie neutralizacji związku! –  patrz  nr 6

 

nr 6 – Raport podporucznika  Maziarza ze spotkania z „LOTNIKIEM”

 

4 lipca 1983 roku podporucznik Gudyka złożył wniosek o przekazanie materiałów KO „Lotnik” do archiwum, gdyż Holender przestał pracować w zakładzie „Glinik” i stał się tym samym mało użyteczny dla SB. Ostatecznie materiały te przekazano do archiwum 5 października 1983 roku. Na wszelki wypadek do 1988 roku  Holender poddawany był inwigilacji przez SB.

Mimo, że Krzysztof Holender zaprzeczał, by kiedykolwiek współpracował z SB, np. by przekazywał esbekom informacje, o których była tutaj mowa, prokurator IPN Piotr Stawowy pisze: „Zebrane w sprawie dowody nie pozostawiają żadnych wątpliwości, iż w okresie od 16.02.1982 r. do 01.04.1982 r. Krzysztof Holender podjął czynną współpracę z SB w charakterze tajnego źródła informacji. Odmienne wyjaśnienia Krzysztofa Holendra w świetle treści dokumentów teczki KO „Lotnik”, dokumentów ewidencyjnych oraz zeznań świadków (oficerów SB, przyp. autora) Andrzeja Szczepańskiego, Jana Gudyki i Andrzeja Maziarza, na wiarę nie zasługują. (…) Zachowanie Krzysztofa Holendra nosiło zatem wszelkie cechy tajnej i świadomej współpracy (udzielenia pomocy w operacyjnym zdobywaniu informacji) ze Służbą Bezpieczeństwa, a złożone przezeń oświadczenie lustracyjne było nieprawdziwe”.  (patrz materiały z postępowania lustracyjnego w archiwum IPN, sygnatura IPN Kr 628 / 5/6/7/8).

 

Etyczny aspekt sprawy Holendra

Gdybyśmy nawet wzięli w nawias postępowanie lustracyjne i odpowiedź na pytanie, czy Holender był czy nie był faktycznie formalnym współpracownikiem SB w świetle obowiązującej w Polsce, absurdalnej ustawy lustracyjnej i kuriozalnej definicji współpracownika komunistycznych służb specjalnych, która daje sądowi prawie nieograniczone możliwości interpretacyjne (o tym będzie mowa później), warto zwrócić uwagę na etyczny aspekt opisywanej tu sprawy.

Zaledwie 3 dni po internowaniu w Załężu – jak czytamy w „Notatce służbowej z rozmowy z internowanym” – autorstwa kapitana SB Szczepańskiego – Holender sam „ …zwrócił się z prośbą o dodatkowe przeprowadzenie z nim rozmowy przez przedstawiciela SB… Z własnej inicjatywy podjął temat swojej działalności w ‘Solidarności’, wyrażając chęć i gotowość napisania oświadczenia o lojalności…” (patrz: materiały IPN, sygnatura: IPN Kr 0032 / 1027).

Już 15 grudnia 1981 z ośrodka dla internowanych działaczy „Solidarności” w Załężu Krzysztof Holender z własnej inicjatywy napisał list do ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka, w którym czytamy m.in.:

„ Oświadczam, że … jako obywatel Polski Ludowej nigdy nie podważałem ustroju socjalistycznego ani sojuszy PRL.  (…) Nie zrozumiałym (pisownia oryginalna, przyp. autora)  jest fakt, iż moja osoba może zagrażać bezpieczeństwu naszego kraju. (…) Zwracam się z uprzejmą prośbą o ponowne rozpatrzenie mej szkodliwości dla losu ojczyzny i cofnięcie wcześniej podjętej decyzji za co z góry dziękuję. Krzysztof Holender.” – patrz nr 7

nr 7 –  List Holendra do szefa MSW

 

Z dokumentów zgromadzonych w IPN wynika, iż także na wolności Holender sam „wyraził chęć skontaktowania się ponownie” z oficerem SB, podał dobrowolnie swój numer telefonu, „oświadczając, że oczekuje na dalszy kontakt” z esbekiem. W raportach esbeckich znajdujemy taką oto charakterystykę Holendra: „niezrównoważony emocjonalnie, krzykliwy, agresywny… Lubi być słuchany, jest wrażliwy na komplementy…”.  Według instrukcji służb specjalnych – bardzo dobry materiał na kapusia.

Holender w czasie sądowego postępowania lustracyjnego sam przyznaje, iż w lipcu lub sierpniu 1982 roku „przy okazji dokonywania zakupu samochodu w ówczesnym PEWEXIE” spotkał jednego z oficerów SB o nazwisku Maziarz. Jak to było możliwe, że 28-letni technik mechanik Holender mógł pozwolić sobie na zakup nowego samochodu za dolary w PEWEXIE? Przeciętny pracownik musiałby w PRL-u odkładać całą swoją wypłatę przez ok. 8 lat, by zakupić taki samochód.

Z innego raportu SB dowiadujemy się, że Holender „buduje willę jednorodzinną, ma duże kłopoty z zakupem materiałów budowlanych – szczególnie cegły. Szuka kogoś, kto udzieliłby mu protekcji przy zakupie budólca (pisownia oryginalna z błędem)”. Dla SB była to oczywiście dobra wiadomość. Jakim cudem dwudziestokilkuletni technik mechanik budował dom, na który przeciętny pracownik w PRL-u musiałby pracować ok. 40 lat!? Holender od roku 1977 pracował w Fabryce Maszyn Wiertniczych i Górniczych „Glinik” w Gorlicach na stanowisku kontrolera jakości wyrobów, referenta do spraw technicznych, zaś 13 października 1981 roku dyrektor fabryki przeniósł go na stanowisko zastępcy kierownika hotelu robotniczego, gdzie – jak sam przyznaje – miał znacznie większe możliwości pozyskiwania informacji. Wcześniej, bo 15 września 1981 roku oficer SB Krzysztof Pietryka przeprowadził z Holendrem rozmowę operacyjną, podczas której zachęcał późniejszego „Lotnika” do „wskazywania konkretnych przypadków łamania prawa”. Esbek już wówczas zauważył w swym raporcie możliwość „dalszego kontaktu operacyjnego”.

Dodać w tym miejscu należy, iż już w latach 70-tych dzisiejszy „wybitny” działacz prawicy małopolskiej był aktywnym członkiem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej oraz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Z dokumentów w IPN dowiadujemy się, że Holender „opuścił szeregi” partii komunistycznej, gdyż „do władz PZPR w zakładzie zostali wybrani niewłaściwi ludzie” (sic!).

Składając zeznania Holender z rozbrajającą wprost szczerością mówi: „ … miałem dostęp do szeregu informacji, bo wiele różnych osób zamieszkiwało w hotelu (w którym Holender był zastępcą kierownika, przyp. autora), co dawało mi dostęp do różnych informacji. (…) Zdanie o zachowaniu udzielanych informacji w tajemnicy zapisałem pod dyktando oficera SB. Było to dla mnie wówczas i jest dzisiaj zrozumiałe. Jeżeli miałem składać zawiadomienia o przestępstwach, to musiało to być chronione tajemnicą, aby działanie było skuteczne.” Dalej Holender przyznaje, że podpisał zobowiązanie do współpracy, gdyż „zależało (mu) bardzo na szybkim wyjściu z więzienia”. (patrz: IPN Kr 628 / 5 / 6 / 7 / 8).

Holender posunął się w swoich pokrętnych zeznaniach nawet do tego, iż starał się wmówić sądowi, iż część dokumentów świadczących o jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, znalazła się w jej posiadaniu w wyniku włamania i kradzieży tych materiałów z hotelu, w którym pracował, czemu sąd oczywiście nie dał wiary. 

Dzisiaj Krzysztof Hollender (już przez dwa l) pretenduje do roli autorytetu moralnego i sztandarowej postaci prawicy w Małopolsce.

 

Zdumiewające orzeczenie sądu w Nowym Sączu

Mimo niezbitych dowodów na współpracę Holendra z SB, przedstawionych przez prokuratora IPN Piotra Stawowego, Sąd Okręgowy w Nowym Sączu w składzie Jacek Gacek, Jacek Polański i Paweł Gnutek wydał 23 grudnia 2009 roku orzeczenie (sygnatura akt II K 54 / 09) , w którym stwierdził „że Krzysztof Holender złożył w dniu 21 września 2007 roku oświadczenie lustracyjne zgodne z prawdą…”

Kuriozalnie brzmi uzasadnienie tego orzeczenia: „ …w podpisanym przez Krzysztofa Holendra oświadczeniu lustracyjnym zawarte jest stwierdzenie, że lustrowany nie był współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa cyt. ‘w rozumieniu art. 3a powołanej ustawy’ (k.1), czyli ustawy lustracyjnej. Wiarygodność wyjaśnień Krzysztofa Holendra w tym zakresie musiała zostać zatem oceniona przez pryzmat spełnienia znamion art. 3a ustawy z dnia 18 października 2006 roku, a nie przy wykorzystaniu potocznego pojęcia ‘współpracy’.”

Można zatem rozumieć orzeczenie sądu w ten sposób, że Holender jednocześnie nie był i był współpracownikiem SB – nie był nim w rozumieniu ustawy lustracyjnej, był zaś nim w potocznym rozumieniu słowa „współpraca” (sic!), gdyż – jak uzasadnia sąd „Ustawodawca zbudował definicję, która ustawowe pojęcie ‘współpraca’ określiła poprzez zawężenie pojęcia używanego potocznie”. Zdaniem sądu, by zarzucić komuś współpracę z SB, musi ona mieć charakter czynności powtarzalnej, jednorazowa współpraca z SB, nie jest współpraca w rozumieniu ustawy lustracyjnej, zdaniem sądu w Nowym Sączu, który uznał (nie wiadomo dlaczego?), że Holender nie współpracował z SB wielokrotnie. Sąd uznał także, iż donosy Holendra na kierownictwo jego zakładu czy władze PZPR w jego fabryce nie sprawiają, że był współpracownikiem SB. Zdaniem sądu jedynie donosy na opozycję czyniły z kogoś kapusia.

Sąd nowosądecki powołał się na definicję współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi, sformułowaną przez Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu z dnia 11 maja 2007 roku (sygn. OTK-A 2007/5/48). Definicja ta wykazuje pięć cech:

  • Współpraca ta musiała polegać na kontaktach z organami bezpieczeństwa, w wyniku których współpracownik przekazywał im informacje.
  • Współpraca ta musiała mieć charakter świadomy, czyli współpracownik musiał zdawać sobie sprawę, że ma kontakt z przedstawicielami jednej ze służ specjalnych.
  • Współpraca musiała być tajna, czyli współpracownik musiał wiedzieć, że fakt nawiązania współpracy ma pozostać tajemnicą w szczególności wobec tych, na których donosił.
  • Współpraca musiała wiązać się z operacyjnym zdobywaniem informacji przez służby.
  • Współpraca nie mogła ograniczyć się do samej deklaracji woli, lecz musiała być faktycznym działaniem w celu jej realizacji.

Zdaniem sądu współpracy Holendra z SB nie można nazwać współpracą w rozumieniu ustawy lustracyjnej, gdyż „Holender nie przekazał przedstawicielom Służby Bezpieczeństwa żadnej informacji użytecznej dla tej służby. (…) Zdaniem Sądu czwarty element definicji pojęcia ‘współpracy’ nie został w niniejszej sprawie spełniony”. Sąd uznał także, iż „Krzysztof Holender nie wyczerpał swoim zachowaniem piątego elementu wskazanej definicji…. Współpraca, do której zobowiązał się Krzysztof Holender ograniczyła się w zasadzie do samej deklaracji woli. Po podjęciu zobowiązania nie uległa materializacji w postaci przekazywania informacji użytecznych dla służby.”

Jeszcze bardziej kuriozalne jest powołanie się w uzasadnieniu swego orzeczenia na preambułę w/w ustawy lustracyjnej. Sąd uznał, że „nie ma podstaw do eliminowania go (Krzysztofa Holendra) z życia publicznego, gdyż „Celem ustawy lustracyjnej było zapewnienie obsady stanowisk wymagających zaufania publicznego przez osoby, które dawały w przeszłości gwarancję najwyższej próby cnót: uczciwości, szlachetności, poczucia odpowiedzialności za własne słowa i czyny, odwagi cywilnej i prawości”. Zatem sąd w Nowym Sączu uznał, iż Krzysztof Holender to człowiek prawy, uczciwy, szlachetny, odważny. (sic!)

 

Apelacja prokuratora IPN

Było oczywistym, iż prokurator Piotr Stawowy zaskarży niezrozumiałe orzeczenie sądu pierwszej instancji. 2 lutego 2010 do Sądu Apelacyjnego w Krakowie wpłynęła faktycznie apelacja, w której prokurator zarzucił sądowi w Nowym Sączu „obrazę przepisów prawa materialnego” i „naruszenie przepisów postępowania, które miało wpływ na treść orzeczenia”.

Prokurator zauważył, iż obowiązująca definicja „współpracy” ze służbami specjalnymi PRL-u nie wyklucza wcale jednorazowej współpracy, a „powtarzalność działań nie stanowi cechy koniecznej” współpracy. Kapuś mógł przecież przekazać tylko jeden raz istotna dla SB informację i to, że zrobił to tylko jeden raz nie może oznaczać, że nie był współpracownikiem SB, zaś „Preambuła ustawy (lustracyjnej) nie jest źródłem prawa”. Nie można dzielić kapusiów – jak chciał tego sąd w Nowym Sączu – na „dobrych” i „złych”. To że Holender donosił na dyrektora zakładu czy członków władz PZPR w jego fabryce nie czyni go „dopuszczalnym”  czy „dobrym” współpracownikiem SB. Był nim wówczas, tak jak i wtedy, gdy przekazywał SB informacje na temat „Solidarności”.

Prokurator zauważa także, iż „ … sam fakt rejestracji (jako TW czy KO SB) nie stanowi koniecznej przesłanki przyjęcia, iż był on (Holender) tajnym informatorem”. Sąd w Nowym Sączu argumentował bowiem, że w okresie formalnej rejestracji Holendra jako KO „Lotnik” nie przekazywał on SB użytecznych dla nie informacji. Robił to jednak przed formalną rejestracją. Prokurator przypomniał, że „istniała duża grupa szczególnie cennych współpracowników, którzy w ogóle nie byli zarejestrowani w ewidencji organów bezpieczeństwa państwa”. Takie rozumienie pojęcia „współpracownik” potwierdzają także orzeczenia Sądu Najwyższego z 3.11.2004 oraz 20.10.2003 i 5.10.2000.

„Szkodliwość donosów dla określonej osoby lub osób, co wielokrotnie podkreślano w orzecznictwie, nie jest przesłanką kwalifikującą zachowanie z art. 3a ust. 1 ustawy lustracyjnej”. – pisze prokurator. Jak bowiem można dowieść, że donosy Holendra komuś faktycznie zaszkodziły i czy były naprawdę użyteczne dla SB. Istotnym jest sam fakt, ze Holender donosił. Nie jest prawdą, jak twierdzi sąd w Nowym Sączu, iż kontakty Holendra z SB nie wiązały się z operacyjnym zdobywaniem informacji przez esbeków. Przecież „grupa funkcjonariuszy SB, działająca na terenie ośrodka (dla internowanych) prowadziła działania ściśle operacyjne, których częścią z pewnością było również pozyskiwanie informacji”. – zauważa słusznie prokurator. Tak więc spełniony jest warunek numer 4 definicji współpracy.

Także twierdzenie, iż nie została spełniona piąta przesłanka z w/w definicji współpracy, nie jest zdaniem prokuratora uprawnione, gdyż doszło do materializacji współpracy i Holender faktycznie przekazał sporo informacji SB zarówno przed jak i po zarejestrowaniu go jako KO „Lotnik”. Sam moment rejestracji, jak już było powiedziane, nie ma znaczenia dla sprawy. Nie jest argumentem to, że informacje przekazane przez Holendra SB nie były oryginalne, nie znane wcześniej SB. Służba Bezpieczeństwa sprawdzała wiarygodność każdej informacji i dlatego nawet te donosy, które zawierały znane SB fakty, były dla niej użyteczne. Informacja na pozór nieistotna i znana już SB „miała swoje znaczenie dla wyrobienia sobie przez SB poglądów dotyczących nastrojów i preferencji społeczności na danym terenie…”

Prokurator zarzucił też sądowi w Nowym Sączu, iż zignorował zeznania świadków, byłych  oficerów SB, którzy wypowiadali się na temat użyteczności operacyjnej przekazanych im  przez Holendra informacji. Nie jest prawdą – zdaniem prokuratora – twierdzenie sądu, iż Holender „podpisując zobowiązanie do współpracy nie podejmował swobodnej i w pełni suwerennej decyzji woli”. Przecież większość internowanych nie podpisała „lojalki”. Holender nie tylko ją podpisał dobrowolnie, ale nawet wcześniej napisał z własnej woli list do Kiszczaka, gdyż chciał zostać zwolniony z ośrodka dla internowanych. To ci, którzy nie podpisali „lojalki” i zobowiązania do współpracy zasługują na miano ludzi odważnych, prawych, uczciwych, a nie – jak chce sąd w Nowym Sączu – tacy ludzie, jak KO „Lotnik”.

 

Sąd Apelacyjny jest „za”, a nawet „przeciw”

Sąd Apelacyjny w Krakowie, w składzie: Andrzej Ryński, Adam Liwacz i Andrzej Solarz wydał 17 czerwca 2010 roku orzeczenie (sygnatura akt II A Ka 48/10), które co prawda utrzymało w mocy zaskarżone przez prokuratora IPN orzeczenie Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, ale zakwestionowało słuszność szeregu argumentów sądu nowosądeckiego.

Sąd Apelacyjny stwierdził jednoznacznie, iż Sąd Okręgowy w Nowym Sączu „błędnie interpretował definicję współpracy w kontekście preambuły do ustawy lustracyjnej. (…) na podstawie treści preambuły nie można interpretować definicji współpracy… szczególnie jak to czyni Sąd I instancji, który w ten sposób zmienił jej znaczenie normatywne, zawężając pojęcie współpracy”.  Wszelkie donosy do SB są naganne, a nie jakaś ich wybrana grupa, jak utrzymywał sąd w Nowym Sączu. Nie miał racji sąd w Nowym Sączu, który za współpracę z SB uznać chciał tylko powtarzalne działania. Także jeden donos czyni z donosiciela współpracownika SB. Nie ma też znaczenie czy i kiedy SB zarejestrowała kogoś  jako TW czy KO. Sąd Najwyższy w swym wyroku z 5.10.2000 roku w sprawie (II KKN 271 / 2000 stanął na stanowisku, że „o tym, czy dana osoba była tajnym współpracownikiem nie decyduje ani fakt, ani forma zarejestrowania jej w ewidencji organu bezpieczeństwa państwa, lecz treść udzielonych tym organom informacji…” Nie ma znaczenia – wbrew temu co twierdził sąd pierwszej instancji – czy informacje zostały przekazane SB przed czy po sporządzeniu zobowiązania do współpracy.

Sąd Apelacyjny w Krakowie napisał: „Analizując zachowanie Krzysztofa Holendra w kontekście definicji współpracy zawartej w uzasadnieniu  przywołanego wyżej wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 11 maja 2007 roku, nie ulega wątpliwości, że Krzysztof Holender kontaktował się z funkcjonariuszami organów bezpieczeństwa państwa i przekazał im informacje, dotyczące jego pracy w strukturach NSZZ ‘Solidarność’…  Jego współpraca z SB miała charakter świadomy i tajny, o czym wskazuje treść sporządzonego przez niego zobowiązania do współpracy, w którym dla zachowania wymogów tajności przyjął pseudonim ‘Lotnik’. Nie ulega wątpliwości, że lustrowany był zorientowany, że kontaktuje się z funkcjonariuszami organu bezpieczeństwa państwa, którzy nawet próbowali go zadaniować. (…) nadto współpraca ta wiązała się z operacyjnym zdobywaniem informacji przez funkcjonariuszy SB… Zatem należy uznać, że w omawianej sprawie zostały spełnione pierwsze cztery przesłanki współpracy, wskazane przez Trybunał Konstytucyjny. Natomiast nie można zgodzić się ze skarżącym (prokuratorem IPN, przyp. autora), że zrealizowana została także piąta przesłanka tzw. materializacji…  istnieje nie dająca się usunąć wątpliwość w rozumieniu art. 5 paragraf 2 k.pk. , czy przekazane przez Krzysztofa Holendra informacje realizowały zadania Służby Bezpieczeństwa”.

Nawet dla laika jest oczywistym po zapoznaniu się z teczka KO „Lotnik”, iż Holender „świadomie podejmował konkretne działania w celu urzeczywistnienia podjętej współpracy”, np. po wyjściu z ośrodka dla internowanych spotykał się z działaczami „Solidarności”, a następnie raportował SB, jakie są nastroje i sam proponował podjęcie stosownych  kroków w celu zneutralizowania politycznego kolegów ze związku. Jest rzeczą oczywistą, iż pozyskiwanie tego typu informacji musiało realizować zadania Służby Bezpieczeństwa, np. uzyskanie informacji pozwalających na ocenę nastrojów i planów „Solidarności”

 

Czy można było być współpracownikiem SB w 80 procentach?

Znany jest przypadek wójta z Małopolski, który w swym oświadczeniu lustracyjnym napisał, że współpracował z organami bezpieczeństwa. Sąd lustracyjny doszedł jednak do wniosku, że nie współpracował i uznał go za kłamcę lustracyjnego. Jest to jeden z wielu przykładów absurdalnego charakteru procesów lustracyjnych .

Orzeczenie Sądu Apelacyjnego oznacza, iż współpraca Krzysztofa Holendra (dziś Hollendra) z SB spełniała tylko cztery z pięciu warunków definicji ustawowej „współpracy”, czyli można by rzec, że KO „Lotnik” był współpracownikiem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa tylko w 80 procentach (sic!).

Oczywiście osobną kwestią jest ocena moralna zachowania człowieka, który dziś wypina pierś do orderów i chce uchodzić w swoim prawicowym środowisku w Małopolsce za wzór cnót.

Jeszcze inną zaś – odpowiedź na pytanie, czy można wznowić postępowanie lustracyjne, jeśli prokurator zgromadziłby nowy, nie analizowany dotychczas materiał dowodowy (np. dotychczas niedostępne dokumenty z archiwum wyodrębnionego IPN czy też zeznania osób, na które donosił Holender, a które okazałyby się niewinne, a równocześnie poszkodowane wskutek tych donosów) lub – jeśli można by wykazać istotne naruszenia prawa w czasie  postępowania lustracyjnego przed sądem pierwszej lub drugiej instancji (np. nieuwzględnienie części zeznań b. esbeków) ?

Marek Ciesielczyk

Autor jest doktorem politologii Uniwersytetu w Monachium, pracował w Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart Bonn, którego dyrektorem był jeden z najwybitniejszych sowietologów profesor Michael Voslensky, był także profesorem politologii w University of Illinois w Chicago, jest autorem pierwszej w języku polskim książki na temat KGB pt. „KGB – Z historii rosyjskiej i sowieckiej policji politycznej, Berlin Zachodni 1988/89,   i jedynej dotychczas książki na temat działań SB w środowisku polonijnym pt. „Polonijni agenci Służby  Bezpieczeństwa, Nowy Jork 2015.   

Kontakt z autorem:   dr.ciesielczyk@gmail.com    tel.: +48 601 255 849


P.S.

Jeśli uważasz, że opisana tutaj sprawa zasługuje na ponowne rozpatrzenie przez sąd w ramach postępowania lustracyjnego, wyślij poniższe pismo na adres mailowy ministra Ziobry kontakt@ms.gov.pl                      

Szanowny Pan

Zbigniew Ziobro

Minister Sprawiedliwości  i

Prokurator Generalny

kontakt@ms.gov.pl

 

Szanowny Panie Ministrze,

Zwracamy się do Pana jako Prokuratora Generalnego z wnioskiem o przeanalizowanie możliwości wznowienia postępowania lustracyjnego w sprawie Krzysztofa Hollendra, oskarżonego swego czasu o kłamstwo lustracyjne przez prokuratora IPN, prosząc o zapoznanie się ze sprawą, opisaną tutaj:

https://marekciesielczyk.neon24.pl/post/149907,czy-mozna-bylo-byc-wspolpracownikiem-sb-na-80

…………………………………… 

Nazwa organizacji

Nazwisko osoby reprezentującej

Kontakt: ………………………….