Roman Ciepiela – najgorszy prezydent miasta w historii Tarnowa

Dlaczego Ciepiela nie powinien być prezydentem Tarnowa?

Gdy na wrześniowej sesji Rady Miejskiej w Tarnowie (2021) okazało się, ze niemal wszystkie najważniejsze projekty uchwał (głównie dotyczące podwyżek), zgłoszone przez prezydenta miasta, Romana Ciepielę, przepadły, (a w jednym przypadku żaden z radnych nie zagłosował za pomysłem Ciepieli), stało się jasne, że popiera go już chyba tylko własna żona i Rafał Trzaskowski, który widzi w nim swego człowieka w Tarnowie….

Wywiad – Czy owca byłaby lepszym prezydentem:

 

https://www.youtube.com/watch?v=OTptKNoxCEM

„Pszczelarz” to nie brzmi dumnie….

Gdy w połowie lat 90-tych nikomu nie znany, rolnik z wykształcenia,  Roman Ciepiela został po raz pierwszy prezydentem drugiego po względem wielkości miasta w Małopolsce, przypomniały o nim sobie jego byłe nauczycielki, wyrażając obawy o losy Tarnowa, jako że Romek nie wyróżniał się nigdy dobrymi wynikami w nauce.

Pewną wskazówką, dotyczącą możliwości intelektualnych Romana, była decyzja wyboru studiów na krakowskiej Akademii Rolniczej. Mimo, że Ciepiela uczył się w 70-tych latach w bardzo dobrym III Liceum Ogólnokształcącym w Tarnowie, którego absolwenci kończyli wówczas takie kierunki studiów, jak medycyna, matematyka, elektronika czy prawo, wybrał Akademię Rolniczą. Dużo o studencie Romku (zwłaszcza jego specjalizacji) mówi jego praca magisterska. Ciepieli nie można więc postrzegać jako orła intelektu.

Mimo, ze po 1989 Roman prezentował się jako dzielny wojownik Komitetu Obywatelskiego, nic nie wskazuje na to, by jako student angażował się w jakąś działalność antykomunistyczną.

Wychowywał się w domu szewca, który – jako tzw. „prywaciarz” – był w stanie zapewnić rodzinie dość wysoki (jak na warunki PRL-owskie) standard życia. I to chyba wywarło znaczny wpływ na postawę Romka w czasach komuny i na jego charakter (okazywał się wyjątkowym materialistą, o czym będzie jeszcze mowa później).

Zanim wszedł na lokalną scenę polityczną był szefem Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej (stąd jego późniejsza ksywa „Pszczelarz”), co jest faktem starannie pomijanym w jego oficjalnym CV  (zmarły niedawno starszy brat Romka, Ryszard  był przewodniczącym Rady Nadzorczej Tarnowskiej Spółdzielni Ogrodniczej).

Kariera tarnowskiego Dyzmy

Gdy pod koniec 1994 roku koledzy samorządowi Ciepieli, którzy tak naprawdę rządzili wówczas Tarnowem (Gwidon Wójcik, Jerzy Hebda czy Zdzisław Janik) postanowili usunąć z urzędu prezydenta miasta innego swego kolegę Mieczysława Bienia, który okazał się zbyt krnąbrny i samodzielny w swych decyzjach, przed „Pszczelarzem” Ciepielą otworzyły się szeroko drzwi kariery politycznej. Był idealnym następcą Bienia, jako wyjątkowo przeciętny, mało znaczący, posłuszny. Nadawał się na swego rodzaju „marionetkę”, wykonującą rozkazy grupy trzymającej faktyczną władzę w Tarnowie.

Z czasem „Pszczelarz” zaczął się jednak usamodzielniać i zyskiwać pewność siebie. Złośliwi mówili, iż coraz lepiej przemawiał dzięki prywatnym lekcjom, udzielanym mu przez żonę – nauczycielkę. Prezydentem był jednak marnym i to właśnie za czasów jego pierwszej kadencji (1995-1998) rozpoczął się systematyczny upadek Tarnowa. Jego prezydentura była tak słaba, że nie miał szans na reelekcję, patrz np.:

Wydawało się, że to koniec politycznej kariery Ciepieli, zwłaszcza, że ze sceny zaczął go skutecznie spychać wszechmocny wówczas Aleksander Grad. Romek jednak – choć nie błyszczy inteligencją – posiada inne bardzo pomocne w polityce cechy – jest sprytny i bezwzględny. To pozwoliło mu wkrótce zostać wicemarszałkiem województwa małopolskiego. Jednak także i na tym stanowisku się nie sprawdził. Nawet na swoim terenie  nie był w stanie doprowadzić do remontu najgorszej w tej części Europy,  wojewódzkiej drogi z Lisiej Góry w stronę Mielca,  patrz tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=Nm3ty1Q2tjY

Dlaczego Ciepiela wygrał wybory w 2014 i 2018?

W jednym z sondaży przeprowadzonych w Polsce kilkanaście lat temu, w którym pytano, kto jest najwybitniejszym Polakiem XX. wieku, nie wygrał ani św. Jan Paweł II, ani Piłsudski, lecz … Edward Gierek. Niedawno w tarnowskim okręgu wyborczym do Sejmu wybrano 23-letniego magazyniera spod Wieliczki, mimo, że był „ukryty” w środku listy wyborczej i nie wydrukował ani jednej ulotki, ani jednego plakatu, tylko dlatego, że nazywał się Ziobro (nawiasem mówiąc nie jest krewnym „tego” Ziobry).

Wyborcy mają krótka pamięć i bardzo często rozumują w sposób irracjonalny. Także kilkanaście lat temu jeden z wyborców tarnowskich przyznał, że głosował na pewnego  kandydata na prezydenta miasta, gdyż ten „ładnie śpiewał godzinki”.

Po kilku latach nieobecności Ciepieli w Tarnowie, mieszkańcom wydało się, że wicemarszałek województwa, rzekomo „nowy, rozsądny” człowiek będzie dobrym włodarzem.

Ciepiela, choć nie był także i w latach 2014-2018 dobrym prezydentem, miał świetne alibi, które tarnowianie przyjęli jako faktyczną przyczynę dalszego upadku swego miasta. Roman  mógł bowiem ogłosić, że nie może nic zrobić, gdyż przeszkadza mu niekonstruktywna większość, jaką miało PiS w Radzie Miejskiej. Poniekąd miał racje, gdyż radni Prawa i Sprawiedliwości sprawiali wrażenie rzeczywiście mało konstruktywnej opozycji, która cały czas próbuje prezydentowi podkładać nogę.

Jako że sytuację tę dość precyzyjnie i szyderczo opisywał wówczas miesięcznik „Zjednoczeni dla Tarnowa”, który docierał regularnie do skrzynek pocztowych wszystkich tarnowian, było wysoce prawdopodobne, że PiS przegra kolejne wybory, tym bardziej, iż pierwotny kandydat na prezydenta tej partii – Janusz Gładysz nieoczekiwanie zrezygnował z kandydowania i PiS był zmuszony wystawić w ostatniej chwili Kazimierza Koprowskiego, który już raz przegrał z Ciepielą.

Okoliczności były więc bardzo korzystne dla „Pszczelarza” i bez trudu został po raz kolejny – na nieszczęście Tarnowa, jak się później okazało – prezydentem miasta.

Czy dżuma jest mniej szkodliwa od cholery?

Wielu wyborców głosowało na Ciepielę, wybierając mniejsze zło, czyli uznając, że dżuma jest mniejszym złem niż cholera. Ciepiela miał i tym razem sporo szczęścia.

Była także grupa ludzi, którzy kierowali się jeszcze czymś innym, popierając w 2018 Ciepielę. Liczyli na to, że jeśli w Radzie Miejskiej większość stanowić będą rozsądni ludzie, to nie tylko powstrzymają Ciepielę przed popełnianiem błędów, ale – zgodnie zresztą z Ustawą o samorządzie gminnym – wyznaczać będą właściwy kierunek działania tarnowskiego samorządu, który będzie sprzyjał rozwojowi miasta. Mówiąc w skrócie, będą skutecznie trzymać „Pszczelarza” za gardło.

Okazało się jednak szybko, że w Radzie Miejskiej nie ma woli trzymania za gardło Ciepieli i ten może robić co chce, pogrążając miasto w chaosie. Znaczący radni Platformy Obywatelskiej są tak bardzo uzależnieni od prezydenta, iż nie odważają się go krytykować.

Szef klubu KO Zbigniew Kajpus jest dyrektorem w komunalnej spółce MPK, inny radny Marian Wardzała jest ojcem Roberta (szefa tarnowskiej PO) – prezesa Tarnowskiego Klastera Przemysłowego. Klub Nasze Miasto Tarnów stracił najlepszego radnego Tomasza Olszówkę, który widząc tarnowską katastrofę samorządową, zdezerterował, oddając mandat radnego. Radni PiS są zainteresowani zajmowaniem stanowisk albo prezesów w państwowych instytucjach, albo wojewodów czy posłów etc, a nie punktowaniem Ciepieli.

Pewnym kuriozum jest, że wniosek o obniżenie wynagrodzenia prezydenta Ciepieli podpisało tylko dwóch radnych – niezależny Marek Ciesielczyk i radny PiS Dawid Solak. Pozostali radni uznali, że Ciepieli należy się najwyższe możliwe wynagrodzenie! Mimo, że najwierniejszy pretorianin Ciepieli – przewodniczący Rady Miejskiej Jakub Kwaśny – obnosi się ze znajomością z Janem Hartmanem, znanym z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat kazirodztwa, radni PiS – choć wiedzą, że w Radzie jest większość, która mogłaby odwołać sojusznika Ciepieli – nie chcą złożyć wniosku o odwołanie Kwaśnego. Nikt nie wie dlaczego? 

Choć Ciepiela nie uzyskał trzy razy z rzędu wotum zaufania w tej kadencji, radni PiS nie chcą także skorzystać z przysługującego im ustawowo prawa do złożenia wniosku o przeprowadzenie w Tarnowie referendum w sprawie odwołania Ciepieli przed upływem kadencji. Ostatnio za wotum zaufania głosowało tylko 7 (na 25!) radnych: Kwaśny, Żmuda (Nasze Miasto Tarnów), Stepek, Janas (Nowoczesna), Kajpus, Światłowski, Wardzała (PO).

Dlatego niedawno grupa mieszkańców Tarnowa postanowiła doprowadzić do takiego referendum, zbierając podpisy wśród tarnowian, patrz:

https://www.tarnowska.tv/wiadomosci/10056,czy-dojdzie-w-tarnowie-do-referendum-radny-ciesielczyk-chce-odwolac-prezydenta-miasta

Nie można wykluczyć, iż referendum to dotyczyć będzie nie tylko odwołania prezydenta Ciepieli, ale także całej Rady Miejskiej w Tarnowie, gdyż radni poprzez swoją impotencję są współodpowiedzialni za działania Ciepieli, prowadzące Tarnów do upadku.

 

Dlaczego Ciepiela jest najgorszym w historii Tarnowa prezydentem?

Przeprowadzone niedawno przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie badania wykazały, iż na liście rankingowej 66 miast polskich na prawach powiatu Tarnów zajmuje dopiero 60. Pozycję. Pod uwagę naukowcy z UE brali nie tylko wskaźniki czysto ekonomiczne, ale także społeczne. Tak niska pozycja Tarnowa dowodzi precyzyjnie, iż miasto jest fatalnie zarządzane.

Wśród ok. pół tysiąca zatrudnionych przez Ciepielę pracowników w Urzędzie Miasta co dziesiąty to dyrektor lub wicedyrektor z astronomiczną – jak na tarnowskie warunki – pensją. Czy ktoś słyszał o armii, w której co dziesiąty żołnierz to generał? By pokryć potężne wydatki na biurokrację, Ciepiela systematycznie próbuje namawiać radnych do podwyżek miejskich opłat.

Zadłużenie miasta jest już tak duże, iż na każdego mieszkańca (włącznie z noworodkami) przypada ok. 5.000 zł do spłacenia.

Ciepiela uczynił z urzędu miasta i spółek komunalnych swego rodzaju partyjno-towarzyskie ranczo. Szefem jednego z wydziałów UM uczynił prominentnego działacza Platformy Obywatelskiej, prezesem Klastera jest szef tarnowskiej PO, równocześnie prezesem dwóch spółek miejskich (z podwójną pensją) jest były poseł PO, inny działacz PO został prezesem MZB (przez pewien czas był równocześnie prezesem MPEC). Niedługo zostanie opublikowana książka telefoniczna pracowników Urzędu Miasta w porządku alfabetycznym. Mieszkańcy Tarnowa będą mogli zobaczyć, ile nazwisk się powtarza. Ile zarabiają notable miejscy, można zobaczyć tutaj:

https://niepoprawni.pl/niepoprawni2/blog/marek-ciesielczyk/czy-zarabiasz-tyle-co-ci-urzednicy-w-tarnowie-0

Coraz mniejsze jest grono osób, które są w stanie zaakceptować irracjonalny Ciepielowy sposób zarządzania miastem. Ze stanowisk prezesów miejskich spółek zrezygnowali lub zostali – w praktyce – zmuszeni do rezygnacji np. kolejny szef Zespołu Przychodni Specjalistycznych przy ul. Curie-Skłodowskiej, MPEC czy MPK.

Niedawno doszło do bardzo ciekawej wymiany „zawodników”. W  Zakładzie Unieszkodliwiania Odpadów w Ostrowcu Świętokrzyskim w organie nadzorczym zasiadł sam  Roman Ciepiela, zaś w tarnowskim MPEC do Rady Nadzorczej powołany został prezydent Ostrowca Świętokrzyskiego, Jarosław Górczyński. Łączy ich słabość do PO (sic!). Grunt to rodzinka…..polityczna.

Gdyby ktoś spytał, co jest największą wadą Ciepieli, na pewno należałoby odpowiedzieć – brak dialogu, brak konsultacji oraz równoczesny brak pomysłów na rozwój miasta. Gdy Ciepiela uciekał z Platformy Obywatelskiej, nie powiadomił o tym nawet najbliższych współpracowników z PO! Ludwik XIV zwykł mawiać „Państwo to ja”, Roman „Pszczelarz” Ciepiela w każdym swym ruchu zdaje się przekonywać „Tarnów to ja” lub „Samorząd to ja”.

Więcej na temat niekompetencji Romana Ciepieli można przeczytać tutaj:

www.ZjednoczeniDlaTarnowa.pl

Roman Ciepiela choć osiągnął już wiek emerytalny, przeszedł dwa udary i covid, jak widać szuka dodatkowych źródeł dochodu. Być może wynika to ze wspomnianego na wstępie, wyniesionego być może z domu (?) stosunku do dóbr materialnych?

Dlatego zapewne Ciepiela przygotowuje już teraz grunt do tego, by jego dochody nie zmalały po roku 2023, to jest po wyborach samorządowych (które mogą zostać przesunięte na wiosnę roku 2024?).

„Pszczelarz” doskonale zdaje sobie sprawę, iż jego notowania w Platformie Obywatelskiej znacznie spadły po tym,  jak uciekł z PO bezpośrednio po porażce wyborczej tej partii. Dlatego zapewne próbuje teraz zaprzyjaźnić się z Trzaskowskim, a ostatnio nawet z Hołownią, licząc na to być może, iż ci wymuszą na PO nominacje Ciepieli na kandydata na prezydenta Tarnowa w kolejnych wyborach, gdy dojdzie do stworzenia dużej koalicji, a sama tarnowska PO nie będzie miała żadnego dobrego kandydata?

Również z powodu takiego zagrożenia dla Tarnowa, należy obnażać niekompetencję Ciepieli jako prezydenta i spróbować go odwołać jeszcze przed upływem tej kadencji w drodze referendum.

Marek Ciesielczyk

Autor jest doktorem politologii Uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium, wykładowcą politologii University of Illinois w Chicago, pracownikiem naukowym Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn, Fellow w European University Institute we Florencji, radnym Rady Miejskiej w Tarnowie jest już piąta kadencję 

Kontakt: dr.ciesielczyk@gmail.com   ,   tel. 601 255 849     

Tarnów, 11 września 2021

Czy najgorszy w historii Tarnowa prezydent Roman Ciepiela zostanie odwołany w drodze referendum?

Wszystko wskazuje na to, że po Łodzi, kolejnym polskim miastem, w którym mieszkańcy (a nie partie polityczne) spróbują zorganizować referendum w sprawie odwołania włodarza, będzie 100-tysięczny Tarnów w Małopolsce.
 
 
 
Jeden z tarnowskich radnych, Marek Ciesielczyk, który jest równocześnie Przewodniczącym Antypartii, ogłosił, iż w przyszłym tygodniu zaczyna się tworzyć Tarnowski Komitet Referendalny, który rozpocznie akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania – jak twierdzi Ciesielczyk – “najgorszego w historii miasta prezydenta” – Romana Ciepieli. Referendum zaplanowano na marzec-kwiecień przyszłego roku ze względu na niepewną sytuację, związaną z ewentualnymi obostrzeniami jesienią tego roku.
 
Argumenty przemawiające za słusznością tej akcji zaprezentowane zostały na portalu
 
Poniżej link do wywiadu z dr. Markiem Ciesielczykiem w lokalnym portalu “Kurier Tarnowski” –  “Radny Ciesielczyk miażdży prezydenta Ciepielę”.
 
W wywiadzie radny porusza m.in. takie tematy, jak:
– czy owca byłaby lepszym prezydentem?
– czym się różnią małpy od ludzi?
– dlaczego w Tarnowie nie ma PiS-u?
– dlaczego opłaca się zaprzyjaźnić z żoną prezydenta?
– czy Ciepiela stworzył swój “Caritas” dla kolegów z PO?
– kto wygra wybory za dwa lata?
 
Patrz:

Astronomiczne podwyżki wynagrodzenia posłów i ministrów to w tej chwili policzek dla Polaków – uważa Antypartia


Parlamentarzysta powinien otrzymywać średnią krajową

 

Antypartia (www.antypartia.org) stanowczo protestuje przeciwko wprowadzonym wczoraj podstępnie (tylnymi drzwiami), bo poprzez rozporządzenie Prezydenta Andrzeja Dudy, a nie stosowną ustawę sejmową, podwyżkom dla polityków.

Jak przyznał sam szef klubu parlamentarnego PiS, Ryszard Terlecki, zdecydowano się na ten krok właśnie teraz, w czasie wakacji i w takiej właśnie prezydenckiej, a nie sejmowej formie, by zminimalizować zainteresowanie społeczne i krytykę tej decyzji, co jest dodatkowym powodem naszego oburzenia.

Rządzący nie mają odwagi, by z podniesioną przyłbicą zakomunikować obywatelom o wielotysięcznych podwyżkach dla członków nowej nomenklatury. Pamiętać musimy, iż pod względem wynagrodzenia netto Polacy wyprzedzają po 30 latach przemian zaledwie 5 państw europejskich (np. Bułgarię czy Rumunię)!

Dotychczas wynagrodzenie wiceministrów wynosiło nieco ponad 10 tysięcy złotych miesięcznie, zaś posłów i senatorów –  nieco ponad 8 tysięcy złotych. Formalnie wskutek wydania rozporządzenia Prezydenta RP wczoraj, a faktycznie w wyniku decyzji partii rządzącej PiS, wiceministrowie ci będą teraz zarabiać miesięcznie o 6 tysięcy złotych więcej niż dotychczas – czyli 16 tysięcy złotych, zaś parlamentarzyści – o prawie 5 tysięcy złotych więcej – czyli miesięcznie 13 tysięcy złotych. Poza tym wzrosną parlamentarne diety o kolejne 1,5 tysiąca złotych, a więc poseł i senator zamiast dotychczasowych 2,5 tysiąca złotych otrzymywać będzie dodatkowo dietę w wysokości ok. 4 tysięcy złotych.

Oznacza to, że parlamentarzyści otrzymywać będą w sumie ok. 17 tysięcy złotych miesięcznie. W wyniku rozporządzenia prezydenta Dudy marszałkowie Sejmu i Senatu będą teraz otrzymywać miesięcznie aż o 9 tysięcy złotych więcej!

Podatnicy polscy – tylko na utrzymanie parlamentarzystów – płacić teraz będą zatem rocznie o 30 milionów złotych więcej niż dotychczas.

Jak się dowiadujemy, wzrost wynagrodzeń parlamentarzystów miał obiecać już w połowie czerwca sam Jarosław Kaczyński na zamkniętym posiedzeniu klubu PiS w Przysusze.

Antypartia – zgodnie z Ustawą z dnia 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (Dz.U. z 2018 r. poz. 2120) – stworzy wkrótce komitet inicjatywy ustawodawczej, by wystąpić z obywatelską inicjatywą ustawodawczą i wnieść stosowny projekt takiej ustawy do Sejmu, uzależniającej wynagrodzenie parlamentarzystów od średniego wynagrodzenia w Polsce, które dziś wynosi ok. 5 tysięcy złotych.

Jeśli w Sejmie znajdzie się grupa uczciwych i odważnych posłów, apelujemy, by już teraz złożyła ona projekt ustawy, który obniży wynagrodzenie parlamentarzystów z obecnych 13 tysięcy złotych do średniej krajowej, tj. do 5 tysięcy złotych, by wiedzieli oni, jak faktycznie żyje się w Polsce w tej chwili.

Antypartia  – tel. 601 255 849

31 lipca 2021

Wariograf dla posłów, sędziów i prokuratorów 

Antypartia rozważa przyjęcie do swego programu wyborczego obowiązkowych testów na prawdomówność dla kandydatów do parlamentu, sądu i prokuratury

 

Na spotkaniu Antypartii w Toruniu 24 lipca 2021 grupa działaczy Ruchu Kontroli Wyborów zaproponowała, by wprowadzić do jej programu nałożenie na wszystkich kandydatów do parlamentu oraz na sędziów i prokuratorów obowiązku poddania się wariograficznym badaniom na prawdomówność.

Działacze ci skierowali już rok temu do Prezydenta RP, Andrzeja Dudy, petycję, w której czytamy m.in.:

„ Stowarzyszenie RKW – Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy, mając na względzie dotychczasową całkowitą klęskę tzw. walki z korupcją wśród sprawujących władzę, występuje z odezwą wzywającą do wprowadzenia ustawowej, obowiązkowej zasady weryfikacji wariograficznej osób kandydujących i pełniących wysokie stanowiska w Polsce….

Docelowo badaniu podlegaliby wszyscy piastujący publiczne stanowiska: prezydenta RP, premiera, ministrów, posłów, senatorów, prezydentów czy burmistrzów miast, prezesów spółek skarbu państwa, pracowników urzędów skarbowych, władz lokalnych itp….

Koszt jednego badania to tylko ok. 100 zł. Proponujemy, by w pierwszej kolejności, zanim powstanie ustawa antykorupcyjna, zastosować taką weryfikację antykorupcyjną wobec wszystkich polskich sędziów…. W takim badaniu powinno być weryfikowane oświadczenie sędziowskie mówiące o tym, iż:

– nie są oni i nigdy nie byli tajnymi i świadomymi agentami obcych czy rodzimych służb,

– jako sędziowie nigdy nie otrzymywali jakichkolwiek korzyści za podjęcie jakiejś decyzji,

– nie są i nie byli szantażowani,

– nie są osobami uzależnionymi od alkoholu czy narkotyków,

– nie są osobami w jakikolwiek sposób powiązani i nie utrzymują kontaktów ze światem przestępczym, mafijnym czy masońskim itp….

Gdyby wprowadzono obowiązkowy i sprawny system kontroli uczciwości, jakim jest badanie na wariografie, wówczas wcześniej wiedzielibyśmy, kto z nich kłamie. Ustawa zawierałaby odpowiednie zapisy prawne umożliwiające natychmiastowe odsunięcie ze stanowisk wszystkich nieuczciwych i skorumpowanych ludzi….

Skoro istnieje wiarygodna i niedroga możliwość skutecznej kontroli, znana od lat i udoskonalona, to należy po prostu z niej skorzystać, aby skończyć z udawaniem, że państwo walczy z korupcją…..

W polskich sądach wyniki badań na wariografie są brane pod uwagę, jeśli są jednym z różnych dowodów i są dobrowolne… (art.192a kpk)…. Badanie na certyfikowanym, nowoczesnym wariografie jest wiarygodne dla ponad 98,5% badanych. Istnieje statystyczna grupa osób do 1,5% badanych, których nie powinno się badać, gdyż wyniki będą wykluczać odczytywaną logiczność emocjonalną ze względu na przyjmowane przez nich lekarstwa. To chyba jedyny ujemny, ale niewielki koszt społeczny proponowanego wariograficznego systemu kontroli.

Uważamy, że konieczne jest wprowadzenie ustawy regulującej zagadnienie walki z korupcją przy pomocy badań wariograficznych, która powinna wziąć pod uwagę m.in.:

– Określenie podmiotu do przeprowadzenia weryfikacji, tak aby był on w pełni wiarygodny, odporny na korupcję i transparentny (obecne firmy / instytuty raczej się do tego nie nadają).

– Natychmiastową utratę stanowisk i dożywotni zakaz piastowania funkcji państwowych przez osoby, którym wykazano kłamstwo lub celowe zamazywanie obrazu badania na wariografie.

– Wykluczenie możliwości kandydowania na określone stanowiska publiczne i państwowe osób, które nie poddadzą się badaniom lub nie mogą się poddać badaniom na wiarygodność.

– Opracowanie systemu badań wariograficznych i kontroli ich wiarygodności (w tym kontroli społecznej) tak, by nie było najmniejszych możliwości ich fałszowania.

– Ustalenie zakresu i częstotliwości badań oraz wskazanie środków na ich finansowanie….”

Wprowadzenie do programu wyborczego Antypartii zaproponowanego przez RKW rozwiązania byłoby dobrym uzupełnieniem już istniejących w nim punktów, tj. obowiązku składania przez kandydatów Antypartii do parlamentu i rad gmin przyrzeczenia publicznego według art. 919 kodeksu cywilnego, które zmusiłoby przyszłego posła czy radnego do wypłacenia każdemu wyborcy w danym okręgu 1.000 zł w przypadku, gdyby nie zagłosował on za tym, co obiecał w kampanii przedwyborczej czy też innej propozycji Antypartii, by można było w czasie kadencji odwołać nieuczciwego posła w drodze referendum.

Patrz także:

https://youtu.be/Qm5RTh1SMBw

 

Marek Ciesielczyk – Krzysztof Hollender – 2:0 – Ponowna przegrana w sądzie b. „etatowego” pełnomocnika wyborczego

Dzisiaj, 22 czerwca 2021 roku b. reprezentant / pełnomocnik m.in. ruchu Kukiza czy Bezpartyjnych Samorządowców w Małopolsce, Krzysztof Hollender (używający wcześniej nazwiska Holender)  z Gorlic przegrał po raz kolejny sprawę, tym razem przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu, który uznał, iż Marek Ciesielczyk nie naruszył jego dóbr osobistych, publikując dokumenty z IPN na temat kontaktów Hollendera (Holendera) z SB w czasach PRL oraz treść oskarżeń, które skierował wobec pełnomocnika Bezpartyjnych Samorządowców prokurator IPN, a także terść wyroków sądowych w sprawie lustracyjnej Hollendera, którego SB zarejestrowała jako KO „Lotnik” (patrz sygnatura akt i dzisiejszy wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu nr I C 842 / 20).

Marek Jurek, Krzysztof Hollender i Paweł Kukiz, fot. FB

Krzysztof Hollender (wcześniej Holender) z Gorlic zawsze starał się pozować na wielkiego, prawicowego, antysystemowego patriotę. Gdy zaczęła działać Prawica Rzeczypospolitej, był jednym z istotnych jej działaczy. Gdy powstał ruch Kukiza stał się jego „mężem zaufania”. Gdy w wyborach do PE wzięła udział Polska Fair Play Gwiazdowskiego był w gronie jego  współpracowników. W lecie 2019 przedstawiał się jako „pełnomocnik Bezpartyjnych Samorządowców na Małopolskę”.

Wówczas dokumenty z IPN na temat Hollendera oraz akta z jego sprawy lustracyjnej  opublikował niżej podpisany, patrz np. artykuły:

Krzysztof Hollender vel Holender – zarejestrowany przez SB jako KO „LOTNIK”, dziś pełnomocnik „Bezpartyjnych Samorządowców”

 

oraz:

https://marekciesielczyk.neon24.pl/post/149907,czy-mozna-bylo-byc-wspolpracownikiem-sb-na-80

Hollender najpierw skierował pozew przeciw autorowi tych tekstów do Sądu Okręgowego w Tarnowie, a gdy ten umorzył sprawę, Hollender ponowił próbę –  tym razem oskarżył autora artykułów o naruszenie dóbr osobistych przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu, licząc zapewne na jego większą przychylność.

Okazało się jednak, iż także sąd nowosądecki uznał, iż Marek Ciesielczyk miał prawo – jako politolog i historyk – ujawnić dokumenty z IPN, obrazujące kontakty Hollendera z SB w czasach PRL oraz opublikować treść zarzutów prokuratora IPN i wyroki sądów w tej sprawie lustracyjnej (patrz wyrok z 22 czerwca 2021, sygn. akt I C 842 / 20).

Sąd uznał, iż Hollender jako osoba publiczna, pełnomocnik licznych komitetów wyborczych (ostatnio Kukiza i Bezpartyjnych Samorządowców0 oraz kandydat w wyborach, musi się liczyć z krytyką i ujawnianiem jego działań z przeszłości.

Krzysztof Hollender zapowiada teraz, iż ponownie będzie pełnomocnikiem wyborczym Bezpartyjnych Samorządowców w Małopolsce.

Prawo jest najważniejsze !?

Prawo jest najważniejsze !?

Czy jakiekolwiek prawo jest nam potrzebne? Raczej retoryczne pytanie. Jesteśmy opisani, ograniczeni mnóstwem praw, przepisów, norm, obowiązków, przywilejów. O wielu nie mamy pojęcia, że nas obowiązują.

Najprostszy jego podział to prawo pisane oraz normy, zasady zwyczajowe nie pisane.

Największą bolączką wielu organizacji i państw jest rozmijanie się zapisów prawa a jego egzekwowaniem. W Polsce brak jest kultury egzekwowania prawa. Jeszcze gorszym elementem funkcjonowania jednostki jest stosowanie wobec niej, tylko wybranych zapisów prawa, a jeszcze większym problemem jest to, że będący władzą, lub będąc silniejszą stroną, stosują jego interpretowanie przeciwko jednostce.

Większość sądzi, że tylko całkowita wymiana pracowników wymiaru (nie)sprawiedliwości, całkowita zmiana obecnie obowiązującego prawa pozwoli na normalność w tym obszarze funkcjonowania polskiego społeczeństwa.

Wielu twierdzi wystarczy np. zmienić Konstytucję, powrócić do Konstytucji z 1924 roku, wystarczy to czy owo zmienić już Polska będzie krainą miodem i mlekiem płynącą.

Tylko nie zacznie myślenia kto i kiedy może to zrobić. Od czego trzeba zacząć by móc ten pomysł zrealizować?

Jak jeden akt prawny jest powiązany z innymi?

Co i gdzie trzeba pozmieniać, by ten jeden akt wprowadził pozytywne skutki dla całego społeczeństwa.

Jeżeli mamy pomysł co zmienić, żeby było lepiej to kolejnym krokiem powinno być w jaki sposób i kto to może zrobić.

Planowanie działań powinno się zacząć jak i kogo i gdzie wprowadzić by cel końcowy móc zrealizować. Wtedy jest szansa na sukces w postaci zmian społecznych odczuwalnych przez większość jako pozytywne.

Czy umiemy tak działać?

Z poważaniem

Jan Szymański

 

Jak się bronić przed agenturą?

Jak zniszczyć pozaparlamentarny ruch antysystemowy?

Od kilkuset lat służby specjalne w różnych krajach stosują podobne metody, by ograniczyć lub zniszczyć tych, którzy – niezadowoleni z aktualnych rządów – próbują zmienić sytuację w swoim państwie. Tak też funkcjonował aparat tzw. „bezpieczeństwa” w PRL-u i w podobny sposób działają – niestety – służby specjalne w Polsce po roku 1989.

Nieświadomi multiplikatorzy i użyteczni idioci

Carska Ochrana sama organizowała „podziemne” drukarnie, w których zgromadzeni tam dysydenci publikowali antyrządowe ulotki, nie mając pojęcia, iż wszystko to działo się pod kontrolą agentów cara. W ten sposób Ochrana wiedziała, kto działa przeciw władzy, jakie ma poglądy, co zamierza. W odpowiednim momencie aresztowała wszystkich dysydentów. Podobnie funkcjonowały kolejne rosyjskie i sowieckie służby specjalne włącznie z KGB, patrz np.:

 

 

Na rzecz KGB i jego filii – w rodzaju PRL-owska Służba Bezpieczeństwa – działali nie tylko ich oficerowie, tajni współpracownicy, ale także tzw. nieświadomi multiplikatorzy, to jest ludzie, którzy faktycznie – za namową agentów służb specjalnych – pracowali na rzecz Związku Sowieckiego czy PRL-u, nie zdając sobie w ogóle sprawy, iż są narzędziem w ręku komunistycznej agentury. Często pojawia się w tym przypadku termin „użyteczni idioci”, używany już przez Lenina w stosunku np. do zachodnich dziennikarzy, zachwalających  system komunistyczny za podszeptem bolszewickich agentów.

Także dzisiaj w każdym państwie, również demokratycznym, rządzący starają się często wykorzystywać państwowe służby specjalne do walki z opozycją polityczną. Na przykład w latach 90-tych liberalno-lewicowe władze w Polsce inwigilowały przy pomocy tych służb prawicową opozycję (w tym Kaczyńskiego czy Parysa). Dzisiaj role się odwróciły i wygląda na to, że służby specjalne RP pomagają rządzącym kompromitować adwersarzy politycznych. Podobno do założenia podsłuchów w restauracji  „Sowa & przyjaciele” wykorzystano  węgierskie służby specjalne? Regularnie media publikują nagrania kompromitujące różnych polityków. Chyba nikt nie wierzy, iż w operacjach tych nie biorą udziału służby specjalne.

 

Jak to się robi dzisiaj?

Rządzący zainteresowani są umacnianiem swej pozycji za wszelką cenę. Stąd na przykład „Afera Watergate” w USA, która doprowadziła do ustąpienia prezydenta Nixona. W Polsce „grupa trzymająca władzę” w danym momencie zainteresowana jest nie tylko osłabianiem opozycji, ale także uniemożliwianiem lub utrudnianiem tworzenia nowych, alternatywnych ruchów politycznych, które mogłyby w przyszłości być dla niej konkurencją.

W czasie moich politologicznych studiów doktoranckich na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium w latach 80-tych na wykładach poświęconych Związkowi Sowieckiemu pojawiała się często grupa 3-4 osób, które zajmowały miejsca w różnych częściach sali wykładowej i systematycznie zadawały wykładowcy prowokacyjne pytania, które rozbijały cały wykład krytyczny wobec systemu komunistycznego. Prowokatorzy ci nie ukrywali specjalnie, iż są sympatykami lewackich ruchów, aktywnych wówczas na niemieckich uczelniach. Analiza działań KGB oraz STASI na podstawie np. zeznań byłych agentów zdekonspirowanych na Zachodzie wskazywała, iż Sowieci z pomocą swych satelitów (w tym przypadku NRD-owskich) systematycznie wpływali na kształtowanie się poglądów studentów w RFN.

Dlaczego o tym wspominam? Jedną z metod stosowanych także dziś przez służby specjalne jest delegowanie agentów wpływu lub wspomnianych wyżej nieświadomych multiplikatorów na różnego rodzaju zebrania, które stawiają sobie za cel stworzenie nowych, alternatywnych ugrupowań politycznych. Ludzie ci – swoim zachowaniem, wypowiedziami – wprowadzają zazwyczaj nerwową atmosferę na takich spotkaniach, co często prowadzi do ich rozbicia – podobnie jak w przypadku w/w wykładów.

Oczywiście nie twierdzę, iż wszyscy ci, którzy zachowują się w prowokacyjny sposób to agenci służb specjalnych. Część z nich to po prostu niekulturalni ludzie. Jednak są i tacy, którzy są specjalnie delegowani przez służby specjalne, by nie tylko zbierać informacje o powstających nowych ruchach, ale także utrudniać ich działanie i to już na samym początku.

Ta metoda jest dość prymitywna i łatwa do rozszyfrowania. Bardziej wyrafinowane są próby swego rodzaju odpowiedniego skanalizowania ruchów, które władza może uznać za przyszłą konkurencję. Operacja kanalizacji polega na namawianiu ludzi aktywnych i krytycznych wobec rzeczywistości do podejmowania działań radykalnych. W czasach PRL-u, gdy działałem w opozycji antykomunistycznej, od czasu do czasu pojawiali się w naszym środowisku ludzie, którzy namawiali nas do podpalania komitetów PZPR, wysadzania w powietrze pomników Lenina czy Dzierżyńskiego, zamachów na milicjantów etc. Wiadomo było, ze prawdopodobnie są to esbeccy prowokatorzy, którzy w ten sposób chcą nas wpuścić w kanał radykalizmu, z powodu którego komunistom łatwo będzie nas wsadzić za kratki na długie lata.

Dzisiaj także czasami działacze pozaparlamentarnych ruchów antysystemowych namawiani są albo przez podstawionych przez służby specjalne świadomie z nimi współpracujących prowokatorów albo przez nieświadomych multiplikatorów do działań radykalnych, które będą mogły być wykorzystane przez rządzących do skazania najaktywniejszych antysystemowców i tym samym ich neutralizacji. Władza prowokuje w ten sposób, zdając sobie doskonale sprawę, iż tego typu działania radykalne jej nie zaszkodzą. Wprost przeciwnie, będą doskonałym pretekstem, by wykazać, że alternatywa polityczna to grupa oszołomów, której jedynym celem jest np. wysadzenie w powietrze budynku Sejmu lub palenie opon na ulicy.

Władza doskonale wie także, że tak zradykalizowane przez agentów środowiska nie będą w stanie stworzyć faktycznej opozycji politycznej, która miałaby szansę  np. na wygraną w wyborach, gdyż ci podstawieni przez nia ludzie twierdzą, że nie ma sensu brać udziału w wyborach, bo one i tak nic nie zmienią. Dlatego należy wyłącznie palić opony na ulicach i doprowadzić do rewolucji. Można także namawiać do innych radykalnych działań, np. do powszechnego niepłacenia podatków na znak protestu przeciw władzy. Wiadomo jednak, że na taki krok zdecyduje się nie 100 tysięcy ludzi, lecz zaledwie kilku i to nic nie da w praktyce. Tego typu akcje mają stanowić swego rodzaju substytut faktycznie niebezpiecznych dla władzy działań. Zamiast się organizować i przygotowywać do przejęcia władzy w drodze wyborów, ruchy alternatywne mają przez 4 lata wychodzić ciągle na ulicę, a po tych czterech latach władza będzie mogła wygrać ponownie wybory i dalej rządzić.

Innym sposobem odciągania ludzi niezadowolonych z obecnej sytuacji od racjonalnego i skutecznego działania jest lansowanie tezy o zabarwieniu pozytywistycznym. Musimy dyskutować, musimy debatować, jak zmienić Polskę. Najlepiej debatujmy przez 4 lata do samych wyborów. Aby sfrustrowani rzeczywistością polityczną ludzie poczuli się nieco lepiej, podstawione przez służby specjalne osoby lub nieświadomi multiplikatorzy namawiają uczestników antysystemowych ruchów pozaparlamentarnych do tworzenia społecznych ciał  alternatywnych w stosunku do formalnych instytucji państwowych. Nie ma sensu brać udziału w wyborach, bo i tak je sfałszują – mówią. Stwórzmy więc na przykład nasz, alternatywny parlament, sejmiki, wybierzmy „rząd na uchodźstwie”.  Niektórzy idą nawet dalej i proponują, by powołać alternatywnego prezydenta lub nawet króla Polski. W ten sposób nie tylko kanalizują energię antysystemowców w kierunku, który na pewno nie prowadzi ich do celu, ale ośmieszają ruchy antysystemowe.

Jak się chronić przed agenturą?

Twórca znakomitej Podziemnej TV, Konrad Daniel, który zorganizował jeden z alternatywnych, pozaparlamentarnych ruchów antysystemowych o nazwie „1Polska”, jest chyba klasycznym przykładem zniszczenia antysystemowego ruchu przez dziwnych ludzi, którymi się otoczył. Gdyby Daniel zadał sobie trochę trudu i poszukał choćby w Internecie informacji na temat osób, których później podejrzewał o agenturalność, nie naraziłby swojej ciekawej inicjatywy politycznej na porażkę, patrz:

 

 

W latach 70-tych w środowiskach opozycyjnych krążyła wydana w drugim obiegu broszura, która instruowała nas, dysydentów, jak się zachowywać wobec komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Na przykład podkreślała, iż nie wolno z esbekami w ogóle rozmawiać, nawet o pogodzie, gdyż są w stanie nawet na podstawie takich rozmów sporządzić nasz portret psychologiczny, który mogą wykorzystać w dalszych swoich operacjach.

Jak się powinni dziś zachowywać działacze środowisk antysystemowych zarówno wobec świadomych jak i nieświadomych współpracowników służb specjalnych, dążących do zniszczenia ich inicjatyw politycznych? Rada, która może w pierwszej chwili wydać się banalna, to sprawdzenie wszystkich dostępnych w Internecie informacji o danej osobie. Gdyby tak postąpił Konrad Daniel, znalazłby wystarczająco dużo powodów, by nie współpracować z niektórymi ludźmi, którzy przyczynili się do zniszczenia jego inicjatywy politycznej. W tej chwili można w Internecie znaleźć także niektóre  informacje z IPN (np. o tym, że ktoś był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB). Następnie, gdy podejrzewamy faktycznie kogoś o agenturalną działalność, koniecznie należy sprawdzić jego teczkę w samym Instytucie Pamięci Narodowej. Były TW SB – szantażowany dziś – może w dalszym ciągu pracować dla służb specjalnych.

Oczywiście znaczna część dokumentów na temat tajnych współpracowników SB została zniszczona w latach 1989-90, niektóre są nadal utajnione w archiwum wyodrębnionym. Zawsze jednak jest możliwość znalezienia czegoś, co rzuci właściwe światło na osobę (urodzoną przed 1971), która działa na szkodę ruchów antysystemowych.

Należy także obserwować przez dłuższy czas działania tego typu ludzi. Jeśli zawsze powtarza się ten sam model działania (np. rozbijanie zebrań, próba kanalizacji aktywności w kierunku, który nie prowadzi do celu etc.), należy rezygnować ze współpracy z takimi osobami, gdyż w przyszłości, w momentach naprawdę ważnych dla ugrupowania, możemy zapłacić wysoką  cenę za tolerowanie destruktorów w naszym otoczeniu.

Znakomitą lekcję na temat skuteczności działań agenturalnych w przeszłości daje nam ujawniona dzisiaj aktywność tajnych współpracowników SB w środowisku polonijnym, rozbijanym przez komunistyczną agenturę przez długie lata, patrz:

 

 

Marek Ciesielczyk

Autor pierwszej w języku polskim książki na temat historii rosyjskich i sowieckich służb specjalnych pt: „KGB” oraz dwóch książek na temat działalności polonijnych agentów SB. Wyniki swych badań w IPN prezentował w czasie kilkudziesięciu wykładów od Miami przez Nowy Jork i Dallas po San Diego i Los Angeles oraz Vancouver

Czym się różnią partie polityczne od klubów piłkarskich, a czym od mafii?

Wywiad z dr. Markiem Ciesielczykiem – Przewodniczącym Antypartii

18 kwietnia w telewizji wRealu24 ukazał się wywiad z Przewodniczącym Antypartii – dr. Markiem Ciesielczykiem na temat patologii wynikających z polskiej partiokracji.

Już w ciągu kilku pierwszych godzin wywiad ten oglądało ok. 13 tysięcy osób, patrz:

https://www.facebook.com/watch/?v=3183305271957841

Dr Ciesielczyk w telewizji wRealu24

Od 30 lat Polską rządzi ta sama grupa około 300 osób, które od czasu do czasu zmieniają tylko szyldy partyjne, podobnie jak piłkarze barwy klubowe.  

Wraz ze wszystkimi „znajomymi i krewnymi królika” grupa ta tworzy nową nomenklaturę – ok. 20 tysięcy osób, które obsadzają najlepiej płatne stanowiska w spółkach Skarbu Państwa oraz w spółkach komunalnych, działając podobnie jak mafia. Wraz z rodzinami jest to pasożytnicza kasta około 100 tysięcy osób – mniejszość podobna do tej np. w Ugandzie czy Tanzanii.

Pozostali Polacy – po 30 latach „przemian” – zarabiają 6 razy mniej niż obywatele Liechtensteinu, 3 razy mniej niż Irlandczycy, 2 razy mniej niż Hiszpanie, półtora raza mniej niż mieszkańcy Słowenii, która niedawno walczyła o swą niepodległość w wojnie domowej, czy też obywatele Estonii – byłej kolonii sowieckiej.

Polska mogłaby – podobnie jak np. Irlandia, Nowa Zelandia czy Singapur osiągnąć roczny  przyrost PKB w wysokości 10-20%, a zarobki Polaków mogłyby w ciągu 5-10 lat być 2-3 razy większe niż obecnie, gdyby naszym państwem rządzili ludzie inteligentni, uczciwi i odważni, którzy przeprowadziliby reformy gospodarcze podobne do tych w Irlandii, Nowej Zelandii czy Singapurze (o tym pisze Antypartia na swej stronie www.antypartia.org).

Można to osiągnąć, zmieniając gruntowanie system selekcji ludzi władzy – ordynację wyborczą na większościową oraz zastępując fikcyjne regulacje referendalne faktycznym referendum bezprogowym, którego wynik byłby wiążący dla władzy.

Do tego dąży Antypartia, której kandydaci do Sejmu będą wybierani w uczciwych prawyborach w 41 okręgach wyborczych i będą musieli złożyć przyrzeczenie publiczne zgodnie z artykułem 919 kodeksu cywilnego. Jeśli nie dotrzymają danego wyborcom słowa, zostaną zmuszeni prawem do wypłacenia każdemu zdradzonemu wyborcy 1.000 złotych.

Antypartia żąda, by posłowie mogli być odwoływani w czasie kadencji w drodze referendum, by pozbawiono ich immunitetu, zaś wynagrodzenie parlamentarzysty zostało obniżone do wysokości średniej krajowej lub też by parlamentarzyści pracowali społecznie.

Antypartia nie oczekuje, by zapisywali się do niej jej zwolennicy. Status zarejestrowanego sympatyka gwarantuje każdemu takie same prawa jak formalnemu członkowi (włącznie z prawem startu do Sejmu z list tego ugrupowania). Członkowie i sympatycy Antypartii w każdym z 41 okregów wyborczych cieszą się całkowitą autonomią.

Już w tej chwili Antypartia rozpoczęła konstruowanie list wyborczych do Sejmu i zachęca zwolenników gruntowanej zmiany systemu politycznego w Polsce do zgłaszania kandydatur ludzi uczciwych, inteligentnych i odważnych, którzy mają na swym koncie znaczące sukcesy zawodowe i społeczne – telefon: 601 255 849.

REZULTATY PIERWSZEJ OGÓLNOPOLSKIEJ KONFERENCJI KOORDYNATORÓW ANTYPARTII

26-28 lutego 2021 w Zakopanem odbyła się Pierwsza Ogólnopolska Konferencja Koordynatorów i Sympatyków Antypartii, w której wzięło udział ponad 40 osób, które przyjechały do stolicy Tatr m.in. z Przemyśla, Suwałk, Katowic, Sosnowca, Rybnika, Gliwic,  Jeleniej Góry, Wałbrzycha, Szczecina, Gorzowa Wielkopolskiego, Koszalina, Gdańska, Torunia, Warszawy, Krakowa , Tarnowa, Piły, Mławy, Bielska Białej, Wrocławia, Rzeszowa, Sopotu, Nowego Sącza, powiatu brzeskiego, Ostrowca Świętokrzyskiego,  Sieradza, Zielonej Góry, Białego Dunajca. W spotkaniu wzięła także udział grupa osób z Zakopanego.

Zarząd i Rada Koordynacyjna przedstawiły rezultaty działań Antypartii w okresie lipiec 2020 – styczeń 2021. W tym czasie odbyły się spotkania Antypartii w Gdańsku, Szczyrku, k. Warszawy, w Krakowie, Jarosławiu, Lublinie, Białymstoku, Olsztynie, Koninie, Toruniu, Poznaniu.

W mediach zarówno ogólnopolskich jak i lokalnych ukazało się na temat Antypartii kilkadziesiąt artykułów oraz audycji radiowych i telewizyjnych. W styczniu Antypartia została zarejestrowana przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Uruchomiona została Telewizja ANTYPARTIA k. Katowic.

Uczestnicy Konferencji uzupełnili program wyborczy Antypartii, uwypuklając 21 najważniejszych ich zdaniem postulatów, które przedstawimy lada dzień. Doprecyzowano kalendarz działań Antypartii w okresie marzec – grudzień 2021. Do maja powinny zostać przeprowadzone we wszystkich 41 okręgach wyborczych wybory koordynatorów okręgowych (obecni zostali powołani tymczasowo przez Zarząd), w których wezmą udział wszyscy członkowie Antypartii w danym okręgu.

Pod koniec czerwca zostanie zorganizowany pierwszy Kongres Antypartii, który wybierze stały Zarząd (obecny ma charakter tymczasowy). Jesienią Antypartia ma zamiar zebrać 100-200 tysięcy podpisów osób popierających obywatelską inicjatywę ustawodawczą Antypartii, pod warunkiem, iż w szeregach Antypartii znajdzie się wówczas ok. 2.500 członków. Pod koniec roku Antypartia rozpocznie konstruowanie list wyborczych do Sejmu w drodze prawyborów w każdym okręgu wyborczym.

Trzeci dzień obrad poświęcony był rozmowom z innymi ugrupowaniami czy grupami, które chciałyby współpracować z Antypartią. Zawarte zostało porozumienie przedwyborcze ze Stronnictwem Narodowym, którego członkowie będą mogli wziąć udział w prawyborach i startować z list Antypartii. Prowadzono również rozmowy z przedstawicielami ruchu Wolni Ludzie, które będą kontynuowane w najbliższej przyszłości.

W spotkaniu wzięła także udział grupa przedsiębiorców z Zakopanego, którzy przyjęli nazwę Wolni Przedsiębiorcy. Także oni wyrazili chęć współpracy z Antypartią.

Druga Konferencja Antypartii odbędzie się prawdopodobnie przed Kongresem w maju albo w centralnej Polsce, albo nad Bałtykiem.

Antypartia zapowiada, iż już pod koniec tego roku  rozpocznie konstruowanie list wyborczych w drodze prawyborów we wszystkich 41 okręgach wyborczych.

Goszcząca na Konferencji Niezależna Telewizja przeprowadziła wywiad z Przewodniczącym Antypartii Markiem Ciesielczykiem, tutaj:

https://niezaleznatelewizja.pl/index.php/2021/03/09/wypowiedz-marka-ciesielczyka-przewodniczacego-antypartii-na-spotkaniu-w-zakopanym/

Wypowiedź Marka Ciesielczyka, przewodniczącego Antypartii, na spotkaniu w Zakopanym

Trzecia część Konferencji była poświęcona wypracowaniu stanowiska Antypartii wobec zasad współpracy z innymi ugrupowaniami, zwłaszcza dotyczącymi wspólnego startu w wyborach parlamentarnych.

Zebrani zgodzili się, by w Antypartii obowiązywała zasada, iż jeśli ktoś podpisze deklarację, w której przyjmie na siebie rolę sympatyka, będzie miał praktycznie te same prawa (ale także obowiązki) jak członkowie Antypartii.

Sympatyk będzie więc mógł być koordynatorem okręgowym (jeśli zostanie wybrany przez członków i sympatyków Antypartii w danym okręgu wyborczym), a więc będzie mógł być członkiem najważniejszego ciała Antypartii – Rady Koordynatorów.

Będzie także mógł uczestniczyć w prawyborach Antypartii w swym okręgu wyborczym, w wyniku których skonstruowane zostaną listy wyborcze Antypartii w wyborach parlamentarnych i samorządowych.

Oczywiście sympatyk musi akceptować Statut i program Antypartii i wpłacać na konto Antypartii (zamiast składek członkowskich) darowizny, których wysokość sam zadeklaruje, wstępując w szeregi sympatyków.

Jedynym ograniczeniem dla sympatyka  będzie brak możliwości wyboru w skład Zarządu, Sądu Koleżeńskiego i Komisji Rewizyjnej Antypartii.

Taka niekonwencjonalna regulacja umożliwi ścisłą współpracę z Antypartią także tym, którzy nie będą chcieli czy mogli być członkami Antypartii (np. członkom  partii, których statut zabrania wstępowania w szeregi  innych ugrupowań).

Pierwszą partią, której szef, obecny na konferencji w Zakopanem, zadeklarował chęć współpracy na takich zasadach z Antypartią i start  w wyborach parlamentarnych z listy Antypartii, jest Stronnictwo Narodowe.

Wydaje się, że taka regulacja znacznie ułatwi podejmowanie decyzji o współpracy i starcie w wyborach z list Antypartii  członkom innych ugrupowań i przyśpieszy proces jednoczenia się pozaparlamentarnych ugrupowań antysystemowych.

PANEM ET CIRCENSES – CIEMNY LUD TO KUPI… czyli neandertalizacja kultury

 

Juwenalis – rzymski poeta satyryczny przeszedł do historii chyba przede wszystkim ze względu na spopularyzowanie skutecznej recepty utrzymania się przy władzy („chleba i igrzysk”) nawet wówczas, gdy rządzący nie zapewniają rządzonym dobrobytu.

Gdy w czasach Juliusza Cezara brakowało chleba dla 150 tysięcy bezrobotnych, władca odwracał uwagę tłumu od jego nędzy, organizując igrzyska. Od kilku tysięcy lat rządzący skutecznie przedłużają okres swego panowania albo rzucając poddanym trochę chleba, a gdy go brakuje organizują dla ludu rozrywkę.

Znacznie łatwiej utrzymywać się przy władzy, gdy lud jest niewykształcony i chorowity. Dlatego sprytny władca żongluje chlebem i igrzyskami, dbając równocześnie o to, by poddani nie byli zbyt inteligentni i mieli problemy ze swym zdrowiem.

Często słyszymy, iż Polska pozostaje daleko w tyle za państwami faktycznie rozwiniętymi, a Polacy zarabiają 3 razy mniej niż na tzw. Zachodzie (patrz: https://www.antypartia.org/aktualnosci/dlaczego-polska-jest-ciagle-pariasem-europy-o-koniecznosci-gruntownej-zmiany-na-polskiej-scenie-politycznej/ ), gdyż dokonują złych wyborów, a to z kolei jest wynikiem małej wiedzy.

Jest to zdaniem piszącego te słowa twierdzenie prawdziwe. Oczywiście przyczyną złych wyborów jest także „najgłupsza na świecie ordynacja wyborcza”.

Duże znaczenie ma także rozdawany „chleb” (np. 500+ etc.), ale jeszcze większe – „igrzyska”. Ponieważ w dzisiejszych czasach trudno zorganizować np. walki gladiatorów na Placu Zamkowym czy na Wawelu, „igrzyska” organizowane są na znacznie większą skalę, bo w telewizji, którą ogląda większość wyborców. Jako że lud – wedle wyżej opisanej recepty – nie może być gruntownie wykształcony (dwie najlepsze polskie uczelnie UW i UJ znajdują się w rankingu szanghajskim dopiero w 4-tej i 5-tej setce uczelni na świecie), poziom tych „igrzysk” jest dostosowany do ilorazu inteligencji odbiorców.

Nie telewizja publiczna (faktycznie państwowa) kształtuje pozytywnie widza (do czego m.in. jest powołana), lecz plebejski gust widza decyduje o tym, co pokazuje telewizja. Im niższy poziom „igrzysk”, tym lepiej dla władzy, gdyż co cztery lata trzeba oszukiwać lud („Ciemny lud to kupi” – powiedział kiedyś obecny prezes telewizji państwowej, Jacek Kurski).

Nie wiadomo dzisiaj, czy pomysł przyznania literackiej nagrody Nobla dla Zenka Martyniuka to żart, czy też rzeczywiście w Polsce powstał „Społeczny Komitet ds. Nagrody Nobla dla Martyniuka”.

Także inne media nie pozostają w tyle w procesie tworzenia antykultury oraz popularyzacji pogańskiej etyki. Na przykład program Telewizji Eska „Warsaw Shore” może przekonać, iż to, co nazywamy cywilizacją śródziemnomorską stało się dzisiaj w Polsce marginesem kulturowym. Kilkunastu młodych Polaków różni od neandertalczyków chyba tylko to, że wydają więcej dźwięków przypominających nieco jeden z języków europejskich. Być może porównanie do neandertalczyków jest tu dla  Homo neanderthalensis obraźliwe?

Niektórzy twierdzą, iż zmiany, które zaszły w ciągu ostatnich 30 lat w mózgu polskich wyborców, między innymi (choć nie tylko) dzięki implementacji antykultury disco polo i  warsawshorepodobnych zachowań, są nieodwracalne i nie ma już szans na odrodzenie w Polsce cywilizacji śródziemnomorskiej, (a więc np. okradanie cmentarzy stawać się będzie czymś „normalnym”).

Jest to zjawisko niezwykle korzystne dla rządzących (nieważne z którego z walczących ze sobą plemion pochodzą). Prasowanie kory mózgowej ułatwia przejęcie i utrzymanie się przy władzy ludzi nieuczciwych, mało inteligentnych i tchórzliwych, ale równocześnie sprytnych, którzy serwują ludowi to, co lud powinien – ich zdaniem – kupić (patrz: https://www.antypartia.org/aktualnosci/od-politykow-gorsi-sa-tylko-pedofile-test-na-inteligencje-dla-kandydatow-na-poslow/

 

Marek Ciesielczyk