Archiwa tagu: Stowarzyszenie Interesu Publicznego Wieczyste

Spółdzielnie mieszkaniowe = patologie

Spółdzielnie mieszkaniowe = patologie

Spółdzielczość mieszkaniowa pogrążona jest w rażącej patologii i wynaturzeniach w obszarze prawa, stosunków społecznych i gospodarczych, utrwalającego się bezprawia.  Różnorakich nadużyć wobec podmiotowych i majątkowych praw członków 
 
Oto lista tych szkodliwych zjawisk, powodujących pogłębienie się kryzysu mieszkaniowego w kraju.
 
1.
Statuty spółdzielni rażąco niezgodne z prawem spółdzielczym i innymi przepisami prawa np. ustawą o rachunkowości, wpisane do rejestru sądowego i ułatwiające władzom spółdzielni nadużycia.
2.
Wyłanianie organów przedstawicielskich z rażącym naruszeniem zasady reprezentatywności (brak kworum), co powoduje tworzenie się klik trudnych do wyeliminowania. 
3.
Zawyżanie opłat (fundusz remontowy i eksploatacji) wbrew zasadzie: non profit i po rzeczywiście ponoszonych kosztach przez spółdzielnie. Sufitowe ustalanie opłat przez rady nadzorcze na dany rok gospodarczy, powodując rosnące olbrzymie zadłużenie mieszkań i lokali użytkowych (nawet do 30 % zasobów).
4.
Rozliczanie kosztów dostawy ciepła i wody wbrew wskazaniom liczników wody i c.o.  Stosowanie nielegalnych podzielników ciepła.
5.
Olbrzymie nadużycia w procedurach przekształceń własnościowych zwłaszcza mieszkań lokatorskich. Zawyżanie rynkowej wartości mieszkań i zaniżanie wniesionych wkładów mieszkaniowych. Hamowanie procesu przekształceń pod pozorem legalności.
6.
Ustawianie przetargów i ich organizowanie w sposób sprzeczny z prawem.
7.
Fałszowanie bilansów i sprawozdań oraz dokumentacji z badania bilansów przez biegłych w tym zakresie. 
8.
Wykluczanie z listy członków głównie pod pretekstem często fikcyjnego zadłużenia w opłatach oraz rzekomego naruszania zasad współżycia społecznego, co oznacza krytykę spółdzielni. 
9.
Fikcyjnie przeprowadzane lustracje (raz na 3 lata) tak, aby niczego nie  wykryć i wystawić władzom spółdzielni dobrą ocenę. 
10.
Prowadzenie nielegalnej działalności deweloperskiej sprzecznej z zasadą solidarności spółdzielczej. Budowanie mieszkań nie dla członków i ich rodzin, lecz tak jak deweloper,  dla każdego kto się zgłosi. Zawyżanie cen, nie płacenie podatków, jako robót rzekomo „non profit” , wyprowadzanie zysków w szarą strefę.
11.
Z tak zwanego funduszu remontowego wykonywane ocieplania budynków traktowane później jako rzekome modernizacje. Zmuszanie członków spółdzielni do udziału w kosztach tych rzekomych modernizacji.sic!
12.
Zatrudnianie w spółdzielni członków rodzin prezesów, kierownictwa, popleczników z sądów, prokuratur i policji oraz innych tzw. VIP-ów osłaniających spółdzielnię przed rzeczywistą kontrolą jej gospodarki i przed wszelką odpowiedzialnością cywilną i kamą.
13.
Uczestnictwo radców prawnych zatrudnianych w spółdzielniach i opłaca-nych przez członków, w legalizowaniu wszelkich nadużyć i przekrętów i nada-wanie im pozorów legalności. 
Pobieranie przez radców prawnych wysokich opłat za zastępstwo procesowe przed sądem w sporach sądowych spółdzielni z jej członkami, zniechęcając wielu poszkodowanych członków spółdzielni do korzystania z drogi sądowej dochodzenia swych roszczeń w obawie przed przegraniem procesu i poniesienia wysokich kosztów zastępstwa procesowego.
14.
Utajnianie przed członkami spółdzielni olbrzymich wynagrodzeń najróż-niejszych nagród i premii wypłacanych członkom zarządów i rad nadzorczych.
15.
Wydawanie przez spółdzielnie tytułów prasowych, na koszt spółdzielców i bez rejestru sądowego z rażącym naruszeniem karnych przepisów prawa prasowego. Wydawane tytuły prasowe w wyniku przekłamań, upowszechniają nieprawdę, wprowadzając w błąd spółdzielców, sławią rzekome sukcesy gospodarcze i społeczne spółdzielni. 
16.
Brak podmiotowości członków w spółdzielni molochu, a samowola tak zwanych władz spółdzielni  totalna.sic!
17.
Sprzedawanie w sposób korupcyjny mieszkań i lokali użytkowych z tak zwanego „odzysku” i przekupywanie w ten sposób ważnych instytucji (sądy, prokuratury, policja) oraz VIP-ów.
18.
Prowadzenie w sposób niemalże kryminogenny tzw. postępowań upadłościowych spółdzielni i wyrządzanie w ten sposób znacznych szkód majątkowych spółdzielcom, poprzez zaliczanie do masy upadłościowej prywatnej własności członków. 
Uczestniczą w tym procederze sądy gospodarcze na skutek niedbalstwa w nadzorze nad sędziami – komisarzami, m.in. Spółdzielnia „Sami Swoi” w Olsztynie jest klasycznym przykładem grabieżczego postępowania upadłościowego. 
19.
Zawyżanie powierzchni mieszkań i lokali użytkowych poprzez wpisywanie do przydziałów i  umów powierzchni użytkowej przewidzianej w projekcie budowlanym a nieustalonej w dokumentacji inwentaryzacyjnej powykonawczej, zgodnie z przepisami prawa budowlanego. Różnice powierzchni użytkowej na niekorzyść członków dochodzą nawet do 5% to jest np. w przypadku mieszkania o powierzchni 60 metrów kwadratowych daje 3 metry, za które członek spółdzielni ponosi latami opłaty.
20.
Ustawa prawo spółdzielcze z 1982r. w art. 41 stanowi : „do ważności uchwał wymagana jest obecność, co najmniej połowy uprawnionych do głosowania, chyba, że ustawa lub statut stanowi inaczej”. 
Dzięki temu kryminogennemu przepisowi ustawy, spółdzielnie wpisały do statutów o pierwszym i drugim terminie walnego zgromadzenia. I tak w pierwszym terminie wymagana jest 50% obecność uprawnionych- a są to wszyscy członkowie walnego zgromadzenia, grupy członkowskiej, zaś w drugim terminie np. 30 min później” bez względu na ilość obecnych”. 
W ten sposób „rozwiązano” problem frekwencji i kworum, co powoduje, że „garstka członków” wybrana przez Prezesa zastępuje walne zgromadzenie ( ZPCz) i uchwala wszystko, co przedłoży zarząd. To tak jak w słynnym zapisie” i czasopisma”. Ten proceder jest największym grzechemˇ spółdzielni mieszkaniowych i z niego wywodzą się wszystkie pozostałe fakty bezprawia.
21.
Następny zapis tak zwanego prawa spółdzielczego, a raczej bezprawia, to zasada rozliczania wkładów mieszkaniowych przy przekształceniu mieszkań lokatorskich we własnościowe lub odrębną własność. 
Zgodnie z ustawą wkład lokatorski waloryzuje się proporcjonalnie do rynkowej wartości mieszkania ustalonej przez rzeczoznawcę mająt-kowego. Ponieważ ustawodawca nie określił, co należy zaliczyć, ( jakie wpłaty) na poczet wkładu mieszkaniowego, wobec czego „prezesi” ustalili – iż wkład mieszkaniowy to 50 lub najwyżej 60 % rynkowej wartości mieszkania.
W ten sposób tysiące posiadaczy lokatorskich mieszkań, mających spłacony cały kredyt, jaki Spółdzielnia zaciągnęła na budowę ich mieszkań, po raz drugi zapłacić za swoje mieszkanie. 
Jest to jawne okradanie członków Spółdzielni, bowiem po spłaceniu kredytu i doliczeniu wpłaty początkowej  l O lub 20 % pierwotnych kosztów budowy spółdzielca poniósł pełny koszt budowy w części przypadającej na jego mieszkanie a tym samym przekształcenie takiego mieszkania we własnościowe bądź w odrębną własność nie wymaga uzupełnienia wkładu budowlanego. Tak zwane prawo spółdzielcze i ustawa o Spółdzielniach mieszkaniowych jest kpiną z samorządności.
 
 
REJESTR KONIECZNYCH WYSTĄPIEŃ PRZECIW NADUŻYCIOM W SPÓŁDZIELNIACH  MIESZKANIOWYCH
 
1.      Do sądu rejestrowego w sprawie postępowań rejestrowych statutów spółdzielni mieszkaniowych w wyniku, których następuje wpis do rejestru sądowego, pomimo iż przedłożone statuty wielokrotnie w swych zapisach rażąco naruszają prawo. Wystąpienie ma na celu dokonanie badania prawomocnie zarejestrowanych statutów spółdzielni mieszkaniowych i po ustaleniu faktów niezgodności z prawem wznowienie postępowań rejestrowych i wykreślenie z rejestru. Zmusiło to by władzę spółdzielni do opracowania, uchwalenia i przedłożenia do rejestru statutów zgodnych z prawem, ograniczając tym samym skalę nadużyć w spółdzielniach.
 
2.      Do okręgowej Izby Radców Prawnych celem ustalenia zakresu odpowiedzialności zawodowej a często również karnej radców prawnych zatrud-nionych w spółdzielniach mieszkaniowych i opłacanych przez członków. 
Skala łamania prawa w spółdzielniach mieszkaniowych pozwala wnioskować o ustalenie stopnia odpowiedzialności za ten stan rzeczy radców prawnych. Przypadek radców prawnych w SM POJEZIERZE jest wierzchołkiem góry lodowej w tej mierze. Krok ten znacznie poprawiłby poziom przestrzegania prawa w spółdzielniach mieszkaniowych.
 
3.      Do Regionalnej Korporacji Biegłych od Wyceny Majątkowej, celem ustalenia skali zawyżania tak zwanej rynkowej wartości mieszkania lokatorskiego w spółdzielniach, w wyniku, czego różnica pomiędzy wartością rynkową lokalu a zwaloryzowanym wkładem mieszkaniowym byłaby realna a nie jak dotychczas fikcyjna. Skutkuje to znacznym spowolnieniem procesu „uwłaszczania” członków spółdzielni.
4.      Do odnośnych władz samorządu lokalnego  celem ustalenia przyczyn rosnącego zadłużenia czynszowego we wszystkich obszarach mieszkalnictwa pomimo istnienia instytucji dopłat mieszkaniowych, których celem jest wyeliminowanie bądź przynajmniej ograniczenie rosnącej skali zadłużenia czynszowego, co już jest prawdziwym dramatem społecznym.
 
5.      Do korporacji biegłych rewidentów, którzy badając bilans spółdzielni mieszkaniowych wykonują je w znacznej mierze wyrywkowo, co ułatwia władzom spółdzielni ukrycie nadużyć i malwersacji.
 
Kolejno odbywające się walne zgromadzenia, noszą znamiona nieprzestrzegania Ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, Prawa Spółdzielczego, innych. O powszechnym skorumpowaniu świadczy m.in. fakt, że termorenowacja dokonana przez Spółdzielnię m.in.w budynku Tołwińskiego 18, została zalegalizowana – z kompletnym zignorowaniem prawa materialnego- przez 3 instancje nadzoru budowlanego. Ustawa Prawo Budowlane normuje szeroko rozumiane sprawy budowlane na potrzeby właścicieli (użytkowników wieczystych) obiektów oraz określa przedmiotowe zasady działania organów administracji publicznej(art.1).  
Organy te nie otrzymały uprawnień, by byle osobnikowi legitymującemu się piastowaniem funkcji prezesa jakiejś spółdzielni, nadawać uprawnienia do ingerowania w obce mu prawa materialne osób trzecich. 
Prezes nie miał nigdy legitymacji walnego zgromadzenia do podjęcia inwestycji rozbudowy (bo i nie mógł mieć!) ani tez pełnomocnictw ze strony części tych 
mieszkańców, których zamierzał okraść. Ustawodawca udzielił spółdzielni tylko placetu, by bez zgody wszystkich mieszkańców, mogła dysponować nieruchomością wyłącznie w zakresie eksploatacji i utrzymania zarządzanej nieruchomości wspólnej. 
Placet nie dotyczy podjęcia samoistnej inwestycji (Wyrok SN II OPS 2/12). W RP byle bubek i byle prezes może bezkarnie zawłaszczać własność prywatną, byle tylko leżało to w interesie Władz. 
 
I że konstytucyjne gwarancje RP ochrony mienia prywatnego to raczej ozdobnik, kwiatek do kożucha niż prawo pisane. Całokształt daje bardzo ponury obraz RP. Koszty ponoszone na rzekomą termorenowację, wielokrotnie przewyższają kikudziesięcioletnie oszczędności uzyskane z ocieplenia budynków. Ba, inwestycja nie zamortyzuje się nigdy (wg ustawodawcy – powinna ulec amortyzacji w okresie nie dłuższym niż 10 lat) bo jej żywotność nie jest przewidziana na kilkadziesiąt ale tylko na 30 lat.sic!  Skonstruowano mechanizm, który pozwala na bezkarne okradanie RP przez różnego autoramentu watahy działaczy spółdzielczych.
 
 
Ze staem bezprawia  konieczne jest zapoznać  Posłów Klubów Parlamentarnych, którzy są zwolennikami utrzymania zasady „solidaryzmu społecznego” w zarządzaniu środkami funduszu remontowego spółdzielniach. Oczywistym pozostaje konieczność uchylenia wydanych w ww zakresie postanowień. 
 
Sprawa oczywiście dotyczy również premii termomodernizacyjnych, które spółdzielnia otrzymała w latach 2008 – 2010 dla każdego ocieplanego budynku. Premie bowiem pochodziły ze środków budżetowych, wynoszących 25%  kredytu zaciągniętego przez spółdzielnię na wykonanie ocieplenia i były przyznawane oddzielnie na każdy ocieplony budynek. Te środki to program pomocowy naszego państwa dla lokatorów budynków mieszkalnych, po to, aby koszty ocieplenia budynków były dla nich tańsze. 
 
Rzecz w tym, że prezes WSM nie pomniejszył kredytu zaciągniętego na ocieplenie budynku o 25% tylko księgował na budynku cały kredyt. Mieszkańcy zmuszeni zostali  od stycznia 2008 roku spłacać cały koszt termomodernizacji  w tym poszerzony o dodatkowe prace, a premia zafundowana im przez państwo gdzieś wsiąkała. 
W skali ocieplonych przez spółdzielnię budynków jest to kwota od kilku do kilkunastu milionów złotych, wyprowadzonych ze spółdzielni na szkodę jej lokatorów. 
 
Patologia i wynaturzenia w Spółdzielni w obszarze prawa, stosunków społecznych i gospodarczych, utrwalającego się bezprawia jest rozległa.  Podobnie jak różnorakich nadużyć wobec podmiotowych i majątkowych praw spółdzielców

Budowa mieszkań w SM

Budowa mieszkań w SM

Argumentów za budowaniem nowych mieszkań przez spółdzielnie mieszkaniowych jest wyjątkowo mało. Trudno ponadto przekonać [myślących] członków spółdzielni do inwestycji komercyjnej, 
czyli przeznaczonej na sprzedaż niespółdzielniom (większością głosów muszą wyrazić na to zgodę).  Proszę rozważyć jak  fakt głosowania  przeprowadzono w WSM na WZ. 
 
Jedno jest bezsporne, zarządzający spółdzielniami nie mają doświadczenia w prowadzeniu inwestycji. Kolejnym, znaczącym problemem jest także stan prawny gruntów, na których planowane są inwestycje,  gruntach  oddanych  przez miasto w czasach PRL   pod budownictwo  wielomieszkaniowe .  
 
Logicznie myślący zarządzający majątkiem zrzeszonych, nie  chcą brać na siebie ryzyka finansowego i odczuwają problemy z dostępem do kredytów hipotecznych.Zarządom spółdzielni pozostaje skupić  się na rzetelnym utrzymaniu zasobów mieszkaniowych i płynności finansowej, niż ryzykować poniesienie strat  !!!    
 
Zaledwie nieliczne spółdzielnie odnoszą sukcesy, realizując projekty na takich samych zasadach jak firmy deweloperskie. W ciągu ostatnich siedmiu lat cztery nowe budynki z łącznie 315 lokalami zbudowała warszawska spółdzielnia Służew nad Dolinką. Trzy z nich powstały na zasadach komercyjnych. Na ostatniej inwestycji zysk wyniósł ok. 15 mln zł. Przy czym członkom spółdzielni, dotychczasowym i nowym, sprzedano  zaledwie ok. 70 proc. 
 
Niepewność  przepisów, stanu prawnego, w jakim funkcjonuje spółdzielczość mieszkaniowa urealnia zapędy na zysk. Tylko ryzykany będzie ryzykował budowy, jeśli istnieje groźba, do niej dopłaty.       Z powyższym problemem nierozerwalnie wiąże się fakt, istniejącego od 2007 r. stanu prawnego, wg którego wybudowane przez spółdzielnie mieszkania mogą mieć jedynie dwie formy własności: 
  1. Pierwsza to lokatorskie mieszkania spółdzielcze, których spółdzielnie od kilku lat w ogóle nie budują, bo ustawa przewiduje, że koszt ich budowy po części będzie dotowany ze środków publicznych. Od 2009 r. żaden taki program nie funkcjonuje. 
  2. Druga forma to odrębna własność lokalu ustanawiana na rzecz kupującego po zapłaceniu przez niego 100 proc. kosztów budowy lokalu. 


I tylko takie inwestycje realizują teraz spółdzielnie. Te mieszkania nie wchodzą jednak w skład ich majątku.  To   oznacza, że spółdzielnie nie są w stanie rozbudować swoich zasobów mieszkaniowych i realizować podstawowej funkcji, czyli zaspokajania potrzeb mieszkaniowych członków.

Ten fakt od kilku lat skutecznie zniechęca myślących  do rozpoczynania inwestycji.   Po zakończeniu inwestycji mogą jedynie zarządzać budynkiem, o ile wspólnota wyrazi na to zgodę.
 
Zmiana prawa spółdzielczego w połowie 2007 r., jednoznacznie stanowi, że mieszkań spółdzielczych nie można budować dla zysku. 
 
1.Rozpoczynanie nowych inwestycji deweloperskich  nie ma więc sensu.
2.Jedyne, co pozostaje dla zysku, to zarządzanie nieruchomością, o ile wspólnota wybierze właśnie spółdzielnię jako zarządcę.  
 
Nikt zatem nie powinien ryzykować  rozpoczynania inwestycji, jeśli istnieje groźba, że do niej dopłaci.  Szczególnie  kiedy zarządza majątkiem zrzeszonych  !
 
Jeśli chętni na nabycie lokali w ramach inwestycji spółdzielczej się wykruszą, spółdzielnia zostaje z pustymi mieszkaniami, których budowę i utrzymanie   trzeba   sfinansować. 
To prosta droga do zarzutów o niegospodarność – bankructwa spółdzielni.  
 
W sektor budownictwa mieszkaniowego spółdzielczego – w systemie deweloperskim uderza też coraz trudniejszy dostęp do kredytów. W ostatnich latach odczuwalny jest  problem osób chcących kupić mieszkania z dostępem do kredytów.   Według Instytutu Rozwoju Miast koszty budowy nowych domów w Warszawie wyniósł tyle samo co budowane przez firmy deweloperskie.  Okazało się, że mieszkania oddawane m.in. przez WSM były sprzedawane po wyższej cenie od Home Brokera, pośrednika na rynku nieruchomości.  
Maria Kondratowicz

Polskie sądownictwo

Polskie sądownictwo

List otwarty
 
Głównego Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców 
do premier Beaty Szydło 
ws. niepokojącego spadku zaufania do instytucji państwowych stojących na straży porządku prawnego w Polsce
 
 
 
Szanowna Pani Premier!
 
Z nieskrywaną radością gratuluję determinacji w działaniu, wiążąc zarazem nadzieję (podobnie jak wielu Polaków), że w Naszej Ojczyźnie dojdzie do zapowiadanych zmian. Niestety, sama satysfakcja z wygranej w wyborach parlamentarnych nie spełni oczekiwanych nadziei. Pamiętam słowa wypowiedziane przez Panią Premier na konferencji prasowej 24.08.2015 r., podczas prezentacji hasła wyborczego Prawa i Sprawiedliwości. Wspomniała Pani wówczas: „W Polsce wspólnie, razem można zrobić dużo dobrego. Damy radę podejmować najważniejsze wyzwania, sprawy zwykłe, codzienne, które są ważne dla ludzi […]”. 
Przekonywała Pani również, że: „ludzie często są pozostawiani sami sobie, nie mają wsparcia, nie mają żadnej pomocy ze strony rządzących”, podkreślając: „Wtedy najczęściej ludzie gromadzą się, biorą sprawy w swoje ręce, mówią: damy radę, nie poddajemy się, przeprowadzimy to, czego nie potrafią urzędnicy, czego nie potrafi przeprowadzić państwo” oraz że: „w Polsce potrzeba wspólnego działania, wiary w to, że można dużo zrobić, kiedy jest się razem, że można podejmować najtrudniejsze nawet wyzwania”.
 
Mocno akcentowała Pani: „Budowanie wspólnoty, to bycie razem, i w tych codziennych zwykłych sprawach, i w sprawach ważniejszych, jest potrzebne”, dobitnie podkreślając, że: „trzeba skończyć
z jęczeniem, mówieniem, że się nie da. Słowa: nie da się, nie można powinny zniknąć z języka polskiej polityki. 
My mówimy: damy radę i zachęcamy wszystkich, by włączyli się w tę akcję”.
 
Nasza rola, jako wyborców, na etapie obdarzenia Państwa ogromnym zaufaniem (bezwzględna większość w Sejmie RP) skończyła się. Teraz oczekujemy stanowczych działań. Dlatego w imieniu wielu Polaków – spółdzielców, wyborców i podatników – zwracam się do Pani Premier o pilną pomoc.
Od lat sygnalizujemy (osoby indywidualne, stowarzyszenia) różnego rodzaju patologie i naruszenia prawa, a ich efektem są częste odmowy wszczęcia postępowań, umorzenia śledztw, bądź oddalanie powództw przeciwko organom wielu spółdzielni mieszkaniowych oraz w obszarze szeroko pojętego mieszkalnictwa, gdzie np. w XXI wieku dochodzi do handlu żywym towarem (byłe mieszkania zakładowe sprzedawane z najemcami). 
Można zatem, a nawet trzeba stanowczo podkreślić, że wrogiem Polaków jest system, a potwierdzeniem tego są istniejące różnego rodzaju organizacje społeczne, np. Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu z Bielska-Białej.
 
1.

 Jak można mieć zaufanie do organów, które w odniesieniu do osób wpływowych są pobłażliwe, np. proces prywatyzacyjny na etapie przemian ustrojowych w Polsce, głośne afery z udziałem prominentnych polityków czy niechlubnych reprezentantów wspomnianych organów,

a w odniesieniu do przeciętnego obywatela kary są niewspółmiernie wysokie, np. w stosunku do chorego na schizofrenię mężczyzny, który jest ubezwłasnowolniony, a mimo to trafia on do więzienia za kradzież… batonika?

 
2.

 Jak można mieć zaufanie do organów, które w odniesieniu do osób prominentnych toczą śledztwa w nieskończoność, a w efekcie końcowym są umarzane z powodu… przedawnienia, gdzie

w odniesieniu do przeciętnego obywatela dochodzenia trwają krótko, a wyroki zapadają szybko?
 
3.

 Jak można mieć zaufanie np. do sędziego, który wydaje wyrok korzystny dla pokrzywdzonego, a kilka miesięcy później ten sam sędzia w odniesieniu do innej osoby, ale w analogicznie podobnej sprawie, wydaje wyrok niekorzystny dla pokrzywdzonego? Opisany przykład dotyczy spraw uwłaszczenia, gdzie sprawy trafiły do właściwego sądu i były rozpatrywane przez… tego samego sędziego. Kiedy sądy są niezawisłe? Czy wówczas gdy wydają wyroki korzystne, czy wtedy gdy wyrok jest niekorzystny, mając na względzie podany wyżej przykład?

 
4.

 Jak można mieć zaufanie do prokuratur i sądów, gdzie – jak opisuje „Gazeta Bałtycka” z dnia 26 maja 2016 r. w artykule pt. „Prokurator: Na Pomorzu wyroki sądowe ustala się przy grillu” – „Znacząca ilość sędziów, adwokatów i prokuratorów spotyka się na grillu i ustala treść wyroków, które zapadają w sądach na Pomorzu. Dotyczy to spraw zarówno karnych, jak i cywilnych, w tym rodzinnych. Pierwsze grille na początku lat 90. były organizowane przez jednego znanego adwokata Ryszarda B. Potem były już regularnie organizowane tego typu spotkania – mówi prokurator z wieloletnim doświadczeniem”.

 
Powyższe przykłady można by mnożyć w nieskończoność i nie są to bezpodstawne słowa.
 
Szanowna Pani Premier!
Zwracam się do Pani w imieniu dużej grupy mieszkańców Rybnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Rybniku (dalej: RSM), gdzie instytucje nadzorcze – w tym konkretnym przypadku Urząd Dozoru Technicznego (dalej: UDT) – wielokrotnie wskazywały na stwarzanie zagrożenia dla życia i zdrowia wielu mieszkańców, co odzwierciedlono w zapisach pokontrolnych, np.: „próba zainstalowanego na dźwigu urządzenia UCM prowadzona wg instrukcji obsługi systemu zamieszczonej w maszynowni oraz w księdze rewizyjnej urządzenia technicznego dała wynik negatywny, co grozi odjazdem kabiny przy otwartych drzwiach, co dalej może doprowadzić do zgilotynowania wsiadających lub wysiadających osób”. Na stworzenie tego zagrożenia złożył się czynnik ludzki, w tym skrajna nieodpowiedzialność. Trwało to przez wiele miesięcy. W dniu 24 maja 2016 roku w imieniu wielu mieszkańców RSM złożyłem zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Katowicach, pełną dokumentację przesłałem do Prokuratora Generalnego.
 
We wspomnianym zawiadomieniu, poza opisanymi wieloma przypadkami, podpartymi dowodami w postaci decyzji, protokołów potwierdzających, że stworzone było zagrożenie dla życia i zdrowia wielu użytkowników wind w budynkach mieszkalnych i oświadczeń pokrzywdzonych, znalazł się wątek nieuprawnionego żądania środków finansowych od instalatora urządzeń dźwigowych, który odmówił „podzielenia się”. W nieodległym okresie czasu władze RSM wypowiedziały wcześniej podpisaną, wieloletnią umowę na konserwację i serwisowanie nowo zabudowanych urządzeń dźwigowych, powierzając je osobom nieposiadającym stosownych uprawnień UDT. Jak to możliwe, że w polskim prawodawstwie organa nadzorcze, w tym przypadku UDT, stwierdzając zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób nie zgłasza tego do organów ścigania? Czy ma to być kolejna instytucja w Naszej Ojczyźnie zależna np. od środków finansowych kontrolowanego przez siebie podmiotu? 
 
Dokąd zmierzamy? W swoim doniesieniu zawnioskowałem

o objęcie śledztwa nadzorem służbowym, gdyż doszło do narażenia wielu istnień ludzkich na utratę życia i zdrowia.

W załączeniu przesyłam złożone doniesienie do Prokuratury Regionalnej w Katowicach (przesłane do Prokuratora Generalnego) wraz z kompletem załączników.
 
Ponadto w dniu 31.05.2016 r. zostało złożone kolejne zawiadomienie, tym razem do Prokuratury Rejonowej w Rybniku w odniesieniu do tej samej Spółdzielni. Sprawa dotyczy „wycieku” danych osobowych w niepowołane ręce i zastraszanie najaktywniejszych członków spółdzielni, gdzie niektórzy z nich otrzymują anonimowe pogróżki do skrzynek pocztowych. Przypomnę, że ochronę danych osobowych gwarantuje prawo, które, jak widać, w RSM nie zawsze funkcjonuje.
 
Kilka lat temu w Krajowym Związku Lokatorów i Spółdzielców (dalej: KZLiS) przerabialiśmy podobne zdarzenia. Zaczęło się od ośmieszania, obrażania, głuchych telefonów i anonimowych gróźb w odniesieniu do aktywnego członka spółdzielni, a skończyło napadem i pobiciem z poważnym skutkiem zdrowotnym dla pokrzywdzonego. Sprawa dotyczy obecnego II wiceprezesa KZLiS, Pana Janusza Okurowskiego z Grodziska Mazowieckiego.
W załączeniu przesyłam złożone doniesienie do Prokuratury Rejonowej w Rybniku wraz z kompletem załączników.
 
Zdaję sobie sprawę, że w myśl zapisów prawa (jakoś stanowionego) nie powinienem zawiadomień zgłoszonych w prokuraturach rozsyłać dalej, ale podobnie jak wielu Polaków, mam bardzo ograniczone zaufanie do organów ścigania. Niemniej jednak zarówno Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny w jednej osobie jest funkcją polityczną, dlatego apeluję do Pani Premier o wsparcie nas w działaniu. Zapewniam, że nie jest to próba wpływania na tzw. niezawisłość, ale próba egzekwowania praw obywateli zgodnie z zapisami art. 32 Konstytucji. Dziwi fakt, że mimo bardzo wielu publikacji i doniesień medialnych, w tym ogólnopolskich o zagrożeniu dla życia i zdrowia wielu osób, nie wszczęto takich postępowań z urzędu. Czy trzeba czekać, aż dojdzie do tragedii? Według posiadanej wiedzy w sprawie domniemanych nieprawidłowości w odniesieniu do RSM zgłoszono inne doniesienia. Oby nie okazało się, że sprawa RSM zostanie rozdrobniona na wiele tzw. wątków, a każdy z nich umorzony…
 
Jako przedstawiciel KZLiS, w imieniu wielu mieszkańców RS apeluję jedynie, by śledztwo, które, mam nadzieję, zostanie wszczęte, było objęte nadzorem służbowym i doprowadzone rzetelnie do końca, a wobec winnych zaniedbań i nadużyć wyciągnięto konsekwencje prawne. Wiem, że z pomocą Pani Premier oczekiwane śledztwo może należeć do wzorcowych w tym obszarze, a niechlubny przykład zdarzeń i sytuacji w RSM, opisanych w zawiadomieniach do wymienionych Prokuratur, powstrzyma inne zarządy w wielu spółdzielniach mieszkaniowych przed zakusami działań na pograniczu prawa.
 
Zarząd Główny KZLiS jest zaniepokojony patologiami i nadużyciami w obszarze szeroko pojętego mieszkalnictwa, w tym spółdzielczości mieszkaniowej oraz byłych mieszkań zakładowych, sprzedawanych z lokatorami.
Ufam, że Państwa deklaracje wyborcze zostaną zrealizowane, a szkodliwy system funkcjonujący w Naszej Ojczyźnie od 1989 roku zostanie przeniesiony na niechlubne karty historii.
Z poważaniem
 
Janusz Tarasiewicz
Wiceprezes Zarządu Głównego
Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców

Wieczyste użytkowanie co dalej?

Wieczyste użytkowanie co dalej?

Wieczyste użytkowanie przechodzi na własność, znikną coroczne opłaty?

Jak informuje Dziennik Gazeta Prawna, Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa od 1 stycznia 2017 zapowiada likwidację użytkowania wieczystego. Zmiany dotyczyć będą wszystkich osób posiadających lokale w budynkach wielorodzinnych. Z mocy prawa zostaną one uwłaszczone na gruncie, na którym stoi dom. Tym samym zniknie konieczność wnoszenia corocznych opłat z tytułu użytkowania wieczystego. A wiążą się z tym niemałe kwoty. W przypadku działek oddanych na cele mieszkaniowe opłata wynosi 1 proc. wartości gruntu i może być aktualizowana co trzy lata. – Dziś, aby wystąpić o przekształcenie we własność, potrzebna jest zgoda mieszkańców posiadających ponad połowę udziałów w nieruchomości… przekształcenie zablokować może sprzeciw jednego mieszkańca, a wówczas sprawa trafia do sądu. Resortowa inicjatywa ma tę ścieżkę radykalnie skrócić. – Zakłada się przekształcenie z mocy ustawy wszystkich udziałów w prawie użytkowania wieczystego w udziały w prawie własności gruntu. Pod warunkiem jednak, że nieruchomość została zbudowana i oddana na cele mieszkaniowe – potwierdza resort infrastruktury i budownictwa. To, czy i ile za przekształcenie trzeba będzie zapłacić, nie zostało jeszcze przesądzone.
Zapowiedź ukazała się tuż przed posiedzeniem Senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, na której miała być rozpatrzona petycja – projekt ustawy Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE ws. obniżenia stawek opłat wieczystego. Wcześniej wspólnym głosem rządu i opozycji projekty Stowarzyszenia w zakresie nieodpłatnego przekształcenia, możliwości przekształcenia udziału wieczystego czy obniżenia stawek zostały odrzucone przez sejmową komisję petycji. Oceniając zapowiedź Ministerstwa, dr Daniel Alain Korona prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego „WIECZYSTE” stwierdził: Kwestia wysokości opłat wieczystego użytkowania stała się poważnym problemem społecznym. Istniejące procedury prawne tylko z pozoru chroniły użytkowników wieczystych, w rzeczywistości doprowadziły do szeregu patologii i do dramatycznych sytuacji ludzkich. Z problemem tym Stowarzyszenie mierzy się od wielu lat i stwierdza, iż bez radykalnych zmian (w zakresie obniżenia opłat i realnej możliwości przekształcenia nieruchomości mieszkaniowych) nie nastąpi „dobra zmiana” w tej dziedzinie. Cieszy nas zapowiedź inicjatywy w zakresie automatycznego przekształcenia, ale jak brzmi powiedzenie „diabeł tkwi w szczegółach”. Problemem bowiem może być wysokość odpłatności za przekształcenie, jeżeli będzie niewłaściwie ustalone. Stowarzyszenie będzie monitorowało propozycje rządowe i przedstawi swoje uwagi.

SERWIS21 – 12 kwietnia 2016

Warszawa handel długami

Warszawa handel długami

Warszawa jest osaczana przez nieuczciwych handlarzy długami spółdzielni mieszkaniowych. Nie tylko wyprowadzają pieniądze i majątek, ale także przerzucają konsekwencje na mieszkańców.  Rugi (znane z historii  zwane pruskimi, chłopskimi   jak   dowodzą  fakty,  nie odeszły w przeszłość. „Czyszczenie kamienic”  z wieloletnich  mieszkańców już poznaliśmy. Aktualnie nadszedł czas rugów ze spółdzielni mieszkaniowych.  Opieszałość i krótkowzroczność urzędników  znakomicie   ułatwia proces legitymizacji.

Wyprowadzanie majątku 

  1. umożliwiają blankietowe uchwały rady nadzorczej, dające zarządowi wolną rękę w nabywaniu i wyzbywaniu się majątku, oraz ustanawianie obciążeń (hipoteki). 
  2. Kreowanie sztucznych zobowiązań – to  nic  innego jak umowy „o współpracę” czy „doradztwo”, z wielomilionowymi karami umownymi, zapadające na rzecz spółek-kontrahentów, z honorariami  za usługi prawne sięgającymi setek tysięcy złotych.

„Zainteresowany”  skupuje długi spółdzielni.  Bywa, że  z długami  „normalnymi, rzeczywistymi” ,   jak również  z długami sztucznie wykreowanymi,  przy nielegalnej współpracy z zarządem.  Zarząd  oczywiście  te długi uznawał (bez jakiegokolwiek sporu), poddawał egzekucji poprzez akt notarialny (bez sądu) i jednocześnie zgadzał się na zabezpieczenie tych długów hipotekami.  

Windykator „zainteresowany” tworzył sobie w ten sposób portfel, skupując roszczenia wobec spółdzielni.  I …czekał.   Od czasu do czasu wpisywał hipotekę lub egzekucję w księdze wieczystej,   dowolnie wybranej nieruchomości spółdzielni,   na jej udziale w użytkowaniu wieczystym,    oczywiście bez zgody mieszkańców    (choć prawo tego wymaga). Wybierał te nieruchomości, gdzie było sporo lokali   nieprzekształconych  [niewyodrębnionych własności mieszkań].  

I   tu  następuje  przerzucenie długów spółdzielni ….   na spółdzielców.   Jest to operacja sprzeczna z podstawową zasadą prawa spółdzielczego – że spółdzielca za długi spółdzielni nie odpowiada. Poprzez  taki  wpis  dochodzi do zagrożonia  prawa spółdzielców mających nieprzekształcone we własność prawo do lokalu, aż do utraty mieszkania włącznie.!!!!   

Gdy na udziale spółdzielni powstaje – ciąży hipoteka, wówczas w momencie przekształcenia we własność spółdzielca także zostanie tym wpisem obciążony,   w  przypadku  np. upadku spółdzielni.   W  takiej  sytuacji spółdzielcze prawo do lokalu, „można”  zlicytować za długi spółdzielni  prawem otwartej licytacji.   SIC     

Powstaje  w  tej sytuacji  zjawisko hipoteki łącznej   tzw.  odpowiedzialność solidarna. Właściciel mieszkania odpowiada nim zatem za cały wpisany dług spółdzielni.    I …  od wyboru wierzyciela zależy, od którego z wierzycieli objętych łączną hipoteką będzie żądał zapłaty,  tylko  po to  by  doszło do „sądzenia się się między sobą o zwrot swych części”.  W tym miejscu należy podkreślić,    nie chodzi  tu   o długi zabezpieczone hipoteką, które powstały z kredytu na dane mieszkanie, albo choćby z jakichś remontów czy ulepszeń nieruchomości, gdzie wpisano hipotekę,   jest to dług powstały   z wyprowadzenia   pieniędzy i majątku spółdzielni w wyniku naruszającej prawo działalności zarządu!    W  orzecznictwie Sądu Najwyższego ukształtowała  się   interpretacja, że także przy przekształceniu własności z mocy prawa (np. na skutek zakończenia upadłości spółdzielni),  także świeżo upieczony właściciel mieszkania ląduje z hipoteką łączną z tytułu długu spółdzielni.     Wielu prawnikom do głowy nie przychodzi, że przepisy o hipotece łącznej mogą być [są] wykorzystane do zabezpieczenia dętych zobowiązań i obejścia zasady ochrony mieszkania i spółdzielczego prawa do lokalu. SIC ! 

To oznacza, że opisany proceder przerzucania skutków przestępstwa na spółdzielców przyniósł skutki:   takiego wpisu z mocy prawa nie można zaskarżyć ani oprotestować.   Brak jest bowiem jakichkolwiek instrumentów odwrócenia zaistniałej sytuacji.  SIC     MOŻNA  OKRADAĆ,   BEZ  KONSEKWENCJI   PRAWNYCH   !!!!  

Taki   geszeft –  inwestowanie w portfel długów spółdzielni wraz ze zgodą na ich zabezpieczenie,  dotyczy  osiedli spółdzielni    i „czeka na moment”, gdy będzie mógł wszcząć egzekucje już nie z mało atrakcyjnego udziału spółdzielni w użytkowaniu wieczystym,    ale z łatwo poddających się egzekucji poszczególnych mieszkań przekształconych we własność.   

TAKI  GESZEFT  W  OBECNEJ CHWILI  ma miejsce  w Warszawie  (w różnych spółdzielniach) .   Za kilka lat będzie widać tego skutki. !!!!!

  • Przekształcający się nie sprawdzają, czy spółdzielnia nie ma hipotecznie zabezpieczanych długów.
  • Prawnikom do głowy nie przychodzi, że przepisy o hipotece łącznej mogą być wykorzystane do zabezpieczenia dętych zobowiązań i obejścia zasady ochrony mieszkania i spółdzielczego prawa do lokalu.
  • Wielu  ludziom,  w  tym  świadomym,  znającym prawo spółdzielcze  jeszcze   do  niedawna  nie przyszło do głowy, jak  łatwo  jest „legalizować skutki przestępczej grabieży spółdzielni mieszkaniowych”. 

ZATEM   OSTRZEGAM,   PÓKI   CZAS.

Działanie ustaw

Działanie ustaw

Projekt ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym, przygotowywany przez kilkadziesiąt miesięcy, właśnie wylądował w koszu.

Nie działa też ustawa o odwróconym kredycie hipotecznym.

„Przyjęcie ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym przełoży się na poprawę losu setek tysięcy emerytów, którzy będą mogli z poszanowaniem ich praw zyskać dodatkowe środki pieniężne w zamian za przeniesienie własności nieruchomości na profesjonalny podmiot, który będzie podlegał nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego” – tak potrzebę przyjęcia regulacji argumentowało jeszcze rok temu Ministerstwo Gospodarki. Odpowiedzialny za projekt wiceminister Mariusz Haładyj został wiceministrem rozwoju w nowym rządzie. Ale wraz z Haładyjem nie przetrwał projekt. Ustawa o dożywotnim świadczeniu pieniężnym trafiła właśnie do kosza.


Negatywne skutki

Ustawa miała „uregulować umowy” przenoszące na przedsiębiorców własność prywatnych nieruchomości w zamian za wypłacane aż do śmierci comiesięczne świadczenie pieniężne i prawo zamieszkiwania w sprzedawanym lokalu lub budynku

Obecnie tego typu oferta oparta jest na przepisach kodeksu cywilnego dotyczących renty oraz dożywocia (art. 903–916 k.c.). Ustawy wymyślono dla relacji między osobami bliskimi, a nie na potrzeby biznesu.

Projektodawca chciał ucywilizować rynek. W tym celu miał on zostać poddany nadzorowi KNF /?/  oraz wprowadzone miały zostać wymogi dla biznesu oferującego dożywotnie świadczenie pieniężne. 

  • Planowano, by oferować swoje usługi emerytom,  żyjących   z  jałmużnianych  świadczeń emerytalnych  bądź  rent. 

  • Oferty mogli składać jedynie przedsiębiorcy funkcjonujący w postaci spółek akcyjnych i z kapitałem w wysokości co najmniej 2 mln euro.

  • Chodziło przede wszystkim o to, by organy państwa wiedziały, kto zawiera umowy ze starszymi ludźmi.

TYMCZASEM doszło  do tego,  że znaczna część rynku  polujących na mieszkania emerytów  to  firmy krzaki, należące do bliżej niezidentyfikowanych podmiotów, które oszukują ludzi.

Brak regulacji prawnej w tym zakresie  pociąga za sobą daleko idące negatywne skutki dla dożywotników   [wyjątkowo  obelżywe określenie] jakim posługują się  prawnicy  – wskazuje mecenas A.G. ze  znanej  warszawskiej kancelarii .   I wyjaśnia, jak faktycznie wygląda  ten  rynek w praktyce.    Bywa, że część z nich to podmioty profesjonalnie zajmujące się tego rodzaju działalnością, które same domagają się uregulowania powyższej materii, aby zwiększyć swoją wiarygodność.  Z drugiej  strony  sieć  podmiotów stosujących nieuczciwe praktyki. 

Najczęściej :

  1. Wykorzystywana jest niewiedza ludzi starszych, 

  2. Drastycznie zaniżana wartość nieruchomości,

  3. Niewypłacalność  firmy  strony  umowy.

Pokrzywdzony emeryt może iść do sądu, aby odzyskać nieruchomość z dużym prawdopodobieństwem wygranej. Tyle,  że  pokrzywdzony nie jest tego świadomy,   potrzebuje  niemałej kwoty do wszczęcia sprawy, która  … zajmuje  wiele lat.  !!!!!!

Nieuczciwość na rynku

Problem w tym,  że  niewystarczające na życie emerytury  są  udziałem ponad 80% społeczeństwa emeryrów.  Ustawa stworzyłaby warunki systemowego rozwiązania dla wielu osób starszych, których emerytury są niewystarczające, i byłaby dodatkowym gwarantem bezpieczeństwa zawieranych umów.

 

W świetle faktów, wielu emerytów skuszona iluzją poprawy  statusu materialnego,  podpisywało  umowy.  Niestety,  bez  świadomości  treści  podsuwanych im dokumentów  naraziło  ich  na  traumatyczne problemy.  W  wielu przypadkach podpisywali   „cyrograf”  zrzeczenia się praw do posiadanego mieszkania.   Wielu  starych,  samotnych ludzi  w ten sposób, pozbawiło się  dotychczasowego miejsca  bytu.  

Taki proceder uprawia niezmiennie rzesza cwaniaków. Jednym z przykładów  takiej działalności  jest   wielokrotne  na przestrzeni  każdego miesiąca  nagabywanie  mieszkańców  starych osiedli  do  sprzedaży   swoich mieszkań,  przez   tzw.   „młodą parę”,    amatora Żoliborza,   sympatyka  akurat tego   osiedla   itd.  itp.     Sprawa dla  prokuratora.

Ustawodawca w ramach pomocy osobom starszym w zapewnieniu środków finansowych na starość oprócz ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym podjął prace nad ustawą o odwróconym kredycie hipotecznym.  Obowiązuje ona od 15 grudnia 2014 r. (Dz.U. z 2014 r. poz. 1585). W ciągu 14 miesięcy żaden bank jednak nie przygotował oferty dla klientów.

Paradoksalnie w ocenie ekspertów lepiej by się stało, gdyby ustawodawca w ogóle nie podjął prac nad ustawą, niż gdy je rozpoczął, ale nie dokończył. Zwraca na to uwagę dyrektor generalny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych Andrzej Roter. Wskazuje on, że wiele szkody sektorowi przyniosły zapowiedzi wprowadzenia rychłej regulacji.

Na koniec  pytanie fundamentalne  do  organów odpowiedzialnych  /…/ dlaczego  emeryci po 40-45 latach pracy  zmuszani   do  życia w  nędzy,    NARAŻANI   SĄ  NA  NIEBEZPIECZEŃSTWO   POZBAWIENIA  ICH   „DACHU  NAD  GŁOWĄ”   W   ZAMIAN   ZA  DODATKOWE 300-400 ZŁOTYCH ?

Człowiek jak niewolnik

Człowiek jak niewolnik  

W okresie metodycznego wytaczania procesów, bezrobotny lokator zwracał się o umożliwienie spłaty poprzez dokonanie zamiany mieszkań. Prezes odmawiał wiedząc, że lokator jest w jego ręku, bo nie ma prawa do lokalu i samodzielnie nie może nim dysponować. Nie może też oczywiście zaciągnąć kredytu pod zastaw lokalem, by później sprzedać mieszkanie i spłacić dług, bo choć zapłacił za lokal to jego właścicielem pozostaje spółdzielnia. 


Nietrudno się domyślić, że wielokrotne procesy sądowe o zapłatę w sytuacji, gdy pozostawał bezrobotnym, spowodowały znaczny uszczerbek na zdrowiu i załamanie psychiczne, nie wspominając o destrukcyjnym wpływie na dzieci. Prezes i pełnomocnik spółdzielni nie mieli jednak skrupułów w jego sprawie. Z wyrachowaniem, konsekwentnie powiększali zadłużenie z zamiarem by zabrać X niemal wszystko, by nie mógł już się podnieść i by nie był w stanie kupić nawet kawalerki (jest w wieku przedemerytalnym, ma 60 lat). Zależało im, żeby X trwale utracił rodzinny dom, zajmowane mieszkanie lokatorskie.

W roku 2011 X podjął jeszcze jedną desperacką próbę. Skierował do sądu okręgowego powództwo o przywrócenie członkostwa, umożliwienie sprzedaży lub zamiany lokalu i powołanie biegłego księgowego do ustalenia kwoty rzeczywistego zadłużenia. Dodatkowo wniósł o skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego pytania prawnego, czy w państwie prawa zgodne z konstytucją jest umyślne pozbawienie możliwości dysponowania lokalem osoby, która poniosła koszty budowy. Sąd, jak nietrudno się domyślić, odrzucił powództwo o członkostwo, odwalił wniosek o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego i oczywiście odmówił weryfikacji kwoty zadłużenia naliczonej przez prezesa.

Oprócz kosztów w postępowaniach sądowych doszły jeszcze inne:

– przewiezienie mienia – 1.353,00 zł
– wycena mieszkania – 492,00 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 29.02.2012 – 302,58 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 19.03.2012 – 605,16 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 11.04.2012 – 226,93 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 10.05.2012 – 226,93 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 23.05.2012 – 215,59 zł
– ogłoszenie prasowe o licytacji lokalu z 28.02.2012 – 431,17 zł
Razem – 3853,36 zł


W
indowanie zadłużenia i sprzedaż lokalu na licytacji. Mieszkanie 72 m2 w 4-piętrowym bloku  w 2011 roku realnie warte koło 200220 tys. zł. Prezes spółdzielni m.in. dlatego odrzucał opcję spłaty długu przez odpracowanie lub zamianę lokali, bo lokator wymknąłby mu się od bezdomności i oczywiście nie byłoby zysków z odsetek i zasądzonych kosztów zastępstwa procesowego. Jako optymalne rozwiązanie w sprawie upatrywano niedopuszczenie do zamiany, sprzedaży czy odpracowania i wygenerowanie jak największego zadłużenia z przetrzymywania w pułapce lokatorskiego tytułu do lokalu.

Niniejszy przypadek jest  wprost wzorowy. „Przytrzymano” lokatora kilka lat nabijając licznik kosztów do horrendalnych kwot. Dodatkowo tanio sprzedano lokal. Zamiast oczekiwanych  180–200 tys., które deklarowały osoby zainteresowane zamianą (składając pozew o członkostwo do sądu X przedstawił listę chętnych na zamianę, którzy gotowi byli oddać swoje mniejsze mieszkanie i objąć lokal X spłacając jego dług), mieszkanie „poszło” za 156 tys. zł. Z tej kwoty potrącono wygenerowane 98.737,14 zł. Do wypłaty lokatorowi pozostało nieco ponad 57 tys. zł

Na tym jednak nie koniec gehenny. Spółdzielnia wysłała do urzędu skarbowego PIT-8C wpisując do rozliczenia, przychód w kwocie 155.763,39 zł. Andrzej obawia się, że poskutkuje to obowiązkiem zapłacenia w 2013 roku podatku od tej kwoty.

Ograbienie i eksmisja lokatora zyskała też właściwą oprawę marketingową. W bloku i na ulicy, na której mieszkał Andrzej, rozeszła się wieść jak skończył „buntownik”, który sprzeciwił się prezesowi.


Ile pieniędzy po eksmisji do podziału?  
Pełnomocnik reprezentujący spółdzielnię, w której miały miejsce te wydarzenia, inkasuje około 91 % zasądzanych kosztów zastępstwa procesowego, więc z jego punktu widzenia optymalnym rozwiązaniem jest jak największa liczba spraw o zapłatę oraz o eksmisję.

Każde takie postępowanie ma 100% gwarancji zysku, ponieważ zawsze zabezpieczeniem jest lokal, który w końcu zabiera się eksmitowanemu lokatorowi. 

Z podsumowania  wynika, ze koszty sądowe i komornicze wyniosły 22.517,50 zł.Odsetki to kolejne 27.131.07 zł.

Biznes jest więc bardzo dochodowy dla zarządu, pełnomocnika, komornika i drobniejszych uczestników w rodzaju osoby od wyceny, a nawet lokalnej prasy, która w tym przypadku odnotowała przychód około 2 tys. złotych za publikowanie ogłoszeń o licytacji.


Co z pozostałymi mieszkańcami spółdzielni?  
W czynsze wkalkulowuje się koszty prowadzenia setek spraw o zapłatę. Koszty „przetrzymywania” lokatorów w okresie podwyższania długu do sensownych kwot satysfakcjonujących zainteresowanych procederem ponoszą inni mieszkańcy. Jednak po eksmisji i licytacji spółdzielcy z danego bloku czy nieruchomości nie otrzymują zwrotu nakładów w postaci obniżki czynszu czy rozliczenia wykonanej eksmisji.

Praktyki powyższe nie mieszczą się w standardach państwa prawa. Szkodzą społeczności zrzeszonej w spółdzielni. Zrzeszenie spółdzielców ze zrozumiałych względów nie ma interesu żeby degradować i wyniszczać swoich członków, dla których spółdzielnia przynajmniej w teorii, powinna być organizacją samopomocową i redukującą koszty zbiorowego zamieszkania. Wreszcie w interesie zrzeszonych nie leży sprzedawanie majątku w zaniżonych cenach ani powiększanie grupy wykluczonych społecznie.

Dobro członków i dobro społeczności nie ma jednak w tym przypadku jakiegokolwiek znaczenia, bo w myśl komunistycznych przepisów mieszkańcy pozostają jedynie przedmiotami w rękach zarządów przyzwyczajonych do eksploatacji ukierunkowanej na zyski i sprowadzanie człowieka do roli płatnika czynszu.


Wnioski:

  1.  Mieszkanie lokatorskie jest pułapką dla niezamożnych, w szczególności  osób, które dotknęło bezrobocie, choroba, trudności życiowe.
  2. Postkomunistyczne spółdzielnie odmawiają spłaty zobowiązań poprzez odpracowanie, zamianę, umożliwienie sprzedaży. Przy nieludzkim prawie, niejednokrotnie wykorzystują problemy lokatorów by zarabiać na krzywdzie i wykluczeniu społecznym.
  3. Skutki działalności prezesów przy dziesiątkach eksmisji są wprost katastrofalne dla lokalnych społeczności. Ludzie wyniszczeni ekonomicznie i psychicznie tracą dorobek życia i z reguły nie są już w stanie się podnieść. Resztę życia spędzają jako klienci pomocy społecznej, często po eksmisji degradują ich patologie towarzyszące wykluczeniu: przestępczość, alkoholizm, przemoc w rodzinie.
  4. Nieodwracalnej, strasznej i nienaprawialnej krzywdy doznają dzieci w rodzinach bezrobotnych poddawanych metodycznej windykacji i eksmisji. Urazy psychiczne jakich doznają, gdy komornik zabiera mienie i wyrzuca z rodzinnego domu, trwale determinują ich przyszłe życie i zachowania. W przyszłości jako osoby dorosłe mają obniżoną samoocenę i trudności z adaptacją społeczną.
  5. Polityka eksmisyjna powoduje olbrzymie koszty ekonomiczne, sztucznie wymusza nakłady na pomoc społeczną w zakresie dostarczania lokali socjalnych, finansowania pomocy żywnościowej i materialnej oraz zwalczania patologii dynamicznie rosnących w środowisku wykluczonych.
  6. Priorytetem reformy postkomunistycznej spółdzielczości powinna być jak najszybsza zmiana prawa w zakresie równouprawnienia posiadaczy lokatorskich praw do lokali i umożliwienia im dysponowania mieniem po spłaceniu kosztów budowy.
  7. Obecna dopuszczona prawem dyskryminacja obywateli posiadających lokatorskie tytuły do lokali rażąco narusza konstytucyjną zasadę równości oraz standardy państwa demokratycznego.
  8. Rady nadzorcze wyłaniane w niedemokratycznych wyborach w spółdzielniach-molochach aprobują poczynania prezesów ukierunkowane na systemowe eksploatowanie najuboższych grup mieszkańców i eksmitowanie dla korzyści z handlu lokalami, zysków z odsetek i kosztów zastępstwa procesowego.

 

Czego bronią Prezesi RN w SM?

Czego bronią Prezesi i RN w SM?

CZEGO  BRONIĄ  PREZESI   I   RADY NADZORCZE ?

 
 
Mówiąc wprost,  o pieniądze płynące szerokim strumieniem od spółdzielców. Jak szeroki to jest strumień?  Szeroki i potężny jak rzeka.
 
Rocznik statystyczny 2014 na stronie 333 TABL. 17 (233). Mieszkania wg statusu własności – stan w dniu 31 XII 2013 r. podaje:
  • w zasobach spółdzielni mieszkaniowych jest 2 249 000 lokali mieszkalnych,
  • łączna powierzchnia użytkowa mieszkań wynosi 111 522 000 m2.
  • Na podstawie otrzymanych zestawień opłat od spółdzielców z całej Polski – przy zastosowaniu metody wyrywkowej – ustalono, że:
    • najniższe opłaty   (eksploatacja, utrzymanie, media) za 1 m2    mieszkania wynoszą  6,75 zł;
    • najwyższe   13,68 zł: 
    • średnia =    10,22 zł/m2.
 
Dla wariantu ostrożnościowego można przyjąć:
 
  • 111 522 000 m2 (całkowita powierzchnia spółdzielczych lokali mieszkalnych) x 10,22 zł = 1 139 754 840 zł x 12 miesięcy = 13 677 058 080 zł (13,677 mld zł) – taka  właśnie kwota przepływa przez „ręce” prezesów z tytułu wnoszonych opłat przez mieszkańców spółdzielni mieszk.,
  • niech z tej astronomicznej kwoty 13 677 058 080 złotych  prezesi uszczkną    tylko 1   złotówkę z metra kwadratowego mieszkania,   to w skali całego kraju  wartość ta urasta do   111 000 000  złotych.
 
 Dla wariantu zbliżonego do rzeczywistości można oszacować:
  1. 111 522 000 m2 (całkowita powierzchnia spółdzielczych lokali mieszkalnych) + 22 300 000 m2 (przyjmując, że przeciętnie SM zarządza ok. 20% lokali wyodrębnionych) = 133 822 000 m2  x 10,22 zł (nadpłata) x 12 miesięcy = 16 411 930 080 zł (16,412 mld zł),
  2. garaże, miejsca postojowe i parkingi generują  przychód na poziomie 10% przychodu z mieszkań = 1,64 mld zł,
  3. lokale użytkowe generują przychód na poziomie 15%  ………….    = 2,46 mld zł,
  4. pożytki to ok. 3% przychodu z mieszkań     ………………………    = 0,492 mld zł,
  5. pozostała działalność gospodarcza to ok. 5% przychodu z mieszkań = 0,820 mld zł,
  6. przychody finansowe (np. od lokat) =  2% przychodu z mieszkań    = 0,328 mld zł,
  7. przychód z tytułu inwestycji (nowe lokale)                                       = 0,250 mld zł,
  8. termomodernizacja                                                                         = 3,28 mld zł
  •  RAZEM  16,412 +1,64 + 2,46  + 0,492 + 0,820 + 0.328 + 0.250 + 3.28 = 25 683 000 złotych.
 
Jeżeli weźmiemy pod uwagę ranking FORBES-a 100 największych w firm w Polsce to przy wariancie
1. spółdzielnie mieszkaniowe zajęłyby pozycję 12 , a przy wariancie 
2. pozycję    6.
 
Mówiąc wprost pierwsza 20,  czyli  czołówka w  takim  doborowym towarzystwie jak: PKN Orlen, PGNIG, Jeronimo Martins, PGE, Grupa Lotos, KGHM, PZU, PKO BP, FIAT Auto Poland, Orange Grupa, BP Europe, Tesco, PKP, Bank Pekao i Lidl Polska*   W  świetle  danych liczbowych Spółdzielczość Mieszkaniowa w Polsce ma się świetnie.
 
Znając kreatywność prezesów,  a należy przyjąć, że w tej dziedzinie są mistrzami,   tylko 10%  z tytułu zwyczajowego bakszyszu to „fundusz swobodnego wykorzystania – FSW” wyniósłby  2,5 mld zł w skali roku.  
Przy 3.600 spółdzielni mieszkaniowych** w Polsce  „fundusz swobodnego wykorzystania – FSW”, uśredniając na spółdzielnię wynosi   najskromniej  ok. 700 000 złotych.
 
I  pomyśleć,  że  spółdzielcy  niezmiennie są karmieni  propagandą  prezesów  jak  to  z  wysiłkiem  łączą  koniec z końcem, a  wredni  spółdzielcy  nie  chcą  zrozumieć  ich  zaangażowania i   ogromnego  wysiłku.  
Faktem jest,  iż  członkowie    nie  wiedzą,  że   to  dzięki  nim  a  dokładniej ” z   nich  ”  zgraja  cwaniaków  żyje   znakomicie.
 
Po   zapoznaniu  się   z  artykułem,   z  materiałami,  bilansem  spółdzielni,    oczywistym  się  staje   DLACZEGO  PREZESI   I   RADY NADZORCZE  BRONIĄ   STATUS  QUO  ! 
 
***************************************
 
Wg danych kilku różnych wywiadowni gospodarczych ( GUS nie podaje jeszcze tych danych, a KRS nimi się „nie chwali”), na wiosnę 2015r   Spółdzielni Mieszkaniowych  w Polsce pozostało  już  tylko   ok.  2.500 .   Nie  łudźcie  się,  jednak że ten średni fundusz swobodnego wykorzystania  „FSW”   będzie zmniejszony.

 

Reprywatyzacja w Warszawie

Reprywatyzacja w Warszawie

Warszawa reprywatyzuje również budynki wzniesione w PRLu.  Planowane jest  przekazanie wielu  budynków wraz z lokatorami  w  prywatne  ręce   tzw. właścicieli.    Lista  nie jest zamknięta.

– Nie można  zrozumieć, dlaczego  po  50-70 latach, na żądanie upominającego  się o dom, grunt państwo odbiera  miejsce bytu / mieszkanie ludziom,  oddając  je  KOMUŚ  KTO  SIĘ   PO  NIE  ZGŁOSIŁ  !!!     ZWRACA  MIENIE  JEDNYCH  POD  NAZWĄ  REPRYWATYZACJI  !!!!!  Bez  znaczenia, że  lokator  mieszkał  50   więcej lat,  odbudowywał  z ruin  Warszawę,  jego  rodzice  stracili  podczas okupacji  wszystko,  często   z  mieszkaniem.  Powracali  do  ruin  powojennej  Warszawy.

….Jeden   z  domów  do  oddania został wzniesiony w 1954 roku…   Niedawno działkę, na której stoi, przejął biznesmen znany ze skupywania praw do znacjonalizowanych nieruchomości. Wkrótce zostanie  „przekazany”  właścicielem budynku.  ??????

Do niedawna koszmar reprywatyzacji dotykał  lokatorów kamienic, które stały w Warszawie przed 1945 rokiem. Teraz, jak ustaliliśmy, w identycznej sytuacji są mieszkańcy kilkudziesięciu domów wybudowanych od zera w latach 50. lub 60.   Bez  znaczenia jest, że ich mury nie były nigdy w prywatnych rękach – kluczem jest grunt. Jeśli został odebrany bezprawnie przedwojennemu właścicielowi, miasto go zwraca.   Powojenny budynek – zarówno kilkurodzinny dom, jak i typowy PRL-owski blok – jest traktowany jako dodatek do działki,  super  bonus.  Urzędnicy wyceniają go i żądają od właścicieli dopłaty za dom zbudowany ze środków publicznych. Potem sprzedają go razem z mieszkańcami.

Zaczęło się w 2011 roku. Wtedy ratusz oddał za dopłatą pierwszą działkę z powojenną kamienicą w ścisłym centrum Warszawy. Lawina  ruszyła – od tamtej pory przybywa żądających zwrotu nieruchomości z powojennymi zabudowaniami, choć taka reprywatyzacja oznacza dodatkowe,  znaczące  koszty dla właścicieli.

– Im się to opłaca. Po wysiedleniu lokatorów i remoncie sprzedadzą mieszkania bardzo drogo, bo chodzi o świetne lokalizacje – tłumaczy jeden z prawników. – Ale to przedsięwzięcie długofalowe, raczej dla inwestorów, którzy mają duże możliwości finansowe.   To   niezwykle kreatywne  działania „specjalistów”.

W Warszawie takim kapitałem dysponują zwykle kupcy roszczeń, tacy jak np. nowy właściciel działki na Saskiej.

Podstawą stołecznej reprywatyzacji jest dekret Bieruta sprzed 70 lat. Zlikwidował prywatną własność gruntów w mieście, ale zawierał też obietnicę odzyskania majątku w odpowiednich sytuacjach. Przez lata PRL z ideologicznych powodów zwrotów odmawiano. Realizowane są od połowy lat 90.

Naczelna zasada dekretu to zwroty w naturze. Dziś praktyka pokazuje, że oddać można wszystko. Na liście zagrożonych zwrotami figuruje około 30 parków, ponad setka szkół, przedszkoli, są też gmachy administracji publicznej.           W przypadku kamienic ratusz przekazuje je razem z lokatorami. Ludzie, którzy wprowadzili się tam w latach 40-50,  chronieni komunalnym prawem, po reprywatyzacji przestają być kłopotem urzędników. W zwróconych kamienicach właściciele naliczają wyższe stawki – ci, którzy temu nie podołają, tracą lokum.  I  pod  most.

Powojenne domy również   do zwrotu.  Dziś na liście nieruchomości, o które już upomnieli się dawni właściciele, znajduje się blisko 2 tys. kamienic sprzed 1945 roku. Ratusz przyznaje, że w całym mieście zagrożonych reprywatyzacją jest nawet 19 tys. mieszkań.

Do tej listy dochodzą teraz także powojenne domy. W wielu wypadkach budowały je państwowe firmy jako mieszkania zakładowe dla pracowników. Po 1989 roku zostały one przekazane miastu.

– Zwrot w prywatne ręce budynków postawionych za publiczne pieniądze brzmi absurdalnie – komentuje Jarosław Jóźwiak (PO), wiceprezydent Warszawy. – Niestety, jeśli dawny właściciel udowodni, że stracił majątek bezprawnie, a tak działo się w większości przypadków, miasto staje się posiadaczem w złej wierze. Skoro zabudowało cudzą nieruchomość, musi ponieść konsekwencje.

Roszczenia reprywatyzacyjne obejmują już ponad 60 adresów z powojennymi budynkami. Ale nie jest to zamknięta lista, bo – co zawsze podkreśla stołeczny ratusz – przed wojną w prywatnych rękach był prawie cały obszar Warszawy. Dlatego w każdej chwili kolejna osoba może się upomnieć o własność odebraną po wojnie.

Lista budynków powstałych po 1945 roku na przedwojennych działkach, o których przejęcie starają się „dawni właściciele” gruntów, spadkobiercy lub kupcy roszczeń. Lista została przygotowana przez biuro gospodarki nieruchomościami. Na jej otrzymanie czekaliśmy kilka miesięcy.

 
Bielany 
Kasprowicza 33
Schroegera 89
Ochota 

Białobrzeska 55
Dunajecka 13a
Filtrowa 66
Nowogrodzka 76
Niemcewicza 25
Kopińska 4b
Częstochowska 3a
Mokotów 
Asfaltowa 16
Wiktorska 29
Kwiatowa 22
Gierymskiego 13
Czerska 26/28
Bałuckiego 23
Puławska 31
Narbutta 60
Madalińskiego 97
Madalińskiego 99
Madalińskiego 99a
Kazimierzowska 72

Rejtana 2
Rejtana 2a
Praga-Południe 
Byczyńska 37
Saska 58
Walecznych 61
Kwatery Głównej 11
Kinowa 4
Kinowa 6
Kinowa 8
Kinowa 10
Kinowa 12
Rozłucka 3
Walewska 2

Śródmieście 
Wilcza 6
Wilcza 62
Mazowiecka 12
Nowy Świat 63
Chmielna 2

Bartoszewicza 1b
Hoża 25
Krucza 6/14
Rynek Starego Miasta 12
Wspólna 63
Nowogrodzka 38
al. „Solidarności” 60a
Bednarska 6
Dobra 87
Lądowa 1/3
Bednarska 17/17a
Bednarska 19/19a
Szkolna 5
Krakowskie Przedmieście 6
Krakowskie Przedmieście 27
Krakowskie Przedmieście 81
Krakowskie Przedmieście 83
Krakowskie Przedmieście 85
Krakowskie Przedmieście 87/89
Senatorska 1/3
Senatorska 5
Senatorska 7
Senatorska 9
Wola 
Górczewska 11

Żoliborz 
Lisa-Kuli 6

 

Opłata za wieczyste

Opłata za wieczyste

SERWIS21 14 stycznia 2016

Posłowie odrzucili projekt podwyższenia kwoty wolnej od podatku

14 stycznia Sejmowa Komisja Petycji odrzuciła jednogłośnie petycję – projekt ustawy Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE ws. zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, polegającym m.in. na podwyższenie kwoty wolnej od podatku w ciągu 3 lat do 8, 10 i 13 tys. zł przy równoczesnym obniżeniu progu od którego naliczono 32% podatku.

Projektowi zarzucono brak wskazania źródeł finansowania, obniżenie kwoty wolnej od podatku obniży przychody budżetu państwa ale także w dużej mierze tzw. samorządów. Przedstawiciela Ministerstwa Finansów wnosiła o odrzucenie powołując się, że przecież jest projekt prezydencki (ale zakłada on jedynie podwyższenie do 8 tys. zł). Nie zawahała się dokonać skandalicznej manipulacji, twierdząc iż osoby bogate skorzystają z kwoty wolnej także przy obniżeniu progu 32% do 79.200 zł. Tymczasem osoby bogatsze nie skorzystają na podwyższeniu kwoty wolnej, bo jest ono skompensowane wyższym podatkiem od niższego progu. Jednak tej manipulacji jak i innym tezom artykułowanym w trakcie dyskusji, przedstawiciel Stowarzyszenia nie mógł oponować, bo Sejmowa Komisja Petycji odmawia zapraszania autorów petycji.

Gdyby rządowi i posłom rzeczywiście zależało na podwyższenie kwoty wolnej od podatku, to przedstawiliby opinię do Komisji Finansów, zaproponowaliby poprawkę do projektu prezydenckiego lub skierowaliby projekt stowarzyszenia do dalszych prac. Nic takiego nie miało miejsca. Podwyższenie kwoty wolnej od podatku musi poczekać, prawdopodobnie do 2017 roku.

14 stycznia Sejmowa Komisja Petycji zajmowała się projektem ustawy Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE ws. zmiany ustawy o gospodarce nieruchomościami (oczywiście bez zaproszenia przedstawiciela stowarzyszenia).

Zgodnie z projektem nastąpiłoby zmniejszenie stawek opłat rocznych użytkowania wieczystego (do 0,3 i 1%) przy równoczesnym likwidacji bonifikat i procedury w SKO, a także unieważnienie podwyżek dotkniętych wadami formalnymi (np. wydanie przez niewłaściwy organ, brak wskazania określonych pełnomocnictw itd). Przeciwko projektowi wystąpił przedstawicielka rządu, która niby dostrzega problem, ale sprzeciwiała się praktycznie każdej z propozycji Stowarzyszenia. Przedstawiciela Związku Powiatów Polskich oburzało sformułowania w petycji o „haraczu” i biurokracji”. Biuro Analiz Sejmowych także wypowiedziało się przeciwko procedowaniu projektu. W trakcie dyskusji, posłowie zgadzali się, że istnieje poważny problem drakońskich podwyżek, jednakże wobec stanowiska BAS i rządu, nikt (także z opozycji) nie zdecydował się na zaproponowanie skierowania projektu do dalszych prac.

W rezultacie projekt przepadł, rząd deklaruje prace, czyli tak naprawdę będzie przewlekał sprawę, posłowie zaś – deklarują szczytne kwestie, ale na tym kończą swoje zaangażowanie. Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE jednak deklaruje iż sprawy nie odpuści, a zatem możemy się spodziewać kolejnych działań w celu obalenia haraczu opłat wieczystego

Źródło: SERWIS21