Archiwa tagu: Rosja

Nostalgia

Nostalgia

Czy to jeszcze pamiętacie?

My dzieci patologii.

My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych,
wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych,
Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami.
My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi.
W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy.
Wspominamy z nostalgią te lata.
Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej
i mogliśmy bawić się na licznych budowach.
Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem.
Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę.
Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy.
Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ
( Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy ).
Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola.
Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju.
Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem oraz nie sprawdzał czy się
spociliśmy.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia.
Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna.
Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy.
Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić.
Stwierdzała zawsze babcia.
Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę.
Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny.
Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy.
Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas.
Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę.
Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka,
a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych.
Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle.
Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce.
Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już
do niej wracać.
Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli.
Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował
specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem,
zawsze przyspieszał na zakrętach.
Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy.
Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy.
Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem.
Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO),
żeby zakablować rodziców.
Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy.
Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną,
a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.
Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku.
Rodzice trzymali się od tego z daleka.
Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina.
Nie potrzebowano opiekunki.
Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca.
Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer,
udając szanowne państwo z pudelkiem.
Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer.
Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta.
Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru,
żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział.
Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka,
którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską.
Ciągle chodziła na nas skarżyć.
Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy.
Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry.
A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić.
Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką.
Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.
Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku.
Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.
Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.
Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą.
Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie
(za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka).
Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii
i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał.
Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy
i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
Współczuliśmy koledze z naprzeciwka,
on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina.
Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku.
My również.
Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków.
Czasami próbowaliśmy to jeść.
Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy,
chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem,
oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę,
dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i
pieczarki z łąki,
podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny,
kwaśny szczaw, kogel-mogel,  lizaliśmy kwiatki od środka.
Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka
i przykładał sobie zimną patelnię.
Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku.
To nam wystarczyło na całe życie.
Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata,
zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki.
Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi,
ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę,
czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała,
lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku.
Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł.
Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności.
Nikt nam nie liczył kalorii.
Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami.
Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą.
Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę,
w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu,
graliśmy w nogę,
dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział.
Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem.
Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną,
szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster.
I tyle…  Nikt nie umarł.
W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz,
później tata w tej samej wodzie.
Też nikt nie umarł.
Podręczniki szanowaliśmy
i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik.
Im starsza książka tym lepiej.
Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś.
Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka.
Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same.
Poza nimi, wolność była naszą własnością.
Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie,
koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy
albo woźna jak już świetlica była zamknięta.
Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie,
a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego …
 codzienne obowiązki im na to nie pozwalały.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia..

A teraz …
zmieniło się na lepsze …… ???

Skończmy z III RP

Skończmy z III RP       

Szanowni Państwo!

   Kiedy 10 lat temu PiS wygrał wybory, na postkomunistów padł blady strach, że tym razem naprawdę stracą władzę. Ruszyła zmasowana nagonka medialna próbująca maksymalnie ośmieszyć prezydenta i premiera (była niestety dość skuteczna). Po dojściu do władzy Platformy, nam naiwniakom wydawało się, że praktycznie wszystko jedno, która z tych posolidarnościowych partii wygra, bo na pewno stworzą koalicję. POPiS zdawał się na wyciągnięcie ręki. Tak by było, gdyby nie fakt, że PO miała całkiem inny plan. Była i jest jak widzimy V kolumną niemiecko-rosyjskiego układu, o czym wówczas nie wiedzieliśmy, a do niektórych zwolenników Platformy ta oczywistość nadal nie dociera. Za swój wyłączny cel przyjęła ona unicestwienie PiS. Wzięła się ochoczo do pracy i przez 8 lat niczym innym, prócz licznych wewnątrzplatformianych afer, się nie zajmowała. Żeby jednak ten proces przyspieszyć, podjęto radykalniejsze działania. Jasnowidzący następca prezydenta Lecha Kaczyńskiego słusznie przewidział, że „samoloty spadają” i w ten oto prosty sposób postkomuniści pozbyli się zagrożenia i zaczęli ponownie „umacniać  władzę ludową”, rozpętując propagandę pogardy i nienawiści na nieznaną nigdy wcześniej skalę.

   Czas przejrzeć na oczy i uświadomić sobie, że wmanipulowano nas  w nienawiść do tych, którzy próbują nas ratować zarówno przed dziką hordą niby uciekinierów, jak i mniej lub bardziej rodzimymi gangsterami. Pozwólmy prezydentowi Andrzejowi Dudzie działać w oparciu o bezwzględną większość w Sejmie. Zadbajmy o to przy urnach wyborczych 25 października.

   Zanim więc wrócicie z emigracji przygotujcie sobie grunt, żeby ponownie zapuścić korzenie w ojczystej ziemi. Nie wsiadajcie do pociągu byle jakiego, który wywiezie was na manowce. Skorzystajmy z wyborów i wyślijmy III RP na – niekoniecznie zasłużoną – emeryturę. Jeśli chcemy zbudować normalny kraj, musimy zacząć od wykorzystania szansy jaką jest prezydent Duda.

 Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Mafijne rządy

Póki się da

  Szanowni Państwo

Co wspólnego ma Platforma Obywatelska z Krajem Rad? PO tyle ma wspólnego z obywatelami, co ZSRR z radami, czyli totalne zakłamanie! Nazwa „Kraj Rad” miała sugerować, że rządzi w nim lud pracujący miast i wsi, radząc jak najlepiej rządy te sprawować. Głupia przykrywka dla ogłupiałych narodów. Podejrzewam, że nazwę „Platforma Obywatelska” wymyślił ktoś, kto chciał sobie zakpić z obywateli. Od samego początku wiedział, że to tylko ściema  i kamuflaż dla mafijnych rządów.

   Ale odwracanie kota ogonem polega tu jeszcze na czymś więcej.  „Wynalazkiem” PO jest obsadzanie kluczowych stanowisk ludźmi, którzy udowodnili niezbicie brak kompetencji na poprzednich stanowiskach. Minister Zdrowia za rozłożenie resortu zostaje Marszałkiem Sejmu, a za rozłożenie jego prac – premierem.  Negatywny dobór naturalny korzeniami sięga PRL-u. Zarówno wówczas, jak i teraz o wyborze kandydata  decydowała lojalność wobec partii, ale wówczas z dwóch lojalnych kandydatów wybierano jednak tego sprawniejszego. Bowiem PZPR, w przeciwieństwie do swej godnej następczyni, myślała, że będzie rządzić wiecznie. Partaczenie nie było więc celem samym w sobie. Obecnie jest odwrotnie. Wybrana niedołęga, jest bardziej predysponowana do robienia totalnego bałaganu, w którym trudniej będzie się połapać ewentualnym następcom.

   Żeby  lepiej zrozumieć jak to działa przytoczę stary dowcip. Do eleganckiej restauracji przychodzi wątpliwie elegancki gość, zamawia drogą przystawkę, wódkę – To na początek – mówi – póki się nie zaczęło. Kelner przynosi zamówienie, wtedy gość zamawia najdroższe danie z karty i znowu dodaje – póki się nie zaczęło. Kelner nabiera podejrzeń i pyta co znaczy „póki się nie zaczęło” i czy klient jest świadom ceny zamówionej potrawy. – No właśnie – mówi gość – już  się zaczęło.

   Platforma Obywatelska jest właśnie w roli tego gościa. Próbuje się nachapać ile wlezie, póki nikt nie pyta o rozliczenia.

Pozdrawiam

Małgorzata Todd

Ps. Więcej na ten temat tu: Niepoprawni.pl – yagon-12

Korupcja w Polsce

W Polsce kolejny rok udajemy, że prowadzimy walkę z korupcją. Po blamażu działań antykorupcyjnych CBA w stosunku do grupy znanych osób, działania te zostały znacznie okrojone.

Komentarzem do obecnej sytuacji jest tytuł artykułu w Rzeczpospolitej z 11.02.2015 r. „Wykrycie korupcji prawie jak wygrana na loterii”. Podstawą do tego tytuły były dane liczbowe zawarte w treści. Według umieszczanych tam danych oświadczenia majątkowe w Polsce powinno składać prawie 800 tys. urzędników i innych osób podlegających różnym regulacjom prawnym. W 2013 roku CBA skontrolowało 357 oświadczeń majątkowych. Instytucji i różnego rodzaju organów odpowiedzialnych jest dużo. Praktycznie każdy przełożony np. burmistrz, prezydent mają w obowiązku w pewnym zakresie przeprowadzać kontrolę. W potocznym mniemaniu polaka każdy, który ma dostęp do władzy poszukuje okazji do dorobienia do swojej pensji. Niestety w rozmowach z osobami działającymi gospodarczo te potoczne pojęcie odnajduje swoje uzasadnienie.

Przykład to policjant pracujący w dziadzinie przestępstw gospodarczych i prowadzący działalność gospodarczą „na żonę” w dziedzinie wynajmu samochodów luksusowych. To prawie każdy przedsiębiorca budowalno – remontowy chcący mieć pracę dla siebie i swoich pracowników.

Z drugiej strony my jako klienci rożnych instytucji np. lekarzy wręczający „dowód wdzięczności” za przyjęcie na wizytę, za skierowanie do sanatorium, za operację. Efekt, że wielu lekarzy posiada ogromne zapasy alkoholi, chyba, że sami korzystają ze zgromadzonych „piwniczek, barków”. Są symptomy zmian np. na niektórych uczelniach nie jest możliwe zaliczenie przedmiotu za „prezent”. Promotor nie oczekuje dowodu wdzięczności za dopuszczenie i obronę pracy licencjackiej.

Sposobów zmiany tej sytuacji jest kilka. Trzeba zacząć od odsunięcia od decyzyjności osoby o skażonej opinii. W każdym środowisku wszyscy wiedzą kto, co, i za ile. Wiedzą, że Pani/Pan X posiada majątek nieprzystający do dochodów.

Pracownicy Urzędów Skarbowych dysponują wiedzą, którą nie mogą przełożyć na konkretne działania. Znają dziesiątki sposobów sprawdzenia (często wiedzą kto) by potwierdzić przestępstwo. Nikt nie chce, nie umożliwia wykorzystania tej wiedzy.

Wystarczy jedna osoba w odpowiednim miejscu by uruchomić proces zmiany w tym zakresie.

W chwili obecnej nie widać nikogo kto się odważy osłonić pracowników po wykryciu przez nich przestępstwa.

100 ROCZNICA

Już za 5 lat

 Szanowni Państwo,

Kiedy zaglądamy do restauracji, w której nigdy wcześniej nie byliśmy, a jesteśmy głodni, to co decyduje, że zamówimy w niej obiad – dużo czy mało wolnych miejsc? Jeżeli jesteśmy jedynymi gośćmi, to będziemy pewnie szybko obsłużeni, tylko czy to jest najważniejsze? Lepiej chyba wziąć pod uwagę, że klienci omijają ten lokal. I odwrotnie kolejka u prywatnego dentysty może świadczyć albo o jego nie najlepszej organizacji pracy, albo o popularności, czyli najpewniej o fachowej usłudze za rozsądne pieniądze.

Zdawać by się mogło, że w dobie Internetu każdego można wcześniej sprawdzić zanim wejdzie się w jakiś biznesowy układ. Tak by zapewne było, gdyby nie obowiązująca od pewnego czasu „poprawność polityczna” zrównująca prawdę z kłamstwem. Ufać można jedynie osobom sprawdzonym. Mam nadzieję, że Państwo mnie za taką uważają. Znamy się bowiem od przeszło 3 lat, ściślej od 191 tygodni. Mam dla czytelników dwie propozycje:

Znam specjalistę od prowadzenia trudnych projektów wymagających koordynacji rozmaitych aspektów organizacyjnych, technicznych i prawnych. Prowadzi on również szkolenia dla biznesu i administracji, a także zajmuje się produkcją multimediów. Zainteresowanych proszę o kontakt.

Sama mam ofertę specjalną. Dnia 22. lutego 2020 roku, czyli dokładnie za 5 lat przyjdzie na świat Amelia. Więcej na jej temat można się dowiedzieć z powieści zatytułowanej Rok 2038. Książka będzie w obecnej cenie tylko do 1. marca. Później wraz z ubywaniem egzemplarzy cena zacznie rosnąć.

Również za 5 lat będziemy obchodzili setną rocznicę zwycięstwa nad bolszewikami. Czy uda się do tego czasu zbudować łuk triumfalny na cześć bohaterów – zależy od nas. PRL-bis na pewno nam w tym nie pomoże. Dlatego przypominam: Kartagina została zburzona, PKiN im. Stalina jeszcze nie, ale 10. maja koniecznie musimy odwołać gajowego!

Małgorzata Todd